Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Kwi 2024 13:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
Kolejny wyjazd służbowy do Korei mobilizuje mnie do spędzenie weekendu w jeszcze jednym ciekawym miejscu na świecie. Seul to dobra baza wypadowa do całej Azji. Patrzę sobie na mapę i odkopuję wiekową relację @Cart-a z Bangladeszu. Ten kraj jakoś nie figuruje na popularnych mapach podróżniczych, wszyscy latają po prostu do Indii. Zapewne niesłusznie – pomyślałem – i przypomniałem sobie stary program na Discovery o wielkich stoczniach rozbiórkowych starych statków, które się właśnie w Bangladeszu znajdują.

Image

Bach! – decyzja podjęta, teraz trzeba tam jeszcze dotrzeć. Z pomocą przychodzi serwis priceline, który składa mi podróż do Seulu z przesiadkami w Monachium i Pekinie (LOT, Lufthansa i Asiana) oraz powróz z Dhaki przez Dubaj i Zurych (Emirates i Swiss). Wszystko to na jednym bilecie w miarę przyzwoitej cenie.
Dobieram do tego przelot z Seulu do Dhaki Thaiem za mile (i niestety sporą dopłatą) z layoverem w Bangkoku bo zatęskniłem troszkę za streetfoodowym pad-thaiem. Oto trasa podróży – osiem odcinków z czego 5 na grubo.

Image

No tematy służbowe ogarniam raz-dwa i zostają mi prawie trzy dni na Bangladesz. Na szczęście @Cart przychodzi z pomocą i podrzuca mi kilka hintów co zobaczyć i jak oraz daje namiary na lokalesa do ogarnięcia wyjazdu poza miasto.
Przylatuję prosto z Bangkoku, lądujemy o 13-tej.

Image

Poprzedni tydzień spędziłem w Indiach, w Chennai i Bombaju gdzie bezproblemowo poruszałem się uberem kilkanaście razy. Sprawdzam, że działa w Dhace i postanawiam tak właśnie dojechać do hotelu. Wizę uzyskuję na lotnisku (51USD w cash plus wydrukowany bilet powrotny), kolejki żadnej, tylko jeden Japończyk przyleciał ze mną z Bangkoku.
Wychodzę przed terminal a tam …. kłębi się dziki tłum ludzi a korek samochodów sięga horyzontu. Niewzruszony próbuję zamówić ubera z bardzo marnym skutkiem. Nie przyjmuje opcji płatności kartą (w Indiach działało bez problemu) i nie mogę wybrać opcji płatność gotówką. Przygląda się mi lokales i oczywiście proponuje podwózkę. Ignoruję go dobre 5 minut i walczą z apką. Gość uśmiecha się i twierdzi, że nie uda mi się zamówić tego ubera. No chyba ma rację, bo apka mówi mi na końcu, że się nie da. Przystępuję do negocjacji z gościem, które kończę na 800 taka – Uber chciał 600 taka więc nie tak źle. Uwaga – 100 taka to 3,6zł!
Myślałem, że to jakiś naganiacz ale gościu wyciąga oficjalny bloczek i wypisuje mi voucher na tę taksówkę! Płacę mu gotówką (na szczęście wymieniłem w terminalu dolce – bankomat nie działał) i facet bierze mnie pod rękę i walimy w tłum. Odnajdujemy nasz samochód w tym korku i na wstecznym udaje się wydostać z tego kotła! Uff.

Z hotelem też nie było tak różowo. W Dhace obecne duże sieciówki wokół lotniska ale dość drogie oraz z drugiej strony hotele po kilkadziesiąt złotych, które maja naprawdę fatalne opinie na bookinie, tak naprawdę nie widziałem jeszcze tak złych not nigdzie. Udaje mi się znaleźć coś pośrodku, za 250zł za noc hotel w dzielnicy ambasad, w miarę czysty pokój ze śniadaniem.
Wbijam tam po 14 i po przebraniu jestem gotów na wyjście „na miasto”. Chcę zacząć od Fortu Lalbagh, zbudowanego w XVII wieku jako rezydencja ówczesnego gubernatora prowincji Bengal.
Po Dhace można poruszać się autobusami, taksówkami, rikszami rowerowymi oraz klasycznymi tuk-tukami, które tutaj zwane są CNG. I tym ostatnim środkiem transportu zamierzam udać się do Old Dhaka. Proszę na recepcji o pomoc w zamówieniu CNG czym wywołuję lekką panikę. Panowie próbują odwieźć mnie od tego pomysłu, wręcz błagają abym wziął taksówkę a najlepiej z przewodnikiem i sam tam nie jechał. Hehe nie straszne mi samodzielne łażenie po nowym mieście i upieram się na CNG. Dostaję od nich wizytówkę hotelu z opisem po bengalsku abym jakoś wrócił i panowie z troską wsadzają mnie do takiego oto pojazdu 😊

Image

CNG, które jeżdżą po Dhace są kompletnie zakratowane, na dodatek kierowca zamyka pasażera na zasuwkę od wewnątrz.

