Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 42 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 19 Sie 2019 22:47 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
samaki9 napisał(a):
coś sie stało? 4 dni już nic nie pisałes....Dawaj , czekamy z niecierpliwością!!!

Wszystko w porządku. Byliśmy na 5-dniowym trekkingu na Tołbacziku. Napiszę o tym wkrótce :D
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 20 Sie 2019 15:40 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
12 sierpień 2019 (poniedziałek) – powitanie Kamczatki
Odprawa zaczyna się chwilę po północy i przebiega bez większych problemów. Później jeszcze chwila oczekiwania na boarding i o 2:20 startujemy.
Załącznik:
20190812_003436.jpg

Lecimy liniami Aurora samolotem Airbus A319. Podczas trzygodzinnego lotu serwowany jest gorący posiłek oraz napoje bezalkoholowe. Lot mija bardzo szybko szczególnie, że trochę przysypiamy. W Pietropawłowsku Kamczackim, gdy lądujemy jest już godzina 7:30 (UTC+12, czyli w Polsce jest jeszcze niedzielny wieczór, 21:30😊).
Załącznik:
20190812_013713.jpg

Załącznik:
20190812_052512.jpg

Po wyjściu z samolotu naszym oczom ukazują się dwa stożki przepięknych stratowulkanów – Awaczyńskiego (2717 m) i Koriackiej Sopki (3456 m). Zaliczane są one do tzw. „wulkanów dziesięciolecia”, czyli obiektów które są szczególnie intensywnie badane pod kątem historycznych erupcji, ze względu na bardzo bliskie położeniu w pobliżu obszarów zamieszkanych. Widok wręcz hipnotyzuje, ale obsługa dość szybko i stanowczo wyprowadza wszystkich ze stanu zachwytu, „popychając” lekko w kierunku autobusu😊
Załącznik:
20190812_054427.jpg

Hala przylotów to po prostu duży namiot, w którym znajduje się jedynie taśmociąg na bagaże. Nasze pojawiają się na nim dość szybko. Kamczackie powietrze jest dość rześkie – 8 °C, więc wyjmujemy cieplejsze rzeczy i przebieramy się. Obsługa najwyraźniej chce mieć obsługę naszego lotu czym prędzej za sobą, bo znów zaczyna się poganianie podróżnych. Zaraz za nami zamyka się brama prowadząca z hali przylotów. Jesteśmy na Kamczatce! Aż trudno w to uwierzyć… trzy godziny j jesteśmy na końcu świata?! Chyba będziemy musieli przemyśleć kwestię tego „końca”😊
Załącznik:
20190812_052828.jpg

Załącznik:
20190812_053042.jpg

Przez chwilę jesteśmy zdezorientowani i osamotnieni, bo po większość turystów przyjechały samochody biur podróży lub znajomych, więc bardzo szybko pozostawili nas samych… na pastwę kamczackich niedźwiedzi?! Po kilku głębokich oddechach nieopodal terminala dostrzegamy przystanek autobusowy, na którym czaka kilka osób, m.in. bardzo miła kobieta, która wszystko nam wyjaśnia – mamy wsiąść w a autobus 104, jadący do Pietropawłowska (ale musimy uważać/pytać, ponieważ z tego samego przystanku odjeżdżają autobusy zarówno w kierunku Pietropawłowska, jak i w drugą stronę, czyli do Jelizowa)😊 Dojazd do miasta zajmuje prawie godzinę. Ale nam nigdzie się nie spieszy, ponieważ do wynajętego mieszkania będziemy mogli wprowadzić się dopiero po 12-ej☹ Pietropawłowsk Kamczacki to największe miasto Kraju Kamczackiego, w którym mieszka około 180 tys., co stanowi ponad połowa populacji całego półwyspu. Miasto rozciąga się na przestrzeni około 40 km, wzdłuż ulicy, która na różnych odcinakach ma przeróżne nazwy. My jedziemy do końca trasy naszego autobusu, za przejazd płacimy po 70 rubli/osobę plus 50 rubli za bagaż. Mamy zamiar pokręcić się trochę po uliczkach, a później usiąść w jakiejś knajpce i rozejrzeć się w ofertach trekkingów. Jednak spacer z plecakami po „centrum” ciągnącym się kilometrami dość szybko weryfikuje nasz plan. A ponieważ o knajpkę w tej okolicy też trudno☹, więc około 10-ej wsiadamy w autobus miejski i jedziemy w okolice naszego mieszkanka, które miejmy nadzieję szybko się zwolni😊 Szczęśliwie w okolicy znajduje się aleja z ławeczkami, która na ponad 2h staje się naszą bazą… Leo nie traci czasu i od razu układa się do snu, a ja biorę się studiowanie broszurki, którą znaleźliśmy w hotelu „Avacha”, który znalazł się na trasie naszego spaceru przez miasto. Broszurka okazuje się być genialnie pomocna, ponieważ oprócz opisu atrakcji godnych zobaczenia, zawiera spis agencji turystycznych z ich adresami… szybko lokalizuję dwa najbliższe adresy, które zamierzamy po południu odwiedzić.
Załącznik:
20190812_112350.jpg

Załącznik:
20190821_012356.jpg

Chwilę po 12-ej dostajemy wiadomość, że mieszkanko jest gotowe i właścicielka czeka w nim na nas. Nasza radość jest przeogromna😊😊😊 Po 5 minutach jesteśmy na miejscu. Apartamencik o nazwie „Dom1” okazuje się być bardzo przyjemnym miejscem, świeżo po remoncie, gustownie urządzonym i w pełni wyposażonym. Cena 3 900 rubli (przez Booking.com) może nie jest szczególnie niska, ale akceptowalna.
Załącznik:
20190812_162304.jpg

Załącznik:
20190812_125757.jpg

Załącznik:
20190812_125810.jpg

Załącznik:
20190812_130200.jpg

Oczywiście zaczynamy od wymarzonego prysznica (to jedna z rzeczy, której ciągle nam brakuje na trasie tej podróży). Zjadamy drobne przekąski, które pozostały nam z Władywostoku i chwilę przed 15-tą ruszamy z misją organizacji tutejszego pobytu. Oczywiście przed wyjazdem przejrzałem ofertę szeregu stron internetowych z ofertą trekkingów po tutejszych wulkanach, ale nie zdecydowałem się na żadną z ofert, chociaż trzeba przyznać, że było z czego wybierać – począwszy od jednodniowych wycieczek, a kończąc nawet na kilkunastodniowych. Zaczynamy od firmy Kam.travel, która znajduje się najbliżej nas, w budynku który trudno uznać za atrakcyjny… ale tutaj praktycznie wszystkie wyglądają podobnie. :roll:
Załącznik:
20190815_122354.jpg

Załącznik:
20190815_122341.jpg

Biuro jest czynne i przyjmuje nas bardzo sympatyczna Pani, która gwarantuje nam, że jest nam w stanie zagwarantować atrakcje na kilka miesięcy… trekkingi, spływy, loty helikopterami, rybałkę, a nawet polowanie na niedźwiedzia… Agencja od razu wpada nam w oko i na dwie jednodniówki decydujemy się od razu – rejs po zatoce Awaczyńskiej oraz trekking na wulkan Mutnowski. Obie w cenie 9 tys. rubli / osobę, płatność kartą (niestety z tego powodu nie ma szans, na żadną zniżkę, czyli skidkę☹). Ale oczywiście jednodniówki to tylko przerywnik przed dłuższym trekkingiem na wulkan Tołbaczik, który ma być naszym głównym punktem kamczackiej wyprawy. Agencja Kam.travel sama nie organizuje takich trekkingów, ale sprzedaje trip zaprzyjaźnionej firmy Travers Tour. Pięciodniowy trekking kosztuje „tylko” 28 tys. rubli / osobę i na dodatek są miejsca dla nas, w terminie który nam idealnie pasuje. Oczywiście cena jest kosmicznie wysoka, ale nie na standardy kamczackie… z ofert, które zebrałem wcześniej byliśmy przygotowani na cenę w okolicy 38-40 tys. rubli (bo takie dostałem, m.in. z Red Rivers, czy Odys Travel - kamchatkaforyou.com). Przekonuje nas zarówno cena, jak i Pani z biura, więc właściwie jesteśmy już zdecydowani😊 Troszkę dla zasady, odkładamy ostateczną decyzję na później. W sumie planowaliśmy pójść jeszcze do innego biura, skonfrontować tą ofertę. Okazuje się jednak, że drugi adres w okolicy jest nieaktualny, więc po godzinnym spacerze wracamy do biura Kam.travel i ostatecznie decydujemy się na trekking na wulkan Tołbaczik. Najbliższe 8 dni mamy zaplanowane!
Gdy wychodzimy z biura jest już po 18-tej, a my jesteśmy baaaardzo głodni. W supermarkecie Szamsa robimy dość duże zakupy i wracamy do naszego mieszkanka. To był długi dzień, więc zaraz po kolacji Leo kładzie się spać, a ja nadrabiam zaległości w relacji😊
Załącznik:
20190812_203938.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand 22 Sie 2019 10:05, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#23 PostWysłany: 20 Sie 2019 18:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2314
srebrny
Tak jako ciekawostkę, dygresję wrzucę. Mam rezerwacje w Petropavlovsk w Kazachstanie. Przez Booking. A aplikacja mobilna pokazuje mi w Polskim tłumaczeniu, że to „Pietropawłowsk Kamczacki”. Mimo ze w oryginale jest ok, i na mapie tez dobra lokalizacje pokazuje. Tak mi się skojarzyło z Waszym zdjęciem z lotniska. Jak pierwszy raz zobaczyłem w aplikacji, to spanikowałam, że źle rezerwacje zrobiłem ...

