Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 57 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 28 Lis 2022 14:28 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
5min spacerem o 6.00 rano na pusty żołądek? Bez problemu. Ale postanowiłem też, że pierwszy posiłek zjem z najlepszym widokiem w życiu o tej porze :D

A najlepsze w tym wszystkim było to, że tak jak dzień wcześniej było prawie jak nad Morskim Okiem to teraz byłem tylko JA :D Żałowałem jedynie, że wstałem trochę za późno więc już było dość jasno.

Załącznik:
PT (10 z 38).jpg

Załącznik:
PT (2 z 38).jpg

Załącznik:
PT (3 z 38).jpg

Załącznik:
PT (4 z 38).jpg


Po powrocie szybkie pakowanie i w drogę na dół. 9km zleciało w miarę szybko i nie powiem, żebym nie czuł radości na powrót do cywilizacji😀
Załącznik:
PT (5 z 38).jpg

Załącznik:
PT (7 z 38).jpg


Odebrałem z mojego hotelu niepotrzebne rzeczy, poprosiłem też o kontakt z Cal Tur, żeby ogarnęli mi bilet. Okazało się to nie takie proste bo w El Chalten internet i sieć mają raczej okazyjnie, moja karta Claro też pokazywał sygnał ale internetu brak😦

Jedyna opcja jaka mi pozostała to spacer z całym majdanem na dworzec licząc,że będą wolne miejsca. Po drodze szybkie empanadasy, magnes i biegiem na dworzec bo zbliżała się 13.00.

Załącznik:
PT (11 z 38).jpg


Na szczęście okazało się,że miejsca są - 4000ARS wyszło oczywiście sporo taniej niż ta sama kwota zapłacona online z PL. Zaleta to dolar blue ale wada to ryzyko braku miejsc. Co kto woli.
Caltur jak zwykle nie zawiódł (choć chyba ze względu na pełen autobus przepisali mnie na innego przewoźnika), wyjazd punktualnie o 13.00, przyjazd ok. 16.00. Tym razem wiedząc,se najlepsze widoki będą za nami postawiłem na komfort. Fotele na dolnym pokładzie są o wiele szersze i wygodniejsze( choć tym na górze nic nie brakuje). Obudziłem się w okolicach lotniska, przed samym dworcem ( autobusy zgarniają stamtąd również ludzi, jakby ktoś potrzebował jechac od razu z lotniska).
Załącznik:
PT (12 z 38).jpg

Mam ogólną niechęć do taksiarzy( uber/Cabify w El Calafate nie dziala) ale postanowiłem zaryzykować bo nie miałem najmniejszej ochoty 2km zasuwać, już wystarczy. Miła niespodzianka, kurs wdg licznika - 500ARS do centrum😀

Szybki meldunek w Calafate Hostel i ruszyłem na miasto. Ja wiem, że w toalecie nie ma nic atrakcyjnego, ale dla mnie to było duże przeżycie w tamtym momencie :) Jeszcze parę słów odnośnie samego hostelu. Dobra lokalizacja i cena, 2os pokój z prywatna łazienka i śniadaniem(bez szału ale bylo i to no limit) za 100zl. Mają też dormy dla desperatów. Bardzo polecam.
Załącznik:
PT (13 z 38).jpg

Załącznik:
PT (14 z 38).jpg


Miasto to określenie zdecydowanie na wyrost. Życie toczy się w zasadzie na jednej, głównej ulicy. Musiałem uzupełnić zapasy przed wyjazdem do Chile ale uznałem, że pomimo iż na pewno przepłacę to nie będę ryzykował zakupów przed przekroczeniem granicy. Tak więc oddałem się uciechom tu i teraz😀

Na lody zapraszam tutaj.

https://goo.gl/maps/fBFk8XE3vpQwF7n9A

Za to monstrum zapłaciłem 6zl😀 Chciałem spróbować ich przysmaku czyli dulche de leche. Wziąłem wszystkie warianty😀
Załącznik:
PT (15 z 38).jpg


Poszwendałem się po sklepach i przyszedł czas na kolację. Szybki research w Google I trafiłem tu:

https://goo.gl/maps/42H5UBLbatnHtUP18

Przechodziłem już wcześniej koło tego miejsca i było pusto w środku. Okazało się że tutaj się jada od 19.00 najwcześniej (cześć knajp otwiera się wtedy dopiero) a na stolikach same tabliczki z rezerwacją. Na szczęście znalazł się jeden stolik, pod warunkiem że uwinę się do 20.30, jak dla mnie żaden problem😀. A potem pojawił się on. 400g wołowinki medium rare, miałem chwilowo dość zupek chińskich, poza tym budżet 70zł na 4 dni to rozsądna kwota😁
Załącznik:
PT (16 z 38).jpg

Załącznik:
PT (17 z 38).jpg


Ciężko było zasnąć po takiej dawce kalorii ale w końcu się udało. Następnego dnia czas na Chile!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#22 PostWysłany: 28 Lis 2022 14:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6684
HON fly4free
Widzę, że mrożone ciągoty kulinarne mieliśmy bardzo podobne :D
Góra
 Relacje PM off
OSK lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 28 Lis 2022 14:41 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Dopiero w Twojej relacji zauważyłem, że to sieciówka
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 29 Lis 2022 15:10 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Przewozy El Calafate-Puerto Natales obsługuje m.in. Bus Sur. To chilijski przewoźnik, który ma spora siatkę połączeń. Również bardzo polecam, bo wszystkie bilety z nimi miałem o czasie i bez żadnych przygód. Radzę zarezerwować bilety wcześniej, bo płacimy w CLP więc kurs taki sam jak na miejscu. A obłożenie mają duże, pomimo że mają 2 autokary o 8.00 i 8.30. Generalnie to busbud.com i wszystko można sprawdzić. Albo bezpośrednio, ceny te same.

Widoki za okiem raczej monotonne, ale miały swój klimat.

Załącznik:
PT (19 z 38).jpg


Kiedyś się spotkamy na trasie :D

Załącznik:
PT (20 z 38).jpg


Przejazd miał trwać 5h a trwał 7h. Nie było w tym absolutnie winy przewoźnika. Wszystko przez kontrolę na granicy AR/CHL. Przejście nazywa się Rio Don Guillermo. Argentyńczycy uwinęli się w miarę sprawnie z całym autokarem, pomimo że kilka osób, włącznie ze mną musiało dwukrotnie podchodzić do okienka. Dlaczego? Nie wiem, coś między sobą dyskutowali, ostatecznie ‘gracias’ i po temacie.
Załącznik:
PT (22 z 38).jpg

Załącznik:
PT (23 z 38).jpg


Cyrk zaczął się po stronie Chile. Wszyscy z paszportami i małym bagażem na zewnątrz. Otwarte luki bagażowe przejrzał sympatyczny labrador, nie omieszkał też parę razy przejść się w środku 😀 Najpierw szczepienia, dalej paszport, na koniec podręczne do prześwietlenia. Czytałem przed wyjazdem o cyrkach jakie robią w temacie przewozu żywności. Rozumiem, świeże mięso czy owoce. Ale suszone owoce, czy miód???. Poniżej pełna lista, podpisujemy się pod tym czy coś wwozimy czy nie.

Załącznik:
PT (21 z 38).jpg


Lepiej zaznaczyć ‘si’ bo ewentualnie nam zabiorą, w przeciwnym razie spory mandat. Przygotowałem się na to, w ten sposób, że część rzeczy pochowałem po kieszeniach w kurtce, część zostawiłem w małym plecaku licząc na to, że oryginalnie zapakowane przejdą. Nie miałem zamiaru bez walki stracić połowy mojej karmy na najbliższe dni :twisted:
Co z tej kontroli? Jedno wielkie nic. Wszystko przeszło, włącznie z otwartą Mieszanką Studencką, którą celowo zostawiłem w kieszeni fotela i otwartą Krakowską w plastrach.

