Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 04 Maj 2022 06:32 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Ten Meksyk chodził za mną już od jakiegoś czasu, nie zmieścił się w poprzednie wakacje więc gdy nadeszła majówka nadarzyła się znowu okazja.

Cała rodzinka podekscytowana wyprawą do nowego miejsca na świecie, czas na planowanie. No i okazało się, że latorośl już podrosła i ma swoje wymagania i ograniczenia, a to znajomi, ważne spotkania nawet lekcje nieodpuszczone! Żona dokłada swoje, że u niej w pracy ciężko, może by nie brać tyle wolnego…

Z całego tego planowania zostało mi całe 7 dni majówki do dyspozycji. Masakra, nawet kilku znajomych podróżników z politowaniem podsumowało, że na tyle do Meksyku i to pierwszy raz to będzie porażka.

No ale dobre i tyle. Czekają mnie jeszcze co najmniej 3 duże wyprawy w tym roku więc majówka w Meksyku pójdzie na rozgrzewkę.

Rzucam się do wyszukiwarek aby coś sensownego cenowo znaleźć (bo to nas piątka leci) i udaje się upolować na miesiąc przed wylotem przelot do Mexico City z AirFrance a powrót z Cancun Deltą do Bostonu a potem KLMem. Całość wychodzi ok 2650zł od osoby. Drogo ale niestety dolar jest drogi :( za starych kursów byłoby miodzio.
Do tego udaje się jeszcze upolować przelot MEX-CUN lokalną linią Volaris za 19zł :D . Z tej ostatniej taryfy cieszę się tylko chwilkę bo szybko odkrywam, że cena nie uwzględnia podatku lotniskowego z MEX a to prawie 100zł – zdzierstwo!

Cała trasa tutaj:

Image

Lecimy na tak krótko tylko z bagażem podręcznym, w AirFrance/KLM jest za free a w Volaris zapłaciłem 320mxn za wszystkie a to tylko 70zł (jakieś promo było).
Zasiedliśmy z córką do planowania trasy (pierwsza liceum, mat-geo więc się wykazuje znajomością terenu i na dodatek uczy się hiszpańskiego). Wyszło nam cały jeden dzień w Mexico City, wieczorny przelot do Cancun, tam wynajęcie samochodu i trasa na zachód przez Valladolid do Meridy (Cancun i wybrzeże Maya omijamy z daleka). Po drodze zabytki Majów, cenoty, małe miasteczka i dużo lokalnego folkloru. Na koniec krótkie wytchnienie w Mahahual. Do przejechania prawie 1500km. Samochód wynająłem w Europcar (po przeczytaniu stada postów– temat rzeka jak wiecie!)

Inspiracją do planowania oczywiście są relacje na forum (a zwłaszcza tetryków na Jukatanie Tropikeya)

Wszystko dograne, fajne noclegi pobukowane (Booking i Airbnb) a tu nagle żona spojrzała przez ramię na plan i …. afera! Ona się nie pisze na cały wyjazd w drodze bez plażingu. Nooo dobra, kompromisowo ścinamy program o jeden dzień i wciskamy odpoczynek w Playacar tuż przed lotem. Wilk syty i owca cała – jedziemy!

Do Meksyku nie potrzeba żadnych testów ani szczepień covidowych więc grzecznie odprawiam się online i już pakujemy się na poranny A321 AirFrance do Paryża pełniutki aż po dach.

Image

Tam teoretycznie 3h na przesiadkę, ale jak wiecie może, CDG to najgorsze lotnisko świata na przesiadki. Jeszcze w pandemii dodatkowo dłuższe kolejki i generalnie nerwówa. Miesiąc wcześniej prawie nie wystarczyło nam 2 godzin na przesiadkę na lot do Bostonu.

I rzeczywiście, po wszystkich kolejkach, sprawdzaniach, przejazdach autobusami zostaje nam raptem godzinka do boardingu.

Image

Benek 777 AirFrance pełniutki w locie do Mexico City. Dostajemy przyzwoity obiad i do tego po lampce szampana. Idziemy z żoną na tył samolotu pogadać, jak zwykle o coś tam pytamy stewki, opowiadamy, że lecimy z rodziną wielodzietną na wakacje i takie tam. Kończy się dolewkami szampana i takim o to zestawem do kawy 😉 (samorzutnie nam stewki przyniosły, chyba wzbudzamy jakąś litość lub podziw….)

Image

Lądowanie trochę opóźnione około 17 w Mexico City. Imigracja bez problemu ale okazuje się, ze nie ma naszych 2 podręcznych bagaży. Zawinął je nam AirFrance do Paryża na Okęciu do luków bo był pełniutki samolot. W sumie nie narzekaliśmy bo za free do samego MEX ale teraz katastrofa. Rozumiem zgubić jedną dużą walizkę ale 2 małe?

