Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 67 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
#61 PostWysłany: 08 Lis 2020 18:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 2021
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
srebrny
Uwaga! Ostatni odcinek, tym razem długi (jak prosiliście), więc róbcie popcorn i zapraszam do lektury :D

To dzisiaj na godzinę 21:05 mieliśmy zaplanowany lot z Kuala Lumpur do Kochi w Indiach. Jak już wspomniałem bilet ten był naprawdę bardzo tani (jak na 3000 km) i kosztował zaledwie 150 zł za osobę z bagażem podręcznym. O poranku wybraliśmy się na śniadanie do restauracji na dole. Tutaj solidnie – duży wybór, sympatyczna obsługa i widok na ulicę. Hotel Garden Inn wyróżnia się przede wszystkim bardzo fajnym tarasem, na którym znajdujemy basen, bar i oczywiście super panoramę miasta. Stąd idealnie widać, że Kuala Lumpur to miasto rozległe, w którym są liczne drapacze chmur, ale najbardziej majestatyczne są oczywiście wieże Petronas Towers.

Image

Image

Image

Image

Przed nami cały dzień w stolicy Malezji, więc postanawiamy to dobrze wykorzystać, ale też chcemy pojechać wcześniej na lotnisko i zjeść kolację z saloniku. Recepcjonista sam oferuje nam późniejsze wykwaterowanie, więc nawet nie musimy się pakować przed wyjściem na miasto. Po prostu bierzemy telefony i portfel i udajemy się w stronę centrum, po drodze robiąc wiele zdjęć.

Image

Image

Image

Image

Naszym pierwszym punktem spaceru był Central Market, który jest obecny w stolicy Malezji od 1888 roku, jednak został przebudowany pod koniec lat 20 dziewiętnastego wieku. To bardzo dobre miejsce na zakup pamiątek i innych dupereli, a także na zjedzenie obiadu czy kolacji. Ludzie kupują tutaj różne rzeczy wykonane z drewna, ale także np. portfele, torebki czy kaszmirowe szale. W środku jest znacznie chłodniej niż na zewnątrz, więc też można nieco odpocząć od upału. Dla mnie to także miejsce wyjątkowe, ponieważ ponad 10 lat temu, podczas pierwszej low costowej podróży do Azji z ojcem i znajomymi właśnie tutaj jedliśmy pierwszy obiad na malezyjskiej ziemi, więc wspomnienia wróciły (nie obyło się także bez nagrania wideo i wysłania przez Skype do uczestników rzeczonej wycieczki). Kuala Lumpur to na pewno raj dla miłośników ulicznego jedzenia. Znajdziemy tutaj masę restauracji z kuchnią malezyjską, tajską, indyjską i chińską. Większość z nich oferuje także dania wegańskie i wegetariańskie. Nie trudno dostać tutaj do picia kawę i herbatę w najróżniejszych wersjach, chociaż najpopularniejsze są te z lodem, na zimno. Do tego jest tutaj nadal stosunkowo tanio dla Polaka, więc nie trudno o małe obżarstwo.

Image

Image

Image

Image

Będąc w tej okolicy, nie sposób nie udać się do Chinatown, to dosłownie 10 minut dalej. Najbardziej znaną ulicą jest Petaling Street, na której kupicie same podróbki w bardzo niskich cenach. Co konkretnie można nabyć? Złotego Rolexa, buty Nike czy też misia widywanego w filmach z Jasiem Fasolą.

W drodze powrotnej do hotelu przechodziliśmy obok Sri Mahamariamman Temple, która jest główną świątynią hinduistyczną w Kuala Lumpur. Pochodzi ona z 1873 roku, kiedy to robotnicy z południowych Indii (gdzie mamy lecieć za kilka godzin) przybyli do Kuala Lumpur w celu budowy dróg i kolei, a zbudowali także świątynie. Miała ona po prostu chronić ich przed chorobami w czasie, kiedy są za granicą daleko od swoich rodzin. Nie byliśmy w środku, ale na pewno warto wejść, bowiem znajdują się tam ręcznie malowane hinduskie historie z udziałem 228 bożków.

