Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 16 Lis 2020 13:57 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
:!: Na wstępie przyznaje, ze oczywiście nie wszystkie, a tylko te, do których można bez większych problemów dostać się transportem publicznym. :!:

Wenecja jest jednym z tych miast, do których dostać się jest stosunkowo łatwo, a że wyróżnia się na tle wielu pozostałych kierunków podróży, to niestety trzeba liczyć się z gigantyczną ilością turystów, szczególnie w sezonie. Na szczęście gdy tylko trochę zejdziemy z najpopularniejszej trasy, możemy bez problemu zwiedzać w spokoju. Tutaj naprawdę sprawdza się sposób podróżowania pt. "zgub się", bo niemal każdy zakątek jest ciekawy. Celem tej relacji jest przybliżenie Wam kilku, może mniej popularnych, miejsc i wysp, na które również warto się wybrać. Oczywiście jeśli mamy tylko 1 czy 2 dni, to mimo wszystko proponowałbym Wam ten standardowy plac Św. Marka, most Rialto i przepłynięcie się Canal Grande, ale jeśli macie taką możliwość, to warto zostać tu trochę dłużej. Większość wysp możecie zwiedzić w dodatkowe 2-3 dni w zależności od narzuconego tempa. Jeśli dorzucimy do tego jeszcze pójście na pokaz w czasie festiwalu filmowego lub zwiedzanie corocznego biennale (Architektury i Sztuki naprzemiennie), to okazuje się, że można zostać nawet tydzień. To dla Was zbyt długo? Podzielcie to na kilka podróży, bo jest to miasto, do którego moim zdaniem wracać warto. Przyjmuję do wiadomości, że niektórym śmierdzi (chociaż akurat nie było mi dane doświadczyć), że obdrapane (często niestety to prawda) i pełne tłumów, ale mam nadzieję, że wszyscy się zgodzimy, że jest to miejsce wyjątkowe.
Pewną zachętą mogą być dla Was cykliczne promocje linii lotniczej Volotea, które ma tutaj sporą bazę i lata do wielu ciekawych kierunków jak np. grecka wyspa Samos czy Karpathos lub włoska Pantelleria. Przyznaję, że ciężko znaleźć lot w dwie strony, ale czasami może to być forma składaka. W tym roku np. w dobrej cenie (LOT oferował 1 i 3 lot od 99zł, a Volotea od 9-29€ na oficjalnych stronach) mogliśmy mieć loty Warszawa-Wenecja-Skiathos-Warszawa. Można też czasami przepłynąć między greckimi wyspami lub np. wrócić do pobliskiej Werony. Czasami może nawet warto nieco przepłacić, bo możemy trafić na lot Boeingiem 717, a to dla niektórych może być gratka, gdyż mało już kto nimi lata, a już w szczególności w Europie. Volotea bazuje na głównym Weneckim lotnisku kilka takich maszyn.

No, ale wracając do Wenecji, warto zacząć od spojrzenia na mapę połączeń Vaporetto. Wersję w wyższej rozdzielczości znajdziecie - tutaj. Na mapie naniosłem numery miejsc, które później będę opisywał. Aby łatwiej było zlokalizować daną wyspę, numery idą od góry do dołu. Zapewne zauważyliście 3 różne kolory. Oznaczają one czy polecam daną wyspę/atrakcję. Kolor ciemno zielony to "naprawdę warto", jasno zielony to "można", a pomarańczowy "lepiej odpuścić". Zdetronizowanie Murano jest nieco subiektywne, ale pamiętajcie, że osobiście zachęcam Was do zobaczenia wszystkich zaznaczonych na zielono wysp oraz Arsenału.
Na mapie jest jeszcze kilka wysp. Murano składa się z kilku wysp, które połączone są mostami. Lazzaretto jest dostępna dla zwiedzających, ale tylko w określonych porach i trzeba się zapisać. W związku z czym nie było mi dane jej odwiedzić. Fusina, to żadna wyspa, a raczej wielki parking na lądzie. Istnieje jeszcze kilka innych wysp, ale są one niezamieszkałe, niedostępne lub prywatne. Czasami są to też wyspy hotelowe jak luksusowy hotel Kempinski w miejscu dawnego psychiatryka na wyspie San Clemente).
Załącznik:
2020-11-16.png
Relacja jest o różnych wyspach, ale chciałbym, żeby to było jednak w miarę pełne kompendium, dlatego zacznę od rzeczy ogólnych, potem przejdę do poszczególnych wysp zgodnie z numeracją, a na koniec mimo wszystko opisze także wyspę główną, a może i wspomnę o Mestre, bo to tam znacznie łatwiej o tani nocleg.
Najważniejsza rzecz w podróżowaniu po wyspach laguny weneckiej to bilet. Nie ma możliwości, wpław nie przepłyniecie, Vaporetto to jedyna możliwość dostania się na inne wyspy nie licząc prywatnej łodzi. Bilet jednorazowy nie ma żadnego sensu, gdyż kosztuje, aż 7,5€ i choć w przypadku niektórych wysp jesteście w stanie na nim obrócić w dwie strony, to znacznie lepiej zainwestować w karnet. Mamy do wyboru 1 (20€),2 (30€),3 (40€) i 7 dniowy (60€). Dodatkowo jeśli macie poniżej 30 lat, to możecie kupić 3 dniowy karnet za 22€ + 6€ za kartę Rolling Venice upoważniającą Was do zniżek np. w Muzeach. Karta jest ważna rok, dlatego możecie np. przez 3 dni pływać po wyspach, a następnie pieszo zwiedzać główną wyspę wraz z jej muzeami np. przez 2 kolejne dni. Ta uwaga dotyczy też pozostałych. Chodzenie po głównej wyspie jest przyjemne, nie ma samochodów, niemal wszędzie jest ciekawie i można się schować przed słońcem w wielu wąskich ścieżkach.

Jeśli mieszkacie w Mestre, to za 1,35€ w 10-11 minut dojedziecie pociągiem na wyspę. W ostatnich latach w okolicach stacji Mestre zbudowano bardzo wiele tanich hoteli, dlatego jest spora szansa, że tego typu dojazd będzie dla Was szybszy niż tramwaj lub autobus. Niestety pociąg nie jest dostępny w ramach karnetu, wtedy trzeba będzie korzystać z wcześniej wspomnianego tramwaju lub autobusu. Oba są zresztą w porównywalnej do pociągu cenie, 1,5€ za do 75 minut jazdy. 7,5€ obowiązuje tylko na tramwaj wodny. Ilość połączeń każdego dnia niezależnie od wybranego środka transportu jest naprawdę duża, więc nie musicie nawet jakoś specjalnie planować konkretnego czasu wyjazdu. Powrót do Mestre nawet w środku nocy jest możliwy. Dwie nocne linie autobusowe jeżdżą przez całą noc co pół godziny, co 10 lub 20 minut następuje więc kolejny odjazd z wyspy. Wracałem kiedyś ok. 2 i wszystko działało sprawnie, typów z pod ciemnej gwiazdy nie było.

