Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#61 PostWysłany: 28 Sty 2023 16:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2013
Posty: 1607
platynowy
zawiert napisał(a):
było tak sobie (obsługa się czepiała)

Czy mógłbyś to odrobinę rozwinąć? Czepiała się CZEGO? Was jako gości? Różne przypadki miałam przez lata w hotelach, ale (chyba) nikt się mnie nie czepiał, stąd zdziwienie.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#62 PostWysłany: 29 Sty 2023 16:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
@billabong - licząc epizod bałkański z września jesteśmy na przestrzeni ostatniego półrocza dość częstymi użytkownikami usług noclegowych (Gruzja, Austria, Chorwacja, Bośnia, Serbia, Rumunia, Węgry, Holandia, Chile, Argentyna, NZ, Tajlandia i teraz Bali), wiem, że w skali forum to jesteśmy leszcze, no ale każdy ma jakiś punkt odniesienia. Osobiście żywię niechęć do booking.com bo często mnie zawodzi i rozczarowuje (plus wałki z płatnościami, wyciekami danych z karty itp), ale nie zawsze Airbnb uda się złapać i zostaje booking. Tak czy owak akcja jak z Ubud zdarzyła mi się pierwszy i mam nadzieję ostatni raz.

A teraz do rzeczy: w Manuaba byliśmy jedynymi użytkownikami basenu, nikt inny ani się nie kąpał, ani opalał przy jego brzegu. Jedyni goście na obiekcie poza nami to rosjanie pracujący nocami na laptopach a w dzień odsypiający, 100m od basenu w zupełnie innych domkach, więc nieświadomi naszej obecności. My za to mamy taras 3m od basenu. Wynajęliśmy nocleg zaznaczając, że przyjeżdżamy z dziećmi, więc gospodarz wiedział i nie miał nic przeciwko. Tak samo jak nigdzie nie było żadnego regulaminu, czy karteczki, czy tabliczki "no jumping, no diving, pool decorational only" (w Chiang Rai byliśmy w takim miejscu z takim regulaminem i sprawa była jasna). Więc taki background sytuacji, i na to wchodzą moje dzieci (niech będzie "prawie" nastolatki), believe me or not kindersztuby im na szczęście nie brakuje, jak im się powie "nie wydzierać się" to będą cicho, "nie skacz" - nie będą skakać ale nie będę od dzieci na "wakacjach" wymagać, żeby korzystały z basenu w milczeniu bo właścicielce się coś nie podoba. A właścicielce się nie podobało, bo jak przez tę godzinę dziennie max z basenu korzystaliśmy, to przyłaziła i albo "no jumping", jak skończyły skakać na prośbę pani to "no diving" i ciągle coś nie tak. Jak wieczorem zapaliłem światło na basenie, to zaraz przyszła mi światło wyłączyła. Ja rozumiem, że może jej się nie podobać palenie świateł albo licho co jeszcze, ale to ona jest gospodarzem i chce zarabiać pieniądze z goszczenia ludzi i gościnność nie polega na tym, że ja mam siedzieć cicho zamknięty w pokoju i oglądać netflixa, bo celowo wybrałem jej obiekt z basenem którym na pierwszej fotce na booking.com się chwaliła.

Wymagania dot. hoteli mam naprawdę minimalne, jestem w stanie zatrzymać się z dziećmi w naprawdę skromnych (żeby nie powiedzieć syfnych, jak w tym momencie) warunkach, nie muszę mieć ąę za 100zł za noc, ale - na litość - to nie może być tak, że jako gość w czasie pobytu zastanawiam się czy znowu właściciel przyjdzie mi marudzić i co mu znowu się nie podoba, a po wystawieniu opinii dostaję zalew wiadomości na whatsapp jaki to ze mnie pazerny f***.

wyszło przydługawo, sorry, wracam teraz do normalnej relacji..
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
billabong uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#63 PostWysłany: 30 Sty 2023 02:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
Druga część balijskiego zwiedzania to pobyt w Pranajaya Villa we wsi Tejakula. Ani nazwa miejsca ani wsi nic nam nie mówiła, podobnie jak naszemu kierowcy, mapom google również - do miejscówki nie da się dojechać inaczej jak po instrukcjach właściciela - ostatnie 5 minut nasz kierowca był z nim live na telefonie i jakoś daliśmy radę. Z Ubud tłukliśmy się tam prawie 3h, wiadomo, drogi wąskie, ulewny deszcz i checkpointy lokalnej mafii wioskowych pobierających opłaty za wjazd bylegdzie (my byliśmy tranzytem i opłaty nie naliczono). Ale nas to nie zrażało - na Airbnb obiekt miał bardzo wysokie oceny i ludzie (Europejczycy) pisali, że mieszkali tutaj miesiąc czy dwa miesiące - no więc chyba nie może być tak źle.

