Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 16 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 26 Lut 2016 14:34 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
Hej,
jest to kolejna relacja, w której bohaterami będą moje dzieciaki Piotrek - 5,5 roku i Hania - 2,5 roku (niektórzy z Was znają już ich z niedokończonej relacji z Australii). Kilka dni zastanawiałem się czy pisać tą relację, bo obok @zawiert pisze bardzo fajną relację on-line, ale tak się złożyło, że odwiedziliśmy zupełnie inne miejsca, więc mam nadzieję, że będzie to dla was fajne porównanie tras :)

Inspiracją do tej podróży była książka “10 Niesamowitych przygód Neli” - http://www.tvp.pl/tvp1/v4tvp-1/v4patron ... i/14357570 , na którą składają relacje kilkuletniej “reporterki”. Mój syn dostał tą książkę od babci i słuchanie relacji stało się jego ulubionym sposobem na zasypianie. W książce opisane są (z nieco zbyt dużą dawką fantazji) wizyty dziewczynki w Tiger Kingdom i dzień spędzony w schronisku dla słoni. Po 10-ciokrotnym wysłuchaniu tych relacji Piotrek zaczął mi wiercić w brzuchu dziurę abyśmy też pojechali w te miejsca, w skutek czego właśnie wróciliśmy z 2,5-tygodniowej wycieczki do Tajlandii :)

Przygotowania

W Tajlandii 90% posiłków jada się na ulicy, więc zaszczepiliśmy nasze dzieci na WZW A (koszt 115zł./os. w przychodni rejonowej). Po analizie danych WHO o malarii w Tajlandii nie zdecydowaliśmy się na żadną profilaktykę. Później raz użyliśmy miejscowego repelentu.

90% przygotowań wiązało się z przejazdem przez Białoruś. Ponieważ z lotów z Mińska korzysta dużo osób opiszę moje doświadczenia przy okazji tej relacji.

Niezbędne było wyrobienie wiz na Białoruś. Wiza wyrabiana była w Ambasadzie w Warszawie. Kupiliśmy podwójną wizę tranzytową (2x2 dni) w cenie 15Euro osoba dorosła. Dzieci za darmo. Wyrobienie wizy jest bezproblemowe, wymaga jedynie dwukrotnej wizyty w Ambasadzie. Opłata za wizę musi być wniesiona w banku Millenium (który mieści się 100m od Ambasady) w dniu złożenia wniosku. Lepiej przynieść euro, bo płatność w złotówkach jest po zbrodniczym kursie (30Euro=148zł). Do wyrobienia wizy potrzebne jest też ubezpieczenie KL ważne na Białorusi. Wyrabiałem przez internet (mailowo) w AXA - 52zł za 4 osoby. Wydruk elektronicznego potwierdzenia zawarcia ubezpieczenia wystarczył do wyrobienia wizy.

Do Mińska zdecydowaliśmy się pojechać samochodem, co wymaga wyrobienia Zielonej Karty. Ponadto standardowe ubezpieczenie AC nie działa na Białorusi. Co więcej jeśli nie jest się właścicielem samochodu należy mieć notarialne użyczenie samochodu z tłumaczeniem przysięgłym na język białoruski. Przez ten ostatni wymóg o mało co prawdopodobnie zakończylibyśmy wycieczkę na granicy białoruskiej. Planowaliśmy jechać moim samochodem służbowym. Zadbałem o ubezpieczenia, ale jakoś nie doczytałem informacji o notarialnym użyczeniu. Dzień przed wylotem z Mińska o godzinie 17:00 przed wyjściem z pracy postanowiłem jeszcze raz przeczytać informacje o opłatach za autostrady na Białorusi. I pierwszy raz trafiłem na powyższą informację. Po jej przeczytaniu włosy mi się zjezyły. Telefon do żony i decyzja - jedziemy jej samochodem. Należą się tu podziękowania dla AXA - Zieloną Kartę otrzymaliśmy o 19:30, mimo, że ich BOK pracuje do 17,a standardową procedurą jest wysyłanie Zielonej Karty pocztą.


Trasa
Załącznik:
trasa.png


Mińsk-(Budapeszt)-Pekin-Bangkok MSQ-(BUD)-PEK-BKK (AirChina)
Bangkok-Chiang Mai DMK-CNX (Thai LionAir)
Chiang Mai-Bangkok-Surat Thani DMK-URT (Thai LionAir)
Nakhon Si Thammarat-Bangkok (Thai LionAir)
Bangkok-Pekin-Mińsk (AirChina)

Wszystkie przeloty kosztowały nas 1960zł, co daje średnią kwotę 490zł na osobę.

5.02.

Wyjeżdżamy o 5:30 by spokojnie zdążyć na samolot o 18. Dzieciaki idą spać w fotelikach, a ja jadę w stronę Terespola. Portal granica.gov.pl pokazuje, że czas oczekiwania na granicy wynosi 0:00. Teraz już wiem, że oznacza to dwie godziny formalności, idiotycznego czekania i powtarzania przez kolejnych białoruskich pograniczników tych samych czynności. Granicą opuszczamy o 10:00 i w tym momencie przypominam sobie o zmianie czasu. Na Białorusi jest już południe. Masakra, nici ze spokojnego obiadu. Musimy pędzić na lotnisko. Ale nie tak szybko - należy jeszcze pobrać urządzenie do poboru opłat za autostrady (http://www.beltoll.by/). Punkt jest dobrze oznaczony, Pani pobiera z karty kredytowej 20Euro depozytu i 40Euro doładowania do wykorzystania. Urządzenie przykleja się pod lusterkiem, a przejazd przez płatne bramki sygnalizuje głośnym piknięciem. Można je zwrócić przed wjazdem do Polski - kaucja i niewykorzystany kredyt są zwracane. Traci się parę złotych na przewalutowaniach.

