Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 09 Lis 2020 19:31 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
Dzięki pandemii mam trochę więcej czasu, więc postanowiłem pododawać trochę relacji z moich przeszłych podróży. Jednym z miejsc, o którym nie ma za wiele informacji na forum jest Canberra, dlatego dzisiaj postaram się odpowiedzieć na pytanie czy to naprawdę najnudniejsza stolica świata i czy nie branie jej pod uwagę podczas naszych podróży przez Australię jest słuszne.

Szybka odpowiedź: MOŻNA ODPUŚCIĆ!

Dłuższa Odpowiedź: Można odpuścić, ale...

Tych którzy chcą wiedzieć skąd to "ale" zapraszam do przeczytania relacji. Na końcu dodatkowo znajdzie się odpowiedź, kiedy i dla kogo warto. Czas na szalony rollercoaster wydarzeń pełnych emocji jak podczas gry w bingo.
Załącznik:
16.jpg
Jak wielu z Was podczas wizyty w Australii chciałem zwiedzić więcej niż jedno miejsce. Tamtym razem wybrałem dość standardowo, czyli Melbourne i Sydney. Pewnym problemem była decyzja jak przemieścić się między miastami. Jako, że jazda pociągiem jest opisywana jako nieciekawa, a nie wypożyczyłem samochodu, to właściwie został mi tylko i wyłącznie samolot. Autobus odpadł w przedbiegach, bo drogi i jedzie długo. Ceny lotów podniosły się zanim się zdecydowałem na zakup. Nawet loty z Avalon kosztowały tyle co wcześniej z głównego lotniska w Melbourne. Przy okazji chciałbym zareklamować Wam swoją relację z podróży z lotniska Avalon do Melbourne. Moderacja, szybciej niż się spodziewałem, przeniosła ją z "relacji z podróży" do "lotniska i dojazd do nich", więc nikt w najbliższym czasie do niej nie trafi i trochę mi szkoda, więc spamuję - LINK Postanowiłem nie przyznawać się do błędu z nadmiernym wyczekiwaniem i znaleźć jakąś alternatywę. Gdzie można zrobić sobie jednodniówkę? W normalnej cenie właściwie tylko w stolicy Australii i czasami przy dobrych wiatrach także na Tasmanii, choć raczej w Launceston niż Hobert. Odrzuciłem Tasmanię, bo choć nigdy tam nie byłem, to wydaje mi się, że warto znaleźć na nią więcej czasu. Kupiłem więc bilet lotniczy do Canberry i następnie autobusowy do Sydney, żeby samemu przekonać się dlaczego nie warto tam jechać.

