Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 20 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 02 Wrz 2020 01:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
-- 02 Wrz 2020 00:34 --

... ale nie tylko rowerem. Były też pociągi oraz promy ;) tak to mniej więcej wyglądało:

Załącznik:
plan.jpg


Na zielono rower.
Na niebiesko promy.
Na czerwono pociągi.
Większość trasy rowerem pokonałem na dalekiej północy.

Termin wyjazdu: 18.06.2020 - 15.07.2020
Wspomniane w tytule 18 dni polarnych: 24.06.2020 - 12.07.2020

Generalnie od marca, kiedy wybuchła epidemia koronawirusa nie było pewne, czy wyprawa dojdzie do skutku. Chyba każdy z nas musiał zmierzyć się z nowymi zasadami podróży bądź odwoływaniem rezerwacji z powodu zamkniętych granic. Mi szczęśliwie w dobie pandemii udało się wjechać do tych krajów, do których planowałem jechać według powyższego planu. 2 kraje: Finlandia i Norwegia (Norwegia szczególnie) były o tyle na farcie, że do tego pierwszego kraju można było wjechać z Estonii (ale z Polski bezpośrednio już nie), natomiast do Norwegii już nie. Norwegia wtedy była otwarta tylko z Finlandią, Danią i Islandią. Ale się udało! Wbrew wszelkim decyzjom wszystko się udało zrealizować. Zatem lecimy z relacją dzień po dniu!

Relacja zostanie podzielona na 3 części:
- Część 1: 18.06.2020 - 24.06.2020: Litwa, Łotwa, Estonia, Helsinki, Rovaniemi,
- Część 2: 25.06.2020 - 3.07.2020: z Rovaniemi na Nordkapp rowerem
- Część 3: 4.07.2020 - 15.07.2020: promem Honningsvag - Tromso, rowerem Tromso - Lofoty oraz Oslo i Goteborg

Część 1

18.06.2020

Dzień, w którym opuściłem swój dom i ruszyłem pociągiem do Suwałk, aby być jak najbliżej Litwy. Ponieważ jeszcze wtedy pociągi regionalne z Białegostoku do Kowna nie kursowały z powodu covid to granicę byłem zmuszony przekroczyć rowerem ;) (oszukać przeznaczenie? :D ). Jako, że jestem z zachodu Polski to podróż do Suwałk zajęła mi cały dzień i dotarłem tam o 23:00 pociągiem relacji Szczecin – Suwałki. Granicę przekroczyłem kolejnego dnia. Co tu dużo pisać, PKP jak to PKP, upomnienia odnośnie braku maseczek były. W sumie w pociągu całkiem sporo ludzi jechało, więc ciężej o zachowanie dystansu. Po przyjeździe późną nocą do Suwałk rozbiłem się na łące chyba za jakąś fabryką, bo całą noc hałasowała. Po ciemku niełatwo było znaleźć jakieś w miarę normalne miejsce, więc rozbiłem się byle gdzie, byle gdzieś za miastem tam gdzie sokoli wzrok nie sięga ;)

Załącznik:
18 (1).jpg


Załącznik:
18 (2).jpg


Załącznik:
18 (3).jpg


19.06.2020

Tego dnia rowerem jechałem z Suwałk do Mariampola, a z Mariampola do Kowna pociągiem.
Miałem okazję bardziej przyjrzeć się Suwałkom, jednemu z najbardziej omijanych miast w Polsce. Trudno się dziwić, z reguły mało komu jest tu po drodze. Suwałki wbrew pozorom to nie taka dziura jak to czasami piszą. Życie tu toczy się normalnie, widać było Litwinów na zakupach i nie widać dużej różnicy między Suwałkami a innymi miastami w Polsce o podobnej wielkości. Suwałki głównie kojarzą się z Marią Konopnicką, która się tu urodziła. Odwiedziłem zatem jej pomnik ;) po krótkim obejrzeniu tego skromnego ładnego miasteczka ruszyłem główną drogą w kierunku Litwy. Główną drogą jechały ogólnie tiry, ale mimo to było niewielkie pobocze, po którym spokojnie można było jechać bezpiecznie rowerem ;) sama granica przekroczona bez problemu, tylko jakieś pojedyncze auta widziałem, że były łapane wyrywkowo. Upał doskwierał, więc wyciągnąłem mapę, żeby sprawdzić czy jest w pobliżu jakieś jezioro. I akurat było kilka km przede mną, więc jak na zawołanie ;) po krótkiej kąpieli w litewskim jeziorku ruszyłem dalej. Drogi na Litwie były o dziwo zadbane i wyremontowane. Myślałem szczerze mówiąc, że jak zjadę z głównej drogi to będzie dziura na dziurze. Tymczasem było całkiem przyzwoicie. Jak już dotarłem do Mariampola to gdzieś w oddali słyszałem burzę. Po jakimś czasie zaczęło padać, jednak nie super intensywnie. Raptem parę kropel, które nie przeszkadzało podczas jazdy. Przynajmniej dały trochę ochłody. Sam Mariampol to całkiem ładna miejscowość, warto ją odwiedzić jak się jest przejazdem. A jak jest gorąco to można dla oddechu odwiedzić jeden z parków, które są tam ładnie zadbane. Po małym objeździe wsiadłem w pociąg do Kowna. Przeraziły mnie aż 4 schodki (!!), po których trzeba było wnosić rower. Byłem więc zmuszony sakwy zdjąć, aby rower był lżejszy i łatwiejszy do wniesienia do pociągu. Spodziewałem się niskich peronów w krajach bałtyckich, ale tylu stopni to już nie. Po przyjeździe do Kowna krótkie rozeznanie i próba wyjścia z rowerem z dworca. Wszędzie wysokie krawężniki lub przejścia podziemne, przez które obładowany sakwami rower trzeba było wnosić. Nie była to łatwa sztuka, ale jakoś dałem radę i wyjechałem „w miasto” ;) ponieważ przyjechałem późnym wieczorem to pojechałem szukać miejsca na nocleg. I ostatecznie padło na nocleg nad Niemnem ;) aż mi się wtedy przypomniały czasy szkoły jak się tą lekturę „nad Niemnem” czytało ;) wtedy jeszcze nie wiedziałem, że rozbiję się z namiotem nad tą rzeką :)

Załącznik:
19 (1).jpg


Załącznik:
19 (3).jpg


Załącznik:
19 (4).jpg


Załącznik:
19 (5).jpg


Załącznik:
19 (6).jpg


Załącznik:
19 (7).jpg


Załącznik:
19 (8).jpg


Załącznik:
19 (9).jpg


Załącznik:
19 (10).jpg


Załącznik:
19 (11).jpg


20.06.2020

Tego dnia jechałem pociągami Kowno – Wilno oraz Wilno – Turmantas pod samą granicą z Łotwą, a następnie rowerem przekroczyłem granicę z Łotwą i dotarłem praktycznie do Dynebruga (po ichniemu Daugavpils). Dowiedziałem się również, że Łotwa i Estonia przywraca kwarantannę dla Polaków... pomyślałem ładnie... na szczęście okazało się, że nowe przepisy obowiązywały od 22 czerwca, a ja na Łotwę wjeżdżałem 21-go. To trzeba mieć farta. Ja tu się martwiłem o Norwegię, a tymczasem przygoda mogła się skończyć szybciej :D po tych doświadczeniach z tyloma schodkami w pociągu na trasie Mariampol – Kowno, zjadłem solidniejsze śniadanie, aby mieć pewność, że do kolejnego pociągu już wejdę :D jednak zamiast schodków był szok... pociąg nowoczesny, dzielony na 3 klasy, cichy i wygodny! Poczułem się przez moment jak w Niemczech, takie standardy... ;) po godzinie z kawałkiem dotarłem do stolicy Litwy. Na miejscu miałem kilka godzin na zwiedzanie. Starałem się odwiedzić jak najwięcej głównych atrakcji. Nie sposób w Wilnie było nie odwiedzić pomnika Adama Mickiewicza jak i domu, w którym mieszkał Juliusz Słowacki. Była też jedna z atrakcji, której się nie spodziewałem, a mianowicie... pokaz aut wyścigowych na ulicy Prospekt Giedymina. Pokaz ten był z okazji wyścigu „Aurum 1006 km”, który odbył się miesiąc później w Połądze. To była 21-wsza edycja tego wyścigu. Całkiem ciekawe auta, a to wszystko oczywiście nagłaśnione pozytywną muzyką. Były tam też Panie, które rozdawały darmowe lody dla ochłody ;) po zobaczeniu tych wszystkich atrakcji, wróciłem na dworzec, z którego miałem pociąg do Turmantas. Z pogodą mi się mega udało, bo kiedy już czekałem na dworcu na pociąg to przyszła nagle gigantyczna ulewa, przez którą nic nie było widać! Z 30 stopni zrobiło się nagle 17. Od razu było czym oddychać, a plus taki, że taka ulewa nie złapała mnie w trakcie zwiedzania, tylko jak już byłem pod dachem peronu ;) pociąg do Turmantas również zszokował. Wyglądem nie, ale życzliwością konduktorki, która rozdawała pasażerom... coca colę :O w takim regionalnym pociągu... bardzo miły akcent. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby u nas konduktor w PolRegio na trasie Zielona Góra – Wrocław Gł. rozdawał colę ;> nie spodziewałem się tego. Do Turmantas dotarłem wieczorem. Turmantas to miejscowość przygraniczna, na której wysiadałem... sam. Reszta osób wysiadła już wcześniej. Granicę Litwy i Łotwy przekroczyłem... polną drogą. Jednak niemożliwa jest ona do przekroczenia autem, ponieważ w pewnym momencie droga przecina tory w taki sposób, że rower trzeba przenosić ;) tym sposobem wjechałem na Łotwę. Do Dyneburga miałem 25 km. Wieczorem ujechałem z 15 km i dotarłem nad ładne położone jeziorko, gdzie rozstawiłem swój przenośny domek ;) poszedłem w miarę szybko spać, bo do Dynebruga miałem stamtąd 10 km, a pociąg wcześniej rano.