Image

Image

Image

Image

Nieco dalej naszym oczom ukazała się Guan Di Temple, czyli świątynia poświęcona taoistycznemu bogu wojny i literatury. W środku znajduje się posąg Guandiego, a także słynny miecz i włócznia. Podobno kto go dotknie będzie pobłogosławiony. W Kuala Lumpur mieszają się różne kultury: malajska, chińska i hinduska. Ponad 60% populacji stanowią Malajowie i są oni najbardziej uprzywilejowani, a ich język jest językiem urzędowym, natomiast religią państwową jest islam.

Image

Image

W Kuala Lumpur byliśmy w czasie kiedy powoli zaczynał się sezon letni, który kończy się we wrześniu. Najcieplejszym i najbardziej wilgotnym miesiącem jest marzec. Ale jak się domyślacie można tu przylecieć praktycznie cały rok i warunki do eksplorowania Malezji będą dobre.

Image

Image

Image

Image

Przyszedł czas, żeby udać się na lotnisko. Z hotelu zamówiliśmy Graba na stację KL Sentral, skąd planowaliśmy wziąć autobus do KLIA2 (drugi terminal). Oczywiście szybszym, ale i droższym (55 RM) sposobem pokonania tych 44 km byłby pociąg ekspresowy, który pokonuje tę trasę w około pół godziny. My jednak mieliśmy nadal spory zapas czasu, nie było jeszcze 16, więc mogliśmy sobie pozwolić, żeby być na lotnisku między 17-18, co dawało nam nadal 3-4 godziny do odlotu.

Image

Image

Image

Image

Po dotarciu na terminal KLIA2 udaliśmy się prosto do stanowisk odprawy Air Asia. Nie można było zrobić odprawy online na ten lot, ale nie budziło to mojego niepokoju, ponieważ to częste zjawisko. Wspominaliście w komentarzach, że lecąc przez Indie potrzebna będzie wiza. W przypadku tranzytu nie jest ona wymagana, a loty, które mieliśmy zarezerwowane odbywały się przez ten sam terminal (3), więc o tę kwestię byłem spokojny. Do tego takie połączenia sprzedawało Kiwi i dawało swoją „gwarancję” na udaną przesiadkę (bez informacji o wizie). To tym bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że już jutro rano będziemy w Dubaju.

Na lotnisku odesłano nas do pierwszego okienka, gdzie odbywała się kontrola dokumentów. Nie było tam żadnej kolejki, więc z małymi plecakami na plecach i paszportami w dłoniach podeszliśmy do agenta Air Asia, żeby wydrukował nam bilety. Niestety pani po drugiej stronie biurka oznajmiła nam, że w tym wypadku transfer w Kochi nie będzie możliwy, ponieważ nie mamy wizy indyjskiej. W ciągu sekundy nasz fantastyczny humor zmienił się o 180 stopni, nogi stały się miękkie, a próby dyskusji były skazane na niepowodzenie. Dowiedziałem się jednak kilku faktów, które świadczyły o tym, że mieliśmy pecha. Przede wszystkim Air Asia jest/była JEDYNĄ linią latającą z Kuala Lumpur, która w Kochi nie korzysta z rękawów i pasażerowie są odwożeni do specjalnej hali autobusem, gdzie żeby wejść niezbędna jest już wiza indyjska. Nie ma tam strefy tranzytowej. I od tego nie można zrobić żadnego odstępstwa, jednak w przeszłości podobno było inaczej. Kiedy to się zmieniło nie wiem. Zapewne ma to związek z cięciem kosztów. Uwierzcie, że totalnie nie miałem pomysł co w tym momencie zrobić. Trzeba było wziąć głęboki oddech, wycofać się i przeanalizować wszystkie możliwości. Od razu przenieśliśmy się do jednego z saloników Premier Lounge, który znajduje się w strefie ogólnodostępnej. Wystarczyło okazać potwierdzenie rezerwacji na dzisiaj, żebyśmy zostali wpuszczeni. Nie przyszliśmy jednak tutaj żeby pić wino musujące czy jeść kolację (chociaż takie były założenia), ale szukać pomysłu poprzez wertowanie strony internetowych na laptopie.

