Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 18 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Gru 2020 14:17 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Początek

Druga połowa kwietnia, półtora miesiąca zamknięcia, kwarantanna dla przyjeżdżających skutecznie odstrasza od podróży zagranicznych. Nagle na forum fly4free oraz fly4free.com wysyp fajnych ofert. W ciągu kilkunastu godzin kupiłem bilety na trzy podróże w zupełnie różne części świata. Jedną z nich była opisywana w tym wątku https://www.fly4free.pl/forum/francja-rio-910-zl-rt-xi-2020-nieaktualne,232,151377 podróż do Brazylii z Europy poniżej 1000 zł za osobę. Nauczony doświadczeniem, zamiast kupować loty z Europy i liczyć na tanie doloty, kupiłem bilety do Rio bezpośrednio z Warszawy. Zapłaciłem trochę więcej – 5200 zł za rodzinę 2+2, ale nie musiałem kłopotać się dolotami, które przecież też kosztują. Później okazało się, że posunięcie to oszczędziło mi też sporo nerwów, choć w międzyczasie i tak ich nie brakowało.

Kupiłem loty w czasie, gdy Brazylia była zamknięta dla turystów, a zaraz potem zaczęła osiągać rekordowe przyrosty zachorowań i zgonów. Aż tu nagle, w szczycie pandemii, pod koniec lipca Brazylia zaanonsowała pełne otwarcie dla turystów, bez testu i kwarantanny, a jedynie z wymogiem obejmującego COVID ubezpieczenia (potem i z tego wymogu zrezygnowała). Jedno zmartwienie odpadło, przewidywałem, że Brazylia już drugi raz się nie zamknie tym bardziej, że jej covidowe liczby zaczęły się stabilizować.

W międzyczasie anulowano mi jeden z kupionych w kwietniu wyjazdów, a trochę później kolejny. Została Brazylia, a w rezerwacji nic się nie działo aż do początku września, gdy dostałem maila od LATAM o skasowaniu lotu z Sao Paulo do Rio. Nic strasznego – pomyślałem – tych lotów jest przecież kilka dziennie. Ale gdy zacząłem grzebać w rezerwacji, okazało się, że zostały z niej tylko doloty z Warszawy do Paryża.
Perypetie z rezerwacją u pośrednika Gotogate, a potem bezpośrednio z linią LATAM, opisywałem szczegółowo w zalinkowanym wątku. Dość powiedzieć, że po sporej dawce nerwów dostałem wreszcie upragnione potwierdzenie zmiany rezerwacji na korzystne terminy. Rychło w czas, bo z pracy przyszła dyrektywa o bezwzględnej konieczności wykorzystania bieżącego urlopu. Jednak przyszedł październik, a wraz z nim mocne wzrosty zachorowań w Polsce, w ślad za którymi poszła zapowiedź wprowadzenia możliwości narodowej kwarantanny. Na to nic poradzić nie mogłem, ale postanowiłem zminimalizować ryzyko kwarantanny w rodzinie, nie posyłając córki do przedszkola już od końca października. Synowi nauczanie domowe zapewnił sam rząd, zamykając szkoły już od najmłodszych klas. Ja i żona pracowaliśmy zdalnie.

W zasadzie dopiero tydzień przed wyjazdem byliśmy pewni, że polecimy. Tradycyjnie nie rezerwowałem wcześniej nic na miejscu, ale teraz przyszła pora na poszukanie samochodu. O ile wcześniej ofert było wiele, kilka dni przed wyjazdem na economycarrentals opcje zawęziły się do absurdalnie drogich. Lepiej było w Rentalcars, ale najlepszą cenę otrzymałem rezerwując samochód bezpośrednio na stronie Localiza Hertz, największej firmy wynajmującej samochody w Brazylii. Wiedząc, że czeka nas dużo jazdy po niepewnych, pełnych progów zwalniających drogach, tym razem zdecydowałem się na większy samochód – SUV w automacie. Później wiele razy błogosławiliśmy ten wybór, przemierzając brazylijskie wertepy, niekiedy w 100-kilometrowych odcinkach drogi gruntowej. Samochód na 18 dni kosztował mnie 3015 reali, co mój bank przewalutował na 2250 zł. Depozyt śmiesznie niski, bo 1500 reali. Co ciekawe, zamawiając samochód na stronie nie musiałem w ogóle nic płacić, całość została uregulowana na miejscu.

Wstępny plan był ambitny, a wykonanie w rzeczywistości okazało się jeszcze ambitniejsze. I choć w 18 dni nie da się przejechać Brazylii dookoła, tytuł relacji chyba jest uzasadniony - zrobiliśmy konkretną, obejmującą 12 stanów pętlę, jak na obrazku poniżej.

Załącznik:
Brazil 2020.JPG


Pomimo pewnych perturbacji na początku, loty przebiegły bez zakłóceń i punktualnie o 8:40 zameldowaliśmy się na krajowym lotnisku Santos Dumont (SDO) w Rio de Janeiro. Stamtąd bus do centrum Localiza Hertz, szybkie formalności i już po niecałej godzinie od wylądowania rozpoczęliśmy zwiedzanie. Moim założeniem było zostawienie Rio na sam koniec, ale zrobiliśmy krótki przystanek w centrum na zobaczenie Nabrzeża Valongo, pozostałości portu będącego najważniejszym miejscem wyładunku niewolników w Brazylii. Szczyt handlu w tym miejscu przypadł na lata 1811 – 1831, a w sumie przewinęło się przez nie nawet pół miliona niewolników.
Nabrzeże jest malutkie i niewiele jest tu do zobaczenia, ale mogę wyobrazić sobie, jak bardzo ważne jest dla historii Brazylii – odnaleziono je w 2011 r., a już sześć lat później zostało wpisane na listę UNESCO. W Brazylii większość ludzi ma ciemny kolor skóry i pochodzi od niewolników, z których wielka grupa pierwszy raz dotknęła kontynentu południowoamerykańskiego właśnie na Nabrzeżu Valongo.
Valongo jest obecnie w centrum Rio, ale okolica w sobotnie popołudnie była raczej odstręczająca – kompletne pustki, odrapane i zamknięte budynki. Zaparkowaliśmy nielegalnie przy samym Valongo, na co od razu zwrócił uwagę strażnik z budynku naprzeciwko. Ale po zapewnieniu, że to tylko na 5 minut i że jesteśmy turystami, jego nastawienie się zmieniło – nie tylko już nie marudził, ale zaczął z nami robić zdjęcia i tańczyć do puszczonej muzyki.

