Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 13 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 27 Gru 2019 08:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
Plan wyjazdu do zachodniej Kanady pojawił się już jakiś czas temu, ale w przekonaniu, że trzeba jechać utwierdziła mnie zeszłoroczna relacja @JIK. Jak zobaczyłam te góry, te kolory, te misie (!!!) to wiedziałam już gdzie spędzimy lato 2019 :D Tak, to forum jest nieustannym źródłem inspiracji.

W lutym zaczęłam szukać biletów i opracowywać bardzo pobieżny plan wyprawy. Zgodnie z sugestiami użytkowników forum (kanada-ocen-moj-plan-zwiedzania,755,138297) zdecydowaliśmy się lecieć do Calgary, tam wypożyczyć samochód, a następnie polecieć do Vancouver i tam też zaopatrzyć się w samochód, aby móc spokojnie zwiedzić Vancouver Island. Biletów szukałam w różnych wyszukiwarkach co kilka dni, zaglądałam też na forum, ale ceny nie zachwycały. Loty z Gdańska KLM czy Lufthansą oscylowały w okolicy 3500zł – sporo.

Ostatecznie znalazłam ciekawe połączenie z Londynu linią Air Transat, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Opinie w necie nie były złe, nie mieli spektakularnych wypadków, więc uznaliśmy, że można z nimi lecieć ;) Przelot na trasie London Gatwick – Calgary, Vancouver – London Gatwick wyszedł nas 2100zł za osobę (plus 55 USD za bagaż rejestrowany w każdą stronę, wzięliśmy jeden). Dolot do/z Londynu ze zniżką WDC, ale też z dodatkową opłatą za Wizz Priority (duży podręczny) i 20kg bagaż nadawany wyniósł 500zł za osobę. Czyli w sumie 2600zł za osobę za lot w obie strony.

Ponieważ przez 4 lata mieszkaliśmy w Londynie postanowiliśmy zostać tam 2 dni przed i 2 dni po wycieczce do Kanady, odwiedzić znajomych i zobaczyć Hamiltona (polecam wszystkim!).

Plan wyglądał więc tak:
26.08 – o 19:25 wylot z Gdańska na Gatwick (chwała Bogu za te loty na Gatwick tylko czemu dopiero teraz!?)
29.08 – o 12:25 wylot z Gatwick do Calgary, przylot o 14:10
30.08-4.09 – zwiedzanie kolejno Jasper, Yoho i Banff
4.09 – o 19:05 lot do Seattle liniami Alaska Airlines
5.09 – pobyt w Seattle (odwiedziny u rodziny i spotkanie z koleżanką)
6.09 – przejazd autobusem + promem do Victorii na Vancouver Island
7.09 – 10.09 – pobyt na Vancouver Island
10.09 – wieczorem przejazd promem do Vancouver
11.09 – pobyt w Vancouver
12.09 – wylot z Vancouver o 14:55
13.09 – przylot do Londynu o 8:25, Hamilton o 19!!!
14.09 – wylot do Gdańska o 22:00 (przylot już kolejnego dnia o 1:10)

Plan zapowiadał się dość intensywnie, ale przecież nikt nie jedzie na wakacje odpoczywać ;)

Na zachętę wrzucam zdjęcie z Morraine Lake

Załącznik:
IMG1.JPG


I z Wild Pacific Trail na Vancouver Island

Załącznik:
IMG2.JPG


Wiem, że w tym roku były już dwie relacje z tych rejonów, ale dotychczas zawsze pisałam relacje z dalszych wycieczek i to bardzo fajnie porządkuje wyprawę, zdjęcia i wspomnienia. Tak więc robię to głownie dla siebie, a jeśli ktoś skorzysta to super :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 27 Gru 2019 18:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 898
Loty: 66
Kilometry: 71 141
srebrny
Czekam na kolejne części, byłaś dosłownie tydzień po mnie w tych miejscach.
_________________
Image
Pomagam w sprawach związanych z Kanadą i obwodem Kaliningradzkim.
Góra
 Relacje PM off
zuzanna_89 lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Gru 2019 20:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
Dziękuję za miłe słowa i polubienia :) Czas na dalszą część relacji!

Dzień -3 (26.08)

Lot na Gatwick bez większych emocji, do czasu... Jakieś 45 minut przed lądowaniem stewardesa spytała „czy jest na pokładzie personel medyczny?”, minutę później dziewczyna gdzieś z tyłu samolotu zaczęła krzyczeć. Stewardesy, 3 na raz, pobiegły do niej, kilku pasażerów zaczęło się przepychać jedni na tył, inni na przód. Ogólnie straszny chaos się zrobił i to chyba było najbardziej stresujące w tej całej sytuacji. To i fakt, że my, siedzący z przodu, nie wiedzieliśmy co się dzieje, a w samolocie to zawsze najgorsze przychodzi do głowy (może jakiś zamachowiec? :P). No i jeszcze opcja lądowania awaryjnego gdzieś w Belgii. O nie, byle udało się dolecieć!
Ostatecznie wyglądało na to, że dziewczyna miała jakiś atak paniki. Jak już wylądowaliśmy na Gatwick (uff) najpierw przyszedł po nią personel medyczny, wyprowadzili ją, a potem dopiero my mogliśmy wysiąść.

Przeszliśmy kontrolę paszportową, odebraliśmy bagaż i pojechaliśmy do koleżanki. Przy okazji mówię, że nie było żadnego problemu jechać National Express o innej godzinie niż ta, na którą mieliśmy kupiony bilet (sprawdzone nie raz).