Załącznik:
20 (2).jpg


Załącznik:
20 (3).jpg


Załącznik:
20 (4).jpg


Załącznik:
20 (5).jpg


Załącznik:
20 (6).jpg


Załącznik:
20 (7).jpg


Załącznik:
20 (8).jpg


Załącznik:
20 (9).jpg


Załącznik:
20 (10).jpg


Załącznik:
20 (11).jpg


Załącznik:
20 (12).jpg


Załącznik:
20 (14).jpg


Załącznik:
20 (15).jpg


Załącznik:
20 (16).jpg


Załącznik:
20 (17).jpg


Załącznik:
20 (18).jpg


Załącznik:
20 (19).jpg


Załącznik:
20 (20).jpg


Załącznik:
20 (21).jpg


21.06.2020

Pobudka o 5:00 ze względu na poranny pociąg z Dyneburga do Rygi. Mimo tak wczesnej pory byłem zaskoczony obecnością kilku plażowiczów nad jeziorem. Na chwilę zamieniłem z nimi słowo ;) przyjechali z Dyneburga na wypoczynek. Jedna z osób rozumiała, kiedy mówiłem po polsku. W krajach bałtyckich (no może poza Estonią) jednak często angielski bez bezużyteczny. Większość tamtejszych mieszkańców zna bardziej rosyjski, stąd polski akcent jest bardziej zrozumiały. Po krótkiej pogawędce pożegnałem się z nimi i ruszyłem do Dyneburga na pociąg. Sam Dyneburg raczej mało ciekawy, choć otoczenie Uniwersytetu było bardzo ładne. Przed budynkiem znajdował się nawet zegar słoneczny. Po chwilowej objazdówce ruszyłem pociągiem do Rygi. W pociągu co ciekawe pojedyncze osoby miały maseczki. Choć prawdopodobnie nie są one obowiązkowe, bo większość osób ich nie miała. Po 10:00 z groszami dotarłem do stolicy Łotwy. Miałem to szczęście, że w Rydze przyjechałem na peron 1, który jako jedyny miał dostępną windę. Nie musiałem więc roweru targać po schodach. Ale już sam wyjazd ze stacji w kierunku miasta to była droga przez mękę ;) wysokie krawężniki i brak ścieżek rowerowych. Na początek wybrałem się pojeździć nad rzeką Dźwiną. Korzystając z okazji, że była piękna pogoda, podładowałem telefon swoją ładowarką solarną. Po krótkim odpoczynku ruszyłem na zwiedzanie. Ryga w porównaniu do Wilna zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie. Budynki piękne, a na szczególną uwagę zasługuje Rātslaukums. Dla mnie jest on najładniejszy w Rydze. Warto również sobie fotkę zrobić z napisem Riga. W tym napisie co ciekawe brakuje literki „I”. Trzeba było ją sobie samemu stworzyć po prostu stając w miejscu tej literki ;) po prawie całodniowym zwiedzaniu ruszyłem z powrotem na dworzec, z którego o 18:00 miałem pociąg do Estonii, a dokładniej do estońsko – łotewskiej dwumiejscowości Valga-Valka. Główna część miasta razem ze stacją leży w Estonii. Przed 21:00 docieram. Żadnych kontroli granicznych nie było. Ani w pociągu ani pomiędzy Valgą a Valką. W czasie największej pandemii w kwietniu miasto było podzielone i granicę można było przekraczać tylko w ważnych sprawach, np. do pracy. W Estonii głównie promuje się Tallinn jako miejsce turystyczne. Ewentualnie w mniejszym stopniu Tartu. Valgę już nie, a szkoda, bo warto odwiedzić to dwumiasto ze względu na swoje położenie po obu stronach granicy. Przekroczenie granicy oznaczało praktycznie zmianę świata. Łotewska Valka to w większości dziury na drodze i mało zadbane budynki, a estońska Valga to już nowoczesność czy piękne ścieżki rowerowe wzdłuż jeziorka. Po przyjeździe wieczorem był plan gdzieś w strefie granicznej się rozbić z namiotem ;) nie było to jednak łatwe, bo wszędzie zabudowania były. Odjechałem 4 km od miasta i oczom ukazała się całkiem ładna polana na wzgórzu.

Załącznik:
21 (1).jpg


Załącznik:
21 (2).jpg


Załącznik:
21 (3).jpg


Załącznik:
21 (4).jpg


Załącznik:
21 (5).jpg


Załącznik:
21 (6).jpg


Załącznik:
21 (7).jpg


Załącznik:
21 (8).jpg


Załącznik:
21 (9).jpg


Załącznik:
21 (11).jpg


Załącznik:
21 (12).jpg


Załącznik:
21 (13).jpg


Załącznik:
21 (14).jpg


Załącznik:
21 (15).jpg


Załącznik:
21 (16).jpg


Załącznik:
21 (17).jpg


Załącznik:
21 (18).jpg


Załącznik:
21 (19).jpg


22.06.2020

Mimo, że spałem z dala od jakiejkolwiek cywilizacji to i tak całą noc miałem hałas. Niedaleko namiotu postanowił przylecieć bocian, który klekotał mi nad uchem całą noc ;) przyzwyczajony do hałasu jakoś zasnąłem, no ale... ze śmiechu powstrzymać się też nie mogłem ;) rano szybka zwijka z namiotem i wróciłem się z powrotem do Valgi, z której po 13:00 miałem pociąg do Tallinna. Od rana jeszcze pokręciłem się po tym miasteczku, głównie po estońskiej stronie. Jest co zwiedzać, mimo że to praktycznie niezauważalna na mapie miejscowość (a właściwie dwumiejscowość ;) ). Po 13:00 ruszyłem pociągiem do Tallinna. W porównaniu do Litwy i Łotwy, Estonia to już zdecydowanie nowoczesność. Pomarańczowy i cichy pociąg dowiózł mnie w 4 godziny do stolicy Estonii. W pociągu dość tłoczno, a miejsca dla rowerów wypełniły się po brzegi, że aż igły nie można było wcisnąć! Na szczęście wsiadałem na stacji początkowej, więc miejsce spokojnie miałem ;) w pociągu ogólnie dość tłoczno było, ale co ciekawe... jako jedyny miałem maseczkę :D aż się dziwnie poczułem, że taki ścisk, a nikt maseczki nie ma. Widocznie nie ma jak w Polsce, że trzeba ją zakładać w pociągu. Kiedy dotarłem do Tallinna to czuć już było coraz bardziej, że jestem na północy. Nie było już tak gorąco jak wcześniej, choć było cały czas słonecznie. Skandynawski chłodek już się jednak zaznaczał ;) Tallinn zdecydowanie wygrał wśród miast krajów bałtyckich, jeśli chodzi o wygląd. W Tallinnie można było poczuć się jak w niebie, jeżdżąc rowerem po ścisłym centrum. Piękne i odnowione budynki i uliczki, jeszcze ładniej niż w Valdze. Co do roweru... w samym centrum jest trochę absurdalny zakaz jazdy rowerem o szerokości większej niż 80 cm :D czyli jadąc wąskim góralem jest się w czymś gorszym niż jazda szerszym trekkingiem? ;) dla mnie trochę to śmieszne. Ale widocznie Estończycy jakieś powody mają, więc trzeba to uszanować. Mój rower nawet nie wiem, czy miał więcej niż 80 cm szerokości. Z zachowaniem ostrożności pojeździłem po centrum. Turystów zresztą i tak nie było wielu z powodu pandemii. Restauracje co prawda były w większości oblegane, jednak sam spacer po mieście można było odbyć w spokoju i bez ścisku. Jak co wieczór, zacząłem szukać jakiejś miejscówki na namiot, aby mieć potem blisko na prom do Helsinek kolejnego dnia. W Pirita 5-6 km od terminala promowego wydawało się najrozsądniej i gdzieś się przykitrałem z namiotem. Miałem również okazję przy bezchmurnym niebie zobaczyć zachód słońca, który był w Tallinnie o 22:44 lokalnego czasu. Jako, że to był 22 czerwca, był to najdłuższy dzień w roku, więc to był najpóźniejszy zachód. W Tallinie co prawda jeszcze nie było dnia polarnego, ale słońce na tyle późno zachodziło (i na tyle wcześnie wschodziło), że noc była dość jasna i nie taka całkiem ciemna.

