Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 01 Wrz 2019 21:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Lip 2010
Posty: 2510
srebrny
świetne zdjęcia, trochę ich jak dla mnie za dużo, ale mimo wszystko są świetne : )
_________________
"lepiej nie jechać i nie żałować niż jechać i żałować" - Tony Halik
Image
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 08 Wrz 2019 17:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 64
Kilometry: 153 642
niebieski
Duli Beach
20 km od El Nido, również kierując się na północ, znajduje się Duli Beach - plaża, na której zostawiłam serce. I nie o widoki tu chodzi (choć te były cudowne), a przeżycia z nią związane. Zanim jednak o przeżyciach :D to krótka charakterystyka.

Plaża jest ogromna. Przejście z jednego jej końca na drugi (i powrót) w spacerowym tempie zajęło nam ponad dwie godziny. Przestrzeń jaką oferuje w zestawieniu z symboliczną ilością znajdujących się na niej turystów sprawia, że wydaje Ci się, że masz ją niemal na wyłączność.
Załącznik:
DSC00062-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02295p-Resizer-800.jpg

Duli jest wietrzna. Docierająca z wiatrem bryza przynosi przyjemne orzeźwienie. Wiatr przyczynia się również do powstawania całkiem sporych fal, stwarzając warunki do aktywnego spędzenia czasu. To doskonałe miejsce do rozpoczęcia przygody z surfingiem. Rozmiar fal pewnie nie usatysfakcjonuje wyczynowców, ale myślę, że luźna, kameralna atmosfera oraz bardzo kontaktowi i uśmiechnięci trenerzy sprawiają, że nie jeden turysta-amator opuścił Duli Beach z cała masą śmiesznych anegdot i wspomnień związanych z pierwszym ujeżdżaniem fal.
Załącznik:
DSC00103-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00125-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02304p-Resizer-800.jpg

Duli Beach jest cudowna i zupełnie nie rozumiem dlaczego pozostaje w cieniu wspomnianej Nacpan Beach. Może znikoma ilość turystów jest konsekwencją tego, że plaża jest bardziej oddalona od El Nido? To z kolei czyni ją bardziej „dziką”- więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… :mrgreen:
Załącznik:
20190124_111008p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00089-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00092-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00096-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00114-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00124-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02308p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02317p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00021-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02284p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00047-Resizer-800.jpg

A! i to właśnie na Duli Beach dzieje się magia!!! Ale o tym w kolejnym poście. :D :D :D

Safari Beach?
Bujać się na hamaku, w cieniu palm. Z widokiem na pustą, lśniącą w słońcu plażę i bezkresne morze. Słyszeć szum fal, czuć łagodną bryzę na ciele… Pić ulubiony owocowy koktajl… Uwielbiam.
…ale nie za długo. :D

Wsiedliśmy więc na skutery i korzystając z google maps spontanicznie wybraliśmy kolejną plaże, na chybił-trafił, której status piękna i warunki bytowe postanowiliśmy zbadać komisyjnie. Strzał padł na Safari Beach, ale właściwie nie mam pewności co do tego, czy plaża, do której ostatecznie udało nam się dojechać była tą, do której pierwotnie zmierzaliśmy.
Początkowo chwilę kluczyliśmy w labiryncie tak samo wyglądających, słabo oznakowanych ścieżek. Kiedy wydawało nam się, że odnaleźliśmy właściwą drogę i teraz pójdzie już jak z płatka, przygoda się dopiero zaczynała. Egzaminem na prawo jazdy – Level Expert z przyświecającym celem „Safari Beach” w tle. Ciągnąca się kilometrami wyboista droga. Zero asfaltu. Co chwilę pnąca się stromo w górę, po to, by zaraz za wzniesieniem z powrotem opaść. Pokonywana w ślimaczym tempie, bo koła nieustannie boksowały. Mnóstwo luźnych kamieni i piachu! W praktyce, częściej ze wzniesień osuwaliśmy się na lawinie kamyczków, niż zjeżdżaliśmy. No i bardzo głębokie, wypłukane przez deszcz, pionowe koleiny, które miejscami tworzyły gęstą sieć kanałów. Ciężko było je ominąć. Jednym słowem – nigdy nie dojechałabym kierując skuterem sama. Generalnie przypuszczam, że upierdliwość drogi zniechęciła już na wczesnym etapie lwią część zapaleńców przed nami…