Do Puerto Natales dokulaliśmy się ok. 16.00. Po dojściu do mojego hostelu moim oczom ukazał się taki widok.
Załącznik:
PT (24 z 38).jpg


Lekko mnie zmroziło, że dałem się nabrać i coś takiego jak Hostel 53 Sur już nie istnieje, ale okazało się że mieści się on dokładnie w tym budynku. Nie wiedzieć dlaczego, właściciele po prostu nie pomyśleli,żeby go jakoś oznaczyć w celu ułatwienia identyfikacji. Otworzyła bardzo sympatyczna dziewczyna o imieniu Carolina i już po kilku minutach dostałem swój pokój. Warunki dość spartańskie, ale dla mnie cały czas to był wysoki standard, biorąc pod uwagę co mnie od następnego dnia miało znów czekać. W cenie 80zł miałem jednoosobowy pokój ze wspólną łazienką i śniadaniem, w którym nawet znalazła się mini jajecznica, więc uważam, że całkiem ok.

Czas ruszyć na miasto. Szybko okazało się, że w Puerto Natales nie ma nic co sprawiałoby, że warto tam siedzieć dłużej niż to konieczne. Jedyne co w miarę się prezentuje to promenada, aczkolwiek jej potencjał jest kompletnie niewykorzystany. Żadnych knajp, barów, nic. Pusto.
Załącznik:
PT (25 z 38).jpg

Załącznik:
PT (33 z 38).jpg

Załącznik:
PT (38 z 38).jpg

Załącznik:
PT (39 z 38).jpg


Jedyne widoki, które zrobiły na mnie jakiekolwiek wrażenie to właśnie z promenady i graffiti, których jest w okolicy całkiem sporo.
Załącznik:
PT (31 z 38).jpg

Załącznik:
PT (32 z 38).jpg

Załącznik:
PT (34 z 38).jpg

Załącznik:
PT (36 z 38).jpg

Załącznik:
PT (27 z 38).jpg

Załącznik:
PT (28 z 38).jpg

Załącznik:
PT (29 z 38).jpg

Załącznik:
PT (30 z 38).jpg

Załącznik:
PT (37 z 38).jpg


Wracając do centrum w oczy rzucił mi się protest pod kościołem. Jak się później okazało byli to strażnicy z Torres Del Paine, którzy domagali się lepszych płac. Podobno dostają 450USD/m-c, jeśli rzeczywiście tak jest to biorąc pod uwagę choćby koszty żywności to za dobrze nie mają.. Kasę postanowiłem wymienić w kantorze – kurs 1USD =900CPL. Obskoczyłem w międzyczasie chyba wszystkie bankomaty i każdy chciał haraczu za wypłatę od 5000 do 8000CLP.
Nie zamierzałem tracić więcej czasu, więc po wizycie w supermarkecie i zjedzeniu przeciętnej shawarmy wróciłem do hostelu. Po drodze zakupiłem jeszcze truskawki - bez smaku.
Załącznik:
PT (26 z 38).jpg


Szybkie przeorganizowanie ciuchów, część do depozytu i rano 7.00 odjazd z dworca do parku. Powoli oswajałem się z myślą, że rozgrzewka w Argentynie zrobiona, czas na 4- dniowy maraton :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
marcin.krakow uważa post za pomocny.
 
 
#25 PostWysłany: 30 Lis 2022 12:36 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Jedną z firm, która organizuje przejazdy do parku jest również Bus Sur, którym przyjechałem z Argentyny. Koniecznie radzę zarezerwować bilety przed przylotem i to nie na ostatnią chwilę, kupowałem z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i już miejsca były mocno przebrane. Koszt 50PLN w jedną stronę.
Już na dworcu w PN wiedziałem, że będzie inaczej niż w Argentynie. O 7.00 odjeżdżało chyba z 5 autokarów, różnych przewoźników, każdy załadowany na full. Są też odjazdy w godzinach popołudniowych więc ruch w interesie jest.
Załącznik:
PT (1 z 1).jpg

Droga do parku to ok. 2h do pierwszego przystanku czyli Laguna Amarga. Jeśli ktoś jedzie do Pudeto to trzeba doliczyć ok.1h.
Załącznik:
PT (2 z 21).jpg

Muszę tu wspomnieć o kwestiach logistycznych związanych z organizacją wizyty w parku. A nie jest to sprawa łatwa. Po pierwsze trzeba się zdecydować czy wejście będzie jednodniowe czy na dłużej. Sporo osób szło tylko do głównego punktu widokowego i wracało w ten sam dzień do Puerto Natales. Ale duża część, sądząc po wielkości plecaków zostawała na kilka dni. I zdecydowanie polecam tą opcję . Z zastrzeżeniem, że zabierzecie się za rezerwacje noclegów z co najmniej kilkumiesięcznym(!!!) wyprzedzeniem. Kluczowy jest tu camp o nazwie Chileno. To z niego wychodzi się na główny punkt widokowy czyli Lago Torres. Często ludzie idą z niego na wschód słońca, ja to świadomie opuściłem, ale o tym za chwilę .

Wszystkie noclegi muszą być zarezerwowane przed przyjazdem do TDP. Od kliku lat obowiązuje ta zasada. Najbardziej popularnymi opcjami na zwiedzanie parku są 2 trasy o wybitnie skomplikowanych nazwach :
- O
-W
I to w swej, krótkiej formie pokazuje dokładnie jak będzie przebiegać naszą trasa – albo dookoła parku, co zajmuje ok. 7-8 dni, albo część południową z trzema podejściami do kluczowych punktów widokowych. Poniżej mapka parku.
Załącznik:
o-w-circuit-map.jpg


Ja wybrałem wersję W, która jest najbardziej popularna. Przewidziane jest na niego 5dni/4 noce. Ja podniosłem sobie poprzeczkę i zdecydowałem się na 4dni/3noce. Dzięki temu o jeden dzień dłużej będę mógł się byczyć na Copacabanie😀

Z kwestii logistycznych pozostaje jeszcze wybór kierunku trekkingu, czyli wschód-zachód albo odwrotnie. Najczęściej ludzie zaczynają od lewej i kończą na wschodniej części. Ja niestety musiałem to odwrócić, bo camp Chileno był wolny tylko na pierwszą noc, później już nie. Obserwowałem dostępność przez parę tygodni i nic się nie zmieniło. Aczkolwiek zdarzają się podobno sytuacje gdzie jakaś agencja rezygnuje i pojawiają się na chwilę wolne miejsca.

Na koniec spraw organizacyjnych pozostaje wybór standardu, który będzie na nas czekał w campach. Począwszy od kawałka trawy, bądź platformy do rozbicia namiotu(też konieczne rezerwacje) a kończąc na prywatnych pokojach. To samo z jedzeniem – albo własne, albo zamówione w momencie rezerwacji. I może to być prowiant na drogę lub posiłki na miejscu. Teoretycznie można sobie zamówić posiłek już po zameldowaniu, ale dwa razy widziałem sytuację gdzie odmówiono śniadania komuś kto chciał zapłacić na miejscu – kuchnia ma ograniczone możliwości.

Mój pakiet obejmował 3 noclegi – 1 x kawałek trawy, 2 x platforma drewniana. W porównaniu do Argentyny to i tak luksus bo mamy dostęp do prysznica, toalety i ‘kuchni’ :) Jedzenie oczywiście we własnym zakresie, polecam sprawdzić ceny przed decyzją 😀 Przykładowo – piwko 35zl, pizza 85zl(jak akurat mają) i to daje już nam jakiś pogląd.

Noclegi jakby co rezerwujemy (i przedpłacamy) tu:

https://lastorres.com/en/
https://reservas.verticepatagonia.cl/index.xhtml

Dlaczego 2 linki? Bo są dwie firmy zarządzające kampingami. Ceny, w moim przypadku to od 12USD za kawałek trawy do 37USD(!!!) za kilkanaście drewnianych desek. Ale oczywiście można sobie zaklepać prywatny pokoik za jedyne 200USD, a np. suite room w hotelu Las Torres kosztuje jedyne 730USD :shock:

Nie trzeba również nosić dobytku na plecach będąc w parku, wszystko można zarezerwować i namiot będzie czekał – dwójeczka za jedyne 140USD. Dodając kolację i lunch box robi się 250USD. ZA DOBĘ. A może mountain cabin za 400USD bez jedzenia? Opcji jest naprawdę mnóstwo😀. Ceny są chore, jak dla mnie niczym nieuzasadnione. Po prostu golą turystów na maxa.

