Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 121 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 09 Wrz 2019 21:22 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 685
Loty: 301
Kilometry: 522 434
srebrny
Dyszka ode mnie
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#22 PostWysłany: 09 Wrz 2019 21:37 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1633
platynowy
Poszlo 21

Tapniete z telefonu
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#23 PostWysłany: 09 Wrz 2019 22:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 2260
złoty
A co to są kiny? Jak można @tropikey ' owi coś apgrejdować to zrzućmy się;)
Tak na marginesie, to dobry pomysł, by się na forum wspierać w podrózy
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 09 Wrz 2019 22:10 

Rejestracja: 13 Lip 2012
Posty: 587
Loty: 41
Kilometry: 48 991
niebieski
+10 ode mnie

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#25 PostWysłany: 09 Wrz 2019 22:16 

Rejestracja: 06 Mar 2012
Posty: 1040
Loty: 131
Kilometry: 169 177
srebrny
@wtak, to taka waluta Tapatalkowa jak nasze polubienia tylko ze kazdy moze rozdysponowac ich ograniczona ilosc.
_________________
//Bartek

Moja pierwsza relacja z podróży - Andaluzja
Image
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
wtak uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 10 Wrz 2019 06:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Wielkie dzięki za wsparcie!
Jestem teraz w saloniku AC w Vancouver. Postaram się uzupełnić ostatni wpis i dodać nowy.
A co do kinów, oczywiście posłałem w podzięce też od siebie. Z resztą, nie zdając sobie do dziś sprawy, że to naprawdę może się komuś przydać, dość często klepałem wcześniej "prześlij kin", czy coś w tym stylu :)
Wkrótce wracam...

Edit: poprzedni wpis uzupełniony. Niestety, mam już boarding na lot AC do YYZ...

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
adamkru lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 10 Wrz 2019 07:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2013
Posty: 622
niebieski
Udanej wyprawy! Zaczęła się rzeczywiście super, baw się dobrze. :)
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 11 Wrz 2019 04:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Jest sobotni, gorący ale wietrzny wieczór. East Coast Park jest po brzegi wypełniony ludźmi różnych ras i wyznań. Istny kocioł, w którym jednak nic się nie gotuje, ani nie wrze. Pełen relaks, spokój i współpraca. Jedni wylegują się bezczynnie na trawnikach, inni szykują potrawy na publicznych grillach, a jeszcze inni pojedynczo lub grupowo hartują ducha i ciało. Jest też sporo wędkarzy wyczekujących na kamiennych falochronach aż żyłki ich wędek napną się gwałtownie. A w całym tym tyglu jeszcze masa psów, często wystrojonych jak na odpust. A dokoła nawet jednago rzuconego papierka. I niech ktoś mi powie, że skłonność do śmiecenia, to kwestia przynależności rasowej, czy narodowej. Widać co najwyżej oznaki złotej singapurskiej jesieni :D

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Park jest ogromny. Zajmuje większą część wybrzeża między lotniskiem a polem golfowym Marina Bay. Dobrze to świadczy o mieście, że w obliczu ciągłych braków terytorialnych nie podejmuje prób zagospodarowania tego atrakcyjnego obszaru w sposób komercyjny.

Zmierzcha już. Na dziesiątkach statków stojących na redzie singapurskiego portu zapalają się niezliczone światełka. Kieruję się do hotelu, zatrzymując się po drodze w pobliskim hawkers centre. W jednym z punktów gastronomicznych pokazuję po kolei, czego mają mi nałożyć (grzyby, zielony groszek strączkowy na pikantno, kurczak w sosie sojowym, warzywa zasmażane i kilka innych smakołyków). Za wszystko to, łącznie z dokładką płacę 7,5 SGD. Wydaje mi się to rozsądną ceną, ale starszy, mocno szczerbaty, choć bardzo dobrze wysławiający się po angielsku pan, który przysiadł się do mnie, twierdzi, że przed niedawnym remontem było w tym centrum znacznie taniej. Dopytuje przy tym o ceny w Polsce i wychwala europejską politykę socjalną, przy której ta singapurska sprowadza się w jego ocenie do ucisku społeczeństwa. Pokornie wysłuchuję jego utyskiwań, dziękuję za wspólną kolację i wracam do hotelu. Korzystam z przyjemnego, całkiem sporego basenu i tak odświeżony jestem gotowy na ostatni punkt wieczoru: Gardens by the Bay.

Image

Image

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 12 Wrz 2019 17:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Autobusem nr 36 dojeżdżam za 2 SGD spod hotelu na przystanek przy centrum handlowym Millenia Walk.

Ostatni raz byłem w Singapurze z 10 lat temu. Wiele się tu zmieniło. Nie było wtedy ani Helix Bridge, ani ogrodów (choć robiąc rundę singapurskim flyerem widzieliśmy już ich zalążki). Jestem trochę zdezorientowany, tym bardziej, że miasto szykuje się do wyścigów Formuły 1 (które odbędą się już 20 - 22.09) i pokonanie niektórych odcinków jest utrudnione.