Załącznik:
20201121_134556.jpg

Załącznik:
20201121_135008.jpg


Opuściliśmy Rio i udaliśmy się na zachód. Pierwsze zetknięcie się z brazylijskimi drogami nie było zachęcające – droga miała mnóstwo dziur i chyba jeszcze więcej fotoradarów i progów zwalniających. Nic dziwnego, że trasę do Paraty, liczącą 250 km, trzeba pokonywać w 4 godziny. W ogóle średnie prędkości w Brazylii nie należały do powalających – gdy GPS pokazywał mi średnio 70 - 80 km/h byłem bardzo zadowolony. Ale bywały i odcinki 100 km do pokonania w ponad 3 godziny, i to niekoniecznie po drogach gruntowych.
Dojechaliśmy w końcu do Paraty, naszego pierwszego kolonialnego miasteczka podczas brazylijskiej wędrówki. Paraty, niegdyś ważny port na końcu Złotego Szlaku, wraz z wyczerpaniem się złóż złota straciło znaczenie, które na dobre odzyskało dopiero kilkadziesiąt lat temu, wraz z wybudowaniem wzdłuż wybrzeża drogi z Rio do Santos. Prawie dwa wieki izolacji przysłużyły się miasteczku, które zachowało swój tradycyjny układ z brukowanymi ulicami i kolonialnymi budynkami. Paraty, położone mniej więcej w połowie drogi między Rio a Sao Paulo, nawet w pandemii było dość zatłoczone. Takich tłumów nie widzieliśmy już później nigdzie. Niestety, żaden z kościołów, którymi szczyci się miasto, nie był otwarty dla zwiedzających. Przekonaliśmy się potem, że, poza nielicznymi wyjątkami, kościoły są otwierane tylko na msze.
Załącznik:
20201121_145944.jpg
Załącznik:
20201121_150051.jpg
Załącznik:
20201121_151617.jpg
Załącznik:
IMG_9130.JPG
Załącznik:
IMG_9131.JPG
Załącznik:
IMG_9136.JPG
Załącznik:
IMG_9138.JPG
Załącznik:
IMG_9140.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
34 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 16 Gru 2020 03:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Cze 2019
Posty: 27
Loty: 36
Kilometry: 92 680
Super się zaczyna! No i z nieba mi spadłeś z tą relacją i będę czekać z wypiekami na twarzy na każdy odcinek. Coraz śmielej się skłaniam na zakup biletów na kwiecień więc informacje będę dla mnie szczególnie ważne ;)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 16 Gru 2020 17:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Cze 2019
Posty: 27
Loty: 36
Kilometry: 92 680
A mógłbyś na szybko powiedzieć na jak oceniacie Salvador? Zaczęłam robić plan porózy , wcześniej nie wliczałam tego miasta, ale popatrzyłam jeszcze na mapę zainspirowana waszą wstawioną tutaj i wychodzi mi że mogłabym przeznaczyć 2-3 dni. Warto na tak krótki czas?
Opowiedziałbyś o covidowej sytuacji? Jest mniej ludzi na ulicach i w komunikacji ? Da się unikać skupisk itd? Należę do tych co jednak wirusa się boją więc wszędzie chodzę jednak z żelem, maseczką i omijam zatłoczone miejsca. Ciekawi mnie na ile można w Brazylii zachowywać teraz podstawowe środki ostrożności i czy lokalsi raczej uważają.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 16 Gru 2020 18:09 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
-- 16 Gru 2020 16:46 --

Po nocy spędzonej w miłej pousadzie w Cunha udaliśmy się do Aparecidy, do bazyliki Matki Bożej. Nie jestem wielkim zwolennikiem zwiedzania sanktuariów, które nie mają walorów zabytkowych, ale tu zrobiłem wyjątek. Bazylika Matki Bożej to drugi największy kościół świata jeśli chodzi o powierzchnię wewnętrzną i liczbę ludzi, których zdolna jest pomieścić, zaraz za bazyliką św. Piotra. Matka Boża z Aparecidy to patronka Brazylii i rozlicznych kościołów w całym kraju.

Do Aparecidy przybyliśmy w niedzielę rano, chyba w najgorszym możliwym czasie do spokojnego zwiedzania bazyliki. Przed 10.00 stały tam już tysiące samochodów i najbliższe parkingi były już zajęte. Znaleźliśmy miejsce na dalszym parkingu, ale na jego samym początku, tylko jakieś 20 minut drogi od kościoła. Gdyby ten się zapełnił, dostępny jest jeszcze jeden parking, z którego do bazyliki można dojechać shuttle busem.

Na miejscu oczywiście tłumy ludzi i straszny gorąc, co przy obowiązku noszenia maseczek sprawiło, że co chwila musiałem wycierać twarz. Brazylijczycy są zdyscyplinowani i praktycznie wszyscy nosili maseczki, wliczając w to małe dzieci. Całej bazyliki nie dało się zwiedzić z powodu mszy, ale była możliwość wejścia od tyłu, przejścia obok figurki Matki Boskiej, od której wszystko się tu zaczęło, a także rzucenia okiem na wnętrze świątyni. Ogrom bazyliki robi wrażenie, choć 40 lat po wybudowaniu wymaga nieco renowacji.

Załącznik:
9152maly.jpg

Załącznik:
20201122_104341.jpg

Załącznik:
IMG_9159.JPG


Nasz dalszy plan przewidywał dostanie się do Tiradentes drogą MG-158 oraz 354 i 383 przez Pouso Alto i Cruzinha. Niestety, tego dnia nie miałem jeszcze brazylijskiej karty SIM, w związku z czym zamiast z Google Maps korzystałem z maps.me. Zwykle nie mam zastrzeżeń do maps.me, ale w przypadku mniej uczęszczanych tras czasem zawodzą. Szczytem było wepchanie nas w irańskie góry, na nieoświetlone i nieoznaczone drogi, przez które jeden samochód przejeżdża raz na dwie godziny. Tutaj też mi się coś nie zgadzało, po drodze miało nie być dróg płatnych. Tym razem maps.me pokazało inną trasę przez Resende i Bocaina de Minas. Zorientowałem się trochę za późno i już nie było sensu zmieniać trasę. Na papierze wyglądała nieźle, mieliśmy jechać cały czas drogą stanową. Ale określenie trasy jako stanowa nic w Brazylii nie znaczy, bo szybko z asfaltu zjechaliśmy na drogę gruntową, która ostatecznie ciągnęła się przez kilkadziesiąt kilometrów! Gdybym nie miał SUVa, nieźle bym się spocił, ale i SUV mógłby nie dać rady tej drodze w porze deszczowej. Po drodze takie obrazki:

Załącznik:
IMG_9161.JPG
Załącznik:
IMG_9163.JPG


Dojechaliśmy wreszcie do Tiradentes, rozpoczynając dwudniowy maraton po kolonialnych miasteczkach Złotego Szlaku w Minas Gerais. Rewelacja!
Tiradentes:
Załącznik:
IMG_9173.JPG

Załącznik:
IMG_9175.JPG

Załącznik:
20201122_173933.jpg

Mariana:
Załącznik:
IMG_9194.JPG
Załącznik:
IMG_9198.JPG


I największa perła miast kolonialnych Brazylii - Ouro Preto:
Załącznik:
IMG_9212.JPG
Załącznik:
IMG_9215.JPG
Załącznik:
IMG_9205.JPG


No i wreszcie Congonhas, które nie jest typowym kolonialnym miastem, ale posiada perełkę w postaci wpisanego na listę UNESCO Sanktuarium Dobrego Jezusa, do którego rzeźby proroków oraz postaci z pasji wykonał na wpół legendarny Aleijadinho, który ponoć w czasie tworzenia tych arcydzieł nie miał już stóp i palców u rąk. Sam kościół jest zamknięty, ale akurat rzeźby Alejiadinho są poza nim i można je oglądać.

Załącznik:
IMG_9181.JPG
Załącznik:
IMG_9182.JPG
Załącznik:
IMG_9188.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 16 Gru 2020 19:36 

Rejestracja: 11 Sie 2010
Posty: 775
niebieski
Świetna trasa! Najprostsze pytania, jakie się nasuwają, to: mówisz po portugalsku? wszyscy, którzy byli w Brazylii wiedzą, że są tam mocno oporni na języki obce, a hiszpański przydaje się tylko, jeśli samemu po hiszpańsku mówi się bardzo dobrze. I drugie - jak z bezpieczeństwem? Na drogach, w miejscach postoju, zwiedzanych? Czekam(y) na dalsze części!
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 16 Gru 2020 21:32 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
@man4business

Nie mówię po portugalsku i z tym był problem, bo w ciągu 18 dni poza Rio spotkaliśmy tylko dwie osoby (akurat siostry), które mówiły po angielsku. Poza tym zero jakichkolwiek języków obcych. Jak było trzeba, google translator dawał radę.

Mówię za to po hiszpańsku, i to dość dobrze (poziom gdzieś pomiędzy B1 i B2) i chciałbym obalić mit, że to się jakoś mocno przydaje. Owszem, rozumiałem większość komunikatów pisanych oraz umiałem liczyć (liczebniki są w obu językach bardzo podobne), ale jak zaczynałem coś tłumaczyć, to niewiele z tego docierało. A jak inni mówili do mnie, to docierało jeszcze mniej ;)

Co do bezpieczeństwa, to też jeszcze wybrzmi w relacji. Poza Rio i Salwadorem czuliśmy się wszędzie absolutnie bezpiecznie, w mniejszych miastach nie było problemu z chodzeniem po zmroku, czasami też zdarzało się już w ciemnościach jeździć i późno dotrzeć do hotelu. Nikt nas przed niczym nie ostrzegał i w ogóle nie mieliśmy wrażenia, że bezpieczeństwo jest jakimś problemem. Pośrednio mogły o tym świadczyć jedynie domy i hotele, otoczone wysokimi płotami pod napięciem, ale może to kwestia mody, która przybyła z wielkich miast.

