Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 263 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna
Autor Wiadomość
#181 PostWysłany: 13 Gru 2018 17:15 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 885
Ostrzeżenia: 1
srebrny
Chciałbym tyle zarabiać :P :P :P To nie była prymitywna aluzja tylko fakt. Myslałem , ze przy takiej odpowiedzialności zarabiają jednak więcej :lol: Dochodzi tax gdzie może być spora różnica między UE a USA lub krajem gdzie zarejestrowany jest statek. Trzeba było iść na WSM a nie bawić się w insze edukacje lub uprawiać jakieś sporty :lol: :lol: :lol:
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#182 PostWysłany: 13 Gru 2018 17:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2014
Posty: 689
HON fly4free
Podatki marynarza to dyskusja na oddzielny wątek. To zależy od różnych rzeczy. Mogą być, a może ich nie być. Ja byłem na statku pod banderą cypryjską i nikt ich płacić nie musiał. Oczywiście to nie oznacza, że nie płacił. Po prostu nie płacisz ZUSu, nie masz emerytury itd. Ale to nie jest obowiązek go płacić, także marynarz może mieć całość wypłaty dla siebie. Z kolei bandera norweska wymaga opłacania ZUSu.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#183 PostWysłany: 13 Gru 2018 18:48 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
@brzemia - dokładnie tak, status holenderskiej części St.Maarten jest inny niż francuskiej - nie jest np częścią UE. Podobnie jest na innych holenderskich terytoriach na Karaibach. Aruba i Curacao również korzystają ze swojej waluty, nie jestem nawet pewien czy nie tej samej co na St.Maarten. Ale wcale bym się nie zdziwił:-)
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#184 PostWysłany: 13 Gru 2018 19:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1129
złoty
Kraje wchodzące w skład dawnych Antyli Holenderskich mają różne statusy, co spowodowane jest m.in. negocjacjami z lat 2006-2010 i postępowaniem poszczególnych krajów po reformie konstytucyjnej Holandii z 2010. W tej chwili Curaçao i Sint Maarten mają status analogiczny do Aruby, czyli są krajami stowarzyszonymi w ramach Królestwa Niderlandów, lecz nie wchodzącymi w skład Holandii. Natomiast Bonaire, Saba i Sint Eustatius wchodzą w skład Królestwa Niderlandów i mają status holenderskich gmin specjalnych ("'bijzondere gemeenten"), które będą mogły zostać włączone do Unii Europejskiej, jeśli sobie tego zażyczą.

Edit
Waluty są częściowo różne, ale często jakoś powiązane z historycznymi walutami holenderskimi, np. na Arubie jest to Florin, a na Sint Maarten i Curaçao gulden :)
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#185 PostWysłany: 13 Gru 2018 23:33 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
@metia – dziękuję za wyklarowanie tematu Antyli Holenderskich. Będąc przy walutach, dodam jedynie, że na Bonaire od niedawna oficjalną walutą jest dolar amerykański. Taka ciekawostka :-)

Ja jestem jeszcze co prawda na Antigua, ale żeby za bardzo nie namieszać i w miarę zachować kolejność, napiszę nieco o wczorajszym dniu czyli o pobycie na wyspie St.Kitts. Wchodzi ona w skład wyspiarskiego mikropaństewka o nazwie St.Kitts i Nevis, przy czym Nevis to druga co do wielkości wyspa państwa – żeby było jasne, wielokrotnie mniejsza od St. Kitts.

Zacumowaliśmy w niewielkim miasteczku i jednocześnie stolicy państwa – Baseterre.

Zaraz po zejściu ze statku obowiązkowa fotka portowej bramy:

Image

…po czym szybka wizyta w biurze informacji turystycznej. Cele wizyty były dwa – dostać jakąś dokładniejszą mapę wyspy oraz dowiedzieć się, gdzie znajduje się lokalny dworzec autobusowy.

Mój plan na ten dzień był bardzo precyzyjnie zdefiniowany: wizyta w fortecy, której pełna nazwa brzmi „The Brimstone Hill Fortress National Park”. Jest położona ok. 15 km od portu i stanowi olbrzymi kompleks szańców, bastionów, budynków koszar, zbiorników na wodę, prochowni – z górującą nad wszystkim cytadelą. Jako jedyny tego typu obiekt na Karaibach został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i większości przewodników nazywany jest – w kontekście wielkości „Karaibskim Gibraltarem” – moim zdaniem całkowicie zasłużenie.

Gdy pani w biurze informacji turystycznej usłyszała, że chcę jechać do fortecy lokalną komunikacją zrobiła tak wielkie oczy, że żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia. Musiałem jej trzy razy powtórzyć o co mi chodzi (a żeby było jasne wydaje mi się, że z angielskim żadne z nas nie miało problemu), zanim zaskoczyła. Powiedziała, że do twierdzy nie jeździ żadna komunikacja publiczna i co najwyżej mogę wysiąść przy głównej drodze, skąd muszę ok. 2 km podejść pod górę. Było dla niej tak niepojęte, że jakiś gość ze statku chce iść pod górę, że pytała mnie czy na pewno dam radę :-) Aż sam zacząłem wątpić w swoje siły ale gdy rozgadaliśmy się trochę, powiedziała wprost, że pasażerowie ze statków chcą być wszędzie dowiezieni pod same drzwi. Zupełnie jej nie pasowałem do tego stereotypu. Smutne ale prawdziwe.

Zaopatrzony w mapę i potrzebne informacje skierowałem się w stronę lokalnego dworca. Zlokalizowany jest on obok przystani promowej, trochę na uboczu Baseterre i kilkaset metrów od bramy portowej:

Image

Zgodnie ze wskazówką mojej pierwszej rozmówczyni w St.Kitts, wybrałem pierwszego lepszego busika z numerami rejestracyjnymi zaczynającymi się od „HA” (po tym można poznać komunikację publiczną na St.Kitts) i spytałem, do którego z busów mam wsiadać, żeby dojechać w interesujące mnie miejsce. Okazało się, że zapytałem najbardziej właściwą osobę i 30 sekund później już byliśmy w drodze.

