Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Paź 2019 14:13 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
-- 03 Paź 2019 13:48 --

Cześć,

będzie to moja pierwsza relacja stąd bardzo proszę o wyrozumiałość. Dodatkowo zachodnie wybrzeże wydaje się bardzo popularną destynacją i na forum jest już kilka relacji z genialnych wypraw. Nie odkryje (non omen) Ameryki, dorzucę tylko kilka moich spostrzeżeń. Zwłaszcza dla tych, którzy zastanawiają się nad taką wyprawą z małymi (lub większymi) pociechami. Może komuś się przyda podczas planowania swoich wakacji. Enjoy!

Załącznik:
0.0.JPG


Historia -
Mamy za sobą już kilka wyjazdów, tych bliższych i dalszych. Na ten rok planowaliśmy wyjazd do Szkocji. W międzyczasie chodził mi po głowie weekend w USA na jakiś shopping. To akurat było bez żadnego ciśnienia. Warunkiem niezbędnym i jednocześnie sporym wyzwaniem bylo znalezienie odpowiednich (czyli tanich) biletów. To co udawało mi się odszukać nie miało bagażu rejestrowego w stawce. Biorąc pod uwagę cel wizyty było to bez sensu. No i pewnego dnia stało się (dzięki Fly4Free) SAS Wilno – USA za tysiaka. Z bagażem rejestrowym w cenie! Jesteśmy z Gdańska i do Wilna nie jest tak źle z dojazdem. Moim zdaniem dużo lepsza opcja niż Berlin. Konsulatacja z A. czy bierzemy. Tak. No to później pytanie do młodej czy jedzie z nami czy zostaje z babcią. Młoda nie mogła się zdecydować to kupujemy bilet i dla niej. Później przyszło do wybierania destynacji. Pierwotny plan był na Nowy Jork plus dłuższy weekend, by wyskoczyć nad Niagarę. Ostatnio mnie eksmitowali z Kanady za zły paszport to czas się wbić tam skutecznie... Tylko się okazało, że w tej samej cenie było San Francisco. A na zachodnim wybrzeżu nas jeszcze nie było. To kupiliśmy. I tak zamiast na kilka dni do NY wylądowaliśmy z biletami na 2 tygodnie do SF na poczatek kwietnia. Szkocja musi poczekać. Tym bardziej, ze od wrzesnia młoda poszła do szkoły. Trzeba się będzie trzymać terminów szkolnych z następnymi wyjazdami.

Przygotowania-
No i tutaj mój pierwszy ProTip. Róbcie research przed zakupem biletów. Jak kupujecie na spontanie jak my to później można się ździwić. Mnie zaskoczyły ceny noclegów w SF. Siadłem by coś poplanować i się okazało, że kupiłem bilety do jednego do najdroższych miast w US. Później mi migneła informacja, że w którymś z ostatnich lat ceny noclegów wzrosły tam średnio o 75%. W ciągu jednego roku. Nieźle... Jak się człowiek zastanowi to faktycznie wszyscy giganci technologiczni mają niedaleko siedziby google, twarzoksiążka, uber etc. Tym samym zostało zadecydowane za nas, pobyt w mieście ograniczamy do minimum i robimy roadtripa z koncentracją na parkach narodowych i naturze.
Druga kwestia, która nas zaskoczyła przez brak wczesniejszych przygotowań, to pogoda. Niby Kalifornia to słoneczny stan, a się okazało, że początek kwietnia to wczesna wiosna. A wczesna wiosna oznacza zmienną pogodę, a nawet śnieg. I miejscami pozamykane drogi ( np tioga pass). Gdybym wiedział to przed zakupem biletów, szukałbym terminów lotów co najmniej 2-3 tygodnie późniejszych.

Najciężej było wybrać trasę. Opcji na zachodnim wybrzeżu jest ogrom. Każdy znajdzie coś dla siebie. Szczegolnie jak kochacie naturę. Zainspirowani informacjami zaczerpniętymi z forum i kilku blogów rodaków mieszkających na stałe w US, stworzyliśmy plan. Założeniem bylo, aby nie spędzać w aucie wiecej niż 2-3hr. Szybko zmienione na 3-4hr dziennie (a i to okazało sie nierealne). Pierowtny plan w sumie modyfikowaliśmy 3 razy na dalszych etapach.

Noclegi- tuaj przyznam, że po raz pierwszy w życiu tak się namęczyłem z organizacją noclegów. Bez bicia wyznaje, że zajęło mi to dziesiątki godzin. Mega turystyczne atrakcje, które mieliśmy na liście mają świetną bazę noclegową. Tylko jest ona poza naszym budżetem. USD 200+ za nocleg to norma. USD 500+ też. Moim założeniem było mieścić się w przedziale 300-400pln. W Europie (z małymi wyjątkami) za tą kwotę jest całkiem nieźle. W USA miałem wyzwanie. Tylko, że miałem specyficzne wymagania. 1. Koniecznie chciałem pokoje w konfiguracji 2x queen bed 2. Terminarz roadtripa wyznaczał miejsce postoju 3. Rezerwacje musiały mieć elastyczne warunki anulacji (kto podróżuje z dziećmi wie jak szybko mogą sie pochorować ) 4. Obiekty musiały mieć wysoki rating (plus czytałem komentarze zostawiane przez użytkowników) 5. Darmowe śniadanie i parking. Co oznaczało, że sam miałem wysokie wymagania i małą elastycznośc, a jak wiecie za spełnienie tych rzeczy trzeba sięgać do kieszeni. Bardzo, bardzo kombinowałem, z różnymi stronami. I kuponami by poobniżać ceny. Kody oczywiście zdobywane z odpowiedniego działu forum fly4free i pozwolę sobie tutaj podziękować wszystkim za kontrybucję. Przydało się. Na 15 noclegów tylko 3 pierwsze rezerwacje były zrobione bez kodów zniżkowych. Głownie expoedia i hotels.com wykorzystałem. Booking.com był drogi. AirBnb tylko raz. Opocja 2x queen bed jest mega dla rodzin z dziećmi. W zasadzie dostajecie pokój z dwoma podwójnymi lóżkami za niedużą dopłatą do pokoju z 1 łożkiem.

Samochód – Padło na wypożyczalnie Alamo i samochód full size na cały okres pobytu. Jeździmy takim rozmiarem auta w PL i odpowiada naszym wymaganiom. Zgodnie z info na forum szukałem opcji przez różne źródła. Warto. Na moim przykładzie (ten sam zakres dat i rozmiar auta). Przez alamo.com 650 usd, przez alamo.it i .fr 460eur, przez alamo.co.uk – 400 usd. Byłoby kilka $$ mniej gdybym zapłacił od razu. Z dzieckiem wiadomo, że lepiej zachować na max elastyczności w kwesti odwołania...

Wiza- my mieliśmy jeszcze ważna, ale młoda nie miała. Na szczeście jest wiza waiver programme i nie musiała jechać na rozmowę z konsulem. Niestety nic się nie zmienia w kwestii opłaty i samego systemu internetowego. Kasę trza płacić, a system jest beznadziejny. 700 pln dopisane do listy wydatków.

No to jedziemy z koksem:

Dzień 0. 02.04.2019
Plan- Techniczny przelot z Gdańska do Wilna
Nocleg- Urbihop Hotel
Wyjeżdzamy z Gdańska po pracy, nie ma co się tu rozpisywać. Trasa S7 teraz bajka, od Mrągowa do granicy kręto I wolno. Na Litwie jadę zgodnie z przepisami, nie wiedziałem, że moje auto może palić tak mało:)
Hotel w stylu młodzieżowym, obok hal sportowych. Śniadanie ok, duży parking, jest siłka i bar otwarty przez cała noc. 15 min do lotniska.
Rezerwowany przez hotels.com – stawka 250pln
Chcieliśmy hotel przy samym terminalu na lotnisku, ale po pierwsze primo stawka była z 400pln, po drugie primo, warunki głeboki prl. Nie dziękuje.

Dzień 1. 03.04.2019
Plan – LOT do SF, odiór auta, przejazd przez Golden Gate

Lot mamy o 11. Idealnie by wstać rano zjeść śniadanie i zostawić auto na parkingu przy lotnisku. Po raz kolejny zaliczyłem ździwko. W Gdańsku oficjalny parking lotnisa kosztuje grosze, w Wilnie lotnisko chciało od mnie 160eur za 2 tygodnie. Chyba komuś coś się pomyliło z taką ceną. Korzystamy z ECOParking za 28 eur. Zaliczamy pierwszą wtopę, dojazd na parking zajmuje 40minut zamiast 12. Ktoś zapomniał o godzinach szczytu i dojazdach ludzi do pracy... Pierwsze nerwy, no ładnie nam się zaczyna. Docieramy na lotnisko spokojnie, kolejek brak, security oddzielne dla rodzin. Wszystko idzie super sprawnie. Mamy dużo czasu i wcale nie mam ochoty na piwo. Ale czego sie nie robi by pocieszyć kolegów z pracy, że ja mogę, a oni kiblują w biurze. Wale PILSa o 10 rano, a co. Tym bardziej, że na miejscu czekają mnie amerykańskie sikacze.
Załącznik:
0.1.JPG


Lecimy SASem z przesiadką w Kopenhadze. Przesiadka, krótka godzinna. Lot z Wilna mija blyskawicznie. Lot z Kopenhagi już nie tak błyskawicznie. Taryfa SAS Go, miejsca do wyboru tylko z tyłu samolotu. Wybieramy 3 środkowe w którymś z ostatnich rzedów. Jedzenie dają, wyboru brak. Po starcie jakiś kurczak, przed lądowaniem wrap na śniadanie. Przy wejściu na pokład czekała butelka wody plus do pierwszego posiłku napój bezalkoholowy do wyboru. Alko i późniejsze słodkie napoje dodatkowo płatne. Płaciliśmy tysiaka za lot to nie ma co wybrzydzać. Dojadamy owoce zabrane z domu. Rozrywka pokładowa na kolana nie powala. Łącznie może z 60 tytulów. Młoda spi kilka godzin, my męczymy filmy do lądowania.

Potwierdzam przeczytaną radę – po lądowaniu nie sikajcie, nie czekajcie tylko biegiem do odprawy. Po cichu liczyłem, że może od tyłu uda nam sie wyjść z samolotu. No way. Wychodzimy jako prawie ostatni i jesteśmy pod koniec kolejki. Wpierw głupie automaty i z wydrukiem do kolejki do immigration. Tracimy z dobrą godzinę. Immigration kilka pytań, gdzie się wybieramy, po co, na jak długo, czy mamy rodzinę na miejscu etc. I wpuszczają. Teraz do monorail po auto.

