Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 263 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna
Autor Wiadomość
#201 PostWysłany: 16 Gru 2018 09:39 

Rejestracja: 01 Wrz 2017
Posty: 67
@eskie - Morze Śródziemne to dobry kierunek na start. Trzeba jednak pamiętać,że również baaardzo popularny w tzw. sezonie (czerwiec-wrzesień)
Nie chcąc się upiec,ani zmarznąć i mieć względnie komfortowe warunki pogodowe najlepiej rozważyć czerwiec lub wrzesień. Zasada identyczna jak przy pobytach "lądowych" w tym rejonie Europy. Maj i Październik to już kwestia "na dwoje babka wróżyła". Mój pierwszy rejs odbyłem właśnie po Śródziemnym na przełomie maja/czerwca i ze dwa razy padało (Genuę zwiedzaliśmy w strugach deszczu) Wieczorami na statku bywało chłodnawo. I tu trzeba dokonać wyboru.... We wspomnianych bardzo dobrych miesiącach do rejsowania, ceny są oczywiście wyższe .Bardzo uogólniając trzeba liczyć od 500/600 EUR w górę za kabinę wew. Promocje w tym okresie się zdarzają,ale ze wzgl.na duże zainteresowanie są zdecydowanie rzadsze.
Wspomniałeś o kabinie z oknem. Tu sugeruję by..... nie brać jej pod uwagę:-) Można ją jedynie rozważyć,gdy cena jest taka jak za kabinę wewnętrzną bądź... niższa (a tak się czasem zdarza) Uwierz,że w kabinie będziecie spędzać absolutne minimum czasu i jestem przekonany,że nie będziecie tego czasu poświęcać na patrzenie na wodę przez okno:-) Są lepsze miejsca na statku do podziwiania widoków. Nie warto dopłacać.

Jeszcze krótko w kwestii gdzie zacząć "pływanie" Jeśli nigdy nie byłeś w tym rejonie,jeśli nie masz nic przeciwko i jeśli chciałbyś zobaczyć Dubaj i "okolice" to podobnie jak @greg2014 sugerowałbym zastanowić się nad rejsem właśnie z Dubaju. Od razu mówię,że tam jeszcze nie byłem ,ale mam zarezerwowany rejs na koniec listopada 2019:-) Fajna pogoda gdy u nas zimno,spokojne wody i dla mnie coś nowego:-) Do tego baaardzo przyzwoite ceny rejsów a fajny dolot także można upolować.
Już ostrzę sobie zęby na najnowszy statek MSC czyli potężną "Bellissimę"
Ahoj!:-)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
 
#202 PostWysłany: 16 Gru 2018 10:57 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1132
srebrny
Niemiecki LIDL sprzedaje rejsy ale także na niemieckich stronach gazetki....NETTO bywają ciekawe oferty :mrgreen: Duńskich stron tego ,,periodyku" nie sprawdzałem :lol:
Góra
 Relacje PM off
eskie lubi ten post.
 
 
#203 PostWysłany: 16 Gru 2018 11:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
@eskie, ja z kolei polecam na poczatek slynna Hurtigruten. :)
Wlasnie Hurtigruten zapoczatkowala moje dalsze rejsy.
@HandSome nie wiedzialem, ze Lidl ma oferty wycieczkowcow.

@greg2014
Probowales zagadac do sympatycznych Filipinek w j. Tagalog? ;)
Magandang umaga - dobrego poranka
Magandang gabi - dobry wieczor
Kumusta ka? - co slychowac?
Salamat - dziekuje
Massarab -> jak cos dobrze smakuje
etc.
De facto, b. przyjemny dla ucha i prosty w wymowie jezyk, beda Ciebie lubic. :D
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem i kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off
brzemia lubi ten post.
 
 
#204 PostWysłany: 16 Gru 2018 14:12 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
@HandSome – rejsy w Niemczech sprzedają praktycznie wszystkie sieci handlowe: Lidl, Aldi, Netto, Rewe itd. Każde z nich ma stronę z wycieczkami a w marketach całe (cieńsze lub grubsze) katalogi wydawane co miesiąc. Czasami można u nich zobaczyć naprawdę świetne oferty. Co ciekawe bardzo często wliczone są w nie napiwki – ale to wynika po części z kwestii prawnych.

@zzeke – co do wyboru kabiny w pełni się zgadzam – ja aktualnie wybieram tylko między wewnętrzną (najczęściej) albo balkonem. Kabinę z oknem miałem kilka razy kiedyś tam i poza oknem nie różni się od kabiny wewnętrznej. Okna zresztą i tak nie można otworzyć :-) Raz kabinę z oknem miałem dość nisko (tzn. niewiele powyżej poziomu wody) i przy silniejszym wietrze widać było na nim co jakiś czas fale – ale nie wiem czy to jest atrakcja, którą chce się oglądać przez okno :-)

@cccc – nie wpadłem na to, może spróbuję dzisiaj :-)

A tak przy okazji w uzupełnieniu do wcześniejszej dyskusji nt. napojów, z racji tego, że na statek wsiadła nowa grupa pasażerów (a jutro wsiądzie następna), zintensyfikowano sprzedaż różnego rodzaju pakietów z napojami.
Poniżej wrzucam parę fotek jak się kształtują ceny. Niektóre się nieco różnią od tego co pisałem wcześniej.

Tak wygląda stanowisko sprzedaży pakietów w Grand Barze:

Image

To ceny głównych pakietów napojów:

Image

A to pakiety dodatkowe:

Image

Image

Do tego dochodzą różne promocje jednodniowe. Na przykład parę dni temu za 21 EUR (+15% service chargé) można było kupić pakiet dwóch butelek wina (białe i czerwone – do wyboru z jakiejś listy) i dwie litrowe butelki wody do kolacji. Co to było za wino nie wiem ale zakładam, że jakiś minimalny poziom trzymało. Moim zdaniem bardzo ciekawy pakiecik.

Ja póki co płynę ponownie w stronę St.Maarten. Będziemy tam za kilka godzin, może mi się uda w tym czasie uzupełnić relację o Martynikę – lub chociaż jej część.
Góra
 Relacje PM off
micnur lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#205 PostWysłany: 16 Gru 2018 14:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2014
Posty: 715
HON fly4free
zzeke napisał(a):
We wspomnianych bardzo dobrych miesiącach do rejsowania, ceny są oczywiście wyższe .Bardzo uogólniając trzeba liczyć od 500/600 EUR w górę za kabinę wew. Promocje w tym okresie się zdarzają,ale ze wzgl.na duże zainteresowanie są zdecydowanie rzadsze.