W Rio i Salwadorze też nie czuliśmy się niebezpiecznie, ale trochę nieswojo - w Rio przez chmary bezdomnych, w Salwadorze przez ogólnie odrapane budynki i "zakazaną" okolicę nawet w ścisłym centrum, tylko krok dalej od starówki.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 18 Gru 2020 22:37 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część III

W Marianie udało się wreszcie kupić lokalną kartę SIM. Nie wymagało to szczególnej ekwilibrystyki – wystarczyło wejść do salonu (w moim przypadku pierwsze napatoczyło się Claro), pokazać paszport i trochę odczekać. Karta kosztuje 10 reali (7 zł), a minimalne doładowanie kolejne 10 reali. Skoro udało się to w maleńkiej mieścinie, w dużych miastach uda się na pewno.

A propos Claro, miałem z tą siecią dobre doświadczenia w Argentynie i Urugwaju, ale w Brazylii były nieco gorsze. Najpierw telefon zaczął zachowywać się dziwnie – zamiast czasu lokalnego pokazywał trzy godziny wcześniej, ze dwa – trzy razy dziennie powracał do czasu rzeczywistego, żeby potem znowu wrócić do błędnego. Dodam, że podobne rewelacje miała moja żona, która nie używała w ogóle lokalnej karty, więc ciężko za to obwinić Claro. Na szczęście po jakichś trzech dniach wszystko się unormowało.

Obwinić Claro można za to za niedostateczny zasięg. Do eksplorowania brazylijskiego interioru zdecydowanie lepiej nadaje się TIM. W zupełnym wygwizdowie w stanie Piaui, które opiszę nieco później, karta Claro pokazywała, że jest w roamingu! Pierwszy raz zdarzyła mi się sytuacja, że lokalna karta miała roaming we własnym kraju. Dodam, że w tym miejscu karty TIM działały bez zarzutu.

Uzbrojony w nawigację online i lokalny numer byłem już znacznie spokojniejszy, bo prawdziwe wypady poza utarty szlak miały nas dopiero czekać. Ale na początku pojechaliśmy jeszcze do prawdziwej cywilizacji, trzeciego największego miasta Brazylii czyli Belo Horizonte. Nie pałam miłością do wielkich miast, a przy naszym sposobie zwiedzania (wynajęty samochód gdzie się da, czyli praktycznie wszędzie) wbijanie się w nie nie należy do najprzyjemniejszych. Wizyta w Belo Horizonte była jednak nietypowa, bo ominęliśmy w całości centrum miasta, żeby obejrzeć wpisaną na listę UNESCO dzielnicę Pampulha.

Dla laika Pampulha nie jest oczywistą atrakcją turystyczną. To bardzo ładna, willowa dzielnica, z kilkoma nietypowymi budynkami położonymi nad sztucznym jeziorem o tej samej nazwie. Choć nie ma chyba osoby, która nie zainteresuje się nietypową bryłą i wykończeniem kościoła św. Franciszka z Asyżu. Ten kościół tak mało przypomina budynek sakralny, że został wyświęcony dopiero 16 lat po wybudowaniu. Smaczku dodaje fakt, że zaprojektował go słynny Oskar Niemeyer, sam będący ateistą. Podczas naszej wizyty kościół był zamknięty, ale można było zajrzeć do środka.

Pampulha została zaprojektowana na początku lat 40-tych, gdy burmistrzem miasta był Juscelino Kubitschek. Budynki projektował Oscar Niemeyer, a architektem krajobrazu został Roberto Burle Marx. Dziś każdy znawca architektury nowoczesnej zna te nazwiska, bo ta trójka spotkała się dwadzieścia lat później przy realizacji znacznie większego projektu – stolicy kraju Brasilii. Pampulha była więc poletkiem doświadczalnym tej największej w historii inwestycji w zakresie planowania miejskiego. Wyszła moim zdaniem bardzo udanie.

Załącznik:
20201123_124523.jpg

Załącznik:
IMG_9219.JPG
Załącznik:
IMG_9220.JPG
Załącznik:
IMG_9221.JPG
Załącznik:
IMG_9223.JPG
Załącznik:
IMG_9224.JPG


W Belo Horizonte nie zabawiliśmy długo i wieczór spędziliśmy w Parku Narodowym Serra do Cipó. Ten przyjemnym polskiemu uchu wyraz serra po portugalsku oznacza lianę. Mimo frywolnej nazwy park to jedna z największych atrakcji przyrodniczych okolic Belo Horizonte, słynna ze swoich ścieżek trekkingowych, a przede wszystkim wodospadów. Mieliśmy chrapkę na położony nieopodal, jeden z najwyższych w Brazilii wodospad Cachoeira do Tabuleiro, ale dojście do niego jest bardzo trudne i wymaga przewodnika. Skupiliśmy się na tym, co możemy zrobić, czyli mniejszych, ale też bardzo ładnych wodospadach. Trekking do Cachoeira Grande oraz kilku pomniejszych wodospadów zajmuje co najwyżej godzinę, a jego początek zaczyna się tuż przy głównej drodze do Belo Horizonte.
Załącznik:
IMG_9228.JPG
Załącznik:
IMG_9232.JPG
Załącznik:
IMG_9236.JPG
Załącznik:
IMG_9230.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 21 Gru 2020 18:42 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część IV – kolonialnych miasteczek ciąg dalszy
Po opuszczeniu Belo Horizonte wkroczyliśmy na terytoria, które turyści zagraniczni eksplorują bardzo rzadko i przez następny tydzień tylko raz, w Brasilii, powróciliśmy na standardowy turystyczny szlak. Rozpoczęliśmy od Diamantiny, po drodze znowu przez kilkadziesiąt kilometrów jadąc po drogach gruntowych. Zacząłem te drogi nawet lubić, bo jechałem po nich znacznie szybciej niż przewiduje Google Maps i w rezultacie przewidywany czas jazdy skracał się bardzo mocno.

Diamantina to początek Złotego Szlaku, i choć wydobywano tu również złoto, znana jest przede wszystkim, jak wskazuje nazwa, z wydobycia diamentów. Szkoda, że dokumentujące najlepsze czasy Diamantiny muzeum diamentów w czasie naszej wizyty było zamknięte. Bez tego dla laika Diamantina jest po prostu kolejnym bardzo ładnym kolonialnym miasteczkiem. Swoją drogą Brazylii należy się ogromny plus za tak kompleksową ochronę swojego dziedzictwa – widziane przez nas miasteczka były dobrze utrzymane i popularne jako miejscowe atrakcje turystyczne. Jak widać, turyści zagraniczni nie są tam wszędzie niezbędni, bo wystarcza popyt ze strony miejscowych.
Załącznik:
20201124_110816.jpg
Załącznik:
IMG_9244.JPG
Załącznik:
IMG_9249.JPG
Załącznik:
IMG_9250.JPG


Mój pierwotny plan przewidywał zwiedzenie jednego z najpiękniejszych parków narodowych Brazylii Cavernas do Peruaçu. Park znany jest z ogromnych krasowych jaskiń, kanionów i tego typu atrakcji i jestem przekonany, że gdyby był gdzieś w Europie, każdy przewodnik wymieniałby go wśród must see w każdym kraju. A w Brazylii (ba, nawet w stanie Minas Gerais) nie każdy o nim słyszał, nie mówiąc o turystach zagranicznych. Bo trzeba przyznać, że park jest położony mocno na uboczu – z Belo Horizonte trzeba tam jechać 10 godzin, z Brasilii 8 godzin, a od najbliższego lotniska w Montes Claros dzieli go jeszcze 4 i pół godziny jazdy. Niestety, i nam nie było dane zobaczyć tych pięknych jaskiń. Park Cavernas do Peruaçu, jako jeden z nielicznych, jest zamknięty od czasu ogłoszenia w Brazylii stanu pandemii. Dobrze, że sprawdziłem to zanim ruszyliśmy w drogę, zaoszczędziło to nam co najmniej 10 godzin w samochodzie.