Image

Image

Image

Image

Image

Po przejściu przez Helix Bridge orientuję się, że jestem w nielicznym gronie osób udających się w tym samym kierunku, co ja. Z ogrodów wraca zaś wielka ludzka fala. No tak, skończyła się tutejsza rapsodia (https://www.gardensbythebay.com.sg/en/w ... -show.html). Na miejscu jest jednak nadal nieprzebrany tłum. To sprawka nie tylko sobotniego wieczoru, ale odbywającego się tu akurat "Mid-Autumn Festival". No proszę, z tą jesienią w East Coast Park, to jednak nie do końca był żart :D

Image

Główną atrakcją festiwalu są niezliczone konstrukcje świetlne. Nie jakieś tam zwykłe lampiony, tylko istne dzieła inżynierii, w tym wodnej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przypomina mi to "Lantern Festival" W Hat Yai w Tajlandii, który odwiedziliśmy chyba w trakcie tej samej podróży, co Singapur, czyli dekadę temu. Największą atrakcją była wtedy wielka sala lodowa przygotowana przez chiński Harbin. W ogromnej kolejce do niej stały setki spragnionych egzotyki Tajów :D My oczywiście, po przybyciu tam ze styczniowej Polski, rarytas ten sobie odpuściliśmy ;)

Plynę przez ogrody wraz z otaczającym mnie tłumem. Ucieleśnia się tu ze wzmożoną mocą to, o czym wspomniałem pisząc o Changi. Atrakcją są tu ogromne drzewa z metalu, rośliny zamknięte w szklanym hangarze i woda płynąca wykopanymi przez ludzi kanałami. Wszystko to rozświetlone gigawatami kolorowych, mamiących świateł. Czy za dnia jest tu równie ładnie? Nie sądzę.

Image

Pora wracać do hotelu. Jutro muszę wstać przed piątą, żeby dojechać na lotnisko z wyprzedzeniem pozwalającym na zjedzenie śniadania w saloniku (gold w Accorze to dziadostwo :D).
Tym razem jadę numerem 114. Trasa jest niemiłosiernie dłuższa od tej wcześniejszej, ale przynajmniej mogę odwiedzić części Singapuru, do których normalnie bym nie trafił. I to nadal za jedyne 2 SGD :)
W hotelu jestem za dziesięć jedenasta, więc mam ostatnią chwilę na skorzystanie z vouchera na drink. W przybasenowym barze otrzymuję marne czerwone wino w kieliszku z tworzywa i jadę do góry celebrować mój zmierzający ku końcowi pobyt w Singapurze.


Ostatnio edytowany przez tropikey 12 Wrz 2019 17:49, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 12 Wrz 2019 17:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Sty 2012
Posty: 1913
Loty: 384
Kilometry: 646 430
HON fly4free
"Plynę przez ogrody wraz z otaczającym mnie tłumem. Ucieleśnia się tu ze wzmożoną mocą to, o czym wspomniałem pisząc o Changi. Atrakcją są tu ogromne drzewa z metalu, rośliny zamknięte w szklanym hangarze i woda płynąca wykopanymi przez ludzi kanałami. Wszystko to rozświetlone gigawatami kolorowych, mamiących świateł." - pieknie napisane ;)
_________________
Strona znajomego, gorąco polecam:
Zdjęcia, filmiki i ciekawostki z całego świata -> http://www.niezwyklyswiat.com
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 12 Wrz 2019 17:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Lejesz miód na moje serce :) To zdecydowanie przyjemniejsze, niż deszcz, który lał się na mnie dziś po przylocie do Foz do Iguacu. Dziś mam dzień nieco lajtowy, więc postaram się nadgonić z relacją...

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
suszek lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 12 Wrz 2019 20:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Zatem nadganiam...

Budzę się o 4:45. Wszystko mam już ładnie spakowane, więc pozostaje się ubrać, zjechać na dół i się wymeldować. A nie, jest jeszcze jedna kwestia: transport na lotnisko.
Bus hotelowy odpada, bo zaczyna jeździć dopiero za ok. godzinę. Autobus miejski raczej też. Specjalnie na ten wyjazd ściągnąłem sobie aplikację Grab, a nawet dostałem od nich kod rabatowy na pierwszy przejazd. Wpisuję go zatem zgodnie z instrukcją, a tu informacja, że nieważny. Niech ich szlag. Tak to oni klienta w mojej osobie nie utrzymają. Cóż jednak począć, na lotnisko przecież dojechać i tak muszę. Przełykam gorzką pigułkę pod nazwą "brak rabatu" i zamawiam tego Graba. Za kilka minut ma podjechać hybrydowa Toyota powożona przez jakiegoś Pana Chenga, czy innego Fenga. Koszt - niecałe 14 SGD.
Faktycznie, po chwili podjeżdża hybrydowa Toyota, wysiada dziarski Chińczyk, typowy Pan Cheng lub Feng, wypowiada magiczne słowo "airport" i jesteśmy już w drodze na lotnisko. Docieramy tam po kilkunastu minutach, kierowca wskazuje na taksometr, na którym wyświetla się 15 SGD z drobnym dodatkiem, a ja orientuję się w tym momencie, że to chyba nie mój Pan Cheng, czy Feng! To w ogóle nie jest Grab!
Owszem, widziałem w aplikacji, że auto podjechało po mnie, gdy na wyświetlaczu telefonu miało do pokonania jeszcze kilkadziesiąt metrów, ale hej, sieć nie jest przecież doskonała, nawet tu w Singapurze! Gdyby chociaż podjechał inny model, albo gdyby za kierownicą siedział Hindus. A tu dokładnie to samo... Co za zbieg okoliczności.
No nic, sprawę trzeba załatwić. To w końcu nie wina nie mojego Pana Chenga lub Fenga, że go wziąłem za tego mojego. Płacę mu zatem stawkę z taksometru (która pokazuje swoją drogą, że Grab niekoniecznie daje wielkie oszczędności), rozstajemy się, a w mojej głowie kołacze się myśl, na ile skasuje mnie Grab za ten "no show"... Jak obstawiacie? Rozwiązanie tej zagadki przedstawię w innym odcinku ;)

