Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 4 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 12 Gru 2014 22:40 

Rejestracja: 22 Mar 2013
Posty: 682
Loty: 176
Kilometry: 294 635
niebieski
Witajcie w mojej pierwszej relacji z podróży na forum :) Do jej napisania głównie skłonił mnie fakt, że żadnej relacji o Rumunii jeszcze nie ma na F4F, także może będzie ona pomocna dla kogoś kto myśli o wybraniu się do tego kraju (co osobiście polecam). Wybraliśmy się do chyba najbardziej turystycznej części Rumunii czyli Transylwanii. Z racji okresu tj początek grudnia jak i braku czasu nasze zwiedzanie skupiliśmy na miastach: Deva, Hunedoara, Alba Iulia, Cluj Napoca. Mamy zatem powód by do Rumunii wrócić (najlepiej w okresie letnim) by zobaczyć liczne atrakcje naturalne: bardziej dzikie niż w Polsce pasma rumuńskich Karpat, wąwozy, wodospady.
Naszą podróż rozpoczęliśmy z lotniska w Pyrzowicach gdzie o 19:35 w czwartek wylecieliśmy do Mediolanu Bergamo, na którym to lotnisku mieliśmy zaplanowaną nockę. W sumie po rezerwacji biletów na samolot było jeszcze sporo czasu do wyjazdu i miałem szukać przez ten czas jakiegoś hotelowego "dealu" w Bergamo, ale w końcu wypadło mi to z głowy i byliśmy skazani na spanie na lotnisku. Nie było źle z racji tego, że mieliśmy dmuchane materace (jakby ktoś pytał: materace Gelerta obecnie już raczej nie do kupienia, natomiast bez problemu można kupić odpowiedniki Fjord Nansena, tyle że droższe lub Karrimora - ale te prędzej w UK). Dobra wskazówka z forum dla osób nocujących w Bergamo, że 5-10 minut od lotniska znajduje się centrum handlowe Orio Center (PON - PT do 22:00), gdzie można się zaopatrzyć w tanie jedzenie oraz picie, włoskie wino w kartonie 1L kupimy za mniej niż 1 EUR, polecam! Na lotnisku bez problemu spożywaliśmy różne trunki.


Image


O godzinie 3:30 już niestety budzą, także trochę sobie poczekaliśmy na wylot do Aradu, który mieliśmy o 8:30 w piątek. Lot przebiegł bezproblemowo. Lotnisko w Aradzie jest najmniejszym które na razie widziałem, obsługuje tylko to jedno połączenie regularne z Bergamo, dwa loty tygodniowo :) Po wejściu do hali dwie bramki kontroli paszportowej, a za nią małe pomieszczenie z taśmą na bagaże i wyjście z lotniska. Jest jeszcze mniejsze niż "hala" przylotów w Kutaisi jeśli ktoś miał okazję być. Na odloty nie zaglądaliśmy.


Image


W Internecie praktycznie nie było informacji jak trafić z lotniska do centrum Aradu, także jak się później okazało dobrze myślałem, że jedyną opcją będzie taxi. Wszystkie taksówki jak i duża część aut w Rumunii to obdrapane brzydkie nawet z nazwy Dacie (ale nie są w złym stanie jak np w Gruzji). Wspólnie z grupką spotkanych Polaków (pozdrawiam jeśli to czytacie :) ) zmawiamy się na dwie taksówki do centrum. Taksiarze niestety angielskiego nie znają, także negocjacje zajmują nam sporo czasu, między innymi z tego powodu, że taksiarze chcą nas wieźć do miasta gdzie mieliśmy już upatrzonego busa. W tzw międzyczasie rozmawiam też z jakąś babką po angielsku przez telefon. Chcieliśmy się umówić na ustaloną cenę, ale taksiarze pokazują na taksometry w Daciach i mówią, że nie mogą - jak się później okazało to niestety norma, zapewne po wejściu do UE Rumunia została zafiskalizowana. Chociaż nie powiem, stałe ceny są czasem zaletą, zależnie od sytuacji. Za dwie taksówki do centrum mieliśmy zapłacić ok. 25 RON (spokojnie można przeliczać 1 RON = 1 PLN, w polskim kantorze kurs na początek grudnia był 1 RON = 0,99 PLN, ale taniej jest kupić w Polsce euro i tam wymienić na leje, tak też zrobiliśmy), po dotarciu na miejsce niestety trzeba było zapłacić 33 RON, tłumaczenia na nic się nie zdały.
W Aradzie poza ładnym dworcem kolejowym (z zewnątrz, bo w środku trwa remont) obawiam się, że za wiele nie ma. Zresztą nie zastanawialiśmy się zbytnio nad tym, gdyż po zjedzeniu obiadu ruszyliśmy autobusem do Devy. Był to w zasadzie mikrobus, a chętnych na transport było więcej niż miejsc, także swoje trzeba było odstać. Plus taki, że droga do Devy to jedna z głównych dróg w Rumunii i stan nawierzchni był dobry. Natomiast sami kierowcy jeżdżą podobnie jak w Polsce, nie jest to Gruzja.