Po przyjeździe gospodarza nie było - są 4 pokoje w 4 rogach posesji, dwa dla nas, do tego kuchnia/jadalnia i ogromny basen. Jesteśmy sami przez 90% pobytu (jednego dnia tylko ok 10 rano przyjeżdża na skuterze jakiś lokalny pan, a po paru minutach nieco młodsza lokalna pani, zamykają się na 2h w pokoju i potem znikają...), więc tym razem nikomu nie przeszkadzamy na pewno, nawet właścicielowi. Ba, nawet zachęca nasze dziewczyny do skakania do basenu. Warunki oczywiście skromne, ale płacimy jakieś grosze za ten nocleg (poniżej 100 pln za 2 pokoje). W Airbnb było "śniadanie zapewnione", ale gospodarz mówi, że śniadanie not included, ale codziennie będzie nam śniadanie przywoził i codziennie inne. Rzeczywiście, tak robi, i bardzo się stara aby było codziennie coś innego - to mocny punkt tego miejsca. Drugi mocny punkt to wlaściciel - Jay albo Pranajaya - facet pracował przez 17 lat na statkach wycieczkowych jako kucharz ale zdecydował się osiąść we wsi gdzie ma jakąś religijną rolę, prowadzi miejscówkę (albo kilka) do spania, studio tatuażu, jest nauczycielem angielskiego i kto to jeszcze wie co poza tym - tak czy owak wszyscy we wsi go znają. Jak przyszedł covid to oczywiście biznesy mu wszystkie padły, więc otworzył jeszcze warung z jedzeniem, z którego zamawiamy na lunch na zmianę mie goreng albo nasi goreng (10k albo 15k), oraz frytki. Innego wyboru nie ma. Jay jest fajny i pomocny, załatwi co tylko byśmy chcieli (ceny i atrakcje podam za moment).

Teraz gorsze strony tego miejsca. Po pierwsze pogoda, bo leje codziennie i to grubo, ale cóż, taki klimat. Po drugie, cytując dzieci nasze, zakuprze. Nic w tej wsi nie ma, przynajmniej nie w promieniu 30 min piechotą od nas. Idziemy pierwszego dnia szukać czegoś na lunch - wszystko zamknięte, jedyne co czynne to market więc dzieci kupują chipsy i ostatecznie trafiamy do warunga naszego gospodarza, który to jednak też nie jest otwarty. Jay przyjeżdża po 2h, otwiera knajpę tylko dla nas i robi nam obiad. Rokowania nienajlepsze - owoców też nie kupisz, bo w markecie nie ma, a na straganach tylko durian albo rambutan (akurat jest sezon zbiorów rambutana i wszędzie tego pełno do kupienia). W drugą stronę wsi jest nieco lepiej ze sklepami - są telefony komórkowe, drogeria, krawiec, ksero, bankomaty ale z jedzeniem nadal bieda i z desperacji ostatecznie zamawiamy pizzę (!), przynajmniej wiemy, że w piecu w czasie pieczenia nasz obiad się zdezynfekuje.

