Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 09 Lut 2018 14:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Mar 2014
Posty: 128
Loty: 149
Kilometry: 258 264
niebieski
Prolog:

Dwie osoby, które dzieli wiek oraz życiowe doświadczenie. Do tego dwa trudne charaktery, które tworzą iście wybuchową mieszankę. Jak dodać do tego jeszcze strach przed lataniem i wszelkimi rzeczami, które są inne, nieznane, obce to można na takim wyjeździe spodziewać się wszystkiego.

Swojej mamie zawdzięczam wszystko! Pasja do podróży jest jej ogromną zasługą bo pomimo, że wychowywała mnie sama mocno zaciskała pasa, odmawiała sobie wielu przyjemności, abym mógł zobaczyć trochę świata i nadeszła pora żeby choć w jakimś stopniu ten dług zacząć spłacać.

Mama często załamuje ręce jak słyszy, że znów kupiłem jakiś lot, że znowu gdzieś się wybieram, a gdy dowiaduje się o planach na najbliższą przyszłość jedynie rzuca przysłowiowe: „Ty mnie kiedyś wpędzisz do grobu”.

Ponad rok temu postanowiłem przybliżyć jej trochę nasz świat – świat, który każdy z czytających to forum pokochał i bez którego nie umie się obejść. Chciałem pokazać jej to co mnie w tym świecie fascynuje, co mnie pociąga i co sprawia, że nie umiem zbyt długo wysiedzieć na 4 literach, a każdy dzień spędzony w domu odczuwam jak nałogowiec na przymusowym odwyku, a moment rozpoczęcia podróży jest jak głęboki wdech świeżego powietrza po wyjściu z ciemnych, dusznych, podziemnych korytarzy.

Równo rok temu odbyliśmy naszą pierwszą wspólną podróż do Rzymu. 4 dni w Wiecznym Mieście nie mogły się nie udać, a jednak były zarzewiem drobnych sprzeczek wynikających głównie z morderczego tempa zwiedzania niedostosowanego do możliwości wytrzymałościowo-kondycyjnych. Wtedy planując wyjazd zbytnio skoncentrowałem się na rzeczach z kategorii must see niż na chłonięciu miasta takim jakie jest (co z reguły jest moim priorytetem w podróży). Ale tak bardzo chciałem jej pokazać jaki świat jest piękny. Mimo zawrotnego tempa czy ilości miejsc do zobaczenia, mama wróciła bardzo zadowolona choć z góry zapowiedziała, że nigdy więcej do samolotu nie wsiądzie. A że ze swoimi słabościami trzeba walczyć uknułem w głowie chytry plan kolejnej podróży.

Postanowiłem odrobić lekcje z poprzedniego roku i korzystając z dobrych cen lotów EasyJet wyskoczyć z nią na kilka dni do Wenecji. A, że już wiem co tak bardzo ją męczyło w Rzymie, postanowiłem odpowiednio ułożyć nasz wyjazd – łącząc jej oczekiwania z moimi.

No to lecimy!

[Brak zdjęć z okresu od lądowania do hotelu jest spowodowany tym, że z reguły pierwsze godziny spędzam na cieszeniu się chwilą, przyzwyczajaniu się do nowego otoczenia czy oswajaniu się z atmosferą nowego miejsca.]

20.01.2018 – Sobota!

Ostatni raz w Wenecji byłem prawie 20 lat temu będąc na obozie młodzieżowym we Włoszech. Nie było UE, a walutą były Liry, których kilka tysięcy zostało mi jeszcze na pamiątkę. To co zapamiętałem to plątanina uliczek i zakamarków gdzie bardzo łatwo się zgubić. Cieszyłem się na możliwość powrotu do miejsca z czasów mojej młodości.

Wylot mieliśmy z Krakowa, z którego nie miałem jeszcze okazji lecieć (zdecydowanie preferuje loty z WAW i KTW). Dodatkowo, linią EasyJet, którą również jeszcze nie miałem okazji podróżować. Także 2 nowe lotniska i nowa dla mnie linia lotnicza to fajny początek 2018 roku.

