Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 13 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Paź 2023 17:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 321
Loty: 1190
Kilometry: 2 367 039
platynowy
Nie byłoby tej wyprawy gdyby nie Sasza Romanowski. Poznałem Saszę w marcu tego roku, na pokładzie M/V „Hondius” w moim rejsie na Antarktydę. Spędziliśmy razem dwa tygodnie i Sasza dał się poznać jako wesoły organizator o bardzo specyficznym poczuciu humoru. Miałem oczywiście dystans do niego jako „ruskiego” ale po trochu przełamywał lody i w końcu jakoś się polubiliśmy.

To właśnie Sasza opowiedział mi pewnego zimnego wieczoru o „Piramidzie” – tajemniczym poradzieckim mieście z kopalnią węgla znajdującym się na Spitsbergenie. Mieście – widmo!

Sasza ma bardzo pokręcony życiorys, związany od początku z wykształceniem geografa i usposobieniem samotnika, renegata i podróżnika w jednej osobie. Przebrnąłem przez całą historię jego życia - od studenta geografii, ekologii i turystyki, doktoranta na Uniwersytecie w Petersburgu, sprzątacza i śmieciarza, przewodnika w Tadżykistanie, pomocnika dozorcy w Stacji Nowołazarjewskiej na Antarktydzie i wreszcie – kluczowa rola – jako pierwszego przewodnika „Piramidy” na Spitsbergenie. Obecnie pracuje dla Oceanwide Expeditions i pływa od Antarktydy po Arktykę na rejsach z turystami i dodatkowo podróżuje po świecie w sposób – jak mi to opowiedział – „bez używania publicznych środków transportu i hoteli”.

No właśnie – Sasza Romanowski i „Piramida”. Ten jej słynny pierwszy przewodnik jest na Spitsbergenie absolutnie kultową postacią i trzech zagadniętych o niego lokalesów (dwaj przewodnicy i kierowca taksówki) pamiętali go doskonale i jeden pochwalił mi się nawet fotką z Saszą.

Skąd ta sława? Trzeba Wam najpierw opowiedzieć trochę o „Piramidzie”. Rosja kupiła w 1927 roku od Szwedów prawa do wydobywania węgla na odległym kawałku Spitsbergenu, prawie 60km od Longyearbyen. Rozbudowali małą osadę do wielkości samowystarczalnego miasteczka i rozpoczęli wydobycie na większą skalę. W szczycie „Piramida” liczyła prawie 1800 mieszkańców – głównie górników wraz z rodzinami. W czasach sojuzu nie liczył się rachunek ekonomiczny tylko plany i prestiż. „Piramida” zlokalizowana była na terytorium „Zachodu” więc trzeba było zrobić pokazówkę! Zbudowano więc pokazowe miasteczko, o którym Sasza powiedział, że było to jedyne miejsce w sojuzie gdzie naprawdę udał się komunizm! Robotnicy dostali praktycznie wszystko. Funkcjonowała całodobowa stołówka „all inclusive”, sklep, gdzie można było kupić bardzo tanio wódkę, były szklarnie gdzie hodowano własne warzywa (jeździli po nie nawet Norwedzy z Longyearbyen), działała pływalnia, dom kultury z salą kinową, własna drużyna hokejowa i na dodatek zarobki też były wyższe niż w sojuzie. Wszystko na pokaz, bo nijak się to nie opłacało, zatoka zamarzała na 7-8 miesięcy w roku i nigdy nie wydobywano tyle węgla ile planowano. Oczywiście po zmianie systemu wszystko to toczyło się jeszcze rozpędem i runęło dopiero w 1998 roku. „Piramidę” opuszczono nie zabierając ze sobą praktycznie nic z wyposażenia i pozostawiono samotną na mrozie. Miasto-widmo powoli obrastało legendą… zamiast ludzi pojawiły się tam zwierzęta i tylko pojedyncze wyprawy docierały aby to tajemnicze miejsce zobaczyć.
W 2012 roku dawny właściciel, państwowa kompania Arktitugol postanowiła zacząć odcinać kupony od tej sławy i wprowadziła do „Piramidy” zorganizowane wycieczki. Potrzebowali przewodnika, kogoś, kto tam zamieszka cały rok i będzie przyjmował i oprowadzał grupy turystów. Turyści wpadają na kilka godzin a pozostały czas – samotność. Rozpisano konkurs i …. jak sam Sasza twierdzi nikt się nie zgłosił na pierwszy nabór. Pocztą pantoflową informacja dotarła do Saszy i ten postanowił rzucić wszystko i wziąć tę robotę!
Został pierwszym przewodnikiem i zamieszał w „Piramidzie” przez 5 lat od 2012 do 2016 roku. Stał się sławny po tym jak „Piramidę” odwiedziła ekipa dziennikarzy pracująca dla kanału National Geografic. Film, którego Sasza jest bohaterem ma tylko na YT prawie 1,6mln wyświetleń.

Słuchałem jego opowieści o tajemnicach "Piramidy” z wypiekami na twarzy i solennie sobie obiecałem odwiedzenie tego miejsca kiedyś w przyszłości.

