Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 16 Gru 2015 14:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Ja jadlem. Powiem tak: warto bylo sprobowac dla samej "innosci" tego dania. Walorow smakowych niewiele :). Lama duzo smaczniejsza.
Góra
 Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 16 Gru 2015 14:39 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
o kurcze, niezła cena, my nawet nie zapytaliśmy ile kosztuje
a lamy, alpaki też jedliśmy :D
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 16 Gru 2015 16:59 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
15.11 niedziela, dzień 9
Półmaraton
Trasa: Cuzco - Hydroelektrownia - Aguas Calientes

Dzień zaczynamy od pakowania, potem szybkie śniadanko, zostawiamy bagaż pod drzwiami przechowalni w nadziei, że ktoś go tam wspaniałomyślnie umieści i lecimy na miasto. Po drodze znajdujemy bankomat, gdzie wypłacamy sole i dolary. Plan jest taki, aby dotrzeć do Machu Picchu nie rujnując się przy tym z oszczędności ;)
Wchodzimy do napotkanej agencji. Cena 70 soli/os za dojazd do hydroelektrowni i powrót do Cuzco wydaje się być bardzo przyzwoita. Poprzedniego dnia najtaniej udało nam się znaleźć za 90 soli. Istnieje jeszcze opcja dojazdu na własną rękę z przesiadkami w Santa Maria i Santa Teresa ale kosztowo wyszłoby nam pewnie bardzo podobnie a nie sprawdziliśmy jak?, skąd? i o której? Przystajemy więc na propozycję agencji. Wymagało to kontaktu z kierowcą busa, zatrzymaniem go, zapakowaniem nas do taksówki i dowiezieniu na busa, który opuszczał już miasto. Siedmiogodzinna trasa w większości mocno zakręca a końcowe ok. 10 km to niemalże wertepy - brak utwardzonej nawierzchni oraz w większości niezabezpieczone zbocza urwiska. Trasa daje w kość ale widoki są przednie!
Załącznik:
P1170563.JPG

Załącznik:
P1170589.JPG

Załącznik:
P1170593.JPG

Załącznik:
P1170603.JPG

Załącznik:
P1170612.JPG

Wysoko w górach, w deszczowej atmosferze mijamy hasającego radośnie przy drodze chłopczyka, na oko 4-letniego, zastanawiamy się gdzie jego rodzice, w pobliżu odnotowaliśmy tylko psa :?
Załącznik:
P1170553.JPG

O 14.30 docieramy do hydroelektrowni, skąd wyruszamy w nasz trzygodzinny marsz. Podobnie jak zza szyby busa, tak i tu widoki są wspaniałe, miło się więc spaceruje mimo, że do przejścia jest spory kawałek. Wkurzają jedynie mikromuszki, które na nieosłoniętych częściach ciała pozostawiają całe mnóstwo krwawych punkcików :x Mamy nadzieję, że to nie żadna zaraza tropikalna :D
Załącznik:
P1170646.JPG

Załącznik:
P1170647.JPG

Załącznik:
P1170663.JPG

Załącznik:
P1170677.JPG

Załącznik:
P1170710.JPG

Załącznik:
P1170736.JPG

Załącznik:
P1170743.JPG

Załącznik:
P1170748.JPG

Pod wieczór docieramy do Aguas Calientes, gdzie prowadzimy akcję poszukiwawczą zarezerwowanego wcześniej obiektu, nie idzie nam to najlepiej, decydujemy więc anulować rezerwację i znaleźć coś innego w centrum, ostatecznie śpimy za 50 soli w miejscu, którego nazwa nie została przez nas zapamiętana ale generalnie i tak nie ma czego polecać, bo w środku nocy obudziły nas kocie harce :? Wychodzimy coś zjeść, przy okazji obchodzimy miasto i zaopatrujemy się w pamiątkowy magnesik. Potem powrót i sen (z przerwami :x) prawie do rana ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 16 Gru 2015 22:38 

Rejestracja: 10 Sie 2011
Posty: 476
Loty: 12
Kilometry: 12 344
niebieski
dalej proszę :) fotki robią wrażenie :mrgreen:
Góra
 Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 16 Gru 2015 23:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3280
złoty
90% zdjęć jest niedoświetlonych
aż się dziwię, że z tak zacnego aparatu takie badziewie pokazujecie
ustaw sobie pomiar światła na centralnie ważony a nie wielosegmentowy,
poczytaj o pomiarze światła, przysłonie, czasie, balansie bieli bo szkoda tej lx5
serce się kraje

chyba, że aparat jest walnięty
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off
cu86 lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 17 Gru 2015 01:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
@cypel To relacja z podróży a nie konkurs World Press Photo.Wyluzuj. ;)


Ostatnio edytowany przez igore, 17 Gru 2015 09:28, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 17 Gru 2015 01:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sie 2013
Posty: 161
igore napisał(a):
Ja jadlem. Powiem tak: warto bylo sprobowac dla samej "innosci" tego dania. Walorow smakowych niewiele :). Lama duzo smaczniejsza.


