Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 9 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Troszkę Prisztiny
#1 PostWysłany: 29 Lip 2022 19:49 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 253
Loty: 142
Kilometry: 143 653
srebrny
Czytając w internecie inne relacje z Prisztiny uderzało mnie to, że powtarzały się opinie o nieciekawym mieście, braku zabytków, braku atrakcji itp. Tym bardziej zaintrygowało mnie to miasto i chciałem samemu sprawdzić, jak tam jest. Bo dla mnie im prościej, tym wspanialej, im bardziej dziko, tym atrakcyjniej.
Przelot Warszawa – Prisztina – Warszawa za 340 zł (wiadomo, „Szalona środa” LOT-u). Po niecałych dwóch godzinach wylądowałem w Prisztinie. Wewnątrz lotnisko jak każde inne, dość duże, sporo samolotów jak na kraj, który nie jest uznawany przez wiele państw świata. Przylatujący mogą na lotnisku posilić się w dwóch ogólnoświatowych sieciówkach i kilku lokalnych barach. W oczy rzuca się liczba punktów, w których można wypożyczyć samochody – jest ich może z dwadzieścia.
Ważna informacja dla klientów LOT: przed odlotem z Prisztiny każdy musi zameldować się na dole na stanowisku LOT-u, żeby odebrać kartę pokładową, a dopiero później można pójść na górę na kontrolę bezpieczeństwa.
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Są też dwa punkty z kartami SIM – to ważne udogodnienie, bo na mieście karty można kupić tylko w sklepach firmowych telekomów, a nie jak u nas w każdym sklepie, czy kiosku. Ja nabyłem później na mieście kartę operatora VALA za 3 euro (w cenie chyba 150 minut lokalnych i 3 GB internetu).
Przed lotniskiem sporo taksówkarzy. Coś czuję, że taryfy „mafijne” stoją przed samym wejściem, a na parkingach można zobaczyć firmowe pojazdy korporacji taksówkowych. Chodzą też panowie oferujący swoje nieoficjalne dowozy. Jeden nawet łaził nachalnie za mną, uciekając się do słynnych „My friend!”. Ceny dojazdu taxi do miasta (ok. 18 km) nie są mi znane, bo wcześniej wyczytałem, że kursuje do centrum autobus miejski za 3 euro. Przystanku nie da się przeoczyć, jest na lewo od wyjścia z lotniska. Poniżej godziny odjazdów z lotniska i z dworca autobusowego w Prisztinie oraz przystanki, na których można wsiąść/wysiąść. Bilet kupuje się w autobusie (gotówka) i otrzymuje się paragon (!).
Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg

Załącznik:
5.jpg

Spałem w Hostelu Tuba oddalonym od centrum o 15 minut piechotką (za pokój z łazienką za trzy noce zapłaciłem 60 euro) i w sumie mogę go polecić. Dojście może zmęczyć słabszych kondycyjnie, bo jest pod górkę, ale to specyfika Prisztiny, która pośrodku jest płaska, a naokoło pojawiają się mniejsze lub większe pagórki.
Załącznik:
6.jpg

Często wille umieszczone są piętrowo. Należy współczuć ich właścicielom. A może to prestiż mieszkać wyżej?
Załącznik:
7.jpg

Jak już wspomniałem, szlak atrakcji w Prisztinie jest utarty i ciężko znaleźć coś innego. Ja odpuściłem meczety, które w ogóle mnie nie ciekawią, więc lista „must see” została jeszcze trochę okrojona. Zatem zapraszam na oklepany spacer do stolicy Kosowa.
Na pewno rzuca się w oczy budynek katedry katolickiej pw. św. Matki Teresy z Kalkuty. U nas katedry kojarzą się z budynkami kilkusetletnimi, a ta prisztińska została ukończona podobno w 2017 roku. Środek kościoła jest ascetyczny.
Załącznik:
8.jpg

Załącznik:
9.jpg

To prawdopodobnie jest budynek filharmonii. Wokół prawie że klepisko z resztkami trawy, ale lista koncertów i występów była naprawdę długa.
Załącznik:
10.jpg

Bardzo ciekawy pomnik – wykonany jest z ponad 20 tysięcy elementów, co ma symbolizować taką właśnie ilość etnicznie albańskich kobiet zgwałconych i skrzywdzonych przez Serbów w latach 1998-1999.
Załącznik:
11.jpg

Każdy turysta trafi na pewno pod napis „Newborn”. Podobno co roku jest on przemalowywany, aby coś uczcić, czy zwrócić uwagę na coś nowego.
Załącznik:
12.jpg

Za „plecami” napisu znajduje się hala sportowa i centrum kultury. Właściwie były to dwie hale w jednym budynku, ale jedna spaliła się i nie została odbudowana, służąc obecnie za parking. W użytku jest druga połowa, a w podziemiach jest także niewielka galeria handlowa.
Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg

Niestety, nie udało mi się zobaczyć działającej hali, ale zostałem wręcz zmuszony do wejścia do części niesportowej przez wolontariuszkę festiwalu artystycznego, który akurat odbywał się w Prisztinie. W różnych częściach miasta miały miejsce koncerty, wernisaże, pogadanki itp. Chciała, no to wlazłem podziwiać instalację artystyczną. Wyszedłem po 10 sekundach patrzenia na coś takiego. Może kiedyś pojmę sztukę współczesną.
Załącznik:
15.jpg

