Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 5 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: A miały być narty
#1 PostWysłany: 05 Sty 2020 23:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2208
platynowy
Ten wyjazd od początku był inny. Przede wszystkim miało go nie być, ale na początku grudnia córka powiedziała mi, że musi na narty (znaczy deskę) i w zasadzie to jeśli nie pojedziemy jej życie straci sens i w ogóle będą same dramaty.
Cóż, w takiej sytuacji musiałem coś zorganizować. Okazało się, że z niezawodnego pod tym względem Krakowa można kupić bilety do Turynu za 39 zł na 25 grudnia (właśnie @Skrzat napisał, że na tej trasie już nie polatamy). Z powrotem było trudniej, ale tu z pomocą przyszli Arabowie. Amerykanie rozwiązali zaś problem noclegu. Razem wyszło, że jak na wyjazd w samym szczycie sezonu uda się całość ogarnąć w całkiem rozsądnej cenie.
I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że tam gdzie miałem jeździć na nartach temperatura była stale powyżej 10 stopni, a w okolicach naszego przyjazdu wzrosła do 14. Oglądane zdjęcia z kamery zainstalowanej w ośrodku, do którego się wybieraliśmy nie pozostawiały wątpliwości: śniegu nie ma. Jakież było moje zdziwienie, gdy tuż przed świętami na stronie stacji narciarskiej znalazłem komunikat: otwieramy dwudziestego czwartego (może zresztą było tam napisane, że jesteśmy otwarci tego dnia?).
W kwestii jazdy na nartach nie za bardzo zatem wiedziałem czego mogę się spodziewać.
Na początku jednak trzeba było tam dojechać. Droga nie była prosta. Warszawa – Kraków pociągiem, następnie poszukiwanie otwartej knajpy w Krakowie – sukces był mizerny, więc postanowiłem, że na jedzenie udamy się do saloniku na lotnisku – miałem w zanadrzu revolutową wizytę w loży i nadzieję, że młodszą córkę wpuszczą za darmo, co się zresztą stało
Samolot do Turynu jak na złość postanowił się spóźnić godzinę, a kiedy już dolecieliśmy zaczęło się coś, co mi towarzyszyło przez większą część tego wyjazdu. Było czasem mniej czasem bardziej, ale jednak nie tak jak sobie wyobrażałem.
Na początek była to sprawa błaha, dotyczyła dojazdu z lotniska do miasta. Zbiorkomem można na dwa sposoby: prosty i droższy oraz trochę trudniejszy i tańszy. Jest autobus za 7 EUR ze stoiskiem z biletami przy wyjściu i pociąg za 2,70 EUR donikąd lub 3 EUR do celu (z przesiadką). W automacie można kupić bilet donikąd. Bilet do celu można kupić nie tam, gdzie jest napisane na automacie - w punkcie informacyjnym będącym być może jedynym miejscem na lotnisku, gdzie obsługa nie potrafi mówić po angielsku (przynajmniej ta obsługa, która mnie obsługiwała)
Bilety w automacie można było zresztą kupić tylko teoretycznie.

Załącznik:
automat turyn.jpg


Pociągiem i autobusem za te 3 EUR dotarliśmy w końcu do stacji Porta Nuova skąd mieliśmy pociąg do miejsca naszych noclegów, miejscowości Mondovi położonej u stóp Alpi Del Mare. Nie było to dla nas nieznane miejsce, bowiem trafiliśmy tam 2 lata temu. Wtedy było zimno i był śnieg. Tym razem mimo nocnej pory jakieś 10 stopni na plusie. Dlaczego tam? Po prostu szukając miejscówki w ostatniej chwili nie udało mi się znaleźć w Bardonecchi, Sestriere czy Dolinie Aosty noclegów, które nie kosztowałyby tak pod tysiąc złotych za noc. Poza tym po doświadczeniach z poprzedniego wyjazdu wydawało mi się, że ośrodek leżący na uboczu, nie najnowocześniejszy będzie mniej zatłoczony niż te bardziej znane.
Zresztą miejscowość jest raczej urokliwa. Poprzednio spaliśmy na górze, tym razem na dole, bliżej przystanku autobusu w góry