Fajna podróż, gratuluje :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 21 Sie 2019 13:38 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
13 sierpień 2019 (wtorek) – rejs po Morzu Beringa
Dzień zaczynamy wcześnie i już przed 7-mą jesteśmy na przystanku przy głównej ulicy miasta, która w naszym rejonie nazywa się Prospekt Pobiedy. Busem nr 21 dojeżdżamy w okolice portu położonego nad zatoką Bogorodskoye Ozero (30 rubli / osobę). Na miejscu czeka na nas Ludmiła, która po zebraniu grupy przedstawia nam plan dzisiejszej progułki do Zatoki Ruskiej położonej około 80 km od portu. Chwilę trwa aż wszyscy zostają rozdzieleni na kilku łodziach, my ostatecznie popłyniemy jednostką o nazwie Kasadka-1. To dość duża łódź z kajutą, gdzie czeka już na nas proste śniadanie, i gdzie można będzie schronić się przed słońcem lub deszczem😊 Na górnym pokładzie znajdują się ławeczki i jest to doskonały punkt widokowy. Załoga składa się z trzech osób – kapitana i jego pomocnika oraz przewodniczki Tatiany, która będzie również gotowała i podawała nam posiłki (od razu widać, że to konkretna babka😊). Oprócz nas łodzią płynie jeszcze siedmioro Rosjan. Pogoda zapowiada się niezła, więc pozostaje tylko zakrzyknąć „Ahoj, przygodo!”
Załącznik:
20190813_074606.jpg

Załącznik:
20190813_081659.jpg

Zaczynamy od śniadania, które składa się z kanapek z serem i wędliną oraz słodkie przekąski. Gdy my jemy Tatiana opowiada trochę o zatoce, Pietropawłowsku Kamczackim i historii. Zatoka Awaczyńska składa się z dwóch części mniejszej nazywanej po rosyjsku „buchtą” oraz większego „zaliwu”. Przy wyjściu z „buchty” znajduje się formacja trzech bazaltowych skał nazywanych Trzej Bracia. Według legendy Itelmenów, ludu zamieszkującego pierwotnie te tereny, skały to trzej bracia-rybacy, których zaczarowane fale morskie zamieniły w kamienie podczas walki jaką rybacy podjęli w obronie swego ludu. Skały te nazywane są także „rozcinaczami fal”, gdyż stanowią obronę przed falami tsunami.
Załącznik:
20190813_085652.jpg

Duża zatoka ma aż 24 km długości i jest jedną z największych na świecie. Zatokę otaczają strome brzegi, które są domem dla tysięcy ptaków i pingwinów. Nasz kapitan stara się podpłynąć jak najbliżej tych skał, abyśmy mogli przyjrzeć się tym cudom natury.
Załącznik:
20190813_091957.jpg

Załącznik:
20190813_092728.jpg

Załącznik:
20190813_092826.jpg

Załącznik:
20190813_092934.jpg

Załącznik:
20190813_093112.jpg

Płyniemy na południe i po około godzinie jesteśmy na wysokości wulkanu Wiluczyńskiego (2173 m). Tutaj znajduje się także zatoka o takiej nazwie, a naj jej końcu gorad Wiluczynsk. Zatoka jest bazą Rosyjskiej Floty Oceanu Spokojnego w której stacjonują okręty podwodne, także z napędem atomowym. Wiluczynsk jest miastem zamkniętym, o którym jak powiedziała Tatiana „lepiej nie pytać”😊 Na wzgórzach wokół zatoki widoczny jest szereg kopuł stacji radarowych, a wkrótce możemy też zobaczyć pierwsze okręty podwodne, które tego dnia będą nam towarzyszyły przez cały dzień.
Załącznik:
20190813_093336.jpg

Załącznik:
20190813_120259.jpg

Po wyjściu na otwarty Ocean Spokojny, nasz kapitan wyłącza silniki i bierzemy się za rybałkę😊 Każdy z nas dostaje wędkę i po krótkim instruktażu na temat połowu dennego, zakładamy na haczyki kawałki kalmarów i łowimy… A ponieważ tutejsze wody obfitują w rybę, to praktycznie każde zarzucenie kończy się braniem dosłownie po kilkudziesięciu sekundach. Inna kwestia to wyciągnięcie ryby, wymaga nawinięcia około 30-40 m żyłki i bardzo często przy długiej walce rybie udaje się oswobodzić lub żyłka pęka☹ No ale musimy przyznać, że zabawa jest przednia. Po półtorej godzinie Leo ma złowione 4 sztuki, a ja 3. Ale za to jakie?! Duuuuże😊
Załącznik:
20190813_105240.jpg

Załącznik:
20190813_110033.jpg

Załącznik:
20190813_113701.jpg

Gdy my cieszymy się rybałką, Tatiana gotuje nam zupę rybną, czyli kamczacką uchę, głównie na bazie łososia pacyficznego. Po zakończeniu połowów siadamy do stołu. Dla mnie ucha z dużymi kawałkami ryby to po prostu „niebo w gębie”. Zjadam dwie porcje, a Leo zadowala się świeżym chlebem☹
Załącznik:
20190813_114328.jpg

Jest już późne popołudnie, gdy dopływamy do Bukhty Rosyjskiej. Kolejną atrakcją jest obserwacja lwów morskich baraszkujących na skałach, a później orek (kasadek) pojawiających się co chwila na powierzchni oceanu. Kapitan z naszą przewodniczkę są zdziwieni, że tyle sztuk udaje się nam dziś zobaczyć.
Załącznik:
20190813_134222.jpg

Załącznik:
20190813_135524.jpg

Załącznik:
20190813_140248.jpg

Tatiana nie zważa na to, że wszyscy są najedzeni, i serwuje obiad. Tym razem smażoną rybę z surówką i ryżem. Tym razem jemy to co wcześniej sami złowiliśmy. Jest tam co najmniej kilka gatunków ryb – dorsz, makrela, czerwony okoń… A w drodze powrotnej czeka nas jeszcze „deser” – kraby.
Załącznik:
20190813_141218.jpg

Załącznik:
20190813_165924.jpg

Po obżarstwie i chwili relaksu na górnym pokładzie, ponownie łapiemy za wędki i kontynuujemy wędkowanie. Znów udaje nam się złapać po kilka sztuk ryb. Oddajemy swój połów dla Rosjan, którzy zabierają ze sobą dobrych kilkanaście kilogramów ryby ;)
Około 16-ej ruszamy w drogę powrotną, która zajmuje nam dobre cztery godziny. W tym czasie głównie relaksujemy się na górnym pokładzie, obserwując ptaki – kormorany, maskonury i mewy, oraz łodzie podwodne, które cały czas krążą wokół nas.
Załącznik:
20190813_150412.jpg

Załącznik:
20190813_181108.jpg

Załącznik:
20190813_185333.jpg

W Pietropawłowsku cumujemy po godzinie 20-ej, a do domu docieramy godzinę później. To był długi dzień, ale trzeba przyznać, że bardzo udany. Polecamy wszystkim progułkę do Zatoki Ruskiej😊


