Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 13 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 16 Wrz 2017 17:06 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Skuszony “burrito dealem” kupiłem w czerwcu bilety AMS-GUA-AMS z błędu Aeromexico. Było trochę obaw, czy uda się polecieć, ale dni mijały, tygodnie mijały, a anulacji nie było. Rósł tylko banan na twarzy, że udało się ustrzelić taką okazję. Z Krakowa dokupiłem dolot do WAW LOTem, a potem WAW-AMS KLMem. Wszystko w najtańszych taryfach z bagażem podręcznym. Dodatkowo na lot powrotny AMS-WAW dokupiłem bagaż rejestrowany.

Image

Lot KRK-WAW 14:55 był trochę opóźniony, ale miałem zapas czasu oraz wejście do saloniku dzięki PP, więc nie stanowiło to problemu. WAW-AMS poleciał planowo o 17:15 i wylądował ok. 19:00. Szybkie nadanie bagaży i wybór miejsc - te koło wyjść ewakuacyjnych niestety były już zajęte, a upgrade do klasy Premier kosztował 785 EUR - zdecydowałem się na lewe w środkowym sektorze w przedostatnim rzędzie. Boczne miejsce w środkowym sektorze jest wg mnie najmniej inwazyjne - tylko jedna osoba może chcieć wyjść i to niekoniecznie w naszą stronę, a sami siedzimy przy przejściu :) Nie zawsze miejsce przy oknie jest najlepsze, szczególnie że lecieliśmy w nocy. Lot AMS-MEX Dreamlinerem trwał ok. 11h30m - mój nowy rekord w długości lotu. Czas od wyjścia z samolotu do wejścia do saloniku wyniósł 40 minut, czyli całkiem sprawnie biorąc pod uwagę kontrolę paszportową, odebranie bagażu a następnie nadanie go ponownie.

Było po czwartej rano, salonik Salon Premier Ciudad de Mexico akurat się otwierał. Liczyłem na jakieś wczesne śniadanie po dość obrzydliwym jedzeniu w samolocie, ale oprócz nachosów i słodkich bułeczek/ciastek niewiele było - na szczęście Corona też jest pożywna. Na całym lotnisku nie ma palarni, więc na papierosa trzeba wyjść przed terminal a w drodze powrotnej przejść standardową kontrolę bezpieczeństwa. Przed terminalem widoków brak, a w środku nocy nie było sensu jechać do miasta.

Lot MEX-GUA Embraerem trwał niecałą godzinę, a jego ozdobą było ostatnie 10 minut coraz niższego lotu nad Gwatemalą. Chmur było dość dużo, ale dało się pod nimi zobaczyć jeziora Atitlán i Amatitlan, a także okoliczne wulkany.

Image

Image

Image

Niedobór urlopu sprawił, że była to bardzo krótka wycieczka, zaledwie sześć nocy. Nawet w stosunkowo niewielkim kraju jakim jest Gwatemala, nie da się w tak krótkim czasie zobaczyć wszystkiego. Tikal wypadł z planu - podróż autobusem trwa cały dzień lub całą noc, a samolot kosztuje ok. 150 EUR RT - odwiedzę to miejsce następnym razem. Sześć nocy zostało podzielonych na pół, trzy nad jeziorem Atitlán i trzy w Antigua. Długość pobytu wymusiła też podróżowanie shuttlami, co jest relatywnie drogie ale pozwala przemieszczać się relatywnie szybko i całkiem pewnie.

Waluty na skróty:
1 GTQ ~= 50 gr, a 1 USD ~= 7.25 GTQ. Aby uniknąć dodatkowych kosztów związanych z przewalutowaniami i wypłatami quetzali z bankomatów, wziąłem ze sobą USD w gotówce. Kursy w kantorach na lotnisku słabe, płacą ok. 6.5-6.8 GTQ za dolara, podczas gdy w banku w Antigua dostałem 7.18 GTQ. W większych sklepach typu supermarkety można płacić dolarami, obowiązujący kurs jest widoczny (zwykle ok. 7.0-7.1 GTQ), a resztę otrzymujemy w quetzalach. Banknoty bardzo ładne, niskie nominały także polimerowe. Monety bez szału, ten sam nominał potrafi mieć trzy różne odcienie i grubości (na szczęście średnica ta sama).

Pogoda na skróty:
Byliśmy tam na przełomie sierpnia i września, zatem formalnie w trakcie pory deszczowej. Znajdując się na wysokości 1500 mnpm w otoczeniu gór i wulkanów, których wysokość dochodzi przekracza 3500 mnpm (wulkan Atitlán ma 3535m), pogoda niestety jest dość zmienna, na szczęście większość dni przebiegała wg następującego wzorca: rano bardzo pogodnie, do południa niemal bezchmurnie, wczesnym popołudniem wiatr przynosi chmury z zachodu i południowego-zachodu, popołudniu niemal codziennie mżawka i lekki deszcz, czasami chwilowo przechodzący w dość mocny opad. Podczas pobytu w Antigua dwukrotnie przeszła burza. Wieczorem loteria, raz leje, raz nie, czasem pokropi. W nocy zdarzyła się raz duża, lecz krótka ulewa nad jeziorem. W Antigua dni przebiegały wg wyżej wspomnianego scenariusza, ale padało znacznie mnie. Temperatury w ciągu dnia 23-27 stopni w zależności od stopnia zachmurzenia i ilości słońca. Wieczory całkiem ciepłe, a w nocy 18-20 stopni. Prognozy z aplikacji w telefonie średnio się zgadzały (Google, Accu, yr.no, etc.) i prawie zawsze groziły gorszą pogodą niż rzeczywiście była.

Transport publiczny na skróty:
Występują tuktuki, chicken busy (stare amerykańskie school busy oraz wszelkie wariacje na ich temat w każdym możliwym stanie), autobusy różnej maści od dezeli po nówki z wygodami, oraz shuttle. Po jeziorze Atitlán pływają lanche. Lancha działa jak tramwaj wodny pływając wzdłuż brzegu od wioski do wioski. W zależności od odległości przy wysiadaniu płacimy od 10 GTQ (wioska obok) do 25 GTQ (kurs przez całe jezioro). Załoga to zwykle dwie osoby, kapitan i kierownik od cumowania oraz inkasowania pieniędzy. Potocznie nie używa się także wieloczłonowych nazw miejscowości, więc na pytanie dokąd chcemy się dostać wystarczy powiedzieć np. Pedro, Juan albo Pana (skrót od Panajachel).

Image

Image

Image



Przed terminalem przylotów po minucie zaczepił mnie kierowca jednego z shuttli. Niestety nie da się dojechać bezpośrednio nad jezioro, trzeba się przesiąść w Antigua. Łączony przejazd kosztuje 25 USD. Można płacić dolarami, a że i tak nie miałem jeszcze quetzali - tak właśnie zrobiłem. Jak się potem okazało, za podróże shuttlami zazwyczaj opłaca się płacić właśnie w dolarach. Ten sam kurs z Antigua na lotnisko w drodze powrotnej kosztował mnie 80 GTQ, podczas gdy 10 USD jest warte 72 GTQ.