Skąd takie potrzeby? W Tajlandii jedliśmy z dowolnego miejsca każdego dnia i nam nie przeszkadzało, ale tutaj to jest dramat. Już nam kierowca powiedział, że z tych małych stanowisk z jedzeniem to nawet on nie je, bo tam nie myją naczyń bo mają cały dzień jedno wiadro z brudną wodą. No więc wszystkie lokale we wsi Tejakula tak właśnie wyglądają, że strach wejść. Jeden w bocznej uliczce ma fajne opinie w google - dużo gości, dobre jedzenie, fajne zdjęcia, no to idziemy. Jednego dnia jest po prostu nieczynne ("we had ceremony"), ale innego dnia nas zapraszają. Wchodzimy, nikogo poza nami nie ma, śmierdzi kurnikiem (albo chlewem), w sadzawce szlam, no ale przecież Zawierty nie zrażają się takimi drobnostkami. Zamawiamy picie - herbata i lemoniada - i kelnerka odpala skuter i jedzie do sklepu bo nie mają tego na stanie (cóż, tymi drobnostkami też się nie zrażamy). Przychodzi jedzenie - ryż z kurczakiem BBQ, makaron z kurczakiem, glass noodle z kurczakiem. W Google na zdjęciach kurczak w tym daniu to całe udko, u nas tylko samo podudzie ("pałka"), ale nie mam ochoty się o to szarpać, więc jemy, ale nie za długo, bo Marta za drugim widelcem znajduje ogromnego robala usmażonego w środku makaronu. Kurtyna! Pokazujemy kelnerce, ona przeprasza, przychodzi mąż kucharz, przeprasza (mówią dobrze po angielsku), że nigdy im się to nie zdarzyło, że oni sami są tu szefami i jedzenie w takim razie na ich koszt, że coś innego zrobią. Nie chcemy tam jeść, zostawiam im 50k za napoje i składniki (żal mi ich, bo pewnie nie mają innych klientów a nasz obiad też wydali kasę na składniki). Idziemy znowu po pizzę, drugi raz z rzędu. Więcej w Tejakula jedzenia nie zamówimy.
Poza tym dobija w tej wsi wszechobecny syf. Śmieci są wszędzie, Tajlandia to pikuś, ostani raz taki syf to widziałem w okolicach Colon w Panamie i na wsi pod Cartageną w Kolumbii. Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy. Przy zejściu do naszego obiektu z głównej drogi jest ogromny most i pod nim suche koryto rzeki aka wysypisko śmieci - i drobne śmieciory i całe worki. Następnego dnia pada cały dzień, suche koryto zmienia się w rwącą górską rzekę, która cały ten syf niczym spłuczka w toalecie zabiera do morza, to raptem 500m od tego mostu. Why worry, Balinese people? Nasz host - Jay - mówi, że oni tutaj na dole nad morzem dbają o czystość i nawet segregują (nope), ale ludzie w górę rzeki po prostu wywalają cały syf do wody i mają to gdzieś. Nie muszę dodawać, że mimo odległości 100m od plaży już do morza nie weszliśmy, no nie?

Jeśli chodzi o rozrywki poza naszym basenem i hotelu z pokojami na godzinę :), to:
- można podobno robić snorkeling z brzegu bo jest rafa - poszliśmy raz, rybki były, ale bez szału (to jeszcze zanim przyszedł deszcz i syf się pojawił w morzu)
- można pojechać na wodospad (Jay nas zawozi, za darmo). Wodospad oczywiście płatny standardowe 5x20k, chociaż poza nami nie ma tam nikogo. Dziad inkasent jeszcze oferuje swoje usługi jako przewodnika, jest nachalny ale nie z nami takie akcje. Wodospad wart ceny i drogi, jest piękna przyroda, nie ma śmieci, nie ma ludzi. (Yeh Mampeh Waterfall)
- można popłynąć na dolphin whatching - Jay załatwia rybaka i jego łódkę (dla nas trzeba dwie łodzie, 300k od łódki), i płynie się do skutku aż będą delfiny - u nas zajęło to 90 minut (do delfina), a potem drugie tyle powrót. Nie było och i ach, ale przynajmniej jakieś urozmaicenie.
- można zamówić cooking class - przychodzi pani i pokazuje jak ugotować coś po balijsku, jest smaczne i inne od wszystkiego co mieliśmy do tej pory, ale bez fajerwerków. cena 250k (50k od osoby), i mamy jedzenie później więc odpada koszt jednego posiłku

Było w miarę ok, ale nie wyobrażam sobie siedzieć tutaj dłużej, nawet nasze 6 nocy było o 2 noce za dużo (szczęście, że mamy nasz homeschooling i po prostu nudę wypełniamy uczeniem się. Jay dostanie dobre review, bo mi go żal - nie jego wina, że okolica jest jaka jest. On się starał.

W sobotę rano ma po nas przyjechać trzeci host, sam zaproponował. Pyta ile bagażu mamy (przecież wie, że jest nas 5) - odpowiadam, że kilka plecaków ale taki minivan toyoty jak tu każdy ma spokojnie wystarczy i się mieścimy. A gość przyjeżdża po nas Toyotą Yaris, do tego po wiejskim tuningu, obniżonym zawieszeniu i za dużych oponach. Nie muszę pisać, że te 60 km w Yarisie to był koszmar i ciągłe ocieranie różnych części auta o różne rzeczy. A na nowym miejscu wcale nie jest lepiej...
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
Ella uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Sto dni w drodze
#64 PostWysłany: 06 Lut 2023 07:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
I tak oto dojeżdżamy do Jasri, gdzie mieści się przybytek naszego trzeciego gospodarza. Mamy tu pierwotnie zostać do samego końca, czyli do dnia wyjazdu z Bali. Ale po 5 minutach od wejścia już wiemy, że to nie na nasze siły. Może gdybyśmy byli bez dzieci, albo trzeci tydzień, a nie trzeci miesiąc w podróży, to jeszcze by nam się chciało przemęczyć, ale zwyczajnie nam się nie chce. Miejscówka jest depresyjna, mimo, że na booking ma 9.3 - ostatni dom przy bocznej drodze, zaraz za nim rzeka ściekowa i pola ryżowe. Wejście do domu niestety nie jest czyste, przechodzi się przez jakiś kurnik i pachnie fekaliami, podwórko syfne tak, że strach w sandałach tam chodzić. Nasze pokoje na piętrze to ciemne nory z dosztukowanym druciarnianym oświetleniem, łazienka nie lepsza. Dostajemy ręczniki ubrudzone farbą, ale nawet nie chce mi się użerać z hostem. Śpimy w długich piżamach bo pościel też nie wygląda na prosto z pralni. Na dworze leje, my wiemy, że jesteśmy skazani na to miejsce i naszego hosta, więc spotanicznie wynajmujemy z airbnb apartament w Kuta czy innym Seminyak, czyli robimy odwrotnie niż planowaliśmy - uciekamy z miejsc bez turystów do Denpasar.