Po 15 miniutach jesteśmy w Alamo, choiceline w full size tego dnia był toyota camry, nissa altima, kia optima, ford fusion. Padło na fusion. Na wypasie wersja łącznie z navi i skórami. Z minusów czarny lakier i hybryda. Hybryda = mały bagażnik. Przymiarka czy sie pomieścimy i jedziemy z koksem. Jakoś się mieścimy na styk.

Wyjeżdzamy, oczywiście zapomnieliśmy o godzinach szczytu. Jest po 16 i wszystko stoi. Musimy dostać się do Richmond. To robotnicza mieścina na porzedmieściach. W SF w okolicach lotniska nie znalazłem żadnego ciekawego noclegu. Generalnie za mniej niż 500 złotych cieżko było o czysty, nowowczesny hotel z parkingiem i wysokim ratingiem, w dzielnicy gdzie byłoby bezpiecznie. I gdzie łażienka nie byłaby wspólna. Padło na SureStay by Best Western Point Richmond. Rezerwacja przez Hotels.com, płatne na miejscu USD 95. Dojazd zajmuje nam 2 hr zamiast 30 minut. Sił już nie mamy.. Dłuższa droga przez Golden Gate została zaniechana. W przeciwieństwie do młodej nie spaliśmy w samolocie. Padamy na twarz. Moglibyśmy spać nawet pod mostem, niestety wszytkie mijane po drodze są już zajęte. Mijamy masę bezdomnych i jest to smutny widok. Po checkinie w hotelu musimy jeszcze coś zjeść. Jedziemy do pobliskiego sklepu u hindusa. Nie mam nawet ochoty na browar. Game over. Wcinamy jogurt z bananem i zasypiamy przed 19. W hotelu trwa impreza na basenie, wokół jeżdzą pociagi. W środku nocy ktoś robi sobie pod oknem wyścigi motocyklowe. Zatyczki do uszy przy lóżku chyba coś sugerowały.
Załącznik:
1.1.JPG

Załącznik:
1.2.JPG


Dzien drugi – 04.04.2019r.
Plan na dzień techniczny, foty przy Golden Gate, Walmart i przejazd pod Yosemite

Budzimy się w środku nocy. Myśleliśmy o wschodzie słońca z widokiem na miasto, ale mają być mgły i może padać. Decydujemy zjeść sniadanie i dopiero ruszyć w drogę. Odpalamy Netflixa by zabić czas do godziny 6 i śniadania. Generalnie Netfix ratował życie podczas wyjazdu. Szczególnie tryb offline w aucie. Jak już nie mogła wysiedzieć z nudów, odpalała swój ulubiony film. Pod koniec wyjazdu już mogła oglądać bez dzwięku. Tekst zna na pamięć.
Zachodzimy na śniadanie i kolejne zdziwko. Byliśmy przygotowani, ale jednak nadal SZOK. Nie ma nic swieżego. Ani jednego warzywka. Nie pokochamy się z amerykańskimi śniadaniami. Młoda jadła głównie gofry i tosty z dżemem. Czasami bajgla z filadelfią (jak była). Nic innego jej nie podchodziło. Ja testowałem ich kiełbaski i jajecznice z proszku. Gwiazdki Michelina za to nie będzie.
Śniadanie zaliczone, ładujemy manatki i do auta. Jedziemy nad Golden Gate. Znowu korki, tym razem poranne. Hybryda mało pali ale czas tracimy, znowu jedziemy 3 razy dłużej niż powinniśmy.
ProTip – w SF jest plaga włamań do aut. Wszedzie. Uważajcie. Dojeżdzamy na pierwszy parking i wita nas szkło rozbitej szyby i jedno auto z turystami. Jest lekko mgliście. Widoki na most petarda. Zaliczamy kilka stopów, wszędzie tablice z ostrzeżeniami by nie zostawiac NIC w autach.
Załącznik:
2.1.JPG

Załącznik:
2.2.JPG

Załącznik:
2.3.JPG

Załącznik:
2.4.JPG

Załącznik:
2.5.JPG

Załącznik:
2.6.JPG


Czas jechać zobaczyć wielkie drzewa. Odpalamy internet i zamawiamy online parking porzy Muir Woods. Jest na konkretne okno czasowe. Na wejściu kupujemy Annual Pass za 80 USD i w drogę na pierwszy spacer. Młoda ma szybko dosyć. Drzewa są pieknę niestety park jest mocno ograniczony w sposobie zwiedzania. Sekwoje podobno mają malutkie korzenie. Stąd trzeba trzymać się wyznaczonych ścieżek. Młodą to nudzi.
Załącznik:
2.7.JPG

Załącznik:
2.8.JPG

Załącznik:
2.9.JPG

Załącznik:
2.10.JPG

Załącznik:
2.11.JPG

Załącznik:
2.12.JPG

Załącznik:
2.13.JPG

Załącznik:
2.14.JPG



Po 1,5hr głodniejemy, ustalamy że wracamy do Richmond i tam wsuniemy hiundusa. Okolice Miur Woods są bogatymi dzielnicami SF i ceny są odpowiednie. Nasz wewnętrzny Kuźniar mówi, że poczekamy z jedzeniem. Zaliczamy też 2 piętrowego Walmarta, a później sklep koreański. Koreańskie sklepy są świetnie zaopatrzone w warzywa i owoce (i we wszystko co pływa, pełza i na drzewo za wysoko nie ucieka). Ruszamy w drogę do Oakhurst gdzie zaplanowaliśmy AirBnb. Po drodze Ford wywala bład hamulców. Zjeżdzamy z autostrady do centrum handlowego. W starbucksie podpinam się pod WIFI, ładuje skypie i dzownie do Alamo. Zapraszają do najbliższego punktu by wymienić auto. Sprawdzamy – jest to Oakland i 80 km w złą stronę. Robię magiczną sztuczkę informatyków. Wyłączam I włączam auto. Błąd znika. Zaoszczędziliśmy 2 hr, jedziemy dalej.

Załącznik:
2.15.JPG


Do Oakhurst dojezdzamy przed zmrokiem. Airbnb okazuje się rozczarowaniem, nie wiem za co ten wysoki rating... Stary dom z tektury a zaraz obok ruchliwa droga. Nigdy w życiu nie spałem z uczuciem, że auto przyjeżdza tuż obok mnie. Tak z 20cm obok. A jeżdzi ich dużo przez całą noc, a że akurat jest górka to mocno gazują. Pewnie idzie się do tego przyzywczaić, ale chyba spanie pod mostem nie będzie dla mnie. Nawet 2 szybkie browarki nie pomagają. A nocleg mamy tutaj zaplanowany na 2 dni. Przybytek się nazywał DJs Couples Escape, 386pln/noc przez Airbnb. I tak tytułowe “escape” to ja tam jak najszybciej chciałem zrobić. Nazwą pasuje idealnie:)

-- 03 Paź 2019 14:13 --

Dzień trzeci – 05.04.2019r. Kiedy plany pozostają tylko planami.

Załącznik:
3.1.JPG


Wstajemy znowu bardzo wczęśnie rano. Sprawdzamy ponownie prognozy pogody, które przewidują w Yosemite deszcz, śnieg i niskie temperatury. Hmm to chyba nie jest coś dla nas. Byliśmy przygotowani na taką pogodę, ale po prostu nie chcieliśmy. Problem jest taki, że oprócz Yosemite to w okolicy nie ma specjalnie nic. Przed domkiem spotykamy naszego hosta. Mówimy mu, że prognozy średnie i chcemy jechać na dzień do Fresno. Patrzy na nas jak na wariatów. Jego wyraz twarzy mówi = po kiego czorta? Dyplomatycznie mówi, że Fresno to miasto jak miasta, a że w okolicy jest ładne jezioro i że się nie wykąpiecie, ale możecie iść do fajnej restauracji. Chyba człowiek nie ma aktywnych dzieci. Po restauracji ma biegąc by spalić energie? Decydujemy, że jedziemy do Fresno. Powiem wam, że to była dobra decyzja. Po drodze mijamy pola pomarańczy i farmerów sprzedjących worek tych owoców za 1 usd. Wjeżdzamy do miasta i kierujemy sie po kanapki do Sams Italian Deli (polecamy) http://www.samsitaliandeli.com . Do ciepłych kanapek dorzucamy kilka sałatek na wagę i jemy w ich ogródku. Smakuje wybornie. Zresztą po jogurcie z truskawkami zjedzonym w śroku nocy zdążyliśmy zgłodnieć.
Na główną atrakcje wybieramy ZOO. Słoneczko świeci, jest fajnie. Obiekt wypełniają dziesiątki dzieciaków, które przyjchały słynnymi zółtymi autobusami. Większość dziecaków skośna lub o urodzie z ameryki środkowej. Nasze blond, blade, szczupłe i wysokie odstaje mocno. Przynajmniej się nie zgubi :D Nie ma szansy wtopić się w tłum. Zoo całkiem przyjemne, jest dużo bardziej interaktywne niż nasze. Hitem jest basen z płaszczkami. Młoda kładzie się na brzuchu na krawędzi I przez ponad godzinę trzyma recę w basenie głaszcząc te piękne stworzenia. Pływa z nimi też rekin, na oko ma z 1,5 metra. Też udaje jej się go pogłaskać. W końcu musimy użyć siły by ja zabrać.
Załącznik:
3.2.jpg

Załącznik:
3.3.JPG

Załącznik:
3.4.JPG

Załącznik:
3.5.JPG

Załącznik:
3.6.JPG

Załącznik:
3.7.JPG


Robi się późno, decydujemy się zjeść meksykańskie. Jedziemy do lokalnej taqueria http://www.taqueriadonpepe.com .Jest piątek wieczór. Trafiamy na lokalesów, którzy po pracy wpadają na jedzenie i piwko. Tylko dlaczego krewetki lądują w szyjce od piwa? Chociaż prawo Joeyego musi działać, a lubię i krewetki i piwo. Jest 3 dzień a ja ciągle nie mogę ogarnąć wielkości amerykańskich porcji. Zamawiam zdecydowanie za dużo i jem zdecydowanie za dużo. By spalić kalorie jedziemy na shopping. Ja kupuje pierwsze bluzy, młoda trafia do buildabear http://www.buildabear.com . I kieszonkowe wydaje na ukochanego szczerbatka i evee. Zabierzcie dzieciaki do tego sklepu, własnoręcznie zbudowanie maskotki jest super. Cena nie powala (chociaż akcesoria są już drogie), a wybór jest spory. W PL miałem problem z maskotkami z pokemonami, tutaj jej ulubiony Evee był dostępny od ręki. Wracamy do Oakhurst zadowoleni. Po drodze wpadamy na kawę do Clover, miasto które ma starówkę. Amerykańską starówką okazała się ulica z parterowymi budynkami.
Załącznik:
3.8.JPG

Zapraszam do Gdańska to zobaczycie co to starówka. Kawa spita to i w drogę, wracamy późno i zmęczeni. To był fajny dzień i kolejny dowód na to, że nawet w pozornie nie turystycznych miejscach można udanie spędzić czas.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 03 Paź 2019 17:05 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
Dzień czwarty – 06.04.2019r. Plan na Yosemite + Sequoia i przejazd do Mojave.