Jeszcze przed wylotem zarezerwowałem sobie parking w Balicach na polecanym tutaj na forum parkingu Interparking – za 4 dni – 24 zł płacone przelewem. Rezerwacja bezproblemowa, dostałem potwierdzenie na maila, które trzeba zeskanować przy wjeździe na parking. Z parkingu można dojechać busem, ale postanawiamy zrobić sobie spacer na terminal (ok 400 m), żeby mama schłodziła głowę przed stresującym dla niej momentem jakim jest lot samolotem.
Po kilku minutach spaceru docieramy na terminal, szybka kontrola bezpieczeństwa choć w moim przypadku czekało mnie podwójne sprawdzenie plecaka. Na komentarz, ale mnie Pani zestresowała, urocza dziewczyna jedynie skwitowała z uśmiechem – a jak Pan mnie nastraszył! Na bezcłowym pomni miłych chwil na ławce pod Koloseum zaopatrujemy się w małe 200ml, które mają nam ułatwić spacery w czasie chłodniejszych momentów dnia i spokojnie czekamy na samolot do Wenecji. Mama udaje się na ostatniego przed lotem papierosa i możemy spokojnie udać się na Boarding.

Samolot wypełnia sie na oko w 70% i równo o 14:15 jesteśmy już w powietrzu. Lot przebiega bez żadnych zakłóceń, a mama nawet decyduje się zerkać przez okno (jest dobrze!). Przed czasem meldujemy się na lotnisku Marco Polo. Jest przyjemne popołudnie, chłodno, ale nie zimno. Spacerem udajemy się na przystanek Tessera, skąd autobusem nr 5 po zakupie biletów przez aplikację (1,5 EUR) w ok 20 minut meldujemy się na Piazzale Roma, gdzie po małej kawie (1,5 EUR) piechotą udajemy się w kierunku naszego hotelu.

Na hotel wybrałem Hotel Alla Fava, ze względu na jego doskonałą lokalizację i bardzo okazyjną cenę (5 minut od Rialto i 5 minut od San Marco) – koszt 123,30 EUR za 3 noce. Do hotelu docieramy po ok godzinie spokojnego spaceru, kilku postojach oraz przez to, że kilka razy zgubiliśmy drogę. Hotel jest też nieprawidłowo zaznaczony na google maps i chwile musieliśmy krążyć po okolicy żeby odnaleźć właściwe miejsce.

Nauczony zeszłorocznymi przygodami nie forsuje tempa. Rozpakowujemy plecaki, ładujemy mój telefon, łapiemy krótki godzinny oddech i decydujemy się na spacer w stronę San Marco. Trasa z hotelu jest ładnie oznaczona i nie mamy problemu z odnalezieniem drogi (oficjalne i mniej oficjalne znaki [napisane sprayem]). Po kilka minutach docieramy na plac, który na mojej mamie robi ogromne wrażenie – widzę ten banan na jej twarzy i już wiem, że wybór był trafiony. Sporo kręcimy się po samym placu, gdzie pod arkadami są jeszcze świąteczne dekoracje, a na samym placu trwają przygotowania do kolejnego karnawału. Po dłuższej chwili udajemy się na nabrzeże, którym docieramy powolnym spacerem pod Terminal Promowy Arsenale. Stamtąd niemal tą samą drogą przez pl. Św. Marka kierujemy się na most Rialto. Jest godzina 22, za nami długi dzień.

Załącznik:
Sobota.jpg


Załącznik:
Sobota2.jpg


Załącznik:
Sobota3.jpg


Załącznik:
Sobota4.jpg


Załącznik:
Sobota5.jpg


Załącznik:
Sobota6.jpg


Załącznik:
Sobota7.jpg


Załącznik:
Sobota8.jpg


Mimo widocznej ekscytacji, dostrzegam oznaki zmęczenia na twarzy mojej mamy, dlatego decydujemy się na powrót do hotelu. W końcu przed nami jeszcze 2,5 dnia zwiedzania – nie gnaj, nie szalej, nie przeginaj – to kolejna nauka wyniesiona z poprzedniego wyjazdu.

21.01.2018 – Niedziela!

Nie zrywamy się bladym świtem, dajemy sobie trochę czasu z rana. Ok 9 wychodzimy z hotelu i udajemy się na śniadanie i kawę do kawiarni niedaleko hotelu - Farini, w której będziemy zaczynać każdy kolejny dzień pyszną kawą i Croissantem. Kawiarnia mocno oblegana przez Włochów z przesympatyczną obsługą. Espresso – 1,4 EUR, Cappuccino – 2 EUR, Croissant – 2 EUR. W poniedziałki zniżka – 20%.

