Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 21 Sie 2021 10:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3408
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
To była ukraińska wycieczka inna niż poprzednie.
Nie ja ją wymyśliłem
Środek transportu był odmienny, rodzaj drogi również
Celem była natura, nie architektura.

A zaczęło się to tak: na początku roku znajoma powiedziała mi, że chciałaby kiedyś pojechać na Polesie i spłynąć jedną z tamtejszych rzek. Odebrałem to jako odległy plan do zrealizowania w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Po kilku miesiącach odewzwała się ponownie, mówiąc że ma wolny termin w trzecim tygodniu sierpnia, planuję pojechać tam z rodziną i czy ja z moją córką się na to piszę. Po przedstawieniu planu dziecku szybko uznaliśmy, że owszem piszemy się, nawet akurat mamy bilety do Lwowa w tym terminie.

Etap poszukiwania kajaków zupełnie mnie ominął. To nie ja je organizowałem. Początkowo znalazła jakieś małe lubelskie biuro podróży, ale taka opcja nikomu za bardzo nie odpowiadała - wycieczka do Ukrainy? Bez przesady! Wkrótce znalazła Poleszuka, który ma kajaki i może je pożyczyć oraz zorganizować ich transport. On przedstawił nam ceny - atrakcyjne oraz możliwe opcje spływów po Prypeci bądź Stochodzie.

W czerwcu wiedzieliśmy już, że mamy kajaki i jedziemy. Dla mnie z córką byłby to pierwszy wielodniowy spływ. Trochę obawiałem się bliskości natury, a mówiąc precyzyjnie różnorodności i mnogości owadów, jednak przeważało przekonanie, że będzie to ciekawa przygoda.

Przygotowania nie były zbyt czasochłonne ani skomplikowane. Musieliśmy jedynie dokupić trochę sprzętu turystycznego oraz zaplanować sposób dostania się na miejsce. Zrezygnowaliśmy z lotu, bowiem z Lwowa do Lubieszowa (początku naszej trasy) nawet samochodem jedzie się nie niewiele krócej niż z Warszawy. Rezygnacja z lotu była zipełnie bezkosztowa, zresztą LOT też trochę z nas zrezygnował odwołując lot powrotny. Na początek września będzie jak znalazł.

Umowa z organizatorem nie wymagała żadnych przedpłat, kauczji czy podobnych wydatków - zapłatę chciał otrzymać na koniec wycieczki, niezbyt wygórowaną zresztą. Przez cały czas był dostępny online zarówno w wersji głosowej jak i pisanej. Odpowiadał na wszelkie pytania, elastycznie podchodził do różnych wariantów posróży i był bardzo sympatyczny. Jest zdecydowanie godny polecenia.

Nadszedł w końcu dzień wyjazdu, Jechaliśmy w dwa samochody, mnie mającemu pojazd gorszy i wolniejszy z zaskoczenia przypadła rola prowadzącego. W sumie słusznie. Drogę znałem, przynajmniej do Kowla, w poprzednim tygodniu jechałem nią pod Lublin, więc prowadziłem nasz konwój, nie zastanawiając się szczególnie jak i gdzie zajęty rozmową z córką.

Przejechaliśmy przez most toruński, sprawnie dojechaliśmy pod Wyszków i wtedy zadzwonił telefon z drugiego samochodu. Czy my na pewno dobrze jedziemy? Ja na to - jasne, na Lublin a potem Dorohusk. Wtedy delikatnie dano mi do zrozumienia, że jesteśmy na drodze do Białegostoku.

W ten sposób straciłem rolę prowadzącego (na jakiś czas), a wszyscy straciliśmy jakieś 50 km i godzinę. Trzeba było wrócić nad Wisłę.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
jerzy5 uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 21 Sie 2021 15:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3408
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
Dalsza podróż przebiegała już po właściwej drodze z tą różnicą, że za Lublinem sprawdziliśmy jaka jest kolejka w Dorohusku i ponieważ strona granica.gov.pl uparcie informowała, że dwugodzinna postanowiliśmy pojechać trochę nie po drodze przez Zosin, gdzie kolejki miało nie być.