Dzień -2 (27.08), -1 (28.08)

Nie będę opisywać, bo upłynęły na spotykaniu się ze znajomymi, odwiedzinach u byłych pracodawców i obżeraniu się w ulubionych knajpach.

Dzień 1 (29.08) Przylot do Kanady, przejazd Calgary-Nordegg

Nadszedł wielki dzień. Jedziemy do Kanady! Jeśli chodzi o bagaże to nie mieliśmy wiele.

Załącznik:
IMG3.jpg


Wspomnę jeszcze, że za każdym razem przed nadaniem plecaka wsadzaliśmy go do pokrowca, dokładnie takiego: https://www.decathlon.pl/pokrowiec-ochr ... 56622.html. Sprawdził się bardzo dobrze – plecak w pokrowcu z każdej podróży wychodził bez szwanku, nie kazali nam przy odprawie zanosić go do ponadwymiarowych przedmiotów (a zdarzało się to wcześniej w przypadku nieopakowanego plecaka), z pokrowca nic się nie urwało, a zawartość plecaka (również szklane butelki z whisky czy syropem klonowym) doleciały w całości.

Na Gatwick bez problemu nadaliśmy bagaż (pan tylko spytał czy mamy wizę do Kanady, ale nie sprawdzał), przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa i o czasie zaczęliśmy się pakować do samolotu.

Air Transat – linia o której nic nie wiedzieliśmy, tyle że jest kanadyjska i tania. Jedyne co sprawdziłam przed wylotem to, czy aby na pewno serwują jedzenie. Miał być jeden porządny posiłek i przekąska. Na 9h lotu wydawało nam się to dość mało, więc kupiliśmy jeszcze spore opakowanie sushi. Zapamiętajcie ten fakt ;)
Nie znam się w ogóle na samolotach, ale ten wydawał się spoko i miał to, co najbardziej lubię w samolotach – system rozrywki pokładowej zawierający kilka głupich komedii :D W sam raz na długi lot.

Załącznik:
IMG4.jpg


Tylko chyba zaoszczędzili na tłumaczu na polski.

Załącznik:
IMG5.jpg


Co ciekawe słuchawki trzeba było mieć swoje, ewentualnie można było od nich kupić za chyba 10 USD. W pakiecie podstawowym nie było też kocyka ani innych akcesoriów, których można doświadczyć w droższych liniach.

Zaraz po starcie personel pokładowy nadał komunikat: „mamy na pokładzie osoby z uczuleniem na orzechy i owoce morza, więc bardzo prosimy o nie spożywanie tych produktów”. Cholera, a co z naszym sushi? Do Kanady jedzenia wwozić nie można, więc co, mamy je wywalić? O nie! Staraliśmy się jeść bardzo dyskretnie, ledwo otwierając plecak i pojemnik z sushi. Chyba poskutkowało, bo nikt nie zgłaszał objawów uczulenia ;)

Jakieś 2h po starcie podano lunch (do którego oferowano wino, w innych momentach darmowe były tylko napoje bezalkoholowe).

Załącznik:
IMG6.JPG


Wygląda nieciekawie (może przez to czerwone oświetlenie, które zmieniało się też na inne kolory podczas lotu), ale smakował zupełnie nieźle.

Oczywiście podczas lotu nie mogliśmy spać, przespaliśmy się max 0.5h, tak to oglądaliśmy filmy i czytaliśmy.

W końcu zaczęliśmy zbliżać się do Calgary, podczas lądowania dość mocno nas wytrzęsło, ale to nieistotne – w końcu dotarliśmy! Na lotnisku przywitały nas, a jakże, liście klonowe.

Załącznik:
IMG7.jpg


Ustawiliśmy się do kontroli paszportowej trochę zdziwieni, że w samolocie nie dostaliśmy żadnych kwitków do wypełnienia. Okazało się jednak, że w dzisiejszych czasach papierki to przeżytek – deklarację wypełniało się w automatach, albo w aplikacji. Internet działał sprawnie, więc oboje ściągnęliśmy aplikację ..., w której trzeba było odpowiedzieć na kilka pytań (na ile przyjechałeś, czy przewozisz broń/leki/żywność, jaki jest cel przyjazdu itp.), generowany był kod QR, z tym podchodziło się do automatu, który drukował jakiś świstek (a jednak jest papierek!), to oglądał celnik i tyle. Aż się zdziwiłam, że tak szybko poszło. Teraz jeszcze plecak i możemy iść po samochód!

Samochód wypożyczyliśmy w Dollar, ale przez pośrednika – VIPCars. Za ich pośrednictwem koszt wypożyczenia Toyoty Corolli na 6 pełnych dni wyniósł 230 euro (płaciliśmy z góry, a na miejscu pani zablokowała około 200CAD na Revolucie. To ważna informacja, zapamiętajcie na dalszą część relacji). Czekało nas jakieś 4h jazdy do pierwszego noclegu w hostelu w Nordegg.

Ogólnie jeśli chodzi o noclegi w okolicy parków narodowych Jasper i Banff to jest jakaś tragedia. Jak tylko kupiliśmy bilety to zabrałam się za rezerwowanie noclegów (czyli jakieś 3 miesiące przed wylotem), ale dostępność i ceny były zatrważające. Średnio płaciliśmy 120CAD (czyli jakieś 350zł... nie, lepiej nie przeliczać) za pokój za noc. Zwykle to były najtańsze hotele w okolicy, wybór był naprawdę niewielki. Przez chwilę myśleliśmy o wynajmie kampera, ale po przeliczeniu wychodziło to drożej niż samochód + hotele. Tak więc porada: jeśli nie planujecie spać w namiocie to rezerwujcie hotele w Albercie ze sporym wyprzedzeniem.