Po włoskim śniadaniu ruszamy w stronę San Marco, a tam decydujemy się na wizytę w bazylice (robimy to pojedynczo, ponieważ nie można wchodzić z plecakami, a nie mam ochoty zostawiać bagażu w przechowalni). Nie byłem w niej 20 lat temu, dlatego robi na mnie spore wrażenie, choć po wizycie w rzymskich kościołach nie ma tego efektu wow.

Załącznik:
niedziela.jpg


Załącznik:
niedziela2.jpg


Załącznik:
niedziela3.jpg


Załącznik:
niedziela4.jpg


Następnie powielamy trasę z wczorajszego wieczora i powolnym krokiem ruszamy nabrzeżem w stronę Parco delle Rimembranze. Po drodze zatrzymujemy się na robienie zdjęć i delektujemy się widokami przy pięknym bezchmurnym niebie. Niesamowicie brakowało mi promieni słonecznych. To takie fantastyczne uczucie jak możesz skierować twarz w stronę słońca i poczuć jak jego promienie muskają Cię po policzkach mimo kilkustopniowej temperatury dookoła. W okolicy Museo Storico Navale di Venezia siadamy na ławce i w pełnym, pięknym słońcu otwieramy nasz mały zestaw podróżniczy i wznosimy toast za udany wyjazd. W słońcu jest przyjemnie ciepło, dlatego spędzamy tak dobrych 30 minut – celebruj chwilę, nawet kosztem zobaczenia czegoś z kategorii „must see” – to jeszcze jedna nauczka, którą wyniosłem sprzed roku.

Załącznik:
niedziela5.jpg


Załącznik:
niedziela6.jpg


Załącznik:
niedziela7.jpg


Załącznik:
niedziela8.jpg


Załącznik:
niedziela9.jpg


Kierując się dalej w stronę parku obserwujemy codzienne życie mieszkańców Wenecji – spacerujących czy uprawiających jogging. Tam nie docierają tłumy turystów z Azji choć samych turystów szukających ciszy i spokoju można spotkać. Po drodze mijamy wesołe miasteczko jakie ja pamiętam z lat 90-tych lub z łódzkiego Lunaparku – jest mini kolejka górska, czy elektryczne samochodziki.
W okolicy parku Giardini della Biennale, gdzie znajdują się pomniki słynnych osób skręcamy w parkową Aleję – Viale Giuseppe Garibaldi, która prowadzi do pomnika Garibaldiego, który porośnięty trawą sprawia wrażenie zaniedbanego. Za pomnikiem skręcamy w prawo w Fondamenta Sant’Anna, która ma nas doprowadzić do San Pietro di Castello.

Załącznik:
niedziela10.jpg


Załącznik:
niedziela11.jpg


Załącznik:
niedziela12.jpg


Załącznik:
niedziela13.jpg


Mijane alejki, uliczki odbiegają od tych z Centrum Wenecji. Tu toczy się normalne życie z jego codziennymi problemami i troskami. Tu nie ma niezliczonej ilości turystów, są odrapane fasady, pranie suszy się pomiędzy budynkami, psy załatwiają się na chodnikach, a ich właściciele nie zawsze po swoich pupilach sprzątają. Lubię takie dzielnice, bo są dużo prawdziwsze i niekiedy dużo bardziej inspirujące. Przechadzając się alejkami widzimy ludzi zajmujących się swoimi codziennymi sprawami – kurierów, śmieciarzy czy rybaków myjących swoje łodzie czy naprawiających sieci – samo życie!

Załącznik:
niedziela14.jpg


Załącznik:
niedziela15.jpg


Załącznik:
niedziela16.jpg


Docieramy do Bazyliki San Pietro di Castello, która niestety jest zamknięta. Nie martwi nas to zbytnio – nie jestem wielkim miłośnikiem muzeów czy kościołów, więc kierujemy się dalej w stronę Arsenału. Po drodze, korzystając z otwartej bramy wchodzimy do Giardini delle Vergini. Tam siadamy przy wodnym wejściu do Arsenale di Venezia i chwilę odpoczywamy w słońcu – lekcja odrobiona! Widzę spokój na twarzy mojej mamy i radość w jej oczach!

