Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 11 Sty 2022 18:38 

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 106
Loty: 61
Kilometry: 134 287
srebrny
Serdecznie witam i zapraszam do relacji

Odcinek #1



Nie będę zgrywał kozaka jak to ja się nie dostałem do Syrii, bo nie był to specjalny wyczyn. Zresztą na chwilę obecną jakby się głębiej nad tym pochylić to macie tylko jedną możliwość. Wizy wydawane są tylko i wyłącznie poprzez zorganizowane biura turystyczne. Myślę, że jakby się nad tym dłużej pochylić to jest szansa wyrwania jej przez jakiegoś fixera, ale jednocześnie biorąc pod uwagę liczbę checkpointów oraz podejścia żołnierzy, myślę że podróżowanie bez kogoś ogarniętego byłoby przynajmniej mocno utrudnione o ile w pewnym momencie nie skończyłoby się jakąś inbą (na internecie jest opis tego jak ktoś dostał się na samodzielny wyjazd, ale tak naprawdę gówno widział, a po drugie najnormalniej w świecie wizę zdobył podstępem). Na 100% nie ma szans zobaczenia Palmyry, gdzie wymagane było oddzielne pozwolenia z ministerstwa obrony, a to jak nas tam kontrolowano w jedną i drugą stronę to coś czego się w sumie nie spodziewałem. Podkreślam, że problemem nie były miasta bo po Damaszku czy Aleppo poruszałem się samodzielnie bez większego problemu zarówno o świcie jak już przed północą, ale samo przemieszczenie się między miastami jest bardzo restrykcyjne.
Z samą wizą nie zaczęło się jakoś różowo, bo pierwsze podejście zostało odrzucone, a mi przepadł lot (na szczęście było to jakieś 150 zł do Jordanii, więc specjalnie nie rozpaczałem). Dopiero drugie podejście skutkowało przyznaniem upragnionego świstka, jedyne co pozostało to wybrać sprzyjający termin i czekać na lot. Jakoś tak wyszło, że za 50 zł za osobę pojawił się lot do Jordanii 31.12. Sylwester w Ammanie - może być - Nowy Rok w Damaszku tym bardziej 8-)
Dodam, że te 100 zł za lot finalnie okazały się tylko początkiem, bo do kosztów musicie dodać jeszcze 150 zł za osobę za wizę do Jordanii oraz test PCR w Polsce (280zł) oraz po przylocie 35 JOD (200 zł) – no i suma wychodzi, że się tak wyrażę słaba. Wiem, że na forum znajdziemy paru fanów pandemii, ale dla mnie przestaje to być poważne podejście, a cały wyjazd upewnił mnie z pewnych powodów jak bardzo to wszystko jest nastawione tylko i wyłącznie na zarobek.
Wracają do tematu to około g.16 lądujemy w Ammanie, ogarniamy busa za parę zł do centrum i tam bardzo zacny hostel Nomads (100 zł za dwie osoby), w pokoju 4 osobowym, który dzielimy z Czechami, ale bez jakiejś zbytniej zażyłości. W samolocie lecimy obok grupy dziewczyn, które do Jordanii leciały z polskim biurem i jakiś przewodnikiem.
Podkreślam, do Jordanii, z przewodnikiem... W każdym razie jak ktoś chce mnie wynająć to bardzo chętnie :) Tani nie jestem, ale za to średni, no i język francuski ogarniam :P Pas problem.
Na samych ulicach Ammanu spora impreza, dużo dzieciaków, muza waliła z samochodów, policja rozganiała gromadzące się grupy ze względu na jakieś obostrzenia związane z pandemią. Samo odliczanie do północy spędziłem na dachu hotelu, fajerwerków nie było, a za chwilę poszedłem spać. Rano pod hotel podjechał kierowca, który zabrał miał nas zawieźć do Damaszku. Dwa dni przed wylotem dostałem pytanie od Ayouba (to on ogarniał ten wyjazd dla mnie), czy nie mam nic przeciwko temu, żeby dołączył do nas jeszcze jeden podróżnik. Jako, że wiązało się to ze zniżką parunastu dolarów nie miałem nic przeciwko. Dołączył do nas Niemiec, jak się okazało bardzo ciekawa postać (140+ krajów) i tak to nasze ścieżki splotły się na następne 8 dni :)
Przejście graniczne zajęło około 3 godziny i odbyło się nie bez problemów. Za moją namową syn poleciał coś nagrywać na gopro i oczywiście po drodze trafił się jakiś lokalny tajniak. Coś tam od niego chciał (ale po arabsku nie mogliśmy się dogadać), więc zabrał nas do głównego szefa tego przybytku. Na szczęście szefo ogarniał angielski, standardowo popatrzył na nagrania, na jednym było widać trochę przejścia granicznego , ale z dalekiej odległości. Finalnie życzył nam nadużywanego w krajach arabskich „welcome”, a człowiek który nas przyprowadził do niego zebrał opierdol co skutkowało przeprosinami w naszą stronę.
Do Damaszku przyjechaliśmy około godziny 15 i po szybkim check-in w hotelu udalismy się na obchód po starym mieście. Jakie wrażenia? Po wizycie w Bagdadzie w Iraku Damaszek wydawał mi się mimo wszystko bardziej przyjazny. Nie ma takiego zatrzęsienia wojska czy policji. Owszem są checkpointy, ale strażnicy na nich nie za bardzo przykładają się do pracy. Ciężko mi wypowiadać się o całej stolicy, bo całej nie widziałem, zresztą nie wiem czy miałoby to jakikolwiek sens. To tak jakby oglądać Wilanów w Warszawie, niby można, ale czy to ma głębszy sens?
Stare miasto ze swoimi wąskimi uliczkami prezentuje się bardzo korzystnie i klimatycznie. Szczególnie widać to w przypadku hotelu w którym mieliśmy pokój. Bardzo przeciętne wejście prowadzące do przeciętnej recepcji, a dopiero potem zaczyna się magia. Na środku dziedzińca zlokalizowany jest przepiękny basen, a wokół wejścia do pokojów urządzonych w stylu przywodzącym na myśl właśnie taką bliskowschodnią myśl z łazienkami z marmuru i bogato zdobionymi meblami.
Załącznik:
syria144.jpg
Załącznik:
syria153.jpg
Załącznik:
syria166.jpg

