Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 49 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 09 Lip 2024 21:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7467
HON fly4free
Zacznę od tego, że jeśli kiedykolwiek będziecie planować wynajęcie auta w Arequipie, nie traćcie czasu na szukanie, tylko od razu uderzajcie tu:

https://maps.app.goo.gl/ynRhpEFze8xbCKh7A

Lepiej nie traficie. Być może gdzieś indziej będzie nieco taniej, ale pod względem indywidualnego podejścia do klienta i dostosowania się do jego potrzeb, nie spotkałem się dotąd z kimś aż tak elastycznym. To jest rodzinna firma, więc podchodzą do tematu niesztampowo i można z nimi poczynić daleko idące odstępstwa od typowego najmu. Wystarczy napisać, że gdy narzekałem na korki, które widziałem w drodze z lotniska do hotelu, sami zaproponowali, że mogą mnie wywieźć na obrzeża, a potem pojadę już dalej sam. Na szczęście, z Arequipy wyjeżdżam w niedzielny poranek, gdy ruch jest dużo mniejszy i taka pomoc nie jest potrzebna. Ale już w drodze powrotnej, gdy do Arequipy wjeżdżam w dzień powszedni ok. 16:30, umawiamy się przy jednym z centrów handlowych, tam robimy zdanie auta, a Cesar (współwłaściciel) odwozi mnie do Hamptona, co okazuje się zbawieniem, bo w wąskich, jednokierunkowych uliczkach Centro Histórico ruch o tej porze jest trudny do wyobrażenia.

Wracając do meritum.... Punktualnie o 8:00 Raquel i Cesar czekają na mnie przed wejściem do Hamptona. Okazuje się, że sprawny kontakt mailowy z nimi po angielsku to wynik używania przez Raquel translatora. W kontakcie bezpośrednim nie jest to jednak problemem - bez przeszkód dokonujemy odbioru auta, zaznaczamy tylko dwa większe uszkodzenia, Cesar robi króciutki instruktaż korzystania z pojazdu, którym jest Suzuki Nomad (u nas Vitara) z automatyczną skrzynią biegów, otwieranym dachem i ogólnie w bardzo dobrym stanie (ma coś ok. 78.000 przebiegu). Płacę z góry 140 USD za 2 dni najmu oraz robię blokadę 800 USD na karcie, jako depozyt. W cenie jest ubezpieczenie z udziałem własnym w wysokości 300 USD oraz limitowany przebieg dzienny - 300 km (na Colcę to więcej, niż trzeba).
Włączam nawigację i ruszam. Po opuszczeniu strefy miejsko-przemysłowej, która kończy się za ogromną cementownią Yura, krajobraz staje się coraz piękniejszy. Niestety, jako kierowca nie mogę się ciągle rozglądać, tym bardziej że na serpentynowej trasie u stóp wulkanów trwa wyścig, kto wyprzedzi kolumnę powolnych ciężarówek w najmniej odpowiednim miejscu. Korzystam z tego wyścigu o tyle, że jadę sobie za autobusem liniowym (którego kierowca zna trasę na pamięć) i wyprzedzam wraz z nim, nie bacząc specjalnie na podwójne ciągłe i wskakując zawsze z powrotem na swój tor w odpowiednim momencie. Nie mogę jednak być niczego pewnym - chwilę temu zderzyły się tu dwa auta.

Image

Gdy kończy się serpentyna, wjeżdżam na rozległy płaskowyż. Po obu stronach szosy ciągnie się obszar zamieszkamy przez wikunie. Są zazwyczaj daleko od drogi, ale od czasu do czasu ich grupki zapędzają się znacznie bliżej. Zatrzymuję się przy jednej z nich - są płochliwe i niechętne do współpracy. Potem okazuje się, że dużo więcej można ich spotkać już po odbiciu na drogę do Chivay.