Załącznik:
niedziela17.jpg


Stamtąd udajemy się w stronę Arsenalu – spokojnym krokiem, wśród plątaniny alejek pozwalamy się zgubić. Wyłączamy na chwilę GPS i dajemy się ponieść wyobraźni – człowiek ma dziwne poczucie utraty kontroli, ale warto to przełamać!

Załącznik:
niedziela18.jpg


Załącznik:
niedziela19.jpg


Załącznik:
niedziela20.jpg


Załącznik:
niedziela21.jpg


W okolicy Arsenalu myślimy powoli o czymś do jedzenia. Mojej mamie w głowie pozostał zapach makaronu na wynos, który poczuła na Schodach Hiszpańskich w Rzymie. Nie dane nam wtedy było spróbować, dlatego postanowiłem spełnić jej „marzenie”. Na TA znalazłem restaurację z bardzo dobrymi opiniami – Dal Moro’s Fresh Pasta To Go. Gdy docieramy na miejsce okazuje się, że lokal w niedziele jest zamknięty. Na szczęście tuż obok znajdujemy podobny przybytek Pasta & Pasta. Zamawiamy Tagliatelle al ragu oraz Arabiatta (odpowiednio 5 i 6 EUR) – syte i pyszne choć ragu dużo smaczniejsze i bardziej aromatyczne jak dla mnie.

Po jedzeniu wybieramy się do napotkanej wieczór wcześniej, pełnej Włochów mini knajpki, gdzie mamy ochotę na Aperola. Tam wypijamy 3 drinki (3 EUR sztuka) i powoli ruszamy dalej. Naszym kolejnym punktem jest dzielnica Dorsoduro i charakterystyczny punkt – Bazylika di Santa Maria della Salute. Przez most Pont de l’Academie (który jest w remoncie) docieramy na miejsce od nasłonecznionej strony południowej. Mieliśmy ochotę przysiąść, ale wszystkie miejsca na słońcu były zajęte, więc zmuszeni jesteśmy usiąść z drugiej zacienionej strony z widokiem na okolice San Marco. Powoli zaczynamy odczuwać zmęczenie dniem.

Załącznik:
niedziela22.jpg


Kilka kilometrów mamy w nogach i co raz częściej musimy przystawać na odpoczynek. Powolnym krokiem kierujemy się w stronę hotelu na odpoczynek z nadzieją, że wyjdziemy wieczorem na kolejny spacer. Do hotelu docieramy ok godziny 17.00. Jak bardzo był to wymagający dzień widzę po zdartej pięcie mojej mamy oraz opuchniętej lewej nodze. Dumny z niej byłem, bo ani razu nie dała po sobie poznać, że jest zmęczona czy coś ją boli, ale już wiem, że ze wspólnego wieczornego spaceru nici.

Załącznik:
niedziela23.jpg


Po godzinnym odpoczynku decyduje się na mały samotny wieczorny rekonesans. Moim punktem docelowym jest dworzec kolejowy i powrót przez Cannaregio do hotelu. Przez most Rialto kierując się znakami udaje się w kierunku mostu Ponte degli Scalzi, a dalej włócząc się przez dzielnicę Cannaregio kieruję się w stronę hotelu. W wielu miejscach zatrzymuje się zrobić kilka nocnych ujęć. Bardzo lubię nocne zdjęcia, ale dopiero się uczę jak zrobić dobrej jakości zdjęcie i jestem baaaardzo wczesnym etapie tej nauki. Chciałem odnaleźć dzielnicę żydowską, ale zmęczenie i chłód odbierały mi determinację do poszukiwań i przełożyły poszukiwania na kolejny dzień. W okolicach Rialto przy Palazzo dei Camerlenghi są knajpy, w których dzień wcześniej spędzało czas mnóstwo osób. Dzisiaj było dużo mniej, ale decyduje się na dwa kolejne Aperole (3,5 EUR) zanim wrócę do hotelu. Zanim jednak to nastąpi, kilka zdjęć w okolicach Rialto, San Marco i Mostu Westchnień i mogę z czystym sumieniem iść spać.

