Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Tajski kociołek
#1 PostWysłany: 27 Lis 2015 21:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
Ja - 27 lat (wówczas) i 100% fascynacji, ekscytacji i euforii wszystkim co inne i nowe;
Ona - 25 lat i mnóstwo pytań, wątpliwości i ogólnej małej niechęci do wszystkiego co inne...

W związku z faktem całkiem długiego, razem bycia On i Ona zaczęli rozmyślać o za mąż pójściu, ślubu wzięciu i ogólnym sformalizowaniu tego co jest. Ona chętnie - bo tak i już, a on nieco bardziej sceptycznie - bo po co, przecież nie jest źle...?
Po wewnątrzzwiązkowych konsultacjach i rozmowach dochodzą do wniosku, iż zrobią "TO" w nieco inny sposób niż zwykli śmiertelnicy. Z niewiadomych do dziś przyczyn pada na daleki wschód, a konkretniej Tajlandię. Szybki, sieciowy rekonesans, wymiana korespondencji z Ambasadą RP w Bangkoku i są pewni co do kierunku podróży. Krótko "po" z pomocą przychodzi AirAsia z promocją "Free seats" i już wiedzą gdzie, w jakich dniach spędzą niemal 3 pełne grudniowe tygodnie. Niewiele później Qatar Airways podsuwa bilety w przystępnej cenie na trasie Warszawa-Bangkok-Warszawa z zbyt długą, a zarazem zbyt krótką przesiadką w Doha w drodze „do”, ale z wystarczająco długą pauzą w drodze powrotnej.
Przelot na obu odcinkach jest przyjemnością, zwłaszcza na odcinku Doha-Bangkok-Doha. Konfiguracja siedzeń 3-3-3 i miejsca brzegowe z pustym fotelem pomiędzy nimi dają wystarczającą ilość komfortu i prywatności. Przy 187cm wzrostu i słusznej wadze On nie narzeka na brak miejsca, a to czym karmią też jest znośne...

Image

BANGKOK, pierwszy oddech…
Gładkie lądowanie, krótka procedura wizowa, odbiór walizki z gajerem i laczkami, jej kiecką i sandałkami i mogą mknąć do „bejsmentu” skąd często jeżdżący Airportlink zabiera ich na końcową stację Phaya Thai – koszt ok. 5zł/ czas przejazdu ok. 30 minut/ godziny kursowania 6:00 – 24:00.
Image
Po wyjściu z pociągu następuję zderzenie z ciężkim, ciepłym, ale suchym powietrzem (przełom listopada i grudnia 2014r). Wrażenie, mhm… będzie ciężko?! Zimne sztuki z okolic Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich odnajdą się w tym kotle??? Nadmieńmy, że Ona po prostu lubi chłodek, natomiast on najchętniej jesienią i początkiem zimy /w kraju na Wisłą/ pocinałby w sandałkach…

Image

Po jakieś godzinie błąkania się, kilku nieudolnych próbach złapania taksy miła, starsza Tajka pomaga im złapać jakiś dyliżans. Utargowane 250thb (sic!)za 10 minut jazdy pociskiem w kolorze damskim* wydaje się być przyzwoitą stawką, zważywszy na to, że jego „bateria” powoli się kończy, natomiast jej skończyła się jakieś 10h temu…
Po wspomnianych 10 minutach drogi, odczytaniu wskazań taksometru (60-80 thb!) finalnie płacą 200thb i na własnych nogach mkną w poszukiwaniu swojej świetnej noclegowni. W Rikka Inn - LINK następuje szybkie płukanie, przebieranki, rekonesans całego obiektu, w tym basenu na dachu i wypad na miasto! Z racji późnej godziny, dużego zmęczenia ograniczają się do godzinnego spaceru po okolicy (niezbyt daleko i tam gdzie w miarę widno bo trochę strach <hahaha>) i skromnego posiłku.

Image

Image

Po powrocie do hotelu następuje krótkie podsumowanie:
- Podróż była zbyt długa i nieco uciążliwa;
- Trochę brudny ten Bangkok, ale jakby się tego spodziewali i nawet akceptowali;
- Dlaczego Ci wszyscy śmieszni, mali Tajowie noszą białe i żółte koszulki? ( o tym później);
- Co przyniesie jutro?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#2 PostWysłany: 28 Lis 2015 22:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
Bangkok za dnia – gdzie ja jestem?