No dobra, a więc od początku. Do Wenecji można dostać się na wiele sposobów. Może to być Flixbus bezpośrednio z pod lotniska w Bergamo lub z innego włoskiego miasta np. Bolonii, pociąg np. z Mediolanu czy Werony, ale i oczywiście przylot bezpośrednio do Treviso lub na główne lotnisko Marco Polo. Niestety po za Warszawą i lotem LOTem (przed pandemią), ilość rotacji tygodniowo jest mocno ograniczona, dlatego nie zawsze lot bezpośredni będzie najbardziej optymalny. W starych dobrych czasach Flixbus z Bolonii kosztował ok. 30zł, z Bergamo ok. 50zł, Italo treno z Mediolanu za 9,9-14,9€, a to wszystko jeszcze można było obniżyć kodem. Teraz to poszaleli z tymi cenami, więc lepiej wszystko sprawdzić przed zakupieniem lotu na odległe lotniska.
Jak się dostać z danego weneckiego lotniska dowiecie się w odpowiednich tematach na forum. W tym miejscu zaczynam swoją przygodę z głównego lotniska. Bardzo Wam polecam wybranie łódki firmy Alilaguna - bilet kupcie tu. Niestety nie jest ona w cenie karnetu (zresztą to samo dotyczy autobusu bezpośrednio z lotniska). Do Murano dostaniecie się za 7€ jeśli kupicie bilet przez internet i 1€ więcej jeśli na miejscu. Jeśli kupicie bilet w 2 strony to zapłacicie 13€ lub 15€. Wenecja właściwa lub Lido, to odpowiednio 14€ i 15€ w jedną stronę oraz 25€ i 27€ w dwie strony. Koniecznie pamiętajcie, że bilet kupiony przez internet musicie odebrać w kasie. Przypłynięcie na lotnisko statkiem daje dużo więcej frajdy niż autobusem, a niekoniecznie musi być dużo droższe, szczególnie jeśli popłyniemy na/z Murano, a stamtąd już na karnecie popłyniemy dalej. Podstawowa cena na autobus z lotniska to 8€ zarówno za miejski jak i przyśpieszony. Ten pierwszy w przypadku kupowania go z karnetem kosztuje 6€. Myślę, że jednorazowo warto zaszaleć. Ja akurat wybrałem sobie taki powrót w związku z czym miałem sporo problemów, żeby wymienić mój internetowy bilet na fizyczny. O ile na lotnisku, to prosta sprawa, to na mieście nie koniecznie. Punkty sprzedaży w większości ich nie wymieniają. Dla potomnych wspomnę, że na stacji kolejowej na wyspie (Venize St. Lucia) przy linii peronów po prawej znajdziecie właściwą kasę. Problem z wydawaniem biletów, nie tylko tych, niestety zdarzył mi się nie raz.
Z lotniska chciałem jednak jechać autobusem i to możliwie jak najtaniej, dlatego udałem się w pieszą podróż do najbliższego przystanku po za lotniskiem czyli Tessera. To tylko kilka minut, a jednocześnie pokazanie środkowego palca mafii lotniskowej z ich absurdalnymi dopłatami. Rozkład jazdy oraz trasę znajdziecie na stronie ACTV. Jeśli chcecie jechać na wyspę wybierzcie autobus 5, jeśli do Mestre to 15. Tutaj następuje kolejna uwaga, bilet jednorazowy nie jest możliwy do kupienia na lotnisku, ani w autobusie. Można go kupić tylko przez aplikację. Pozdrawiam w tym momencie siebie z przeszłości z telefonem na Windowsie. Tak się zaczęła moja nienawiść do Wenecji. Na szczęście po drugiej stronie ulicy jest kiosk (Tabacchi z szyldem z dużą literą T) i tam sprzedawali bilety. Na lotnisku dostaniemy za to bez problemu karnet i ewentualnie naszą kartę Rolling Venice w punkcie Venezia Unica. Możemy go aktywować w autobusie na przystanku Tessera.
Do odjazdu autobusu zostało mi trochę czasu, dlatego udałem się pod pobliski kościół, żeby uciec przed słońcem.
Załącznik:
pomnik-przy lotnisku.JPEG
Załącznik:
kościół-przy lotnisku.JPEG

Na koniec tylko dodam, że nigdy nie odbyłem opisywanej tutaj podróży. Owszem, odwiedziłem opisywane miejsca, ale niekoniecznie w tej kolejności. Większość będzie dotyczyła mojej tegorocznej wizyty w Wenecji, ale częściowo także poprzedniej podróży np. opis Biennale Architektury/Sztuki, które w tym roku się nie odbyło, a uważam, że warto choć raz w życiu coś takiego zobaczyć, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami tego typu wystaw. Jest to pewnego rodzaju unikat na skale światową, bo mamy tu do czynienia m.in. z grupę zdaje się ponad 100 krajów, które co roku aranżują swoje osobiste przestrzenie dziełami "lokalnych" artystów.
Tyle tytułem wstępu, zapraszam jednocześnie na pierwszy odcinek, czyli wyspę Torcello, który ukarze się jeszcze dzisiaj jak go napiszę i jak ktoś napisze komentarz, żeby mi się nie dodał do wstepu jako aktualizacja.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
meczko uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 17 Lis 2020 22:14 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
1. Torcello

Czy warto się wybrać? Można, ale jeśli nie macie czasu, to sobie odpuśćcie.

Jak się dostać? Większość z Was będzie ją zwiedzać wraz z Burano. Po między Torcello i Burano kursuje tramwaj wodny nr 9, co 15 minut między 9 a 18. W godzinach porannych i wieczornych dostaniemy się tutaj także z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove) i z Murano - vaporetto nr 12.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 38 minut z przystanku Fondamente Nove, 29 minut z Murano Faro - Vaporetto nr 12 lub 5 minut z Burano - Vaporetto nr 9.

Co tutaj się znajduje? Bazylika Santa Maria Assunta z VII-XI w. z pięknymi mozaikami, kościelna dzwonnica, Kościół Santa Fosca z XI-XII w, Muzeum prowincjalne, łąki i bagna.

Ile czasu potrzeba? Jeśli nie będziecie wchodzić do muzeum to >1h. Z muzeum i posiłkiem odpowiednio więcej, ale myślę, że więcej niż 3h tu nie spędzicie.

Ile trzeba przejść? Co najmniej 1,5km. Ja zrobiłem ponad 2km.