Sprawdzamy prognozy, ma być lepiej niż dzień wcześniej. Nadal zimno. Szybkie sniadanie, dojadamy resztę zapasów z Walmarta i ruszamy. Patrzac na mape Oakhurst wydawało się blisko od Yosemite. Okazuje, się że w górach mistrzowie prostej nie są już tacy szybcy. Tempo jest dramatycznie wolne. Jedziemy strasznie długo. Dodatkowo znów zapala sie brake error.
Załącznik:
4.1.JPG

A robi się blada. Zapada decyzja, że pozbywamy się padła w drodze do Mojave, gdzie mamy kolejny nocleg. Czekają nas jeszcze wyjazdy w góry. Nie chciałbym wylądować w przepaści. Sprawdzam opony i felgi. Sa zimne. Nie czuć zapachu spalenizny. Auto hamuje dobrze i równo. Obstawiam pewnie jest jakis błąd systemu odzyskiwania energi, czyli jedziemy dalej. Yosemite okazuje się genialne.
Załącznik:
4.2.JPG

Załącznik:
4.3.JPG

Załącznik:
4.4.JPG

Załącznik:
4.5.JPG

Załącznik:
4.6.JPG

Załącznik:
4.7.JPG

Załącznik:
4.8.JPG

Załącznik:
4.9.JPG

Załącznik:
4.11.JPG

Są skały. Dziecko skacze po nich jak kozica górska. Kiedy docieramy do Yosemite Village decydujemy sie na szlak Yosemite Falls. To nic trudnego, tylko my nie idziemy szlakiem a poza nim. Bawimy sie na śniegu i idziemy po kamieniach wzdłuż rzeki. Dziecko ma banan na twarzy.
Załącznik:
4.12.JPG

Załącznik:
4.13.JPG

Załącznik:
4.14.JPG

Załącznik:
4.15.JPG

Załącznik:
4.16.JPG

Załącznik:
4.17.JPG

Załącznik:
4.18.JPG

Załącznik:
4.19.JPG



Po szlaku zgłodnieliśmy, decydujemy się coś zjeść w ich barku. Obrzydliwa pizza i jakaś kanapka na ciepło. Wyboru specjalnie nie było. A. sprawdziła ile ta pizza miała mieć kalorii. Wyszedł jakiś miliard. Dużo za dużo. Decydujemy, że dzisiaj będzie bez kolacji (co oczywiście się nie uda), debatujemy czy idziemy dalej w szlak. Czy ruszamy do Mojave. Sequoia na bank odpada. Decydujemy się jechać jak najszybciej do Mojave do hotelu. Po drodze zachaczając o Bakersfield, gdzie ubzdurało mi się ze Alamo ma punkt. Okazało, się ze Alamo ma owszem pounkt po naszej trasie, ale w Fresno na lotnisku. No to znowu do trafiamy do Fresno.

Alamo bez problemu wymienia fure na inną. Jak bywa w takich wypadkach, wszystko oczywiscie działa jak trzeba przy próbie pracownika. Błędów na desce brak. Na szczęscie, nie ze mną takie numery, mam zrobione fotki. Wybór jest mniejszy niz w SF, znowu identyczne Fusion, Altima lub Chevy Malibu. Fusion był pechowy i bagażnik po pierwszych zakupach się jakoś magicznie skurczył, Altima to nie był najnowszy model (a stary mi się nie podoba wizualnie), to wziałem Chevroleta. Wyposażenie miał skromniejsze, spalanie też wyższe. Za to bagażnik większy. Prywatnie bym takiego nie kupił, ale do roadtripa pasował jak ulał. W końcu Chevym po ameryce brzmi godnie. I kolor jasny. Po zamianie fury decydujemy sie coś wrzucić na ząb i trafiamy na najlepsze jedzenie podczas tego wyjazdu. Zajadamy się pysznym tajskim. Gorąco polecam jak będziecie w okolicy http://www.facebook.com/MamasAsianNoodleHouseFresno . Po tym ruszamy w dalszą drogę. Jest dużo mil do pokonania. Docieramy sporo po zmroku. Miejscowosc Mojave. Hotel Desset Winds. 357Pln przez hotels.com. Faktycznie wieje. Dziewczyny chcą już tylko spać, ja chce piwa. Pani na recepcji nie umie mnie pokierować do piwa. Mówi, że nie ma baru w okolicy a ona i tak niepełnoletnia to nie ma doświadczenia. Inny gośc hotelowy mówi, że niedaleko jest sklep i własnie wrócił. Mają piwo. A. mówi idź piechotą. Biorę furę. Niedaleko okazuje się jakieś 5 km. Bym drałował z kapcia z 2 hr... Sklep faktycznie fajnie wyposażony. Kupuje trochę warzyw i owoców, no i sześciopak. Będzie dobrze.

Dzień piąty 07.04.2019r. – pustynia i Vegas Baby

Wstajemy rano, nadal wieje. W oddali jest multum farm wiatrowych. W miejscowości jest linia kolejowa, piasek, hotele i lotnisko połączone z złomowiskiem samolotów wraz z centrum prywatnych lotów kosmicznych typu spaceX.
Załącznik:
5.1.JPG

Niestety lotnisko zamknietę dla turystow i można je zwiedzać tylko przez jednen dzień w miesiącu, a oczywiście nie trafiamy z terminem. Trudno. Na śniadanie idziemy z własnym ogórkiem i inni goście patrzą na mnie krojącego scyzorykiem dziecku warzywo, jak na kosmite. Czas jechać do Vegas. Tam kosmci nie są niczym szczególnym. Wpierw przystanek na zakupy w outletach w Barstow. Nie ma pełnego sukcesu i już wiemy, że jeszcze podczas tego wyjazdu zawitamy na shoppingu w outletach. Ruszamy dalej, po drodzę chcemy zajechać do Mojave National Preserve. I jest to niesamowity klimat, autostrada w kierunku Las Vegas jest nawalona autami. Po zjechaniu do rezerwatu już po kilometrze jest cisza I spokój. Ruch minimalny, turyści I auta do offroadu, które jeżdzą po piachu. Jest gorąco. I pieknie. Kaktusy, wyschnięte krzaki, w ziemi jakieś nory wieksze lub mniejsze.
Załącznik:
5.2.JPG

Załącznik:
5.3.JPG

Załącznik:
5.4.JPG

Załącznik:
5.5.JPG

Załącznik:
5.6.JPG

Załącznik:
5.7.JPG

Załącznik:
5.8.JPG

Załącznik:
5.9.JPG

Załącznik:
5.10.JPG

Załącznik:
5.11.JPG

Załącznik:
5.12.JPG


Po 2hr jeżdzenia po pustyni dziewczyny zaczynają głodnieć I rozkaują powrót do głownej trasy i obranie kierunku na knajpę w LV. Trafiamy do polecanej http://www.phokimlong.has.restaurant . Szału nie ma, zaczynamy marudzić, że poziomu z Pad Thaja z Fresna nic już nie pobije. Tak w Vegas są najlepsze kuchnie świata, szczególnie wschodnie, ale nie wiem czy 3 osoby mogą zjeść tam za 35USD. Pewnie trzeba by z zero dopisać na końcu:) Na nocleg wybraliśmy hotel Silverton. 265Pln na expedia. Daleko od stripu. Ma w recepcji wielkie akwarium w którym pływają dziewczyny przebrane za syrenki. Młoda zachwycona.
Załącznik:
5.13.JPG

Hotel miał jeszcze jeden plus. Dostaliśmy pokój gdzie praktycznie nie trzeba było przechodzić przez kasyno, a samo dojście z parkingu zajmowało 5 minut. W mieście gdzie znajduje się kilka z 10 największych hoteli na świecie to mega atut. Szczególnie, że w kasynach można palić. A my smrodu papiersów nie znosimy. Szybki godzinny chilling i ruszamy na miasto na pokaz fontan w Bellagio. Parkujemy na parkingu hotelu. Mamy darnmową godzinę. Strip wita nas tłumem ludzi i zapachem rzygów i palonego zioła. Tak pokaz fontan jest petarda. Wieża Eifla robi wrażenie, jak i cały strip po zmroku. Rewia świateł, odjechana architektura etc.
Załącznik:
5.14.JPG

Załącznik:
5.15.JPG

Załącznik:
5.16.JPG

Załącznik:
5.17.JPG

Załącznik:
5.18.JPG


Czy jest to miejsce dla rodzin z dziećmi? Nie. Chodzą roznegliżowane panienki rozdające zaproszenia do klubów, jacyś drag queen etc. Po godzinie mamy dosyć i z radością wsiadamy do auta by w korku zrobić powolny objazd stripa w drodze do naszego hotelu.
Załącznik:
5.19.JPG

Czy Vegas nas rozczarowało? Zdecydowanie nie, ponieważ wiedziałem czego się spodziewać. To miaste pełne możliwości, jak się wie czego szukać to jest petarda. Na godzinę czy dwie na stripie to szału nie ma. Taki pomysł mają miliony innych osób. Tym bardziej, że czasy kiedy Vegas było tanie narazie mineły. Wyjedziemy z miasta nie przegrywając ani dolarka w kasynie. Kilka lat temu przepuściłem z dychę w Atlantic City. Wystarczy. Hazard nie jest dla mnie. Za to Zion, który ma być następnego dnia to już lepiej.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez Plichcior, 04 Paź 2019 07:24, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 03 Paź 2019 17:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 972
Loty: 58
Kilometry: 117 666
złoty
Byłeś w południowo-zachodnich stanach USA i nie zjadłeś steka z Angusta????
Coś mi tu fejkiem śmierdzi ta wyprawa!!!
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Relacje PM off
Plichcior lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 03 Paź 2019 18:49 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
@eskie nie zjadłem, dziwny jakiś jestem :)
Podczas poprzedniej wycieczki do US miałem plan w 21 dni zjeść burgery w 21 różnych sieciach.
Coś koło 12 numeru zmiękła mi fryta. Chociaż ekipę przez pół NY do white Castle przeciągnąłem.
Tym razem steków niet, a Burger dosłownie z 3 razy.
Góra
 Relacje PM off
eskie lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 03 Paź 2019 19:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 972
Loty: 58
Kilometry: 117 666
złoty
Plichcior napisał(a):
zmiękła mi fryta.