Image

Zapytałem po co i dostałem odpowiedź, ze to dla bezpieczeństwa pasażera. Jest taka duża ilość kolizji, że władze miasta nakazały montaż krat aby choć trochę zmitygować skutki wypadków. Bangladesz stoi na gazie, mają własne wydobycie i wszystko co się da jest na gaz przerobione, zarówno CNG jak i LPG. I oczywiście wszystkie tuk-tuki są na gaz, stąd potoczna nazwa. No i po drodze tankujemy:

Image

Wysiadam pod Fort Lalbagh (kurs kosztował 300 taka), kupuję bilet za 400 taka (wydrukowane na bilecie jest 200 ale już zdrożało) i wchodzę na teren fortu. Widoczki przypominają zabytki hinduskie

Image

Image

Image

Image

Image

Jest mnóstwo spacerowiczów lokalnych i nagle staję się dla nich lokalną sensacją. Po 15 minutach zdobię już zapewne kilkanaście stron bangladeskiego instagrama. Dzieci, pary, starsi, każdy chce sobie ze mną zrobić fotkę 😊
Czasami udaje mi się odwzajemnić:

Image

Kuriozum następuje, jak tych dwóch chłopaków wyciąga portfel i pytają ile chcę kasy za możliwość zrobienia sobie ze mną zdjęcia.

Image

No tak, jestem na całym Old Dhaka prawdopodobnie jedynym turystą dzisiaj.

Na końcu wszyscy obserwujemy piękny atak kani czarnej na miejscowe stadko gołębi:

Image

Image

Mój kolejny pomysł (@Cart – dzięki na hint) to wynajęcie rowerowej rikszy i po prostu pojeżdżenie po uliczkach starej Dhaki. Łatwiej wymyślić niż zrobić, stoję pod bramą fortu przekonany, że rzuci się na mnie tłum naganiaczy a tu nic.

Image

Image

Stoi oczywiście tłum rikszarzy ale patrzą na mnie raczej z przerażeniem i trochę z fascynacją niż z chęcią zarobku! W końcu jeden desperat zdradza chęć podwiezienia ale ni w ząb nie umiem się z nim dogadać. Na szczęście zaczepiam dobrze wyglądającego przechodnia z prośbą o pomoc. Ten zaczyna od sesji zdjęciowej ze mną (plus jego żona i brat) i na szczęście tłumaczy rikszarzowi o co mi chodzi. Rikszarz chce 200 taka za godzinę (7,2zł), z kamienną miną zgadzam się i … w drogę 😊

Image

Image

Oto uliczki starej Dhaki.

Image

Image

Image

Image

Jest niesamowicie kolorowo i klimatycznie (no trochę przypomina Old Delhi)

Image

Kup pan drzewo!

Image

Image

Sok z trzciny cukrowej

Image

Każdy minaret musi mieć głośnik!

Image

Image

Image

Różnica jest taka, że jadę w otwartej rikszy i wszyscy, którzy mnie widzą machają do mnie i uśmiechają się serdecznie.

Image

Image

Image

Są takie momenty, że kilka riksz jedzie za nami tylko aby popatrzeć na mnie i mi pomachać! No nigdzie jeszcze mi się nic takiego nie przytrafiło

Image

Image

Ojciec założyciel Bangladeszu Sheikh Mujibur Rahman uśmiecha się z do nas z każdego muru w miescie:

Image

Image

Prawie 2 godziny w popołudniowym upale objeżdżamy centrum miasta i „starówkę”. Ze dwa razy zatrzymywałem się przy innych przechodniach i prosiłem o skorygowanie naszej trasy bo mój ryksiarz potrafił się zapętlać w paru miejscach 😊

Image

Image

Krykiet jest ich sportem narodowym i grają nawet na ruchliwej ulicy

Image

Image

W końcu proszę o podwiezienie pod Pink Palace „tłumacz-lokales” zatrzymał się koło nas na rowerze aby do mnie zagadać). Tam rozliczam się z ryksiarzem i idę zwiedzać wściekle różowy budynek zwany Ahsan Manzil, który pełnił różne funkcje, łącznie z byciem siedzibą gubernatora Bengalu.