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#25 PostWysłany: 22 Sie 2019 16:36 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
14 sierpień 2019 (środa) – czas na wulkany
Wulkany mają w sobie tajemniczą moc – drzemiące w nich potężne siły budzą w nas odrobinę strachu, ale jeszcze bardziej przyciągają do siebie swym magicznym pierwiastkiem. A skoro Kamczatka to kraina wulkanów to nie możemy tego dłużej nie zauważać😊 Ruszamy na eksplorację pierwszego z wulkanów – Mutnowskiego (2322 m). Pobudkę mamy znów dość wczesną i już o 6:30 czekamy na przystanku na Prospekcie Pobiedy, skąd ma nas zabrać kierowca szarego jeepa o numerach rejestracyjnych 813 (to trzy wyróżnione cyfry na tablicach rejestracyjnych w Rosji). Pogoda na razie jest dość marna, mgła ogranicza widoczność do zaledwie kilkunastu metrów. Po około 15 minutach podjeżdża samochód, kolor co prawda nie zgadza się, ale tablica rejestracyjna już tak😊 Jest to zmodyfikowany jeep z ogromnymi kołami. Kierowcą jest Siergiej, który będzie też przewodnikiem. W samochodzie jest już Sonia, dwudziestokilkuletnia Rosjkanka. Po drodze zabieramy jeszcze trójkę Rosjan i ruszamy w kierunku wulkanu. Niestety dojazd na miejsce zajmie nam aż 4h. Początkowo jedzie się całkiem dobrze, ale po niespełna godzinie dojeżdżamy do miejscowości Paratunka, gdzie skręcamy w leśną drogę prowadzącą w kierunku wulkanu. Tutaj Siergiej obniża ciśnienie w oponach i ostrzega, że to koniec dobrej drogi☹ Przez jakiś czas jedziemy szutrową drogą, na której co nie co trzęsie, ale nie jest źle. Taka droga prowadzi mniej więcej do ośrodka narciarskiego „Śnieżna dolina” (oczywiście obecnie niedziałającego), ale później z każdym kilometrem jest już tylko gorzej. Po drodze zatrzymujemy się najpierw przy moście na rzece Paratunka, a później w punkcie widokowym na Przełęczy Wiluczyńskiej skąd rozpościera się piękny widok na Wulkan Wiluczyński (ten sam u podnóża którego leży zatoka z bazą Rosyjskiej Floty Oceanu Spokojnego). Pogoda zdecydowanie się poprawiła, po mgle nie ma śladu (a może tutaj jej w ogóle nie było?) i wyraźnie się przejaśnia – będzie dobrze😊 Na przełęczy Siergiej przez chwilę „biega” po okolicznych pagórkach i w końcu krzyczy „jest”... my oczywiście nie wiemy o co chodzi, ale po chwili wszystko jest jasne – w odległości jakichś 150 m od nas biega niedźwiedź. Wow! Emocji jest co niemiara.
Załącznik:
20190814_191223.jpg

Załącznik:
20190814_082702.jpg

Załącznik:
20190814_084303.jpg

Załącznik:
20190814_090655.jpg

Załącznik:
20190814_092552.jpg

Załącznik:
20190814_191345.jpg

Załącznik:
20190814_101343.jpg

Ruszamy dalej, choć droga praktycznie już się skończyła… teraz staje się jasne po co tak ogromne koła w naszym jeepie. Pokonujemy ogromne dziury, szczeliny, potoki, wzgórza o ogromnym nachyleniu… kilkukrotnie wydaje się nam, że za chwilę samochód stoczy się ze wzniesienia lub w najlepszym przypadku skończy na dachu☹ Ale Siergiej nic sobie z tego nie robi, prze do przodu. Szacun!
Około 11-ej zatrzymujemy się na śniadanie w pobliżu głębokiego kanionu (Овраг Опасный) do którego wpada z wysokości 80 m woda z rzeki Vulkannay. Mamy tutaj prawie godzinę na zebranie sił i napatrzenie się na niebywałe widoki niezwykle kolorowych skał kontrastujących z zielenią roślinności.
Załącznik:
20190814_105711.jpg

Załącznik:
20190814_105626.jpg

Załącznik:
20190814_105459.jpg

Załącznik:
20190814_105445.jpg

Załącznik:
20190814_111031.jpg

Po śniadaniu pakujemy się ponownie do jeepa, po to dostać się jeszcze bliżej krateru wulkanów. Tutaj są w stanie podjechać tylko i wyłącznie takie samochody jak nasz, „zwykłe” jeepy zatrzymują się poniżej tego punktu. Gdy wjeżdżamy na wysokość około 900 m n.p.m. Siergiej wyłącza silnik i stwierdza „dalej się nie da!”😊 Stąd ruszamy pieszo do krateru wulkanu Mutnowskiego, a dokładniej do kraterów, ponieważ są one aż trzy. Do wnętrza krateru wchodzi się przez pęknięcie, przez które niegdyś wypływała lawa. Wulkan jest bardzo aktywny i w ostatnich 170 latach wybuchał 16 razy, a ostatnie erupcje miały miejsce w 2000 r. Trasa jaką mamy do przejścia nie jest zbyt wymagająca, choć trzeba być bardzo ostrożnym. Pod warstwą pyłu i błota jest lód, przez co jest bardzo ślisko. Jeden nieostrożny krok i leży się.
Załącznik:
20190814_190539.jpg

Załącznik:
20190814_121756.jpg

Do przebycia mamy zaledwie 2 km i po 40 minutach jesteśmy w pierwszym kraterze. Widok jest fascynujący – to tętniący życiem wulkan. Z wielu miejsc wydobywają się obłoki duszących fumaroli, w wielu miejscach widoczne są żółte kopczyki siarki, gotujące się błoto… To jest to, co kocham w wulkanach😊 Od razu na myśl przychodzi mi wulkan Ijen na Jawie, gdzie byliśmy razem z Leonem w 2012r., gdy miał zaledwie 6 lat. Wówczas razem zeszliśmy na dno krateru, skąd wydobywa się siarkę. Gdy dziś myślę o tych dniach, to sam nie mogę uwierzyć w to, że Leon był w stanie to zrobić😊 Ale wróćmy do „tu i teraz”. Mutnowski jest równie przepięknym miejscem, popatrzcie sami na te zdjęcia, choć niestety nie oddają one w pełni uroku tego miejsca…
Załącznik:
20190814_190215.jpg

Załącznik:
20190814_190406.jpg

Załącznik:
20190814_190126.jpg

Załącznik:
20190814_185823.jpg

Załącznik:
20190814_185645.jpg

Załącznik:
20190814_140919.jpg

Załącznik:
20190814_125924.jpg

Załącznik:
20190814_124147.jpg

Następnie idziemy do kolejnych kraterów – w południowym znajduje się ponoć turkusowe jezioro, ale niestety dziś zasnute jest chmurami i nie chce pokazać nam swego oblicza. Za to w kraterze aktywnego wulkanu ze stopionego śniegu utworzyło się tymczasowe jeziorko, w którym odbijają się okoliczne szczyty.
Załącznik:
20190814_135559.jpg

Załącznik:
20190814_185342.jpg

Załącznik:
20190814_185146.jpg

Po 2h podziwiania tego niezwykle pięknego wulkanu, który jak najbardziej zasługuje na miano jednego z pomników światowego dziedzictwa przyrody. Zejście zajmuje nam zaledwie 30 minut. Niestety zarówno Leo, jak i ja zaliczamy po upadku, co powoduje, że wracamy mocno zabłoceni😊 Po powrocie do naszego jeepa zjadamy obiad – ryba z ryżem, przekąski słone i słodkie.
Około 16-ej ruszamy w drogę powrotną, która zajmuje nam prawie 5h. Do Pietropawłowska Kamczackiego dojeżdżamy, gdy zaczyna już zmierzchać. Wyprawa na Mutnowski to jeden z punktów „must-see” na Kamczatce i oczywiście wszystkim ją polecamy. Jedynie zabrakło nam trochę dłuższego trekkingu podczas tej wycieczki, ale nadrobimy to wkrótce😊 Dobranoc!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand, 28 Sie 2019 00:42, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
29 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 22 Sie 2019 17:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Mar 2016
Posty: 651
Loty: 57
Kilometry: 111 075
srebrny
Świetna relacja, niesamowita więź, która wyłania się w opisach sprawia, że z chęcią się czyta każdy wpis.
Naprawdę super! Kierunek również bardzo interesujący, sam kiedyś chciałbym się tam dostać :)
Pozdrawiam
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#27 PostWysłany: 22 Sie 2019 19:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2057
Loty: 374
Kilometry: 439 419
platynowy
Ja niestety nie za bardzo mogę czytać takie relacje, bo mi mogą zespoilerować przyszły wyjazd, ale żeby nie ... bez sensu w ramach wartości dodanej oddam się promocji kultury rosyjskiej - bo na temat:



https://open.spotify.com/track/5itBk0di ... NtSdv5k6sQ

Tak bardzo nie potrafię zrozumieć dlaczego Kino jest u nas ledwo znane.

el sueño de la razon produce monstruos
Góra
 Relacje PM off
ostrand lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 22 Sie 2019 19:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 688
Loty: 13
Kilometry: 6 623
srebrny
Ja poza podziwem za wybór miejsca jak to i trasy podróży muszę wyrazić również niedowierzanie jak można się spakować na tak wiele dni, w zmiennych warunkach atmosferycznych (z trekkingiem) w dwa plecaki.
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 22 Sie 2019 22:43 

Rejestracja: 13 Lis 2018
Posty: 521
niebieski
A gdzie zdjęcie niedźwiedzia???
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 23 Sie 2019 01:25 

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 49
cóż można powiedzieć... podróż życia, relacja roku ;)

z sentymentem czytam ten pamiętnik z podróży; moja niegdysiejsza spontaniczna eskapada skończyła się na nachodce i rozpoczętym rejsie statkiem towarowym w kierunku kobe (niestety z redy ściągnęło mnie kgb i odstawiło do portu). drugie podejście chabarowsk-niigata również spełzło na niczym. nie podróżowałem pociągiem lecz aerofłotem, spontanicznie wybierając poszczególne punkty przesiadkowe (najbliższe rejsy z lotniska na którym akurat byłem, kierując się na wschód); jednym z nich było lotnisko błagowieszcziensk, na granicy mongolskiej, gdzie po wylądowaniu, przed samolotem jechał sobie miły pan na rowerze z dużą żółtą naszywką na plecach "follow-me" - niezapomniany widok ;)

(moskwa, omsk, tomsk, irkuck, ułan-ude, błagowieszcziensk, chabarowsk, artiom/wladywostok, nowosybirsk, moskwa - powrót w Ił-76)


Ostatnio edytowany przez color1, 23 Sie 2019 22:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 23 Sie 2019 14:53 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
-- 23 Sie 2019 15:25 --

e-prezes napisał(a):
Ja poza podziwem za wybór miejsca jak to i trasy podróży muszę wyrazić również niedowierzanie jak można się spakować na tak wiele dni, w zmiennych warunkach atmosferycznych (z trekkingiem) w dwa plecaki.