Image

Muszę przyznać, że jazda busem na St.Kitts to też ciekawa przygoda. Drogi są dziurawe. Jeździ się po lewej stronie. Nikt nie przestrzega ograniczeń prędkości – pomimo, że na każdym kroku na elektronicznych tablicach wyświetlają się ostrzeżenia o jej przekroczeniu. Większość samochodów jest poobijana ze wszystkich stron…ale co ciekawe poważniejszego wypadku nie widziałem (co najwyżej drobną stłuczkę).

W busie byłem jedynym białym, wszyscy mi się przyglądali i przez moment poczułem się jak miś w klatce w zoo. Dobrze, że nie chcieli robić zdjęć :-) Ale z drugiej strony mogłem zająć miejsce obok kierowcy. Przy okazji robiłem za jego pomagiera będąc pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy od pasażerów (płaci się zasadniczo przy wysiadaniu).

Przejażdżka kosztowała mnie 3,5 dolara wschodniokaraibskiego czyli ok. 5 zł. Tak się złożyło, że z mojej poprzedniej wizyty na Karaibach został mi jeden banknot 5-dolarowy i akurat się przydał. Z powrotem dołożyłem do reszty z tego banknotu jednego dolara amerykańskiego i kierowca był zadowolony – tak, że tam i z powrotem przejazd kosztował mnie w sumie 5 dolarów wschodniokaraibskich i 1 dolara amerykańskiego.

Wysiadłem po ok. 20 minutach jazdy obok tablicy-drogowskazu do twierdzy:

Image

Droga na miejsce faktycznie prowadzi pod górę – ale bez przesady. Wspinaczka żadna to nie jest. Poza tym prawie cały czas idzie się drogą asfaltową przez las - czyli w cieniu. Nie ma na co narzekać. Jedyny przerywnik po drodze (dojście do kasy biletowej zajęło mi w sumie jakieś 20 minut) zafundowała mi jakaś wataha małp, która przebiegła przez drogę – niestety zrobiły to tak szybko, że nie było szans na zrobienie zdjęcia.

Jak łatwo się domyślić, po drodze nie spotkałem nikogo. Ani w jedną ani w drugą stronę. Dosłownie pojedyncze samochody, czasem mikrobusy z wycieczkami – aż dziwne bo twierdza robi nieprawdopodobne wrażenie i po tym co zobaczyłem uważam, że wizyta w tym miejscu była strzałem w dziesiątkę.

Bilet wstępu kosztuje 10 dolarów amerykańskich (płatność wyłącznie gotówką). A propos dyskusji parę postów wcześniej, na terenie obiektu obowiązuje całkowity zakaz używania dronów.

Rozmiary twierdzy są imponujące. Nie jest to jakiś pojedynczy obiekt ale cały kompleks – lepiej lub gorzej zachowanych budynków oraz budowli militarnych, zlokalizowanych na wielu poziomach.

Moje pierwsze wrażenia z St.Kitts (widać to zresztą na pierwszych zdjęciach, które zamieściłem wcześniej) były takie, że to jest nieprawdopodobnie zielona wyspa. O tym jak naprawdę jest zielona można przekonać się dopiero po wejściu na teren twierdzy Brimstone.

Poniżej wrzucam przykładowe zdjęcia z różnych części fortecy:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Trudno powiedzieć ile poziomów ma cała forteca ale wydaje mi się, że co najmniej 5-6 (całe wzgórze ma kilkaset metrów wysokości). Na poniższym zdjęciu, wykonanym z jednego z wyższych (ale nie najwyższego) poziomu widać kilka obiektów poniżej:

Image

Na szczycie twierdzy znajduje się cytadela, w której aktualnie zlokalizowane jest muzeum prezentujące historię twierdzy, to jak powstawała, jak była restaurowana oraz jak toczyło się w niej życie

Image

Image

Z poziomu cytadeli (i nie tylko) roztaczają się nieprawdopodobne widoki we wszystkie strony, które je otaczają.

Na początek widok w stronę Baseterre (samego miasta nie widać):

Image

Warto zwrócić uwagę na różnicę poziomów pomiędzy punktem obserwacyjnym a tym co jest poniżej. Na terenie fortecy nie ma praktycznie nigdzie żadnych barierek ani ostrzeżeń – a jeden krok dalej potrafi być pionowa ściana w dół…

A to panorama w przeciwnym kierunku – z widokiem na kolejną wyspę St. Eustatius. Dalej (na lewo od niej, prawie niewidoczna) – jest Saba.

Image

Na obu powyższych zdjęciach, tuż przy brzegu można zobaczyć za to drogę, którą prowadzi praktycznie cały czas wzdłuż brzegu i którą przyjechałem z Baseterre.

I jeszcze widok na góry i las deszczowy. Góry zresztą co chwilę były zasłonięte chmurami – prawdopodobnie była w nich wtedy niezła ulewa (bazuję tutaj na moich doświadczeniach z wizyt w lasach deszczowych podczas poprzedniego rejsu):

Image

Częścią fortecy jest tzw. małpie wzgórze – wyłącznie trawiaste, z jednej strony porośnięte bardzo gęstym lasem i gwałtownie (prawie pionowo) opadające w dół:

Image

Image

Porozmawiałem trochę z pracownikami, których na terenie kompleksu można było spotkać dosłownie na każdym kroku. Powiedzieli mi, że małpy można na wspomnianym wzgórzu spotkać tylko rano i wieczorem, gdy nie ma ludzi – w ciągu dnia schodzą one do lasu poniżej, gdzie nikt im nie przeszkadza. Poza tym ponoć bardzo źle reagują na sygnał klaksonu, którego używanie na St.Kitts w wielu miejscach jest co ciekawe obowiązkowe (np. należy go użyć przed wejściem w ostry zakręt – nakazuje tego odpowiedni znak).