Załącznik:
window view.jpg


Załącznik:
window view 2.jpg


Kiedy obudziliśmy się dwudziestego szóstego rano widok z okna na góry dawał nadzieję, że uda się jednak pojeździć na nartach. Sprawdziłem rozkład jazdy: autobus o 10 z minutami oznaczony był jako kursujący cały rok. Poczekaliśmy na niego ze 30 min i jednak okazało się, ze cały rok to nie znaczy 26 grudnia. W takiej sytuacji pomyślałem o alternatywnej wycieczce. Wybór padł na nadmorską Savonę. Miejscowość, którą dobrze (znaczy źle) zapamiętałem, bowiem tam podczas mojej pierwszej samodzielnej podróży na Zachód, w 1990 lub 1991 roku spędziłem 24h czekając na stopa. Coś takiego zdarzyło mi się tylko raz. Tym razem postanowiłem ją odczarować i w sumie udało się, ponieważ znalazłem tam bardzo atrakcyjny pałac sprawiedliwości.

Załącznik:
pałąc sprawiedliwosci.jpg


Załącznik:
pałąc sprawiedliwosci2.jpg


Poza tym przeszliśmy się po plaży

Załącznik:
morze.jpg


Następnie odnieśliśmy pierwszą z naszych porażek gastronomicznych. Tego dnia mało co było czynne, a na dodatek ja jakoś zapomniałem, że Włochy to nie jest kraj, gdzie można ot tak po prostu zjeść, kiedy jest się głodnym. W Savonie, kiedy byliśmy głodni otwarte było w zasadzie tylko to:

Załącznik:
mister kebab.jpg


Jedzenie nie było wcale najgorsze, jednak nie takie były plany dotyczące jedzenia we Włoszech.

Kolejnego dnia udało nam się dojechać na narty i początkowo miny nam zrzedły. Miejsce w którym 2 lata temu śmigaliśmy po śniegu wyglądało tak:

Załącznik:
stacja dolna.jpg


Spytałem Pani u której poprzednio wypożyczałem sprzęt czy może jednak gdzieś da się jeździć? I okazało się, że owszem i to całkiem niedaleko. Po drodze do wyciągu zastaliśmy bazie, które kojarzą mi się raczej z wielkanocą niż bożym narodzeniem

Załącznik:
bazie.jpg


a oto początek trasy:

Załącznik:
na narty.jpg


Jednak po wjechaniu pierwszym wyciągiem zaczynał się prawdziwy śnieg, a po przejechaniu kolejnym było go naprawdę dużo.

Załącznik:
jest śnieg.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez pabien, 06 Sty 2020 10:57, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 06 Sty 2020 09:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2208
platynowy
Nasz pierwszy dzień na nartach okazał się być również ostatnim. I to wcale nie ze względu na brak śniegu lecz z powodu innych okoliczności, których było kilka:

1. starsza córka miała ostatnio zepsute kolano i trochę ją zaczeło boleć
2. młodsza córka w sumie nie przepada za nartami
3. ja narty lubię bardzo, ale jednak 160 EUR za 2,5 h jazdy (bo kolano) to strasznie dużo pieniędzy
4. wielkanocna atmosfera (bazie i kilkanaście stopni) w grudniu (krótki dzień) jakoś nie tworzyła atmosfery do jeżdżenia na nartach

A, że atmosfera była wielkanocna pokazywały również znaki na niebie (przynajmniej mi krzyż kojarzy się bardziej z wielkanocą niż bożym narodzeniem).

Załącznik:
jezus.jpg


Z uwagi na powyższe (znaczy niejeżdżenie na nartach, nie krzyż) następnego dnia postanowiliśmy udać się w następną podróż nad morze. Pierwotny plan zakładał Monako, bo dziewczyny chciały zaliczyć nowy kraj, jednak strajk we Francji i wątpliwości czy tam dojedziemy, a jeśli dojedziemy to czy wrócimy, spowodował, że po dojechaniu nad morze pojechaliśmy na wschód nie zachód.

