Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 21 Wrz 2022 13:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
Witam wszystkich,
Relacji z road trop`ów po zachodnim wybrzeżu było sporo niemniej jeżeli kogoś zainteresuje nasz, w warunkach powolnej stabilizacji po pandemii, w układzie rodzice plus 19 – latek i 16 – latek to zapraszam 😊
Wyjazd był planowany przed pandemią, były już kupione bilety lotnicze, zarezerwowane auto i większość noclegów ale nie wyszło. Czekaliśmy zatem w miarę cierpliwie na powrót do swobodnego podróżowania i w styczniu tego roku podjęliśmy decyzję, że lecimy. Termin 1.09 – 16.09.2022, wylot z Gdańska przez Kopenhagę do LA. Uwaga – SASem….. tak, tak, właśnie SASem z czego wynikły drobne perturbacje 😉
Bilety kupiliśmy w styczniu i wczesną wiosną zaczęłam rezerwować noclegi. Jako, że gotowy plan czekał na nas od czasów przedpandemicznych to w zasadzie zrobiłam „kopiuj – wklej” i gotowe!
Plan był następujący:
1.09 (czwartek) o 11:45 przylot do LA, formalności, odbiór auta i od razu w drogę, w stronę Joshua Tree. Dwa pierwsze noclegi zarezerwowane w Palm Springs, trochę rozglądania się po okolicy, trochę basenu i potem w drogę.
No, ale w kontrze do tego planu stanął SAS, który około miesiąc przed wylotem napisał miłego maila, że zmieniają nam datę wylotu z 1.09 na 2.09 – godziny i konfiguracja bez zmian. Możemy się zgodzić, możemy chcieć zwrot kasy. Zaczęłam nerwowe poszukiwania innego lotu, innych linii itd. No, ale za cenę styczniową to na przełomie lipca i sierpnia za bardzo bym nie poszalała. Zgodziliśmy się więc z tę zmianę, co oznaczało skrócenie naszej podróży o jeden dzień, ale też zmianę rezerwacji auta i noclegu. W zasadzie wszystko udało się pozmieniać, pobyt w Palm Springs skróciliśmy do jednego noclegu i byliśmy gotowi.
W piątek, 2.09 - urodziny męża :D - o 4:40 stawiliśmy się na lotnisku w Gdańsku, planowo o 6:10 wylecieliśmy do Kopenhagi, tam po 2 h oczekiwania lot do LA i o 11:40 wylądowaliśmy. Tu mała dygresja - ja ogólnie jestem dosyć emocjonalna, wyprawę wymyśliłam i zaplanowałam już dawno, w zasadzie to było spełnienie mojego wielkiego pragnienia. Byłam już kiedyś w Stanach podczas studiów, zwiedziłam wtedy Chicago, Nowy Jork, Waszyngton i Filadelfię a teraz zapragnęłam pokazać Stany synom. Ponadto - to w zupełnej tajemnicy - jesienią ubiegłego roku wygrałam w pewnym znanym teleturnieju przyjemną kwotę i tak sobie wymyśliłam, że przeznaczę ją na tę właśnie podróż :P Wracając do wątku głównego - otóż pisząc to wszystko trochę usprawiedliwiam te łzy, które popłynęły po lądowaniu w LA..... proszę się za bardzo nie śmiać, wiem wiem - stara a taka miękka :roll:
Teraz już będą konkrety!
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 21 Wrz 2022 14:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6580
HON fly4free
Chętnie poczytam - w niemal identycznym okresie planuję takie coś na 2023 (bilety do LA już są, a na powrót będą wkrótce). Relacji w pdf z forum ściągniętych mam już chyba z 6, czy 7, ale ta będzie najświeższa :)
Góra
 Relacje PM off
Aneta P. lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 22 Wrz 2022 07:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
2.09 – piątek c.d.