Jadąc na połnoc od Calgary mijaliśmy niezbyt ciekawe okolice – płaskie i bezludne.

Załącznik:
Img8.jpg


Po drodze coraz bardziej chciało nam się spać. Zatrzymaliśmy się więc na zakupy, gdzie nastąpiło nasze pierwsze spotkanie z syropem klonowym w jego ojczyźnie.

Załącznik:
Img11.jpg


Kolację zjedliśmy w KFC w okolicach Red Deer i jakoś udało nam się dojechać do naszego hostelu w Nordegg, który znajdował się już właściwie w lesie.

Załącznik:
Img10.jpg


W hostelu było niewielu gości – recepcjonistka poinformowała nas, że jest już właściwie po sezonie. Był to ciekawy hostel z dwóch względów: po pierwsze, nie było kluczy do pokoi, wszystko zostawiało się otwarte (w pokojach były jedynie szafki zamykane na klucz). Po drugie, ze względu na problemy z dostępnością wody proszeni byliśmy o oszczędzanie wody jak tylko się da. W kibelku wisiały takie oto znaki:

Załącznik:
Img13.JPG


Możecie się domyślić, że nieźle się obśmialiśmy i hasło to towarzyszyło nam do końca wyjazdu, a nawet dłużej.

Na koniec wrzucam jeszcze mapkę z planem naszej podróży w okolicach Calgary łącznie z noclegami (najpierw Nordegg, dalej Hinton, Golden i w końcu Canmore).

Załącznik:
IMG9.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 30 Gru 2019 21:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 898
Loty: 66
Kilometry: 71 141
srebrny
zuzanna_89 napisał(a):
Ustawiliśmy się do kontroli paszportowej trochę zdziwieni, że w samolocie nie dostaliśmy żadnych kwitków do wypełnienia. Okazało się jednak, że w dzisiejszych czasach papierki to przeżytek – deklarację wypełniało się w automatach, albo w aplikacji. Internet działał sprawnie, więc oboje ściągnęliśmy aplikację ..., w której trzeba było odpowiedzieć na kilka pytań (na ile przyjechałeś, czy przewozisz broń/leki/żywność, jaki jest cel przyjazdu itp.), generowany był kod QR, z tym podchodziło się do automatu, który drukował jakiś świstek (a jednak jest papierek!), to oglądał celnik i tyle. Aż się zdziwiłam, że tak szybko poszło. Teraz jeszcze plecak i możemy iść po samochód!


Ciekawe co mówisz. 2 tygodnie wcześniej osobiście dostawałem kwitek i musiałem wypełnić, tak samo jak 3 lata temu. :?
_________________
Image
Pomagam w sprawach związanych z Kanadą i obwodem Kaliningradzkim.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 30 Gru 2019 22:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
@macio106 To faktycznie ciekawe. Ale robiłeś wszystko na papierze, czy w automacie? Tam było z 20 takich automatów, które były alternatywą dla odprawy w aplikacji, może faktycznie ustawiono je w te 2 tygodnie.
Musisz jechać kolejny raz :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 30 Gru 2019 22:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 290
niebieski
macio106 napisał(a):

Ciekawe co mówisz. 2 tygodnie wcześniej osobiście dostawałem kwitek i musiałem wypełnić, tak samo jak 3 lata temu. :?


Tu jest film instruktażowy z maja 2019 o elektronicznej procedurze wjazdowej w Calgary:

_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 31 Gru 2019 10:47 

Rejestracja: 22 Wrz 2012
Posty: 876
niebieski
A tutaj jest link do apliakcji na Androida: https://play.google.com/store/apps/deta ... eclaration

Wysłane z mojego SM-G950F przy użyciu Tapatalka
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
zuzanna_89 uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 03 Sty 2020 16:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
Dzień 2 30.08.19 Jasper

Pierwszy dzień w Górach Skalistych! Obudziliśmy się około 8, zjedliśmy śniadanie (kuchnia w hostelu była bardzo dobrze wyposażona) i ruszyliśmy w świat :) Zaczęliśmy od zatankowania samochodu, bo wczoraj już sporo kilometrów przejechaliśmy. Stacje benzynowe były w dużej mierze zautomatyzowane, ale przy większości znajdował się sklepik. Co ciekawe, po włożeniu karty do czytnika trzeba było wybrać sumę za jaką maksymalnie chcesz zatankować. Ceny zaczynały się od 100$, a kończyły chyba na 800$. My, jak widzicie zatankowaliśmy za 20$ (mniej niż 1/3 baku), za 800$ to chyba tylko ciężarówki tankują.

Załącznik:
Img12.JPG


Dziś w planach mamy przejazd słynną Icefields Parkway, po drodze zatrzymując się przy różnych ciekawych punktach po drodze. Najpierw jednak kilka szybkich przystanków na trasie – zaczynają pojawiać się góry i jeziora i jest naprawdę pięknie!

Załącznik:
IMG14.JPG


Załącznik:
IMG15.JPG


Aby wjechać do parku narodowego trzeba mieć ważny bilet. Zdecydowaliśmy się kupić bilet roczny, ważny na wszystkie parki narodowe w Kanadzie. Nie było z tym żadnego problemu, przy wjeździe na teren parku stała budka, gdzie strażnik sprawdzał czy mamy bilet, jeśli nie, to trzeba było go kupić. Nasz bilet ważny jest do 30.08.2020, jakby ktoś chciał odkupić to piszcie!