Miało nie być i nie było, ale to nie przeszkadzało służbom granicznym po polskiej stronie trzymać nas przez kilkadziesiąt minut. Najpierw przed wjazdem do przejścia potem już na jego terenie. Cóż, odnoszę wrażenie, że polskie służby chcą pokazać, że one rządzą na przejściu - przy czym nie robią tego w jakiś szczególnie niesympatyczny sposób. Po prostu trzeba poczekać. Jak zwykle zalecam ostrożność jeśli chodzi o czerwone światła i oznaczenia stop. To taka zabawa pograniczników w grożenie mandatami a i pewnie ich wlepianie, jeśli się buntuje.

Po Ukraińskiej stronie służby miały więcej czynności do wykonania - bo musiały sprawdzić testy, dokumenty samochodowe i strachovki. Na szczęście tamtejsi urzędnicy są bardziej aktywni.

Po godzinie byliśmy już po drugiej stronie i mogliśmy jechać do Kowla na pierogi. Droga, choć to nie jest główna trasa okazała się całkiem w porządku.

Większym problemem były pierogi. W Kowlu jak by nie próbować kończy się w kompleksie restauracyjnym przy Mickiewicza. Zaczęliśmy od restauracji o nazwie "mięso i tradycja". 5,5/6 naszej wycieczki nie je mięsa, ale pomyśleliśmy, że ta tradycja w nazwie to może jakieś pierogi z kapustą, ziemniakami czy grzybami. Niestety niemięsne były tylko sałatki: grecka i mieszana. Następny lokal był tuż obok tam zamówiliśmy typowo ukraińskie dania: pizzę, pastę, sushi i ramen. A mogliśmy wybrać lepiej. Trzecia w kompleksie była kawiarnia, która serwuje również śniadania - co pamiętałem z poprzedniego pobytu w tym mieście. Tyle tylko, że nie byłem świadomy, iż one są podawane do 22. Tam w ofercie są owsianki, bowle wegańskie i syrniki. Nie tanie, ale wkusne.

Z Kowla pozostał nam ostatni etap podróży - na kemping w Lubieszowie. Kolejnego dnia rano mieliśmy pojechać pod hotel, gdzie zostawialiśmy samochody i jechaliśmy z kajakami na start pierwszego etapu naszego spływu. Wtedy też dowiedziałem się, że ten "kemping" to nie kemping, a miejsce pod drzewem nad rzeką kawałek od miasta. Ponieważ robiło się już ciemno powstała wątpliwość czy rozbijać się, czy nie lepiej iść spać do hotelu i wypić wieczorem piwko w jakiejś knajpce.

Organizatorka była jednak nieugięta. I bardzo dobrze. Okazało się bowiem, że pożyczony, łatwo rozkładalny namiot, który planowałem wziąć na naszą podróż z trudem mieści mnie i moją córkę nie mówiąć już o bagażach. Na szczęście miałem też swój, znacznie większy, choć trochę trudniej rozkładalny. Kolejnym plusem nadrzecznego noclegu był poranny widok z mgłami unoszącymi się nad rzeką i pod lasem. Kąpiel w rzece też okazała się dużą przyjemnością.

Udało nam się zebrać całkiem rano, pojechaliśmy na zakupy, spotkaliśmy z kierowcą dostaliśmy giermo simki - torby nieprzemakalne i pojechaliśmy z kajakami w górę rzeki. Dostaliśmy 2 kajaki z laminatu ze sporymi bakistami oraz jeden drewniany. Pani dająca nam sumki powiedziała, że choć nie wygląda to on jest samyj łutszyj. Od tego momentu miał on swoją nazwę i każdy chciał nim pływać.

Podróż trochę trwała. W czasie jej trwania wydelegowany do rozmowy z kierowcą mąż organizatorki dowiedział się kilku ciekawych rzeczy. Przede wszystkim jednej mocno pocieszającej, że komarów już nie ma, bo zimno i odleciały do Egiptu.

Z tą informacją (choć nie była ona spójna z doświadczeniem z poprzedniej nocy), ale nadal bez wiedzy, czy tak jak mi opowiadał mieszkający w Stanach kolega Poleszucy, żyjący na bagnach mają błonę pławną między palcami, dojechaliśmy do mostu koło miejscowości Toboły, zwodowaliśmy kajaki, szczęśliwie zmieściliśmy całe za dużo rzeczy, które ze sobą zabraliśmy i rozpoczęliśmy spływ.

