Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 22 Lis 2022 17:39 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 257
Loty: 149
Kilometry: 151 406
srebrny
Siedząc w Kutaisi uświadomiłem sobie, że więcej już z tego miasta nie wycisnę i trzeba wybrać się gdzieś indziej. W Batumi byłem, do Tbilisi za daleko, więc szukałem dalej. Patrzę na mapę, a tam miasto o nazwie Borjomi. Skądś mi się kojarzyła ta nazwa …. A tak, jest taka woda mineralna, raczej z górnej półki cenowej. Skonsultowałem swój pomysł z Google i już wiedziałem, że czeka mnie dniówka w tej lokalizacji.
Marszrutki do Borjomi jadą z dworca przy McDonald’s. Oczywiście trzeba pytać, który busik jedzie do interesującego nas miasta, bo Gruzini nie wiedzieć czemu używają prawie zawsze jedynie swoich literek, a nie naszego alfabetu. Ewentualnie kierowcy wydzierają się na cały głos informując, dokąd jadą.
Załącznik:
1.jpg

Trochę zdziwiłem się, że ruszyliśmy praktycznie w momencie, gdy siadłem w marszrutce. Mocniej zdziwiłem się widząc, że jestem w pojeździe jedynie z szoferem. Hmmm, do tej pory myślałem, że rozkład jazdy jest abstrakcją, że czeka się na uzupełnienie składu pasażerów, a tymczasem przez wiele kilometrów jechałem jak VIP. Za kurs do Borjomi zapłaciłem 15 lari (1 lari = 1,75 zł).
Dojazd do tego miasta był bardzo niekomfortowy. Cała trasa to 130 km, ale na wielu odcinkach prowadzone są roboty drogowe. Mają one wielki zakres i rozmach, jednocześnie budowanych jest kilkadziesiąt tunelów, mostów, estakad, nowych dróg, więc można sobie łatwo wyobrazić utrudnienia. Co ciekawe, głównym wykonawcą jest firma z Chin i przy pracy widać wielu Azjatów. Ekspansja Chińczyków dotknęła już nawet Gruzję.
Wreszcie dojechaliśmy. Pan szofer zatrzymał się przy dworcu autobusowym w Borjomi, a sam jechał jeszcze dalej. A na dworcu spory ruch, kilkanaście marszrutek, kilkanaście taryf, wielu ludzi i oczywiście wszechobecny handel. Z ulicy miejsce to jest średnio widoczne, ale dworzec znajduje się tam w dole.
Załącznik:
2.jpg

Borjomi to uzdrowisko znane od wielu, wielu lat. Jak można wyczytać w internetach, lubił tu przyjeżdżać tfu Stalin i wielu działaczy komunistycznych z czasów ZSRR. To było też ulubione miejsce wypoczynku dla zwykłych mieszkańców i odniosłem wrażenie, że język rosyjski jest tutaj częściej słyszany, niż gruziński. Nie zdziwiłem się za bardzo, gdy zobaczyłem na chodniku napisane sprayem „Fuck Russia”, jednak to pierwsze słowo było zamazane i trudne do odczytania.
Skoro to uzdrowisko, to muszą być i góry, i miejsca do spaceru, i legenda o mikroklimacie, i cudowna woda zdrowotna, i sanatoria, i hotele. Miejscowe władze postawiły na turystykę, dbają o wygląd miasteczka, wystawiły wiele obiektów małej infrastruktury znanych ze współczesnych kurortów.
Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg

Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg

Załącznik:
9.jpg

Załącznik:
10.jpg

Wielkim plusem była informacja turystyczna. A że nieczynna? Cóż, szczegół.
Załącznik:
11.jpg

W Borjomi mają nawet ładny, niewielki stadion piłkarski, na którym trenowało kilkudziesięciu młodych piłkarzy. Jedna z trybun to było odwzorowanie flagi narodowej. Akurat nie mam zdjęcia stadionu, tylko widoczek z pobliskiej ulicy.
Załącznik:
12.jpg

A ten nietypowy budynek to miejsce spotkań świadków Jehowy.
Załącznik:
13.jpg

Pora zagłębić się w część typowo turystyczną. Na pewno przejdziecie przez taki most i znajdziecie się w części wybitnie komercyjnej.
Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Załącznik:
16.jpg

Największe zdziwienie z Borjomi. Otóż w kilku miejscach stały takie oto pojazdy, w których można było zwiedzać miasteczko. Jeepy, czy inne terenówki – o ile nie były jakimiś chińskimi podróbkami – musiały kosztować krocie i ktoś musiał zainwestować w ten biznes naprawdę wielkie pieniądze.
Załącznik:
17.jpg

Jeden z najbardziej charakterystycznych symboli Borjomi – most o nietypowej konstrukcji przypominającej ślimaka. Warto skopiować ten pomysł na polski grunt.
Załącznik:
18.jpg

W części zdrojowej ulokowanych jest kilkanaście hoteli z wyższej półki cenowej.
Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
20.jpg

No i dochodzimy do bram parku zdrojowego, który miał skrywać mnóstwo atrakcji. W relacjach sprzed lat można było wyczytać, że wstęp był darmowy, jednak obecnie trzeba wysupłać z kieszeni 5 lari.
Załącznik:
21.jpg