Pierwsza myśl – może najtaniej będzie po prostu postarać się wizę i polecieć tym lotem, żeby już nie tracić wszystkich kolejnych rezerwacji – przypomnijmy, że mieliśmy już kupione loty z Kochi do Dubaju, z Dubaju do Budapesztu i ostatni do Poznania. W tym momencie ten cały łańcuszek zostawał rozerwany, a my mieliśmy już mniej niż 3 godziny do odlotu naszego pierwotnego rejsu Air Asia. Wyrobienie wizy indyjskiej to jednak nie takie proste i szybkie zadanie, więc pomysł ten szybko okazał się nietrafiony. Zaczęliśmy szukać innych lotów z Kuala Lumpur do Dubaju na ten dzień i rzeczywiście, żeby zdążyć na kolejne loty musielibyśmy zarezerwować rejs Emirates, który kosztował ok. 2500 złotych za osobę. Wszystkie inne opcje z przesiadką (np. przez Muskat, Kolombo czy Singapur) wcale nie były o wiele tańsze i odlatywały dopiero dnia kolejnego, co sprawiało, że mielibyśmy ekstremalnie mało czasu na załatwienie najważniejsze sprawy i zmianę lotniska (przypomnę, że Wizz Air odlatuje z lotniska Al Maktoum). Tym samym robiło się bardzo nieciekawie – pozostanie w Malezji kolejne dni oznaczałoby kupno wszystkich biletów od nowa, a lot teraz to także bardzo duży wydatek. Kolejny pomysł – odpuszczenie lotu do Dubaju, pozostanie w Malezji kilka dni i po prostu lot stąd do Polski. Nieco taniej, ale nadal dużo.

Sytuacja totalnie beznadziejna – czas gonił nas, a my nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. W końcu skrolując Google Flights zobaczyliśmy, że do Kochi lata także Malindo Air z Kuala Lumpur. To także tania linia lotnicza, jednak odlatuje ona z terminalu 1. Co ciekawe cena za lot na dzisiaj była 189 MYR, czyli nieco ponad 170 złotych. Wspominaliście już, że przesiadka w Indiach 3h na osobnych biletach to ekstremalna sprawa, a jeżeli wzięlibyśmy ten lot to mielibyśmy jeszcze mniej czasu, bo odlatywał on 50 minut później niż zarezerwowana Air Asia. Pojawiało się pytanie co teraz zrobić, czy kupić ten lot i ryzykować. Czy nie będzie to po prostu wyrzucenie 350 złotych w błoto? Oczywiście w sieci nie sposób znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, więc postanowiłem, że się rozdzielimy. Wstałem od komputera i pobiegłem na pociąg KLIA Express, żeby dostać się do terminalu 1, skąd miał ten lot wyruszać. Stwierdziłem, ze po prostu porozmawiam z agentami Malindo Air, czy przesiadka na lot FlyDubai bez wizy będzie możliwa.

Przejazd pociągiem na drugi terminal to jakaś groszowa sprawa 1 czy 2 złote. Niestety nie jeździ on co chwilę więc chodzę w tę i z powrotem jakieś 15 minut w oczekiwaniu na przyjazd. Po kolejnych 5 minutach wysiadam i dalej ile sił w nogach biegnę do stanowiska Malidno. Staję w kolejce do punktu informacyjnego i przedstawiam agentowi sytuację. Pokazuję dalszy bilet, paszport etc. Wzywa on swojego kolegę, coś rozmawiają, naradzają się i odpowiadają: nie wiemy. Ręce mi opadły. Rozumiem, że jest to specyficzna sytuacja, ale tak tego nie można zostawić jeżeli jest jakakolwiek szansa na powodzenie. Proszę o kontakt z ich przełożonym, mając nadzieję, że będzie nieco kompetentniejszy. Rzeczywiście po kilku minutach pojawia się elegancko ubrany jegomość w garniturze, któremu ponownie opowiadam całą sytuację i zadaję konkretne pytanie. On widać, że też nie zna na nie odpowiedzi. Gdzieś dzwoni przez swoją krótkofalówkę, udaje się następnie do swoich kolegów z którymi przed chwilą rozmawiałem i prosi o cierpliwość.