To „kiedyś” nadeszło szybciej niż mogłem sobie wymarzyć. Moja małżonka wybrała się we wrześniu na przedłużony weekend z siostrami na Maltę zostawiając mnie z naszą bandą dzieciaków do opieki.
Hmm, kochane dzieci, przyszły szybko z błyskiem w oku i pragnieniem ruszenia gdzieś w świat na ten właśnie weekend. Szybko odrzuciłem pomysły w stylu „Tata - do Nowego Jorku, są tanie bilety na 3 dni z Londyni!” ale ziarno pozostało zarzucone. Raptem godzinę mi zajęło guglanie różnych weekendowych destynacji aż całkowicie przez przypadek trafiłem na promocję SASa. Z Oslo do Longyearbyen na Spitsbergenie za około 650zł RT piątek – niedziela. Wow, Spitsbergen - „Piramida”!!! No to po prostu poinformowałem dzieciaki i już bilety było moje na trzeci weekend września. Spitsbergen – zapytały – a gdzie to jest??? I co tam jest? Hehe – zobaczycie sami!
Dolot do Oslo robimy Lotem i powrót Wizzarem już po taniości (Wziąłem LOT w czwartek wieczorem, trochę drożej bo musiałem być cały ten dzień w pracy a dzieciaki w szkole)
Pożegnaliśmy grzecznie mamę, która pakowała głównie olejki i kostiumy do opalania a sami zaczęliśmy wyciągać kurki zimowe, swetry, polary, czapki, rękawiczki i zimowe buty. Dzieciaki patrzyły na tę stertę ciepłych ciuchów trochę krzywo – za oknem 27C w Warszawie a ja bredzę o jakimś mrozie. Wracałem do tego momentu potem kilka razy z uśmiechem za każdym razem kiedy słyszałem „…tata, ziiiimno mi!” na Spitsbergenie.
Ponieważ wylot na Spitsbergen był o 9 rano w piątek więc przylecieliśmy dzień wcześniej. LOT opóźniony ale tylko o godzinę. Jeeez jaki tłok na Okęciu w czwartek, tłumy chyba większe niż przed pandemią!

Wbijam z dziatwą do Preludium na PP (mam dodatkowe wejścia) i przesiadujemy wygodnie to opóźnienie.
Do Oslo zabiera nas Embraer 190. Na pokładzie nieśmiertelna „Putka” tym razem w wersji borówkowej, nawet bardzo smaczna.
Znalazłem hotel blisko lotniska OSL, pokój czteroosobowy z łóżkami piętrowymi i dobrym śniadaniem za 650zł za naszą czwórkę. Wiem, że to Norwegia i ceny są z kosmosu więc „zgadzam” się bez dużych negocjacji na kolację w pobliskim Maku 😉

Image

Rano – osłupienie na śniadaniu! Takiego wyboru to ja nie pamiętam nawet z wielogwiazdkowych hoteli. Dzieciaki kursują po cztery dokładki, ja delektuję się miedzy innymi wybornym wędzonym łososiem. Niech jedzą dużo, zapłacone a na Spitsbergenie tanio nie będzie!

Image

SAS jest punktualny i zabiera nas w trzygodzinny lot na Spitsbergen. Na pokładzie catering płatny a za free kawa lub herbata.

Image

No i zaczynają się fantastyczne widoczki przed lądowaniem. Moja dziatwa wpatruje się w okienka z otwartymi ustami – tego się chyba nie spodziewali.

Image

Ale takiej ilości śniegu nie spodziewałem się i ja. Wydawało mi się, że wrzesień to jeszcze będzie ostatni akord lata arktycznego a tu wszystko przykryte całkiem sporą warstwą śniegu. Hmm no nie mamy doświadczenia we wspinaczce w śniegu a tym bardziej odpowiednich butów i wyposażenia. A planowałem dziś wspinaczkę na wzgórze nad Longyerbyen aby zobaczyć miasto z góry. Coś muszę wymyślić.

Image

Image

Image

Jest .... zimno, temperatura -3C a my ubrani ciągle na letnio

Image

Image

Image

Image

Tymczasem jakoś się trzeba dostać do miasta z lotniska. Zabukowałem dwie dwójki w hostelu Mary-Ann’s Polarrig – był to jeden z dwóch dostępnych hosteli na mój termin. Cena …. no spitzbergeńska – 610zł za dwójkę za noc ale za to ze śniadaniem.
Na lotnisku wsiadamy w autobus grzecznie czekający na wszystkich pasażerów SASa. Wydaje mi się to świetną opcją zwłaszcza, że kierowca mówi, że wysadzi nas pod samym hostelem. Mina mi rzednie jak przychodzi z biletem – 100 NOK od osoby!!! Kapcie mi spadają… autobus jest zdecydowanie najdroższą opcją dostania się z lotniska do Longyearbyen pod warunkiem, że ktoś nie podróżuje samotnie. Jak się potem przekonałem zwykłe taxi kosztuje 190 NOK więc już od dwóch osób jest tańsze niż autobus. No ale nie sprawdziłem tego wcześniej i płacę frycowe. Za to autobus podrzuca nas jak taksówka, pod samą bramę hostelu:

Image

Image

Image

Mary-Ann’s Polarrig to dawne baraki górników z pobliskiej już zamkniętej kopalni przerobione na klimatyczny hostel. Mega się nam podoba pomimo dość spartańskich warunków w pokojach i łazienkach na korytarzu. Jest za to duży salon gościnny gdzie jest ciepło i można się napić kawy lub herbaty i posiedzieć w międzynarodowym towarzystwie.