Załącznik:
IMG16.jpg


Chwilę później dojechaliśmy do Saskatchewan River Crossing, gdzie skręciliśmy w prawo, w kierunku Jasper. Dziś planujemy zobaczyć część atrakcji na trasie Icefields Parkway, jutro, wracając, pozostałe.

Załącznik:
IMG17.JPG


Zatrzymaliśmy się na chwilę w sklepie/kawiarni na rozdrożu.

Załącznik:
IMG18.JPG


Ruszamy dalej. Po mniej więcej godzinie pierwszy wodospad, Tangle Falls. Dosłownie przy samej drodze.

Załącznik:
IMG19.JPG


Załącznik:
IMG20.JPG


Fajny, ale oczekiwania mamy dużo większe. Kolejny przystanek pół godziny dalej – znowu wodospad. Tym razem bardziej znane Sunwapta Falls. Według przewodnika Lonely Planet powinien znajdować się 1km od parkingu, ale chyba pomyliły im się zera ;)

Załącznik:
IMG21.JPG


Widok zdecydowanie nas nie powalił, a że nie mieliśmy czasu na dalsze spacery to pojechaliśmy dalej.

Załącznik:
IMG22.JPG


Kolejnym, najważniejszym dziś, punktem był szlak Mt Edith Cavell. Sporo się o nim naczytałam jaki to piękny, jak lodowiec trzeszczy, a zioła pachną, więc miałam spore oczekiwania. Aby dojechać do parkingu trzeba zboczyć trochę z głównej drogi, ale otoczenie jest naprawdę piękne. Trochę się martwiłam o tłumy na szlaku i brak miejsc parkingowych, ale nie było z tym problemów. Po krótkiej drzemce w samochodzie ruszyliśmy.

Załącznik:
IMG23.JPG


Załącznik:
IMG24.JPG


Tu mapa całej trasy, doszliśmy do punktu numer 2, całość zajęła jakieś 2h z krótkimi przerwami na kanapkę i zdjęcia.

Załącznik:
IMG31.JPG


Nie ma co owijać w bawełnę – szlak jest przepiękny. Od początku widać lodowiec, a chwilami także jezioro na jego krańcu o niesamowitym kolorze.

Załącznik:
IMG25.jpg


Większość osób szła tylko do punktu widokowego przy jeziorze (tym na poniższym zdjęciu), więc na dalszej części szlaku było naprawdę pusto.

Załącznik:
IMG26.JPG


Zapach ziół rosnących przy szlaku był faktycznie oszałamiający, kojarzył nam się z pieczonymi ziemniakami przez co zgłodnieliśmy ;) Zaraz jednak naszą uwagę odwrócił ten przesłodki gryzoń!

Załącznik:
IMG27.JPG


Po angielsku to zwierzątko nazywa się pika, a po polsku szczekuszka ;) Wydaje piskliwe dźwięki i można ją często zobaczyć z „garścią” trawy w pyszczku. Przesłodkie.

Nie był to jedyny zwierzak spotkany na szlaku! Niestety, misia nie było, ale za to był świstak :D Też hałaśliwy, ale niespecjalnie bojaźliwy.

Załącznik:
IMG28.JPG


Widok z punktu widokowego nr 2 był po prostu niesamowity.

Załącznik:
IMG29.jpg


Załącznik:
IMG30.JPG


Wracając spotkaliśmy jeszcze świstaka zajadającego grzyba :D

Załącznik:
IMG32.jpg


To był naprawdę udany spacer, niezbyt męczący (akurat na jet lag ;), a piękny. Zdecydowanie polecam! W takich miejscach miałabym ochotę zostać na dłużej. Może kiedyś :)

Czas było ruszyć w dalszą drogę do naszego kolejnego noclegu w Hinton (już poza parkiem narodowym, zresztą tak jak Nordegg). Po drodze krajobrazy były wciąż piękne, ale już nie mieliśmy siły się nigdzie na dłużej zatrzymywać.

Załącznik:
IMG33.jpg


Zameldowaliśmy się w hotelu w Hinton (typowa sieciówka), poszliśmy zjeść do japońskiej knajpy, a potem zobaczyć lokalną atrakcję – bobrowisko :D

Załącznik:
IMG34.jpg


Była to po prostu sieć ścieżek w lesie, nad jeziorem, rzeką i rozlewiskiem. Byliśmy tam około 20 i akurat pięknie powoli zachodziło słońce.

Załącznik:
IMG35.JPG


Załącznik:
IMG36.JPG


Niestety żadnych bobrów nie widzieliśmy. A przez to, że wszędzie były znaki ostrzegające przed niedźwiedziami i kuguarami po około pół godzinie, gdy już słońce zaszło, udaliśmy się z powrotem do hotelu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
PanAndre lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 03 Sty 2020 18:03 

Rejestracja: 21 Cze 2012
Posty: 286
niebieski
JIK chyba wiele osób zachęcił, bo też byłem w tym roku w tych okolicach, dwa tygodnie po was głównie w Banff i kawałku Jasper (Peyto Lake) i Yoho (Takakkaw Falls). I też potem lot do Seattle z Alaska Airlines :). Czekam na dalszy ciąg..

Wysłane z mojego SM-G950F przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 03 Sty 2020 20:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
@KKL No nieźle, to w 2019 roku tłumnie odwiedziliśmy te strony! A nie pomyślałabym, bo Polaków na miejscu spotkaliśmy dopiero po tygodniu pobytu, w Lake Louise, a dokładniej w Plain of Six Glaciers.