Jestem cierpliwy, ale tu nie ma już zbyt dużo czasu, więc podchodzę ponownie i pytam na czym stanęło. Mówi mi, że próbują skontaktować się z obsługą lotniska w Kochi, żeby dostać potwierdzenie czy będzie możliwy tranzyt, ale nie mogą się dodzwonić. Nagle jeden z agentów doznaje oświecenia i postanawia wysłać do nich wiadomość na Whatsupie. Jakie jest moje zadziwienie, kiedy po kilku sekundach dostaje odpowiedź: „nie wiemy”… To kto ma wiedzieć? Ja pitolę! Proszę go, żeby zostało to sprawdzone, ponieważ chciałbym kupić bilet i polecieć. W porządku, wysyła do nich kolejne wiadomości i mają to sprawdzić. No to czekam, 20 minut – nic, 40 minut – nic, 60 minut – nic. Zrobiło się bardzo późno, a ja już pewnie poznałem każdy zakątek terminalu lotniczego w Kuala Lumpur. Kiedy ponownie pojawiam się na stanowisku odprawy Malindo Air okazuje się, że agent, który czekał na odpowiedź po prostu zniknął. Nie ma gościa. W porządku, pewnie poszedł do toalety, więc spokojnie czekam już stojąc w miejscu. Po kolejnych 15 minutach zaczynam się jeszcze bardziej niepokoić. W końcu przychodzi ponownie przełożony i oznajmia mi, że nadal nie mają żadnej odpowiedzi z Kochi. Co mam robić, czekam kolejne minuty. W końcu wraca agent z telefonem w ręku i pokazuje mi poniższą wiadomość:

Image

Pewnie zdajecie sobie sprawę z ulgi jaką odczułem. To jednak nie był koniec nerwów, ponieważ teraz rozpoczynała się walka z czasem. Agent oznajmia mi, że mam jak najszybciej kupić bilet i wrócić do niego – obsłuży mnie bez kolejki. Ponownie pobijam rekord na setkę biegnąć na stację KLIA Express, żeby wrócić do saloniku. Oczywiście znowu muszę sporo czekać, ale ostatecznie przed 21 jestem na miejscu. Tu czeka na mnie już talerz z jedzeniem, więc w pośpiechu spożywam co nieco. Kupuję bilet bezpośrednio na stronie linii lotniczej (cena bez zmian) i teraz razem biegniemy na stację i dalej do odprawy. Tutaj wszystko przebiega zgodnie z planem – po 5 minutach mamy już wymarzone bilety w rękach i przechodzimy kolejne kontrole.

Nie zostało nam już dużo czasu, więc kierujemy się prosto do samolotu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaką czuliśmy ulgę. Obłożenie bardzo małe, więc każdy z nas ma po 3 miejsca. Teraz tylko zależało nam na odlocie na czas (a najlepiej przed) i udaną przesiadką w Kochi. To pierwsze rzeczywiście miało miejsce – spokojny, 4 godzinny lot, samolot podjeżdża pod rękaw i wysiadamy. Tutaj czeka już na nas sympatyczna hinduska, która będzie nam asystować podczas przesiadki. Okazuje się, że razem z nami są także dwie inne kobiety, które także będą podróżować dalej do Dubaju na osobnych biletach. Przechodzimy w piątkę do wydzielonej hali, gdzie wstęp jest tylko możliwy za pomocą magicznej karty magnetycznej. W tym miejscu zostajemy zamknięci, musimy oddać nasze paszporty i poczekać. Dziewczyna udaje się do stanowiska odprawy FlyDubai, żeby dostać dla nas bilety (odprawa ponownie nie była możliwa online). Trwa to ponad 30 minut. W końcu wraca, wręcza nam bilety i przewozi nas meleksem (ale fajnie się tym jeździ :D ) do kolejnego pomieszczenia, gdzie mierzona jest nam temperatura, wypełniamy jakieś formularze związane z COVID-19 i trafiamy do hali odlotów! Mamy świetny czas, prawie 50 minut do odlotu!

