Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 19 Sty 2022 22:03 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 344
srebrny
Dziś już kolejnej części nie dam rady umieścić, ale skomentuję kwestię Mekki. Nie zgodzę się z @dlugi_szmul, że to atrakcja turystyczna numer jeden. Samo miasto niczym specjalnym się nie wyróżnia poza (pozorną) niedostępnością. Specjalnym doświadczeniem może być zobaczenie czy okrążenie Kaaby, które też do niedawna było osiągalne dla chcącego niemuzułmanina, obecnie - z uwagi na covid i konieczność rejestracji w specjalnej aplikacji - może być trudne, jeśli nie niemożliwe. Chciałem do Mekki wjechać, ale nie bardzo była po drodze i po tym, jak sprawdziłem tę kwestię aplikacji, odpuściłem. Natomiast mam dwa potwierdzone świadectwa znajomych, którym ostatnio (w listopadzie 2021) udało się wjechać do Mekki bez żadnych przeszkód - i to "na legalu", bo na drodze, którą jechali, nie było po angielsku napisów z zakazem wstępu dla non-believers.
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 22 Sty 2022 19:37 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 344
srebrny
Część IV

Z rana zabrałem z Dżeddy znanego podróżnika i fotografa Artura Anuszewskiego, z którym mieliśmy podróżować przez 5 następnych dni. Artur od wybuchu pandemii siedział w domu i dopiero w październiku wybrał się w swoją pierwszą od dwóch lat podróż. Artur podróżuje bardzo budżetowo, a jego opowieści o tym, jak spędził pierwszy miesiąc podróży wydając grosze (m.in. 5 dni w Wadi Rum za mniej niż 200 zł) były bardzo inspirujące. Potrafi też zawstydzić niejednego młokosa – w Dżeddzie codziennie pokonywał pieszo ponad 20 kilometrów, mimo 37-stopniowego upału i wysokiej wilgotności.

Ze mną miał jednak chodzić o wiele mniej, w zamian za to oglądając rzeczy, których prawdopodobnie nie byłby w stanie zobaczyć podróżując w dotychczasowym stylu. Rozpoczęliśmy od rezerwatu przyrody Dżabal Szada, słynnego ze swoich niesamowitych formacji skalnych. Do rezerwatu wiedzie droga z tak stromymi podjazdami, że niczego podobnego nie widziałem w życiu – a prowadziłem samochód w ponad 40 krajach na 6 kontynentach, przejeżdżając poza Polską dobrze ponad 80 tys. kilometrów. Tutaj wiele razy wjeżdżając na serpentynę nie widziałem nawet asfaltu! Po przejechaniu sprawdziłem średnie nachylenie i wyniosło skromne 10%, ale daję głowę, że miejscami nachylenie musiało wynosić ponad 20%, może nawet 25%. Mój Hyundai accent dał radę wjechać na te stromizny, przez co mogliśmy się cieszyć wspaniałymi widokami. O takimi, jak te:
Załącznik:
20211110_113906.jpg
Załącznik:
20211110_114758.jpg
Załącznik:
DSC01845.JPG
Załącznik:
DSC01846.JPG
Załącznik:
DSC01854.JPG
Załącznik:
DSC01855.JPG
Załącznik:
DSC01866.JPG


Z Dżabal Szada pojechaliśmy do historycznej wioski Thee Ain, zrekonstruowanej na modłę tradycyjnych wiosek z regionu. Thee Ain to modelowy przykład podejścia Arabii Saudyjskiej do atrakcji turystycznych. Z daleka prezentuje się przepięknie, o tak:
Załącznik:
20211110_141739.jpg

Podjechaliśmy do samej wioski, zostawiliśmy auto na sporym parkingu i ruszyliśmy w górę. Na miejscu była jakaś para turystów, a poza tym kompletna pustka. Żadnego strażnika, sprzedawcy pamiątek, kompletnie żadnych oznak życia! Swobodnie spacerowaliśmy pomiędzy budynkami, ale oprócz kamieni i drewna nie było tam kompletnie nic. Może w ramach Wizji 2030 coś tu drgnie, na razie wygląda to cokolwiek dziwnie.
Załącznik:
20211110_133322.jpg
Załącznik:
20211110_133326.jpg
Załącznik:
20211110_133505.jpg
Załącznik:
DSC01863.JPG