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Image
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Relacje PM off
Plichcior lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 03 Paź 2019 19:49 

Rejestracja: 12 Paź 2016
Posty: 203
Loty: 56
Kilometry: 85 534
niebieski
W Ameryce piwa sikaczem? O Panie......grzeszysz :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 03 Paź 2019 21:16 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
@Mihal09 wiem wiem, nawet tam dotarła piwna rewolucja

Dzień 6 – 08.04.2019r. Zion to jest TO

Jest kilka rzeczy których nigdy nie polubie w Las Vegas, w wymieniając dwie z nich: brak darmowych śniadań i resort fee. Jakiś mistrz marketingu wymyślił, że ukryjemy prawdziwą cenę hotelu poprzez idotyczny obowiązkowy dodatek, pod którym kryje sie opłata za jakiś bullkshit typu basen, parking, wifi, winda czy powietrze... Każdy hotel ma swój. Przy płaceniu przy checkoucie o mało się nie posikałem ze śmiechu jak się okazało, że resort fee tez był netto ceną. I doszedł tax. Łącznie USD 24. No trudno. Bierzemy znaleziony w pokoju kupon na lyfta i ruszamy na miasto odszukać knajpe na śniadanie. Jakość internet plusa nie mógł zasięgu złapać, a sygic kolejny raz nas zawiódł. Błądził i wywiózł pod jakiś warsztat samochodowy. W końcu trafiamy. Rating mega zajebisty. Mr Mamas to typowy diner. http://www.mrmamaslv.com (polecam). Młoda wciąga pankejka w kształcie myszki miki, ja jakiegoś omleta. Dolewki kawy jak na filmie, prawdziwa ameryka. Po śniadaniu łapiemy szybkie zakupy owocowe w markecie obok i lecimy na Zion.
Jak dojeżdzamy to oczywiście jest już za późno na parking przy parku. I trzeba skorzystać z shuttle busa z sasiedniej miejscowości, parkując wzdłuż drogi. Uprzedzając fakty – tak zapłaciłem mandat. Skosili frajera turystę na USD 125. Protip - Patrzcie na kolory kraweżników : czerwony to NO BUENO, I nie wolno.
Załącznik:
6.1a.jpg

Po całej akcji przypomniałem sobie, że ta sama akcja spotkała już kogoś z forum. Także pamietajcie i uczcie się na błedach innych. Koniec offtopa. Shuttle zabiera nas do parku. Wszystko jest ładnie poopisywane, oznaczone, poukładane. Fajnie. Słońce nawala, pogoda bajka. Myjemy winogrona w źródełku wody pitnej i łapiemy kolejny shuttle, tym razem już po samym parku. Nie mamy bardzo ambitnego planu. Zresztą w Zionie, można się walnąć na trawce, zakupić w Lodge mango smoothie i po prostu robić chilling pochłaniając widoczki (tak też robimy na dłuższą chwile). Nieziemskie widoczki.
Załącznik:
6.2.JPG

Załącznik:
6.3.JPG

Załącznik:
6.4.JPG

Załącznik:
6.5.JPG

Załącznik:
6.6.JPG

Załącznik:
6.7.JPG

Załącznik:
6.8.JPG

Załącznik:
6.9.JPG

Załącznik:
6.10.JPG

Akurat tego dnia szlak narrows jest zamknięty. Za mocny nurt rzeki. Może i lepiej, to nie kusi. W końcu to wiosna i woda ma pewnie z kilka stopni. Z Zionu zwijamy sie pod wieczór. I jest to zdecydowanie miejsce, które warto odwiedzić.
Załącznik:
6.11.JPG

Załącznik:
6.12.JPG

Załącznik:
6.13.JPG

Załącznik:
6.14.JPG

Załącznik:
6.15.JPG

Załącznik:
6.16.JPG

Załącznik:
6.17.JPG

A. mówi, że z całego wyjazdu to jej się najbardziej podobało. Mi też, może z wyjątkiem mandatu, który czekał na nas po powrocie do auta. Młoda zadowolona, niecodziennie widzi się dzikie indyki czy jelenie tak blisko ludzi. Zwijamy sie do hotelu. Best Western Zion Plus w La Verkin. 256 pln hotels.com + druga noc za 308 pln na expedia. Nadal nie jesteśmy głodni po śniadaniu, które miało z miliard kalorii. Nie chce nam się wychodzić. Odpalamy popcorn w mikrofali i wcianmy jogurt z truskawkami. Mniam.

Dzień 7 – 09.04.2019r. zamiast Zionu będzie Wallmart

Nasz Best Western oferuje śniadanko więc pankejki będą wysmażone przez A. Ja futruje sie jajecznicą z proszku i kiełbaską. Po kilku dniach nawet przestaje się dziwić wszechobecnymi jednorazowymi talerzykami. Tylko po kija produkować tyle odpadów... Sprawdzamy prognozy pogody i są średnie. Decydujemy się na dzień leniucha. Dzisiaj nie bedziemy robic nic aktywnego. Mieliśmy spędzić 2 dzień w Zionie, rezygnujemy z tej opcji. Pojedziemy do Wallmarta po popcorn. I wykąpiemy sie w basenie. Wallmart jak Wallmart. Spędzamy tam z bite 3 godziny. Kupujemy sporo pierdółek większych i mniejszych, w tym sporo ciuchów dla dzieciaków, na prezenty. Ja dodatkowo kolejne 2 pary dzinsów. Przed sklepem testuje elektryczny wózek dla ludzi z ograniczoną ruchowościa mohgąca wynikac np z dużej masy ciała. Petarda! Jakie to zwrotne i wygodne. Dawno nie miałem takiego banana na twarzy.
Załącznik:
7.1a.jpg

Po powrocie z szaleństw zakupowych czas na basen. Dziecko miało obiecane, że podczas urlopu będziemy się kąpać w basenach. Naprzeciw naszego hotelu jest jakis dollar market. Krótki spacer i kupujemy kółko do basenu za 1 usd. Wieje bardzo silny wiatr, ale jest ciepło. Basen jest na zewnątrz. Woda okazuje się średnio ciepła (na moje lodowata), na szczęscie jest hot tub. Przy okazji zaczepiają nas inni goście i rozmawiamy o życiu, podróżach i całej reszcie. Podczas wiatru zwiało mi karte do pokoju do basenu. Rozmagnesowuje się, a na dodatek wyławiając ją z arktycznych wód basenowych, chyba porysowałem o ścianki basenu. Dziewczyny stoją na korytarzu w mokrych strojach, a ja idę ratować sytuację. Pani na recepcji dziwnie się jej przyglada, ja zachowuje poker face. I udaje, że nie wiem co się z nią działo. Customer service w Usa jednak jest zorientowany na klienta. Nie słyszę żadnego, nawet najmniejszego komentarza. Póżniej leżymy w pokoju i oglądamy netflixa. Zbieramy siły na kolejny długi dzień. Czeka nas kanion i dużo czasu spędzonego w aucie. Do kanionu mieliśmy zamiar nie jechać. Niemniej został dodany jako punkt programu podczas jednej z modyfikacji. Z calą świadomością co nas czeka. Jest podobno piękny, co sprawdzimy. Zanim to się stanie jest kolejny dzień z jogurtem i truskawkami na kolację. Dobrze, że sezon truskawkowy w PL dopiero nadejdzie.
Załącznik:
7.2.JPG

Załącznik:
7.3.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 04 Paź 2019 01:42 

Rejestracja: 16 Wrz 2017
Posty: 11
Plichcior napisał(a):
@Mihal09 wiem wiem, nawet tam dotarła piwna rewolucja


Tam się zaczęła piwna rewolucja 😉 przepraszam, musiałem, ale relacja bardzo fajna!
Góra
 Relacje PM off
miotaczkiszonki lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 04 Paź 2019 06:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 1319
Loty: 189
Kilometry: 399 636
złoty
Po pierwsze rzygi przez rz. Po drugie jesteś dziwny skoro lubisz zakupy. Po trzecie pisz dalej, bo fajnie się czyta;-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 04 Paź 2019 08:09 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
@mateuszmtx Dobrze wiedzieć. Moje dziewczyny są niepijące, także nie było szans nakierować wyczieczki na te tory

@elwirka Poprawione.

Dzień 8 – 10.04.2019r. Kanion pełen wiatru

Zwijamy się z samego rana. Czeka nas z dobre 5 hr drogi. Tankujemy do pełna (ceny paliwa w Utah były naprawdę smiesznie niskie) i w drogę.
Droga jest super malownicza. Przez te 5 hr jazdy niezliczoną ilość razy wypowiadałem teksty, ależ tu pięknie, jak rewelacyjnie, co za widok itp itd. Co jakiś czas zatrzymuje się na dwie minuty i wyskakuje z auta na zdjęcia z komórki. Dziewczyny nie wychylają nosów z auta. Ich strata.
Załącznik:
8.1.JPG

Załącznik:
8.4.JPG

Załącznik:
8.5.JPG


Kilka z zdjęć z tej trasy wychodzi petarda. Żaden ze mnie fotograf i cykane starym srajfonem, i mimo wszystko są genialne. Wiemy, że pogoda znowu będzie średnia. W kanionie w nocy spadło 8cm śniegu. Nas po drodze też zastała zimowa temperatura: -2,8 deg C. w najzimniejszym punkcie. Leży śnieg gdzieniegdzie.
Załącznik:
8.3.JPG

Załącznik:
8.2.JPG


Samochód jest oczywiście na letnich oponach. Zastanawiam się czy czeka nas jakiś hardcore na drodze, na szczęscie droga obędzie się bez takich atrakcji. Niestety dostajemy telefon z Polski, który doszczętnie psuje nam humory. Przez chwilę jest obawa czy kończyny zabawe i wsiadamy w najbliższy samolot do domu. Zapada decyzja, że zostajemy mimo wszystko. I w końcu doturlaliśmy się nad kanion. Pierwszą rzeczą którą robimy to szukamy wszystkich możliwych ciepłych ciuchów, rekawiczek, czapek, kominów. Na parkingu wywalam z bagażnika wszystkie walizki w poszukiwaniu pochowanych rzeczy. Jest zimno, nawet bardzo. Odczuwalna temperatura pewnie poniżej zera. Najgorsze, że wieje niesamowicie silny wiatr. Nie latają żadne samoloty czy helikoptery. Ubrani najcieplej jak to możliwe idziemy nad pierwszy view point. Jest mega. Ciężko to opisać. Widoki sa nierealne.
Załącznik:
8.6.JPG

Załącznik:
8.7.JPG

Załącznik:
8.8.JPG

Załącznik:
8.9.JPG

Załącznik:
8.10.JPG

Załącznik:
8.11.JPG


Młoda ma lęk wysokości, nie czuje się komfortowo przy barierkach. Słabo, bo co tu innego robić jak nie pozować do zdjęć? Zbieramy tyłek i jedziemy do Grand Canyon Village. Po drodzę oczywiście kilka postojów na fotki. Podczas jednego o mało nie zrzuciłem durnych chinczyków w głąb kanionu. Jak można karmić wiewiórki ciasteczkami? Szczególnie, że wokół pełno informacji, że zakazane, nie wolno, bardzo im szkodzi etc... A tu dają i się cieszą... ehh szkoda słów...
Załącznik:
8.12.JPG

Załącznik:
8.13.JPG

Załącznik:
8.14.JPG

Załącznik:
8.15.JPG

Załącznik:
8.16.JPG

Załącznik:
8.17.JPG

Załącznik:
8.18.JPG

Załącznik:
8.19.JPG

Załącznik:
8.20.JPG

Załącznik:
8.21.JPG


Póżniej auto zostało na parkingu a my wsiedliśmy w shuttle busa. Pojechaliśmy w jedno miejsce, pokręciliśmy się kilka minut i wróciliśmy do auta. Zeszło z kolejne 2 hr. Nie odważyłem się schodzić w dół kanionu, ze względu na wiatr i to, że w nocy spadł snieg. Może być slisko. Młoda nie zna strachu i uwielbia wystrzeliwać sama do przodu. Po tym jak zeszliśmy na jednym szlaku może z kilkadziesiąt metrów wiedziałem, że to nie będzie na moje nerwy.