Image

Image

Image

Image

Tu czeka mnie kolejna sesja zdjęciowa dla miejscowych, wykorzystuje to i robię sam fotki

Image

Wejście kosztuje 500 taka dla obcokrajowców. Łapie mnie młody chłopak, który pomaga kupić bilet (jest spora kolejka, on się wbija łokciami do kasy pierwszy) i opowiada mi przy okazji historię pałacu. Jestem świadomy, że też będzie chciał za to kasę ale na razie się nie przejmuję, chłopak dobrze zna angielski i historię.
Jest już godzina 18-sta, czterdzieści minut do zachodu słońca a ja chcę jeszcze zobaczyć stocznię. Idziemy razem na nadbrzeże obok i mój Ismoil oferuje się na przewodnika po jednej z największych „Yardów” rozbiórkowych na świecie.

Image

Bierzemy łódkę z nadbrzeża

Image

Na wodzie niesamowity klimat ciągłego ruchu dużych statków i łodzi.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Oczywiście wszyscy do mnie machają i się uśmiechają

Image

Image

Image

Image

Po drodze ghaty, czyli schody bezpośrednio do rzeki

Image

Image

Image

Image

Jest już późno i Ismoil twierdzi, że jeszcze o tej porze sam nigdy nie był w stoczni. Będzie ciekawie…

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wbijamy na brzeg, najwyraźniej mój ad-hocowy przewodnik jest tu dobrze znany bo sporo pracowników macha do niego.

Image

Image

Image

Image

Image

Tutaj zaczyna się jedno z bardziej niesamowitych miejsc całego Bangladeszu – jedna z dwóch dużych stoczni remontowo-demontażowych wielkich statków, które kończą żywot (druga znajduje się w Czattogram na południu kraju)
Widoki są niesamowite, chodzimy wśród tych wielkich kadłubów, co chwila coś się dzieje, palniki są w robocie. Robi się tu też remonty więc idziemy zobaczyć wielkie warsztaty remontowe. Te widoki są niesamowite:

Image

Image

Image

Image

Image

Odlewanie wielkich śrub okrętowych

Image

Image

Image

Image

Image

Ismoil pyta mnie czy chcę wejść na taki demontowany statek! No pewnie, przybija piątkę z jakimś lokalnym brygadzistą i wskazuje mi „kładkę” na pokład:

Image

Woow, chodzimy po drewnianych pomostach na których pracują robotnicy (jest już późno więc w większości nikogo już na nich nie ma). Każdy normalny BHP-owiec dostałby tutaj zawału po 5 minutach 😊 Zabezpieczenia są ….. żadne.

Image

Image

Image

Widoki i przeżycie niesamowite. Wchodzę nawet na mostek

Image

Image

Zapada zmierzch, na rzece duży ruch

Image

Image

Image

Image

Image

Wracam, nasz flisak musi nieźle manewrować łodzią aby uniknąć kontaktu z wielkimi promami, które co chwila przypływają i odpływają z portu.

Image

Image

Image

Chcę jeszcze zobaczyć taki wielki prom od środka, Ismoil zagaduje pilnowacza i wskakujemy na pokład bez biletu. Tak wygląda „klasa ekonomiczna” :

Image

Im wyżej tym lepszy standard. Klasa biznes ma nawet klimatyzację!

Image


Nie mam niestety czasu aby popłynąć w taki rejs gdzieś do południowych krańców Bangladeszu, może następnym razem.
Jest już grubo po 21-jej. Ismoil pomagał mi przez prawie 3 godziny. Chce 1000 taka (36zł) plus 500 za łódkę. Nie będę się z nim targował, zarobił na swoje i nawet dokładam mu jeszcze pięćsetkę extra. Zadowolony załatwia mi powrotne CNG do hotelu za 400 taka.
Wchodzę do hotelu przed 22-gą i cała obsługa recepcji prawie rzuca mi się na szyję 😊
„Mister, we were very worry of You!! Soon we planed call the police!!” No jestem wzruszony ich troską a jednocześnie mam refleksję o tym jaki poziom turystyki obecnie panuje w Bangladeszu. Panowie obserwują właściwie tylko zorganizowane wycieczki z przewodnikiem z biur podróży. No i właśnie jutro mam taką w planie (chłopaki będą zadowoleni 😊 )

Na koniec dnia w końcu mam czas coś zjeść, kucharz hotelowy robi mi pyszne curry chicken do-piaza (550 taka)

Image

Nazajutrz odwiedzę Park Narodowy Lawachara , który znajduje się w prowincji Sylhet, prawie 350km na północy wschód od Dhaki.