Jestem już odprawiony na dzisiejszy lot Singapore Airlines, ale muszę jeszcze oddać bagaż. Próbuję zrobić to samodzielnie w widocznych poniżej futurystycznych automatach, ale ekran woła, bym podszedł do normalnego stanowiska. Proszę bardzo, nie będę się kopał z koniem... Znaczy z automatem.

Image

Image

Oddaję walizkę i dowiaduję się, że jest zmiana bramki. Moja nowa jest w terminalu 1. Do bani, bo tam nie ma saloniku SQ. Jak dobrze, że przyjechałem ze sporym zapasem, co pozwoli mi pójść do Silverkris lounge i przedostać się potem spokojnie do innego terminala.

W saloniku SQ w Singapurze byłem 3 lata temu. Nic się od tej pory nie zmienił, a powinien. Jak na taką linię, jest on stanowczo démodé. Owszem, jest przestronny, dość elegancki, ale daleko mu do flagowych saloników u konkurencji. SQ o tym wie i kawałek dalej powstaje obecnie zupełnie nowy Silverkris Lounge, który - jak podejrzewam - dobije do wysokich standardów wyznaczonych choćby przez Katarczyków.
Dziś jednak jest po staremu, czyli duża część gastronomiczna (z rozczarowującą niestety ofertą śniadaniową), osobny bar alkoholowy, kilka części wypoczynkowych i sekcja sanitarna, dopominająca się remontu.

Na marginesie: jeśli komuś przeszło przez myśl, co ten gościu ciągle tak z tymi kiblami, spieszę z wyjaśnieniem, że w przyszłym roku mam 20-lecie pracy w jednym z przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, więc sami rozumiecie. Takie skrzywienie zawodowe (mimo, że osobiście po kanałach nie zasuwam :D).

Image

Image

Image

Image


Po śniadaniu wsiadłem w R2D2, bo z tym pociesznym robotem kojarzy mi się wnętrze kolejki wożącej na T1 i przeniosłem się pod gate mojego lotu do Tajpej.

Image

Image

Już przy wejściu do samolotu otrzymałem wypełnione częściowo tajwańskie karty przylotowe. To bardzo pomocne rozwiązanie. Żal, że nikt inny tego nie stosuje.
Po tym niezwykle rozbudowanym wstępie (piszę w czasie deszczu w Foz do Iguacu, więc nigdzie mi się nie spieszy :D), czas przejść do kwintesencji, jądra, creme de la creme tego lotu - do nowiutkiego, niemal dziewiczego, bo miesięcznego Dreamlinera, a w nim, do wprowadzonej przez SQ do użycia niedawno nowiutkiej regionalnej klasy biznes.
No co ja mam powiedzieć... Produkt jest świetny, zwłaszcza gdy jest tak nowy (na pilocie od IFE znalazłem jeszcze resztę folii :D). Wspaniały ekran o wysokiej rozdzielczości i świetnie wygłuszające słuchawki oraz pilot reagujący natychmiastowo (w przeciwieństwie do pilotów w QR), trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, jak w samochodzie, mięciutkie obicie fotela i jego osłony, itd. - wszystko to sprawia, że niemal 5-godzinny lot do Tajpej zapowiada się znakomicie. Zapomniałem tylko posadzić na fotelu mój plecaczek do zdjęcia :(

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Linie singapurskie zaskakują mnie dziś swoim nowym instruktażem bezpieczeństwa. Wideo jest nakręcone w stylu reklamy, czy teledysku do utworu chill outowego, tak jakby linii zależało, by pasażer zapomniał, że jest w samolocie. Przypominają o tym tylko drobne aluzje. Gorąco polecam jego obejrzenie.

<iframe width="560" height="315" src="


Jak się zapowiadał, taki jest ten lot. W skrócie komfortowy. Azja jest pod tym względem wspaniała. Gdy pomyślę, jak w Europie wygląda regionalna klasa biznes, aż się serce kraje...

Do pysznego posiłku szukam jakiejś rozrywki.

Image

Image

Najpierw sekcja muzyczna. Wiedziony chyba rozpoczętą przez @lovenz relacją azjatyckią, docieram tu do tej oto intrygującej płyty:

Image

I zanim ktoś pomyśli, że tak to jest samotnie męża w świat wypuścić, a zaraz mu baby w głowie, niech spojrzy na kolejne zdjęcie.

Image

Mnie też zatkało :D

Podobnie, jak w 2016 (gdy w ofercie SQ była "Planeta singli"), tak i teraz w dziale z niehollywoodzkim kinem światowym znajduję polską komedię romantyczną.