Minęła doba, więc ten post nie powinien połączyć się ze wstępem. Zapraszam więc na wyprawę do kolebki weneckiej kultury.
Załącznik:
mapa.jpg
Jako, ze był to pierwszy punkt mojego zwiedzania, to dotarłem na wyspę dość wcześnie. Vaporetto nr 13 z przystanku Fondamente Nove pływa tu bezpośrednio zdaje się do 9 rano. To jest zaleta, bo nie trzeba się przesiadać na Burano. Niestety w moim przypadku oznaczało to zamknięte muzeum. Trudno mi powiedzieć czy dużo straciłem czy nie. Musicie sami zdecydować.
Z samego rana wyspa była pusta. Dosłownie kilka osób, co widać na zdjęciu, przybyło wraz ze mną. Przyznaję, że nawet do Burno tłumów nie było, może taka pora, albo pandemia. Zanim zacumowaliśmy na przystanku można było podziwiać trudno powiedzieć co, jakieś bagienko (1). Wysiadłem i co? Nic, jest wykostkowana ścieżka i nic więcej. Trzeba nią iść przez jakieś 300 metrów (2). Dochodzimy do jakiś zabudowań (3). Znajdują się tu jakieś restauracje, jeśli ktoś chce można też tu przenocować z dala od zgiełku wyspy głównej. Jeszcze kawałek i trafiamy do części historycznej. Znajdziemy tutaj jedne z najstarszych obiektów na lagunie Weneckiej.
Załącznik:
bagienko.JPEG
Załącznik:
droga z przystani.JPEG
Załącznik:
można coś zjeść lub zamieszkać.JPEG
Na Torcello uciekli swego czasu mieszkańcy lądu i to tutaj jeszcze w X w. znajdowało się ważny ośrodek miejski. Mieszkało tu nawet ponad 10000 osób. Była to nawet siedziba biskupa. To co zobaczymy obecnie to tylko jakieś resztki, ale nie znaczy, ze nieciekawe. Nawet bez wchodzenia do muzeum możemy zobaczyć kilka kamiennych artefaktów poukładanych wokół ścian budynków (4). Po prawej stronie stoi Kościół Santa Fosca (5), do którego niestety nie można było akurat wejść. Zaraz obok stoi Bazylika Santa Maria Assunta wraz z dzwonnicą (6 i 7). Znajdziemy tutaj słynne freski. Dzwonnica niestety była w remoncie. Z przodu mamy jeszcze ruiny apsydioli i kolejny uroczy budynek (8). Można się okręcić dookoła siebie i wszystkie zabytki mamy wokół siebie. Właściwie trudno sobie wyobrazić, że to spokojne obecnie miejsce tętniło życiem i opływało w dostatki ze względu na położenie na szlakach handlowych i sprzedaż soli. Bazylika wręcz zadziwia swoją nieproporcjonalną wielkością. Miałem wrażenie jakby kogoś mocno poniosło i zbudował wielki kościół w małej wiosce. Podobno wszystkiemu winna epidemia malarii. Torcello zaczęło być ponownie dostrzegane, gdyż Ernest Hemingway, spędził tu część roku 1948. Pisarz bardzo upodobał sobie wyspę.
Załącznik:
trochę historii.JPEG
Załącznik:
Kościół Santa Fosca.JPEG
Załącznik:
Bazylika Santa Maria Assunta .JPEG
Załącznik:
Bazylika Santa Maria Assunta z dzwonnicą.JPEG
Załącznik:
hmmm.JPEG
Właściwie to byłoby na tyle jeśli chodzi o historie. Obszedłem kościół. Jeśli ktoś chce może sobie tutaj odpocząć. Jest tu mnóstwo zieleni, drzewo, łąka, woda, sielsko i spokojnie. Postanowiłem iść dalej, ścieżka co raz bardziej zarastała, aż w końcu się skończyła. Zawiedziony jakoś bardzo nie byłem, bo miałem świetny widok na Burano (9), urocze miejsce. Nie chciałem jednak wracać tę samą drogą, więc poszedłem polną ścieżką nad kanałem. Po drodze podziwiałem lokalne gospodarstwa (10). Następnie ponownie skierowałem się w stronę głównej ścieżki i pokonałem słynny most "Ponte del Diavolo" (11). Szczerze mówiąc trudno było się domyślić, że to XV. zabytek.
Załącznik:
widok na Burano.JPEG
Załącznik:
powrót polną ścieżką.JPEG
Załącznik:
słynny mostek.JPEG
Na tym skończył się mój pobyt na Trocello, a ja wsiadłem do Vaporetto nr 9 i udałem się w kierunku Burano.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
jaco027 uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 18 Lis 2020 22:06 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
2. Cavallino-Treporti

Czy warto się wybrać? W domu się Wam nudzi? Lepiej patrzeć jak schnie farba.

Jak się dostać? Z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove) i Murano (Faro) linią numer 12 (przez Burano) lub 13 (przez San Erasmo) na przystanek Treporti. Z placu Św. Marka i Lido linią nr 14 na przystanek Punta Sabbioni.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 58 minut z przystanku Fondamente Nove, 49 minut z Murano, 15 minut z Burano - Vaporetto nr 12; Godzinę z przystanku Fondamente Nove, 51 minut z Murano, 30-13 minut z San Erasmo - Vaporetto nr 13; 35 minut z placu Św. Marka, 21 minut z Lido - Vaporetto nr 14.

Co tutaj się znajduje? Rozczarowanie

Ile czasu potrzeba? W ogóle. Ja spędziłem tutaj tylko 1,5h.

Ile trzeba przejść? Najlepiej nic. Zapakujcie się z powrotem na Vaporetto i wracajcie. Ja szedłem z 5 km.