Załącznik:
niedziela24.jpg


Załącznik:
niedziela25.jpg


Załącznik:
niedziela26.jpg


Do pokoju docieram o godz. 23.00 – mama jak to mama czekała aż wrócę szczęśliwie żeby mogła z czystym sumieniem iść spać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez Ryglu, 09 Lut 2018 16:34, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 09 Lut 2018 14:55 

Rejestracja: 02 Mar 2012
Posty: 5434
HON fly4free
@Ryglu chwytasz za serce.Czekam co dalej i zazdroszczę mamie takiego syna :P
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 09 Lut 2018 21:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Mar 2014
Posty: 128
Loty: 149
Kilometry: 258 264
niebieski
22.01.2018 – Poniedziałek

Ten dzień miał odbiegać odrobinę od pozostałych – postanowiliśmy wybrać się poza Wenecję. Tłumy zwiedzających potrafią zmęczyć, a ilość azjatyckich gości wiedzie w tym chyba prym. Ich głośne zachowanie, nosy w telefonach czy aparatach wzbudzają we mnie dziwne przekonanie, że poza zdjęciami Ci ludzie nic z tych wyjazdów nie wynoszą.

Na szczęście to nie nasz problem. Naszymi punktami na wyjazd poza Wenecję z racji niewielkich odległości padła Vicenza oraz Padwa. Po kawie w kawiarni Farini, ruszamy spacerem w stronę dworca. Po drodze się trochę gubimy, ale na dworzec docieramy na 5 minut przed odjazdem pociągu.

Załącznik:
poniedzialek.jpg


Do Vicenzy docieramy pociągiem Regionale (6,25 EUR OW) – czas jazdy 1h 18 min. Komfortowe warunki sprawiają, że droga przebiega szybko i przyjemnie. Na stacji Vicenza meldujemy się przed godzina 10.00 rano. Od razu widać zmianę otoczenia. Miasto zielone, czyste, zadbane – nie bez kozery mówią, że Vicenza należy do najbogatszych miast we Włoszech. Na stare miasto docieramy spacerem w kilkanaście minut.

Załącznik:
poniedzialek2.jpg


Załącznik:
poniedzialek3.jpg


Po drodze zatrzymujemy się w Cattedrale Santa Maria Annunciata skąd docierają nas odgłosy organów. Zaciekawieni wchodzimy do środka, przechadzamy się po świątyni wśród dźwięków melodii odgrywanych przez leciwego organistę. Ciekawa jest kopia całunu turyńskiego w jednej z bocznych kościelnych kaplic. Na Piazza dei Signori docieramy po chwili, mimo południa czujemy ciężkie powieki dlatego decydujemy się na kawę w kawiarni Moplen – 3,4 EUR za Espresso Doppio i Cappucino + słoneczko w gratisie.

Załącznik:
poniedzialek4.jpg


Załącznik:
poniedzialek5.jpg


Załącznik:
poniedzialek6.jpg


Załącznik:
poniedzialek7.jpg


Załącznik:
poniedzialek8.jpg


Załącznik:
poniedzialek9.jpg


Załącznik:
poniedzialek10.jpg


Kolejnym punktem miało być Teatro Olimpico, ale w poniedziałki jest zamknięte. Kawa jeszcze nie zaczęła działać więc rozsiadamy się na ławce przed Palazzo Chiericati chłonąc promienie słońca. Po kilku minutach wzdłuż Santuario di Santa Corona wśród wycieczek szkolnych ruszamy powoli na jedzenie (mijaliśmy po drodze Pasta to Go). Po drodze wsłuchujemy się w operowy głos dobiegający z jednego z otwartych okien i po chwili docieramy do mijanej wcześniej knajpy. Niestety w poniedziałki jest zamknięte. Szybka kalkulacja i analiza możliwości i postanawiamy zrobić zakupy w pobliskim Coop – 3 mini bagietki + zestaw Prosciutto + żólty ser i śniadanie w parku jak malowane – lepsze niż Pasta!

