Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 20 Paź 2015 18:35 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
Sztuka "Ameryka" w wielu odsłonach
aktorzy: ona (ara), on (repman) i dwa podręczne bagaże
miejsce: kontynent południowoamerykański z elementami północno-, środkowo- i południowoeuropejskimi
czas trwania: 07-29.11
przerwy: nie przewidziano, pełen speed
bilety: wstęp wolny - zapraszamy!

Prolog
Dawno dawno temu użytkownikowi ara zamarzyło się, aby najbliższą rocznicę urodzin spędzić w miejscu, które zostanie w pamięci na długo - takie miejsce na miarę okrągłej trzydziestej rocznicy :D Jak na babską wyobraźnię przystało - pomysłów było dużo: Tajlandia, Maroko, Norwegia, Japonia, Malediwy, Kanada, Bałkany i inne światowe kierunki. Z pomocą jak zawsze w takich dylematach przyszło f4f i wrzutka na Amerykę Południową z Madrytu za 250e. Po szybkim telefonie użytkownika ara do użytkownika repman i równie szybkiej weryfikacji planów urlopowo - urodzinowych na druga część roku oraz uporaniu się mentalnie metodą na udo (albo się udo albo się nie udo) z dylematami związanymi z dolotem do Madrytu, dotarciem do Chile, brakiem znajomości języka, niewielkim budżetem itp. podjęta została decyzja - lecimy!

25.06
duuużo dni do wyjazdu...

Kupione loty z Madrytu do Rio, powrót z Santiago - oprócz dolotu i powrotu z Madrytu trzeba jakoś ogarnąć przemieszczenie się z Brazylii do Chile. Możliwości jest wiele - pierwsza wspólna myśl - przez Argentynę! Tak - Argentyna jest piękna - są cudowne wodospady Iguacu, jest boskie Buenos, jest kolonialna Salta, jest Mendoza ze swoimi winnicami, argentyńskie tango, któremu na kursie tańca zbyt mało czasu poświęciliśmy i można by to nadrobić w warunkach "live", Andy, Patagonia i w ogóle masa ciekawych miejsc i rzeczy do zobaczenia i spróbowania.

15.09
o jakieś 80 dni mniej do wyjazdu...

W miarę zdobywania nowych informacji o Argentynie, rośnie w głowie także potrzebny na wyjazd budżet a jako, że budżet standardowo ograniczony to zrezygnowaliśmy z przejazdu przez Argentynę, zostawiamy ją sobie na kolejny trip - może motocyklowy :) Zatem...
ara: może jednak przez Boliwię?

07.10
o kolejne 22 dni mniej do wyjazdu...

repman: ja chcę na Machu Picchu!

19.10
18 dni do wyjazdu...

Po wielu tygodniach i pewnie kilkuset godzinach rozmyślania nad trasą, czytania blogów, relacji, szukania lotów, sprawdzania kosztów busów, godzin odjazdów, przyjazdów, oglądania atrakcji, szukania informacji o szczepionkach, jedzeniu, bezpieczeństwie, walutach:
zarys trasy ustalony, loty dokupione, brakuje tylko jeden - powrotny z Londynu, ceny póki co takie sobie więc czekam - może spadną a może przepłacę :P

Trasa powietrzna wygląda następująco:

07.11 SXF - PMI - MAD
08.11 MAD - GRU - GIG
09.11 SDU - VCP
10.11 VCP - CAC
12.11 IGU - CGB
12.11 CGB - PVH
12.11 PVH - RBR
26.11 SCL - GRU - MAD
27.11 MAD - LTN
29.11 LTN - POZ*

*A teraz przekład na język polski, tzw. legenda:

W sobotę 07.11 udajemy się z krainy podziemnej pomarańczy... stop - miało być po polsku - udajemy się z Poznania do Berlina ;) Możliwe, że w tym celu wybierzemy się dzień wcześniej do Zielonej G., skąd ktoś z rodziny podrzuci nas na lotnisko - oczywiście ta opcja dla budżetowego turysty wydaje się być najlepsza :D
Z Berlina lecimy na Majorkę - bynajmniej nie po to, żeby katedrę w Palmie ponownie zobaczyć, bo tak nam się spodobała ale wspaniałomyślnie tnąc koszty przesiadamy się tam na lot do Madrytu, gdzie po nocnej regeneracji na lotnisku stawimy się wypoczęci i uśmiechnięci na nasz 11-godzinny lot do Sao Paulo i dalej do Rio.

Oczami wyobraźni przenosimy się do Rio. Wsiadamy w niebieski bus czerwonej linii albo na odwrót i jedziemy do naszego hosta - Jose. Nie zapominajcie o wyobraźni - noclegu jeszcze nie mamy ale tak mniej więcej powinno to wyglądać.
Dzień kolejny to podbój Rio - Corcovado i Pao de Acuar, koniecznie w tej kolejności tak, żeby na Głowie zameldować się na zachód słońca - ponoć tego dnia nastąpi on o 17.40. Jak dobrze, że już po zmianie czasu! :) Ta godzina spadła nam z nieba, bo o 21.59 lecimy z oddalonego o 8 km Santos Dumont do Viracopos, gdzie kolejny raz mamy okazję przespać się w ulubionych okolicznościach - lotniskowych.

Poranek dnia kolejnego - wypoczęci i uśmiechnięci stawiamy się na 2-godzinny lot do Cascavel, skąd do wodospadów Iguazu mamy 150 km. Phi, co to dla nas... komu znane są realia dystansowe w Brazylii ten wie, że taki dsystans to żaden dystans - ogarniemy to busem lub stopem - w zależności co szybciej złapiemy ;)
Jesteśmy zatem w Iguazu. Pierwszy dzień, albo to co z niego zostanie po przyjeździe z Cascavel poświęcamy na brazylijską część wodospadów, kolejnego dnia jedziemy na stronę argentyńską. Wieczór poświęcamy na zgranie 5 tysięcy zdjęć z wodospadów i zrobienie miejsca na karcie na kolejne. Zaraz... przecież nasz tablet nie ma wejścia na kartę - ara w myślach wścieka się na dzień, w którym repman dokonał zakupu tabletu oraz każdy kolejny, w którym mógł a go nie sprzedał. Nic to jednak, zmieniamy po prostu kartę, zdjęcia zgramy standardowo po powrocie.