Stay tuned!!!
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
39 ludzi lubi ten post.
9 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Kwi 2024 14:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1693
Loty: 318
Kilometry: 575 136
HON fly4free
hiszpan napisał(a):
Nie mam niestety czasu aby popłynąć w taki rejs gdzieś do południowych krańców Bangladeszu, może następnym razem

Płynąłem takim, tylko trochę mniejszym (paddle steamerem) do Barisal. Klasa ekonomiczna wyglądała dokładnie tak samo.

Old Dhaka jest super, właśnie dla takich miejsc warto podróżować. :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Kwi 2024 20:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2171
Loty: 860
Kilometry: 1 936 563
platynowy
Dużo się przez te kilka lat nie zmieniło :). Tam kawałek obok stoczni była ogromna szwalnia - też mega wrażenie...
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 09 Maj 2024 17:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
Chcę się na cały dzień wyrwać z Dhaki na łono natury i zobaczyć jak wygląda Bangladesz na prowincji. Na oku mam Park Narodowy Lawachara, który według relacji z netu da się zobaczyć w jeden dzień. Muszę niestety użyć lokalnego biura turystycznego.
Dogadałem się z przez whatsappa z Ontu z agencji poleconej przez @Carta. Ontu zaproponował całodzienny trip za 25000 taka. Negocjowałem tą kwotę przez dwa dni i Ontu nie posunął się ani o 10groszy! Zapytałem inne agencje ale tylko jedna odpowiedziała za taki sam trip kwotą 22000 taka ale z zastrzeżeniem, że musze znaleźć minimum 4 osoby.
Potrzebuję jednak aby mnie ktoś tam zawiózł (to daleko, do przejechania prawie 350km obie strony) więc zgadzam się na propozycję Ontu. Wyjazd mam o 6 rano a powrót będzie około 21-ej. Rano przyjeżdża po mnie Rabbi, który będzie moim przewodnikiem. To młody chłopak, dobrze mówiący po angielsku. Robi MBA na miejscowym uniwersytecie i dorabia sobie jako guide dla obcokrajowców. Pochodzi z raczej bogatej rodziny, jego dziadek był nawet członkiem lokalnych władz. Rodzina wysłała go na studia do Dhaki i wspiera go finansowo.

O 6 rano nie ma jeszcze korków więc w miarę sprawnie wydostajemy się z miasta. Droga zajmie nam prawie 4,5 godziny w jedną stronę. Za oknami niekończące się pola ryżu i mnóstwo cegielni

Image

Image

Image

Przejeżdżamy przez szereg małych miejscowości i wiosek. W niektórych z nich są przydrożne bazary:

Image

Image

Mnóstwo warzyw, których nie znam

Image

Image

Lokalesi wyglądają bardzo ciekawie a i ja wzbudzam niemałą sensację łażąc między stoiskami, wszyscy są mili i się uśmiechają

Image

Czystość dookoła "aż razi"

Image

Około 8 rano jemy śniadanie, oczywiście w wersji bangladeskiej

Image

Image

Linie kolejowe budowane były jeszcze za czasów brytyjskich, na jednym z przejazdów łapie nas szlaban:

Image

Pociągi są przeładowane tylko w czasie ichniejszych świąt, wtedy mnóstwo ludzi podróżuje w tym samym czasie i można oglądać stada ludzi na dachu. Dzisiaj jest spokojnie.

W prowincji Sylhet zaczynają się plantacje herbaty, jesteśmy blisko granicy z Indiami. Ten region nie był historycznie związany z Bengalem, którego wschodnia część tworzy Bangladesz ale zorganizowano tu referendum i miejscowi postanowili pozostać w młodej republice zamiast dołączyć do Indii.

Image

Dojeżdżamy do bram parku

Image

Ceny jak zwykle wyższe dla obcokrajowców.

Image

Trzeba wziąć miejscowego przewodnika, ścieżki w parku nie są oznaczone. Idziemy na prawie 3-godzinny trekking.

Image

Nie będzie żadnych wspinaczek ani błota więc zwykle buty sportowe wystarczają.

Image

Park przecina linia kolejowa, kręcono tu w 1956 roku sceny do filmu bazowanego na powieści Juliusza Verna „W 80 dni dookoła świata”

Image

Image

Pierwsza cześć trekkingu jest przez tropikalny las deszczowy

Image

Image

Trafiam na stado gibonów – ale są głośne!