Zgadzam się. Dla mnie smak porównywalny do starej wybieganej kury ;). Aczkolwiek możliwe, że wymaga odpowiedniego spreparowania (my próbowaliśmy domowej roboty na wiosce). Bo jak sobie pomyślę, że gdybym znał wołowinę tylko z boliwijskich garkuchni, to sądziłbym, że to strasznie kiepskie mięso.
_________________
Nasze blogi:
https://treeclimbing.academy
https://fotografia.marzenawystrach.com
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 17 Gru 2015 10:31 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
@poncz rozwaliło mnie porównanie do starej wybieganej kury :lol:
@cypel obiecuję, że sprawdzę o czym do mnie rozmawiasz, choć w kontekście wydarzeń z końca wyjazdu (o których jeszcze nie wiesz, ale może poczytasz za jakiś czas) cieszę się, że mogę tu cokolwiek wstawić ;) niemniej podzielam również zdanie @igore - tak wiem, jestem mało krytyczna wobec siebie :D
@dialam zaraz wpadnie kolejna część :)
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 17 Gru 2015 11:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
@poncz Nawet w dobrej restauracji smakuje jak "stara wybiegana kura" :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#30 PostWysłany: 17 Gru 2015 12:40 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
16.11 poniedziałek, dzień 10
Miasto Inków
Trasa: Aguas Calientes - Machu Picchu - Hydroelektrownia - Cuzco


Zwlekamy się z łóżka, by już po chwili lżejsi o 24 usd wydane na póki co najkrótszą i najdroższą przyjemność, czyli wjazd busem pod bramę prowadząca do Machu Picchu, znaleźć się w kolejce tak samo lżejszych albo nawet bardziej - tych, którzy zapłacili tez za powrót busem do miasta. Tak szybko, jak zajęliśmy kolejkę, tak samo szybko ją opuszczamy zawróceni przez pracownika ministerstwa kultury celem zakupienia biletów na Machu Picchu. Wyżej ponoć się nie da. Ok, cała operacja zajęła nam może 5 minut. Wybraliśmy wersję biletów obejmującą wstęp na Machu Picchu oraz wejście na górę Machu Picchu Montana (nieświadomi na co się porywamy ;) ) za 142 sole od osoby. Wracamy do kolejki, by po jakiś 20 minutach, o szóstej z minutami, znaleźć się na szczycie. Nie żałujemy wydanych pieniędzy na wjazd, widać, że trekking na szczyt należy do wymagających a samopoczucie repmana po wczorajszej surowej rybie zjedzonej na kolację albo po pisco ze sfermentowanych winogron nie jest najlepsze. Za bramą ludzie się rozdzielają - cześć idzie na podbój miasta i to właśnie ta cześć bezczelnie ładuje się w kadry tych, którzy poszli wyżej, żeby mieć widok na całe miasto wraz z otaczającymi je górami ;)
Załącznik:
P1170998.JPG

My także ruszyliśmy najpierw w górę, widoki niezapomniane, włóczymy się, idziemy na most Inków – trasa bardzo ciekawa.
Załącznik:
P1170900.JPG

Załącznik:
P1170901.JPG

Wstęp na Montanę mamy od 9-10, jednak o 8 udało nam się przekupić strażnika, żeby nas wpuścił szybciej. Idziemy więc pod górę. Idziemy. Dalej idziemy. Może ta góra nie ma szczytu? - ara zastanawia się w myślach. Dochodzi 9 a o 14.45 musimy być pod hydroelektrownią, żeby złapać powrotnego busa do Cuzco, mało czasu... Robimy fotki - z połowy góry też są fajne i schodzimy w dół. Wielokrotnie zostajemy zaczepieni przez wchodzących pytaniem ile jeszcze na szczyt, odpowiadamy, że nie doszliśmy, co pewnie odbiera im ostateczną nadzieję na szybkie osiągnięcie celu ;)
Załącznik:
P1170922.JPG

Załącznik:
P1170981.JPG

Ponownie meldujemy się u strażnika, wpisujemy się w księgę wejść i wyjść, kartkujemy strony i widzimy, że przeciętnemu Kowalskiemu wejście i zejście zajmuje 3-4h! Dobrze zatem, że zawróciliśmy. Została nam godzina - obchodzimy Miasto Inków, obserwujemy lamy, odbieramy zostawiony za 3 sole w przechowalni bagaż i schodzimy w dół.
Załącznik:
P1180025.JPG

Załącznik:
P1180018.JPG

Załącznik:
P1180024.JPG

Załącznik:
P1180065.JPG

Załącznik:
P1180052.JPG

Załącznik:
P1180042.JPG

Zejście do miasta zajmuje nam przeszło godzinę, wchodzimy do knajpy i realizujemy marzenie o pizzy :)
Załącznik:
P1180102.JPG