Uściślając, masz na myśli 500/600 euro za osobę czy rzeczywiście za kabinę? Na takim rejsie nigdy nie byłem ale regularnie przeglądam oferty i chyba jeszcze nigdy nie widziałem rejsu lipiec/sierpień za 300 euro od osoby. Zimą jak najbardziej. Jeśli te 500/600 euro za 2-osobową kabinę, to według mnie bardzo dobra oferta.
Góra
 Relacje PM off  
 
#206 PostWysłany: 16 Gru 2018 14:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
@greg2014, troche cienki ten wybor w Grand Bar. ;)
A czy moglbys wkleic prosze, jakie wina czerwone serwuja?
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem i kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off  
 
#207 PostWysłany: 16 Gru 2018 15:58 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
Na potrzeby relacji wybrałem trochę zdjęć z Martyniki i wyszło tego tyle, że nie ma szans, abym zmieścił się w jednym kawałku. Mission impossible. Podzielę to na jakieś części.

Tak jak wspominałem, na Martynice wziąłem wycieczkę objazdową ze statku wokół wyspy. W sumie (z lunchem w kreolskiej knajpie) trwała około 8 godzin.

Nasza przewodniczka była biedna. Towarzystwo było mocno niezdyscyplinowane a rozpoczęcie wycieczki od destylarni rumu było moim zdaniem dużą nieroztropnością :-)

Z portu skierowaliśmy się w kierunku lotniska, a później obraliśmy kierunek na La Trinite z przylegającym do tej miejscowości popularnym wśród turystów półwyspem, na którym zlokalizowanych jest kilka plaż. Z racji tego, że od tej strony wyspę oblewa Ocean Atlantycki a silne wiatry i wysoka fala są standardem, jest ona niezwykle popularna wśród surferów. Na jednej z tamtejszych plaż (Les Surfeurs) co roku odbywa się wielka impreza i zawody surferskie a zwycięstwo w niej jest uważane niemal za mistrzostwo świata. Gdy włoskie towarzystwo z naszego autobusu (mieliśmy dwie grupy językowe – włoską i angielską) usłyszało, że w ostatnich zawodach zwyciężył Włoch, wiwatom nie było końca :-)

Po drodze minęliśmy ileś upraw trzciny cukrowej. Jak powiedziała przewodniczka, na Martynice jest ona zbierana aż 3 razy w roku. Ta, którą widać na zdjęciu poniżej to „młoda trzcina”. Dojrzałą – gotową do zbioru można poznać po tym, że wystaje z niej morze kłosów (jakby kwiatów). Tu tego jeszcze za bardzo nie było widać.

Image

Tak w ogóle to na Martynice trzcina cukrowa służy w zasadzie już tylko do jednego – do produkcji rumu. To znaczy uchowała się jeszcze jedna cukrownia (to właśnie ją widać w tle na powyższym zdjęciu) ale jej produkcja jest znikoma a dni pewnie policzone. Bardziej opłaca się rum :-)

A skoro Martynika, trzcina cukrowa i rum to nie mogliśmy nie zaliczyć po drodze jakiejś destylarni rumu. Nie była to jednak „jakaś” destylarnia, tylko St.James z tradycjami sięgającymi jeszcze 1765 roku. Na miejscu się okazało, że w ramach destylarni działa też muzeum rumu:

Image

Budynek muzeum jest zlokalizowany w budynku o wyglądzie kolonialnym:

Image

W muzeum dostaliśmy dawkę informacji o produkcji rumu, jego rodzajach, urządzeniach itp. itd.

Image

Jak łatwo się domyślić, całkiem sporą część budynku zajmuje firmowy sklep z rumem. Lada jak w niezłym markecie i z 10-u sprzedawców. Jak to zobaczyłem to na początku trochę się dziwiłem…

Image

Image

Image

Oczywiście nie może być wizyty w destylarni rumu bez degustacji.
Prezentację poszczególnych gatunków rumu przeprowadziła pracownica destylarni:

Image

W sumie mieliśmy możliwość skosztowania kilku rodzajów rumu, w tym białego, starego (leżakowanego), z dodatkami smakowymi itd. Najbardziej smakował mi kokosowy „Cristal Coco”. Nikt z obsługi nie liczył, ile kto wypił, na bieżąco uzupełniano kubeczki i polewano do oporu a moje wycieczkowe towarzystwo też sobie nie żałowało :-)

W miarę postępów degustacji coraz bardziej tłoczno robiło się w sklepiku. Przekonałem się, że taka lada i tylu sprzedawców ma swoje uzasadnienie. Tłok był taki, jakby zaraz towar miał się skończyć :-)

Image

Ilości rumu, które kupowali niektórzy też zaskakiwała :-) Na pewno pomogła w tym udana degustacja :-)

Z tyłu, za budynkiem muzeum zlokalizowana jest stara destylarnia, w której można zobaczyć urządzenia z epoki. Tutaj również przygotowywana jest wysyłka rumu do odbiorców – stąd zwiedzanie odbywa się pomiędzy paletami z rumem:

Image

Image

Pewnego rodzaju ciekawostką jest oryginalna lokomotywa kolejki wąskotorowej, którą dowożono trzcinę do destylarni. Krótki odcinek tej kolejki funkcjonuje do dzisiaj - dla turystów są organizowane przejażdżki – ale się na nią nie załapałem (widziałem tylko rozkład jazdy):

Image

Wizytę w destylarni było trochę trudno zakończyć. Wesołe towarzystwo (temperatura na zewnątrz robiła swoje) nie bardzo chciało się zebrać do kupy. W końcu ruszyliśmy dalej – przez jakiś czas było bardzo wesoło :-)

Poniżej załączam kilka zdjęć z kolejnych stopów z wybrzeża Atlantyku – widać jak niespokojne jest tutaj morze i czego się można spodziewać po falach:

Image

Image

Image

Image

Tak w ogóle to z tego co mówiła przewodniczka, na Martynice można wyróżnić około 200 odmian piasku na plażach, zarówno jeśli chodzi o kolor jak i wielkość ziaren. Paleta kolorów zaczyna się od śnieżnobiałego, poprzez mniej lub bardziej żółty, brązowy na czarnych jak sadza wulkanicznych piaskach w okolicy St.Pierre kończąc. Skoro Antigua ma 365 plaż to Martynika może mieć 200 rodzajów piasku. I tak tego przecież nikt nie policzy :-)

Na krótko zatrzymaliśmy się też na plantacji bananów:

Image

Image

To kolejny martynicki biznes. Banany i trzcina są tutaj faktycznie widoczne prawie wszędzie, gdzie nie ma gór, lasu deszczowego albo zabudowań.