Oczywiście wymaga to pewnych kompromisów, są rzeczy ważne i mniej ważne, z których można zrezygnować. Postawiliśmy priorytet na odzież trekkingową, mamy oczywiście buty (Leo, nawet dwie pary trekkingowych - krótkie i długie), kurtki przeciwdeszczowe, lekkie kurtki puchowe, odzież termiczną, spodnie trekkingowe, polary, czapki, kominy, rękawiczki. Poza tym reszta to standard, choć Synek spakował dużo mniej potrzebnych rzeczy - dwie finki, karabińczyki, krótkofalówki, itp. To był jego wybór, więc nie interweniowałem za bardzo ;) Wydaje mi się, że kilka rzeczy mamy zbędnych, ale to głównie wynik rewelacyjnej pogody na jaką trafiliśmy.

Chupacabra napisał(a):
A gdzie zdjęcie niedźwiedzia???

Niestety, chyba z tych emocji, nie zdążyliśmy zrobić żadnej sensownej fotki :?
Wówczas wydawało mi się, że te niedźwiedzie będziemy spotykali tutaj co dwa kroki, bo żyje ich tu około 16 tys., a to nie jest takie proste :(

-- 23 Sie 2019 15:53 --

Dziękuję wszystkim za ogromne wsparcie tu na forum, jak i w prywatnych wiadomościach :D
Jestem niezwykle zaskoczony, że nasza podróż i ta relacja cieszą Was :D
Daje to dużą motywację do kontynuowania pisania ;) Niestety na następny wpis będziecie musieli chwilę poczekać. Wczoraj (u nas jest już sobota :roll: ) weszliśmy na Wulkan Awaczyński (2751 m). Była to wymagająca trasa, szczególnie że trafiliśmy na silną ekipę z Alp - Włocha i dwóch Słoweńców. Ale już dziś mogę Was zapewnić, że nie przynieśliśmy wstydu :shock:
Dziś kładę się spać... a c.d. będzie jutro wieczorem :?
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 28 Sie 2019 00:39 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
15 sierpień 2019 (czwartek) – Pietropawłowsk Kamczacki
Dzisiejszy dzień zaczyna się u nas późno. Ja wstaję po 9-ej, a Leo dwie godziny później, ale tylko dlatego, że dość intensywnie go do tego zmotywowałem😊 Po małym śniadaniu ruszamy w miasto. Zaczynamy od wizyty w biurze Kam.travel. Okazuje się, że to firma rodzinna i dziś poza dziewczyną, która nas obsługiwała ostatnim razem jest również jej mama i co ciekawe, mająca polskie korzenie. Mieszkali na Białorusi, a stamtąd trafili na Kamczatkę. Seniorka jest niezwykle miła, córka już oczywiście wcześniej przekazała jej informacje, że było u niej dwóch kosmitów z Polski😊 W sumie przyszliśmy dziś tu głównie po to, aby dopłacić za trekking na Tołbaczik, ale przy okazji chcemy zaplanować dalszą część pobytu i mamy kilka pytań w kwestii podróży do Esso po zakończeniu trekkingu. Panie wykonują kilka telefonów, aby zebrać dla nas informacje na temat połączeń autobusowych i noclegów w Miłkowie oraz Esso. Po miłej rozmowie i zebraniu informacji idziemy na małe zakupy spożywcze, po czym wracamy do mieszkania na porządniejszy posiłek.
Załącznik:
20190821_104800.jpg

Załącznik:
20190821_111534.jpg

Załącznik:
20190821_110318.jpg

Z nowymi siłami ruszamy około 14-ej na zwiedzanie miasta. „Po drodze” zachodzimy na przystanek z którego odjeżdżają autobusy do Esso. „Dworzec” ten znajduje się na tzw. „10-tym kilometrze” przy głównej ulicy miasta. Niestety na miejscu okazuje się, że kasa była czynna tylko do godziny 14-ej, więc o kupnie biletów na trasie Miłkowo – Esso i powrotnego do Pietropawłowska możemy dzisiaj zapomnieć… dochodzimy do wniosku, że to jest chyba dla nas znak, że powinniśmy zrezygnować z wyjazdu do Esso😊
Załącznik:
20190821_104432.jpg

Po załatwieniu (z różnym skutkiem) spraw organizacyjnych ruszamy w końcu do „centrum”, choć w Pietropawłowsku trudno jednoznacznie wskazać co nim jest?! Chociaż na to miano niewątpliwie zasługuje plac leżący pomiędzy jeziorem a zatoką z krótką promenadą. Na placu znajduje się m.in. pomnik św. św. Piotra i Pawła, których imiona nosiły dwa statki, którymi Vitus Bering wyruszył w 1740 r. na wyprawę, a której skutkiem było m.in. założenie osady nazwanej Pietropawłowsk od połączenia imion tych dwóch świętych. Na wspomnianym placu pomników zresztą jest więcej, wśród nich wszechobecny w całej Rosji pomnik Lenina, a także w jego samym centrum ustawiony monument „miasto chwały wojskowej”. Plac jest zadbany i całkiem przyjemny i aż dziw bierze, że aż tak pusty…
Załącznik:
20190815_172451.jpg

Załącznik:
20190815_152916.jpg

Załącznik:
20190815_152529.jpg

Załącznik:
20190815_172413.jpg

Załącznik:
20190822_173551.jpg

Z placu ruszamy żwawym krokiem do „Vulkanarium”, gdzie o pełnych godzinach można zwiedzać wystawę poświęconą kamczackim wulkanom (800/500 rubli, dorosły/dziecko). Wystawa jest ciekawa, a przewodniczka interesująco opowiada i mimo, że tylko po rosyjsku, to wspomagając się angielskimi opisami można bardzo dużo dowiedzieć się o tutejszych wulkanach i ich ostatnich erupcjach, a także na temat ich budowy geologicznej oraz minerałach jakie można na nich znaleźć. I nawet pomimo, że reklamowana interaktywność muzeum pozostawia raczej wiele do życzenia, to i tak na pewno warto je zwiedzić.
Załącznik:
20190815_155359.jpg

Załącznik:
20190815_161015.jpg

Załącznik:
20190815_163043.jpg

Po wyjściu z muzeum wracamy ponownie na plac centralny, a później główną ulicą miasta, która tutaj nazywa się Leninskaya, idziemy dalej w kierunku portu i stoczni. W tej części miasta znajduje się sporo ładnych, drewnianych domów. Jest też kilka sklepów z pamiątkami dla turystów raczej o grubszych portfelach, chociaż oczywiście można też znaleźć także drobiazgi w niższych cenach. W jednym ze sklepów (tuż obok biura informacji turystycznej, niestety akurat nieczynnego) działa też biuro podróży specjalizujące się w organizowaniu jednych z najbardziej atrakcyjnych na Kamczatce wycieczek wiertolotem do Doliny Gejzerów za jedyne 42 tys. rubli. Na które, mimo kosmicznej (przynajmniej dla nas☹) ceny, chętnych nie brakuje…
Załącznik:
20190822_173238.jpg