Jeśli ktoś potrzebuje dostać się po prostu do miasta, to trzeba się kierować w prawo, widziałem tam przystanek chicken busa.

https://www.google.pl/maps/dir/guatemal ... 957926,12z

Image

Podróż do Antigua trwała ok. 60 minut (38km). Na miejscu ok. godzinna przesiadka, idealna na wizytę w banku przy Parque Centrali oraz zimne piwko. Drugi odcinek do San Pedro la Laguna jechaliśmy cztery godziny (141km). Trasa miejscami widokowa, a pasmo Sierra Madre wita nas nie kończącymi się podjazdami.

Image

Południowo-zachodnia Gwatemala to teren głównie górzysty. Stolica, Guatemala City, znajduje się na wysokości 1500mnpm, Antigua na 1582mnpm, a lustro wody jeziora Atitlán na 1563mnpm. Droga wije się niemiłosiernie, na szczęście jest dwupasmową “autostradą” - jeździ po niej bardzo dużo TIRów, autobusów i innych dużych pojazdów. Odpalony GPS wskazywał coraz większą wysokość, która dochodziła miejscami do 2700 mnpm.

Image

W połowie drogi zaczęło padać, najpierw łagodnie ale z każdą minutą coraz mocniej. Był to mały problem, gdyż shuttle był pełny a co za tym idzie bagaże niemal wszystkich były na dachu. Na szczęście kierowca zjechał na pierwszą napotkaną stację benzynową i przykrył wszystko brezentem. Przejechanie ostatnich 25km po zjechaniu z autostrady zajęło ponad godzinę - cały czas padało (na szczęście lżej), a droga była w fatalnym stanie. Nie wiem jakie zawieszenie montują gwatemalscy mechanicy w tych vanach, bo rzucało momentami strasznie. Część drogi wiodła też serpentynami pod dużym nachyleniem, po których po prostu nie dało się jechać więcej niż 10-15km/h. Dość powiedzieć, że na tej odległości zrobiliśmy ponad 1000m w dół.

Gdy shuttle dojechał do San Pedro la Laguna, było już ciemno. Zmęczony po 24h podróży, okropnie śpiący, z lekko przemoczonym plecakiem, nie targowałem się długo z kierowcą tuktuka i za 20 GTQ popędziliśmy (slalomem między dziurami w drodze) do San Juan la Laguna.

Wybraliśmy San Juan la Laguna z dwóch powodów: 1. Nad jeziorem nie ma to większego znaczenia, jeśli planuje się lokalnie przemieszczać lanchami - i tak w ciągu dnia pływa się po całym jeziorze, 2. San Juan wydał się najspokojniejszą miejscowością, co w dużej mierze się potwierdziło.

W San Juan la Laguna wybór padł na Eco Hotel Uxlabil. Jest położony właściwie już poza wioską, nad samym jeziorem. Aby tu trafić, trzeba dojechać na skraj miejscowości, a następnie przejść kawałek ścieżką wzdłuż brzegu, przez mostek i poletko kukurydzy. Po ciemku bez oświetlenia się da, ale po co się męczyć :) Hotel posiada własny ogród oraz przystań. Do dyspozycji gości są też kajaki, ale nie mieliśmy okazji skorzystać. Przystań jest o tyle kluczowa, że docierając do San Juan lanchą, możemy poprosić o wysadzenie pod samym hotelem, plus da się złapać lanchę bezpośrednio z przystani hotelowej bez konieczności spacerowania do “embarcadero” w centrum San Juan.

Image

Image

Image

Image

Image

Okolica jest spokojna - sielsko anielsko. Przy hotelu znajduje się ogród, z plonów którego kuchnia korzysta przy przygotowywaniu posiłków. Na poletku kukurydzy koło hotelu akurat trzech hombres zbiera kukurydzę. Kolejny wypływa łódką na jezioro, zatrzymuje się kilkanaście metrów od brzegu i zaczyna łowić ryby. Szczeka pies sąsiada, słychać cykady i inne małe cykające żyjątka, jak również klaksony aut na drodze 20m powyżej hotelu, ogólnie widoki “z ręki jedzą”.

Image

Image

Mieliśmy zarezerwowany 2-osobowy pokój z łazienką i śniadaniami na trzy noce. Na piętrze zewnętrzny korytarz w formie zadaszonego tarasu (mieliśmy najwyższe piętro), a na nim sofa, stół i krzesła. Pokój prosty, ale czysty i funkcjonalny. Łazienka również nieskomplikowana, ale wszystko działało. Woda podgrzewana jest przepływowo, dostępne są trzy tryby: bez grzania, pół mocy i pełna moc. Łazienka widać że została jakby dobudowana, a dach zrobiono z blachy falistej. Materiał niczego sobie, natomiast mało przydatny w trakcie silniejszej ulewy jaka przeszła jednej nocy. Nic nie przeciekało i nie było zimno, ale hałas był przez chwilę taki że zerwaliśmy się z łóżka z myślą “WTF?”

Image

CDN.


Ostatnio edytowany przez aeonflux, 23 Wrz 2017 12:43, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 17 Wrz 2017 09:20 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Image

Poranek powitał nas pochmurnie, na zdjęciu powyżej widok z ok 7:00, po prawej stronie jeszcze widać mgiełkę nad San Marcos la Laguna. Wraz z wschodzącym coraz wyżej słońcem pogoda się poprawiała, chmury zwiało na wschód i zaczęła rosnąć temperatura. Udaliśmy się na dół na śniadanie. Śniadanie typowo regionalne - woda, kawa, kawałki owoców (arbuz, papaja, mango, ananas), owsianka, a do tego jedna z opcji - jajecznica plus tortille z mąki kukurydzianej lub tosty lub naleśniki na słodko z miodem/dżemem, pasta z fasoli, guacamole oraz kawałek pieczonego banana. Wszystko świeże i pyszne, aż chciało się wstać rano i zejść na dół :)

Znajdowaliśmy się nad jednym z najpiękniejszych jezior świata, które jest naturalnym tworem powulkanicznym. Usytuowane w wielkiej kalderze, otoczone jest przez trzy wulkany: San Pedro, Atitlán oraz Toliman, a na jego dnie znajdują się pozostałości miasta Majów. Jest najgłębszym jeziorem w Ameryce Środkowej (340m), rozpościera się na obszarze 130 km2. Zbocza okolicznych gór obfitują w żyzną ziemię, idealną do uprawy kawy, kukurydzy, fasoli i awokado.