Załącznik:
8.22.JPG

Załącznik:
8.23.JPG


Czy pobyt nad kanionem nam się podobał? I tak i nie. Zdjęcia wyszły genialnie. Ale z dziecmi jest problem. Tam są tylko dwa rodzaje szlaków, albo wzdłuż krawędzi. Albo w dół na dno. Te 2 powstały za czasów kopalnianych i potrafią być hardcorowe. Te 1 są troche nudne. Także nad kanionem to za dużo nie pochodziliśmy. Najbardziej przez słabą pogode. Zimno nam wlazło w kości. Z małymi dziećmi można śmiało przyjeżdzać, infrastruktura jest przygotowana. Z nastolatkami też można podziałać na szlakach. Z naszą 7 latką było tak se. Szczególnie, ze względu na warunki atmosferyczne o tej porze roku. Trochę szkoda, że north rim był zamknięty, podobno jest bardziej dziki i nie tak popularny. Ceny noclegów oczywiscie w Grand Canyon Village wysokie jak diabli.

Nocujemy w Williams. Best Western Plus Inn of Williams 440pln przez expedia. Miasteczko kiczowate i pstrokate. Podobno było inspiracją do Cłodnicy Górskiej w Autach. Chociaż takich co twierdzą, że to ich miasteczko było pierwowzorem jest więcej. Zaliczamy restauracje i sklep z pamiatkami w jednym. https://pinecountryrestaurant.com Jest mi nadal zimno i zamawiam herbatę owocowa. Dostaje ice tea malinową na zimno. To sie dogadaliśmy. Nie mam siły tłumaczyć kelnerce o co mi chodziło. I tak nie jest zbytnio ogarnięta. Jedzenie całkiem przyjemne. Dziecko zgarnia kolejną pluszanke i kupujemy przy okazji jakies magnesy z route 66. Hotel rezerwowany dosyc późno, był dosyć drogi. Szału ni ma, ale spaliśmy już w gorszych podczas tego wyjazdu. Zresztą rano będzie szybka zbiórka, ponieważ czeka nas znowu dużo km za kółkiem.

Dzień 9 – 11.04.2019r. Osły, pustynia i skały

Wstajemy wcześnie. Po raz pierwszy jemy śniadanie hotelowe na zwykłych, normalnych talerzach. Wybór taki sam jak wszędzie czyli mocno amerykański. Przed wyjazdem z Williams szybki pit stop w markecie na uzupełnienie owocowo warzywnego prowiantu. Kupujemy jakieś bio baby carrot, które okazują się ohydne w smaku, ale komuś posmakują:)

Ruszamy, benzyny w baku już jest średnio. Moja wewnętrzna cebula nie pozwala mi zatankować w Williams. Po cenach w Utah jest sporo drożej, wiem , że znajdziemy coś tańszego po drodze. Na autostradzie oczywiście jest nadal drogo, a dodatkowo wjeżdzam w jakiś syf na drodze. Na autostradach można wjechać w całkiem spore przedmioty, ja trafiłem w jakiś metalowy fragment czegoś. Wymiary z 40x30x10cm. Naprawdę bylo duży, a że prędkość auta też autostradowa to huk odpowiedni. Na szczeście to coś zmieściło sie pod Chevym... Tankujemy po zjeżdzie z autostrady, gdzie faktycznie jest ciut taniej i kierujemy się starym fragmentem Route 66 do Oatman. Miał być super widowiskowy, początkowo rozczarowuje. Psioczę na tych wszystkich co pisali te recenzje. Po chwili zaczynają się pagórki. Jest mega, droga jest wąska krętka i wije się po górkach. Widoki piękne. Tempo jak w gdańsku w godzinach szczytu. Odszczekiwuje, warto było.
Załącznik:
9.1.JPG


Zatrzymuje się na foty a w oddali słychac osły. Banan pojawia się na twarzy, jesteśmy blisko. I faktycznie po chwili jesteśmy na miejscu. Miasteczko wymarłe, żyjące tylko z turystów. Brzmi jak kicz, a tymczasem to jeden z fajniejszych punktów podczas całego naszego wyjazdu. Marchewki idą w ruch i osły nie narzekają. Kręcimy się i po 30 minutach trza by się zwijać.
Załącznik:
9.2.JPG

Załącznik:
9.3.JPG

Załącznik:
9.4.JPG

Załącznik:
9.5.JPG

Załącznik:
9.6.JPG

Załącznik:
9.7.JPG


Muszę kawy. Wchodzimy do jakiejś knajpy i dostaje lury do steropianowego kubka. Dziewczyny marudzą, że by coś wszamały. Nie protestuje, ja tam zawsze mogę coś zjeść. Wciągamy sałatkę burgera i fryty w Olive Oatman Restaurant. Nie dają wody z kranu, mówią, że tutejsza nie nadaje się do niczego. W końcu to pustynia, a wokół jezcze jakieś kopalnie.
Załącznik:
9.8.JPG


Z pół godziny robi się półtorej i ruszamy w kierunku Twenty Nine Palms. Przecinamy Mojave National Preserve i lecimy z celem ustawionym na Joshua Tree. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma trafia się abstrakcyjnie dziwna okolica. Pseudo kartonowe domki, cześć już opuszczonych, z powybijanymi szybami, po niektórych zostały tylko fundamenty, częśc nadal zamieszkana. Wzdłuż ulicy mnóstwo skrytek pocztowych. Mieścina (chyba już była) ciągnie się kilka kilometrów, ale klimat ma jak po apokalipsie zombie.
Załącznik:
9.9.JPG

Załącznik:
9.10.JPG

Załącznik:
9.11.JPG


Dojeżdzamy do 29Palms, gdzie mamy hotel. Rodeway inn & Suites 29Palms (expedia 358pln). Decydujemy się na szybki czek-in I lecimy do Vistors Center Joshua Tree Park. Docieramy o 16:50 gdzie google mówi, ze zamykają bude za 10 minut. Wchodzę i pytam czy do parku można jeszcze. Pani Ranger z miną politowania mówi, że park jest zawsze otwarty. W sumie jak logicznie pomyśleć to kto by zwijał na noc pustynie i kamienie? Joshua Tree dostaje od mnie 10/10. Młoda wspina się po kamieniach w takim tempie, że nie nadążam za nią. Ja mam momentami pełne gacie, ona sie wkurza, że ja zamulam i jeszcze ją chce asekurować.
Załącznik:
9.12.JPG

Załącznik:
9.13.JPG

Załącznik:
9.14.JPG

Załącznik:
9.15.JPG

Załącznik:
9.16.JPG

Załącznik:
9.17.JPG

Załącznik:
9.17a.JPG

Załącznik:
9.18.JPG

Załącznik:
9.19.JPG


Dla małych dzieci będzie nuda, dla średnich i większych lubiących wspinaczką/wchodzenie po kamieniach będzie mega zabawa. A. robi piękne zdjęcia kwitnących kaktusów, zachodzące słońce daje piękne swiatło I potęguje efakty. Po 19 jest już po zachodzie i trza powoli wracać.
Załącznik:
9.20.JPG

Załącznik:
9.21.JPG

Załącznik:
9.22.JPG

Załącznik:
9.23.JPG

Załącznik:
9.24.JPG

Załącznik:
9.25.JPG


O 20 jesteśmy w hotelu i okazuje, się że obok jest market. Pięknie, czas po piwo i zapasy na jutro. Pomidorki truskawkowe i winogrona powoli przestają nam wchodzić, biorę klementynki dla odmiany. Kolacja jest w pokoju, nie chce nam sie nigdzie ruszać po tak długim dniu. Zbieramy siły, ponieważ ruszamy z rana do LA.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 04 Paź 2019 09:00 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1624
platynowy
Zdjęcia super jesli robione z telefonu.
Jedenie zastanawia mnie lekki chaos w planowaniu trasy?
Tylko ja to widzę? Czy mi się wydaje ale sporo ciekawych miejsc jest pomijanych?

Tapniete z telefonu
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 04 Paź 2019 09:59 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
@brzemia nie wszystkie robione telefonem, te najładniejsze to już z lustrzanki przez A. pstrykane

Trasa planowana w pełni świadomie. Wiem, że wiele miejsc zostało pominiętych, ale akurat nie zależało nam na „zaliczaniu” atrakcji, tylko na dobrej zabawie. Plan jest kompromisem, trzeba było patrzeć pod kątem zainteresowań dziecka i czasu spędzonego w aucie. Przy tych dystansach to bardzo trudne. Więcej o tym w podsumowaniu relacji.
Góra
 Relacje PM off
brzemia lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 04 Paź 2019 10:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 972
Loty: 58
Kilometry: 117 666
złoty
Plichcior napisał(a):
patrzeć pod kątem zainteresowań dziecka

nie zapomnij o six flags w LA
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 04 Paź 2019 10:59 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
@eskie Six Flags nie, było Universal Studios. O tym w kolejnym poście, który pewnie wieczorem wrzucę.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 04 Paź 2019 18:25 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
Dzień 10 – 12.04.2019r. świątynia konsumpcjonizmu

Tego dnia najbardziej żałuje. W trakcie wyjazdu młoda znalazła gdzieś ulotkę z reklamą universal studios. Z światem harrego pottera. Oczywiście jest wielką fanką (5 naszych zwierzaków domowych ma imiona pochodzące z HP) i przekonała mnie, że chce tego bardzo bardzo. Wcześniej chcieliśmy ominąć atrakcje LA. Tylko czego tatuś nie zrobi jak córka strzeli oczka kota z shreka? Rezygnujemy z 2 tury chodzenia po Joshua Tree i ewentualnej wycieczki do Palm Tree i lecimy na LA. Bilety kupione wcześniej przez neta kosztowały w pip. Raz się żyje.