Załącznik:
20190822_172956.jpg

Załącznik:
20190815_180050.jpg

Załącznik:
20190815_174830.jpg

Załącznik:
20190822_160657.jpg

Załącznik:
20190822_160824.jpg

Załącznik:
20190822_170207.jpg

Załącznik:
20190822_170846.jpg

Po dobrych czterech godzinach spaceru po tej części miasta wracamy autobusem „do siebie”, gdzie docieramy po 20-stej. Po kolacji pakujemy z grubsza plecaki. Wieczór Leo ma dla siebie, a ja siadam do uzupełniania dziennika z podróży i kładę się spać sporo po północy… Do jutra!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 31 Sie 2019 12:02 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
16 sierpień 2019 (piątek) – podróż do Kozyriewska
Chwilę po 8-ej przyjeżdża właścicielka mieszkania – Helena, której oddajemy klucze i rezerwujemy nocleg na kolejną noc po powrocie z trekkingu (wynajem bez pośrednictwa booking.com kosztuje nas tylko 3,5 tys. rubli/noc). Nakładamy swoje plecaki i jak dwa baktriany ruszamy na autobus. Podjeżdżamy dwa przystanki, dalej 10 minut spacerkiem i meldujemy się pod gostinicą Geyzer. Na miejscu zastajemy ekipę organizatorów z firmy Travers Travel, z którą pojedziemy na 5-dniową wyprawę pod wulkan Tołbaczik. Gdy uczestnicy stopniowo gromadzą się na miejscu zbiórki organizatorzy pakują do samochodu niezbędny sprzęt – wyposażenie kuchni, zbiorniki na wodę, sprzęt biwakowy, itd. Naprawdę jest tego sporo. Naszym środkiem lokomocji przez najbliższe dni będzie potężny Kamaz w zmodyfikowanej wersji do przewożenia ludzi. Jest to potężna maszyna z napędem na trzy osie, która jest w stanie pokonać kamczackie bezdroża. Takich samochodów widzieliśmy już wiele pod wulkanem Mutnowskim. Po zapakowaniu wyposażenia przychodzi kolej na nasze bagaże i na końcu przychodzi czas na upchanie samych pasażerów😊
Załącznik:
20190816_083818.jpg

Załącznik:
20190816_090643.jpg

Na wyprawę jadą w sumie dwadzieścia dwie osoby, z czego 5 osób to nasza „kadra” – kierowca, kucharka Albina i trójka sympatycznych przewodników – Julia, Denis i Aleksander. Uczestnicy to głównie Rosjanie, a z obcokrajowców oprócz nas jest tylko jeszcze dwójka Niemców. Po wstępnym zapoznaniu się i zajęciu miejsc ruszamy. Czeka nas dzisiaj długa podróż do Kozyriewska, oddalonego od Pietropawłowska o ponad 500 km, co ma zająć około 10h… Siedzenia w naszym Kamazie nie są zbyt wygodne. Niskie oparcie nie pozwala oprzeć głowy, a klasyczne obicie z dermy dość szybko zaczynają uwierać i parzyć… Ale nie ma co narzekać, jedzie się dość dobrze. Zaraz po wyjechaniu za rogatki miasta większość zaczyna przysypiać, a niektórzy nawet pochrapywać😊 Pierwszy przystanek mamy w małej miejscowości Sokocz, gdzie znajduje się duży parking z dużą ilością sklepików i barów, gdzie dominują pirożoki z różnym nadzieniem, np. kartoszką, kapustą, grzybami, a także w wersji na słodko – z jabłkiem lub twarogiem. Oczywiście my również kupujemy sobie po pirożoku z twarogiem, ja w wersji pieczonej, a Leo smażonej (oba po 120 rubli)😊
Załącznik:
20190816_104135.jpg

Pogoda jest dziś przepiękna – jest słonecznie i ciepło, około 22 °C. Za oknem kamczacki krajobraz hipnotyzuje, w oddali błyszczą ośnieżone stożki wulkanów lub pokryte tundrą niższe szczyty górskie. Po drodze przekraczamy wiele rzek i strumyków, których na Kamczatce jest ponoć 14 tys.
Załącznik:
20190816_100753.jpg

Do Miłkowa wjeżdżamy chwilę po 14-ej. Tutaj w restauracji – skansenie zachowanego z czasów ZSRR jemy obiad. To jedno z pierwszych miejsc na trasie naszej podróży, gdzie nie można płacić kartą. Ale kasjerka poszła z duchem czasu i zamieniła liczydła na balszoj kalkulator, na którym z wielkim impetem podlicza należności… nam za dwa dość wymyślne kotlety, jedną zupę oraz małą porcję sałatki nalicza 727 rubli☹ Trzeba przyznać, że dość konkretnie. No ale bilety za zwiedzanie tego skansenu nie mogą być tanie, więc w sumie może ta cena nie jest zbyt wygórowana?!:)
Załącznik:
20190816_142931.jpg

Załącznik:
20190816_143935.jpg

Załącznik:
20190816_144435.jpg

Dalsza podróż mija bardzo sennie, szczególnie że za oknem pogoda zmieniła się dość znacząco. Jest pochmurno, a nawet zaczyna kropić deszcz… Od Miłkowa droga jest coraz gorsza, skończył się asfalt, a szutrowa droga miejscami jest dość wyboista. Ale na całej trasie pracuje mnóstwo maszyn i widać, że wkrótce droga będzie poszerzona, a może nawet na całej trasie asfaltowa?!
Załącznik:
20190816_133833.jpg

Do Kozyriewska dojeżdżamy około 18:30, co jest bardzo dobrym czasem, bo mimo kilku postojów całą trasę pokonaliśmy w około 9h😊 Na miejscu zatrzymujemy się w gościńcu „U Romana”. Śpimy w małych, skromnych domkach, ale z ogrzewaniem.
Załącznik:
20190816_180834.jpg

Załącznik:
20190819_182227.jpg

Zaczynamy od rozpakowania Kamaza, po czym my mamy czas wolny, a Albina z pomocą całej trójki przewodników bierze się za przygotowywanie kolacji. My, pomimo mżawki, ruszamy na spacer po wiosce. Kozyriewsk to niewielka miejscowość, ale z dużą ilością sklepów. Stworzonych głównie z myślą o turystach przybywających tutaj w drodze na wulkany. W wiosce przeważa drewniana zabudowa, charakterystyczna dla rosyjskiej architektury. Niestety część z budynków jest opuszczona i zniszczona, ale można znaleźć też perełki😊
Załącznik:
20190816_182350.jpg

Załącznik:
20190816_182934.jpg

Załącznik:
20190816_185556.jpg

Załącznik:
20190816_184330.jpg

Niestety pogoda zmieniła się diametralnie, wiatr i deszcz przegonił ciepłe słoneczko, więc po godzinie spaceru wracamy do naszego gościńca zmarznięci jak diabli☹ Gospodarze chyba to przewidzieli, bo przygotowali dla naszej grupy banię, czyli rosyjską saunę. Przebieramy się i idziemy wygrzać się i zrelaksować. O dziwo pomimo ponurej pogody bania nie cieszy się dziś dużą popularnością, chociaż dla Rosjan to nie jest zwykła sauna, to miejsce pokrzepienia rosyjskiej duszy. My odnajdujemy się w łaźni znakomicie, ja w przypływie rosyjskiej fantazji pozwalam się Synkowi wychłostać jodłowymi wiechciami, co podobno ma pobudzić układ hormonalny do pracy, i chyba rzeczywiście działa bo po wyjściu z łaźni czuję się znakomicie. Choć Leon bez batożenia ma równie znakomite samopoczucie😊
Załącznik:
20190816_202013.jpg

Załącznik:
20190816_202032.jpg

W tak cudnym nastroju ruszamy na kolację, która właśnie pojawiła się na stole. Za stołówkę służy nam foliowy namiot, gdzie przy długim stole mieści się cała nasza ekipa. Przy kolacji, delikatnie zakrapianej rosyjskimi nalewkami poznajemy towarzyszy naszej podróży.
Załącznik:
20190816_210136.jpg

Dziś w rozmowie przewodzi Denis – geolog pracujący w Gazpromie z Petersburga, który przyjechał na Kamczatkę wraz z 17-letnim synem Jewgienijem. My rozmawiamy najwięcej z Ursulą, która urodziła się w Opolu i ma siostrę, która nadal mieszka w Polsce. Ursula, która w podróż życia przyjechała wraz z mężem Benem, jest niezwykle sympatyczna i cały czas uśmiechnięta. Kolacja mija naprawdę w bardzo miłej atmosferze, ale około 23-ej wszyscy rozchodzą się do swoich domków. Nasi przewodnicy zarządzili jutrzejsze śniadanie na 6-tą rano😊


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#34 PostWysłany: 01 Wrz 2019 00:02 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
17 sierpień 2019 (sobota) – obóz pod Tołbaczikiem
W nocy mocno wieje, ale my nic z tego sobie nie robimy i śpimy znakomicie. Jest ciepło i wygodnie😊 Wstajemy chwilę przed 6-tą i po szybkiej toalecie idziemy na śniadanie. W namiocie jest już większość naszych towarzyszy. Na śniadanie jest owsianka, wędlina oraz ser żółty i oczywiście… morze czaju. Dla Rosjan herbata jest równie niezbędna do życia jak tlen, piją jej nieprawdopodobne ilości. Gdy w pewnym momencie kończą się torebki z czarną herbatą i pozostaje tylko zielona, Natalia – dentystka z Chabarowska, wszczyna taki alarm, że można by pomyśleć, że zdarzył się jakiś wypadek :roll:
Załącznik:
20190817_075734.jpg