Dookoła jeziora znajdują się mniejsze i większe wioski oraz miasteczka (największe z nich, Panajachel, ma 11 tysięcy mieszkańców), w których lokalni mieszkańcy (przeważnie potomkowie plemion Tz'utujil i Kaqchikel) zachowali styl życia i kulturę Majów - widać to w języku, strojach, muralach jak i symbolach religijnych, które koegzystują z wszechobecną symboliką katolicką.

Co ciekawe, nie da się objechać drogą dookoła wzdłuż brzegu jeziora. Wioski Santa Cruz i Jaibalito w ogóle nie są dostępne inaczej, niż za pomocą łódki. To zasługa ukształtowania terenu, tj. stromych zboczy okolicznych gór, przez które budowanie dróg mija się z celem. Także wiele domów, hoteli, reszortów i posiadłości nad jeziorem posiada jedynie przystań.

Image

Regionalną ciekawostką jest kult Maximóna (zwanego też San Simón), reprezentowanego przez postać siedzącego mężczyzny w kapeluszu, z papierosem lub cygarem w ustach. Tradycją jest ofiara w postaci pieniędzy (zwinięte w rulon są wkładane do ust Maximóna), papierosów/cygar a także alkoholu. Zwyczaj nakazuje usiąść z bożkiem (zawsze znajdzie się krzesło w pobliżu), zapalić “z nim” papierosa oraz napić się alkoholu, a następnie przedstawić swoje prośby w zakresie zdrowia, pomyślności, czy dobrych zbiorów, lub podziękować za otrzymane łaski. Oficjalna statua Maximóna znajduje się obecnie w Santiago Atitlán, i zgodnie z zasłyszanymi opowieściami jest przenoszona do innego miejsca co rok w trakcie Wielkanocy, czemu oczywiście towarzyszy wielka impreza.

San Juan la Laguna

Dlaczego wybraliśmy San Juan la Laguna? To jedna z mniejszych miejscowości i było tam bardzo mało turystów (również z uwagi na porę roku). San Juan jest też blisko (5 min tuktukiem lub 3 min lanchą za 10 GTQ) San Pedro, które jest większe i bardziej turystyczne. Prawie wszyscy mieszkańcy San Juan są przedstawicielami ludu Tz'utujil, jednej z 21 grup etnicznych wchodzących w skład grupy Majów. Gdyby ktoś chciał się nauczyć kilku słów i zwrotów: https://pl.scribd.com/doc/210495476/Int ... -Tz-utujil

Naszą wioskę można było pokonać z buta w 10 minut. W okolicy uprawia się kawę, kukurydzę, awokado i inne rośliny, ale i tak wszyscy są dumni z kawy. Kiedyś uprawiało się tutaj też bawełnę, ale jej ceny spadły na tyle, że bardziej opłacalna jest uprawa kawy. Tradycja tkania przeróżnych tkanin jest jednak kontynuowana, a prawie na każdej ulicy znajdziemy małe galerie z lokalnymi wyrobami (ubrania, materiały, akcesoria) i sztuką (obrazy, obrazki, figurki, rzeźby, ceramika).

Image

Image

Image

Image

Image

Ulice miejscowości położonych nad zachodnią częścią Jeziora Atitlán pokryte są przepięknymi barwnymi muralami, przedstawiającymi lokalne pejzaże, legendy i wierzenia. Są one najpiękniejszą rzeczą w całym San Juan, a rozrzucone po całej wiosce zachęcają do odkrycia każdej uliczki. Podobnie jest w San Pedro - zawsze warto iść kawałek dalej i zobaczyć co jest za rogiem, bo może kryć się tam piękny widok na ścianie. Z kolei w San Marcos murale są bardziej abstrakcyjne i zdobią ścieżki i zacienione przejścia w okolicy embarcadero.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 17 Wrz 2017 12:14 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
San Pedro

Po spędzeniu poranka na zwiedzanie San Juan wsiedliśmy w lanchę i popłynęliśmy do San Pedro. Płynie się może trzy minuty. Po opuszczeniu embarcadero udaliśmy się na kawę. Pierwszą porządną kawę w Gwatemali, gdyż ta w hotelu niestety nie powalała. W Cristalinas Cafe & Cacao podają i jedno i drugie, do tego śniadania i wiele innych rzeczy.

Image

Image

Image

San Pedro jest małą metropolią w porównaniu do San Juan. Im bliżej brzegu jeziora tym bardziej stromo. Więcej ludzi, dużo więcej małych sklepików, knajp z kuchnią międzynarodową, galerii rękodzieła oraz najróżniejszych usług i biznesów. Większy też ruch tuktuków, skuterów, motocykli i innych pojazdów. Jest ulica targowa ze świeżymi owocami i ulicznym jedzeniem, dalej przeradzająca się w centrum mody, chemii domowej, technologii i aptekarstwa.

Image

Image

Image

Image

San Pedro bardzo fajnie prezentuje się też od strony jeziora.

Image

San Marcos

Z San Pedro popłynęliśmy lanchą do San Marcos. To miejscowość mniejsza nawet od San Juan - raj dla miłośników jogi, medytacji, masażu i wszelkich duchowych przeżyć. W dużej części od strony jeziora nie ma w ogóle dróg i ulic, jedynie ścieżki i wąskie przejścia między budynkami. Tutaj także na ścianach budynków znajdują się murale, a z okolic embarcadero świetny widok na jezioro na tle wulkanów.

Image

Image

Image

Image

Następnego dnia kontynuowaliśmy zwiedzanie okolicy - rano po śniadaniu wsiedliśmy w lanchę i za 20 GTQ popłynęliśmy do Santa Cruz. Wioska nie wyróżnia się niczym szczególnym, może kompletnym brakiem turystów. Nic dziwnego - nie spotkamy tutaj rozbudowanej infrastruktury (noclegi, knajpy, etc.) a sama wioska nie jest nawet położona nad samym jeziorem. Trzeba przespacerować się z przystani, idąc miejscami stromym podejściem, a różnica wysokości to ok. 100 metrów. Wiedzą o tym kierowcy lokalnych tuktuków, których kilka chyba w każdej chwili jest dostępnych przy przystani. Oczywiście proponowano nam podwózkę, ale konsekwentnie pokazaliśmy że mamy nogi i pójdziemy na nogach, co wywołało lekkie zdziwienie. W centrum wioski znaleźliśmy się po ok. 10 minutach podejścia - chociaż tak naprawdę trudno uznać, które miejsce stanowi tutaj “centrum”, chyba że uznamy za nie centralnie zlokalizowane szkolne boisko. Jest to jedna z okolicznych miejscowości, która nawet nie posiada porządnego połączenia drogowego z resztą kraju. Co prawda podobno jest droga, którą można dojechać aż do Sololi, ale z tego co usłyszałem jest w takim stanie, że miejscowi korzystają z niej tylko w ostateczności.