Załącznik:
22 (1).jpg


Załącznik:
22 (2).jpg


Załącznik:
22 (3).jpg


Załącznik:
22 (4).jpg


Załącznik:
22 (5).jpg


Załącznik:
22 (6).jpg


Załącznik:
22 (7).jpg


Załącznik:
22 (8).jpg


Załącznik:
22 (9).jpg


Załącznik:
22 (10).jpg


Załącznik:
22 (11).jpg


Załącznik:
22 (12).jpg


Załącznik:
22 (13).jpg


Załącznik:
22 (14).jpg


Załącznik:
22 (15).jpg


23.06.2020

Poranek w Tallinie z piękną pogodą i czystym niebem. Kolory morza i nieba były praktycznie identyczne i jakby tak wpatrzeć się w horyzont, prawie nie widać było linii brzegowej ;) o 12:00 zameldowałem się w porcie, aby linią promową Eckeroline popłynąć do Helsinek. Odprawa rowerzystów odbywa się razem z autami. Co najlepsze, wymija się całą kolejkę aut i na prom wjeżdża się jako pierwszy ;) sam prom całkiem ładny i zadbany. Ja jednak z powodu noclegów w namiocie wypatrzyłem w pierwszej kolejności gniazdka, aby podładować tel, powerbanka czy baterię w aparacie. Wprawdzie mam również ładowarkę solarną, jednak przezornie zawsze warto być ubezpieczonym i mieć w zapasie ładowarki niezależne od pogody ;) po dopłynięciu o 14:15 do Helsinek modlitwa, aby Finlandia wpuściła Polaka... wyjeżdżam z promu i udało się! Dwóch Panów ze straży granicznej co najwyżej stało obok i się tylko przyglądało. Zatem kolejny sukces osiągnąłem, bo nie dość, że 2 dni wcześniej w ostatniej chwili zdążyłem być na Łotwie, gdzie dla Polaków znów wprowadzono kwarantannę to udało się dotrzeć do Finlandii. Po przypłynięciu do Helsinek upał, 27 stopni i pełne słońce. Dla Finów 27 stopni to już upał, podczas kiedy u nas upał to 30 stopni. Kraj chłodu, więc w sumie trudno się dziwić ;) w pierwszej kolejności pojechałem na obiad, bo głód już sięgnął głęboko. Polecam targowisko Kauppatori, gdzie serwują pyszne rybki i ceny są na dość dobrym poziomie, bo za 10 Euro można już całkiem nieźle się najeść. Po obiedzie zrobiłem rowerową objazdówkę wokół miasta. Najpierw kawałek na północ pojechałem, a następnie objechałem małe wysepki jak Kuusisaari, Lehtisaari czy Lauttasaari. Na tej ostatniej przyszło mi się rozbić z namiotem. Wprawdzie wyspa jest zamieszkała, ale w parku miejskim nad przy samym brzegu było całkiem dużo miejsca na namiot, gdzie nikt praktycznie się nie kręcił. Zresztą nawet jakby ktoś był to jednak należało pamiętać, że to Finlandia, gdzie spanie na dziko to normalność. Tak mi minął kolejny słoneczny dzień.

Załącznik:
23 (1).jpg


Załącznik:
23 (2).jpg


Załącznik:
23 (3).jpg


Załącznik:
23 (4).jpg


Załącznik:
23 (5).jpg


Załącznik:
23 (6).jpg


Załącznik:
23 (7).jpg


Załącznik:
23 (9).jpg


Załącznik:
23 (10).jpg


Załącznik:
23 (11).jpg


Załącznik:
23 (12).jpg


Załącznik:
23 (13).jpg


Załącznik:
23 (14).jpg


Załącznik:
23 (15).jpg


Załącznik:
23 (16).jpg


Załącznik:
23 (17).jpg


24.06.2020

Ostatni dzień, kiedy poruszam się pociągiem. Po porannym zwiedzeniu Helsinek, o 13:24 wsiadłem w pociąg do Rovaniemi. Same Helsinki jeśli chodzi o centrum wygląda pięknie, choć wiele głównych miejsc jak np. Plac Senacki były w remoncie. Mimo to warto było tu zajrzeć! No i o 13:24 ruszyłem z Helsinek po to, aby o 22:47 dojechać do Rovaniemi. Sama podróż pociągiem świetna, miejsca na rowery, place zabaw dla dzieci, czy pokoik zabaw. Świetna sprawa! Z zewnątrz pociąg ma zielone malowanie, wszak Finlandia porośnięta jest gęsto lasami iglastymi. Idealnie więc wkomponuje się w krajobraz ;) po przyjeździe do Rovaniemi szok. I to 2 szoki. Pierwszy to taki, że wreszcie mogłem cieszyć się nocą bez nocy. W Rovaniemi słońce już nie zachodziło. Drugi szok to... komary! W samym mieście może ich nie było, ale wystarczyło wyjechać kawałek dalej i od razu siadały. Była ich cała chmara. Ta chmara komarów w lipcu, które były w Polsce to było nic w porównaniu do Finlandii, serio. Tam było 2 razy gorzej. Dlatego od dzisiaj jak ktoś będzie narzekał na komary w Polsce, zabiorę go latem do fińskiej Laponii w gęsty las :) byłem też głupi, bo stwierdziłem, że bez spraya sobie poradzę. W namiocie na dziko? Na rowerze? Oczywiście... że nie. Nie wiem jakich sztuczek musiałem użyć, aby rozbić namiot. Komary latały wszędzie. Jakoś się udało. Wracając i kończąc to narzekanie na komary... po przyjeździe pociągiem ruszyłem w kierunku wioski Świętego Mikołaja. Mimo, że odwiedziny Mikołaja były (a może i jeszcze są, nie wiem) niemożliwe z powodu koronawirusa, to dla zobaczenia tej wioski zdecydowanie warto się tu przejechać! Usłyszeć świąteczne piosenki pod koniec czerwca... bezcenne! Naczytałem się opinii, że tu jest komercja. Bzdury, bzdury i bzdury... miejsce jest świetne i można wspomnieć tu swoje dzieciństwo, kiedy wierzyło się w Świętego Mikołaja. Komercja jest wszędzie, po prostu trzeba nauczyć się cieszyć z tego, co jest. Mi się to zdecydowanie udało i bardzo miłe wspomnienia mam z tego miejsca. Oczywiście obowiązkowo fotka na linii koła podbiegunowego. Namiot rozbiłem 300 metrów od tej wioski. Mimo, że byłem w tej wiosce o północy, tamtejszy termometr pokazywał +24*C! Koniec czerwca był zdecydowanie gorący w Finlandii.

Załącznik:
24 (1).jpg


Załącznik:
24 (2).jpg


Załącznik:
24 (3).jpg


Załącznik:
24 (4).jpg


Załącznik:
24 (5).jpg


Załącznik:
24 (6).jpg


Załącznik:
24 (7).jpg


Załącznik:
24 (8).jpg


Załącznik:
24 (9).jpg


Załącznik:
24 (10).jpg


Załącznik:
24 (11).jpg


Załącznik:
24 (12).jpg


Załącznik:
24 (13).jpg


Ciąg dalszy nastąpi...

-- 02 Wrz 2020 00:47 --

Część 2

25.06.2020

Od tego dnia już koniec z pociągami. Główny środek transportu na Nordkapp to tylko rower! I tak aż do 2 lipca. Po porannej pobudce kolejna walka z komarami, tym razem przy zwijaniu namiotu. Patrząc na to, co się działo, zaopatrzyłem się w Rovaniemi w spray na komary. I to nawet w dwa. One potrafią ciąć nawet w dzień. Po porannym ponownym odwiedzeniu wioski Santa Claus na równy pół roku przed (i po) Bożym narodzeniu, pożegnałem się i ruszyłem w drogę! Od tej pory byłem ciągle za kołem podbiegunowym, a słońce świeciło 24/7. I faktycznie świeciło, bo pogoda mimo takiej dalekiej północy była dalej świetna, +27*C! Pierwsze kilometry za Rovaniemi w kierunku północnym były takie hmm... dzikie ;) praktycznie wyjechało się z Rovaniemi i już pusto. Auta jeździły tylko pojedyncze. Po 30 km zobaczyłem pierwsze 2 renifery! Jednak były na tyle szybkie, że nie zdążyłem im cyknąć fotki. Jednak później okazji było jeszcze więcej! Po 110 km dotarłem do pierwszej większej miejscowości – Pello. Po drodze tylko lasy lasy i jeszcze raz komary. I oczywiście lapońskie jeziora. Jednym słowem tajga. Pello to miejscowość graniczna ze Szwecją. Szwecja niestety była dalej uważana za „zły” kraj z powodu covid, stąd kontrole graniczej były tam dalej prowadzone. Oczywiście po stronie fińskiej, do Szwecji można było bez problemu wjechać. Tego dnia zrobiłem 147 km. Namiot robiłem obok Laavu – czyli fińskiego miejsca, gdzie można rozpalać ogniska. Komary oczywiście cięły jak porypane, choć jak już miałem spray to czułem się spokojniej i komary były skutecznie odgonione, dzięki czemu mogłem cieszyć się otaczającą przyrodą i cały czas dniem polarnym.