Na zboczach Brimstone Hill Fortress można zobaczyć też całkiem dorodne kaktusy:

Image

Jeśli chodzi o zwierzaki, to na moje pytanie, czy na wyspie można spotkać iguany padła odpowiedź zdecydowanie negatywna. Są jedynie ich małe imitacje, które faktycznie pojawiają się w wielu miejscach i przypominają mikro-krokodylki. Są niestety tak szybkie, że nie udało mi się żadnemu z nich zrobić dobrego zdjęcia. Poniższe wybrałem najlepsze z nich, ale i tak kiepskie:

Image

W sumie na terenie twierdzy, chodząc po jej różnych obiektach spędziłem blisko 3 godziny. W drodze powrotnej udało mi się jeszcze namierzyć małpkę – niestety na to, aby zmienić obiektyw i zrobić lepsze zdjęcie nie było najmniejszych szans:

Image

Zejście do głównej drogi, którą kursują busy zajęło mi maksymalnie 15 minut (w sumie nic dziwnego – z góry zawsze łatwiej :-)). Na sam bus czekałem max. 30 sekund. Nie wiem czy to kwestia szczęścia, czy nie, ale mam wrażenie, że na St.Kitts jeżdżą one dosłownie jeden za drugim. Trzeba jedynie dać mu znak, żeby się zatrzymał.

Schodząc w dół wdałem się jeszcze w krótką pogawędkę ze strażnikiem parku, który, gdy usłyszał skąd jestem powiedział mi, że niespełna tydzień temu, również ze statku była duża wycieczka Polaków z polskim przewodnikiem. Ciekawe z którego statku ?

Droga powrotna minęła równie ciekawie jak w przeciwnym kierunku. Warto wspomnieć jedynie o tym, że na całym odcinku nie widziałem ani jednej plaży. Morze dochodzi niemal bezpośrednio do drogi:

Image

Po dotarciu do miasta, poszwendałem się jeszcze po Baseterre – ale o tym napiszę przy okazji kolejnej wizyty w St.Kitts (zgodnie z programem rejsu będę tutaj jeszcze jeden raz - za kilka dni).

A wieczorem na statku czekało nas jeszcze parę atrakcji.

Po pierwsze, pod koniec kolacji czekała nas prezentacja całej kucharskiej wierchuszki z towarzyszącą im armią kucharzy, kuchcików, kelnerów, ich asystentów i nie wiadomo kogo jeszcze:

Image

Po tym w teatrze zaliczyłem typowo włoskie show:

Image

Image

…a o 23 w Grand Barze ku zaskoczeniu wszystkich rozstawiono przenośne minibufety, gdzie serwowano naleśniki na słodko – prosto z patelni:

Image

Co ciekawe, za patelniami stanęło samo szefostwo kuchni – główny kucharz, dyrektor restauracji oraz szefowie poszczególnych sal w restauracjach. Naprawdę miło :-)

PS. Polski dowód osobisty przy powrocie na statek wzbudził spore zainteresowanie w porcie – ale wystarczył :-)
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
      
#186 PostWysłany: 14 Gru 2018 00:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3637
Ostrzeżenia: 1
platynowy
@greg2014 no to fajnie sie bawimy i ciesze sie razem z Toba. :)
Btw po zdjeciach mozna od razu rozpoznac z jakich krajow pochodzi obsluga.
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą!

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne, mleko wielbłądzie etc.
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym -> pw
Antarktyda / Polska Stacja Arctowski -> pw
Czarnobyl -> pw
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#187 PostWysłany: 14 Gru 2018 00:29 

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 806
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
Kiedyś w dining roomie azjatów (daleki wschód) było ok. 10 -15%..@greg2014 - są w ogóle jacyś biali kelnerzy?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#188 PostWysłany: 14 Gru 2018 02:35 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
@cccc - no akurat na statkach wycieczkowych to już chyba od iluś lat (wyłączając ultraluksusowe linie) obsługa jest mocno azjatycka - zazwyczaj z wyłączeniem menadżerów

@samaki9 - na tym statku jeszcze nie widziałem, na poprzednim było kilka osób z Litwy i Bułgarii. Są za to barmani - ale to zdecydowana mniejszość.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#189 PostWysłany: 14 Gru 2018 03:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3637
Ostrzeżenia: 1
platynowy
Mlode Filipinki w obsludze to rozumiem, ale na zdjeciach przewaznie faceci. :roll:
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą!

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne, mleko wielbłądzie etc.
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym -> pw
Antarktyda / Polska Stacja Arctowski -> pw
Czarnobyl -> pw
Góra
 Profil Relacje PM off
HandSome lubi ten post.
 
      
#190 PostWysłany: 14 Gru 2018 14:34 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
Jesteśmy już na Martynice. No, prawie - bo na razie można ją tylko zobaczyć z kabiny – ale już niemal na rzut kamieniem. A jak Martynika to Unia Europejska, bezpłatny roaming i generalnie bardziej poważna cywilizacja. Tutaj też spora część pasażerów kończy swój rejs – a jednocześnie na pokład wchodzi nowa grupa na ich miejsce. Podobnie będzie w kolejnych dwóch portach – na Gwadelupie oraz na Dominikanie. A mi nie wiadomo kiedy minęły właśnie 2 tygodnie rejsu…

A to pierwsze fotki z pokładu statku w Fort-de-France na Martynice:

Image

Image

W górach sporo chmur. Mam nadzieję, że nigdzie nie złapie mnie deszcz – a o tym, że na Martynice (podobnie jak na Gwadelupie) potrafi porządnie padać miałem już okazję się przekonać.

Mam jeszcze trochę zaległości z relacji z St.John’s na Antigua, ale za dużo się ostatnio dzieje i nie bardzo jest kiedy na spokojnie wszystko zebrać i napisać jakąś depeszę na forum F4F. Postaram się nadrobić zaległości wieczorem.

Ponieważ w tym roku jestem na Martynice już trzeci raz (dwa poprzednie razy odbywały się również w ramach rejsu – na początku roku), zanim wrzucę coś z dzisiaj, odsyłam zainteresowanych do mojej poprzedniej relacji:

Z pierwszego dnia pobytu, w tym relacji z pobytu w ogrodach Balata można ją znaleźć tutaj: z-wyspy-na-wyspe-czyli-wyprawa-na-karaiby,211,123316&p=1040610#p1040610

Z drugiego dnia pobytu, w tym z martynickich plaż relację można ją znaleźć tutaj: z-wyspy-na-wyspe-czyli-wyprawa-na-karaiby,211,123316&p=1043656#p1043656

Na dzisiaj mam zaplanowaną całodniową wycieczkę, którą wykupiłem na statku – tak, abym mógł zobaczyć również coś więcej poza samą stolicą wyspy.

