Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 64 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 10 Kwi 2021 23:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5404
HON fly4free
Hola chicas y chicos!

Stało się. Zasiadłem z kolegą w A320neo TP lecącym do Lizbony. Niby nic, ale w czasie zarazy i po 8 miesiącach od ostatniego mojego lotu, to nie lada przeżycie. A to przecież nie koniec! Po krótkiej przesiadce będzie jeszcze dalszy lot, do Cancun i 13-dniowy rajd po trzech stanach: Yucatan, Campeche i Quintana Roo. A że mamy z kolegą łącznie 101 lat, mogą być niespodzianki. Wierzymy jednak, że tylko miłe.

O tym, co przed lotem szkoda wspominać. Zmiany rozkładu lotów, rozważania - lecieć, czy zostać, wymazy, testy, nerwowe oczekiwanie na wyniki, jałowy warszawski salonik ze skromnym jedzeniem na wynos, przygnębiające pustki na lotnisku. W dwóch słowach: atmosfera antywakacyjna. Ale jest i plus wirusa. W pendolino, w II. klasie dostępna jest tylko połowa miejsc, więc i wygoda podróży niemal jak w I. klasie, a za mniej niż połowę ceny.

Na pokładzie TAP jednak niemal jak za czasów pre-covidowych. Linia w C staje na wysokości zadania. Mięciutka wołowina, pyszne czerwone wino dolewane bez żadnego zająknięcia, smakowity deserek. I jeszcze gdyby nie te maseczki...

Image

Image

To tyle na początek. Mam nadzieję, że dość napięty grafik nie zaburzy należytego tempa relacji live. Odezwę się wkrótce. Oby sposobnością do tego nie okazało się tak samo długie oczekiwanie na auto w wypożyczalni America, jakiego doświadczył niedawno @Kothson...

Image

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
56 ludzi lubi ten post.
lataczuk uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 10 Kwi 2021 23:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lut 2017
Posty: 1823
Loty: 455
Kilometry: 727 485
platynowy
Przyjemnie sie zaczyna. Chetnie bym do was dolaczyl, lecz zanizylbym taka piekna srednia wieku (druga polowa wlasnie krzyczy z salonu, ze owszem - zanizylbym, ale tylko nieznacznie; ide po tasak i worek na zwloki) ;)
_________________
Także = również / też
Tak że = więc / zatem / dlatego
Tak, że = tak bardzo, że / w taki sposób, że
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 10 Kwi 2021 23:57 

Rejestracja: 07 Wrz 2017
Posty: 21
Ja z moim psem mamy średnio po 3 nogi, więc to może kolega zawyża Waszą?
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 11 Kwi 2021 02:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Paź 2017
Posty: 263
srebrny
Miód na nasze uszy, a raczej oczy :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 11 Kwi 2021 10:44 

Rejestracja: 28 Lis 2017
Posty: 79
Loty: 73
Kilometry: 220 410
O, super. Czekam i ciekaw jestem czy powtórzysz miejsca, w których byłem niedawno :) POWODZENIA!
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 11 Kwi 2021 14:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2013
Posty: 884
srebrny
Buen viaje! 8-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 11 Kwi 2021 18:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 942
Loty: 71
Kilometry: 137 269
srebrny
tropikey napisał(a):
Na pokładzie TAP (...) pyszne czerwone wino dolewane bez żadnego zająknięcia, smakowity deserek. I jeszcze gdyby nie te maseczki...

... a to nielimitowane dolewki wina nie eliminują kwestii maseczek? ;)
_________________
Moje relacje: St Albans & Lizbona 2019Liwa & Łotwa 2019
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 11 Kwi 2021 22:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2583
Loty: 445
Kilometry: 508 718
platynowy
No co Ty? Nasączasz maseczkę winem i wchłaniasz dostojnie ;)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 11 Kwi 2021 22:45 

Rejestracja: 28 Lip 2012
Posty: 4181
HON fly4free
wino to najmniejszy problem, ale co z wołowiną..?
i deserem?
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 11 Kwi 2021 22:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2583
Loty: 445
Kilometry: 508 718
platynowy
To niech już może autor napisze ;)
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 11 Kwi 2021 23:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5404
HON fly4free
Nasz pierwszy dzień w Meksyku dobiega powoli końca, ale zanim o tym, najpierw załatwmy do końca lot TAPem.