Image

Jest piątek, godzina 13 i ja dalej chcę się wspiąć na najbliższą górę. Zagaduję panią w recepcji i ta organizuje nam trekking z przewodnikiem, który będzie miał dla nas raki i oczywiście opiekę ze strzelbą. Nie mam papierów a są niezbędne aby wynająć broń na wyjście z miasta. Sam bym może polazł ale jestem z dziećmi więc lepiej mieć profesjonalistę ze sobą. Trekking będzie o 19 więc mamy jeszcze pół dnia na zwiedzenie Longyearbyen.
Zobaczcie jak wygląda to miasteczko liczące około 2000 mieszkańców we wrześniu kiedy przykrył je już pierwszy śnieg, da się je obejść w dość krótkim czasie całe.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Pozostałości kopalni na wzgórzu

Image

Image

Historyczny cmentarz

Image

i lokalny kościół

Image

Image

Image

Image

Image

Image

i tu się Longyearbyen kończy

Image

Na koniec piękne panoramy miasta

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No, zgłodnieliśmy trochę więc korzystam z porady @Washington -a (dzięki za wszystkie tipy i podpowiedzi) i idziemy do Stationen, gdzie o tej porze mają menu lunchowe, które jeszcze nie zabija portfela. Najrozsądniej wygląda fish&chips za 169 NOK (oczywiście browar degustuję tylko ja!)

Image

Image

Obok jest duży supermarket Coop i monopolowy. Tu z bronią się nie wchodzi

Image

Równo o 19-tej przyjeżdża po nas samochodem nasz przewodnik i jedziemy w większej grupie 8 osób. Zaczynamy pod Global Seed Vault, długą sztolnią w górze nad lotniskiem, gdzie przechowywane są w idealnej stałej niskiej temperaturze nasiona z całego świata. Global Seed Vault grał też w kilku serialach więc jest to znane miejsce. Oczywiście jest zakaz wchodzenia do środka więc robimy tylko fotki z zewnątrz.

Image

Image

Kawałeczek dalej rozpoczynamy wspinaczkę oczywiście po założeniu raczków. Całość z zejściem zajmuje nam około 4 godzin.

Image

Image

Image

Image

Mijamy zabitego przez niedźwiedzia renifera, jednak jest tu gdzieś biały miś i strzelba jak najbardziej jest potrzebna.

Image

Po drodze jeszcze jeden z górniczych starych szybów

Image

Na szczycie już się ściemnia, wieczny dzień polarny już się skończył i drugiej połowie września zapada zmierzch po 22-ej.

Image

Image

Ładnie widać lotnisko, niestety nie było operacji lotniczych

Image

Image

Image

Mamy piękną pogodę, liczyłem trochę na zorzę ale apka w telefonie pokazuje prawdopodobieństwo w granicach 1 procenta ☹. Szkoda bo niebo jest praktycznie bezchmurne nad nami, tylko nad dalekimi lodowcami wiszą niskie obłoki…
Podziwiamy fantastyczny lodowy krajobraz Spitsbergenu, zaiste zapiera dech w piersiach.

Image

Od naszego przewodnika, który notabene jest mieszkającym już 11 lat na Spitsbergenie Holendrem dowiadujemy się wielu ciekawostek. Na przykład tego, że to nie Norwegia! Spitsbergen jest całkowicie niezależnym terytorium oddanym tylko w zarząd administracyjny Królestwu Norwegii. Oczywiście Norwegowie interpretują Traktat Spitsbergeński zgoła inaczej i nazywają ten archipelag Svalbard, nazwy której nasz Holender nawet nie chce wymawiać. Można z tym polemizować ponieważ zagadnięty przeze mnie na drugi dzień taksówkarz opowiadał coś zgoła przeciwnego.
Inną ciekawostką jest podejście do alkoholu. Już na początku XX wieku ówczesny gubernator wydał zarządzenie, że każdy mieszkaniec archipelagu może zakupić miesięcznie ….. 1 butelkę mocnego alkoholu i 24 puszek piwa. Zarządzenia tego nie odwołano do dzisiaj. Każdy mieszkaniec dostaje kartę do monopolowego, która jest co miesiąc odnawialna i sprzedawca dziurkuje ją przy każdorazowym zakupie alkoholu. Oczywiście monopolowy znajdujący się obok supermarketu Coop jest centralnym punktem Longyearbyen i sprzedawcy dobrze znają każdego mieszkańca zakupującego alkohol 😉 Dziurki dziurkami, zawsze można zrobić je ponownie w tych samych miejscach – śmieje się nasz przewodnik. Jest jeszcze koło ratunkowe – zakaz nie obejmuje wina, które można kupować do woli.
Co ciekawe turyści aby zakupić alkohol muszą pokazać … kartę pokładową. Na szczęście ja nie korzystałem z tego sklepu ale tam zaglądałem – wybór alko jest gigantyczny.

Bardzo fajna wycieczka nawet pomimo faktu, że trzeba było za nią „trochę” zapłacić.