Image

Nie tego jednak szukam. Decyduję się na "Tajemnicę Joan". Niestety, w porównaniu do "Tajemnicy Filomeny", film jest dużym rozczarowaniem.

A propos rozczarowań, czy uwag krytycznych - po zakończeniu lotu mam jednak takie również wobec przetestowanego produktu Singapore Airlines.
Po pierwsze, lewa cześć osłony mojego fotela zdecydowanie zbyt mocno zachodziła na okno. W konsekwencji, z dwóch okien Dreamlinera (z których on przecież słynie) mogłem w praktyce korzystać tylko z jednego.
Po drugie, zaciemnianie okien działało ze sporym opóźnieniem, którego nie zaobserwowałem w innych Dreamlinerach.
Po trzecie, być może to kwestia tylko tych konkretnych słuchawek, które otrzymałem, ale zdarzało się, że na skutek przypadkowego naciśnięcia na ich boki, wydawały do ucha pisk. Gdybym miał takie w czasie lotu "sypialnianego", byłby to nie lada problem, bo w czasie snu mam zawsze słuchawki na uszach i często układam się na boku.
Po czwarte, pas bezpieczeństwa obcierał mi trochę szyję, a nie da się regulować jego wysokości, więc trzeba sobie z tym radzić metodami survivalowymi, np. używając kołnierzyka od koszulki polo, jako izolatora :D Na szczęście, to drobiazg, bo pasy muszą być zapięte tylko podczas startu i lądowania.

Lista uwag niby długa, ale nie zmienia to faktu, że w takich warunkach mógłbym podróżować bez ograniczeń. W tym celu musiałbym się jednak przenieść do Azji, a na to się nie zapowiada.

Tymczasem, na horyzoncie już Tajwan...

Image

Image

Image

Image

Image

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 14 Wrz 2019 00:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Po przylocie do Tajpej kieruję się do lotniskowej stacji metra, by dojechać do położonego o kilka przystanków dalej Taoyuan, gdzie mam przesiadkę na HSR Train, czyli pociąg dużych prędkości.
Po drodze pobieram z bankomatu najmniejszą możliwą kwotę, czyli 1000 TWD, a następnie kupuję bilet na metro za - o ile dobrze pamiętam - 30 TWD. Czekam na stacji ok. 10 minut i po kolejnych dziesięciu jestem na stacji Taoyuan, gdzie za 130 TWD (można taniej przez klook"a, ale z co najmniej 1-dniowym wyprzedzeniem, a ja do końca nie byłem pewien, czy będę jechać pociągiem) nabywam w automacie miejscówkę na tajwańską strzałę na szynach. Ta przybywa punktualnie, co do sekundy i zatrzymuje się w ten sposób, że drzwi mojego wagonu stają otworem dokładnie tam, gdzie jest to oznaczone na podłodze peronu.

Image

Image

Image

To pierwsze oznaki tego, jak sprawnie i efektywnie zorganizowana jest tajwańska komunikacja publiczna. Tu nie ma miejsca na niejasności.
Zajmuję miejsce 9A (przy oknie) w wagonie nr 3 i z przyjemnością przyglądam się przestrzeni, jaką do dyspozycji mają moje (ale i innych pasażerów) nogi. Odległości między rzędami są tak duże, że nie ma żadnego problemu z odchylaniem oparć foteli, bo te nikomu nie przeszkadzają.
Ja swoje oparcie odchylam tylko na chwilę, w celach eksperymentalnych, bo po 10 minutach podróży pociąg dociera do mojej stacji Banqiao (czyt. "banciao").

Image

Tą samą trasę (z lotniska do stacji Banqiao) można pokonać też autobusem, ale ten jedzie godzinę, a do tego odjeżdża z lotniska co 30 minut, więc jeśli ma się pecha, podróż może zająć niemal półtorej godziny. Choć jest to tańsze rozwiązanie - koszt tego połączenia to (znowu, o ile mnie pamięć nie zawodzi) 75 TWD.

Jeden aspekt poruszania się po azjatyckich metropoliach sprawia mi pewną trudność. Jest to nawigowanie w terenie pod ziemią. O ile na powierzchni ziemi są jakieś punkty orientacyjne, wg których można się kierować, tam w dole można o tym zapomnieć. Owszem, są tablice informujące o poszczególnych wyjściach, a nawet plany okolicy, ale jakoś nie specjalnie okazują się pomocne, przynajmniej w moim wypadku. Najczęściej liczę na łut szczęścia i idę za głosem intuicji.
Tym razem mnie nie zawiodła. Wychodzę z czeluści stacji Banqiao wprost na terminal autobusów miejskich, idę jeszcze ok. 50 m i po drugiej stronie ulicy widzę mój cel - Hilton Sinban. Boy hotelowy z uśmiechem otwiera przede mną wielkie szklane drzwi do lobby, a jeszcze bardziej uśmiechnięta recepcjonistka wita mnie, dziękując, że jestem lojalnym, diamentowym gościem sieci Hilton.
Pokój już na mnie czeka. Zarezerwowałem za punkty podstawowy pokój, a dostałem takie oto cudeńko...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zowie się to King Deluxe Suite, ma ponad 50 m2, dwa pokoje i łazienkę, dwa telewizory, z których jeden wielkości ekranu w małym kinie, japoński podgrzewany tron toaletowy i różne inne elementy, które sprawiają, że chciałbym strasznie zostać tu na kilka, a nie tylko jedną noc. A przecież czeka mnie jeszcze tutejszy salonik (oferujący happy hour od 17:30 do 20:30,, a nie tylko od 18:00 do 20:00, jak w wielu innych Hiltonach), basen na dachu i śniadanie, którego jestem bardzo ciekaw. I to wszystko za 35000 punktów HH. W tym wypadku mogę śmiało powiedzieć: "jedyne" 35000 punktów.