Obowiązkowym punktem wizyty w Prisztinie jest spacer po reprezentacyjnym spacerowniku. Jak w wielu miastach i w stolicy Kosowa jest taka aleja, po której nie jeżdżą samochody, a chodzą ludzie. Wiadomo, w większości bez celu, żeby tylko się przejść. Po obu stronach mnóstwo lokali, sklepów, punktów usługowych i innych miejsc, które chcą zedrzeć z ciebie pieniądze.
Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
17.jpg

Pod koniec spacerownika jest pomnik lokalnego bohatera oraz napis upamiętniający tragedię wojny z Serbami.
Załącznik:
18.jpg

Załącznik:
19.jpg

Ciekawy fakt – w Prisztinie można znaleźć wiele budynków, które oznaczone są jako rządowe. Jest budynek rządu, parlamentu, ministerstw, czy ich oddziałów. W wielu przypadkach nikt by nie wpadł na to, że w środku jest instytucja rządowa.
Załącznik:
20.jpg

Załącznik:
21.jpg

Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Warto zobaczyć także budynek biblioteki. Internety piszą, że wielu uważa go za jeden z najbrzydszych na świecie. Czy ja wiem? Na pewno jest nietypowy. Całkowite okratowanie i bąblowe świetliki na dachu to elementy, których nie widziałem nigdy i nigdzie. W środku wyposażenie i wygląd z głębokiego komunizmu.
Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Tuż obok biblioteki są Galeria Narodowa i nieukończona świątynia prawosławna. Jak na słowo „narodowa” to galeria nie imponuje gabarytami, a wewnątrz nie byłem, więc nie wiem, jakie są w środku zbiory. Z kolei świątynia nie jest dokończona, bo była budowana chyba przez prawosławnych Serbów, a jak wiadomo, Serbia i Kosowo nienawidzą się, więc finał budowy zapewne nigdy nie nadejdzie.
Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Wstąpiłem za to do Narodowego Muzeum Kosowa. Wejście jest darmowe, odwiedzających i obsługi zero. Zwiedziłem ekspozycję, wyszedłem z budynku i nie widziałem żywej duszy. A co do zbiorów, to na parterze są garnki, skorupki, figurki itp. z dawnych czasów, a na piętrze o wiele ciekawsze zbiory w miarę współczesne. Jest chyba nawet dokument deklaracji niepodległości Kosowa z 2008 roku, ale nie jestem pewien, bo nie widziałem opisu po angielsku.
Załącznik:
31.jpg

Załącznik:
32.jpg

Załącznik:
33.jpg

Jest też izba pamięci prezydenta Ibrahima Rugovy, który jest bardzo ceniony w Kosowie, o czym świadczą pomniki, czy duże bannery z jego wizerunkiem.
Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

W muzeum znajduje się też bardzo ciekawa rzecz – zajmująca aż 10 metrów kwadratowych „mozaika” św. Matki Teresy z Kalkuty wykonana ze zszywek. Milionów zszywek. W telewizorze możemy śledzić proces jej tworzenia i potwierdzenie wpisania rekordu do księgi Guinnessa.
Załącznik:
38.jpg

Załącznik:
39.jpg

Załącznik:
40.jpg

Oprócz Rugovy bardzo cenieni są politycy amerykańscy, którzy byli architektami powstania Kosowa. Najbardziej doceniony jest Bill Clinton, który zasłużył na pomnik i wielki banner. Nieco mniej wyróżniono kilku innych polityków, którzy zasłużyli na popiersia, czy cytaty ze swoich wypowiedzi.
Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

Kolejnym punktem na liście „must see” jest wieża zegarowa. Poszukałem na mapie, gdzie ona się znajduje i pomaszerowałem pod nią. Prawie ją przeoczyłem, bo wygląda ona obecnie tak – jest w remoncie, otoczona rusztowaniami i siatką.
Załącznik:
43.jpg

Jak wspomniałem, meczety zupełnie odpuściłem, bo to nie moja bajka. Nie poszedłem także do mini skansenu, gdzie eksponowane są rzeczy z klimatów ludowych. No i to byłoby w sumie na tyle, jeśli chodzi o polecane atrakcje Prisztiny.
Nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł sobie innych ciekawych miejsc, czy wydarzeń. Zapraszam zatem na moją małą wycieczkę swoimi własnymi ścieżkami.
W pobliżu budynku rządu znajduje się niewielki skwer, na którym była ostatnia synagoga w Prisztinie, zamknięta w 1963 roku. To także miejsce pamięci Żydów, którzy zginęli podczas Holocaustu.
Załącznik:
44.jpg

Kilka kilometrów od centrum, a właściwie już na granicy miasta, położony jest duży kompleks rekreacyjny Germise. W jedną stronę przespacerowałem się, z powrotem wróciłem autobusem miejskim (0,40 euro). Po drodze widziałem najbardziej wypasione wille w całej Prisztinie. Nowoczesność, luksus i kicz, czyli to, co bogacze lubią najbardziej.
Załącznik:
45.jpg

Wjazd samochodem na teren parku Germise kosztuje 1 euro. Płatność w budce u ciecia. Od razu w oczy rzuca się duży kompleks wodny, ale co ciekawe, nie było w nim za wielu osób, mimo temperatury sięgającej ponad 30 stopni.
Załącznik:
46.jpg

Załącznik:
47.jpg

Załącznik:
48.jpg

Nie wchodziłem głęboko w park, więc nie wiem, czy warto tam pojechać. Sporo osób za to biegało, więc jakieś walory ten teren musi mieć. Smutno wyglądała siłownia plenerowa, która jak większość podobnych obiektów (w Polsce też) świeci pustkami i zarasta zielskiem.
Załącznik:
49.jpg