Swoje kroki kierujemy w stronę Pałacu Azema, czyli 18-wiecznego budynku będące rezydencją Paszy Al-Azema. W środku znajdujemy pokoje, w których urządzone są wystawy tematyczne z dawnych lat. Jedną z najciekawszych rzeczy jakie tam spotkaliśmy to drzewa cytrusowe, gdzie cytryna była wielkości 3 pomarańczy. Tego typu owoce można było spotkać właśnie rosnące w tego typu starodawnych rezydencjach. Obok pałacu możemy znaleźć kompleks suk (nie mylić z samicą psa).
Załącznik:
2syria001.jpg
Załącznik:
2syria002.jpg

Suki jak to suki, mnóstwo wszystkiego, od ubrań, poprzez przyprawy, aż do – uwaga – sklepów z seksowną bielizną damską ;) Po drodze mijamy lodziarnię z 1937 roku, którą oczywiście odwiedzimy ,ale następnego dnia. Pomimo trwającej przez 7 lat wojny, samo centrum Damaszku sprawia wrażenie nietkniętego. Przeglądając mapę działań wojennych na terenie Syrii, można zauważyć że stolica przez cały czas była pod rządami rządu syryjskiego. Pewne zniszczenia można zaobserwować na przedmieściach, ale w części starego miasta raczej nie natkniemy się na nic dramatycznego. Fajne jest to, że w odróżnieniu od innych miast jak np. Marrakesz tutaj nie ma czegoś takiego jak zorganizowane grupy zawracaczy dupy. Trzeba przyznać, że w mieszkańcach pomimo ciężkiej sytuacji (naprawdę ciężkiej) jest dużo dumy i w sumie pogody ducha. Po bardzo przyjemnym jedzeniu w jednej z restauracji utrzymanej w typowo arabskim stylu, z siedzeniem na poduchach wróciliśmy do hotelu. Sen przyszedł szybko, bo jednak poprzednia noc była dość krótka ze względu na Sylwestra, a kolejny dla mnie zaczął się już o 6 rano.
Załącznik:
2syria003.jpg
Załącznik:
ipsyria001.jpg
Załącznik:
ipsyria002.jpg
Załącznik:
ipsyria003.jpg