W dodatku nad automatem do kawy mam tę oto intrygującą rzeźbę. Hmm, co też autor miał na myśli...

Image

Obcowanie z hotelem poza pokojem zaczynam od basenu. Olimpijski to on oczywiście nie jest, ale ma wystarczającą długość, by się przepłynąć według potrzeb w tę i nazad. Zaraz obok jest siłownia z sympatycznym widokiem.

Image

Image

Image

Image

Image

Odświeżony mogę się udać do saloniku. Nie wiem, może mało jeszcze widziałem, ale to najlepszy salonik z dotychczas odwiedzonych przeze mnie w sieci Hilton. Przestronny, urządzony ze smakiem, z dużym tarasem oferującym widok na zachód słońca, przemiłą (o czym przekonam się najdobitniej następnego dnia) obsługą, no i z rewelacyjną ofertą gastronomiczną. Na ciepło jest aż 7 dań do wyboru, w tym krewetki, pierożki, kurczak, itp. Do tego łosoś na zimno i inne przystawki, różne desery, dość bogaty wybór alkoholi, itd. Jestem pod wrażeniem.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No, teraz to ja mogę ruszać na miasto. Robi się już ciemnawo, więc czas ruszać na Elephant Mountain.

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 14 Wrz 2019 15:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2506
Loty: 432
Kilometry: 1 028 838
złoty
Hilton wyglada zachecajaco, moze skorzystam. Czuje, ze jeszcze rzuci mnie do Taipei raz, zeby dokonczyc przerwana podroz z wiosny. Chociaz chcialabym zatrzymac sie tez w Grand Hotel.
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 14 Wrz 2019 18:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Aga, z całego serca polecam, "będzie Pani zadowolona" :D

Dzisiejsza przesiadka w GRU i pobyt w rewelacyjnym saloniku LATAM przyczyniły się do tego, że nareszcie ogarnąłem, jak sprawnie ładować i układać zdjęcia w tapatalku! Teraz, pójdzie jak po maśle :)

Zasuwamy zatem na górę słonia...

Opuszczam hotel i po 5 minutach jestem na stacji Banqiao. Widzę, że Tajwańczycy zabierają się za przygotowania do tutejszej wersji "christmasów" z dużym wyprzedzeniem. 

Image

Image

Dotarcie do Elephant Mountain nie jest skomplikowane. Muszę najpierw niebieską linią dojechać metrem do dworca centralnego w Tajpej, a potem przesiąść się na czerwoną w kierunku do Taipei 101 i wysiąść na ostatniej stacji.

Image

Image

Image

Przy okazji, muszę przyznać, że fascynującym jest, jak ogromne są różnice między poszczególnymi rasami ludzkimi. Weźmy na przykład zarost u mężczyzn, który u Azjatów potrafi sprowadzać się do jednego (ale jakże wypielęgnowanego) włosa, jak u tego jegomościa.

Image

Po wyjściu z metra trzeba kierować się na Xiangshan Trail. Idę najpierw między parkiem, a apartamentowcami. Potem trasa zaczyna się wspinać, aż docieram do charakterystycznego punktu, w którym początek mają schody prowadzące do punktów widokowych. Całą trasę dobrze opisuje https://mytanfeet.com/taiwan/elephant-mountain-taipei/
Dobrze, choć z jednym "ale": nijak nie mogę pojąć, dlaczego napisano tam, że po wyjściu ze stacji widać wskazówki do ścieżki w lewo, skoro w rzeczywistości kierują one w prawo... 

Z początku jest znośnie, choć strasznie irytuje mnie różna wysokość poszczególnych stopni, która burzy rytm kroków. Do tego, ogólnie stopnie są dość niskie, więc często muszę je brać podwójnie. Po czasie robi się jednak co raz bardziej stromo, a wysokość stopni drastycznie wzrasta. Gorące powietrze i wysiłek sprawiają, że koszulka zaczyna spełniać funkcję gąbki. Wcześniejszy żwawy krok zmienia się w dreptanie. 

Docieram do pierwszego punktu widokowego. Szybko zapominam o schodach. Oj tak... Kocham takie widoki. Nie jest to na pewno to samo, co zniewalająca panorama Hong Kongu, ale i tak jest wspaniale. 

Image

Image

Image

Ruszam jeszcze wyżej, do charakterystycznych głazów. Ponownie wyciskam siódme poty. W sumie, widok jest dość podobny, więc nie jestem pewien, czy było warto, tym bardziej, że do robienia zdjęć ze skałek ciągnie się ogonek chętnych, którzy  okupują potem szczyty przybierając na nich standardowe instagramowe pozy, od wypchanych ustek, poprzez rozrzucone ramiona, aż po "trzymanie" Taipei 101 między dłońmi, względnie na jednej, niczym na patelni. 