No oczywiście zgubili na CDG, masakra to lotnisko! Mają dosłać w nocy i dowieść do hotelu (udało się, portier zadzwonił do mnie o 2 w nocy, że dojechały).
Mamy hotel niedaleko Zocalo i katedry. Córa optuje za metrem, bo to „cringowo” jeździć taksówką z lotniska 😊

No i ćwiczymy metro (nie mamy ciężkich waliz, 2 małe zgubione), super doświadczenie, bilety po 1zł bez względu na długość podróży i ilość przesiadek, kupowane w okienku przed każdą podróżą (od ręki bez kolejki). 2 przesiadki i wysiadamy na Lagunilla, wydawało mi się najbliższej stacji do hotelu. A tam – inny świat! Od razu z metra w bazar!

Image

Image

Pierwszy kontakt z prawdziwym Meksykiem od razu w dzielnicy Lagunilla. Idziemy dziarsko bo się ściemnia a dzielnica taka sobie…

Image

Wychodzimy z Lagunilla do Centro Historico i nagle inny świat – policja, ładne chodniki, piękne budynki, o tak – stolica Meksyku zaskakuje tymi przeskokami klimatów pomiędzy dzielnicami!

Image

Niestety z wieczornych planów zwiedzania dzielnicy Centro Historico nici, nadciąga wielkie chmurzysko i dopada nas ulewa dosłownie na schodach hotelu. Leje i błyska się niezapowiedzianie :( całą noc.
Ciudad de Mexico będziemy zwiedzać dopiero jutro….

c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 05 Maj 2022 20:54 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Na szczęście wstaje piękny i słoneczny dzień. Zaczynamy w okolicach Zocalo i katedry. Oglądamy pozostałości Tenochtitlan odkryte ponownie naprawdę całkiem niedawno bo pod koniec lat 70-tych XX wieku. Na początku XIV wieku w Tenochtitlan mieszkało prawie 200 tyś ludzi – to było jedno z większych miast wtedy na świecie.

Image

Image

Oczywiście zburzyli je do cna Hiszpanie podczas podbojów i zbudowali na tym terenie miasto Meksyk, między innymi tą piękną katedrę:
Image

Image

Image

Image

Niestety cały plac Zocalo zastawiony jest namiotami i zamknięty dla zwiedzających, jakieś transparenty, demonstracja, strajk głodowy i mnóstwo policji. Nie zamierzamy w nic się wmieszać więc czmychamy do metra.

Image

Image

Image

Chyba wyglądamy jednak na turystów bo po wejściu do metra zatrzymuje nas umundurowany strażnik i tłumaczy aby wyjąć wszystko z kieszeni zewnętrznych i schować głęboko a plecaki trzymać z przodu! Dla własnego bezpieczeństwa. No cóż – taki kraj i obyczaj ale miło, że zwrócił nam na to uwagę. Tak jak wspominałem, nie kupiliśmy karty do ładowania tylko jeździmy na jednorazowych biletach, które są bez limitu czasowego i liczby przesiadek i kosztują 1zł. W sumie wydaliśmy na wszystkie przejazdy w 2 dni 25zł na 5 osób!

Nasza pierwsza destynacja to Bazylika Matki Bożej z Guadalupe (oczywiście punktuję tu u żony)
Jest ciepło i słonecznie więc fajnie to wszystko wygląda.

Image

Image

Image

Image

Sam obraz Matki Bożej z Guadalupe wiszący na ołtarzu możemy zwiedzać niezależnie od nabożeństw w Bazylice. Jest do niego osobne wejście z boku, przechodzi się pod ołtarzem a przed samym obrazem zamontowano …. ruchomy chodnik, tak aby nikt nie mógł zatrzymać się na dłużej i blokować przejście – niezły patent.

Image

Na dużym placu jest wieża zegarowa i dzwonnica, jest również aztecki kalendarz

Image

Image

Drugim punktem do zwiedzania jest muzeum Fridy Kahlo. Znajduje się po drugiej stronie miasta, spod bazyliki przenosi nas tam jedna linia metra. I znowu nowa dzielnica Coyoacan. Przepiękne kolorowe domy i roślinność, zupełnie inne Mexico City.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Samo muzeum jest nieźle oblegane. Wiedziałem o tym więc kupiliśmy bilety jeszcze w Polsce już tydzień wcześniej, na konkretną godzinę. O Fridzie nie będę się rozpisywał, do poczytania jak ktoś nie zna twórczości, jest też film z Salmą Hayek. Samo muzeum w jej domu jest za to prześlicznie kolorowe:

Image

Image

Image

Image

Kawałek kolekcji jej strojów:

Image

W dzielnicy Coyoacan klimaty Santa Muerte na każdym kroku, to chyba najpiękniejsze miejsce w Mexico City.