Jak już chyba zauważyliście nie polecam, ale zawsze jest jakieś ale, nie doszedłem do plaż, a pewnie warto. Być może akurat źle trafiłem, ale z drugiej strony inne miejsca jakoś sobie poradziły.
Zacznijmy jednak od jednaj bardzo ważnej sprawy. To uzurpatorzy, właściwie to są na półwyspie i nie powinienem ich liczyć jako wyspa w mojej relacji. Choć w sumie jak spojrzeć na mapę, to przystanek Treporti jest na wyspie, bo jakiś tam kanał oddziela ten fragment lądu.
Na wyspę przypłynąłem dość późno, był to ostatni przystanek mojej podróży tamtego dnia. Przypłynąłem do Treporti, a wypłynąłem z Punta Sabbioni. Drogę po między nimi przeszedłem, trasa wyglądała mniej więcej tak jak na mapie poniżej.
Załącznik:
mapa.jpg
Z San Erasmo przybyłem tutaj Vaporetto nr 13. Wysiadam i nie bardzo wiem gdzie jestem. Właściwie widzę jakiś wielki parking, budynek i nic więcej. Przyznaję, byłem zmęczony i w sumie dość zadowolony z poprzednich odkryć. Nic dziwnego, że czułem się rozczarowany. Trochę nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Uznałem, że trzeba iść przed siebie, coś tu w końcu musi być, skoro jest przystań. Ludzi wysiadło ze mną sporo, ale prawie wszyscy poszli do samochodów. Nieliczni udali się do autobusu. Niby mam karnet, ale zdaje się, że tam to on już nie działa, bo obsługują ich autobusy AVTO (jeżdżą też na weneckie lotniska). Nawet nie próbowałem się pytać. Uznałem, że piechotą też można się wydostać. Niestety pierwsze próby nie były udane. Potem natrafiłem na policję i zacząłem się stresować, że nie da się wyjść i że zaraz zaczną mi zadawać pytania. To jakoś poprawiło wydajność mojego umysłu i od razu znalazłem ścieżkę oraz nawet jakiś ludzi nią idących. Na szczęście chodnik nie wyglądał na taki co miałaby się zaraz kończyć i rzeczywiście nie skończył się. Można więc spokojnie chodzić tutaj pieszo, nawet jeśli mało kto to robi i przez pierwszy kilometr właściwie nie było nic do czego ktokolwiek po cokolwiek miałby przychodzić. Dotarłem jednak do pierwszego mostku, a tu już było widać jakąś cywilizację. Jeszcze raz odpaliłem mapę w telefonie i zaplanowałem moje przejście do Punta Sabbioni. Wyszło mi, że nie ma szans bym dotarł tam za dnia, no ale cóż, miałem nadzieję, że nic ciekawego przez to jednak nie przegapię.
Załącznik:
Treporti.JPEG
Załącznik:
cały czas przed siebie.JPEG
Załącznik:
pierwszy most.JPEG
Idąc dalej natrafiłem na słynny XX w. kościół Trójcy Przenajświętszej. Trochę mu brakowało, do tego do czego przyzwyczaiła mnie Wenecja, a może i całe Włochy. Nawet nie wchodziłem. Śpieszyłem się, by jak najwięcej zobaczyć za dnia. Ogólnie cała okolica wyglądała jak zwykłe miasteczko, niby można się po nim przejść, ale właściwie po co? Na przykład po to, by zobaczyć jakiś typowy budynek lub jakiś nietypowy budynek, który pachnie trochę brutalizmem, a przynajmniej tak go określiłem na potrzeby zwiększenia zadowolenia z oglądania go. Znajdziemy tu też przykłady zrównoważonego produkowania energii - mają od czas do czasu jakieś solary. Kto by się spodziewał, że tak szybko dojdę do trzeciego mostka i tym samym trafię już oficjalnie na półwysep. Ten konkretny most był zwodzony. Nie wiem na ile często zdarza się mu podnosić, ale pamiętam, że jako dziecko uwielbiałem stać i gapić się jak się podnosi most, zdaje się, w Dziwnowie.
Załącznik:
kościół św. Trójcy.JPEG
Załącznik:
taki tam domek.JPEG
Załącznik:
brutalizm.JPEG
Załącznik:
energia odnawialna.JPEG
Załącznik:
trzeci mostek.JPEG
To miejsce jest też ważne z innego powodu. Kilkadziesiąt metrów dalej po prawej jest supermarket. Po raz kolejny w przypadku moich podróży jestem głodny, bo nic nie jadłem od dawna. Jedzenie batonów, to jednak nie to samo, a na San Erasmo i wyspie Vignole nie bardzo miałem gdzie zjeść coś sensownego. Choć dla wielu z Was supermarket nie wydaje się ziemią obiecaną jeśli chodzi o jedzenie we Włoszech, to dla mnie w tamtym momencie nią był. Nawet trójkątna kanapka w tamtym momencie jawiła się jako wykwintne danie. Szczerze mówiąc już nie pamiętam co kupiłem po za bananem i lodami, ale od razu jakoś mi się humor poprawił.
Od razu napisze, że to nie tak, że żadnej knajpy czy czegoś podobnego nie było przez całe 5 km, ale musicie pamiętać, że śpieszyłem się. Robiło się już ciemno, a ja miałem jeszcze ze 2,5 km drogi piechotą do pokonania. Władowanie się na Vaporetto, potem jeszcze jedno, a potem jeszcze autobus, jak nic ponad 2 godziny, a w rzeczywistości nawet dłużej, bo zalało plac św. Marka i pierwszy raz było mi to dane doświadczyć. Mojżesz powoli zaczyna działać, więc w przyszłości już może nie będzie można doświadczyć łażenia po kolana w wodzie w tym miejscu. Z tej radości pokręciłem się jeszcze trochę po okolicy i w hotelu byłem naprawdę późno.
Jeszcze kawałek i doszedłem do głównej drogi. Teraz już cały czas przed siebie. Jestem już jednak zaspany i każde kolejne pół kilometra przychodzi mi z coraz większą trudnością. Nadal nic ciekawego nie widzę. Chodnik cały czas jest za to ok. Gęstość zabudowy znowu spada. Co chwile zerkam na mapę w nadziei, że już niewiele mi zostało. Przechodzę obok jakiejś ruiny, którą zaczęła odzyskiwać natura. Zrobiło się już ciemno, a ja trafiam na spore rondo z napisem "Welcome". Cel mej podróży już blisko. Jeszcze kilka minut i jestem na przystanku. Nie mam pojęcia, o której najbliższe Vaporetto, ale to nie ma znaczenia, bo zawsze to koniec tułaczki, przynajmniej na chwilę. Okolica wygląda jak na zdjęciu. Mamy jakąś informację turystyczną, pomnik i budę z jedzeniem. Przypływa tu tez prom samochodowy.
Załącznik:
już bliżej niż dalej.JPEG
Załącznik:
wreszcie coś ciekawego.JPEG
Załącznik:
no nie wiem.JPEG
Załącznik:
IMG_4353.JPEG
Jakoś się szczęśliwie złożyło, że Vaporetto nr 14 na plac św. Marka odpływało za kilka minut. Wraz ze mną wsiadło dosłownie kilka osób. O tej porze ludzie pływają raczej w odwrotnym kierunku. Siadam na zewnątrz i pozwalam orzeźwić się powiewom wiatru.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
jaco027 uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 19 Lis 2020 19:42 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
3. Murano

Czy warto się wybrać? Można, ale jeśli nie chcecie oglądać pokazów tworzenia szkła, a wahacie się miedzy Murano i Burano, to lepiej wybrać to drugie.

Jak się dostać? Każdemu typowemu turyście polecam sezonową linię 7 z placu św. Marka. Mamy też linię 4.1 i 4.2, które przepływają przez większość przystanków głównej wyspy oraz 3 z pętli autobusowo-tramwajowej i przystanku kolejowego. Jest też np. sezonowe 18 z Lido 12 z Burano czy 13 z San Erasmo. Kursuje tu także linia nocna.

Ile czasu trwa dopłynięcie? Zależy od miejsca startu. 9 minut z przystanku Fondamente Nove czyli głównego hubu w kierunku północnym, 20-30 minut z dworca kolejowego, przystanku autobusowego i nawet 40 minut z plac św Marka. Rozkład jazdy 7 nie jest na tę chwilę dostępny, ale prawdopodobnie pozwala wam ona oszczędzić z kwadrans.

Co tutaj się znajduje? Wyspy te znane są z wyrabiania szkła oraz bycia Wenecją w mniejszej skali. Mamy tu także kilka pięknych kościołów, muzeum i latarnie morską.

Ile czasu potrzeba? To kolejne miejsce jakich tu wiele. Absolutnie nie chodzi mi o wtórność a raczej o fakt różnych typów zwiedzania. Można spędzić 30 minut i w sumie starczy, ale tak naprawde warto poświęcić tutaj ze 2 godziny nie licząc czasu na muzeum szkła czy posiłek. Np. Michelin zakłada preferowany czas zwiedzania na 1,5 godziny.

Ile trzeba przejść? To trochę zależy od Was samych, ale 2 km to minimum, żeby przejść po tym co ważne. Zawsze można też popłynąć wokół którąś z linii Vaporetto. Nie mniej jednak przejść się wzdłuż Rio del Vetrai i wejść np. do Bazyliki Najświętszej Maryi Panny i św. Donata warto.