Załącznik:
20190817_081129.jpg

Po śniadaniu przewodnicy pakują ponownie cały dobytek i po 8-ej ruszamy w dalszą podróż. Mamy do przebycia około 80km, ale zajmie to nam około 5-6 godzin… Zaraz po starcie zjeżdżamy z szutrowej drogi w leśną polanę, która z każdym kilometrem staje się coraz węższa, aż w końcu przechodzi w bezdroża… Nasz Kamaz prze do przodu jak czołg, niejednokrotnie łamiąc mniejsze i większe drzewka… kierowca nie dba zbytnio o lakier swojej maszyny i nie żałuje gazu. Najtrudniejsze są mijanki ze spotykanymi od czasu do czasu samochodami, szczególnie gdy spotykają się dwa kamazy. Ale kierowcy mają wprawę, jeden z nich wjeżdża po prostu w las, ustępując drogi.
Kierowca od czasu do czasu robi krótkie przerwy. Można w tym czasie pojeść jagód, nazbierać grzybów lub choćby tylko poodganiać komary, dla których stajemy się chyba jedyną szansą na przetrwanie☹
Załącznik:
20190817_094954.jpg

Załącznik:
20190817_103831.jpg

Załącznik:
20190817_110854.jpg

Załącznik:
20190817_114453.jpg

Do bazy „Клешня” dojeżdżamy około 13:30. Tutaj znajduje się domek wulkanologów oraz dwa domki dla turystów, wokół rozstawionych jest w kilku grupach kilkanaście namiotów. Obóz położony jest na wysokości około 1100 m n.p.m. i temperatura nie jest zbyt wysoka – około 15 stopni. Zaczynamy od rozstawienia namiotów. Synek po ostatnim obozie harcerskim ma dużą wprawę i ustawienie naszego tymczasowego „domku” idzie nam dość sprawnie. Po pół godzinie jesteśmy urządzeni i możemy poobserwować niezwykle towarzyskie susły arktyczne (евражки).
Załącznik:
20190817_144603.jpg

Załącznik:
20190817_140314.jpg

Załącznik:
20190817_151636.jpg

Załącznik:
20190817_135213.jpg

Załącznik:
20190817_134839.jpg

Dzisiejszy obiad składa się z zimnych przekąsek oraz oczywiście czaju :lol: Chwilę po 15-ej ruszamy na objazd okolicy. Ruszamy po bezdrożach w kierunku martwego lasu, który jest niemym świadkiem erupcji Tołbaczika z 1975 r. Las powoli zaczyna odrastać i gdzieniegdzie pojawiły się pierwsze kępy krzewów i małych drzewek, ale na pojawienie się wysokich drzew trzeba będzie jeszcze trochę czekać… o ile kolejna erupcja aktywnego wulkanu ponownie nie zniszczy tego co urośnie.
Załącznik:
20190817_151913.jpg

Załącznik:
20190817_155837.jpg

Załącznik:
20190817_160236.jpg

Załącznik:
20190817_161111.jpg

Załącznik:
20190817_161753.jpg

Załącznik:
20190817_162650.jpg

Nieopodal lasu czeka na nas kolejna atrakcja – lawowe korytarze, będące pozostałością po tym samym wybuchu z 1975 r., kiedy to wulkan wyrzucił największą ilość lawy w historii znanych wybuchów kamczackich wulkanów. Będziemy przechodzili jednym z takich korytarzy o długości około 150 m. Przewodnicy wypytują nas kilkukrotnie czy nikt nie ma klaustrofobii i czy nie boimy się miejsc o niewielkiej przestrzeni😊 Uzbrojeni w rękawice i czołówki ruszamy. Wąskie wejście do pieczary robi wrażenie, każdy z nas musi się do niego opuścić. Wewnątrz miejsca jest rzeczywiście bardzo mało, w niektórych odcinkach trzeba wręcz czołgać się… emocji jest naprawdę co nie miara, a po wyjściu każdy jest przeszczęśliwy :lol: W okolicy znajduje się jeszcze większa jaskinia do której również zaglądamy, ale oczywiście wizyta w niej nie równa się emocjom jakie towarzyszyły nam w wąskim tunelu.
Załącznik:
20190817_164142.jpg

Załącznik:
20190817_165413.jpg

Załącznik:
20190817_165953.jpg

Załącznik:
20190817_170619.jpg

Załącznik:
20190817_171201.jpg

Załącznik:
20190817_171047.jpg

Załącznik:
20190817_171255.jpg

Na koniec wdrapujemy się na jeden ze stożków żużlowych, który pojawił się w krajobrazie także po erupcji z 1975 r. Wejście na 300 metrowe wzniesienie nie jest zbyt męczące. Z góry rozpościera się fenomenalny widok na księżycowy krajobraz. Nieprzypadkowo właśnie tutaj Rosjanie testowali swoje łaziki księżycowe – Łunochody. Tutaj też możemy doświadczyć aktywności wulkanicznej tego obszaru Kamczatki. Z wielu szczelin wydziela się para wodna oraz inne gazy, m.in. wyczuwalny jest zapach siarkowodoru oraz chloru. W niektórych miejscach skały są ciepłe, a w niektórych miejscach temperatura jest tak wysoka, że włożony do zagłębienia kij po chwili zaczyna palić się. Stożki mienią się kolorami charakterystycznymi dla minerałów, które tutaj występują. Widoki są naprawdę przepiękne.
Załącznik:
20190817_175943.jpg

Załącznik:
20190817_180954.jpg

Załącznik:
20190817_181004.jpg

Załącznik:
20190817_181724.jpg

Załącznik:
20190817_181807.jpg

Załącznik:
20190817_184232.jpg

Załącznik:
20190817_184404.jpg

Załącznik:
20190817_191419.jpg

Załącznik:
20190817_191656.jpg

Załącznik:
20190817_195953.jpg

Do obozu wracamy po dwudziestej, gdzie czeka na nas gorąca kolacja. Dziś możemy korzystać z drewnianego domku, w którym dzięki kozie buchającej ogniem jest przyjemnie ciepło. W całej bazie nie ma energii elektrycznej, więc kolację jemy w delikatnym świetle latarek. Wieczorem wzmaga się wiatr, wieje bardzo mocno i niektóre namioty zaczynają się składać, przewodnicy pomagają ich właścicielom przenieść je w miejsca bardziej osłonięte od wiatru.
Załącznik:
20190817_202622.jpg

Nasz namiot na razie stoi :lol: , więc kładziemy się spać. Ale czy przetrwa całą noc?! To okaże się wkrótce … Dobranoc!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand 02 Wrz 2019 15:23, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 01 Wrz 2019 23:59 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
18 sierpień 2019 (niedziela) – trekking na Płaski Tołbaczik
W nocy wieje okrutnie, ale nasz namiot nie poddaje się naporowi wiatru. Śpi się nam nieźle, mimo że w nocy jest dość zimno. Szczelniejsze zawinięcie się w śpiwór wystarcza, aby nie marznąć. Toaletę ograniczamy do umycia zębów i delikatnego opłukania twarzy, ale w lodowatej wodzie nie mamy chęci do jej nadużywania😊 W domku, przy braku ogrzewania, jest bardzo zimno, ale ciepły ryż na mleku i czaj😊 rozgrzewa nas szybko. Ponieważ w dniu dzisiejszym tracimy dostęp do drewnianego domku, to przed wyruszeniem na trekking rozkładamy duży namiotu i przenosimy tam kuchnię.
Załącznik:
20190817_151457.jpg

Załącznik:
20190818_071614.jpg

Załącznik:
20190818_072158.jpg

Około 8-ej ruszamy. Kamazem podjeżdżamy kilka kilometrów, do jęzora lawy powstałego podczas ostatniej erupcji Tołbaczika sprzed zaledwie 6 lat. Podobno jeszcze dwa lata temu pod kilkucentymetrową skorupą była półpłynna lawa… dziś już całkowicie zastygła. Chwila przygotowania i ruszamy. Pogoda jest bardzo dobra, jest około 20 stopni i stosunkowe małe zachmurzenie. Już po chwili marszu zaczynamy rozbierać się z polarów i kurtek.
Załącznik:
20190818_074810.jpg

Załącznik:
20190818_074833.jpg

Pod ogólną nazwą Tołbaczik kryją się w rzeczywistości dwa wulkany – Ostry Tołbaczik (3 682 m) i Płaski Tołbaczik (3 140 m). Pierwszy z nich to klasyczny stratowulkan o pięknej sylwetce i nieaktywny, natomiast drugi z nich to wulkan tarczowy, bardzo aktywny. Ostatnia erupcja miała miejsce w 2012r. i trwała przez kilka miesięcy, jej efektem był potok lawy przy którym zaczynaliśmy naszą wędrówkę. Płaski Tołbaczik to cel dzisiejszego trekkingu.
Załącznik:
20190818_091957.jpg