Wobec takiego obrotu sprawy trzeba było wdrożyć plan B i jechać prosto do stanu Goias. Do tej pory aż tak mocno nie odczuwaliśmy ogromu kraju, a odcinki, poza tym z pomyloną drogą, nie przekraczały 4-5 godzin. Ale to miało się mocno zmienić, bo odległość między Diamantiną a miasteczkiem Goias to 1000 km, na które trzeba było przeznaczyć 13 godzin jazdy. Zjedliśmy tego słonia w dwóch kawałkach, po pierwszym dniu zatrzymując się w Tres Marias, tuż przy głównej drodze BR-040 z Rio de Janeiro do Brasilii. Następnego dnia, szybciej niż Google Maps przewiduje, zameldowaliśmy się w Goias, ostatecznie pokonując trasę w jakieś 11 i pół godziny. Po przejściu intensywnego deszczu (końcówka listopada to w końcu początek brazylijskiej pory deszczowej), zanim poszliśmy do hotelu udało nam się jeszcze przejść po uliczkach Goias. Goias to najbardziej oddalone na zachód znane kolonialne miasteczko w Brazylii, wpisane na listę UNESCO. Dziś liczy zaledwie trochę ponad 20 tys. mieszkańców, ale do 1937 r. było stolicą stanu Goias, który, choć na mapie dość niepozorny, w rzeczywistości ma powierzchnię 341 tys. km², czyli więcej niż Polska. Może to z powodu pogody, ale ze wszystkich kolonialnych miasteczek Goias spodobało się nam najmniej. W odróżnieniu od samego stanu Goias, który w całokształcie okazał się chyba najfajniejszy ze wszystkich odwiedzonych. Ale o tym w kolejnych częściach.

Załącznik:
20201125_173347.jpg
Załącznik:
20201125_173449.jpg
Załącznik:
20201125_181253.jpg
Załącznik:
IMG_9268.JPG


Wracając w stronę Brasilii wybrałem inną niż poprzednio drogę, przez kolejne kolonialne miasteczko Pirenopolis. Ta zmiana trasy to był strzał w dziesiątkę! Choć częściowo droga znowu się zrobiła gruntowa, byliśmy już przecież off-roadowymi weteranami. A wszelkie trudy wynagrodziło nam samo miasteczko Pirenopolis, które jednogłośnie mianowaliśmy najprzyjemniejszym ze wszystkich oglądanych. Zresztą zobaczcie sami.

Załącznik:
20201126_101208.jpg
Załącznik:
20201126_102425.jpg
Załącznik:
IMG_9279.JPG
Załącznik:
IMG_9280.JPG
Załącznik:
20201126_101156.jpg


Jakby tego było mało, niedaleko za Pirenopolis zerknąłem na prawo i oniemiałem. Z drogi roztaczał się widok na jeden z najładniejszych wodospadów, jakie widzieliśmy do tej pory. Sprawdziłem potem, że oglądaliśmy wysoki na 50 m i bardzo piękny wodospad Salto de Corumba. Taka jest Brazylia, na przyrodnicze czy kulturowe perełki można trafić zupełnie przypadkiem.
Załącznik:
IMG_9282.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 22 Gru 2020 20:02 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część V – najniezwyklejsza stolica świata

Przed 1956 r. nie było tu jeszcze niczego. Oprócz idei. Idei lewicowego prezydenta Juscelino Kubitschka oraz czołowych architektów świata, aby zbudować miasto idealne, a przy okazji ożywić ciągle niezbyt rozwinięty interior Brazylii.

Chyba żaden kraj nie nadawał się na takie zadanie lepiej, niż Brazylia. Po pierwsze, dysproporcje w rozwoju wybrzeża i wnętrza kraju były wtedy ogromne. Po drugie, to z Brazylii pochodzili ci najwybitniejsi architekci, mający wizję, wiedzę i doświadczenie potrzebne do realizacji tak ambitnego projektu. Wydaje się też, że w kraju był od dłuższego czasu klimat pozwalający na realizację takich śmiałych, utopijnych założeń. Może jeszcze Związek Radziecki by się nadawał, ale im chyba dość było dobrowolnych (w 1918 r.) oraz przymusowych (w 1941 r.) przeniesień stolicy ;-)

Architekci wzięli się więc za planowanie. Za całość koncepcji był odpowiedzialny Lucio Costa, najważniejsze budynki zaprojektował jego były uczeń Oscar Niemeyer, a architekturą krajobrazu zajął się Roberto Burle Marx, nie zapominając o setkach innych. Wyobrażam sobie ich zachwyt – niewielu architektów w historii miało tak wielkie pole do popisu, mogąc rozpuścić wodze wyobraźni w sposób niemal nieograniczony.

Panowie nie poprzestali na skopiowaniu rozwiązań znanych wcześniej i stworzyli miasto nawet nie na miarę swoich czasów, ale czasów, które miały dopiero nadejść (złośliwi mogą twierdzić, że ciągle nie nadeszły). Miasto zbudowano na planie lecącego kondora czy też samolotu, gdzie wzdłuż skrzydeł ulokowano dzielnice mieszkaniowe, a w korpusie budynki użyteczności publicznej. Na szczycie tegoż korpusu - głowie kondora czy też dziobie samolotu - znalazł się Plac Trzech Władz (Praça dos Três Poderes), z siedzibą Kongresu, Pałacem Prezydenckim oraz gmachem Sądu Najwyższego. Do wypoczynku służyć miało sztuczne jezioro Paranoa oraz Park Narodowy Brasilia, fragment prawdziwego lasu deszczowego zaledwie kilka kilometrów od centrum. W mieście wszystko miało swój porządek i plan, dzielnice mieszkaniowe były budowane w sposób identyczny. Ale najważniejsze, że miasto zbudowano z myślą o ruchu samochodowym, trochę zapominając o potrzebach pieszych – w latach 50-tych XX w. była to ekstrawagancja czy też wyraz nadmiernego optymizmu, bo nawet dziś wiemy, że nie da się oprzeć transportu tylko na ruchu samochodowym.

Już cztery lata później miasto było ukończone.

Jako, że przyjechaliśmy do Brasilii samochodem, możemy potwierdzić, że dla samochodziarzy miasto nadaje się idealnie. Jedynym minusem były wprawdzie szerokie, ale niemal ciągle zakorkowane aleje wjazdowe, na których ruch uspokajały dziesiątki fotoradarów. W ogóle Brasilia zdaje się potwierdzać twierdzenie, że niezależnie jak szerokie wybudujesz ulice, w pewnym momencie i tak się zakorkują.
Szerokimi alejami można dojechać również do centrum, nie kłopocząc się specjalnie o parkowanie – w ich środku jest multum miejsc parkingowych. Dość powiedzieć, że parkując kilka razy w różnych miejscach miasta nie dość, że błyskawicznie znajdowałem miejsce, ale nawet nie zapłaciłem ani centavo za parking.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od miejsca nietypowego, wielkiej białej piramidy będącej gmachem Świątyni Dobrej Woli (Templo da Boa Vontade), ekumenicznej świątyni służącej wszystkim religiom. Jak czytamy w poświęconej miejscu broszurze: Jest przede wszystkim wyrazem dążenia do upowszechnienia i zniesienia ograniczeń w ruchach ekumenicznych, a nadrzędnym celem jego istnienia jest braterstwo pomiędzy Istotami Ziemskimi i Niebiańskimi wszelkiego pochodzenia, hołdującymi różnym filozofiom, wyznającymi różne religie, popierającymi różne opcje polityczne, a nawet ateistami czy materialistami. Spragnieni dalszej wiedzy na temat świątyni mogą jej zaczerpnąć z oficjalnej broszury w języku polskim dostępnej tutaj:
https://www.boavontade.com/sites/defaul ... olones.pdf

Na miejsce nie wolno wchodzić w szortach, ale przemili strażnicy bezpłatnie udostępnili długie spodnie oraz spódnicę. Podłoga ułożona jest w formie ślimaka, z czarnymi i białymi polami. Odwiedzającym zaleca się, aby przeszli w skupieniu po czarnych polach w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara aż do środka, po czym wrócili po białych polach zgodnie z ruchami wskazówek zegara. Miejsce jest zdumiewającym konglomeratem głównych religii, a w świątynnym sklepiku można kupić różne amulety, kryształy, ale też symbole muzułmańskie, chrześcijańskie, hinduistyczne czy nawet bóstw starożytnego Egiptu.