W południe jesteśmy gotowi do dalszego marszu, zaczyna padać, narzucamy więc peleryny i idziemy dwie godziny z hakiem do hydroelektrowni. Po drodze, pod płotem widzimy duże, żółte, piękne banany :) Prowadzimy obserwację mającą na celu ustalenie ich właściciela, zjawia się jakiś gość, pytamy za ile ma banany. Pan odpowiada, ale oczywiście nie wiemy co, nie dajemy za wygraną ostentacyjnie wymawiając słowo "bananas", które brzmi chyba identycznie w każdym języku a ten dalej swoje :P Ara w akcie desperacji pyta "mówisz, że one nie są jadalne?" na co pan odpowiada "si, si!" No, to przynajmniej wiemy, na czym stoimy ;) W banany ostatecznie zaopatrujemy się u peruwiańskiej babuszki :) Bus podjeżdża z lekkim opóźnieniem. Nie ma nas na liście, ale jest niejaki Walter 8-) Przekonujemy kierowcę, że to o nas chodzi - gość z agencji, któremu płaciliśmy za przejazd też nazywał się Walter! Wszystko trzyma się kupy do czasu, kiedy zjawia się prawdziwy Walter z listy obecności :lol: Zapadamy się głębiej w siedzenia i patrzymy w inna stronę żeby nie łapać kontaktu wzrokowego z kierowcą... Prawie wszyscy się mieścimy w busie, na poboczu zostaje jedna kobieta. Ruszamy, po chwili kierowca odbiera telefon (pewnie od Waltera z agencji), coś ustala, woła repmana, sytuacja się wyjaśnia, jedziemy legalnie :) Po siedmiu godzinach, ledwo żywi docieramy do Cuzco, niestety kierowca nie chce się zatrzymać po drodze, mimo że przejeżdżamy koło naszego hotelu, łapiemy więc taksę. Repman odlicza kasę na przejazd. Kasa się skończyła! Mamy 3,5 sola :shock: przejazd kosztuje 5, dajemy co mamy i dorzucamy 1 usd, uff przeszło ;) W końcu łóżko i sen :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
lubietenstan uważa post za pomocny.
 
 
#31 PostWysłany: 17 Gru 2015 17:00 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
17.11 wtorek, dzień 11
Magiczne Cuzco
Trasa: Cuzco


Wreszcie możemy pospać. Nie goni nas żaden autobus. W planach spacer po mieście oraz sprawdzenie możliwości dojazdu do Chivay albo Arequipy. Zaczynamy od śniadania, wykorzystujemy fakt, że w jadalni stoi komputer - zgrywamy film z kamery. Schodzi nam na to prawie 1,5 h! Z recepcji odbieramy zostawiony na czas wyjazdu na Machu Picchu plecak, w gratisie dostajemy też nasze pranie - czyste i pachnące - taki luksus w podroży :) Decydujemy się na ponowne skorzystanie z usług pralni, upewniany się tylko czy się wyrobią do wieczora. Zostawiamy zbędne bagaże i ruszamy na miasto.
Załącznik:
P1180124.JPG

Załącznik:
P1180142.JPG

Załącznik:
P1180144.JPG

Załącznik:
P1180146.JPG

Załącznik:
P1180148.JPG

Załącznik:
P1180149.JPG

Załącznik:
P1180151.JPG

Załącznik:
P1180527.JPG

Udaje nam się znaleźć bankomat bcp, niepobierający prowizji, szkoda, że dopiero teraz, po trzech wcześniejszych wypłatach :P Chętnie byśmy od razu wypłacili większa gotówkę raz a porządnie, ale wcześniejsze bankomaty miały ograniczenie na 300 i 400 soli... Docieramy na targ San Pedro, tutejszy rosół (6 soli) kusił nas już od poprzedniej wizyty ;)
Załącznik:
P1180132.JPG

Udaje nam się też trafić na Uniwersytet oraz do Muzeum Historii Naturalnej (wejściówka symboliczna, chyba 5 soli), fajne miejsca!
Załącznik:
P1180178.JPG

Załącznik:
P1180219.JPG

Zastanawiamy się jak trafić na turystycznego busa, którego widzieliśmy dwa dni wcześniej. Wtedy lalo a dziś piękna pogoda, chętnie byśmy pojeździli po mieście. Problem sam się rozwiązuje - po wyjściu z muzeum zagaduje nas dziewczyna z ulotkami busa :) Ładujemy się na górny pokład i po chwili ruszamy przez miasto mijając wiele ciekawych zabytków, placów i miejsc.
Załącznik:
P1180170.JPG

Załącznik:
P1180241.JPG

Załącznik:
P1180292.JPG

Załącznik:
P1180492.JPG

Docieramy do figury Białego Chrystusa skąd roztacza się wspaniały widok na miasto, objeżdżamy okolice i wracamy. Przejazd zajmuje ponad godzinę, naprawdę warto przeznaczyć 20 soli na tę przyjemność :)
Załącznik:
P1180386.JPG

Załącznik:
P1180384.JPG

Załącznik:
P1180403.JPG

Załącznik:
P1180398.JPG

Załącznik:
P1180435.JPG

Pozostaje nam sprawdzić godziny odjazdów busów i zakup biletów na wieczór. Na terminal podjeżdżamy taksą, okazuje się, że busów do Chivay nie ma, decydujemy się więc po lekkich negocjacjach na zakup biletu do Arequipy na godzinę 20.30. Pozostały czas wykorzystujemy na włóczęgę po targu, jedzenie, odbiór bagaży i prania oraz uregulowanie płatności za nocleg i pranie. Swoją droga dziwne, że nikt od nas jeszcze nie chciał pieniędzy, mieliśmy przecież jednodniowa przerwę w pobycie... Ponownie na dworcu jesteśmy przed 20, nikomu nie chce się nas obsłużyć, tzn. wydać bilety, wszyscy zajęci są oglądaniem meczu Peru - Brazylia ;) Z lekkim opóźnieniem wyruszamy w podróż do Arequipy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 18 Gru 2015 12:12 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
18.11 środa, dzień 12
Białe miasto
Trasa: Arequipa