Kolejne części niedługo, okazuje się, że mamy mnóstwo zdjęć i powoli przez nie brnę ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 06 Sty 2020 21:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
Dzień 3 - Jasper

Komuś może wydać się idiotyczne, że wczoraj jechaliśmy kawał drogi tylko po to, żeby dziś wrócić (kolejny nocleg w Golden, 400km od Hinton). Niestety, baza noclegowa w Albercie była bardzo ograniczona, a ponieważ chcieliśmy zobaczyć sporo atrakcji po drodze uznaliśmy, że tak będzie dobrze. I było :) To był kolejny udany dzień! Ale bez spoilerów :P

Zaczęło się od śniadania – usiedliśmy przy takiej oto maszynie i mój mąż był w siódmym niebie, naciskał i naciskał :P

Załącznik:
IMG37.jpg


Spakowaliśmy się, wymeldowaliśmy i ruszyliśmy w drogę. Już po pół godzinie pojawił się korek na pustej drodze – po wycieczce do Australii wiedzieliśmy, że oznacza to jedno – zwierzaki w zasięgu obiektywu :D Tym razem były to owce kanadyjskie (bighorn sheep).

Znak miał rację ;)

Załącznik:
IMG38.JPG


Załącznik:
IMG39.JPG


Pierwsze w planach tego dnia były Miette Hot Springs. Obok gorących źródeł znajduje się polecany szlak (Sulphur Skyline), ale ze względu na notoryczny brak czasu postanowiliśmy jedynie wymoczyć się w gorących źródłach ;) A otoczenie było naprawdę zjawiskowe.

Załącznik:
IMG40.jpg


Załącznik:
IMG41.jpg


Temperatura wody wynosiła 38 stopni, a dla chętnych były też baseny z zimną wodą. Gdy mój mąż zdecydował się zanurzyć w tym chłodnym, ratownik od razu się rozbudził i podreptał za nim. Na szczęście mąż przeżył (bez interwencji ratownika) :D

Kolejnym punktem programu był kanion Maligne. Widać, że popularna atrakcja, bo parking pełen. A przy nim taka oto mapka:

Załącznik:
IMG42.JPG


Dla każdego coś miłego – można zrobić dłuższy lub krótszy spacer. My zdecydowaliśmy się na średni :)

Kanion bardzo nam się spodobał, choć nie mogło w sumie być inaczej, bo bardzo lubimy rzeki i formacje skalne ;) Rzeka miała piękny, turkusowy kolor, a roślinność w pobliżu, dobrze nawodniona, była soczyście zielona.

Załącznik:
IMG43.JPG


Załącznik:
IMG44.JPG


Dodatkowo przy szlaku były poustawiane tablice informacyjne o tym jak kanion się tworzył i zmieniał. Mnóstwo ciekawych informacji dla dorosłych i dzieci, a co więcej ciekawostki można było zweryfikować od razu na żywo np. informacja, że jak spory głaz spadnie to utknie w kanionie znajdowała się zaraz obok miejsca gdzie właśnie taki okrągły głaz utknął. Kanion miejscami ma niewiele ponad metr szerokości, więc inna tablica informowała, że w przeszłości śmiałkowie próbowali przeskoczyć go z różnym skutkiem. Tak więc jak dla mnie miejsce nie tylko ciekawe, ale i dobrze przemyślane oraz zorganizowane.

Załącznik:
IMG45.JPG


Załącznik:
IMG46.JPG


Załącznik:
IMG47.JPG


Posililiśmy się kanapkami i marchewkami i ruszyliśmy dalej. Pisałam już, że to był udany dzień? A to dopiero początek!

Jadąc Icefields Parkway w kierunku Lake Louise, na wysokości skrętu na Mt Edith Cavell zobaczyliśmy na drodze korek. Deszcz padał i nie chciało nam się wierzyć, że to jakiś zwierz, pewnie ktoś miał wypadek.

Podjechaliśmy bliżej i oto co zobaczyliśmy

Załącznik:
IMG48.JPG


Załącznik:
IMG49.JPG


Tak jest, misio! Ależ byliśmy podekscytowani! Szedł poboczem i zjadał liście z krzaków :D Faktycznie jest wszystkożerny ;) Nic sobie nie robił z deszczu i tłumu fotografujących go ludzi. A niektórzy to totalni idioci – powychodzili z samochodów i podchodzili do misia na około metr. Nie ma co się dziwić, że ataki wciąż się zdarzają.

Zdjęcia trochę nieostre, bo my nie odważyliśmy się nawet okna otworzyć, a misio szybko się przemieszczał ;)

To spotkanie zdecydowanie podniosło nam ciśnienie, a mój mąż dodatkowo utwierdził się w przekonaniu, że musi kupić spray na misie. Ale to jak się nadarzy okazja.

Dalej zatrzymaliśmy się przy lodowcu Athabasca, ale nie poszliśmy tam na dalszy spacer mimo że było pięknie.

Załącznik:
IMG50.JPG


Załącznik:
IMG51.JPG


Za to kawałek dalej ruszyliśmy na wychwalany w internecie szlak Parker Ridge. Widok z przełęczy miał zapierać dech w piersi. No to idziemy!

Załącznik:
IMG52.JPG


Początkowo szło się lasem, potem roślinność robiła się coraz niższa.

Załącznik:
IMG53.jpg


Było dość zimno i bardzo wietrznie. Po dotarciu na grań...

Załącznik:
IMG54.JPG


...mogliśmy wreszcie zobaczyć co kryje się po drugiej stronie!