Image

Image

Image

Image

To na tyle dużo, żeby jeszcze wskoczyć na szybką kolację (jest przed 2 w nocy) do saloniku Travel Club, który znajduje się na pierwszym piętrze. Kuchnia indyjska od zawsze była jedną z moich ulubionych. Po tym całym stresie postanawiamy też wypić jakiegoś drinka, a kiedy udaję się coś zamówić to zaciekawiony barman od razu pyta mnie skąd jestem. Kiedy słyszy „Poland”, to od razu sięga pod ladę i wyciąga czystą wódkę :D Stwierdza, że to będzie idealny napitek dla nas. Zaczyna się boarding, więc zerujemy szklaneczki i idziemy do samolotu. Przed nami kolejny, prawie 4h rejs do Dubaju.

Image

W samolocie obserwujemy ciekawą sytuację starszego małżeństwa, które siedzi 1 rząd przed nami (układ 3-3). Wracają oni z wakacji na Sri Lance (przesiadka była właśnie w Kochi) i mają bilet wydany przez Emirates. W związku z tym oczekują na pokładzie jedzenia, lepszego miejsca i ogólnie mają o wszystko pretensje. Jest to o tyle ciekawe, że są głuchoniemi i próbują tym sposobem wymusić na obsłudze większych przywilejów. Kiedy stewardesa przynosi im (jako jedynym) mokre chusteczki, a następnie coś do picia, to po prostu gardzą tym i tylko piszą na kartce wiadomości do obsługi o swoim rozczarowaniu i chorobie. Kiedy obsługa się oddala to śmieją się między sobą, co jest okropne, kiedy obserwuje się to z boku. Ale okazują się na tyle skuteczni, że zostają zaproszeni po jakiejś 1h do klasy biznes! W samolotach 737-800 linii FlyDuabi trzy pierwsze rzędy są w układzie 2-2 i właśnie tam spędzili oni czas do końca lotu.

W Dubaju lądujemy tuż przed wschodem słońca. Oczywiście od razu działamy zgodnie z planem, więc przemieszczamy się do terminalu, gdzie znajduje się biuro rzeczy znalezionych. Mamy olbrzymią nadzieję, że tym „podobnym przedmiotem”, jak to określono w mailu będzie zostawiony tutaj niecałe 3 tygodnie temu aparat. Oczywiście punkt ten jest otwarty 24 godziny na dobę. Okazuję paszport, oraz korespondencję mailową, po czym pani znika sprawdzić co i jak. Rzeczywiście jest przedmiot zgodny z tym opisem, ale znajduje się on gdzieś indziej, więc jesteśmy proszeni o nieco cierpliwości. Po jakiś 20 minutach naszym oczom ukazuje się znany, czarny pokrowiec a w nim jest zguba (cała i zdrowa). Ale ulga! Ten cały gromadzony przez cały wieczór stres w tym momencie, ostatecznie nas opuścił.

Teraz mieliśmy prawie cały dzień do spędzenia w Dubaju, ale potrzebowaliśmy przede wszystkim odpocząć. Zrobiliśmy rezerwację w hotelu Hilton Garden Inn Dubai Al Muraqabat, który znajduje się stosunkowo blisko lotniska. Mimo ekstremalnie wczesnej pory na miejscu nie ma żadnego problemu, żeby od razu dostać pokój i móc zjeść śniadanie (zamiast kolejnego dnia), ponieważ nie spędzimy tu nocy (lot do Budapesztu jest o 21:50). Zostawiamy więc nasze bagaże i udajemy się coś zjeść. Jest słynne urządzenie do robienia gofrów, więc jemy śniadanie na słodko.