Bus Sur jak i inni przewoźnicy dowożą do punktu o nazwie Laguna Amarga – kto tam wysiada, bierze busa na ostatnie 7km, który podjeżdża pod kasy parku.
Załącznik:
PT (3 z 21).jpg

Z racji tego, że bilet już miałem kupiony to od razu ruszyłem wiedząc, że przede mną ostre podejście do Chileno. Niby tylko 4,5km ale 400 w pionie, z plecakiem 12kg zrobiło swoje. Dodatkowo niemiłosierny upał! Przygotowany byłem na wiatry, zimno, deszcze a mogłem paradować w krótkich spodenkach. Gdyby nie kijki trekkingowe to chyba bym padł.
Załącznik:
PT (4 z 21).jpg

Załącznik:
PT (6 z 21).jpg

Załącznik:
PT (7 z 21).jpg

Załącznik:
PT (8 z 21).jpg

Załącznik:
PT (9 z 21).jpg


A tutaj mamy przykład jak nie należy się pakowac. Współczułem tej Pani, miała ewidentnie dojść, a spotkałem ją na drugim kilometrze :o
Załącznik:
PT (5 z 21).jpg


Szybki meldunek w Chileno i czas rozstawić namiot.

Stwierdziłem, że skoro jest dość wcześnie zaliczę główny punkt widokowy jeszcze dzisiaj, korzystając z fantastycznej, bezchmurnej pogody. To było najlepsze co mogłem zrobić, na następny dzień rano na pewno wschód słońca nie był spektakularny, bo było mocno pochmurno.

Jeszcze parę słów o Chileno. Decydując się na własny namiot, trzeba KONIECZNIE pamiętać o tym, żeby mieć ze sobą zapasowe odciągi do namiotu-rozbijamy się na drewnianej platformie, która ma co prawda haki do zaczepienia ale są one w takich odległościach od siebie ,że nie ma opcji zaczepić się bez przedłużenia w przypadku małych namiotów. Sam kamp to typowe schronisko wysokogórskie jak u nas w Tatrach. Są prysznice, toalety ale nie ma kuchni. Można sobie coś ugotować na zewnątrz ale nie ma gdzie umyć naczyń, na szczęście obok płynie wartki strumyk. Można kupić piwko, przekąski itp I nawet jest wifi(we wszystkich kampach był, ale wolny, tak przynajmniej mówili). Jedyne 8USD/godz.
Załącznik:
PT (22 z 21).jpg

Załącznik:
PT (11 z 21).jpg

Załącznik:
PT (10 z 21).jpg

Posilony zupką ruszyłem w dalszą drogę. 4,5km w jedną stronę, 600m w pionie. Na szczęście szedłem na lekko, ale i tak było co robić, szczególnie na ostatnim odcinku. Po drodze zauważyłem taki znak:
Załącznik:
PT (12 z 21).jpg

I pojawiał się on codziennie w miejscach gdzie zaczynało się podejście. Domyślam się,że gdyby nie strajk strażników to byłoby to egzekwowane.
Załącznik:
PT (13 z 21).jpg

Podejście jest dziadowskie, luźne skały i końca nie widać. No ale w końcu dotarłem:
Załącznik:
PT (14 z 21).jpg

Załącznik:
PT (15 z 21).jpg

Załącznik:
PT (16 z 21).jpg

Załącznik:
PT (18 z 21).jpg

Załącznik:
PT (19 z 21).jpg


Miejsce absolutnie genialne, mimo dużej ilości ludzi można znaleźć spokojne miejsce. A jak tylko jednodniowcy zaczęli schodzić to zrobiło się pusto i cicho do tego stopnia, że uciąłem sobie drzemkę :)

Jeszcze zaopatrzenie się w wodę na powrót i można wracać. Cisza i spokój, szło się bardzo przyjemnie.
Załącznik:
PT (20 z 21).jpg

Załącznik:
PT (21 z 21).jpg

Szybki prysznic, kolacja i relaks. Jutro będzie trochę spokojniej, ale to tylko cisza przed burzą!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 30 Lis 2022 14:31 

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 283
Loty: 178
Kilometry: 329 695
niebieski
Przepiekna czesc swiata! Pozmienialo sie tam z noclegami, w 2015 nie bylo wymogu rezerwacji. I straznicy wyganiali z punktow widokowych przed czasem zamkniecia szlaku
Góra
 Relacje PM off
OSK lubi ten post.
OSK uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 30 Lis 2022 14:42 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Trafiłem na dobry okres gdy ich nie było

Ale dziś zauważyłem,że już się niby dogadali więc chyba wrócili do swoich obowiązków.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 01 Gru 2022 14:02 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
W planach na dziś było tylko 12km - zejście z Chileno i przejście do kolejnego campu czyli Los Cuernos. Większość trasy w dół albo po płaskim więc spacer, jedynie plecy trochę bolały :) Trasa biegła wzdłuż jeziora o niepasującej do otoczenia nazwie czyli Lago Nordenskjöld. Był to jedyny dzień gdzie udało mi się spotkać Polaków na szlakach Patagonii, i to wcale nie najmłodszych. Starsze małżeństwo wędrowało w przeciwnym kierunku.

Załącznik:
PT (1 z 39).jpg

Załącznik:
PT (2 z 39).jpg

Załącznik:
PT (3 z 39).jpg

Załącznik:
PT (4 z 39).jpg

Załącznik:
PT (5 z 39).jpg


Trasa biegła wzdłuż jeziora o niepasującej do otoczenia nazwie czyli Lago Nordenskjöld.
Załącznik:
PT (6 z 39).jpg

Załącznik:
PT (7 z 39).jpg

Załącznik:
PT (10 z 39).jpg


Po drodze herbatka z widokiem. Ogólnie w TDP jest zakaz wzniecania ognia poza kampami, ale nie mogłem sobie odmówić. Teren całkowicie kamienisty, więc zagrożenia brak.
Załącznik:
PT (1 z 1).jpg


Nie dziwię się jednak, że w prowadzili ten zakaz – w 1985r. w wyniku zaprószenia ognia przez turystę spaliło się 150km2 lasów. Następnie w 2005r – przez czeskiego turystę spaliło się również 150km2. A w grudniu 2011 jakiś idiota z Izraela podpalił rolkę papieru toaletowego i z dymem poszło 176km2 terenu. Zarówno Czesi jak i Żydzi dofinansowali park w ramach zadośćuczynienia ale efektów jakoś nie widać – duża część terenu, szczególnie w części zachodniej wygląda tak:
Załącznik:
PT (2 z 1).jpg

Załącznik:
PT (24 z 39).jpg


Te 12km można spokojnie zrobić w 3h, ale po co się spieszyć skoro takie widoki po drodze?
Załącznik:
PT (8 z 39).jpg

Załącznik:
PT (9 z 39).jpg

Załącznik:
PT (14 z 39).jpg

Załącznik:
PT (15 z 39).jpg

Załącznik:
PT (20 z 39).jpg

Załącznik:
PT (21 z 39).jpg

Załącznik:
PT (22 z 39).jpg

Załącznik:
PT (23 z 39).jpg

Załącznik:
PT (25 z 39).jpg


Były miejsca, gdzie na szerokość mieściła się tyko jedna osoba, nie tylko w tym miejscu zresztą. Częste mijanki spowalniały dość mocno.
Załącznik:
PT (11 z 39).jpg


Tutaj dowód na to,że w adidaskach może być ciężko.
Załącznik:
PT (17 z 39).jpg

Załącznik:
PT (18 z 39).jpg


Był też czas na zabawy z makro. Ogólnie wiosna w pełni.
Załącznik:
PT (12 z 39).jpg