W samym centrum Prisztiny znajduje się stadion sportowy, na którym mecze rozgrywa klub FC Prisztina i reprezentacja krajowa. Chciałem pierwszego dnia zwiedzić obiekt, ale cieć przepędził mnie twierdząc, że trenuje jakaś drużyna Ballkani i nie można wejść. Cóż, odszedłem z niesmakiem, ale coś mnie tknęło i dowiedziałem się, że nazajutrz na stadionie odbędzie się mecz Ligi Konferencji Europy. Wow! Jeśli bilet będzie niedrogi, to obejrzę sobie ten mecz – pomyślałem sobie. No i kolejnego dnia przyszedłem pod obiekt. Akurat trafiłem na przyjazd zespołu gości.
Załącznik:
50.jpg

Załącznik:
51.jpg

Załącznik:
52.jpg

A kim byli goście? Zespół z San Marino – La Florita 1967. A kim gospodarze? FC Ballkani Suva Reka. Że nie słyszeliście o żadnym z nich? Ja także nie słyszałem. Ballkani nie ma odpowiedniego stadionu na poziomie europejskim, dlatego gra swoje spotkania w Prisztinie. Pierwszy mecz kosowianie wygrali w San Marino 4-0, więc emocji nie można było spodziewać się. Ballkani pokonali gości 6-0 i awansowali do kolejnej rundy, w której zmierzą się z KI Klaksvik z Wysp Owczych. Tutaj mała dygresja: gdyby KI Klaksvik przegrał w poprzedniej rundzie z zespołem FK Sutjeska z Czarnogóry, to zespół Ballkani jechałby na mecz niecałe 300 km, a tak to musi wydać majątek na podróż z trzydziestu osób na Wyspy Owcze. Ech, jakże przewrotna jest piłka nożna.
Wracając do meczu: kasa biletowa wyglądała tak. Bilety od 3 euro do bodajże 10 euro za VIP. Oczywiście kupiłem najtańszy i siedziałem idealnie pośrodku boiska.
Załącznik:
53.jpg

Z głośnym śpiewem zameldowało się na stadionie ze stu zorganizowanych sympatyków FC Ballkani.
Załącznik:
54.jpg

Tak wyglądał punkt cateringowy z napojami. Piwo za 2 euro, napoje po 1,5 euro.
Załącznik:
55.jpg

W kibelku wlepka i zmodyfikowane hasło chuligańskie z ACAB na ASAB z wyjaśnieniem, co autor miał na myśli.
Załącznik:
56.jpg

Mecz organizacyjnie stał na wysokim poziomie. Mnóstwo ochrony, bezpiecznie na trybunach, rodzinne kibicowanie itp. Co ciekawe, spiker na początku przywitał kibiców po albańsku i po angielsku, ale potem już nic nie mówił. Nie wymieniał strzelców bramek, czy zmienianych piłkarzy. Może taka jest specyfika meczów pucharowych?
Załącznik:
57.jpg

Załącznik:
58.jpg

Załącznik:
59.jpg

Załącznik:
60.jpg

Załącznik:
61.jpg

Ogólnie mecz anonimowych drużyn był bardzo fajnym przeżyciem. Pierwszy raz liznąłem piłkę na poziomie pucharowym i nie żałuję.
Kolejnym nieoczywistym miejscem w Prisztinie był dworzec kolejowy. Gdyby nie mapa, to nie wpadłbym na to, że w niepozornym budynku znajduje się stacja dość dużego miasta. Wewnątrz wyjaśniło się wszystko: jeśli rozkład jazdy był ważny, to do Prisztiny przyjeżdżają/odjeżdżają cztery pociągi dziennie. Nie mogłem zweryfikować, czy to prawda, bo wszystko było zamknięte na głucho. Równie dobrze może żadne pociągi nie jeżdżą już do/ze stolicy Kosowa?
Załącznik:
62.jpg

Załącznik:
63.jpg

Załącznik:
64.jpg

Załącznik:
65.jpg

Skoro zwiedziłem dworzec kolejowy, to poleciałem i na autobusowy. Tam ruch był już naprawdę spory, stało kilkanaście autobusów gotowych do odjazdu nie tylko do innych miejscowości w Kosowie, ale i poza granice kraju. Zapachniało też wielkim światem, bo do podróżnych podchodził pan z obsługi i proponował pomoc, także płynnym angielskim.
Załącznik:
66.jpg

Załącznik:
67.jpg

Kolejna dygresja: po wpisaniu w mapach „dworzec autobusowy Prisztina” wyskakiwało kilka różnych punktów. Miałem problemy z tym, który jest właściwym, ale mi to wytłumaczono. Z ciekawości podszedłem też w inne miejsce wskazane w mapach jako dworzec i okazało się to być piaszczystą zatoczką na jeden autobus. Fakt, stał tam stary rumpel jadący gdzieś do anonimowej dla mnie miejscowości, ale żeby nazywać zatoczkę dworcem?
Jako że w półtora dnia zaliczyłem prawie całą Prisztinę, to postanowiłem poszukać czegoś atrakcyjnego w okolicy. Wybór padł na miejscowość Graczanica. Z dwóch powodów: według mapy w internecie znajdował się tam monaster wpisany na listę UNESCO i dwa … browary. Wow, jadę!
No i zaczęły się schody. Komunikacja publiczna tam nie dojeżdża. Facet z autobusu na dworcu chciał za przejechanie 8 km aż 8 euro, więc nie skorzystałem z jego oferty (przypomnę, że kurs 18 km z lotniska kosztował 3 euro). Byłem trochę załamany, ale po rozmowie z jakimś żulem dowiedziałem się od niego, że najprościej dojechać taksówką za 7 euro, co według niego było ceną uczciwą. Pierwszy taksiarz chciał 20 euro, kolejny 10 euro i dopiero trzeci zaproponował 7 euro, co i ja uznałem za cenę ostatecznie akceptowalną. Z Graczanicy wróciłem piechotką, bo co to w sumie jest te 8 km przy temperaturze ponad 30 stopni? Pryszcz, a nie wysiłek.
Monaster, czyli klasztor, znajduje się przy głównej drodze, więc nie sposób go przeoczyć. Wejście na teren klasztoru z XIV wieku jest bezpłatne. Dla turystów dostępna jest jedynie stara cerkiew, mająca swój klimat. Czuć ducha tajemniczości.
Załącznik:
68.jpg