Image

Image

Image

Większość dnia spędzamy w hotelu korzystając z basenu na dachu (tam jednak strasznie wieje, ale można popatrzeć stąd na lądujące samoloty) i siłowni. Przed nami jeszcze długa droga na lotnisko, która przy idealnych przesiadkach zajmie nam około 2 godzin, więc już o 18 opuszczamy hotel i idziemy na metro, żeby dalej przesiąść się na autobus. Na lotnisku DWC odprawa na lotnisku dla pasażerów Wizz Air jest darmowa, więc odbieramy nasze bilety, przechodzimy kontrole i wskakujemy na chwilę do całkiem pełnego saloniku Marhaba. Trzeba przyznać, że jest on dobrze wyposażony i można przyjemnie poczekać na lot.

Image

Image

I w zasadzie tak nasza podróż dobiegła końca, po wylądowaniu w Budapeszcie wzięliśmy nocny autobus do centrum, gdzie mieliśmy nocleg w Walking Bed Budapest Hostel (pokój 2 os za niecałe 80 złotych). Raczej niegodny polecenia – straszna nora i do tego trzeba wpłacić jakiś depozyt gotówką na miejscu. Ale na te dosłownie kilka godzin nie potrzebowaliśmy nic lepszego. Rano wróciliśmy na lotnisko, wypiliśmy kieliszek szampana i polecieliśmy bez żadnych przygód do domu.

Image

Dzięki wszystkim za śledzenie relacji, lajki i komentarze. Chciałbym życzyć sobie i Wam, żeby kolejna mogła być w formule „na żywo”, ale kiedy to będzie możliwe w obecnej sytuacji to bardzo trudno przewidzieć.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
49 ludzi lubi ten post.
 
 
#62 PostWysłany: 08 Lis 2020 18:30 

Rejestracja: 15 Kwi 2015
Posty: 883
Loty: 582
Kilometry: 743 616
niebieski
OBY JAK NAJSZYBCIEJ !!!
Góra
 Relacje PM off  
 
#63 PostWysłany: 08 Lis 2020 19:21 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1746
Loty: 162
Kilometry: 174 581
Super że takie szczęśliwe zakończenie i z powrotem i z aparatem :) No i nie sądziłem że takie składane loty lastminute z Azji do Europy mogą być aż takie tanie :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#64 PostWysłany: 08 Lis 2020 19:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 714
Loty: 256
Kilometry: 409 907
srebrny
Ten koniec w sumie nie był taki zły, trochę nastraszyłeś ;)
Te pisane dziś relacje z ciepłych krajów, z pobytów sprzed prawie roku, to taki wirtualny powrót do normalności. Wydaje się to takie trochę na niby, ale z drugiej strony zapowiedź lepszego jutra. Super się czytało.
I tak jak Bali nigdy dotąd nie było moim wymarzonym celem, zachęciłeś mnie i się pochylę nad tym kierunkiem, dzięki!
Góra
 Relacje PM off  
 
#65 PostWysłany: 08 Lis 2020 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6154
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
@przemos74 a odzywałeś się później do Kiwi w sprawie "gwarancji" przesiadki? Tak z ciekawości pytam czy jakoś się poczuli do błędu?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#66 PostWysłany: 08 Lis 2020 21:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lis 2011
Posty: 1704
Loty: 98
Kilometry: 171 690
złoty
O to samo miałem właśnie pytać
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#67 PostWysłany: 09 Lis 2020 02:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 2021
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
srebrny
Gaszpar napisał(a):
@przemos74 a odzywałeś się później do Kiwi w sprawie "gwarancji" przesiadki? Tak z ciekawości pytam czy jakoś się poczuli do błędu?


Ja nie kupiłem przez Kiwi, oni byli dla mnie tylko inspiracją żeby zrobić takie połączenie. Zawsze taniej wychodzi kupić 2 osobne bilety niż u nich 'jeden' z ich "gwarancją", o której słyszałem wiele złych opinii.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 67 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group