Image

Image

Image

Image

Przeszliśmy wioskę wzdłuż i wszerz w ciągu pół godziny, po czym wróciliśmy na przystań i złapaliśmy lanchę do Panajachel. Musieliśmy chwilę poczekać, gdyż po prostu nie było innych chętnych a nie chcieliśmy płacić kapitanowi za prywatny kurs. Po 10 minutach ruszyliśmy… ale nie do Panajachel, ale objazdowo po okolicznych przystaniach - kapitan “łowił” kolejnych pasażerów, aby opłacał się kurs (kosztuje 10 GTQ).

Podróż do Pana trwała ok. 10 minut. Po drodze, po lewej stronie znajdują się dwie zaskakujące budowle - reszort, który jeśli dobrze zrozumiałem historię opowiedzianą po hiszpańsku, był budowany przez byłego dyktatora Nikaragui, Anastasio Somoza Debayle. Niestety nie zdążył ukończyć budowy, gdyż do “czterech liter” dobrał mu się Front Wyzwolenia Narodowego.

Panajachel

Panajachel to największa miejscowość nad jeziorem i główny punkt przesiadkowy dla podróżnych z Guatemala City i Antigua. Z uwagi na stan dróg prowadzących większości do miejscowości nad jeziorem, wygodniej i szybciej jest dojechać do Panajachel i kontynuować podróż lanchą. Oczywiście trzeba mieć na względzie, że lanche kursują mniej więcej do zmroku (po 19:00 może być ciężko złapać transport). Z tego powodu właśnie my wybraliśmy transfer z Antigua aż do San Pedro, mimo że w ten sposób spędzamy w drodze minimum godzinę dłużej.

W miasteczku nie brakuje restauracji z najróżniejszą kuchnią - początkowo miałem wrażenie że łatwiej tutaj znaleźć pizzę lub burgera, niż danie z kuchni gwatemalskiej. Na szczęście gdy pochodzimy chwilę ulicami, znajdziemy i normalny targ, i jedzenie na ulicy, jak również comedor, (jadłodajnię, np. Comedor Abi przy Calle Principal naprzeciwko Hotelu Rosita). pełny zadowolonych lokalsów. Oprócz turystyki, powód jest prosty - w Panajachel osiedliło się wielu ex-patów. Jak sądzę, duża część knajp jest ich własnością. Ex-patów widać też na ulicach, głównie w wieku 50+.

Główna ulica, czyli Calle Santander, to w zależności od podejścia albo koszmar albo raj dla turysty. Na przestrzeni kilkuset metrów znajdują się knajpy i stragany z pamiątkami. Z uwagi na brak sezonu, sprzedających było dużo a potencjalnych kupujących jak na lekarstwo, byliśmy więc nagabywani przez niemal każdego sprzedawcę i właściciela baru/restauracji. Jedna z handlarek była tak bardzo zmotywowana, aby sprzedać nam narzuty na stół/łóżko, że opowiedziała nam fascynującą historię jak to miesiąc zajmuje jej tkanie każdej z nich. Wystartowała od ceny 500 GTQ za sztukę i zaraz zrobiła super promocję: 700 GTQ za dwie. Nie zrozumiała chyba mojego komentarza, że nie potrzebuje ich wszystkich, poza tym nie jestem Amerykanem i taki budżet mam na tydzień. Odparła, że Amerykanom sprzedaje dwie sztuki za 1000 GTQ i że naprawdę to dobra okazja. Podziękowałem i zacząłem odchodzić, aż nagle cena szybko zaczęła spadać. 300 quetzales, mister, fine local handicraft. 250 quetzales, mister, one month of making. 200 quetzales, mister, perfect gift for your mother and sister. Skomplementowałem chęci i smykałkę do biznesu, zaznaczając że nie mam co z taką rzeczą zrobić ani jak jej wziąć do domu. 100 quetzales, mister, best price. Dziękuję, postoję :)

Będąc w Panajachel, przy okazji ogarnęliśmy transfer shuttlem do Antigua na dzień następny. Agencje są na każdym niemal kroku i trzeba przyznać, że obsługę turystów mają opanowaną niemal do perfekcji. Wszyscy sprzedają te same transfery, za które płacimy w agencji otrzymując voucher, który dajemy kierowcy. Przejazd po krótkich negocjacjach kosztował ok. 80-90 GTQ.

Droga powrotna z Panajachel do San Juan to najdłuższy kurs lanchą - i najdroższy, 25 GTQ. Wieczór spędziliśmy przy butelce chilijskiego wina (50 GTQ w małym sklepiku), planując ostatni dzień nad jeziorem.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 17 Wrz 2017 14:33 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Image

Plan na ostatni dzień zakładał wspinaczkę na Indian Nose, jeden z dwóch punktów widokowych w okolicy San Juan (drugi to Cerro Kaqasiiwaan - pagórek na skraju miejscowości widoczny na zdjęciu powyżej przystani, z którego z pewnością też jest fajny widok). Zrezygnowaliśmy z półśrodków i zdecydowaliśmy się na wizytę w najwyżej położonym, ale stosunkowo łatwo dostępnym punkcie po zachodniej stronie jeziora. Swoją nazwę zawdzięcza kształtowi - wystarczy przechylić głowę w lewo o 90 stopni żeby dostrzec profil indianina :) Można tam się dostać na dwa sposoby - dłuższy i bardziej męczący to ścieżka z samego San Juan. Wyjście na górę trwa ok. trzy godziny, zakładam więc że w dół idzie się ok. dwie czyli jest to wycieczka na pół dnia. Drugi wariant to tuktuk do Santa Clara i podejście od strony północnej, które zajmuje ok. 30 minut. Ponieważ ok. 14 chcieliśmy płynąć do Panajachel, aby mieć czas na obiad i piwko przed shuttlem o 16:00, wybraliśmy wariant krótszy. Do Santa Clara jest 12km, ale na przejazd tuktukiem trzeba zarezerwować 30-40 minut przez serpentyny jakość drogi. Ścieżka idzie najpierw skrajem wioski, a następnie przez pola kukurydzy. W odróżnieniu od większości kukurydzy uprawianej w Polsce, ta posiada źdźbła sięgające 4-5 metrów.



Za polami zaczęło się dość strome, ale łatwe podejście na szczyt, po ziemnych i kamiennych stopniach. Z pewnością warto poświęcić czas i tam się wybrać, widok ze szczytu jest niesamowity, a według kilku zapytanych Gwatemalczyków nawet najpiękniejszy w całym kraju. Widać jak na dłoni całe jezioro, a u naszych stóp znajduje się po lewej San Pablo oraz San Marcos, a po prawej San Juan i San Pedro (oraz zbocze wulkanu o tej samej nazwie). Nad jeziorem latało kilka orłów, a jeden z nich przyleciał się przywitać.