Po wylądowaniu i otarciu łez 😉 stanęliśmy ładnie w kolejce, ludzi sporo, minimum godzina czekania. Do oficera podeszliśmy całą rodziną, krótka rozmowa, pytanie o plan pobytu, ale bez udowadniania rezerwacji czy biletu powrotnego, życzenia urodzinowe dla męża i oto jesteśmy! Odebraliśmy bagaże i udaliśmy się po auto. Rezerwację mieliśmy w Alamo, regular SUV z pełnym ubezpieczeniem. Bezproblemowo dotarliśmy po auto, na placu niezbyt duży wybór, może ze 4 auta. Wybór padł, przy podpowiedzi pracownika wypożyczalni, na Toyotę 4runner. Wygodny, z dodatkowym rzędem siedzeń, dużo miejsca w środku. Gdy już się zapakowaliśmy, na plac podjechały kolejne auta z myjni, ale nic już nie zmienialiśmy tylko w drogę. Najpierw wizyta w T-mobile, bo przecież bez internetu to z nastolatkami się nie da 😉 Poszło szybko i sprawnie, telefon syna robił nam za hot – spot i wszystko działało bez zarzutu. Potem na liście był In&Out Burger – to też pozycja z listy synów. Pierwotnie był jeszcze pomysł, żeby może przed wyjazdem w stronę Joshua Tree, zaliczyć Santa Monica, ale ostatecznie decydowaliśmy, że wyjeżdżamy a nasz plan i tak zakładał pobyt w LA przez ostatnie 2 dni. No i wyruszyliśmy…… Wtedy dopiero poczuliśmy na własnej skórze co znaczą korki, o których wszyscy wspominają. No po prostu szok i niedowierzanie. Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że zaczynał się świąteczny weekend – 4.09 Amerykanie obchodzili Labour Day i po prostu wszyscy gdzieś jechali! Fakty są takie, że trasę do Palm Springs, dokładnie do Cathedral City – 130 mil - pokonaliśmy w 4,5 h ☹ Dojechaliśmy dobrze po 20, było już ciemno, powietrze aż gęste od gorąca, gdy wysiedliśmy z auta czułam, jakbym weszła do sauny…… A jeszcze mieliśmy zrobić jakieś podstawowe zakupy spożywcze, wodę, coś na następny dzień. Zdecydowaliśmy, że jubilat i młodszy syn zostają a ja ze starszym wyruszamy na łowy. Bez problemu znaleźliśmy dwa sklepy, kupiliśmy co trzeba i wróciliśmy do hotelu. Młodszy był już wyczerpany podróżą i emocjami ale my we 3 jeszcze zaliczyliśmy basen i spać. Na kolejny dzień zaplanowany był Joshua Tree i przejazd Route 66 do Williams.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 24 Wrz 2022 12:25 

Rejestracja: 26 Gru 2016
Posty: 76
Byliśmy w prawie tym samym terminie, przesuniętym o jeden dzień (03.09-17.09) na podobnym tripie z poczatkiem w LA. Tez z Gdanska i tez mialem urodziny w dzien przylotu . Chętnie poczytam, a może też zdecyduje się coś napisać:)
Temperatury na początku były zabójcze.
Góra
 Relacje PM off
Aneta P. lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 25 Wrz 2022 08:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
@mewho co za zbieg okoliczności! Ciekawe czy gdzieś spotkaliśmy się na trasie? :o

3.09 - sobota
Podczas całego wyjazdu mieliśmy taki plan, żeby nic za wszelką cenę, żeby jednak trochę odpoczywać i bez spiny, bo to w końcu urlop. W związku z tym wyruszaliśmy zazwyczaj około 9, synowie to jednak śpiochy, jak to nastolatkowie. Tak właśnie zaplanowaliśmy wyjazd do Joshua Tree. Do parku wjeżdżaliśmy południowym wyjazdem, od strony Palm Springs było po prostu bliżej. Pogoda nam bardzo dopisywała, było chyba z 34 stopnie, ale jakoś nie odczuwaliśmy dużych uciążliwości. Faktem jest, że piliśmy baaaardzo dużo, głównie wody, chociaż często chłopcy serwowali sobie taką gotową zimną kawę ze Starbucks w szklanych butelkach – do kupienia w każdym większym markecie. Joshua Tree od południa przywitał nas pustkami, spotkaliśmy może ze dwa samochody koło Cottonwood Visitor Center. Zaliczyliśmy m.in. Cholla Cacuts Garden, ale po drodze wielokrotnie się zatrzymywaliśmy, żeby poskakać po skałkach i porobić fotki – było bardzo urokliwie. Im bardziej kierowaliśmy się na północ tym więcej spotykaliśmy ludzi a przy Skull Rock trudno było o zdjęcie bez tłumów w tle. Opuściliśmy park bardzo usatysfakcjonowani, nie przypuszczałam, że moim chłopakom tak się spodoba – serio. Dalej czekała nas Route 66, przejechaliśmy do Amboy, tam oczywiście fotki przy stacji Roy`s, trafiliśmy nawet na jakąś większą wycieczkę autokarową więc znowu tłumy.