W tym miejscu należy poinformować, że rzeka Stochód wzięła swoją nazwę od mnogości cieków którymi płynie. Z nielicznych opisów podróży mogliśmy dowiedzieć się, że można się w nich zgubić, można trafić na odnogę bez odpływu. Tam gdzie zaczynaliśmy rzeka wyglądała na mapie tak:

Załącznik:
2021-08-21 (1).png


Koło Lubieszewa prezentuje się następująco:

Załącznik:
2021-08-21 (2).png


Choć wygląda to trochę jak labirynt, wydawało mi się że zabłądzić będzie stosunkowo trudno, bowiem to rzeka i jeśli będziemy płynąć z prądem zawsze osiągniemy cel. Szybko okazało się, że na naszym odcinku prąd to była rzecz problematyczna. A guglemapsy tak sobie oddawały rzeczywisty przebieg poszczególnych odnóg. Znacznie lepiej im to wychodziło w widoku satelitarnym.

W ogóle to pierwszego dnia nazwa spływ miała niewiele wspólnego z tym co uprawialiśmy, bowiem wydawało się, że nurt praktycznie nie istnieje. W jedynum zaś miejscu, gdzie był zauważalny zawiódł nas w takie chaszcze, że nie dało się wiosłować.

Zmęczył nas ten pierwszy dzień, ale bylo ciekawie. Wszyscy dowiedzieliśmy się, że krowy to zwierzęta wodne, krewne hipopotama i mogące spędzać całe godziny w wodzie. Dla mnie nowością było odkrycie, że mieta jest rośliną wodną, To zresztą było bardzo ciekawe doznanie, kiedy wpadaliśmy w zarośla często pojawiał się orzeżwiający zapach. A ci, którzy płynęli kajakam innymi niż samyj łutszyj wpadali całkiem często, gdzyż pozostałe dwa nie były za bardzo sterowne.

Po drodze spotkaliśmy kilku Poleszuków pasących krowy, kilku łowiących ryby. Niestety nie byli boso lub nie pokazywali stóp, więc kwestia błony pławnej nie została rozwiązana. Teraz zdałem sobie sprawę, że w naszym miejscu na nocleg zastaliśmy dzieci skaczące i pływające w wodzie, ale wtedy byłem na tyle zmęczony, że zapomniałem przyjrzeć się ich stopom.

Następnego dnia rano wybrałem się do pobliskiej wioski po jakieś zakupy do sklepu i po jajka od gospodarzy. Okazało się, że zakup tych ostatnich to spory problem, bowiem większość zużywa je na własne potrzeby. Szczęśliwie, gdzy w sklepie zgromadziło się kilka osób, wykonały kilka telefonów udało się ustalić kto ma jajka w nadmiarze. Po kilku minutach podjechał mototower na którym syn przywiózł matkę, ale bez żadnej siatki. Okazało się, że wiózł je za pazuchą. Pani za bardzo nie wiedziała ile ma od nas wziąć w końcu poprosiła o 20 hrywien za 10 jajek. Jak dla mnie to dobra cena.

Siedząc we wsi przyglądałem się niespiesznie płynącemu życiu. Raz na jakiś czas przejechał samochód - obowiązkowo na polskich numerach. częściej ktoś jechał rowerem, czasem szedł piechotą. Załapałem się również na wyprowadzanie krów. Ulicą szła pasterka, a gospodarze wyprowadzali swoje krowy przed domy. Chwilę póżniej przeszła inna kobieta prowadząca konia. Spotkane osoby mówiły mi dzień dobry, jeśli ja nie zdążyłem zrobić tego pierwszy. Tam żyje się zupełnie innym życiem niż to, które jest mi znane.

Organizatorka naszej wyprawy wzięła ze sobą książkę Polesie Ossędowskiego napisaną w międzywojniui czasem czytała jej fragmenty. Choć ten region leży niezbyt daleko przez swój bagnsty charakter zawsze był słabo dostępny, więc jeszcze na przełomie XIX i XX w odkrywano tam miejsca, gdzie mieszkają ludzie nie znający władzy ani religii.

Po powrocie ze wsi zbierało się na deszcz. Nie wiedzieliśmy jaką przyjąć wobec niego strategię - wybraliśmy przeczekanie. Okazała się ona słuszna. Deszcz się skończył, pogoda poprawiła i mogliśmy ruszyć w drogę. Rzeka była mniej rozgałęziona, nurt bardziej zauważalny trochę zmieniło się otoczneie. Pojawiło więcej drzew, mniej trzcin. Po drodze nad rzeką były nawet jakieś zabudowania ludzkie. Był również most - cały drewniany, ale utrzymujący przejeżdzające po nim samochody - dawno czegoś takiego nie widziałem.

