Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 08 Paź 2020 18:58 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 244
Loty: 19
Kilometry: 100 280
niebieski
Napisałem wprawdzie, że w Agrze nie ma sensu robić zdjęć, ale nie trzeba tego traktować do końca poważnie.
Dla porządku dołączam cztery fotki, po kolei:
* Taj Mahal
* Czerwony Fort
* Azja i Europa
* Samos
Załącznik:
DSC07676.JPG

Załącznik:
DSC07774.JPG

Załącznik:
DSC07846.JPG

Załącznik:
DSC07865.JPG

Specjalistą od kolei indyjskich nie jestem i raczej nie planuję zostać, odnosząc jednak zobaczoną rzeczywistość do
poznanych wcześniej relacji, przypuszczam, że pewnie muszą one być tak różnorodne jak całe Indie.
Kolega opowiadał mi o stertach śmieci na torach i peronach, tutaj nic z tych rzeczy nie było a między szynami
zamontowano nawet doniczki z kwiatkami.
Pociąg zjawił się punktualnie, w środku było czysto i dawali jeść.
Załącznik:
DSC07891.JPG

Załącznik:
DSC07899.JPG

Załącznik:
DSC07900.JPG

Daleko nie jechaliśmy, dwie godziny do Jihansi a stamtąd umówionym z góry samochodem do Orchhy.

Orchha okazała się chyba największą niespodzianką w trakcie całej podróży.

Specjalnie jakoś w przewodnikach miasto wyeksponowane nie jest, tymczasem możnaby tu spędzić przynajmniej ze dwa, trzy dni.
Do zwiedzania jest przeogromny kompleks pałacowy, trochę zapuszczony, jeżeli porównać go z zamkami w Rajastanie, za to można
pokontemplować go praktycznie bez jakiegokolwiek towarzystwa.
W centrum miasta z kolei jest duże sanktuariom religijne, chyba Lakshmi, składa się na nie duża, stara świątynia, wyłączona obecnie
z kultu oraz druga, całkiem nowa, postawiona tuż obok.
Sądząc po sposobie urządzenia placu wokół nich, ilości kramów z dewocjonaliami, przybywających pielgrzymów musi być chyba okresami bardzo dużo.
Trzecim ciekawym miejscem w Orchhy, położonym na przeciwległym w stosunku do pałacu krańcu miasta - jest zespół cenotafów otoczony
ogrodami.
Na dodatek całe miasto jest bardzo malowniczo położone, góruje nad zasnutą mgiełką doliną rzeki Betewa, gdzie, jak obiecują tablice informacyjne są wyznaczone szlaki turystyczne.
Jeżeli zdarzyłoby mi się jeszcze kiedyś wybrać do Indii, to najpierw pojadę do Orchhy.
Załącznik:
DSC07907.JPG