Po wylądowaniu w LIS nieco przed czasem, popędziliśmy do saloniku TAP, a tu rozczarowanie - salonik czynny tylko do 22:00. W sumie, może i lepiej, bo kompletnie umknął mi fakt, że musimy przecież przejść jeszcze kontrolę paszportową. Gdybyśmy się zasiedzieli w saloniku w strefie Schengen, potem mógłby być stres związany np. z kolejką do kontroli.

W strefie non-Schengen w zasadzie pustki. Jedynie przy naszej bramce 43 robi się coraz tłoczniej. Masa rodzin z dziećmi i młodych ludzi różnych narodowości uciekających od europejskich rygorów. Jest nawet - jak się niedawno dowiedziałem - pewien celebryta polskiego rynku lotniczego.
Patrząc na liczbę oczekujących na lot, dochodzę do wniosku, że TAP chyba dobrze się wstrzelił w rynek z tymi lotami do CUN.

No dobra, czas na trochę szczegółów o C w A330neo, bo jest chyba jeszcze sporo osób, które mają dopiero lecieć, a może i innym tego informacje się przydadzą.

Kabina okazała się niemal w całości zapełniona, więc warunki do robienia zdjęć były ograniczone. Przedział C jest całkiem spory, bo ma 34 miejsca, a widziałem tylko jedno wolne. Nawet jeśli większość pasażerów kupiła bilety w promocyjnych cenach, to przy takim obłożeniu TAP-owi się to chyba opłaca.

Sam fotel prezentuje się następująco:

Image

Image

Image

Image

Image

Wygląda to nieźle, ale muszę jednak trochę ponarzekać:

- "korytarzyk" prowadzący do fotela jest potwornie ciasny. Jestem chuderlakiem, a i tak musiałem się gimnastykować, by wejść do swojego "przedziału" lub z niego wyjść. Nie miałem jeszcze do czynienia z tak wąskim przejściem przy tego rodzaju ustawieniu foteli w C. Jedynie fotele pojedyncze, które nie przylegają bezpośrednio do okna, mają dostęp do siedziska bez ww. "korytarzyka", co czyni siadanie nieporównanie łatwiejszym. Ale i te nie są idealne - są pozbawione prywatności i bardziej narażone na przypadkowe szturchnięcia,

- ciasnota foteli objawia się również zbyt małą odległością ekranu od twarzy,

- wizualnie wszystko jest OK, ale przy bliższej inspekcji, okazuje się, że materiały nie są najwyższej jakości. Sztuczna skóra, która marszczy się już gdzieniegdzie, tania imitacja drewna, czy cienki materiał obiciowy, któremu nie wróżę długiego życia. Do tego wyglądające prowizorycznie uszczelnienia plastikowe między fotelami, a ścianami samolotu (nigdy takiego patentu nie widziałem).

Image

- malutko schowków - jest w zasadzie tylko ten nad głową, bo schowek obok pilota z niedziałającą żaluzją mieści tylko kosmetyczkę, a miniaturowy obok fotela nadaje się chyba tylko na chusteczki.

Gastronomia jest jednak prima sort i niezależnie od tego, czy ma postać stałą, czy płynną, dało radę połączyć konsumpcję z obowiązkiem noszenia maseczki ;) Zarówno w czasie kolacji, jak i śniadania.

Image

Image

Narzekanie, narzekaniem, ale przespałem dobre 5-6 godzin, więc lot spełnił stuprocentowo swoją funkcję.

