Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 20 Lis 2022 13:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
Hej!

Upał, małpy, Mekka, piasek, droga i nasz niebieski hyundai – tak było w Arabii, ale podróż się nie kończy. Lecimy dalej już w ekipie okrojonej z jednego bardzo istotnego członka (członkini?). Jak tam będzie, co nas czeka? Jak się finalnie okazało same dobre rzeczy (poza dwudniowym choróbskiem, ale to niezależne od kraju). Nie przeciągając wstępu, zapraszam do Pakistanu, gdzie dobrze zjedliśmy (czasem nawet za darmo), zebraliśmy setki uśmiechów, zrobiliśmy dziesiątki selfie, a to wszystko w 10 wspaniałych dni :)
Historię zaczynam tam gdzie skończyłem, czyli o godzinie 11 w Dammamie.
Udało się spiąć loty w ten sposób, że moja żona poleciała w stronę Abu Dhabi, gdzie następnie wsiadła w lot powrotny do Krakowa z jedynie tylko 5 godzinną obsuwą.
My natomiast (w sensie ja wraz z synem) udaliśmy się w stronę targanego akurat w tym czasie tragedią Pakistanu. Jak pokazały kolejne dni było to wspaniałe przeżycie pełne serdeczności, pysznego jedzenia i wspaniałych widoków.



Zanim jednak tam dotarliśmy czekał nas lot przez lotnisko w Katarze, które przesiąknięte jest klimatem piłkarskim (trochę to zakrawa na żart, piłka na pustynnej wyspie, ale kto bogatemu zabroni) i przy okazji jest absurdalnie drogie, zarówno jeśli chodzi o firmy, które mają tam swoje sklepy, jak i tak podstawowe rzeczy jak jedzenie. Na całe szczęście na kolejny lot do Islamabadu, musieliśmy czekać tylko około 3 godzin, więc czas na lotnisku minął dość sprawnie.

W ogóle w toku pewnych wydarzeń udało się zarezerwować lot do Pakistanu Qatarem. Na chwilę rezerwacji przedstawiał najlepszą ofertę, lepszą od Pakistan Airways czy też Air Arabia (które wydawałoby się, że będą na tej trasie tańsze). W sumie super, bo nie często zdarza (przynajmniej mi) przelot na chwilę obecną najlepszą linią świata (wg. SkyTrax).
Osobiście (takie moje prywatne wynurzenie) to nie przywiązuję specjalnej uwagi do tego czym lecę, najważniejsza jest dla mnie cena, ale tutaj był jeden plus takiego lotu. Dali jakiś tam pakiet danych za free dzięki czemu mogłem sobie pogadać podczas lotu na whatsappie z żoną :)

No więc tak, przyśpieszam temat bo skupiłem się na opisie linii, a pewnie chcielibyście usłyszeć coś o Pakistanie.
Dolecieliśmy już na wieczór. Lotnisko na miejscu wyglądało dość brutalnie i oszczędnie jeśli mogę tak to nazwać. Standardowa droga do punktu odbioru wiz. Trochę mieliśmy obawy jak to będzie, gdyż na chwilę obecną istnieje dużo niejasności wokół wiz do Pakistanu. Możecie natknąć się na informacje, że potrzebne są „listy zapraszające” od lokalnych biur co jest jedną wielką grubą ściemą. Co więcej gdy rozmawiałem z takim biurem, zasugerowali że potrzebuję wyrobić list dwukrotnie, na wyjazd i ponowny wjazd (w tamtym czasie planowałem Afganistan lub Indie). Te przyjemności kosztowałyby mnie 250 USD (2 osoby) + jeszcze bookowanie w jakimś ich hostelu. Finalnie za wizy zapłaciłem chyba 35-45 USD od osoby (ale to jeszcze do sprawdzenia, jakby kogoś interesowało – musiałbym poszperać na karcie kredytowej). Dodatkowo dostałem wizę wielokrotnego wjazdu na rok (przy biurze to były wejścia jednorazowe).

Sama procedura była bardzo przyjemna, celnicy byli mocno zaaferowani oglądaniem meczu w krykieta Indie – Pakistan, więc starali się przepchnąć nas najszybciej jak to możliwe 8-)
Gdy udaliśmy się do wyjścia z lotniska spotkała nas śmieszna scena. Szliśmy holem i doszliśmy do drzwi przesuwanych. Gdy one się rozsunęły przed nami po obu stronach balustrad stało parę setek osób i tylko my wychodzący. Wyglądało to trochę tak jakby czekali na nas, miałem nawet nagrać to jak syn idzie i wokół te tłumy, ale policjanci nie pozwolili :cry:
Zgodnie z tradycją nie łapaliśmy pierwszych taksówek tylko oddaliliśmy się od lotniska na kilka kroków i dopiero tam wsiedliśmy do pojazdu chyba jeszcze mniejszego od dawnego malucha :idea:
Ceny niestety nie pamiętam, ale ku naszemu zdumieniu były to jakieś grosze. Cały kraj jest absurdalnie tani. Jeśli lubicie podróżować z plecakiem, nie lubicie wydawać dużych sum to czym prędzej wykupujcie tam lot  Nie uprzedzając jednak faktów, dotarliśmy dość późno do hotelu. Szybki check-in i nie tracąc czasu udaliśmy się na spacer po okolicy. Jak się okazało cały czas trwał mecz krykieta.
Daleko się nie oddalaliśmy, w sumie głównie spacer wzdłuż ulicy w poszukiwaniu jedzonka oraz ogólnej oceny sytuacji. W pobliskiej restauracji zjedliśmy doskonały posiłek co było miłą odmianą, bo jednak w Arabii, aż tak smacznie nie było. Szczerze nie wiedziałem czego się spodziewać po Pakistanie, a tu zonk, ludzie sympatyczni, kiwną głową, odwzajemnią uśmiech. Jest dobrze.

Z samego rana ruszyliśmy na poszukiwania. Jaka jest najważniejsza rzecz w dzisiejszych czasach, bez której nie można się obyć? Jedzenie? Mycie? Rodzina? Dajcie spokój, jasne że internet :D (taki żart, chociaż jak czasem obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość to nie wiem czy jednak nie ma w tym trochę racji – ale dość filozofowania, karta SIM sama się nie kupi). Trochę to zajęło, bo sprzedażą zajmują się tylko sieci komórkowe. Sama karta była absolotnie tania (jakieś 20 zł za 10gb), ale sam proces trwał pewnie z godzinę. Paszport był skanowany, oglądany, znowu skanowany, następnie linie papilarne, starożytną metodą czyli odmaczanie w tuszu i przycisnięcie do białej kartki :shock: Sieć była chińska, więc pewnie jak tam polecę to mam z głowy te procedury :P W ogóle to chyba Pakistan jest mocno powiązany gospodarczo z Chinami, mijaliśmy parę razy plakaty wychwalające współpracę, a na lotnisku Chińczycy mieli swoją odprawę.