Samolot miałem o 11:00, więc spokojnie zjadłem śniadanie i udałem się na pobliską stacje kolejową. Przesiadka na autobus i już jestem na lotnisku w Melbourne w wersji budżetowej. Byłem na godzinę przed czasem i trochę się stresowałem zbyt ciężkim bagażem. Nie pomagało to, że informacja o bramce są tam podawane później niż na jakimkolwiek lotnisku na świecie. Podali chyba dopiero na 25 minut przed odlotem, na szczęście bramka była blisko, a czasami trzeba iść jeszcze z 10 minut. Boarding przebiegł bardzo sprawnie i po kilku minutach byłem na pokładzie. Lot b737 na pokładzie linii Tiger Air (RIP) przebiegł bardzo sprawnie i nieco ponad godzinę później meldowałem się już na lotnisku w stolicy.
Jako, że linia, będąca częścią holdingu Virgin Australia, została zlikwidowana, to obecnie nie ma nisko-kosztowej alternatywy dla lotów do Canberry. Loty w Australii są zazwyczaj absurdalnie drogie i nawet w tamtym czasie było to jedyne tanie połączenie. Jetstar w ogóle omijał stolicę. Lot Qantas kosztował jakieś 400-500zł, Virgin podobnie. TA zapłaciłem 125zł, choć chcieli chyba z 200zł. Co do zasady lot do dalej położonego Sydney będzie niemal zawsze tańszy, no ale skoro rząd płaci, to co się mają ograniczać. Na zdjęciu poniżej samolot którym przyleciałem widziany z okien autobusu do centrum miasta.
Załącznik:
3.jpg
Lotnisko jest nowoczesne i kompaktowa, rocznie nie przewija się tutaj nawet 4 mln osób. Są tu głównie loty krajowe i jeśli chce się lecieć gdzieś dalej zazwyczaj najpierw trzeba polecieć do Sydney lub Melbourne. Dość szybko wyszedłem z samolotu i udałem się do wyjścia. Jako, że miałem jeszcze trochę czasu do autobusu do centrum, to postanowiłem udać się do biura informacji turystycznej. Znajduje się ono na przeciwko wejścia. To był dobry wybór. Z jednej strony zakupiłem bilet na autobus (chyba, nie wiem czy nie zrobiłem tego w biletomacie jeśli taki był) i dowiedziałem się jak należy poruszać się po mieście. Nadal miałem chwilę do odjazdu autobusu, więc podszedłem przyjrzeć się nowoczesnym rzeźbom stojącym przed lotniskiem. Nie pamiętam dokładnie jak to wyglądało wtedy, ale obecnie na lotnisko jeździ autobus R3 co ok. 15 minut. Czas przejazdu "do centrum" to ok. 20 minut. Cena przejazdu 3,5AU$ czyli tyle co za każdy inny autobus.
Załącznik:
1.jpg
Załącznik:
2.jpg
Podróż minęła szybko. Jechałem nawet z jakimś polakami. Wysiadłem pod "Canberra Museum and Gallery". Choć trochę przez przypadek, to i wam polecam to zrobić. Dlaczego? Tu dochodzimy do odpowiedzi jak należy poruszać się po mieście. Wcześniej zakładałem piechotę, ale można to zrobić także za pomocą tzw. cultureloop. Jest to linia autobusowa, która kursuje po między najważniejszymi miejscami Canberry. Rozkład jest bardzo prosty. Co godzinę od 9 do 16 wyrusza z pętli i po 45 minutach melduje się na niej z powrotem. Dodatkowa zaleta? Za Darmo. Obecnie linia jest zawieszona, ale pewnie wróci. Jej przystanki to kolejno: Canberra Muzeum -> Centrum Handlowe -> Newacton (trochę sztuki, trochę jedzenia, tu się bywa) -> Muzeum narodowe -> narodowe archiwum obrazu i dźwięku -> Visitor Center (+galeria) -> Biblioteka Narodowa -> Stary Parlament -> Nowy Parlament -> i po raz kolejny Canberra Muzeum. Miałem jeszcze kilka minut do 13, więc pokręciłem się po bliskiej okolicy, a następnie udałem się do autobusu. Gdy zobaczycie budynek ze zdjęcia poniżej, to wysiadajcie i przesiądźcie się do czerwono-białego autobusu turystycznego.
Załącznik:
4.jpg
Załącznik:
5.jpg
Załącznik:
6.jpg
Jako, że w praktyce miałem tylko 5 godzin na zwiedzeni Canberry, to postanowiłem udać się do muzeum narodowego. Pierwsze zdjęcie pochodzi właśnie stąd. Muzeum jak chyba niemal wszystko w tym mieście jest nowoczesne. W przestronny lobby znajdziemy zapowiedź przyszłych atrakcji dotyczących jednej z czterech galerii (coś było zamknięte).
Są to kolejno: "Old New Land" - How have we changed the land? How has the land changed us?,
"Journeys" - How are you connected to the world?,
"Landmarks" - What places are important for you?,
"First Australians" - How have Australia's indigenous people lived on this continent for more than 60000 years?
Załącznik:
7.jpg
Załącznik:
8.jpg
Dodatkowo mamy tez wystawy czasowe, ale akurat nie przypadła mi do gustu, a co ważniejsze nie miałem na nią czasu. Wizyta w muzeum w moim przypadku trwała tylko godzinę (konieczność zdążenia na autobus), ale jeśli możecie zaplanujcie 2 godziny. Na recepcji zostawiłem walizkę. Jako, że Australia ma sporo wspólnego z Wielką Brytanią, to wystawa stała była za darmo. Wystawy są naprawdę ciekawe. Możemy pomacać futro dziobaka. Co ciekawe miał on dowodzić ignorancji aborygenów, bo przecież to niemożliwe, aby składał jaja. Kilkadziesiąt lat potrzebowali Europejczycy żeby w to uwierzyć. Zobaczymy tu także jak rozprzestrzeniały się króliki i jak w ogóle zaczął się problem z nimi. Dowiecie się także jakie minerały zawiera woda kranowa w różnych częściach kraju. Poza tym są tu podstawowe informacje o powstawaniu australijskich miast, jak się kiedyś żyło. Wystawa 4 zawiera wiele aborygeńskich pamiątek i sztuki. No wiecie, skamieliny, zdobione wazy, ubrania, wypchane zwierzęta i młyn wodny, czyli po trochu wszystkiego jak to w typowym muzeum narodowym minus renesansowe obrazy. Samo otoczenie muzeum również prezentuje się ciekawie.
Załącznik:
9.jpg
Załącznik:
11.jpg
Załącznik:
12.jpg
Załącznik:
13.jpg
Załącznik:
14.jpg
Załącznik:
15.jpg
Przez ostatnią wystawę już niemal przebiegłem, ale czas mnie gonił. Musiałem zdążyć na autobus. Na szczęście się udało i już po chwili jechałem w kierunku biblioteki narodowej. Podczas podróży wyraźnie widać, ze to miasto jest jakieś dziwnie puste. Po szerokich drogach podróżują zazwyczaj nieliczne samochody. Z drugiej strony cóż się dziwić skoro cała armia urzędników na czele (z byłym?) premierem, gdy tylko ma okazje wsiada w pierwszy lepszy samolot do Sydney lub Melbourne. Taka to już dola sztucznych miast zaprojektowanych pod linijkę. Po drodze był dość dobry widok na nowy parlament (budynek po prawej) i miejsce docelowe mojej podróży, czyli Bibliotekę (po lewej) po drugiej stronie rzeki.
Załącznik:
17.jpg
Załącznik:
18.jpg
Biblioteka stoi trochę na uboczu. Wokół jest sporo terenów rekreacyjnych i wielki parking. Wielkie parkingi to moim zdaniem zmora tego miasta, szczególnie po stronie "parlamentarnej". Choć była jakaś wystawa, to nie wszedłem. Ogólnie od tego momentu nigdzie już nie wchodziłem. Mogło to być błędem, ale czas pędził nieubłaganie. Przeszedłem się do parku i doszedłem do nadbrzeża. Tam mogłem podziwiać widoki na drugą stronę rzeki i Visitors Center.
Załącznik:
19.jpg
Załącznik:
20.jpg
Załącznik:
21.jpg