Na szczęście o tej chorej porze było już jasno, więc chodzenie było całkiem przyjemne. Udało mi się dotrzeć nawet poza mury okalające stare miasto, ale nic specjalnego tam nie znalazłem. Ulica, beton, budynki bez historii. Trochę pokręciłem się jeszcze po zdjęcia i nagrania i wróciłem na śniadanie. Około godziny 10 udaliśmy się do muzeum narodowego w Damaszku. Niestety czy to ze względu na brak turystów czy też obawy o ataki lub braki w ekspozycji ilość eksponatów była mocno ograniczona. O ile ogród otaczający muzeum z piękną zielenią i poukładanymi gdzieniegdzie rzeźbami to w środku było dosłownie parę sal i często z replikami. W drodze do meczetu Ummayad dopadła nas naprawdę spora ulewa. Finalnie okazało się to w sumie na plus, gdyż mogliśmy oglądać ten jeden z największych na świecie meczetów w strugach deszczu, a następnie w pięknie refleksujących kałużach gromadzących się na marmurze. Ummayad Mosque naprawdę robi spore wrażenie, przepych, ogrom, wspaniałe ornamenty no i wspaniałe zdjęcia 8-) Środek jest ogromny, ale do przepychu chociażby Hagi Sofii mu daleko. Na środku meczetu znajduje się świątynia poświęcona Janowi Chrzcicielowi. O dziwo przed nią znajdowały się głównie kobiety. Powrót do hotelu, chwila oddechu i zawijamy się zwiedzać znowu. Jako, że było już dosyć późno pierwsze kroki skierowaliśmy do lodziarni. No i co? Było naprawdę pysznie, lody takie ciągnące się trochę jak krówka. Niestety nie mogę porównać ich do tureckich (czy to te same), bo w Turcji jakoś się nie złożyło żebym je jadł ;) Na poprawkę jeszcze gęste mleko z ryżem – taki ich lokalny przysmak i spadamy szukać mięsa. W sumie było już chyba 20-21 i okoliczne knajpy z jedzeniem w większości były zamknięte. W końcu udało się znaleźć taką bardziej cafe, niż restaurant ale obiecali że ogarną kurczaka. Trochę mam obawy skąd on przyszedł, bo dziwnym trafem przynieśli go od strony ulicy, a nie od strony kuchni, ale jak to mówią darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Zamówione, trzeba zjeść. Ostatecznie szału nie było, ale dramatu też nie (i co najważniejsze sraczki też nie było).
Załącznik:
syria255.jpg
Załącznik:
syria254.jpg
Załącznik:
syria002.jpg
Załącznik:
syria003.jpg
Załącznik:
syria004.jpg
Załącznik:
syria007.jpg
Załącznik:
syria009.jpg
Załącznik:
syria010.jpg
Załącznik:
syria011.jpg
Załącznik:
syria012.jpg


Kolejny dzień to w końcu konkretne zwiedzanie :lol: Na pierwszy rzut poszła Maaloula, znajdująca się 70 km na północ do stolicy. Co tam znajdziemy? Klasztor (chrześcijański), a także wioskę w której zachował jeszcze język aramejski (jeśli się nie mylę to własnie nim posługiwał się Jezus). Powoli zaczynamy widzieć smutną stronę Syrii, zniszczoną, opuszczoną, podziurawioną. W Maalouli nie ma nikogo poza nami, z jednej strony to dobrze, bo mieć na wyłączność wspaniały klasztor (bliźniaczo podobny do tych, które widziałem w Kurdystanie) jak i wspaniałą wąską ściężkę wiodącą jakby w kanionie to naprawdę miłe odczucie. Klasztor wygląda wspaniale, jest odrestaurowany, w środku znajdujemy jeden z najstarszych ołtarzy na świecie (1 wiek n.e) oraz kobietę, która odmówiła modlitwę w języku aramejskim (języku Chrystusa) – muszę przyznać, że zrobił na mnie spore wrażenie. Poza klasztorem znajdowały się dwa sklepy, w jednym zakupiłem 6 paczek papierosów i jako prezent wróciły ze mną do Polski (kosztowały chyba 1,5 zł za paczkę). Dodatkowo miły właściciel sklepu poczęstował nas czajem.
Załącznik:
syria014.jpg
Załącznik:
syria015.jpg
Załącznik:
syria016.jpg
Załącznik:
syria019.jpg
Załącznik:
syria023.jpg
Załącznik:
syria025.jpg
Załącznik:
syria027.jpg
Załącznik:
syria028.jpg
Załącznik:
syria030.jpg
Załącznik:
syria031.jpg
Załącznik:
syria032.jpg
Załącznik:
syria033.jpg


Kolejne 290 km to jazda do w pewnym sensie symbolu Syrii – miasta Aleppo.
Jednakże, zanim tam dotarliśmy na chwilę stanęliśmy w Homs. Być może mniej znane, ale procentowo jeszcze bardziej zniszczone niż Aleppo. Rzeczywiście, gdy jechaliśmy ulicami Homs rozmiar zniszczeń był ogromny, całe kwartały bloków były totalnie zdewastowane i podziurawione. Plusem Homs było to, że dziewczyny były tam naprawdę ładne (podobno najładniejsze w całej Syrii) – statystyk nie prowadzę, ale mogło być w tym trochę racji. Rzadziej niż gdzie indziej było widać też kobiety zakryte chociażby chustą. Być może skutek ISIS był odwrotny od zamierzonego, gdy wysadza się meczety jednocześnie twierdząc, że to w imię Allaha jakoś słabo się to zgrywa logicznie.
Załącznik:
syria035.jpg
Załącznik:
syria036.jpg
Załącznik:
syria037.jpg
Załącznik:
syria039.jpg
Załącznik:
syria040.jpg
Załącznik:
syria043.jpg
Załącznik:
syria046.jpg
Załącznik:
syria047.jpg
Załącznik:
syria049.jpg
Załącznik:
syria050.jpg