Załącznik:
IMG_9287.JPG
Załącznik:
20201126_124410.jpg


Kolejna odwiedzana przez nas świątynia nie była ekumeniczna, ale z uwagi na jej sławę na pewno odwiedziło ją wielu niechrześcijan. Mowa o jednym z najsłynniejszych zabytków Brasilii – Sanktuarium Dom Bosco. Ponoć patron świątyni, św. Jan Bosko, pod koniec XIX w. miał sen, w którym widział wielkie nowoczesne miasto… a lokalizacją mogłoby odpowiadać dzisiejszej Brasilii. Przepowiednia okazała się samospełniająca - prezydent Juscelino Kubitschek znał proroctwo św. Jana Bosko i między innymi dlatego kazał usytuować Brasilię tam, gdzie jest obecnie. A Jan Bosko doczekał się w mieście swoich snów świątyni pod jego patronatem, jakiej nie widział świat.

Załącznik:
20201126_132034.jpg
Załącznik:
20201126_132138.jpg
Załącznik:
20201126_132148.jpg


Po Sanktuarium Dom Bosco przyszedł czas na crème de la crème naszej wizyty, czyli Esplanada dos Ministerios oraz Praça dos Três Poderes. Niestety, te piękne budynki były tym razem zamknięte dla zwiedzających, więc mogliśmy je podziwiać jedynie z zewnątrz, parkując zwykle na skrajnym pasie 8-pasmowej esplanady. Kilka razy musieliśmy ją przekroczyć jako piesi, co było wyczynem dość trudnym – mieliśmy do wyboru albo naginać do najbliższych (czytaj – oddalonych o co najmniej pół kilometra) pasów ze światłami, albo liczyć na szczęście przy zmianie świateł. To naprawdę nie jest miasto dla pieszych. Ale pod wszelkimi innymi względami zachwyca i nie ma odpowiednika gdzie indziej na świecie.

Załącznik:
20201126_133328.jpg
Załącznik:
20201126_160103.jpg
Załącznik:
IMG_9293.JPG
Załącznik:
IMG_9296.JPG
Załącznik:
IMG_9303.JPG
Załącznik:
IMG_9304.JPG
Załącznik:
IMG_9305.JPG
Załącznik:
IMG_9306.JPG
Załącznik:
IMG_9312.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 19 Sty 2021 16:50 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Po dłuższej przerwie spowodowanej kolejną podróżą wracam z relacją. Teraz już tak długich przerw nie przewiduję.

Część VI - przyrodnicze cuda w stanie Goias

Pomysłodawcom przeniesienia stolicy Brazylii z pewnością udała się jedna rzecz – rozwinięcie ekonomiczne środka kraju. Stan Goias, z którego wykrojono Dystrykt Federalny, nie jest wcale prowincjonalny i stał się naszym ulubionym stanem. Tym bardziej, że tankowanie było tu zdecydowanie najtańsze – litr etanolu kosztował nawet 2,75 reala (2 złote).

Ale stan Goias zachwycił nas przede wszystkim wspaniałą przyrodą i tu spędziliśmy nasze najlepsze dni wśród natury. Po opuszczeniu Brasilii pojechaliśmy na nocleg do Formosy, będącej niczym więcej niż sypialnią stolicy. Dość powiedzieć, że mimo noclegu w centrum miasta rano obudziły nas piejące koguty (swoją drogą, w Brazylii było to dość częste). Z Formosy z samego rana podjechaliśmy do wodospadu Itiquira, oddalonego o jakieś 40 minut drogi. Itiquira ma wysokość 168 m i, jak pisze Wikipedia, jest najlepiej dostępnym wodospadem tej wielkości w Brazylii. Rzeczywiście, do parku wiedzie dobra asfaltowa droga, a od kas biletowych do samego wodospadu dzieli 15-20 minut marszu. Poza ostatnim, nieobowiązkowym odcinkiem do podnóża wodospadu można ją nawet pokonać na wózku inwalidzkim. Przy przejściu pod sam wodospad zmoczenie obowiązkowe!
Załącznik:
20201127_091943.jpg

Załącznik:
20201127_092117.jpg


Trzy godziny drogi dalej czekała nas kolejna świetna atrakcja, zwana pompatycznie Księżycową Doliną (Vale da Lua). Fantastyczne kształty wapiennych skał uformował płynący tu przez setki tysięcy lat strumień. Jak to zwykle bywa w brazylijskich atrakcjach przyrodniczych, w płytszym miejscu można się kąpać, z czego skwapliwie skorzystaliśmy.

Załącznik:
20201127_131621.jpg

Załącznik:
20201127_131940.jpg

Załącznik:
20201127_132252.jpg

Załącznik:
IMG_9331.JPG


Następnego dnia wybraliśmy się do najważniejszego punktu naszej wizyty – Parku Narodowego Chapada dos Veadeiros, wpisanego na listę UNESCO jako jeden z najlepszych przykładów ochrony brazylijskiej sawanny, zwanej tutaj cerrado. Park jest czynny od 8.00 do 18.00, ale żeby wejść do środka, trzeba się zameldować przed 12.00. Wszystko dlatego, że oferowane trasy są bardzo długie i wymagające. Na szczęście można też zrobić nieco krótszy, 7-kilometrowy trekking do bystrzy, chyba jedyny, który w tej temperaturze (było koło 33 stopni) nadawał się dla mojej pięciolatki. Niestety ta trasa omija najciekawsze widoki, w tym na 120-metrowy wodospad. Ale i tak było świetnie, po drodze minęliśmy stado papug i zbieraliśmy przezroczyste, kwarcowe kamyki.

Załącznik:
20201128_095757.jpg

Załącznik:
20201128_105353.jpg

Załącznik:
20201128_110606.jpg

Załącznik:
20201128_104906.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 21 Sty 2021 16:49 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część VII - niespodziewane spotkanie z Polakami i piękne rysunki skalne

Planując trasę miałem niezłą zagwozdkę, bo po zobaczeniu Chapada dos Veadeiros znaleźliśmy się w punkcie, z którego wszędzie jest bardzo daleko. Do najbliższej znanej atrakcji – Parku Narodowego Chapada Diamantina, było 1000 km i 13 godzin jazdy.

Ale jak szaleć to szaleć - postanowiłem skoczyć na jeszcze głębszą wodę i wybrać się w miejsce, gdzie turystów spoza Brazylii niemal się nie spotyka. Mowa o Parku Narodowym Serra da Capivara, najrzadziej odwiedzanym miejscu na liście UNESCO w Brazylii. Do tego parku było jeszcze nieco dalej – 1300 km i 18 godzin jazdy. Pokonaliśmy ten dystans znacznie szybciej, w granicach 15 godzin w aucie, po drodze zatrzymując się na nocleg w Barreiras.

Sama droga była bardzo malownicza. Początek w stanie Goias to jazda wśród wzgórz cerrado. Przy wjeździe do stanu Tocantins wzgórza zmieniły się w wyższe, bardziej dzikie i postrzępione góry. Do rolnictwa nadawały się wyłącznie jako łąki.

Załącznik:
IMG_9350.JPG

Załącznik:
IMG_9358.JPG


Trwało to przez jakieś 100 kilometrów, gdy dojechaliśmy do granicy stanu i nagle krajobraz zmienił się diametralnie. Skończyły się góry i zaczęły wielkie równiny, pokryte liczącymi setki, jeśli nie tysiące hektarów polami, obrabianymi przez ogromne maszyny rolnicze. Centrum tego rolniczego regionu znajduje się w Luis Eduardo Magalhaes.
Po noclegu w Barreiras wjechaliśmy na drogę krajową 135 i GPS pokazał drugi najdłuższy prosty odcinek w mojej historii jako kierowcy – najbliższy skręt za 581 km. Rekord należy do Omanu, gdy jechałem z Nizwy do Salali – tam GPS oznajmił, że mam skręcić w lewo za 975 kilometrów. W stanie Piaui można było zapomnieć o wielkopowierzchniowym rolnictwie – klimat zmienił się w bardzo suchy, prawie półpustynny.