Po odebraniu urządzenia jest 12:30, do odlotu zostało 5,5h, a nawigacja pokazuje czas dojazdu 5h. Zaczynam się stresować, ale po chwili okazuje się, że nawigację Sygic można spokojnie wyłączyć. Jej mapy Białorusi pokazują stan sieci drogowej z czasów ZSSR. Tak naprawdę droga to przyzwoita autostrada, którą dojeżdza się pod bramy lotniska. Spokojnie jesteśmy na miejscu przed 16-tą. Cieszy też cena benzyny - 95-ka kosztuje 11900BYR za litr (2,4 zł). Samochód zostawiamy na oficjalnym lotniskowym parkingu. Cena za postój samochodu przez 2,5-tygodnia wyniosła 118 zł. Miejsc na parkingu jest bardzo dużo. Od samochodu do drzwi terminala mamy nie więcej niż 50 metrów. Po przylocie widzimy nasz samochód już z płyty lotniska. Parking jest bardzo bezpieczny. Oddając kwit zobaczyłem, że bileterce wyświetlily się zdjęcia samochodu i moje z chwili wjazdu na parking, oraz cyklicznie robione zdjęcia miejsca parkingowego na którym stał samochód.

Lotnisko w Mińsku jest nowoczesne i przyjaźnie zorganizowane. Oraz wygląda na zupełnie opuszczone. Przy check-inie byliśmy sami, przy security też. Przy kontroli paszportowej zacząłem się zastanawiać o co chodzi. Ale przy bramce było trochę osób. Miłym zaskoczeniem były relatywnie niskie ceny w barze brzy bramkach. Sam samolot Airbus A330-200 okazał się być leciwą maszyną. Sporo miejsca na nogi, ale IFE tragiczne. Działało bardzo wolno, o grze można było zapomnieć. Nawet uruchomienie filmu było czasochłonnym zajęciem. Piotrek był rozczarowany, bo dla niego sprawne “telewizorki” to najważniejsze udogodnienie podczas lotu. Na szczęście było kilka odcinków “Jake i piratów z Nibylandii”, co uratowało reputację AirChina w oczach mojego syna. Stop w Budapeszcie był długi i uciążliwy.

6.02

Kontynuujemy podróż AirChina. Zdecydowaliśmy się na przesiadkę w godzinę w Pekinie. Po przeczytaniu wielu złych opinii o tym lotnisku zacząłem się obawiać czy zdążymy. Okazało się, że bez problemu - bramki były bardzo blisko siebie. Długa kolejka do kontroli paszportowej przy tranzycie jest obsługiwana bardzo sprawnie. Z małymi dziećmi zostaliśmy obsłużeni przy security bez kolejki. Straciłem za to mój mikroscyzoryk, który przeszedł bez problemu security w Mińsku i Budapeszcie.

Samolot do Bangkoku to wysłużony Boeing 777. O locie mogę powiedzieć tyle, że z pewnością się odbył. Razem z synem zasnęliśmy zanim samolot wystartował, a obudziłem się gdy stewardesa budziła nas przed lądowaniem. Po prawie 30h od opuszczenia domu znaleźliśmy się w Bangkoku.

Biorąc pod uwagę, że jesteśmy w czwórkę najwygodniejszym sposobem podróżowania w Tajlandii okazały się dla nas taksówki. Postój na lotnisku BKK jest dobrze zorganizowany i po 5 minutach oczekiwania siedzimy już w aucie wiozącym nas do hotelu. Przy braniu taksówki z lotniska doliczana jest opłata 50THB, oraz uiszczamy opłaty za autostradę w wysokości 120THB. Sam koszt przejazdu odbywa się wg licznika. Za kurs do naszego hotelu w Silom zapłaciliśmy 450THB.

Zatrzymaliśmy się w hotelu 4* Furama Silom. Wybraliśmy go ze względu na fajnie wyglądający na zdjęciach basen. Hotel polecam dla rodzin. Pokój jest bardzo duży, dwa wygodne podwójne łóżka + kanapa stanowią świetne rozwiązanie przy podróży z dziećmi. Wadą jest wolne WiFi i nadgryziona zębem czasu łazienka. Silom jest dzielnicą biznesową i nie ma tak dzikich tłumów turystów, jak na Khao San czy w Sukhumvit. W okolicy jest dużo żarcia ulicznego, część pod turystów, a część dla miejscowych. Podstawowe dania są smaczne i tanie (od 35THB za pad thai w typowo miejscowej żarciodajni do około 100THB za rybkę w knajpie dla turystów). Duże piwko w knajpie 80-90THB. Pierwsza kolacja wypadła nieźle smakowo. Hania była bardzo podekscytowana nowym otoczeniem, a Piotrek przeżył szok związany z zaczepianiem przez miejscowych (mnie też do szału doprowadzało dlaczego połowa tajskich kobiet w średnim wieku musi zrobić mojemu synowi “guciu-guciu”, ciekawe jakby się poczuły jak ja też tak im zacząłbym robić :) ).