Image


Po trochę męczącej podróży do Devy w końcu mogliśmy coś zwiedzić. Nad miastem góruje dosyć pokaźne wzgórze z ruinami zamku. Od rana do godziny 20:00 na wzgórze dojedziemy kolejką szynowo-linową. Bilet w dwie strony 10 żelków, a dla studentów chyba nawet taniej. By zakupić bilety musieliśmy zapukać do okienka bo starsza Pani kasjerska była mocno zajęta grą w kulki na komputerze, natomiast młody gostek, którego praca polegała na otwieraniu przyciskiem drzwi do kolejki grał w coś na telefonie. Na górze choć to ruiny to i tak były w remoncie, jak właściwie cała Rumunia, która roi się od tablic informujących o wzięciu pieniędzy z UE. Specjalnie nie było co oglądać na tym "zamku", no ale może coś zrobią. Jest natomiast dobry widok z góry na miasto jak i okoliczne góry, my byliśmy gdy już się ściemniało, więc widoczność na góry była kiepska.


Image


Po zjechaniu na dół udaliśmy się do centrum, gdzie już wcześniej nawet z góry słyszeliśmy głośną muzykę. Muzyka dobiegała z koncertu w ramach jarmarku bożonarodzeniowego. Po drodze jeszcze odwiedziliśmy ładną cerkiew gdzie akurat trwało nabożeństwo, zresztą nabożeństwa akurat trwały we wszystkich cerkwiach, które odwiedziliśmy w Rumunii. Na jarmarku sporo dobrych rzeczy do zjedzenia m.in. mięso chyba baranie w kształcie kiełbasek, pieczone na grillu, bardzo dobrze przyprawione, podawane z musztardą i chlebem - bardzo dobre i za grosze - 3 żelki. Były również pyszne kołacze węgierskie, za dużego bodajże 8 lei. Do tego taniutkie grzane wino - 4 RON za kubek. Wieczorem na bus do Hunedoary, jeżdżą co 40 minut do późna.


Image

Image

Image

Karaoke na scenie :)



W Hunedoarze mieliśmy zarezerwowany kilka dni przez przyjazdem hotel na Bookingu (http://tnij.org/tvkyoje, znajdziecie tam też moją opinię o obiekcie). Wreszcie można było się porządnie wyspać :) Nasz główny cel w Hunedoarze to robiący wrażenie zamek Corvinus (jest sobota). Po drodze na zamek odwiedziliśmy jeszcze cerkiew. Wejściówki na zamek od zeszłego albo tego roku mocno podrożały (jeśli się nie jest studentem), 25 RON dla dorosłych, a jedynie 5 RON dla studentów, spora przepaść. Z tego też pewnie powodu sprawdzali legitymację :) Zamek bardzo ładny, zdecydowanie godny polecenia, aczkolwiek w mojej ocenie trochę zmarnowany potencjał - w środku brakuje opisów, zdjęć, niektóre pomieszczenia są po prostu puste z ledwie małą tabliczką informująca o dawnym przeznaczeniu pomieszczenia. Miłym akcentem natomiast było to, że w jednym z pomieszczeń siedział grajek wyglądający na "człowieka z tamtych lat", który urzekał nielicznych gości muzyką na żywo. Fakt, że było się jedynym słuchaczem jego koncertu niejako zmuszał do zostawienia mu jakichś żelków ;) Jak w każdym zamku obowiązkowo nieduża sala tortur.