Trzeba było się wykazać sporym samozaparciem i determinacją, żeby w postanowieniu wytrwać. Ja mam słabą silną wolę i wiem, że gdyby dalsza podróż zależała ode mnie, sukcesu by nie było. :D Odpuściłabym w przedbiegach. Ale nie byłam. :P Pozostało mi tylko zaprzeć się nogami, mocno się trzymać, opcjonalnie zamknąć oczy i od czasu do czas, dodając sobie otuchy pokrzykiwać Geeeerooonimoooo!!! :lol: :

No i warto było....
Załącznik:
20190125_120457p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02381p-Resizer-800.jpg

Dotarliśmy w końcu do ukrytej, zupełnie odizolowanej i zapomnianej plaży… Pokrytej piaskiem o idealnie równej, nietkniętej powierzchni, czesanej tylko wiatrem. Zachwyciliśmy się jej totalną dzikością. Była piękna.
Załącznik:
DSC02384p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02392p-Resizer-800-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00181-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00193-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00201-Resizer-800.jpg

…ale wkrótce okazała się być równie niegościnna.
Po pierwsze: rozgrzany do miliona stopni piasek palił stopy tak niemiłosiernie, że po heroicznym przebiegnięciu całej szerokości plaży i dotarciu do wody poważnie rozważałam opcję pozostania w niej na wieki. Droga powrotna bynajmniej nie napawała optymizmem.
Po drugie: jakieś bliżej nieokreślone gryzące dziadostwo dwoiło się i troiło, aby nas z dziewiczej plaży wykurzyć. Przysięgam - miałam wrażenie, że z odsieczą przeleciało owadzie wsparcie z całej wyspy. Kojarzycie te bajki, w których roje os komasowały swoje siły i formowały w powietrzu olbrzymie znaki delikatnie, acz stanowczo nakłaniające do natychmiastowego opuszczenia terenu? No właśnie… Prawie WIDZIAŁAM TO NA WŁASNE OCZY! :lol:
I po ostatnie :D: nagle doceniłam istnienie choćby jednej, symbolicznej knajpki na plaży.

Ich istnienie (w zachowaniem stosownego umiaru) w miejscu gdzie wypoczywasz i spędzasz cały dzień jest ogromnym plusem. O ile odnalezienie zupełnie bezludnej plaży jest przeżyciem fajnym samym w sobie (czujesz się jak prawdziwy odkrywca), tak już przetrwanie w miejscu zupełnie odciętym i odległym od jakiejkolwiek cywilizacji, przy tak wymagających warunkach pogodowych jest zupełną abstrakcją. Tego typu plaże może fajnie wyglądają, ale wypoczywać się na nich nie da. :P


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 08 Wrz 2019 18:06 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2859
Loty: 183
Kilometry: 469 373
Jak z wypożyczeniem skuterka na Bohol ? Chcieli prawko czy coś ? Ja niestety nie mam a skuterek taki przydatny :P


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
_________________
Tolerancja kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa człowieka
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 09 Wrz 2019 11:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 64
Kilometry: 153 642
niebieski
@oskiboski nie :) na Boholu gotówka załatwia wszystko :) nie wiem jak w przypadku policji, nie miałam okazji sprawdzić :lol:
oprócz opłaty za wypożyczenie skutera brali dodatkowo kaucję, ale jakieś śmieszne kwoty
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
marcin.krakow uważa post za pomocny.
 
 
#25 PostWysłany: 06 Paź 2019 13:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 64
Kilometry: 153 642
niebieski
Island hopping

Jeden dzień pobytu na Palawanie poświeciliśmy na Island hopping, czyli najpopularniejszą formę zwiedzania okolicznych wysepek. Biur podróży z jednodniową wycieczką po archipelagu Bacuit było jak grzybów po deszczu. W sprzedaży standardowo są cztery trasy A, B, C i D. Oferty wydawały nam się na tyle zbliżone, że nie poświęciliśmy czasu na wnikliwą analizę żadnej z nich. Wiedzieliśmy, że interesuje nas snorkling, więc idąc tym tropem od początku koncentrowaliśmy się głównie na opcji C, która miała nam zapewnić go najwięcej.
Koszt wycieczki (z lunchem w cenie) to 1400 PHP. To najdroższa trasa, ale jak mniemam, cena podyktowana jest odległością miejsc docelowych od El Nido. Jest natomiast standardowa dla wszystkich agencji. Czas trwania – 7 godzin.