Załącznik:
22.jpg

Albo coś przeoczyłem w opisach, albo spodziewałem się nie wiadomo czego w temacie wody mineralnej. W Truskawcu w Ukrainie w podobnym miejscu jest kilkanaście rodzajów wód leczniczych, mnóstwo kraników i setki turystów. Tymczasem w Borjomi mamy do dyspozycji jeden smak i dwa kraniki. Woda jest ciepła, lekko słona i podobno bardzo lecznicza. Przed wejściem do parku są wyraźne znaki zakazujące używania baniek 5- i 10-cio litrowych, więc musiał być chyba kiedyś problem z zachłannymi turystami.
Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Niedaleko wodopoju jest budynek dawnej pijalni wody, który wygląda po latach całkiem przyzwoicie. Oczywiście nawiązuje do minionych lat i swojej świetności.
Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Wodopój i budynek znajdują się na początku parku. Jako że byłem po sezonie, to praktycznie wszystko w dalszej części parku było nieczynne. Atrakcje sezonowe mają charakter wybitnie rodzinny i dziecięcy, więc są wszelkiego rodzaju place zabaw, symulatory, park linowy, punkty gastronomiczne itp., które zadbają, żebyście wyszli z parku biedniejsi o wiele, wiele lari.
Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Załącznik:
31.jpg

Park to także oczywiście fajne widoczki, m.in. wodospady i pomnik Prometeusza. Zdjęcie tego nie oddaje, ale góra jest całkiem, całkiem spora, podobnie jak pomnik wyżej wspomnianego jegomościa.
Załącznik:
32.jpg

Park w pewnym momencie kończy się. Dalej jest jeszcze jedna atrakcja, ale do niej nie pomaszerowałem – po około 3 km można spotkać otwarty „basen” z wodą leczniczą, ale podejrzewałem, że w listopadzie może być już nieczynny.
Załącznik:
33.jpg

O tym, że woda Borjomi produkowana jest od lat i ma swoją bogatą historię, przypominają stare fotografie przy jednym z budynków.
Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

Dochodząc do parku widziałem diabelski młyn na szczycie góry i linię kolejki tam jeżdżącej. Pomyślałem sobie, że mają ci Gruzini rozmach i fantazję… Zapamiętałem z dawnych opisów, że wjazd na górę kosztował bodajże 0,5 lari, więc chętnie podszedłem do stacji kolejki.
Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

A tam zonk – cena mnie zatkała. Pierwszy raz poczułem, że ktoś chce ze mnie zedrzeć pieniądze. Można oczywiście dotrzeć na górę piechotą, ale nie miałem za bardzo czasu na kilkugodzinny marsz. Efekt? Nie byłem na górze przy diabelskim młynie.
Załącznik:
38.jpg

Handel jest istotnym elementem w Gruzji, nic więc dziwnego, że okolice parku to miejsce łowów na klientów. Tam normalne, a u nas nie do pomyślenia – wino, czacza (odmiana mocnego alkoholu), koniak swojej produkcji, bez kontroli skarbówki, Sanepidu itp.
Załącznik:
39.jpg

Załącznik:
40.jpg

Postanowiłem zobaczyć zakład, gdzie słynna woda Borjomi jest rozlewana. Wymagało to spacerku półgodzinnego i zagłębienia się w okolice wybitnie nieturystyczne.
Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

W pewnej chwili zachciało mi się – co tu ukrywać – sikać, więc poleciałem do obiecującego z zewnątrz centrum handlowego. No, może do budynku a’la komunistyczny SuperSam. Oczywiście kibelka brak, ale skierowano mnie do sracza z boku budynku. Wszedłem – wyszedłem – wysikałem się w plenerze. Łatwo domyśleć się, dlaczego wybrałem taką opcję. Na szczęście nie natknąłem się na wypróżniającego się delikwenta, bo wymioty byłyby gwarantowane.
Załącznik:
43.jpg

W Borjomi jest też stacja kolejowa, ale tradycyjnie pociągów ani widu, ani słychu.
Załącznik:
44.jpg

Z Borjomi do Kutaisi wracałem już niestety z przesiadką. Najpierw dojechałem marszrutką do Chaszuri (3 lari), a potem do celu kolejnym busikiem za 20 lari. Naprawdę, czy to jest wielki problem, żeby nazwy Kutaisi, Tbilisi, czy Batumi pisać na marszrutkach naszymi literami? Otworzyłem Google, wpisałem Kutaisi po gruzińsku, potem wpatrywałem się w te szlaczki na każdym busie i nie trafiłem ani razu. W końcu pytałem zatrzymujących się kierowców i okazało się, że praktycznie co drugi jedzie do Kutaisi.
I to by było na tyle. Warto jechać do Borjomi? Jeśli się wybitnie nudzicie, to tak. Jeśli macie inną alternatywę, to wybierzcie to miasto jako kolejne.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 22 Lis 2022 18:47 

Rejestracja: 18 Sie 2015
Posty: 3443
złoty
Chyba też warto dodać przynajmniej jeden specyficzny efekt picia wody, jeśli ktoś jeszcze tego nie robił to nie polecam pić borjomi osobą w podróży, a zwłaszcza jeśli nie mają dostępu do WC.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: bernikula, CommonCrawl [Bot] oraz 11 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group