Ugh to była ciężka podróż. Bilety na busa kupiliśmy w lepszej klasie, żeby się spokojnie wyspać a tu przez większość drogi podskoki. Na domiar złego nad głową mieliśmy jakąś metalowa skrzynię, która domyślcie się, jakie odgłosy wydawała na każdej nierówności, a droga była w zasadzie jedną wielką nierównością :P No, jednym słowem nie pospaliśmy ;) Ara spędziła noc w myślach licząc sekundy prostej drogi miedzy podskokami: 2 s, 1‎ s, 4 s, oo 2 minuty, 2 s itd. Szczególna uwaga należy się progom zwalniającym. W Peru jest ich całe mnóstwo. I są to progi z prawdziwego zdarzenia, nie to co u nas, że można zwolnić do 50 km/h i co najwyżej delikatnie się podskoczy, o nie! Tu zwolnić należy praktycznie do zera, co oczywiście nie gwarantuje, że pół metra w górę człowieka nie wyrzuci... Z całą jednak pewnością zignorowanie progu skończyłoby się tym, że podwozie zawisło by na progu a pokład z ludźmi wyleciałby hen do przodu :lol: Zwalnia się więc każdorazowo, czasem za jednym progiem po kilku metrach jest kolejny więc wymaga to od kierowcy maksymalnego skupienia a od pasażerów anielskiej cierpliwości ;)
No to jesteśmy w Arequipie. Łapiemy taksę na Plaza de Armas.
Załącznik:
P1180549.JPG

Załącznik:
P1180552.JPG

Marzymy o poduszce i prysznicu. Na szczęście nocleg sam nas znajduje :) Zgaduje nas na placu kobieta czy byśmy nie chcieli wycieczki po mieście - a i owszem, w Cuzco mega nam się podobało, tu tez możemy się przejechać; to może jeszcze wypad na Colca Canyon nam potrzebny? - ano potrzebny... a może jeszcze nocleg? - ach normalnie nam się złota rybka trafiła :P Śpimy na plebanii (50 soli). No dobra może nie na plebanii, ale z kościołem mamy wspólne podwórko :D
Targujemy wycieczkę po mieście (25 soli/os), umawiamy się na godzinę 11, jest 7 z minutami. Mamy czas, żeby ogarnąć siebie i coś do jedzenia. W Ameryce Południowej podoba nam się, że na nocleg można się zjawić z samego rana i nikt się nie czepia godzin check-inu. Wygodne to :) Bite 4 godziny schodzi nam na objazd turystycznym busem po mieście.
Załącznik:
P1180571.JPG

Załącznik:
P1180576.JPG

Załącznik:
P1180655.JPG

Załącznik:
P1180659.JPG

Załącznik:
P1180729.JPG

Fajne punkty i fajne widoki choć dużo bardziej podobało nam się w Cuzco. Arequipa nie ma tylu ciekawych miejsc a może po prostu nas w nie zabrali ;) Popołudnie poświęcamy na zorientowanie się w wycieczkach do Kanionu. Masa tu agencji oferujących praktycznie to samo. Ostatecznie decydujemy się na usługi naszej złotej rybki, nie chcemy jej rozgniewać decydując się na ofertę z innej agencji ale dla zasady targujemy się i dogrywamy opcję lunchu ;) Szukamy na mieście miejsca, gdzie można napić się świeżo robionego soku. Trafiamy do zupełnie niepozornej knajpki. Jakimś cudem dogadujemy się, co chcemy: "no problemo amigos". Decyzja jakie maja być soki -ara leci standardem i zamawia pino - ananasowy, repman decyduje się na peruwiański specjał - tumbo :) Dostajemy nie po szklance jak to normalnie bywa, ale po całym dzbanie!
Załącznik:
P1180759.JPG

Mieliśmy zjeść kolację a tu sok nas zmasakrował :D Soki najlepiej smakują zmieszane, takiego smaku nie udało nam się osiągnąć mimo dwuletniej przygody z wyciskarką do soków, to pewnie zasługa tego tajemniczego owocu - tumbo ;) Czasu na sen coraz mniej, wracamy i mimo grającego po sąsiedzku tv, momentalnie odpływamy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
chaleanthite lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 18 Gru 2015 16:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sie 2013
Posty: 161
W Arequipie (zresztą za pewne nie tylko tam) na targowisku można spróbować jeszcze ciekawszy sok - z żaby :)
_________________
Nasze blogi:
https://treeclimbing.academy
https://fotografia.marzenawystrach.com
Góra
 Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 19 Gru 2015 12:47 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
19.11 czwartek, dzień 13
Z wizyta u kondora
Trasa: Arequipa - Colca Canyon


Pobudka o nieludzkiej porze - 2.45. Dziś wielki dzień - dzień spotkania z wielkim ptakiem. Oczywiście gwarancji, że go zobaczymy nie ma, ale Colca Canyon daje duże szanse na powodzenie tej misji. Droga do kanionu mija nie wiadomo kiedy, przesypiamy ją praktycznie w całości nadrabiając nocne zaległości ;) Budzimy się na śniadanie. Nasza wycieczka obejmuje śniadanie oraz lunch z bufetem. Śniadanie niezbyt wysokich lotów ale dojadamy bananem i jest ok: bułki, dżem, kawa z saszetki, herbata albo coca a do tego kisiel, który okazał się proteinową bombą. Po drodze mijamy stare peruwiańskie miasteczka, zatrzymujemy się w punktach widokowych. Hmm w sumie to można by się tu zatrzymywać co dwie minuty, wszystko wydaje się być jednym wielkim punktem widokowym, ach - chwila zadumy nad wspaniałością natury i w drogę :)
Załącznik:
P1180770.JPG