Banany na drzewach rosną sobie w zielonych lub niebieskich workach, które chronią je przed owadami oraz przed zbyt silnym słońcem:

Image

Image

Następnym stopem była wizyta w kreolskiej knajpie, w której zaserwowany nam bardzo fajny lunch.

Image

Poza bardzo ostro przyprawionym kurczakiem i zapiekanym bananem nie potrafię powtórzyć nazwy żadnej potrawy nie mówiąc o składnikach – dominowały w nich warzywa, o których napiszę w kolejnej części. A ponieważ nie żałowano wina (francuskiego oczywiście bo byliśmy w końcu we Francji), znowu zrobiło się bardzo wesoło :-)
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#208 PostWysłany: 16 Gru 2018 16:03 

Rejestracja: 01 Lip 2012
Posty: 120
Loty: 14
Kilometry: 90 771
niebieski
Co z tym zakupionym rumem stało się podczas powrotu na statek?

Wysłane z mojego SM-G965F przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#209 PostWysłany: 16 Gru 2018 16:04 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1803
platynowy
Zostal pewnie zabrany do przechowania. Zostanie oddany po zakonczeniu rejsu.

Wysłane przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
cccc lubi ten post.
 
 
#210 PostWysłany: 16 Gru 2018 17:12 

Rejestracja: 01 Wrz 2017
Posty: 67
@SJK - Przepraszam za nieścisłość. Od osoby oczywiście. Niestety...
@greg2014 - Czy mógłbyś proszę w wolnej chwili (dla dopełnienia relacji) skrobnąć więcej o ...jedzeniu?:-) Może jakiś szerszy tour po bufetach,Twoje opinie z restauracji?:-) Jak oceniasz ten statek i Costę ogólnie pod tym względem? Opinie mówią,że w tej kwestii odstają trochę od bezpośredniej konkurencji. RCC,Norwegian,Celebrity czy Princess są tu lepiej oceniane. A może to niesprawiedliwa opinia?
Ze swojego niewielkiego doświadczenia mogę powiedzieć,że np. MSC ustępuje nieco na tym polu "amerykanom"
A teraz nalewam szklaneczkę (co prawda nie rumu:-)) i zasiadam do dalszego czytania i oglądania pieknych widoków,
Góra
 Relacje PM off  
 
#211 PostWysłany: 16 Gru 2018 17:32 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
@cccc – Ten stolik to pewnie miał tylko uruchomić u zainteresowanych wyobraźnię ale oczywiście nie zawiera wszystkiego :-) Jeśli chodzi o kartę win i szampanów to taka mała książeczka, załączam przykładowe strony:

Image

Image

Image

Image

Image

Przy okazji dokładniejsza informacja, co wchodzi w skład poszczególnych pakietów.

Brindiamo:

Image

Piu Gusto:

Image

Intenditore:

Image

A na horyzoncie w międzyczasie pojawiła się ponownie wyspa St.Maarten. Przypomniałem sobie, że przewodnik na wycieczce kilka dni temu mówił, że z jednej z tych górek poprowadzona jest najdłuższa na Karaibach tyrolka – ponoć cieszy się sporym powodzeniem.

Image

W porcie Philipsburgu jest dzisiaj spory ruch. Czekają na nas już dwa inne wycieczkowce:

Image

My zacumowaliśmy obok wielkiego jachtu Eclipse, jest tak wielki (ma np. dwa lądowiska dla helikopterów), że z balkonu nie jestem w stanie objąć go w jednym kadrze. Jak mi się uda zrobić zdjęcie w jednym kawałku to wrzucę później. Nie ma innej opcji – jakiś miliarder przyjechał na zakupy :-)

@Złoty – jest dokładnie tak jak pisze @brzemia: wszystko wylądowało w depozycie. Małą buteleczkę może ktoś by przemycił na statek, ale tych pudeł i skrzyneczek raczej na pewno nie dał rady :-)
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#212 PostWysłany: 16 Gru 2018 17:40 

Rejestracja: 01 Wrz 2017
Posty: 67
@greg2014- Eclipse? No to masz okazje na degustacje rumu z Romanem Abramowiczem :-)

Jak można wyczytać, to drugi pod względem wielkości jacht na świecie (162,5 m), należący do wspomnianego wyżej "gospodina A"
Roman Abramowicz rezyduje na pobliskiej St Barths i podsyła jacht po odbiór swoich gości z lotniska St Maarten.
Chyba,że odbiera również gości z Costa Pacifica... Greg?;-)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
samaki9 uważa post za pomocny.
 
 
#213 PostWysłany: 16 Gru 2018 18:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2014
Posty: 715
HON fly4free
Tylko rób zdjęcie z ukrycia żeby ochrona nie widziała :lol: Jacht ma system, który niszczy zdjecia.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
samaki9 uważa post za pomocny.
 
 
#214 PostWysłany: 16 Gru 2018 22:00 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
@zzeke – jeśli chodzi o kuchnię to mówiąc otwarcie trochę niezręcznie wykonywać mi zdjęcia w bufecie czy restauracjach. Co innego zdjęcia ogólne ale trudno fotografować każdy talerz czy bemar w bufecie (tym bardziej, że tych drugich są dziesiątki)…sorki, ale jakoś nie potrafię :-)

Ale wychodząc trochę naprzeciw i odpowiadając: ja stołuję się praktycznie wyłącznie w restauracji. Tzn. chodzę tam zarówno na śniadania jak i na kolacje. Moim zdaniem trzyma ona dobry poziom zarówno jeśli chodzi o jakość dań jak i serwis. Przy czym na śniadaniu w restauracji jest również rozkładany bufet a oprócz tego można zamówić różne rzeczy z karty (np. jajecznicę, jajka sadzone, bekon i co tam ktoś lubi – jest osobna karta śniadaniowa). Poza tym jest tam spokój i nie ma problemu z miejscem a szczerze mówiąc ja lubię zaczynać dzień w miarę spokojnie :-)

No i właśnie to jest to za co nie lubię dużego bufetu samoobsługowego na pokładzie dziewiątym. Jest on olbrzymi, zajmuje pół pokładu a łączna długość lad z jedzeniem jest pewnie jest w okolicach 100 metrów (oczywiście w podziale na sekcje w wielu miejscach). Ale jest tam duży problem z miejscem do siedzenia, kolejkami itd. Jeśli już koniecznie chcę skorzystać z bufetu, po załadowaniu na talerz tego co chcę idę na pokład dziesiąty do pizzerii, która poza godzinami wieczornymi jest „przedłużeniem” bufetu. Wychodzi się zresztą do niej schodkami w górę prosto z głównej części bufetu.