Załącznik:
69.jpg

Załącznik:
70.jpg

Po celu duchowym przyszły cele cielesne, czyli wspomniane dwa browary. Idę zgodnie z mapą, dochodzę do atrakcyjnego z zewnątrz budynku, ale moja radość była krótkotrwała. Otóż miejsce oznaczone jako browar Pivdżan jest teraz sklepem z pamiątkami prowadzonym przez bardzo fajnego pana. Z browarem ma to tyle wspólnego, że pozostała część wyposażenia baru i możliwość kupienia butelki piwa na wynos.
Załącznik:
71.jpg

Załącznik:
72.jpg

Załącznik:
73.jpg

Spytałem, czy można spożyć to piwo (ciepłe!) na miejscu i tak to wywiązała się rozmowa z właścicielem tego przybytku. Przegadaliśmy z pół godziny, wyjaśniał mi niuanse relacji Kosowa, Serbii, Albanii i innych krajów bałkańskich. Kto kogo lubi, kto kogo nie lubi. Jako ciekawostkę powiedział, że podobno wszędzie na Bałkanach nielubiani się Słoweńcy, nie kojarzący nam się kompletnie z niczym złym. Pan pochwalił się także swoimi biznesami, czyli sprzedażą pamiątek, produkcją rakiji (mocnego alkoholu a’la śliwowica), budowanym motelem, jazdą TIR-ami za granicę. Czuł się bardzo dobrze w warunkach kapitalizmu nieco dzikiego, bo kto chce, to może zarobić godne pieniądze.
Gdy spytałem o policję, to powiedział, że jest mocno skorumpowana. Jeśli zatrzyma cię pan władza, to można łatwo przekupić go i jechać dalej. Nawet wtedy, gdy ma się we krwi promile.
Po wypiciu tego małego piwka i kieliszeczka produkowanej przez pana rakiji wyruszyłem do drugiego browaru. Idę, patrzę na mapę, dochodzę do punktu. A tam co? Jakieś sklepy i śladu po browarze. Zrezygnowany machnąłem ręką, nie dopytywałem tubylców i wróciłem na piechotę do Prisztiny.
Dodam jeszcze, że Graczanica to nietypowa miejscowość. W Prisztinie dominował język albański, a tam serbski pisany cyrylicą. Podobno nie ma żadnych niesnasek pomiędzy obywatelami czującymi się bardziej kosowianami, a serbskimi mieszkańcami.
Załącznik:
74.jpg

Załącznik:
75.jpg

To teraz zapraszam do tradycyjnej części z ciekawostkami, wesołymi i nietypowymi rzeczami.
W Prisztinie uderzyła mnie skala budowania nowych mieszkań i biurowców. Samo centrum i obrzeża miasta usiane są nowopowstającymi obiektami, chociaż część z nich wygląda na porzucone budowle. Architektura jest nowoczesna, bloki są ładne, ale czasami widać walkę o wyrwanie terenu z pagórkowatego terenu. Panuje chyba też wielka dowolność co do miejsca budowy, bo często między pięknymi apartamentowcami są liche chałupki.
W Prisztinie widziałem wiele bloków zbudowanych w ten sam deseń. Bardzo ładne według mnie.
Załącznik:
76.jpg

Załącznik:
77.jpg

Załącznik:
78.jpg

Załącznik:
79.jpg

Załącznik:
80.jpg

Załącznik:
81.jpg

Pozostając przy tematyce architektury. Z zewnątrz prawie że normalny dom, właściwie prawie normalny opuszczony don, jedynie bez drzwi. Przyjrzyjcie się oknom na parterze. Wstawiona jest piękna grafika z krajobrazem. Jak niewiele może zmienić tak wiele.
Załącznik:
82.jpg

Pomysł na zdjęcie na Instagrama. Zapalenie świeczek w katedrze św. Matki Teresy. Obowiązkowo trzeba ustawić odpowiednio jedną nogę, żeby było szczuplej i ładniej. Kilka prób zakończyło się wreszcie sukcesem.
Załącznik:
83.jpg

Ach, jak cudownie pachniało obok takiego stoiska. Pan robił kukurydzę w sposób u nas niepraktykowany. Opiekał ją na grillu, skutkiem czego była ona częściowo spalona. Taka przyjemność kosztowała 1 euro, ale ze względu na mój starczy wiek nie zdecydowałem się wchłonąć spalonej kukurydzy.
Załącznik:
84.jpg

Plątanina kabli godna najtęższych umysłów z Ukrainy, Gruzji, czy Armenii.
Załącznik:
85.jpg

W Polsce już raczej niepraktykowane, za to w Prisztinie całkiem kwitnące zjawisko – cinkciarstwo. Otóż panowie stoją/siedzą sobie na chodniku i zagadują o wymianę walut. Całkiem jawnie, ale nienachalnie.
Załącznik:
86.jpg