Image

Po uczcie dla oczu, jakim jest nocny widok Tajpej, czas wracać do mojego "gniazdka" w Banqiao. Do stacji idę ciut inną, bardziej okrężną drogą, bo podpatrzeć życie w tej części miasta. Przed zejściem do metra, z sąsiedniego lasu dobiega do mnie intensywne rechotanie nadrzewnych żab, dla których urządzono tu rezerwat. Może wrócę tu jeszcze kiedyś, by zobaczyć je własne oczy. 



Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
lataczuk uważa post za pomocny.
 
 
#36 PostWysłany: 17 Wrz 2019 05:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Mój wczorajszy dzień w Santiago de Chile był piękny - o czym zapewne jeszcze opowiem - i zamierzałem w dobrym humorze wstawić kolejną część. Z własnej kompletnie niezrozumiałej, niczym nieograniczonej i trochę przerażającej głupoty mój dobry humor jednak prysł. Na szczęście skończyło się "tylko" na konsekwencjach finansowych, ale mam dowód na to, że rutyna to najgorsza cecha w takich podróżach. Do tematu wrócę we właściwym czasie...

Tymczasem, po ochłonięciu i po przeprowadzce w kolejne miejsce, nadaję kolejną część. Cofamy się ponownie w czasie. Jest 9 września, Tajpej...

Spało mi się doskonale. Teraz czas, by zaopatrzyć odpowiednio organizm przed wypadem do centrum miasta. Zobaczymy, na ile podołam temu zadaniu. Prognoza przewiduje dziś 35 stopni w cieniu...

Zjeżdżam do restauracji na śniadanie. Lokal jest przepastny, ale podzielony na kilka sektorów, dzięki czemu nie sprawia wrażenia jakiegoś food hall'u.

Image

Kelnerka sadza mnie w części dla członków HH i stawia na stoliku stosowną plakietkę, która mogłaby służyć zaspokojeniu mojej próżnej potrzeby bycia wyróżnionym, gdybym ją miał. A tak, to właściwie niczemu nie służy.
Wybór jedzenia jest ogromny, choć muszę ostrzec swojskich konserwatystów żywieniowych, że na europejskiej smaki nie powinni się nastawiać. Widzę jedynie kiepskie pieczywo, jakiś ser żółty i wędlinę a la puszkowany Krakus. Bez wątpienia kuchnia azjatycka dominuje tu i rządzi. Są zarówno dania na ciepło (makarony, pierożki, zupy), jak i na zimno, w tym duży wybór smaków japońskich, z ich kieszonkami i piklami na czele. Szkoda tylko, że nie ma japońskich tacek z przegrodami pozwalającymi na dokładne odseparowanie poszczególnych składników. Na widok takiego bałaganu, jak u mnie, prawdziwy Japończyk popełniłby zapewne sepuku.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jest też masa pysznych owoców i soków, choć kawę mają kiepską, ale to już przypadłość wielu (albo większości) hoteli w Azji.

Na degustacji spędzam dobrą godzinę. Mam teraz czas do 16:00, gdy zgodnie z ustaleniami z recepcją mam opuścić pokój.

Zaczynam od "grobowca" Czang Kaj-szeka. Piszę w cudzysłowie, bo mam spore wątpliwości, czy to aby na pewno miejsce spoczynku szczątków doczesnych dawnego przywódcy kraju. Informacje w języku polskim mówią o "grobowcu", ale te w języku angielskim już o "memorial hall", a to wcale nie musi być tożsame. Jakoś nie wydaje mi się, by gdzieś tam, np. w podziemiach tego majestatycznego budynku rzeczywiście złożone było - w tej lub innej postaci - ciało ojca tajwańskiego społeczeństwa (bo chyba raczej nie narodu, skoro to też Chińczycy). Doszkolę się jeszcze w tej materii w wolnej chwili. A może ktoś z Was ma "od ręki" wiedzę na ten temat?

Po wyjściu ze stacji CKS Memorial Hall widać ogromny budynek, ale to "tylko" teatr narodowy. Po drugiej stronie przestronnego placu stoi identyczny obiekt. Jest siedzibą opery narodowej. Dopiero na końcu jasnej patelni, którą jest dziś ten plac, z tła wybija się rzeczony Memorial Hall ku chwale Czang Kaj-Szeka.

Image

Image

Image

Image

Image

Z fotela spogląda na nas uśmiechnięty dobrotliwie staruszek. Gdyby miał bardziej srogą minę i brodę, wyglądałby niczym Abraham Lincoln. Posągu strzeże dwóch ubranych nieskazitelnie biało żołnierzy. Nie wolno im wykonywać żadnych ruchów. Zakaz jest tak dalece rygorystycznie przestrzegany, że gdy jednemu z nich splywa pot spod hełmu (o co przy dzisiejszej temperaturze nietrudno, nawet mimo klimatyzatorów ustawionych za żołnierzami), podchodzi do niego wolontariusz i ociera twarz chusteczką, pucując mu przy okazji dwa guziki.
Wkoło widzę liczne grupy japońskich turystów. Na schodach robią sobie zdjęcia grupowe. Zamiast "cheese", krzyczą przed ujęciem coś, co brzmi zupełnie, jak "banzai!".