Image

Image

Image

Image

Dojeżdżam do punktu poboru opłat za przejazd drogą 34A (niecałe 8 SOL) i skręcam w lewo, na trasę 34E/1S/109, która prowadzi do Chivay, Cabanaconde i dalej. I tu jest już rewelacyjnie. Pusta, świetnie utrzymana (przynajmniej do Chivay) droga, która wiedzie przez surowy, ale piękny krajobraz. Są góry i wąwozy, długie proste i odcinki, jak jelita, błękitne niebo i strumyki, są alpaki, lamy i wikunie, a nawet minilodowiec.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przed wjazdem do Chivay jest szlaban i punkt sprzedaży Boleto Turistico, który obowiązujące przyjezdnych do szeroko rozumianego rejonu Colca (dla extranjero 70 SOL). Trzeba go nabyć niezależnie od tego, czy planujemy trekking, czy może tylko oglądanie widoków z miradores.
Tankuję tu jeszcze paliwo, bo dalej na mojej trasie nie ma już żadnych stacji i jadę dalej. Po drodze do oddalonego o 45 km hotelu mam jeszcze dwie kontrole mojego biletu (gdybym go nie miał, musiałbym dokonać zakupu w jednym z tych punktów). Ale co ważniejsze, mam co chwilę potrzebę zatrzymania się i podziwiania widoków. W okolicy Chivay kanion jest jeszcze dość płytki, a jego zbocza to niekończące się tarasy uprawne. Im dalej, tym głębokość kanionu się zwiększa, a otoczenie staje się coraz bardziej majestatyczne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Docieram do La Granja del Colca - małego hoteliku pomiędzy Mirador Cruz del Cóndor, a wioską Cabanaconde. No po prostu bajka! Co za widoki! Obiekt jest ulokowany na samym skraju zbocza kanionu w jednym z miejsc, w których jego głębokość jest największa, więc płynąca dołem Rio Colca wygląda, jak lśniący w słońcu kosmyk włosów. Szczyty na przeciwko w noszą się na blisko 6000 m.n.p.m., a za plecami widać solidne wyziewy z przebudzonego wulkanu Hualca Hualca, który 2-3 razy na godzinę kicha solidną porcją pyłów i gazów.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jestem na miejscu około 14:00 i o tej porze mam to wszystko tylko dla siebie. Oprócz mnie jest tu tylko 3-osobowa rodzina prowadzącą ten przybytek (małżeństwo i na oko 18-letni syn), dwa psy, kot i latające nad głowami kondory. Inni goście zaczynają docierać dopiero po 16:00 (w sumie zebrało się nas tutaj nie więcej, niż 15 osób).
Mój pokoik za 56 USD (expediowa stawka elastyczna ze śniadaniem) jest skromniutki, ale czysty i z werandą wychodzącą wprost na zbocze kanionu.

Image

Image

Image

Pora jest jeszcze wczesna, więc podążając za wskazówkami gospodarza idę na szlak, który ciągnie się aż do Cabanaconde. Nie docieram aż tam, bo mógłbym nie wrócić przed zmrokiem, ale nie sądzę, bym na dalszym odcinku zobaczył jeszcze piękniejsze widoki, niż te na odcinku godziny drogi od hotelu. Wspaniałe miejsce.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ta drewniana konstrukcja, to jedno z wielu zadaszeń stawianych w licznych punktach widokowych, które budowane są obecnie wzdłuż wielokilometrowego szlaku trekkingowego przebiegającego m. in. w sąsiedztwie La Granja del Colca. Nie sprawdzałem dokładnie, gdzie jest jego początek i koniec, ale podejrzewam, że ciągnie się co najmniej od Chivay do Cabanaconde. Widać, że mocno inwestują tu w infrastrukturę dla turystów. Dochody z Boleto Turistico nie idą na marne.

Gdy wracam do hotelu, zaczynam odczuwać spadającą powoli temperaturę, więc biorę szybko prysznic, póki zasoby nagrzanej przez słońce wody są wystarczające. Poza tym, w pokoju nie ma ogrzewania, więc to ostatnia chwila na oblucje, bo potem miałbym gwarantowane przeziębienie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Od 19:00 można zacząć zamawiać posiłki przygotowywane przez żonę właściciela i ich syna. Mój wybór jest nieco schematyczny, ale bezpieczny: Sopa Andina i Lomo Saltado oraz jakieś lokalne piwo. Drugie danie jest tak dobre, że aż idę podziękować pani kucharce za takie delikatesy.