Z kolei na kolacji wolę sobie posiedzieć i pogadać z moimi szwajcarskimi biesiadnikami, jak minął dzień i co ciekawego można zrobić wieczorem lub następnego dnia – a do tego idealna jest również restauracja.

W związku z tym, moje korzystanie akurat na tym rejsie z bufetu ogranicza się do lunchów (ze względu na to, że szkoda mi czasu w środku dnia rzadko chodzę na lunch do restauracji) – a podczas przejścia przez Atlantyk – do bufetów okolicznościowych organizowanych w okolicy basenu.

Słyszałem sporo narzekań na bufet ze strony innych osób – głównie na to, że dania w nim czasem są zimne. Z moich (nielicznych) doświadczeń nie mogę tego potwierdzić, jeśli już to w drugą stronę :-) Zupy są z reguły prawie wrzące :-)

Jeśli chodzi o moje porównanie z innymi liniami, na których byłem to restauracje Costy wypadają dobrze a jeśli chodzi o bufet nisko - restauracja np. NCL nie jest moim zdaniem szczególnie lepsza od Costy. Costa wypada jednak znacznie słabiej jeśli chodzi o różnorodność jedzenia – statki Costy to „Włochy na morzu” i dominuje kuchnia włoska. Nie spotkasz tutaj np. zbyt wiele dań kuchni azjatyckiej – ale w makaronach Costa moim zdaniem jest trudna do pobicia.

Problem w tym, że jeśli chodzi o kuchnię to ilu osób nie zapytać, tyle różnych zdań. Ja wypracowałem sobie już jakąś statkową rutynę opartą głównie na stołowaniu się w restauracjach i jest mi z tym dobrze. Ale z drugiej strony poznałem wiele osób, które praktycznie do restauracji w ogóle nie zaglądają i są zadowolone z bufetu…moim zdaniem nie ma jednej odpowiedzi na to, gdzie najlepiej się stołować na statku.

A wracając do relacji:

Cały czas mam jeszcze zaległości z Martyniki i Gwadelupy, ale obiecuję się poprawić :-)

A tymczasem zaliczyłem mały shopping w Philipsburgu. Dzisiaj niedziela ale mamona zwyciężyła. Otwarte prawie wszystko, z dużymi marketami włącznie. Dopiero koło 15 zaczęli zasuwać w sklepach żaluzje i zwijać uliczne biznesy. Ciekawe jest, że przy płatności kartą obowiązuje inna cena niż w przypadku gotówki…czyżby szara strefa ? :-)

O Philipsburgu napiszę osobno bo miasto zasługuje na kilka zdań. Najpierw muszę skończyć relację z poprzednich portów bo wkrada się coraz większy chaos.

Ale najpierw kilka słów o niewątpliwie pięknym jachcie Eclipse.

Schodząc ze statku zapytałem marynarza (chyba - ?), który stał przy trapie do Eclipse, czy ten jacht należy do Romana Abramowicza. Zaczął się śmiać i stwierdził dosłownie „I don’t know. Check google. Google knows better” :-) No i wszystko jasne :-)

Generalnie będąc w English Harbour i oglądając tamtejsze jachty wydawało mi się, że trudno w tym temacie wymyślić coś lepszego. Dzisiaj wiem, że byłem w błędzie. Na widok Eclipse szczęka opada do podłogi, a jakby mogła to pewnie opadłaby jeszcze niżej :-)

Jacht budził spore zainteresowanie, jednak nikt z obsługi na nic nie reagował. Z dużym prawdopodobieństwem jest tak, jak napisał @zzeke – szef urzęduje na St.Barths (przypomniałem sobie przy okazji, co mówił nam przewodnik kilka dni temu na temat tej wyspy – to takich nieprzyzwoicie bogatych milionerów miał pewnie na myśli) a jacht wysłał po kogoś na St.Maarten.

@SJK – chyba ich „szumidła” nie zadziałały, bo zdjęcia się udały. Poniżej załączam kilka.

To zdjęcie z bardzo dużej odległości, użyłem do tego obiektywu dla paparazzich :-)

Image

A to już fotki z portu. Ponieważ nie będę ukrywał, że jednostka mi się podoba, obfotografowałem ją z przodu (chociaż pod dużym kątem):

Image

…i z tyłu:

Image


Image

Image

Na Eclipse są dwa lądowiska dla helikopterów – jedno na dziobie i drugie w środkowej części:

Image

A to małe porównanie Costa Pacifica i Eclipse. Oczywiście mój statek jest dużo większy ale przeliczając powierzchnię (lub ilość obsługi) na liczbę pasażerów, to nie ma wątpliwości, która jednostka wygrywa:

Image

Na uwagę zwraca jeszcze to, że na pokładzie Eclipse cały czas uwija się co najmniej z 10 osób, która ciągle coś pucuje, zmywa i generalnie porządkuje.

W porcie w Philipsburgu stało jeszcze kilka jachtów, ale inne jednostki (np. poniższa) w ogóle nie budziły zainteresowania:

Image

Akurat jak wracałem na statek, do Eclipse podjechał bus, z którego wysiadła spora ekipa, która załadowała się następnie na jacht:

Image

Nie sądzę jednak, żeby to był ktoś ważny :-) Sami wnosili swoje walizki :-)

No dobra starczy…bo zrobi się z tego relacja nt. jachtu Romana Abramowicza :-)
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
#215 PostWysłany: 17 Gru 2018 03:00 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
No dobrze, bo zacząłem za bardzo uciekać w boczne wątki.

Eclipse oczywiście piękny jest, ale muszę dokończyć relację z tego to co widziałem na Martynice :-)

W ramach relacjonowania wycieczki ze statku zatrzymałem się na kreolskim lunchu w lokalnej knajpie. Jedzonko było bardzo dobre, ale żeby całkiem nie odfrunąć (jak wspomniałem francuskiego wina nam nie żałowano, a dla przypomnienia – w odróżnieniu od Polski tutaj panuje temperatura w okolicy 30 stopni), zrobiłem sobie spacerek po ogrodzie przylegającym do knajpy.