Tego dnia obejrzeliśmy jeszcze jedną historyczną wioskę – Rijal Alma. Rijal Alma to jeden z symboli południa Arabii Saudyjskiej i spodziewaliśmy się po niej nieco więcej życia, niż w Thee Ain. I rzeczywiście, w Rijal Alma można było kupić pamiątkę, coś zjeść czy wypić kawę, a nawet zajrzeć do okolicznego muzeum. Sama wioska jest prawie w całości rekonstrukcją, ale ta rekonstrukcja udała się Saudyjczykom całkiem dobrze, mimo, że wioska jest malutka. Budynki przypominają architekturę z Jemenu, do którego z Rijal Alma nie jest wcale tak daleko.
Załącznik:
20211110_180500.jpg
Załącznik:
20211110_180552.jpg
Załącznik:
20211110_183646.jpg
Załącznik:
DSC01880.JPG


Kolejny dzień zaczęliśmy od Abhy, stolicy prowincji Asir, leżącej na wysokości 2200 m n.p.m. Tak duża wysokość mocno mnie zdziwiła, bo pamiętałem, że do naszego hotelu przez dobrych 30 minut zjeżdżaliśmy z góry. Poguglowałem trochę i przestałem się dziwić – droga do hotelu wiodła tuż obok najwyższego szczytu Arabii Saudyjskiej – Dżabal Szauda, wznoszącego się na ponad 3000 m. n.p.m. Na Dżabal Szauda można wjechać kolejką górską, ale odpuściliśmy sobie tę atrakcję i pojechaliśmy w dół, do centrum Abhy. Miasto niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale centrum z meczetem królewskim oraz dwoma zamkami prezentowało się co najmniej przyzwoicie.

Z Abhy pojechaliśmy jeszcze dalej na południe, niemal pod samą granicę z Jemenem, czyli w miejsce, do którego polskie MSZ „odradza wszelkie podróże” z powodu rozgrywającej się za granicą wojny. W rzeczywistości prowincje graniczne Dżizan i Nadżran nie wyróżniają się niczym szczególnym, nawet nie ma tu wzmożonych kontroli policyjnych, życie toczy się w 100% normalnie – w końcu Arabia Saudyjska potrafi strzec swoich granic. Choć fakt, kilka dni po naszym przyjeździe na lotnisko w Abha był atak dronowy, a my przeżyliśmy dziwną przygodę - więcej o tym w kolejnym wpisie.

Naszym celem były wyspy Farasan, niewielki archipelag na Morzu Czerwonym, znany… w zasadzie nie wiem z czego znany. Podobno można tu nurkować, ale nigdzie nie widziałem żadnej o tym wzmianki. W każdym razie to największy archipelag Arabii Saudyjskiej, a że nie mieliśmy nic lepszego do roboty, udaliśmy się właśnie tam. Na Farasan można się dostać promem z Dżazan, a promy odpływają dwa razy dziennie – ok. 9 rano i 13.30. Wiedzieliśmy, że prom jest bezpłatny, ale nie mieliśmy pojęcia, czy obejmuje to też samochód. Okazało się, że tak! To chyba jedyne miejsce na świecie, do którego płynący dwie godziny prom zabiera bezpłatnie turystów razem z samochodami.

Bilety rezerwuje się w siedzibie MACNA (The Maritime Company for Navigation), tuż przy porcie w Dżazan i lepiej to zrobić z co najmniej jednodniowym wyprzedzeniem, a nie, jak my, dwie godziny przed. Zagwarantowano nam tylko miejsca dla pasażerów, jeśli chodzi o samochód byliśmy na liście oczekujących. Na pytanie skierowane do pani sprzedającej bilety, czy mamy szansę zabrać się z samochodem, otrzymaliśmy sakramentalną odpowiedź Arabów – inshallah. Ostatecznie się załapaliśmy, ale było blisko porażki – za nami wjechały jeszcze tylko trzy inne samochody. Do kontroli bezpieczeństwa musieliśmy się rozdzielić – kierowca osobno, pasażerowie osobno. Każdy samochód był skanowany rentgenem i podczas tej operacji kierowcy czekali w pełnym słońcu.