Wracamy przed 23 do hostelu i idziemy spać bo w sobotę mamy gwóźdź wyjazdu – całodzienny rejs do Piramiden czyli mojej wymarzonej „Piramidy”

Stay tuned…
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
35 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 03 Paź 2023 18:06 

Rejestracja: 20 Paź 2019
Posty: 3146
platynowy
Świetny wstęp i już przy pierwszym wpisie sporo praktycznych informacji.. Dwa tygodnie temu w Tromso ze smutkiem spoglądałem na bramkę Norwegiana.. zazdroszczę!Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 05 Paź 2023 15:21 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 8913
Loty: 997
Kilometry: 958 572
platynowy
@hiszpan Jestem ograniczony do raczej krótkich podróży, więc bardzo chętnie przyjmuję wszelkie pomysły weekendowych/okołoweekendowych wypadów. Spitsbergen na weekend raczej nie przyszedłby mi samemu do głowy, a tak, to już jest coś do przemyślenia i zaplanowania.
Ile kosztował Was ten przewodnik?
Co do zimowych ciuchów latem, to pamiętam jak wracałem w lipcu z RPA, gdzie była zima i spaliśmy czasami w kurtkach. Naszym miejscem przesiadkowym był Tel Awiw i te zdumione spojrzenia pielgrzymów jak przepakowywaliśmy zimowe ciuchy, kiedy na zewnątrz temperatury były grubo powyżej 30 C.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 06 Paź 2023 10:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 321
Loty: 1190
Kilometry: 2 367 039
platynowy
Sudoku napisał(a):
Ile kosztował Was ten przewodnik?


No niestety to niezbyt miła kwota, może dlatego, że bukowana w ten sam dzień. Na stronie visitsvalbard masz ceny jednodniowych wycieczek zorganizowanych przez przykładowe biura, gdzie można dołączyć do grupy z przewodnikiem. Trzeba wpisać przykładową datę i ilość osób wtedy pojawiają się ceny. Moja kosztowała od dorosłego 1150NOK, dzieci taniej.

https://en.visitsvalbard.com/

Tak jak pisałem, myślałem, że uda się po prostu wejść na wzgórze nad kościołem ale teraz uważam, że a) w tych warunkach zimowych z dzieciakami to by była lekkomyślność (bez raków i przewodnika) i b) zagrożenie niedźwiedziem polarnym jest realne - widzieliśmy na naszym trekingu ubitego przez misia renifera, co zadziało się kilka dni wcześniej.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 13 Paź 2023 21:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 321
Loty: 1190
Kilometry: 2 367 039
platynowy
Nie tak łatwo się dostać dzisiaj do „Piramidy” z Longyearbyen. To ponad 50 kilometrów i oczywiście nie ma żadnej drogi lądowej. Tylko dwie firmy pływają na ten odległy kawałek lądu i to nie codziennie. Do wyboru mam Polar Charter lub Henningsen. Obie mają właściwie ten sam program i zabierają na pokład trzydzieści parę osób. Ceny podobne z lekką przewagą Polar Charter. Tu kolejna zła wiadomość, rejs kosztuje 2150 NOK od osoby czyli około 845zł. W tej cenie całodzienna wycieczka (ok 11 godzin) oraz jeden posiłek. Nie ma innego wyjścia, trzeba co najmniej tyle zapłacić jak się chce zobaczyć „Piramidę”. Pewnie jakieś chartery też do niej pływają ale to już o wiele grubsze pieniądze.
Decyduję się na Polar Charter już tydzień wcześniej. Pływają na zgrabnym stateczku o wdzięcznej nazwie „PolarGirl”. Widzieliśmy go zaraz po przylocie z lotniska jak płynął w kierunku Longyearbyen:

Image

Jak widzicie to nie jest jakaś wielka jednostka.
Wstaje piękny, słoneczny dzień. Do portu zabiera nas … ten sam autobus co kursuje z lotniska. Tym razem jest w cenie rejsu i oczywiście podjeżdża pod sam hostel. W porcie, do którego właściwie można spokojne pójść na piechotę witają nas wspaniałe widoki i nasza „polarna dziewczyna”

Image

Image

Po wejściu na pokład atakuje nas zachęcają statystyka:

Image

Oprócz „Piramidy” oczywiście pragniemy zobaczyć niedźwiedzie polarne, renifery i wieloryby. Morsów już na pewno nie będzie o tej porze roku.
Widoczki przednie z pokładu. Ubraliśmy się we wszystko co mieliśmy ciepłego i jeszcze na dodatek można założyć dodatkowy kombinezon jak komuś bardziej będzie zimno. Machamy do Longyearbyen na pożegnanie

Image

Image

Image

Po drodze widoczki na wybrzeże, lotnisko oraz na Svalbard Satellite Station, zespół anten satelitarnych do komunikacji z satelitami o niskich orbitach obsługiwany przez Norwegian Space Centre. Widok zaiste „kosmiczny”

Image

Image

W oddali pierwsze lodowce, naprawdę widoki zapierają dech:

Image

Image

Image

A ja idę „zapolować” na ptaki, lata dookoła nas pełno mew

Image

Oraz pojawia się stado northern fulmars czyli petreli zwyczajnych.