CD i zdjęcia w następnym poście (jeszcze ich nie zgrałem z aparatu….)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 26 Lut 2016 14:51 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3901
Masz ładne białe dzieci o jasnych włosach. Dla tamtejszych kobiet to jest wielka atrakcja :D Nie dziwię się, że były zachwycone i zaczepiały Was, a każda chciała dotknąć dziecko.
Czekam na ciąg dalszy i jakieś zdjęcia, nawet te rozmazane :lol:
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 26 Lut 2016 15:03 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
@Japonka76, to na zachętę rozmyte z komórki :)

Image


Ostatnio edytowany przez jasiub 29 Lut 2016 16:44, edytowano w sumie 5 razy
Góra
 Relacje PM off
Japonka76 lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 26 Lut 2016 15:52 

Rejestracja: 02 Cze 2014
Posty: 419
Już przez zawierta mam "niepokój", teraz i Ty mi dokładasz..... Moje dzieci juz skądś wiedzą o słoniach i "delikatnie" napomykają. Czuję sie wręcz " osaczona" :-). Pisz, pisz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 28 Lut 2016 05:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1408
Loty: 154
Kilometry: 347 723
srebrny
Moje trzy blondyneczki dzień w dzień są atrakcją, ale w sumie to nawet nam to nie przeszkadza. Adka najmniejsza zawsze w ten sposób wyłudzi owoce albo noszenie na rękach ;)

...z tapatalka...
_________________
R.

Najnowsza LIVE relacja na Forum F4F: Sto dni dookoła świata
A bardziej na żywo, więcej obrazu, mniej tekstu: https://www.instagram.com/fivetofly/
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 29 Lut 2016 16:40 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
Sortowanie zdjęć zajęło mi trochę czasu, ale za to teraz będę wrzucał już fotki na bieżąco :).

Image
Podstawowe kryterium wyboru hotelu.

7.02
Pierwszy pełen dzień wyjazdu. Po trudach podróży śpimy do 10-tej. A co, w końcu to wakacje :) Plan jest taki, że nie robimy nic na siłe, nie śpieszymy się, nie staramy się zobaczyć wszystkiego w jeden dzień. Po powrocie mogę uczciwie stwierdzić, że akurat ten plan zrealizowaliśmy w 100%.

Dziś punktem obowiązkowym jest wizyta w MBK, jednym z największych centrów handlowych w Bangkoku. Jest tam całe piętro poświęcone komórkom, w tym kilkaset serwisów dla wszystkich marek telefonów. Liczę, że naprawią mi mojego ASUS Zenfona, którego kupiłem na Tajwanie, a polski serwis naprawę włącznika wycenił na 400 zł. Ale zaczynamy od spaceru przez Silom. Na śniadanie jemy makarony z czymś zielonym, chyba bazylią i seafoodem. Za 3 dania płacimy 125THB. Jedzenie jest ostre, dla mnie ok, ale dzieci marudzą i wciągają sam makron. By ich uszczęśliwić wypijamy pierwsze kokosy (35THB) i kupujemy pociętą i workowaną papaję (20THB za porcję).

Image
Kokosy - siła napędowa moich dzieci. Tu przed parkiem Lumphini.

Przed wyjazdem przeczytałem, że wózek w Tajlandii to pomyłka i niepotrzebny balast. Jednak my byliśmy niezrażeni opiniami i zabraliśmy wózek. Uważam, że jego wzięcie było świetnym pomysłem. Hania często ucinała sobie w nim drzemkę, a gdy Piotrek się zmęczył Hania szła “na barana”, a Piotrek przejmował pojazd. Czasami było ciężko przejechać między straganami, albo stolikami, ale miejscowi zawsze byli pomocni i nikt nie skrażył się na nas w zrozumiałym języku :)

W odległości kilkuset metrów od hotelu znajduje się znany market Patpong. W dzień jest to normalne targowisko z ciuchami. Odwiedziłem go też nocą, ale nie zrobiło na mnie jakiegoś wrażenia, na filmach wygląda to znacznie bardziej wyuzdanie. Jest pełno seksklubów i dyskotek, panowie machają ulotkami z reklamą ping-pong show i tym podobnymi atrakcjami, ale nie ma ostentacyjnego nagabywania, szarpania i krzyków.

Po przejściu kolejnego kilometra stajemy przed bramą Lumphini Park. Przeczytałem, że jest to największy park w Bangkoku. Sprawia fajne wrażenie, w wodzie pływa dużo ryb, na trawnikach można spotkać warana. Jest też duży i zadbany plac zabaw, który tak przypadł do gustu moim dzieciom, że spędziliśmy na nim dwie godziny. Wiele razy już stwerdziłem, że na placach zabaw bariery językowe nie istnieją. Przy wejściach do parku jest sporo stoisk z jedzeniem. Na stawie można popływać rowerami wodnymi w kształcie łabędzi.

Image
Na placu zabaw nie ma bariery językowej.
Image
Dla starszych jest siłownia.
Image
Dla młodszych właściwie też.

Po wyjściu z parku postanowiliśmy pojechać na Siam Square, czyli do królestwa centrów handlowych Bangkoku. Piotrkowi bardzo podobały się tuk-tuki, czyli “kolorowe motorki”, wiec próbowałem coś złapać. Niestety widząc białych turystów z dziećmi kierowcy tuk-tuków dostają cenowego szaleństwa i najniższa cena za przejazd 2,5km wynosiła 150THB i nie było mowy o pojechaniu za jakąś sensowną stawkę. Taki sam scenariusz był za każdym razem gdy chciliśmy wziąc tuk-tuka ( w końcu się złamałem, ale o tym później…). Taksówki w Bangkoku wychodzą dużo dużo taniej. Pod warunkiem, że jedziemy “on meter”, czyli według wskazań licznika. Oczywiście nie każdy zgadza się na jazdę na licznik, ale prędzej czy później znajdzie się taki co pojedzie (rekord to osiem prób). Za trzaśnięcie drzwiami płaci się 35THB, a potem stawka jest niższa niż 10THB za kilometr. Za krótkie kursy w obrębie kilku głównych dzielnic nie płaci się więcej niż 60-70THB.