Główna wyspa archipelagu rozciąga się na ponad 50 kilometrów i jej dwa skrajne punkty dzieli wygodna i szeroka droga. Oprócz tego samochodem można się dostać na drugą, nieco mniejszą wyspę. Obie są zupełnie nieciekawe – płaskie jak stół, półpustynne, z całkiem niezłymi plażami, na których jednak nie można się kąpać – to czynność zabroniona w Arabii Saudyjskiej, przynajmniej w miejscach, które widzieliśmy. Plaże służą jako miejsca pikników.
Załącznik:
20211112_083746.jpg
Załącznik:
DSC01895.JPG
Załącznik:
20211111_163221.jpg

Wyspy są znane jako ostoja ptactwa, ale poza mewami nie widzieliśmy żadnych innych ptaków, poza jednym miejscem, w którym zgromadziły się bardzo fotogeniczne marabuty - poza widokiem przystani jedyny sensowny plener na wyspach Farasan.
Załącznik:
DSC01896.JPG
Załącznik:
DSC01897.JPG
Załącznik:
DSC01900.JPG

Honor wysp został uratowany w ich centrum – miasteczku Farasan. Najpierw znaleźliśmy bardzo przyzwoity pokój za 150 riali. Recepcjonista zapytał, jak się trzymają komuniści w Polsce, na co odpowiedzieliśmy, że już dawno ich nie ma. Myśleliśmy, że pytał jako przeciwnik ustroju, ale okazało się, że jest inaczej – jest byłym członkiem Komunistycznej Partii Kerali i nasza odpowiedź pewnie go trochę zasmuciła. A gdy zapytaliśmy, gdzie tu można zjeść dobrą i tanią rybę, uczciwie powiedział, że w hotelu będzie drogo i skierował nas w stronę targu rybnego. Tam kupiliśmy ponadkilogramową rybę, którą od razu nam upieczono. Całość wyniosła 25 riali, czyli poniżej 30 zł za dwie osoby – jak na Arabię Saudyjską cena fantastyczna.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 25 Sty 2022 20:39 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 344
srebrny
Część V - Uwaga, podejrzani cudzoziemcy!

Pierwszym promem powrotnym – znowu na liście oczekujących – przeprawiliśmy się z Farasan do Jazan. Plan na ten dzień był bardzo ambitny i przewidywał długą drogę przez góry na samym pograniczu saudyjsko-jemeńskim.

O pograniczu Arabii z Jemenem dostawałem wcześniej sprzeczne informacje – polskie MSZ traktuje je jako czerwoną strefę z zaleceniem unikania wszelkich podróży. Tego typu zalecenia standardowo ignoruję, chyba, że potwierdzają je miejscowi. Niektórzy zagraniczni podróżnicy wspominali o koniecznych permitach, ale znów nie znalazłem potwierdzenia tej informacji na miejscu. W związku z tym decyzja była prosta – jedziemy. Wybraliśmy – wzorem Indiany Jonesa ;-) – najbardziej skomplikowaną, ale za to pięknie położoną drogę z Jazan do Najran przez Addayer i Dhahran Al-Janub. Do granicy z Jemenem było mniej niż 10 kilometrów i była to jedyna część Arabii w której czuliśmy się jak nie w Arabii. Architektura się różni, ale przede wszystkim ludzie ubierają się jak Jemeńczycy, a nie poddani Saudów. Zamiast galabii noszą długie szaty, zamiast kefiji z agalem – jej jemeńską, turbanopodobną wersję, oczywiście z nieodzowną dżambiją – sztyletem.
Załącznik:
DSC01909.JPG
Załącznik:
DSC01911.JPG
Załącznik:
DSC01913.JPG
Załącznik:
DSC01914.JPG

Kiedy tak wspinaliśmy się po wysokich górach pogranicza i fotografowaliśmy jedną z samotnych wież – znów bardzo jemeńską w stylu, dokładnie tę ze zdjęcia powyżej – zatrzymał się za nami samochód, którego kierowca zaczął nas wypytywać skąd jesteśmy i co tu robimy. Udzieliliśmy wyjaśnień – bo i czemu nie – ale potem poczuliśmy się nieswojo, bo ten samochód cały czas za nami jechał. Tu włączyła mi się polska fantazja – nie będzie jakiś Arab bez nakazu sądowego Polaków śledził!