Image

Image

Image

Punkt obserwacyjny z wieżą widokową, na którym weszliśmy, nie jest jednak położony na szczycie “nosa”, a aby tam dotrzeć potrzeba kilka minut podejść ścieżką. Już będąc na wieży mogliśmy usłyszeć trudne do zidentyfikowania dźwięki ze szczytu - ni to śpiew, ni to płacz. Po wejściu na sam szczyt wszystko się wyjaśniło - znajdowała się tam grupa kobiet w trakcie jakiejś ceremonii. Pytaliśmy naszego przewodnika co to za obrząd (nie chciałem wrócić do Polski z indiańską klątwą) - ale odpadł, że dokładnie to nawet on nie wie, bo nie rozpoznaje żadnej z kobiet i raczej nie pochodzą one z żadnej z okolicznych wiosek. Staraliśmy się zatem przeszkadzać tak mało, jak się dało, a ukradkiem udało mi się nakręcić fragmenty obrządku. Sądząc po lamentach, płaczach i posiadanym przez nie zdjęciu przedstawiającego jakąś rodzinę, sądzę że mogło to być pożegnanie albo wspominki po zmarłych. Próbowałem wyłowić jakieś słowa, ale jedynym które rozpoznałem był “quetzal”. Jeśli ktoś jest w stanie zidentyfikować co za zaklęcia były odczyniane, będę wdzięczny za informację.

Image

Image

Image







Po powrocie do San Juan udaliśmy się na drugi punkt naszego zwiedzania, lokalną plantację kawy. Mieliśmy okazję poznać cały proces uprawy od małych sadzonek, przez rozłożyste krzewy, metody przycinania i wyboru najlepszych ziaren podczas zbiorów. Plantacja, którą zwiedzaliśmy, była niewielka i w okolicy można znaleźć wiele podobnych. Nie ma tutaj dużych producentów, wszystko (sadzenie, uprawa, zbiór, sortowanie, etc.) odbywa się ręcznie lub przy wsparciu prostych urządzeń wykonanych własnymi siłami. Może dlatego smak lokalnej kawy robi tak dobre wrażenie. Warto też uważać na ilość spożywanej kawy, gdyż jest ona stosunkowo mocna, a chce się pić jedną za drugą.

Image

Image

Image

Image

Ostatnim punktem programu naszego zwiedzania był warsztat tkacki. Zademonstrowano nam jak zbierało się bawełnę i jak powstaje z niej nić. Zobaczyliśmy tradycyjne metody farbowania bawełny, do czego używa się składników roślinnych. Zebraną bawełnę moczy się we wcześniej przygotowanym wywarze - głównym jego składnikiem są wygotowane łodygi, liście i kwiaty, nadające kolorów. Mieliśmy też okazję zaobserwować jak wygląda samo tkanie przy użyciu tradycyjnych narzędzi.

Image

Image

Na tym zakończył się nasz pobyt w San Juan. Po trwającej cały poranek i przedpołudnie wycieczce wsiedliśmy w lanchę i popłynęliśmy do Panajachel, skąd mieliśmy zarezerwowanego shuttla do Antigua.
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 19 Wrz 2017 20:10 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free

Image

Antigua Guatemala, założona w XVI. wieku stara stolica Gwatemali, została naszym domem na trzy noce. Całe miasto, wraz ze słynnym widokiem na Volcán de Agua (3766 mnpm), jest wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Było stolicą kraju aż do końca XVIII wieku, kiedy trzęsienie ziemi zniszczyło jego dużą część i władze kolonialne nakazały opuszczenie miasta.

Całe centrum jest podzielone na kwartały siecią biegnących na linii wschód-zachód ponumerowanymi cyframi “calles” oraz biegnących na linii północ-południe “avenidas”. Dodatkowo, oba typy ulic są podzielone ze względu na lokalizację względem Parque Central, wyznaczającego środek miasta. W ten sposób część “calles” znajdująca się na wschód od parku nazywana jest “calle oriente”, a ta na zachód “calle poniente”. Mamy też “avenida norte” i “avenida sur”, odpowiednio na północ i południe od parku.

Image

Image

Image

Image

W Antigua zatrzymaliśmy się w Casa Gitana Guest House, gdzie funkcjonuje także szkoła hiszpańskiego. Lokalizacyjnie trochę na uboczu, ale gwarantowało to ciszę, zresztą w Antigua nigdzie nie jest daleko (całe centrum zamyka się w kwadracie dziewięć na dziewięć ulic). Naszym gospodarzem był Carlos, który rozpoczął naszą znajomość od wręczenia nam mapy i zaczął czynić na niej różne pożyteczne notatki.

Idąc ulicami miasta, zwłaszcza tymi spokojniejszymi dalej od Parque Central, można mieć czasami wrażenie że chodzimy po hiszpańskim miasteczku. Widoki przypominały mi też niektóre ulice w Intramuros w Manili. Jest też dużo starych, zbudowanych przez Hiszpanów kościołów, często w ruinie, zniszczonych przez trzęsienie ziemi które nawiedziło okolicę w 1773 roku.

Image

Image

W ciągu półtora dnia chodzenia po Antigua zeszliśmy chyba każdą uliczkę w centrum. Jeśli lubicie szwędać się bez celu po ładnych miejscach, nie będziecie w Gwatemali zawiedzeni. Sam posiadam taką przypadłość i często udaje się nagle trafić w środek dziwnych wydarzeń, jak np. Indian Nose o którym pisałem wyżej (albo dożynki na Filipinach wulkan-dozynki-i-tagay-majowka-a-la-pilipinas,216,111551). Tym razem jednego popołudnia trafiliśmy na Parque Central na pokazy gry na marimbie w wykonaniu lokalnych szkół muzycznych. Grane były melodie tradycyjne, niektóre przypominały znane meksykańskie motywy. Zebrało się trochę ludzi w każdym wieku, ogólnie super atmosfera :)

Jeśli ktoś nie ma pewności co to - z braku lepszego pomysłu na opis: marimba to takie duże cymbały (lub też ksylofon, jak kto woli) :D Duże, to znaczy na jednym instrumencie może swobodnie grać kilka osób. Najwięcej przy jednym instrumencie widziałem czterech muzyków, ale jak sami możecie zobaczyć, spokojnie zmieściłoby się jeszcze ze dwoje, jak nie troje :)




Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
chester0 uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 20 Wrz 2017 21:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Mar 2014
Posty: 149
Loty: 405
Kilometry: 918 570
jakże ja miło wspominam te przepiękne miejsca <3
_________________
Ruszaj ze mną w podróż: http://www.przepodroze.pl
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 21 Wrz 2017 18:43 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Antigua posiada dwa punkty widokowe, jeden to słynne Cerro de la Cruz na północ od centrum, a drugi znajduje się w San Cristóbal el Alto na południowy-zachód od centrum.