Sklepy to temat rzeka. Jest ich mnóstwo, od małych rodzinnych do średniej wielkości supermarketów. Szczególnie te mniejsze są czynne przez kilkanaście godzin. W większych placówkach można płacić bezproblemowo kartami płatniczymi, chociaż na moje oko robi tak niewiele osób. Zaopatrzenie w towary jest bardzo dobre, a ceny w sumie umiarkowane.
W wielu miejscach produkty mają oznaczenie kraju pochodzenia, co jest według mnie bardzo ciekawym pomysłem. Taki Kosowianin pomyśli sobie, że jak nie lubi np. Czarnogóry, to nie kupi produktu z tego kraju, tylko np. z Albanii. Na fotkach przedstawiam ceny kilkunastu artykułów:
Załącznik:
87.jpg

Załącznik:
88.jpg

Załącznik:
89.jpg

Załącznik:
90.jpg

Załącznik:
91.jpg

Ogarnęło mnie wzruszenie, gdy 1300 km od domu, w kraju prawie że nieistniejącym, ujrzałem takie oznaczenie na półkach.
Załącznik:
92.jpg

Załącznik:
93.jpg

Załącznik:
94.jpg

Wielbiciele arbuzów będą w siódmym niebie. Ceny od 0,19 euro za kilogram.
Załącznik:
95.jpg

Fajny piesek, prawda? Możliwe, że nawet tak, ale problem bezdomnych psów jest spory. Pół biedy, gdy jest to leżący klusek z chipem w uchu, czyli może wykastrowany niegroźny piesek spędzający czas tylko na lenistwie. Gorzej, gdy to horda z siedmiu wygłodniałych psów idących chodnikiem i ulicą. Przed nimi nawet miejscowi mają wielki respekt i unikają jakiegokolwiek kontaktu schodząc z pola widzenia psów.
Załącznik:
96.jpg

W wielu punktach miasta znajdują się takie bardzo estetyczne wiaty śmietnikowe. Niestety, wali odorem jak wszędzie na świecie.
Załącznik:
97.jpg

Ławeczki z szachownicą. To w tle to rabatki na roślinki. W punktach bardziej eksponowanych ładnie wyglądają w nich kwiatuszki, ale na osiedlach rabatki służą głównie za popielniczki. A trzeba przyznać, że w Kosowie pali każdy i wszędzie, nawet w lokalach gastronomicznych.
Załącznik:
98.jpg

Przystanki na ulicach są nawet nowoczesne. Tutaj widzimy okaz z wyświetlaczem, podciągniętym zasilaniem, miejscem na rozkład. Zgodnie z waszymi przewidywaniami nic nie jest wyświetlane, nie wiadomo też, jaki autobus i o której zatrzymuje się na danym przystanku. Ludzie przyzwyczaili się chyba do takiego życia w niewiedzy, na oko i tylko tępi turyści nie doceniają braku informacji.
Załącznik:
99.jpg

Sporo lokali ma takie wystające poza budynek miejsca do smażenia smakołyków. Może to tak na pokuszenie, a może po prostu, żeby nie zasmradzać środka przybytku?
Załącznik:
100.jpg

W oczy rzuca się sporo osób proszących o pomoc, żebraków, wyłudzaczy. Nie wiadomo, czy bardziej ufać starszemu panu, czy kobiecie z dzieckiem, czy małym dzieciom? Zapewne nie należy nikomu pomagać. Z tego założenia wychodzą mieszkańcy Prisztiny i ignorują wszelkie typu żebrania.
Załącznik:
101.jpg

Kosowo to kraj muzułmański. Niektóre panie mogą wahać się, jak należy ubierać się, by nie naruszyć zasad. Otóż zaprawdę powiadam wam, że taki widok jest o wiele rzadszy …
Załącznik:
102.jpg

… niż taki widok. Panie chodzą jak w każdym kraju zachodnim, a nie muzułmańskim i nikt nic im nie mówi.
Załącznik:
103.jpg

Standardowa rejestracja samochodowa wygląda tak:
Załącznik:
104.jpg

To czemu niektóre samochody mają takie rejestracje z zaklejonymi symbolami?
Załącznik:
105.jpg

Otóż uświadomiono mnie, że są to rejestracje serbskie, a jak wiadomo Kosowo i Serbia nienawidzą się i mogłyby być duże problemy podczas jeżdżenia z nieprzyjacielskimi symbolami. Tylko nie umiano mi wytłumaczyć, co tak naprawdę zmienia zasłonięcie symboli, skoro przecież każdy wie, że jest tam flaga Serbii i odpowiedni skrót?
Przydrożny tartak lub skład opału. Drewno to popularny budulec w Kosowie. Jak się łatwo domyśleć, w nocy na pewno nikt nie pilnuje takiego ogromu drewna, a mimo to nie ma problemu kradzieży.
Załącznik:
106.jpg

Ceny paliw na stacjach były prawie na pewno wszędzie takie same. Albo coś przeoczyłem, albo mają ceny narzucone przez państwo.
Załącznik:
107.jpg

Jak się przyjrzeć uważnie reklamom, to widać polski akcent.
Załącznik:
108.jpg

Oznakowanie dróg jest dwujęzyczne. Nie podejmę się zgadywania, jaki to język oprócz zapewne albańskiego.
Załącznik:
109.jpg

Dwa leżące w pobliżu siebie ronda. Jedno z flagą Albanii, drugie Kosowa. Jakby było trzecie, to na pewno byłby sztandar amerykański.
Załącznik:
110.jpg