O tym jak ona wyglądała, napiszę wkrótce :-)
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#191 PostWysłany: 14 Gru 2018 16:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1129
złoty
@greg2014
Historia dawnych kolonii holenderskich w tej części świata jest bardzo ciekawa. Holandia po przebojach z uzyskaniem niepodległości przez Indonezję chciała pozbyć się kolejnych kolonii na drodze pokojowej i stopniowo. Na pierwszy ogień poszedł Surinam (co, jak wiadomo, nie skończyło się dobrze i kosztowało Holandię grube miliony), potem była Aruba. Stan prawny po formalnym zlikwidowaniu Antyli Holenderskich, osiągnięty po 2010 roku miał być stanem przejściowym, ale jak widać poszczególnym wyspom już się tak bardzo do niezależności nie spieszy ;) Na Bonaire miały być jakieś głosowania, ale jak się okazało, że odetną im dostęp do funduszy pomocowych UE, to decyzja najpierw została przełożona, a potem jakoś tak się rozmyła.

A tak w ogóle to status poszczególnych terytoriów zamorskich UE regulowały już Traktaty Rzymskie (przy czym przy każdym większym traktacie następuje aktualizacja). Statusy są różne, a ich zmiany wcale nie tak rzadkie :)
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Profil Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
      
#192 PostWysłany: 15 Gru 2018 06:41 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
@metia – temat jest zdecydowanie ciekawy ale budzi też jak się dzisiaj przekonałem emocje wśród samych Holendrów. Tak się złożyło, że dzisiaj miałem okazję na lunchu dosiąść się do pary z Holandii, która jak wyszło w trakcie rozmowy, mieszka w Arnhem. W którymś momencie dyskusja zeszła nam na temat desantu pod Arnhem w końcowej fazie II WŚ i gen.Sosabowskiego, który tam jest uważany za bohatera a w Polsce został niemal zapomniany – i rozmawiając na ten temat zostałem szybko ich dobrym kumplem :-). A ponieważ rozmawiało się nam bardzo fajnie, przeszliśmy też na inne tematy (w końcu na jedzenie trzeba trochę czekać) i sami z siebie poruszyli temat swoich byłych kolonii z St.Maarten na czele. Najkrótsze podsumowanie byłoby takie: większość Holendrów z wielką ulgą pozbyłaby się dawnych kolonii i nikt by za nimi nie płakał, bo co roku trzeba ich budżety łatać środkami z Europy. Pomijając fakt, że lokalne społeczności są tego w pełni świadome i wykorzystują sytuację – i z tego powodu hasła o niepodległości raczej nie mają na poszczególnych wyspach szans na istotniejsze poparcie. To jest oczywiście ich zdanie, można mieć inne – ale pokazuje kierunek myślenia co najmniej części Holendrów o dawnych swoich zdobyczach kolonialnych.

A wracając do relacji nadrabiam zaległości z wczoraj - czyli wizyty w kolejnym wyspiarskim mikropaństewku czyli Antigua i Barbuda. Tak się złożyło, że na naszej trasie pojawiła się pierwsza z wysp składająca się na nazwę tego państwa.

Antigua to ponoć wyspa, na której jest 365 plaż – po jednej na każdy dzień w roku. To chyba najbardziej oklepany slogan na temat tej wyspy – wątpię zresztą, żeby ktoś naprawdę liczył te plaże.

Po tym co zobaczyłem mam też jakieś zdanie na ten temat…ale po kolei :-)

Costa Pacifica zacumowała w stolicy wyspy - St.John’s. Tym razem mieliśmy w porcie towarzysza – nieco mniejszy wycieczkowiec linii NCL.

Image

Image

Nabrzeże dla wycieczkowców jest tutaj położone praktycznie w centrum miasta:

Image

Image

Sprawnie zszedłem ze statku i zaliczyłem błyskawiczną wizytę w informacji turystycznej, gdzie zdobyłem obowiązkową mapkę oraz podstawową informację – tzn. gdzie zlokalizowany jest przystanek komunikacji publicznej. Tym razem pani się niczemu nie dziwiła :-)

Co ciekawe, w stosunkowo małej mieścinie jaką jest St.John’s są dwa dworce autobusowe – każdy obsługuje inną część wyspy. Biorąc pod uwagę, że cała wyspa też jest raczej miniaturowa, było to dla mnie trochę dziwne. Ale widać tak ma być.

Moim celem na ten dzień była wizyta w parku narodowym o nazwie „Nelson’s Dokyards”, zlokalizowanym wokół English Harbour – na przeciwnym krańcu wyspy w stosunku do miejsca postoju statku. Nazwa parku nieprzypadkowo związana jest z jednym z najbardziej znanych admirałów angielskich – to właśnie na Antigui Horatio Nelson zaczynał swoją marynarską przygodę i spędził tutaj co prawda krótki ale bardzo istotny jak się później okazało kawałek swojego marynarskiego życia.

Kursy do English Harbour wykonywane są z dworca West autobusem linii 17. Sam dworzec nie różni się od innych na karaibskich wysepkach:

Image

Dla zainteresowanych przy okazji zamieszczam listę kierunków obsługiwanych z tego dworca:

Image

Same trasy są obsługiwane przez zdezelowane busy, które podobnie jak na St.Kitts można rozpoznać w zasadzie wyłącznie po numerze rejestracyjnym (tutaj zaczyna się od „BUS” – to w sposób nie budzący wątpliwości informuje, że mamy do czynienia z środkiem komunikacji publicznej). Jedynym oznaczeniem jest umieszczony za przednią szybą w kółku numer linii – poza tym żadnych napisów ani informacji o kierunkach.