Image

Image

Są i El Mariachi:

Image

Kończymy w Centro Historico, zaliczając smaczne lokalne tacos:

Image

Wieża Latinoamericana, jeden z pierwszych drapaczy chmur w Ameryce.

Image

Przy katedrze tańczą lokalesi w strojach z epoki

Image

Image

„Halo, Montezuma? Jakieś żagle widzę na horyzoncie…”
Image

Aby z placu Zocalo dojechać metrem na lotnisko trzeba użyć aż 4 linii i trzy razy się przesiadać. Jedziemy w godzinach szczytu więc w metrze nieprzebrane tłumy i ciasno - niezły challenge z 3-ką dzieci i bagażami!
Do Cancun zabiera nas lokalny przewoźnik Volaris na Airbusie A321.

Image

Linia typu Wizzair – wszystko płatne i ciasno. Fajne za to rozwiązali boarding, ci, co mają wykupiony bagaż podręczny wchodzą pierwsi - mają osobną kolejkę a druga kolejka, która wchodzi ostatnia to pasażerowie bez dużego bagażu podręcznego. Nikt się nie przeciśnie tam z dużą torbą, panie wyłapują i kasują jak ktoś ma taki bagaż.
Lot ok 1,5h bezproblemowy. W Cancun czeka na mnie samochód z Europcar. Tak jak pisałem, naczytałem się postów na temat różnych wypożyczalni i jakości obsługi i postawiłem na Europcara. Samochód zamawiany przez ich stronkę meksykańską, checkin zrobiłem w domu jeszcze (trzeba skany paszportu i prawa jazdy). Wyszło na 6 dni 420usd z ubezpieczeniem. Dostałem w tej cenie Suzukę Vitarę (dzieci duże już, ledwo się zmieściliśmy w 5-kę).
W kantorku facet miał mnie na liście, zaprosił do busika, który czekał już tylko na nas pod terminalem, potem sprawne przygotowanie dokumentów i voila – wyjeżdżam w Jukatan, obsługa mega błyskawiczna. Jest już bardzo późno, po 22 więc przewidziałem techniczny nocleg jak najbliżej lotniska, wypadł niestety w Cancun (sieciówka Wyndham Garden). Piszę niestety, bo to wprawdzie tylko 12km od lotniska ale gdy już widziałem neon hotelu na horyzoncie zajechała mi drogę lokalna policja na bombach. Poprosili prawko i łamaną angielszczyzną wmawiali mi, ze 5km wcześniej przejechałem na czerwonym :(. Oczywiście nic takiego nie pamiętałem, jechałem w kolumnie samochodów, żona potwierdziła, wszystko było przepisowo. Kłóciłem się z tym baranem 10 minut, po czym gość stwierdził, że zabiera moje prawko na komisariat, mam tam sobie je jutro odebrać i zapłacić mandat – 3000 pesos! Normalnie bym nie odpuścił ale jest 22.30, dzieciaki zmęczone, facet ewidentnie nas zatrzymał po kasę… smutna rzeczywistość, która już u nas mam nadzieję zanika. Dostaje swoje 1000 pesos w łapę i odjeżdża. No trudno, wiedziałem, że trzeba omijać Cancun i okolice…

No to mam prawdziwy Meksyk w końcu….
c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 15 Maj 2022 19:43 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Przynajmniej porządnie się wyspaliśmy w tym hotelu, łapiemy przed wyjazdem śniadanie w lokalnej sieciówce Vips i ruszamy w kierunku ruin Majów w Coba. Nawigacja prowadzi mnie trasą wzdłuż wybrzeża Maya aż do Tulum (autostrada z Cancun do Meridy jest w remoncie) i około południa docieramy na parking w Coba. Samochodów niewiele i nie ma autobusów. Ruiny miasta Coba znajdują się w lesie. Jest to miejsce stosunkowo mało wyeksplorowane, odkryto tylko kilkadziesiąt budynków a szacuje się, że w Coba mieszkało ponad 50.000 ludzi!

Image

Image

Ruiny są porozrzucane na dość dużym obszarze i miejscowi proponują wypożyczenie rowerów aby je sprawnie zwiedzać. To jest świetny pomysł i zwiedzamy Coba na rowerach :)

Image

Coba to miejsce z piramidami, największa z nich to Nohoch Mul.

Image

Image

Jest też dobrze zachowane obserwatorium astronomiczne

Image

Mnóstwo małych budowli w krzakach i przerośniętych drzewami

Image

Stelle z inskrypcjami Majów

Image

Image

I wszechobecne boiska do gry w Ullamaliztli – odmianę rytualnej gry w prekolumbijską piłkę.