Załącznik:
P1180782.JPG

Załącznik:
P1180784.JPG

Załącznik:
P1180887.JPG

Załącznik:
P1180902.JPG

Dłuższy przystanek robimy na Cruz del Condor, gdzie znajduje się wiele platform do oglądania tych wielkich ptaków.
Załącznik:
P1180808.JPG

Załącznik:
P1180820.JPG

Załącznik:
P1180830.JPG

Załącznik:
P1180836.JPG

Już na początku obserwacji gdzieś w oddali repman zauważa jednego osobnika. Po czasie widzi go także krótkowzroczna ara :D Schodzimy na niższe platformy i po chwili słychać jakieś poruszenie wśród oglądających. Jest! Kondor leci w oddali, pojawia się i znika, zmienia kierunek lotu i leci wprost na nas! Przelatuje nam nad głowami, ależ niesamowite wrażenie, słychać zbiorowe "łoooooooo" :D‎ Nie spodziewaliśmy się takiego spektaklu!
Załącznik:
P1180869.JPG

Załącznik:
P1180873.JPG

W dalszej kolejności udajemy się na godzinny relaks w gorących źródłach. Słonce praży, woda o różnych temperaturach ale tylko w jednym wydaje się być znośna na dłuższy pobyt. Repman idzie na zwiady, dłuższą chwilę nie wraca. Ara przeczuwając co ta nieobecność oznacza idzie na poszukiwania i oczywiście zgodnie z przewidywaniami odnajduje repmana w basenie z temperaturą nieprzyzwoicie wysoką. W trosce o zdrowie repmana ara zarządza powrót do chłodniejszego basenu, gdzie w towarzystwie kultur amerykańsko - angielsko - chińskich szybko upływa przeznaczony na ten punkt programu czas.
Załącznik:
P1180918.JPG

Następnie meldujemy się na posiłku, co może nie do końca było przemyślane, bo część grupy odchorowuje kolejny punkt - wjazd na Przełęcz Wiatrów, która znajduje się na wysokości 4910 m.n.p.m. Przenikliwe zimno po kilku fotkach i ekspresowej obserwacji okolicznych wzniesień i wulkanów wgania nas z powrotem do busa. Nieprawdopodobne, że na tej przełęczy peruwiańskie kobiety rozkładają swoje stragany i handlują pewnie cały dzień. Ara w myślach w tym momencie docenia swoją pracę za biurkiem :P
Załącznik:
P1180960.JPG

Załącznik:
P1180911.JPG

Wracamy do Arequipy. Dzień pod znakiem kondora uważamy za udany:)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 20 Gru 2015 15:24 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
20.11 piątek, dzień 14
Subtelny błąd w obliczeniach
Trasa: Arequipa - Tacna - Arica - Antofagasta


Pobudka już o normalnej porze. Dziś mamy dzień pod znakiem przejazdów. Mamy zamiar dotrzeć do San Pedro de Atacama w Chile. Plan jest następujący: pakowanie, śniadanie, taksa na terminal, skąd chcemy się załapać na busa odjeżdżającego w południe do Tacny, tam, po 7 godzinach podróży, przesiądziemy się w busa, który przy dobrych wiatrach (czyt. bezproblemowym przekroczeniu granic peruwiańskiej oraz chilijskiej) w godzinkę zawiezie nas do Arici, skąd o 22 mamy kolejnego busa - do San Pedro. Łącznie 1200 km, kolejny poranek powinniśmy powitać na Atacamie :) Z powodu pisania rekomendacji w dzienniku naszej Rybki oraz poznania pary Polaków podróżujących po Peru z tej samej (a jakże :P) promocji przeciąga nam się czas opuszczenia plebanii, bez problemu jednak posileni macdonaldowym zestawem kawa + tosty udaje nam się zdążyć na pierwszego busa. Mając w pamięci forumowe porady rezerwujemy miejsca 1 i 2 - "panoramico" - w pierwszym rzędzie górnego pokładu i mimo, że słońce w południe + górny pokład bez klimy oznaczają podróż w warunkach szklarniowych nie żałujemy - widoki mamy tak jak i miejsca - przednie! :)
Załącznik:
P1190005.JPG