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Średniowieczne gniazdka :)



Image

Image

Image

Image


Z Hunedoary wróciliśmy do Devy, a stamtąd pojechaliśmy do Alba Iulia gdzie na początku odwiedziliśmy małą drewnianą cerkiew na wzgórzu by później ruszyć na centrum. Centrum bardzo zabytkowe, dobrze zachowane i bardzo ładnie podświetlone. Na rynku standardowo lodowisko (były też w Devie i Hunedoarze) i masa świątecznych światełek. W bliskim sąsiedztwie bazylika Świętego Michała oraz pokaźna cerkiew. W kościele katolickim akurat trafiliśmy na koncert chóru :) W cerkwi oczywiście nabożeństwa. Wieczorem po odwiedzeniu już wszystkich kościołów podczas tej wyprawy skapnęliśmy się, że od rana chodzimy z wystającymi z plecaków browarami :)


Image

Image

Image

Image

Image

Image


O 19:00 po szybkiej wymianie euro na leje u taksiarza oczywiście po niekorzystnym kursie (brakło nam, a kantoru w Albie nie znaleźliśmy) wsiadamy w autobus (tym razem normalny autokar)
i jedziemy do Klużu, gdzie docieramy już koło 21:00. Jednak w centrum pusto nie jest, Kluż jest w końcu miastem akademickim, także na ulicach jest sporo młodych ludzi skupionych na jarmarku w rynku albo w pobocznych ulicach gdzie jest dużo restauracji oraz klubów. Tego wieczoru na ulicach spotykamy wiele pięknych Rumunek :) Po obejrzeniu z zewnątrz dużego kościoła na rynku i obowiązkowej wizycie na jarmarku resztę wieczoru spędzamy w knajpie gdzie długo wyczekujemy na nasze jedzenie z powodu dużej frekwencji pomimo, że jest już północ. W początkowym założeniu mieliśmy barować gdzieś do godziny 3:00 by później wziąć taksówkę na lotnisko. Postanawiamy jednak zawinąć się po pierwszej w nocy i jeszcze pokimać na lotnisku te 3 godzinki. Tym razem startujemy jako pierwsi bo o 6:00 (niedziela). Udaje nam się umówić z taksiarzem na cenę 30 żelków za przejazd z centrum na lotnisko (8-9 km), ten nie włącza taksometru i dotrzymuje słowa. Do 22:00 na lotnisko można dostać się autobusem albo trolejbusem, znajdziecie informacje na ten temat na stronie lotniska Cluj Napoca. Lotnisko w Klużu jest już prawdziwie "international", nie tylko z nazwy jak to w Aradzie, jest tam sporo połączeń. Pomimo, że byliśmy na lotnisku te 4 godziny przed odlotem to z powodu porannej toalety, śniadania i wolnego security ledwo zdążamy do bramki :) A chciałem kupić wypróbowaną podczas pobytu gruszkówkę... Wracając jeszcze do naszego noclegu: warunki do spania na lotnisku w Klużu są bardzo dobre, zwłaszcza jak ma się materacyk :) Hala odlotów jest czynna całą dobę, a w dodatku panuje tam półmrok, światła są mocno przygaszone. Nam do tego przygrywała świąteczna muzyczka. Jeśli dysponujemy materacykiem bądź karimatą warto iść do końca hali odlotów i wejść na piętro gdzie znajdują się jakieś biura. Dopiero koło czwartej przeszedł tam jeden pracownik, zresztą i tak się nami zbytnio nie przejął, po za tym żywej duszy. Poniżej jeszcze kilka zdjęć z Klużu.