Załącznik:
DSC07909.JPG

Załącznik:
DSC07933.JPG

Załącznik:
DSC07934.JPG

Załącznik:
DSC07937.JPG

Załącznik:
DSC07953.JPG

Załącznik:
DSC07989.JPG

Załącznik:
DSC08009.JPG

Załącznik:
DSC08012.JPG

Załącznik:
DSC08018.JPG

Załącznik:
DSC08022.JPG

Załącznik:
DSC08039.JPG

Załącznik:
DSC08048.JPG

Załącznik:
DSC08057.JPG

Załącznik:
DSC08068.JPG

Niewiele zabrakło i Orchha byłaby pierwszym miejscem, gdzie udałoby mi się nikogo nie skrzywdzić.
W drodze pod górkę, w stronę światyni Lakshmi (chyba Lakshmi) tylko jedna, jedyna osoba nagabywała nas, żeby zajrzeć
do jej sklepu.
Wcale nikt na to ochoty nie miał, do oglądania było jeszcze sporo, więc próbowaliśmy ją zbyć, powiedzieliśmy, że dobrze, ale może
później, w drodze powrotnej.
- A dasz słowo, że zajrzysz? zapytała, skądinąd całkiem sympatyczna dziewczyna.
No i dałem.
Gdy wracaliśmy już do auta, sklep był cały czas jeszcze otwarty, ruchu żadnego, bo zdaje się, że covid zdążył już odwołać większość
grupowych wycieczek, więc obietnicy udało się dotrzymać.
Nakupiliśmy różnych potrzebnych niepotrzebnych rzeczy, zawsze potem jest co rozdawać i wywiązała się rozmowa, skąd jesteście,
dokąd jedziecie, jak tam u was, jak tam u nas itd. itp.
Sprzedawczyni towarzyszyła kikunastoletnia siostra i córeczka.
- A ty co robisz, ile masz lat? zwróciła się do Asi
- Aaaa, studiujesz? O kurcze, to my rówieśniczkami jesteśmy. Ale ja to mam męża i dwójkę dzieci.
Dziewczyny ustawiły się w odległości kilku kroków i lustrowały bacznie nawzajem.
Spotkanie było bardzo miłe, ale nie jestem do końca pewien, może mi się tylko tak wydawało:
tak jedna jak i druga miała nie do końca szczęśliwą minę.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 11 Paź 2020 13:53 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 244
Loty: 19
Kilometry: 100 280
niebieski
Orchha zajęła nam prawie cały dzień.
Za szukanie obiadu zabraliśmy się gdy słońce zaczęło się już zbliżać do horyzontu.
O takiej porze mało kto liczy na klientów żądnych lunchu i lokale w mieście były nieczynne.
Dopiero nad rzeką, w dawnym pałacu myśliwskim znalazła się restauracja wytrwale obsługująca
wszystkich, którym się chce jeść.
Byliśmy jedynymi klientami, zapach w środku nosił brzemie historii, poprosiliśmy więc
o stolik na zewnątrz i przyszło nam jeść obiadokolację na środku trawnika.
Załącznik:
DSC08079.JPG

Załącznik:
DSC08083.JPG

Wydawało się że skoro do Khajuraho jest 200km a na mapie narysowana jest droga, to wcale
nie trzeba się specjalnie śpieszyć.
Tymczasem przejazd zajął nam ponad pięć godzin, droga dostarczyła niezapomnianych wrażeń:
ciemno że oko wykol, a tu dziura na środku, a tam znów rów w poprzek, tu ciężarówka bez świateł,
ówdzie spacerująca krowa, widać cierpiąca na bezsenność, jeszcze dalej, porozstawiane od czasu
do czasu kramy np. z jajkami wokół których stoją zaparkowane bezładnie rowery, motory, tuk-tuki oraz
kręcą się potencjalni nabywcy owych jajek.
Z założenia - droga krajowa, to zmieniała się w wąską ścieżkę przez ciemne ale ruchliwe
targowisko to znowu slalom między karkołomnymi wykrotami i pędzącymi, z reguły bez świateł, jak
popadnie, lewą albo prawą stroną - ciężarówkami.
Całości dopełniali motocykliści, najwidoczniej próbujący uśmiercić siebie i przewożoną na siodełku
żonę, matkę, teściową i dziatwę, gdyż pędząc na złamanie karku wciskali się w każdy wolny centymetr
pomiędzy tymi ciężarówkami oraz porozrzucanymi bezładnie, od czasu do czasu, raz z lewej,
raz z prawej strony, stalowymi, zardzewiałymi i nieoświetlonymi barykadami z napisem:
"Police, we are here to protect you".

Khajuraho to dowód na to, że dobrze wymyślona i zorganizowana autopromocja może zdziałać bardzo wiele.
Są tutaj dwie grupy świątyń: wschodnia i zachodnia.
Świątynie wschodnie można zobaczyć, skoro się tu już przyjechało, zwłaszcza, gdy nie miało się okazji
wcześniej widzieć hinduistycznego przybytku, w którym jest sprawowany kult.
Załącznik:
DSC08216.JPG

Zachodnie natomiast - zobaczyć trzeba koniecznie.
Tereny wokół nich zostały zamienione w rozległy, zadbany park, z alejkami między jedną a drugą
koronkową budowlą z piaskowca albo marmuru.
Nie mniej jednak, w Indiach jest bardzo dużo wspaniałych zabytków a Khajuraho, gdzie by nie jechać,
jest trochę nie po drodze.
Załącznik:
DSC08148.JPG