Aby dostać się do Cerro de la Cruz, trzeba się przespacerować z centrum w kierunku północno-wschodnim, wyjście na wzgórze znajduje się na północnym końcu 1a Avenida Norte. Pod górę idzie się łatwo, po kamiennych schodach, a wyjście zajmuje ok 10 minut. Warto udać się tam rano przed 10-11, gdyż o tej porze zaczynają się zjeżdżać autokary z wycieczkami i robi się tłocznie. Na miejscu kilka straganów z pamiątkami, krzyż, oraz... kilka dorosłych myszy :D :D

Image

Image

Do San Cristóbal el Alto (które leży za miastem) można się dostać dedykowanym transportem organizowanym przez znajdującą się na szczycie restaurację, za 10 GTQ (cena w obie strony). Van odjeżdżał z okolic Santa Catalina Arch (5a Avenida Norte), a przejazd w każdą stronę trwał ok. 15 minut. Po wyjechaniu na wzgórze odwiedziliśmy restaurację z tarasem widokowym. Posiada duuuuuży ogród, po którym można pochodzić i działa w systemie garden-to-table, czyli zamówione dania zawierają hodowane tam warzywa, owoce i przyprawy. Widok nie jest może tak imponujący jak z Cerro de la Cruz (jesteśmy dalej od miasta), za to widać dobrze wzgórza rozrzucone dookoła miasta.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Co warto zobaczyć w Antigua? Na pewno całe centrum historyczne warte jest poznania. Jednym z najsłynniejszych miejsc jest Łuk Św. Katarzyny (Santa Catalina Arch). Zbudowany w XVII. wieku, służył za przejście pomiędzy zakonem św. Katarzyny i znajdującą się po drugiej stronie ulicy szkołą, tak aby zakonnice nie musiały “opuszczać murów” klasztoru. To jedno z najczęściej fotografowane miejsce w Antigua, ilość selfie sticków przekracza ilość osób handlujących pamiątkami na ulicy, plus wszędzie krążą sprzedawcy selfie sticków, gdyby ktoś nie miał :)

Image

Image

Image

Tuż obok łuku św. Katarzyny znajduje się Nim Po’t - pamiątkowe “centrum handlowe”, w którym kupimy wszelkiego rodzaju suweniry. Posiada dwie ważne zalety - w jednym miejscu można kupić chyba wszystkie rodzaje pamiątek, jakie sprzedawane są w Gwatemali - od breloków, przez tkaniny, narzuty, wiklinę, ceramikę, po maski, koce, hamaki, t-shirty, pocztówki, etc. Druga zaleta jest jeszcze ważniejsza - wszystkie artykuły posiadają metki z cenami - każdy kto wie, jak pasjonujące są niekończące się targi z handlarzami, będzie na pewno z tego faktu zadowolony. Poza tym, nie oszukujmy się - większość sprzedawców handluje i tak produktem masowym, a prawdziwego rękodzieła najlepiej szukać u samych artystów i w sklepach-galeriach w mniejszych miejscowościach. W Nim Po’t można też płacić dolarami po bardzo przyzwoitym kursie (1 USD = 7.10 GTQ). Tutaj też możemy kupić talon na przejazd do San Cristóbal el Alto, i również sprzed wejścia do sklepu zgarnia nas van do San Cristóbal el Alto.

Image

Image

Image

Image

Image

Z innych miejsc wartych odwiedzenia na pewno warto wspomnieć El Carmen - ruiny kościoła Iglesia el Carmen, jednego ze zniszczonych w wyniku trzęsienia ziemi w 1773 roku. Przed kościołem można również nabyć pamiątki, a leżący w tle wulkan Agua czyni to miejsce jednym z najczęściej fotografowanych widoków w Antigua.

Image

Image

W mieście znajduje się także kilkanaście innych kościołów, muzea, i inne budowle przypominające lata świetności miasta za panowania Hiszpanów. Warto poświęcić czas na spacer, aby zobaczyć je wszystkie. Albo chociaż te co ciekawsze, jak np. Iglesia de San Francisco El Grande, Iglesia de la Merced oraz Tanque La Unión.

Image

Image

Image

Na zachód od Parque Central (na końcu 3a Calle Poniente) znajduje się targ miejski. Tutaj możemy kupić świeże warzywa i owoce, ubrania, elektronikę, akcesoria do telefonów i milion innych rzeczy. Tuż przed targiem, idąc od Parque Central znajduje się duży, świetnie zaopatrzony supermarket, w którym ceny są dużo korzystniejsze niż w małych sklepikach - te zwykle nie posiadają cen przy towarach, przez co można nieźle przepłacić. Małym szokiem była pierwsza wizyta w supermarkecie - okazało się że praktycznie za wszystko kasowali nas nad jeziorem nawet dwa razy więcej. Supermarket zajmuje całą szerokość kwartału i ma dwa wejścia, od 3a i 4a Calle Poniente.

Jeśli chodzi o jedzenie, wybór jest bardzo szeroki, tak samo jak zakres cen tego jedzenia. Można jeść “na ulicy” - obok targu znajdziemy kilka stoisk, możemy jeść tanio (i mało wyrafinowanie) w taqueriach, są też mniejsze i większe knajpki lokalne, oraz oczywiście restauracje i fast-foody. Restauracje oferują zarówno kuchnię lokalną, jak również regionalną środkowo- i południowoamerykańską (kuchnia meksykańska, peruwiańska, urugwajska, etc.). Fast-foody: McDonalds, Burger King, Taco Bell, Wendy’s, Donkin Donuts, etc. Jednym słowem niezależnie od tego, co kto lubi - głodny chodzić nie będzie.

Polecić mogę Wam dwa dobre, a zarazem niedrogie miejsca - jedno to Rincón Típico, w którym można zjeść smaczne i pożywne tradycyjne śniadanie. Placki kukurydziane robione są na miejscu, przy wejściu do lokalu. Miejsce niemała, ściany ozdobione starymi kalendarzami, otwarte od rana. Nie ma tu menu i nikt nie mówi po angielsku, ale wydając 20 GTQ wyszedłem całkiem najedzony :)

Image

Image

Drugie miejsce to Taqueria Doña Lupita, czyli fast-food w stylu meksykańskim. Do wyboru nachos, tacos, quesadilla, burrito i tak dalej, w wersji vege lub z kurczakiem, wołowiną bądź chorizo. Ceny 20-40 GTQ, przy czym za 40 GTQ dostaniemy wielkie burrito z dodatkowym serem, które trudno jest zjeść całe. Każde danie możemy ubogacić dodatkami - jest cebula, jakieś coś zielone pietruszkowate, różne sosy od łagodnego do ostrego oraz oczywiście guacamole.

Image


Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
chester0 uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 22 Wrz 2017 18:10 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Ostatni pełny dzień w Antigua postanowiliśmy wykorzystać na trekking pod główny krater wulkanu Pacaya. Transport i przewodnika pomógł nam ogarnąć Carlos z Casa Gitana - za przejazd w obie strony wraz z przewodnikiem na miejscu zapłaciliśmy 75 GTQ od osoby. Dodatkowo na miejscu trzeba zapłacić 70 GTQ za wejście do parku.