Na jednym z rozgałęzień postanowiliśmy się rozdzielić na chwilę - wydawało się, że nurt rozchodzi się tylko na chwilę, a był wyczuwalny na obu drogach. Po kilku minutach okazało się, że drogi się nie łączą, a nie mogąc się odnaleźć ustaliliśmy, że jesteśmy kilkaset metrów od siebie. Rzeka się łączy, lecz dopiero po kilku minutach płynięcia. Od tej pory uznaliśmy, że żadnego rozdzielania już nie będzie. Dzień skończyliśmy w miejscu pierwszego noclegu.

Pogoda kolejnego dnia nie zapowiadała się szczególnie porywająco. Według prognozy czekała nas burza oraz descze co kilka godzin. Wyjazd był lejżerowy nie hardrockowy (to takie przejęzyczenuie mojej mamy - kupiliśmy je z córką od razu po usłyszeniu), więc postanowiliśmy, że nigdzie nie płyniemy udamy się za to na piechotę do Lubieszowa. Zostawiliśmy nasze namioty i poszliśmy przez bagna. Odległość wyniosła jakieś 40 min w jedną stronę, a droga prowadziła przez kilka mostków w tym jeden wiszący.

Miasto okazało się całkiem przyjemne. Nic w końcu dziwnego, zważywszy, że pobierał tu nauki jeden z nakszych najwspanialszych bohaterów narodowych - Tadeusz Kościuszko. Niestety oferta gastronomiczna okjazała się nadzwyczaj skromna. Z usług baru w centrum wycieczka bała się skorzystać a miał on menu następujące: kasza gryczana, ziemniaki, kotlet, ryba. Koniec. Poszliśmy więc znów na pizzę. Tym razem ani sushi ani ramen ani nawet pasta dostępne nie były. Na domiar złego w sklepie z piwem na rozlew nie mieli tego o najładniejszej nazwie: "Piwna dusza," ale tu akurat co się odwlecze to nie uciecze. Dostałem je w wersji butelkowanej następnego dnia, kirdy zatrzymaliśmy się kupić wodę.

Szczęśliwi z uniknięcia zmoczenia po jednodniowej przerwie udaliśmy się na kolejny etap spływu, skróconego w stosunku do pierwotnego planu. Ten etap prowadził przez najdzikszą okolicę. Żadnych zabudowań po drodze nie było, a miejsce na postój oferowało zero dżwięków będących wytworami cywilzacji i wspaniałe gwiaździste niebo. Choć właśnie tam przebieg rzeki wygląda jak na drugim z obrazków, odnalezienie drogi nie sprawiało większych kłopotów. Nurt za każdym razem niezawodnie wskazywał drogę.

Na tym etapie byliśmy już przekonani, że innych turystów na naszej trasie nie zastaniemy


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 21 Sie 2021 15:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6356
HON fly4free
Mapki interesujące, ale ja się pytam, gdzie zdjęcia?
Już tu ostatnio mamy jedną relację bez dokumentacji obrazkowej, za co się autorowi oberwało :D .
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 21 Sie 2021 15:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3408
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
Niestety nie za bardzo umiałem robić zdjęcia wiosłując,.a i baterię telefonu należało oszczędzać Poza tym krzaki i zachody słońca słabo się fotografuje. Ale jakieś zdjęcia będą. Nawet już teraz. Na początek z telefonu, bo te umiem załączać

Image

Nasze kajaki i sky porn. Wiadomo, który jest samyj łuczszyj

Image

Takie zjawiska atmosferyczne mieliśmy w dniu bez pływania.