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


W Bolonii mamy 9 godzin, także po raz drugi zwiedzamy to miasto, jemy pizzę i pijemy wino. Jako, że to relacja o Rumunii to nie będę opisywać już tego, no chyba, że ktoś by chciał bardzo ;)
O 16:00 wylatujemy do Wrocławia, później już tylko PB do Katowic.

Podsumowując: Rumunia nas pozytywnie zaskoczyła. Stereotypem, który nieraz słyszeliśmy była panująca tam bieda, złodzieje na każdym kroku i Bóg wie co jeszcze. Niczym pogromcy mitów obalamy te stereotypy. W większych miastach jest podobnie jak w Polsce, w mniejszych oraz na wsiach widać trochę zacofanie, budynki są w gorszym stanie. Drogi były w dobrym stanie, ale te odcinki które pokonaliśmy to w końcu duże na mapach drogi krajowe. Czuliśmy się bezpiecznie, żebraków specjalnie nie było, rumuńskiej żulerii w ogóle nie widzieliśmy - swoją drogą przypomina mi się obrazek gdy w Hunedoarze wchodzimy ranu do baru z zamiarem zjedzenia czegoś, a tam prawie cały lokal pełny... a podawali tylko piwo. Jest to pewien awans społeczny przeniesienia się z pod sklepu do lokalu :) To są oczywiście tylko nasze odczucia wynikającego z tego co zobaczyliśmy, w żadne głębsze rozmowy z lokalsami nie wdawaliśmy się, zresztą często było to utrudnione z powodu braku znajomości angielskiego. Po angielsku porozumiemy się głównie z młodymi ludźmi, wśród starszych można próbować po francusku, gdyż był on przez długi czas drugim językiem uczonym w szkole. Można też próbować po węgiersku jeśli ktoś zna z racji tego, że jest liczna mniejszość w Rumunii oraz po włosku ze względu na częściowe podobieństwo do rumuńskiego - przynajmniej wiele słów jest takich samych albo jest podobnych :P
To moja pierwsza relacja, więc będę wdzięczny za komentarze :)
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 01 Lut 2015 01:07 

Rejestracja: 08 Lut 2012
Posty: 132
Pierwszy wniosek : warto pojechac na jedzenie :D wprawdzie zdjęcia średniej jakości, ale ja i tak wiem, że było dobre :)
Początkowo trochę skojarzyło mi się ze Słowacją, ale na Słowacji poza Bratysławą nie uświadczymy miast pełnych ludzi, knajp...
Fajnie, że się tyle przemieszczaliście. Też nie lubię siedziec w jednym miejscu. Powodzenia w kolejnych podróżach :)
_________________
Zapraszam na emigracyjnego bloga...
https://12lapprzezswiat.blogspot.com
Góra
 Relacje PM off
KondzikS lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 29 Mar 2016 16:03 

Rejestracja: 03 Gru 2013
Posty: 464
niebieski
Dziękuję za relację, za miesiąc lecimy do CLJ lotem, na majówkę, trochę ściągnę od ciebie :) pozdrawiam!
_________________
Meksyk http://www.fly4free.pl/forum/puerto-aventuras-riviera-maya-na-zywo-luty-2015-2-tyg,210,65109
Wietnam http://www.fly4free.pl/forum/wietnam-na-swieta-bn-i-nowy-rok-2015-2016-relacja-z-wloczegi,216,86193&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 29 Mar 2016 16:13 

Rejestracja: 22 Mar 2013
Posty: 682
Loty: 176
Kilometry: 294 635
niebieski
Od czasu tej relacji byłem w Rumunii jeszcze raz, niedaleko Klużu mogę polecić wąwóz Ramet, tyle, że raczej nie da się tam dostać busem, trzeba mieć auto. Niedaleko Klużu ponoć Turda też jest fajna, niestety nie zdążyłem tam zajechać, byłem za to w wielu innych miejscach - Retezat, Droga transfogaraska, Bran, Rasnov itd... Gdyby ktoś miał jakieś pytania to piszcie :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 4 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group