Image

Image

Image

Jedyne na co trzeba uważać to gigantyczne pajęczyny, króluje na nich prządka olbrzymia

Image

Image

Ale są i inne pająki, tu ciekawy „rogaty” Macracantha spider:

Image

Przechodzimy przez pola uprawne, rosną tu wspaniałe i pachnące cytryny – dlaczego takich nie ma w naszych sklepach!

Image

Image

A tu plantacja jednej z najbardziej ostrych papryk na świecie, gatunek Naga Morich.
Rabbi przyznaje, że nawet miejscowi nie jedzą jej bezpośrednio, dodaję się ją tylko jako przyprawę dla smaku.

Image

Image

Wow, spotykam nagle parę turystów (są z Brazylii), są tak samo zaskoczeni jak ja i twierdzą, że jestem jedynym innym turystą, którego spotkali w ciągu całego pobytu. Z wzajemnością!
Odwiedzamy małą wioskę po drodze. Mieszka w niej jedno z wielu lokalnych i odrębnych językowo, kulturowo i religijnie plemion

Image

Image

Mieszkańcy trudnią się hodowlą składników betelu (pieprz żuwny oraz palma betelowa)

Image

Betel jest jedną z bardziej popularnych używek w Azji, klasyfikowany na świecie na czwartym miejscu po kofeinie, nikotynie i alkoholu. Większość kierowców, których spotkałem żuje betel, spluwają co chwilę czerwoną śliną.

Image

Do zbierania liści służą mieszkańcom specjalne noże

Image

Ale tutaj pośród dżungli podziwiam piękno przyrody: lokaleski, kwiaty i motyle:

Image

Image

Image

Image

Image

Dalej po drodze spotykam kobiety, które tutaj zbierają drewno

Image

Image

Trekking w dżungli kończymy szklaneczką miejscowej herbaty:

Image

Rabbi zawozi mnie na planacje herbaty, jest to część większego regiony herbacianego należącego do Assam:

Image

Image

Image

Image

Te drzewa pomiędzy sadzonkami herbaty posadzone są celowo, zapewniają trochę cienia zbieraczom w skwarze dnia. Co ciekawe zbieraniem liści herbaty zajmują się prawie wyłącznie imigranci z Indii, których sprowadzili tu jeszcze Brytyjczycy. Mieszkają w swoich wioskach i nie integrują się z ludźmi z Bangladeszu. Zapytałem ile zarabia zbieracz herbaty. Stawka to 2 dolary dziennie!!
Obok plantacji herbaty sadzi się kauczukowce, tak wygląda zbiór kauczuku:

Image

Image

Na koniec wizyta w lokalnym sklepiku firmowym na zakupy zapasów dobrej herbaty 😊

Image

Idziemy na lunch w knajpce dla miejscowych, tu je się rękami, ja zadowalam się łyżką, którą wspaniałomyślnie mi przynieśli

Image

Wracamy po południu, w miarę spokojny przejazd zakłóca nam w pewnym momencie gigantyczny korek:

Image

Dopytujemy i okazuje się, że miejscowi robotnicy postanowili zastrajkować na środku drogi w miejscowości – chcą podwyżki płac (2 dolary dziennie to jednak chyba trochę mało)
No klops, czekanie w korku na wiele godzin. Na szczęście podpytani lokalesi wskazują nam objazd polnymi drogami, nie przejadą tam ciężarówki (chociaż próbują) a nam osobówką może się uda.
Na objeździe wąskimi dziurawymi drogami dzieją się dantejskie sceny wymijania się na żyletkę.

Image

Ponieważ co chwilę utykamy to mam możliwość popatrzenia na miejscowych, którzy tłumnie przychodzą pooglądać ten niespodziewany ruch na ich lokalnej drodze:

Image

Image

Image

Image

Ufff, w końcu po godzinie walki wydostajemy się znowu na asfalt do Dhaki.
Zatrzymaliśmy się jeszcze przy jednej z przetwórni ryżu. Jest pole, na którym zbiera się kłosy:

Image

Image

Potem suszy się je w specjalny sposób:

Image

A na koniec przesypuje do worków. Tę ostatnią robotę wykonują głównie kobiety i dzieci

Image

Image

Tak, praca dzieci w Bangladeszu normalność, trudno się patrzy na zmęczone dziecko, umęczone pracą a nie zabawą lub lekcjami:

Image

Worki rozwożone są przeładowanymi do granic możliwości ciężarówkami

Image

A potem ten ryż trafia do konfekcji i ląduje w naszym markecie pod jakimś znanym brandem….