Dzień kolejny to dzień pod znakiem lotów i modlitw aby wszystko odbyło się planowo. Rano lecimy z Iguazu do Cuiaby, stamtąd do Porto Velho - parogodzinny wypad na miasto i powrót na wieczorny lot do Rio Branco. Tu śpimy jak ludzie - w normalnym ibisie choć oczywiście w promocyjnej cenie, tak żeby spanie na lotnisku opłacało się tylko trochę bardziej... Szkoda tylko że z samego rana trzeba gnać ponad pińcet kilometrów, nie wiemy jeszcze jak i czym, ale mamy nadzieję, że komunikacja brazylijsko - peruwiańska nas nie zawiedzie.
Z Rio Branco uderzamy najpierw do granicy z Peru - Assis/Inapari, stamtąd do Puerto Maldonaldo. Na pokonanie tej trasy (574km) mamy jakieś 12h, tak żeby zdążyć na wieczornego busa do Cuzco. Forum LP daje szansę na powodzenie tej misji. Przedstawiciele forum f4f potwierdzą te doniesienia 13.11. Bilety na busa zakupione, w różnych rzędach bo promocyjne miejsca były rozrzucone po autobusie. Wszak budżetowy turysta nie zapłaci za bilet więcej skoro może mniej tylko dlatego, żeby siedzieć koło swojej połówki :P To przecież wciąż ten sam autobus! Ostatecznie, mając w pamięci fakt nieodpowiedniego doboru tabletu i braku możliwości zgrania zdjęć, można pod pozorem tradycyjnego focha wyjść z założenia, że dobrze nam zrobi te 10h w osobnych rzędach ;)

19.10
17 dni do wyjazdu...

Planowania ciąg dalszy. Szczęśliwie udaje nam się zdążyć na nocny bus do Cuzco z, mam nadzieję, wypaśnym rozkładanym fotelem, co by trochę zrekompensować sobie trudy dotarcia na owy bus. Rano meldujemy się w Cuzco, gdzie najpierw łapiemy jeden pojazd do Santa Marii, potem kolejny do Santa Teresy i jeszcze kolejny do już nie świętej ale do zwykłej hydroelektrowni. Następnie udajemy się z buta do Aguas Calientes, skąd tylko jedna noc i 150 zł dzieli nas od przekroczenia bramy do miasta Inków!
Rezerwujemy sobie cały dzień na ten rejon oraz kolejny na ponowne dotarcie szlakiem wszystkich świętych do Cuzco. Bedąc tu dwa dni wcześniej orientujemy się w możliwościach dotarcia do Kanionu Colca. Kondor jest ptakiem ciekawym i dużym i ponoć warto go zobaczyć ;)
Później jak przez mgłę widzę zdobywanie kanionu, skąd mogłaby nastąpić teleportacja na boliwijski salar a stamtąd do San Pedro de Atacama w Chile ale jak znam życie i to przyjdzie nam zaplanować od A do Z.
Zabieramy się zatem za planowanie a o efektach poinformujemy niebawem.

W tym miejscu zasadnym wydaje się postawienie pytania: czy nie można było kupić lotu z Iguazu do Cuzco. Oczywiście można było, ale tak jak człowiek nie rodzi się z umiejętnością chodzenia i czytania tak kupując loty do Ameryki nie mieliśmy w głowie odpowiedzi na pytania: skąd, dokąd, za ile, kiedy, po co i jak ;) Druga sprawa to koszty. Nie jest to nasz pierwszy wyjazd w tym roku, budżet mocno okrojony więc próbujemy ten wypad ogarnąć najtaniej jak damy radę a przy okazji odwiedzić fajne miejsca. Możliwe, że jakąś część podróży pokonamy jeszcze drogą lotniczą, ale ostro musimy dopracować tę część wyjazdu.

W kolejnym akcie druga część prologu, po którym nastąpi sztuka właściwa. Bądźcie z nami, zapraszamy już wkrótce!
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 21 Paź 2015 10:31 

Rejestracja: 10 Sie 2011
Posty: 453
Loty: 12
Kilometry: 12 344
niebieski
zapowiada się super :)
będę kibicować :)
będziecie pisać relację "live"?
Góra
 Profil Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 21 Paź 2015 10:45 

Rejestracja: 14 Lis 2010
Posty: 341
Loty: 116
Kilometry: 151 005
rezerwuję miejsce w pierwszym rzędzie!
_________________
Image

*Karpik też jest kobietą, powtarzam, Karpik też jest kobietą* ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 21 Paź 2015 11:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 786
Loty: 132
Kilometry: 244 660
niebieski
Czy są miejsca VIP? :lol:

Zapowiada się świetna wyprawa, Ameryka Południowa ciągle mnie kusi a kolejne relacje nie pomagają :D
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam
Góra
 Profil Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 21 Paź 2015 12:02 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
@dialam o ile możliwości techniczne pozwolą, mamy zamiar transmitować nasze poczynania "live"
@karpik @olajaw gwarantujemy miejsca w klasie "presidencial" - takie, jakie mamy w busie do Cuzco :D
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 21 Paź 2015 12:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lip 2013
Posty: 456
Loty: 31
Kilometry: 61 615
Odliczam dni do premiery :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 21 Paź 2015 12:53 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3526
Loty: 286
Kilometry: 662 956
srebrny
a macie już bilety na Machu? będę w podobnym terminie, ale lecę już za tydzień ;)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 21 Paź 2015 13:06 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
@maxima chciałam kupić ale stwierdziłam, że spróbujemy wynegocjować stawkę dla studentów przed wejściem ;) w kalendarzu sprawdzałam, że na samo MP nie ma problemu z kupnem biletów przy bramie, co innego z wejściem na Huayna Picchu... jeśli na tym Ci zależy to koniecznie wcześniej kup
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 21 Paź 2015 14:04 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3526
Loty: 286
Kilometry: 662 956
srebrny
ja kupiłam już z 2 miesiące temu bilety na HP ;) kiedy planujecie być w Peru?

JA robię trasę od SCL na północ, przez Boliwię do Limy
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 21 Paź 2015 14:24 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
od 13.11, nie wiem jeszcze do kiedy ;) myślę nad dotarciem do Kanionu Colca i nie wiem ile czasu nam na to zejdzie i czy stamtąd uderzać do Boliwii czy od razu do Chile
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 07 Lis 2015 00:31 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
06.11
jeden dzień do wyjazdu...
Rodzina pochorowana, opcja druga dojazdu - blablacar. Krótki reserch i bingo! - jest przejazd na lotnisko :) Co prawda gość świeżak, bez komentarzy ale tańszej alternatywy nie mamy, rezerwujemy więc tylną kanapę na godzinę 8.30 spod domu. Trasa od Cuzco w dalszym ciągu nieopracowana czyli polecimy standardem pt. improwizacja w warunkach live ;) Prawdopodobnie z Cuzco uderzymy do Colca Canyon, następnie do Arequipy, i przez Tacnę dotrzemy do Chile. W tym wypadku odpuszczamy Boliwię a skupiamy się na północy Chile. Trochę z bólem serca rezygnujemy z Boliwii ale tylko trochę, bo więcej czasu będziemy mogli spędzić w Peru i Chile :D
O dziwo - jesteśmy spakowani - pierwszy raz z zapasem większym niż 0,5h przed podróżą! Plecaki coś podejrzanie lekkie a upchnęliśmy w nie nawet śpiwory, ciekawe o czym zapomnieliśmy :?
Już teraz zapraszamy na pierwszą odsłonę brazylijską, która, jeśli nie brak internetu albo inne problemy techniczne, powinna nastąpić w okolicach poniedziałku.