Image

Image

Image

Zbliża się pełna godzina. Duża część przestrzeni przed postacią na fotelu zostaje odgrodzona. Za chwilę odbędzie się zmiana warty. Pierwotnie nie planowałem zostać na tym. Ciągle mam w pamięci paździerzowo-cepelianą, budzącą politowanie zmianę warty przed pałacem w Seulu, w której udział brali goście w błyszczących fatałaszkach, ucharakteryzowani, niczym aktorzy wodewilowi. Gorące powietrze zatrzymało mnie jednak przy ojcu Tajwanu. Niech będzie. Mogę to obejrzeć.
Muszę odszczekać wszelkie negatywne myśli, jakie miałem na zapas na temat tej uroczystości. Mogę jedynie pochylić czoła przed żołnierzami biorącymi w tym udział. Ileż trzeba ćwiczyć, by do perfekcji opanować ten układ! I powtórzyć go jeszcze w takich warunkach klimatycznych z precyzją zegara atomowego! Niesamowite. Wyrazy podziękowania dla dzisiejszej pogody, że nie pozwoliła mi wyjść stąd za szybko. Niestety, zdjęcia nie są w stanie tego oddać.

Image

Image

Image

Po zmianie warty postanawiam odwiedzić jeszcze świątynię Longshan. Na więcej nie mam już siły i ochoty.
Ruszam zatem do stacji metra. Idę obrzeżem placu, by nie stąpać po jego rozżarzonej powierzchni. Ta część jest niewielkim, zacienionym parkiem, w którym urządzono nawet staw z mostkiem i wodospadem.

Image

Image

Image

Jak widać przypadłości smartfonowych rodziców są znane i tu.

Image

Świątynia nie należy do dużych, ale ma swój urok. Poza tym prężnie działa. Jest przykładem zgrabnego połączenia religii i komercji. Z jednej strony setki wiernych, którzy modlą się w mniej lub bardziej natchniony sposób, a z drugiej działająca sprawnie maszynka do zarabiania na tym natchnieniu. Można tu kupić wszystko, co potrzebne dla duchowego połączenia się z Jednostką Naczelną. A jeśli zabraknie środków w portfelu, to nie ma sprawy - obok stoiska jest bankomat.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jedną z podstawowych czynności religijnych praktykowanych przez wiernych jest wróżenie z dwóch nerkowatych kawałków drewna pomalowanych na czerwono. Od rzucania nimi o ziemię w celach profetyczno-rytualnych są często mocno obdrapane.

Image

Image

Image

Mimo dużej ilości cienia, ukrop jest tu taki sam, jak na zewnątrz. W części modlitewnej są zawieszone dysze, z ktorych co chwilę wyrzucana jest gęsta mgła. Podejrzewam, że w celu schłodzenia otoczenia. Coś się jednak ta metoda nie sprawdza.

Image

Image

Żegnam się (w agnostycznym tego słowa znaczeniu) ze świątynią i po kilkudziesięciu metrach jestem w zbawiennej otchłani tajpejskiego metra. Jadę stąd prosto do hotelu, bez żadnych przesiadek.
Zbliża się czas wymeldowania. Oddaję klucz i zgodnie z wczorajszymi ustaleniami proszę o wpuszczenie do saloniku. Odjazd na lotnisko mam dopiero za 2 godziny.
Niestety, w recepcji jest jakaś nowa dziewczyna, która woli upewnić się u managera, czy aby na pewno po wymeldowaniu mogę jeszcze iść do saloniku. Ten mówi, że OK, ale tylko do 17:30, gdy zaczyna się happy hour. Nie tak się wczoraj umawiałem, ale nie wdaję się w dyskusję, bo nie chcę wkopać wczorajszej recepcjonistki - może jej ustalenia ze mną nie były zgodne z zaleceniami?
Siadam sobie w saloniku i korzystając z oferty nie-happy-hourowej walczę z tapatalkiem (z sukcesem dzięki Waszej pomocy :) !). Zbliża się 17:30, a tu podchodzi jedna z dwóch pań obsługujących salonik i mówi dyskretnie, że nie ma problemu, mogę siedzieć i korzystać ile chcę.
Nie wiem, czy to kwestia moich wczorajszych obfitych pochwał skierowanych do tych samych pań, czy po prostu były miłe, ale oczywiście chętnie korzystam z tej szczodrej propozycji.
W tak uroczych okolicznościach czekam na przyjazd kierowcy z SIXT'a. Jakiś czas temu dostępny byl kupon dający 50% zniżki na Sixt Rides. Skorzystałem z niego, dzięki czemu mam prywatną przejażdżkę na lotnisko za 25 USD. Jasne, to nie to samo, co Blacklane za grosze ileś lat temu, a i auto z niższej półki (czarna Toyota Avensis), ale za taki dystans to dobra cena.
Na lotnisko docieramy w ciągu pół godziny. Z niecierpliwością czekam na mój pierwszy lot linią Eva Airways...









Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
 
 
#37 PostWysłany: 17 Wrz 2019 10:31 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1210
srebrny
@tropikey
Prawdziwy grobowiec Cang Kaj-szeka znajduje się poza Tajpej:
https://en.wikipedia.org/wiki/Cihu_Mausoleum
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#38 PostWysłany: 17 Wrz 2019 11:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2506
Loty: 432
Kilometry: 1 028 838
złoty
Ty cierpiales z powodu upalu, a ja z powodu deszczu. Nie zwiedziłam tego Memorial Hall, tylko pokrecilam sie pod dachem teatru i zrobilam zdjecia z zewnatrz. Bylam za to w National Sun Yat-sen Memorial Hall i tam widziałam zmiane warty. Faktycznie robi wrazenie.
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 17 Wrz 2019 18:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3906
HON fly4free
Jestem na lotnisku TPE. Nadaję bagaż do samego Sao Paulo, choć będę musiał i tak odebrać go w Vancouver i przenieść go osobiście do terminala krajowego, gdzie oddam go już do miejsca docelowego. Trochę to dziwne, ale wiadomo... Kanadyjczycy chadzają swoimi ścieżkami :) 

Image

Image

Po kontroli bezpieczeństwa kieruję się do saloników BR. Mam do wyboru 2: Star i Infinity. Gdybym miał status w programie lojalnościowym BR mógłbym pójść jeszcze do jednego (chyba Garden). 

Image

Image

Kierując się recenzją https://onemileatatime.com/eva-air-lounge-taipei-review/, idę do Infinity z lekko kosmicznym wystrojem. Nie jest to na pewno jakieś nadzwyczajne miejsce (a od saloniku Eva Air można byłoby w zasadzie czegoś takiego oczekiwać), ale nie można narzekać. Jest szeroki wybór gastronomiczny, dużo miejsc do siedzenia, fajna scenografia. Brakuje mi jednak jakiejś cichej sali z szezlągami, a i wifi mogłoby działać sprawniej. 

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze do bramki wypachniłem się Wood Essence od Bvlgari (vel Bulgari, jak kto woli) za circa 400 zł. za 50 ml (u nas jest chyba taniej), co by wioski nie było, bo Azjaci, zwłaszcza w C bardzo są markowi i zwykły jakiś Boss, czy inny Paco Rabanne mógłby wywołać spojrzenia politowania. Popatrzcie tylko na buty tego gościa... 

Image

Niektóre freaki lotnicze mają ciekawy sprzęt do fotografowania samolotów. 

Image

E tam, ja i bez takich cudów techniki daję radę pokonać refleksy na szybie :D

Image

Po chwili jestem już na pokładzie. Przestronna, typowa dla B777 kabina C. Mój pleczaczek już gotowy do zdjęcia :) 

Image

Image

Image

Image

Mają tu dwie ciekawe rzeczy. Po pierwsze, zestaw podróżny w eleganckiej miniwalizce Rimowa, a po drugie solidne słuchawki wygłuszające - lepsze, niż w innych liniach. 

Image

Image

Image

Tu w pozycji siedzącej nie sięgam do podnóżka. W poprzednich wszędzie mogłem. Fotel jest chyba taki sam, jak w B777-300ER Cathay Pacific, nawet kolorystyka jest podobna. Jest jednak pewien problem. Może to indywidualna przypadłość mojej "jednostki", ale nie mogę dobrać dla siebie wygodnej pozycji leżącej. Wszędzie mnie coś uwiera (pomimo dodatkowej maty, którą zainstalowała stewardesa), albo ogranicza (głównie na wysokości kolan). Nie tego się spodziewałem. 

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Aby uzpełnić mój dzisiejszy wizerunek, czym prędzej wskakuję w piżamę od niejakiego Jasona Wu (portret w załączeniu). Pytanie tylko, co do jasnej ciasnej zrobić z tym kołnierzem? 

Image

Wystrojony oczekuję na kolację. Tajwańska zupa z wołowiną jest pyszna, choć wsad w postaci kawałka tłuszczu nie budzi mego entuzjazmu (miłośnicy golonki będą jednak wniebowzięci). A to niepozorne ciasteczko obok owoców kryje w sobie przepyszną, choć niezidentyfikowaną do końca masę. Jest tam na pewno czekolada, ale co ponadto, tego nie wiem. 

Image

Image

Image

Pora spać. Okryty pledem w pepitkę wpatruję się trochę w rozgwieżdżone niebo nade mną i wyobrażam sobie, jak uroczo będzie, gdy samoloty zostaną już wyposażone w ściany mogące wyświetlać różne obrazy. 

Image

Image

Image

Image

Po dobrych 6, a może nawet 7 godzinach snu (przerywanych czasem wspomnianym wcześniej moszczeniem wymuszonym przez moje legowisko) budzę się na śniadanie i wkrótce potem obserwuję zachodnie wybrzeże Kanady, do którego się powoli zbliżamy. Jest 9. września ok. 19:00. I pomyśleć, że z Tajpej wyleciałem tego samego dnia o 23:50 :D

Image

Image

Image

Image

Czas przybić piątkę z liściem klonowym...

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
hubson uważa post za pomocny.
 
 
#40 PostWysłany: 17 Wrz 2019 18:42 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2801
Loty: 175
Kilometry: 447 889
EVA trochę trąci myszką, ciekawe jak w Y. Miałem więcej oczekiwań w stosunku do Twojej podróży tam w C
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
 [ 121 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group