Załącznik:
PT (13 z 39).jpg

Załącznik:
PT (16 z 39).jpg

Załącznik:
PT (19 z 39).jpg


Zacząłem zbliżać się do celu – w oddali lodowiec Frances.
Załącznik:
PT (26 z 39).jpg


I pierwsze domki w Los Cuernos. Nie powiem – z ładnym widoczkiem.
Załącznik:
PT (27 z 39).jpg

Doszedłem ok. 16.00, a rozbijanie namiotu zacząłem od ugaszenia pragnienia. :D
Załącznik:
PT (28 z 39).jpg


Los Cuernos jest położone w pięknym miejscu, nad samym brzegiem jeziora. Z widokiem na wieże, ale od przeciwnej strony niż wczorajszy punkt widokowy oraz na lodowiec Frances. Posiada pełne zaplecze w postaci knajpy, kuchni, pryszniców, toalet. Darmowy jest również wrzątek – nie trzeba zużywać swojego gazu. Bardzo czysto i ogólnie fajna atmosfera – polecam każdemu zatrzymać się tutaj. Jest osobna kantyna dla niekorzystających z restauracji, włącznie ze zmywakiem. Platformy są fajnie ukryte w zaroślach.
Załącznik:
PT (29 z 39).jpg

Załącznik:
PT (30 z 39).jpg

Załącznik:
PT (31 z 39).jpg

Załącznik:
PT (33 z 39).jpg

Załącznik:
PT (34 z 39).jpg

Załącznik:
PT (32 z 39).jpg


Dla większości ludzi wieczorem ważniejsze było przesiadywanie w knajpie, ja jednak nie mogłem odpuścić zachodu słońca. Nikogo w promieniu kilkuset metrów. Bajka.
Załącznik:
PT (35 z 39).jpg

Załącznik:
PT (36 z 39).jpg

Załącznik:
PT (37 z 39).jpg

Załącznik:
PT (38 z 39).jpg


Jak się później okazało to był najłatwiejszy dzień w TDP…


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#29 PostWysłany: 01 Gru 2022 15:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1674
Loty: 787
Kilometry: 1 827 150
platynowy
Warto robić całe W? Czy robiąc jednodniówkę dużo się straci. Widzę zdjęcia, ale lepiej mieć subiektywną opinię
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#30 PostWysłany: 01 Gru 2022 16:19 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Nie da rady zobaczyć wszystkiego bez W. Możesz iść na wieże, jak ja w pierwszy dzień i wrócić. Albo lodowiec Grey z katamaranem w inny dzień (lewa kreska W). Ale to dwie osobne wycieczki i dwa wejscia do parku. Chyba,że zaszalejesz, przyjedziesz autem i weźmiesz nockę w hotelu na terenie parku.

Moim zdaniem W jest warte wysiłku. Zawsze możesz dołożyć jeden dzień i rozłożyć to w czasie.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
cart lubi ten post.
cart uważa post za pomocny.
 
 
#31 PostWysłany: 03 Gru 2022 15:34 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
W 3. dniu wiedziałem,że nie będzie lekko, ale po kolei. Plan był taki, żeby zrobić środkową część literki W. Oznaczało to podejście do Mirador Britanico, zrzucając po drodze główny plecak (dymać 10km pod górę i 900m w pionie nie zamierzałem). Dalej zejście i przejście do ostatniego kampu na mojej trasie czyli Paine Grande. Łącznie 23km, w tym 13km z całym dobytkiem. Pocieszające było to, że zachód słońca w okresie w którym byłem w Patagonii jest o 21.00 więc łażenie z czołówką mi raczej nie groziło :)

@cart jesli nie zostaniesz na noc to ten odcinek Cię ominie.

Pierwszy etap do poszukiwanie miejsca na przechowanie plecaka. Zostawienie go w Los Cuernos nie wchodziło w rachubę, bo musiałbym się później po niego cofać. Przed przyjazdem wyguglałem, że po drodze mija się kamp o nazwie Italiano, który notabene jest darmowy. Pomyślałem, że tam rozbiję namiot i zostawię w nim niepotrzebne rzeczy. Później okazało się jednak, że miejsce to wygląda jakby nie istniało, brak jakiekolwiek infrastruktury, kupa połamanych drzew, jakby przeszło tam tornado. Także, nie radzę nastawiać się na darmowe noce w TDP :)

Szlak po opuszczeniu Los Cuernos biegnie w niektórych miejscach nad samym brzegiem jeziora.
Załącznik:
PT (1 z 37).jpg

Załącznik:
PT (2 z 37).jpg

Załącznik:
PT (3 z 37).jpg


Po godzinie drogi a kilkaset metrów przed Italiano pojawił się budynek strażników (chyba) gdzie na zewnątrz można odpocząć i uzupełnić wodę. A co najważniejsze są regały na plecaki. Nie sposób nie zauważyć tego miejsca idąc głównym szlakiem.
Załącznik:
PT (21 z 37).jpg

O 9.00m rano zbyt wiele wolnego miejsca już nie było więc musiałem zrobić małe przemeblowanie :shock:

Batonik energetyczny i można iść dalej. Pierwszym charakterystycznym miejscem po drodze jest punkt widokowy na lodowiec Frances. Znajduje się w dolinie o tej samej nazwie, którą maszerujemy w górę do głównego punktu widokowego. Jest to lodowiec wiszący, z którego co jakiś czas dobiegają odgłosy małych lawin i pękających brył lodu.
Załącznik:
PT (4 z 37).jpg

Załącznik:
PT (5 z 37).jpg

Załącznik:
PT (6 z 37).jpg

Załącznik:
PT (14 z 37).jpg

Załącznik:
PT (15 z 37).jpg

Załącznik:
PT (17 z 37).jpg

Pozostałe 5km to mozolne podejście na główny punkt czyli Mirador Britanico.
Załącznik:
PT (7 z 37).jpg

Załącznik:
PT (8 z 37).jpg

Załącznik:
PT (9 z 37).jpg

Załącznik:
PT (10 z 37).jpg

Załącznik:
PT (13 z 37).jpg

Załącznik:
PT (20 z 37).jpg

Oferuje on widoki 360° na French Valley, można z niego zobaczyć zarówno Cerro Paine Grande, okoliczne granitowe szczyty, lodowce jak i słynne wieże ale z innej perspektywy niż na głównym punkcie widokowym. Dookoła widać całą panoramę doliny, nie sposób tego sfotografować. Nie byłem mimo to oszołomiony, prawdopodobnie byłoby lepiej w pogodny dzień.
Załącznik:
PT (11 z 37).jpg

Załącznik:
PT (12 z 37).jpg


Pół godzinki na widoczki i trzeba schodzić. Przede mną jeszcze 13km do Paine Grande na nocleg. Widoczność się poprawiła i w połowie drogi widoczki się jakieś pojawiły.
Załącznik:
PT (16 z 37).jpg

Załącznik:
PT (18 z 37).jpg

Załącznik:
PT (19 z 37).jpg

Na tym ostatnim zdjęciu widać punkt końcowy trekkingu - przystań Pudeto gdzie odbierają nas autokary po zejściu z katamaranu.

Po drodze odbieram główny plecak. Przed wyruszeniem na ostatni odcinek szybka zupka na ławeczce i w drogę. Od tego momentu dopiero mogłem poczuć czym są Patagońskie wiatry. Droga biegła w większości przez otwarty teren i były momenty, że pomimo dość słusznej wagi i dodatkowego balastu miałem problem, żeby iść pod wiatr. Od tego momentu bardzo duża część terenu jest całkowicie zniszczona przez pożary, jak okiem sięgnąć. Wygląda to naprawdę przygnębiająco.
Załącznik:
PT (22 z 37).jpg

Załącznik:
PT (23 z 37).jpg

Załącznik:
PT (24 z 37).jpg

Załącznik:
PT (26 z 37).jpg

Załącznik:
PT (27 z 37).jpg


Wiatr można było nie tylko odczuć ale i zobaczyć :shock:
Załącznik:
PT (25 z 37).jpg


Przywiozłem ze sobą do Patagonii żele energetyczne. Planując każdy dzień wiedziałem, że ostatnie dni będą najtrudniejsze i zostawiłem wszystkie na koniec. 14szt w dwa dni utrzymały mnie przy życiu. Bardzo polecam je na takie eskapady, kupiłem w niebieskim sklepie sportowym, są na tyle małe, że przewiozłem je w podręcznym. I serio dodają energii.