07.11 sobota, dzień 1
Wyjazd
Trasa: Poznań - Berlin (SXF) - Palma (PMI) - Madryt (MAD)


O czasie meldujemy się na lotnisku SXF, przejazd minął w miłej podróżniczej atmosferze - przy okazji pozdrawiamy ziomków lecących do Malagi oraz panią przewodnik po Berlinie ;)

Edit: Lądujemy w Palmie. Gdyby tak na SXF mieli choc 5% tych krzeseł! Z Palmy wylatujemy z lekką obsuwą. Po przylocie do Madrytu szukamy miejscówki na nocleg. Lotnisko jest ogromne, jest dużo fajnych kątów, korytarzy, placyków zabaw (już zajętych :P). Ostatecznie bunkrujemy się w wąskim przejściu stworzonym chyba specjalnie z myślą o podróżnych potrzebujących noclegu - między ścianą a szybą lotniska na jednym z krańców hali przylotów. Nie wygląda, aby miejsce to miało jeszcze jakieś przeznaczenie, jest ciemno i nie słychać telewizorów, jak np. na placykach zabaw ;) Rozwijamy śpiwory i ...

08.11 niedziela, dzień 2
Pierwsze koty za płoty
Trasa: Madryt (MAD) - Sao Pulo (GRU) - Rio de Janeiro (GIG)


... śpimy praktycznie do budzika. Przed piątą znowu słychać komunikaty (mega głośne) o sprawdzaniu tablicy odlotów i nie zostawianiu bagażu bez opieki - spaliśmy tak dobrze, że ich nie słyszeliśmy czy wspaniałomyślnie nie nadają ich w środku nocy? ;)
O 5.30 przemierzamy lotnisko w celu odprawy, przy okazji mijamy kolejkę gigant do kontroli bagażowej ciesząc się, że nie przyszło nam do głowy spać dłużej. Przy check-inie okazuje się, że jest problem z wydrukowaniem karty repmana na kolejny odcinek lotu (GRU-GIG). Nie jest nam to zbytnio na rękę, mamy tam 1,5h na przesiadkę. No ale, co zrobisz jak nic nie zrobisz ;) Idziemy odstać swoje w kolejce do kontroli i lecimy do bramki (oczywiście na szarym końcu lotniska, żeby zapewnić sobie trochę ruchu przed 11-godzinnym lotem). Przy bramce widać trochę rodaków, z dwójka zapoznamy się bliżej pod koniec dnia ;) Lot mija nam w 1/3 na spaniu, 1/3 na jedzeniu i 1/3 na rozrywce. Miejsca mamy w ostatnim rzędzie, przewidując, że będziemy wychodzić rękawem informujemy obsługę, że mamy transfer w Sao Paulo, na czas lądowania dostajemy więc upgrade do klasy biznes. Po wylądowaniu na transferowiczów czeka obsługa lotniska, sprawdzają naszą rezerwację i dochodzą do wniosku, że poradzimy sobie na własną rękę. Z racji braku biletu na kolejny odcinek dla repmana szukamy wyjścia i stanowisk do check-inu. Po drodze załatwiamy formalności wjazdowe, po czym znajdujemy kioski - bez problemu drukujemy brakujący bilecik i dalej już tylko kontrola i bramka (nie odchodząc od standardów - na końcu lotniska). Mamy chwilę na podładowanie elektroniki i szybki kontakt z rodziną w celu przesłania pozdrowień z Brazylii. Kolejny lot mija szybko, po godzinie jesteśmy w Rio. Wypatrujemy przez okno charakterystycznych miejsc - klapa, zachmurzenie i słaba widoczność... nic to, jutro przecież też jest dzień ;) Na lotnisku postanawiamy się zaopatrzyć w walutę na przejazd do hotelu. Wymieniany 10 usd, za które dostajemy marne 24 brl. Czytaliśmy, że zdzierają na lotnisku ale, że aż tak?! Za mało na bilet dla dwóch osób, do kantoru postanawiamy nie wracać. Znajdujemy bankomaty ale jako, że jest niedziela a przelew repman zrobił w piątek to kasy na walutowym jeszcze nie ma. Hmmm... Z pomocą przychodzą rodacy widziani przy bramce w Madrycie - wymieniamy u nich 5 euro - starcza na bilet (14 brl/os) i wieczorny posiłek :) Pozdrawiamy chłopaków - Michała i Piotra!
No to można się ewakuować z lotniska, wychodzimy na zewnątrz i ogarnia nas dziwne uczucie zapamiętane z dzieciństwa: inhalacje pod kocem - taaaak wilgotność! Duuuża wilgotność ;)
Przed przyjazdem autobusu zapoznajemy miejscową kobietę. Pani bardzo mila, trochę z nami pogadała. Sprawdziła gdzie śpimy i zaoferowała, że pokaże gdzie mamy wysiąść. Fajnie, bo przystanki nieoznaczone i żadnej informacji w busie ;) Po drodze tłumaczy nam dojście do hotelu, każe uważać, schować zegarek, żegnamy się z nią i chłopakami, którzy jadą na Copacabanę i wysiadamy. Jest już wieczór, do hotelu mamy jakieś 2 km, nawigacja odpalona ale mamy stracha iść z tabletem w ręce skoro mieliśmy zdjąć zegarki :P Początkowo idziemy na czuja ale już na pierwszych światłach przejmuje nas inna pasażerka z busa ;) To matka z dzieckiem. Pytamy czy tu tak niebezpiecznie czy o co chodzi, mówi, że sama się nie boi ale pierwszy raz jest z dzieckiem i ma lekkiego stresa. No pięknie, ale sobie dzielnice wybraliśmy skoro nawet lokalna ludność ma stresa jak wraca do domu :P
Sprawnie docieramy do ulicy, przy której jest nasz hotel (Rio's Nice). Numery początkowe, my szukamy 201, zapewniany naszą towarzyszkę, że damy sobie radę, dziękujemy za eskortę i rozdzielamy się. Idziemy główną ulicą dzielnicy Santa Teresa, trafiamy do hotelu. Chwila niepewności przy check-inie, bo hotel bookowany z promocji u indyjskiego pośrednika (16 USD) ale voucher przyjęty, śniadanie potwierdzone, dodatkowo nagrywamy na kolejny dzień przechowalnię bagażu.
Zrzucamy bagaże i idziemy poszukać czegoś do picia i jedzenia. Mamy w okolicy masę knajpek, sklepików, nawet market, choć już zamknięty. Starcza nam kasy na przecenioną wielką a'la drożdżówkę i napój. Rozglądamy się za kantorem, bezskutecznie więc dochodzimy do wniosku, że pieniądze wymienimy kolejnego dnia, w drodze do Corcovado. Wracamy do hotelu. Sprawdzamy jeszcze prognozę pogody na jutro - zachmurzenie i deszcze... Niefajnie.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0