Byliśmy akurat w mieście Dhahran Al-Dżanub. Stoimy na czerwonym, nasz ogon przejechał przez skrzyżowanie bokiem i zatrzymał się, czekając na nas. Po zmianie świateł zamiast jechać prosto skręciłem nagle w lewo, dodając gazu i znikając w labiryncie uliczek.

Na wszelki wypadek trzeba było uzasadnić brawurowy manewr, więc pojechaliśmy w poszukiwaniu jakichś atrakcji turystycznych. I takie znaleźliśmy – wspaniały zamek w jemeńskim stylu, przed nim wyschnięta rzeka , po której paradował sobie fotogeniczny poganiacz wielbłądów.
Załącznik:
DSC01916.JPG
Załącznik:
DSC01917.JPG
Załącznik:
DSC01915.JPG
Załącznik:
20211112_125751.jpg
Załącznik:
20211112_125756.jpg
Załącznik:
DSC01918.JPG
Załącznik:
DSC01919.JPG

Nie miałem pewności, czy miałem nasz ogon został zgubiony ostatecznie – i rzeczywiście, pół godziny później, po wyjechaniu na jedyną główną drogę, znajoma toyota znów zaczęła nam towarzyszyć. Odpuściła dopiero na posterunku granicznym między prowincją Jazan i Nadżran, co każe przypuszczać, że należała do policji lub sił bezpieczeństwa.

Wydawało się, że dalej nikt nie przejął obserwacji celu. W mieście Nadżran pokręciliśmy się chwilę i ruszyliśmy na północ, do właściwego celu podróży. Po odbiciu w boczną drogę zauważyłem samochód, który zrobił to samo i zacząłem przypuszczać, że jednak znowu mamy obserwatora. I rzeczywiście, po chwili sam się ujawnił mówiąc (po angielsku znał z 5 słów), że jest z policji i że jedzie, żeby nas chronić. Dziękuję za taką ochronę, ale co zrobić. A oto i portret naszego bodyguarda:
Załącznik:
DSC01938.JPG

Razem podjechaliśmy kolejne kilka kilometrów do Studni Hima, miejsca wpisanego w tym roku na listę UNESCO jako „Obszar kulturowy Hima”. Zajeżdżamy i tłumaczymy naszemu policjantowi, że szukamy sztuki naskalnej, a tu wokół same wzgórza i nie widać żadnych petroglifów. Policjant nie był stamtąd i wprost nie pomógł, ale zapytał miejscowych, którzy wskazali nam właściwe miejsce. Gdyby nie było tam nikogo, najprawdopodobniej nie bylibyśmy w stanie sami znaleźć petroglifów, tak jak stało się to z polskim podróżnikiem Pawłem Krzykiem, który przybył tam kilka dni wcześniej – jego zdjęcia wskazują, że do głównych miejsc po prostu nie trafił.
Załącznik:
20211112_162131.jpg
Załącznik:
20211112_162840.jpg
Załącznik:
20211112_163046.jpg
Załącznik:
20211112_163109.jpg
Załącznik:
20211112_165544.jpg
Załącznik:
DSC01927.JPG
Załącznik:
DSC01928.JPG
Załącznik:
DSC01930.JPG
Załącznik:
DSC01932.JPG

Na miejscu spotkaliśmy jeszcze dwóch młodych ludzi, z których jeden dobrze mówił po angielsku, a drugi posłużył nam jako wdzięczny obiekt do zdjęć – ubrany w tradycyjny strój kojarzony z Jemenem.
Załącznik:
DSC01940.JPG

Znak czasów – za pasem nosił dżambiję i komórkę. Wytłumaczyli, że nasz strażnik jest zobowiązany do eskortowania nas poza granice prowincji Nadżran. Skończył być może trochę wcześniej, widząc, że się ściemnia, a nas czeka tylko jedna droga – na północ, przez pustynię Ar-Rab Al-Chali. Przespaliśmy się trochę w samochodzie, rano meldując się na przedmieściach Rijadu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 25 Sty 2022 20:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6275
HON fly4free
Wspaniała jest ta podróż. Jeśli kiedyś się tam wybiorę (o czym będę z pewnością myślał zdecydowanie intensywniej po lekturze tej relacji), po prostu podążę Twymi śladami. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko takiemu plagiatowi :D
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 25 Sty 2022 21:16 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 344
srebrny
Dzięki @tropikey, plagiatuj śmiało :) W ramach extra zachęty dodam bez żadnej przesady, że mój główny punkt programu jeszcze nie został opisany, zrobię to w kolejnej części relacji.
Góra
 Relacje PM off  
 