Załącznik:
111.jpg

Sztandaru wprawdzie nie ma, ale jest mini Statua Wolności na jednym z budynków. Oni naprawdę kochają Amerykę.
Załącznik:
112.jpg

Oblicze biedy. Podobnymi pojazdami jeżdżą, często całymi rodzinami, ludzie grzebiący w śmietnikach, zbierający nikomu niepotrzebne rzeczy.
Załącznik:
113.jpg

Jedno z dłuższych przejść dla pieszych, jakie widziałem.
Załącznik:
114.jpg

Widać, że samowola budowlana jest normalnością. Czy w Polsce stacja paliw mogłaby leżeć metr od budynku i w dodatku zasłaniać część jego okien?
Załącznik:
115.jpg

Ruch uliczny w Prisztinie to cudowne pomieszanie wszystkiego co niedozwolone z tym, co jest dozwolone. Jak gdzieś ktoś ładnie napisał, zasady ruchu mają tylko charakter ogólny i nie należy się nimi przejmować. Mają bardziej rolę informacyjną, niż rygorystyczną. Pięć sekund bez usłyszenia trąbnięcia to długi okres. I ma ono raczej charakter ostrzegawczy, niż besztający. Kierunkowskazów używają nieliczni, wjazd na pierwszych sekundach czerwonego światła to standard, a parkowanie to już wolna amerykanka.
Ja bym nie wiedział widząc takie skrzyżowanie, czy mam pierwszeństwo jadąc lekko w lewo, czy lekko w prawo. A tam nikt się nie stresuje taką sytuacją, wszyscy zwalniają i jakoś udaje się uniknąć stłuczek.
Załącznik:
116.jpg

Pomysł na zbyt szybką jazdę – wysokie przejście dla pieszych, przed którym każdy kierowca musi maksymalnie zwolnić. Widziałem aż jedno takie rozwiązanie.
Załącznik:
117.jpg

Przejście dla pieszych w pobliżu mojego hostelu. Ktoś postawił sygnalizator z lewej strony, ktoś inny namalował pasy z 10 metrów obok i jakoś to działa. Zresztą i tak niewiele osób przejmuje się czerwonym lub zielonym światłem.
Załącznik:
118.jpg

Że niby w Polsce zostawia się 1,5 metra dla pieszych, nie blokuje się wyjazdu innych aut, nie parkuje się na całej szerokości chodnika, czy przy rondach? Czyście zwariowali w tej Polsce?
Załącznik:
119.jpg

Załącznik:
120.jpg

W Prisztinie prywatna inicjatywa kręci się na całego. Najwięcej jest ręcznych myjni samochodowych, fryzjerów, mechaników i sklepów spożywczych.
Załącznik:
121.jpg

To przykład jednego z „dworców”. Autobus po prostu stoi sobie na ulicy, przeszkadza w ruchu i czeka na podróżnych. I nikt nie trąbi na kierowcę, tylko powoli go omijają.
Załącznik:
122.jpg

Na ulicy zamieszanie, nagłe intensywne trąbienie, przejeżdżają samochody z flagami albańskimi. Czy to jakaś automanifestacja? Nie, to uczestnicy jakiejś uroczystości, najczęściej ślubu, tak manifestują swoją radość. Przy czym rozmiar flagi jest przeróżny, od małej zaokiennej, jak poniżej, po wielkie sztandary wystające przez szyberdach.
Załącznik:
123.jpg

Załącznik:
124.jpg

Coś dla ludzi o mocnych nerwach. Coraz popularniejsze stają się w Kosowie jednoślady, ale nie żadne tam rowery, tylko prawdziwe szybkie hulajnogi. Ich użytkownicy nie bawią się w jazdę po chodnikach, tylko zapieprzają po ulicach. Szacunek.
Załącznik:
125.jpg

Podejście do bezpieczeństwa jest bardzo luźne. Zdecydowana mniejszość motocyklistów używa kasków.
Załącznik:
126.jpg

Czy ktoś skusiłby się na usługi, zapewne adwokackie, w takim przybytku?
Załącznik:
127.jpg

Jakaś akcja społeczna międzynarodowych wolontariuszy pt. „Sprzątanie miasta”. Kosowianie omijali ich szerokim łukiem, dziwnie patrząc na wykonywaną czynność.
Załącznik:
128.jpg

Miłośnicy chleba i bułeczek będą w Prisztinie w siódmym niebie. Jest sporo piekarni z wielkim wyborem artykułów. Mi rzucała się w oczy ciabatta o długości może z 70 cm. W Polsce spotykam takie do 15 cm.
Załącznik:
129.jpg

Usługi kurierskie dopiero rozkwitają. Pan przywiózł coś pani jakże gustownym skuterkiem z daszkiem.
Załącznik:
130.jpg

Jak wiadomo w Kosowie temperatura nie należy do najniższych. Kierowcy starszych autobusów często wyznają zasadę, że naturalna klimatyzacja jest najefektywniejsza i tak jeżdżą po mieście i za miasto.
Załącznik:
131.jpg

No i tym oto nawiązaniem przechodzę do kwestii transportu i poruszania się po mieście, a to jest naprawdę ciekawy temat. Otóż w Prisztinie jest komunikacja miejska – kilka linii jeżdżących po najważniejszych miejscach z dużą częstotliwością. Bilety kupuje się w autobusie. Wchodzicie i po chwili zjawia się gość, który pobierze opłatę i da nawet paragon.
Alternatywą są taksówki. Albo ładniejsze, nowsze samochody oklejone reklamami, zamawiane nawet przez aplikacje, albo starsze auta z kogutem na dachu. Jest ich mnóstwo, można założyć się, że co dziesiąty samochód na ulicy to taksówka. Ceny są oczywiście umowne. Jakie? Nie wiem dokładnie, bo nie korzystałem z taxi poruszając się po mieście.
Załącznik:
132.jpg