Rozkład jazdy nie istnieje. Autobus odjeżdża z dworca, wtedy kiedy jest pełny. Najgorsze było czekanie na zapełnienie ostatnich 2-3 miejsc. Ale na kierowcę nie było mocnych – ruszył dopiero wtedy, kiedy dokładnie wszystkie miejsca były zajęte. Ale widać, że to tutaj standard. Wszyscy cierpliwie czekali, chociaż zajęło to prawie 40 minut…

Przejazd kosztuje 2 dolary amerykańskie i trwa około pół godziny (to zaledwie 15 km ale bus zatrzymuje się dosłownie co kilkaset metrów a korki przy wyjeździe z St.John’s są całkiem spore – pomijając już fakt, że ilość dziur w drodze mogłaby konkurować z naszymi drogami z czasów późnego PRL).

Na szczęście nie trzeba się zastanawiać gdzie wysiadać. Ostatni przystanek jest położony dokładnie na wprost wejścia do Nelson’s Dokyards (poniżej akurat tablica pożegnalna):

Image

Wstęp na teren parku narodowego (taki status ma cały kompleks) kosztuje 8 USD (płatne wyłącznie gotówką). Zaliczyłem kordon straganów i w końcu wszedłem w obszar budynków kolonialnych, pięknie przystrzyżone trawniczków i nieprzyzwoicie wręcz drogich jachtów, które cumują w tutejszej marinie.

Na kompleks składa się około 10 budynków, z których większość jest możliwa do obejrzenia głównie z zewnątrz. Kluczowe informacje o bazie marynarki i jej historii oraz o samym Nelsonie i jego pobycie na Antigua można znaleźć w niewielkim muzeum:

Image

W pozostałych budynkach znajdują się różnego rodzaju knajpy, sklepiki, hotel oraz warsztaty i pracownie związane z mariną. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć z tego miejsca:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ale Nelson’s Dokyards to nie tylko spacerek pomiędzy budynkami z epoki (a raczej ich rekonstrukcją). Na miejscu można obejrzeć również dosłownie zapierające dech w piersiach jachty, pobliski fort oraz zaliczyć mała wspinaczkę na okoliczne wzgórze, skąd roztacza się przepiękny widok na okolicę.

Ale o tym niestety napiszę jutro – zrobiło się już późno a jutro mam znowu jakieś plany i trzeba rano wstać. A dzisiaj trochę czasu spędziłem na pożegnalnej pogawędce z poznanymi na statku Polakami, którzy jutro kończą swój rejs – ale jeszcze nie urlop. Było naprawdę bardzo miło :-)

Jutro Gwadelupa :-)
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#193 PostWysłany: 15 Gru 2018 14:39 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
Właśnie przybiliśmy do portu w Point-a-Pitre na Gwadelupie. Całe miasto, a okolice portu w szczególności (co ciekawe centrum) niewątpliwie do najpiękniejszych nie należą:


Image


Image


Image


Image

Point-a-Pitre w porównaniu do Fort-de-France na Martynice to do zupełnie inna liga. Jak biedak przy milionerze – aż dziwne bo obie wyspy są terytoriami zamorskimi Francji. Należą również do UE, można tu latać na dowód osobisty i teoretycznie nie ma opłat za roaming.

Teoretycznie, bo w przypadku tych, którzy korzystają z sieci Play (czyli na przykład mnie) ani na Martynice ani na Gwadelupie zalogowanie się do żadnej sieci (w tym podawanego na stronie Play Digicela) jest niemożliwe. Jest zatem jeszcze gorzej niż gdy byłem tutaj na początku roku – wtedy zalogować się dało i nie było problemów z rozmowami i SMS-ami, nie działał „tylko” Internet. To jest zdecydowana zmiana na gorsze, jeszcze gorsze jest to, że Play udaje, że problemu nie ma.

OK, trochę sobie ponarzekałem z samego rana. Wracam do relacji.

Nieco dalej od portu jest trochę ładniej ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że Point-de-Pitre atrakcją turystyczną nie jest. Wszystko co warte jest zobaczenia na Gwadelupie położone jest moim zdaniem poza tym miastem.

Tu co najwyżej uwagę w mieście zwraca to centrum informacyjne dokumentujące historię niewolnictwa na Karaibach – wyróżniające się zresztą również niebanalną architekturą odróżniającą się od całej szaro-burej reszty:


Image


Mój plan na dzisiaj to wizyta na wodospadach Les Chutes du Carbet. Jest to kompleks trzech wodospadów, z których trzeci (najmniej okazały) miałem okazję zobaczyć podczas ostatniej wizyty na Gwadelupie. Do dwóch pierwszych nie dotarłem z przyczyn opisanych w mojej relacji – zainteresowanych zapraszam tutaj: z-wyspy-na-wyspe-czyli-wyprawa-na-karaiby,211,123316&p=1036507#p1036507

Planowałem się tam wybrać samodzielnie korzystając z lokalnej komunikacji i autostopu ale ponieważ dopadły mnie niestety pierwsze objawy przeziębienia (tropiki i klimatyzacja na przemian połączone z przeciągami na statku niestety robią swoje), stwierdziłem więc, że nie będę się tym razem forsował, żeby nie pogorszyć sytuacji - poszedłem na łatwiznę i wziąłem wycieczkę ze statku. Zrobiłem to trochę wbrew sobie, ale z drugiej strony mam jeszcze cały czas do wykorzystania jakiś kredyt do Costy, więc z mojego punktu widzenia wycieczka jest za darmo.

Będąc z wycieczką ograniczony przez przewodnika na pewno nie zrobię czegoś, co pewnie zrobiłbym sam – czyli nie wybiorę się szlakiem w stronę wulkanu :-) Czasem trzeba się jakoś ograniczyć – panujące w tamtych okolicach warunki (tropik, co chwilę deszcz i silny wiatr) załatwiłyby mnie pewnie na przysłowiowe „amen” do końca rejsu.