Domyśliłem się,że jestem blisko celu - tym jutro będę wracał.
Załącznik:
PT (28 z 37).jpg


Doczłapałem się do campu ok. 20.00 więc zbyt wiele czasu na rozbicie się za dnia nie zostało. Lekko mnie zatkało jak zobaczyłem, że nie jestem sam :shock:
Załącznik:
PT (36 z 37).jpg

Załącznik:
PT (29 z 37).jpg

Załącznik:
PT (30 z 37).jpg

Załącznik:
PT (31 z 37).jpg


Miejsce jest absolutnie oblegane, ze względu na to, że wszyscy kończą lub zaczynają swoją kilkudniową przygodę właśnie w tym miejscu. Katamaran to osobna historia, ale o tym więcej powiem w kolejnym odcinku.

Tymczasem, zgodnie z zaleceniami podczas meldowania, zacząłem szukać miejsca na rozbicie namiotu pod górą w tylnej części obozu, gdzie miało mniej wiać. Problem polegał na tym, że jedyne sensowne miejsce jakie znalazłem okazało się nie trzymać poziomu, czego nie zauważyłem :( Skutkowało to tym, że w nocy ciężko było znaleźć optymalną pozycję do snu. Ale to i tak był najmniejszy problem. Wiatr był tak silny, że bałem się że z całym majdanem odlecę siną w dal :) Także proszę się nie nastawiać na komfortowy sen w tym miejscu, bo z tego co słyszałem to wieje tam zawsze. Oczywiście są miejsca, osłonięte specjalnymi płotkami, ale one są w całości rezerwowane dla ludzi w wypożyczonych namiotach, które stoją tam na stałe.

Sam kamping jest natomiast położony w pięknym miejscu, nad brzegiem jeziora i posiada bardzo dobrą infrastrukturę. Jest sklepik, czyste łazienki, jadalnia i kuchnia ze zlewem gdzie można sobie przyrządzić jedzenie. Szerokie stoły sprzyjają dyskusjom z innymi wędrowcami. Zagadałem się z dwójką Włochów, że aż nie zauważyłem kiedy się całkowicie ściemniło.
Załącznik:
PT (32 z 37).jpg

Załącznik:
PT (33 z 37).jpg

Załącznik:
PT (34 z 37).jpg

Załącznik:
PT (35 z 37).jpg

Załącznik:
PT (37 z 37).jpg


Dziś zielona noc w TDP, nie powiem – marzę już o normalnym łóżku :!:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#32 PostWysłany: 04 Gru 2022 15:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 37
Loty: 234
Kilometry: 538 046
niebieski
@OSK Relacja jak na zamówienie :) za miesiąc będziemy w Patagoni. Świetnie się czytało i oglądało. Czekam na dalszy ciąg. Widzę, że nie udało Ci się złapać, tego słynnego wschodu słońca z Fitz Royem (chyba, że się tutaj nie chwalisz), a spałeś w parku. Nie dopisała pogoda, czy jakieś inne przeszkody losowe? Po której stronie podobało Ci bardziej Chile/Argentyna?
Góra
 Relacje PM off  
 
#33 PostWysłany: 04 Gru 2022 16:36 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Jak nie udało jak udalo? Post #9 - wschód z Laguny de Los Tres. No bliżej się nie da

Porównanie wrzucę za parę dni.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 04 Gru 2022 17:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 37
Loty: 234
Kilometry: 538 046
niebieski
Nie chodzi mi o bliżej, ale o kolory i jednak trochę inny efekt. Ale tak to jest jak się człowiek za dużo podkręconych zdjęć w necie naogląda.
Piękne kolory są na zdjęciu z drogi/z autobusu :)
Góra
 Relacje PM off
OSK lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 04 Gru 2022 20:17 

Rejestracja: 18 Sie 2015
Posty: 3599
złoty
@Iza N. masz jeszcze drugą relację live z Patagonii @zawiert i tam też zdjęcia Fitz Roya
Góra
 Relacje PM off
Iza N. lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 05 Gru 2022 21:17 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Ja prdl, co to była za noc :shock: . Wstałem połamany, jak na kacu, ale nie odleciałem :D

Nie ukrywam, że ciężko było się zmobilizować na dzisiejszy trekking, pojawił się lekki kryzys. Ale ambicja ukończenia całego W wygrała. Pozostała lewa kreska. To ‘jedyne’ 24km RT a celem jest punkt widokowy na lodowiec Grey. Sama trasa nie jest szczególnie uciążliwa, o ile nie idziemy z pełnym ekwipunkiem. Na recepcji dowiedziałem się, że check out jest o 9.30 (mniej więcej jak wszędzie). Oczywiście można zostawić bagaż, za opłatą chyba 4000CLP. Włączyła mi się jednak cebula i stwierdziłem, że skoro miejsca namiotowe nie są numerowane a namiotów jest od groma, to mojego mikrusa nikt nie zauważy.

Szybkie przepakowanie na lekko i w drogę. Dość istotny szczegół – musiałem wrócić i spakować się najpóźniej do 18.00, ostatni katamaran odpływa o 18:35. Jeśli na niego nie zdążę to ucieknie mi mój powrotny autobus do Puerto Natales i posypie się cały dalszym plan wyjazdu. Uzbrojony w żele energetyczne ruszyłem w drogę.

Po drodze, która biegnie w dużej części wzdłuż Lago Grey takie widoczki:
Załącznik:
PT (1 z 32).jpg

Załącznik:
PT (2 z 32).jpg

Załącznik:
PT (9 z 32).jpg


Droga do punktu docelowego zajęła mi trochę ponad 3 godziny, więc nie było źle, aczkolwiek po wczorajszym dniu i ciężkiej nocy szło się ciężko. Ewidentny kryzys. Ale szlak nie jest bardzo wymagający, pomimo że mamy 500m przewyższenia do połowy szlaku w górę i tyle samo w dół do lodowca. W połowie zaczyna się pojawiać punkt docelowy.
Załącznik:
PT (3 z 32).jpg

Załącznik:
PT (4 z 32).jpg

Przed samym punktem docelowym jest Camping Grey. W przypadku treku W, nie ma potrzeby z niego korzystać ale robiąc O warto się w nim zatrzymać. Znajduje się on kilkaset metrów od lodowca, położony w osłoniętym od wiatru miejscu. Wyglądał dobrze. Jest też oczywiście pole namiotowe.
Załącznik:
PT (6 z 32).jpg

Nie robiłem sobie wielkich nadziej na ten widok, biorąc pod uwagę, że Perito Moreno w Argentynie ustawił wysoko poprzeczkę. No ale nie doceniłem tego miejsca :) Mimo dość dużej odległości widać jego ogrom:
Załącznik:
PT (11 z 32).jpg

Załącznik:
PT (12 z 32).jpg

I to pomimo,że jego część zasłania wysepka na środku jeziora.

Zdjęcia tego nie oddadzą, ale te bryły mają po kilka metrów wysokości.
Załącznik:
PT (11 z 32).jpg

Załącznik:
PT (13 z 32).jpg

Załącznik:
PT (15 z 32).jpg

Załącznik:
PT (16 z 32).jpg

Załącznik:
PT (17 z 32).jpg

Załącznik:
PT (18 z 32).jpg


Różnica w stosunku do Perito Moreno polega na tym, że znajdujemy się dalej od lodowca. No i nie ma infrastruktury w postaci kładek widokowych. Ale jest on równie ogromny jak tamten. Z pewnością widoki są również genialne z dalszej drogi na szlaku wokół TDP, natomiast dla mnie to był punkt końcowy. Po jego prawie stronie biegnie ścieżka dalej ale stopień nachylenia i brak czasu skutecznie mnie zniechęcił przed wyruszeniem w dalsza drogę.