Image

Image

Image

Image

Image

Wygrzewam się trochę przy kominku i idę sprawdzić, jak prezentuje się tutaj nocne niebo. Przy braku chmur i księżyca powinno być mnóstwo gwiazd, mimo, że jest tu trochę sztucznego oświetlenia. W ciągu dnia wypatrzyłem tu sobie taras z dużą skałą, która zgodnie z przewidywaniami świetnie odseparowuje od lampek na terenie hotelu. Staję tam, zadzieram głowę do góry i... z rozdziawioną gębą oglądam ciągnącą się przez całe niebo Drogę Mleczną. Widok nie jest wcale gorszy od tego, który podziwialiśmy z córką w ubiegłym roku w parku Arches w Utah. Aż żal, że nie mam ze sobą dobrego aparatu, by ten niesamowity obraz uwiecznić.
Chłód przegania mnie z powrotem przed kominek w restauracji, a potem, ściągając tylko buty i kurtkę, kładę się spać pod kilkoma warstwami kocy z wełny alpaki. W pokoju mam góra 10 st. C, więc rzekomy chłód w Hamptonie jawi mi się teraz niczym sauna. Absolutnie mi to jednak nie przeszkadza. Po tych wszystkich dzisiejszych wrażeniach warto nieco ochłonąć :D
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#42 PostWysłany: 11 Lip 2024 17:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7467
HON fly4free
Rankiem wychodzę szybko na ganek, by dogrzać się nieco promieniami słońca i spojrzeć na okolicę w zupełnie nowym świetle. Na wygrzewanie wylazłem z resztą nie tylko ja.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W restauracji jest już podawane śniadanie. Brak tu bufetu, ale zawartość donoszonych po kolei talerzyków jest bardzo przyzwoita.

Image

Image

Image

Zabieram manatki i ruszam w drogę powrotną do Arequipy, choć oczywiście z przystankami.
Najpierw jadę kawałek w stronę Cabanaconde, ale nie docieram do tej wsi, bo widzę, że teren dość gwałtownie się obniża, więc widoki na kanion nie będą już takie, jak wcześniej. Zawracam mniej więcej na wysokości lokalnego "Museo Juanita", do którego nie wszedłem, bo z infornacji dostępnych w internecie wynika, że jest ono ciągle w powijakach. W pobliżu natykam się jednak na ciekawy, bo zdobiony darami natury, a nie atłasowymi suknami (jak do tej pory), krzyż.

Image

Po drodze do kolejnego punktu, którym ma być Geiser de Pinchollo (https://maps.app.goo.gl/o3SWajxZEBeiVFBN9), zatrzymuję się jeszcze na chwilę przy Mirador de Tapay, a potem Mirador Cruz del Cura.

Image

Image

Image

Image

Image

Niestety, poszukiwania gejzera spaliły na panewce i to na własne zyczenie :(
Dojeżdżam do szlabanu, strażnik mnie przepuszcza i jadę szutrową drogą w górę. Po drodze dwa razy przejeżdżam przez całkiem wartki strumyk (samochód z niskim zawieszeniem raczej by się tu nie nadawał do jazdy), mijam tablicę powitalną i docieram do mostu, za którym trasa jest już na moje oko zbyt "off road'owa", by jechać nią moim Suzuki. Wysiadam zatem i idę dalej pieszo, ale ścieżka pnie się w górę, a po gejzerze ani śladu. Na mapie widzę, że powinien on być w korycie rzeki, a ta płynie przecież spory kawałek od ścieżki, którą idę. Kręcę się jeszcze chwilę, ale ostatecznie rezygnuję z dalszych poszukiwań, wracam do auta i jadę dalej. Dopiero potem jeszcze raz przyglądam się mapie i widzę, że trzeba było jednak iść dalej tą ścieżką, bo przeszedłem dopiero połowę odcinka dzielącego mnie od gejzera. Bliżej celu skręca ona do rzeczki i dochodzi do tarasu, z którego można zejść do gejzera. Niestety, tam na miejscu szwankował mi internet z Orange i dokładny widok terenu odzyskałem dopiero wraz z dostępem do WiFi. Trochę szkoda, ale bądźmy szczerzy - jakimś nadzwyczajnym zjawiskiem (sądząc po zdjęciach) to ten gejzer nie jest.

Image

Image

Image

Jadę dalej. Zatrzymuję się w miejscowości Maca. Wjazdu do niej strzeże metalowy pomnik inkaskiego władcy przebijającego mieczem konkwistadora. Tuż obok jest Plaza Principal z kilkoma ustawionymi w jego rogach postaciami. Jedna z rzeźb jest naprawdę intrygująca. Naprawdę, nie wiem, cóż ma ona symbolizować :D .

Image

Image

Image

Image

Image

Do placu przylega całkiem przyjemny kościółek Iglesia de Santa Ana. Jego wnętrze nie jest już aż tak bogate, jak w barokowych kościołach w okolicy Cuzco, ale warto tu zajrzeć, choć na chwilę.