Po dotarciu do Aleppo pierwsze kroki skierowaliśmy do cytadeli Aleppo. Bliźniaczo podobnej do tej w Erbil – z tą różnicą że to był ten większy brat bliźniak :shock: Fenomenalna budowla, majestatycznie królowała nad miastem. Przed główną bramą znajdowały się zdewastowane budynki, wokół okręgu murów większość budynków była podziurawiona, a piętra pozapadane. O ile Damaszek to takie miłe miasto to w Aleppo zaczynało boleć serce.
Wracając do cytadeli to w środku jest naprawdę dużych rozmiarów. Chodzenie i to dość szybkie zajęło ponad godzinę. Wszędzie chodzili wojskowi, nie mogłem użyć mojego pro aparatu, ale już iphone nie stanowił przeszkód. Na samym końcu znajdowała się wieża, z której rozpościerał się wspaniały widok na miasto.
Załącznik:
syria139.jpg
Załącznik:
syria053.jpg
Załącznik:
syria054.jpg


Do hotelu dotarliśmy po godzinie 16 – pamiętam doskonale kiedy, bo przed nosem zatrzasnęli mi drzwi do SyriaTel i znowu zostałem kolejny dzień bez internetu (jedynie wifi hotelowe). Hotel to 10-piętrowy budynek, w stylu typowego hotelu jakich wiele. Nie wiem czy tak szybko go odrestaurowali, czy może właściciel znał ludzi z ISIS, ale był jedynym nie rozwalonym budynkiem stojącym przy tej części ulicy. Pokoje jak najbardziej na plus, jednakże śniadanie to była jakaś porażka, niejadalne było to co tam dawali. Mniejsza o to. Po kilku chwilach odpoczynku udaliśmy się na wieczorne łażenie bez celu.
Załącznik:
syria132.jpg


Uderzające w Aleppo było to, że gdy zapadła ciemność na niebie, miasto także pozostało ciemne. Dosłownie w nielicznych sklepach i budynkach paliło się światło elektryczne. Pomimo, że od wojny minęły już 2 lata to miasto to dalej próbuje dojść do siebie. Trafiliśmy na 2 czy 3 ulice na których odbywał się jako taki ruch, handel ciuchami czy też otwarte były jakieś knajpki z jedzeniem albo cukiernie. Powrót do hotelu i spadamy spać, bo znowu o świcie chcieliśmy ruszyć w miasto.
Kolejny dzień przyniósł wspaniałe/tragiczne odkrycia w postaci zrujnowanego miasta. Dotarliśmy w okolice suk, które nawet całkowicie rozwalone robiły kolosalne wrażenie. W czasach przedwojennych liczyły one prawie 13 kilometrów sklepów, hoteli, zajazdów, restauracji. Teraz ostało się może paręset metrów. W trakcie wojny odbywały się tam regularne bitwy. Na swojej drodze spotkaliśmy miłego starszego Syryjczyka, który pracował przy odbudowie suk. Pomimo braku znajomości języka arabskiego z naszej, a angielskiego z jego strony udało się nam porozumieć międzynarodowym językiem na migi. Oprowadził nas po okolicy, pokazał kilka zamkniętych pomieszczeń, w których kiedyś znajdowały się hotele, a teraz albo ruiny, albo bardzo powoli są odrestaurowywane. Udało mi się też wślizgnąć do odbudowywanego meczetu (też zresztą o nazwie Ummayad) i zrobić fajne zdjęcia tego jak mocno rozwalony jest w środku, a intensywnie odbudowywany przez robotników. Gdy tamtędy przechodziliśmy w ciągu dnia takiej możliwości już nie było, bo dostęp był zablokowany przez wojsko. Opłaca się wstawać rano. Po tej oprowadzce Syryjczyk zaprosił nas na herbatę (swoją drogą bardzo smaczną) po czym serdecznie się pożegnaliśmy i poszliśmy w swoją stronę.
Załącznik:
ipsyria001.jpg
Załącznik:
ipsyria002.jpg