Załącznik:
Screenshot_20201129-073223_Maps.jpg


Wcześniej zarezerwowałem nocleg w Coronel Jose Dias i zostałem zaskoczony, bo właściciel napisał do mnie po angielsku. Przestałem się dziwić gdy okazało się, że jest Niemcem od dawna żyjącym w Brazylii. Przekazał mi za to, że w tej małej miejscowości jest polski ksiądz! Od razu napisałem na podany numer whatsapp. Ksiądz nazywa się Mirosław Rietz, pochodzi z Gdyni Orłowa, a w ciągu jego już 4-letniego pobytu w Coronel Jose Dias tylko raz widział turystów z Polski, gdy odwiedzał go znajomy ksiądz z kolegami. Zdziwił się więc niemało widząc w tym wygwizdowie polską rodzinę, w dodatku z małymi dziećmi. Ksiądz Mirosław (albo Padre Miro, jak go tu nazywają) to dusza człowiek, a więc zaprzyjaźniliśmy się niemal od razu.

A oto Padre Miro w akcji:

Załącznik:
IMG_9429.JPG



Co więcej, Padre Miro zapowiedział, że następnego dnia odwiedzimy biskupa, też z Polski. I rzeczywiście, zjedliśmy podwieczorek u biskupa diecezji Sao Raimundo Nonato Edwarda Zielskiego.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Zielski


Biskup Zielski, choć włada diecezją liczącą prawie 40 tys. km² i 180 tys. wiernych, ma w kurii tylko jednego pracownika, a sama diecezja liczy zaledwie 24 księży. Przyjął nas bardzo serdecznie, a mój syn objadł się lodami za cały tydzień. Po raz kolejny (wcześniej na dalekiej Syberii) przekonałem się, że duchowni pracujący na misjach to zwykle osobowości dużo bardziej otwarte i wyluzowane niż ci, którzy pozostają w kraju.

Poza integracją z rodakami odwiedziliśmy nasz główny cel przyjazdu do południowego Piaui, czyli Serra da Capivara. W parku odkryto najstarsze w obu Amerykach (mające nawet 26 tys. lat) rysunki naskalne o wspaniałej jakości. Rysunki prezentują nie tylko standardowe sceny polowań czy zwierząt, ale również rozrywki takie jak taniec, gimnastyka czy seks. Wszystko to we wspaniałej scenerii, wraz ze słynną skałą Pedra Furada.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 24 Sty 2021 20:07 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część VIII – São Cristóvão i Salwador

Do Serra da Capivara trudno się dostać, trudno się też wydostać – stamtąd wszędzie jest bardzo daleko. Miałem nawet myśl, żeby dotrzeć aż do Sao Luis, ale to by oznaczało jakieś 40 godzin więcej w samochodzie. Drugi pomysł to dojazd do Recife oraz kamienia Inga, który też odpadł z uwagi na długą drogę. Stanęło na jeździe w linii prostej do miejscowości o nazwie Piranhas, położonej w stanie Alagoas nad brzegiem rzeki Sao Francisco. Piranhas to dość popularna miejscowość turystyczna, choć w zasadzie wyłącznie wśród Brazylijczyków. My jednak zatrzymaliśmy się tylko na noc, w dalszej drodze oglądając zaporę Xingu, jedną z największych w obu Amerykach.

Załącznik:
20201202_084958.jpg


Kilka godzin drogi dalej leży niewielkie miasteczko São Cristóvão, jedno z najstarszych osiedli w Brazylii, datowane na 1590 r. Osobliwością São Cristóvão jest wpisany na listę UNESCO Plac São Francisco z historycznymi konwentami. Tutaj po raz pierwszy realnie ucierpieliśmy z powodu pandemii, bo Konwent Św. Franciszka oraz okoliczne muzea były pozamykane.
Załącznik:
20201202_115826.jpg


Trzeba było jechać dalej, a kolejnym, tym razem dłuższym przystankiem był Salvador. Przebijanie się przez przedmieścia brazylijskich dużych miast to jedno z mniej przyjemnych doświadczeń podczas tej podróży, a Salvador jest tak położony, że jadąc lądem do ścisłego centrum trzeba przejechać kilkanaście kilometrów tkanki miejskiej. W samym mieście, szczególnie na Avenida Oceanica, korki były mniejsze niż na dojeździe.
Salvador cieszy się opinią jednego z najbardziej żywych miast Brazylii, takiego, w którym najbardziej czuć afrykańskie pochodzenie mieszkańców. I rzeczywiście, chodząc po ulicach po południu mogliśmy to potwierdzić – okolice stacji metra Lapa, gdzie mieliśmy hotel, to jeden wielki bazar, mocno w afrykańskim stylu. Ludzi było pełno i trzeba było trzymać dzieci za rękę, żeby w tym rozgardiaszu się nie pogubiły.
Zwiedzanie Salvadoru wieczorem miało niezaprzeczalnie jeden wielki plus – wszystkie słynne kościoły były w tym czasie otwarte na wieczorne msze. Tym sposobem zwiedziliśmy dwa słynne zabytki – Igreja Nossa Senhora da Piedade i Nossa Senhora da Lapa, z czego szczególnie ten drugi prezentuje się bardzo okazale. Powinniśmy rozszerzyć naszą wycieczkę o inne kościoły, ale przerzuciliśmy to na kolejny dzień i był to duży błąd – otwarty był tylko kościół Nossa Senhora do Conceicao da Praia. Pozostałe, w tym słynny Konwent św. Franciszka czy Santa Clara do Desterro, były zamknięte.
Załącznik:
20201202_175858.jpg
Załącznik:
20201203_081059.jpg
Załącznik:
20201203_081316.jpg


Ogólnie Salvador zrobił na nas niezbyt dobre wrażenie. Podczas, gdy na brazylijskiej prowincji kolonialne miasta są wspaniale odnowione, centrum Salvadoru było szokująco wręcz zapuszczone. W zasadzie tylko bezpośrednie okolice katedry i Konwentu Św. Franciszka przypominają chwile świetności tej byłej stolicy Brazylii. Wystarczy jednak odejść dwieście metrów dalej, żeby znaleźć się wśród odrapanych lub wręcz zrujnowanych budynków, gdzie niemal cała dzielnica nadaje się do kompletnego remontu. A szkoda, bo miasto jest przepięknie położone i powinno być perełką niemalże na miarę Rio de Janeiro (które, notabene, też wymaga sporych prac remontowych w swoim centrum).


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 26 Sty 2021 17:31 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część IX – plażowanie i las deszczowy

Nie lubię plażowania i unikam go jak mogę, ale podróżując z dziećmi trzeba było uwzględnić i ich potrzeby. Tym bardziej, że czekało nas przecież 1700 kilometrów jazdy wzdłuż jednego z najpiękniejszych wybrzeży świata. Plaż do wyboru było więc mnóstwo. Uznałem, że skoro już mamy poświęcić dzień na wypoczynek, niech będzie to naprawdę coś ekstra. Najlepiej wypoczywa się w miejscach mniej dostępnych, gdzie nie można wpaść na chwilę, zaparkować przy plaży i odjechać w dowolnym momencie. Wybór padł więc na odizolowaną wysepkę Ilha do Tinhare, na którą dostać się można tylko promem (między innymi bezpośrednio z Salvadoru) lub małym samolotem, a na miejscu nie ma w ogóle samochodów. My dojechaliśmy do miejscowości Atracadouru Bom Jardim, zostawiliśmy samochód na parkingu i popłynęliśmy szybkim promem do Morro de Sao Paulo. Morro de Sao Paulo to bardzo popularna miejscowość turystyczna, z dziesiątkami knajpek i hoteli oraz co najmniej pięcioma ładnymi plażami (nazywającymi się po prostu Pierwsza, Druga, Trzecia, Czwarta i Piąta). Wszystko to jest na bardzo niewielkiej powierzchni i nawet na ostatnią plażę można się dostać na piechotę, choć marsz trwa godzinę. A samo Morro de Sao Paulo jest wyjątkowo malowniczo położone, choć zabudowie nabrzeża brakuje nieco estetyki.