Następny odcinek jak go napiszę, bo f4f nie chciał mi załadować wszystkich zdjęć za jednym razem, więc muszę podzielić kilkugodzinną relacje na dwie części.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez adam1987, 10 Lis 2020 22:05, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
Nosacz uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 09 Lis 2020 19:56 

Rejestracja: 02 Mar 2012
Posty: 6409
HON fly4free
adam1987 napisał(a):
Gdzie można zrobić sobie jednodniówkę? ... muszę podzielić kilkugodzinną relacje na dwie części.

Kilkugodzinnej relacji z jednodniówki raczej nie przebrniemy ;) Może to jakoś skondensuj :)
Góra
 Relacje PM off
eskie lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 10 Lis 2020 22:03 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
Spacerowałem sobie dalej po nabrzeżu. O dziwo nawet pojawili się inni ludzie w liczbie sztuk dwóch. Po za spokojem, rzeką i drzewami mamy tutaj też flagi prawie wszystkich krajów świata. Nie mogłem znaleźć Korei Północnej, może czegoś jeszcze brakowało. Korea Południowa była pod K obok Kosowa. Jako, że żadna z Korei nie uznaje swojego członu geograficznego, to i Północna chyba powinna tam być. Dla bezpieczeństwa szukałem wszędzie i nic. Jeśli ktoś wie jakie mogą być tego powody, to chętnie się dowiem. Nie utrzymują stosunków dyplomatycznych? Utrzymują, więc to musi być coś innego. Czas goni. Robię jeszcze kilka zdjęć w tym takie, które zawierają "Australian War Memorial" czyli jeden z nielicznych atrakcji stolicy Australii, pod która nawet nie przejeżdżałem. Teoretycznie autobus z lotniska jedzie w nieco bliższej odległości od pomnika/muzeum, ale nie zrobiłem zdjęcia. Odwracam się i idę pomiędzy pobliski pomnik/powierzchnię wystawienniczą. Samo przejście tym nienaturalnym kanionem jest ciekawym doświadczeniem.
Załącznik:
22.jpg
Załącznik:
23.jpg
Załącznik:
24a.jpg
Załącznik:
25.jpg
Załącznik:
kanion.jpg