Załącznik:
poniedzialek11.jpg


Załącznik:
poniedzialek12.jpg


Załącznik:
poniedzialek13.jpg


Załącznik:
poniedzialek14.jpg


Załącznik:
poniedzialek15.jpg


Po tak przyjemnym i bardzo smacznym śniadaniu ruszamy na stację. Zakupujemy bilety do Padwy (4,25 EUR OW). Tam mała konsternacja, ponieważ na tablicy odjazdów zamiast pociągu i peronu jest narysowany autobus i peron numer PF. Do odjazdu mamy 5 minut więc postanawiam zasięgnąć języka w informacji. Niestety, jedna rozgadana Włoszka testuje moją cierpliwość. Nie mogąc dłużej czekać (minuta do odjazdu) przepraszam grzecznie i wtrącając się w namiętną rozmowę pytam o odjazd autobusu. Po wskazaniu miejsca przez uprzejmego pana z informacji krótki acz intensywny bieg i jesteśmy pod autobusem – patrzę tylko czy mama żyje i widzę, że z trudem ale oddycha. Autobus po chwili rusza w stronę Padwy. Sama jazda zajmuje ok 30 minut i autobus wysadza nas pod dworcem głównym w Padwie ok. godziny 13.00

Jakże inne to miasto, hałas, harmider, pełno ludzi dookoła. Tak odmiennie od cichej, spokojnej Vicenzy, która nas urzekła. Piechotą udajemy się na stare miasto wzdłuż ulicy Corso del Popolo, która dalej przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Przechodząc obok słynnego Uniwersytetu i Ratusza kierujemy się dalej na południe, a następnie na zachód w stronę Obserwatorium Astronomicznego, koło którego natrafiamy na zegar słoneczny (Meridiana).

Załącznik:
poniedzialek16.jpg


Załącznik:
poniedzialek17.jpg


Załącznik:
poniedzialek18.jpg


Załącznik:
poniedzialek19.jpg


Załącznik:
poniedzialek20.jpg


Załącznik:
poniedzialek21.jpg


Właściwie większość czasu kręcimy się bez specjalnego celu, delektując się architekturą, ale powoli kierując się w stronę Duomo di Padova, która niestety otwierała się o godzinie 16.00. Dwie godziny czekania nie wchodziło w grę. Myśleliśmy o pizzy na Piazza Duomo, ale coperto w wysokości 2 EUR skutecznie nas zniechęca. Z Piazza Duomo przez Piazza dei Signori, Piazza della Ragione oraz Piazza della Frutta kierujemy się w stronę stacji. Dostrzegam mocne oznaki zmęczenia i lekko utykającą mamę, więc nie chce jej dłużej obciążać.

Załącznik:
poniedzialek22.jpg


Załącznik:
poniedzialek23.jpg


Załącznik:
poniedzialek24.jpg


Na dworzec docieramy ok godziny 15.00 i pociągiem za 4,25 EUR OW ruszamy w stronę Wenecji. W pociągu odrobiny sił dodaje nam Krupnik Pigwowy i ze stacji przez dzielnicę Cannaregio ruszamy w stronę hotelu. Po drodze zaglądamy do nieodnalezionej wieczór wcześniej dzielnicy żydowskiej (która ma nawet własną ochronę) i alejką Fondamenta dei Ormessini kierujemy się na odpoczynek. Po drodze chwytamy po całkiem sporym kawałku pizzy za 2 EUR sztuka oraz zatrzymujemy się na kieliszek Aperola w Bacaro Ae Bricoe za 2,5 EUR. Miejsce bardzo przyjemne i z tego co później wyczytałem bardzo dobrze oceniane przez zarówno miejscowych jak i turystów. W ogóle w tej okolicy jest mnóstwo fajnych budżetowych opcji. Obok Bacaro znajduje się lokal z piwami kraftowymi. Niestety nie dane było mi spróbować ze względu na wczesną porę. Miałem ambicję wrócić tam wieczorem, ale mój organizm odmówił posłuszeństwa.

Załącznik:
poniedzialek25.jpg


Załącznik:
poniedzialek26.jpg


Załącznik:
poniedzialek27.jpg


Załącznik:
poniedzialek28.jpg


Załącznik:
poniedzialek29.jpg


Załącznik:
poniedzialek30.jpg


Idąc wzdłuż kanału mijamy Scuola Grande della Misericordia i dalej w prawo docieramy do głównej alejki okolicy Strada Nova, która niespiesznym krokiem doprowadza nas do hotelu. Po drodze korzystamy z okazji i zakupujemy magnesy dla znajomych i dla siebie po 0,60 EUR sztuka. Zanim jednak zamelinujemy się w pokoju, idziemy jeszcze do zamkniętej dzień wcześniej Dal Moro’s Fresh Pasta to Go. Obsługa mówiąca bardzo dobrze po angielsku i ilość turystów zapaliła mi czerwoną lampkę w głowie, ale nie mamy ochoty na dalsze poszukiwania. Skoro ma świetne opinie to prawdopodobnie jedzenie jest dobre. Niestety, mocno się zawiedliśmy oboje – o ile sam makaron w smaku bardzo dobry, o tyle sosy mdłe i bez smaku (5,50 EUR za al ragu). Poprzedni wybór był zdecydowanie lepszy.