Ostatnio edytowany przez ara 15 Gru 2015 22:59, edytowano w sumie 9 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
chaleanthite lubi ten post.
 
      
#12 PostWysłany: 12 Lis 2015 21:52 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
09.11 poniedziałek, dzień 3
Zemsta kantoru
Trasa: Rio: Corcovado - Głowa Cukru - Rio (SDU) - Sao Paulo (VCP)


W planach Corcovado i Pão de Açúcar, szybki powrót do hotelu a potem lot do VCP. No i kantor, koniecznie kantor! Po wczorajszym wieczornym spacerze nabraliśmy trochę pewności w poruszaniu się po mieście. I dobrze, bo mamy co chodzić ;) Po śniadaniu i wrzuceniu bagaży do skrytki wychodzimy na miasto. Nawigacja wyznaczyła nam trasę w pobliże Corcovado. Jak się później okazało było to naciągane pobliże.
Załącznik:
P1160634.JPG
P1160634.JPG [ 172.02 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160640.JPG
P1160640.JPG [ 178.8 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Spacer do kas zajął nam łącznie jakieś 3 godziny. Wspinając się pod górę powietrze coraz bardziej przypomina mleko, w dole mało co widać a i Chrystusa nigdzie nie widać. Mijamy budkę strażników, mówią, że zła pogoda... tyle to i sami widzimy :P Po drodze zatrzymuje się samochód, odradzają nam dalsze wchodzenie, mówią, że totalnie nic nie widać ze szczytu i żebyśmy wrócili jutro. Ups, no nie da rady, wieczorem już się żegnamy z Rio, decydujemy się więc przeprowadzić atak na szczyt ;) Docieramy do kas, ludzi prawie wcale, miły pan w kasie odradza wjazd, pokazuje nam ekran z obrazem z kamery - totalny white screen :P Krótka narada i decyzja - kupujemy bilety (25 brl/os), niemożliwe przecież, żeby ponad 30-metrowego Chrystusa nie było widać ;) No i momentami faktycznie nie było :P Mgła nachodziła, trochę się przerzedzała i znowu nachodziła.
Załącznik:
P1160740.JPG
P1160740.JPG [ 165.01 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Czekamy jednak wytrwale i po jakimś czasie dostajemy nagrodę - mgła się rozrzedza nie tylko na tyle, że widać Chrystusa ale zaczyna być widoczne wybrzeże i Głowa Cukru hurrrraaaa!
Załącznik:
P1160661.JPG
P1160661.JPG [ 126.39 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160681.JPG
P1160681.JPG [ 193.4 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160702.JPG
P1160702.JPG [ 199.72 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Robimy fotki, podziwiamy widoki i zjeżdżamy w dół, czeka nas długa droga powrotna, trochę ją modyfikujemy tak, aby przemieszczać się w stronę Głowy Cukru.
Załącznik:
P1160765.JPG
P1160765.JPG [ 217.72 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Po drodze łapiemy stopa, miła dziewczyna podrzuca nas kawałek, potwierdza, że w okolicy jest kantor. Super! Odnajdujemy go z pomocą miłej Brazylijki, próbujemy wymienić dolary.
Sprzedawca: niestety nie ma pieniędzy
My: :shock: jak to nie ma? jesteśmy w kantorze?
Sprzedawca: tak, ale nie ma pieniędzy.
My: może masz jakieś pieniądze w portfelu? chociaż z 10 dolarów nam wymień.
Sprzedawca: niestety nie mam.
My: <wtf??> czy jest tu jakiś inny kantor w okolicy?
Sprzedawca: na Copacabanie.
:o Ok, i tak idziemy w tamten rejon, coś znajdziemy po drodze. Mijamy market, zaopatrujemy się w ciepłe kurczaki i napoje, płacimy kartą i kontynuujemy nasz spacer po mieście.
Załącznik:
P1160767.JPG
P1160767.JPG [ 234.8 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Na jednej ze stacji paliw udaje nam się połączyć z netem i przerzucić środki na konto walutowe. Wypłacimy kasę z karty i nie trzeba będzie się martwić o kantor. Próbujemy wypłacić, bankomat chce prowizje 20 brl, znajdziemy bez prowizji. Yhy... :P Kontynuujemy nasz spacer, jesteśmy już tak blisko Głowy, że porzucamy myśl o podjechaniu busem, która towarzyszyła nam od Corcovado ;) Znajdujemy kasy, płacimy kartą (70 brl/os) i po chwili ładujemy się do wagonika kolejki. Widoki obłędne, na Głowie mamy zamiar zostać do zachodu, niestety pojawia się mgła i zaczyna się znowu chmurzyć a do pełnego zachodu mamy pewnie z 2 h, przed 18 decydujemy się więc na zjazd i powrót do hotelu, gdzie o 19 zapowiedzieliśmy odbiór bagaży. Nie zapominamy o kantorze albo bankomacie!
Załącznik:
P1160808.JPG
P1160808.JPG [ 214.26 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160803.JPG
P1160803.JPG [ 208.5 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160820.JPG
P1160820.JPG [ 174.99 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160866.JPG
P1160866.JPG [ 226.21 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Idziemy w stronę Santa Teresa. Jest bankomat huraaaa! Ale co?! Jak to karta invalido? Dobra, sprawdzimy w kolejnym. Już nie zwracamy uwagi na prowizję, próbujemy w pięciu bankomatach jednak za każdym razem brak powodzenia. Co jest nie tak? Czasu coraz mniej, niedługo 19, łapiemy taksę. Pytamy o kantor - jest na Copacabanie. Siet, to w odwrotną stronę do tej, w którą idziemy ale innego wyjścia nie mamy. O 21.59 mamy lot, trzeba się spieszyć. Jedziemy taksą, po drodze widzimy Copacabanę, punkt nadprogramowy, kiedyś tu wrócimy na dłużej :) Podjeżdżamy pod kantor, roleta spuszczona - kantor zamknięty! Aaaaaa, teraz to już nam się gorąco zrobiło. Podchodzimy, widzimy klucz w drzwiach czyli ktoś musi być, poruszenie w okolicy - szukamy sprzedawcy,‎ w pobliskim sklepie nas uspokajają - sprzedawca zaraz przyjdzie :) Jest, uff, mamy reale! Po 24 h pobytu udaje nam się wymienić kasę ;) Jedziemy do hotelu po bagaże, krótkie poszukiwania bileciku do odbioru bagażu i pakujemy się z powrotem do naszego wehikułu. Docieramy na lotnisko, udało się, plan dnia zrealizowany!
Lot mija szybko, jak na godzinny lot przystało, robimy rundkę po lotnisku w celu znalezienia odpowiedniego miejsca na nocleg, wybór pada na schowek pod schodami na wózki inwalidzkie :)
Rano czeka nas lot do Cascavel, w statystykach 96% anulacji, nie mamy planu awaryjnego pozostaje więc modlić się, aby lot się odbył.
Repman zasypia snem kamiennym zaraz po położeniu głowy na podłodze, ara meczy się - gorąco mimo krótkich spodenek i koszulki, duszno, tną komary. Można by się nakryć śpiworem po uszy ale grozi to ugotowaniem się. Ara z podziwem patrzy na repmana: koszulka, kurtka, krótkie spodenki, długie spodnie, śpiwór naciągnięty na głowę :shock: W końcu zasypia i ara, ślady po komarach będą jeszcze dokuczać przez dobre kilka dni ale noc zaliczona.