Trafiam na kolejny kwartał z duża ilością zieleni. Po prawej dostrzegam budynek Questacon czyli nowoczesnego centrum nauki coś jak warszawskie Centrum Nauki Kopernik. Pod budynkiem mamy ciekawą rzeźbę Einsteina. Gdy patrzymy od przodu widzimy uczonego, a jak z boku, to gołąbka pokoju. Czy alegoria słuszna każdemu zostawię pod rozwagę. Po lewej stoi budynek sądu najwyższego oraz galeria portretów i galeria narodowa.
Załącznik:
26.jpg
Załącznik:
ein stein.jpg

Idąc dalej do przodu widzimy stary budynek parlamentu, a za nim majaczy "maszt" nowego budynku parlamentu. Jako, że całość to dokładnie zaplanowany układ architektoniczny, nic nie stoi tu przypadkiem, a każda perspektywa jest zaplanowana. Wreszcie pojawiają się jakieś większe grupy ludzi, w tym przypadku dzieci grające w piłkę nożną. Przestrzenie są tu bardzo duże, mnóstwo dokładnie przystrzyżonej trawy, a na skraju, bliżej bocznych budynków drzewa czy krzewy różane. Podchodzę bliżej parlamentu, który obecnie jest Muzeum Australijskiej Demokracji i widzę pomnik Jerzego V, który dodatkowo zawiera św. Jerzego na koniu. To co jednak znajduję za nim jest jeszcze ciekawsze. Stoi tu tzw. ambasada aborygenów, która jest stałym protestem dotyczącym traktowania społeczności rdzennych mieszkańców. Jak na miejsce, które stoi tu jeszcze od poprzedniego wieku wygląda to średnio, ale jest to ważny wyraz problemów z jakimi zmagają się Aborygeni.
Załącznik:
27.jpg
Załącznik:
28.jpg
Załącznik:
29.jpg

Idziemy dalej, obok parlamentu jest bardzo ładny ogród, w tym różany, w którym można sobie chwilkę odpocząć. Znajduje się tutaj poidełko. Sam ogród założono w latach 30 XX wieku, ale z czasem podupadł. W 2002 roku rozpoczęto kampanię społeczną podczas, której zebrano 400 000AU$ za co posadzono 4200 krzaków róż i pod koniec 2004 roku ogród ponownie otworzył się dla wszystkich chętnych. Od tamtej pory sponsorowanie krzaków róż w ogrodzie stało się pewnego rodzaju tradycją.
Załącznik:
30.jpg
Załącznik:
32.jpg
Załącznik:
33.jpg

Po napojeniu się poszedłem w kierunku ambasady Kosowa. Po raz kolejny mijam monstrualne parkingi, aż przykro patrzeć ile przestrzeni jest zabetonowane jakby nie patrzeć w bardzo nowoczesnym mieście. Przyznaję, że zieleni jest również wyjątkowo dużo, ale i tak nie jestem fanem parkingów. Niedaleko ambasady Kosowa znajduje się kilka innych, szczególnie Państw Ameryki Południowej. Mamy też nieoficjalną "ambasadę" Tajwanu oraz biura lobbystów, bo trudno mi inaczej wyjaśnić ilość m.in. koncernów zbrojeniowych, które mają tu swoje siedziby.
Załącznik:
34.jpg

Zawracam i kieruje się w stronę budynku nowego parlamentu, który wpisany jest w wzgórze. Jak zawsze w przypadku tego typu inwestycji nie obyło się bez kontrowersji. Swego czasu był to podobno najdroższy budynek na półkuli południowej. Za hajs podatnika baluj jest jak widać hasłem przyświecającym politykom w wielu krajach. Wokół wszystkiego biegnie szeroka droga w formie dużego ronda, a nawet dwóch, gdzie z rzadka przejedzie jakiś samochód. Infrastruktura dla pieszych jest jaka jest, da się przejść, ale bywało lepiej. W okolicach parlamentu niestety muszę nadrabiać trochę trasy. Kilku znudzonych strażników patrzy się cóż to za dziwak im się tu napatoczył.
Załącznik:
36.jpg
Załącznik:
38.jpg
Załącznik:
39.jpg