Poprzedniego wieczora poszliśmy wcześniej spać, aby wstać i ogarnąć się na wyjazd o 6:00 rano. Tradycyjnie przyjechał po nas van, i po zebraniu pozostałych chętnych (objazdówka po Antigua), wyruszyliśmy do San Vicente Pacaya, skąd biegnie szlak. Podróż trwała ok. godzinę, a przed samym wyjazdem z miasta zatrzymaliśmy się przy kawiarni, aby zatankować kofeinę.

Przed wyjazdem na tego tripa warto zaopatrzyć się w wodę (chyba że chcemy kupić ją później na miejscu, cen nie znam ale zapewne razy dwa lub trzy), coś na ząb (najlepiej energetycznie, jak w góry) i ubrać wygodne buty. Najlepiej dobre przyczepne trekkingowe, aby nie mieć problemu z ześlizgiwaniem się w kilku miejscach. Niezależnie od pogody warto mieć coś przeciwdeszczowego (chyba że jest środek pory suchej, ale nadal - to jest Gwatemala) :)

Na miejscu wszystko jest zorganizowane perfekcyjnie, każdy van (ok. 10-11 osób) dostaje swojego przewodnika. Po wykupieniu biletów wstępu do parku, wyruszyliśmy w drogę. Podejście miejscami jest strome, ale dość wygodne. Jeśli lubimy, możemy też za 5 GTQ kupić od dzieciaków kijek - nie jest to kijek trekkingowy, a zwykły kawałek ociosany drewna :) Z dołu razem z nami wyruszyło dwóch Gwatemalczyków na koniach, które można wynająć w razie zmęczenia. Nie pytałem ile taka przyjemność kosztuje (słyszałem o 100 GTQ), gdyż podejście nie wymaga jakiejś specjalnie dobrej kondycji. Sami co parę minut pytali uśmiechnięci “Taxi, mister?” każdego kto akurat szedł z tyłu, ale nikt się nie skusił. Po drodze można ustrzelić niezłe widoki, są nawet specjalnie wybudowane platformy obserwacyjne. Dobrze widać inne wulkany, a przy odrobinie szczęścia także wydobywający się z nich dym. Wszystko oczywiście dzięki super pogodzie, jak widać na załączonych obrazkach :)

Image

Image

Image

Droga pod górę trwała lekko ponad godzinę. Przewodnik poprowadził nas dłuższą trasą - krótka (Ruta Normal) wraca po prostu tą samą drogą w dół spod podnóża głównego krateru, natomiast my stamtąd poszliśmy dalej (Ruta Cerro Chino) dzięki czemu mieliśmy okazję podziwiać inne okoliczne wulkany, tj. Fuego, Acetenango i Atitlan. Jeśli dobrze zrozumiałem (przewodnik był po hiszpańsku - nie zapytaliśmy o to nikogo rezerwując :) ), chodziło o dobrą pogodę i brak prognozowanego deszczu.

Miejscem docelowym wycieczki jest punkt widokowy, z którego możemy podziwiać panoramę okolicy oraz duży jęzor zastygniętej lawy tuż u podnóża głównego krateru wulkanu. W wielu miejscach widać parę wodną wydostającą się ze szczelin. Nawet trochę żałowałem że nie ma trochę więcej chmur, bo znajdowaliśmy się ponad najniższą ich warstwą i widoki mogły być jeszcze lepsze. Podobnie jak w przypadku innych wulkanów, jedną z atrakcji na górze było smażenie pianek w rozpadlinach.

Image

Image

Image

Z punktu widokowego świetnie widać szczyt wulkanu Pacaya i wydostającą się z krateru parę wodną, jak również wyrzucane co chwilę pionowo w powietrze "krople" lawy. Niestety nie było nam dane zobaczyć żadnego czerwonego jęzora :( Przy wspomnianym jęzorze lawy działa Lava Shop w którym możemy kupić głównie biżuterię z lawy i inne rękodzieła.



Image

Image

Zejście trwało ok. 45 minut, a wycieczkę zakończyliśmy w innym miejscu, niż to z którego wyruszyliśmy - plusem jest fakt, że kierowca naszego vana był świadom tego faktu i czekał na nas. Droga powrotna to ok. godzina jazdy, a van tradycyjnie rozwozi każdego do miejsca “zamieszkania”.

Image

Cała wycieczka trwała niecałe pięć godzin - dwie godziny na transfery, dwie godziny z hakiem na podejście i zejście, plus przerwy na podziwianie i robienie zdjęć - i mogę ją polecić każdemu, nawet osobom które nie czują się jakoś pewnie w górach. Całe podejście to ok. 300-400 metrów różnicy wysokości, zatem trudno mówić o jakiejś wielkiej wyprawie.

Poznani w Antigua Niemcy wybrali inny wariant - wybrali się na wycieczkę wraz z noclegiem pod wulkanem Acetenango - byli bardzo zadowoleni z możliwości oglądania zarówno zachodu jak i wschodu słońca z podnóża krateru. Nie jestem pewny cen, ale wspominali o 150 GTQ (cena może nie zawierać ok. 50 GTQ za bilet wstępu do parku). Cena zawiera transfery, przewodników, jedzenie oraz nocleg w namiotach wraz ze śpiworami. Gdybym miał więcej czasu w Antigua, na pewno jest to propozycja godna rozważenia.

Popołudnie spędziliśmy na drzemce, kupowaniu pamiątek w Nim Po’t, podjadaniu na targu, zjadłem też ostatnie burrito w Doña Lupita, zarezerwowaliśmy też miejsca w vanie na lotnisko (90 GTQ) następnego dnia. Powrót do domu nie odznaczył się niczym, poza długością. Na szczęście przesiadki były krótkie, a przerwy między lotami wypełniły wizyty w salonikach.

Jeśli posiadacie możliwość wejścia do saloników, koniecznie odwiedźcie Lounge Los Añejos na lotnisku w Guatemala City. Znajduje się nad sklepem z gwatemalskim rumem i podejrzewam, że może być także sponsorowany przez takie marki jak Zacapa czy Botran. Salonik ma normalny bar z barmanem, i podają tam najlepsze rumy z Gwatemali, takie jak Zacapa 23, Zacapa Centenario XO oraz całą serię Botran, łącznie z 18-letnim. W ramach jednego wejścia jest limit trzech kolejek, nie wiem czy jest przestrzegany.