Image

Image

Drużyny składały się z 2 graczy (najczęściej) i ich zadaniem było przerzucenie wykonanej z kauczuku piłki przez kamienną obręcz bez używania stóp i dłoni. Trudno to sobie wyobrazić dzisiaj.
Jest teoria, że kapitan drużyny wygranej był składany w ofierze – czyli dostępował zaszczytu według ich wierzeń….

Bardzo fajne miejsce a dodatkowo możliwość zwiedzania na rowerze robi je super atrakcją dla rodziny.

Jedziemy dalej, w planach mamy cenotę Xcan-che. Niestety na niebie pojawiają się ciemne chmury i w pobliżu Valladolid zaczyna się tropikalna burza. Ło rety – z nieba leje się woda wiadrami, wjeżdżamy na przedmieścia Valladolid i ulice zamieniają się w rzeki! Niesamowite oberwanie chmury.

Image

Image

Rezygnujemy oczywiście z cenoty i próbujemy dotrzeć do hotelu w mieście. Dobrze, że nasza Suzuka ma podwyższone zawieszenie, bo „przepływamy” kilka jezior ulicznych po drodze.
Śpimy dziś w pięknym hoteliku umieszczonym w oryginalnej posthiszpańskiej hacjendzie. Hotel jest w samym centrum Valladolid i był mega tani – 220zł za pokój. Wygląda fantastycznie:

Image

Image

Ulewa przechodzi, pojawia się słońce i cała ta woda z ulic momentalnie znika, idziemy zwiedzać miasto.
To prześliczne małe miasteczko z klimatem i mnóstwem kolorowych domów.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jemy w knajpce na uboczu i podziwiamy lokalny folklor.

Image

Image

Wieczorem spacerujemy uliczką de los Frailes, która kończy się klasztorem San Bernardino de Siena.

Image

Image

Image

Ktoś tu lubi Fridę

Image

Akurat o 21 zaczyna się na nim widowisko swiatło i dźwięk. Historia państwa Majów i podbojów hiszpańskich – fantastyczne kolorowe widowisko, mury klasztoru są ekranem:

Image

Image

Image

Image

Image

Wieczór spędzamy przy lampce wina na dziedzińcu naszej hacjendy, jest pusto....

Image

Następnego dnia chcemy się zmierzyć z Chichen Itza z samego rana

Stay tuned…
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 15 Maj 2022 20:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6362
HON fly4free
Zazdroszczę pokazu na murach... Akurat tego dnia, gdy chciałem go obejrzeć, został odwołany :( (IV. 2021).
Choć nadrobiłem to z nawiązką w Campeche, gdzie pokaz jest rewelacyjny.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 15 Maj 2022 20:18 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
tropikey napisał(a):
Zazdroszczę pokazu na murach... Akurat tego dnia, gdy chciałem go obejrzeć, został odwołany :( (IV. 2021).
Choć nadrobiłem to z nawiązką w Campeche, gdzie pokaz jest rewelacyjny.


Wiedziałem, że ten pokaz tam będzie dokładnie dzięki Twojej relacji (Tetrycy...) tak więc dzięki!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 15 Maj 2022 20:31 

Rejestracja: 13 Lis 2018
Posty: 2190
złoty

Góra
 Relacje PM off
hiszpan uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 16 Maj 2022 21:30 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Oczywiście nie może być cały czas różowo i pięknie. W nocy dzieci dopada „zemsta Montezumy”. Nas jakoś nie dopadła a jedliśmy to samo. No ale nasze „drinki” były inne niż dzieci – przypadek? Nie sądzę…
Wczesny ranek jest słaby a mieliśmy być od ósmej w Chichen Itza aby uniknąć tłumów.
Na szczęście dzieci to twardziele i około 8.30 są już w formie na zbieranie się do samochodu. Podjedziemy pod Chichen Itza i się zobaczy.
No i około 9 rano parking jest prawie pusty. Kolejki do kasy nie ma. Trzeba się tylko przygotować na zapłacenie lokalnego podatku tylko gotówką a bilet można kartą (wszędzie działa niezawodny Revolut w wersji plastikowej)
Zwiedzamy sobie nieśpiesznie Chichen Itza, a dzieci od czasu do czasu odpoczywają pod drzewkiem. Dają radę zważywszy na ich stan żołądków i jestem z nich bardzo dumny.

Image

Image

Na szczęście o 9 rano dalej jest pusto więc mamy cały kompleks Chichen Itza tylko dla siebie. Z tego co czytałem w innych relacjach, to o innych porach można trafić na tabuny turystów i zwiedzać w tłumie.
Kilka fotek tych słynnych ruin z El Castillo na czele, można podejść blisko i zrobić sobie dowolne zdjęcia bez innych ludzi:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jak się klaśnie na wprost schodów to piramida odpowiada echem w postaci ćwierkania ptaków – super zabawa (i działa też w Uxmal).

Image

Image

Image

Chatki Majów?