Zaczynam odczuwać zmęczenie, bo jednak cały czas chodzę z bagażem. Zauważam, że mam spóźnienie w stosunku do planu. Czas na bieg wzdłuż ambasady amerykańskiej. Dziwnie się na mnie patrzą, ale trudno, chce zobaczyć Polską ambasadę zanim ucieknie mi ostatni autobus z pod parlamentu. Na wschód od nowego budynku parlamentu znajdziemy większość ambasad, jedna obok drugiej. Są tu też miejsca na przyszłe ambasady. jak rozumiem każdy dostał od rządu australijskiego teren i mógł zbudować na nim swoją placówkę. Bangladesz jeszcze nie chciał, więc stoi tylko tabliczka z informacją, że kiedyś coś powstanie. Podziwianie ambasad to dobra rozrywka, bo swoją formą często nawiązują do krajów swojego pochodzenia. Co prawda RPA ma coś co wygląda jak biały dom, ale inni się postarali bardziej. Trochę żałuje, że nie udało mi się przejść całego kompleksu.
Załącznik:
37.jpg
Załącznik:
41.jpg

Już wiem, że wszystko stracono, niema szans by zdążyć na autobus. W desperacji przebiegam przez rondo, bo niestety ilość fizycznych wejść na wzgórze parlamentarne jest wyjątkowo ograniczona, a ja nie chcę nadrabiać co najmniej kilkuset metrów. Z deszczu pod rynnę. Biegnę jakąś ścieżką, ale tylko się oddalam, wbiegam na trawę i wspinam się pod parlament. Autobus niestety przyjechał ciut za wcześnie, nawet go nie minąłem. Nie mając wyboru, wracam pieszo. Mam jeszcze 70 minut do odjazdu do Sydney, więc mogę sobie na nią pozwolić. Mijam hotel Hyatt i kieruje się w stronę mostu. Po raz kolejny przyglądam się panoramie miasta. Przechadzka, choć wymuszona, była bardzo przyjemna.
Dochodzę do miejsca, w którym zacząłem moją podróż po Canberze. Po lewej Melbourne Building, po prawej Sydney Building, a po środku "wielki pączek", który wcale pączkiem nie jest. Sto metrów dalej zaczyna się linia tramwajowa. Tutaj widać, że nie jesteśmy w mieście duchów, pojawiają się większe grupy ludzi. Jeszcze tylko trzy minuty spaceru i po lewej stronie drogi znajduje się Jolimont Center czyli dworzec autobusowy dalekodystansowy. Zostało mi 10 minut do odjazdu autobusu przez co nie zdążyłem nic zjeść. Gdybym nie spóźnił się na ostatni autobus z pod parlamentu o 16:45, to spokojnie miałbym czas na obiad w jakiejś knajpie. Plany niestety nie zawsze da się zrealizować bez żadnych zmian. Jak na złość po drodze nie natrafiłem na żaden sklep, do którego mógłbym wstąpić żeby kupić cokolwiek. Szczęśliwie się złożyło, że autobus miał opóźnienie, a ja za rogiem trafiłem na sklep azjatycki. Wydaje pieniądze na jakieś głupoty, ale człowiek głodny nie myśli racjonalnie. Teraz przede mną 3,5 godziny w autobusie. Planowy przyjazd do Sydney zaplanowano na 21:30. Po drodze nie ma jakiś bardzo ciekawych widoków, ale cena biletu na stronie Greyhound Australia to tylko 5AU$. Czas przelotu z koniecznością dojazdu na i z lotniska jest porównywalny za jazdą drogową
Załącznik:
51.jpg
Załącznik:
44.jpg
Załącznik:
54.jpg
Załącznik:
55.jpg

Podsumowując, uważam że czasu nie zmarnowałem. Te niecałe 6 godzin to nieco za mało, żeby wszystko spokojnie zobaczyć, ale wystarczająco żeby zapoznać się z "najnudniejsza stolicą świata". Jeden pełny dzień to wszystko co warto poświęcić na ten kawałek Australii, być może warto rozważyć nocleg jeśli chcemy spędzić więcej czasu leniuchując na jednym z wielu terenów zielonych.
Gdybym mógł, spędziłbym więcej czasu w Muzeum Narodowym i wstąpił jeszcze do jakiegoś innego muzeum lub galerii, a także spokojnie popodziwiał budynki ambasad różnych krajów tym bardzie, ze większość z nich jest zgrupowana w jednym miejscu.
Dużym problemem jest jednak brak infrastruktury takiej jak sklepy czy szerokiego wyboru restauracji w okolicach głównych atrakcji.
Łączny koszt mojej podróży to ok. 175zł (125zł za lot z Melbourne, ~14zł za autobus do Sydney, ~10zł za autobus z lotniska i resztę za drobne zakupy przekąsek). Transport po mieście i muzeum było za darmo.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group