Tu mały wtręt – w okolicach Needles zaliczyliśmy największą „wpadkę” jeśli chodzi o kupno paliwa i ceny. Faktem jest, że na Route 66 stacji nie ma zbyt wiele, stoją znaki informujące, że do najbliższej stacji dzieli nas tyle a tyle i nie są to małe odległości. No więc trochę daliśmy się postraszyć i nasze pierwsze tankowanie kosztowało nas ……. 6,20 $ za galon ☹ Potem oczywiście okazało się, że ceny są zdecydowanie bardziej przystępne. Dodam tylko, że naczytawszy się relacji i różnych wpisów dotyczących cen paliwa, przyjęłam na cały wyjazd średnią 6 $/gal. Faktem natomiast jest, że te wspomniane powyżej 6,20 było najwyższą ceną jaką zapłaciliśmy podczas całego tripu. Nawet w Kaliforni płaciliśmy za paliwo około 5,30 – 5,60. Najtaniej było zdecydowanie w Page, gdzie tankowaliśmy po 3,60. To tak od praktycznej strony 😊
Potem przejechaliśmy Oatman, osiołki – a jakże – były, na widok samochodu po prostu podchodzą, wkładają pysk do auta i ogólnie czują się bardzo swobodnie 😊 Zaliczyliśmy też Hackberry, ale było już po 17 i było zamknięte ☹ Byliśmy bardzo niepocieszeni bo liczyłam na kupno jakichś gadżetów. Gdy podjeżdżaliśmy pod sklep stała tam zaparkowana identyczna Toyota jak nasza i jakieś dwie młode dziewczyny robiły sobie zdjęcia. Po podsłuchaniu okazało się, że to polskie studentki wracające z Work&Travel. Od razu przypomniał mi się mój studencki wyjazd sprzed….. 22 lat(!) Ucięliśmy sobie krótką pogawędkę, jedna z nich okazała się być, tak jak my, z Gdańska, więc zrobiło się zupełnie swojsko. Wyruszyliśmy dalej, do Peach Springs, ale było już dosyć ciemno więc w zasadzie nici z podziwiania Chłodnicy Górskiej ☹. Potem na trasie było już Williams, gdzie mieliśmy nocleg. No muszę przyznać, że miasteczko jest urocze, przesycone wręcz klimatem Route 66, ociera się troszkę o kicz. Ale nie krytykuję, tak to działa, turyści się cieszą więc czego chcieć więcej. Zrobiliśmy sobie jeszcze wieczorną przechadzkę, w pubach leciała muzyczka, ludzie sączyli piwko, wieczór trwał w najlepsze. Zahaczyliśmy o sklep z pamiątkami, gdzie spokojnie mogłam dać upust moim niezrealizowanym ambicjom zakupowym 😉 Nazajutrz czekał nas Wielki Kanion i przejazd do Page.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 29 Wrz 2022 07:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
4.09 niedziela
Po śniadaniu, porannym spacerku po Williams, zakupach spożywczych i tankowaniu auta odjechaliśmy w stronę Wielkiego Kanionu. Przy bramkach był spory ruch, staliśmy nieco ponad godzinę na wjazd. Udaliśmy się na parking przy Visitor Center. Parking jest naprawdę sporych rozmiarów, ale ludzi było mnóstwo, dopiero w nieco odleglejszej części udało nam się znaleźć miejsce. Uzbrojeni w zapasy wody i jakieś przekąski wyruszyliśmy na pierwszy punt widokowy – Mather Point. Przed wyprawą naczytałam i naoglądałam się, wiedziałam, że widoki będą spektakularne, że Kanion jest ogroooooomny. Aaaaa, poprzedniego wieczoru w Williams, podczas spaceru zagaił nas taki lokalny gawędziarz i podpowiadał co warto zobaczyć, a co odpuścić w okolicy. Użył takiego porównania, że Grand Canyon jest jak hot – dog, natomiast Sedona jest jak filet mignon 😊 Sedony nie zobaczyliśmy, Grand Canyon owszem. Porównania do Sedony