Image

Image

Image

Po dotarciu do Yanque zatrzymuję się na moment przy miejscowym kościele. I on musi być podpierany tam, gdzie trzęsienia ziemi nadwyrężyły ściany. Niestety, przed siłami natury nie chronią dostatecznie nawet czarnoskórzy święci.

Image

Image

Image

Image

Image

Przejeżdżam na drugą stronę Rio Colca. Po obu stronach mostu roztacza się widok na Banos Termales de Chacapi - lokalną atrakcję ze skalnymi basenami i wypożyczalnią kajaków, wokół której wyrosły liczne hoteliki nastawione na pobyty wypoczynkowe.

Image

Image

Image

Jadę dalej krętą drogą i kawałek dalej zatrzymuję się przy "Anfiteatro Occolli" - punkcie widokowym na leżące na przeciwko tarasy uprawne.

https://maps.app.goo.gl/vtyuxxoMntGyeYzE7

Image

Image

Kilkaset metrów dalej powinien znajdować się jeszcze Mirador San Antonio. Owszem, jest, ale za cholerę nie wiem, gdzie tu zostawić auto i rozpocząć wspinanie się na szczyt. Niestety, zaliczam dziś drugą wpadkę i nieco tym rozczarowany ruszam już w drogę do Arequipy.

Image

Image

Tak, jak wspomniałem wcześniej, auto oddaję przy jednym z centrów handlowych, a właściciel wypożyczalni podrzuca mnie do Hamptona. Chodzę sobie jeszcze po mieście. Na posiłek trafiam do polecanego na forum Zig Zag:

https://maps.app.goo.gl/oDZq69dJewdKxhob9

Przejście tam z hotelu nie trwa nawet 3 min. Zamawiam tu (ponownie) zupę andyjską, a na drugie stek z Alpaki (jej mięso jest ponoć bezcholesterolowe). Jedzenie jest wyśmienite, a i wystrój umila pobyt, zwłaszcza, że schody zostały zaprojektowane przez nie byle kogo, bo przez Monsieur Eiffel'a.

Image

Image

Image

Image

Na tym kończę kolejny dzień. Jutro rozpoczynam długą podróż do domu, która prowadzić będzie przez Limę, Santiago de Chile, Sao Paulo, Stambuł i Warszawę. W jednych miejscach będę góra kilka godzin, w innych nawet 3 dni ;)
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#43 PostWysłany: 11 Lip 2024 18:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
Świetne dwa ostatnie odcinki, czyta się i ogląda z zapartym tchem. Oczywiście wskakuje na moją listę "co robić przy ponownej wizycie w Peru". Kanion Colca oglądałem niestety tylko z okien Avianki.....
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#44 PostWysłany: 11 Lip 2024 21:41 

Rejestracja: 15 Sty 2011
Posty: 8198
HON fly4free
Potwierdzam renomę Zig Zag w AQP - świetne jedzenie, fajny wystrój io obsługa - można też zjeść na małym balkonie z widokiem na kościół i ulicę ale są tylko dwa malutkie stoliczki. Oczywiście warto wziąć pod uwagę, że nie jest to specjalnie budżetowa kanapa zwłaszcza jak na warunki peruwiańskie ;-)
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#45 PostWysłany: 15 Lip 2024 20:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7467
HON fly4free
Tradycji musiało się stać zadość - jestem już od tygodnia w domu, a relacja złapała mocną zadyszkę. Urobiony jestem po pachy, ale postaram się szybko dokończyć... Wracamy do Arequipy, a tam mam dzień wyjazdu z tego miasta.

Rano na śniadaniu jest straszny tłok. W Hamptonie gości tu jakaś duża grupa turystów z USA. W małej jadalni nie mieszczą się wszyscy, a w części na zewnątrz, mimo włączonych piecyków, jest zimno. Mam jednak szczęście, bo akurat zaraz obok mnie ktoś zwalnia mały stolik, więc szybko go anektuję i idę nakładać sobie jakieś jedzenie. Wracam, a tu dwie Amerykanki się zabierają za ów stolik (z leżącymi nań moimi szpargałami). Widzą moje skonfudowanie, więc pytają, czy mogą się dosiąść, a ja na to, że owszem, ale chyba tylko jedna z nich, bo trochę tu mało miejsca dla 3 osób, a one na to, że się jakoś zmieścimy. Cóż, asertywność to jedna z tych cech charakteru, które mam głęboko ukryte, więc nie protestuję, choć komfortowo nie jest.