Warto dodać, że tradycyjny kreolski domek składał się tylko z dwóch izb (pokoju dziennego/jadalni oraz sypialni). Kuchnia zawsze była na zewnątrz, pod jakimś zadaszeniem. Z kolei dom był otoczony ogrodem, który był kluczowy z punktu widzenia przygotowywania potraw – powinno było rosnąć w nim wszystko co jest ważne dla kreolskiej kuchni – od warzyw i owoców zaczynając, na ziołach (w tym leczniczych) kończąc. W związku z tym standardem było, że kreolskim domkom towarzyszyły naprawdę konkretne ogrody.

Magiczne znaczenie w tych ogrodach (oraz przed wejściem do domów) miały krotony, których zadaniem jest odstraszać złe bóstwa. Można je spotkać dosłownie na każdym kroku – w większości są naprawdę bardzo dorodne i inne niż ich rachityczne odmiany, które my znamy głównie z doniczki:

Image

W związku z tym moja kreolska knajpa musiała oczywiście również być wyposażone w odpowiedni ogród :-)

Krócej będzie wymienić owoce lub warzywa, które znam niż te, które widziałem po raz pierwszy lub może i wcześniej widziałem ale do dziś nie zapamiętałem jak się nazywają.

Na pierwszy strzał pójdą czerwone, malutkie banany:

Image

Image

Następny w kolejce jest kakaowiec:

Image

Co trzeba z nim zrobić, żeby powstała z niego czekolada pisałem w poprzedniej relacji (w części dotyczącej wyspy St.Lucia).

Z kolejnym owocem spotkałem się również na St.Lucia. Nazwy nie pamiętam ale jeśli chodzi o miąższ nie jest on ani jadalny ani nie ma jakiegoś szczególnego znaczenia w innych obszarach. Znaczenie ma natomiast skorupa, z której wykonywane są liczne naczynia:

Image

No i na tym kończy się moja wiedza i pamięć jeśli chodzi o owoce, które widziałem w kreolskim ogródku.

Kolejne coś (?) przypominało papaję – przynajmniej jeśli chodzi o gabaryty krzaczka oraz jego liście. Niestety nie zgadzał się kształt owoców, który z papają nie miał nic wspólnego. Żeby nie było za prosto, roślinka ta występowała w wersji płożącej (jak dynia) jak również drzewka. Owoce wielkością przypominały małe arbuzy.

Image

Image

Image

Kolejnych owoców nie odważę się nawet nazywać. Z informacji od przewodniczki, która oczywiście każdy z nich nazwała, wszystkie są jadalne aczkolwiek pełnią również inne funkcje (np. naturalnych barwników):

Image

Image

Image

Image

Ten owoc to kolejna zagadka. Jest wielkości 2-3 jabłek, jest bardzo miękki, jadalny i przyjemnie pachnie:

Image

Image

Image

Mówiąc krótko, pomimo że na Karaibach jestem któryś raz, tutejszych owoców ani warzyw cały czas nie ogarniam :-)

Nasz lunch minął szybko, chociaż towarzystwo znowu było trudno zebrać do kupy. W końcu ruszyliśmy w dalszą drogę.

Kolejna fotka pochodzi z granicy lasu deszczowego (na szczęście akurat w tym miejscu nie zaliczyliśmy deszczu – dopadł nas kilkakrotnie w autobusie ale w trakcie przemieszczania się między kolejnymi miejscami). W odróżnieniu do Gwadelupy, las deszczowy na Martynice jest zdecydowanie bardziej gęsty – ilość pnączy, które pokrywają dosłownie wszystko jest niepojęta:

Image

Image

Ciekawym miejscem i kolejnym punktem naszej wycieczki było St.Pierre. To stosunkowo nieduża miejscowość położona na północ od Fort-de-France, która (o czym mało się dzisiaj pamięta), kiedyś była stolicą Martyniki. Nie była to jednak zwykła kolonialna stolica – zabudowa oraz bogate życie kulturalne sprawiły, że cieszyła się mianem „Paryża Karaibów”.

Wszystko skończyło się w 1902 roku, po jednym wybuchów pobliskiego wulkanu Pelee. Fala rozgrzanych gazów praktycznie w ciągu kilku minut zamieniła miasto w ruinę. Z przekazów wynika, że tragedię przeżył tylko jeden człowiek – więzień, którego chroniły bardzo grube mury jego więziennej celu. W wyniku erupcji zginęło wówczas ok. 30 tys. mieszkańców St.Pierre, które nigdy później nie odzyskało już pierwotnego znaczenia.

Generalnie dzisiaj St.Pierre to zupełnie inne miasto (a w zasadzie miasteczko) niż kiedyś.

Po starych czasach zostało niewiele. Przede wszystkim katedra (aktualnie niedostępna do zwiedzania – w trakcie renowacji):

Image

… ruiny dawnego teatru i więzienia (właśnie tego, w którym przeżył jedyny ocalony po wybuchu wulkanu):

Image

Image

Image

…a także ruiny starego miasta:

Image

Sam wulkan oczywiście cały czas „wisi” nad St. Pierre:

Image

Image

Standardem jest, że stożek wulkanu jest niewidoczny. Przewodniczka powiedziała nam, że wulkan Pelee jest nazywany przez mieszkańców „nieśmiałą damą”, która rzadko kiedy pokazuje swoje oblicze. Nam w każdym razie nie pokazał :-)

„Pamiątką” po wybuchu wulkanu, jest czarna plaża w St.Pierre pokryta wulkanicznymi piaskami:

Image

Image

I w ten sposób powoli moja wycieczka dobiegła końca.

W ramach samodzielnego zwiedzania wybrałem się jeszcze na szybki spacerek po Fort-de-France. O samym mieście pisałem obszerniej w poprzedniej relacji, jednak tym razem nie mogłem sobie odpuścić wizyty w centrum – w tym plaży przy Forcie Louis:

Image

…w którym akurat odbywał się świąteczny jarmark – swoją drogą zabawnie wygląda choinka w tym klimacie :-) :

Image

Port Louis tak w ogóle jest miejscem, które zamieszkuje bardzo duża populacja iguan. Ja miałem okazję zobaczyć jedną odpoczywającą sobie na drzewie:

Image

Image

Po kolejnym pobycie mogę jedynie powiedzieć, że Martynika jest naprawdę ciekawa i warta zobaczenia. Jak na tak małą (z naszego punktu widzenia oczywiście) wyspę jest też nieprawdopodobnie różnorodna.