Okazało się, że mieliśmy blisko do Ambasady Afganistanu (dosłownie przez ulicę od sklepu operatora) , więc udaliśmy się tam w celu zobaczenia co i jak. Wzbudziliśmy sporą ciekawość tam na miejscu co skutkowało tym, że nie musieliśmy stać w kolejce tylko od razu poprowadzono nas do okienka. Tam pogadano z nami i kazano czekać. Podczas czekania podszedł do nas Pakistańczyk. Dlaczego o tym piszę? Bo typ miał chyba z 210 cm wzrostu, był naprawdę gigantyczny, a przy tym absolutnie miły i pocieszny oferując w razie gdyby swoją pomoc. Grzecznie podziękowaliśmy. Teraz jestem pewien, że to była chęć prawdziwej pomocy, a nie takiej za którą potem chcą kasę. Pakistańczycy są naprawdę przemiłymi ludźmi. Wtedy jeszcze nie mieliśmy pełnego obrazu, gdyż był to dopiero dzień pierwszy. Gdy uzyskaliśmy informacje co i jak oddaliliśmy się w celu zwiedzania Islamabadu.
Załącznik:
IMG-0057.jpg
Załącznik:
IMG-0056.jpg


Najłatwiejszy i najtańszy jednocześnie sposób poruszania się to riksza. Trzeba tylko zawsze przed wejściem ustalić cenę, powtórzyć ją dwa razy kierowcy i można jechać ;) Na pierwszy ogień poszedł Pakistan Monument. Piękny górujący nad Islamabadem pomnik otoczony zielenią. Jaka szkoda, że w sumie nic nie zobaczylismy, bo był...zamknięty. Po doświadczeniach z Arabią gdzie ciągle coś było w remoncie albo było zamknięte nie specjalnie nas to ruszyło ;) Powód bardzo życiowy, czyli przyjazd VIPów (to prawie tak jak z pewnym comiesięcznym wydarzeniem w pewnym polskim bardzo dużym mieście i związanym z tym zamykaniem okolicy he he – brzmi znajomo). Nie zrażeni upałem wsiadamy do naszego kierowcy „rikszarza” i jedziemy zobaczyć kolejną atrakcję na mapie Pakistanu.
Skoro jesteśmy w kraju muzułmańskim to musi to być Meczet, w tym przypadku króla Fajsala. W sumie budowla okazała, miła dla oka, nie wchodziliśmy do niego, ze względu na to, że obaj byliśmy w krótkich spodenkach. Okolica bardzo rodzinna, dużo fotografów robiących pamiątkowe zdjęcia i takie tam. Suma sumarum spędziliśmy tam może 20 minut i postanowiliśmy zawijać się do – jak się okazało – naprawdę cudownego miejsca Daman-e-Koh. Wzgórze z którego widać cały Islamabad (coś w stylu El Carmel w Barcelonie).

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_748.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_712.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_742.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_753.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_760.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_777.jpg


Zanim jednak tam pojechaliśmy musieliśmy odbyć kolejne negocjacje taksówkarskie, gdyż z poprzednim finalnie się troszkę pokłóciliśmy. Zaczął wymyślać jakieś nowe, wzięte z kosmosu ceny i stosować sobie tylko znaną matematykę. Potem jeszcze spotkaliśmy go pod hotelem, ale tak mnie zdenerwował, że nie chciałem nawet z nim gadać. Następny kierowca, który nas wiózł okazał się być emerytowanym wojskowym (emerytura na poziomie 800 zł i jak na Pakistan koleś mógł się czuć prawie bogaczem :!: ). Przy okazji był mega słowny i ceny przewozu były uczciwe.
Wzgórze o którym wcześniej wspomniałem jest swego rodzaju parkiem dla rodzin. Są ścieżki, popcorn, ktoś gra na gitarze, był nawet wielbłąd ubrany w jakieś dziwne przebrania na którym można się przejechać. Nigdy z takich rzeczy nie korzystam ze względów przynajmniej dla mnie etycznych. Szkoda mi zwierzęcia, zarówno w Pakistanie jak i w drodze na Morskie Oko w Polsce.
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_762.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_749.jpg


Wracając do Daman-e-Koh to widok jest genialny. Jak na dłoni widać cały Islamabad, a co najbardziej przykuło moją uwagę to jak bardzo jest tam zielono. Nie ma wysokiej zabudowy, wszędzie jest zielono, jak bardzo różniło się to od arabskich widoków :D Na górze spędziliśmy fajnie ponad godzinę. Miejsce to jest chyba też mekką wszelkiej maści influencerów pakistańskich. Widzieliśmy kilku wystilizowanych pakistańczyków, którym ich „świta” robiła zdjęcie. Były też małpy, troszkę mniej agresywne niż te które spotkaliśmy w świątynia w Katmandu w Nepalu, ale i tak dalej nieufne :D Gdy nasyciliśmy już oczy ładnymi widokami udaliśmy się w stronę centrum miasta z naszym przemiłym (tym razem) taksówkarzem. Islamabad jak na warunki pakistańskie jest miastem dość niewielkim (ledwo ponad milion mieszkańców), więc nasze zwiedzanie nie trwało specjalnie długo. W centrum trafiliśmy do obszaru pełnego sklepów z ubraniami i restauracjami. Mieszkańcy byli uprzejmi, nie nachalni, ceny niskie, więc czego chcieć więcej od życia. Wieczorem udaliśmy się jeszcze do pobliskiej galerii handlowej o wdzięcznej nazwie Centaurus. Na wejściu obowiązkowe przejście przez bramki u nas nie do pomyślenia, ale w tego typu krajach na porządku dziennym. Podobnie jak uzbrojeni w karabiny ochroniarze przy bankach czy nawet przy sklepie naszego pakistańskiego operatora sieci komórkowej. Samo miejsce pełne sklepów lokalnych producentów. Bez jakiejś większej historii, bardziej łaziliśmy dla zabicia czasu ze względu na to, że i tak było już ciemno. Miłą odmianę tego w sumie pierwszego pełnego dnia była też możliwość złapania oddechu. Powietrze było gorące, ale nie miało nawet startu do tego co przeżylismy w tym przedsionku piekła (jeśli chodzi o temperatury) w Arabii (znaczy nie mam 100% pewności jakie temperatury panują w piekle, ale domniemuję biorąc pod uwagę popkulturę czy też legendy i podania :lol: ).