Wymeldowuję się i zamawiam taxi. Najpierw próba w Cabify. Pierwszy raz korzystam z tego narzędzia i dopiero teraz widzę, że jest tu specyficzny system ustalania ceny za przejazd - im więcej zaoferujesz, tym większa szansa na przyjazd kierowcy (swoją drogą, gdy czytam artykuły o rynku taksówkowym w Polsce po zmianach w przepisach, podejrzewam, że i u nas mogłoby się to przyjąć). Skladam ofertę z kwotą, która pojawiła się automatycznie, czyli 25 SOL, ale widzę, że obszar poszukiwania kierowcy powiększa się i powiększa, a odzewu nie ma, więc rezygnuję i sprawdzam Ubera. Tutaj kwota bazowa jest taka sama, ale od razu pokazuje się informacja, że będę czekać ok. kwadransa (jest godzina szczytu). Wersja "comfort" jest od ręki i tylko za 6 SOL drożej, więc biorę ją.
Wyjazd w kierunku lotniska to o tej porze jeden wielki korek, ale kierowca Homer (na szczęście nie Simpson :D ) jedzie jakąś okrężną i dość płynną drogą, więc trasa mija bezboleśnie, a na dodatek oferuje ładne (choć pod słońce) widoki na tutejsze wulkany.

Image

Sala VIP "Andes" (wejście na Priority Pass) ma potencjał, bo jest przytulnie urządzona, ale można tu co nieco ulepszyć.
Po pierwsze, duże okno z widokiem na płytę i na wulkany jest niepotrzebnie "zmrożone". Byłyby przez nie bardzo ładne widoki, a tak, to trzeba patrzeć między matowymi paskami.
Po drugie, oferta gastronomiczna jest słabiutka (nie ma nawet wina), ale rekompensują mi to jednym drobnym akcentem: mają tu Cusquena Negra!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Czas zaokrętować się na lot do Limy, bo mój A319 już czeka. Jest najstarszy z dotychczasowych, a ma chyba najwygodniejszy fotel, taki oldschool'owy. No i udało się wreszcie połączyć z ich pokładowym WiFi!

Image

Image

Image

Co ciekawe, z przodu samolotu, przed kotarą są 3 rzędy, ale w trzecim z nich siedzi aż sześć osób. Nie ma tam zablokowanego środkowego fotela B i D. Zapewne zostały sprzedane nie jako premium economy, tylko jakieś "more legroom", czy inny "preferred".

Lot obfituje w piękne widoki, w zasadzie od samej płyty lotniska, z której widać wulkany sąsiadujące z Arequipą. I gdyby jeszcze catering mnie czymkolwiek zaskoczył w porównaniu z poprzednimi krajówkami :D

Image

Image

Image

Image

Image

W Limie mam ok. 2 godzin między lotami, więc wpadam na lekką gastronomię i kieliszek wina do saloniku Sumaq (ten już jest w ramach biletu, gdyż kolejny lot jest międzynarodowy). Oferta spożywcza jest zaskakująco obfita, choć wino dostaję nieco pokątnie, bo część barowa jest akurat zamknięta z uwagi na gruntowne sprzątanie. Salonik jest jednak wart odwiedzenia. Jest bardzo przestronny, z masą wygodnych foteli i stolików.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Czas zameldować się na lot do Santiago de Chile. To taki trochę durnolot, bo udaję się tam głównie po to, by spędzić noc na lotnisku i o świcie udać się do Sao Paulo. Cóż, tak wyszło, ale nie żałuję, bo Chile jest zawsze miło odwiedzić, nawet jeśli tylko na tak krótko.

Trasa jest międzypaństwowa, więc i na stoliku ląduje coś więcej, niż chipsy i batonik zbożowy.

Image

Image

Strasznie szkoda, że do SCL zbliżamy się już po zmroku, bo nie mogę w pełnej krasie podziwiać majestatycznych Andów. Nawet jednak o zmierzchu, to co majaczy w dole jest piękne.

Image

Po wylądowaniu udaję się bez zbędnej zwłoki do saloniku LATAM, by zrealizować tam misję "nocleg za friko".