Z ciekawostek – pod lodowiec można sobie podpłynąć kajaczkiem za jedyne 320zł, albo stateczkiem za 400PLN. Kajaki z kampingu ale statek wypływa z hotelu Lago Grey.
Załącznik:
PT (5 z 32).jpg

Po zakończeniu sesji zdjęciowej starczyło jeszcze czasu na piwko na kampingu. Godzina 13.00 więc spokojnie można wracać.
Załącznik:
PT (19 z 32).jpg

Załącznik:
PT (20 z 32).jpg

Załącznik:
PT (21 z 32).jpg

Załącznik:
PT (22 z 32).jpg

Załącznik:
PT (23 z 32).jpg


Do swojego namiotu dotarłem ok. 16.30. Nie eksmitowali mnie :) . Był czas na spakowanie się i nawet relaks na ławeczce w słońcu. Delektowałem się ostatnimi chwilami w parku.

Informacje praktyczne odnośnie katamaranu - w listopadzie, wieczorem odpływa on o 18.35. Oprócz tego są dwa wcześniejsze rejsy. W okresie grudzień – marzec, czyli w szczycie sezonu łącznie 4 x dziennie.
Załącznik:
PT (27 z 32).jpg

Dość istotny szczegół – nie można kupić biletu wcześniej online, tylko gotówka podczas boardingu. Warto ustawić się w kolejce z pół godziny wczesniej, żeby mieć pewność, że będzie miejsce. Cena to 120zł/os za 30min rejsik :o . Podobno jeśli jest więcej chętnych niż miejsc to prom wraca po resztę. U nas wszyscy weszli ale było jak w hodowli kurczaków – spora część ludzi stała, część siedziała na ziemi.

W oczekiwaniu na prom:
Załącznik:
PT (25 z 32).jpg

Załącznik:
PT (26 z 32).jpg

Załącznik:
PT (28 z 32).jpg

Załącznik:
PT (29 z 32).jpg

Załącznik:
PT (30 z 32).jpg

Załącznik:
PT (31 z 32).jpg


Po przypłynięciu do przystani Pudeto, autobusy czekały pomimo tego, że miały odjechać 30min wcześniej. Są one zsynchronizowane z promem, więc pomimo obsuwy czekały na wszystkich i odjechaliśmy ok. 19.30. Teraz jeszcze trzeba było zgarnąć resztę czekających w Laguna Amarga (gdzie ja zaczynałem) i można było wracać do Puerto Natales. Po raz kolejny polecam Bus Sur, sprawdził się wzorowo a kierowca zasługuje na osobną laurkę (ten sam w obie strony). Jadąc tam zatrzymał się przy głównym punkcie widokowym na drodze dojazdowej, a na powrocie zauważył na górce to :o
Załącznik:
PT (32 z 32).jpg

Zdjęcie słabe po zza szyby niestety.

Puma – gatunek zagrożony wyginięciem, żyjąca w Patagonii. Szczególnie dużo ich jest w Torres Del Paine. Szacuje się, że mieszka tam między 50-100szt, więc chyba mieliśmy mega szczęście. Zgłębić temat można w 2. odcinku serialu na Neflix pt. Najsłynniejsze parki narodowe świata, czyta Barrack Obama :D

Na dworzec w Puerto Natales przyjechaliśmy ok. 22.00. Szybki spacerek do mojego hostelu i rano powrót do El Calafate. Od jutra, przez 4 dni codziennie jakiś lot więc zmieniam środek transportu na samolot z własnych nóg :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
 
 
#37 PostWysłany: 05 Gru 2022 23:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2016
Posty: 37
Loty: 234
Kilometry: 538 046
niebieski
Pumy zazdraszczam najbardziej!
Góra
 Relacje PM off
OSK lubi ten post.
 
 
#38 PostWysłany: 08 Gru 2022 15:38 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Dziś dzień w drodze. Najpierw autobus do El Calafate, następnie lot do Buenos.

W autobusie zacząłem sobie robić małe podsumowanie kosztów związanych z wizytą w TDP. I wyszło mi 870zł. Mogłem to obniżyć o całe 75zł, bo piwka to była ekstrawagancja. Koszty jedzenia wrzuciłem to budżetu w PL, wszystko co zabrałem zużyłem. Warto też zwrócić uwagę, że pomimo niewielkich kosztów to o całe 800PLN więcej niż w Parque Nacional Los Glaciares w AR :shock: . Ale ogólny przekaz jest taki, że można to zrobić niewielkim kosztem.

Z kolei mój ranking porównujący oba parki wygląda następująco:
Załącznik:
porowanie.jpg


Oczywiście standard noclegów w TDP można podnieść, to ocena nieobiektywna w tym przypadku. Na korzyść PNLG przemawia również to, że wszystkie miejsca można zobaczyć bez konieczności noclegu po drodze, po prostu są możliwe jednodniowe wycieczki z El Chalten. W TDP to jest niemożliwe. Także jakby ktoś miał dylemat albo brak czasu, żeby zobaczyć oba miejsca to bardziej polecam PNLG, co nie zmienia faktu, że TDP jest również ciekawy.

Po cichu liczyłem, że po przyjeździe do El Calafate uda mi się skoczyć na miasto i zrobić powtórkę z wyżerki. Marzyłem o ponownym steku :twisted: No ale czas spędzony na granicy spowodował, że autobus wjechał na dworzec dopiero o 14.00. Miałem ok. 1,5h do transferu z dworca na lotnisko, więc spędziłem je delektując się quesadilla i piwkem w sprawdzonym już Mexico Street Food Calafate.
Załącznik:
PT (2 z 1).jpg


Ves Patagonia miał przyjechać o 15.45 jednak był chyba dobre pół godziny później. Okazało się, że czas odjazdu to wyjazd z miasta, po drodze na dworzec zbierał jeszcze pasażerów. Ciśnienia jakiegoś na dojazd nie miałem, lot o 18.15 a saloniku w FTE niestety brak. Z racji tego, że lot narodowym przewoźnikiem to z odprawą online, spokojnie oczekiwałem sobie na boarding pod gate, nie przewidując jakiś większym problemów bagażowych. Niestety było małe deja vu z lotu BCN-ZRH. Prawdopodobnie z racji odprawy online, ponownie czerwona lampka podczas skanowania karty :evil: Rzut oka na bagaż i uwaga; zostałem poproszony o wyjście na landside i nadanie bagażu. Szybki sprint na dół, pomimo kolejki podszedłem do stanowiska Aerollinas Argentinas. Szykuję już kartę do opłacenia nadbagażu, a tymczasem po otagowaniu plecaka znów usłyszałem „enjoy your flight”! No opatrzność nade mną czuwa :)
Załącznik:
PT (1 z 1).jpg

Boarding jako jeden z ostatnich, ale zdążyłem.

Przylot do AEP o czasie, czyli 21:00. postanowiłem, że korzystając z informacji z forum kupię kartę SUBE i dojadę do hotelu autobusem. Jak kartę udało się kupić w kiosku w pobliżu Mc Donald’s to doładować już nie, jakiś błąd terminala. Jest jeszcze jeden punkt w pobliżu food trucków na zewnątrz terminala, gdzie spróbowałem doładować i to samo. I tym sposobem z pustą kartą SUBE wylądowałem w Uberze.