Image

Image

Image

Mamy na pokładzie przewodniczkę – Maszę, no tak, to Rosjanka, jak sama przyznaje, mieszkająca od bardzo dawna na Spitsbergenie. Opowiada nam płynnym angielskim o tragedii w Svenskhuset czyli „Szwedzkim domku”. To chatka uważana za najstarszą na całym Spitsbergenie. Grupa norweskich wielorybników była zmuszona przezimować w niej zimę w roku 1872-73. Chatka była dobrze zbudowana i wyposażona w dość spore zapasy żywności. A jednak na wiosnę norweski statek, który przypłynął ich uratować odkrył, że wszyscy nie żyją i zginęli w tajemniczych okolicznościach. Pozostał tylko tajemniczy pamiętnik jednego z marynarzy, tylko pogłębiający pytania co tam się wydarzyło.
Przez wiele lat próbowano odkryć tajemnicę ich śmierci aż do roku 2007 gdzie kolejna wyprawa zbadała dokładniej fragmenty bardzo dobrze zachowanych w lodzie ciał i odkryła, że te duże zapasy żywności przechowywane były w puszkach zalutowanych ołowiem. Wielorybnicy gotowali je w całości przed otwarciem w gorącej wodzie i ołów przedostał się w dużych ilościach do pożywienia. To ich najprawdopodobniej zabiło.
Oczywiście tę ponurą historię wysłuchaliśmy z doskonałym widokiem na Svenskhuset, która stoi na półwyspie Thordsen przy Isfjorden. Dzisiaj można podziwiać w jak znakomitym stanie się zachowała, ciała wielorybników ciągle leżą w lodzie niedaleko niej. Widać krzyże.

Image

Image

Wpływamy do Billefjorden na końcu którego znajduje się Pyramiden. Po drodze przepiękne skały, lodowce ale również ślady działalności człowieka

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jeden z zamkniętych już szybów górniczych

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No i wreszcie pojawia się na horyzoncie „Piramida”.

Image

Nazwa tej osady wzięła się oczywiście od czubka góry, w której eksploatowana była kopalnia.
Tak wygląda dzisiaj opuszczone miasto i kopalnia.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No właśnie – gdzie jest kopalnia? Oczywiście nie tam, gdzie nam się zwyczajowo wydaje. Tutaj wydobywano węgiel ze zbocza tej góry. Jeszcze dzisiaj widać to bardzo dokładnie. Szyby i taśmociągi. Tunele górnicze są do wnętrza tej góry.

Image

Przybijamy do nadbrzeża a tam… czas się zatrzymał w latach dziewięćdziesiątych

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Miałem mały dylemat moralny przed tym rejsem bo pomimo, że to formalnie Norwegia to jednak „Piramida” była dzierżawiona przez ruskich i na pewno Polar Charter coś im musi odpalić ☹. Zakładam, jednak, że zgodnie z tym co zapytałem na statku, cała kasa i tak zostaje na Spitsbergenie.

Image

Image

Na nadbrzeżu wita nas następca Saszy Romanowskiego, nowy/stary przewodnik Johann. Ma oczywiście karabin przewieszony przez ramię i nie rozstaje się z nim nigdzie podczas naszej wycieczki.

Image

Na początku wyraźnie zaznacza, że odpowie na wszystkie nasze pytania ale nie będzie rozmawiał o polityce. Hmm najwyraźniej ma inne „poglądy” niż reszta świata… Johann mówi płynnie po angielsku i bardzo łatwo go zrozumieć. Podczas naszego dwugodzinnego pobytu w „Piramidzie” kłócił się kilka razy po rosyjsku z miejscową kobietą, która kilka razy podchodziła do naszej grupy.
„Piramida” została opuszczona w 1998 roku. Była samowystarczalnym miasteczkiem, gdzie pracowali wyselekcjonowani górnicy z Sojuza, dość sporo z Donbasu z Ukrainy. Mieszkali tu z całymi rodzinami. W „Piramidzie” zbudowano bloki mieszkalne, przedszkole i szkołę, szpital, basen pływacki i dom kultury z wieloma udogodnieniami. Wszystko to na dalekiej północy w warunkach arktycznych.
Zwiedzamy to całe miejsce, przyznaję, z rozdziawionymi gębami. Wszystko tu stoi jak w dniu opuszczenia przez ludzi. Trochę odmalowano tylko napisy na tablicach i to tyle.

Image

Image

Hotel dla kierowników i wierchuszki zwany „Londynem”

Image

Komisariat milicji

Image

Przedszkole i szkoła

Image

Image

Stołówka, która była czynna całą dobę i serwowała darmowe posiłki dla wszystkich.

Image

Image

Image

Tu wchodzimy do środka, w wielkiej jadalni pozostałości lady i kuchni

Image

Image

Image

Image

Image

Wielka mozaika, z której na pewno wszyscy byli kiedyś dumni

Image

Główna aleja w Piramiden zwana była „Champs de Elysee”

Image

Image

Nawieziono tu żyzną ziemię z Ukrainy i hodowano specjalnie wyselekcjonowane gatunki odpornej na zimno trawy.