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_755.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_706.jpg

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_719 1.jpg


Następny dzień przywitał nas deszczem, ale takim dość przyjemnie ciepłym, powietrze za to stało się cięższe od zalegającej wilgoci. Przy wyjściu z hotelu spotkaliśmy innego turystę wydaje mi się, że mógł być z Europy Zachodniej. Cechuje ich jedna rzecz, która osobiście w podróżowaniu mi trochę uwiera. Nie liczą się z pieniędzmi, ew. przepłacają. I nie chciałbym, żeby to było odebrane, w taki sposób że może zazdroszczę, bo każdy ma prawo robić ze swoimi pieniędzmi co tylko zechce, ale idąc dalej dość mocno psują rynek dla podróżników budżetowych, ew. takich którzy tych pieniędzy mają mniej. Na przykładzie tej sytuacji przy hotelu.
Wychodzimy już na zewnątrz i wspomniany turysta powoli pakował się do taksówki, trochę z ciekawości, a trochę może z chęci że jeśli jedzie w tą samą stronę to się podepniemy. Otóż okazało się, że tak jak my jedzie do Peszawaru, a koszt za ten przejazd to 100 dolarów (odległość między miastami to 200km). Zrobiłem wielkie oczy, podziękowałem za informację i pożegnałem się.
Nas dwóch dojazd z zajechaniem do UNESCO W Taxilli, czyli przesiadaliśmy się jeszcze w trakcie wyniósł około 50 zł. 470 zł (chyba wtedy taki kurs był) vs 50 zł wg. mnie to jest spora różnica, zwłaszcza że za 400 zł różnicy w Pakistanie można mieć przynajmniej 4-5 noclegów i to ze śniadaniem ;)

No, ale dobrze to była tylko dygresja i przedstawienie mojego punktu widzenia, czyli widzenia Janusza i każdy przecież ma wolną ręką w tym co robi. Można nawet płacić po 200 zł za piwo w Katarze na MŚ :twisted:
Wracając do wątku złapaliśmy jakąś lokalną taksówkę i po krótkich negocjacjach pojechaliśmy do Taxilli, czyli starożytnego miasta wpisanego na listę UNESCO. Na miejscu odwiedziliśmy muzeum pełne zachowanych grobowców i różnych przedmiotów codziennego użytku. Do właściwego miejsca, czyli kurhanów dostaliśmy się rikszą (jedzie się jakieś 4-5 km). Samo miejsce oceniłbym jako spokojnie i ciekawe. Nie robi może jakiegoś gigantycznego wrażenia, ale myślę, że warto było poświęcić na to trochę czasu. Na miejscu nie można nagrywać, ale dlaczego tak i czy to nie jest wymysł jakiegoś strażnika to nie wiem. Długo tam nie zabawiliśmy, bo szczerze nie ma aż tyle do oglądania. Szybki powrót do rikszarza, który podrzucił nas na ulicę z której w różnym kierunku świata odjeżdzały dziesiątki busów i autobusów. Ulica była niesamowicie zatłoczona, a zewsząd dochodziły dzwięki silników, krzyków, nawoływania i trąbienia. Znaleźć coś co zawiezie nas do Peszawaru było niesamowicie proste, bo naganiacze sami zaprowadzili nas do miejsca skąd akurat ruszały nasze pojazdy. Chwilę pozastanawialiśmy się, bo mieliśmy do wyboru mały ciasny, ale szybszy bus, albo wolniejszy duży PKS :) Wybór padł na ten drugi, ze względu właśnie na możliwość posiadania wewnątrz własnej przestrzenia, a nie siedzenia jeden na drugim. Jak zwykle kierowca niedoszacował czasu przejazdu i z deklarowanych 3h, zrobiło się chyba 5. Jakby ktoś się wybierał do Pakistanu i tam liczył trasy lokalną komunikacją to mnóżcie śmiało razy 1,7-2 :shock:
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_717.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_738.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1304.jpg

Załącznik:
IMG-0157.jpg
Załącznik:
IMG-0148.jpg
Załącznik:
IMG-0135.JPG
Załącznik:
IMG-0132.jpg
Załącznik:
2609-arabia-pakistan-1292.JPG


Generalnie jazda autobusem była bardzo przyjemna. Siedzenia wygodne i mieliśmy to szczęście że nikogo obok nie było, bardzo mili współpasażerowie (ciekawscy aż do przesady) i bardzo miły, nie wiem jak go określić, pan od sprawdzania biletów i ogólnie mówienia kiedy i gdzie wysiadać. Bardzo lubię takie podróże, można obserwować to co dzieje się za oknem (a nie jechaliśmy żadną autostradą tylko właśnie lokalnymi drogami), a także na tyle na ile się da nawiązać kontakt ze współpasażerami. W Pakistanie jest na to szansa, bo część osób umie w angielski tak powiedzmy dostatecznie (ze względu na to, że kiedyś była to kolonia brytyjska).
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_854.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_834.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_936.jpg
Załącznik:
PSX_20220907_144556re.jpg


Do Peszawaru dotarliśmy wieczorem, ale było jeszcze jasno. Od razu na piechotkę udaliśmy się w stronę hotelu. W ogóle główna ulica jest dość zabawna, bo przez środek przebiega ich tzw. Metrobus. Nazwa jak najbardziej adekwatna, bo metrem jest tutaj bezkolizyjnie poprowadzony przez środek miasta autobus (a raczej kilka). Tworzy to trochę dziwną sytuację, bo dzieli miasto na pół, a żeby się przedostać na drugą stronę czasami trzeba przebyć dość spory kawałek do schodów nad metrobusem. Taki chyba autorski projekt. Od razu z hotelu, bardzo ładnego tak w ogóle, udaliśmy się na poszukiwanie jedzonka. Na google maps wysoko oceniana była afgańska restauracja i tam się tez udaliśmy.
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_979.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_964.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_909.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1205.jpg

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_785.jpg

Jeszcze chyba nigdy nie spotkała mnie tak miła sytuacja w podróży. Restauracja nie wyglądała na jakąś wybitną, ale powiedzmy sobie szczerze, że w tego typu krajach standardy wykończenia są zupełnie inne niż u nas, a instytucji takiej jak Sanepid chyba raczej nie ma :lol: Nie przeszkadza to jednak w tym, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się w krajach arabskich mieć jakiejś przygody związanej ze świeżością jedzenia. Natomiast ta afgańska restauracja chodziła w zupełnie innej lidze smakowej. Zjadłem tam jedno z najlepszych dań w życiu. Długo gotowana wołowina w sosie z ryżem w ilości takiej, że spokojnie najadłyby się pewnie cztery, a może więcej osób. Tylko strach przed obrazą gospodarza pozwolił nam wcisnąć ten kopiec jedzenia, który nam podali. Nigdy też nie spotkałem się z tak przyjacielską atmosferą. Zostaliśmy oprowadzeni po kuchni, narobiliśmy sobie wspólnych zdjęć i w doskonałych humorach mogliśmy udać się na dalszą eksplorację Peszawaru.