Murano jest chyba najpopularniejszą z wysp laguny weneckiej nie licząc oczywiście tej głównej. Różnego rodzaju opisów, relacji i porad pojawiło się, także na tym forum, sporo. Jest to dobry wybór na pierwszy wypad gdzieś dalej, bo od razu odczuwa się inność w porównaniu z Wenecją właściwa, a jednocześnie to tylko kilka minut podróży Vaporetto. Określenie "mała Wenecja" wydaje mi się tutaj jak najbardziej właściwe. Jest trochę spokojniej, wszystko jest niższe, mniejsze, trochę biedniejsze, ale nadal zachwycające. Wzdłuż kanałów są chodniki w przeciwieństwie do części kanału Grande, więc można sobie tu swobodnie spacerować. Szczególnie teraz można było swobodnie chodzić wzdłuż wyspy bez zbędnego tłoku, w normalnych czasach bywa różnie, choć i tak luźniej niż na moście Rialto i przy innych topowych atrakcjach.
Załącznik:
widok z vaporetto.JPEG
Załącznik:
przy przystanku navagero.JPEG
Załącznik:
wenecki autobus hop on hop off.jpg
Załącznik:
no ten kanał wygląda jakoś bardziej grande.jpg
Załącznik:
z mostu.jpg

Większość osób przypływa tutaj dla szkła, dlatego mam dla Was cytat z jednego ze sklepów: "Szanowny kliencie! Być może nie wszystko, co wydaje się sprzedać jako przystępne jak niektóre artykuły w innych sklepach. Powodem jest to, że tylko sprzedają towary z Murano i żaden z Chin." Szkło z Murano jest drogie i jeśli cena wydaje Ci się normalna, to najprawdopodobniej to chińska podróbka. Jeśli nie widzisz różnicy, to może nie kupuj wcale, aby nie zachęcać sprzedawców na Murano do sprzedaży podróbek. Na Aliexpress będzie równie dobrze, a taniej.
Załącznik:
przy murano colonna.jpg
Załącznik:
w drodze na poszukiwanie szkła.jpg
Załącznik:
szkło znalezione.jpg

Zostawiam Was z kilkunastoma zdjęciami z własnych przechadzek po wyspach. Część jest z czasów pandemicznych, część z wcześniej. To kolejne z miejsc, po którym można sobie pochodzić bez żadnego planu, szczególnie jeśli zobaczyliśmy już proces wyrobu szkła i weszliśmy do jednego lub kilku kościołów.
Załącznik:
rzeczywiście wygląda jak mała wenecja.jpg
Załącznik:
rzeczywiście wygląda jak mała wenecja2.jpg
Załącznik:
mini wenecja.jpg
Załącznik:
przed pandemiczne czasy.jpg
Załącznik:
świąteczne ozdoby we wrześniu.jpg
Załącznik:
wieża zegarowa bazyliki.JPEG
Załącznik:
Bazylika Santi Maria e Donato.JPEG
Załącznik:
wnętrze bazyliki.JPEG
Załącznik:
no chyba widać.JPEG
Załącznik:
na murano jak widac tłumy.JPEG
Załącznik:
ulica.JPEG

Stojąc na przystanku Murano Colonna mamy dobry widok na cmentarz na wyspie San Michele. Z kolei Murano Faro, to piękna latarnia. Trudno powiedzieć przy którym przystanku lepiej wysiąść. Pewnie najlepiej pokręcić się przy obu.
Załącznik:
widok na cmentarz.jpg
Załącznik:
latarnia.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 19 Lis 2020 22:19 

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 67
Loty: 178
Kilometry: 329 695
niebieski
Swietne kompedium wiedzy, na pewno pomoze w planowaniu wyjazdu w te rejony.
Góra
 Relacje PM off
adam1987 lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 20 Lis 2020 22:37 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
4. Burano i Mazzorbo

Czy warto się wybrać? Koniecznie, jesli macie trochę czasu, żeby wyrwać się z wyspy głównej, to najlepiej tutaj.

Jak się dostać? Z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove) i z Murano - vaporetto nr 12. Pływa tu także linia nocna.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 43 minut z przystanku Fondamente Nove na Burano i 33 do Mazzorbo, 34 i 24 minut z Murano Faro - Vaporetto nr 12

Co tutaj się znajduje? Burano jest znane przede wszystkim z kolorowych domków. Są tu też m.in. Kościół Św. Marcina i muzeum Koronki. Mazzorbo to trochę zieleni, winnica i Kościół Św. Katarzyny.

Ile czasu potrzeba? Jeśli nie będziecie wchodzić do muzeum to na samo Burano i kościół starczy 1h. Rekomendowany czas pobytu na wyspie to jednak 1,5h. Wizyta w muzeum to ok. 1h. Dodatkowe 30 minut dodajcie na Mazzorbo.

Ile trzeba przejść? Co najmniej 1,5 km jeśli chcecie spacerować tylko po Burano i kilkaset metrów więcej w przypadku wyprawy na Mazzorbo. Ja zrobiłem ponad 4 km.

Burano, to kolejna wyspa, obok Murano, która jest bardzo dobrze opisana i obfotografowana. Mazzorbo choć jest połączona z Burano mostem, to nie przyciąga już takie zainteresowania. Przyznaję, że i ja potraktowałem ją po macoszemu ze względu na napięty harmonogram. Na mapie zaznaczyłem fragment trasy, który jest tym podstawowym do przejścia, choć jeśli macie czas to polecam Wam pokręcić się również po nabrzeżu. Krzyżyk to supermarket coop jeśli chcielibyście kupić jakieś przekąski czy napoje, a niekoniecznie mieli czas na wizytę w kawiarni. Jak widać Burano składa się z pięciu "wysp", a Mazzorbo z kolejnych dwóch.
Załącznik:
mapa.jpg

Jako, że niestety trochę pokręciłem numerację wysp, to Burano i Mazzorbo pojawiają się dopiero teraz, choć powinny zaraz po Torcello. Ze względu na bliskość warto zrobić wszystkie trzy wyspy za jednym razem. Taka wyprawa to jednak co najmniej 4 godziny, choćby ze względu na dość znaczną odległość od Wenecji właściwej. Jeśli jednak chcemy się wszystkim nacieszyć, przysiąść w knajpce i napić się kawy, pobuszować między kramami z pamiątkami, to okaże się, że zajdzie nam pół dnia.
Tyle czasu nie miałem. Przybyłem tu dość wcześnie, bo ok. 10 z Torcello. Pierwsze wrażenie mam nieco inne niż to czego się można spodziewać po zdjęciach w internecie. Tych intensywnych kolorów jeszcze, aż tak nie widać (choć było je widać z promu). Przy przystanku znajdziemy mały skwerek, poidełko i pomnik. Zacząłem od zrobienie zdjęcia z widokiem na Torcello i miejsce, z którego robiłem takie samo zdjęcie tylko, ze z widokiem na Burano.
Załącznik:
przystanek Burano.JPEG
Załącznik:
pomnik i źródełko.JPEG
Załącznik:
widok na Torcello.JPEG

Nie wiedziałem gdzie się udać, więc poszedłem wzdłuż wybrzeża. Niestety widać, ze ta część jest mniej uczęszczana, bo tynk trochę bardziej tu odpada, nie ma też żadnych straganów czy knajp. Nawet kolory nie są tu tak wyraziste. Może to spryt mieszkańców? Dzięki temu mają spokój i mniej osób kręci im się pod oknami. Może jednak te wszystkie zdjęcia, które widziałem to lekka przesada. Idę dalej i okazuje się, że nie mogłem się bardziej mylić. Nadal jest pusto, ale już kolorowo. Jeszcze kawałek i dochodzę do kanału, który na zaznaczeniu na mapie jest ogonkiem.
Załącznik:
nie zawsze jest pieknie.JPEG
Załącznik:
robi się bardziej kolorowo.JPEG
Załącznik:
mają też kanały.JPEG