Załącznik:
DSC08150.JPG

Załącznik:
DSC08162.JPG

Załącznik:
DSC08169.JPG

Załącznik:
DSC08171.JPG

Załącznik:
DSC08180.JPG

Załącznik:
DSC08194.JPG

Załącznik:
DSC08197.JPG

Załącznik:
DSC08202.JPG

Załącznik:
DSC08209.JPG

Załącznik:
DSC08211.JPG

Wymyślono więc: Khajuraho = Kamasutra, pretekstem stały się świątynne płaskorzeźby o tematyce erotycznej.
No i przemysł turystyczny rozkwitł tu na potęgę a podstawową pamiątką z Khajuraho jest Kamasutra, którą
można sobie kupić w formacie kieszonkowym albo jeżeli ktoś woli - A3, w okładce twardej albo miękkiej,
w wersji skróconej albo poszerzonej, po angielsku, francusku, niemiecku, chińsku, hindusku, hebrajsku,
itd.
Tak naprawdę - uważam, warto tłuc się kilka godzin kiepską drogą, żeby zobaczyć niezwykle finezyjne
budowle, natomiast rzeźby o treści erotycznej spotkać można dość często i nie stanowią tu jakiegoś
ewenementu.
No może jest ich nieco więcej niż w Ranakhpur czy Nagdzie ale też i budowle są liczniejsze.

Nie będąc wyjątkiem wśród innych, ostatnio chyba mniej licznych w Khajuraho turystów, też postanowiłem
nabyć kilka kieszonkowych Kamasutr, na pamiątki z Indii, dla kolegów i znajomych.
Szybko policzyłem tych, którym dzieło może się przydać i tych, którym, jak mi się zdawało - nie.
Potem szybko skorygowałem liczbę wzwyż, no bo w sumie skąd można wiedzieć co komu w duszy gra?
Zrobiłem zakupy, krzywdząc odmową kilku potencjalnych sprzedawców od których towaru nie chciałem
i czyniąc też krzywdę temu, u którego kupiłem, gdyż zapłata którą ostatecznie zgodził się przyjąć,
była dziesięciokrotnie niższa od ceny wywoławczej.
- Wiesz, co? Kupiłam kilka Kamasutr, będziemy mieli na pamiątki dla znajomych!, Ela właśnie wracała
z toalety i widać, po drodze trafiła się okazja.
- Hahaha!, cieszyła się Asia. Wracała od straganu, gdzie poszła popatrzeć, co by tu przywieźć koleżankom.
- Kupiłam Gabie, Olce i Ali Kamasutrę, ale się uśmieją!
Wieść, że nasze potrzeby mają charakter hurtowy szybko się rozeszła i nasz samochód był otoczony wianuszkiem
sprzedawców:
- Ja ma w twardej okładce! Ja mam w twardej okładce!
- Tylko moje są oryginalne!!!!
Samochód już jechał a oni dalej nie dawali za wygraną.
W sumie to trochę szkoda mi się ich zrobiło, widać proces skamienienia jeszcze trwał.

Z Khajuraho do Varanasi miał nas zabrać samolot.
Nowoczesny dworzec lotniczy był dość opustoszały, widać było, że wirus powoli przegania turystów.
Załącznik:
DSC08243.JPG