Załącznik:
IMG-0239.jpg
Załącznik:
IMG-0236.jpg
Załącznik:
PSX_20220906_203219re.jpg


Jako miasto przygraniczne znajduje się tam mnóstwo placówek wojskowych, nie było też za bardzo czego oglądać. Pospacerowaliśmy okolicznymi ulicami, jednocześnie przyciągając bardzo dużo uwagi, ze względu na totalny brak turystów i fakt, że Pakistańczycy coraz bardziej okazywali się bardzo otwartymi i przyjaznymi ludźmi. Do hotelu wróciliśmy już po zachodzie słońca. Koło 21 postanowiłem skoczyć jeszcze do sklepu po coś do picia. Idąc ulicą zobaczyłem kolorowe światła, po bliższym rekonesansie okazało się, że to jakiś lokalny klub sportowy i akurat grupa chłopaków grała w piłkę. Udało się podłączyć i następna godzina upłynęła mi na grze w piłkę przy 35 stopniach i było to naprawdę wyzwanie dla organizmu :? Po grze nawiązałem bardzo miłą rozmowę z kapitanem pakistańskiej armii, szczerze odradzał wjazd do Afganistanu, a na koniec zaprosił mnie na obiad. Grzecznie podziękowałem, wykręcając się, że musimy jechać dalej i nie bardzo mamy czas :roll:

Następnego dnia raźnym krokiem udaliśmy się do konsulatu Afganistanu, w celu oglądu sytuacji. Cała ulica na której znajdowały się różne ambasady, ale też urzędy była wyłączona z ruchu, obstawiona przez wojsko i okamerowana. Gdy podeszliśmy do konsulatu zostaliśmy właściwie zaproszeni bez żadnego oczekiwania. Chyba nieczęsto mają tam kogoś z Europy. Weszliśmy do pokoju gdzie zawiadywał szef ds. wiz wraz z 2 kolegami Talibami i jeszcze jedną osobą, młodym chłopakiem który został naszym tłumaczem. W środku poczęstowano nas herbatą, a także krówkami. Spytali po co, dlaczego i takie tam, zapewniali że jest bezpiecznie, ale brzmiało to strasznie wymuszenie 8-) Wizę mogliśmy dostać od ręki w cenie 80 dolarów za sztukę. Po 20 minutach opuściliśmy konsulat mówiąc, że potrzebujemy chwili do namysłu. I juz tam nie wróciliśmy. Szybka wspólna burza mózgów doprowadziła nas do konkluzji, że nie ryzykujemy i że bez kogoś wewnątrz niepotrzebnie narażamy się na być może niepotrzebne nieprzyjemności.

W Peszawarze nie mamy co robić, bo tak naprawdę nie ma tam na dłuższą metę nic do oglądania, Afganistan sobie darowujemy, więc nie pozostało nam podjąć decyzji jak jechać dalej ku zachodzącemu słońcu. Kolejny kierunek to Lahore, ponad 10 milinowe miasto 500 kilometrów w stronę Indii. Podjechaliśmy na dworzec autobusowy i jak zawsze w tego typu krajach nie mieliśmy większych problemów ze znalezieniem czegoś w pożądanym kierunku. Oczywiście kierowca twierdził, że dojedziemy w 6h, ale że nie jesteśmy w ciemię bici, wiedzieliśmy że niżej niż 8 nie będzie 8-) Na dworcu oczywiście ciekawscy Pakistańczycy wprost nas otaczali, w celach konwersacyjnych. Jest to bardzo miłe, ale też potrafi być po pewnym czasie męczące. W każdym razie autobus w końcu ruszył, a następne godziny jazdy umilać nam miały filmy z Bollywood, z których dowiedzieliśmy się, że Brytyjczycy ciemiężyli Indie, a także że Hindusi też mają swoich supermanów, którzy ciskają motorami, głazami czy też potrafią powalić słonia :D Generalnie w swojej kiczowatości jest to nawet wciągające :mrgreen: W samym autobusie udało się nam też zapoznać z wiekowym już Pakistańczykiem, który podróżował z mini siekierą, a na końcu wymieniliśmy się prezentami, ja dostałem paciorki, a Pakistańczyk nasze polskie 20 zł, które z namaszczeniem (nie wiem czemu) ucałował.

W autobusie zostaliśmy też zaproszeni, żeby siąść z przodu, ale w ostatecznym rozrachunku nie była to dobra decyzja, gdyż przez większość podróży musieliśmy podziwiać rów (ten między pośladkami) takiego jakby naganiacza autobusowego. Dodatkową atrakcją było obserwowanie też tego jak łapie się bez przerwy za krocze. W ogóle to muszę, po prostu muszę o tym napisać. Nie wiem czemu, czy to sport narodowy, czy takie hobby, ale w Pakistanie bez przerwy łapali się za ptaka. Nawet wymyśliliśmy z synem nazwę na tą przypadłość „pakistańska kuśka”. Najgorsze jest to, że pod koniec wyjazdu i my podłapaliśmy ten ruch. Chyba w myśl przysłowia z kim przystajesz, takim się stajesz :lol:

Wróćmy jednak do poważnego prowadzenia narracji wycieczki 8-) Zajechaliśmy późnym wieczorem i gdy wysiedliśmy z autobusu mogliśmy zobaczyć co to znaczy duże miasto w Pakistanie. Tysiące ludzi, tysiące riksz, samochodów, kurz, dym, ruch jak w mrowisku. Osobiście na krótką metę, bardzo lubię takie doznania. Mieszkać tam byłoby absolutną katastrofą, ale jako w pewnym sensie atrakcję jak najbardziej. Od razu udaliśmy się do naszego hotelu, który okazał się być bardzo przyjemnym czystym miejscem. Z zewnątrz wyglądał trochę jak połączenie sali weselnej i burdelu, ale środek był czysty i co najważniejsze położony był w bardzo fajnej okolicy.
Jako, że było już późno nie traciliśmy czasu tylko od razu położyliśmy się spać. Następny dzień miał obfitować w dużo ciekawych miejsc.