Image

Image

Niestety, jest jedna skucha, której się jednak spodziewałem po przeczytaniu jakiś czas temu jednego z wpisów @marek2011. Otóż, po ostatniej wizycie na tym lotnisku w 2022 r., gdy zachwycałem się tamtejszym salonikiem flagowym LATAM, założyłem sobie, że i tym razem trafię właśnie do niego. Nie pomyślałem jednak, że wówczas leciałem w klasie "premium business", a teraz w "premium economy". Niestety, mimo że (jak opisywałem to wcześniej), są to produkty w pewnym sensie zamienne, akurat w przypadku saloników w Santiago de Chile traktowane są odmiennie, w związku z czym zostaję skierowany nie do wejścia pierwszego od lewej (tam jest ten salonik z 2022 r.), tylko do środkowego (jest jeszcze wejście po prawej stronę - tam jest salonik dla posiadaczy odpowiedniej karty kredytowej). Na szczęście, salonik środkowy, niby dla nieco mniej "premiumowego" sortu klientów, jest nadal świetny. Owszem, jest mniejszy i oferuje nieco skromniejsze usługi, niż znajdujący się za ścianą mistrz Ameryki Południowej (moim skromnym zdaniem), ale i tak mógłby być wzorem dla administratorów naszego stołecznego lotniska, bo żaden z saloników w Warszawie nie mógłby z nim konkurować.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z mojego punktu widzenia, najistotniejsze jest dziś pomieszczenie z leżankami. Cóż, nie jest to to samo, co sleeping rooms w saloniku flagowym, ale i tu jest bardzo przyjemnie. W sporej wielkości pomieszczeniu odseparowanym od reszty saloniku znajduje się 5 "pokoików", a w każdym z nich można się rozłożyć na wygodnym łóżku z poduszką i kołdrą (wymienianymi po poprzednim gościu).

Image

Image

Panie w recepcji informują, że leżanek nie można rezerwować, więc robię tak, że w pierwszej kolejności biorę prysznic w jednej z kilku przestronnych łazienek.

Image

Image

Image

Potem korzystam z oferty gastronomicznej, a gdy fala wieczornych odlotów opada, spokojnie idę do "sypialni", w której mogę sobie wybierać do woli, bo z 5 pokoików, trzy są wolne. Jest około 23:00 i mogę sobie pospać do 4:00, z czego skrzętnie korzystam :)
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#46 PostWysłany: 16 Lip 2024 03:57 

Rejestracja: 15 Sty 2011
Posty: 8198
HON fly4free
@tropikey: to dziwne, wprawdzie ostatnio leciałem w Premium C, ale poprzednim razem w Premium Y (wtedy był to lot do AEP) i też miałem wstęp do Signature Lounge a nie tego środkowego. No chyba że wtedy babka w recepcji się pomyliła i mnie tam z rozpędu skierowała. Możliwe też, że zależy to też od konkretnej trasy (czy jakiś innych czynników): AEP jest kierunkiem zdecydowanie prestiżowym (biznesowo), a LA nie oferuje na tej trasie produktu C, z kolei GRU jest oczywiście też prestiżowe, ale tu w ofercie jest zarówno klasa C jak i PE w zależności od rotacji.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#47 PostWysłany: 16 Lip 2024 04:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7467
HON fly4free
Tak, to może chodzić o kierunek. Ta moja wizyta w 2022 r. była też przed lotem do Buenos Aires (w C przyleciałem z JFK, a potem Y+ do AEP).
Góra
 Relacje PM off  
 
#48 PostWysłany: 16 Lip 2024 08:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 370
Loty: 1219
Kilometry: 2 433 138
platynowy
@tropikey - rozumiem, że tych łóżek/pokoików w saloniku nie dało się wcześniej zarezerwować. A miałeś jakiś plan B na tą noc jakby wszystko było zajęte? (ja dodam, że w podobnej sytuacji jechałem do pobliskiej LaQuinty z darmowym transferem - ale loty miałem w economy więc bez szans na ten salonik)
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off  
 
#49 PostWysłany: 16 Lip 2024 08:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7467
HON fly4free
Planem B było kimanie w fotelu :D
Oczywiście, w tym lepszym "Signature" byłoby w takim wypadku dużo lepiej, bo foteli różnej maści jest od groma, ale i w tym "gorszego sortu" dałoby radę bez problemu rozłożyć się na dwóch (widziałem takie osoby).
Wydaje mi się jednak, że ryzyko braku leżanki nie jest duże. Po 22:00 ruch w saloniku stopniowo maleje i od 23:00 jest minimalny, choć pewnie w przypadku jakiegoś szczytu urlopowego może być nieco gorzej (wtedy lepiej brać wolne łóżko od razu).
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 49 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group