Podróż do Genui była o tyle nie najlepszym pomysłem, że akurat trwał remont torów i pociąg dojeżdżał do odległych przedmieść tego miasta, następnie należało się przesiąść do autobusu i kolejnego pociągu, aby dotrzeć do centrum. Potem autobus, a wszystko dla jednego widoczku z ludzkimi fokami na plaży

Załącznik:
tourist crap.jpg


Niedaleko znajdował się pałac z dość szczególnym ogrodzeniem. Przyciągnęło moją uwagę budząc skomplikowane skojarzenia z kościołem katolickim czy cywilizacją chrześcijańską (tą historyczną raczej niż współczesną, wynurzenia o teraźniejszości będą później)

Załącznik:
ogrodzenie.jpg


Załącznik:
ogrodzenie2.jpg


Opróćz tego ponieśliśmy kolejną porażkę kulinarną. Moje dotychczasowe doświadczenia włoskie (pomijając Wenecję i Rzym, oraz pierwszą Savonę) kazały wierzyć, iż znalezienie pysznego jedzenia nie jest problemem, wystarczy wejść gdziekolwiek. I tym razem gdziekolwiek było mocno utrudnione, ponieważ prawie wszystko było zamknięte. Jedyne spotkane otwarte miejsce serwowało pizze i foccaccie jakości, której mógłbym spodziewać się po barze przy dworcu w bardzo odległej polskiej prowincji, nie po centrum Genui.

Jedzenie było podłe, ale za to obok na trawniku między gołębiami można było zobaczyć śliczne zielone ptaszki

Załącznik:
Papuga czy co.jpg


Potem trzeba było wracać do Mondovi, gdzie (tutaj będę trochę na bakier z chronologią) jeszcze przed wycieczką do Genui odwiedziliśmy targ. Poprzednim razem byliśmy na targu w wysokim miescie - sprzedawano owoce, warzywa, produkty regionalne. Na targu organizowanym na dole takie rzeczy stanowiły jedynie margines. Poza tym sprzedawano wszelki crap, głównie chiński. Stoiska z majtkami i bluzkami nie miały żadnego uroku, ale było coś co zwróciło moją uwagę - przyjechały dwa mobilne Leroy Merliny. Fotografia jednego z nuch poniżej.

Załącznik:
targ mondovi.jpg


Kolejny dzień był ostatnim w Alpach Nadmorskich. Początkowo planowałem wycieczkę do dwóch pobliskich miasteczek, ale ze względu na słabszą widoczność wizyta w jednym z nich, którego atrakcją jest widok na góry z rynku, a także niespodziewaną chęć zorganizowania nam wycieczki przez córkę, plany uległy zmianie. Udaliśmy się na spacer po okolicy, a dokładniej do ławeczki z widokiem. Warto było.

Załącznik:
ławeczka.jpg


Załącznik:
z łąwki.jpg


W drodze powrotnej przeżyliśmy mniej więcej to w poprzednie dni, tylko inaczej. Nie było porażki kulinarnej, bowiem po drodze, mimo poszukiwań nie znaleźliśmy żadnego miejsca, gdzie możnaby coś zjeść. Aby zakończyć tę serię porażek, wieczorem poszliśmy do najlepiej ocenianej restauracji w Mondovi. Było smacznie, choć bez przesady, za to kelner był nieogarnięty i opryskliwy - to następna rzecz, której jakoś się po Włoszech nie spodziewałem.

Rozpisałem się o wycieczce, a wcale nie o to mi chodziło. Raczej chciałem podzielić się spostrzeżeniami innej natury. Są one pisane z pozycji ignoranta, zresztą ta ignorancja jest też przedmiotem moich rozważań.