Wieczorem gospodarz bierze nas na opowieści dziwnej treści - o tym jak to był biedny, jak pojechał do Denpasar uczyć się i pracować w branży turystycznej i miesiąc czasu spał na plaży, że potem pracował w biznesie ale poszedł na swoje i własnymi rękoma zbudował ten oto obiekt. I że chce, żebyśmy czuli się jak w domu, on nam ugotuje jedzenie, ale sami mamy ocenić na ile pieniędzy to jedzenie zasługuje, że nas będzie woził a jak nam tu będzie u niego źle, to on będzie przez miesiąc czasu nieszczęśliwy. Cóż, może i tak, ale my tego authentic balinese experience mamy już dość.

Zaraz nieopodal naszego guesthouse'u jest ich najfajniejsza ponoć w tej części Bali plaża - Virgin Beach. Wstęp, a jakże, 10k od osoby, mafia biletowa stoi w połowie drogi i kasuje jak leci. Droga do parkingu wiedzie przez pola ryżowe, najsyfniejszy cmentarz jaki w życiu wiedzieliśmy, pastwisko krów które defekują gdzie popadnie. Potem jeszcze tylko schody przez śmietnisko i jesteśmy na plaży. Pierwsze wrażenie nie jest złe - śmieci w kątach, woda ładna, piasek. Z 10 różnych warungów z leżakami, więc idąc przez plażę kolejnych 10 nagabywaczy podejdzie do ciebie z ofertą, to nic że poprzednim odmówiłeś. Ale jest też jedno wielkie drzewo, które daje cień i można się tam spokojnie rozłożyć bez leżaka. I - o dziwo - jest całkiem nieźle, spędzamy tam kilka godzin, po czym wracamy na obiad do naszego hosta. Obiad - najlepszy posiłek do tej pory na Bali, jest smaczne, doprawione, zamawiamy rybę i mamy normalne duże kawałki tuńczyka.

Następny dzień przynosi szereg niespodzianek - po pierwsze, Olę nadal boli brzuch (będzie już z tydzień), ale po plażowaniu również Martę zaczyna coś boleć - konkretnie to ucho. Po drugie - host ma nas na 8 rano zawieźć do pobliskiej miejscowości do kościoła - jesteśmy o czasie, ale mszy porannej nie ma bo jest jakaś impreza i msza będzie po południu. Zmieniamy więc plany i wracamy do domu, na plażę, a kościół będzie wieczorem. W drodze do domu host zabiera nas na plażę w Jasri, wjeżdżamy i przez okno samochodu obserwujemy ogromny syf, cała plaża usyfiona, aż się wysiadać nie chce z auta. Marta pyta w końcu hosta, czemu jest taki syf - gość odpowiada, że to przez porę deszczową i oni to posprzątają jak się skończy pora deszczowa. Jasne. Na Virgin Beach tego dnia lepiej nie jest - plaża jest cała usyfiona i w wodzie jest tyle śmieci, jakby ktoś wywalił całą naczepę odpadów. Moje ulubione znaleziska to żarówki, to na pewno turyści wyrzucili do morza bo przecież to wina turystów, że na Bali jest taki syf, no nie? Ludzie w tych śmieciach pływają, ale nam się jakoś nie chce. Rozczarowani siedzimy na plaży, gdzie spotykamy parę innych turystów w koszulkach z napisem Lombok. Idziemy zagadać, czy byli, czy taki sam syf, co o tym myślą. Rozmowa przeciąga się do prawie godziny, ale poza wymianą zdań na temat syfu mamy ciekawy namiar na pierogi w Denpasar, z którego z chęcią skorzystamy.
Wieczorem jedziemy na mszę i trafia nam się jak ślepej kurze ziarno - jest to msza prymicyjna księdza z tej wsi. U nas w Polsce coś takiego jest ogromnym świętem (nadal), a co dopiero na Bali. Zaprosili chyba całą wieś, a po mszy są tańce i zabawy - w ten sposób poza przekąskami załapujemy się na pokaz tradycyjnego tańca z Bali. Host nam tłumaczy, że oni tutaj żyją w zgodzie i sobie pomagają, niezależnie od wyznania - hindu, muslim, chirstian - wszyscy razem. Wracamy do domu późno, ucho boli jeszcze bardziej.