Image

Kolejne boisko do gry w piłkę Majów - tym razem wersja maxi. Cały kompleks świetnie się zwiedza i jest naprawdę super.

Image

Dzieci trochę lepiej się czują więc decydujemy się podjechać do cenoty Ik Kil, która jest niedaleko.

Image

Piękne miejsce, Montezuma Revenge już sobie chyba poszedł bo dzieciaki dziarsko zakładają kapoki (są tu obowiązkowe) i chlupiemy się w niesamowicie przyjemnej wodzie z super widokami

Image

Image

Image

Pod drodze do Meridy odwiedzamy jeszcze Izamal – żółte miasteczko.

Image

Niesamowicie wyglądają zarówno klasztor św. Antoniego jak i inne zabudowania. Wszystko jest żółte – przepięknie to wygląda, zobaczcie sami:

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy tu na obiad do bardzo uroczej knajpki.

Image

Z Izamal mamy już niedaleko do Meridy, gdzie wypada nasz kolejny nocleg. Znalazłem mały butikowy hotelik niedaleko centrum. Dzielnica może szemrana ale miejsce jest przecudne.

Image

Image

Właściciel zapewnia, że dookoła jest bardzo bezpiecznie i mogę spokojnie z rodziną spacerkiem udać się do centrum.
Merida tez jest niesamowicie klimatyczna, najpierw oglądamy okazałe domy dawnych hiszpańskich osadników przy Paseo de Montejo a potem zabytkowe centrum:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzieci jeszcze nie odzyskały w pełni sił żołądkowych więc dla pewności my żoną raczymy kolejną margeritą dla zdrowotności i dzięki temu próbuję lokalnego ulicznego przysmaku – marquesity, z którego słynie Merida. To naleśnik z ciasta takiego jak na wafelki lodów wypełniony tartym żółtym serem lokalnym i polany polewą czekoladową!

Image

Image

Ale mikst! Smakuje …. eee oryginalnie 😊 (jestem na szczęście po jednej margericie i przed następną więc nic mi nie będzie 😉 )
Zwiedzamy jeszcze katedrę i wracamy do naszego przytulnego hoteliku posiedzieć nad basenem….

Image

Image

c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 19 Maj 2022 17:54 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Nasz hotel serwuje nam pyszne śniadanko, bardzo ładnie podane. Obsługa się stara chociaż (jak wszyscy tutaj) nie mówią ni w ząb po angielsku.

Image

Wyjeżdżamy z Meridy, przedmieścia są parterowe i ładnie pomalowane

Image

Jedziemy na południe, to będzie długi dzień. Mamy dojechać aż do Mahahual a to prawie 450km, po drodze cenoty i ruiny Uxmal.
Zaczynamy od cenoty Kankirixche, jest blisko Meridy po trasie do Uxmal. Prowadzi do niej droga gruntowa.

Image

Sama cenota jest „dzika” ale przez to bardzo klimatyczna:

Image

Image

Jak widać tłumów nie ma, pluskamy się do woli

Image

Dojeżdżamy do Uxmal. To jedno z najlepiej zachowanych miast Majów na Jukatanie. Zamieszkane było już ponad 1000 lat temu i opuszczone w XV wieku.
Wita nas na początek wielka piramida schodkowa ze świątynią czarownika na szczycie.

Image

Uxmal zwiedza się bardzo wygodnie bo wyznaczona jest trasa w jednym kierunku, dobrze oznaczona strzałkami

Image

Wszędzie witają nas iguany naprawdę dużych rozmiarów.

Image

Image

Piękne zabytki sztuki zdobniczej Majów

Image

Image

Image

Tak zwany łuk majański

Image

Kolejne boisko do gry w pelota

Image

Pałac gubernatora

Image

Image

Przed nim słynna figurka podwójnego jaguara, która tworzy tron

Image

Naprawdę bardzo ładne miejsce, dzieciaki chętnie łażą i zaglądają w każdy kąt.

Image

Zbieramy się na długi przejazd. Jedziemy zwykłymi drogami mijając małe miejscowości. Po drodze lokalny folklor

Image

Można zobaczyć jak mieszkają zwykli mieszkańcy Meksyku i co jadają (w sklepikach królują chipsy, słodkie napoje i ciastka)

Image

Image

Image

Image

Image

Piękna dzwonnica na kościele w Oxkutzcab po drodze

Image

W końcu na 18.30 dojeżdżamy do Mahahual.

Image

W porównaniu z planem z google mapy przyjechaliśmy prawie pół godziny szybciej. Na drogach pustki. Mieliśmy jedną kontrolę policji ale policjant zajrzał, stwierdził „familia” i puścił nas dalej.