Pierwsze kroki skierowaliśmy się do miejsca wpisanego na UNESCO, czyli Shalimar Garden. Podróż tam trwała rikszą pewnie dobre 20 minut. Lahore to naprawdę duże miasto i przemieszczanie się pomiędzy dystryktami zajmuje trochę czasu. Zanim weszliśmy do Ogrodów mogliśmy podziwiać gigantyczną estakadę po której poruszało się metro naziemne ciągnące się praktycznie przez całe miasto w kierunku wschód-zachód. Pod nią znajdowała się 3-4 pasmowa droga, pełna riksz, aut, pieszych. Obiecując sobie, że musimy koniecznie skorzystać z metra nawet w celach wizualnych weszliśmy do Shalimar Garden.

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1138.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1090.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1007.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_929.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_807.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_885.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1133.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_959.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_782.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_972.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_982.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_780.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_860.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1008.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_896.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1161.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1290.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1152.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1162.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1139.jpg


Uderzające było to jak bardzo cicho się tam zrobiło. Miejsce to jest pozostałością po cywilizacji Mogołów, jeszczez XVII wieku. Pełne zieleni, pięknych ścieżek, starodawnych budowli z pięknymi kolumnami czy też zaułkami wprowadziło nas w nastrój melancholii. Z jednej strony mieliśmy kompleks zadbany, przemyślany z basenami i drzewami, a zaraz za murem cały ten „rozpizdziec”, gdzie ponad 10 milionów ludzie stłoczonych na niedużej powierzchni przemierzały zaśmiecone ulice. Nie czas jednak na te metafizyczne rozkminy skąd jesteśmy dokąd zmierzamy, bo musieliśmy odwiedzić drugą część Ogrodów, czyli fort Lahore do którego udaliśmy się wspomnianym naziemnym metrem.

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1221.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1070.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1012.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1291.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1301.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1287.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_842.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1199.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_794.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1143.jpg


Naprawdę było to przyjemne doświadczenie, gdyż z góry było widać Lahore w całej rozciągłości. Spokojnie można było sięgać wzrokiem daleko, bo najwyższe budynki to meczety, a może bardziej szczegółowo minarety. Fort Lahore to tak naprawdę kompleks ulic z punktem centralnym, czyli wspomnianym fortem. Wzdłuż ulic lokuje się mnóstwo sklepów, głównie z ubraniami, perfumami i tego typu dobrami. Kręciliśmy się w sumie bez celu przez pewnie godzinę, w międzyczasie dopadł nas gigantyczny deszcz, głównie więc zaczęliśmy się skupiać na szukaniu schronienia :) Gdy tylko trochę opady zmalały udaliśmy się do meczetu Badshahi. Przed wejściem jako, że byliśmy ubrani w krótkie spodenki nie bardzo chcieli nas wpuścić. Nie było to jednak problemem, gdyż lokalny przedsiębiorca już czekał z gotowymi do wypożyczenia „szalami”, którymi owinął nas od pasa, więc w sumie to wyglądaliśmy jakbyśmy chodzili w sukience. Jeszcze tylko obowiązkowe zdanie butów, gdyż po terenie meczetu należało poruszać się boso. Było to przyjemne doznanie, bo deszcz w połączeniu z ciepłą pogodą powodował, że kamień był fajnie nagrzany. Do samego meczetu nie wchodziliśmy tylko raczej zwiedzaliśmy giogantyczny wręcz plac. I tutaj znowu następowała seria śmiesznych zdarzeń, bo conajmniej 10, może ciut więcej osób chciało sobie z nami zrobić selfie. Nie wiem dlaczego, czy to kwestia aż takiego braku turystów i każdy z zachodu jest w jakiś sposób dla nich ciekawy? Po wyjściu syn udzielił wywiadu po angielsku jakiejś telewizji, która akurat kręciła tam jakieś reportaże. Generalnie ciąg dziwnych zdarzeń :)

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_819.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_870.jpg
Załącznik:
IMG-0366.jpg
Załącznik:
IMG-0395.jpg


Wychodząc z meczetu byliśmy już mocno zmęczeni chodzeniem i dodatkowo powietrze po opadach stało się przytłaczająco ciężkie. Nie zwalniamy jednak tempa i po krótkiej analizie czasu dojazdu postanawiamy, że jedziemy.
To co czekało nas w ciągu następnych paru godzin prawdopodobnie było jedną z najlepszych rzeczy jaką zobaczyłem podczas tego łączonego wyjazdu Arabia-Pakistan. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli możliwość tam pojechać, zobaczyć to nie jest to kwestia do rozmyślan tylko do działania. Granica Wagah, czyli pewnie jedna z najdziwniejszych granic na świecie dzieląca dwie potęgi atomowe, czyli Pakistan i Indie. Znana na całym świecie z niesamowitego „rytuału” zamykania przejścia granicznego.

Zanim jednak tam dotarliśmy czekała nas dość długa droga najpierw metrobusem na skraj Lahore, a następnie przesiadka do motororikszy (są tak jakby dwa rodzaje, małe miejskie riksze i te riksze połączone z motorem, które poruszają się bardziej na zewnątrz miasta). Jazda do granicy prowadzi dwupasmową drogą, więc pokonanie tej trasy zajmuje około 30 minut. Nam zajęło to ponad godzinę, bo na 3 lub 4 checkpoincie żołnierz pakistański miał problem z faktem, że jesteśmy w krótkich spodenkach i żeby obejrzeć ceremonię trzeba być w długich spodniach. Jedynym wyjściem było cofnąć się parę km do niby to miasteczko, a bardziej wyglądało jak takie stopshop przy drodze. Tam za jakieś 15-20 zł kupiliśmy spodnie, w których wyglądaliśmy jak idioci, ale warunek zakrycia został spełniony. Śmiało mogliśmy dojechać pod samą granicę.
Rikszą można podjechać tylko do pewnego etapu, gdzie w budkach sprawdzają paszporty, resztę drogi trzeba pokonać pieszo. Myślę, że odległość od tego miejsca już do ławek z których można oglądać zamykanie bramy to jakieś 1,5km. Po drodze mija się 2 dodatkowe checkpointy, ale raczej jest to formalność. Przed samym wejściem jakiś żołnierz miał do nas jakiś problem, chciał żebyśmy coś pokazali, ale totalnie nie wiem o co mu chodziło. Inny wyższą rangą krzyknął coś do niego i puścili nas na trybuny. Samo miejsce robi niesamowite wrażenie. Z glośników z całej siły wali muzyka chwaląca Pakistan, to samo dzieje się po drugiej stronie – Indii. Muszę przyznać, że druga strona jest bardziej okazała i było więcej ludzi. Nie umniejsza to jednak doznaniom wizualnym, które w końcu się zaczęły. Synchronizacja, ruch, krzyki, taniec, wymachy nóg – naprawdę coś wspaniałego. Trochę czułem się jak w teatrze na jakimś spektaklu. Na koniec, akurat tak trafiliśmy odbył się pokaz, ale ze względu na to, że chyba trafiliśmy na jakieś święto i na honorowych miejscach dla VIPów zasiedli jacyś generałowie i pułkownicy. Wszystko zakończyło się już po zachodzie słońca i do naszej rikszy wracaliśmy już praktycznie po ciemku. Do hotelu wrócilismy bardzo późno i tutaj zaczęła się ta nieprzyjemna część podróży. Syn dość mocno się pochorował. Gorączka, słabość, łamanie w kościach i było to na tyle mocne, że praktycznie następny dzień to było spanie i branie leków.
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_900.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1200.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1229.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_899.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1059.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1024.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1081.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1073.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1296.jpg