Załącznik:
25 (1).jpg


Załącznik:
25 (3).jpg


Załącznik:
25 (4).jpg


Załącznik:
25 (5).jpg


Załącznik:
25 (6).jpg


Załącznik:
25 (7).jpg


Załącznik:
25 (8).jpg


Załącznik:
25 (9).jpg


Załącznik:
25 (10).jpg


Załącznik:
25 (11).jpg


26.06.2020

Kolejne 137 km rowerem wzdłuż granicy fińsko – szwedziej. Granicę tą dzieli rzeka, podobnie jak Polska jest oddzielona z Niemcami Odrą. Rzeka teoretycznie jest jedna, ale full dopływów powoduje, że nazw jest sporo. Ale łatwo ją zobaczyć, bo biegnie w większości po granicy fińsko – szwedzkiej. Tego dnia wciąż bardzo ciepło, choć już upału nie było, bo były +24*C. Mimo to, jak na tą szerokość geograficzną to i tak imponująca wartość. Po drodze większe miejscowości minięte to Kolari oraz Mounio. Kolari to miejscowość, gdzie pociąg dociera najdalej na północ w Finlandii. Dalej na północ nie ma linii kolejowych. Kolejny nocleg w namiocie miałem nad wspomnianą rzeką, a więc z widokiem na Szwecję ;)

Załącznik:
26 (1).jpg


Załącznik:
26 (2).jpg


Załącznik:
26 (4).jpg


Załącznik:
26 (5).jpg


Załącznik:
26 (6).jpg


Załącznik:
26 (7).jpg


Załącznik:
26 (8).jpg


Załącznik:
26 (9).jpg


Załącznik:
26 (10).jpg


Załącznik:
26 (11).jpg


Załącznik:
26 (12).jpg


27.06.2020

Tego dnia miałem przekroczyć granicę fińsko – norweską. Z okolic Mounio ruszyłem dalej. Od granicy ze Szwecją odbiłem w kierunku miejscowości Enontekio, w której zaopatrzyłem się w większe zakupy oraz prąd ;) jako, że to sobota była, kolejnego dnia była niedziela, gdzie sklepy są zamknięte. Stąd zapasów trzeba było zrobić więcej. Było też już wyraźnie chłodniej. Po poprzednich dniach z upałami, tego dnia było już zaledwie +16*C. Pojawiło się też więcej chmur, jednak dalej nie padało. No dobra, dojeżdżam sobie do granicy z Norwegią. Norwegia wtedy była otwarta tylko z Finlandią, Danią i Norwegią. Uda się wjechać, nie uda? Dojeżdżam. Im bliżej tym większy stres. I... UDAŁO SIĘ. Wjechałem do Norwegii! To była radość nie do opisania, bo myślałem, że serio się nie uda. A tu kontroli nie było w porównaniu do granicy ze Szwecją, więc easy. No i z radością jechałem dalej. Wraz z końcem Finlandii, kończyły się też wyższe lasy. Norwegia to już coraz niższe drzewa oraz coraz więcej tundry. Po kolejnych 130 km dotarłem do Kautokeino. W Norwegii spotkałem Austriaka, który z Wiednia jechało już na Nordkapp rowerem od miesiąca! (podczas kiedy ja w drodze byłem niecałe 10 dni). Szok...

Załącznik:
27 (1).jpg


Załącznik:
27 (2).jpg


Załącznik:
27 (3).jpg


Załącznik:
27 (4).jpg


Załącznik:
27 (5).jpg


Załącznik:
27 (6).jpg


Załącznik:
27 (7).jpg


Załącznik:
27 (8).jpg


28.06.2020

Kolejne 131 km z Kautokeino do Alty. W Alcie jak wcześniej patrzyłem to pogoda była ciągle średnia. Jednak w dniu, kiedy tu dotarłem było pięknie i bezchmurnie. Jednak północ zaznaczała się już wyraźnie, bo było nadzwyczajnie chłodno. O ile w słoneczku przyjemnie ciepło to w cieniu potrafiło już przychłodzić. To był pierwszy dzień, kiedy założyłem bluzę. Krajobrazy po drodze to już tylko pojedyncze karłowate brzozy, a poza tym właściwie tylko tundra. Również żadnych większych miejscowości nie było po drodze, więc ani sklepu ani nic przez 100 km! Im bardziej na północ, tym już większe podjazdy i zjazdy. Finlandia jest dość płaska, stąd tempo jazdy było w miarę równe. Norwegia to już większe pagórki. Nie było jeszcze jednak źle, szczególnie, że 30 km przed Altą czekał mnie ciągły zjazd. No i wieczorem dotarłem do słonecznej, choć wyziębionej Alty, gdzie było już tylko +12*C. Jeszcze kilka dni wcześniej w krajach bałtyckich mierzyłem się z upałami i +30*C stopniami, a tu już taki chłód. Coraz głębiej więc trzeba było sięgać do dna sakw, aby cieplej się ubierać.

Załącznik:
28 (1).jpg


Załącznik:
28 (2).jpg


Załącznik:
28 (4).jpg


Załącznik:
28 (5).jpg


Załącznik:
28 (6).jpg


Załącznik:
28 (7).jpg


Załącznik:
28 (8).jpg


Załącznik:
28 (9).jpg


Załącznik:
28 (10).jpg


Załącznik:
28 (11).jpg


29.06.2020

Po porannym odwiedzeniu Alty oraz zrobieniu kolejnych zakupów ruszyłem dalej. Same miasteczko raczej średnie, choć centrum całkiem ładne jest. Po drodze zajechałem też odwiedzić lotnisko w Alcie. W Alcie na początku czerwca tego roku było osunięcie się ziemi wraz z kilkoma domkami letniskowymi. Jednak nie mogłem tego miejsca znaleźć. Prawdopodobnie było to gdzieś dalej lub w drugą stronę. Ja tymczasem dalej na Nordkapp cisnąłem. Tego dnia to już był praktycznie arktyczny chłód. Wprawdzie wciąż nie padało, ale ziąb i wiatr sprawiał wrażenia powietrza lodowatego. Na termometrze +8*C. Krajobrazy przypominały częściowo Islandię, gdzie też dość często wieje. Po 93 km dotarłem do Skaidi. Tam miałem najbardziej ryzykowny nocleg w namiocie, bo rozbiłem się u kogoś :D na szczęście właściciela nie było, więc nikt mnie nie nakrył. Plus tego miejsca był taki, że do stacji benzynowej blisko było. Żadnych innych sklepów wokół nie było, tylko stacja.

Załącznik:
29 (1).jpg


Załącznik:
29 (2).jpg


Załącznik:
29 (4).jpg


Załącznik:
29 (5).jpg


Załącznik:
29 (6).jpg


Załącznik:
29 (7).jpg


Załącznik:
29 (8).jpg


Załącznik:
29 (9).jpg


Załącznik:
29 (10).jpg


Załącznik:
29 (11).jpg


Załącznik:
29 (12).jpg


30.06.2020

No i stało się. Po 12 dniach wyprawy spadł pierwszy deszcz (nie wliczając ulewy w Wilnie, która była wtedy, kiedy już czekałem na dworcu na pociąg). Była to co prawda mżaweczka, jednak trochę dawała w kość. Szczególnie, że temperatura jeszcze niższa była, zaledwie +6*C. Coraz lepiej... ;) zrobiłem mniej, bo 30 km. Namiot rozbiłem gdzieś za miejscowością Olderfjord przy starym statku. Oprócz mżawki była też mgła, więc widoki były zdecydowanie ograniczone.

Załącznik:
30 (1).jpg


Załącznik:
30 (2).jpg


Załącznik:
30 (3).jpg


Załącznik:
30 (4).jpg


Załącznik:
30 (5).jpg


Załącznik:
30 (6).jpg


1.07.2020

Pierwszy dzień nowego miesiąca bez zmian. Deszcz, deszcz i deszcz. Choć był jeden pozytyw. Początkowo myślałem, że czekać mnie będzie dzień przerwy, ale około 16:00 pojawiło się okno pogodowe i nie padało. Ruszyłem kolejne 17 km dalej. Wiatr jednak był porywisty i często z boku. Dawał się on więc we znaki i to znacznie. Ale dla mnie wtedy liczyło się, że nie padało do 19:00. Po 19:00 deszcz znów wrócił. Zatem ujechałem tyle ile mogłem. Mimo to miejscówka na namiot była w pięknym miejscu, niedaleko przydrożnego parkingu.

Załącznik:
1 (1).jpg


Załącznik:
1 (2).jpg


Załącznik:
1 (3).jpg


Załącznik:
1 (4).jpg


Załącznik:
1 (5).jpg


Załącznik:
1 (6).jpg


Załącznik:
1 (7).jpg


Załącznik:
1 (8).jpg


2.07.2020

Deszcz wciąż padał, jednak wiatr z zachodniego zmienił kierunek na południowy, stąd miałem wiatr w plecy! To było piękne. Zatem jechałem dalej. Krajobrazy to praktycznie nicość, tylko stada reniferów regularnie biegały lub pasły się. Tego dnia miałem też przeżycie w postaci popularnego tunelu Nordkapptunnell o długości 7 km oraz zjazdu 212 metrów pod poziomem morza! Przez pierwsze 3 i pół kilometra ostry zjazd, stąd w zaledwie 5 minut z kawałkiem zjechałem. Kolejne 3 i pół kilometra to z kolei druga strona medalu. Stromy podjazd. Tu się ciężko wjeżdżało, ale obok był chodnik, stąd dla tych, co nie dadzą rady, mają możliwość rower prowadzić. Do Honningsvag (30 km od Nordkapp) dotarłem około 18:00. Zrobiłem kolejne zakupy i na stacji benzynowej przez 3 godziny się nieco zagrzałem, osuszyłem oraz doładowałem telefon. Buty też częściowo przemokły, potrzebne więc były woreczki. Prognozy mówiły, że deszcz ma praktycznie osłabnąć około północy, więc do zamknięcia (22:00) stacji benzynowej podgrzewałem się ile można ;) no i ruszyłem dalej. Ostatnie kilometry były ciężkie, bo praktycznie ciągle pod górkę. Ale w końcu, wreszcie i nareszcie... dokładnie 3 lipca o 1:48 NORDKAPP ZDOBYŁEM. Niesamowite przeżycie! Być na północnym krańcu Europy, skąd w linii prostej na biegun północny 2100 km, a do Warszawy też 2100 km. Wjazd o takiej godzinie na Nordkapp był już darmowy (choć rowerem zawsze jest za darmo), szlabany podniesione. W końcu po 100 km jazdy rowerem tego dnia, osiągnąłem cel i z okazji zwycięstwa, o 3:00 „w nocy” rozbiłem namiot najadalej na Północ kontynentalnej Europy. Moment rozbijania się widać nawet na kamerce Borealis http://nordkapp.kystnor.no/ jak ktoś ma ochotę to można mnie tam znaleźć z namiotem i rowerem ;) i tak zasnąłem w tym wspaniałym miejscu!