Nasza toyota jest przerobiona na gaz. Rabbi opowiada mi, że wszystkie stacje sprzedające gaz są czynne tylko do 18. Straciliśmy trochę czasu w korku i na objeździe więc jak zajechaliśmy do pierwszej stacji to ukazał się nam spory korek. Takie obrazki to pamiętam z końcówki PRL-u tylko. Pod koniec dnia wszyscy chcą naraz zatankować:

Image

Image

Szukamy kolejnej stacji, wszędzie spore korki, niestety nie udaje się zatankować gazu przed 18, gazowe dystrybutory są wyłączane a stacje gazowe ogradzanie sznurkiem.
Jak niepyszny Rabbi musi zatankować zwykłą benzynę aby dowieźć mnie do Dhaki.

Wieczorem koszmarne korki w Dhaka na dojazdówkach, jakoś się przebijamy i ląduję mega zmęczony w hotelu po 21. Tym razem obsługa była zadowolona, bo przecież byłem cały dzień „w dobrych rękach” miejscowego biura podróży.

Dogadałem się z Rabbim, że ostatniego dnia przyjedzie po mnie jeszcze raz i pokaże mi przedmieścia Dhaki oraz starożytną stolicę Bengalu – Sonargaon. Na koniec odwiezie mnie na lotnisko po południu.

c.d.n.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 16 Maj 2024 21:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
Pakuję się rano do samochodu już z wszystkimi bagażami. W Dhace nigdy nie wiadomo kiedy miasto stanie w korkach. Zwykle dzieje się tak przy najmniejszym deszczu lub wypadku (których tu jest tu sporo - wyczytałem w gazecie).
Rozważałem objazd Sonargaon transportem publicznym ale po pierwsze mam po południu samolot więc za duże ryzyko spóźnienia a po drugie Bangladesz nawiedziła fala wielkich upałów, trwająca już dwa tygodnie. Temperatury w cieniu przekraczają 42C więc podróż klimatyzowanym samochodem zdecydowanie bardziej mi odpowiada.

Rabbi cieszy się jak dziecko, to jego pierwszy raz gdy zostanie przewodnikiem samodzielnie. Uzgodnił ze mną cały plan co chcę zobaczyć i co on poleca, potem skrupulatnie podliczył i nawet się mocno nie targowałem widząc jego zapał.
Ruszamy rano jeszcze kiedy jest w miarę pusto na ulicach. Sonargaon jest położony niecałe 30km od mojego hotelu. Wyjeżdżamy na przedmieścia Dhaki gdzie buduje się nowe bloki:

Image

Ale dojście do nich już muszą mieszkańcy załatwić sobie we własnym zakresie – więc wszędzie są rozwiązania typu „wieczna prowizorka”

Image

Zatrzymujemy się przy przydrożnym bazarze, Rabbi kupuje sobie na śniadanie pyszne placuszki, to lokalny przysmak. Przy drodze właściwie jest wielki ciąg straganów ze wszystkim, wypieki sąsiadują z targiem kóz a ten z kolei z płatnerzem wyrabiającym ciekawie wyglądające maczety

Image

Image

Image

Mijamy kilka cegielni i wpadam na pomysł zobaczyć taką z bliska. Żaden problem, dojeżdżamy osobówką jak najdalej się da i idziemy z Rabbim obejrzeć z bliska wyrób cegieł.

Image

Image

Obok cegielni jest poletko gliny, gdzie grzebią i ryją głównie kobiety. Nie ma tu podziału ról, każdy ciężko pracuje.

Image

Chłopaki zaciekawieni niesamowicie moją osobą na prośbę Rabbiego pokazują mi każdy zakątek cegielni. Mogę nawet zajrzeć do wielkiego pieca, gdzie wypala się cegły.

Image

Image

To nie jest łatwa i przyjemna praca….

Image

Image

Image

O BHP i odzieży ochronnej oczywiście nikt tu nie słyszał

Image

Image

Rabbi koniecznie chce mi pokazać jeden z najstarszych meczetów dawnego Sonargaon – Goaldi Mosque.