Tutaj też spotkaliśmy kolejny raz, prawie już zaprzyjaźnioną parę Włochów.
Zaczęło się w pociągu.
W Europie właśnie wybuchła epidemia. Gdzie? - we Włoszech.
W Indiach na razie zlokalizowano dwa ogniska zarazy, obydwa związane z włoskimi wycieczkami.
Trasę jednej z nich, gdzie chorzy okazali się prawie wszyscy jej uczestnicy, szczegółowo opisywały
lokalne media, aby każdy mógł sprawdzić, czy nie naraził się na kontakt.
Uff, sprawdziliśmy. W Jaipurze minęliśmy się o kilka godzin, my byliśmy wcześniej.
Tymczasem wsiadamy do pociągu - a tu na sąsiednich fotelach - Włosi!
Wiadomo, przecież Włochy to duży kraj, przecież prawdopodobieństwo, że ci dwoje są akurat chorzy jest małe
ale Indie już zakaz wjazdu dla Włochów zdążyły wprowadzić a biura i hotele zaczęły odmawiać obsługi tym,
którzy przyjechali tu wcześniej.
Z pociągu wysiadaliśmy zatem w poczuciu pewnej ulgi, jak rzadko ciesząc się z rozstania ze współpasażerami.
Tymczasem pałac w Orchhy - a tu nasi Włosi!
Światynie w Khajuraho - znowu oni!
Na lotnisku wybraliśmy sobie najbardziej opustoszały i odległy kraniec poczekalni.
Dołączyły do nas po chwili tylko dwie osoby.
Zgadnijcie kto.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 14 Paź 2020 16:51 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 244
Loty: 19
Kilometry: 100 280
niebieski
Dzień zbudził się w Khajuraho a planował zasnąć w Varanasi, więc rozciągnął się
bardziej niż zazwyczaj.
Na lotnisku miał czekać na nas kolejny kierowca, i czekał, choć trochę potrwało,
zanim zorientowaliśmy się, że kartka z napisem: "Mr Teresa" dotyczy właśnie nas.
Teresa to drugie imię Eli z paszportu, więc wykombinował on sobie, że skoro Elżbieta to "Mrs",
to pewnie dalej musi być "Mr".

Nieco za dużo miejsc do odwiedzenia sobie zaplanowaliśmy, jak na dwa tygodnie, więc trzeba
było się śpieszyć, tylko zostawić bagaż w hotelu i nad Ganges.
Niby nie było aż tak późno, ceremonia Aarti, na którą chcieliśmy zdążyć startowała
bodajże dopiero koło 19.00 ale kierowca twierdził, że po Benares za szybko jechać się
nie da.

I miał rację, takiego galimatiasu ulicznego jeszcze nie widzieliśmy nigdzie na świecie.

Podobno to dlatego, że w ponad milionowym mieście nie przewidziano żadnych miejsc postojowych.
Dziwne, bo powszechnie wiadomo, że radość z jazdy jest uwarunkowana koniecznością wsiadania / wysiadania.
Niektórzy tutaj, jak zauważyliśmy, robią to w biegu ale czasem jednak tak się nie da, jakiś
tuk-tuk albo samochód staje na parę chwil - no i ruch w całej metropolii jest natychmiast sparaliżowany.

Kierowca, młody chłopak, mimo oryginalnych rozwiązań komunikacyjnych, szczycił się swoim miastem.
Mówił też, że bardzo się cieszy, że może mieszkać nad Gangesem, bo jak kiedyś umrze, to go tam
wrzucą i dzięki temu ma niemal zapewnioną jakąś fajną reinkarnację.
Wcześniej też była kilka razy okazja, żeby przekonać się, iż w Indiach religia trzyma się
mocno, również wśród młodzieży.
Kumar stwierdził, że nad sam Ganges to dojechać się nie da, musimy szybko wyskoczyć z samochodu,
jak nam powie kiedy, a jak wyskoczymy, to będzie czekał na nas jego kolega.
On tymczasem będzie krążył po mieście, bo zatrzymać się, jak już wiadomo, nie ma gdzie.
Nie za bardzo nam ten pomysł z kolegą pasował, przecież Ganges taki mały nie jest i na pewno
sami będziemy potrafili rzekę wypatrzyć, no ale dobrze, pewnie ktoś potrzebuje 100 rupi...

Po godzinie trąbienia nastąpiła chwila zero, samochód stanął jak wryty, w całym Varanasi
klaksony od razu wzmogły się kilkakrotnie, kierowca krzykął "wysiadajcie!" -
i wyskoczyliśmy.
Natychmiast stało się jasne, że jeżeli w ciągu najbliższych kilku minut nie odnajdziemy
kolegi kierowcy, a raczej on nie odnajdzie nas, to przepadliśmy na amen i nas też tu kiedyś
do Gangesu wrzucą.
Niech schowają się Chiny z porannym szczytem w Pekinie, niech schowa się Tokio z wieczornymi
powrotami z pracy albo skrzyżowaniem Shibuya, co tam Rangun w największe buddyjskie święta!
Tak zwarty i bezwzględny tłum nie występuje chyba nigdzie na świecie, poza Varanasi!
No, może jeszcze w naszym kościele parafialnym, gdy wszyscy naraz tłoczą się do wyjścia.
Każdy, nie zważając na nikogo i na nic zmierza w swoją stronę, każdy chce być pierwszy
i ignoruje każdego. Trudno ustalić taktykę - czy ćwiczyć sztukę uników czy raczej, jak
większość, postawić na frontalny atak.
Załącznik:
DSC08249.JPG