Załącznik:
IMG55.JPG


Widok był wręcz wzruszający – ta przestrzeń i bezwzględne piękno przyrody faktycznie zapierały dech w piersi.

Załącznik:
IMG56.1.jpg


Załącznik:
IMG57.JPG


Spacer był dość krótki, męczący (ostro pod górkę) i bardzo satysfakcjonujący! Po około 1.5h byliśmy z powrotem w samochodzie.

Kolejnym przystankiem, ostatnim na dziś, było jezioro Peyto Lake. Mój mąż miał już powoli dość atrakcji, no ale tej nie mogliśmy ominąć :P Jutro miał być spokojny dzień, więc będzie miał szansę odpocząć (od jeżdżenia samochodem).

Akurat jak stanęliśmy na parkingu przy Peyto Lake zaczęło lać jak z cebra, ale niewzruszeni ruszyliśmy i nawet zatrzymywaliśmy się przy tablicach informacyjnych po drodze ;)

Podejście jest krótkie (jakieś 10 minut), ale dość strome i kiedy wracaliśmy kilka grup ludzi pytało nas czy daleko jeszcze. Naprawdę rozważali cofnięcie się do parkingu, kumacie?! Ominęliby coś takiego:

Załącznik:
IMG58.jpg


Załącznik:
IMG59.JPG


Ten niesamowity kolor wody w jeziorach Banff i Jasper wywołanyjest drobinkami skał z topniejącego lodowca. Peyto Lake, jak wszyscy zainteresowani wiedzą, ma kształt głowy wilka. I nawet w deszczu jest super!

No to teraz mogliśmy już zmierzać prosto do Golden, gdzie mieliśmy spędzić 2 kolejne noce :)

Na mapie bez poziomic tego nie widać, ale, żeby z trasy numer 93 dojechać do Golden trzeba najpierw zjechać ostro w dół, a potem z powrotem do góry i znów w dół (po kilkaset metrów na pewno). Trochę się martwiliśmy na ile paliwochłonna będzie taka jazda, a że była też stresująca dla kierowcy (jadąc w dół wydawało się momentami masakrycznie stromo) to zaczęliśmy się zastanawiać czy jutro realizować nasz plan i jechać do Yoho.

Na razie jednak dojechaliśmy do motelu, który był położony w dogodnym i ładnym miejscu, a na podwórku czekał kolejny misio ;)

Załącznik:
IMG60.jpg


Na obiadokolację poszliśmy do polecanej knajpy w Golden, tym razem z kuchnią północnoamerykańską. Jeśli będziecie w okolicy– polecam gorąco! Najlepsze żeberka jakie w życiu jadłam!

Załącznik:
IMG61.jpg


Załącznik:
IMG62.jpg


Rozpływały się w ustach!

Szybki powrót do hotelu i o 22 idziemy spać. To był udany dzień!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 11 Sty 2020 22:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
Dzien 4: 1.09.2019 – Yoho

Tak jak pisałam powyżej, mój mąż, który nie jest aż takim entuzjastą gór jak ja, powoli miał dość napiętego harmonogramu i typowo górskich atrakcji, więc brałam pod uwagę zmianę planów na dziś. Myśleliśmy o jakimś raftingu, ale jak zaczęliśmy o tym czytać, to te bardziej hardcorowe wydawały się straszne, a znowuż nie chcieliśmy trafić na rejs pontonem ;) Ostatecznie mąż stwerdził, że przecież jesteśmy tu, żeby chodzić po górach i powinniśmy po prostu pójść w góry. Uff.

Drugi problem to wybór szlaku – na inne dni miałam zawsze dość oczywistych faworytów, w Yoho wydawało mi się, że jest kilka tak samo interesujących szlaków. Ponieważ chcieliśmy trochę odpocząć przed kolejnym dniem ostatecznie zdecydowaliśmy się na szlak doliną Yoho do Twin Falls, rozważaliśmy powrót przez Iceline Trail.

Przed wyruszeniem jednak mój mąż zaopatrzył się w bear spray. Po wczorajszym spotkaniu z misiem uznał, że lepiej mieć ten specyfik na wypadek ewentualnego kolejnego spotkania ;) Spray udało się kupić w przydrożnym sklepie sprzedającym butle z gazem i tym podobne, kosztował sporo, bo 40 CAD, no ale jeśli taka jest cena spokoju ducha to niech będzie.

Co ciekawe – był 1-szy września (80-ta rocznica rozpoczęcia drugiej wojny światowej) i w kanadyjskim radiu sporo mówili o Polsce! Ciekawe doświadczenie.

Zaparkowaliśmy przy wodospadzie Takkakaw (aby znaleźć miejsce parkingowe musieliśmy krążyć chyba z 15 minut – wodospady są bardzo blisko parkingu i są bardzo popularne wśród Azjatów), do którego planowaliśmy podejść pod koniec dnia i ruszyliśmy. Powitała nas tablica informacyjna:

Załącznik:
IMG63.JPG


Przed nami jakieś 15km marszu (ale doliną, więc prawie po płaskim), więc ruszamy :) Początkowo idziemy otwartą przestrzenią widząc w oddali lodowiec Yoho.

Załącznik:
IMG65.JPG


Potem wchodzimy w las, a cały czas towarzyszy nam rzeka w ciekawym kolorze.

Załącznik:
IMG64.JPG


Ludzi jest bardzo mało i ciągle mamy bear spray pod ręką. Powoli zaczyna się chmurzyć, a że zapowiadano na dziś burze zaczynamy się zastanawiać nad sensownością trekkingu dalszego niż Twin Falls. Przy samych Twin Falls zaczyna porządnie padać, na szczęście udaje nam się je zobaczyć.