Chodząc bez celu mogliśmy przyjrzeć się ruinom miasta, a gruz walał się wszędzie. Jakże to tragicznie musiało wyglądać po wojnie, skoro nawet teraz pomimo tego że ulice są pozamiatane, a gruz poukładany wzdłuż domów robi to tak kolosalne wrażenie. Cały dzień upłynął nam na oglądaniu poszczególnych części miasta. Wspólnym mianownikiem były zniszczenia i ślady po kulach. Nie chciałbym żeby zabrzmiało to jakoś dramatycznie, ale znaleźć tam nieruszony kawałek przestrzeni jest naprawdę trudne. Jednym z punktów, które oparły się wojnie był hotel Four Season – chodziło o jakąś umowę pomiędzy walczącymi, że tego hotelu nie ruszają bo są tam dziennikarze (jednakże kilka dziur po kulach na hotelu udało mi się namierzyć). Byliśmy też w niezniszczonym budynku na terenie Suk, w którym znajduje się cafe, a który nie został zniszczony, bo podobno własciciel postawił się ISIS, krzycząc, że wejdą tam, ale po jego trupie, więc zostawili go w spokoju. Czy to urban legend czy prawda, chyba sie nie dowiem :?:
Załącznik:
syria056.jpg
Załącznik:
syria058.jpg
Załącznik:
syria059.jpg
Załącznik:
syria061.jpg
Załącznik:
syria063.jpg
Załącznik:
syria065.jpg
Załącznik:
syria066.jpg
Załącznik:
syria067.jpg
Załącznik:
syria070.jpg
Załącznik:
syria072.jpg
Załącznik:
syria074.jpg
Załącznik:
syria075.jpg
Załącznik:
syria077.jpg
Załącznik:
syria078.jpg
Załącznik:
syria079.jpg
Załącznik:
syria080.jpg
Załącznik:
syria084.jpg
Załącznik:
syria087.jpg
Załącznik:
syria088.jpg
Załącznik:
syria089.jpg

Załącznik:
syria148.jpg
Załącznik:
syria150.jpg
Załącznik:
syria152.jpg



Gdy nastał wieczór, nastał też czas posiłku. Jako, że dzień wcześniej nie znaleźliśmy nic specjalnego tym razem postanowiliśmy się przyłożyć ciut bardziej. Najpierw zawitaliśmy do dość przyjemnie wyglądającej knajpy rozłożonej na ulicy, ale nie mieli tam mięsiwa, a tylko hummus (hummus srummus shit), ale za to mili pracownicy wskazali nam gdzie iść. Restauracja do której trafiliśmy to praktycznie jedyne oświetlone miejsce na przełomie dwóch ulic. Gdy tam weszliśmy zostaliśmy otoczeni przez opary dymu, przypominające wspaniałe czasy dawniejszych barów o wątpliwej reputacji. Spode łba patrzyły na nas brodate twarze lokalnych mieszkańców, a mrok miejsca rozświetliła chmurna twarz managera, ale za to mówiącego po angielsku. Dlaczego tak się o tym rozpisuję? Gdyż nigdy nie spotkała mnie sytuacja, że trzech kelnerów, albo i czterech obsługuje mnie przy jedzeniu. Mówiąc o obsłudze nie mówię o tym, że przynieśli nam nasze pół kilo kebaba z frytkami, chlebem, colą i sałatką. Mówię o tym, że gdy tylko upiłem łyk z kieliszka za chwilę miałem dolane do pełna, mówię o tym, że sałatka była dokładana mi na talerz na bieżąco, podobnie nakładane były frytki, myślę że gdybym na to pozwolił to zaczęliby mnie karmić. Nie mam bladego pojęcia z czego to wynikały, czy z tego że turyści, czy walki o napiwek? Oczywiście zostawiłem odpowiednią kwotę, która dla nich była wysoka, ale w Polsce pewnie kelner ledwo by na to spojrzał, po czym zbiliśmy pionę z każdym z ekipy nas obsługującej i odeszliśmy w stronę zachodzącego słońca (chyba w tą, bo było już ciemno, więc ciężko określić). No i historia się powtarza, hotel, sen, o 6 rano wstałem już sam. Ruszyłem w stronę cytadeli finalnie ją okrążając miałem już wracać do hotelu, ale trafiła mi się przypadkowa otwarta klatka schodowa. I to był strzał w dziesiątkę, bo po wejściu na myślę 5-6 piętro moim oczom ukazała się wspaniała panorama Aleppo z widokiem na cytadelę i zniszczony meczet. Piękne i tragiczne zarazem.
Załącznik:
syria090.jpg
Załącznik:
syria091.jpg
Załącznik:
syria094.jpg
Załącznik:
syria096.jpg
Załącznik:
syria097.jpg
Załącznik:
syria101.jpg
Załącznik:
syria102.jpg
Załącznik:
syria104.jpg
Załącznik:
syria105.jpg
Załącznik:
syria107.jpg
Załącznik:
syria108.jpg
Załącznik:
syria109.jpg
Załącznik:
syria112.jpg
Załącznik:
syria114.jpg
Załącznik:
syria116.jpg
Załącznik:
syria118.jpg
Załącznik:
syria119.jpg
Załącznik:
syria128.jpg
Załącznik:
syria131.jpg
Załącznik:
syria134.jpg
Załącznik:
syria135.jpg