Czas kończyć część lotniczą i przejść do krajoznawczej - to już jednak w kolejnym odcinku. Postaram się ukontentować również tych, którzy bykiem patrzą na te rozwlekłe opisy foteli i jedzenia na pokładzie :)
Góra
 Relacje PM off
51 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 12 Kwi 2021 13:22 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 6355
Loty: 839
Kilometry: 788 891
platynowy
@tropikey Wracasz do Mayan Beach Garden w tej podróży?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 12 Kwi 2021 13:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5404
HON fly4free
Myślałem o tym, ale trasa ostatecznie omija to miejsce. Poza tym, problemem jest to, że mają tam tylko podwójne łóżka. O ile z córką dało radę (choć niektórzy goście patrzyli na mnie podejrzliwie), o tyle z kolegą byłoby to już o krok za daleko :D .
Zarezerwowałem za to inne obiekty, które zapowiadają się, a nawet są (jak aktualny hotel w Valladolid) ciekawie :)
Odcinek o Valladolid - mam nadzieję - za kilkanaście godzin :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 12 Kwi 2021 14:04 

Rejestracja: 20 Paź 2019
Posty: 718
srebrny
Polecam park Xcacel i plaże - pełna egzotyka w najlepszym wydaniu.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 12 Kwi 2021 21:31 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 4271
złoty
Mam wrażenie, że rzeczywiście TP poprawił jakościowo kejtering w C. Wygląda to całkiem dobrze.
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 13 Kwi 2021 00:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Paź 2017
Posty: 263
srebrny
@marek2011 w eco nadal taka bida jak była "przez" pandemię?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 13 Kwi 2021 05:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5404
HON fly4free
Pomimo ostrzeżeń wysyłanych w eter przez @Kothson, pozostałem przy wybranej wypożyczalni - America. Organizacja odbioru z lotniska i formalności w ich biurze jest rzeczywiście fatalna.
Na odbiór byliśmy umówieni na 5:00, a bus dotarł dopiero o 5:30 (pomijając to, że gotowi do odbioru byliśmy o 4:30, ale to już moja wina, że założyłem zbyt duży zapas między lądowaniem, a odbiorem). W czasie oczekiwania, busy innych wypożyczalni śmigały w tą i z powrotem, a my ciągle czekaliśmy, jak te ciołki.
W końcu dotarł gość z America, zgarnął nas oraz dwóch Niemców (wskazując nam przy wsiadaniu bezwstydnie tabliczkę z prośbą o napiwek) i ruszyliśmy... Tyle, że nie do biura, lecz na inny terminal, po kolejnych klientów (dwoje młodych ludzi z Francji). Do biura dotarliśmy po ok. 20 minutach, mimo że jest ono raptem kilka kilometrów od lotniska. Tu czekał na nasze trzy "pary" tylko jeden pracownik, do którego pierwsi dopchnęli się Francuzi. Po ok. kwadransie okazało się, że nie mogą uzgodnić warunków najmu i wyszli z biura, a po chwili, razem z Niemcami zwinęli się do innej wypożyczalni. Nie było to dla nas zbyt dobrym prognostykiem, ale podjąłem próbę spacyfikowania gościa za ladą (na wypadek, gdyby chciał zrekompensować swoje straty na mnie) i wyraziłem stanowczą dezaprobatę dla nieodpowiedzialnego i godnego potępienia, zachowania tych nicponi, którzy wyszli. Chyba zadziałało, bo "kierownik" skasował nas dokładnie tyle, na ile się wcześniej umówiłem online (wypozyczenia-auta-w-cancun,773,58188&start=160#p1420200).
Autem wyjechaliśmy od nich ok. 6:30, więc nie tak najgorzej, ale powinni sporo w tym zakresie poprawić (choć niewykluczone, że o innej porze dnia jest może więcej osób do obsługi i idzie to sprawniej).
Z ostateczną oceną wstrzymam się do zwrotu auta. Skoro mam ich własne pełne ubezpieczenie, zakładam optymistycznie, że nie będzie niespodzianek.