‎10.11 wtorek, dzień 4
Cataratas!
Trasa: Sao Paulo (VCP) - Cascavel (CAC) - Foz do Iguaçu - Wodospady Iguaçu


Poranek pod znakiem szybkiego sprawdzania statusu lotu - "on time" i od razu w niepamięć poszły trudy minionej nocy a na naszych twarzach zagościł prawdziwy banan, o taki - :D Uśmiech trochę się zmniejszył po sprawdzeniu pogody na najbliższe dwa dni w Iguaçu - pochmurno i burze z piorunami... :cry:
Przed nami dwugodzinny lot do Cascavel. Na krótkich trasach krajowych Gol'em czy Azul'em możemy liczyć na darmowy napój oraz przekąskę, na ogół jakieś snacki. Na tym locie oferowali do wyboru jedną z czterech przekąsek - snacki, jabłko, babeczka albo żelki. Nie wiem czy to nasz urok osobisty, czy wręcz przeciwnie - odciśnięte na twarzy trudy nocy spowodowały, że dostaliśmy po komplecie przekąsek, po czym dostaliśmy je ponownie :P
Zbliża się czas lądowania, pilot nadaje jakiś komunikat, niestety tylko po portugalsku.
Ara: chyba zmieniamy lotnisko na IGU
Repman: <udaje, że słucha> yhy...
Stewardesa: nie wiem czy zrozumieliście co powiedział pilot?
My: niestety nie <nie znamy portugalskiego>
S: lotnisko w Cascavel jest zamknięte, będziemy lądowac w Foz do Iguaçu, to niedaleko.
My: oooo to świetnie <wybuch radości>, tam zmierzamy :lol:
S: naprawdę? To macie szczęście ;)
My: taaa, mamy dobry dzień :D
Pokręciliśmy się trochę nad Iguaçu po czym pilot nadał kolejny komunikat, zaczęliśmy już przeczuwać co może oznaczać. Stewardesa potwierdziła - wracamy do Cascavel :cry: No cóż, widocznie to, że lot w ogóle się odbył wyczerpało nasz limit farta na dziś ;) Z lekkim opóźnieniem lądujemy w CAC. Lotnisko maleńkie, do ostatniej chwili myśleliśmy, że będziemy lądować w polu, bo nigdzie pasa nie było widać ;)
Do miasta udaje nam się sprawnie złapać stopa. Miła para podrzuca nas na dworzec autobusowy, kupujemy bilety do Foz (36 brl/os) przy okazji upuszczając telefon i gubiąc kartę z częścią zdjęć, dlatego w relacji zabraknie m.in. zdjęć z naszych lotniskowych noclegów :evil: Do odjazdu mamy ok. pół godziny. Szybki obiad i zajmujemy wygodne miejsca w busie. Dwugodzinną drogę w większości przesypiamy. Koło 14 docieramy do Foz, szkoda nam czasu na kombinowanie dojazdu busami do hotelu, bierzemy więc taxi. Najbliższe dwie noce spędzamy ponownie z promocji MMT, tym razem w Royal Iguassu Hotel (13 USD/noc). Hotel fajnie położony - blisko lotniska w Foz, przy drodze prowadzącej na wodospady. Bezpośrednio przy drodze są przystanki autobusowe więc można tanio i wygodnie przemieszczać się na trasie: hotel - lotnisko - wodospady - miasto. Dopełniamy formalności w hotelu, zrzucamy bagaże i biegniemy na wodospady. Po drodze łapiemy stopa. Zatrzymuje się miły argentyński taksówkarz i podrzuca nas pod samo wejście do parku :) (wstęp 56 brl). Pogoda piękna, słońce grzeje, śladów burzy brak. Turystycznym busikiem jedziemy do szlaku na wodospady. Widoki oczywiście nieziemskie.
Załącznik:
P1160875.JPG
P1160875.JPG [ 232.4 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160879.JPG
P1160879.JPG [ 230.13 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160881.JPG
P1160881.JPG [ 224.42 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160896.JPG
P1160896.JPG [ 233.55 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160939.JPG
P1160939.JPG [ 222.04 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160929.JPG
P1160929.JPG [ 206.18 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160955.JPG
P1160955.JPG [ 207.46 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160956.JPG
P1160956.JPG [ 221.12 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160979.JPG
P1160979.JPG [ 198.84 KiB | Obejrzany 12841 razy ]

Nie ma dzikich tłumów, jako że godziny już popołudniowe. Ciężko nam sobie wyobrazić co się czuje chodząc po stronie argentyńskiej, zapowiada się genialnie :) Szlakiem dochodzimy do Garganty, gdzie mokniemy całkowicie, wjeżdżamy jeszcze windą na górę, skąd także są świetne widoki, po czym kierujemy się na powrotny busik.
Załącznik:
P1160994.JPG
P1160994.JPG [ 235.9 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1160999.JPG
P1160999.JPG [ 215.08 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Załącznik:
P1170005.JPG
P1170005.JPG [ 210.51 KiB | Obejrzany 12881 razy ]