#26 PostWysłany: 28 Sty 2022 20:36 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 344
srebrny
Część VI – Krawędź Świata, Rijad i podsumowanie

W ciągu nocy pokonaliśmy dystans kilkuset kilometrów dzielący Hima i Rijad. Była dopiero 9 rano, kiedy dotarliśmy do Rijadu, mieliśmy więc przed sobą cały dzień. Wszystko szło zgodnie z planem, bo żeby wykonać kolejny jego punkt , potrzebowaliśmy około 8 godzin w świetle dziennym. Tym punktem miała być wycieczka do Jabal Fihrayn, miejsca znanego bardziej pod romantyczną angielską nazwą Edge of the World.

Z Rijadu do Krawędzi Świata jest – jak pokazuje GPS – zaledwie 100 kilometrów i mniej niż dwie i pół godziny drogi, ale czytając opisy wiedziałem, że należy założyć znacznie więcej czasu. Prowadzą do niej dwie drogi, z czego jedna, przez Sadus, jest zaznaczona w Google Maps i ta do niedawna była rekomendowana. Dojeżdża się do miejsca zwanego Sadus Dam, oznaczonego „Take right to commence off-road drive to Edge of the World”.
Załącznik:
Screenshot_20211113-171348_Maps.jpg

Ostatnie dwadzieścia jeden kilometrów to gruntowa droga przez pustynię i pokonanie tej drogi ma według Google zajmować 1h 20 minut… Może posiadając porządny samochód offroadowy tyle zajmie, ale ja miałem małego sedana. Pytałem ludzi po drodze, czy jestem w stanie dojechać i zdania były podzielone – jedni twierdzili, że absolutnie nie, inni, że jest szansa, pod warunkiem, że to samochód służbowy ;)

Droga już na samym początku wymagała niemałych umiejętności – najgorsze do pokonania są wąwozy utworzone przez wyschnięte rzeki. W jednym miejscu się zawiesiłem i musiałem szukać drogi alternatywnej. Chyba bym zrezygnował, gdybym zupełnym przypadkiem nie spotkał dwóch większych (tj. 4x4) samochodów prowadzonych przez Filipińczyków mieszkających w Rijadzie. Od teraz jechaliśmy w konwoju i wszystkim było zdecydowanie raźniej.
Załącznik:
20211113_122258.jpg

Droga zajęła nam około dwie godziny, kiedy dojechaliśmy do wału ziemi w poprzek drogi. Dalej jechać się nie dało, trzeba było wysiadać i iść na piechotę. Wał powstał bardzo niedawno i myśleliśmy, że to etap przejściowy konstrukcji drogi asfaltowej. Nic podobnego… wał został usypany, bo kilku turystów, zapewne po zmroku (gros ludzi przyjeżdża tu na zachód słońca), pomyliło drogę i zabiło się spadając w przepaść.

Od pierwszego wału do Krawędzi Świata trzeba było iść prawie półtorej godziny w pełnym słońcu – w listopadzie w 30 stopniach do wytrzymania, ale strach pomyśleć, jak to wygląda wiosną czy latem. Ale kiedy już doszliśmy, widoki w pełni zrekompensowały wszelkie trudy. Panie i Panowie, oto Krawędź Świata, Edge of the World, Jabal Fihrain, atrakcja przyrodnicza numer jeden w całej Arabii Saudyjskiej!