Plan był by zajechać wpierw pod napis Hollywood (na rodzinne selfie) a później dotrzeć na szaleństwa w parku rozrywki. Poranne korki nas znowu rozwaliły na łopatki. Nieustannie jestem w szoku jak wszystkie 5 czy nawet 7 pasów ruchu może stać. Również ten dla mocno obsadzonych aut ( dedykowany dla aut z przynajmniej 2/3 pasażerami). Trza modyfikować plan. Mieliśmy być w universal na otwarciu, lądujemy po 10. Selfie przełożone na czas po universal. Wracając do Universal Studios to jednym ten park się bardzo podoba, mnie osobiście bardzo średnio.
Załącznik:
10.0.JPG

Załącznik:
10.01.JPG

Załącznik:
10.02.JPG

Załącznik:
10.03.JPG

Załącznik:
10.04.JPG

Załącznik:
10.05.JPG

Załącznik:
10.06.JPG


Fakt nie jest za duży (to akurat jest zaleta), ale tak naprawdę to jeden wielki sklep z kilkoma dodatkowymi atrakcjami. Wszystko krzyczy kup mnie, zapłać, zostaw szmal, wydaj etc. Zasadniczo największym problemem było to, że młoda okazałą się na to wszystko za młoda. Tak o 2-3 lata. Po pierwszej przejażdzce główną atrakcją świata HP wyszła z płaczem. Za intensywne doznania, strasznie dużo bodźców jest zaaplikowanych na raz. 2 kolejka górska była bardzo lajtowa, niemniej też była dla niej za ekstremalna. Podobał się jej kino 5d z kung fu pandy. Pokazy z zwierzętami i efektami specjalnymi również, ale tu była mocna bariera językowa. Jej angielski nie pozwalał zrozumieć co prowadzący mówią. Protip 1. wybierając się z małymi dziećmi w sezonie zabierzcie ubrania na przebranie. Świat minionków ma plac zabaw połączony z fontannami. Nie da się wyjść na sucho. Protip 2. Warto zastanowić się nad express pass. U nas czas czekania na pojedyncza atrakcję wynosił nawet ponad godzinę! Tak naprawdę można spędzić większość dnia w kolejkach i nie zobaczyć wszystkich głównych atrakcji. Ceny dodatków mogą skutecznie ostudzić zapał. Przykładowo za szczurka maskotkę wielkości 10cm zapłaciłem USD 18. Plus nieśmiertelny tax. 5 malutkich magnesów z Simpsonami to kolejne $10 plus tax.


Skończyliśmy około 17 i ruszyliśmy w kierunku znaku Hollywood. Była to jedyna atrakcja, którą chcieliśmy obskoczyć w LA. W końcu być i nie strzelić selfika z sławnym na cały świat logo to nie byłoby OK. A. wybrała miejscówkę do fotek z psiego parku. Ludu trochę było, na szczęście umiarkowana ilość. Fajna mieszanka = bogaci lokalesi bawiący sie po pracy z swoimi pociechami i turystyczna stonka. Trzepiąca po milion zdjęć jednego ujęcia napisu w tle.
Załącznik:
10.07.JPG

Załącznik:
10.08.JPG

Załącznik:
10.09.JPG

Załącznik:
10.10.JPG

Załącznik:
10.11.JPG

Załącznik:
10.12.JPG


Mijając grupkę afroamerykanów podsłyszałem jak nakręcona nastolatka kręciła filmik dla swoich folowersów używając słów bucket list. Hmm na moją listę to miejsce na bank nie trafia. Chociażby z powodu chinczyków, którzy kolejny raz kradną show blokując ulice, gdzie milion napisów mówi o zakazie zatrzymywania. No ale ich to nie dotyczy. Plus parkują na zakazie (niesmiertelny czerwony krawężnik też był ). Zwijamy się robiąc powolny objazd miasta po sąsiadującej dzielnicy. Ciekawe uczucie, widoki znam z niezliczonych seriali i filmów. Na żywo wygląda jakoś inaczej, Magia srebrnego ekranu. Na stacji zaczepia nas Pan bezdomny. Ale rozwala mnie tekstem, że on ma 190cm i ja mam 190 i że wysocy musza trzymać sztamę. A że akurat zbierał na fried chicken, to łączy nas też gust kulinarny. Dostaje trochę drobnych.

Uciekamy z LA w kolejnym wielkim popołudniowym korku. Nie będę tesknił. Nocleg mamy w Venturze. Niestety jest weekend, kiedy rozpoczynał się spring break. Ceny noclegów na wybrzeżu były wysokie (a może zawsze są). Lądujemy w Crystal Lodge (401pln Expedia) http://www.facebook.com/crystallodgemotel . Jeden z gorszych noclegów podczas wyjazdu. Zwykły motel, przydrożny, który znacie z filmów gdzie seryjny morderca wykańcza wszystkich gości. Na szczęscie idziemy szybko w kimę, wykończeni słońcem i tysiącami kroków zrobionymi tego dnia.

Dzień 11 – 13.04.2019r Wybrzeże jest piękne

Wstajemy rano. Śniadania w hotelu nie ma, bo nie ma też kuchni. Dojadamy resztki i ruszamy w poszukiwaniu porawdziwej Kaliforni. Plan był na plaże lody i chilling. Z pogoda trafiamy idealnie, jest słońce I ponad 20. Lecimy na plaże do Ventury. I jest ekstra.
Załącznik:
11.01.JPG

Załącznik:
11.02.JPG

Załącznik:
11.03.JPG

Załącznik:
11.04.JPG

Załącznik:
11.05.JPG

Załącznik:
11.05a.JPG

Załącznik:
11.06.JPG

Załącznik:
11.07.JPG


Nie ma turystów, są lokalesi, serfujący, spacerujący czy robiący przerwę w jeździe na rowerze. Młoda bawi się w piasku, rzucamy piłkę psiakowi, który przypadkowo do nas ją przynosi, wbiegamy z piskiem do lodowatej wody. Słowem prawdziwe wakację. Po 2 godzinach ruszamy w kolejne miejsce. Tym razem plan jest zobaczyć te słynne włochy w USA – jedziemy do Santa Barbara. O ile duże amerykańskie miasta jak LA czy SF są brudne, o tyle bogate małe miasteczka potrafią być wylizane i przepiękne. Po prostu niesamowite. Parkujemy na jednym z miejskich płatnych parkingów. Podjeżdza Mustang rocznik 67 w cabrio i wysiada z niego Pani w wieku 75+. Obstawiłby 5$, że samochód ma od nowości:) Taki jest cały klimat tego miasta.
Załącznik:
11.08.JPG

Załącznik:
11.09.JPG

Załącznik:
11.10.JPG

Załącznik:
11.11.JPG

Załącznik:
11.12.JPG


Spacerujemy chwilę, po czym nastawiamy radar wujka google na jedzenie tajskie. Trafiamy do przybytku typu koszyki. Wybieramy tajskie http://www.emptybowlnoodle.com Jedzenie super. Klimat też niezły. Jesteśmy gotowi na kolejną atrakcję. Jedziemy do Solvang, gdzie będziemy podziwiać Danie. Trasa jest malownicza, odbijamy od trasy wzdłuż oceanu. Wbijamy się w teren winnic i pagórków. Miasteczko okazuje się czymś co jest możliwe tylko w Usa. Zbudowane pewnie w latach 60. Faktycznie klimat DK jest. Wiatraki są, małe kolorowe domki są, wąskie uliczki są. Większość budynków ma winiarnie i wine tasting.
Załącznik:
11.13.JPG

Załącznik:
11.14.JPG

Załącznik:
11.15.JPG

Załącznik:
11.16.JPG

Załącznik:
11.17.JPG

Załącznik:
11.18.JPG


Nie jesteśmy fanami to odpuszczamy. Chcemy lody i kierują nas do lodziarni Kopenhaga http://www.solvangtrolley.com/ice-cream-parlor-1 . Jest ekstra. Spotykamy nastoletnie zakonnice z pobliskiego klasztoru, które też wpadły na mały deserek. Wypytują nas co to za dziwny język, którym się komunikujemy. Jeszcze kilka dni wcześniej byliśmy w rozpustnym Vegas a tutaj takie odmienne, spokojne wiejskie klimaty. Jakie różnorodne potrafią być stany. To jest w nich najpiękniejsze (oprócz natury). Ruszamy dalej. Chcę jeszcze jedną plażę. Trafiamy do Pismo Beach. Nie jest już tak kameralnie jak w Venturze. Plaża jest super szeroka i dużo bardziej popularna. Chociaż klimat kalifornijski jest. Parkujemy wzdłuż plaży na skarpie. Przed nami parkuje SUV, z którego wysypuje się 5 wysporotwanych młodzieńców, wskakują w pianki siadając na bagażniku, biorą deski i ogień do wody.
Załącznik:
11.19.JPG

Załącznik:
11.20.JPG


Słońce jest niżej, przez co nie jest już tak upalnie jak rano. Niemniej biegamy po pisaku. Jemy pomidorki i winogrona i cieszymy się plażowaniem. Kiedy słońce zaczyna zachodzić uderzamy do auta i jedziemy w kierunku noclegu. Jeszcze szybki przystanek obok Morro Rock, ale dziewczyny robią strajk i nie wysiadają z auta. Boją się mgły czy jak?
Załącznik:
11.21.JPG

Załącznik:
11.22.JPG


Z tego samego powodu co ostatnio, nocleg nie będzie jakiś super hiper. Silver Surf Motel 401pln Expedia http://www.silversurfmotel.com . Ale z jakim widokiem I miejscu! Dojeżdzamy z 30 minut za póżno. Zanim zrobimy check-in, obłedny zachód słońca powoli dobiega końca. Przechodzimy przez ulicę i idziemy na plaże zrobić kilka ostatnich zdjęć. Co za zakończenie całkiem udanego dnia.
Załącznik:
11.23.JPG

Załącznik:
11.24.JPG

Załącznik:
11.25.JPG


Przez chwilę zastanawiam się czy lecieć z młodą na kryty basen. Jednak zmęczenie daje się w znaki. Nie chce mi się suszyć jej długich włosów. Wolę walnąć piwo. Wyrodny ojciec:D Młoda odpala po raz kolejny netflixa. Kto wymyslił Ipada powinien dostać pokojowa nagrodę nobla za umożliwienie rodzicom otrzymania chwili ciszy i spokoju.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 05 Paź 2019 10:24 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
Dzień 12 – 14.04.2019r. słonie morskie, wybrzeże i dalsze zakupy

W hotelu znowu nie mamy śniadania. Niby obok jest restauracja, która da nam jakąś zniżkę, ale dojadamy już naprawde resztki z zapasów i ruszamy wczesnym ranem. Plan na dzien był na rejs w Monteray w poszukiwaniu wielorybów. Niestety rano dostajemy info, że z powodu zapowiadanych warunków pogodowych i silnych wiatrów, rejs zostaje odwołany. Wielki smuteczek, naprawdę chciałem popłynąć. Chociaż spora fala na morzu to nic przyjemnego, dlatego tą cześć dnia wymieniamy na coś przyjemnego czyli zakupy. Kolejny outlet zostanie odwiedzony, i spora cześć pieniędzy wydana.