Nazajutrz mówimy hostowi, że wyjedziemy wcześniej, ale nie anulujemy rezerwacji żeby nie był stratny. Mówimy (zgodnie z prawdą), że ubezpieczyciel nam wyznaczył szpital w Denpasar i musimy tam jechać z uchem Marty. Gość chyba nie do końca w to wierzy, no ale trudno. Prosimy go, aby zgodnie z obietnicą pokazał nam okolicę, co mają tutaj ciekawego. Wpadamy przy tym na ciekawy pomysł - facet wypisuje nam na kartce 8 propozycji, a my potem z google sprawdzając opinie (sortujemy po najnowszych oraz po najgorszych) wywalamy to, czego nie chcemy - w ten sposób np. wywalamy "bramę nieba" czyli instagramową świątynię, gdzie na zdjęcie epickie z wulkanem w tle czeka się 2 godziny albo i lepiej. Ostatecznie na liście zostają: wioska jakaś (jakby skansen), wodospad jakiś i plaża, która ma mało opinii czyli nie jest popularna. Wybór jest całkiem dobry - wioska ma wstęp "co łaska" (płacimy 50k) i facet nas ładnie oprowadza i opowiada o zwyczajach, sprzedają też swoje wyroby i pamiątki ale nie jest to nachalne i grzecznie im odmawiamy. Wodospad jest hitem - ogromny, najwyższy jaki widzieliśmy, zero ludzi i bez kasy biletowej (Yeh Labuh się to nazywa), a na koniec plaża Bias Tugel, gdzie jest czysto (szok), i nie ma dużo ludzi. Po prawie całym dniu wracamy do wioski i - zgodnie z prawdą - mówimy hostowi, że to była jak do tej pory najlepsza wycieczka na Bali jaką mieliśmy.

We wtorek rano, tak szybko jak się da, przyjeżdża po nas nasz pierwszy kierowca, aby z Jasri nas ewakuować. Nasz host jest mocno przybity, pisze do mnie na whatsapp, że myślał że on nas odwiezie i różne takie, ale po kolei mu wyjaśniam wszystko i chyba ostatecznie uspokaja to jego skołatane nerwy. W drodze do Seminyak zatrzymujemy się w restauracji Pierogi Pierogi, gdzie czujemy się prawie jak w domu - są zdjęcia z Polski, są smaki jak z Polski (serio, kapusta z grzybami). A jak już wchodzi pan Andrzej, właściciel, to już ogólnie jest super. I tak podładowani energią zajeżdżamy do naszego apartamentu, który ma nam osłodzić wszystkie niewygody. Ogromne mieszkanie, z trzema sypialniami i trzema osobnymi łazienkami. Jest klimatyzacja, jest wanna z gorącą wodą. Głupio powiedzieć, ale chyba tego potrzebowaliśmy po tych wielu dniach budżetowych noclegów. Teraz płacimy jakieś 400zł za noc, a nie 100, ale nie żałujemy tej kasy. Większość czasu spędzamy jednak w szpitalu (Siloam), sprawdzając nasze ubezpieczenia podróżne. I o ile z uchem Marty idzie sprawnie (mamy tutaj TU Europa), i po godzinie bezkosztowo mamy leki w ręce i temat zakończony, o tyle dużo gorzej idzie nam z naszą średnią córką, którą mocno boli brzuch (będzie już z 10 dni), do tego po prawej stronie na dole (wyrostek!), więc chcemy to dokładnie sprawdzić. Olka ma ubezpieczenie Euro26 (Uniqa) i ogarnięcie tematu idzie jak krew z nosa - centrum w Polsce szybko odbiera, potem kontaktuje się z rezydentem w Indonezji, który ma kontaktować się ze szpitalem, szpital prosi o potwierdzenie i tak kręcimy się w kółko. Pierwsza wizyta (interna) - 6 godzin załatwiania. Lekarz kieruje na USG i inne badania - potwierdzają to 8h, czy aby na pewno można. Jak już zrobili USG to trzeba wracać do lekarza, ubezpieczyciel znowu musi potwierdzić, kolejne 6h. Dramat. Na załatwienie sprawy córki schodzi nam kilkanaście godzin, ale ostatecznie to nie wyrostek tylko jakieś mocne zatrucie (była opcja, że tyfus albo dur, bo miała wysypkę, ale w zeszłym roku się szarpnęliśmy na szczepionkę na dur i zdaje się było warto). Tak czy owak, zdrowotnie Bali nas zmęczyło.