Załącznik:
20201204_160749.jpg

Załącznik:
20201204_074138.jpg

Załącznik:
20201203_160320.jpg

Załącznik:
20201204_063741.jpg

Załącznik:
20201204_081509.jpg



Miejsce do spania można znaleźć bardzo tanio, jedzenie i picie kosztuje już nieco więcej, ale za to jak wspaniale jest podane!

Załącznik:
20201203_183509.jpg



A tak wyglądał widok z naszego hoteliku w nocy:
Załącznik:
20201203_210118.jpg


Po opuszczeniu Morro de Sao Paulo – tym razem zwykłym promem, płynącym 2h zamiast 1h i kosztującym 11 reali zamiast 19 od osoby, udaliśmy się jeszcze do jednego znanego kurortu – Itacare. Tutaj nie było już tak fajnie, plaż było wprawdzie sporo, ale wyglądały dużo słabiej. A w miasteczku poza głównymi ulicami reszta była gruntowa, pełna wyrw i kałuż.

Kolejny dzień to znów droga na południe, z przystankiem na Wybrzeżu Odkrywców, miejscu, gdzie po raz pierwszy portugalscy żeglarze zobaczyli południowoamerykański ląd. Stało się to w miejscowości Trancoso, 21 kwietnia 1500 r. Samo Trancoso zostało założone kilkadziesiąt lat później, ale wielkiej kariery nie zrobiło – dziś to malutkie miasteczko, wioska właściwie, z malowniczymi domkami i ładnym kościółkiem na pokrytym trawą głównym placu.
Załącznik:
20201206_092027.jpg

Załącznik:
20201206_092412.jpg

Załącznik:
IMG_9495.JPG


Zanim dotarliśmy do Trancoso, zwiedziliśmy jeszcze Park Narodowy Pau Brasil, fragment atlantyckiego lasu deszczowego, poświęcony szczególnie ochronie drzewa paubrasilia (polska nazwa to brezylka ciernista), od którego nazwę wziął cały kraj Brazylia. Przyjechaliśmy tam o 13.15, a formalnie wycieczki można było robić tylko do 13.00. Na szczęście strażnik się zlitował, zadzwonił po przewodnika i po uiszczeniu 140 reali około 14.00 wybraliśmy się na wycieczkę do samego parku.
Las deszczowy widziałem już wiele razy, ale przyznam, że i ja byłem zachwycony. Przewodnik był niezbędny, bo jechaliśmy kilka kilometrów terenowym samochodem w strasznej gęstwinie.
Załącznik:
20201205_133448.jpg

Załącznik:
20201205_143114.jpg

Załącznik:
20201205_150112.jpg

Załącznik:
20201205_155046.jpg


Wprawdzie nie udało się zobaczyć żadnych większych zwierząt (PN Pau Brasil słynie zwłaszcza z harpii), to i tak wycieczka była bardzo przyjemna. A z mniejszych zwierząt przeciął nam drogę taki oto pajączek…
Załącznik:
20201205_151901.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 28 Sty 2021 18:41 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 294
srebrny
Część ostatnia - W Rio de Janeiro. Podsumowanie.

Po długiej drodze dojechaliśmy wreszcie do Rio de Janeiro, mając na pobyt w tym mieście pełne 24 godziny. Oczywiście na miasto takie jak Rio to jest przeraźliwie mało, ale taki był plan. Do Rio, drugiego największego hubu w Brazylii, będzie kiedyś jeszcze okazja zawitać i zwiedzić miasto choćby w trakcie dłuższej przesiadki. Poza tym nie ukrywam, że przeczytawszy opinie na temat bezpieczeństwa w Rio, których sporo również na forum fly4free, nie chciałem zbytnio ryzykować. Ostatecznie nie mieliśmy żadnych problemów, ale Rio było jedynym w Brazylii miejscem, gdzie czasem mogliśmy poczuć się nieswojo.

Hotel mieliśmy na Copacabanie, jakieś 300 metrów w linii prostej od deptaka i 400 m od początku słynnej plaży. Zrobiliśmy sobie dłuższy spacer, ale niestety, pogoda akurat nie dopisała – były na oko dwumetrowe fale i siąpił deszcz. Choć nie jestem fanem plaż, mogę zrozumieć, dlaczego Copacabana jest tak popularna – w końcu niewiele wielkich miast ma tak szerokie plaże w swoim ścisłym centrum. Mnie najbardziej zapadnie w pamięć widok nabrzeża wzdłuż Avenida Atlantica i szpaleru wieżowców przy samej plaży.

Załącznik:
IMG_9526.JPG

Załącznik:
IMG_9528.JPG


W ogóle, jeśli chodzi o widoki i malownicze położenie, Rio de Janeiro nie ma sobie równych wśród wielkich miast na świecie. Plaże, porośnięte tropikalnym lasem góry, zjawiskowa zatoka Guanabara… Tylko te fawele… nie chodzi nawet o bezpieczeństwo, ale przykro patrzeć na dzielnice, którym miasto nie jest w stanie zapewnić podstawowej infrastruktury.

Wieczorem spotkaliśmy się z kolegą z forum @kuba1306 i jego synem, i w sympatycznej atmosferze wymieniliśmy się doświadczeniami z podróży. Ale rano czekała nas niemiła niespodzianka – okazało się, że zacięła się winda na parkingu hotelowym i obsługa nie jest w stanie wyprowadzić mojego samochodu! Niby do wylotu zostało jeszcze parę godzin, ale ziarno niepokoju zostało zasiane. Na szczęście hotel stanął na wysokości zadania i chciał zapewnić nam transport na pod pomnik Chrystusa, który chcieliśmy tego dnia obejrzeć. Nic z tego, akurat we wtorki góra Corcovado była zamknięta na antywirusową dezynfekcję. W zamian za to uzgodniliśmy, że weźmiemy Ubera do centrum i z powrotem, a hotel zwróci nam jego koszt. Pojechaliśmy więc do centrum, które wzbudziło w nas mocno mieszane uczucia. Z jednej strony mieliśmy szczęście dostać się do wspaniałego kościoła Candelaria, a szczególnie do wspaniałej Katedry Św. Sebastiana. Pocałowaliśmy za to klamkę przy Monasterze Sao Bento czy Konwencie św. Antoniego. To smutne, ale z centrum Rio zapamiętamy przede wszystkim dziesiątki bezdomnych i okropny kloaczny smród w przejściach podziemnych. Szczególnie w okolicach parku Flamenco bezdomnych było mnóstwo. A po demonstracji jednej z pań, która nie zważając na obecność innych spuściła spodnie i świecąc tyłkiem zaczęła sikać pod drzewem, odechciało nam się dalszej wędrówki.

Załącznik:
20201208_102155.jpg
Załącznik:
20201208_102939.jpg
Załącznik:
IMG_9539.JPG
Załącznik:
IMG_9537.JPG
Załącznik:
20201208_110317.jpg
Załącznik:
20201208_110319.jpg
Załącznik:
IMG_9534.JPG
Załącznik:
IMG_9535.JPG


Wróciliśmy do hotelu, który zdążył już naprawić windę i wydał nam samochód. Jeszcze tylko wizyta w myjni (Localiza wymaga, aby samochód był umyty, a nasz był tak brudny, że wstyd było go oddawać), krótkie formalności w wypożyczalni i o czasie dostaliśmy się na lotnisko. Na marginesie dodam, że wypożyczalnia nie uwierzyła w przebieg naszego samochodu – zamiast 7750 km, które pokonaliśmy, zapisali w dokumencie kończącym wynajem 775 km :-)


_______________


Podsumowując, Brazylia okazała się wyjątkowym miejscem i wylądowała w Top 5 moich ulubionych krajów. Podróż udała się w 100%, zobaczyliśmy wszystko, co chcieliśmy, a nawet więcej, niż przewidywałem wcześniej. Wprawdzie restrykcje covidowe nieco dały się nam we znaki z powodu zamkniętych muzeów i części kościołów, ale i tak w porównaniu z ogarniętą lockdownami Europą te ograniczenia to był pryszcz. Z powodu niskiego kursu reala wyjazd wyszedł też dość tanio, za dobrej jakości hotele płaciliśmy 120-150 zł (4-osobowy pokój ze śniadaniem), za obiad od 40 zł (lunchownie przy drogach) do 150 zł za fancy dania i drinki tuż przy plaży – jak na 4-osobową rodzinę nie jest źle.