Załącznik:
P1190011.JPG

Załącznik:
P1190018.JPG

Załącznik:
P1190021.JPG

Załącznik:
P1190026.JPG

Pierwszy raz lekki niepokój pojawia się, gdy ara spostrzega u pasażera z sąsiedniego rzędu zegarek a na nim dziwną godzinę, jakby późniejszą od tej na telefonie ary - zegarek repmana oczywiście nie pomaga w sprawie - od opuszczenia granic kraju nie został jeszcze przestawiony. Sam repman jednak uspokaja arę "poruszamy się w pionie, niemożliwe, aby czas się zmienił". Ara czuje wyraźną ulgę, zmiana czasu oznaczałaby katastrofę! Moglibyśmy wtedy nie zdążyć na busa do San Pedro a kolejny dopiero jutro o 22! Z lekką obsuwą docieramy do Tacny, szybka runda: terminal - busy i zlokalizowanie właściwego do Arici - terminal i uregulowanie należności za skorzystanie z jego dobrodziejstw - bus do Arici, gdzie przed wejściem zabierają nam paszporty a w zamian dostajemy stos druków imigracyjnych do wypełnienia. Po wypełnieniu połowy repman informuje arę, że te już chyba mamy wypełnione - no tak to druki wjazdowe do Peru - na co nam one tu skoro bus jedzie do Chile? Ara zabiera się za wypełnianie drugiej części, przy deklaracji, że nie wwozimy warzyw ani owoców zimny pot oblewa arę - w plecaku mamy mandarynkę! Następują poszukiwania a następnie nerwowa konsumpcja i narada, komu podrzucić skórki, ostatecznie na czas przekraczania granic skórki zostają w busie, repman porozumiewawczo mruga do ary: "nie przyznawaj się do nich". Kolejny raz docierają do nas niepokojące sygnały związane z aktualnym czasem. Pasażerka z sąsiedniego rzędu pyta repmana o godzinę - ten wzrusza ramionami i pokazuje zegarek z czasem polskim, ara pokazuje czas na telefonie przekonana, że to właściwa godzina. Pasażerce jednak coś nie gra, z pomocą przychodzi inny pasażer, okazuje się, że już po 22! A my dopiero na granicy! Nasz bus z Arici do San Pedro właśnie odjeżdża... Pasażerka chyba czuje się winna zmiany naszych nastrojów, bo obdarowuje nas peruwiańskimi słodyczami :) Na miejsce docieramy po 23. Obchodzimy wszystkie stanowiska, nic do San Pedro już nie odjeżdża, kolejny jutro o 22. Szukamy innej opcji, wybór pada na Antofagastę, stamtąd zostanie nam 300 km do San Pedro, zawsze to lepsza opcja niż siedzenie tu do jutra. Wypłacamy walutę, przeżywamy kolejny szok związany z nowymi hiszpańskimi liczebnikami, kupujemy bilety oraz wodę i po chwili ładujemy się do busa. Razem z pracownikiem obsługi omawiamy trasę przejazdu a w naszych głowach rodzi się pewien pomysł - obliczamy, że koło 8-9 rano powinniśmy być w Tocopilla, gdzie postanawiamy się ewakuować z busa i złapać coś do San Pedro. W pozytywnym nastroju zapadamy w sen :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
chaleanthite lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 21 Gru 2015 09:50 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
21.11 sobota, dzień 15
Podróż za jeden uśmiech
Trasa: Tocopilla - Maria Elena - Calama - San Pedro de Atacama


Budzi nas poruszenie na pokładzie - wszyscy zabierają cały swój dobytek i opuszczają autobus. Jako zwierzęta stadne, robimy to samo ;) Bagaże zostają też wypakowane z luku. Trafiliśmy na kontrolę, jak się później okazało - narkotykową. Kontrola bez żadnych taśm, rentgenów czy psów, obstawiamy, że nic nie znajdą w takim ręcznym przeszukiwaniu, dobrze, że nie obstawiliśmy nic cennego, bo ku naszemu zdziwieniu w śmietniku ląduje kilka skonfiskowanych paczek. Właścicielki ostro protestują, jedna nawet wykorzystując chwilę nieuwagi strażnika, wyciąga paczkę ze śmietnika, ale odbywa się to na oczach całego autobusu i kończy się nieuniknionym donosem ze strony współpasażerów. Paczka została już ukryta w busie, jednak po srogim tonie strażnika szybko z powrotem trafia w jego ręce. Cała akcja trwa z dobrą godzinę, autobus czeka a przemytniczki walczą z władzą. Dziwi nas, że autobus czeka, na nas przecież nie czekał na granicy brazylijskiej a formalności zajęły nam wtedy nawet nie 5 minut! W końcu kobiety widząc, że i tak nic nie ugrają, odpuszczają i wsiadają z powrotem do busa, odjeżdżamy. Po 9 docieramy do Tocopilla, skąd odchodzi droga przez Calamę w stronę San Pedro. Zanim się wytarabaniliśmy z busa okazało się, że minęliśmy nasz rozjazd... Nic to jednak, od czego mamy ręce :D Chwilę idziemy z buta, ale już po chwili zatrzymuje się ojciec z dziećmi na pokładzie i podrzuca nas do miejsca, w którym mamy nadzieję złapać coś dalej. Jesteśmy chyba wielką atrakcją dla tych dzieci, bo całą drogę milczą, a to raczej niespotykane u dzieci :P Znajdujemy się pośrodku niczego, jest wcześnie, słońce praży, przed nami góry. Widzimy, że łatwo nie będzie, rzadko coś przejeżdża a jak już to ciężarówki, z sygnałów wysyłanych przez kierowców odczytujemy, że jadą gdzieś w pobliże i wracają.
Załącznik:
P1190035.JPG