Po około 2h część osób decyduje o zwolnieniu tempa i rezygnuje z wejścia na szczyt wulkanu, ale większość jest zdecydowana wejść na samą górę😊 Przewodnicy muszą się rozdzielić i od razu zapowiadają, że w tej sytuacji z naszej grupy na szczyt wejdą albo wszyscy, albo nikt, ponieważ przewodnik nikogo nie może pozostawić na szlaku. Podejście pod wulkan jest bardzo łagodne i nie nastręcza najmniejszych problemów, szczególnie że tempo cały czas jest wolne. Co kilkanaście minut Aleksander zarządza krótkie przerwy, a około 13-ej mamy przerwę na posiłek – kanapki oraz ciepłą herbatę😊
Załącznik:
20190818_091929.jpg

Załącznik:
20190818_104250.jpg

Załącznik:
20190818_113346.jpg

Załącznik:
20190818_130029.jpg

Na wysokości powyżej 2 tys. metrów powietrze robi się zdecydowanie chłodniejsze i na postojach nakładamy kolejne warstwy odzieży. Gdy wychodzimy z doliny na grań zaczyna bardzo mocno wiać i robi się naprawdę zimno, szczególnie że chmury niebezpiecznie zbliżają się do nas. Nasz przewodnik, Aleksander zapowiada, że jeśli pogoda się pogorszy będziemy musieli zawrócić. Ale z oddali widzimy inną grupę na szczycie krateru, więc warunki na górze nie są chyba najgorsze. W naszej grupie kilka osób zaczyna mieć problemy z kondycją, więc musimy robić częstsze przerwy, ale posuwamy się do przodu i morale całej ekipy jest bardzo dobre. Ostanie 250 m metrów jest zdecydowanie trudniejsze, robi się stromo i jeszcze mocniej wieje.
Załącznik:
20190818_121360.jpg

Załącznik:
20190818_123651.jpg

Załącznik:
20190818_141430.jpg

Na szczycie krateru stajemy o godzinie 15-ej. Porywy wiatru są wręcz huraganowe i bez kijków bardzo trudno utrzymać równowagę. Niestety krater wulkany zasłoniły całkowicie chmury i nie widać ani dna, ani jego zarysów. Płaski Tolbaczik zaliczany jest do stratowulkanów, którego wierzchołek jest „ścięty” i zawiera dwie osadzone w sobie kaldery. Ta większa ma średnicę 3 km, a wewnętrzna powstała podczas erupcji w latach 1975-76 ma około 1,8 km i głębokość 400 m. My weszliśmy na krawędź kaldery od strony południowo-zachodniej, która znajduje się na wysokości 2 855 m.
W momencie gdy mamy już schodzić jeden z podmuchów przegania chmury z krateru i możemy spojrzeć w dół krateru!
Załącznik:
20190818_145746.jpg

Załącznik:
20190818_145527.jpg

Załącznik:
20190818_150013.jpg

Zejście oczywiście jest dużo łatwiejsze niż wspinaczka, ale ponieważ mamy już trochę kilometrów w nogach, to przewodnik przerwy zarządza dość często. Szczególnie, że niektóre osoby ssą bardzo mocno zmęczone i wyraźnie zostają w tyle. Mamy sporo czasu na podziwianie niesamowitego krajobrazu kompleksu tych dwóch stratowulkanów.
Załącznik:
20190818_162208.jpg

Załącznik:
20190818_172649.jpg

Załącznik:
20190818_181126.jpg

Przy naszym Kamazie meldujemy się przed 19-tą, po jedenastu godzinach wędrówki. Oczywiście radość jest ogromna i wszyscy są bardzo zadowoleni mimo zmęczenia. Cała trasa liczyła 23 km, a różnica wysokości 1 500 m.
Do obozu dojeżdżamy około 19:30. Po krótkim odpoczynku idziemy na kolację, dziś świętujemy urodziny Bena, który kończy 71 lat i w ramach urodzinowego prezentu zdobył Płaski Tołbaczik. Szacun!
Załącznik:
20190818_210119.jpg

Dzisiejsza kolacja kończy się dość szybko i już przed 22-gą kładziemy się spać. To był świetny dzień. Wszystkim polecamy trekking na Płaski Tołbaczik – widoki na trasie są zdecydowanie warte odrobiny wysiłku😊
PS. Leo pokazał dziś wielką moc, całą trasę przeszedł w znakomitej formie i doskonałym nastroju. To była wielka przyjemność wspinać się razem. Dzięki Synek!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 02 Wrz 2019 01:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Mar 2016
Posty: 651
Loty: 57
Kilometry: 111 075
srebrny
Super, gratulacje! :)
Z przyjemnością się czyta każdy wpis!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#37 PostWysłany: 02 Wrz 2019 13:53 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2424
platynowy
Dopiero teraz zauważyłem relację, super podróż, bardzo ładne zdjęcia. Gratulacje.
Góra
 Relacje PM off  
 
#38 PostWysłany: 08 Wrz 2019 09:29 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
19 sierpień 2019 (poniedziałek) – rosyjska dusza
Dzisiejszej nocy nałożyliśmy na siebie lekkie kurtki puchowe, więc było nam cieplutko. A że wiatr nie wył, to spało się dziś dużo lepiej niż poprzedniej nocy. Po śniadaniu i trzech kubkach herbaty (jeszcze klika dni i odzwyczaję się od kawy😊) bierzemy się za składanie i pakowanie namiotu oraz plecaków. Po spakowania naszego czemadanu pomagamy jeszcze w złożeniu namiotu kuchennego.
Załącznik:
20190819_091305.jpg

Chwilę po 8-ej my jesteśmy gotowi, ale na zapakowanie naszego Kamaza musimy jeszcze trochę poczekać. Wykorzystując czas wolny wspinamy się na najbliższe wzgórza, skąd rozpościera się piękny widok na wulkany, choć pogoda tego ranka jest zmienna – raz świeci słońce, a po chwili nadciągają chmury i nie widać nawet naszej bazy.
Załącznik:
20190819_084130.jpg

Załącznik:
20190819_084214.jpg

W końcu Kamaz zostaje zapakowany i ruszamy. Jedziemy w kierunku potoku lawy, który Płaski Tołbaczik wyrzucił z siebie podczas ostatniej erupcji, która miała miejsce w latach 2012-2013. Lawa ma w sobie pewną tajemniczość, jest uosobieniem energii zaklętej w magmie wypływającej z wnętrza ziemi. Spacerując po niedawno „żywej” rzece lawy odczuwa się wręcz siłę, która pchała płynną materię do przodu niszcząc wszystko co napotkała po drodze. Zadziwiające jest to, że rzeka ta płynęła po praktycznie płaskiej powierzchni przez kilkanaście kilometrów pchana wypluwanymi przez wulkan kolejnymi porcjami „płynnej skały”. Było to również możliwe, ze względu na stosunkowo małą lepkość tutejszej magmy, co jest cechą charakterystyczną magmy zasadowej. Powstała skała jest mocno porowata, przez co jest zadziwiająco lekka, ale ma niezwykle ostre krawędzie, które kaleczą przy delikatnym otarciu się o nią☹
Załącznik:
20190819_103255.jpg

Załącznik:
20190819_105059.jpg

Załącznik:
20190819_105605.jpg

Załącznik:
20190819_120356.jpg

Załącznik:
20190819_120408b.jpg

Prawdziwym celem naszej wizyty tutaj są lawowe groty, których podobno jest tu dość dużo, choć nie wszystkie otworzyły już swoje podwoje😊 Wejście do dzisiaj odwiedzanej pieczary jest stosunkowo łatwe, a wewnętrzne korytarze dość przestrzenne. Ich dno jest bardzo nierówne i niejednokrotnie musimy pokonywać ogromne skały magmowe. W słabym świetle latarek trzeba być bardzo ostrożnym, gdyż każdy nieostrożny krok kończy się, w najlepszym wypadku potknięciem i koniecznością oparcia się o ostre skały. Po kilkuminutowym spacerze docieramy do dużej groty, którą oświetla słoneczne światło wpadające przez otwór w suficie. Daje to niesamowity efekt punktowego oświetlenia jednej ze skał, stanowiącej swego rodzaju podium. Stając w miejscu, gdzie pada strumień światła można przez chwilę poczuć się aktorem stojącym przed niemo wiwatującą widownią… a może poczuć strumień łaski bożej spływający na człowieka wielkiej wiary?! Niestety nie dane mi było tego doświadczyć, więc pozostaje mi nadal domyślać się czym były te promienie światła😊
Załącznik:
20190819_105610.jpg

Załącznik:
20190819_110034.jpg

Załącznik:
20190819_113634.jpg

Załącznik:
20190819_114847.jpg

Sesja zdjęciowa trwa długo, ale w końcu Aleksander zarządza odwrót i tą samą drogą wracamy na powierzchnię. Tam w pełnym słońcu robimy pożegnalne fotki i wracamy do naszego samochodu.
Załącznik:
20190819_120930.jpg