Załącznik:
2 (1).jpg


Załącznik:
2 (2).jpg


Załącznik:
2 (3).jpg


Załącznik:
2 (5).jpg


Załącznik:
2 (6).jpg


Załącznik:
2 (7).jpg


Załącznik:
2 (8).jpg


Załącznik:
2 (9).jpg


Załącznik:
2 (10).jpg


Załącznik:
2 (11).jpg


Załącznik:
2 (12).jpg


Załącznik:
2 (13).jpg


3.07.2020

Pobudka późno, bo po 11:00. Ale co się dziwić, w końcu na Nordkapp dotarłem przed 2:00, a spać poszedłem o 4:00, jak po imprezie ;) o 12:00 otwarty został Nordkapphallen, gdzie odwiedziłem muzeum oraz obejrzałem film dokumentalny w tamtejszym kinie. Zdecydowanie polecam! Szczególnie przy tym filmie można było poczuć tamtejszy klimat tego miejsca. Jest też sklep z pamiątkami. Jeśli chodzi o sam Nordkapp... Naczytałem się wielu negatywnych opinii, że drogo i nieciekawie. Cóż, Norwegowie słyną ze swojego pozytywnego podejścia do środowiska, stąd wjazd na Nordkapp jest dla aut płatny, a dla pieszych czy rowerzystów już nie. Druga sprawa to narzekanie na tłumy. W tym roku z powodu koronawirusa turystów było zdecydowanie mniej i pod globusem spokojnie można było sobie strzelić fotkę. 3 lipca Norwegia była otwarta tylko na Finlandię, Danię i Islandię. Stąd turyści, których tam spotykałem, faktycznie byli z tych krajów. Kiedy zobaczyłem na kamerkę z poprzednich lat to tłumy tam były wieczne. Chyba jednak wyszedł jakiś pozytyw z tej pandemii. Na Nordkappie zostałem do 18:00, było już piękne słońce. O północy też zapowiadano bezchmurne niebo, ale już niestety musiałem wracać, bo kolejnego dnia z samego rana miałem prom Hurtigruten z Honningsvag do Tromso. Ale nie żałowałem, bo słońce o północy można było zobaczyć gdziekolwiek, gdzie jest odsłonięty północny horyzont. Wróciłem się do Honningsvag, gdzie się rozbiłem, aby rano wstać na prom.

Załącznik:
3 (1).jpg


Załącznik:
3 (2).jpg


Załącznik:
3 (3).jpg


Załącznik:
3 (4).jpg


Załącznik:
3 (5).jpg


Załącznik:
3 (6).jpg


Załącznik:
3 (7).jpg


Załącznik:
3 (8).jpg


Niebawem trzecia część... ;)

-- 02 Wrz 2020 01:00 --

Część 3

4.07.2020

Od 5:45 do 23:45 podróż promem z Honningsvag do Tromso linią Hurtigruten. Przy wypłynięciu deszcz znów powrócił. Więc w sam raz zdążyłem zobaczyć Nordkapp rozświetlony słońcem. Prom, którym płynąłem był świetny! Basen, siłownia, jacuzii, restauracje... i to wszystko w cenie biletu (poza restauracją, za którą płaci się osobno, jeśli chce się z niej skorzystać). Cena za tą trasę wynosi 940 NOK. Więc nie tak źle jak na Norwegię. A kabina przy podróżach poniżej 24 godzin nie jest obowiązkowa. W trakcie rejsu był dłuższy, 2-godzinny przystanek w Hammerfest. Na szybko wszedłem w te 2 godziny na punkt widokowy, z którego był widok na całe miasteczko. Zaopatrzyłem się też w małe zakupy, które na lądzie są tańsze niż na promie. Przed samym Tromso pogoda znów się zaczęła poprawiać, aż w końcu wyszło słońce. Po przypłynięciu do Tromso postanowiłem się rozbić z namiotem na samym cypelku na południu wyspy Tromsoya. Jako, że prom przypłynął o 23:45, a odpływał o 1:30 to jeszcze wspólną fotkę udało mi się z nim zrobić ;) prom i namiot. Jeśli chodzi o sytuację z koronawirusem to przed wejściem na prom było mierzenie gorączki i wypełniało się deklarację, że podczas ostatnich 10 dni nie przebywało się za granicą.

Załącznik:
4 (1).jpg


Załącznik:
4 (2).jpg


Załącznik:
4 (3).jpg


Załącznik:
4 (4).jpg


Załącznik:
4 (5).jpg


Załącznik:
4 (6).jpg


Załącznik:
4 (7).jpg


5.07.2020

Pół dnia przeznaczyłem na zwiedzanie Tromso, a potem ruszyłem rowerem w kierunku Lofotów. Samo Tromso to całkiem ładne miasteczko, choć jak dla mnie to niewarte dłuższych odwiedzin. Być może nie widziałem wszystkiego, ale na pierwszy rzut oka wystarczy to miasto traktować jako bramę Arktyki bądź innych wypadów. Po krótkim zwiedzaniu Tromso ruszyłem rowerem przez wyspę Kvaloya na wyspę Senję. Pogoda była już zdecydowanie lepsza i stabilniejsza niż na Nordkapp. Aż +13*C, podczas kiedy na samym Nordkappie było zaledwie +5, 6*C. Następnie na Senję przeprawiłem się promem z Brensholmen na Botnhamn. Dojechałem do miejscowości Senjahopen, gdzie zobaczyłem słońce o północy. Pogoda była w końcu piękna.

Załącznik:
5 (1).jpg


Załącznik:
5 (2).jpg


Załącznik:
5 (3).jpg


Załącznik:
5 (5).jpg


Załącznik:
5 (6).jpg


Załącznik:
5 (7).jpg


Załącznik:
5 (8).jpg


Załącznik:
5 (9).jpg


Załącznik:
5 (10).jpg


Załącznik:
5 (11).jpg


Załącznik:
5 (12).jpg


Załącznik:
5 (13).jpg


6.07.2020

Kolejny dzień, kolejna wyspa. Z Senji przeprawiłem się promem na Andoyę. Wcześniej jednak przez Senję przejechałem. Piękna wyspa, częściowo można było poczuć się jak na Karaibach. Piaszczyste plaże i błękitny kolor wody. Coś pięknego! Ciekawostka, jeśli chodzi o tunele. Przed wjazdem do tunelu rowerem należy wcisnąć przycisk, aby ostrzec innych kierowców o swojej obecności w tunelu. Taka tam jest kultura jazdy ;) Andoya w porównaniu do Senji była już bardziej płaska, dzięki czemu byłem w stanie pokonać dłuższy dystans rowerem. Pogoda dalej ładna, choć pod koniec dnia trochę się zachmurzyło. Ale nie padało!

Załącznik:
6 (1).jpg


Załącznik:
6 (2).jpg


Załącznik:
6 (3).jpg


Załącznik:
6 (5).jpg


Załącznik:
6 (6).jpg


Załącznik:
6 (7).jpg


Załącznik:
6 (8).jpg


Załącznik:
6 (9).jpg


Załącznik:
6 (10).jpg


Załącznik:
6 (11).jpg


Załącznik:
6 (12).jpg


7.07.2020

Dalsza część drogi w kierunku Lofotów. I kolejne przejechane wyspy. Po drodze większa miejscowość Sortland, gdzie w jednym ze sklepów podładowałem telefon i powerbanka. Słońca brakowało, więc trzeba było tym razem szukać tradycyjnych sposobów ;) w samym miasteczku zaskoczyły mnie parkingi dla rowerów. Pod sklepem było tylko farbą namalowane znaki poziome, że jest parking rowerowy. Żadnych stojaków, ani nic. Zapiąć jedynie warto koło o ramę, aby nikt przypadkiem sobie nie odjechał ;) no i ruszyłem dalej. Dotarłem do Melbu, miejscowości, z której promem przeprawiłem się kolejnego dnia na Lofoty. W Melbu koło portu rozbiłem swój obóz.

Załącznik:
7 (1).jpg


Załącznik:
7 (2).jpg


Załącznik:
7 (3).jpg


Załącznik:
7 (4).jpg


Załącznik:
7 (5).jpg


Załącznik:
7 (6).jpg


Załącznik:
7 (7).jpg


Załącznik:
7 (8).jpg


8.07.2020

Powitanie Lofotów. Ruch aut na Lofotach był zdecydowanie większy niż wcześniej. Jednak dla statystycznego Polaka to i tak był mały ruch ;) po drodze odwiedziłem Svolvaer. Turystów (głównie lokalnych oraz Finów) dość sporo, takich tłumów nie widziałem wcześniej. Miejscowość ładnie położona, warto tu się wybrać przynajmniej na 1 dzień. Po drodze odwiedziłem też słynne boisko w Henningsver, które najczęściej jest fotografowane z góry. Z dołu jednak też robi wrażenie! No i powspominałem sobie w tym miejscu Euro 2020, które zostało przeniesione na rok 2021. Sama miejscowość również ładna. Nocleg na mało popularnej plaży, do której dojazd wymagał odbicia 3 km z głównej drogi. Warto było! Cisza, spokój... o północy słońce próbowało się przedrzeć przez chmury, ale nieskutecznie.