Po przybyciu na Siam Square znaleźliśmy się w betonowo-multimedialnej dżungli. Tłum ludzi, wielkie centra handlowe, setki telebimów. Dzieci były lekko zdezorientowane, choć Hani nie przeszkodziło to zasnąć. Udaliśmy się do MBK, gdzie po pięciu minutach znalazłem warsztat, który podjął się naprawy telefonu w 40 minut za 500THB. Troszkę pochodziliśmy po centrum, kupiliśmy jakieś kabelki i futerały. Ceny elektroniki trochę niższe niż u nas, ale nie na tyle by rezygnować z gwarancji (opłaca się kupić iPhone). Ubrania jakieś takie szmatławe. Ogólnie bez zachwytu, ale telefon naprawiony :) .

Image
Chyba nie jestem na bieżąco, bo mi najlepiej podobały się etui na komórki.

Następnie wróciliśmy do hotelu i poszliśmy na jedzeniowe szaleństwo. Tym razem wybraliśmy knajpkę (uliczną oczywiście) o bardziej turystycznym charakterze. Ceny dań z seafoodem oscylowały w okolicach 100THB. Hania delektowała się Mango Sticky Rice (80THB). Jedzenie było naprawdę smaczne, nie za ostre, ale też nie mdłe. Jedno z fajniejszych miejsc na całym wyjeździe.

Image
Naprawę smaczne jedzonko.

8.02

W końcu trzeba coś pozwiedzać. Decydujemy się na początek troszkę popływać. Bierzemy taksówakrza stojącego pod hotelem (to zazwyczaj błąd) i jedziemy na przystań. Oczywiście zamiast zawieźć nas na publiczny prom wiezie nas do przystani, gdzie są tylko turystyczne wycieczki long-tailed boat. Cena za nas to 1500THB, chyba coś im się pomyliło :) O dziwo widzę, że inni płacą (!). Odchodzimy, opieprzam taksówkarza, który krzyczy special discount 1200THB. Publiczna przystań jest jakiś kilometr dalej. Po drodze jemy obiad (ceny jak zwykle 50-100THB w zależności od dania, kura taniej, seafood drożej). Chyba poszliśmy w drugą stronę, bo dochodzimy do Pier 3 (Si Phraya) koło hotelu Sheraton. Dzieci strajkują (a to dopiero drugi dzień) i żądają bagietki (40THB).

Image
Tymi nie pływamy - koszt 300THB od osoby. Publiczny prom kosztuje 13 :) .

Zamiast popłynąć od razu na stare miasto przepływamy promem na drugą stronę rzeki (3THB/os.) i idziemy na Kongsan Market. Jest to najlepsze targowisko, jakie odwiedziłem. Poza nami 0 turystów. Ceny wyjściowe niższe niż gdzie indziej i niestety mozna kupić wiele koszulek z myszką miki i minionkami. Efekt tej wizyty zobaczycie na zdjęciach.

Image
Nie dość, że trzeba zapłacić to jeszcze zapozować by kupić torebkę.

Image
Tak wygląda okolica gdy przeszliśmy o jedną ulicę za daleko.

Wracamy również promem i w końcu wsiadamy na łódź w kierunku starego miasta(13THB/os.). Na zwiedzanie Grand Palace jest już za późno (zamykają o 15:30), więc wysiadamy przy Tha Tien i idziemy do świątyni Wat Pho - Odpoczywającego Buddy (wstęp 50THB, dzieci za darmo). Monumentalny posąg robi wrażenie nawet na Hani.

Image
Poglądowa mapka promów z ważnymi przystaniami.


Image
Zarządzanie ludźmi wsiadającymi na prom jest bardzo nerwową pracą. Wydaje mi się, że kamizelka ratunkowa jest jak najbardziej na miejscu.

Image
Taki duży…

Image

Image

Image

Image

Image
Placów zabaw nie ma, ale świątynie ostatecznie też mogą być.


Dziś jest Chiński Nowy Rok, więc chyba najlepiej go uczcić w Chinatown. Piotrek upiera się by wziąć tuk-tuka. Moje wrodzone skąpstwo i niechęć do bycia robionym w balona nie pozwala mi na zapłacenie 150THB za krótką przejżdzkę. Syn się buntuje, a Hania zasypia w wózku. Ze śpiącą córką do taksówki nie wsiądziemy, więc wspinam się na szczyt moich zdolności negocjacyjnych i znajduję chętnego do jazdy za 80THB (ciekawe ile płacą miejscowi, gdzieś czytałem, że 20). Rozłożony wózek z Hanią w środku ładujemy do tuk-tuka i jedziemy. Piotrek jest przeszczęśliwy, a Hania cały przejazd przesypia.

Image
Ciężko zrobić zdjęcie w tuk-tuku, gdy jedzie się w cztery osoby, w tym jedna w rozłożonym wózku.

Lądujemy w Chinatown. Dzicz. Takich tłumów to chyba jeszcze w życiu nie widziałem. Dziesiątki, a może setki tysięcy ludzi na ulicy, tysiące straganów, główna ulica zamknięta. Smoki, baloniki, jednym słowem szaleństwo. Strach, że się zgubimy, przepychanie z wózkiem to koszmar. Zjeść też nie ma gdzie, bo na stojąco nie da rady z dziećmi. Nie ma też nigdzie tyle miejsca by usiąść z wózkiem. W końcu znajdujemy miejsce, gdzie zwalnia się stolik i siadamy. Zamawiamy jedzenie. Czytałem, że w Chinatown jest najlepsza kuchnia uliczna, a jestem bardzo rozczarowany - żarcie dość drogie (np. jeden kawałek ryby smażonej 100THB) i do tego jakieś takie bez smaku. Hania budzi się, Piotrek przejmuje jej miejsce w wózku i zasypia. Musimy przejść na drugą stronę głównej ulicy by złapać taksówkę. Przejście tych 300-500 metrów zajęło nam godziną. W końcu wydostajemy się dzikiego tłumu i jedziemy do hotelu. Było to specyficzne doświadczenie, nie odczułem radości noworocznej zabawy, a zmęczenie przepychaniem się i strach przez zmiażdżeniem. Z radością wysiadamy w spokojnym Silom.