Ja jednak przechodzę przez most i idę dalej, aż do nadbrzeża. Tutaj po raz kolejny znajduję trochę zieleni i znowu spoglądam w kierunku Torcello. Chwilę później zakręcam i wracam do kanału, a następnie idę wzdłuż niego. Po jakiś dwustu metrach kanał zakręca o 90 stopni. Tutaj znajduje się mała kapliczka na ścianie jednego z budynków. Zastanawiam się czy nie przejść przez most, bo widać, że dalej robią jakieś remonty. Ryzykuje i idę dalej prosto, aż do głównego placu przy kościele św. Marcina. Na szczęście nie musiałem zawracać. Z tej perspektywy widać jak bardzo krzywa jest wieża, nawet ta w mieście Pizza wydaje mi się bardziej prosta.
Załącznik:
wybrzeże .JPEG
Załącznik:
kolejne domki.JPEG
Załącznik:
domki i krzywa wieża.JPEG

Nagle pojawiają się inni turyści. Większość przychodzi tu prosto z przystanku, bez zbędnego krążenia jak ja. Pojawiają się kramy. Plac jest dość duży po jednej stronie mamy muzeum koronki, a po drugiej słynny XVI wieczny kościół św. Marcina z charakterystyczną krzywą wieżą. Na samym placu stoi studnia oraz pomnik, ale jego podpis nic mi nie mówi. Dopiero później dowiaduje się, że Baldassare Galuppi to osiemnastowieczny kompozytor i twórca oper z Burano. Idę do kościoła, a tam zaraz za drzwiami wejściowymi wita mnie uśmiechnięty Jan Paweł II. Wnętrze kościoła nie jest bardzo imponujące, ale i tak nie odmawiam sobie obejścia go wokół. Warto zwrócić uwagę na obraz Giambattista Tiepolo z 1727 roku pt. "Crufixion". Właśnie przyjrzałem się swojemu zdjęciu i widzę, że to nie ten obraz. Ten właściwy jest naprzeciwko, po lewej stronie od wejścia, ale moje zdjęcie zawiera tylko jego fragment, więc go nie dodaje.
Załącznik:
muzeum koronki.JPEG
Załącznik:
kościół św. Marcina.JPEG
Załącznik:
kościół św. Marcina - wnętrze.JPEG
Załącznik:
to ten obraz.JPEG

Wychodzę z kościoła. Niestety nie mogę wejść na wieżę, a zapewne widok z niej byłby świetny. To już kolejny punkt widokowy, który muszę odpuścić, a przyznam, że co do zasady uwielbiam włazić po milionie kręconych schodów, żeby po kilku-kilkunastu minutach ledwo dysząc zachwycam się widokami. Kieruje się na główną drogę, ale dość szybko skręcam w lewo by skierować się w kierunku kolejnego kanału i kolejnej wysepki tworzącej Burano. Co ciekawe nazywa się ona Giudecca czyli tak jak południowa wyspa Wenecji właściwej (w sumie to nie wiem czy to jeszcze Wenecja właściwa, ale bardzo blisko, więc chyba tak). Jest to część o najmniejszym zaludnieniu, choć nadal przypada tu ponad 10000 osób na km2. Skręcam w prawo i idę wzdłuż wyspy. Zachodzę na chwilę na wybrzeże (zdjęcie numer 2 jeśli się nie mylę). Przechodzę przez kolejny most w okolicy kościoła św. Barbary. Tutaj irytują mnie turyści, którzy blokują drogę, robią zdjęcia i nie noszą maseczek, choć w tłumie jest to zalecane przez władze. Sam zakładam, żeby ukryć moje poirytowanie, nie żeby ktoś zwrócił na nie uwagę, ale co tam. Kawałek dalej mamy placyk ze skwerkiem i widok na kolejne kolorowe domki. Kręcę się po uliczkach i zawracam w kierunku przystanku Vaporetto. Po drodze natrafiam na supermarket Coop. To chyba jedyny większy sklep na wyspie. Zaznaczyłem go dla Was na mapie. Może się przyda. Idę dalej w kierunku przystanku i dalej wzdłuż wybrzeża w kierunku mostu. Robię ostatnie zdjęcie z widokiem na Burano.
Załącznik:
główna aleja.JPEG
Załącznik:
z innej perspektywy.JPEG
Załącznik:
i jeszcze raz.JPEG

Przechodzę na Mazzorbo. Wyspa ta jest niemal 2,5 raza większa od Burano, ale mieszka tu z 10 razy mniej ludzi. Wynik jest prosty, mamy tu bardzo dużo zieleni. Zaraz za mostkiem znajduje się winnica. Nie wiem czy można tu wejść, ale na chwilę wchodzę, bo jest otwarte. Zdaje się, że mają tu restauracje z lokalnymi produktami. Idę dalej wzdłuż wybrzeża w kierunku przystanku Vaporetto - Mazzorbo. Na rogu wyspy trafiam na uroczy park. Można odpocząć od Słońca. Jak widać jakaś rodzina z dziećmi, również dostrzega potencjał tego miejsca. Z parku mamy widok na wieżę. Wygląda znajomo, ale nie jest to ta stojąca przy kościele św. Marcina. Na zdjęciu po prawej widać natomiast coś co wygląda jak wieża ciśnień, ale znajduje się po drugiej stronie, w cichej części Burano.
Załącznik:
park na mazzorbo.JPEG
Załącznik:
2 wieże.jpg

Wychodzę drugim wyjściem z parku i idę dalej w kierunku przystanku, przechodzę obok niego i idę dalej przed siebie, bo mam jeszcze 10 minut do mojego Vaporetto. Spoglądam na znajdująca się po drugiej stronie wody wyspę Mazzorbetto. Tam niestety nie dopłyniemy komunikacją publiczną. Wracam na przystanek, bo już najwyższy czas. W drodze na wenecką wyspę główną robie jeszcze zdjęcie z widokiem na jedyny kanał na Mazzorbo. Jak sami widzicie na wyspie może i byłem, ale potraktowałem ja po macoszemu. Warto tu wejść do kościoła św. Katarzyny. To ostatni kościół jaki się tutaj ostał. Jeśli będziecie mieli szczęście i będzie otwarte powinniście być zadowoleni. Wyprawy w czasach pandemii mają swoje wady.
Załącznik:
mazzorbo w okolicach przystanku.JPEG
Załącznik:
widok na Mazorbetto.JPEG
Załącznik:
widok na Mazzorbo.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
paweł p lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 21 Lis 2020 17:18 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
5. San Michele - cmentarz

Czy warto się wybrać? Zdecydowanie. Jeśli nie macie wiele czasu, a chcecie zobaczyć jakąkolwiek inną wyspę, to jest to najlepszy wybór, bo całość z transportem zajmie Wam tylko 30 minut.

Jak się dostać? Pływają tu linie 4.1 i 4.2, które zatrzymują się na większość przystanków głównej wyspy, ale opływają ją w odwrotnym kierunku.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 6 minut z przystanku Fondamente Nove czyli głównego hubu w kierunku północnym lub 3 minuty z Murano (Colonna)

Co tutaj się znajduje? Bardzo różnorodny cmentarz i kościół św. Michała Archanioła.