Załącznik:
133.jpg

Do powyższego samochodu weszło: z przodu dorosły, z tyłu czterech dorosłych i dziecko. Jak widać, kierowcy to nie przeszkadzało.
Kolejną formą zbiorowego poruszania się po mieście są samochody prywatne, nie oznakowane w żaden sposób. Po prostu kierowcy podjeżdżają na przystanek autobusowy lub zatrzymują się w innym dowolnym miejscu i dogadują się co do kwoty za przewóz. Często też trąbią na ludzi idących chodnikiem i w ten sposób zachęcają ich do skorzystania z podwózki.
Ostatnią alternatywą w ruchu miejskim są busy. O, to już jest szkoła wyższa, żeby pojąć, gdzie jadą i którędy. Są to nieoznakowane stare pojazdy czekające przeważnie na przystankach. Czy jadą w jedno miejsce, czy rozwożą klientów wszędzie, gdzie chcą? Niestety, tego też nie wiem.
Załącznik:
134.jpg

Co ciekawe, wszystkie formy transportu żyją w symbiozie. Nie ma walki o klienta, nie ma awantur, każdy zarabia swoje. Na poniższym zdjęciu doskonale to widać. Przystanek jest zajęty przez taksówkę oficjalną i samochód prywatny, autobusy miejskie nie mogą wjechać w zatoczkę, a mimo to nikt nie trąbi, nikt się nie denerwuje, tylko spokojnie zabiera klientów i jedzie dalej.
Załącznik:
135.jpg

Pora na ostatni temat. JEDZENIE. Lokali wszelkiego typu jest zatrzęsienie, zadowoleni będą i miłośnicy ekskluzywnych miejsc z kelnerami, jak i stołujący się w spelunkach (czyli ja). Jadłem w kilku takich miejscach, prawie wszystko było dobre i nie było sensacji żołądkowych. W takich miejscach ceny są do siebie zbliżone. Przykładowe menu:
Załącznik:
136.jpg

A co przekąsiłem? Musakę …,
Załącznik:
137.jpg

kebaba …,
Załącznik:
138.jpg

hamburgera drobiowego …,
Załącznik:
139.jpg

hot doga (wygląd obrzydliwy, smak dorównujący wyglądowi) …,
Załącznik:
140.jpg

burek …,
Załącznik:
141.jpg

tost (wygląd fatalny, smak dość dobry) …
Załącznik:
142.jpg

i hamburgera z czerwonego mięsa.
Załącznik:
143.jpg

O, tak właśnie mój hamburgerek piekł się na płycie. Ludzie idący ulicą mogli go sobie oglądać i zazdrościć zapachu.
Załącznik:
144.jpg

Jakieś nietypowe rzeczy, które znalazłem w sklepie? Proszę bardzo. Oto słonecznik w łupinkach otoczonych solą. Jak się można domyśleć, są dość słone, ale zaskakująco dobre.
Załącznik:
145.jpg

Kiełbasa szukszuk. Nie wiem, z czego jest, ale smakuje bardzo dobrze. W ogóle miłośnicy kiełbas będą dość pokrzywdzeni, bo w sklepach znalazłem może z cztery rodzaje tego typu wędliny.
Załącznik:
146.jpg

To by było na tyle refleksji po trzech nockach w Prisztinie. W połowie pobytu zacząłem się nudzić i marudzić, że tam przyjechałem. Szybko odrzuciłem takie myślenie i zacząłem szukać pozytywów. Ogólnie zatem wyjazd uznaję za bardzo udany. Jeśli nie szukasz historii, zabytków, zamków, a wolisz nic nie robienie i ucztowanie, to przyjedź do Prisztiny. Pożyjesz w miejscu, gdzie nie ma segregacji śmieci, nikt nie przejmuje się ekologią, będziesz mógł brać za darmo reklamówki ze sklepu, tatuaże nie będą nachalnie widoczne na ulicach, rząd niezbyt wtrąca się w życie, a inicjatywa prywatna w przedsiębiorczości jest w rozkwicie. Czyżby to był jeden z ostatnich wolnych krajów, gdzie ludzie żyją tak, jak chcą?
A na koniec ostatnia dygresja. W Prisztinie byłem chyba jedynym facetem chodzącym w sandałach. Jeśli to za mały wstyd, to dorzucę czapkę z daszkiem. NIKOGO podczas pobytu w Kosowie nie widziałem w takim stroju. Musiałem rzucać się w oczy przeokrutnie. Dodam jeszcze, że liczba osób noszących ciemne okulary lub okulary korekcyjne była również bardzo nieduża. Wiem, że to głupie, ale tak było. No nic, pora kończyć, bo za kilka dni jadę do Sarajewa poznawać drugie po Tuzli miasto w Bośni i Hercegowinie.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
8 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#2 PostWysłany: 29 Lip 2022 22:14 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7805
Loty: 896
Kilometry: 864 152
platynowy
Nie udało mi się dotrzeć do Kosowa parę miesięcy temu.
Więc teraz ta relacja będzie jak znalazł.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#3 PostWysłany: 31 Lip 2022 20:07 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 2378
Loty: 213
Kilometry: 249 545
Dość orientalnie wygląda ta Tirana, jak byłem w Podgoricy i Belgradzie to tamte Bałkany wydawały mi się bardziej europejskie. Fajnie że LOT zaczął latać do Prisztiny, trzeba będzie się wybrać :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#4 PostWysłany: 03 Sie 2022 23:49 

Rejestracja: 14 Lip 2018
Posty: 371
niebieski
Cytuj:
To czemu niektóre samochody mają takie rejestracje z zaklejonymi symbolami?

analogicznie jest w przypadku rejestracji kosowskich - z symbolami państwowymi RKS nie wjadą do Serbii, muszą je zakleić. Niewiele to zmienia, chodzi o pewną formę upokorzenia. Teraz właśnie z powodu tablic jest awantura na granicy...