Noc była krótka, bo On wstał już po 7:00, a Ona chwilę później. Ktoś komuś musi dotrzymywać towarzystwa :)

Wychodzą z hotelu, biały dzień, inne zapachy, inne dźwięki i… coś jeszcze. W nocy były tam dziesiątki straganów, otwartych sklepów, barów, grajków, garkuchni i w ogóle wszystkiego innego. A rano? Yyyy, pusto, jakby to było zupełnie inne miejsce.

Image

Image

Image

Image

Wciąż niepewni, ale mocno zaciekawieni zaczynają zataczać coraz większe kręgi po okolicy. Pierwsza buddyjska świątynia, do której trafiają zupełnie przypadkiem to: Wat Bowonniwet Wihan. Na samym wejściu wita ich widok dużej grupy mnichów, towarzyszących im gości i fotografów… „aleCoSieDzieje?!”

Image

Image

Image

Image

Idą dalej i mimowolnie, zupełnie przypadkiem zmierzają w kierunku Wielkiego Pałacu nie wiedząc, iż idą przy nim… Czy chcą, czy nie chcą i tak tam wrócą. W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują ศาลหลักเมือง กรุงเทพมหานคร (Ktoś, coś? :D):

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Gdzieś przy tej świątyni zobaczył ich młody Taj. Jakieś 15-20 lat (ciężko powiedzieć; równie dobrze mógł mieć i 30), tradycyjnie żółta koszulka. Widząc ich rzekł: „Ken Aj Help Ju?” … W tym momencie nastąpiła analiza mapy, przewodnika, mapy i jeszcze raz przewodnika. Po wskazaniu miejsc, do których się wybierają „żółty gość” wskazał swojego rzekomego wujka, który niemal za darmo (40 thb!) będzie jeździł z nimi caaały dzień po Bangkoku swoim tuktukiem. Mało tego! Będzie ich oprowadzał i opowiadał! I tym sposobem trafili w kilka ciekawych miejsc:

Image

Image

Image

Image

Image

Po jakiś dwóch godzinach powożenia i prowadzania za rączkę, powtarzane na początku hasło „fajktjoji” (swoją drogą całkowicie przez nich ignorowane) okazało się słowem „factory”. Gdy zajechali na „tankowanie” pod duży sklep z garniakami, koszulami i krawatami wszystko się wyjaśniło. Z grzeczności weszli do środka, obejrzeli, nawet przymierzyli, ale nosem kręcili i nic nie kupili! Jakież było zdziwienie wujka małego „żółtego gościa” gdy nic nie mieli w rękach lub plecakach. Wnet się okazało, że akurat teraz są duuuuże korki i najlepiej będzie jak do następnej atrakcji dojdą „na nogach”, bo po co mieliby stać w korkach. Mhm… Powoli odchodząc pomyśleli o uzgodnionej zapłacie i o tym co właśnie nastąpiło... Po chwili namysłu zawinęli się na nodze, skręcili w prawo (cholera wie gdzie!) i poszli... Nie żeby uciekli, nie żeby nie chcieli płacić, ale wciąż myśleli, że może należałoby zapłacić, że faktycznie są duże korki i „wujek” nie chce żeby siedzieli w tuktuku pośród innych tuktuków w smogu i w ogóle. Po wyjściu na drogę uświadomili sobie, że mieli dać się naciągnąć na świecidełka, a tego nie zrobili :lol:
Reasumując: wylosowali darmowy przejazd?! ;)

Image

Image

Image

Image

Kolejnym punktem wycieczki okazała się świątynia Wat Benchamabopit (współrzędne:13.766775, 100.513634) połączona z kompleksem klasztornym (?), szkołą prowadzoną przez mnichów (?) gdzie wejściówka kosztowała 20thb. Całość z zewnątrz jak i w środku prezentowała się ciekawie. Zdjęcia poniżej:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po wyjściu z tej świątyni zajarzyli z grubsza o co chodzi z tym białym i żółtym bo do tej pory zbytnio o tym nie rozkminiali:

Image

Image

Image

W związku z powyższym postanowili przy najbliższej możliwej okazji zagadać kogokolwiek o co dokładnie biega z tymi kolorkami i wizerunkiem Króla! (Serio, wiedzieli, że to Król Tajlandii!). Żołnierz, który chciał ich zastrzelić (sic!) za wejście „nie tam gdzie potrzeba” wytłumaczył, że w dniu 5 grudnia mają miejsce obchody urodzin Króla Tajlandii! W sumie to już od tygodnia świętują, i będą świętować jeszcze z tydzień.
W drodze powrotnej (cały czas „pięta-palec”) nogi zawiodły ich na Sanam Luang – wielki zielony skwer/ plac, na którym trwały właśnie przygotowania do obchodów urodzin Króla!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzień długi więc lecą dalej! Wciąż cholera wie gdzie… i po kątach, i po głównych drogach. On dostrzegł, że jego rozmiary być może odstraszają potencjalnych rzezimieszków i chyba nie ma się czego bać, więc idziem na całość! Zdjęcia tego nie pokarzą, ale w którymś momencie dotarli do takiego zakamarka, który początkowo w ich opinii był maleńkim targiem, dzielnicą garkuchni. Szli wzdłuż muru, po którym przechadzał się kocur, a pod nim przy stolikach siedzieli Tajowie i zajadali się czymś pachnącym. W sumie stolików mogło być nawet i z dziesięć. Niby ok, ale po drugiej stronie zamiast lad, garkuchni i tym podobnych znajdowały się maleńkie domki w stylu Polskich targowych budek. Przed nimi jak i w nich (wszystko otwarte!) widać było dorosłych, dzieci i starców wykonujących jakby nijakie czynności. Mhm, zaraz... To są ich domy? Prawie weszli do ich domów, przechadzali się ich tarasami ...? TAK! Ale nikt nie miał żadnego "ALE"! Uśmiechy, miłe spojrzenia, potakiwanie głową! Zmykają, aby się komuś nie narazić jeszcze bardziej!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W międzyczasie ma miejsce wiele ulicznych uczt! Zarówno takich byle jakich (na pierwszy rzut oka!), jak i nieco bardziej wyszukanych (żart :D). W każdym bądź razie ich żołądki coraz chętniej przyjmują to co im Taj poda na talerz! Czangi i Tajgery również jakby smaczniejsze!

Image

Image

A tak wygląda szczęśliwy zimnolubny człowiek w basenie na 6 piętrze hotelowego basenu, po cały dniu pocinania w 30'C, w niby pochmurny dzień:

Image

A jutro co? Znów, w 100% wykorzystany dzień oraz nietypowe atrakcje!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#3 PostWysłany: 09 Gru 2015 16:55 

Rejestracja: 03 Gru 2013
Posty: 466
niebieski
A gdzie cd i ten ŚLUB?? :) nie zaprosiliście nikogo? świadkowie? :)
_________________
Meksyk http://www.fly4free.pl/forum/puerto-aventuras-riviera-maya-na-zywo-luty-2015-2-tyg,210,65109
Wietnam http://www.fly4free.pl/forum/wietnam-na-swieta-bn-i-nowy-rok-2015-2016-relacja-z-wloczegi,216,86193&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#4 PostWysłany: 09 Gru 2015 17:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
popcarolA gdzie cd i ten ŚLUB?? :) nie zaprosiliście nikogo? świadkowie? :)

Praca, praca, praca... wszystko w swoim czasie. Co do szczegółów, to ... wszystko w swoim czasie ;p
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#5 PostWysłany: 10 Gru 2015 12:43 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 923
srebrny
ślubu jeszcze nie było a na zdjęciu powyżej już jest obrączka na palcu...
coś tu się nie zgadza :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#6 PostWysłany: 11 Gru 2015 08:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
wintermuteślubu jeszcze nie było a na zdjęciu powyżej już jest obrączka na palcu...coś tu się nie zgadza
:-)
Podróżując z plecakiem ciężko znaleźć w nim miejsce, w którym będziesz pewien, że jej nie zgubisz!;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#7 PostWysłany: 11 Gru 2015 08:56 