Do hotelu złapałem taksówkę, a następnie około 10 udaliśmy się w stronę miasta Hama i Krak de Chevaliers. Hama to miasto, w którym zlokalizowane są starożytne młyny wodne. Wydaje mi się, że poza tymi młynami niewiele jest tam rzeczy do obejrzenia. Co innego ludzie. Szokujące było to, że jak tylko wysiedliśmy z samochodu podchodzili do nas ludzie chcący zrobić sobie zdjęcie, albo zagadać. Mega otwarte społeczeństwa, fajnie by było spędzić tam dzień, ale nasza droga prowadziła nas do Krak do Chevaliers. Podobno to jeden z najlepiej zachowanych zamków na świecie. Nie wiem czy aż tak daleko bym wybiegał w tym stwierdzeniu, ale na pewno jeśli rozpatrywać to pod kątem wielkości do zachowania to jest w tym dużo prawdy. Zamek jest kolosalny, a największe wrażenie na mnie zrobiła nie wiedzieć czemu stajnia, wielkości jakiejś mega hali do koszykówki czy też widoki, które myślę że rozciągały się na dziesiątki kilometrów. Pod kątem strategicznym ktoś genialnie zaplanował tą miejscówkę. Nie wiem czy jest się o czym rozpisywać w przypadku zamku, bo miał to co wszystkie zamki, czyli dziedziniec, kuchnie, lochy, stajnie, wieże :!: Smutne jest to, że z zamku widać było budynki, w których tętniło restauracyjno-hotelowe życie a teraz są tylko nic nie znaczącymi szkieletami przypominającymi o tym jak było dawniej.
Załącznik:
syria157.jpg
Załącznik:
syria159.jpg
Załącznik:
syria160.jpg
Załącznik:
syria163.jpg
Załącznik:
syria168.jpg
Załącznik:
syria172.jpg
Załącznik:
syria173.jpg
Załącznik:
syria175.jpg
Załącznik:
syria177.jpg
Załącznik:
syria178.jpg
Załącznik:
syria180.jpg
Załącznik:
syria181.jpg
Załącznik:
syria186.jpg
Załącznik:
syria192.jpg
Załącznik:
syria193.jpg
Załącznik:
syria194.jpg


Spaliśmy w hotelu w pobliżu z widokiem na to wspaniałe UNESCO. W okolicy nie było nic, więc tak naprawdę czas upłynął nam na kolejnej wizycie w restauracji oraz siedzeniu wieczorem na necie w hotelu. Wiem, że ciągle chodzę do restauracji jak jakiś burżuj, ale full jedzenia, czyli mięso, frytki, chleb, sałatki, desery wychodziły po około 20 zł, więc jak nie tam to gdzie?
No dobra, nastał dzień kolejny i tutaj coś na co muszę przyznać czekałem z wypiekami na twarzy. Palmyra, miasto walk oraz jednego obrazka, który może znacie z TV, gdzie brodate geniusze z ISIS wysadzały bezcenne w skali świata historyczne miejsce. Żeby dostać się do Palmyry potrzebne jest specjalne pozwolenie z Ministerstwa Obrony. Sama droga w stronę tego miasta obecnie zajętego przez wojska rosyjskie to seria kolejnych checkpointów, na których nikt się nie szczypie tylko solidnie sprawdza kto jedzie. Mijaliśmy strefy zmilitaryzowane, wiele wozów pancernych czy miejsce ze wzgórzami gdzie rozsiane były radary. Sceneria z tej zielonej w Krak de Chevaliers zmieniła się na pustynną. Do Palmyry prowadził jednopasmowy prosty jak drogi w Australii asfalt. W końcu dotarliśmy na miejsce. Chyba możliwość bycia tam mogę tylko przyrównać ekscytacji jaka towarzyszyła mi, gdy postawiłem nogę w Babilonie w Iraku. Wspaniały starożytny kompleks pełen monumentalnych kolumn i starożytnych fresków. Jak pięknie tam musiało być jeszcze 10-12 lat temu. Stworzyć tak wspaniałą cywilizację, którą potem w kilka chwil grupa fanatyków wysadziła w powietrze. Zastanawiam się jak rząd syryjski mógł na to pozwolić? Dał się zaskoczyć? Nie wiem, ale co się stało już się nie odstanie. Na każdym kroku znajdowaliśmy łuski nabojów czy metal wydaje mi się, że pochodzący z odłamków materiałów użytych do wysadzenia tych zabytków. Jak mocne musiały być te kolumny, że niektóre przetrwały te eksplozje. Parę godzin mogliśmy krążyć wokół i podziwiać majestat czasów minionych, a jedynymi turystami poza nami było trzech rosyjskich żołnierzy. Myślę, że dokumentacja foto, którą macie fajnie zobrazuje Wam wspaniałość tego miejsca. Na wiekowych kolumnach znaleźć można było dziury po kulach, dla mnie osobiście to jest zbrodnia przeciwko ludzkości w zakresie dziedzictwa kulturowego. Jedyne co można zrobić to podziwiać co jest i być może w przyszłości jak region ustabilizuje się na dobre ruszą prace rekonstrukcyjne tego miejsca. Powrót był równie ciekawy, bo mijaliśmy konwój rosyjskich ciężarówek i pickupów uzbrojonych w potężne karabiny maszynowe (nie jestem ekspertem, więc nazwami nie będę rzucać). Co nas uderzyło to jak nasi sąsiedzi wyglądali w tych ciężarówkach z twarzami ociekającymi wkurwem. Z Palmyry udaliśmy się bezpośrednio do Damaszku do naszego hotelu. Wieczorem zrobiliśmy jeszcze bardzo szybki wypad do lokalnego fastfooda, gdzie obaliliśmy po burgerze po arabsku :geek:
Załącznik:
syria195.jpg
Załącznik:
syria199.jpg
Załącznik:
syria199.jpg
Załącznik:
syria201.jpg
Załącznik:
syria203.jpg
Załącznik:
syria206.jpg
Załącznik:
syria209.jpg
Załącznik:
syria214.jpg
Załącznik:
syria216.jpg
Załącznik:
syria221.jpg
Załącznik:
syria222.jpg
Załącznik:
syria231.jpg
Załącznik:
syria234.jpg
Załącznik:
syria235.jpg
Załącznik:
syria236.jpg
Załącznik:
syria239.jpg