Image

Wybudowany w XVI wieku jest jednym z niewielu oryginalnych budynków z wczesnego okresu państwa Bengalskiego. Tu dostaję piękny wykład z historii regionu. Bengal jako historyczna kraina został podzielony na część hinduską i muzułmańską. Przy odzyskiwaniu niepodległości półwyspu indyjskiego, część zachodnia ze stolicą w Kalkucie przypadła Indiom a część wschodnia Pakistanowi. Do 1971 roku Bangladesz czyli Bengal Wschodni lub Pakistan Wschodni był częścią państwa Pakistan. Dopiero od prawie 50 lat Bangladesz jest całkowicie niepodległy. Bardzo są z tego dumni i jak wspominałem ich „Ojciec Narodu” - Sheikh Mujibur Rahman portretowany jest wszędzie w pozie z kiwającym palcem co miało właśnie oznaczać odzyskanie niepodległości.
Rabbi zabiera mnie na nadbrzeże wielkiej rzeki Meghna, przecinającej Bangladesh, pijemy herbatkę streetfoodową (obowiązkowo z mlekiem) i wsiadamy na lokalną łódeczkę

Image

Image

Image

Image

Płyniemy na wyspę Nolchor aby zobaczyć jedną z lokalnych wiosek (to już prowincja Chittagong).

Image

Image

Image

Są i "wille" w pierwszej linii z widokiem na rzekę ;)

Image

Image

Po drodze mamy rendez-vouz z wielkim statkiem ale na szczęście nasz flisak jest ogarnięty!

Image

Krowy wracają z pastwiska przechodząc przez bród.

Image

W wiosce Nolchor oglądam i zaglądam do środka oryginalnych domów miejscowego plemienia. Rabbi tłumaczy, że czasami przywozi tu turystów więc lokalesi nie są aż tak zaskoczeni moją obecnością. Co nie znaczy, że tłumnie nie podchodzą aby zobaczyć „białego człowieka” z bliska.

Image

Image

Za pozwoleniem robię fotki miejscowym. Oczywiście dziewczynkom i kobietom nie wolno robić zdjęć co skrupulatne przestrzegam.

Image

Image

Image

Image

Życie w wiosce toczy się normalnie

Image

Image

Miejscowi uprawiają paprykę i orzeszki ziemne

Image

Image

Image

Wszystko dzieje się tu powoli, Rabbi zabiera mnie do lokalnej szkoły i nawet mogę zrobić fotkę na lekcji, oczywiście jak już wszystkie dzieci się na mnie napatrzą (no i telefonów nie mają)

Image

Image

Wszędzie lata mnóstwo szpaków srokatych

Image

Po powrocie na stały ląd degustuję lokalną colę. Chciałem zrobić zdjęcie sprzedawcy więc wypadało coś od niego kupić

Image

Image

A oto jaka moda panuje w Bangladeszu. To wszystko jest farbowane kolorową henną, marchewka to ostatni krzyk mody wśród Panów 😊

Image

Jedziemy w końcu zobaczyć słynne Panam City. Bogaci kupcy hinduscy wybudowali tutaj w XIX wieku piękny market dla swoich towarów trochę na styl europejski pomieszany z wpływem Mogołów.
Niestety to wszystko zostało porzucone podczas jednego z pogromów religijnych, hinduscy kupcy uciekli a miejscowi uznali to miejsce za przeklęte więc niszczeje tak do dzisiaj.

Image

Image

Image

Image

Cała uliczka ma raptem 600m

Image

Niedaleko znajduje się antyczny mostek, ciągle w użyciu

Image

Tuż obok możemy podziwiać Sonargaon Museum z willą bogatego kupca.

Image

Zatrzymuje mnie tu policja, ale tylko po to aby zrobić sobie ze mną kilka fotek, już się przyzwyczaiłem...

Image

Image

Image

Image

Wystawa w muzeum nie rzuca jakoś na kolana, wypada mi obejrzeć bo Rabbi bardzo chce mi pokazać parę eksponatów i dzieła miejscowego artysty. W środku nie wolno robić fotek ale jedną przemyciłem – zabawki dla dzieci:

Image

Po lunchu w miejscowej knajpce (znowu nie przemogłem się aby jeść palcami), jedziemy podpatrzeć jak działa miejscowy przemysł odzieżowy. Całe przedmieścia Dhaki zastawione są takimi fabryczkami, kilkupiętrowymi budynkami z zakratowanymi oknami, gdzie miejscowi (kobiety, mężczyźni i niestety dzieci) trudnią się wyrobem doskonale znanych nam ubrań.