Rejestracja: 03 Gru 2013
Posty: 466
niebieski
haha;) dobre :)
_________________
Meksyk http://www.fly4free.pl/forum/puerto-aventuras-riviera-maya-na-zywo-luty-2015-2-tyg,210,65109
Wietnam http://www.fly4free.pl/forum/wietnam-na-swieta-bn-i-nowy-rok-2015-2016-relacja-z-wloczegi,216,86193&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#8 PostWysłany: 11 Gru 2015 09:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Maj 2015
Posty: 694
Loty: 52
Kilometry: 98 994
Podobno złe czary mówią żeby nie ubierać obrączki przed ślubem :D :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#9 PostWysłany: 11 Gru 2015 18:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
maarcin1938 napisał(a):
Podobno złe czary mówią żeby nie ubierać obrączki przed ślubem :D :)

Skoro tak mówisz...

Odpowiem w ten sposób:

Ateista po śmierci trafił do piekła. Puka do bram, otwiera diabeł w gajerze od Armaniego, woń Hugo Bossa...
- Dzień dobry, zapraszam pana, oprowadzę po naszym piekle. Tutaj są sypialnie, tu natryski, sauna, solarium, jacuzzi, można korzystać do woli.
Ateista zdziwiony, nie wie, o co chodzi.
Wchodzą do następnego pomieszczenia. Długi stół, najlepsze alkohole, fura żarcia, chętne dziwki się kręcą, ludzie balują... ateista czuje, że musi być jakiś hak.
Następne pomieszczenie - biblioteka ze wszystkimi książkami, jakie na świecie wydano, diabły pilnują ciszy, ludzie w skupieniu czytają. Ateista nie wie, o co chodzi.
Kolejny lokal - kotły, ludzie w smole się prażą, nieludzkie wycie, diabły widłami popychają tych, którzy chcą uciec. Ateista nie wytrzymał:
- Panie Diable, ale o co chodzi, tu impreza, tu czytelnia, a
tu kotły, smoła...
- A nie, na tych niech pan nie zwraca uwagi, to katolicy, jak wymyślili, tak mają.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#10 PostWysłany: 13 Gru 2015 23:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
Cześć po przerwie!
Na początku zmienimy rodzaj narracji na przystępniejszą dla piszącego jak i czytającego – pierwszoosobowa, czas teraźniejszy, czasami przeszły (hahaha). Może będzie lepiej…

Drugi pełny dzień

Jak zawsze wstajemy stosunkowo wcześniej, zwykle nie później niż około 8 rano. Dla mnie normalka, dla wkrótce żony odrobina męki. No, ale cóż. Czego się nie robi dla lubego? :D

//OFFTOP//
Relacje z podróży, niezależnie jakich, należałoby klasyfikować do gatunku przygodowych(?). W naszym przypadku, a konkretniej w przypadku tej relacji pojawia się wątek miłosny (?).
//OFFTOP//