Mahahual południowe to takie małe senne miasteczko nad morzem, gdzie wypoczywają backpackersi oraz miejscowi. Co jakiś czas przypływa tutaj wielki statek wycieczkowy, wysypują się z niego międzynarodowi turyści ale mają swoją strefę na północy miejscowości. Południowa część Mahahual to spokojna oaza hotelików, knajpek i wspaniałej plaży bez tłoku.

Image

W Mahahual zapragnęliśmy trochę luksusu. Znalazłem hotel w pierwszej linii od plaży z penthousem na dachu! Cudowne miejsce, dzieciaki śpią piętro niżej a my w tym penthousie. Wygląda to tak

Image

A taki mamy widok z łóżka....

Image

Image

Image

Wieczorem idziemy na owoce morza:

Image

Oraz raczymy się kolejną margeritą

Image

Co za klimatyczne miejsce i na dodatek jest pusto (statku nie było)

Image

Mahahual to jest absolutnie miejsce do powtórzenia w Meksyku przy kolejnej podróży, z dala od zgiełku kurortów na północy i z fajnym klimatem. Zdecydowanie polecam nawet na dłuższy pobyt!

Nigdzie stąd nie idźcie, jeszcze się będzie działo!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 20 Maj 2022 17:11 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Rano budzi nas wschód słońca…

Image

Cały poranek aż do południa wylegujemy się na plaży w Mahahual.

Image

Image

Image

Można posnorkować trochę przy brzegu lub wybrać się na wycieczkę łódką na rafę.

Image

Teoretycznie dzisiaj mamy tylko dojechać do Playa de Carmen, na nasze ostatnie noclegi. To nie jest jakoś bardzo daleko. Patrzę na mapę, hmm jesteśmy blisko Belize… a to nowy kraj….
Szybko dopytujemy w knajpie i rodzi się plan wyskoczenia na parę godzin do Belize. Pan doradza nam zostawić samochód w Chetumal pod dużym centrum handlowym i tam taksówką przekroczyć granicę. Zaraz za granicą jest ponoć wielkie centrum handlowe.
Tak właśnie robimy 😊 Musimy wpakować się w 2 taksówki, rozdaję paszporty i kasę i jedziemy z Chetumal do Santa Elena w Belize.

Image

Image

Przekraczamy most graniczny i na granicy mamy wysiąść i powiedzieć, że my tylko na parę godzin na zakupy i z powrotem do taksówki

Image

Image

Pan pogranicznik coś tam klika, pyta kiedy wracam – odpowiadam „today”. Okay – i zgrabnie kasuje wizę meksykańską w pierwszym z brzegu paszporcie - mojej żony. Zaraz – krzyczę – ale my za chwilę wracamy! Jak to przecież Pan powiedział „two days” no i tak wygląda ich znajomość angielskiego…
Pan zmartwiony, przeprasza żonę i mówi aby na powrocie poszukać go tutaj to wytłumaczy kolegom na wjeździe, że to była jego pomyłka.
No dobra, wjeżdżamy w końcu do Belize i jedziemy do Santa Elena. Ostatni kawałek do centrum handlowego już na piechotkę.
To szereg sklepów, głównie z ciuchami i alkoholem. Niestety dzisiaj jest poniedziałek i większość z nich jest zamknięte ☹ Tego nam nie powiedzieli!

Image

Image

Image

Image

No ale dalej jest klimatycznie : "dzwonili z NAASA, masz tą robotę... " :lol:

Image

Wracamy tym razem jedną taksówką (meksykańską, kierowca nie miał oporów zabrać nas w 5 osób do osobówki). Na granicy cyrk, Pan przejdzie, dzieci przejdą, Pani zostaje w Belize….
Ło rety ale meksyk, nikt nie gada po angielsku, usiłuję im wytłumaczyć, ze to pomyłka z tą wizą itp., jest afera, idę szukać naszego gościa co nas tak wkopał, jest na szczęście jeszcze, tłumaczy coś gęsto kolegom i w końcu udajemy się do kolejki po wizę dla żony z nowym wnioskiem. Udało się jej nie zostawić w Belize :roll:

Wracamy przez Bacalar, rzeczywiście laguna ma piękne kolorki.

Image

Cała droga do Playa de Carmen schodzi nam już bez przygód. Docieramy późnym wieczorem.
Tutaj mam nocleg z AirBnB w Playacar, czyli w zamkniętej enklawie przy centrum miasta. Wejście tylko dla mieszkańców a na miejscu wille, zamknięte osiedla z basenami i siłowniami, sklepy, restauracje, jeziorka i nawet pole golfowe. Jednym słowem Meksyk dla bogatych. Bardzo pilnują przy bramach aby nikt postronny nie wszedł.

Image

Wynająłem apartament na 4 piętrze z tarasem dachowym, na którym stoi jacuzzi. Apartament jest na zamkniętym condo z ochroną i mamy dostęp do basenów wewnętrznych. No tak to tu można mieszkać w nieskończoność!

stay tuned...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 21 Maj 2022 10:14 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Tak jak obiecałem żonie, spędzamy przedpołudnie w Playacar na pluskaniu się w basenach i jacuzzi oraz opalaniu (taki deal z żoną!)