Ile czasu potrzeba? 20 minut wystarczy (co tyle pływa linia 4.1 oraz 4.2), więc może być to przerwa w podróży między wyspą główną, a Murano. Jako, ze obie linie pływają naprzemiennie, to w razie potrzeby możecie wydłużyć swój pobyt o 10 minut albo skrócić. Zachęcam raczej do tego pierwszego.

Ile trzeba przejść? Trudno powiedzieć, wyspa nie jest bardzo duża. Najprawdopodobniej pokonacie mniej więcej jeden kilometr.

Nie wszyscy lubią zwiedzać cmentarze, ale ten jest w pewnym stopniu niezwykły. Bardzo podoba mi się idea, że ludzie całe życie mieszkający na wyspie, również po śmierci mogą tu zostać. Zabieranie ich na ląd mogłoby nie być właściwe. Oczywiście cmentarz jest stary (choć nie wszystkie jego części), więc taka argumentacja nie stała za jego powstaniem. Choć jest to główny Wenecki cmentarz, to znajdziemy jeszcze kilka innych. Jeden z nich znajduje się na Murano, co może wskazywać na jakąś formę odrębności mieszkańców Murano. Mamy też kilka małych lokalnych cmentarzy np. przy miejscowości Malamocco na wyspie Lido czy przy miejscowości Pellestrina na wyspie o tej samej nazwie.
Na cmentarz przybyłem z Murano po czwartej wieczorem. Wraz ze mną wysiadła tu tylko jedna osoba, ale spacerując po cmentarzu zauważyłem jeszcze kilkanaście innych ludzi, z czego mniej więcej połowa to turyści, a reszta osoby opiekujące się grobami. Wchodząc przez główną bramę natrafiamy na dziedziniec otoczony krużgankiem. W każdej takiej "kapliczce" znajdują się miejsca na trumny lub urny.
Załącznik:
1.JPEG

Sporo przypływających tu turystów przypływa tu, aby zobaczyć groby konkretnych osób. Spoczywają tu m. in. Igor Stravinsky, Joseph Brodsky, Jean Schlumberger czy Christian Doppler. Osobiście nie miałem takich motywów i bardzo zachęcam, żeby się ich wyzbyć. Oczywiście nie znaczy, że nie warto szukać tych konkretnych grobów (a jest to niestety raczej skomplikowane), ale dobrze jest się po prostu powłóczyć jak na po każdej innej weneckiej wyspie. Cmentarz składa się z wielu sektorów, które często są diametralnie różne od siebie. Trzeba pamiętać, że to cmentarz ekumeniczny, więc znajdziemy tu groby osób o rożnych wyznaniach. Niektóre części są bardzo kameralne inne bardzo duże.
Część grobów jest większa i wyższa, a inne mniejsze i niemal na wysokości ziemi. Czasami mamy też do czynienia z niewielkimi zakamarkami być może dla konkretnych rodzin. W porównaniu z moim okolicznym cmentarzem, typowy grób jest tu zdecydowanie mniejszy i niższy. Mam wrażenie, że mało gdzie są tak duże groby jak w Polsce centralnej.
Załącznik:
2.JPEG
Załącznik:
3.JPEG
Załącznik:
4.JPEG
Załącznik:
5.JPEG

Patrząc na wielkość wyspy, zaczynam się zastanawiać, na jak długo starczy tutaj miejsca. Idąc dalej przez przypadek natrafiłem na nową część cmentarza. Musicie wiedzieć, że cały czas trwa tutaj budowa i jest on sukcesywnie powiększany. Wygląda jednak to wszystko już nieco inaczej. Resztki ziemi jaka została jest użytkowana w sposób bardziej "ekonomiczny". Cały ten sektor na północnym skraju wyspy to grupa kolumbariów. To wcale nie tak, że obecnie konieczna jest kremacja. Wiele miejsc jest tutaj przeznaczona na trumny choć ustawione w 5 rzędach. Często na ścianach bocznych są natomiast miejsca na trumny. Jeśli ktoś zastanawia się jak dostać się do grobu ukochanej osoby na poziomie 5, to śpieszę z informacją, że co chwile stoją specjalne schody na kółkach, które możemy przesunąć w odpowiednie miejsce. W takich warunkach oczywiście nie ma możliwości na położenie wielkiego wieńca czy wielu zniczy, ale jak widać na zdjęciach ludzie jakoś sobie radzą. Zamiast zniczy są tu raczej lampki LED, a zamiast wieńców, bukiety. Wszystko wydaje się mądrze zaprojektowane i przygotowane. W razie deszczu są dachy. W różnych miejscach leżą miotełki, konewki, itp. Nowe kolumbaria są moim zdaniem ładniejsze i bardzo eleganckie. Powoli się zapełniają. Od razu widać, które poziomy są najbardziej popularne wśród Wenecjan.
Załącznik:
6.JPEG
Załącznik:
7.JPEG
Załącznik:
8.JPEG

Na cmentarzu mamy też część wojskową, ale po raz kolejny ze względu na konieczność zdążenia na Vaporetto na wyspę San Erasmo musiałem się zacząć śpieszyć i nie mogłem w pełni tego fragmentu zobaczyć. Niektóre groby wyróżniają się w stosunku do pozostałych, są duże i przybierają różne formy. Czasami mamy też do czynienia z małymi "kapliczkami".
Niestety nie było mi również dane odwiedzenie kościoła, który także znajduje się na wyspie. Jest to podobno najstarszy renesansowy wenecki kościół, więc jeśli podczas waszego pobyt byłaby możliwość zwiedzania, to myślę, że warto.
Załącznik:
9.JPEG
Załącznik:
10.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
metia lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 22 Lis 2020 20:53 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 481
srebrny
5. Sant'Erasmo

Czy warto się wybrać? Można. Ta wyspa jest inna niż inne. Nazywa się ją weneckim ogrodem, ale nie pełnym pięknych roślin, a bardziej owocowo-warzywnym. Można tu się poczuć jak na wsi.

Jak się dostać? Pływa tu linie 13, ma aż 3 przystanki na wyspie. Jest też linia nocna, choć naprawdę nie mam pojęcia co można tu robić po zachodzie słońca.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 28-43 minuty z przystanku Fondamente Nove czyli głównego hubu w kierunku północnym w zależności od przystanku, na który chcemy wysiąść. 19-38 minut będziemy płynąć z Murano (Colonna), a z Triportti to od 13 minut.

Co tutaj się znajduje? XIX wieczny fort i kościół Chrystusa Króla. A także zieleń, spokój i wiejskie klimaty bez brzydkich zapachów, jeśli by się jakiś mieszczuch obawiał.

Ile czasu potrzeba? Przejście między pierwszym, a trzecim przystankiem na wyspie to ok. 60 minut. Jeśli chcecie również odwiedzić fort, to musicie wygospodarować kolejne kilkadziesiąt minut, bo niestety jest on na innym skraju wyspy (zaznaczone krzyżykiem na mapie).

Ile trzeba przejść? Jakieś 4 km, bo ok. 3,5 km zajmuje przejście między skrajnymi przystankami na wyspie. Jeśli chcecie zobaczyć fort, to należy się liczyć z dodatkowymi ok. 2,5km. Możecie też zawsze wrócić z drugiego przystanku, wiele nowego już nie zobaczycie, co może Wam oszczędzić jakieś 1,5 km.