Załącznik:
DSC08251.JPG

Uff, kolega-przewodnik znalazł się, urodzony w Benares czuł się tu jak ryba w wodzie,
kiedy trzeba uskakiwał w bok, innym razem uruchamiał łokcie i parł do przodu.
Wystarczyło pilnować widoku jego pleców, podążać tą samą trajektorią i naśladować taktykę.
Ludzki potok od czasu do czasu nieco skręcał opływając tworzoną w ten sposób wysepkę.
Wysepka też była ruchoma, jakkolwiek posuwała się znacznie wolniej, niż wszyscy.
Tworzył ją człowiek, z mniejszą lub większą ułomnością.
Pewnie już nie zapomnę czołgającego się inwalidy, z twarzą przy ziemi, brudnego i pokaleczonego.
Otoczony stuprocentową obojętnością stopniowo posuwał się w stronę świętej rzeki.
No może nie stuprocentową, wszyscy staraliśmy się, żeby go nie przydeptać.
Wspomnienie teraz budzi pewne emocje, ale wtedy, w Varanasi?
Proces zamiany serca w kamień zakończył się pełnym sukcesem i dobiegł końca.

Na Ghatach też było tłoczno ale nie aż tak, jak na ulicach wiodących w ich stronę.
Zbierający się pod wieczór ludzie to w większości pielgrzymi ale też i turyści.
Aarti można oglądać z wody, jeżeli zapakujemy się na łódź albo z brzegu.
Wybraliśmy drugą wersję, za 100 rupii wpuszczono nas na balkon przylegającego do brzegu domu
i wszystko było doskonale widać.
Załącznik:
DSC08255.JPG

Załącznik:
DSC08258.JPG

Załącznik:
DSC08264.JPG

Po chwili dołączyli do nas, niewidziani od kilku godzin Włosi, potem włączyły się rozstawione
wzdłuż brzegów głośniki i wszelki hałas został zagłuszony, na najbliższe dwie godziny,
przez monotonne mantry.
Dźwięki modlitw zaczęły przetaczać się wzdłuż brzegów, nieść po wodzie, atmosfera
stawała się cokolwiek podniosła.
Tak się jednak składało, że jedni przybyli tu aby się pomodlić, inni byli na wczasach i chcieli
popatrzeć na ciekawe widowisko a jeszcze inni byli w pracy.
Zjawił się pracujący człowiek i zaproponował puszkę z colą i jeśli wola taka, to jeszcze coś do przekąszenia.
I tak nastrój ze świątynno-modlitewnego zmienił się w stadionowo-jarmarczny, na nic się zdały niezmiennie
pędzące po wodzie i odbijające się na ghatach podniosłe mantry.
Człowiek ten zjawił się na naszym balkonie kilka minut później jeszcze raz, w jednej ręce miał
tą samą puszkę, tylko trochę pogiętą a drugą dłonią znacząco rozmasowywał sobie guz na czubku głowy.
Widać cola musiała stoczyć się jakimś cudem z balkonu i trafiła na poprzedniego właściciela.
Co było robić, przeprosiłem, kupiłem napój jeszcze raz i wypłaciłem 100 rupii odszkodowania.
Załącznik:
DSC08271.JPG