Niebo zaczyna się ściemniać, po chwili czuć pierwsze krople deszczu i momentalnie zaczyna się burza z taką ulewą i wichurą, że ponownie totalnie mokniemy w naszym turystycznym busiku bez okien a dodatkowo trzeba uważać na lecące z dużą prędkością gałęzie i liście. Oto nasza burza z piorunami z porannej prognozy :lol:
Po wyjściu z parku przesiadamy się na busa linii 120 jadącego przez lotnisko do miasta (3,2 brl/os). Jedziemy do samego końca, na terminal, gdzie w okolicy znajdujemy market Super Muffato z bufetem na wagę. Polecamy to miejsce. Najadamy się do syta za niecałe 20 brl, robimy zakupy w markecie i wracamy busem do hotelu. Jutro czeka nas wyprawa na wodospady po stronie argentyńskiej. Musimy opracować plan dotarcia iii wymiany pieniędzy, oby poszło to sprawniej niż w Rio... ;)

11.11 środa, dzień 5
Bilans zero
Trasa: Foz - Puerto Iguazú - Wodospady Iguazú - Foz


Po obfitym śniadaniu dowiadujemy się w recepcji, że obok hotelu w sklepie z pamiątkami jest kantor. Idziemy sprawdzić kurs. 13 ars za dolara. Ujdzie, chociaż na stronie w necie było 14, decydujemy się wymienić 50 usd a resztę po stronie argentyńskiej. Dostajemy 650 ars. Nie chce nam się jechać do miasta żeby dostać się do Argentyny, postanawiamy pójść pieszo do granicy. Po 45 minutach marszu z hotelu docieramy do przejścia granicznego w Brazylii. Dopełniamy formalności wyjazdowych i ruszamy dalej. Po paru minutach udaje nam się złapać stopa, jedziemy więc w towarzystwie miłego gościa przez granicę argentyńską, gdzie dostajemy pieczątki wjazdowe na 90 dni do drogi prowadzącej do wodospadów, zaraz na wjeździe do Puerto Iguazú. Pan nas jeszcze instruuje, gdzie mamy złapać busa.
Ara: jesteśmy na drodze do wodospadów, to po co jechać jeszcze do miasta? Jedzmy od razu na wodospady! 
Repman: no tak, możemy tu coś złapać, nie ma sensu się wracać do miasta. Po co właściwie mieliśmy tam jechać?
Do kantoru :P Ale chwilowo o tym nie pamiętamy :lol:
Podjeżdża taksówka, gość chce 100 ars za trasę na wodospady. Wsiadamy. Po chwili dosiada się dwójka Wenezuelczyków. Pytają czy nie chcemy z nimi wracać, żeby dzielić koszty taksy. Nie wiemy ile czasu nam zejdzie na wodospadach, wolimy się nie ograniczać. Zaczynamy podliczać wydatki: 
100 ars taksa
260 ars jeśli pamięć ary nie myli wejście na wodospady, co daje 520 ars na dwie osoby
30 ars zostaje na ewentualne wydatki i drogę powrotną - jakieś 10 zł - brawo my! :D
Załącznik:
P1170028.JPG
P1170028.JPG [ 219.87 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170029.JPG
P1170029.JPG [ 234.33 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

W parku spędzamy kilka dobrych godzin, widoki wspaniałe, nie pada ale jest pochmurno i co jakiś czas słychać w oddali burzę. Zastanawiamy się kiedy nas złapie. Profilaktycznie wzięliśmy ciuchy na zmianę ale mimo wszystko w burzy po tych metalowych kładkach nie chcielibyśmy śmigać ;)
Załącznik:
P1170040.JPG
P1170040.JPG [ 223.42 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Wodospady robią niesamowite wrażenie i to, że można podejść tak blisko, poczuć moc tej masy wody, która tu przepływa, świetne uczucie!
Załącznik:
P1170084.JPG
P1170084.JPG [ 208.9 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170115.JPG
P1170115.JPG [ 231.38 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170076.JPG
P1170076.JPG [ 211.46 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170190.JPG
P1170190.JPG [ 221.18 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170191.JPG
P1170191.JPG [ 242.23 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170196.JPG
P1170196.JPG [ 208.97 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170200.JPG
P1170200.JPG [ 199.45 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170201.JPG
P1170201.JPG [ 238.16 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Podczas spaceru w parku mijamy zwierzaki (np. powszechne tu coati) i różne zorganizowane grupy (grupę tygrysów, grupę Miguel, grupę 1112 i 6015), jako nieliczni idziemy bez plakietki, mogliśmy przyjechać jedną z nich ale nasz hotel chyba nie świadczy takich usług. Oferowali nam sam dojazd i powrót za 150 brl, ale nie z nami te numery :P  
Załącznik:
P1170036.JPG
P1170036.JPG [ 212.09 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Na koniec zostawiamy sobie podróż kolejką do Garganty, burzę słychać coraz bardziej, doszły też błyski na horyzoncie, czuć pierwsze spadające krople deszczu. Szczęśliwie i sucho udaje nam się dotrzeć na koniec platformy. Kilka fotek i z powrotem, łapiemy powrotna kolejkę i teraz już się może dziać, co chce. Plan zrealizowany :)
Załącznik:
P1170237.JPG
P1170237.JPG [ 215.83 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Załącznik:
P1170273.JPG
P1170273.JPG [ 204.12 KiB | Obejrzany 12892 razy ]

Opuszczamy teren parku, po drodze łapie nas lekki deszcz, idziemy w nadziei, że złapiemy coś za te nędzne 30 ars, które nam zostały... Po jakimś czasie zatrzymuje się taksa, my - poziom espagnol zero, kierowca - poziom english zero. Dogadać się ciężko, w ruch idzie kartka, długopis i pieniądze do zobrazowania naszych możliwości finansowych. Pan pisze na kartce 100 ars, my pokazujemy 30. Ok, stawka dograna, wręczamy panu pieniądze i jedziemy do Puerto Iguazú, gdzie po szybkim spacerku przez miasto i minięciu jednego nieczynnego kantoru trafiamy na dworzec autobusowy. Za 4 brl od głowy kupujemy bilety powrotne do Brazylii. Granica pierwsza - argentyńska - wychodzimy z busa, podbijamy paszporty, wsiadamy z powrotem. Granica druga - brazylijska - wysiadamy, pytamy czy bus na nas poczeka, nie poczeka, mamy łapać kolejnego. Idziemy podbić paszporty i karty wjazdowe. Czekamy na kolejnego busa, godzinę! Gdybyśmy wiedzieli, że tyle to potrwa, wrócilibyśmy na stopa, ale, że bilety już mieliśmy a i planów specjalnych na wieczór brak, posiedzieliśmy na przystanku i poobserwowaliśmy ruch graniczny. W końcu docieramy do miasta, gdzie wzorem dnia poprzedniego udajemy się do Super Muffato na obiad po czym wracamy do hotelu. 
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0