Załącznik:
mapa.jpg

Po 10 minutowej podróży z wyspy Vignole trafiłem na Sant'Erasmo. Kiedy podpłynęło Vaporetto, to pracownik, aż nie dowierzał, że turysta nie chce płynąć w drugą stronę (na główną wyspę). Coś w tym jest. Dla mnie Sant'Erasmo to jedno z wielkich odkryć laguny weneckiej, ale przyznaję, że tak racjonalnie do tego podchodząc, to właściwie nic tam nie ma. Dotarłem tam już po piątej, a to nie był jeszcze koniec moich planów na ten dzień. Przyznaję, ze nie sprawdziłem co ciekawego można zobaczyć na wyspie. Szczerze mówiąc, nie tylko tutaj miałem podobne nastawienie. Nie chciałem, żebym nastawiał się przed przyjazdem i skupiał na tym co polecane. Co zobaczę, to zobaczę, a jest szansa, że trafię na coś niepopularnego, ale dla mnie zachwycającego. Są tego niestety też pewne wady, bo potrafię przegapić to czego nie powinienem. Jedną z atrakcji wyspy jest Wieża Maksymiliana czyli XIX wieczny fort. Niestety nie dotarłem. Nie wiem czy bym się wybrał, bo jednak to zupełnie nie po drodze, ale przyznaję, że najwyraźniej jest brak oznaczeń, które by mnie na tę atrakcję naprowadziły. Zaznaczyłem umiejscowienie fortu na mapie, jak widać, trasa jest bardzo prosta. Z przystanku Capannone idziemy prosto przez sto metrów, skręcamy w prawo, kolejne 100 metrów prosto i w lewo. Dalej z kilometr pieszo i już będziecie widzieć wieżę. Obok jest też plaża, chyba jedyna na wyspie. Naturalnie można następnie iść drugą stroną wyspy, ale przystanków żadnych tutaj nie ma i ostatecznie i tak będziecie musieli wrócić. Zdjęcie z Wikipedii.
Załącznik:
Torre Massimiliana z wikipedii.jpg

Wracając jednak do tego co ja przeszedłem. Szedłem wzdłuż jednej krawędzi wyspy, właściwie niemal cały czas mniej więcej wzdłuż wybrzeża. Są tylko dwie drogi wzdłuż wyspy, więc właściwie nie ma innego wyboru, trzeba iść przy wybrzeżu, można sobie tylko wybrać, które wolimy. Wyspa ta jest miejscem skąd pochodzą produkty, który następnie jemy w tradycyjnych weneckich restauracjach. Mowa tu bardziej o roślinach, choć nie wykluczam, że może produkują także np. jakieś jajka. Słynną rośliną jest tutaj "castraure", czyli właściwie lokalna odmiana karczocha. Polecana jest szczególnie w risotto. Znając taką specjalizację wyspy, nie powinien dziwić jej wygląd. Osobiście byłem bardzo zachwycony, uczucie podobne do wyrwania się z miasta na wieś. Dużo tutaj kanałów, choć ich przeznaczenie to raczej nawodnianie upraw, a nie transport. Gdy wysiadłem na przystanku Capannone i przeszedłem 100 metrów do "głównej" drogi, moim oczom ukazało się mniej więcej coś takiego.
Załącznik:
IMG_4313.JPEG
Załącznik:
IMG_4314.JPEG
Załącznik:
IMG_4315.JPEG
Załącznik:
są i kanały choć inne.JPEG

Tutaj warto powiedzieć coś o drogach na wyspie. Po pierwsze nie ma tutaj chodnika. Po drugie istnieje tu normalny ruch samochodowy. Po trzecie to jednak wioska, a więc w sumie nie ma się co tym stresować. Choć droga jest dość wąska to samochody przejeżdżają rzadko i nie ma żadnego problemu ze spokojnym spacerem. Jeszcze dodajmy do tego fakt, że większość pojazdów poruszających się po tutejszych drogach to małe trójkołowce. Także bez stresu. Idę kawałek dalej i natrafiłem na prawdziwą metropolię, zgrupowanie kilku domków.
Załącznik:
ale metropolia wyrosła.JPEG

Bliżej drugiego przystanku na wyspie czyli Chiesa (Kościół) okazuje się, że trochę się pośpieszyłem z tą metropolizacją. Tutaj mamy już prawdziwe małe miasteczko. Najpierw mamy małą marinę z łódkami lokalnych mieszkańców. Mniej więcej tutaj zaczyna się chodnik i "nadmorska promenada". Miasteczko choć małe, to urocze. Znajdziemy tutaj mini supermarket, jakiś bar i kościół. Mimo wszystko raczej można założyć, że na wyspie nie ma żadnej infrastruktury turystycznej i lepiej wziąć sobie jakąś przekąskę i coś do picia. Następnie zwracam uwagę na drobne detale. Z jednej strony ciekawy pomysł na stojaki rowerowe, z drugiej ławki, na których można sobie przysiąść i popatrzeć sobie na lagunę. Przystają na chwilę i podziwiam widoki na Burano.
Załącznik:
jak inni wenecjanie mają własne łódki.JPEG
Załącznik:
centrum wyspy.JPEG
Załącznik:
ciekawy pomysł na stojak.JPEG
Załącznik:
miasto.JPEG
Załącznik:
widok w kierunku burano.JPEG

W centrum miasta znajduje się kościół Chrystusa Króla z 1929 roku. Środek nie jest bardzo zachwycający i w sumie nie koniecznie trzeba wchodzić. Dla zainteresowanych, znajduje się tu obraz Męczeństwo św. Erazma. Wersja mini wyprawy po wyspie to wizyta w tym kościele, pokręcenie się po pobliskiej miejscowości przez 5-10 minut i powrót. Z drugiej strony mamy ok. 40 minut do kolejnego Vaporetto, dlatego przejście do któregoś ze skrajnych przystanków jest jednak polecane.
Załącznik:
Kościół Chrystusa Króla.JPEG
Załącznik:
Kościół Chrystusa Króla - wnętrze.JPEG

Ja jednak idę dalej, zdaje się do najmniej ciekawej części wyspy, bo nie ma tam już żadnej atrakcji. Mijam kolejno staw, pola i domki. Dochodzę trochę zbyt szybko, dlatego idę jeszcze kawałek przed siebie, ale niestety nic nowego nie było mi już dane zobaczyć. Wracam pod przystanek, robię kolejne zdjęcie znajdującego się po drugiej strony wody Burano i wraz z jeszcze jedną osoba czekam na Vaporetto. Ta część leży najbliżej Burano, dlatego to tutaj będziecie mieli najlepsze na nią widoki. Oczywiście z Vaporetto będą nawet lepsze. Wsiadam w 13 i płynę przez 13 minut jeden przystanek do Treporti, które już opisałem wcześniej.
Załącznik:
stawy.JPEG
Załącznik:
niedaleko punta vela.JPEG
Załącznik:
po drugiej stronie wyspy.JPEG
Załącznik:
Jeszcze raz burano.JPEG

Następny odcinek to przystanek na Vignole, który chronologicznie wydarzył się tuż przed Sant'Erasmo, ale skoro w pierwszym poście zrobiłem numerację jaką zrobiłem, to teraz muszę się jej trzymać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
ibartek lubi ten post.
 
 
 [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group