Image

Kompleks sportowy imienia Gagarina

Image

A w środku duży basen pływacki

Image

Johann opowiada z zapałem jak tu bywało w dawnych czasach. Pracował tu wtedy i doskonale je pamięta. (dam sobie łapę uciąć, że był lokalnym kagiebistą – wyraźnie zachowaniem dawał do zrozumienia, że „miał i ma posłuch”)
Wszystkie ośrodki górnicze na Spitsbergenie rywalizowały ze sobą zarówno w próbach pobicia rekordów wydobycia jak i w sporcie. Miała więc „Piramida” swoją drużynę hokejową, drużynę siatkówki i koszykówki, zawody pływackie i inne możliwe sportowe aktywności, które pozwalały zapewniać ruch i rozrywkę dla górników uwięzionych tu w lodzie i mrozie.

Image

Image

Dumą całej osady jest dom kultury. Zachowany w bardzo dobrym stanie stoi tak jak go opuszczono. Można wchodzić prawie do każdego pomieszczenia i namacalnie obcować z minioną epoką. Johann prosi tylko aby nic nie zabierać ze sobą. Zobaczcie sami:

Image

Image

Image

Image

Moje dzieciaki chodzą wszędzie z otwartymi ustami. Wszystko jest takie niesamowicie surrealistycznie nierealne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W jedynym ogrzewanym pomieszczeniu jest sklepik i mały barek. Można kupić magnesy i kubki i spróbować wódki „Piramida”. Płatność tylko kartą w koronach norweskich. Naginam zasady i degustuje wódeczkę (ponoć pochodzi z Białorusi) i kupuję magnesy.

Image

W holu króluje Lenin.

Image

Na zewnątrz domu kultury stoi „najbardziej północne” popiersie Lenina, z którego Johann jest niezmiernie dumny. Gdyby nie obecna sytuacja na Ukrainie to byłoby to nawet zabawne.

Image

Image

Jeszcze parę widoczków na pozostałości osady „Piramida”

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Znajdujemy się prawie dokładnie na 79 równoleżniku północnym – to najdalej na północ jak do tej pory byłem – do bieguna północnego raptem 1240km.

Image

W tle widać lodowce Spitsbergenu

Image

Image

Widok na samą kopalnię

Image

Image

I nieśmiertelny napis, którego pisali wszędzie na świecie

Image

Mamy podwózkę „najbardziej północną linią autobusową na świecie” – to raptem 10 minut jazdy

Image

Po drodze renifery:

Image

I opuszczone zabudowania i infrastruktura „Piramidy”

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Taki żelazny piesek był nagrodą za wyjątkowe osiągnięcia

Image

W porcie czeka na nas „Polargirl”

Image

Obok jakaś zatopiona barka

Image

Żegnamy się z obsługą „Piramidy”, dzisiaj przebywa tu na stale 6 osób.

Image

Odpływamy i kierujemy się w kierunku lodowca Nordenskiöld.

Image

Image

Image

Na „Polargirl” serwują lunch na ciepło. W dużym grillu na zewnątrz smaży się mięcho. Jesteśmy mega głodni więc wprost rzucamy się na posiłek.

Image

Hmm smakuje trochę jak wątróbka ale ma bardzo kruchą konsystencję. Zjadamy i dopiero wtedy idę zapytać co to było. Otóż wtrąbiliśmy ….. wieloryba! No ładnie, ja tu jestem z całą rodzinką za ochroną wielorybów a tu nagle taki pasztet, tzn stek! No zjedliśmy trochę nieświadomie, przynajmniej wiem jak smakuje. Norwegia oczywiście nie przystąpiła (a raczej wystąpiła) z wszelkich światowych traktatów wielorybniczych i łowi sobie ile i kiedy chce. Wielorybie mięso bez problemów można kupić w marketach w całej Norwegii.

Kończymy posiłek akurat na czas aby usłyszeć krzyk Maszy – polar bear!!!! No świetnie – będzie misiek 😊

Chodzi przy brzegu obok truchła bieługi, coś tam nadgryza a jak podpływamy to legnie spokojnie na kamieniach. To ponoć ona, tak twierdzi Masza.

Image

Image

Image

Image

Jest tylko jeden ale za to żywy 😊 nie wypchany jakich pełno w Longyearbyen.
Podpływamy w końcu pod lodowiec Nordenskiöld

Image

Image

Image

Już kilka ich w życiu widziałem więc już nie robi na mnie takiego wrażenia ale dla moich dzieciaków to mega atrakcja

Image

Image

Niestety bliżej już nie można ale i tak dobrze widać, nieźle też wieje chłodem

Image

Image

Image

Wracamy, a po drodze ….. w końcu wieloryby.

Image

Trafiamy na małe stado minke whales. Szyper krąży po zatoce aby podejść statkiem jak najbliżej i udaje się ładnie pooglądać je z całkiem bliska.

Image

Image

Image

Image

Nadszedł czas powrotu, słońce tak jakby niżej już na horyzoncie, zbliża się 19-sta, podziwiamy jeszcze krajobrazy Spitsbergenu przy ciekawym oświetleniu i wracamy po 11 godzinach do Longyearbyen.