Image

Typowa zabudowa w tamtejszych okolicach

Image

Jest i modernizm z pajęczyną krat na dodatek

Image

Szkoła Kościuszki

Image

Wiszący most

Image

Kolejny sky porn, promienisty, ale bez kajaków

Image

Total oldschool rower wodny na plaży w Lubieszowie

Image

I wspomniana piwna dusza
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 21 Sie 2021 18:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3408
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
-- 21 Sie 2021 17:27 --

Ostatni, niedługi etap spływu sprowadził do miejscowości Swałowicze, która miała wygladać jak skansen z drwnianymi domami krytymi trzciną. Droga okazała się kręta i niełatwa, choć nurt był całkiem wartki, często trzeba było przeciskać się między trzcinami czy zwalonymi drzewami. Tak było aż do ujścia Stochodu do Prypeci. Jednak dalej mieliśmy do przepłynięcia jedynie kilkaset metrów. Jak na wielie bagna okolice Swałowiczów okazały się lekko zadziwiające, gdzyż miejsce do którego przybyliśmy przypominało wielką wydmę nadmorską. Sama miejscowość okazała się faktycznie urolkliwa. Nawet byli tam jacyś turyści. Domy są częściowo w stanie rozpadu, jednak druga ich część jest dobrze utrzymana i prezentuje się bardzo malowniczo.

Ze Swałowicz zostaliśmy zabrani do Lubieszowa. Rozliczyliśmy się za kajaki, kupiliśmy nalewki i rozdzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza chciała wrócić do Wawki ASAP, druga czyli ja z córką nie spieszyła się tak bardzo.

Oni pojechali przez Zosin. My zatrzymaliśmu się w Kowlu, aby dać kolejną szansę tamtejszej ofercie gastronomicznej.

Powrót przez Zosin okazał się pułapką - kolejki nie było, ale wracający załapali się na ofertę Allin polskich służb granicznych. Łacznie z przeświatlaniem samochodu. Trwało to 2 godziny. Do Warszawy nie mieli już siły wrócić.

Moja córka nerdziła w hotelu, ja postanowiłem sprawdzić ofertę restauracji nad rzeką. Rozczarowałem się. Za to na śniadanie rano mieliśmy wszystkie syrniki, owsianki, bowle, matcha late itp za 3 dyszki na 2 osoby.

W międzyczasie zidentyfikowałem stronę z widokiem z kamery na przejściu Jahodyn - Dorohusk, a ta pokazywała na brak kolejki. Wiedząc co przeżyli moi znajomi postanowiłem, że jedziemy najkrótszą drogą. I udało się przejechać granicę w rekordowe 45 min.
Kontroli celnej praktycznie nie było - zostałem zapytany ile dóbr, które interesują nasze złużby wiozę. Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że nalewkę 0,75 i Vigor 0,5 l, który co prawda jest nalewką, ale też lekarstwem, więc się nie liczy i na tym kontrola się skończyła.

Przedtem była oczywiście scena ze światłami. Ja znam te numery, więc na czerwonym bym nie pojechał, ale akurat świeciło się czerwone i zielone. Pogranicznik do mnie "i co Pan narobił? Jakie światło się świeci ... mandacik," a ja, że zielone. On - no jak zielone. Idziemy zobaczyć. Zobaczyliśmy i ze straszenia nic nie wyszło.

Po naszym pobycie w Ukrainie pozostał jeden brak. Nie zjedliśmy pierogów. Syrniki tylko w niewielkim stopniu go zrekompensowały. Na szczęście dziecko wyszukało miejsca z pierogami w Lublinie i pojechaliśmy do tego, które prezentuje się najlepiej, choć zlokalizowane jest na osiedlu na końcu Lublina z widokiem na okoliczne pola. Nazywa się Stolnica. Miejsce bardzo przyjemne, obsługa przemiła, pierogi doskonałe, a ceny zwłaszcza w wersji na wynos takie bliżej poziomów ukranskich. Polecam

Pływanie kajakami po rzekach Polesia również. W przyszłym roku może sprawdzimy Prypeć z Ratnego, gdzie jest piękna mozajka na przystanku. Ponoć my wybraliśmy złą porę najlepsze są koniec maja i czerwiec, kiedy jest jeszcze wysoka woda.