Około 300 m. dalej zatrzymaliśmy się przy 7-eleven, gdzie ze wsparciem cierpliwych klientów zakupiliśmy kartę Telcela i doładowanie do niej do 4 GB, za łączną cenę 329 MXN. Na parkingu zapakowałem ją do telefonu i ruszyliśmy do kolejnego punktu - bankomatu. Niestety, jak na tetryków przystało, zapomnieliśmy o skorzystaniu z takowego na lotnisku. Nie chcąc tracić czasu, zatrzymaliśmy się przy najbliższym możliwym, którym okazał się bankomat HSBC. Niestety, prowizję pobiera z wyższej półki cenowej - ok. 75 MXN. Będąc już w Valladolid odkryliśmy, że bankomaty Citibanku domagają się tylko 30 pesos z drobną górką.

Wyposażeni już wreszcie we wszystko, co potrzebne do dalszej podróży, ruszyliśmy do Valladolid. Wybrałem płatną trasę ekspresową. Nie wiem, ile zająłby przejazd drogą zwykłą, ale ta płatna niekoniecznie jest obecnie dobrym wyborem. Na długim odcinku prowadzony jest (i potrwa na oko jeszcze kilka lat) remont, w związku z którym ruch w każdą stronę odbywa się tylko jednym pasem. Wystarczy, że trafi się na jakąś ciężarówkę, czy innego zawalidrogę, a oszczędność czasowa, która powinna wiązać się z wyborem tej trasy, kurczy się. Jeszcze, żeby chociaż opłata została z tego powodu obniżona, ale nic z tych rzeczy. Kasują, jak zawsze, czyli aż 338 MXN!

Do Valladolid dotarliśmy grubo przed normalną porą meldowania się w Posada San Juan, w którym mamy 2 noclegi. Nie ma jeszcze nawet 10:00, a sympatyczna recepcjonista mówi, że pokój jest gotowy. Mało tego, zaprasza nas na śniadanie, które staje się balsamem dla naszych organizmów.
Hotel jest rewelacyjny. W pełni potwierdzają się pozytywne opinia z TA, w którym Posada San Juan zajmuje jedno z pierwszych miejsc w rankingu tutejszej bazy noclegowej. Stara kamienica została przekształcona w przytulny hotelik z chyba ośmioma pokojami (niedawno uruchomiono drugi budynek, oddalony o kilkadziesiąt metrów, w którym jest kolejnych kilka pokoi). W albumie hotelowym można obejrzeć zdjęcia prezentujące proces przekształcania dawnego budynku na potrzeby aktualnego jego przeznaczenia. Zrobiono tu naprawdę kawał dobrej roboty. Również w doborze personelu. Nie jest tu może tanio, ale 125 USD za noc (ze śniadaniem i możliwością bezpłatnego anulowania) to wydatek warty w tym wypadku poniesienia. A że koszty mamy na pół, wydatek też łatwiej przełknąć :D

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przy śniadaniu spotykamy pierwszych Polaków, którzy - jak potem odkrywamy - są tu najliczniejszą grupą gości. Nie w jednym czasie, bo pobyty są tu krótkie, jedno- lub dwudniowe, ale w czasie naszego tu pobytu, Polacy to ponad 50% gości hotelu. Później nie raz okaże się jeszcze, jak chętnie przybywamy do Meksyku w czasie pandemii.

Jest południe i zastanawiamy się, jak wykorzystać ten piękny dzień do końca. Ostatecznie, decydujemy się na najgorszą chyba z możliwych opcji - Chichen Itza.
Ja wiem... Tyle razy czytałem, by jechać tam wcześnie rano, albo ewentualnie niedługo przed zamknięciem. Ale gdzie tam! Przecież jest pandemia, turystów mniej, tłoku nie będzie, a handlarze też pewnie przenieśli się do internetu. I co?
Zbliżamy się do Chichen Itza i widok aut na obu poboczach wprawia mnie w palpitację, bo to oznacza, że parking bezpośrednio przy zabytku jest kompletnie zajęty. Znajdujemy wolne miejsce na jednym z poboczy i idziemy do kas. Długa kolejka do nich wzmaga jeszcze bardziej poczucie wmanewrowania się w sytuację krytyczną. Okazuje się jednak, że to kolejka nie do kas, ale bezpośrednio do wejścia, a stoją w niej sami Meksykanie, dla których jest akurat dzisiaj DARMOWY WSTĘP!
Efektem powyższego były tysiące chyba gości na terenie kompleksy, wszyscy klaszczący i oczekujący efektu echa (zgodnie z sugestiami lokalnych przewodników) i nieprzebrane tłumy sprzedawców wszystkiego, okupujący każdy wolny skrawek terenu i próbujący sprzedać cokolwiek, co w jakikolwiek sposób kojarzy się z Chichen Itza. Zdjęcia tego w ogóle nie oddają.