Czy według mnie to dobrze wydane pieniądze?
I tak, i nie.

Co do tego, że archipelag ma do zaoferowania przepiękne spoty do snurkowania nie mam najmniejszych wątpliwości – oglądałam dziesiątki relacji z tego typu wycieczek i można trafić świetnie. Prawdopodobnie nasza ignorancja w tej materii zebrała żniwo. :D Nie poświęciliśmy czasu na porównanie ofert i poszukanie rekomendowanych biur. Całymi dniami plądrowaliśmy wyspę na skuterach, a wieczorami skupialiśmy się raczej na degustacji rumu. :P
Rezultat? Pokrótce - bogatego, podwodnego życia zatoki Bacuit nie widziałam wcale. Snurkowanie na pewno nie było traktowane priorytetowo. Ba! nie wiem, czy w ogóle było brane pod uwagę. :D
Załącznik:
20190123_085457-Resizer-800.jpg

Teraz, dokładniej analizując miejsca, które teoretycznie wchodzą w skład oferty sądzę, że niewiele zaryzykowałabym twierdząc, że nasza trasa nie była nawet trasą C. :D Mam wrażenie, że nie widziałam żadnego z wyżej wymienionych miejsc. Hahahaaha. No comment. :lol:

Ale po kolei. Pierwszy przystanek. Plaża bajkowo usytuowana, widoczki zacne, ale tłoczno. Niski poziom wody, dość duże prądy, które utrudniały ustanie w wodzie w jednym miejscu, a pod powierzchnią cała masa ostrych jak żyletki raf. Fale rzucały ludźmi jak kukiełkami. Po kilku nieprzyjemnych otarciach aktywował mi się mode „ruda maruda” i przesłało mi się w wodzie podobać. :P Zimne piwo na plaży było bardziej atrakcyjne. Ryb nie zauważyłam….
Załącznik:
DSC09968-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09970-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02242p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09974-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09976-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09979-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09980p-Resizer-800.jpg


Punkt drugi – mała kameralna plaża. Zdecydowanie za mała na przyjęcie kilku łódek turystów. Dopłynęliśmy chyba jako ostatni, co w rezultacie miało swoje plusy i minusy. Początkowy tłok i szok, bo ciężko było sobie znaleźć w ścisku miejsce, ale ostatecznie grupy, które wcześniej przypłynęły wcześniej plaże opuściły, zostawiając nas w niewielkim składzie.

Samo dostanie się do plaży było dość trudne, nawet dla osób potrafiących pływać. Łódź początkowo zacumowała w przesmyku między skałami. Nie wyglądało to bezpiecznie. Wpływające w wąskie gardło fale nabierały mocy i znosiły na skały. Woda była głęboka i przyznaje, miałam pietra. Starsi państwo (uczestnicy wycieczki) stanowczo odmówili wyjścia z łodzi i ostatecznie wynegocjowali podpłynięcie do plaży z innej, rozsądniejszej strony. Szkoda, że decyzja została podjęta już po mojej heroicznej walce z falami i kilku nowych obtarciach. :D
Załącznik:
DSC02263p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1803p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09987-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09993-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09989p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09990-Resizer-800.jpg

Na plaży zaplanowany był lunch.
Na rozstawiony na piasku stół wjechała cała masa pyszności. Świeżo grillowana ryba, krewetki, kraby, smażone warzywa, sałatki, ryż i soczyste owoce. Nie wiem co wzmogło doznania - czy okoliczności przyrody w jakich spożywaliśmy posiłek, czy fakt, że byłam głodna – ale wszystko było przepyszne.
Załącznik:
IMG_1806p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02266p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02267p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02280p-Resizer-800.jpg

Gdy hordy ludzi opuściły niewielki skrawek lądu i zrobiło się ciszej, okazało się, że mini plaże zamieszkiwały warany, które skuszone zapachami i ciekawością zaczęły niepewnie wypełzać ze skalnych jam. Były zaskakująco szybkie i raczej nie miały celebryckiej natury, więc mam tylko jedno, marnej jakości zdjęcie. Ale żeby nie było “pics or it didn’t happen” to proszę!
Załącznik:
DSC02274p-Resizer-800.jpg