Cytuj:
Oznakowanie dróg jest dwujęzyczne. Nie podejmę się zgadywania, jaki to język oprócz zapewne albańskiego.

przecież to serbski, tylko w alfabecie łacińskim. Oficjalnie Kosowo jest dwujęzyczne, na tablicach urzędowych jako drugi też występuje serbski.
_________________
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
meczko lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#5 PostWysłany: 05 Sie 2022 01:02 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1060
srebrny
Tom Stedd napisał(a):
Pożyjesz w miejscu, gdzie nie ma segregacji śmieci, nikt nie przejmuje się ekologią, będziesz mógł brać za darmo reklamówki ze sklepu, .... Czyżby to był jeden z ostatnich wolnych krajów, gdzie ludzie żyją tak, jak chcą?


W Prisztinie nie byłem, ale byłem ostatnio w Peji/Peć i Prizrenie. Super ta "wolność", nie ma co. Segregacji śmieci nie ma, reklamówki można brać za darmo ze sklepu, a co więcej, społecznie przyjęte jest wyrzucanie śmieci do rzeki płynącej przez miasto albo na pustą działkę przy drodze. Istny raj! Stopień zaśmiecenia porównywalny z Azją. Ludzie żyją tak jak chcą? Nie wiem, jak ty, ale ja jednak nie chciałbym żyć w stertach śmieci...
Góra
 Relacje PM off
paweł p lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#6 PostWysłany: 05 Sie 2022 02:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sty 2018
Posty: 499
niebieski
Bardzo fajny wpis, ale i tak przyczepię się do tego co inni ;)

Cytuj:
Czyżby to był jeden z ostatnich wolnych krajów, gdzie ludzie żyją tak, jak chcą?


Nie chce mi się nawet komentować tej wolnej inicjatywy, przestępczej zapewne, wystarczy wspomnieć, że nikt u nas nie tęskni. Ale co Wam się ludziom roi w głowie (Wam, bo to nie taka odosobniona opinia), żeby uznawać syfienie za przejaw wolności, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie? Prywatną to możesz mieć opinię, ale na nieszczęście środowisko mamy wspólne - powietrze, woda, klimat itd. Jeśli ktoś produkuje śmieci, ale nie utylizuje ich w odpowiedni sposób, nie płaci za to, to znaczy, że prywatyzuje zysk, a uspołecznia koszty. Oszczędza czas lub koszty, inni za to zapłacą albo kasą, albo zdrowiem.

Wyobrażasz sobie, że np. producent jakiegoś produktu nie zajmuje się odpadami, a np. wywala je do lasu? Dla niego to korzystne, nie ponosi kosztów, inni ponoszą, więc mają mniejsze marże albo droższy produkt, śmieciarz zyskuje. A za utylizację odpadów zapłaci społeczeństwo. To nie ma nic wspólnego z wolnością, to jej zaprzeczenie. Część ludzi jest przymuszana do płacenia za kogoś, kto się na śmieceniu dorabia, a jeszcze skraca im się życie. Śmieciarz pozostaje jak najbardziej wolny, od konsekwencji.

Swoją drogą niektórzy traktują temat sozologii jako jakiś nowy wymysł, podczas gdy w latach 80. środowisko w Polsce było tak zniszczone, że opozycja postulowała, żeby się tym zająć, a władze PRL musiały po cichu skapitulować, bo faktycznie było źle. Ale to była "wolność" ;)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#7 PostWysłany: 13 Sie 2022 13:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2018
Posty: 591
Loty: 156
Kilometry: 150 965
niebieski
@Tom Stedd
Z tego dworca dojadę do Prizren? Będę pod koniec Sierpnia ;)
https://www.google.com/maps/place/Prist ... 21.1470186

Dodatkowo: wbijają stempel do Paszportu w Kosowie?
_________________
Image
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#8 PostWysłany: 13 Sie 2022 13:19 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1060
srebrny
Do Kosowa można wjechać na dowód, do Serbii zresztą też, więc cały wyjazd można zrobić bez paszportu.
Jeżeli pokazuje się paszport, to raz wbijają, raz nie, nie ma reguły. Podobnie jest zresztą we wszystkich ościennych krajach. Bardzo teoretycznie stempel z granicy Kosowa z Macedonią albo Albanią mógłby oznaczać odmowę wpuszczenia do Serbii, bo z serbskiego punktu widzenia to nielegalne przekroczenie granicy Serbii. Ale to musiałby być wyjątkowy pech, żeby serbska straż graniczna się do tego przyczepiła.
Góra
 Relacje PM off
Martinuss lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Troszkę Prisztiny
#9 PostWysłany: 13 Sie 2022 17:15 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 253
Loty: 142
Kilometry: 143 653
srebrny
Nie wiem, czy dojedziesz, ale to jest właśnie główny dworzec autobusowy, więc szanse są największe, że to właśnie stamtąd będzie autokar w każdy punkt Kosowa i okolic.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 9 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group