Image

Image


Image

Image

Image

Image

Cud świata starożytnego mam odhaczony, ale będzie mi się on już zawsze kojarzył z chaosem, tłokiem, upałem i wszechobecną tandetą wciskaną przez geszefciarzy. Szkoda, że taki los spotkał symbol wielkiej cywilizacji.

Po powrocie do hotelu korzystamy z usług tutejszego barmana i wciągamy po dwa koktajle, które wzmagają nasz apetyt. Trafiamy zatem do restauracji El Atrio del Mayab, vis a vis parku w ścisłym centrum miasta. Raczymy się tu lokalnymi specjałami, a potem ruszamy jeszcze do Convento de San Bernardino de Siena. Tam o 21:00 ma się rozpocząć Light & Sound Show, prezentujący historię miasta. W to mi graj! Tylko że chwilę przed dziewiątą między widzami zaczynają chodzić lokalni mundurowi informujący, że show jest odwołany. Niech to... Plus z tego spaceru taki, że odkrywam jak urokliwym jest Valladolid po zmroku, zwłaszcza ulica Calz. de los Frailes.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Image

Image
Góra
 Relacje PM off
48 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 15 Kwi 2021 04:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5404
HON fly4free
Lista zapamiętanych punktów na mojej mapie półwyspu Jukatan jest przebogata. Zaznaczałem jak leci, bez opamiętania. Teraz zbieram tego (zatrute) owoce. Nie chce mi się za bardzo weryfikować tego wszystkiego, co mam w bliższym i dalszym otoczeniu Valladolid, więc podchodzimy do tematu metodą (meksykańskiej) maczety i tniemy na oślep. Przypomina mi to trochę robotę czeskich "Sąsiadów", np. gdy malowali pokój wysadzając w powietrze zbiornik z farbą. Zostaje nam z tego wszystkiego na ten dzień Rio Lagartos i zobaczymy, co się jeszcze upcha.

Po pysznym śniadaniu (jajecznica z chayą, chorizo i cebulką, tortille, soki, talerz z owocami, fasola, pomidory w formie delikatnego "przecieru", kawa, chleb bananowy) jedziemy najpierw do lokalnego mercado w poszukiwaniu owoców, które wczoraj jedliśmy w Posada San Juan. Były wyśmienite, więc chcemy wziąć trochę na zapas. Szukamy przede wszystkim caimito (pouteria caimito). Kto próbował ten wie...

Image

Image

Kolega postanowił także nabyć adapter do lokalnych kontaktów oraz nóż (w celach kuchennych, nie asasyńskich). O ile adaptador electrico o dziwo się znalazł (za 10 MXN), o tyle na poszukiwania cuchillo odesłano nas do położonego dalej centro comercial. A że było po drodze do Rio Lagartos, to kolega wstąpił i nabył.

Droga do Rio Lagartos to kilkanaście dłuższych i krótszych, prostych jak strzała odcinków połączonych delikatnymi zakrętami. Topes tam niewiele (jedynie w Tizimin trzeba mocniej uważać, bo niektóre z tamtejszych projektował zaciekły wróg aut), więc generalnie jedzie się bardzo sprawnie i przyjemnie. Nasz Dodge jest wystarczająco sprawny, by bez problemu wyprzedzać wolniejsze jednostki, choć ruch jest znikomy, więc czynimy to rzadko.