Załącznik:
8 (1).jpg


Załącznik:
8 (2).jpg


Załącznik:
8 (3).jpg


Załącznik:
8 (4).jpg


Załącznik:
8 (5).jpg


9.07.2020

Kolejne kilometry rowerem i kolejne piękne plaże zobaczone. Koło Leknes są 3 piękne plaże konieczne warte zobaczenia. Vik Beach, Hauklandstranda oraz Uttakleiv Beach. Ta ostatnia zdecydowanie najpiękniejsza. Wjazd autem jest tam płatny. Dodatkową atrakcją są wszędzie pasące się owieczki. Trzeba było też patrzeć pod nogi, aby nie wleźć w ich kupsko. Nasrane było praktycznie wszędzie, choć o dziwo nie śmierdziało praktycznie wcale, a wokół tych kup były porozstawiane namioty. Można było się więc poczuć tam jak na Wyspach Owczych ;) wcześniej przed Nordkappem krajobrazy przypominały Islandię. Tu na Lofotach była namiastka Wysp Owczych. Jak widać można mieć w pakiecie wiele krajów w jednym ;) no i dotarłem do okolic Ramberg, gdzie spędziłem zdecydowanie najlepszy nocleg pod Nordkappie! 2 km od Ramberg jest dużo miejsca na namiot i odsłonięty północny horyzont, gdzie najlepiej widać było północne słońce! Na ten moment czekałem, aż będzie bezchmurnie o północy! Czyli 2 „noce” zaliczone z widocznym słońcem o półocy (wcześniej na wyspie Senja). Świetne przeżycie!

Załącznik:
9 (1).jpg


Załącznik:
9 (2).jpg


Załącznik:
9 (3).jpg


Załącznik:
9 (5).jpg


Załącznik:
9 (6).jpg


Załącznik:
9 (7).jpg


Załącznik:
9 (8).jpg


Załącznik:
9 (9).jpg


Załącznik:
9 (10).jpg


Załącznik:
9 (11).jpg


Załącznik:
9 (12).jpg


10.07.2020

Rowerem, ale był też etap chodzenia po górach ;) praktycznie dotarłem do Moskenes, z którego 2 dni później przeprawiłem się do Bodo. Dotarłem do wioski rybackiej Reine. Nie obyło się też bez zdobycia szczytu Reinebrigen. Na szczyt prowadzą dość świeżo wybudowane schodki. 3 lata temu jak tu byłem (ale bez roweru) to miałem pecha z powodu pogody. Lało dość mocno, więc nie było szans na wejście. Teraz nadrobiłem straty i wszedłem ;) nocleg rozbiłem na dole z widokiem na wejście na Reinebrigen.

Załącznik:
10 (1).jpg


Załącznik:
10 (2).jpg


Załącznik:
10 (3).jpg


Załącznik:
10 (4).jpg


Załącznik:
10 (5).jpg


Załącznik:
10 (6).jpg


11.07.2020

Praktycznie leniwe zwiedzanie Reine oraz zdobycie ostatniej miejscowości na Lofotach, czyli popularnego Å. A tak to właściwie większych dystansów rowerem już nie robiłem. W sklepie Joker w Sorvagen zaopatrzyłem się w jedzenie, bo kolejnego dnia nie dość, że była niedziela to czekała mnie podróż pociągiem 18 godzin z Bodo do Oslo. Co ciekawe, w sklepie tym w Sorvagen była po polsku informacja o dezynfekcji rąk. Miły polski akcent ;) pozdrowienia dla tamtejszych Rodaków.

Załącznik:
11 (1).jpg


Załącznik:
11 (2).jpg


Załącznik:
11 (3).jpg


Załącznik:
11 (4).jpg


Załącznik:
11 (5).jpg


Załącznik:
11 (6).jpg


12.07.2020

Oficjalne pożegnanie z Lofotami jak i północną Norwegią. O 7:00 wypłynąłem z Moskenes, aby po 4 godzinach znaleźć się w Bodo. Z Bodo po 12:00 pociąg do Trondheim, gdzie miałem przesiadkę na nocny pociąg do Oslo. Więc pociągowo ten dzień spędziłem ;) w pociągach w Norwegii obowiązywał obowiązek miejscówki i wypełnienie wynosiło 50%. Zatem trzeba było się śpieszyć z kupnem biletu, bo już nieraz na 2 tygodnie przed nie było miejsc. Ja już w kwietniu kupiłem bilet w taryfie minipris za 414 NOK (zamiast 1900!!!). 199 NOK za osobę + 215 NOK za rower.

Załącznik:
12 (1).jpg


Załącznik:
12 (2).jpg


Załącznik:
12 (3).jpg


Załącznik:
12 (4).jpg


Załącznik:
12 (5).jpg


Załącznik:
12 (6).jpg


13.07.2020

O 6:50 dotarłem do Oslo. Jako, że już tu kiedyś byłem to długo nie zostawałem. Szczególnie, że czekała mnie długa trasa rowerem do Szwecji, a kolejnego dnia miało padać. Do Szwecji dotarłem do miejscowości Stromstad. Oficjalnie też pożegnałem się z dniem polarnym ;) po 18 dniach od 24 czerwca (kiedy dotarłem do Rovaniemi) w końcu zobaczyłem noc! Jak już dotarłem do Szwecji i zaczęło się robić ciemno to był hmm no szok ;) przyzwyczajony też do północnych chłodów, założyłem odruchowo bluzę. Szybko jednak ją zdjąłem, bo było prawie +23*C, podczas kiedy na północy było o 10-15 stopni mniej. Przejście graniczne w Svinesund było praktycznie identyczne jak wzdłuż granicy z Finlandią. Wjazd do Norwegii oznaczał kontrole, a wjazd do Szwecji bez ograniczeń.

Załącznik:
13 (1).jpg


Załącznik:
13 (2).jpg


Załącznik:
13 (3).jpg


Załącznik:
13 (4).jpg


Załącznik:
13 (5).jpg


Załącznik:
13 (6).jpg


Załącznik:
13 (7).jpg


Załącznik:
13 (8).jpg


Załącznik:
13 (9).jpg


Załącznik:
13 (10).jpg


14.07.2020

Deszczowy dzień w Szwecji. Spałem w Stromstad, z którego ruszyłem pociągiem do Goteborga. W Goteborgu spędziłem 3 godziny. Zrobiłem ogólne rozeznanie po tym mieście i objechałem w miarę najważniejsze miejsca. Choć na pewno na dogłębne zwiedzanie warto przeznaczyć więcej czasu. Potem kolejny pociąg do Malmo. W Malmo też krótki czas spędziłem, bo już tu byłem 2 lata temu. Objechałem też najważniejsze miejsca. Jednak nie nadługo, bo potem czekał mnie kolejny pociąg do Ystad. Z Ystad promem do Polski ;) po 27 dniach za granicą, o 22:30 ruszyłem promem linii Unity Line do Świnoujścia. Przed wjazdem na prom był pomiar temperatury.

Załącznik:
14 (1).jpg


Załącznik:
14 (2).jpg


Załącznik:
14 (3).jpg


Załącznik:
14 (4).jpg


Załącznik:
14 (5).jpg


Załącznik:
14 (6).jpg


Załącznik:
14 (7).jpg


Załącznik:
14 (8).jpg


Załącznik:
14 (9).jpg


Załącznik:
14 (10).jpg


Załącznik:
14 (11).jpg


Załącznik:
14 (12).jpg


15.07.2020

Welcome in Poland ;) szczęśliwy powrót do Polski. W Świnoujściu jeszcze (nieświadomie) wybrałem się do Niemiec jako siódmego odwiedzonego kraju. Nieświadomie, bo po powrocie dowiedziałem się, że Meklemburgia była zamknięta dla jednodniowych turystów. To trzeba mieć farta ;) obyło się jednak bez problemów. O 13:53 pociąg do Zielonej Góry i o 19:00 powrót do domu. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! Szczególnie po tylu dniach podróży.

Załącznik:
15 (1).jpg


Załącznik:
15 (2).jpg


Załącznik:
15 (3).jpg


Załącznik:
15 (4).jpg


Załącznik:
15 (5).jpg


Załącznik:
15 (6).jpg


Podsumowując...