Załącznik:
IMG66.JPG


Schodzimy do punktu biwakowego w nadziei na znalezienie schronienia. Udaje się, ktoś rozłożył płachtę brezentową pod którą możemy się schronić i zjeść kanapki :D

Załącznik:
IMG67.JPG


Czekając aż przejdzie deszcz mamy okazję przyjrzeć się obozowisku – jest tu dosłownie kilka namiotów, wokół jednego kręci się człowiek z psem, reszta jest pusta. Ciekawy jest sposób zabezpieczenia plecaków przed niedźwiedziami:

Załącznik:
IMG68.JPG


W końcu gdy przestaje padać, a tylko kropi ruszamy w drogę powrotną. Szlak jest mokry i śliski – nie ryzykujemy podejście na Iceline Trail. Droga powrotna idzie nam szybciej, bo jest lekko z górki. Mijamy kilka osób z wielkimi plecakami pytają nas czy dobrze się kierują na obozowisko. Owszem :) Kanadyjczycy chyba lubią spać pod namiotem.

W końcu dochodzimy w okolice parkingu.Szlak do nie był może powalający (szczególnie jak na kanadyjskie możliwości), ale zupełnie przyjemny i niezbyt męczący. Całość wyniosła 16km i zajęła niecałe 4h. Teraz pozostaje zobaczyć główną atrakcję:

Załącznik:
IMG69.jpg


Wodospad ma 254m – jest ogromny, ale chyba przez to że taki wąski i odsłonięty to nie jest jakiś specjalnie imponujący (to oczywiście subiektywna opinia).

Załącznik:
IMG70.jpg


Załącznik:
IMG71.JPG


W każdym razie dobrze go było zobaczyć i mogliśmy wracać. Po drodze do Golden zajechaliśmy jeszcze zobaczyć Natural Bridge – ciekawą formację skalną na rzece.

Załącznik:
IMG72.JPG


Załącznik:
IMG73.jpg


Ładne miejsce :) Stamtąd udaliśmy się do hotelu przebrać się i potem już obiadokolacja i spać!

To był luźniejszy dzień, ale potrzebowaliśmy takiego.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
peta lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 18 Sty 2020 18:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Kwi 2013
Posty: 76
Loty: 128
Kilometry: 201 792
niebieski
Dzień 5: 2.09.2019 Banff

Dzień kulminacyjny, bo dziś mieliśmy odwiedzić gwiazdę Alberty czyli Lake Louise ;) Lake Louise to nazwa zarówno miejscowości jak i samego jeziora. Z Golden jechaliśmy tam godzinę, a pogoda była naprawdę niezdecydowana – deszcz, słońce, tęcza, to znowu mgła. Jak to w górach ;)

Kiedy dojechaliśmy o 9 główny parking był już pełen, na szczęście kawałek niżej (po prawej jadąc w kierunku jeziora) jest mniejszy parking na którym były jeszcze miejsca. Kiedy i te się zapełnią pozostaje dojazd autobusem, o tyle upierdliwy, że często kolejki do niego są na ponad godzinę stania. Więc polecam raczej wczesne wstawanie :)

Po 10 minutach spaceru dotarliśmy do głównego parkingu mijając co chwilę ostrzeżenia o misiach.

Załącznik:
IMG74.JPG


Ten autobus szkolny woził turystów między miasteczkiem Lake Louise a jeziorami Lake Louise i Morraine Lake. Zaraz za parkingiem naszym oczom okazał się słynny widok na jezioro z lodowcem w tle.

Załącznik:
IMG75.JPG


Hmm, w sumie to lodowiec zakryły chmury i widok nie był specjalnie szałowy. Ludzi sporo, ale da się zrobić zdjęcie.

Załącznik:
IMG77.JPG


Pogoda wciąż szybko się zmienia.

Załącznik:
IMG76.jpg


Kierujemy się od razu w stronę Lake Mirror --> Little Beehive --> Lake Agnes. Było trochę ludzi, ale bez problemu dało się iść swoim tempem. Do Mirror Lake cały czas idzie się lasem, a widok Lake Louise, kiedy zaczyna prześwitywać między drzewami w dole jest naprawdę niesamowity.

Załącznik:
IMG78.JPG


Po jakichś 45 minutach marszu dochodzimy do Mirror Lake. Ten szczyt za nim nazywa się Big Beehive – naprawdę wygląda jak stworzony przez pszczoły ;)

Załącznik:
IMG79.JPG


Co ciekawe do Lake Agnes można wybrać się też konno.

Załącznik:
IMG80.JPG


Jak widać znowu pada. Ale to nic, może dzięki temu nie ma specjalnych tłumów. Ruszamy dalej, decydujemy się na wejście na Little Beehive, zamiast Big Beehive. Widok na Lake Louise jest podobno porównywalny, a chcemy oszczędzać siły i dojść jeszcze do Plain of 6 Glaciers (mój mąż jeszcze o tym nie wie;).

Big Beehive z góry:

Załącznik:
IMG81.JPG


Załącznik:
IMG82.JPG


Co tu dużo mówić, widoki były po prostu przepiękne, a jak tylko wyszło słońce pojawiły też się zwierzęta :D Takich słodkich gryzoni było na szlaku naprawdę sporo, jest to pręgowiec amerykański (ang. chipmunk).