Góry widać w oddali ledwo, ledwo:

Image


….a te, w których położone są interesujące mnie wodospady jeszcze mniej:

Image


Mam nadzieję, że na miejscu nie okaże się, że jest mgła lub mega-ulewa i że coś zobaczę :-)

A tymczasem na statku rozpoczęło się pożegnanie dużej części pasażerów. Na ekranach widać już informacje, które grupy kiedy schodzą, gdzie są zbiórki tych, którzy mają transfery z Costy itd. Po południu pojawią się nowi i wszystko zacznie się kręcić od nowa…

Image

Zainteresowanych odsyłam również do postów dot. mojego poprzedniego pobytu na Gwadelupie zawartych w relacji, do której linka podałem wcześniej. Można w niej znaleźć nieco informacji na temat poruszania się po wyspie, a także o jej bardziej turystycznej części (plaże, klify itd.) i wizycie w lesie deszczowym.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#194 PostWysłany: 15 Gru 2018 22:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 665
Loty: 54
Kilometry: 94 012
Ostrzeżenia: 1
złoty
@greg2014 dziękuję za wspaniałą relację i mam do Ciebie prośbę.
Pokazując relacje takie jak np Twoja oraz prowadząc na rozmowy z innymi wilkami morskimi, powoli udaje mi się namawiać żonę na rejs. Warunki jakie postawiła:
1. duuuży statek, żeby nie bujało
2. Morze śródziemne
3. Pogoda taka aby się nie upiec, ale też nie zmarznąć (nie wiem jak jest na morzu, czerwiec to nie za gorąco?)

Ponieważ jestem kompletnie zielony w rejsach, to frajerskie zapłacę. Ale poradź mi proszę, na jakiej stronie szukać rejsów, jaka jest akceptowalna cena za jedną osobę (będzie rodzina 2+1) w kabinie z oknem, wyżywieniem, napojami i ewentualnie napiwkami, nie zależy nam na alkoholu. Rejs około 7 dni.
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#195 PostWysłany: 15 Gru 2018 23:10 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
Jeszcze na chwilę wrócę do wizyty na Antigua.

Plaż na wyspie jest faktycznie spora ilość, aczkolwiek uczciwie trzeba powiedzieć, że niektóre z nich (na pewno niemało) jest równie miniaturowa jak plaża przy marinie na terenach Nelson’s Dokyards:

Image

W zasadzie jest to mikro-plaża. Gdyby się na niej rozłożyły dwie rodziny z dziećmi oraz odpowiednią ilością plażowego sprzętu (zakładam, że bez parawanów – bo tych na Karaibach nigdzie nie widziałem :-)), to dla innych nie byłoby już miejsca. Zresztą uczciwie trzeba powiedzieć, że plaża zbyt urodziwa nie była – jeśli tak liczone te słynne 365 na wyspie to równie dobrze można byłoby ich naliczyć pewnie z 500 :-)

Właśnie obok mariny i mikro-plaży, rozpoczyna się ścieżka spacerowa w stronę Fortu Berkeley. Fort ten bronił wejścia do zatok English Harbour. Na jego terenie znajdowała się również spora prochownia, bateria dział oraz budynki pomocnicze:

Image

Będąc w forcie, po przeciwnej stronie zatoki można zobaczyć m.in. uroczą (wyglądającą wręcz bajkowo) plażę oraz znajdujące się na wzgórzu kolejne zabudowania dawnej bazy marynarki, w których zlokalizowane były m.in. koszary oraz baterie dział:

Image

Bilet wstępu na teren Nelson’s Dokyards umożliwia również wizytę w tych obiektach, chociaż większość turystów, która tam dociera wybiera to miejsce z innego powodu – położony tam punkt widokowy o nazwie „Shirley Heights” gwarantuje przepiękny widok na zatokę. Niestety dotarcie do niego nie jest najprostsze – brak jest jakiejkolwiek komunikacji, a aby tam dotrzeć trzeba obejść całą zatokę drogą prowadzącą w górę. Pierwotnie miałem tam iść pieszo, ale będąc jeszcze w Forcie Berkeley zauważyłem tablicę informującą o szlaku na wzgórze wznoszące się po „mojej” stronie zatoki, bezpośrednio od podnóża fortu.
I jak łatwo się domyślić zmieniłem swój pierwotny plan:

Image

Ścieżka prowadzi w zasadzie do położonej po przeciwnej stronie półwyspu popularnej plaży. Poza jednym odcinkiem, trasa nie jest szczególnie wymagająca. Po drodze na uwagę zwraca kilka samotnych drzew dosłownie wiszących nad pionową ścianą w dół:


Image

Biorąc pod uwagę jakie huragany nawiedzają wyspę wydaje się, aż nieprawdopodobne, że te drzewa były w stanie się im oprzeć…

Zanim dojdzie się do docelowej plaży, trasa prowadzi na wzgórze, na którym znajduje się jeszcze bardziej samotne drzewo:

Image

Trasa jest bardzo malownicza i prowadzi przez okolicę z mnóstwem wielokolorowych kwiatów, traw, pnączy i krzewów. Klimatu dopełnia szum morza rozbijającego się o klif oraz tysiące białych i żółtych motyli.

Ostatni odcinek wymaga wspomagania się liną (praktycznie niezbędną przy schodzeniu – wejść od biedy by się może i dało):

Image

Ale warto. Na górze w przeszłości musiała istnieć jakaś baszta albo punkt obserwacyjny, o czym świadczą pozostałości posadzki o bardzo regularnym kształcie:

Image

Po drodze i ze wzgórza roztacza się bajkowy widok na English Harbour, zacumowane w niej jachty a także fort Berkeley broniący wejścia do zatoki:

Image

Jachty i katamarany w zatoce to pewnie temat na osobną galerię zdjęć. Mówiąc krótko, dużo już widziałem ale szczęka mi dosłownie opadła. Coś zbliżonego widziałem chyba tylko w Monte Carlo (po części mogą to być zresztą te same jednostki). Ich rozmiary, liczba pokładów oraz wielkość załóg wskazywały, że ponad wszelką wątpliwość nie należą one do przeciętnych (a nawet znacznie bogatszych od przeciętnych) zjadaczy chleba. To minimalna próbka:

Image

Image

W przeciwnym kierunku ze wzgórza można zobaczyć piękny skalisty brzeg i klify:

Image

…a jeszcze w innym – na sąsiednią zatokę – znacznie większą Falmouth Harbour, w której jachty mogły spokojnie konkurować z tymi z pierwszej:

Image

No trzeba przyznać, że obie mariny – a w zasadzie to co w nich cumuje budzą szacunek.