Tymczasem na statku wszystko dzieje się po staremu. Jedni pasażerowie wysiedli, drudzy wsiedli. Wśród tych drugich jest bardzo dużo dzieci i nastolatków, mam wrażenie, że średnia wieku (i tak relatywnie niska) jeszcze bardziej się obniżyła.

W teatrze zaliczyłem tym razem show sportowe:

Image

Image

…a wokół atrium zaczęły się znowu wyprzedaże zegarków, torebek i nie wiem czego tam jeszcze:

Image

Show must go on :-)

Mój rejs według planu kończy się w Gwadelupie ale ze względu na to, że chcę spędzić Boże Narodzenie w domu a wbrew pozorom powrót z Gwadelupy do Polski w tym czasie nie jest ani prosty ani tani, od początku planowałem (chociaż może o tym nie pisałem) zakończyć go dzień wcześniej - na Martynice – za niespełna tydzień (21 grudnia), skąd mam zarezerwowany lot Levelem do Paryża. Dzisiaj w recepcji dopełniłem wszystkich wymaganych formalności oraz podpisałem jakieś oświadczenia, że nie będę sobie rościł od Costy zwrotu kosztów za ten jeden dzień, który i tak mam zapłacony. Mówiąc krótko, w systemie Costy figuruję już jako gość, który kończy rejs na Martynice a nie Gwadelupie.

Przy okazji zrobiłem sobie rachunek sumienia (tzn. pobrałem wyciąg ze statkowego konta) i okazało się, że cały czas mam jeszcze do wykorzystania jakąś część kredytu od Costy. Chciałem się wybrać na wycieczkę do prekolumbijskich jaskiń na Dominikanie (naprawdę pierwszoligowa atrakcja) ale okazało się to mało realne – ta wycieczka była organizowana wyłącznie dla grup włosko i francuskojęzycznych a żadnego z tych języków jeszcze nie ogarnąłem :-). W związku z tym w ramach wykorzystania kredytu zaliczę wycieczkę do lasu deszczowego w Baseterre (St.Kitts). Przyrody nigdy za wiele – szczególnie tak innej niż u nas :-)

A tymczasem płyniemy dalej, jutro Dominikana. Przypływamy tam około południa więc może rano uda mi się uporządkować część relacji dot. Gwadelupy.

Morze jest cały czas bardzo spokojne. Jedynie dzisiaj - tuż przed wpłynięciem do portu w St.Maarten nieźle pokołysało, ale nie trwało to dłużej niż 2-3 godziny. Momentami jednak idąc korytarzem trzeba się było trzymać ścian :-)
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#216 PostWysłany: 17 Gru 2018 03:23 

Rejestracja: 05 Lut 2012
Posty: 141
niebieski
@greg2014 ten drugi mniejszy jacht na ktorego nikt nie zwracal uwagi (72m) to Axioma właścicielem jest Dmitry Pumpyansky .
Co ciekawe jacht mozna wynajac na tydzien za jedyne 600 tysiecy euro. Wchodzi 12 osob wiec jedyne 50 od łebka -okazja! 8-)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#217 PostWysłany: 17 Gru 2018 16:29 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
@Martin79 – Axioma na pewno robiłaby wrażenie…gdyby obok nie stał Eclipse :-)

Korzystając z tego, że jeszcze płyniemy i do Dominikany zostało nam parę godzin, skrobnąłem małe uzupełnienie dot. pobytu na Gwadelupie.

Tak jak wspominałem wcześniej, Pointe-a-Pitre z turystycznego punktu widzenia nie jest żadną atrakcją. W związku z tym wybrałem się ze statkową wycieczką zobaczyć dwa największe wodospady Les Chutes du Carbet położone w lesie deszczowym na jednym ze zboczy wulkanu La Soufriere.

Chociaż pierwotnie planowałem się tam wybrać samodzielnie, z perspektywy czasu uważam, że była to dobra decyzja. Trasa prowadząca do parkingu, od którego rozpoczyna się szlak na wodospady odchodzi od głównej drogi (biegnącej wzdłuż brzegu) i wije się bardzo mocno w górę – różnica poziomów wynosi blisko 800 metrów. Prowadzi przy tym w większości przez las deszczowy, w którym – po poprzedniej wizycie w ogóle mnie nie dziwi – co chwilę padał deszcz (a w zasadzie ulewa).

Pierwotny mój plan zakładał, że przekonam kierowcę lokalnego busa, aby za kilka euro, „odskoczył” od głównej drogi i mnie podrzucił do wspomnianego parkingu. Na Gwadelupie takie negocjowanie trasy z busiarzami nie jest niczym nadzwyczajnym – przekonałem się o tym poprzednim razem. Po tym jednak co zobaczyłem nie bardzo wierzę, aby ktokolwiek chciał się piąć busem pod górę tylko dla jednego pasażera i bez wielkiej nadziei na „złowienie” innych. Pozostałby mi tylko stop (szanse średnie – ruch minimalny) lub spacerek piechotą. Podsumowując, dobrze wyszło. Dzięki wycieczce problem transportu miałem z głowy.

Wychodząc z terminala Pointe-a-Pitre zauważyłem nową tablicę – starą pewnie zdmuchnął jakiś huragan :-)

Image

Warto wspomnieć, że Gwadelupa pomimo obiegowej opinii nie jest jedną wyspą ale archipelagiem, na który składa się 8 dużych i niezliczona liczba mniejszych wysepek. Na to co wszyscy nazywają „Gwadelupą” składają się dwie największe wyspy archipelagu połączone aktualnie mostem (dawniej promem) – z góry przypominają one skrzydła motyla. Obie te części są jednak całkiem różne. Jedna (Basse-Terre) – górzysta, z wieloma wulkanami (w tym jednym czynnym) pokryta w dużej części lasem deszczowym. Druga (Grand-Terre) – płaska, z urozmaiconą linią brzegową, licznymi plażami i ośrodkami dla turystów. Pointe-a-Pitre położone jest na skraju tej drugiej, a cel naszej wycieczki – w środku pierwszej.