Na wjeździe do Rio Lagartos czeka na nas obwieszony różnymi plakietkami "guia oficial". Potem kolejni, a w końcu jednemu udaje się złapać nas na swój urok osobisty. Za 2-3 godzinny rejs chce 1200 MXN za nas obu (i tylko za nas), a zanim otworzyliśmy usta opuszcza cenę do tysiaka. W recepcji naszego hotelu mówili, by spodziewać się ceny ok. 1800-2000 MXN, więc oferta była bardzo dobra. Gdy sobie policzyliśmy, że to raptem 190 zł, po rejsie i tak daliśmy mu 1200 MXN, bo na samo paliwo poszła pewnie minimum połowa.

Image

W dzisiejszych warunkach pogodowych ten rejs to zbawienie. Żar leje się z nieba, a pędząca motorówka nas od tego uwalnia. Sam rezerwat jest godny odwiedzenia, choć dla mnie jest to w zasadzie powielenie widoków z przeszłości. Lasy namorzynowe, pelikany, fregaty, kormorany, różowe flamingi... To wszystko już widziałem, choć muszę przyznać, że dwa skupiska tych ostatnich (po kilkadziesiąt osobników w każdej) robią wrażenie. Inna sprawa, że dopiero w lipcu gromadzi się ich tutaj dużo więcej. Miał być jeszcze krokodyl, którego wypatrywaliśmy w zaroślach, ale dziś zrobił sobie wolne. No i jeszcze coloradas. Cóż, ta atrakcja to dla mnie jakieś nieporozumienie. Owszem, są dwa akweny o różnym kolorze wody, ale otoczenie - ciężarówki, zakład przemysłowy, gruz, itd. - nie daje nawet szansy na zrobienie ciekawych zdjęć. Ciekaw jestem również, jako wpływ na środowisko ma tego rodzaju infrastruktura zlokalizowana bezpośrednio przy rezerwacie przyrody?
(zdjęcia są z telefonu, więc to tylko wersja poglądowa :) )

Image

Image

Image

Image

Image

Po rejsie robimy krótki spacer po niemal kompletnie pustym maleconie. Oj, te dziesiątki (jeśli nie setki) łodzi nie zarabiają na siebie ostatnio. Dla nas mały ruch to doskonała okazja, ale dla miejscowych to chyba poważny problem.

Image

Image

Image

Przed ruszeniem w drogę powrotną siadamy w lokalu La Torreja. W Googlach ma ocenę tylko na 3,9, ale to niesprawiedliwy werdykt. Mój filet z ryby w sosie mango okazał się składać z aż 4 pokaźnych i bardzo dobrych połówek ryby (czyli z 2 ryb :D ) z wieloma dodatkami i w smakowitym sosie, a koktajl z krewetek kolega wspomina (czule) co wieczór.

Image

Image

Wracamy. Niestety, jest już 14:30, więc do EK Balam nie ma chyba sensu jechać, bo dotarlibyśmy tam dopiero na ok. pół godziny przed zamknięciem. Poza tym, archeologii jeszcze trochę będzie w czasie tego wyjazdu. Na mapie mam jeszcze np. cenote Hubiku. Zamykają tam później, więc powinno być więcej czasu. Niestety, tam też docieramy 30 minut przed zamknięciem i z łaską zgadzają się na wejście (za pełną opłatą na zdjęcia, bez kąpieli). Idę sam. Wpadam na jakieś 10 minut, pstrykam kilka fotek i jedziemy dalej. Cóż, Majowie, którzy zajmują się biznesem cenotowym liczą dudki bardzo skrupulatnie. Na marginesie, ostrzegam przed fatalnym dojazdem do tego miejsca.

Image

Image

Po jakimś czasie jesteśmy w hotelu. Po obfitym żarciu w Rio Lagartos nic więcej już dziś nie zjadamy. Idziemy jedynie na ostatnią wieczorną wizytację Valladolid.