Z racji tego, że na odpoczynek przed kolejnym lotem nazajutrz miałem raptem parę godzin, to wybierając hotel kierowałem się tylko ceną. Wybrałem przybytek o nazwie El Porteno. Dobra lokalizacja w centrum, ale standard 2* więc nie spodziewałem się cudów. Najważniejsze, że miała być łazienka i king bed :) . Nie był to jakiś pensjonat, tylko normalny duży hotel, pomimo to po wyjściu z Ubera czekała na mnie niespodzianka. Otóż drzwi wejściowe były zablokowane, a na nich kartka zaraz wracam, co przetłumaczyli mi inni goście czekający na wejście. W międzyczasie od wewnątrz też zrobiła się grupka ludzi chcących wyjść! Na dokładkę 2 x Uber Eats i zrobił się mały korek przed hotelem. Lekko zirytowany w końcu doczekałem się aż łaskawie ktoś od wewnątrz się pojawił i jak gdyby nigdy nic zasiadł w recepcji.

Nie powiem, pomimo dość prymitywnych warunków to pod prysznicem czułem się jakbym wygrał w totka 8-) I ustalmy jedno, cokolwiek by to nie było to porównanie komfortu namiot vs. jakikolwiek ho(s)tel to jak FR do F w SQ :)

Jutro zmieniam strefę klimatyczną, ale nie żegnam się jeszcze z Argentyną. Dobranoc!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 10 Gru 2022 21:23 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Pobudka o 4.00 i Cabify (niestety) na EZE za 3500ARS. Ale to był jedyny lot wczesno-poranny do Puerto Iguazu. Zamierzałem tam spędzić aktywnie jeden dzień, żeby w kolejnym od rana być z powrotem w Buenos. Chciałem koniecznie zostać jeszcze jeden dzień w stolicy. Poza tym czekała na mnie tam nagroda ale o tym później.

Lot bez większych emocji, bo i bagaż tylko podręczny – praktycznie wszystko poza elektroniką i japonkami zostawiłem w hotelu, żeby odebrać na następny dzień.
Załącznik:
PT (1 z 47).jpg

Zdecydowałem się na przejazd do wodospadów bezpośrednio z lotniska, niestety Uber nie działa, więc jedyną opcją jest oficjalne taxi za chyba 3000ARS, z tego co pamiętam. Szybki zakup biletu i pomimo tego, że wiedziałem o zamkniętej Garganta del Diablo ruszyłem na zwiedzanie.
Załącznik:
PT (2 z 47).jpg

Niecały rok temu byłem po stronie brazylijskiej. Ze względu na covida, nie udało się wtedy mi zaliczyć drugiej strony. Korzystając z tego, że byłem w ‘okolicy’ postanowiłem sprawdzić czego można się spodziewać po stronie argentyńskiej. I było całkiem ok, zabrakło na pewno efektu ‘wow’, wiedząc czego można byłoby się spodziewać gdyby kilka tygodni wcześniej intensywne opady deszczu nie zmyły głównego punktu widokowego. 10-cio krotna ilość wody w stosunku do tego co płynie tam normalnie zrobiło swoje:
Załącznik:
Bez tytułu.jpg

Ale absolutnie nie narzekałem. Przede wszystkim, dlatego że jeszcze 24h temu byłem w dość surowym klimacie a widząc zmianę flory i fauny uśmiechałem się sam do siebie. Wspaniałe uczucie :)
Załącznik:
PT (3 z 47).jpg

Załącznik:
PT (4 z 47).jpg

Załącznik:
PT (5 z 47).jpg

Załącznik:
PT (10 z 47).jpg

Załącznik:
PT (13 z 47).jpg

Załącznik:
PT (17 z 47).jpg


A same wodospady zaprezentowały się tak:
Załącznik:
PT (6 z 47).jpg

Załącznik:
PT (7 z 47).jpg

Załącznik:
PT (8 z 47).jpg

Załącznik:
PT (9 z 47).jpg

Załącznik:
PT (11 z 47).jpg

Załącznik:
PT (15 z 47).jpg

Załącznik:
PT (16 z 47).jpg

Załącznik:
PT (18 z 47).jpg

Załącznik:
PT (19 z 47).jpg

Załącznik:
PT (20 z 47).jpg

Załącznik:
PT (21 z 47).jpg

Załącznik:
PT (23 z 47).jpg

Obejście wszystkich dostępnych ścieżek zajęło mi chyba 2h, stwierdziłem że nie oddam tak łatwo moich 4000ARS za bilet. Znalazłem w miarę spokojne miejsce na kawkę i przeczekałem aż wycieczki zorganizowane się ewakuują. To był strzał w 10-tkę. Zrobiło się spokojniej a w dodatku światło w godzinach popołudniowych jest lepsze do fotek.
Załącznik:
PT (24 z 47).jpg

Załącznik:
PT (26 z 47).jpg

Załącznik:
PT (27 z 47).jpg

Załącznik:
PT (28 z 47).jpg

Załącznik:
PT (30 z 47).jpg

Załącznik:
PT (31 z 47).jpg

Załącznik:
PT (32 z 47).jpg

Załącznik:
PT (33 z 47).jpg


Na koniec jeszcze pogadałem chwilę z wycieczką dzieciaków z Paragwaju. Widać,że yerba też popularna.
Załącznik:
PT (22 z 47).jpg


Usatysfakcjonowany zacząłem się rozglądać za transportem do miasta. Bez problemu udało się kupić bilet na autobus Rio Uruguay za 700ARS. Ich kasa znajduje się na końcu budynku, po prawej stronie za wyjściem z parku. Okazało się,nże autobus ma kilka przystanków w mieście, więc zdecydowałem się jechać do samego końca, czyli Hito Tres Fronteras gdzie znajduje się miejsce graniczne między Brazylią, Paragwajem i Argentyną. Taka trochę cepelia – flagi, knajpy, budy z pamiątkami i nic więcej.
Załącznik:
PT (37 z 47).jpg

Załącznik:
PT (38 z 47).jpg

Załącznik:
PT (39 z 47).jpg

Załącznik:
PT (40 z 47).jpg


W drogę powrotną ruszyłem spacerkiem przez miasto. Po drodze zachwycałem się roślinnością i ptakami, których na jednym drzewie chyba było więcej niż podczas całej wyprawy w Patagonii.
Załącznik:
PT (42 z 47).jpg

Załącznik:
PT (46 z 47).jpg

Załącznik:
PT (47 z 47).jpg


W okolicach dworca autobusowego jest sporo knajp, padło na Doña Maria. Zatęskniłem za schabowym więc postanowiłem sprawdzić wersję argentyńską czyli Milanesa. Całkiem smaczne, słuszna porcja za ok. 30zł.
Załącznik:
PT (43 z 47).jpg

Z racji tego, że byłem w pobliżu dworca, postanowiłem sobie ogarnąć dojazd na lotnisko na następny dzień. Mile zaskoczony znajomością angielskiego w kasie Rio Uruguay już po kilku minutach miałem bilet za 9zł, miła odmiana po taksówce za 60zł.
Załącznik:
PT (44 z 47).jpg

Po drodze zakup piwka na wieczór i do hotelu. Miałem zarezerwowany El Guembe Suites. Bez szału, ale wygodne łóżko, basenik i mini śniadanie za 60zł – cóż więcej potrzeba w pojedynkę? :)
Po drodze takie coś mi wpadło w oko :o
Załącznik:
PT (45 z 47).jpg

Wieczór spędziłem w miłym towarzystwie miejscowych, którzy byli głównymi gośćmi w hotelu. Jutro powrót na ostatni dzień do Buenos.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#40 PostWysłany: 15 Gru 2022 20:12 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1537
Loty: 530
Kilometry: 859 285
złoty
Lot powrotny do AEP miałem o 8.45. Autobusy Rio Uruguay jeżdżą o pełnych godzinach, stwierdziłem, że o 7.00 będzie w sam raz. Nie wziąłem tylko pod uwagę, że może się spóźnić a po drodze jeszcze jedzie na wodospady… O 7.15 zaczęło się robić nerwowo. Pocieszałem się tylko tym, że z FR24 wynikało, że mój lot jest jedynym w okolicach 9.00 więc inni też są w tej samej sytuacji. W końcu się pojawił - dojechaliśmy parę minut po 8.00, sprint przez kontrolę bezpieczeństwa i pod bramką zameldowałem się w połowie boardingu. Udało się :)