Na pożegnanie z Bali mamy jeszcze niesmak na lotnisku, gdzie ceny są z kosmosu (w SIN duuużo taniej), i zwiewamy z tej wyspy. Żegnaj Bali, zdecydowanie nie do zobaczenia, never again. Może mieliśmy pecha, i akurat trafiliśmy na kumulację syfu i brudu, ale nie chcemy tego więcej razy przerabiać. Bali nie jest dla nas, być może dlatego, że nie widzimy tam miejsca dla 'średniego' poziomu - albo jesteś bogaty i zamykasz się w getcie z basenami i sprzątaną plażą, albo jesteś na budżecie w syfie. Tak ja to widzę :)

Tejakula wodospad i wyprawa na delfiny:
Image
Image
Image
Image

Jasri pola i wodospad
Image
Image
Image

I syf plaża:
Image
Image

Oraz opuszczona świątynia nieopodal:
Image
Image
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#65 PostWysłany: 06 Lut 2023 13:07 

Rejestracja: 14 Wrz 2019
Posty: 142
Trochę sobie zaprzeczasz pisząc, że Bali jest tylko dla bogatych. Czy 400 zł o których piszesz to poziom na który tylko zamożni mogą sobie pozwolić? Odnoszę wrażenie, że negatywny odbiór tego miejsca w dużej mierze wynika jednak z nieudanych/pechowych wyborów miejsc noclegowych.
Niemniej, widzę też objawy przemęczenia podróżą, poziom narzekania "hard" 😉
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#66 PostWysłany: 06 Lut 2023 14:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
@south - dzięki za uwagę, zastanawiałem się jak o tym balijskim doświadczeniu napisać aby oddać nasze uczucia i spostrzeżenia, ale jak pewnie widzicie w tej relacji mój talent do pisania składnie i gramatycznie jest dość wątpliwy i pozostaje spora przestrzeń do interpretacji własnej :).

Tak czy owak, miałem dopisać coś jeszcze do tego ostatniego noclegu za 400zł, może to rozjaśni sprawę. Apartament w Seminyak był bardzo OK, ale tylko sam apartament. Na jedzenie nie było gdzie wyjść pod domem, bo w promieniu 15 minut nic nie było, a dalej były knajpy włoskie, francuskie, japońskie i klientela rublowa, że tak powiem, ceny też stosownie wysokie - ale spoko daliśmy radę nie głodować, zamawialiśmy grabem, ale nie po to jadę w rajskie wyspy żeby siedzieć w getcie i zamawiać jedzenie na telefon.
Blisko apartamentu za to była plaża, (Pantai Seminyak), po której ja brzydziłem się chodzić nawet w sandałach. Tony śmieci wprasowane w piasek, a plaża rozległa jak w naszym Mielnie. Do tego przy wejściu na plażę (obok ślicznych willi z palemkami i basenikami), rzeczka wpadająca do morza, i zupełnie przypadkiem pewnie w tym miejscu fale na morzu nie miały białych grzyw, tylko w kolorze mrożonej kawy. Albo czekolady mlecznej. Albo szamba. Zapach zdecydowanie tego trzeciego. Zdumiewa mnie jak ludzie mogą się w czymś takim kąpać (a pływało kilku śmiałków dosłownie 50 metrów dalej).

Apartament w mieszkaniu za 400zł na wypasie można wynająć w wielu miejscach na świecie, dla nas było to najmniej brzydkie miejsce w którym my spaliśmy na Bali, ale miało swoją cenę. To nie jest tak, że jesteśmy jacyś ĄĘ, czy to w Chile czy to nawet w NZ spaliśmy w skromnych warunkach. Nie są nam straszne nory do spania (jak Snooze Inn w SIN, o czym napiszę później), pokoje bez okien, obrzydliwa kołdra zrobiona z czegoś, co w Polsce przypomina mi szmatę do podłogi z czasów jak chodziłem do podstawówki. W Tajlandii teraz też szału nie było, bo budżet takiej długiej wycieczki jak nasza nie pozwala na szał (co innego płacić za dwoje, co innego za pięcioro).
Bali dawałem szansę przez dwa dni, ale po prostu nam nie spasowało. Cieszę się bardzo, że nie był to nasz ostatni etap, bo by niesmak pozostał. Teraz siedzę na tarasie gdzieś pośrodku niczego w Delcie Mekongu, warunki lokalowe mam jak z noclegu nr 3 w Jasri, ale nie ma tego okropnego syfu i tego co nas odpychało w Bali.