Ostatni dzień to wyjazd do Bosry, czyli miejsca wspaniale zachowanego amfiteatru wpisanego na listę UNESCO. Sporo się ich naoglądałem w Turcji, ale ten konkretny zamiatał je wszystkie. Gigantyczny, świetnie zachowany ze wspianiałą akustyką. Był też miejsce tragicznego wydarzenia, dekapitacji przez ISIS 60 żołnierzy syryjskich na scenie. W miejscowości tej syn dokonał niesamowitego odkrycia. Jak to ma w zwyczaju wsadził głowę do jakiegoś budynku, a w nim ... karabin maszynowy taki jak mają na pickupach, czyli dużo większy kaliber, a dalej wyrzutnię rakiet... Zaraz podbiegli jacyś lokalsi, żeby go wyganiać, ale z tego co wiem ma to nagrane na GoPro :roll: Potem jak lokalsi poszli do meczetu na modły sam odwiedziłem to miejsce i zrobiłem zdjęcie i nagranie, żeby nie było że wymyślam :lol:
Cofnijmy się jeszcze do ranka przez wyjazdem do Bosry. Otóż mogliśmy zrobić sobie jedyny w swoim rodzaju syryjski test PCR za jedyne – uwaga – 110 USD. Loool. Czy nas złupili czy nie, nie wiem i pewnie się nie dowiem. Grunt, że test wyszedł negatywny.
Załącznik:
syria240.jpg
Załącznik:
syria242.jpg
Załącznik:
syria244.jpg
Załącznik:
syria246.jpg
Załącznik:
syria247.jpg
Załącznik:
syria252.jpg


Wieczorem jeszcze tylko w hotelu w Damaszku pożegnanie się z naszym dobrodziejem Ayoubem i zawijamy się do Libanu do Bejrutu. Wcześniej jeszcze tylko czekała mnie pyskówka z jakimś Hiszpanem, bo siadł z przodu mimo że sam ważył z 60 kilo a ja ponad 100  Nie bardzo rozumiał argument, że jestem większy a nas jest 5 osób w samochodzie za to bardzo rozumiał staropolskie słowo na K**** z dodatkiej J****y  Pobluzgaliśmy się ja po angielsku on po hiszpańsku i ruszyliśmy razem jak jedna wielka rodzina w trasę trwającą jakieś dwie godziny. Granica libańska zajęła może z 20 minut, sprawdzili szczepienia, wbili wizę na miesiąc i pożegnali nas grzecznie.
W Bejrucie byliśmy tylko jedną noc i dzień, to wystarczyło, żeby zobaczyć silos, którego wybuch wstrząsnął miastem i światem w wiadomościach. Na żywo robi strasznie przygnębiające wrażenie, zwłaszcza że na murze znajdują się obrazki zabitych w tym wybuchu. Dodatkowo przygnębiające się jest to jak mocno Liban jako kraj stacza się w biedę ze względu na kryzys finansowy. Mam nadzieję, że jakoś z tego wyjdą, bo przykro patrzeć jak bogactwo i jeżdzące porsche, mercedesy, land rovery przeplatają się z żebrającymi małymi dziećmi.
Z Bejrutu udaliśmy się na Cypr, gdzie trochę nas zrobili w jajo. Wpisałem tranzyt, a i tak kazali mi robić test bo niby będę przebywał w strefie tranzytowej zbyt długo (wylądowałem na Cyprze o 22, a lot powrotny był o 10 rano).
Bardzo dziękuję jak ktoś dotarł do końca.
Jeśli ktoś chce to mam sporo pieniążków z Syrii – nominał 1000 funtów syryjskich. Nie są one jakoś specjalnie popularne, więc jeśli ktoś chce i poda dane do wysyłki to mogę przesłać listem na podany adres na pamiątkę :!:
Jak są pytania to dawajcie w postach, chętnie odpowiem.
Niedługo też podam linki do filmów, a materiału mam od zarąbania tylko muszę go ogarnąć :evil:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez irae, 16 Sty 2022 13:04, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
38 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 12 Sty 2022 20:59 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 331
srebrny
Po Twojej relacji nabieram coraz większej ochoty na Syrię, tym bardziej, że te unescowe miejsca mimo wszystko dobrze zachowane, nawet w Palmyrze sporo się ostało. Szkoda, że wioski na północy niedostępne, bo pod kontrolą Turcji.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 12 Sty 2022 21:23 