więc nie mam, ale porównując Kanion do późniejszych atrakcji subiektywnie stwierdzam, że nie zachwycił mnie. Jest oczywiście ogromny, jedyny w swoim rodzaju, widoki są urzekające, ale na pewno nie mieści się w moim TOP 3. Ale ocena jest mocno subiektywna, bo z kolei mąż i starszy syn byli zachwyceni. Po Mather Point, do którego przechodzi się spacerkiem z Visitor Center, wróciliśmy na parking i udaliśmy się na objazd kolejnych punktów położonych wzdłuż Desert View Drive. Przy każdym z punktów jest parking, na ogół niewielki, ale rotacja aut jest bardzo duża więc bez problemu znajdowaliśmy miejsce. Potem czekał nas przejazd do Page, gdzie mieliśmy spędzić kolejne dwie noce. Tak starałam się poukładać nasz plan, żeby w niektórych miejscach spędzić więcej niż jedną noc. Plan zakładał więc początkowe dwa noclegi w Palm Springs – tu była modyfikacja, o jakiej pisałam wcześniej. Ale potem już bez zmian – 2 noclegi w Page, 2 w Las Vegas, 2 w San Francisco / Oakland i 3 noclegi w Long Beach na koniec pobytu. Wyszło naprawdę dobrze, pewnie przy większej mobilizacji dorzucilibyśmy coś z atrakcji, ale jak już wspomniałam – miał to być urlop i wypoczynek, a poza tym ten niedosyt może być mobilizacją do kolejnej wyprawy 😉


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 11 Paź 2022 12:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
5.09 poniedziałek
Dzisiaj miało być bez pośpiechu, nie wyjeżdżaliśmy tego ranka dalej w trasę tylko mieliśmy atrakcje w okolicy. Chłopcy się wyspali – a zaznaczam, że poziom wyspania w relacji z nastolatkiem ma kluczowe znaczenie 😉 Plan na poniedziałek był taki – na 11:30 Kanion Antylopy a potem przejazd do Monument Valley i powrót na nocleg do Page. Może zachód słońca nad Horseshoe Bend. Co do Antylopy – otóż naczytałam się o wyższości walorów Górnego nad Dolnym i odwrotnie, potem o cenach, potem o tłumach i jeszcze o kilku innych aspektach i wybrałam Antelope Canyon X. To coś odmiennego niż oba wyżej wskazane. Wycieczkę rezerwowałam sporo wcześniej, chyba w maju, organizatorem był TAADIDIIN TOURS https://www.antelopecanyon-x.com/
Standardowo wycieczka trwa trochę ponad 1,5 godziny, trzeba być odpowiednio wcześniej, obowiązują maseczki. Patrząc na mapę, to wybrany przez nas kanion położony jest nieco dalej za Page w stronę MV. Byliśmy na miejscu tuż po 11. Ludzie się powoli zbierali. Do samego kanionu trzeba najpierw przejechać około 10 min w głąb terenu Indian – tu można zdecydować się albo na przejazd ich busem albo jechać swoim autem. Wybraliśmy swoje auto, bo to pozwalało przebyć drogę dojazdową bez maseczki. Potem konwój zatrzymuje się na parkingu i dalej trzeba udać się na miejsce zbiórki. Tam podzielono nas na mniejsze 8-10 osobowe grupki, które kolejno schodziły w głąb do kanionu. Przewodniczka – indianka była bardzo sympatyczna, opowiadała ze swadą, podpowiadała jak ustawić się do zdjęć, gdzie będzie lepsze ujęcie itd. Można mieć tylko wodę i telefon do robienia zdjęć. Teraz trochę wrażeń estetycznych – kanion jest PRZEPIĘKNY, naprawdę niesamowity! Te formacje są tak zaskakujące, do tego kolory i kontrast z kolorem nieba, no po prostu mniam! Kanion jest zdecydowanie w moim TOP 3! I reszta familii ma podobne zdanie. Zdjęć