Ostatnio edytowany przez ara 16 Gru 2015 15:11, edytowano w sumie 12 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
chaleanthite lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 15 Gru 2015 00:00 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
Relacja co prawda w większości powstawała "live" ale ze względu na ograniczenia sprzętowe nie było możliwości jej wrzucania na bieżąco, a po urlopie jak to po urlopie pochłonięci przez rutynę dnia codziennego... ;) nadrabiamy zatem i zapraszamy do czytania! :)
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 15 Gru 2015 20:42 

Rejestracja: 05 Sty 2015
Posty: 1
sponsorem kolejnej odsłony jest drugi z bohaterów :D

12.11 czwartek, dzień 6
Chillout w przestworzach
Trasa: Foz (IGU) - Cuiaba (CGB) - Porto Velho (PVH) - Rio Branco (RBR)


Wstajemy skoro świt a nawet wcześniej celem dotarcia na lotnisko. Pierwszy z zaplanowanych na dziś lotów mamy o 8 do Cuiaby, kolejny, którego o mało co nie przegapiliśmy przez zmianę bramki o 11 z minutami do Porto Velho. Próbujemy zostawić na lotnisku bagaże, niestety bez efektu, musimy się więc tarabanić z nimi do miasta. Dowiadujemy się czy do miasta jedzie jakiś autobus - ponoć jedzie, ale nie wiadomo kiedy ;) Żar leje się z nieba, postanawiamy nie czekać tylko brać taksę do miasta. Ładujemy się do auta wspólnie z sympatyczną brazylijską parą i dzielimy się kosztami przejazdu. Podjeżdżamy do centrum handlowego, gdzie w klimatyzowanych warunkach nadrabiamy zaległości w pisaniu relacji, rezerwujemy noclegi w Peru oraz omawiamy dalsza trasę. Samo miasto raczej nie ma zbyt wiele do zaoferowania toteż cały wolny czas spędzamy w CH. Jest tam masa różnych jadłodajni. Możemy polecić gigantyczne lody z knajpki na piętrze oraz bufet z przepysznym sushi na wagę w cenie 59 brl/kg, naprawdę jest w czym wybierać! Na zdjęciu poniżej po lewej polecane lody, w środku kadru - sushi Miyoshi.
Załącznik:
P1170308.JPG
P1170308.JPG [ 237.49 KiB | Obejrzany 12802 razy ]

Powrót na lotnisko odbywamy w sposób kombinowany - do głównej drogi idziemy z buta, po czym łapiemy autobus. Z przyzwyczajenia w Foz wsiadamy przednimi drzwiami a tu dla odmiany pan ze swoim biletowym kioskiem siedzi na końcu autobusu :P Pamiętajcie więc, że w Porto Velho do autobusów wsiada się tylnymi drzwiami ;) Za 6 brl/2os. docieramy na lotnisko. Cicho tu i pusto. Taśmę do skanera bagażu muszą specjalnie dla nas uruchamiać. W tej sennej atmosferze pozostaje nam oczekiwać na ostatni tego dnia lot - do Rio Branco. Mamy tam hotel, do którego, mam nadzieje, sprawnie dotrzemy, co by się zregenerować przed jutrzejszą wyprawą do Peru.


Ostatnio edytowany przez repman, 16 Gru 2015 18:07, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
chaleanthite lubi ten post.
 
      
#15 PostWysłany: 15 Gru 2015 21:54 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
13.11 piątek, dzień 7
Maraton
Trasa: Rio Branco - Brasilea - Assis - Puerto Maldonaldo - Cuzco


Poprzedniego wieczoru w miarę sprawnie złapaliśmy stopa. Samochodem podróżowała przesympatyczna trzyosobowa ekipa - starsi państwo oraz chłopak w naszym wieku. Podrzucili nas pod same drzwi hotelu (Ibis Rio Branco), 15 km od lotniska... a mieliśmy już wizję marszu w ciemnościach ;) Przy okazji wymieniliśmy się sugestiami co do dotarcia do granicy i dalszej podroży do Peru. Hotel, najlepszy i najdroższy z dotychczasowych (89 brl), żal było opuszczać, jednak perspektywa przejazdu 570 km skutecznie wygania nas z łóżka skoro świt ;)
Załącznik:
P1170318.JPG
P1170318.JPG [ 212.77 KiB | Obejrzany 12909 razy ]

Idziemy wzdłuż drogi i łapiemy stopa, miejsce nienajlepsze, bo pobocze wąskie z ciągłą linią... Przechodzimy z dwa kilometry, dopiero 7 a upał już niesamowity. Zatrzymuje się samochód, miły gość podrzuca nas kilkanaście kilometrów na dworzec autobusów dalekobieżnych. Szybki reserch - bezpośredni autobus do Puerto Maldonaldo odjeżdża kolejnego dnia, bus do granicy o 12. Żadna z tych opcji nie wchodzi w grę, o 21 mamy busa z Puerto Maldonaldo do Cuzco. Negocjujemy z taksówkarzem. Proponuje cenę 200 brl za przejazd do granicy. Bus kosztuje połowę tego. Rezygnujemy i odchodzimy z zamiarem złapania kolejnego stopa. Gość nas goni, negocjujemy dalej‎ - my po angielsku, on po portugalsku. Ustalamy cenę 155 brl. Niesamowite, że mówiąc w różnych językach można jakoś jednak dogadać cenę i trasę ;) Dojeżdżamy do Brasilei, gdzie przejmuje nas kolejny taksówkarz. Przed 13 meldujemy się na granicy brazylijsko - peruwiańskiej, skąd sprawnie przesiadamy się do busa, który za 30 soli od głowy dostarczy nas do Puerto Maldonaldo. Docieramy tam na 17, 4 godziny w zapasie :) Jeszcze tylko uścisk dłoni od kierowcy busa i za 5 soli zostajemy przekazani kierowcy tuktuka, który podrzuca nas na terminal, pilnuje wymiany voucherów na bilety, pomaga w uiszczeniu opłaty za skorzystanie z terminala, ściska nam dłonie, wita w Peru i odjeżdża. Doprawdy poczuliśmy się jak wymagający specjalnej troski :P
Korzystając z zapasu czasu przystępujemy do składania zamówienia na obiad w pobliskim barze. Kasy standardowo deficyt, bo na granicy wymieniliśmy jedynie reale, które nam zostały, za co dostaliśmy 90 soli. Wspinamy się na szczyt naszych zdolności językowych i próbujemy ustalić co i za ile dostaniemy. Zamawiamy kurczaka a przynajmniej tak nam się wydawało do momentu, kiedy na stół wjechała zupa :lol:
Załącznik:
P1170319.JPG
P1170319.JPG [ 241 KiB | Obejrzany 12909 razy ]