Image

Image

I to by było prawie wszystko... prawie, bo jutro będzie jeszcze podsumowanie :)
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
chester0 uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 23 Wrz 2017 12:35 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Podsumowań nadszedł czas :)

Gwatemala dała się poznać jako piękny kraj, z bardzo intrygującą kulturą i historią, na pewno chętnie tu wrócę odwiedzić Tikal. Ludzie przyjaźni jak wszędzie, szczególnie w mniej turystycznych miejscach, chociaż trudno się z niektórymi handluje ponieważ są średnio skorzy do targowania. Podobnie jak w wielu stronach świata, na targu czy u handlarzy na ulicy wszystko kosztuje tyle, ile zgodzimy się zapłacić. Tylko w supermarkecie w Antigua były pokazane ceny :)

Cały czas czuliśmy się bardzo bezpiecznie, pomimo że Gwatemala jest piątym krajem na świecie z największą ilością morderstw w przeliczeniu na ilość mieszkańców. Chodziliśmy normalnie wszędzie po zmroku, choć trzeba zaznaczyć że były to raczej tereny zabudowane. Warto znać język hiszpański, bo poza obiektami turystycznymi i knajpami, znajomość angielskiego jest taka sobie - na szczęście zawsze zostają ręce.

Jeśli ktoś potrzebuje angielskojęzycznego przewodnika nad jeziorem:
Raul Batz (San Juan la Laguna) - tel. 54755759 (nie skorzystaliśmy z usług, ale poznaliśmy Raula przypadkiem i chwilę pogadaliśmy - myślę, że ma wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia i miejsc do pokazania).

Ceny na miejscu (małe sklepiki):
  • Woda 0.5 l - 5 GTQ
  • Woda 2 l - 8-9 GTQ
  • Puszka Pepsi - 5 GTQ
  • Piwo 0.33 l - 8-10 GTQ
  • Wino (Central Valley, Chile) - 60 GTQ

Ceny na mieście (San Pedro la Laguna, Panajachel, Antigua):
  • Bułka z pastą z kurczaka - 8 GTQ (street-food)
  • 2-3 tacosy vege - 6-10 GTQ street-food)
  • 2-3 tacosy z kurczakiem - 8-12 GTQ (street-food)
  • Śniadanie w niedrogiej knajpie - 20 GTQ
  • Obiad w niedrogiej knajpie - 30-40 GTQ
  • Espresso w kawiarni - 10-12 GTQ
  • Latte/cappuccino w kawiarni - 15-20 GTQ
  • Piwo 0.33 l - 10-25 GTQ
  • 3szt bananów na targu - 2 GTQ

Ceny supermarket:
  • Wino (Central Valley, Chile) - 30-40 GTQ
  • Zacapa 23 YO 0.7 l - ok. 315 GTQ (promocja)
  • Botran 18 YO 0.7 l - ok. 100-120 GTQ
  • Botran 12 YO 0.7 l - ok. 80 GTQ
  • Botran 12 YO 0.35 l - 50 GTQ
  • Botran 8 YO 0.35 l - 40 GTQ
  • Botran Oro 5 YO 0.35 l - 30 GTQ
  • Tequila Jose Cuervo złota 1 litr - 110 GTQ
  • 24x piwo krajowe w puszce 0.33 l - 90-120 GTQ
  • Piwo craftowe 0.3 l z Sawadoru - 13-16 GTQ
  • Pepsi 2 l - 12 GTQ
  • Banany - 3-5 GTQ za kg
  • Ananasy (wieeelkie i dojrzałe) - 10 GTQ za szt.
  • Jabłka - 20 GTQ za kg
  • Paczka (400-450g) kawy - 55-75 GTQ

Całkowite koszty wyjazdu - nie oszczędzając na niczym:
  • 1200 PLN - bilety KRK-WAW-AMS i AMS-MEX-GUA RT
  • 400 PLN - noclegi i napiwki
  • 300 PLN - lokalny transport - lanche, shuttle, tuktuki, przewodnicy
  • 100 PLN - bilety wstępu i zwiedzanie
  • 200 PLN - pamiątki i prezenty
  • 350 PLN - jedzenie i picie na miejscu (wraz z alkoholem, którego było pite zaskakująco mało)
  • 250 PLN - przywieziona kawa, sosy/salsy, likiery, rum

2800 PLN - całość wyjazdu, do którego należy doliczyć ubezpieczenie w cenie 40 PLN

Generalnie jak prawie wszędzie - to co lokalne jest tańsze lub w cenach porównywalnych do polskich, to co importowane kosztuje tyle co u nas lub więcej.

Co warto przywieźć z Gwatemali?
Przede wszystkim kawę (najlepiej różnie paloną, od małych dostawców z okolic jeziora Atitlan - przywiozłem cztery rodzaje), jeśli ktoś lubi to alkohol (krajowy rum Botran jest wyśmienity, wrócił ze mną 5- 8- i 12-letni, sprzedawany w supermarketach także w butelkach 350ml, można ich nawieźć dużo… albo Zacapa, też wyśmienity trunek), likier tamaryndowy, przywiozłem też kilka różnych sosów/sals/dipów chilli (cobanero, jalapeno, chiltepin).

Dzięki za cierpliwość, wrzucanie relacji trochę się rozciągnęło w czasie. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy to chętnie odpowiem na pytania związane z miejscami w których byłem.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 23 Wrz 2017 13:34 

Rejestracja: 22 Paź 2013
Posty: 39
Bardzo ciekawa i pomocna relacja. My wybieramy się w lutym. Pytania do Ciebie: przez jaką stronę rezerwowałeś noclegi? Czy trzeba mieć zarezerwowane noclegi czy można spokojnie szukać na miejscu? Czy z Antiqua da się dojechać bezpośrednio do Flores czy trzeba wracać do Gwatemala City?
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 23 Wrz 2017 13:50 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Noclegi brałem z MakeMyTrip i chyba Bookingu, ale jeśli masz czas poszukać na miejscu to na pewno dogadasz się na lepszą cenę. We Flores nie byłem, ale listę połączeń znajdziesz np. tu: https://www.transportguatemala.com/shuttle-schedule.php

W zakresie w jakim sprawdzałem swoje połączenia, wszystko się zgadzało - czasy, długość przejazdu, cena.
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 19 Sty 2018 12:16 

Rejestracja: 01 Cze 2012
Posty: 191
Dzięki, zaczerpnąłem parę pomysłów ;)

Wspominasz o zakupie kawy bezpośrednio z plantacji. Byłeś na jakiejś konkretnej - jak tam trafić?
_________________
Moją drugą pasją oprócz taniego podróżowania jest analityka internetowa i seo: https://piotrstarzynski.com.
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 24 Sty 2018 09:49 

Rejestracja: 19 Paź 2011
Posty: 1022
HON fly4free
Negocjując cenę przejazdu pod Indian's Nose, kierowca tricykla "dorzucił" nam w cenie wizytę na miejscowej plantacji w San Juan la Laguna, można było tam zakupić kawę. Generalnie nad jeziorem jest w wioskach dużo kawiarenek i niemal każda sprzedaje lokalnie zbieraną kawę - chętnie o niej też opowiadają (niestety głównie po hiszpańsku).
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 13 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group