Image

Image

Image

Image
Kilka fotek z Chinatown. Zdjęcia zdecydowanie nie oddają tłumu jak był na ulicach.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 29 Lut 2016 17:09 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3901
Dzieci są urocze :) i jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem jak Wam się udało z wózkiem przeciskać w takim tłumie.
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 29 Lut 2016 17:20 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
Uratowały nas moje duży rozmiary i skuteczne przejeżdżanie po nogach :)
Góra
 Relacje PM off
jobi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 29 Lut 2016 19:50 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
9.02

Dziś wieczorem lecimy do Chiang Mai. Wylot mamy o 18, więc cały dzień przed nami. Zaczynamy od owocowego śniadania i jeszcze raz ruszamy na przystań promową. Piotrek zachęcony wczorajszą jazdą tuk-tukiem domaga się ponownej. Dla spokoju ducha zatrzymuję pierwszego z brzegu. Mówię Piotrkowi, że za 50 jedziemy, drożej nie. Kierowca miał jakiś siódmy zmysł. Za 50THB jedziemy do przystani. OK, tyle samo zapłaciłbym za taksówkę, więc warto się trochę pościskać. Dojeżdzamy na Sathorn Pier i wsiadamy na łódź do Tha Tien. Naszym celem jest Wat Arun. Większość turystów zwiedza wszystkie świątynie i Grand Palace w jeden dzień, nam zajęło to trzy :).

Image
Śniadanie

Image
Na promie

Image
Nasz cel…

Do Wat Arun trzeba jeszcze przepłynąć promem (3 THB). Sama świątynia zrobiła na mnie mniejsze wrażenie niż Wat Pho. Być może przez toczący się remont. Wracamy tą samą trasą. Z Sathorn bierzemy taksówkę na lotnisko, po drodze zatrzymujemy się w hotelu po bagaże. Nasz taksówkarz otrzymuje ode mnie miano ślimaka roku. Przejazd na lotnisko zajął mu 1,5h i nawet tuk-tuki nas wyprzedzały (koszt 230THB + 50 za autostradę). Wprowadziło to trochę nerowowości, ale szczęśliwie zdązyliśmy.

Image
Może zdjęcie w przebraniu za 100THB?

Image

Image
Wat Arun

Image

Image
Mnich spokojny i nie ...

Wszystkie loty wewnętrzne odbyliśmy Thai LionAir. I muszę o tych liniach wyrazić się w samych superlatywach. Wzięliśmy je bo były tańsze od AirAsia (łatwiejsze do zbicia ceny - to uwaga dla miłośników TS) i pozwalają na zabranie 15kg bagażu rejestrowanego za darmo. Latają na nowiutkich Boeingach 737-900. Czysto, miło, sporo miejsca na nogi i darmowy poczęstunek (jak w LOT - woda i ciasteczko). Nasz bagaż miał 20kg i nie stanowiło to problemu na żadnym lotów - liczyła się suma wagi wszystkich bagaży. Wszystkie loty były punktualne i bezproblemowe. Naprawdę polecam.

Po wylądowaniu na lotnisku w Chiang Mai trzeba wziąć taksówkę do centrum. Lotnisko oferuje przejazd Airport Taxi lub Radio Taxi w cenie 160THB za mały samochód i 260THB za duży. Niestety z uporem maniaka taksówkarze nie zgadzali się byśmy wsiedli do małego samochodu (czyli normalnej taksówki, do której zawsze bez problemu się mieśclilśmy) i żądali dopłaty do big car. Do bramy lotniska jest 100m. Za nią widać ulicę i jeżdżące po niej taksówki. Nie damy się, za 100THB to można wypić 3 kokosy :) Więc idziemy do bramy. zanim doszliśmy dogonił nas jeden z taksówkarzy i mówi, że nie ma problemu - zawiezie nas big car za 160. Czyli jednak się da :).

Pierwszy nocleg mamy w Sindy Guesthouse na starym mieście. Trafiliśmy tam w wyniku pomyłki. Rezerwując noclegi i przeloty przesunąłem daty o 1 dzień. Niestety nasz Junior GuestHouse był w pełni obłożony na 1szą noc i nie pozostało mi nic innego jak zarezerwować dzień przed przyjazdem coś innego. Sindy Geusthouse był tylko 50m dalej, więc szybko klepnąłem rezerwację na booking.com. Warunki były adekwatne do ceny 330THB za 3-osobowy pokój. W okolicy jest bardzo dużo pensjonatów w standardzie backpackerskim i wywieszone ceny zaczynają się od 250THB za pokój. WłaścicieLka Sindy okazała się bardzo sympatyczną kobietą i miło nam się wieczorem gadało. W okolicy - tuż za murami starego miasta jest bardzo dobra ulica z jedzeniem, lepiej i taniej niż w jego obrębie. Miejsce poleciła nam Sindy i codziennie jedliśmy tam kolację. Atmosfera rewelacyjna (panie rysowały z naszymi dzieciakami), jedzenie smaczne i tanie (rewelacyjny ryż smażony z krewetkami - 50THB, genialne, choć baaardzo ostre green curry - 70THB, piwo 60THB duża butelka).