oczywiście narobiliśmy jak szaleni, trudno było się zdecydować, które ujęcie jest lepsze. Dodam jeszcze, że było bardzo bardzo gorąco, wody pochłanialiśmy mnóstwo, czas nam bardzo szybko zleciał i tuż po 13 byliśmy gotowi na przejazd do Monument Valley. Poranek był ekscytujący a przed nami kolejne wrażenia, których byliśmy bardzo ciekawi. Trasa była bezproblemowa, po drodze zatrzymywaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej i w sklepie – na terenie Navajo i tu ciekawostka – we wszystkich tych miejscach wymagane są maseczki. Już po zjechaniu na drogę 163, na poboczach pojawiają się charakterystyczne kramy z rękodziełem i pamiątkami - warto się zatrzymać, poczuć klimat. Dojechaliśmy na miejsce, sporo aut było na parkingu przy słynnym hotelu The View. Udaliśmy się na objazd Doliny Monumentów. Wrażenia są wspaniałe, te ogromne przestrzenie, monumentalne skały – można poczuć coś magicznego. Widoki rodem z klasycznych westernów. Podobało nam się baaaaardzo. Gdy już nasyciliśmy się tymi niesamowitymi widokami, niespiesznie wracaliśmy do Page. Rozważaliśmy jeszcze zachód słońca nad Horseshoe Bend, ale ostatecznie zmęczenie oraz upał dały nam się we znaki i przełożyliśmy tę atrakcję na kolejny dzień na rano. Wtorek zakładał przejazd w stronę Bryce i popołudniowe zwiedzanie wiec wydawało się, że spokojnie rano wkomponujemy zakole.
Odnośnie samego Page – mieliśmy tu fajny hotelik z pralnią, niezłymi śniadaniami i basenem, z którego korzystaliśmy kilkukrotnie. W Page było też najtańsze paliwo – płaciliśmy tu bodajże 3,40 $/gal. Tutaj też jest ogromny Walmart, który traktowaliśmy jak sklep osiedlowy i tam się zaopatrywaliśmy. A ponadto zaliczyliśmy tu kolację w takiej typowo amerykańskiej jadłodajni – choć szyld nazywał ich restauracją 😉 Fajny klimat, muzyka na żywo, zagadujący gości kowboj, smashed potatoes i steki - Gone West Family Restaurant.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 12 Paź 2022 15:34 

Rejestracja: 04 Lip 2021
Posty: 11
Te kaniony to chyba mega subiektywna kwestia. Na mnie GC zrobił ogromne wrażenie (rozmiar, formacja, płynąca rzeka w dole, bardzo fajne trasy do wędrówek). Natomiast w Antelope Canyon (też X) miałem wrażenie że to po prostu maszynka do robienia pieniędzy i zdjęć na instagrama - co prawda przewodnik trochę ratował bo naprawdę ciekawie i barwnie opowiadał. Ale no tak jak wspomniałem na początku, kwestia chyba mocno subiektywna bo znam też opinie innych osób które GC zawiódł. Ja natomiast do GC chętnie bym wrócił np na zejście do rzeki Colorado :)
Góra
 Relacje PM off
Aneta P. lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 13 Paź 2022 09:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
@wojtekly, masz rację, to ostatecznie zawsze jest indywidualna kwestia. Jestem zdania, że żeby móc stwierdzić, że coś mi się podoba bardziej lub mniej to po prostu trzeba tego czegoś spróbować, zobaczyć, poznać. Dlatego nigdy nie żałuję podjętych decyzji, dokonanych wyborów, wydanej kasy czy zaznanych wrażeń - każde nas jakoś ubogaca, daje nowe doświadczenia :-) I fantastyczne jest to, że każdemu podoba się coś innego. Jaki świat były nudny, gdybyśmy wszyscy lubili czy podziwiali to samo i tak samo. Udanego dnia!