Image

Teren condo ma niesamowitą roślinność i rzeczywiście można tu odpocząć.

Image

Image

Spacerujemy po Playacar w kierunku centrum Playa de Carmen.

Image

Image

Zaczynamy od załatwienia testów antygenowych. Są potrzebne na naszą przesiadkę w Bostonie jutro. Punktów do robienia testów jest mnóstwo. Koszt 30 usd od osoby i wynik po 10 minutach. No było to wliczone w koszty wycieczki od początku.
Deptak w Playa de Carmen to typowa turystyczna pułapka, bardzo drogie pamiątki i restauracje i mnóstwo folkloru.

Image

Image

Image

Image

Wystarczy przejść 3 przecznice dalej i już są małe lokalne knajpki, gdzie siedzą lokalesi a ceny na stoiskach z pamiątkami spadają 10-krotnie.
Chcieliśmy pójść na plażę, ale cała zawalona wodorostami, które sprzątają specjalnym sprzętem. Zapach odstrasza. Jednak nasze baseny w condo wygrywają z plażą.

Image

Dzieciaki nie mogą się oprzeć churrosom:

Image

Tak mija nam spokojnie ostatni dzień w Meksyku.
Nazajutrz śniadanie w knajpce obok nas w Playacar:

Image

Na ścianie w garażu żegna nas lokalny ….. skorpion!

Image

Jedziemy na lotnisko w Cancun na południowy lot do Bostonu. Taki mamy powrót, Deltą do Bostonu, tam 1.35h na przesiadkę na KLM do Amsterdamu z pełną emigracją US oraz przeładowaniem ręcznym bagaży oraz ponowne przejście przez wszystkie kontrole lotniskowe. Niezły challenge w półtorej godziny. Już tak się w Bostonie przesiadałem więc będzie na pewno spoko.
Mam z dzieciakami ważne wizy USA a żona ważną ESTĘ więc przesiadka w USA jest dla nas bezkosztowa (nie licząc testu antygenowego) a bilet w takiej konfiguracji był sporo tańszy.
Tym czasem oddajemy samochód i próbujemy zdobyć karty pokładowe (nie dało się przez apkę). Oczywiście urzędnik musi sprawdzić nasze szczepienia, wyniki testów antygenowych i na koniec wizy i Estę (wizy mamy wszyscy w starych paszportach więc przy okienku operuję grubym plikiem dokumentów). Na szczęście wszystko jest ok i dostajemy karty pokładowe na Deltę. KLM zdobędziemy w Bostonie po nadaniu bagażu
Idziemy na boarding do Benka 737 Delty w 4-godzinny lot do Bostonu. Przy bramce nadaję za free wszystkie nasze bagaże podręczne do luków, dostaną kartę prosto do Warszawy.

Image

Na pokładzie napoje i snacki. Są też monitorki PTV więc można oglądać filmy.

Image

Po starcie widać Zonę Hotelera w Cancun:

Image

Lądujemy w deszczu w Bostonie i zaczyna nam się spieszyć. Widzę kołującą Lufę więc mamy target zdążyć przed nią do kolejki.
Za rękawem pracownik Delty wita wszystkich słowami „Welcome back!” Hehe, nas to nie dotyczy 😊
Udaje nam się dosłownie rzutem na taśmę wpaść do hali immigration przez wysypem ludzi z Lufthansy i dostajemy się do okienka po 15 minutach oczekiwania. Jesteśmy na tranzycie więc nie ma zbędnych pytań. Zabieramy nasze bagaże i nadajemy je w okienku KLM prosto do Warszawy. Wszystko jest prawie na styk i bez zbędnego biegania.
Czeka na nas Airbus 330 KLM w locie do Amsterdamu, dość krótkim ok. 7h.

Image

Na pokładzie jeden ciepły posiłek i dolewki wina do woli.

Image

Na koniec naszej wyprawy przygotowałem dla dzieci niespodziankę – całodzienne zwiedzanie Amsterdamu (tak naprawdę mamy 7,5h przerwy). Lądujemy i od razu idziemy na lekko na pociąg do centrum (bagaże podręczne pojechały bezpośrednio do Polski)

c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 21 Maj 2022 10:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3415
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
hiszpan napisał(a):
Pan pogranicznik coś tam klika, pyta kiedy wracam – odpowiadam „today”. Okay – i zgrabnie kasuje wizę meksykańską w pierwszym z brzegu paszporcie - mojej żony. Zaraz – krzyczę – ale my za chwilę wracamy! Jak to przecież Pan powiedział „two days” no i tak wygląda ich znajomość angielskiego…


Jak to? Ty ze swoim nickiem nie mówisz "oj" tylko "2day"?
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 21 Maj 2022 11:16 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
pabien napisał(a):
hiszpan napisał(a):
Pan pogranicznik coś tam klika, pyta kiedy wracam – odpowiadam „today”. Okay – i zgrabnie kasuje wizę meksykańską w pierwszym z brzegu paszporcie - mojej żony. Zaraz – krzyczę – ale my za chwilę wracamy! Jak to przecież Pan powiedział „two days” no i tak wygląda ich znajomość angielskiego…


Jak to? Ty ze swoim nickiem nie mówisz "oj" tylko "2day"?