W czasie pobytu w Mondovi (choć nie tylko, podobnie było w Savonie, ale tam jednak było więczej normalnego życia) odnosiłem się wrażenie, że coś jest nie tak. Miasto i okolica wygladały na wpół opuszczone. Nieczynne restauracje (na stałe, nie chodzi o przerwy między 14 a 19), opuszczone domy, a na ulicach, szczególnie w dni świąteczne, najczęściej widziało się nie mjejscowych lecz imigrantów z Afryki. Zawsze zadbanych, w nowych ubraniach i zawsze sprawiających wrażenie mocno zagubionych. To był widok drastycznie inny niż np ten z Aten. Wydaje się, że państwo włoskie (a może organizacje pozarządowe?) przejawia troskę o przybyszów szukających lepszego świata, ale robi to karmiąc ich, ubierając i zapewne dając dach nad głową. Może trafiają do takich prowincjonalnych miejscowości, bo one mają z tego jakieś profity? Może w ten sposób rozwiązuje się problem opuszczonych domów? I wszystko byłoby wspaniale, gdzyby nie to wrażenie ich zagubienia oraz totalnej obcości. Niezwykle mnie ciekawi jak oni się czują, pewnie znacznie lepiej niż w swoich piekłach, ale czy dobrze, czy mają jakieś szanse na integrację z lokalnym społeczeństwem? Jeśli nie, to jakie są ich perspektywy, jaka jest zdolność państwa do objęcia kolejnych uchodźców pomocą?

Słabo czułem się nie znając odpowiedzi na te pytania. W międzyczasie spotkaliśmy znającego angielski młodego Włocha (syna reemigranta z Belgii i Brazylijki), który w pustym pociągu miał wielką ochotę z nami porozmawiać. I tu okazało, się że on o naszej części Europy wie jeszcze mniej niż my o jego rejonie. Już dawniej się nad tym zastanawiałem, ale teraz ta kwestia powróciła - jakże wielkim zaniedbaniem na poziomie UE jest brak zdecydowanych prób uczenia wspólnej historii, minimalne zainteresowanie na poziomie poszczególnych państw problemami przekraczającymi ich granice! Bez tego nie można mówić o integracji o próbie rozwiązywania problemów na poziomie wspólnotowym. Bez tego cały ten projekt traci sens i nigdy się nie uda. Ach to przekleństwo państw narodowych! Maleńkich, nic nie mogących, ale widzących się jako pępki świata.

A wracając do wycieczki ...

W hotelu w którym mieszkaliśmy znalazłem fotografię z blond elementem polskim (dla fanów piłki nożnej)

Załącznik:
Glik.jpg


Wycieczka dobiegała końca. Po porażkach kulinarnych z poprzednich dni obiecałem dziewczynom, że w Bergamo to się nie powtórzy. Wypytałem o warte polecenia miejsca, byłem przygotowany. Tylko, że zgłodnieliśmy wcześniej, wszystko było zamknięte, trafiliśmy więc do jakiejś hurtowej foccacciarni w Cita Alta, gdzie dostaliśmy tłuste obrzydlistwo, które odebrało nam apetyt do końca dnia.

Dziewczyny nie były zadowolone, ja na szczęście znalazłem coś na pocieszenie. Pierwszy znany mi dom z uszami, a jakby się przyjrzeć to jeszcze dodatkowo pokazujący język.

Załącznik:
Dom uszaty.jpg


To co napisałem wyglda na marudzenie, jednak nie ozacza, że uznaję (a wzasadzie uznajemy) wyjazd za nieudany. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze było to znacznie lepsze niż świąteczne objadanie się w Warszawie, po drugie wyjazd skłonił nas do różnych refleksji i rozważań, po trzecie trochę ładnych i ciekwaych rzeczy widzieliśmy, po czwarte jeździliśmy na nartach, a po piąte teraz muszę pojechać z dziewczynami na południe Włoch (starsza córka tam była, ale miała wtedy jakieś 3 lata), żeby pokazać im inne oblicze tego kraju.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez pabien, 06 Sty 2020 13:39, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 06 Sty 2020 11:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1073
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
@pabien Na południu Włoch jest dużo ciekawiej. Chociaż ze śniegiem mogą być jeszcze większe problemy.

Wysłane z mojego Mi MIX 2 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 06 Sty 2020 11:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2208
platynowy
@igore niekoniecznie (dotyczy braku śniegu), bo że ciekawie tam jest to wiem
https://www.skylinewebcams.com/en/webca ... -nord.html
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 06 Sty 2020 12:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1073
Loty: 213
Kilometry: 402 697
platynowy
Sycylia to osobny kraj

Wysłane z mojego Mi MIX 2 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
 
 [ 5 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 6 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group