Co ciekawe, cała okolica jest pełna kaktusów:

Image

…a wrażliwe osoby muszę uprzedzić, że piaszczysto-skalisty grunt się prawie cały czas rusza pod nogami – trzeba dokładnie patrzyć gdzie się stawia kroki. Ilość jakichś małych jaszczurek, robaczków, czegoś przypominającego kraby i ślimaki jest naprawdę ogromna. Spacerku nie ułatwiają miny pozostawione przez szwendające się wszędzie kozy i jakąś inną kozo-podobną rogaciznę. Trudno powiedzieć, czy to wzgórze i okolice robią za pastwisko czy też te zwierzaki żyją sobie na wolności – chociaż trudno mi w to byłoby uwierzyć. W każdym razie niczego co by świadczyło o posiadaniu właściciela – obroży, łańcuchów, dzwoneczków, kolczyków w uchu itp. nie posiadało. I było bardzo płochliwe. Aż dziwne, że uciekając nie pospadało z klifu :-)

A propos jachtów i katamaranów w marinie, akurat załoga jednego z nich wyładowywała sprzęt z jednostki, która przypłynęła podczas mojego pobytu w Nelson’s Dokyards. Sprzęt do nurkowania (kolekcja samych płetw liczyła kilkanaście kompletów), kilkanaście butli, kilka desek surfingowych, dwa eko-rowery, motorówka, dziecięca hulajnoga…brakowało tylko łodzi podwodnej i helikoptera :-) Pewnie były z drugiej strony :-)

Image

Wizytę na punkcie widokowym Shirley Heights, o którym wspominałem wcześniej, ostatecznie odpuściłem. Po pierwsze moja ciekawość jak wszystko wygląda z góry została już zaspokojona, a po drugie gdybym tam nawet wyszedł, to i tak w podziwianiu zatoki (a już robieniu zdjęć na pewno) przeszkadzałoby to, że miałbym przed sobą słońce.

Z powrotem na mikrobusik praktycznie nie czekałem bo pojawił się dosłownie w momencie, kiedy wyszedłem przed bramę obiektu. Na szczęście na komplet pasażerów kierowcy czekają wyłącznie na dworcu w St.John’s – tutaj pewnie musielibyśmy stać do wieczora :-)

Z ciekawostek, po drodze zauważyłem (potem ten motyw pojawiał się w innych miejscach więc musi to być coś popularnego na Antigua) rewolucyjną knajpę z Che i czerwonymi gwiazdami zapraszającymi do odwiedzin:

Image

Droga do St.John’s upłynęła na tyle sprawnie, na ile na tej ciekawej wyspie można pokonać kilkanaście kilometrów…połowę czasu zajęło stanie w korku na wjeździe do miasta.

W okolicach dworca autobusowego w St.John’s warto jeszcze zwrócić na bardzo ciekawą metodę połowu ryb. Tak się składa, że obok znajduje się targ rybny oraz mała przystań rybacka.

Ze zlokalizowaniem miejsca, o którym piszę raczej nikt nie będzie miał najmniejszego problemu – wystarczy włączyć węch. Smród (a w zasadzie odór) był tak nieprawdopodobny, że byłem go w stanie porównać tylko z wizytą w Indiach – a w zasadzie tylko z jej najbardziej drastycznymi fragmentami. Co ciekawe okazało się, że źródłem smrodu wcale nie jest targ rybny:

Image

Image

Pewnie polski Sanepid miałby do niego i tak zastrzeżenia - ale to nie było to.

Okazało się, że obok rybacy przygotowują specjalne klatki-labirynty wykonane ze stalowego drutu, z których ryba (jak już wpłynie) nie ma wielkich szans na ucieczkę:

Image

Źródłem smrodu było coś, co zawieszali na drucie w każdej z tych klatek (na zdjęciu nie widać tego najlepiej) – wyglądającego jak kawałek zepsutej słoniny – i to właśnie to tak nieprawdopodobnie śmierdziało. Jeden z rybaków powiedział mi, że to podstawowa metoda połowu ryb przez okolicznych mieszkańców. Jak dla mnie jest to najlepszy empiryczny dowód, że ryby węchu nie mają – gdyby miały to uciekłyby jak najdalej od takiej „przynęty” :-)

W bliskiej okolicy dworca na uwagę zasługuje jeszcze jedna rzecz – osobliwy pomnik premiera pierwszego rządu, po uzyskaniu przez Antigua i Barbuda niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1967 roku

Image

A tymczasem na statku zaliczyliśmy wieczór włoski – kelnerzy założyli okolicznościowe kubraczki, a na statku zorganizowano kilka imprez we włoskim stylu:


Image

Image

W St.John’s będziemy jeszcze raz za kilka dni. Wtedy dokończę moją wycieczkę po mieście i postaram się zebrać razem wszystkie informacje na temat tego dość osobliwego jak dla mnie miasta.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#196 PostWysłany: 15 Gru 2018 23:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3637
Ostrzeżenia: 1
platynowy
eskie napisał(a):
Pokazując relacje takie jak np Twoja oraz prowadząc na rozmowy z innymi wilkami morskimi, powoli udaje mi się namawiać żonę na rejs. Warunki jakie postawiła:
1. duuuży statek, żeby nie bujało
2. Morze śródziemne
3. Pogoda taka aby się nie upiec, ale też nie zmarznąć (nie wiem jak jest na morzu, czerwiec to nie za gorąco?)

Ponieważ jestem kompletnie zielony w rejsach, to frajerskie zapłacę. Ale poradź mi proszę, na jakiej stronie szukać rejsów, jaka jest akceptowalna cena za jedną osobę (będzie rodzina 2+1) w kabinie z oknem, wyżywieniem, napojami i ewentualnie napiwkami, nie zależy nam na alkoholu. Rejs około 7 dni.


@eskie, polukaj na niemieckich stronach, ceny od €299, np:

kreuzfahrtberater.de
dreamlines.de
kreuzfahrtschnaeppchen.com/msc-splendida-bis-zu-48-reduziert-mittelmeer-ab-299-euro.html
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą!