Lot, jak każdy wcześniejszy o czasie, bez żadnych przygód. Po starcie jeszcze udało się pożegnać z wodospadami.
Załącznik:
PT (1 z 1).jpg


Tym razem udało się doładować SUBE więc za grosze w kombinacji autobus + metro wróciłem po mój bagaż do hotelu. Na ostatnią noc w Argentynie zdecydowałem się zmienić całkowicie standardy – wybór padł na 5-gwiazdkowy Park Tower, a Luxury Collection Hotel Buenos Aires. O samym hotelu napiszę później bo warto w paru słowach o nim wspomnieć :)

Miałem do dyspozycji cały dzień w Buenos. Zwiedzanie postanowiłem zacząć od cmentarza Recoleta, do którego dojechałem miejskim autobusem. Na wejściu oczywiście niemiła niespodzianka – czyli 1400ARS i płatność kartą. Czy było warto? Tak bo pomimo, że nie jestem jakimś wielkim fanem nekropolii to można tam znaleźć ciekawe miejsca.
Załącznik:
PT (3 z 71).jpg

Załącznik:
PT (4 z 71).jpg

Załącznik:
PT (5 z 71).jpg

Załącznik:
PT (6 z 71).jpg

Załącznik:
PT (7 z 71).jpg

Załącznik:
PT (9 z 71).jpg

Załącznik:
PT (10 z 71).jpg

Załącznik:
PT (11 z 71).jpg


Dużym minusem są na pewno grupy zorganizowane, a także wycieczki szkolne, więc o nostalgicznym nastroju można tylko pomarzyć. Z ciekawostek, spotkałem pierwszą grupkę Polaków, poznałem ich po zawieszkach Rainbow na plecakach. Zawsze to fajne uczucie, jak ktoś nie wie, że obok stoi rodak :D
Załącznik:
PT (13 z 71).jpg

Załącznik:
PT (14 z 71).jpg

Załącznik:
PT (15 z 71).jpg

Załącznik:
PT (16 z 71).jpg

Załącznik:
PT (17 z 71).jpg

Załącznik:
PT (18 z 71).jpg

Załącznik:
PT (19 z 71).jpg

Załącznik:
PT (20 z 71).jpg

Załącznik:
PT (21 z 71).jpg

Załącznik:
PT (22 z 71).jpg

Załącznik:
PT (23 z 71).jpg


Nie głaskałem, ale ponoć przynosi szczęście.

Załącznik:
PT (12 z 71).jpg


Następny punkt to księgarnia Ateneo mieszcząca się w budynku byłego teatru. Robi wrażenie. Na plus również to, że wejście jest darmowe, w przeciwieństwie na przykład Lello w Porto. Zero kolejek, wchodzisz i już.
Załącznik:
PT (24 z 71).jpg

Załącznik:
PT (25 z 71).jpg

Załącznik:
PT (27 z 71).jpg


Plan gastronomiczny na ten dzień obejmował pizzę w El Cuartito a wieczorem ostatni stek w Argentynie. Niestety udało się zrealizować go tylko w połowie – wersja chica ich sztandarowej pizzy trzymała mnie do wieczora.
Załącznik:
PT (29 z 71).jpg

Załącznik:
PT (30 z 71).jpg

Załącznik:
PT (31 z 71).jpg


Dalej ruszyłem w kierunku dzielnicy portowej czyli Puerto Madero. Po drodze nie mogłem nie zatrzymać się na Plaza de la República.
Załącznik:
PT (28 z 71).jpg

Załącznik:
PT (32 z 71).jpg

Załącznik:
PT (33 z 71).jpg

Załącznik:
PT (34 z 71).jpg

Załącznik:
PT (35 z 71).jpg


Puerto Madero to odrestaurowana dzielnica portowa. Bardzo ładne miejsce, życie toczy się w knajpach, w pobliżu żurawi portowych. Stwierdziłem,że warto będzie tu wrócić wieczorem.
Załącznik:
PT (36 z 71).jpg

Załącznik:
PT (37 z 71).jpg

Załącznik:
PT (38 z 71).jpg

Załącznik:
PT (39 z 71).jpg

Załącznik:
PT (40 z 71).jpg

Załącznik:
PT (41 z 71).jpg

Załącznik:
PT (42 z 71).jpg

Załącznik:
PT (43 z 71).jpg

Załącznik:
PT (45 z 71).jpg


Tymczasem kawka w Starbucksie – w Polsce nie korzystam ale w odległych krajach zawsze, bo kawa zawsze smakuje dobrze i wszędzie tak samo. Nie cierpię cappuccino na słodko, co często się zdarza nawet w salonikach.

Przegladając mapy zauważyłem,że w niedalekiej odległości jest wysoko oceniany rezerwat ekologiczny Costanera Sur a w pobliżu wejścia pomnik Messiego. Trzeba to było zobaczyć. Niestety, podwójne rozczarowanie – park zamknięty na cztery spusty (chyba,że nie potrafiłem znaleźć otwartej bramy) a po pomniku Messiego zostało to:

Załącznik:
PT (47 z 71).jpg

Może w najbliższym czasie jednak go odbudują? :D

W pierwszym dniu w Buenos nie udało się popatrzeć na tancerzy na Plaza Dorrego, więc postanowiłem zrobić wycieczkę w tamtym kierunku, licząc że tym razem się uda.
Przez centrum miasta biegnie linia kolejowa, myślałem że to pozostałość po starych czasach ale tam naprawdę jeżdżą pociągi.
Załącznik:
PT (48 z 71).jpg

Załącznik:
PT (49 z 71).jpg

Załącznik:
PT (50 z 71).jpg

Załącznik:
PT (51 z 71).jpg

Załącznik:
PT (52 z 71).jpg


Weszła mi w kadr :lol:
Załącznik:
PT (53 z 71).jpg


Po drodze zajrzałem na Plaza de Mayo, tym razem żadnych demonstracji.
Załącznik:
PT (54 z 71).jpg

Załącznik:
PT (56 z 71).jpg

Załącznik:
PT (57 z 71).jpg

Zaciekawiły mnie te kamienie pod pomnikiem,okazało się,że tak jak wspominał @Tropikey w swojej relacji sa to pamiątki po zmarłych na covid. Większość młodych ludzi :cry:
A na Plaza Dorrego znowu tylko lokalny Lady Pank, niestety nie udało się, więc pozostaje YT :)

Zrobiło się późne popołudnie więc postanowiłem wrócić do Puerto Madero. Tak się prezentuje wieczorem.
Załącznik:
PT (58 z 71).jpg

Załącznik:
PT (59 z 71).jpg

Załącznik:
PT (60 z 71).jpg

Załącznik:
PT (61 z 71).jpg

Załącznik:
PT (62 z 71).jpg

Załącznik:
PT (63 z 71).jpg

Spędziłbym tam więcej czasu ale z racji tego, że miałem przed sobą pierwszy nocleg w godnych warunkach to zdecydowałem się wracać do hotelu.Na wejściu przywitam mnie Pan w kapeluszu, szkoda że takich nie było w Patagonii :D
Załącznik:
PT (2 z 71).jpg

Już wtedy wiedziałem, że będzie dobrze. Tym bardziej jak się dowiedziałem, że mój hotel należy do sieci Marriott i połączony jest ze swoim uboższym krewnym czyli Sheratonem (również 5*)
Załącznik:
PT (1 z 71).jpg

Załącznik:
PT (71 z 71).jpg

Wchodzę do pokoju. Łóżko wielkości trzech moich namiotów :)
Załącznik:
PT (65 z 71).jpg

A powierzchnia łazienki to jak mała kawalerka.
Załącznik:
PT (66 z 71).jpg

Załącznik:
PT (68 z 71).jpg

Załącznik:
PT (69 z 71).jpg

Załącznik:
PT (70 z 71).jpg


No tak to mogę się żegnać z Patagonią!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 57 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group