Image

Image

Następnego dnia przenosimy się do Meridy.
Góra
 Relacje PM off
34 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 16 Kwi 2021 06:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5404
HON fly4free
Dziś jesteśmy na śniadaniu zbyt szybko (ok. 7:30) i nie ma jeszcze tortilli, a szkoda, bo te w Posada San Juan są wyborne. Zamiennik w postaci chleba jest jednak też w porządku. Spożywamy go z tradycyjną meksykańską jajecznicą i wszystkimi innymi specjałami, którymi raczą w hotelu.

W drodze do Meridy mamy pierwsze tankowanie. Obyło się bez jakichkolwiek kombinowań. I niech tak pozostanie.
Do Meridy jedziemy płatną szosą. Tym razem jest taniej, niż poprzednio. Na tyle taniej, że konkretna kwota wyleciała mi z głowy.

W Meridzie mamy tylko jeden nocleg. Na bazę wybieram Hilton Garden Inn. "Wybieram" to trochę za dużo powiedziane. Pierwotnie był zarezerwowany Villa Mercedes, Curio Collection, ale kilka tygodni po dokonaniu rezerwacji hotel poinformował mnie z wielkim żalem, że niestety otwierają się z opóźnieniem, dopiero w październiku. Chciałem przenocować tu w sieci Hiltona lub Bonvoya, więc do wyboru pozostał tylko Hampton lub HGI, albo niezdrowo drogi Rosas & Xocolate, Design Hotels. Padło więc na HGI.

Hotel jest generalnie w porządku, typowa sieciówka miejska. Plusem jest sąsiedztwo centrum handlowego, w którego garażu można bezpłatnie zostawić auto, dając mu wytchnienie przed słońcem. Minusem odległość od centrum, choć to nie ma dużego znaczenia. Uber jest tu chyba najtańszy z wszystkich miejsc, w których z niego korzystałem, np. z hotelu do Plaza Grande (7,5 km) płacimy 65 MXN (12 zł).

Image

Image

Image

Image

Po przyjeździe ok. 11:00 pokój już na nas czeka. Zostawiamy rzeczy i Uberem jedziemy do Parku Itzimna, z którego już na piechotę ruszamy do Paseo de Montejo - głównej ulicy miasta prowadzącej do "starówki". Pokonujemy dziś pieszo 16 km :)

Image

Image

Image

Merida sprawia dobre wrażenie. Widać, że dużo się tu dzieje, choć niestety nie w czasie pandemii. Abstrahując od tego, że i tak jesteśmy tu w nie ten dzień tygodnia, co trzeba, zawieszone są takie atrakcje, jak Noche Mexicana, czy pokazy gry w piłkę Majów (pok-ta-pok). Budynki stoją jednak, jak stały, więc można je oglądać. Merida, przynajmniej wzdłuż Paseo de Montejo, przypomina nieco Łódź lub inne polskie miasta, w których pozostały lepiej lub gorzej zakonserwowane ślady po bogatych fabrykantach i kupcach z XIX w. W tych willach mieszkali m. in. właściciele ogromnych gospodarstw rolnych produkujących sizal i inne wyroby z agawy (do tego tematu jeszcze wrócę, gdy opuścimy już Meridę).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Gdy kończy się Paseo de Montejo, zaczyna się najstarszy kwartał ulic miasta, obejmujący m.in. Plaza Grande z okazałymi budynkami przyległymi do tego placu, ale i dużo mniej reprezentacyjne uliczki, z niską zabudową.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jest tu również targ miejski, a obok niego ratusz, przy którym rozstawiono głośniki. Płyną z nich peany na cześć osiągnięć aktualnych włodarzy miasta. Nieprzypadkowo, bo zbliżają się wybory samorządowe, co widać na pojawiających się często i gęsto plakatach. Moim ulubionym kandydatem jest Jorge Carlos Ramirez Marin, którego facjatę znajdziecie ciut niżej.