W hotelu meldujemy się ok godziny 19. Oboje mamy dosyć, mimo szczerych chęci nasze organizmy odmawiają współpracy, podnoszą się na chwilę żeby wyskoczyć na kieliszek jeszcze czegoś mocniejszego, ale po 30 minutach wracamy do hotelu na zasłużony odpoczynek.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 11 Lut 2018 15:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Mar 2014
Posty: 128
Loty: 149
Kilometry: 258 264
niebieski
23.01.2018 – Wtorek

Wtorek rozpoczynamy o godzinie 8.00. Pakujemy nasze małe plecaki i wymeldowujemy się z hotelu. Zaliczamy ostatnią kawę i croissanta i udajemy się do dzielnicy, która przypadła nam do gustu najbardziej – Cannaregio. Tam chcemy zobaczyć kościół Madonna dell’Orto, ale zanim tam dotrzemy ostatnie spojrzenie na San Marco i Rialto.

Załącznik:
wtorek.jpg


Załącznik:
wtorek2.jpg


Załącznik:
wtorek3.jpg


Do kościoła docieramy całkiem sprawnie, wejście kosztuje 3 EUR na co jednak się nie decydujemy i oglądamy go jedynie z zewnątrz. Stamtąd ruszamy w kierunku terminala promowego Ospedale, skąd rozpościera się widok na Cmentarz San Michele. Przechadzamy się wzdłuż nabrzeża, ale wiatr staje się przenikliwie zimny i po przejściu do końca kierujemy się w stronę Dzielnicy Żydowskiej. Po drodze natrafiamy na lokalną piekarnię, gdzie kosztujemy jeszcze ciepłe słodkie wypieki – przepyszne! Po tej słodkiej uczcie powoli ruszamy w stronę Piazzale Roma, skąd autobusem numer 5 dostaniemy się na lotnisko.

Załącznik:
wtorek4.jpg


Załącznik:
wtorek5.jpg


Zanim jednak wsiądziemy decydujemy się na ostatnia kawę i po 20 minutowej przejażdżce docieramy na przystanek Tessera skąd dochodzimy spokojnym krokiem pod terminal. Tym razem to moja mama jest sprawdzana przez Security, ale wszystko przechodzi sprawnie i z uśmiechem, jakże odmiennie od moich doświadczeń z Security w Bolonii. Samolot rusza przed czasem zatem w Krakowie również pojawiamy się odpowiednio przed wyznaczoną godziną. Po krótkim spacerze pakujemy się do samochodu i pod Łodzią meldujemy się o 19:30.

Załącznik:
wtorek6.jpg


Załącznik:
wtorek7.jpg


Załącznik:
wtorek8.jpg


Na tym skończyła się nasza druga wspólna podróż – wyciągnąłem wnioski z poprzedniej - więcej przystanków, więcej powietrza, wolniejsze tempo, brak konkretnego planu, a raczej niespieszna wędrówka po tym jakże fascynującym miejscu, gdzie na każdym kroku czuć ducha historii. Dzięki temu było mniej spięć i nieustający uśmiech na mojej mamy twarzy co jest największą nagrodą i upewnia mnie tylko w tym, że w dobie nieustającego konsumpcjonizmu, tego, że każdy chce mieć najlepszy smartfon, laptop, konsole czy telewizor wspólna podróż mamy z synem to najlepszy pomysł na prezent jaki mogłem jej sprawić!
Już wiem, że za rok jak zdrowie pozwoli czeka nas kolejna wspólna wycieczka! Gdzie? To tylko kwestia odpowiedniej promocji!
Dla mnie to jednak dopiero początek podróży w tym roku, który zapowiada się rekordowo jeśli chodzi o przeloty. Już za trzy dni kolejny wyjazd tym razem na Sycylię, ale z małżonką!