Jestem zdecydowanie wdzięczny za to, że mimo pandemii koronawirusa wszystko przebiegło tak, jak planowałem. Szczerze to bałem się, że to nie wypali, szczególnie, że planowałem taką wyprawę od półtora roku. O ile jakieś tam małe weekendowe wycieczki mogłem sobie podarować i przełożyć to tak wielką wyprawę w świetle dnia polarnego byłoby ciężko przełożyć na odpowiedni termin. Dlatego cieszę się, że udało się wjechać do teoretycznie zamniętych krajów z powodu covid ;) jeśli chodzi o noclegi to 25/27 noclegów odbyły się na dziko w namiocie. Pozostałe dwie to w nocnym pociągu z Bodo do Oslo oraz druga na nocnym promie z Ystad do Świnoujścia. Sam Nordkapp również był pusty, bo jednak granice były jeszcze w większości pozamykane, stąd czuję zwycięstwo, że się udało w spokoju cieszyć się otoczeniem i dobrą atmosferą ;) no i pogoda zdecydowanie też sprzyjała i się udała, bo kilka dni pod rząd na Nordkapie była mgła. Słońce zaświeciło na mój przyjazd. Czasem szczęście potrafi dopisać ;) dzięki za przeczytanie ;)

Jeszcze podsumowanie liczbowe:

Załącznik:
Liczbowo Nordkapp.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 02 Wrz 2020 11:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Lip 2015
Posty: 144
niebieski
Super się czytało i oglądało. Fajnie, że w jednym kawałku :)

Z ciekawości: jak wygląda kwestia higieny w takiej podróży? Była po drodze możliwość wzięcia ciepłego prysznica?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 02 Wrz 2020 11:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Gru 2012
Posty: 527
Loty: 143
Kilometry: 431 241
niebieski
Sztos pogoda. Rok temu robiłem Tromso - Senja - Andoya - Lofoty i powrót lądem i przez dwa tygodnie chyba tylko 5-6 dni było względnie ładne. Reszta to deszcz, wiatr po 17m/s i temp 6-9C, a nocą mi dwa razy namiot przymroziło :-D
Jak będziesz kiedyś w tamtych stronach kiedyś to polecam przejechać się doliną Tamok od wodospadu Bardufoss na wschód drogą 87. Początek września - piękna złota jesień i pusto. Rowerem idealnie :)
PS Jeśli dobrze widzę to 11.07 spałeś w tym samym miejscu co ja rok temu. Tuż przed A, na zakręcie przy małej rzece uchodzącej z jeziora powyżej. Klimatycznie :)
_________________
Relacje z podróży, zdjęcia, informacje na blogu.
https://miloszmaslanka.pl/

Image
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 02 Wrz 2020 13:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
xionc napisał(a):
Super się czytało i oglądało. Fajnie, że w jednym kawałku :)

Z ciekawości: jak wygląda kwestia higieny w takiej podróży? Była po drodze możliwość wzięcia ciepłego prysznica?

Dzięki! Też preferuję jeden kawałek ;) relację już zacząłem pisać wcześniej i dopiero tu wkleiłem w całości całego gotowca :)

Jeśli chodzi o higienę to owszem, przy noclegach na dziko nie jest łatwo z prysznicem. Ale jak ktoś odczuje taką potrzebę to po drodze całkiem dużo kempingów jest i można się wykąpać w całości. A jeśli ktoś z kempingów nie korzysta to są wszelkie jeziorka, rzeki, a jak jest zimno i ktoś nie czuje się morsem to są też stacje benzynowe. Nie jest to prysznic znany z własnego domu, ale zawsze można najważniejsze części ciała przemyć, żeby potem wyglądać w miarę do ludzi ;) niektórzy też mieli taki patent, żeby pójść gdzieś na basen.

kefirm napisał(a):
PS Jeśli dobrze widzę to 11.07 spałeś w tym samym miejscu co ja rok temu. Tuż przed A, na zakręcie przy małej rzece uchodzącej z jeziora powyżej. Klimatycznie :)

Tak dokładnie :) chciałem w A zaliczyć na samym cyplu jeden nocleg, ale niestety były tam znaki zakazu biwakowania. Chciałem też mieć blisko do Moskenes, z którego następnego dnia o 7:00 rano miałem prom do Bodo. I faktycznie masz rację, klimatycznie było ;) spanie przy szumie strumyków jest super. I w dodatku dostęp do wody pitnej, w Norwegii ona jest czysta i można spokojnie z wielu miejsc pić ;) fajnie wiedzieć, że nie tylko ja miałem pomysł, żeby tu spać :)

A pogoda to fakt, jak na tyle dni to rzeczywiście szczęście. Szczególnie na tym odcinku Tromso - Lofoty. Najgorsze były 2 dni przed samym Nordkappem, gdzie uciąłem dzienny dystans, bo deszcz był zbyt duży. W Norwegii trafić na ładną pogodę (szczególnie na wybrzeżu) to jak wygrać w totka ;)

Dzięki za polecenie, może kiedyś skorzystam ;)
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
Yaneck lubi ten post.
Yaneck uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 02 Wrz 2020 13:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sie 2016
Posty: 21
Super wyprawa i świetna relacja.
Sorry, ale mała poprawka - Nordkapp nie jest północnym krańcem Europy.
Płn. kraniec kontynentalny to Cape Nordkinn (Kinnarodden), Norway (71°08′02″N 27°39′00″E)
bezwzględny kraniec to Cape Fligely, Rudolf Island, Franz Josef Land, Russia (81° 48′ 24″ N) (za Wikipedią)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
NikodemFM uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 02 Wrz 2020 14:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Gru 2014
Posty: 633
Loty: 173
Kilometry: 215 829
srebrny
Winszuję ;) Było w tym trochę kombinatoryki, niepewności i wyzwania logistycznego, ale dałeś radę.

Jeśli mogę się do czegoś przyczepić, to czy z 2883 zdjęć, jesteś na jakimkolwiek? :P Bo tak, przynajmniej w relacji, na przemian namiot/rower lub Twój cień. Wiem doskonale, że na samotnych podróżach o to trudno, a zdjęcia (chyba) wyłącznie z telefonu, ale to jest jednak pamiątka, szczególnie w miejscu docelowym, w tym przypadku Nordkapp.
_________________
http://www.zb-szwoch.pl
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 02 Wrz 2020 15:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Dzięki! Fakt, nie do końca to sprecyzowałem, ale chodzi oczywiście o kontynentalną Europę, bo jak wiadomo mamy jeszcze w drodze na biegun Svalbard ;) no i druga rzecz to taka, że obok Nordkapp jest inny mniej oficjalny przylądek oddalony jeszcze dalej na północ o 1.5 km.

@BooBooZB na najważniejszym zdjęciu, czyli przy globusie na Nordkapp oczywiście jestem ;) i to w dodatku z rowerem, więc w tych najważniejszych miejscach zadbałem o to, żeby mieć pamiątkę ;) po drodze też np w okolicach Tromso strzeliłem sobie fotkę z roweru, bo kupiłem stamtąd nową skandynawską czapkę ;) no i mam jeszcze pamiątkę z kamerki internetowej z Nordkapp (borealis), gdzie widać jak rozbijam namiot :D A co do solo tripów to nie jest to trudne, żeby zadbać o zdjęcia. Można kogoś poprosić albo użyć statywu, więc to nie jest problem ;)

A co do zdjęć to nie telefonem. Telefonem to robiłem co najwyżej pojedyncze zdjęcia, żeby wysłać rodzicom czy bratu gdzie jestem. A tak to wciąż niezmiennie w podróżach pozostanie dla mnie zwykły aparat ;)
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
BooBooZB lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 02 Wrz 2020 16:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sie 2016
Posty: 21
Czy zaplanowałeś całą trasę w szczegółach czy raczej spontan?
Były jakieś plany awaryjne?

Ja na ten rok odpuściłem dalsze podróże, szacun za podjęcie takiego przedsięwzięcia.
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 02 Wrz 2020 17:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Jeśli chodzi o samą trasę to w szczegółach. Szczególnie trasa przez kraje bałtyckie wymagała dużego opracowania, w końcu to była podróż aż 6-cioma pociągami ;) Bilety na dłuższe odcinki (np z Helsinek do Rovaniemi lub z Bodo do Oslo) miałem kupione wcześniej. Raz, żeby mieć rezerwację na rower, a dwa, że taniej. Np trasa z Bodo do Oslo kosztuje standardowo 1900 NOK (800 zł), a 3 miesiące przed kupiłem za 414 NOK! Czyli praktycznie cena jak za Pendolino z Krakowa do Gdańska ;) planem awaryjnym było zatrzymać się na dłużej w Finlandii lub krajach bałtyckich w razie jakby się do Norwegii nie udało wjechać. Na szczęście takiej potrzeby nie było ;)

A na spontanie było zwiedzanie po drodze wszystkich miast, przez które przejeżdżałem. Na Wilno, Rygę, Tallin czy inne miasta na pewno, żeby lepiej poznać to warto dłużej zostać, na co najmniej 2-3 dni. A tak to nieraz miałem po parę godzin ;) ale ogólny zarys tych miast poznałem i wiem, że jak w niektóre miejsca kiedyś wrócę to sobie wspomnę co nieco ;)

Przedsięwzięcie faktycznie było duże. W kwietniu przy największym lockdown, kiedy jeszcze był zakaz wstępu do lasów to ja w tym czasie kupiłem bilet, mimo, że nie zapowiadało się na jakiekolwiek podróże za granicę. Ale częściowo jak widać się odblokowało, więc poszukałem sposobów, aby na Nordkapp dotrzeć. Od 15 czerwca Norwegia była otwarta na Finlandię i skorzystałem z tego.

Sam plan w głowie powstał na początku 2019 roku. Wahałem się, czy w czasie Euro 2020 to dobry czas na wyjazd, ale wyszło częściowo na plus, że Euro zostało przeniesione na 2021 rok :) bo jednak chętnie oglądam takie mecze
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 02 Wrz 2020 18:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sie 2016
Posty: 21
Bilety kolejowe miały konkretne daty? Czy była możliwość przebukowania ew. zwrotu?
Czy przewóz roweru w pociągu jest drogi? Na zdjęciach widać, że wszędzie w wagonach mają odpowiednie stojaki.
Czy za wstęp/wjazd na Nordkapp trzeba zapłacić? Za namiot ponosiłeś jakieś opłaty?
W namiociku to pewnie za ciepło nie było? Miałeś jakąś izolację (karimata, materac dmuchany)?
I na koniec - co było największym kosztem poza koleją i promami?
Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 02 Wrz 2020 19:10 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 606
srebrny
Yaneck napisał(a):
Czy za wstęp/wjazd na Nordkapp trzeba zapłacić?