Całe szczęście, że 2 dni wcześniej mocno rozważaliśmy jak mamy dostać się do Karaczi. Opcje mieliśmy 3, a właściwie to finalnie dwie. Pociągi, które jak się okazało nie kursowały ze względu na powodzie. Autobus, oficjalnie wpisane miał 18h jazdy, ale jak już wiecie, jest jak jest i z tego co się dowiedzieliśmy to niżej niż 24h nie schodzą. I ostatnia, którą na szczęście wybraliśmy to lot. Trochę cierpiałem z powodu kasy, bo wiadomo że autobus wychodził taniej, ale patrząc na to jak się męczył, a i ja powoli miałem coraz gorsze samopoczucie to nie mam bladego pojęcia jak mielibyśmy wysiedzieć w autobusie tyle godzin. Zwłaszcza, że mile widziany był też dostęp do toalety. Następny dzień to już bardzo słabe samopoczucie syna, więc ranek w oczekiwaniu na lot spędziłem na samotnym spacerze. Okazało się, że niedaleko naszego hotelu była linia kolejowa. Bardzo fajne miejsce, gdzie spędziłem trochę czasu na rozmowie z lokalnymi mieszkańcami, udało mi się uchwycić naprawdę fajne ujęcie pędzącego pociągu, a także co najfajniejsze mogłem spróbować ciepłego, świeżego mleka specjalnie dla mnie dojonego z krowy. Uprzejmość Pakistańczyków zadziwiała mnie na każdym kroku i jeszcze nigdy nie spotkałem ludzi tak bezinteresownych jak właśnie tam. Podobna uprzejmość „dotknęła” mnie też w Syrii. Czy to kwestia trudnego życia, wojny, kultury czy poprostu takiego wychowania to już temat na jakąś dłuższą analizę, której ja się nie podejmę bo spędziłem w tych krajach zbyt mało czasu :!:
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_939.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1027.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1286.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_996.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1193.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1252.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1107.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_921.jpg


Popołudniu udaliśmy się na lotnisko w Lahore które jest mocno, że tak to ujmę surowe. Bardziej przypomina jakieś lotnisko wojskowe. Ludzi było niewielu, praktycznie żadnych sklepów, za to wygodne siedzenia do poleżenia. Do Karaczi dostaliśmy się pakistańskimi liniami PIA i muszę przyznać, że są naprawdę w porządku. Siedzenia miały dużo miejsca, dali jakiś posiłek, a sam lot trwał może 90 minut, więc same plusy.
Do Karaczi, czyli największego miasta Pakistanu z liczbą ludności na poziomie ponad 25 milionów osób dolecieliśmy późnym wieczorem. Od razu udaliśmy się na postój taksówek, ale cena którą nam zaproponował kierowca nijak nie pasowała mi do zapłaty (około 60 zł). Postanowiliśmy poszukać czegoś tańszego dalej. Przechadzając się po parkingu udało mi się namierzyć miła parę, która zgodziła się nas zabrać do centrum miasta. I tak w ten sposób wylądowaliśmy na pace jakiegoś pickupa, nie dość że droga fajna bo z wiatrem we włosach to jeszcze za darmo. Troszkę doznaliśmy szoku, bo po jakimś kilometrze wsiadł do nas policjant z bronią i jechał obok nas, a za nami jechały trzy wozy policyjne na światłach. Już prawie uwierzyłem, że to jakaś eskorta, ale był to najzwyczajniej w świecie zbieg okoliczności (chyba woda sodowa uderzała do głowy, bo tych prośbach o selfie w Lahore :P). Po godzinie jazdy, w naprawdę gigantycznych korkach wysiedliśmy bardzo blisko naszego hotelu. Jeszcze tylko pomoc policjantów, którzy wstrzymali cały ruch na rondzie, żebyśmy mogli przejść przez ulicę i po kilku minutach dotarliśmy do naszego hotelu. Jako, że syn był ledwo żywy, a ja też czułem się coraz słabiej od razu udaliśmy się na spanie i praktycznie cały następny dzień przeleżeliśmy w łóżku.

Dopiero wieczorem tego dnia zebraliśmy się na krótkie wyjście. Bardzo chcieliśmy zobaczyć morze i plażę (w końcu jakaś plaża po Arabii). Jakieś 15 minut drogi rikszą od naszego hotelu znajdowała się jedna z plaż oznaczona na google maps. Gdy tam zajechaliśmy (a był piątek, czyli dzień odpoczynku) naszym oczom ukazały się setki ludzi idących w stronę plaży. Droga prowadziła wśród straganów, było brudno (śmieci, odchody – czego tam nie było), tłoczno i śmierdziało. Natomiast sama plaża sprawiała niesamowite wrażenie. Była bardzo szeroka i akurat był odpływ, więc śmiało można było wchodzić w głąb Morza Arabskiego. Przechadzały się tam wielbłądy, rozstawione były jakieś budki ze słodyczami, jeździły quady, pełna wolność ;) Żałuję, że akurat wtedy nie chciało mi się wziąć aparatu, bo straciłem kilka naprawdę zacnych kadrów. Jak mówi pewne powiedzenie, najlepszy aparat to ten co masz pod ręką, więc kilka z telefonu udało się uchwycić :)
Wieczór tam był bardzo przyjemny, temperatura była idealna, sceneria wymarzona, bo wszystko to działo się przy zachodzącym słońcu, jeśli chodzi o Karaczi to było to chyba najfajniejsze miejsce w tym gigantycznym mieście. Gdy wracaliśmy do rikszy wybraliśmy drogę obok straganów, żeby nie przedzierać się przez ludzi i mało nie wpadłem do gigantycznej dziury, która boję się aż pomyśleć, ale chyba służyła jako lokalna zlewnia nieczystości :oops:

Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_866.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1022.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_835.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_858.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1181.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_833.jpg
Załącznik:
IMG-0668.jpg
Załącznik:
IMG-0681.jpg
Załącznik:
IMG-0683.jpg
Załącznik:
IMG-0685.jpg
Załącznik:
IMG-0687.jpg
Załącznik:
IMG-0704.jpg


Wieczorem wpadłem jeszcze do galerii handlowej, którą mieliśmy po drugiej stronie ulicy, ale w sumie to była tak samo nudna jak każda galeria gdziekolwiek :? Bardziej chodziło o zabicie czasu, bo syn po wysiłku plażowym musiał odpokutować leżąc w łóżku. Przy okazji zaraz obok naszego hotelu odkryłem bardzo dobrą niedrogą knajpkę, gdzie pozwoliłem sobie w towarzystwie szczura wychodzącego z dziury obok mojego krzesła na zjedzenie smacznego kebaba (modląc się jednocześnie w duchu, żeby ten kebab nie był wcześniej krewnym mojego kolegi z dołu).
W sumie trzeci dzień w Karaczi postanowiliśmy przeznaczyć na wypad poza Karaczi do UNESCO w Makli obok miejscowości Thatta. Najpierw musieliśmy się udać na dworzec autobusowy. W mieście było kilka takich i z każdego autobusy jechały w inny kierunek świata. Po przejrzeniu internetu i dopytaniu w hotelu udało nam się namierzyć i dojechać do jednego z nich. Tam mieliśmy do wyboru dziesiątki autobusów, ale tylko jeden jechał w kierunku Thatty. Kupiliśmy bilet i mieliśmy jeszcze 40 minut do odjazdu. Czas ten spożytkowaliśmy na chodzenie bez celu w okolicy, która była wyjątkowo nieciekawa. Wszędzie były zaniedbane budynki, walało się dużo śmieci, ale przynajmniej pięknie grzało słońce :)
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_878.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_1192.jpg
Załącznik:
2609_Arabia_Pakistan_901.jpg

Dopiero teraz mogliśmy zobaczyć z okien autobusu jak duże jest to miasto. Samo wydostanie się na granice miasta zajęło nam około dwóch godzin jazdy. W międzyczasie pogoda drastycznie się zmieniła i nagle zaczął padać ulewny deszcz. Ulice od razu wypełniły się kałużami, a my zaczęliśmy się zastanawiać co będzie dalej, bo oczywiście mieliśmy tylko koszulki i krótki rękawek. Gdzieś tak w połowie drogi, gdy deszcz nie przestawał padać uznaliśmy, że nie bardzo ma to sens, więc postanowiliśmy w połowie drogi wysiąść i złapać coś powrotnego. Jako, że kierowca nie załapał gdy mu powiedziałem, że chcemy wysiąść w jakiejś miejscowości przed nami, wylądowaliśmy na jakimś skrzyżowaniu dróg. Było tam dużo ludzi, bo niektórzy czekali na busy jeszcze w innym kierunku niż na linii wschód – zachód. Po jakichś kilku minutach w deszczu udało nam się złapać busa.
Jest to jedna z tych rzeczy w takich krajach, że nigdy nie zostaniesz na lodzie. O ile masz przy sobie trochę gotówki, zawsze trafi się ktoś kto chętnie Cię podrzuci. Nie ma też czegoś takiego jak standardy, jakieś BHP, stajesz tam gdzie Ci wygodni i machasz ręką. Zawsze ktoś zjedzie.

Podjechaliśmy do najbliższej miejscowości, ale okazało się że totalnie tam nic nie ma, więc w lokalnym sklepiku kupiliśmy colę i złapaliśmy kolejny bus tym razem na obrzeża Karaczi. W busie mieliśmy przyjemność poznać niesamowicie zabawnego „naganiacza”. Umiał niesamowicie naśladować głosy zwierząt. Serio, gdy pierwszy raz usłyszałem jak udaje kozę to myślałem że gdzieś za mną przewozimy jakąś  Trasa upłynęła w bardzo ciekawej atmosferze i po ponad godzinie drogi wylądowaliśmy na obrzeżach Karaczi – dalej bus nie mógł jechać, trzeba było się przesiąść.
Całe ulice były pełne wody, dosłownie miejscami w jakichś zapadnięciach potrafiła sięgać kolan. Dość długo i z pomocą jakiegoś sprzedawcy ze sklepu z dywanami, zajęło nam w ogóle złapanie rikszy która mogła nas zabrać do centrum. Droga do hotelu to była kolejna godzina, więc nasza wyprawa w pewnym sensie skończyła się niepowodzeniem. Zawsze jednak w takich miejscach jestem pozytywnie nastawiony i w sumie sam fakt wyjazdu, możliwości pobycia z mieszkańcami i poznania chociaż trochę ich jest dla mnie wartością dodaną. Jako, że mieliśmy jeszcze trochę czasu to czas spędzilismy na zwiedzaniu okolicy, która nie była jakaś niesamowicie wybitna pod kątem architektury, ale była pełna ruchu i życia mieszkańców. Wieczorem weszliśmy jeszcze do budynku, w którym odbywała się sprzedaż ubrań i ich produkcja, ale gdyby tam były składy broni to w ogóle bym się nie zdziwił :) Sam budynek mógłby spokojnie być miejscem, w którym kręci się jakiś horror, albo kino akcji.