Załącznik:
DSC08272.JPG

Załącznik:
DSC08274.JPG

Załącznik:
DSC08285.JPG

Załącznik:
DSC08290.JPG

Załącznik:
DSC08298.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
 
#24 PostWysłany: 15 Paź 2020 19:52 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 244
Loty: 19
Kilometry: 100 280
niebieski
Bladym świtem ruch w Varanasi jest trochę mniejszy, widać wcale tak rano tu do pracy
nie gonią.
Część drogi, którą trzeba przebyć pieszo, żeby dotrzeć na ghaty też nie była aż tak zatłoczona,
jak we wczorajsze popołudnie, tym razem nad Ganges trafilibyśmy bez problemu.
Wystarczyłoby podreptać za którąś z przechodzących co chwilę grup pielgrzymkowo-modlitewnych.
Pielgrzymi, najczęściej wystrojeni w kwiatki, a to śpiewali a to wykrzykiwali jakieś słowa,
najczęściej jednak tłukli się jak mogli najmocniej w różne hałasujące rzeczy typu
miska, garnek, kołatka, bęben albo pręt zbrojeniowy.

Łódek przy nabrzeżu, gotowych zabrać turystów, żądnych romantycznego wschodu słońca nad Gangesem
jest pod dostatkiem, wszystkie praktycznie bez wyjątku nie budzą najmniejszego zaufania swoim stanem,
więc można wsiadać do pierwszej lepszej.
Wydawało się to trochę nieprawdopodobne, że zabierający nas człowiek będzie w stanie siłą swoich mięśni
udrzeć pod prąd tą stertę mokrych i nadpróchniałych desek, na dodatek z nami na pokładzie.
Bambusowe, przyciężkie wiosła też wyglądały do niczego.

Wschód rzeczywiście był romantyczny: różowe niebo odbite w spokojnej ale konsekwentnie zmierzającej
w swoja stronę wodzie, unoszone z nurtem lampki ofiarne, ludzie na brzegu, jedni wyśpiewujący mantry,
inni zabiegający o lepszą przyszłość przez kąpiel w uświęconej wodzie.
A jeszcze inni - już nie śpiewający ani się nie kąpiący się, tylko czekający, aż ktoś podłoży ogień pod stertę
drewna, na której ich położono.
Po przejażdżce łódką mieliśmy w planie dłuższą wycieczkę po ghatach, jednak trochę przeceniliśmy swoje
możliwości emocjonalne i po przejściu kilkuset metrów w okolicy stosów kremacyjnych skręciliśmy
w stronę miasta.
Załącznik:
DSC08308.JPG

Załącznik:
DSC08310.JPG

Załącznik:
DSC08332.JPG

Załącznik:
DSC08334.JPG

Załącznik:
DSC08337.JPG

Załącznik:
DSC08342.JPG

Załącznik:
DSC08343.JPG

Załącznik:
DSC08346.JPG

Załącznik:
DSC08347.JPG

Załącznik:
DSC08349.JPG

Załącznik:
DSC08351.JPG

Załącznik:
DSC08355.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 25 Paź 2020 16:26 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 244
Loty: 19
Kilometry: 100 280
niebieski
W Benares jest największy uniwersytet w Indiach, pewnie też będzie jedną z największych uczelni na świecie.
Kumar koniecznie chciał się nim pochwalić, więc objechaliśmy miasteczko akademickie wzdłuż i wszerz.
Budynki sprawiały wrażenie wyludnionych, z powodu epidemii raczej nie, bo ta jeszcze nie zdążyła się tu
rozkręcić, więc był to pewnie efekt weekendu albo innej przerwy w nauce.
Bez studentów uczelnia wyglądała smutno.
Załącznik:
DSC08362.JPG

Akurat w okolicy naszego hotelu była katedra rzymsko-katolicka, chyba jedyne miejsce w Varanasi, które jest
regularnie sprzątane.
Szkoda, że gospodarze kościoła nie życzyli sobie, aby robić wewnątrz zdjęcia, bardzo miałem ochotę zabrać ze sobą
wizerunek Chrystusa siedzącego w pozycji kwiatu lotosu, przed którym złożono tradycyjną pudżę.
Załącznik:
DSC08376.JPG

Dzień zrobił się zdecydowanie ekumeniczny - rano hinduiska święta rzeka, potem chrześcijańska katedra a po południu
pojechaliśmy do Sarnath, miejsca gdzie Budda doznał oświecenia, stąd odwiedzanego i czczonego przez Buddystów.
Tylko jakiegoś meczetu zabrakło.
Załącznik:
DSC08380.JPG