Wstęp na Nordkapp jest darmowy dla niezmotoryzowanych. O szczegółach pisałem w tym wątku.
nordkapp-za-darmo,1241,97214
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 02 Wrz 2020 22:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Yaneck napisał(a):
Bilety kolejowe miały konkretne daty? Czy była możliwość przebukowania ew. zwrotu?
Czy przewóz roweru w pociągu jest drogi? Na zdjęciach widać, że wszędzie w wagonach mają odpowiednie stojaki.
Czy za wstęp/wjazd na Nordkapp trzeba zapłacić? Za namiot ponosiłeś jakieś opłaty?
W namiociku to pewnie za ciepło nie było? Miałeś jakąś izolację (karimata, materac dmuchany)?
I na koniec - co było największym kosztem poza koleją i promami?
Dzięki za wszystkie odpowiedzi.

Jeśli chodzi o bilety kolejowe to tak, miały konkretną datę. Zwrot to zależy od kraju. Norwegia ma w ofercie tańsze bilety Minipris. Są to bilety bezzwrotne i bez możliwości zmiany. W Finlandii natomiast były zwrotne pod warunkiem wykupienia ubezpieczenia za 5 Euro. Chociaż Finlandia na czas koronawirusa wprowadziła możliwość zwrotu biletu bez ubezpieczenia.

Wjazd na Nordkapp tak jak @meczko pisze darmowy dla niezmotoryzowanych. Jest też ewentualnie parking dla aut kilka km przed Nordkappem. Można go tam zostawić i dojść pieszo. Wtedy też wejście za free.

W namiocie owszem, było może o 2 stopnie więcej niż na zewnątrz ;) miałem matę samopompującą z firmy therm a rest (polecam) oraz ciepły śpiwór. Śpiwór jest tu najważniejszy, aby był przystosowany do niskich temperatur. No i oczywiście o palniku warto pamiętać, aby sobie herbatę zrobić na rozgrzanie ;)

Koszt przewozu roweru jest zależny od kraju. Na Litwie 1 Euro z kawałkiem, na Łotwie podobnie, w Estonii przewóz roweru za free, w Finlandii 5 Euro, w Norwegii na trasach dalekobieżnych 215 NOK (czyli około 100 zł), w Szwecji to zależy od rodzaju pociągu. Na trasie Stromstad - Goteborg, którą obsługuje Vastraffik przewóz jest darmowy i pod warunkiem miejsca w pociągu. Natomiast w pociągach Oresundstag z Goteborga do Malmö płaci się jakoś chyba połowę ceny biletu. No i w Polsce w PolRegio 7 zł, w TLK, IC 9.10 zł.

Za namiot nie ponosiłem kosztów, bo spałem na dziko ;) choć w sumie zależy co masz na myśli. Chyba, że chodzi o ten nocleg na Nordkapp to nie, nic nie płaciłem. Płatne są tylko kempingi. Ten nocleg na Nordkapp jest szczególny, bo w końcu najdalej na północ kontynentalnej Europy ;)
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Yaneck uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 04 Wrz 2020 00:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lip 2018
Posty: 459
Loty: 39
Kilometry: 98 625
srebrny
Gratuluję! Zaraz po Tobie, bo na przełomie lipca i sierpnia zrobiłem podobną trasę, tyle że samochodem, prawie 10k km. Od Kirkenes przez Nordkapp i Lofoty miałem mega farta pogodowego, cały czas patelnia. Mam nadzieję, że relacja kiedyś się napisze. :mrgreen:
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 04 Wrz 2020 10:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Dzięki! ;) Tobie też gratuluję wrażeń i że udało się wszędzie przez granice przejechać ;) czekam w takim razie na Twoją relację, jestem ciekaw czy podobną trasą jechałeś co ja. Swoją relację też nieco z opóźnieniem napisałem, bo po powrocie miałem pracę i nie było czasu, ale znalazła się luka, no i dopieściłem wszystko ;)

Z pogodą faktycznie chyba w tym roku w północnej Norwegii było łaskawie, bo prawie cały czerwiec był ładny, ja miałem może 2 dni tylko gorsze, no i Tobie też się udało ;) a o Finlandii już nie wspominając, gdzie na koniec czerwca w Laponii było prawie +30*C. To się nie zdarza często ;) a Finowie podobno mają granicę upału powyżej +27*C ;)

Jako ciekawostkę dodam, że w tym roku pod koniec lipca na Svalbardzie był rekord temperatury +21.7*C, podczas kiedy poprzedni rekord wynosił w 1979 roku +21.3*C. Na Nordkappie z tego co pamiętam, też w tym czasie było ciepło, cieplej niż na początku lipca. Szacun, że trafiłeś tam akurat w tym czasie na tą "patelnię" :) info o tym rekordzie: https://www.severe-weather.eu/news/sval ... norway-mk/
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
benedetti lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 04 Wrz 2020 11:00 

Rejestracja: 25 Paź 2012
Posty: 775
niebieski
@NikodemFM, polubiłam przed czytaniem i oglądaniem :) . To, z braku czasu zostawiam na potem. Ale podziwiam i zazdroszczę. Szkoda, ze trochę "wyrosłam" juz z takich wypraw :)
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 04 Wrz 2020 11:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Paź 2012
Posty: 665
Loty: 98
Kilometry: 148 281
niebieski
super relacja, my jesteś po pierwszym kilkudniowym wypadzie rowerowym (850 km) i szacun za wyprawę.

Chciałem się podpytać o kwestie rowerowe : obyło się bez awarii ? wozisz ze sobą dętki itp itd ?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
NikodemFM lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 04 Wrz 2020 11:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Haha dzięki @ewaolivka ;) domyślam się, że tekstu jest dużo, w końcu to jednak był prawie miesiąc wyprawy ;) i tak wiele rzeczy ukróciłem, jakbym super szczegółowo pisał to by jeszcze więcej tekstu było, co najmniej 2 razy tyle :)

Dziękuję @Japi_29 ;) jeśli chodzi o awarie roweru to tak, obyło się bez ;) przed wyjazdem oddałem rower do serwisu, aby mieć pewność, że korba czy zębatki nie będą zjechane i że nie będzie w trakcie jazdy nic przeskakiwało, co na górkach może być niebezpieczne. Szczególnie na norweskich fiordach dużo podjazdów było i niespodziewany przeskok mógłby być nieciekawy ;) a dętki wiozłem, dużo miejsca nie zajmowały. Tak samo śrubokręty, żeby hamulce podregulować. W moim przypadku obyło się też bez flaków, bo mam specjalne opony z wkładką antyprzebiciową. Są to opony z firmy Schwalbe. Mam już je od początku 2019 roku i przez półtora roku ani razu się nie przebiły, a kilometrów trochę już jest zrobionych ;)

Większą awarię miałem w przypadku sakw. W pewnym momencie zaczęły się rozdzierać i powstała dość duża dziura. Na szczęście do końca wyjazdu one wytrzymały. Dopiero po powrocie je wymieniłem ;)

Tymczasowa naprawa :D długopisy czasem są przydatne jak widać ;) później naprawiłem to zipami, choć i to też długo nie wytrzymało ;)

Załącznik:
P1350700.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Japi_29 uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 05 Wrz 2020 19:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Podczas dnia polarnego nie zawsze o północy świeciło słońce, ale jak już się pojawiła okazja oraz miałem odsłonięty północny horyzont to uwieczniłem ten moment ;) oto filmik z Lofotów z niezachodzącego słońca ;)

_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
Kothson lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 06 Wrz 2020 00:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lip 2018
Posty: 459
Loty: 39
Kilometry: 98 625
srebrny
@NikodemFM
Moja trasa bardzo podobna: Wilno-Kowno-Szawle-Jełgawa-Ryga-Parnawa-Tallin-Helsinki-Hameenlinna-Tampere-Oulu-Rovaniemi-Inari-Kirkenes-Karasjok-Nordkapp-Alta-Tromso-A-Droga 17-Trondheim-Dovre-Rondane-Jotunheimen-Hardangervidda-Kristiansand-Hirtshals. Powrót przez Danię i Niemcy.
W środkowej i południowej Norwegii krótko, bo już ją 2 razy wcześniej zjechałem . I jest to, jednak jak dla mnie (pomimo Lofotów) zdecydowanie najpiękniejsza część kraju (chyba z moim ukochanym Rondane).

Zeszłoroczną relację RTW pisałem kilka miesięcy, ale skończyłem, więc mam nadzieję, że z tą będzie niegorzej. :mrgreen:

Nie chcę Ci zaśmiecać wątku, ale może zarzucę pare fotek z tą pogodą na północy, bo to było COŚ. :D

Na początek port Kirkenes.

Image

I dalej:

Image

Image

Image

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
NikodemFM uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 10 Wrz 2020 13:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2017
Posty: 520
Loty: 27
Kilometry: 45 291
srebrny
Jeszcze jedna fotka z samego Nordkapp z kamerki internetowej :D przed wyjazdem nic wcześniej nie wiedziałem o niej, więc nawet dobrze wyszło, bo można siebie znaleźć ;) tu widać mój namiot i z tyłu rower :D

Załącznik:
Bez tytułu.jpg


Jak byliście na Nordkapp i wiecie kiedy to było, polecam :arrow: http://nordkapp.kystnor.no/ może siebie znajdziecie :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Jestem Nikodem... no i to tyle o mnie, dziękuję za uwagę
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 20 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group