Po zupie nastąpiło jednak danie właściwe z rzeczonym kurczakiem, całość dla dwóch osób 10 soli ;)
Załącznik:
P1170321.JPG
P1170321.JPG [ 225.68 KiB | Obejrzany 12909 razy ]

W międzyczasie zapoznajemy się z turystami, jak się okazało po krótkiej konwersacji - z turystami z Polski - pozdrawiamy Marcina, Ewelinę i Przemka!
Pozostały czas wykorzystujemy na wypłatę kasy z bankomatu, prysznic na dworcu i obserwacje lokalnej ludności. Podziw i grozę jednocześnie budzi Peruwiańczyk z dziwnym stworem w ręce - pasikonik w powiększeniu x100! O 21 wyjeżdżamy do Cuzco. Zajmujemy miejsca w busie. Pan z pasikonikiem trafia na miejsce obok ary :?
Załącznik:
P1170329.JPG
P1170329.JPG [ 126.73 KiB | Obejrzany 12909 razy ]

Repmanowi trafia się w towarzystwie Peruwianka, która niezrażona naszym brakiem znajomości języka zagadywała nas podczas oczekiwania na autobus. Zmęczenie całodzienną podrożą daje o sobie znać i mimo nadawanego filmu udaje nam się zasnąć... do czasu. Po ok. dwóch godzinach droga robi się mocno kręta - prawo, lewo, góra, doł, prawo lewo... i tak do samego rana. Ara źle znosi podróż, nie wiadomo czy przez niezliczone zakręty czy bardziej przez wysokość, do Cuzco wznosimy się na 3400 m a tabletki na chorobę wysokościowa jadą w luku bagażowym :roll: Trasa jest ciężka, ara kilkakrotnie ląduje w wc, na jednym z zakrętów z niego wypada, na szczęście zatrzymuje się na ostatnim rzędzie foteli :lol:
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0


Ostatnio edytowany przez ara 16 Gru 2015 14:34, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 16 Gru 2015 13:34 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
14.11 sobota, dzień 8
Wysoko
Trasa: Cuzco


Przyjeżdżamy do Cuzco - koniec zakrętów, huraaaa! Tego dnia ara i repman długo będą do siebie dochodzić ze względu na trudy całonocnej podróży i niewyspania w połączeniu z wysokością, na jakiej położone jest miasto - prawie 3400 m.n.p.m. Zaczynamy poszukiwania zabookowanego hotelu. Pytamy kilku taksówkarzy, żaden nie kojarzy naszej miejscówki ani z nazwy ani co gorsza - z adresu :? To źle wróży. Jedna taksa zabiera nas na Plaza Armas, potem błądzimy w uliczkach Cuzco, pytając o drogę, cały czas bez efektu. Miły Peruwiańczyk pakuje nas do swojego auta, zabiera jako świadka jednego z przechodniów i podrzuca nas na komisariat policji - bingo! Policji udaje się ustalić gdzie jest nasz nocleg. W adresie zabrakło jednej ważnej informacji. Ładujemy się do kolejnej taksówki, która nie bez problemu, ale w końcu nas podwozi pod drzwi Residencial Panorama (15 USD/noc). Padamy na łóżko i budzimy się w południe. Robimy przegląd plecaków i oddajemy rzeczy do prania. Właściwie to jeszcze nie wiemy czy nie oddaliśmy ich np. na cele charytatywne albo do wyrzucenia, bo dogadać się nijak nie mogliśmy. Pani gospodyni ciuchy jednak wzięła, za dwa dni, kiedy wrócimy z wypadu na Machu Picchu, okaże się czy dostaniemy je z powrotem :lol: Wychodzimy na miasto w poszukiwaniu jakiejś jadłodajni. Nie ma z tym problemu. Po chwili siedzimy na targu San Pedro, gdzie jedzenie dostajemy wprost z gotujących się kotłów. Na ulicy też jest sporo możliwości żywienia się, można np. zakupić peruwiański przysmak - świnkę morską ;)
Załącznik:
P1170337.JPG
P1170337.JPG [ 199.82 KiB | Obejrzany 12930 razy ]

Załącznik:
P1170336.JPG
P1170336.JPG [ 199.08 KiB | Obejrzany 12930 razy ]

Zamawiamy sobie po jednym daniu - błąd, należało zamówić jedno na spółkę. Porcje są ogromne, nie jesteśmy w stanie‎ zjeść wszystkiego, nic dziwnego - każde z nas dostało po pół krowy na talerz :P
Załącznik:
P1170334.JPG
P1170334.JPG [ 217.36 KiB | Obejrzany 12930 razy ]

Załącznik:
P1170332.JPG
P1170332.JPG [ 192.95 KiB | Obejrzany 12930 razy ]

Dalsza cześć dnia upływa nam na leniwym spacerze po mieście, lepieniu plastelinowych ludzików z miejscową dziewczynką (pozwólcie, że nie będę nas kompromitować wstawianiem zdjęć naszych dzieł :lol:) i szybkim kursie fotografowania, za co dostajemy piękny uśmiech :D
Załącznik:
P1170395.JPG
P1170395.JPG [ 213.33 KiB | Obejrzany 12930 razy ]

oraz orientowaniu się w możliwościach dojazdu kolejnego dnia na Machu Picchu. Zastaje nas ulewa, ładujemy się więc do taksówki i uciekamy do naszej noclegowni.
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 16 Gru 2015 13:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1037
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
@ara Widze, ze bede sobie mogl przypomniec zeszloroczny wyjazd do Peru :)
Góra
 Profil Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
      
#18 PostWysłany: 16 Gru 2015 14:15 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3526
Loty: 286
Kilometry: 662 956
srebrny
super :) próbowaliście świnki?:)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
ara lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 16 Gru 2015 14:31 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 634
Loty: 78
Kilometry: 201 975
@SzklanaPułapka dzięki!
@igore po Twojej relacji kusi mnie zmiana trasy na marcowy pobyt w Brazylii :lol:
@maxima nie próbowaliśmy, a Ty jadłaś? :D
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#20 PostWysłany: 16 Gru 2015 14:34 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3526
Loty: 286
Kilometry: 662 956
srebrny
niestety nie :( wszędzie były po 70+ soli
Jadłam za to lamę w Chile i Boliwii :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group