Mija nas pierwsza osobówka, zapakowana po dach, kierowca tylko bezradnie wzrusza ramionami, pewnie się domyśla, że i bagażnikiem byśmy nie pogardzili, gdyby był wolny ;) Dłuższą chwilę poświęcamy na obliczanie ile może nam zająć pierwszy odcinek - 70 km pieszo przez góry, na szczęście z tych beznadziejnych rozmyślań wyrywa nas hałas zatrzymującej się obok nas ciężarówki - ta wygląda jakby miała jechać gdzieś dalej :) Otwieramy drzwi i wymieniamy wszystkie miejscowości na trasie do San Pedro, kierowca coś odpowiada, oczywiście nie rozumiemy, co dokładnie ani nawet niedokładnie, ale mimo wszystko w ogólnej radości pakujemy się ochoczo do ciężarówki. Obstawiamy a raczej mamy nadzieję, że kierowca jedzie do rozjazdu Maria Elena - Calama. Brak znajomości języka nie przeszkadza panu kierowcy w prowadzeniu dyskusji, która ostatecznie stała się monologiem. Do dziś nie wiemy czy przez całe 70 km, które przejechaliśmy kierowca nie pytał nas co robimy w jego samochodzie :P Podróż oczywiście niezapomniana - repman całą drogę jedzie z miną dziecka, do którego osobiście przyszedł Święty Mikołaj - no tak, jedziemy prawdziwym truckiem, czy jest na świecie chłopiec, który o tym nie marzy? :D Zgodnie z przewidywaniami docieramy do skrzyżowania, skąd mamy nadzieję złapać coś do Calamy - miasteczka na trasie do San Pedro. Robimy pożegnalne fotki repmana z kierowcą oraz repmana w sombrero od kierowcy, dziękujemy za miłą podróż i przemierzamy skrzyżowanie.
Załącznik:
P1190037.JPG

Załącznik:
P1190041.JPG

Załącznik:
P1190042.JPG

Załącznik:
P1190046.JPG

Załącznik:
P1190047.JPG

Ponownie znajdujemy się pośrodku niczego, na rogu widać samotny sklepik i zaparkowany przy nim samochód. Po chwili podjeżdża autobus, wysiada gromada ludzi z instrumentami i zaczyna się koncert. Papy nam się śmieją, to chyba dla nas :D
Załącznik:
P1190048.JPG

Załącznik:
P1190055.JPG

Załącznik:
P1190059.JPG

Aż żal, że ledwo po kilku minutach zatrzymuje się samochód i "trzeba" ruszać w dalszą drogę ;) Tym razem jedziemy z dwójką młodzieńców, z czego jeden całkiem nieźle mówi po angielsku. To właśnie od niego dowiadujemy się, jaki był cel dzisiejszej porannej kontroli oraz jakie miejsca warto odwiedzić będąc w San Pedro. Mamy poślizg i zbyt wiele czasu nie będziemy mieć na miejscu, więc ta wiedza jest dla nas bardzo przydatna. Chłopaki odstawiają nas na dworzec w Calamie, okazuje się to nie być najlepszą decyzją, bo najbliższy autobus do San Pedro mamy za ponad 4 godziny, idziemy zatem coś zjeść i postanawiamy wrócić na drogę do San Pedro. Mamy kawałek do przejścia, właściwie całe miasto, więc kolejny raz łapiemy stopa, którym dojeżdżamy do drogi. Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze ręki wystawić a zatrzymuje się autobus jadący nie gdzie indziej a do San Pedro :) Nie zastanawiamy się długo, odżałujemy już te 6000 clp ;) Siadamy i automatycznie zasypiamy, budzimy się po 100 kilometrowym odcinku, wokół piach - welcome to Atacama :) Znalezienie noclegu nie zajmuje nam dużo czasu - ot spacer z terminala do centrum, wybór pada na hostel Hostellini, gdzie udaje nam się wynegocjować akceptowalną stawkę za dwuosobowy pokój z antresolą (40000 clp/2 noce).
Załącznik:
P1190069.JPG

Negocjacje idą nam tak dobrze, że decydujemy się jeszcze na wykupienie wycieczek na dwa kolejne dni oraz na wypożyczenie rowerów (3500 clp) na dzisiejszą przejażdżkę do Valle de la Luna. Czasu nie mamy za wiele, jest już po 17, ogarniamy więc ekspresowo prysznic, wypłacamy kasę na wycieczki, uzupełniamy zapasy płynów na drogę i po chwili wesoło pedałujemy w dolinę. Hmm no właśnie - w dolinę a jedziemy jakby pod górkę, do tego wiatr mocno wieje nam w twarz. Odcinek kilkunastokilometrowy ciągnie się niesamowicie :/ W końcu dojeżdżamy do kanionu, widok zachodzącego słońca w tych skałach robi wrażenie!
Załącznik:
P1190093.JPG

Załącznik:
P1190097.JPG

Załącznik:
P1190108.JPG

Załącznik:
P1190117.JPG

Załącznik:
P1190128.JPG

Załącznik:
P1190131.JPG

Pedałujemy jeszcze chwilę na zmianę z prowadzeniem rowerów ostro pod górę na punkt widokowy, który okazuje się już niestety nieczynny. Słońce szybko zachodzi, zaraz zrobi się całkowicie ciemno a my nie mamy żadnego oświetlenia przy rowerach...
Załącznik:
P1190153.JPG

Droga powrotna mija zdecydowanie szybciej, wiatr wieje w plecy i praktycznie całą drogę jedziemy z górki. Para Anglików ratuje nas swoim oświetleniem - eskortują nas do samego San Pedro, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Na ostatnich metrach przed hostelem zaopatrujemy się w zupki chińskie oraz sushi roznoszone przez ulicznego sprzedawcę. Delektujemy się tym zestawem, po czym padamy jak muchy. O 7 wyjazd na Piedra Rojas, korzystamy więc z tego, co nam zostało z nocy :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0