A więc wstajemy, zaliczamy pyszne, turystyczne – tajskie śniadanie i ruszamy w kierunku „Grand Palace” – Wielkiego Pałacu Królewskiego. Niektórzy (mam na myśli turystów) dużo poruszają się komunikacją miejską, taksówkami czy tuk-tukami i tym samym narażają się na możliwość ominięcia ciekawych, nieznanych w przewodnikach miejsc, a także przeżycia nietypowych (niekoniecznie niebezpiecznych!) sytuacji. Jakby nie było, My chodzimy ile się tylko da.
Z Khao San Rd. do „Grand Palace” idziemy jakieś 60 minut z kilkoma przerwami. Po drodze mijamy Muzeum Narodowe, które niestety w tym okresie, czy akurat tego dnia jest zamknięte. Gdyby nie to, to na pewno byśmy skorzystali z okazji i zajrzeli do środka. Jakby nie było, nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło. Nieopodal znajdujemy maleńki kompleks świątyń gdzie akurat znajduje się mnóstwo młodzieży szkolnej. Jak to miejsce się nazywało, nie mam pojęcia. W tym momencie muszę napisać, że w Bangkoku, być może w całej Tajlandii fajne jest to, że dzieciaki chodzą w mundurkach i naprawdę potrafią się bawić. Uśmiechy nie schodzą z ich twarzy, nie widać wszędobylskich u nas kraju smartfonów czy przenośnych konsoli. Naprawdę fajny widok. Wracając do tej maleńkiej świątyni… Z racji tego, że było tam sporo dzieciaków uznaliśmy, że być może trwają tam jakieś uroczystości i tym samym nie powinniśmy tam wchodzić. Nic bardziej mylnego. Pewna, około 50-60 letnia kobieta stojąca na dziedzińcu tego mini kompleksu musiała zauważyć nasze zaciekawione twarze, ponieważ z uśmiechem na twarzy podeszła do nas i zaprosiła do środka. Przez jakieś 30 minut mieliśmy ogromną przyjemność być przez nią oprowadzani po tym miejscu, jednocześnie poznając jego historię. Z racji tego, że nasz „inglisz” jest „taki se”, a jej jeszcze bardziej (w jej przypadku chyba bardziej akcent i ogólnie wymowa) nie wszystko udaje się nam zrozumieć. Mimo tego, przysiadamy w jednym z budynków – oczywiście maleńkiej świątyni – i zostajemy poprowadzeni „palcem po mapie”, po najbliższej okolicy. „Lelja” – tak zrozumieliśmy i zapamiętaliśmy jej imię – wskazała nam miejsca warte odwiedzenia oraz te, które lepiej ominąć, ponieważ nie warto. W całym tym spotkaniu nie było najmniejszej próby namówienia nas na coś lub naprowadzenia do jakiegoś konkretnego sprzedawcy lub taksiarza. Była to, jakże przyjemna, ubogacająca nas (!), rozmowa. Z perspektywy czasu uważam, że to spotkanie było dla nas w pewnym sensie przełomowe. Uważam je, za „ten moment”, w którym zakochaliśmy się w Tajlandii i jej mieszkańcach! Ahh…

No cóż, idziemy dalej. Z tego miejsca do Wielkiego Pałacu zostaje nam jakieś 1000m, może mniej. Warto powiedzieć, że w tym momencie idziemy wzdłuż placu, o którym pisałem wcześniej. Mnóstwo ludzi, sprzętu, kostiumów, trwające gorączkowe przygotowania i cała pozostała otoczka związana z obchodami urodzin Króla. Fajnie się na to patrzy.

Image

Image

W końcu docieramy do celu naszej dzisiejszej atrakcji…
Ładnie, naprawdę ładnie. Czysto, „bogato”, no i tak inaczej więc fajnie ;)
Jeśli chodzi o Wielki Pałac Królewski to raczej nie rozpiszę się w tym miejscu. Będzie krótko:
Wejście: 500 thb (ręki nie dam sobie uciąć!)
Zasady: stosowny strój – mężczyźni niby długie spodnie, kobiety dłuższe sukienki lub spodnie oraz zakryte ramiona. W praktyce w środku widziałem osoby, które nie do końca zastosowały się do tym zasad – nie potrafię też powiedzieć, czy byli wypraszani, czy wręcz przeciwnie, zwiedzali na całego. Niemniej jednak, My zastosowaliśmy się do tych zasad.
Czas min./ optimum: Nie mniej niż 3h. Spokojnie można tam spędzić i pół dnia!
Podsumowanie: WARTO! Warto zajrzeć w każde miejsce, również w ten dodatkowo płatne. Muzeum numizmatyki (?), muzeum jedwabiu i strojów królewskich.