Góra
 Relacje PM off
TIT lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 25 Paź 2022 14:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2020
Posty: 12
6.09. wtorek
Dziś czekał nas wyjazd z Page, przejazd do Bryce i zwiedzanie kanionu. Wczorajszy punkt – Horseshoe Bend przeskoczył na dzisiaj rano, dlatego wstaliśmy wcześniej niż zazwyczaj, przed 9 wymeldowaliśmy się z hotelu i udaliśmy się na obejrzenie podkowy. Od jakiegoś czasu miejsce jest dużo lepiej zagospodarowane, jest duży parking, bramka wjazdowa, regularna kasa itd. Mimo, że było dosyć wcześnie, trochę po 9, ludzie napływali szerokim strumieniem. Tak, jak wszyscy wspominają – idzie się w pełnym słońcu, najpierw nieco pod górkę, potem w dół. Barierka jest, owszem. Trochę zabezpiecza przed upadkiem tych najbardziej pragnących dobrej fotki, ale rzeczywiście trochę w prawo i trochę w lewo można uzyskać dobre ujęcie, aleeeee….. zasadnicza kwestia – rano niemal na 1/3 zakola jest CIEŃ ☹ Więc jeśli ktoś liczy na meeeega spektakularne zdjęcia to sugeruję wizytę w godzinach popołudniowych – mimo upału, tłumów i innych niedogodności. My nie jesteśmy pasjonatami fotografii, widoki tak czy siak były zachwycające i bardzo nam się podobało.
Potem ruszyliśmy w stronę Bryce. Wyjeżdżając z Page odwiedziliśmy jeszcze polecany punkt widokowy Glen Canyon Dam Overlook. Łatwo tam dotrzeć, jest parking, ścieżka a widoki palce lizać! Pogoda nam dopisywała, było ponad 30 stopni, czasu mieliśmy sporo więc zdecydowaliśmy spontanicznie, że poszukamy jakiejś plaży nad Lake Powell. Jechaliśmy więc dalej drogą 89 i tuż za znakiem „Welcome To Utah Sign” skręciliśmy w prawo w stronę Lone Rock Beach. Pomysł był przedni – było naprawdę gorąco, woda zachęcała do kąpieli. Zjechaliśmy autem tak daleko jak tylko było można, żeby nie zapaść się w piasku a dalszą część pokonaliśmy na piechotę. Spędziliśmy tu około 1,5 - 2 h, trochę mieliśmy wątpliwości czy na pewno można się tu kąpać, bo raczej było widać łódki, skutery a takich amatorów jak my nie było 😉 Zagailiśmy więc jakiegoś stacjonującego tam Amerykanina – no i po raz kolejny doświadczyliśmy wielkiej życzliwości i serdeczności. Do tego stopnia, że pan zaproponował nam skorzystanie z jego sprzętu – dmuchanych zabawek, materaca, namiotu, który zapewniał cień etc. Było to przemiłe i nieco zaskakujące.
Po kąpieli i relaksiku odjechaliśmy w stronę Bryce. Po drodze zaliczyliśmy przepyszną pizzę Kanab w lokalu „Lotsa Motsa Pizza”. Niech Was nie zwiedzie wygląd lokalu – pizza była mniammm. Mimo początkowego zapasu czasowego okazało się, że do Bryce dotarliśmy dosyć późno, około 17. Po parku można poruszać się dosyć swobodnie autem wiec podjechaliśmy na parking w okolicach Sunrise Point i ruszyliśmy na szlak Queens Garden Trail. Gdy skończyliśmy przy Sunset Point było już szarawo. Ale to popołudniowe, nieco przygaszone słońce nadawało jakiegoś takiego dodatkowego uroku temu miejscu.
Bryce jest CUDOWNY – dla mnie chyba numer jeden ze wszystkich odwiedzonych miejsc.
Około 19.30 zameldowaliśmy się w hotelu Ruby's Inn. To olbrzymi kompleks, hotel plus RV Park, na miejscu jest dobrze wyposażony sklep spożywczy, sklep z pamiątkami a nawet poczta, skąd można nadać staromodną, ale jednak klimatyczną pocztówkę 😊 Wieczorkiem zaliczyliśmy jeszcze basen i na tym zakończyliśmy ten cudowny, pełen wrażeń dzień.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group