Oczywiście nie były wielkości krewnych z Komodo, ale zobaczyć znienacka ponad metrowego jaszczura, zupełnie nie spodziewając się tego typu spotkania - no robi wrażenie. :P
Aha, i właśnie sobie uzmysłowiłam, że jakąś godzinę wcześniej, dokładnie w tym miejscu zacumowana była łódka, z której ochoczo wyskoczyłam podejmując się wyzwania „dotrzeć na brzeg”. Jak wyobrażę sobie spotkanie z takim jegomościem podczas walki o przetrwanie to mnie słabi.... :D

Zamieszanie z „przeparkowywaniem” łódki i w konsekwencji spóźniony lunch sprawiły, że mieliśmy znaczną obsuwę czasową. Ze zdjęć mi wynika, że w międzyczasie zatrzymaliśmy się przy jakiejś większe lagunie? do której wpływaliśmy kajakami. Widoczki całkiem sympatycznie. :)
Załącznik:
GOPR8658p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8661p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8688p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8690p-Resizer-800.jpg


Kolejny stop to mini laguna… do której trzeba było dopłynąć o własnych siłach. Było to o tyle męczące, że poziom wody nie do końca pozwalał na swobodne ruchy. Momentami skamieniałe rafy były tak wysokie, że prawie ocierały o brzuch :P nie wspomnę o kolanach.
Jak już wreszcie udało mi się dotrzeć do niewielkiej szczeliny w skale prowadzącej do tajemniczej laguny okazało się, że aby zajrzeć do jej wnętrza trzeba ustawić się w kolejce... jak do sklepu.
A w środku? Stłoczeni na ograniczonej wysokimi skałami powierzchni ludzie kłębili się ciasno jak sardynki w puszce.… Woda po kolana. Mętna. Wzburzony przez dziesiątki ludzkich stóp piasek uniemożliwiał kontrolowanie tego, co dzieje się pod powierzchnią. Mało światła. Było już mocno po południu, więc zupełnie zacienione miejsce straciło wszelkie kolory i magię… Na domiar tego wszystkiego bliżej niezidentyfikowane stworzenie zaczęło pod wodą podgryzać moje krwawiące otarcia… W takich miejscach kumulują się moje wszystkie strachy i demony. Jakaś forma klaustrofobii, dyskomfort który odczuwam w tłumie, obawa przed przebywaniem w wodzie, pod powierzchnią której niczego nie widzę… Wpadam wtedy w jakiś dziwny rodzaj paniki, a świadomość tego, że natychmiastowe wypisanie się z tego typu imprezy mało kiedy jest natychmiastowe :P potęguję we mnie napięcie… Matko, jak bardzo NIEEEE…
Szczelina w skale służyła zarówno tym, którzy chcieli ukrytą lagunę zobaczyć, jak i tym, którzy ją zobaczyli, a teraz chcieli się z niej jak najszybciej ewakuować (yeap, that’s me) :P Kolejka wewnątrz nie była wiele krótsza od tej na zewnątrz… Dłużyło mi się… oj dłużyło.

Na 4 stop nie wystarczyło nam już czasu. Co prawda gdzieś tam dopłynęliśmy… ale nikt z uczestników nie zdecydował się już na kąpiel w wodzie. Snurkowanie i podziwianie podwodnego świata po zachodzie słońca traci sens.

Czy mam poczucie straconych pieniędzy? Absolutnie nie. Filipiny nie są drogie. Myślę, że kwota 100 złotych za ponad 7 godzinną wyprawę po wyspach, łącznie z przepysznym lunchem w cenie, nie jest zaporowa, a tego typu atrakcja może stanowić ciekawą alternatywę dla poruszania się między plażami tylko i wyłącznie na skuterze. Natomiast jeśli chodzi stricte o program naszej wycieczki i jego realizację to, w mojej ocenie, pozostawiało to dużo do życzenia.  Przestroga dla innych – warto się trochę rozeznać. :P


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 12 Paź 2019 09:39, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
BuBy uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 06 Paź 2019 16:07 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 101
Loty: 54
Kilometry: 113 525
Naprawdę fajna relacja , mam nadzieję, że następna część będzie szybko ;) :oops:
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 05 Lis 2019 20:46 

Rejestracja: 28 Paź 2012
Posty: 45
Loty: 19
Kilometry: 26 630
Czekamy czekamy, super relacja :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group