Bo zagadał w miarę płynnie po angielsku i zbił mnie z tropu....
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 21 Maj 2022 18:36 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
Schiphol jest naprawdę blisko kolejką do centrum Amsterdamu więc zapowiada się długa piesza wycieczka. Dziatwa jest w Amsterdamie po raz pierwszy więc robię parogodzinną pętlę przez miasto (są fajne gotowe trasy w necie). Jest w miarę ładna pogoda a przynajmniej nie pada.

Image

Pewną konsternację wśród mojej młodszej młodzieży budzi przejście przez dzielnicę czerwonych latarni (zapomniałem, że będziemy tam przechodzić) ale jest poranek, sporo zasłonek jeszcze zasuniętych.
No i trochę coffeshopów przybyło.. generalnie całe miasto pachnie trawą w każdym zaułku.
Parę fotek dla przypomnienia:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Córa zachwycona, stwierdziła, że na pewno będzie tu studiować 😊

Oglądamy dom i pomnik Anne Frank, opowiadam dzieciom tą smutną historię.

Image

A ja jak zwykle zachęcam do ruszenia się z lotniska podczas dłuższej przesiadki, wszędzie na świecie to uskuteczniam 😊
Dzieciaki po nocy w samolocie trzymają się dzielnie, dostają porcję frytek i wracamy na Schiphol.

Image

Do Warszawy zabiera nas już Embraer E190 E2 KLM. Na pokładzie winko i kanapki

Image

Image

Eeech to koniec tej krótkiej wyprawy. Trzeba planować następne...

Dla mnie i żony tylko dzień wytchnienia, bo wsiadamy w sobotę rano do Ryanaira i leciemy sobie na weekend do Bari… ale to już inna historia.
Dziękuje bardzo forumowiczom za wszystkie hinty pozbierane z relacji.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 09 Cze 2022 06:29 

Rejestracja: 21 Mar 2022
Posty: 6
Cytuj:
Oczywiście urzędnik musi sprawdzić nasze szczepienia, wyniki testów antygenowych i na koniec wizy i Estę

W jaki sposób nasze europejskie certyfikaty były sprawdzane? Skanowany był kod czy tylko rzucenie okiem na wydrukowany certyfikat?
Mam pewien problem ze zrozumieniem tego wszystkiego. Europejski QR kod jest ważny tylko w europie i kilku krajach podpiętych pod europejski system z tego co czytam na stronie komisji europejskiej.
Cytuj:
These rules apply only to the vaccination certificates used for the purpose of travel in the EU.

Cytuj:
EU Digital Covid Certificate will facilitate safe and free movement of EU citizens during the COVID-19 pandemic within the EU area.

Jeśli ważność kodu się skończy to wychodzi na to, że tylko w europie. Inne kraje nie podpięte pod system nie mają na 99% możliwości zeskanowania kodu, a tym samym sprawdzenia ważności(swoją drogą, to wygląda jak subskrybcja na podróżowanie, 270 dni i koniec) Dlatego zastanawiam się i w sumie to nikt nie może mi pomóc, linie lotnicze nie udzielają takich informacji;wysyłają formułkę kopiuj-wklej typu linie lotnicze nie zajmują się restrykcjami w podróżowaniu na pytanie jak wygląda sprawdzanie certyfikatu w przypadku wyjazdu poza europę z certyfikatem ktory stracił ważność.
Restrykcje do USA to tylko dwie dawki, nie ma żadnej mowy o jakiejś ważności kodu.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 09 Cze 2022 17:17 

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 27
Loty: 1000
Kilometry: 1 931 142
niebieski
hehe1234 napisał(a):
W jaki sposób nasze europejskie certyfikaty były sprawdzane? Skanowany był kod czy tylko rzucenie okiem na wydrukowany certyfikat?


Normalnie facet przy okienku przeglądał polskie wydrukowane certyfikaty ale patrzył chyba raczej czy nazwisko się zgadza, żadnego skanowania.
Wiedziałem, że jest to wymagane w podróży do USA i miałem wydrukowane (byłem 2 razy w tym roku). Oprócz tego oczywiście test (może być najtańszy) zrobiony dzień przed wylotem i wiza/esta.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group