Niemniej nim to nastapi wpierw jedziemy nad ocean ogladąc plaże z słoniami morskimi. Piedras Blancas Elephant Seal Rookery http://www.elephantseal.org . Kolejna petarda. Na plaży jest z tysiąc tych zwierząt. Spędzamy z dobrą godzinę obserwując ich drapanie sie po pleckach, obrzucaniem piaskiem i wylegiwanie na słońcu. Robimy miliony zdjęć. Polecam każdemu lubiącemu zwierzęta.
Załącznik:
12.01.JPG

Załącznik:
12.02.JPG

Załącznik:
12.03.JPG

Załącznik:
12.04.JPG

Załącznik:
12.05.JPG

Załącznik:
12.06.JPG

Załącznik:
12.07.JPG


Ruszamy dalej po jednej z najbardziej malowniczych tras po których prowadziłem samochód. Zachwyty, które czytałem o trasie są uzasadnione. Widoki są pocztówkowe. Tempo jazdy jest powolne, droga jest kręta i jednopasmowa. Stacje benzynowe potrafia ździerać USD 5,49 za galon. Sporo kamperów i innych spowalniaczy ruchu. Mimo wszystko warto.
Załącznik:
12.08.JPG

Załącznik:
12.09.JPG

Załącznik:
12.10.JPG

Załącznik:
12.11.JPG

Załącznik:
12.12.JPG

Załącznik:
12.13.JPG

Załącznik:
12.14.JPG

Załącznik:
12.15.JPG


Zjeżdzając w kierunku SF liczymy na hinduskie pychoty, które by zaspokoiły nasz rosnący głód. A. nastawia google i niestety przyjeżdzamy 10 miniut za późno, restauracja zaczyna popołudniową przerwę, która potrwa do wieczora. Właścicielka przeprasza, ale kucharz już poszedł. Nic nie może zrobić i poleca orientalne obok, który w smaku nie jest wybitny za to wybitnie ogromne porcję. https://www.facebook.com/saigon2siambistro Mój smażony ryż ma z 1,5kg! Zjadam połowę i to tylko dlatego, że jestem głupi. Kochana żona mi to cały czas powtarza, więc na pewno to prawda:)

Późniejsze pół dnia spędzamy w outlecie Gilroy https://www.premiumoutlets.com/outlet/gilroy . Okazuje się, że są to 4 ogromne kompleksy. Udaje nam sie obejść 1 i zaliczyć zakupy w pojedyńczych sklepach w 2 kolejnych. Nie ma jak kupić sobie mega zajebiście grubą kurtkę zimową przy 20+ stopniach. Gdzie ja to pomieszcze w samolocie? Czy mówiłem już, że wyjazd zakończyłem jedynie z 7 parami nowych spodni?:) Kolejny nocleg zarezerwowałem w Pacifice, 1074pln na 2 nocki przez Hotels.com. Inn at Rockaway https://www.innatrockaway.com będzie baza do zwiedzania SF. Po raz kolejny zaliczamy supermarket i robimy zapasy. Zaczynamy odczuwać kilometry podczas roadtripa. Powoli chce nam się wracać do PL. Pokój zarezerwowałem z No View (ah ta wewnętrzna cebula). I faktycznie, widok był na scianę budynku kolejnego hotelu. Hotelu, który był w odległości 1,5 metrów od naszego okna. Kocham szukanie noclegów w SF... Nie to było największym problemem, a niosące sie odgłosy po hotelu, przez co słabo śpimy.

Dzień 13 – 15.04.2019r. SF = tramwaje, deszcz i kwitnące wiśnie

Budzimy się nieszczególnie wyspani. A. wysyła mnie na obczajkę odnośnie śniadania. W końcu miało być śniadanie wliczone w cenę. Free breakfast okazuje się kolejnych chwytem marketingowym. W recepcji jest maszyna do kawy i oferują z 3 rodzaje darmowych ciastek /drożdżówki/cinamon rolls, wszystko przemysłowo wyprodukowane i oczywiście zapakowane w folie. (Wspominałem już, że znalezienie fajnego noclegu w SF i okolichach ławte nie jest? )

Zbieramy się i idziemy spacerkiem 50m nad morze poogladać piękne fale i zaliczyć śniadanie w dinnersie http://www.ilovebreakers.com (polecam). Godzina 10 to odpowiednia pora na hamburgera i fryty i jest to zacny wybór mojej małżonki. Młoda biere pankejka, a ja crab sandwich. Sprawdziłem ile moje danie miało kalori... tylko po co? się póżniej denerwować, że jedno danie ma ok 2 tyś.
O 12 wytaczamy się obżarci. Specjalnie na nic nie mamy ochoty po takim posiłku, ale wsadzamy się w auto i podjeżdzamy do najbliższej stacji kolejki miejskiej. Pierwotnie miałem podjechać do SF autem, niestety pojawił się problem o którym wspominałem na początku relacji. Nie znalazłem parkingu, gdzie nie byłoby problemu z włamaniami do aut. Stwierdziłem, że jak mam płacić 25 usd by wrócić do uszkodzonego auta to dziękuję ale podziękuje. Tym samym wybraliśmy ichniejszą SKM (też wychodzi RT z 25usd za naszą 3). Mocno zapyziała i nie wzbudzała naszego zaufania. W samy pociągu też nie czuliśmy się przesadnie bezpiecznie. Także tej opcji, też nieszczególnie polecam. Zaznaczam, że w godzinach szczytu pewnie inaczej to wygląda, a może źle trafiliśmy.

Plan na SF nie był specjalnie ambitny. Przejazd słynnym tramwajem, zobaczenie painted ladies, poszwędanie się po ulicach i zobaczenie kwitnących wiśni. SF ma sporo do zaoferowania, dla dzieci również. Każdy wybierze coś dla siebie. Przy czym jeżeli lubicie chodzić po mieście, trochę bez celu, trochę z przypadku, to zróbcie research. SF ma dzielicę po których chodzenie wcale może nie być bezpieczne i przyjemne, szczególnie jeżeli zabieracie ze sobą dzieci.

Dojeżdzamy do stacji Embarcadero i idziemy do Ferry Building (http://www.ferrybuildingmarketplace.com). Fajnie, że budynek żyje. Szczególnie w porze lunczowej jaka nas tam zastaje. Lubie takie miejsca. Chwilę przystanku robimy od strony wody.
Załącznik:
13.01.JPG

Załącznik:
13.02.JPG

Załącznik:
13.02b.JPG

Załącznik:
13.03.JPG


Następnie czas na główną atrakcje. Taktyk odnośnie załapania się na przejażdzkę jest kilka. My wybieramy California street linie, która jest podobno najmniej oblegana i faktycznie z 3 inne osoby jadą z nami, a w połowie przejażdzki jesteśmy już sami. W oddali przez chwilę pomyka nam inny trawaj nabity ludźmi jak autobus w godzinach szczytu w New Delhi.
Załącznik:
13.04.JPG

Załącznik:
13.05.JPG

Załącznik:
13.06.JPG

Załącznik:
13.07.JPG


Z końcowej stacji decydujemy się na spacer do Alama Square Park gdzie są Painted Ladies (must see dla A.). Trasa prowadzi przez dzielnicę Western Addition, która ma łatkę czarnej dzielnicy. Faktycznie nie jest super. W SF ludzie parkując auta zostawiają otwarte schowki i podłokietniki, tym samym pokazują, że w aucie nie ma nic absolutnie zostawione. Ciekawe widoki. W kawiarniach ochraniarze nasakujący na Ciebie tuż drzwi i toalety z wejściem na kody. Hmm całość daje do myślenia. Konserwa, która przytargałem z PL wreszcie się przydaje. Zamiast pieniędzy jeden z potrzebujących dostaje szynkę krakus. Miasto ma bardzo ciekawą architekturę, a spacer daje nam nieźle w kość przez róźnicę wzniesień.
Załącznik:
13.08.JPG

Załącznik:
13.09.JPG

Załącznik:
13.10.JPG

Załącznik:
13.11.JPG


Painted Ladies mnie nie zachwycają, młoda też woli plac zabaw. Leżymy na trawie patrzymy na panporamę miasta i cieszymy się słońcem. Popołudniu ma padać.
Załącznik:
13.12.JPG

Załącznik:
13.13.JPG

Załącznik:
13.14.JPG

Załącznik:
13.15.JPG

Załącznik:
13.16.JPG

Załącznik:
13.17.JPG


Jak już mamy dosyć to łapiemy Lyfta z kuponem rabatowym z Vegas, i jedziemy do Golden Gate Park. Japanese Tea Garden jest moim must see. Akurat trwa Cherry Blossom Festival i takiej okazji nie chce przepuścić. Ogród jest piękny. Okazuje się, że młoda podziela mój entuzjazm w tym miejscu. Szczególnie, że rybki w stawach są takie duże i spasione, że nawet nie uciekają kiedy ona je głaszcze.
Załącznik:
13.18.JPG

Załącznik:
13.19.JPG

Załącznik:
13.20.JPG

Załącznik:
13.21.JPG

Załącznik:
13.22.JPG

Załącznik:
13.23.JPG

Załącznik:
13.24.JPG


Pogoda zaczyna się psuć i zaczyna kropić a będzie padać do wieczora. Decydujemy, że mamy dosyć. Zamawiamy Lyfta i obieramy kierunek na stację kolejki.

Po drodze do hotelu bierzemy jeszcze hindusa na wynos. https://masalapacifica.com/ Wcale nie jesteśmy głodni ale incepcja działa. Od poprzedniego dnia myślimy tylko o butter chickenie. Czekając na jedzenie na wynos, A. kupuje jakieś ciuchy w Rossie. To już chyba ostatnie zakupy ubraniowe podczas tego wyjazdu. Powoli zaczynam ją strofować, że nie zmieścimy sie w limicie bagażu. W końcu tylko jedna walizka przyjechała do USA zupełnie pusta.