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne, mleko wielbłądzie etc.
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym -> pw
Antarktyda / Polska Stacja Arctowski -> pw
Czarnobyl -> pw
Góra
 Profil Relacje PM off
eskie lubi ten post.
 
      
#197 PostWysłany: 15 Gru 2018 23:34 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
@eskie - zgadzam się z @cccc - zacząłbym od pierwszej z podanych stron. Jeśli masz problemy z niemieckim, dogadasz się z nimi też bez problemu po angielsku. Ćwiczyłem na własnej skórze, rezerwowałem, problemów nie było.

Co do lokalizacji to pewnie na początek najlepiej wziąć słynne "kółko" po zachodniej części Morza Śródziemnego. Ma ono wiele wersji ale z grubsza to trasa Savona/Genua-Marsylia-Barcelona-Palma-Sardynia/Sycylia-Neapol-Civitavecchia-Savona/Genua - z różnego rodzaju "mutacjami" i portami dodatkowymi (np. Monte Carlo, Tulon, Malaga, Malta, Livorno itd.). Statków i tras bez liku, dobre ceny też można tam często spotkać.

Z kolei jak dla mnie najspokojniejszy jeśli chodzi o kołysanie akwen to Zatoka Perska i okolice - nie wiem czy tam w ogóle są fale :-)

W czerwcu na Morzu Śródziemnym będzie na pewno już nieźle grzało ale najcieplejsze chyba są jednak i tak lipiec oraz sierpień. Zresztą gwarancji nigdy nie masz - akurat jak Ty popłyniesz, może być inaczej.

Jeśli chodzi o dzieci to szukaj rejsów, gdzie się za nie nie płaci albo wcale albo tylko opłaty portowe. U Costy jest to duża część rejsów (dzieci wg ich definicji się wiek 0-16 lat). Z tego co pamiętam, w MSC jest podobnie ale tutaj lepiej, żeby się wypowiedział @brzemia ,który ćwiczył to chyba na własnej skórze i ma doświadczenie. U innych operatorów trudno mi powiedzieć, lepiej żeby wypowiedział się ktoś bardziej doświadczony.
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#198 PostWysłany: 15 Gru 2018 23:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 254
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Zapewne żadna okazja cenowa, ale akurat w gazetce Lidla dziś wpadł mi w oko Twój statek z trasą, która zbliżona jest do tej którą teraz opisujesz :)

https://lidl-podroze.pl/hotel/rejs-po-k ... 74878.html

Powtórzę za innymi, świetna relacja. Czytam z zaciekawieniem, mimo że do tej pory taki sposób podróżowania w ogóle mnie nie intetesował :)

Wysłane z mojego SM-G920F przy użyciu Tapatalka
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
eskie lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
      
#199 PostWysłany: 16 Gru 2018 00:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Wrz 2015
Posty: 151
Loty: 51
Kilometry: 86 492
niebieski
Ja też jestem pod wrażeniem tej relacji...
Fantastycznie piszesz, rzeczowo i z wieloma szczegółami....
Myślę, że wiele osób może czerpać ogromną ilość informacji z Twojej relacji będąc w miejscach które po drodze odwiedzasz drogą morską....
Pewnie przed którymś lotem zrzucę sobie Twoje relacje i zanurzę się w nich od A do Z czytając je na laptopie.... Obecnie kibicuję "live" i czytam po kawałku...
Pozdrawiam serdecznie i jestem z Tobą w podróży
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#200 PostWysłany: 16 Gru 2018 04:01 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 791
platynowy
@barka i @tarman – wielkie dzięki za opinie i pozdrowienia. A od tych wszystkich komplementów jestem bardziej czerwony niż od tutejszego słońca, którego póki co zresztą nie brakuje :-)

A tak na poważnie to jest to już któraś z moich relacji z rejsów. Nie wydaje mi się, aby w czymś była szczególnie lepsza od poprzednich i szczerze mówiąc w ogóle się nie spodziewałem takiego odzewu. Mało tego, jej oglądalność jest już chyba większa (albo zbliżona) do pierwszej relacji z Karaibów sprzed około 2-óch lat. A może po prostu przyszedł czas na większe zainteresowanie rejsami w Polsce ? :-)

Zresztą to, że Lidl zaczął sprzedawać rejsy na wycieczkowcach też jest znakiem czasu - jeszcze parę lat temu wydawało się to nie do pomyślenia. Tymczasem w Niemczech sprzedają rejsy od lat na wielką skalę. Polecam zajrzeć na stronę Lidl Reisen w Niemczech (https://www.lidl-reisen.de) - można się zdziwić co mają w ofercie...

A ten rejs z gazetki Lidla to dokładnie to kółko, które ja zaliczam - różnią się tylko godziny i kolejność portów, ale teraz to się pewnie poukłada i przybierze jakąś formę docelową na całą zimę. Bazowym portem Costa Pacifica w zimie jest La Romana na Dominikanie i tam wsiada/wysiada ze statku największa część pasażerów. Pozostałe dwa statki Costy bazują w tym czasie na Gwadelupie (Costa Magica) i Florydzie (Costa Deliziosa) - tak, że każdy może sobie wybrać port i trasę, która mu najbardziej odpowiada jeśli chodzi o region, dojazd i cenę.

@eskie – przypomniało mi się jeszcze, że jeśli nie jesteście do końca przekonani do rejsów i chcecie tylko spróbować jak to jest i przetestować siebie na morzu, to w wielu biurach można zarezerwować bardzo krótkie, 2-3 dniowe rejsiki – głównie na jakimś fragmencie wspomnianego „kółka” po zachodnim Morzu Śródziemnym. Mogą to być np. Savona-Marsylia-Barcelona (2 noclegi). Można to łatwo połączyć z pobytem w Mediolanie na początku i Barcelonie na końcu, poskładać to z jakimiś lotami, które w oba miejsca powinny być rozsądne cenowo – i mała objazdówka z elementem rejsu gotowa. Pisałem o tym kiedyś (wraz z linkami do biur, które bawią się w sprzedaż takich krótkich odcinków) na forum – znajdziecie to tutaj: cos-na-objazdowke-po-pld-europy-z-rejsem-inclusive,1614,133403
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 263 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group