Załącznik:
IMG83.JPG


Załącznik:
IMG84.jpg


Na szlaku byliśmy sami i mogliśmy przyjmować najróżniejsze pozy ;)

Załącznik:
IMG85.JPG


W końcu zobaczyliśmy też widok dla którego tu wchodziliśmy – Lake Louise z góry. Te czarne kropeczki to kajaki. Niesamowity widok!

Załącznik:
IMG86.JPG


Załącznik:
IMG87.jpg


Chyba już na dobre przestało padać i było po prostu przepięknie. Chłonęliśmy widoki.

Załącznik:
IMG88.jpg


Załącznik:
IMG89.jpg


Na szczycie była ławka, gdzie zatrzymaliśmy się na drugie śniadanie. Pół godziny na słońcu i przemoczone ciuchy wyschły. Prócz nas nie było nikogo, dopiero gdy ruszyliśmy dalej spotkaliśmy kilka osób.

Załącznik:
IMG90.jpg


Dalej poszliśmy do Lake Agnes.

Załącznik:
IMG91.JPG


Wiało tam niemiłosiernie i było bardzo tłoczno, więc nie przesiadywaliśmy tam tylko od razu skierowaliśmy się w stronę Plain of Six Glaciers. Widoki wciąż były niesamowite.

Załącznik:
IMG92.jpg


Załącznik:
IMG93.jpg


Idąc od Lake Agnes zeszliśmy dość sporo w dół, potem szliśmy znów lekko pod górę. Lake Louise było coraz dalej.

Załącznik:
IMG94.JPG


Spotkaliśmy też kolejnego pręgowca, który nieświadomie pozował do zdjęć myśląc, że mamy dla niego coś do jedzenia. Ale patrząc po jego brzuszku, nie głoduje ;)

Załącznik:
IMG95.JPG


Załącznik:
IMG96.JPG


Zaczynaliśmy już być lekko zmęczeni, na szczęście lodowce były coraz bliżej.

Załącznik:
IMG97.JPG


A to oznaczało, że już po chwili doszliśmy do schroniska (czy raczej kawiarni, bo chyba nie można tam nocować) i mogliśmy pozwolić sobie na kawę, ciastko i chwilę odpoczynku.

Załącznik:
IMG98.JPG


Miejsce jest piękne i zachęca do dalszej wspinaczki. Niestety, my byliśmy już dość zmęczeni i po posileniu się zaczęliśmy drogę powrotną. A wracając większość czasu ma się widok na Lake Louise :)

Załącznik:
IMG99.jpg


W niecałą godzinę znaleźliśmy się z powrotem nad Lake Louise. Miejsce, w którym woda z lodowca wpływa do jeziora jest prześliczne.

Załącznik:
IMG100.jpg


Załącznik:
IMG101.jpg


Szlak nad samym jeziorem jest dość mocno uczęszczany i jeśli będziecie w okolicy to zdecydowanie pojecam wybrać się dalej niż tylko krótki spacer nad jeziorem. Trasa do schroniska w Plain of Six Glaciers (jakby ktoś szedł od Lake Louise) jest względnie płaska i łatwa. Włączając w to Little Beehive i Lake Agnes zrobiliśmy tego dnia ponad 21km w niecałe 7h (z dwiema długimi przerwami).

Jeszcze wrzucę cennik wypożyczalni kajaków, jakby ktoś miał ochotę popływać po Lake Louise ;)

Załącznik:
IMG102.jpg


Dotarliśmy do samochodu i ruszyliśmy do naszego kolejnego lokum – hostelu w Canmore. Rezerwując noclegi chciałam zostać tam dłużej, ale Canmore jest bardzo oblegane i nie było już miejsc w naszym przedziale cenowym nie licząc tych dwóch nocy. Co ciekawe, miejsce nazywało się Canmore Hotel Hostel (to hotel czy hostel?) i już przy rezerwacji ostrzegali, że odbywają się u nich głośne imprezy i chcącym pospać radzili zaopatrzyć się w zatyczki do uszu. No nic, zobaczymy co to będzie.

Trasa z Lake Louise do Canmore jest bardzo ładna. Nie myślałam, że będzie tam droga szybkiego ruchu, a tu proszę.

Załącznik:
IMG103.jpg


Na miejscu zagadka się wyjaśniła - kiedyś w tym miejscu był Canmore Hotel, teraz jest to hostel ;) Zameldowaliśmy się, wykąpaliśmy i poszliśmy coś zjeść. Po raz pierwszy mieszkaliśmy w miejscu, z którego można było dojść pieszo do knajp czy sklepu. Mieszkaliśmy w centrum! Ale fajnie :) To widok spod hostelu:

Załącznik:
IMG104.jpg


Po kolacji poszliśmy jeszcze na mały spacer po mieście. Natrafiliśmy między innymi na sklep z cukierkami, w którym sprzedawano znajomo wyglądające słodycze:

Załącznik:
IMG105.jpg


Dalej trafiliśmy na małą galerię sztuki miejscowego artysty, Jasona Cartera, którego dzieła bardzo nam się spodobały (można je zobaczyć między innymi na lotnisku w Calgary). Zamieniliśmy z nim kilka słów, a ponieważ nie było nas stać na obraz kupiliśmy pocztówki z reprodukcjami.

Załącznik:
IMG106.jpg


Załącznik:
IMG109.jpg


Canmore jest pięknie położone i trochę żałowałam, że jesteśmy tu tylko na 2 noce. Pospacerowaliśmy, a jak już się ściemniło wróciliśmy do hostelu.

Załącznik:
IMG107.jpg


Załącznik:
IMG108.jpg


Ależ to był piękny dzień!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 13 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group