Image

Rabbi zawodzi mnie do dzielnicy gdzie wykonuje się ozdabiane tkaniny. Tutaj praca dzieci wre:

Image

Image

Image

No widok pracy dzieci a jeszcze przy ubraniach, które można kupić w sklepach w Polsce jest mocno przygnębiający. Nikt nie próbuje tu niczego ukryć, mogę wchodzić do dowolnego zakładu i robić fotki. Więc robię…

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na moją uwagę o tych dzieciach Rabbi tylko wzrusza ramionami – Przecież widzisz tą biedę dookoła, tu nie mamy innego wyjścia, przynajmniej te dzieci coś robią i będą miały jakieś umiejętności a praca dzieci jest tańsza dla pracodawców, lepsza konkurencja – No ta argumentacja jakoś mnie nie przekonuje. Może spojrzę następnym razem na metkę i jeżeli to będzie „Made in Bangladesh” to podwójnie się zastanowię przed zakupem.
To mój ostatni akord w Dhace. Rabbi oznajmia, że lepiej już około 15.30 ruszyć na lotnisko bo po południu możemy utknąć, miał taką przygodę z turystami w zeszłym roku i była afera z kupnem nowych biletów – opowiada.
Żegnam się z Bangladeszem, prawie trzy dni intensywnego zwiedzania. Klimaty podobne do indyjskich ale zarazem zupełnie inne. Bangladesz ma ambicję rozwoju, inwestuje w darmowe szkoły i uczelnie wyższe. Nie widać takiego rozwarstwienia kastowego jak w Indiach.
No i na razie nie widać też turystyki. Tutaj Rabbi rozmarza się, chciałby założyć własną firmę i zrobić ofertę turystyczną nie tak sztampową jak duże biura w mieście. Zawieźć turystów w nieoczywiste miejsca, pokazać jak mieszkają miejscowi, zaproponować regionalną kuchnię, pokazać trochę więcej przyrody niż tylko Dhaka i okolice.
Życzę mu powodzenia oczywiście, jest na dobrej drodze.

Ja wsiadam do Emirates i wracam w niedzielę wieczorem do Polski na dwie przesiadki. A w poniedziałek o 9.30 już w pracy za biurkiem planuję kolejną wyprawę…
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 17 Maj 2024 12:46 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 9058
Loty: 1011
Kilometry: 973 172
platynowy
@hiszpan Masz namiary na tego Rabbiego?
Miałem Bangladesz w planach jeszcze przed pandemią, a ta relacja mocno mnie zachęciła, aby wrócić do tematu.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
gruby_inversia lubi ten post.
gruby_inversia uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 17 Maj 2024 13:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1693
Loty: 318
Kilometry: 575 136
HON fly4free
hiszpan napisał(a):
Na moją uwagę o tych dzieciach Rabbi tylko wzrusza ramionami – Przecież widzisz tą biedę dookoła, tu nie mamy innego wyjścia, przynajmniej te dzieci coś robią i będą miały jakieś umiejętności a praca dzieci jest tańsza dla pracodawców, lepsza konkurencja – No ta argumentacja jakoś mnie nie przekonuje. Może spojrzę następnym razem na metkę i jeżeli to będzie „Made in Bangladesh” to podwójnie się zastanowię przed zakupem.


To niestety nie jest takie czarno-białe. Pytanie, co robiłyby te dzieci, gdyby nie pracowały?Czy one i ich rodziny miałyby co jeść i gdzie spać? Poza tym gdy przestaniemy kupować ubrania "Made in Bangladesh", zachodni giganci odzieżowi przeniosą produkcję gdzieś indziej. Po katastrofie w Rana Plaza w 2013 świat na chwilę się oburzył, ale również w Twojej relacji widać, że niewiele się zmieniło. Dzięki za relację. Miło było wrócić do Bangladeszu.
Góra
 Relacje PM off
trocha lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 18 Maj 2024 15:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
@Sudoku proszę bardzo: Rabbi whatsapp: +8801724588877
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 11 Cze 2024 20:14 

Rejestracja: 03 Paź 2022
Posty: 2
Relacja świetna!
Możesz napisać jakim sprzętem robisz zdjęcia?
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 11 Cze 2024 21:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2018
Posty: 1804
Loty: 269
Kilometry: 293 521
złoty
@hiszpan

Mega! Czym fotki robiłeś podczas pobytu?
_________________
Image
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 14 Cze 2024 07:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
@ratajczak @Martinuss
Foty dopiero uczę się robić bo sprawiłem sobie w zeszłym roku Sony a7 III z obiektywem Tamron 28-200. Ale też są tu foty ze starego dobrego Iphona 13Pro
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group