Image

Image

Image

Image

Odpoczynek warto zaplanować w parku San Juan, przy kościele San Juan Bautista. Jest tu dużo drzew dających cień, a co najważniejsze fontanna, z której woda - przy upale takim jak dziś - daje choć ciut ukojenia.

Image

Image

Image

Image

Image

Na marginesie, postać na fontannie może dawać bardzo mylące wrażenie na swój temat, w zależności od kąta patrzenia :D

Image

Image

Na chwilę wpadamy jeszcze do "blue house" obstawionego rękodziełem majańskim. Wizualnie, miejsce pierwsza klasa, ale ceny są tu odstreczające od zakupów. Na dodatek, targ ten prowadzi - jak powiedział nam pewien policjant (do którego za chwilę powrócę) - towarzystwo raczej szemrane. Już po fakcie znalazłem opinie o tym miejscu (Mercado Principal y Taller de Arte Maya - Hunab Ku). Uff, dobrze, że się na nic nie zdecydowaliśmy. Ale fotki zostały.

Image

Image

Wracamy na odświeżenie do hotelu (udaje mi się nawet wpaść na basen, będący w istocie ciut większą wanną), po czym wracamy do centrum na jedzenie. Miał być polecany bardzo lokal El Marlin Azul z owocami morza, ale nie udało się przed zamknięciem i skończyło się na La Chaya Maya.

Image

Image

Potem jeszcze spacer po starej Meridzie po zmroku i wracamy Uberem do hotelu. Zanim ten jednak podjechał, zaraz obok nas parkuje wspomniany wcześniej policjant. Wzbudza nasze zainteresowanie pojazdem, którym się porusza - rodzajem zadaszonego gokarta z pełnym policyjnym oznakowaniem. Wysiada, podchodzi do nas i pyta, czy widzieliśmy kamienie Majów. W pierwszym momencie zatyka mnie, bo nie wiem, czy podejrzewa nas, że coś skądś zabraliśmy, czy co? Ten jednak wyciąga latarkę i zaczyna pokazywać w ścianie kościoła, przy którym stoimy pojedyncze kamloty, które mają na sobie znaki Majów. Okazuje się, że do budowy kościoła użyto m.in. resztek piramidy, która stała w miejscu, w którym obecnie jest Plaza Grande. Hiszpanie zrobili tu drastyczną "rewitalizację". W 10 minutach rozmowy policjantowi udaje się zmieścić wiele ciekawych historii z życia dawnej Meridy, np. o tramwajach, które jeździły w zamykanej na noc strefie przeznaczonej tylko dla najbogatszych. Aż żal, że musimy się z nim rozstać, bo widać, że i dla niego rozmowa była dużą frajdą.

Image

Image

Image

Po dzisiejszym maratonie i z odciskami na stopach padamy jak zabici. Rano jednak budzimy się o zwykłej tu dla nas porze, ok. 06:30, gotowi do dalszej jazdy. Najpierw jednak śniadanie. HGI staje na wysokości zadania. Oczywiście, nie ma bufetu, ale ilość, różnorodność i smak tego, co oferują na zamówienie, jest na bardzo dobrym poziomie.

O tym dokąd dotarliśmy z Meridy, już w kolejnym odcinku :)
Góra
 Relacje PM off
37 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 16 Kwi 2021 23:44 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 4271
złoty
Dobrze, że w Meridzie pojawiała się Hiltonowa alternatywa, bo kiedy tam byłem parę lat temu był tylko Hampton - zlokalizowany też obok centrum handlowego, ale chyba nieco dalej od centrum miasta i wtedy też był nowym hotelem, z resztą na solidnym sieciowym poziomie. I te tanie Ubery również zapamiętałem - teraz i tak już widzę, że są trochę droższe - wtedy przejazd dość spory kawałek do centrum z Hamptona oscylował wokół 4-5 zeta, więc byłem na tyle rozrzutny, że je zamawiałem co chwile łącznie z "eksluzywnym" wyjazdem na dworzec autobusowy po bilet na kolejny dzień i powrotem do hotelu.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
 [ 64 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group