Kolejnego dnia mieliśmy już wylot do Zjednoczonych Emiratów, ale dla odmiany nie był to Dubaj, ani Abu Dhabi, a Szardża, czyli kolejny Emirat. Zanim jednak o tym to jeszcze rano udało mi się wrócić na plażę z pierwszego dnia, tym razem z aparatem. Niestety plaża była pusta, ale parę ładnych kadrów udało mi się złapać, zwłaszcza że ta pusytnność też miała swój klimat.
Popołudniu udaliśmy się liniami Air Arabia do Szardży. Wylądowaliśmy jak już było ciemno i rozpoczęliśmy naszą podróż autobusem do Dubaju. Trwało to dość długo, ale finalnie jakoś udało się dotelepać do znanego nam już hotelu w dzielnicy Deira, czyli miejsca bardziej dla przyjezdnej ludności i przeciwieństwie do Downtown jest dużo taniej. Syn mocno zmęczony chorobą poszedł wcześnie spać. Jako, że byłem pełen energii postanowiłem, że pojadę metrem (które mieliśmy pod nosem) w stronę Burj Khalify, żeby popatrzeć na nią w nocy. W sumie to nie wiem czy powinienem pisać, ale pomyłki zdarzają się każdemu.
Wsiadłem w metro i po pewnym czasie, a w sumie to na końcu trasy okazało się, że pojechałem nie w stronę Burj Khalify, a w stronę lotniska i terminala 2. W sumie to nie przejąłem się tym jakoś strasznie, bo uznałem że przesiądę się i wrócę w drugą stronę. Jakież było moje zdziwienie jak okazało się, że mogę pocałować (nie klamkę bo tam jej nie ma), ale drzwi. Bo to był ostatni kurs metra i zamknęli je na noc. Na lotnisku okazało się, że jest mnóstwo ludzi czekających na taksówkę, ale pamiętajcie, że cebula we mnie silna więc uznałem że wrócę autobusem. Nie miałem internetu, bo na jeden dzień nawet nie dokupowałem, więc jechałem trochę na pałę. Wylądowałem pewnie jakieś 5-6 km od hotelu, więc rad nie rad musiałem w końcu wysupłać te 30 zł na taksówkę, żeby do niego wrócić. Tak się skończyła moja misja nocna oglądania Burj Khalify.
Następnego dnia przejechaliśmy do Abu Dhabi i tam wróciliśmy WizzAirem do Krakowa. W Krakowie byliśmy jakoś o północy i czekało nas jeszcze przemieszczenia się w stronę Dworca PKP i jazda do Warszawy. Generalnie Kraków o 1 w nocy jest bardzo ciekawy. Wyobraźcie sobie, że idziemy we dwóch, zmęczenie, trochę brudni bo zużyliśmy wszystkie ciuchy, z plecakami a na rynku podchodzi do nas Pani i pyta po angielsku, czy nie chcielibyśmy wejść do stripclubu :lol: (ciekawe czy to ten gdzie odcina świadomość po drinku :lol: ) Myślałem, że skisnę, ale może były takie braki w klienteli. Na dworcu pospaliśmy do 6 rano i zawinęliśmy się pociągiem do domu. Ja do żony, stęsknionej, ale tego opisywać już nie będę :twisted:

Jak ktoś dotarł tutaj to szacunek :lol: Trochę liter wyszło.
Przy okazji jeśli to nie problem to bardzo proszę w imieniu swoim i syn o suby na jego kanale na youtubie.
Pozdro i do następnej relacji!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045


Ostatnio edytowany przez irae 03 Gru 2022 17:15, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 20 Lis 2022 14:05 

Rejestracja: 05 Mar 2017
Posty: 1238
złoty
Nie wiem czy już było pytanie, Twoj syn realizuje edukację domową czy inaczej łączy podróże z nauką?
_________________
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej


Ostatnio edytowany przez katka256, 20 Lis 2022 14:15, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 20 Lis 2022 14:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
@katka256

normalnie się uczy w szkole (LO) i naprawdę daje radę :P
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 20 Lis 2022 15:12 

Rejestracja: 02 Mar 2012
Posty: 7258
platynowy
Przecież podróże najbardziej kształcą i dodatkowo kształtują charakter. Gratuluję relacji i oczywiście fajnego syna. :P
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 20 Lis 2022 17:07 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7966
Loty: 911
Kilometry: 876 816
platynowy
Wow, kolejna rewelacyjna relacja.
Co do selfie i zainteresowania miałem podobnie, kiedy poleciałem z synem na Sumatrę, żeby zobaczyć zaćmienie słońca.
Po jakimś czasie przebywania w tłumie staliśmy się większą atrakcją niż samo zaćmienie. Też podchodzili do nas ludzie chcący sobie zrobić z nami zdjęcie, także pilnujący porządku mundurowi. I też udzieliłem wywiadu lokalnej telewizji. Byliśmy tak oblegani, że zacząłem się bać, że nie zdążymy z powrotem do hotelu, żeby odebrać rzeczy i jechać na lotnisko.
Ale takie wspomnienia zostają już na zawsze.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
irae lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 20 Lis 2022 18:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
@Sudoku

Haha, czyli nas rozumiesz :)
W sumie śmieszne to były sytuacje :)
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 21 Lis 2022 17:16 

Rejestracja: 07 Lip 2012
Posty: 448
niebieski
Ja kiedyś z powodu podonych okoliczności przez dobre pół godziny nie mogłem się ruszyć z muru chińskiego. Do tego stopnia, że w pewnym momencie nawet czarnoskórzy turyści robili sobie ze mną zdjęcie ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 21 Lis 2022 20:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
@QbaqBA

Nieźle :) Efekt kuli śnieznej poszedł :)
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 27 Lis 2022 12:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
W przerwach między meczami odcinek drugi :)
Dużo interakcji, wizyta w kuchni afgańskiej (coś pysznego) i rózne takie takie :)

_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 01 Gru 2022 10:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
Tradycyjnie zdjęcia czarnobiałe, część 1 :)
Trochę zmienia percepcję odbierania, zwłaszcza że Pakistańczycy byli chętni do pozowania :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 03 Gru 2022 17:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
No hej :)
Nie zwalniam tempa (tępa :P)

Odcinek 3 :) Lahore czyli miasto i wszystkie to co miasto ma do zaoferowania :P - miała być już granica Wagah, ale się chłopak rozgadał :)



Piona i dzięki za oglądanie :)
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off
Legion1 lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 04 Gru 2022 00:09 

Rejestracja: 21 Cze 2016
Posty: 344
niebieski
@irae

Jak zwykle, super relacja i foty.

Można zapytać, na co chorował syn i czy byliście u lekarza ?

A czy łykaliście piguły antymalaryczne ?
_________________
Zamiast dziękuję klikamy „Lubię” / „Pomocny post”, jeśli tak jest.

Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na ziemi wolnego od wspólnych wspomnień.
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 04 Gru 2022 09:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
@malawita

dzięki wielkie :)
Łamanie kości, gorączka i nieustanna potrzeba bycia blisko kibelka ;) - 2 dni mocno, potem słabszy był ze 2-3 dni.
Obstawiam, że mogło to być następstwo pobytu w Arabii i przechodzenie z 40-paru stopni do klimy 20 stopni :)
Mnie złapało to samo tylko trochę słabiej.

NIe braliśmy nic na malarię.
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off
malawita lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 05 Gru 2022 13:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 187
Loty: 75
Kilometry: 162 765
srebrny
Część 2 i ostatnia czarnobiałych foteczek :)

Moje ulubione to 1116 i 940 :)
W Polsce nie do zrobienia, jak raz przechodziłem w mieście przez tory z rowerem to mnie 3 SOKistów ścigało, za to w Pakistanie pełen luz :P


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group