Niżej możliwie mało zdjęć z tego, jakże pięknego miejsca!:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Tajski kociołek
#11 PostWysłany: 14 Gru 2015 00:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2013
Posty: 591
Loty: 61
Kilometry: 147 341
niebieski
Godziny mijały, a na zegarkach pojawiała się już godzina 12. Zawijka na pięcie, w tył na lewo, na przód marsz. Szybkie tempo i na własnych nogach w 25 minut znajdujemy się w naszym hoteliku. Łapiemy oddech, bierzemy prysznic, stygniemy i wbijamy się w kiecki i gajerki.
Przy wyjściem odhaczam w myślach listę rzeczy do zabrania ze sobą… chyba wszystko, ok lecimy na dół. Łapiemy pierwszą, lepszą taksę i próbujemy dogadać się gdzie chcemy dotrzeć.
Jakoś poszło – kierunek Ambasada RP w Bangkoku! Podróż trwa jakieś 40 minut - 110 thb, na miejscu jesteśmy przed czasem! Ambasada znajduje się na 25 piętrze wieżowca w biznesowej(?) części Bangkoku. Generalnie nie mamy trudności z dotarciem do tego miejsca. Pomocny wcześniej był google street view.
Aaaaa! Ci, którzy nie czytali od początku mogą nie wiedzieć gdzie jedziemy. Do ambasady wybieramy się na własny ślub, który według umówionego terminu ma odbyć się za 20 minut. Na właściwym piętrze, na krótkim korytarzu widzimy starszego mężczyznę – Taja, ubranego w mundur, raczej wojskowy, nie policyjny. Jakoś dogadujemy się po o tu jesteśmy, po czym zostajemy zaprowadzeni do właściwych drzwi. Po wejściu okazuje się, że jest tam jedynie klasyczne okienko kasowe, jakiś fotel, może coś jeszcze, ale nic szczególnego. Po krótkiej chwili w okienku pojawia się młoda brunetka – nasza krajanka. Nie zwlekając, podchodzę do owej Panny/i po czyn oznajmiam, iż "my na własny ślub!". Jakież było moje zdziwienie, gdy brunetka z okienka zdziwiła się jeszcze bardziej! Okazało się, że powinniśmy pojawić się w Ambasadzie przynajmniej dzień wcześniej i uiścić opłatę konsularną w wysokości iluś tam thb, równowartości 500e. Szok! (na szybko w myślach nie przypominam sobie takiego hasła z naszej wymiany emaili) Pierwsza myśl, że udało mi się, obejdzie się bez ślubu (;p), ale na szczęście (czyje? ;p) dowiedzieliśmy się, iż przez, że wcześniej nie wpłaciliśmy kasy będziemy musieli poczekać na przygotowanie papierologii. Ufff. Inny, młody jegomość, pochodzenia nadwiślańskiego zaprowadził nas do odpowiedniejszego pomieszczenia gdzie z lekkim zdenerwowaniem oczekiwaliśmy na mistrza ceremonii. Po upływie około 30 minut mogliśmy już przystąpić do tego, po co w głównej mierze tu przylecieliśmy. Konsul, bo ten udzielał nam ślubu, to miły, całkiem sympatyczny, choć mocno „oficjalny” gość w wieku ok. 40 lat. Imienia i nazwiska nie pamiętam, nawet jakby ktoś je tu przytoczył. W każdym razie, w towarzystwie naszych świadków – pracowników ambasady (dwoje młodych ludzi, o których pisałem kilka linijek wyżej) udzielono nam ślubu cywilnego. Uroczystość jak każda inna tego typu, tyle że w nieco innych okolicznościach, tzn, miejscu. Świadkowie chętnie pstryknęli nam kilka fotek, a także posłużyli za kamerzystów. Po dopełnieniu formalności, nastąpiła krótka wymiana zdań, albo raczej udzielanie odpowiedzi na pytania dot. naszego życia i ogólnie podróży. Było miło, sympatycznie, a pod wpływem silnego wzburzenia emocjonalnego (!haha!) zapomnieliśmy zaproponować im wspólny obiad/ wypad na kolację/ imprezę/ lub coś w tym stylu. Taki był plan, ale nerwy zrobiły swoje. No nic, trudno – ich strata! ;)
W każdym razie, On – Dawid wziął sobie Ją – Karolinę za żonę. I żyli dłu… No dobra, jeszcze trochę przed nami.
Po zjeździe windą na dół, zjechało również ciśnienie… u obojga. Zaznaczę – gdyby ktoś chciał wiedzieć – pobraliśmy się w dniu 2 grudnia 2014r, także z życzeniami zapraszam dopiero za rok! (;d). Dla zainteresowanych dodam jedynie, że formalności były proste i mało uciążliwe.

Ten wpis będzie już przedostatnim dotyczącym Bangkoku. Na sam koniec nasze podróży przed/ w trakcie/ po ślubnej wrócimy tutaj i spędzimy jeszcze dwa dni!
Następne miejsce, w którym się znajdziemy to będzie Malezja – Kuala Lumpur.
Czołem!

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group