Ostatnio edytowany przez ara, 21 Gru 2015 15:06, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#37 PostWysłany: 21 Gru 2015 11:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 870
Loty: 162
Kilometry: 274 373
srebrny
Ale pięknie! :) czytam jednym tchem i czekam na kolejne dni :D
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam / Kaukaz / Wyspy Owcze
i: https://www.instagram.com/ola.javv/
Góra
 Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
 
#38 PostWysłany: 21 Gru 2015 15:04 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
22.11 niedziela, dzień 16
Oblicza pustyni
Trasa: San Pedro de Atacama - Laguna Altiplanica - Piedras Rojas


Poranek, 6.30. Z wielkim wysiłkiem zwlekamy się z antresoli, uważając przy tym, żeby nie stracić życia na wąskich schodkach. Nogi bolą po wczorajszym pedałowaniu, tyłki jeszcze bardziej :lol: Wystawiamy głowy za drzwi - ciemno i zimno, w takich okolicznościach oczekujemy na busa. Oczekiwania przeciągają się do 8. Słońce wstaje, zaczynają się schodzić ludzie, okazuje się, że jadą na tą samą wycieczkę. Hmm zastanawia nas dlaczego przyszli dopiero teraz a my marzniemy tu od godziny... Jeśli jeszcze macie wątpliwości to spieszę z wyjaśnieniem - oczywiście mamy źle ustawiony czas! W rzeczywistości jest 7, wstaliśmy godzinę za szybko i godzinę niepotrzebnie kwitniemy na dworze - brawo my :D Po kolejnych 20 minutach ładujemy się do busa i odjeżdżamy. Pierwszym punktem programu jest Laguna Chaxa, gdzie mamy okazję zobaczyć flamingi oraz pole z solnymi formacjami w przeszłości będące również laguną.
Załącznik:
P1190179.JPG

Załącznik:
P1190180.JPG

Załącznik:
P1190199.JPG

Załącznik:
P1190226.JPG

Załącznik:
P1190227.JPG

Załącznik:
P1190246.JPG

Załącznik:
P1190250.JPG

Następnie udajemy się do mieściny Socaire, gdzie czeka na nas śniadanie, wrócimy tu jeszcze na lunch oraz na zwiedzanie tutejszego kościółka. Dzień upływa nam na objeżdżaniu atrakcji regionu: Laguny Miscanti i Miñiques malowniczo położonych u podnóży wygasłych wulkanów, wąwozu, gdzie mamy okazję ponownie (po Machu Picchu) podziwiać inkaski system nawadniania działający po dziś dzień, salaru Aquas Calientes, gdzie ma się wrażenie, że wiatr wieje z siłą huraganu, jeziora Tuyajto odcinającego się bielą od reszty krajobrazu oraz Piedras Rojas z pięknymi czerwonymi skałami, które swoją barwę zawdzięczają związkom żelaza. Widoki są wspaniałe, każdy z osobna jedyny i niepowtarzalny, mimo niesprzyjających warunków (wysokość przekraczająca 4000 m.n.p.m., silny wiatr, niska temperatura) ma się tu ochotę zostać i kontemplować te cuda natury :) Stwierdziliśmy, że nie będziemy więcej pisać o tym dniu a w zamian pokontemplujemy razem ;)
Załącznik:
P1190269.JPG

Załącznik:
P1190277.JPG

Załącznik:
P1190280.JPG

Załącznik:
P1190289.JPG

Załącznik:
P1190295.JPG

Załącznik:
P1190296.JPG

Załącznik:
P1190298.JPG

Załącznik:
P1190328.JPG

Załącznik:
P1190350.JPG

Załącznik:
P1190356.JPG

Załącznik:
P1190368.JPG

Załącznik:
P1190371.JPG

Załącznik:
P1190372.JPG

Załącznik:
P1190387.JPG

Załącznik:
P1190403.JPG

Załącznik:
P1190419.JPG

Załącznik:
P1190428.JPG

Załącznik:
P1190444.JPG

Załącznik:
P1190456.JPG

Załącznik:
P1190476.JPG

Załącznik:
P1190479.JPG

Załącznik:
P1190487.JPG

Załącznik:
P1190491.JPG

Załącznik:
P1190502.JPG

Załącznik:
P1190508.JPG

Załącznik:
P1190509.JPG

Załącznik:
P1190519.JPG

Załącznik:
P1190530.JPG

Późnym popołudniem wracamy do San Pedro, obchodzimy miasteczko, zapychamy się gigantyczną empanadą i pakujemy się na jutrzejszy wypad na gejzery.
Załącznik:
P1190551.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 21 Gru 2015 16:55 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3644
Loty: 308
Kilometry: 702 645
srebrny
też mam takie zdjęcia z Piedras! magiczne miejsce:) a Laguna Chaxa słaba - dużo wiecej flemingów jest w Boliwii, więc jak ktoś się tam wybiera, to szkoda wydawać te 3000clp na wstęp do chaxy ;)

Z toconao brakuje zdjęcia flagowej atrakcji poza wieżą zegarową :) kaktusa!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
 
#40 PostWysłany: 22 Gru 2015 10:09 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
@maxima fakt, kaktus! :lol:
gdzie udało Ci się być w Boliwii? jak wrażenia?
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group