Załącznik:
wtorek9.jpg


Dziękuje za uwagę tym, którzy przeczytali mimo mocno wyeksploatowanego kierunku :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 12 Lut 2018 02:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
Szczerze powiedziawszy ten dzień poza Wenecją nie prezentuje się jakoś specjalnie lajtowo;-) Vicenza i Padwa w 5 godz. to raczej nie było niespieszne wałęsanie. Zważywszy, że chyba zabrakło sił, by dotrzeć do najważniejszej w Padwie Bazyliki Św. Antoniego, do której ciągną tłumnie pielgrzymki. Przyznam się, że rzadko odwiedzam słynne miejsca sakralne w danym mieście, ale do bazyliki wlazłam i naprawdę robi wrażenie. Plus w niedalekiej odległości (500m) największy piazza we Włoszech - Prato della Viale.
Poza tym u mnie Wenecja też czeka na tę drugą odsłonę, po kilkunastu latach od pierwszych odwiedzin a propos obozu w Rimini. :)
Oby w równie pięknym słońcu, jakie Wam się trafiło:-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Ryglu lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 12 Lut 2018 09:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Mar 2014
Posty: 128
Loty: 149
Kilometry: 258 264
niebieski
Centrum Vicenzy jest malutkie. Tak naprawdę poświęciliśmy mu max 2h. Padwę potraktowaliśmy rzeczywiście po macoszemu - po 1 ze względu na moje słabe przygotowanie pod kątem atrakcji turystycznych (wpadł ten pomysł na spontanie, ponieważ pierwotnie miała być tylko Vicenza), ale również dlatego, że nie do końca przypadła nam do gustu i stąd decyzja o wcześniejszym powrocie do Wenecji. Prato della Viale rzeczywiście mocno żałuje, ale nie miałem sumienia już mamy ciągnąć kolejne kilkaset metrów. Przeszło mi przez myśl żeby ją zostawić gdzieś na kawie i ruszyć samemu, ale wiem że czułaby się w tej sytuacji bardzo niekomfortowo bez znajomości języka - taki typ :)

Jest co naprawiać przy kolejnej wizycie ;-)

A Wenecję też ostatni raz widziałem właśnie przy okazji obozu w Rimini ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 12 Lut 2018 11:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 267
niebieski
Co do Padwy, to z Wenecją czy Rzymem raczej porównania nie wytrzymuje, ale... udało Ci się sporo ominąć ;). Oprócz wspomnianej już przez @LaVarsovienne bazyliki Św. Antoniego, obok zamkniętej katedry do której nie weszliście (i nie ma czego żałować moim zdaniem) jest małe okrągłe baptysterium z pięknym wnętrzem. Nawet jeśli ktoś nie jest wielbicielem muzeów i malarstwa, będzie pod wrażeniem fresków Giotta w Cappella degli Scrovegni czy częściowo zniszczonych i cyfrowo rekonstruowanych w Chiesa degli Eremitani fresków Mantegni.
Jak sam piszesz, będzie do czego wracać :) , a sam pomysł wyjazdów z rodzicami warto kontynuować, póki się da...
_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.
Góra
 Relacje PM off
Ryglu lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 12 Lut 2018 17:03 

Rejestracja: 26 Mar 2011
Posty: 318
Loty: 161
Kilometry: 267 956
niebieski
Gratuluję tej ciekawej relacji!
Zastanawia mnie tylko dlaczego mieszkając w Wenecji nie pokusiłeś się o odwiedzenie innych wysp Laguny Weneckiej czyli np. Murano czy Burano a wybrałeś Padwę i Vicenze?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 15 Lut 2018 15:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Mar 2014
Posty: 128
Loty: 149
Kilometry: 258 264
niebieski
@malediwy - sprawa jest pozorna, aczkolwiek nieoczywista - gdy dwie części lądu oddziela woda, to jedyną akceptowalną na tą chwilę przez moją mamę drogą dostania się na drugi brzeg jest - most :) Pewien rodzaj emocji wolałem dawkować umiarkowanie - lot to był jeden duży stres, po co dorzucać kolejny. Wyjazd ma być przyjemnością dla obu stron (o czym czasem zapominałem rok wcześniej).
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 21 Lut 2018 09:30 

Rejestracja: 26 Mar 2011
Posty: 318
Loty: 161
Kilometry: 267 956
niebieski
Rozumiemiem! To zmienia postać rzeczy w takiej sytuacji i dobór atrakcji na lądzie z Twojej strony był w takim razie wyborny! :-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group