Załącznik:
20190819_120932.jpg

Załącznik:
20190819_121528.jpg

Załącznik:
20190819_120210.jpg

Pakujemy się i około 13-ej ruszamy w drogę powrotną do Kozyriewska. Jedziemy tą samą drogą, którą tu przyjechaliśmy. Przez kilkanaście kilometrów trasa wiedzie wzdłuż zastygłego strumienia lawy, ciągnącego się w głąb lasu.
Załącznik:
20190819_142321.jpg

Podróż jest długa i dość monotonna. Część osób przysypia, inni czytają, przeglądają zdjęcia w swoich smartfonach oraz zapewne już wspominają chwile spędzone pod Tołbaczikiem. Po dwóch godzinach mamy przerwę na posiłek. W lesie dokazują komary, spragnione naszej krwi, więc jemy na stojąco intensywnie odganiając szarżujące owady. Menu podczas tych przerw nie jest zbyt urozmaicone – kanapki z salami i żółtym serem, owoce, słodkie przekąski i oczywiście czarna herbata😊
Do Kozyriewska dojeżdżamy o godzinie 18-ej. W pierwszej kolejności kierowca zajeżdża na stację benzynową, bo podobno jedziemy już na oparach😊 Odwiedzamy też lokalne wysypisko śmieci, gdzie pozostawiamy śmieci z całego wyjazdu. Miejsce to nie robi zbyt dobrego wrażenia… śmieci walają się w promieniu kilkuset metrów wokół dużego placu w lesie, nad którym krąży stado kruków… całe szczęście, że nasza wizyta nie trwa tam zbyt długo. Na nocleg zatrzymujemy się ponownie w gościńcu „U Romana”, dokładnie w tych samych pokojach co poprzednio.
Po rozpakowaniu samochodu mamy czas wolny. Dziś pogoda jest diametralnie inna niż podczas poprzedniego pobytu tutaj – jest słonecznie i dość ciepło. Ja ruszam na spacer po wiosce, dochodząc do miejsc, których nie zobaczyłem poprzednio. Leo zostaje na miejscu.
Załącznik:
20190819_185842.jpg

Załącznik:
20190819_190159.jpg

Załącznik:
20190819_191355.jpg

Załącznik:
20190819_191744.jpg

Załącznik:
20190819_191921.jpg

Po moim powrocie idziemy odświeżyć się w bani, która została przygotowana przez gospodarzy na nasze przybycie. Dziś łaźnia cieszy się dużą popularnością, wszyscy chcą zmyć z siebie wulkaniczny pył i pot. Po wyjściu z łaźni, każdy kogo spotykamy pozdrawia nas pozdrowieniem „С легким паром!”😊 Po 20-ej jesteśmy gotowi do kolacji, ale ta dziś ma być bardziej wystawna i przez to będzie później. Ale nasi współtowarzysze nie tracili czasu na bezcelowe spacery po wiosce i sporą część wolnego czasu spędzili w magazynach i już po kilku minutach stół zastawiony jest zarówno przekąskami, jak i trunkami😊 Zaczyna się biesiadowanie… toastom i śmiechom nie ma końca.
Załącznik:
20190819_221444.jpg

Po 22-ej pojawia się na stole kolacja – jest ucha, smażona ryba oraz kotlety. Wszystko w ogromnych ilościach i bardzo smaczne. Ucztowanie i śpiewy przeciągają się aż do północy, a atmosfera jest niesamowita… pojęcie „rosyjska dusza” nabiera innego wymiaru😊 Tego wieczoru nie zapomnimy długo!




Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 17 Wrz 2019 18:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 688
Loty: 13
Kilometry: 6 623
srebrny
Zamarło jakoś nagle...
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#40 PostWysłany: 17 Wrz 2019 23:21 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 61
niebieski
20 sierpień 2019 (wtorek) – powrót do „domu” w Pietropawłowsku Kamczackim
Dziś śniadanie mamy „dopiero” o 7-ej, więc śpimy dłużej niż w poprzednie dni. Dzisiejsze śniadanie jest konkretne, bo po wczorajszym przyjęciu została zarówno ucha, jak i inne pyszności. A dla osób, które nie lubią ryb jest owsianka😊 Najedzeni idziemy spakować się, a później pozostaje tylko oczekiwanie na ostatni załadunek naszego Kamaza. Około 9:30 żegnamy Kozyriewsk i ruszamy w kierunku Pieropawłowska. Pogoda jest piękna i jedziemy całkiem szybko… Pierwszy dłuższy postój mamy w Miłkowie, gdzie zatrzymujemy się na obiad w znanej nam restauracji Tajga (Таёжное). Po obfitym śniadaniu nie jesteśmy jeszcze zbyt głodni, więc tym razem ja ograniczam się do sałatki i zupy, a Leon zjada makaron. Tym razem płacimy „zaledwie” 420 rubli😊
Załącznik:
20190820_130341.jpg

Załącznik:
20190820_130736.jpg

Miłkowo to niespełna dziesięciotysięczna miejscowość, w której czas zatrzymał się gdzieś w latach 80-tych XX w. Na te czasy przypadł zresztą jej największy rozkwit i pod koniec tamtej dekady populacja wioski przekroczyła 12 tys. osób. Choć lata 70-te również były ciekawe, to tutaj w roku 1972 odbyły się pierwsze wiejskie igrzyska olimpijskie w Związku Radzieckim😊 Obecnie najciekawszym wydarzeniem związanym z tą miejscowością są wyścigi psich zaprzęgów "Beringia", które rozgrywane są od 1990 roku i w okolicach Miłkowa przebiega trasa jednego z odcinków tego wyścigu, liczącego w sumie około 1500 km, co czyni go najdłuższym na świecie.
Załącznik:
20190816_142141.jpg

Załącznik:
20190816_145853.jpg

Załącznik:
20190816_150333.jpg

Po zatankowaniu Kamaza przed 14-tą ruszamy w dalszą drogę. Z każdym mijanym kilometrem niebo rozpogadza się coraz bardziej, więc mijane krajobrazy na tle błękitnego nieba prezentują się imponująco.
Załącznik:
20190820_100748.jpg

Załącznik:
20190820_154614.jpg

Kolejny postój mamy w okolicy wioski Małka, gdzie znajdują się źródła termalne. Znajduje się tu ośrodek rekreacyjno-sportowo na terenie którego znajduje się kilka basenów z wodą siarkową. Co ciekawe baseny są bezpłatne. Na terenie ośrodka oprócz basenów na odwiedzających czeka jeszcze jedna atrakcja – niedźwiedzie, o czym informują znaki na bramie wjazdowej, jak również na terenie kompleksu. Wskakujemy, najpierw w stroje kąpielowe, a następnie do wody… jej temperatura w poszczególnych basenach różni się znacząco, od przyjemnych 35°C do bardzo wysokich (powyżej 60°C), gdzie zanurzenie choćby nogi jest dużym wyzwaniem… Baseny są różnych rozmiarów, ale wszystkie bardzo płytkie, więc pływać się nie da, można w nich jedynie się pomoczyć😊
Załącznik:
20190820_180409.jpg

Załącznik:
20190820_164047.jpg

Załącznik:
20190820_171316.jpg

Załącznik:
20190820_171402.jpg

Obok basenów płynie rzeczka, z bardzo zimną wodą… ale to nie przeszkadza łososiom, które płyną w górę rzeki na tarło. Nurt rzeki jest bardzo silny i walka ryb z jej prądem jest wręcz heroiczna… jest to niezwykły spektakl i można długo obserwować te zmagania z zapartym tchem. Niektóre ryby po złożeniu ikry są tak osłabione, że porywa je nurt i niejednokrotnie trafiają na płyciznę, gdzie można dosłownie łapać je rękoma. Kilkadziesiąt metrów za basenami na rzece jest mały próg, który ryby próbują pokonać. Oczywiście jest to miejsce, gdzie ilość ryb jest ogromna, co skwapliwie wykorzystują wędkarze…
Załącznik:
20190820_171636.jpg

Wymoczeni, w uzdrawiającej wszystkie dolegliwości wodzie, pakujemy się do naszego Kamaza dopiero po 18-ej. Ostatni odcinek trasy do Pietropawłowska zajmuje nam ponad dwie godziny, więc na miejscu pod hotelem Geyzer jesteśmy wieczorem. Tu kończy się ta niezwykła eskapada😊 Żegnamy się długo z sympatycznymi towarzyszami podróży, ale w końcu towarzystwo się rozchodzi… My także ruszamy do „naszego” apartamentu. Podjeżdżamy dwa przystanki autobusem i po kilkunastu minutach jesteśmy na miejscu… to prawie jak powrót do domu :lol: Wieczór zajmują nam kąpiele, rozpakowywanie plecaków i pranie… ja próbuję nadrobić zaległości w dzienniku podróży i kładę się spać bardzo późno, gdy Leo zmienia po raz kolejny bok :roll:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
 [ 42 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group