Załącznik:
20211113_141240.jpg
Załącznik:
20211113_144206.jpg
Załącznik:
20211113_144437.jpg
Załącznik:
20211113_144637.jpg
Załącznik:
DSC01949.JPG
Załącznik:
DSC01953.JPG
Załącznik:
DSC01957.JPG


Z Filipińczykami fajnie się spędzało czas, ale zaczęło się robić późno. Za wszelką cenę chciałem uniknąć podróżowania po zmroku, w związku z czym przyspieszyliśmy kroku i tym razem tylko we dwóch pokonaliśmy drogę powrotną, w której spotkaliśmy fotogeniczną "karawanę" wielbłądów.
Załącznik:
DSC01958.JPG
Załącznik:
DSC01962.JPG

Po drodze zbierałem słowa uznania od kierowców terenówek, że tę trudną drogę udało mi się pokonać sedanem. Sam uznaję to za jedno z moich największych osiągnięć jako kierowca, ale nikomu nie rekomenduję i lojalnie ostrzegam – ta droga nie nadaje się do jazdy zwykłą osobówką!

Ostatni dzień zgodnie z planem przeznaczyłem na Rijad. Z własnym samochodem zwiedzanie Rijadu nie stanowi problemu, tym bardziej, że nigdzie nie trzeba płacić za parking. Co jest ciekawego w Rijadzie? Kilka ładnych meczetów – przykłady to Al-Rajhi, King Khaled, Fahad Al-Owaydah czy Meczet Księżniczki Latify.

Załącznik:
20211114_154428.jpg
Załącznik:
DSC01967.JPG
Załącznik:
DSC01974.JPG
Załącznik:
DSC01992.JPG

Kilka pałaców – Tuwaiq (trudno dostępny, w dzielnicy ambasad, dojechaliśmy aby się przekonać, że jest zamknięty), Murabba – zamknięty w niedziele, które w Arabii robią za nasze poniedziałki, czy też Fort Masmak – jedyny otwarty, służący jako muzeum. Masmak jest położony tuż obok placu Al-Safa, zwanego inaczej plac Chop-Chop – centralnego punktu miasta, na którym odbywa się ponoć wykonywanie kary śmierci (od obcinania głowy wzięła się nazwa Chop Chop, czyli siekanie). Żadnych egzekucji tego dnia nie było i chyba przez dłuższy czas nie będzie, bo plac podlega renowacji.
Załącznik:
20211114_104846.jpg
Załącznik:
20211114_105301.jpg
Załącznik:
20211114_105851.jpg

No i wreszcie kilka wspaniałych nowoczesnych budynków – Burj Rafal, Al-Faisilah Center, Kingdom Center i kilka innych.
Załącznik:
20211114_150011.jpg
Załącznik:
20211114_163514.jpg
Załącznik:
DSC01994.JPG
Załącznik:
DSC01996.JPG


Wieczorem zostawiłem Artura, który spędził w Arabii jeszcze kilkanaście dni, a sam pojechałem na lotnisko, gdzie o 1 w nocy Lufthansa z mile zabrała mnie do Frankfurtu i dalej do Warszawy. W sam raz, żeby w poniedziałek rano rozpocząć pracę.

________

To już ostatni wpis z Arabii Saudyjskiej, poniżej krótkie podsumowanie kosztów 9-dniowej podróży po Arabii, z czego połowę czasu spędziłem we dwójkę z Arturem Anuszewskim.

Wiza – 565 zł wraz z ubezpieczeniem
Samochód – 1995 zł z pełnym ubezpieczeniem i nieograniczonym limitem kilometrów
Bilety wstępu – 100 zł na wstęp do Mada’in Salih i 20 zł za jedno słabiutkie muzeum w Ha’il. I to tyle, wszystkie pozostałe miejsca były zupełnie bezpłatne!
Jedzenie, paliwo, hotele – 2 900 zł.

W sumie, nie licząc przelotów, na 9-dniowy pobyt w Arabii Saudyjskiej wydałem 5 600 zł i będę bardzo miło wspominał ten ciekawy i ciągle mało eksplorowany kraj.

A dzisiaj miałem rozpoczynać kolejną podróż – do Hiszpanii i dalej do Peru. Miałem, bo syn poszedł na kwarantannę i wyjazd trzeba było odwołać. Na szczęście moje ubezpieczenie pokrywa takie sytuacje. Opisu kolejnej podróży tak szybko nie będzie, ale liczę, że wrócę z relacjami w okolicach wakacji. Za uwagę i ciepłe słowa wszystkim czytelnikom bardzo dziękuję!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
8 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 29 Sty 2022 22:09 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1350
niebieski
Świetna relacja i trasa. Niesamowicie rozbudziłeś moją ochotę na ten kierunek.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group