Jasne, że już wchodzi zmęczenie, pewnie stawiasz trafną diagnozę, ale też jest tak, że są rzeczy subiektywne i obiektywne.
Subiektywnie może mi się nie podobać 5 warstw różnej farby w "sypialni", pościel jak firanki z PKP, czy prowizorka elektryczna byleby światło było w pokoju. Może mi się nie podobać, że obok we wsi jest głośno, albo że jedzenie jest za ostre, za mało ostre, za zimne, za ciepłe, za mało różnorodne albo za mało owocowych czwartków. You get what you paid for, jasna sprawa. Ale są też rzeczy obiektywne: wysypisko śmieci pod domem, fekalia zwierząt i szlam na podwórku czy ręcznik uwalony farbą olejną albo wysypisko śmieci w korycie rzeki. Jasne, że w jednym miejscu płacę 120 za noc, a w drugim 400, no ale umówmy się, że pewne minimum trzeba zachować. A najbardziej rozczarowujące jest to, że te wszystkie miejsca w których byliśmy mają jakieś z kosmosu wykręcone opinie typu właśnie 9.3 - come on! Co innego skromne warunki, a co innego absolutny brak szacunku do gości (na których się zarabia) i do miejsca w którym się mieszka. W takiej Swanetii w Guzji jest też bieda aż piszczy, noclegi równie tanie, ale nie obrzydzające i nie rażące syfem.

Więc tak jak cała ta długaśna relacja, tak i balijski fragment, wszystko to co piszę jest naszą subiektywną opinią. Wiem, że ludzie (nawet tu na forum) mieszkają na Bali długo i są zadowoleni. Ja bym nie mógł (co innego Tajlandia).
Wiem, że ludzie tutaj wracają i mają radochę. I to zarówno restortowi bogaci ludzie, jak i middle-class czy nawet backpackersi. Niech tak będzie, ale nie zmienia to u mnie postrzegania tego miejsca i myślenia o nim w kategoriach mojego osobistego rozczarowania. Przede wszystkim syfem, który może nie jest niczym szczególnie wyjątkowym gdy się pojedzie do Indii albo do innych biednych miejsc, ale jednak jest pewnym oszustwem tej konkretnej wyspy, która to nadal przez ludzi lokalnych i przyjezdnych jest promowana jako rajski cud (i nadal są w niej niezniszczone miejsca, ale giną w masie rozczarowań). I widać, że nadal przekaz dot Bali jest taki jaki jest - raj, cudne widoki, a potem przychodzi rzeczywistość (co z resztą cała masa filmików na IG pokazuje jako instagram vs reality). Przeczytałem, że to Instagram zabił Bali. Pewnie częściowo tak, ale lokalsi moim zdaniem swoje do tego dołożyli. Czy tak musiało być?

Ah, jeszcze jedno. W tych różnych biednych i niestety brudnych miejscach staramy się nie robić zdjęć. Czy to w wiosce amazońskiej, gdzie bieda taka, aż kości można policzyć na dzieciach i psach, a chata by się zawaliła od jednego kopniaka, czy w różnych miejscach Azji S-E. Dla nas to żadna przyjemność, a Ci ludzie też zasługują na swoją godność, mimo biedy i brudu. Z drugiej jednak strony pominąć milczeniem tego też się nie da - bo ten syf sam się nie zrobił. I nie ma tu znaczenia, czy sam się prosiem o ten syf bo zarezerwowałem sobie nocleg daleko od wszystkiego w biednej wsi, czy też syf mnie zaskoczył gdy jechałem z willi na polach ryżowych w stronę majestatycznego wulkanu - syf to syf, ktoś go zrobił, ktoś nie czuje, że to problem. W restauracji na balijskiej plaży jak się spyta właściciela o śmieci na plaży i w wodzie to co odpowie? Że to nie są jego śmieci. Same się wyrzuciły, te żarówki, opakowania po tanich jogurcikach, opakowania po syropach z napisami w lokalnym języku. To są ich śmieci, bo to ich wyspa, z resztą podkreślają to na każdym kroku: gdzie nie pójdziesz to masz zapłacić "local community", za plażę, za przejazd, za widoczek, za huśtawkę. Nie ma u mnie zgody na takie coś i niestety tylko na Bali czegoś takiego doświadczyłem.