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 106
Loty: 61
Kilometry: 134 287
srebrny
@Woy

no marne szanse tam się dostać, bo to nawet nie problem biura tylko checkpointów, które za cholerę tam nie wpuszczą, może w przyszłości, kto wie...

a dzięki temu objazdowi mam zrobione wszystkie unesco poza wioskami :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 12 Sty 2022 22:12 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 966
srebrny
Bardzo ciekawa relacja!
Drobna errata - w Aleppo nie było ISIS, aż tam nie dostarli. Wojska Asada naparzały się tam przez dłuższy czas z zestawem różnych ugrupowań opozycyjnych.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
irae uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 12 Sty 2022 22:27 

Rejestracja: 01 Sty 2017
Posty: 20
Dla mnie Syria to był jeden z najwspanialszych krajów jaki widziałem, byłem dwukrotnie w 2007 i 2009. Po tym wszystkim co sie potem wydarzyło, kiedy widziałem co stało sie z Aleppo chyba już nigdy tam nie wrócę, szkoda ludzi , zabytków, atmosfery. Kraj który miał dla turysty wszystko, dobre jedzenie , mili i uczciwi ludzie nie skażeni wielką turystyką, zabytki klasy unikatowej, ruiny w Rzymie przy Palmirze czy Sergiopolis to przedszkole. I chyba wszystko skończone, może za 20 lat ale kto myśli o turystach jak do gara nie ma co włożyć.
Gratuluję odwagi i determinacji. Co z meczetem w Aleppo , widziałem że też ucierpiał?
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 12 Sty 2022 22:51 

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 106
Loty: 61
Kilometry: 134 287
srebrny
@MARJAN71

odnośnie meczetu to mury odrestaurowane, minaret jeden stoi - reszta w odbudowie, w środku kupa gruzu, musiało to wyglądać fatalnie pewnie rok, 2 lata temu, bo jednak pierwsze co odbudowują to miejsca kultu,

właśnie rozmawiałem o tym z synem jak wspaniała musiała być Syria przed wojną, tragedią jest to, ze miliony Syryjczyków wyjechały z kraju, a młode pokolenie tylko marzy żeby tam uciec (wiem, bo z synem spisało się dwóch młodych chłopaków na whatsapp i żaliło się na ten temat)

Tak to wygląda od środka :arrow:
Załącznik:
IMG-41721.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 12 Sty 2022 23:37 

Rejestracja: 01 Sty 2017
Posty: 20
Tak było w 2007.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 15 Sty 2022 10:01 

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 106
Loty: 61
Kilometry: 134 287
srebrny
Zgodnie z tradycją trochę czarnobieli, która wyjątkowo pasuje do Syrii.

Jutro w samo południe odpalam pierwszą część na youtubie, oczywiście pozwolę sobie dodać :)

Miłego oglądania :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
katka256 uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 15 Sty 2022 13:56 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7168
Loty: 871
Kilometry: 813 940
platynowy
@irae Możesz opisać procedurę załatwiania wizy syryjskiej?
Czy dobrze przeczytałem, że do wjazdu do Libanu nie potrzebowałeś testu, tzn. nie sprawdzali go?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 15 Sty 2022 15:44 

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 106
Loty: 61
Kilometry: 134 287
srebrny
@Sudoku

+963 954 840 021 (whatsapp)
Ayoub Smadi

Manager z biura z Damaszku, wyśle Ci szczegółowy plan i to on załatwia.

Przy wjeździe do Libanu nie potrzebowałem testu, sprawdzili tylko szczepienie, ale wiem że komuś dzień wcześniej sprawdzali testy.
Jeśli się wjeżdza do Syrii z Libanu to tam jeszcze jakoś inaczej chyba jest, ale nie zagłębiałem się bo jechałem z Jordanii. Poniżej masz wycinek jakichś wymagań do Libanu ;)

Załącznik:
11a.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
Sudoku lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 16 Sty 2022 13:03 

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 106
Loty: 61
Kilometry: 134 287
srebrny
Hejka, wrzucam część 1 :) :arrow: Damaszek 8-)
Do obejrzenia po obiadku i familiadzie :lol:

Pozdro :)

Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group