Poniżej garść informacji przydatnych zwłaszcza dla wypożyczających w Brazylii samochód:
1. Drogi wewnątrz kraju są zazwyczaj przyzwoitej jakości, choć zdarzały się odcinki pełne dziur, szczególnie w południowym Piaui. Największym problemem jest to, że większość dróg jest wąska i bardzo zatłoczona. Nie mogłem uwierzyć w czasy przejazdu podawane przez Google Maps, ze średnią prędkością poniżej 70 km/h nawet na długich odcinkach, ale w rzeczywistości okazały się prawdą. Prawie cały czas jedzie się w górach, na podwójnej ciągłej, przez co wyprzedzanie, szczególnie ciężarówek, jest sporym wyzwaniem. Opisywałem już moje przygody z drogami gruntowymi, ale szczerze mówiąc turysta jeżdżący po typowym turystycznym szlaku może ich zupełnie uniknąć.
2. Kraj jest najeżony fotoradarami, na dojazdówkach do większych miast można ich spotkać kilkanaście na bardzo krótkim odcinku. Mijając setki fotoradarów nie da się nie złapać choćby na jeden – mnie na szczęście zdarzyło się to raz, a mandat przyszedł po mniej więcej miesiącu. Za przekroczenie prędkości o 14 km/h (54 tam, gdzie można było 40), zapłaciłem 125 reali, czyli około 90 zł. Z mandatu wynika, że tolerancja wynosi 20% dozwolonej prędkości. Dla kontrastu, policjantów mierzących prędkość widziałem tylko raz.
3. Po przejściach na drogach Argentyny, gdzie policja stała i zatrzymywała pojazdy na każdej rogatce do miasta czy granicy prowincji, spodziewałem się, że w Brazylii będzie podobnie. Tymczasem nic podobnego – w tym kraju prawie nie ma policji na drogach, nawet na granicach stanów nie ma żadnych posterunków oprócz inspekcji fitosanitarnej! Owszem, czasem były checkpointy policji drogowej, ale przez całe 18 dni zostałem zatrzymany tylko raz, w związku z pomiarem temperatury w ramach covidowej prewencji.
4. Międzynarodowe prawo jazdy nie jest potrzebne na krótkie turystyczne wyjazdy.
5. Część głównych dróg jest płatna, bramki są często, a kwoty niewielkie – np. 5 reali. Nie widziałem możliwości płacenia kartami na bramkach. Płaciłem też na co najmniej dwóch mostach – Rio-Niteroi oraz Terceira Ponte w Victorii.
6. Samochody osobowe jeżdżą zamiennie na benzynę lub etanol. Etanol jest mniej więcej 30% mniej wydajny niż benzyna, przez co opłaca się go tankować, gdy cena wynosi mniej niż 70% ceny benzyny. Ja, niezależnie od ceny, niemal zawsze tankowałem etanol – z powodów ekologicznych oraz estetycznych, przy tankowaniu etanolem w ogóle nie śmierdzi. Na stacjach benzynowych na głębokiej prowincji często jednak nie ma wyboru i etanol w ogóle nie jest dostępny.
7. Ceny benzyny/etanolu potrafią się gigantycznie różnić – najmniej płaciłem za etanol 2,75 reala (~2 zł, ceny w prowincjonalnym Goias), podczas gdy w centrum Rio to paliwo kosztowało nawet 4,6 reala! Nigdzie jeszcze nie widziałem takiej rozpiętości cenowej. Najwyższe ceny były oczywiście w centrach miast, wręcz opłaca się wyjechać np. poza Rio i wrócić, oszczędzając sporo na pełnym baku.

Informacje praktyczne niewiązane z prowadzeniem samochodu:
1. Jak już pisałem, wystarczy opuścić Rio, żeby nie mieć do czynienia z nikim, kto mówi w jakimkolwiek innym niż portugalski języku. Gdzieś czytałem, że nauka języków nie jest tam bardzo popularna i nie jest częścią ich kultury. Mój hiszpański też nie za wiele pomagał, tyle tylko, że dość dobrze rozumiałem komunikaty na piśmie.
2. Podczas całego pobytu nie mieliśmy jakichkolwiek problemów z bezpieczeństwem. Poza Rio i Salwadorem, gdzie można poczuć się nieco nieswojo, wszędzie czuliśmy się absolutnie swobodnie, nawet wychodząc późnym wieczorem.
3. Płacić kartą można prawie wszędzie. Ja korzystałem z wielowalutowej karty Pekao, która niestety nie współpracowała z terminalami wydanymi przez firmę Rede – największego operatora płatności w Brazylii. Przez to częściej niż planowałem musiałem wyciągać pieniądze z bankomatów (przy okazji, prowizje lokalnych banków potrafią się mocno różnić, lepiej sprawdzić kilka). Pekao rozpatrzyło moją reklamację pozytywnie i zwróciło mi pobrane prowizje za wypłaty z bankomatów, ale i tak korzystniej jest mieć kartę, która współpracuje ze wszystkimi terminalami w Brazylii.
4. Uzyskanie karty SIM jest proste, trzeba pójść do salonu i okazać paszport. Karta kosztuje 10 reali, minimalne doładowanie drugie tyle.
5. Brazylia jest w ogóle mało formalistyczna. Na kilkanaście pobytów, głównie w hotelach, tylko dwa razy musieliśmy pokazywać paszporty.

PS Zauważyłem, że pierwsze części mojej relacji cieszyły się większym zainteresowaniem, szczególnie ze strony komentujących. Wraz z wprowadzeniem przez Brazylię wymogu testu i coraz większymi restrykcjami to zainteresowanie spadało. W końcu Brazylia się jednak otworzy i mam nadzieję, że relacja będzie pomocna w planowaniu podróży, w szczególności dla tych, którzy chcą zobaczyć coś poza standardową trasą Rio – Paraty/Ilha Grande – Sao Paulo – Iguazu. A za chwilę rozpoczynam kolejną relację, tym razem z kraju, który od dłuższego czasu pozostaje otwarty i na szczęście nic nie wskazuje na możliwość jego szybkiego zamknięcia.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
billabong uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 28 Sty 2021 19:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1198
złoty
Przy tak wolnej jeździe ilość kilometrów jednak zatrważająca ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 04 Lut 2021 00:13 

Rejestracja: 05 Mar 2017
Posty: 852
srebrny
Bardzo ciekawa relacja i podróż, wiele osób teraz boi się Brazylii.
Trochę tylko kiepska jakość zdjęć, ale to taka mała uwaga.
_________________
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej
Góra
 Relacje PM off
rw30 lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 27 Mar 2021 19:35 

Rejestracja: 10 Mar 2018
Posty: 44
Wspaniała relacji, i polski akcent. Miałam okazję być na Kubie w 2012 roku ale odwiedziłam tylko Hawanę i Varadero. Zdjęcia i opowieść zachęcają do powrotu i podróży w głąb kraju. Kubańczycy to bardzo mili ludzie, gościnni i grzeczni. Polecam każdemu ten kierunek, niezwykle bezpieczny jak na dzisiejsze czasy.
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 27 Mar 2021 20:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5341
HON fly4free
Kuba to niewątpliwie piękny kraj, a i ludzie zapewne przesympatyczni, przynajmniej niektórzy, ale zachodzę w głowę, jaki ma to związek z Brazylią :D ?
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 18 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group