Dzień 14 i 15 – 16-17.04.2019r. na bakier z prawem (znowu) + wielki powrót

W nocy młoda spi, a stare pierdziele mają z tym problem. Nigdy nie dowiem się czy była to kwestia hałasów czy diety 20tyś kalorii dziennie. Z tej okazji rano jesteśmy połamani i czujemy się jakby walec po nas przejechał. Idealna forma na międzykontynentalny lot w klasie ekonomicznej...
Aha i do Wilna mamy 2 przesiadki. Koepnhaga i Sztokholm. W tym drugim będziemy kwitnąć 4 godziny. Nie zastanawiając się dużo wykupuje dostęp do lounge. Przynajmniej będzie szansa na prysznic, wifi i piwo.

Na ten dzień mieliśmy w planach Zoo albo Fitzgerald Marine Reserve. Wybieramy bramkę numer 2. http://www.fitzgeraldreserve.org/newffmrsite/ Nie sprawdziliśmy pływów i dojeżdzamy w momencie kiedy jest przypływ. Czyli to wszystko co mieliśmy zobaczyć jest skrzętnie schowane w wodzie. Myślę kij z muszlami, jest plaża to zrobimy sobie spacer. No i o mało byśmy nie wylądowali w amerykańskim ośrodku więziennym. Nagle słyszymy wrzask Rangera, który każe nam wrócić. Okazuje się, że słonie morskie leża na plaży przed nami. Łatwo przeoczyć takie maleństwa, w każdym razie nam się udało. Podobno matki z młodymi odpoczywają i prawo zabrania zbliżać się do nich na mniej niż 200 yardów. Ranger dopytuje się czy widzieliśmy by któreś uciekało do wody (oczywiście, że nie – skoro nawet ich nie widzieliśmy) grozi palcem i każe wracać skąd przyszliśmy. Plaże odgradza jakimś płotem. No tak, a w drugą strone nie ma pląży, a lasem nad klifem nie chce nam się szczególnie spacerować. Lipa z tą atrakcją.
Załącznik:
14.01.JPG

Załącznik:
14.02.JPG

Załącznik:
14.03.JPG

Załącznik:
14.04.JPG

Załącznik:
14.05.JPG

Załącznik:
14.06.JPG


Na zoo nie ma już czasu to jedziemy na pobliski plac zabaw gdzie my z młoda szalejemy a A. śpi w aucie. Później lecimy do San Bruno coś wszamać i dotankowac Chevroleta przed zdaniem. Tajskie okazuje się nijakie, tak jak ciastko w Starbucksie które fudujemy sobie z młodą na deser.

Samolot mamy koło 18 więc ruszamy powoli na lotnisko. Zdanie auta w Alamo super bezproblemowo. W monorailu spotykamy rodzinę z PL, która też wraca z wakacji. Ich najstarsza córka i młoda są w tym samym wieku i momentalnie się dogadują. Ułatwia to wspólny lot, dziewczyny dosyć długo się razem bawiły.
Załącznik:
14.07.JPG


Sam lot tak jak w tamtą stronę, szału nie ma, ale co tu wybrzydzać. Filmów nowych nie było. Do jedzenia dali tym razem jakieś czerwone mięso (w tej taryfie wyboru brak). Przeżyliśmy. W Arlandzie lądujemy z dobę od startu w SF. Mamy juz dosyć. SAS Lounge jest średni. Z ciepłego jedzenia tylko przesolona zupa. Na szczęscie pokój dla dzieci jest pusty. Iza ma go tylko dla siebie, coś rysuje, coś ogląda w tv. Mi nawet nie chce się szukać prysznica. Zabijamy czas surfując po necie, wystawiam na olx annual passa i w 30 minut jest juz sprzedany. Dopycham się sałatkami i 3 całkiem niezłymi piwami bezalkoholowymi. Lot do Wilna jest szybki i nijaki. Lądujemy o 22. Zamawiam dziewczynom uberka bezpośrednio do Ibisa ( Ibis Styles Vilnius 198pln via Booking.com), a sam jadę z tobołkami po fure na parking. Ibis jak ibis. Pokój bardzo basic ale duży i przestronny. No i bar na dole gdzie strzelam zimne piwko do lecącej w tv ligi mistrzów. Tak to można kończyć dzień.
Załącznik:
15.01.JPG


Dzień 16 18.04.2019r. To już jest koniec

Wstajemy rano. Po amerykańskich standardach śniadanie wydaje nam się super hiper ekstra. Są warzywa! I normalne pieczywo. WOW! Zupełnie nie mam ochoty, ale zjadam mini hamburgera. Jakoś tak wydawało mi się, że ta potrawa idealnie wpasowuję się w klimat kończącego wyjazdu.
Załącznik:
15.02.JPG


A. patrzy na mnie z politowaniem, ale tym razem nie mówi, że jestem głupi. Nie musi. W tej kwestii rozumiemy się bez słów. Jednomyślnie też decydujemy, że nie chce nam się zwiedzać Wilna. A zwiedzanie to było jednym z powodów, dlaczego zakup biletów z/do tego miasta wydawał mi się dobrym pomysłem. Niestety nie mamy siły. Będzie w takim wypadku powód, żeby tu wrócić.
Męczymy się w porannych korkach, później już idzie łątwiej i popołudniem docieramy do Gdańska.
Na obiad żadnego tajskiego czy hinduskiego, tylko nasze tradycyjne polskie pierogi. Mniam!
Załącznik:
15.03.JPG


Podsumowanie:

Natura na zachodnim wybrzeżu jest piękna. Czy powtórzylibyśmy taki Roadtrip? Nie. Był za intensywny. Za dużo czasu spędzilismy w aucie. Wróciliśmy zmęczeni na maksa, i tak naprawdę potrzebowaliśmy wypoczynku po urlopie... Do siebie dochodziliśmy z dobre 3 tygodnie. Czy roatripy są złe? Są świetne! Po prostu ten był za męczący dla nas. A w wielu miejscach byliśmy zdecydowanie za krótko. W 2 tygodnie zrobiłem 5500km. Lubię jeździć, ale gdybym miał drugi raz planować wyjazd to bym wybrał z 3 miejsca i spędził w nich po tygodniu w każdym. Yosemite czy Zion są na liście miejsc do których (z wielką przyjemnością) wrócę. Polecam zachodnie wybrzeże, także z dziećmi. Zróbcie tylko dobry research. I wybierzcie najlepszą dla siebie opcję.
P.S. A. oceniła poczynione zakupy ubraniowe na 4-.

Koszty:
Bilety lotnicze 3120 pln
Wiza dla młodej 700 pln
Ubezpieczenie podróżne 600pln
Wynajęcie auta 400 usd
Noclegi 5670pln, średnio 378pln/noc
Annual pass 150pln
Universal studios 351usd +25 parking
Whale watching cruise usd 132,50 (ale dostaliśmy zwrot)
Mandat usd 125
Benzyna 258 usd (najtaniej po 2,49 najdrozej po 4,59) + 2 x 200pln w trasie do Wilna
Średni koszt przejechanego km to ok 25/26gr
Kawa, lody, ciastka ok 60 usd
Zakupy spożywcze ok 220 usd
Posiłki na mieście ok 510 usd
Shoppingi = BARDZO DUŻO. Policzyłem, ale głupio podawać. Zresztą wydatki te akurat są pomijalne. W końcu jak się leci z bagażem rejestrowy to ubrań nie trzeba kupować ;)
Parkingi, toll, bilety wstępu, uber i lyft etc 173usd + 120pln (w Wilnie)
SAS Lounge 300 pln

Na osobę wychodzi mi jakieś 6400pln przy kursie dolara około wycieczkowym.

To tyle. Dziękuję za uwagę.
P.S. Przepraszam za brak zdjęc hoteli, jedzenia czy samolotów. Poprawię się w kolejnych relacjach.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 09 Paź 2019 12:22 

Rejestracja: 23 Sty 2019
Posty: 0
Świetna relacja. Trip godny, lecz kosztowny :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 09 Paź 2019 13:24 

Rejestracja: 12 Gru 2011
Posty: 908
srebrny
nie znalazłem podsumowania wydatków tylko na piwo, dość często przewijał sie w relacji ten trunek. ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 09 Paź 2019 14:47 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1624
platynowy
Bardzo fajnie, że podzieliłeś się swoją wyprawą. Dzięki za dużo fajnych zdjęć.
Czy mógłbyś napisać 3 miejsca które podobały się Wam najbardziej i 3 które najmniej ?
Czy shopping i odwiedzenie chyba wszystkich malli w okolicach było w planach czy było to zabijanie czasu ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 09 Paź 2019 16:25 

Rejestracja: 09 Sty 2019
Posty: 24
niebieski
@rrmmxx można by trochę te koszty obciąć, unikając mandatów i drogich parków rozrywki, biorąc tańsze hotele czy auto

@opo miałem magiczny zeszyt w którym zapisywałem sporo pozycji kosztów, ale akurat piwo poszło do wora spożywczego. I nie mam pojęcia ile kosztowało. Nic wymyślnego nie kupowałem, także nie były to ogromne wydatki.

@brzemia pewnie każde z naszej 3 ma inne ulubione miejsca z wyprawy. Jak miałbym polecić to naprawdę warto zobaczyć ZION bo moim zdaniem jest genialny. Yosemite też było super. I fajnie się czułem jadąc oryginalnym odcinkiem Route 66 w Arizonie do Oatman. Generalnie natura. Jest tyle możliwości, że każdy jest w stanie coś odpowiedniego dla siebie znaleźć.

Nie podobały nam się miasta. Ogromne korki, plaga włamań do aut, bezdomność, astronomiczne ceny hoteli ( patrząc na naszą kieszeń). To spowodowało, że nasz odbiór SFO był średni. A miasto to ma naprawdę sporo to zaoferowania.
Niekiedy przeszkadzały tłumy turystów. Ludzi w głównych atrakcjach potrafi być niewyobrażalna ilość.

Shoppingi były w planach jak najbardziej. Nie mieliśmy tutaj jakiegoś sztywnego planu, poszło trochę sytuacyjnie. Efekty niektórych wizyt nie dały spodziewanych efektów to zorganizowaliśmy kolejne. I kolejne. I tak jakoś budżet się wyczerpał:) Tutaj warto pamiętać, że normalne ceny nie są w żaden sposób okazyjne, porównując do naszych. Outlety, kupony, promocje etc już pozwalają się wykazać.
Góra
 Relacje PM off
eskie lubi ten post.
brzemia uważa post za pomocny.
 
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group