Image

Image

Image

Image

Image

Świetny rejs, fantastyczne przeżycia w „Piramidzie”, dla mnie spełnienie kolejnego marzenia a dla dzieciaków niesamowita przygoda, które kompletnie się nie spodziewali. To na pewno żelazny punkt do odwiedzenia podczas pobytu na Spitsbergenie, polecam gorąco pomimo wysokich kosztów.
„Piramida” to taka podróż w przeszłość, wymarłe miasto duchów owiane legendą. Dużo rzeczy przypomina tam też nasz stary PRL. Ja jeszcze pamiętam, dla dzieci to było coś kompletnie innego i nowego, nawet zapytały czy tak wyglądało moje dzieciństwo :D Na szczęście to czasy już słusznie minione ale zobaczenie i dotknięcie takiego kawałka przeszłości na mnie zrobiło bardzo duże wrażenie.

Stay tuned….
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 17 Paź 2023 06:35 

Rejestracja: 01 Mar 2021
Posty: 108
Loty: 55
Kilometry: 84 576
niebieski
Kapitalnie się to czyta, a zdjęcia ekstra. Zawsze myślałem o wycieczce na Spitzbergen w lipcu/sierpniu ale chyba dla widoków z śniegiem rozważę w przyszłości też termin wrześniowy. Super, że da się to zrobić okołowekendowo.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 17 Paź 2023 08:54 

Rejestracja: 10 Lip 2014
Posty: 95
Loty: 69
Kilometry: 168 562
Mieliśmy chyba tego samego przewodnika. Złapany przypadkiem pierwszego dnia a pokazał sporo dookoła miasta i ciekawie opowiadał.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 18 Paź 2023 18:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 321
Loty: 1190
Kilometry: 2 367 039
platynowy
Wracamy z rejsu do „Piramidy” grubo po 19-tej. Dzieciaki są głodne więc szukamy czynnej knajpy. Niestety jest sobota wieczór i zarówno w Stationen jak i w dwóch innych restauracjach nie ma wolnych miejsc. W weekend Coop jest czynny krócej i zostaje nam burger bar Mix na zewnątrz również zamkniętego centrum handlowego Lompen. Burgery smaczne i w miarę po przystępnej cenie.
W niedzielę rano mamy powrotny SAS do Oslo, tam kilka muzeów w planie (między innymi Munk) i pozwiedzanie stolicy Norwegii. Wieczorem Wizzair z Torp.
Nasz hostel organizuje nam zestaw śniadaniowy na wynos i wcześniej zamówioną taksówką stawiamy się rano na lotnisku. Wita nas wypchany misiek, który oczywiście już żadnego wrażenia nie robi.

Image

Do Oslo ma nas zabrać Airbus 320Neo SASu.

Image

Start o czasie, zakładam słuchawki i zamykam oczy w oczekiwaniu na 3 godzinny błogi lot. Nie jest mi dane niestety długo tak odpoczywać, kilkanaście minut po starcie przechylamy się do okręgu i robimy dwa kółka.
Odzywa się kapitan: - mamy awarię systemu wymiany powietrza i zapewnienia komfortu w kabinie, nie możemy się wznieść na wysokość przelotową, reset nie pomógł i wracamy w związku z tym do Longyearbyen - Po czym dodaje coś, co wywołuje na moment martwą ciszę w samolocie. – To jest taki typ uszkodzenia, że zmuszeni jesteśmy lądować w trybie awaryjnym. Czyli – dobra wiadomość: lądujemy, a ta gorsza: że awaryjnie!
No ale oczywiście nic się nie wydarzyło, usiadł gładko i poproszono nas z powrotem do malutkiego terminala na LYR.

Image

Niestety domyślam się, że jak im się reset nie udał, to naprawa tu na mrozie na Spitsbergenie bez specjalistycznych części i serwisanta nie będzie możliwa szybko. No i mam rację. Dosłownie za pół godziny cała załoga wbija na terminal i wychodzi z lotniska. Obsługa ogłasza, że planowany wylot przesunięty jest na 16. Dopiero o 14 ma lądować samolot z Oslo więc zakładają optymistycznie że przywiozą części i serwisantów.
A my mamy 6 godzin wolnego. Tym razem autobus nie czeka pod lotniskiem. Już nie zamierzam bulić za taxi, dzielę naszą ekipę na dwójki i idziemy na stopa.

Image

Zatrzymuje się pierwszy i piąty samochód i po całych 15 minutach moja ekipa jest już w centrum Longyearbyen. Dzieciaki trochę w szoku, po pierwsze pierwszy raz w życiu jechały stopem (no rzeczywiście, sam to stwierdzam) a po drugie w każdym samochodzie z tyłu siedziały obok strzelby, którą każdy tu wozi!
No cóż, wprawdzie nieplanowany ale mamy jeszcze jeden dzień na Spitsbergenie. Idziemy sobie na spacer po dawno nie widzianym Longyearbyen (czy liczy się, że jesteśmy już tu dwa razy??):

Image

A potem decydujemy się na Svalbard Museum:

Image

W środku nawet fajnie, kolekcja fauny i flory, sporo informacji historycznych a także sektor poświęcony górnictwu węglowemu. Między innymi makiety chodników kopalnianych i warunki w jakich pracowali górnicy:

Image

Image

Obok jest drugie muzeum – North Pole Expedition Museum:

Image

Też fajne, głównie skupione na próbach (nieudanych) dotarcia do bieguna sterowcami. Mnóstwo zdjęć i artefaktów.