Image

Image
Mapka i zdjęcie stoiska z genialnym jedzeniem.
Góra
 Relacje PM off
jobi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 14 Mar 2016 15:00 

Rejestracja: 15 Lut 2016
Posty: 300
Loty: 111
Kilometry: 133 112
To już koniec? :)
_________________
2018: Anglia, Litwa, Austria, Węgry, Kosowo, Albania, Czarnogóra, Włochy, Rosja, Holandia, Hiszpania
2019: Chorwacja, Niemcy, Czarnogóra, Czechy, Chiny
2020: Hiszpania i...:/
2021: Litwa
2022: Albania...
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 14 Mar 2016 15:04 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
Ależ nie,ale miałem przerwę na kolejny wyjazd. Jak odeśpię to wrzucę następną część...
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 21 Mar 2016 16:52 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
Na ostatnim warszawskim spotkaniu F4F oberwało mi się kilka razy, że nie kończę relacji… Na poprawę nigdy nie jest za późno :)

10.02

Zaczynamy od przeniesienia się do naszego docelowego hotelu. Junior Guesthouse ma świetne oceny w necie i dużej mierze się z nimi zgadzam. Zarezerowaliśmy 3-osobowy pokój z klimą, czy największy i najlepszy w hostelu. Pokój czysty, klima sprawna, obsługa bardzo miła. Jednak jeśli przeszkadza wam grzyb na suficie w łazience wybierzcie coś z wyższej półki. Nie warto też korzystać z restauracji, 50m. dalej “na ulicy” lepiej, szybciej i taniej. Przez hotel zarezerwowaliśmy słonie. Chcieliśmy jechać do Elephant Nature Park, ale nie rezerwowaliśmy z dużym wyprzedzeniem bo jest to droga impreza, a z dziećmi różnie bywa. Ostatecznie okazało się, że niestety nie ma już szans by odwiedzić ten camp. W okolicach Chiang Mai jest co najmniej kilkanaście podobnych obozów, w których trzepią kaskę na non-profit opiece nad słoniami (bez jazdy, sztuczek itp.). Większość z nich ma dobre opinie na tripadvisorze. Po dyskusji i pod wpływem zachęt pana z hostelu zdecydowaliśmy się na Smile Elephant. Przekonała nas mała grupa - oprócz nas były tylko 2 osoby :) Za dzień ze słoniami zapłaciliśmy 5200THB.
Image
Pod hostelem.

Dziś mamy zaplanowaną wizytę w świątyni Doi Suthep, która leży w odległości 15 km od centrum Chiang Mai, na wysokości 1676 m. Taksówki w Chiang Mai są znacznie droższe niż w Bangkoku (z białymi turystami nie jeżdzą na licznik), więc pozostaje transport publiczny. Do Doi Suthep dojechaliśmy songthaew, czyli pickupem przerobionym na taksówkę. Przejazd kosztuje 50THB od osoby, a taksówka rusza gdy jest pełna (my czekaliśmy z 10 minut). Sama świątynia jest uważana za jedną z najładnieszych w Tajlandii. Turyści płacą 30THB wstępu (dzieci nie). Podobała nam się, dzieciom szczególnie schody (z wężem długim na trzysta ileś tam schodów). Z góry rozpościera się wspaniała panorama na Chiang Mai. W dół zjechaliśmy windą (a właściwie czymś na kształt kolejki górskiej), ponieważ Hania zasnęła podczas ekscytującego zwiedzania. Otoczenie świątyni jest kolorowym jarmarkiem (ktoś nazwał je egzotycznymi Krupówkami i jest to adekwatne określenie).

Image
Schody są fajne.
Image
Ale wysokie…
Image
A w Świątyni dużo złota


Z Doi Suthep udajemy do Hmong Village. Omijamy kilkanaście songthaew, które mają “fixed price” 60THB do góry i tyle samo na dół (o ile zbierze się cały samochód). Zgaduję przypadkowego kierowcę pickupa i uzgadniam, że za 400THB zawiezie nas, poczeka i wieczorem odstawi do Chiang Mai. Hanię wrzucamy na pakę w wózku i po raz kolejny podróż przesypia. Sama wioska jest mocno turystyczna. Widoczki są ładne, na straganach wykonywane na miejscu ubrania i pamiątki. Cepelia. Dzieciom podobają się miejscowe ubrania i Hania dostaje góralską kieckę w wersji tajskiej. Za wstęp nad rzekę trzeba zapłacić 10THB od osoby. A może to za wstęp do toalety, nie jestem pewien. Mieliśmy spędzić w wiosce być godzinę, a byliśmy ponad dwie. Nasz kierowca nie był zły, a do Chiang Mai zawiozła nas jego córka.

Image
Trwa produkcja kiecek…
Image
A to można zobaczyć w części płatnej...
Wieczorem odwiedzamy dwie przypadkowe świątynie. Nie pamiętam już ich nazwy, ale dzieciom bardzo podobały się figurki zwierząt.

Image
Fajne te Świątynie z placami zabaw…

11.02

Dziś słonie. Szybkie śniadanie w hotelu (tosty z dżemem) i o 7:45 ruszamy. Jedzie z nami para Hiszpanów. Chłopak nie mówi po angielsku, dziewczyna tak sobie, więc za dużo nie pogadaliśmy. Droga jest bardzo wyboista i dość męcząca. Zajmuje prawie 2h. Na miejscu od razu widzimy słonie. Dostajemy wodę i stroje do przebrania. Nawet na mnie znalazło się coś w odpowiednim rozmiarze. Choć nie powiem wyglądałem delikatnie mówiąc dziwnie, zdjęcia nie zamieszczam :) . Po przebraniu zaczynamy od zapoznania się ze słoniami. Dla nas (ze względu na dzieci) są 2 maluchy - 2 i 4 lata. Oba bardzo sympatyczne i zwariowane. Hiszpanie bawią się z dużą dorosłą słonicą (24 lata). Słoniami opiekuje się kilka osób, widać, że bardzo o nie dbają. My słonie polubiliśmy od razu, one nas po kilku workach bananów też. Banany można podawać do trąby oraz bezpośrednio do pyska (komenda apa-bon). Hania jest raczej nieufna i banany rzuca, do trąby podaje nieśmiało. Ale apa-bon bardzo jej się spodobało. Piotrek jest w swoim żywiole. Chyba wszyscy razem świetnie się bawią. Tak na oko 50 kg. bananów znika w kosmicznym tempie. W związku z tym przygotowujemy klasyczną (?) słoniową papkę - z jakichś liści, ziaren, bananów i soli. Razem utarte podaje się słoniom. Na koniec słonia należy napoić - prosto z węża. Cała zabawa zajęła nam ponad 2h. Naprawdę nie wiem kiedy ten czas upłynął. Dostajemy lunch - prosty,wegetariański, ale bardzo smaczny. Deserem w postaci arbuzów dzielimy się ze słoniami.