Jeśli chodzi o faunę owadzią, to nie mogę powiedzieć, że było jej mało, a mówiono nam, że jeszcze niedawno było jej dużo więcej (zanim poleciała do Egiptu), natomiast okazała się osobliwie niegryząca. Te komary to chyba tylko męskie były - może to kobiety poleciały do Egiptu? Gzy były, ale jakoś nie gryzyły, podobnie jak rozmaite pająki. Z większej fauny najwięcej było krów, na kolejnym miejscu kaczki i gęsi w miejscowoścuach koło których przepływaliśmy. Potem były psy, bobry. Widzieliśmy też śliczne białe czaple i mniej śliczne czaple szare. Roślin było mnóstwo - nie znam się na nich. Ze znanych mi wspaniale prezentowały się liczne lilie wodne

dalszy ciąg dokumentacji fotograficznej z podpisami pojawi się kiedy ogarnę proces ich kurczenia na potrzeby tego ustrojstwa na którym postawione jest forum

A i zapomniałem o konkluzji w sprawie tych błon między palcami. Wydaje mi się, że to efekt nieporozumienia. Nie patrzyłem Poleszukom między palce, ale chyba chodzi o to, że większość mieszkańców tamtych okolic to zwierzęta. A wśród tych zwierząd większość ma błonę pławną. Krowy nie mają, ale to dlatego, że mają racice zamiast palców

-- 21 Sie 2021 18:08 --

Załącznik:
lilija.jpg


Wspomniana lilija. Nie wiem jak one są powszechne na innych rzekach. Na Stochodzie bardzo. A to według mnie bardzo ładny kwiatek. Zwłaszcza kiefy pływa na wodzie.

Załącznik:
Rzeka.jpg


To jeden z widoków z łódki. Inne to lasy, trzciny, krajobraz mieszany. Było dość różnorodnie

Załącznik:
dom okna.jpg


Załącznik:
dom białe okna.jpg


Załącznik:
dom umiera.jpg


Domy w Swałowiczach. Jak widać są w różnym stanie. Według naszego ukraińskiego organizatora we wśi mieszka kilkanaście osób, wyłącznie w podeszłym wieku. Jest też trochę domów o charakterze letniskowym oraz należący do parku, zafundowany przez UE dom z miejscami noclegowymi do wynajęcia od Parku

Załącznik:
błota.jpg


Załącznik:
błota logo.jpg


Wielkie bagna dostały nawet swoje logo. Chyba ztworzone wbrew jakimkolwiek marketingowym regułom

Okazało się, że to wszystkie zdjęcia jakie zrobiłem, Przez 5 dni tyle, co normalnie w ciągu godziny potrafię wypstrykać. W bonusie będzie jeszcze wspomniana mozaika z Ratnego (sprzed 2 lat) oraz dziwne stroje Kowlan w rozczarowującej knajpie nad wodą, ale to w kolejnym poście, bo muszę się przełączyć na tapatalka


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 21 Sie 2021 18:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3408
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
Image

Image


Powyżej dworzec w Ratnem (punkt startowy dla wycieczek po Prypeci). Przyjechałem tam z Białorusi w przedostatnim etapie mojej wycieczki do Rosji w ramach dojazdu na igrzyska europejskie w Mińsku.

Image

Image

I zapowiedziane stroje wieczorowe - te skórzane frędzle - zazdro, a piżamki nie rozumiem. Miałem taki przegląd, bo choć lokal nie przypadł mi do gustu, tambulcy mieli inne o nim zdanie i jedyne wolne miejsce było obok drzwi do toalety.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 21 Sie 2021 18:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2012
Posty: 3015
HON fly4free
@pabien sky porn zrobilo ta relacje :-)
_________________
navigare necesse est
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 21 Sie 2021 21:13 

Rejestracja: 09 Cze 2015
Posty: 153
Loty: 69
Kilometry: 91 321
Fajny pomysł z kajakami na Ukrainie :) , może kiedyś go wykorzystam. Lubię czytać Twoje relacje, proszę nie przestawaj pisać :)
_________________
Ciemność to Twój strach, światło jest wszędzie
Góra
 Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 22 Sie 2021 00:36 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 155
Loty: 120
Kilometry: 203 812
Pabien dla mnie bomba, pomimo tylu wizyt, nie wiedziałem że tak tak można odkrywać kraj któremu od lat ....
A przy tym wspominasz igrzyska i pomimo że to ja chyba pierwszy przekroczyłem granice Rosji, aby tam dojechać, to Tobie pozytywnie zazdroszczę tych kaukaskich klimatów :D
Góra
 Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 22 Sie 2021 08:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3408
Loty: 539
Kilometry: 624 828
platynowy
Tak, ten wyjazd na Kaukaz to było coś. Największa przygoda. Ale takie małe przygódki też są niezwykle przyjemne.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group