Image

Pół dnia schodzi jak z bicza trzasnął, gościmy jeszcze w centrum Lompen, gdzie jemy lunch w cafe Fruene. Ja degustuję kolejny miejscowy browar:

Image

Na powrocie jeszcze fotka „najbardziej na północ” wysuniętej stacji benzynowej CircleK.

Image

Naprawa naszego samolotu przedłuża się aż do 18-tej. Czarno widzę możliwość zdążenia na lot Wizzarem do Warszawy z Torp, który jest o 21.30. No ale trzeba się przede wszystkim wydostać ze Spitsbergenu, będę się martwił w Oslo co dalej.
Ufff, naprawili, cały airside bije brawo na pozytywną wiadomość spod bramki. Startujemy grubo po osiemnastej i oczywiście lądujemy po 21-jej. Stoję pod tablicą odlotów i klikam różne opcje (nawet przez Luton)- na nic już nie zdążę. Idę się pokłócić do okienka SASu, no niestety miałem bilet SASu tylko do Oslo a tu mnie dowieźli. Oczywiście będę składał wniosek o 250euro za opóźnienie ale teraz muszę się jakoś z dzieciakami dostać do domu. Uprzejma Pani pomaga mi coś znaleźć i wyklikuje poranny lot SASem do Kopenhagi a potem do Warszawy. Co ciekawe sugeruje abym go kupił z laptopa online bo taniej niż ona w okienku mi go może sprzedać – co czynię oczywiście. Odszkodowanie z SASa akurat to pokryje łącznie z hotelem.
Jeszcze jeden nocleg w Thon Gardermoen i … znowu Mak na kolację – dzieciaki oczywiście zachwycone 😊
Rano w poniedziałek już bez ekscesów – SAS do Kopenhagi (łaaa jak tu ciepło!):

Image

Tam przesiadka 40minut spacerkiem i powrót do Warszawy.

Uff, z przygodami ale bezpiecznie w domu 😊 Przyznaję, że wyszedł nam całkiem przyzwoity wypadzik na przedłużony weekend. Ja spełniłem kolejne marzenie (Piramida!) ale również dzieciaki są zachwycone wspaniałym nowym miejscem. Nie spodziewali się kompletnie takiej przyrody i takich cudownych krajobrazów i lokacji, które zobaczyliśmy. Plus oczywiście nasze przygody!

Spitsbergen we wrześniu jest bardzo ciekawą opcją, już nie ma dużej ilości turystów, jeszcze wszystko nie zamarzło, może jest trochę taniej a świeży śnieg dodaje mnóstwo uroku. Na pewno tu jeszcze kiedyś wrócę…
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 19 Paź 2023 08:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1332
Loty: 136
Kilometry: 177 984
niebieski
Świetna relacja, chętnie poznał bym cały kosztorys wyprawy.
_________________
Image
Pomagam w sprawach związanych z Kanadą i obwodem Kaliningradzkim.
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 19 Paź 2023 13:49 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 8913
Loty: 997
Kilometry: 958 572
platynowy
Myślę, że chyba lepiej nie poznawać, bo możemy sobie ciągle pomarzyć. ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 26 Paź 2023 12:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 321
Loty: 1190
Kilometry: 2 367 039
platynowy
Większość kosztów podałem w relacji. Istotny jest koszt dolotu. Tutaj w formule okołoweekendowej SAS z Oslo kosztuje aktualnie w granicach 800zł RT, można upolować do 200zł taniej przez OTA ipt. Cena w najniższej taryfie. Lata jeszcze z Oslo Norwegian ale nie widziałem go taniej niż SAS. Dolot do Oslo jest naprawdę po taniości, bez bagażu poniżej 100zł one-way (oczywiście transport z lotniska jest niewspółmiernie droższy)
Na miejscu najtańsze noclegi w dwuosobowym pokoju zaczynają się od 500zł za pokój bez łazienki. Ja płaciłem 610zł za dwójkę ze śniadaniem w Mary-Ann Polarrig.
Całodzienny rejs do Piramidy to koszt min 2150NOK czyli około 840zł za osobę - w cenie posiłek.
Oczywiście spacerować można samemu, trzeba tylko wynająć broń w Longyearbyen i odpowiednio się wyposażyć zwłaszcza jak jest dużo śniegu.

Na weekend uważam, że to świetny pomysł na wypad, dłużej przy korzystaniu z płatnych atrakcji to już pogrąży trochę portfel.
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 08 Lis 2023 16:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 321
Loty: 1190
Kilometry: 2 367 039
platynowy
No i na koniec miły epilog, właśnie wjechało od SASa 4 x 400euro za opóźnienie powrotu. Eskapada na Spitsbergen przy "sprzyjających okolicznościach" nie była taka droga ;)
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 12 Kwi 2024 13:14 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 177
Loty: 166
Kilometry: 276 623
Świetna relacja, pomoże spełnić marzenie w lipcu, obym miał tyle szczęścia do miśka i wieloryba co autor relacji, a jak nie, zostanie chyba upić żal w Piramidzie :D
Góra
 Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
 
 [ 13 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group