Wieczorem żegnaliśmy się z Benaresem i wsiedliśmy w pociąg do Delhi.
Szybciej byłoby samolotem, cena biletu lotniczego w porównaniu do miejsca sypialnego w pierwszej klasie - zbliżona,
ale mieliśmy ochotę zobaczyć, jak się tu jeździ koleją.
Najwidoczniej, żeby było ciekawie, trzeba wsiąść do klasy trzeciej.
W jedynce - ani interesująco ani luksusowo, ot zwyczajnie, siedzi się albo leży i zmierza do celu, za oknem noc, więc nie ma
co wyglądać.
Załącznik:
DSC08394.JPG

Załącznik:
DSC08396.JPG

Załącznik:
DSC08397.JPG

Dzień pobytu w Delhi był zaplanowany z konieczności - wieczorem miał być samolot do domu, więc należało tu przyjechać z pewnym
zapasem czasu.
Uznaliśmy, że zobaczyliśmy już dostatecznie dużo i skoro nie ma tu jakiś specjalnie słynnych zabytków, to lepiej sobie gdzieś
spokojnie posiedzieć i odpocząć.
Nic z tego w sumie jednak nie wyszło.
Zanim wyjechaliśmy z domu byliśmy jeszcze pełni zapału i żądni oglądnięcia jeśli nie całych, to prawie CAŁYCH Indii, więc rozpracowaliśmy całodniowy objazd po Delhi i tak też umówiliśmy się z kierowcą.
Teraz po dwóch tygodniach ciągłej jazdy i zwiedzania - mieliśmy dość.
Jednak kiedy rano kierowca przyjechał po nas na dworzec , pełen ochoty zaczął rozprawiać gdzie i jak, po kolei, będziemy jeździli,
wstyd się nam zrobiło i ostatecznie - ostatni dzień też był pracowity.
Ela zebrała trochę nasion dalii w mauzoleum Ghandiego, kwiatki okazały się obdarzone wyjątkową chęcią do życia i teraz mam
przy domu rabatkę z nimi, no może nie tak ładną jak na zdjęciu ale za każdym razem, gdy ją mijam, przypomina się podróż do Indii.
Załącznik:
DSC08406.JPG

Załącznik:
DSC08410.JPG

Załącznik:
DSC08421.JPG

Załącznik:
Akshardham-Temple.jpg

Zdjęcie Akshardham Temple nie jest moje.
Świątyni nie wolno fotografować, kontrola wnoszonych rzeczy jest bardziej skrupulatna niż gdziekolwiek indziej, nawet akumulatorek
od aparatu, który przypadkiem zaplątał mi się w kieszeni musiałem odnieść do samochodu.
Akshardham to współczesna budowla, tak indyjski Licheń, tylko ze znacznie większym budżetem, warto zobaczyć.
Załącznik:
DSC08441.JPG

Załącznik:
DSC08457.JPG

Załącznik:
DSC08464.JPG

Załącznik:
DSC08470.JPG

Załącznik:
DSC08473.JPG

Załącznik:
DSC08490.JPG

Załącznik:
DSC08500.JPG

Wieczorem, bez jakichkolwiek komplikacji wsiedliśmy do samolotu i polecieli do Kijowa a potem do Warszawy.
Problemy z powrotami zza granicy zaczęły się trzy dni później, my byliśmy już na szczęście u siebie a koledzy z pracy
przysłali prośbę, żebym sobie jeszcze odpoczął trochę i przez dwa tygodnie nie pokazywał się w firmie.
Ale super!
Załącznik:
DSC08489.JPG

Koniec relacji:)
Pozdrawiamy wszystkich, którzy chcieli tu zaglądnąć.
Ela, Asia i Tomek


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 27 Paź 2020 21:44 

Rejestracja: 05 Mar 2017
Posty: 781
srebrny
Iran, a teraz Indie z Tobą, super się czytało i "podróżowało". Oby udało się kolejną wyprawę odbyć
_________________
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej
Góra
 Relacje PM off  
 
#27 PostWysłany: 02 Lis 2020 12:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 310
srebrny
Dziękuję za kolejną świetną relację :) Oby do jak najszybszego spotkania przy następnej!
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group