Z mostu łączącego wyspy można zobaczyć las mangrowy:

Image

W ramach ciekawostek nt. Gwadelupy, przewodnik powiedział nam, że na wyspie funkcjonuje całkiem spora społeczność hinduska, która przybyła tutaj po zniesieniu niewolnictwa, gdy na gwałt poszukiwano pracowników. Postawili oni nawet swoją świątynię:

Image

Obok świątyni rośnie popularny na Gwadelupie chlebowiec:

Image

Image

Przewodnik przez kilka minut opowiadał, jak należy przyrządzać potrawy z miąższu tego owoca – może uznał, że komuś z naszej grupy będzie to dane :-)

Z pewną nostalgią zobaczyłem rondo w Capesterre, od którego rozpoczęła się moja poprzednia przygoda z lasem deszczowym na Gwadelupie w roli głównej:

Image

Zainteresowanych odsyłam do poprzedniej relacji z Karaibów :-)

Jadąc drogą prowadzącą do parkingu, mieliśmy okazję podziwiać w wielu miejscach rośliny o gigantycznych liściach i rozmiarach – jak się okazało, jest to filodendron gigant :-)

Image

Wąska, stroma i bardzo dziurawa droga kończy się rondem:

Image

…obok którego zlokalizowany jest punkt sprzedający bilety na szlak, sklepik oraz taras widokowy, z którego można podziwiać las deszczowy:

Image

Jeśli chodzi o wodospady Les Chutes du Carbet to składają się na nie w sumie 3 kaskady: dwie wysokie na ok. 110-115 metrów, bezpośrednio jedna nad drugą oraz znacznie mniejsza trzecia, schowana poniżej w lesie o wysokości ok. 20 metrów.

Pierwsza i druga kaskada przy dobrych warunkach pogodowych są widoczne z poziomu morza. Według dzienników Kolumba to właśnie ich widok zadecydował o tym, że przybił on do wyspy – dzisiaj jest uważany za jej odkrywcę. Wcześniejsze małe wyspy, które odwiedzał nie miały źródeł słodkiej wody, stąd widok wodospadów był dla niego gwarancją, że na tej wyspie w końcu znajdzie odpowiednią jej ilość.

Podczas mojej poprzedniej wizyty udało mi się zobaczyć tylko ten trzeci wodospad. Jest naprawdę trudno dostępny, a droga prowadząca do niego wygląda mniej więcej tak:

Image

Image

Image

Szczerze mówiąc byłem przygotowany na coś podobnego – a tymczasem na całej długości szlak prowadzący do 1-ego i 2-ego wodospadu Les Chutes du Carbet wyglądał tak:

Image

Image

Image

Image

Image

W porównaniu do mojego poprzedniego razu, to był spacerek. Teraz dopiero widzę, że dojście do 3-ego wodospadu to prawdziwy hardcore :-)

Ścieżka prowadzi prawie cały czas przez las deszczowy:

Image

Image

Image

Image

Jak łatwo się domyślić, padać zaczęło niewiele po naszym przyjeździe. Okazało się, że jako jeden z nielicznych byłem na to przygotowany :-) Większość osób zignorowała ostrzeżenie, aby zabrać ze sobą kurtkę, parasol czy cokolwiek innego do ochrony przed deszczem. W końcu jesteśmy na Karaibach, w porze suchej :-) Ja niestety miałem się już okazję przekonać, że pora sucha wcale nie musi być sucha – w lesie deszczowym w szczególności :-)

Pierwszy rzut oka na wodospady jest możliwy praktycznie zaraz po wejściu na „szlak” a w zasadzie wybetonowany chodnik:

Image

Image

Praktycznie zresztą tylko z tego miejsca można zobaczyć (z dość dużej odległości) jednocześnie obie kaskady. Można – gdy jest ładna pogoda i nie ma mgły. Akurat nam to nie było dane. Pierwsza kaskada była schowana za ścianą mgły, można było podziwiać wyłącznie drugą, położoną nieco niżej. Jak widać, te wodospady muszę zaliczać na raty - za każdym razem maksymalnie po jednym. Wychodzi na to, że jest potrzebna jeszcze jedna wizyta na Gwadelupie, abym zaliczył komplet :-)

Samo podejście do drugiego wodospadu zajmuje ok. 20 minut spacerku w komfortowych warunkach – chodniczki, schodki, mostki. Brakuje tylko schodów ruchomych albo windy :-)

Po drodze można zobaczyć miejsce, z którego odchodzi „mój” szlak do trzeciego wodospadu:

Image

Image

Po ostatnich huraganach pojawiło się na nim osuwisko i jest zamknięty do odwołania. Przewodnik powiedział mi, że mało prawdopodobne, aby został otwarty w ciągu najbliższego pół roku czyli przed następnym sezonem huraganów.

U podnóża drugiego wodospadu jest dostępny pomost widokowy, z którego rozpościera się piękny widok:

Image

Image

Pierwszy wodospad jest wyżej, z tego miejsca i tak nie byłoby go widać (chociaż w tym dniu nie byłoby go widać również z wyższej platformy – ze względu na mgłę).

Gdy już wracaliśmy mgła zeszła jeszcze niżej i chyba niewiele brakowało, a mogłem zupełnie nic nie zobaczyć:

Image

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w okolicy Capesterree, skąd pochodzi poniższe zdjęcie „palmowej” alei (Alee Dumanoir):

Image

Po powrocie do Pointe-a-Pitre wybrałem się na małe zakupy. Tak wygląda lokalny rynek z wszelkiej maści nalewkami i cudownymi eliksirami, przyprawami oraz innymi lokalnymi produktami dla turystów:

Image

Ciekawostką jest kakao i gwadelupska forma czekolady. Jest ona sprzedawana raczej w mało atrakcyjnej postaci, różnego rodzaju kulek i wałeczków owiniętych w folię aluminiową:

Image

Image

Przewodnik opowiadał nam, że zanim na wyspie na dużą skalę (i z sukcesem) zaczęto uprawiać trzcinę cukrową, która oprócz bananów jest do dzisiaj główną lokalną uprawą, prowadzono masę rolniczych eksperymentów. Próbowano tutaj przeszczepić m.in. kawę, niektóre przyprawy czy kakaowce – z co najwyżej średnim skutkiem – ale wszystkie te eksperymenty coś po sobie pozostawiły. Samo kakao w postaci z powyższego zdjęcia jest na Gwadelupie konsumowane jako dodatek do gorącego mleka, w którym się je rozpuszcza. Nie stanowi ona tutaj natomiast formy deseru „solo” – tak jak np. w Europie.