Po lunchu idziemy do rzeki. Czas na kąpiel. Najmłodszy maluch idzie do mamy napić się mleczka. Z nami zostaje starsza dwójka. Kąpiel jest niesamowitą frajdą dla Piotrka. Bezkarne umazanie się błotem siebie i słonia jest rewelacyjne. Potem następuje mycie i czyszczenie szczotkami do butów. Młody słonik zdecydowanie przy tym się wygłupia. Próbuje np. stanąć na trąbie. Zabawa trwa z 2h. Na końcu słonie są czyste i chyba zadowolone. My czyści nie jesteśmy, trzeba się umyć. Można też pozjeżdżać po kamieniach. Piotrkiem opiekowało się chyba z 4 chłopaków, przez co cały czas było bezpiecznie, mimo, że zabawa była dość dzika. Po wszystkim wracamy do wioski. Dostajemy herbatę i przebieramy się nasze suche ubrania. Po czym możemy się jeszcze pobawić ze słoniami. Dzieciaki ganiają słonia,a on ich. Nawet Hania przekonała się do przutulasków ze słoniem. Smakołyki zdecydowanie pomagają w zabawie, choć okazuje się, że słoń równie chętnie wcina podane mu zielsko. W końcu nadchodzi czas pożegnania - machamy słoniom, a one nam nie:) Do Chiang Mai jedziemy ponad 1,5h. Kierowca pędzi na złamanie karku, dzieci nie czują się dobrze. Dopiero po mojej reprymendzie kierowca zwolnił i zaczął jechać z normalną prędkością.

Dzień, ze słoniami był dla mnie najlepszym z całej wycieczki do Tajlandii. Jest to niesamowite przeżycie, zarówno dla nas, jak i dzieciaków. Przy czym wydaje mi się, że zdecydowanie nie odbywa się to kosztem słoni. Nie było zmuszania ich do czegokowiek, a ludzie którzy się nimi zajmowali sprawiali wrażenie, że są z nimi zżyci. Mimo wysokiej ceny - polecam.

Image
Na początku jest pewna nieufność.
Image
Ale po chwili i kilkudziesięciu kilogramach bananów nie ma po niej śladu.
Image
Image
Po posiłku trzeba się napić.
Image
I wymazać błotem.
Image
A potem mycie pleców.
Image
Chyba było troszkę za mocno.
Image
A na koniec obowiązkowe wspólne fotki.


Wieczorem powłóczyliśmy się po starym mieście. Na każdym kroku nowa ładna świątynia. Szczerze mówiąc po jakimś czasie już mi się myliły. Co za dużo to też nie zdrowo.

CD niebawem :)
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 20 Sty 2017 19:13 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
Dostałem ostatnio reprymendę, że nie kończę relacji... Więc poprawiam się ...

12.02.

Tego dnia się obawiałem się już przed wyjazdem z Polski. Moje dzieci bardzo głośno wyrażały chęć odwiedzenia Tiger Kingdom. W książce Neli było “podkoloryzowane” opowiadanie jak to Nela karmiła małego tygryska, spała z nim i nadała mu imię. Efekt taki, że skoro Nela była to my też musimy zrobić to samo.

Próbowałem negocjacji. Ale nic nie dało tłumaczenie, że płacenie za wchodzenie do klatek z tygrysami jest słabe, że zwierzątka się męczą i że lepszym pomysłem jest zobaczenie jeszcze dziesięciu pięknych świątyń. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy.

Tiger Kingdom leży jakieś 18km od Chiang Mai i nie ma za bardzo transportu publicznego. W związku z tym wynajęliśmy za 400THB tuk-tuka na cały dzień.

Model biznesowy Tiger Kingdom nie podoba mi się. Tygrysy są w klatkach, a ludzie płacą 500 (średnie)-700 (małe, duże) - 1000 (biały) THB za możliwość fotografowania się z nimi. Czas w klatce to 10-15 min. i wchodzi następna grupa. Spotkało mnie szczęście - przy kasie okazało się, że żeby wejść do klatki z tygrysem trzeba mieć 120 cm wzrostu. Piotrkowi zabrakło dwóch. Wstęp bez wchodzenia do klatki kosztuje 250THB (dzieci za darmo). Przez godzinę oglądaliśmy z zewnątrz jak się bawią małe małe tygryski. Faktycznie były zabawne i ożywione. Wejście do klatki było stratą pieniędzy, bo zwierzęta były zbyt ożywione by ich dotknąć. Duże i najmniejsze tygrysy spały i generalnie zlewały intruzów.

Image
Liczę sobie 700THB za 10 min. zabawy

Image
A zabawa wygląda tak …

Piotrek miał też dużo szczęścia - trafiliśmy na moment, w którym opiekun obcinał tygrysowi pazury. Walczył ze zwierzakiem chyba ½ godziny. A Piotrek siedział cały czas i patrzył. W końcu udało się zrobić tygrysowi manicure, a Piotrek dostał w nagrodę obcięty pazur. Teraz gdy pytamy go co było najfajniejsze w Tajlandii - odpowiedź może być tylko jedna “pazur tygrysa”.