Jeszcze rzut oka na potężną (zamkniętą na cztery spusty) katedrę w Pointe-a-Pitre:

Image

Mój shopping zakończyłem dużo szybciej niż planowałem – rozpadała się taka ulewa, że jakoś przeszła mi ochota na dalsze eksplorowanie miasta – tym bardziej, że już tutaj byłem. Najbardziej intensywną część ulewy przeczekałem w hali, w której na co dzień handluje się owocami i warzywami (byłem już po zakończeniu handlu). Trochę mnie zaskoczyła w tym miejscu wielka tablica informująca sprzedających i kupujących o indeksach glikemicznych poszczególnych owoców i warzyw. Przyznam szczerze, że nigdzie czegoś takiego w takim miejscu nie widziałem :-)

Image

W terminalu portowym na turystów czekał trzęsący się (był podłączony do jakiegoś urządzenia) bałwan :-)

Image

Co ciekawe bezcłowy sklepik w terminalu był lepiej zaopatrzony w wódki niż lokalny rum. Mieli nawet żubrówkę:

Image

A na mnie w kabinie czekał szampan i owoce. Costa widać uznała, że zaczynam nowy rejs bo dorzucili mi też 75 EUR do statkowego konta na wydatki. Miłe, na pewno nie będę składał reklamacji :-)

Image

W ten sposób kolejna wizyta na Gwadelupie zaliczona. Wodospadów Les Chutes du Carbet w komplecie dalej nie widziałem, może kiedyś się uda :-)
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#218 PostWysłany: 17 Gru 2018 22:01 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
Jeszcze pożegnalny rzut oka na Eclipse w porcie w St.Maarten:

Image


Ekipa z jachtu (chyba raczej załoga niż goście) zrobiła sobie imprezę na nabrzeżu z lokalną kapelą i bufetem:

Image

A my tymczasem jesteśmy już na Dominikanie. To pierwsze zdjęcia wyspy jeszcze ze statku:

Image

Image

Port w La Romanie położony jest w malutkiej zatoczce, do której wpływa rzeczka Rio Salado. Manewr „parkowania” był ciekawy – statek odwrócił się jeszcze na morzu, w sporej odległości od lądu i przycumował tyłem:

Image

Na nabrzeżu czekały na nas już ciężarówki. Pewnie nowa dostawa jedzonka i napojów:

Image

La Romana to bazowy port dla Costa Pacifica na Karaibach. Tu będzie zaczynała i kończyła swoje rejsy zdecydowana większość pasażerów w okresie zimowym.

Jeszcze fotka na ekipę cumowniczą – pospinaną uprzężami, żeby żaden z pracowników nie spadł niżej albo do wody:

Image

Image

Swoją drogą taka lina ze statku musi trochę ważyć…

Przyportowe „wesołe miasteczko” ze sklepikami, straganami, barami, taksówkami, wifi i nie wiadomo czym jeszcze czekało na nas niecierpliwie:

Image

To mój drugi pobyt w La Romanie. To znaczy zasadniczo drugi ale planowo pierwszy. Poprzednim razem zawinęliśmy tutaj Costa Deliziosą, gdy pogoda uniemożliwiła wejście do portu w Amber Cove (też na Dominikanie). To był zresztą bardzo dziwny pobyt. O szczegółach można poczytać tutaj: rejs-wycieczkowy-z-florydy-karaiby,210,105646&p=871038#p871038

Zostajemy tutaj do jutra rana. Potem przenosimy się na morze, gdzie statek rzuci kotwicę w pobliżu wyspy Catalina (widać ją zresztą nawet stąd).

A na statku wszystko zaczęło się dziać jakby od początku. Na przykład wczoraj wieczorem było spotkanie z kapitanem, dzisiaj bufet serowy (a warto dodać bo chyba nie wspominałem, że na statkach Costy jest nie tylko kompleksowa piekarnia i cukiernia ale także „fabryka” mozzarelli):

Image

…a dzisiaj zaczynają się eliminacje do show talentów czyli „Voice of the Sea” i pierwsza impreza basenowa. Wszystko już przerabiałem :-)

O pobycie w La Romanie napiszę więcej trochę później.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#219 PostWysłany: 17 Gru 2018 22:44 

Rejestracja: 15 Gru 2018
Posty: 1
Witam wszystkich ;)

Od samego początku z dużą uwagą śledzę "karaibskie przygody" grega. Jak zwykle relacja napisana swobodnym stylem połączonym z dużą elokwencją i sporą dawką ciekawych informacji. Idealna odskocznia od przygnębiającego jesienno-zimowego klimatu za oknem.

Przyznam też, że kilka razy dane mi było podróżować z gregiem (co prawda w bardziej umiarkowanej strefie klimatycznej bo w naszej rodzimej Polsce) i wiem że jest to człowiek z ogromną wiedzą i wielkim sercem do podróżowania, dlatego bardzo się cieszę że ta relacja cieszy się aż takim zainteresowaniem (chociaż moim zdaniem poprzednie w niczym jej nie ustępują).
Jak dla mnie murowany kandydat na relację miesiąca ;)

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko pogratulować i życzyć więcej niezapomnianych przygód ;)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#220 PostWysłany: 17 Gru 2018 23:16 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1089
platynowy
Patrzę i własnym oczom nie wierzę.

Dziękuję bardzo za miłe słowa, cieszę się, że się podoba.

Żeby oddać sprawiedliwość, napiszę tylko, że do spisania relacji z tego wyjazdu namawiało mnie kilka osób, a jedną z nich był właśnie nowy forumowicz a mój przyjaciel czyli @Xerty. To, że ta relacja powstała to również jego zasługa:-) Aż założył sobie profil na F4F...

A tymczasem dodam, że La Romana to jak dla mnie jakieś dziwne miejsce. Czuję się trochę jak w przysłowiowym Matrixie i mam wrażenie, że wszystko jest tutaj zupełnie odrealnione. Z jednej strony na pewno funkcjonuje tutaj jakiś świat, w którym żyją tutejsi mieszkańcy a z drugiej zupełnie abstrakcyjny świat stworzony dla turystów, do którego ci pierwsi nie mają wstępu-chyba, że w nim pracują. O ile w poprzednich miejscach mogę powiedzieć, że miałem okazję zobaczyć chociaż trochę ten pierwszy świat, to tutaj jestem prawie pewien, że nie. Ogrodzone resorty z armią strażników, przystrzyżonych od linijki trawniczków, pięknymi kwiatami, polami golfowymi itp. itd. Nie wiem czy to tylko moje wrażenia i dotyczy to tylko tego miejsca, czy też tak jest w całej Dominikanie...
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 263 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group