Image
Uroczyste przekazanie pazura

Po wizycie w Tiger Kingdom pojechaliśmy do wioski Long Neck Karen. Mi samookaleczanie by sprzedawać się w skansenie nie podoba się, ale Nela była, więc my też musimy. Wstęp do wioski kosztuje 500THB (dzieci za darmo). Na znak protestu (i ze skąpstwa) nie poszedłem, tylko czekałem przed wejściem. Wrzucam zdjęcie autorstwa mojej żony :).

Image
Sesja zdjęciowa jest obowiązkowa.


Na zakończenie odwiedziliśmy Bai Orchid and Butterfly Farm (wstęp 50THB, dzieci za darmo). Nic oszałamiającego, po prostu ogród z kwiatkami, ale ładny i przyjemny.

Image
Po prostu ładne kwiatki.

Po powrocie do Chiang Mai poprosiliśmy o podrzucenie nas do Wat Chedi Luang, podobno najważniejszej świątyni w mieście. Dzieci mają gdzie pobiegać i potłuc w dzwony. Z niej udaliśmy się do Wat Phra Singh, która zrobiła na mnie mniejsze wrażenie. Następnie stwierdziliśmy, że mamy dość świątyń i udaliśmy się na kolację. Ryba grilowana z czosnkiem (250THB) w ulicznej knajpie o szumnej nazwie Seafood restaurant (zaraz koło posterunku policji) była naprawdę zacna. Tak zakończył się nasz pobyt w Chiang Mai.
Image

Image
Wat Chedi Luang

Image
Moje dzieci dzwonienie opanowały po mistrzowsku. Szkoliły nawet miejscową młodzież.

CDN.


Ostatnio edytowany przez jasiub, 23 Sty 2017 11:40, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 20 Sty 2017 21:36 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 102
Loty: 81
Kilometry: 176 763
Musiałam czytać od początku :lol: :lol: :lol: bo zapomniałam o czym pisałeś ;) ;) 8-) 8-) .Kiedy się spodziewać dalszej relacji? ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 20 Sty 2017 22:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Mar 2016
Posty: 43
Loty: 4
Kilometry: 18 452
Czekamy na dalszą część. Dzieci i Tajlandia - to trzeba będzie przerobić ;-)

Gratuluję finezji przy złożeniu biletów... :lol:
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 23 Sty 2017 11:27 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2843
złoty
W takim razie szybciutko kończę :)

13.02.

Dzień transferu na Koh Samui. Na początku mieliśmy lecieć AirAsia bezpośrednio do Surat Thani, ale tak długo szukałem dealu na bilety, że ich cena drastycznie skoczyła. Pozostała więc opcja z przesiadką w Bangkoku.

Mieliśmy za mało czasu by z dziećmi gdzieś pojechać podczas przesiadki w Bangkoku, więc poszliśmy na spacer w okolicy lotniska. Po wyjściu z terminala można przejść niebieską kładką nad autostradą. Następnie przez przejazd kolejowy i jesteśmy w normalnej, obskurnej dzielnicy Bangkoku. Połaziliśmy po straganach, zjedliśmy obiad (bardzo tanio i licho), zwiedziliśmy jakąś halę targową z chemią i ledwo zdążyliśmy na samolot.

W Surat Thani wylądowaliśmy o 16:40,co trochę mnie to stresowało, bo ostatni autobus na prom według danych z internetu odjechał o 16:00. Na miejscu okazało się, że oczywiście jest firma, która wozi na ostatni prom o 19. Cena wynosi 250THB za przejazd do promu, 400 z promem i 550 z transferem do hotelu. Sam prom kupowany oddzielnie bezpośrednio na przystani w Donsak kosztuje 120THB. Na Koh Samui pływają 3 promy - samochodowo-pasażerski Raja , pasażerski Sontak i szybki katamaran Lomprayah. Dwa pierwsze płyną w 1,5h, Katamaran w 45minut. My płyniemy tym pierwszym. Wszystkie mają swoje własne oddzielne nabrzeża w Donsak i dopływają w różne miejsca na Koh Samui. Zdecydowaliśmy się na opcję z transferem do hotelu, co kosztowało 1650THB za wszystkich (Hania za darmo). Na pewno można zrobić to taniej. Autobus jest bardzo komfortowy, prom duży, nieco brudny z bardzo wygodnymi siedzeniami, toaletami i tanim sklepem. Hitem wśród pasażerów są kubki z zupkami, które można zalać wrzątkiem.

Raja Ferry dopływa do Lipa Noi. Na miejscu działa mafia taksówkowa i jest wywieszony cennik - 200THB za transfer do hotelu od osoby. My mieliśmy transfer w cenie, więc problemu nie było. Przy okazji, jeszcze na lotnisku zostaliśmy oznaczeni za pomocą zestawu różnokolorowych naklejek. Dzięki temu pierwszy raz poczuliśmy się jak kurczaki z relacji @pestycydy :)

Po długim i męczącym dniu dotarliśmy do naszego hotelu - Kanlaya Park, który znajduje się przy Maenam Beach. Zafundowaliśmy sobie bungalow, który idealnie odpowiadał potrzebom łóżkowym naszej czteroosobowej rodziny. Miejsce jest naprawdę fajne i polecam je (szczególnie w kategoriach cena/jakość). Wady to spora odległość od plaży (z 200-300m. , ale trzeba przejść przez ulicę) i słabo działające Wifi.

Image
Nasz domek.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 16 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group