"Tryb narzekania" wyłączył się w momencie wylądowania w Singapurze i nie planujemy go reaktywować :)
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
Grzenio1970 uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#67 PostWysłany: 06 Lut 2023 14:55 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1638
niebieski
Muszę powiedzieć, że to bardzo ciekawa i pouczająca relacja. Nie wiem czy masz taki styl, czy po prostu skupiasz się na negatywach, bo to bardziej boli. Ale doceniam pisanie wprost o rzeczach, które Wam się nie podobają i były niewypałem.

Mam jednak wrażenie (może wybiórczo zapadły mi fragmenty w pamięć), że część tego wyjazdu to trochę przerost idei (długi wyjazd RTW, z rodziną i zdalną nauką, turystyczne ikony do zobaczenia) nad dobrym planowaniem i lokalnymi realiami. Np.
- Nowa Zelandia - super, ale wszędzie drogo, więc mam wrażenie, że dużo nie zobaczyliście bo wstępy kosztowały majątek
- Bali - jedziesz w najgorszym pogodowo terminie, chcesz być poza utartymi szlakami turystycznymi i dziwisz się, że w okolicy nie ma knajp?

Rozumiem, wkurzenie na syf, ale skoro lokalsi tak żyją to nic nie zdziałasz. Jakbyś był w popularnym kurorcie, to pewnie byłoby sprzątnięte. Ale nie dlatego, że lokalsom przeszkadza, tylko turystom.

Mam nadzieję, że jesteście jednak zadowoleni z tego wyjazdu i ostatecznie będziecie go miło wspominać.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#68 PostWysłany: 06 Lut 2023 16:20 

Rejestracja: 14 Wrz 2019
Posty: 142
Zawsze lubiłem Twoje relacje, przeczytałem bodaj wszystkie. Niestety tutaj odbiorca jest wręcz przytłoczony negatywnym odbiorem miejsca i ludzi wokół, można pomyśleć, że Bali to tylko brud i syf. OK, rozumiem, że to są Twoje subiektywne wrażenia, niemniej tak jak pisze @kumkwat_kwiat zastanawiam się na ile wynikają one z "budżetowości" kwater, często zlokalizowanych na odludziu. Co do ocen na Bookingu to proponuję zacząć lekturę od tych negatywnych, celem wyłapania możliwych słabych punktów noclegu.
Z innej beczki to osobiście wymiękłem natomiast przy narzekaniu na to, że inni robią sobie zdjęcia w turystycznym miejscu, a niektórzy to nawet przebierają stroje. Rozumiem że szerokim łukiem omijacie np. basen Morza Śródziemnego czy Niemcy.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#69 PostWysłany: 06 Lut 2023 16:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
-- 06 Lut 2023 17:25 --

@kumkwat_kwiat - dzięki za uwagi. Napisałem odpowiedź i dużo wyjaśnień ale padł net, nie zwróciłem na to uwagi i chrome cały tekst napisany wysłało do kosza. Sorry, w takim razie drugie podejście będzie uproszczone.

Tak, opisuję rzeczy słabe i rzeczy dobre też, ale chyba mniej się na nich skupiam. A było ich mnóstwo, więcej niż tych słabych. Organizacyjnie cały wyjazd opiszę na koniec, więc przepraszam ale nie odniosę się teraz do Twoich wrażeń. Na szybko powiem, że wielu rzeczy nie dało się zaplanować, więc wrażenie o tym, że źle zaplanowane są sprawy może być słuszne, ale wynika to z innych czynników i nie jest bynajmniej naszym bezmyślnym działaniem "ah pojedźmy sobie ze starszymi dziećmi na parę miesięcy jakoś to będzie".

Co do konkretnych rzeczy, to NZ chyba jest naszym najlepszym wspomnieniem. Pewnie nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale helikoptery, fiordy i inne drogie atrakcje zostawiamy sobie na czas, gdy będziemy już bez dzieci i budżet będę dzielił na 2 a nie na 5 ;) Poza tym cudowne doświadczenie i masa pięknych miejsc (plus kilka średnich, ale o nich nie będziemy pamiętać). Na tych dobrych atrakcjach nie oszczędzaliśmy, czasem nawet niepotrzebnie (Maori Experience było zbytkiem, Weta cave też, ale Hobbiton to ani dolara nie żałujemy).
Bali to niewypał, ale dla nas jakaś nauczka a dla dzieci nauka. Miał być jakiś kraj między Taj a Wiet, Laos i Kambodża odpadły, Malezji nie chcieliśmy, Filipiny nas nie chciały - ktoś na forum tutaj polecił Bali no to pojechaliśmy ma spontanie. Drugi raz bym tego nie powtórzył pewnie, może trzeba było się teleportować od razu na Gili albo Lombok, skoro już byliśmy w Denpasar.

Wiadomo, że po 3 miesiącach zmęczenie jest, bo dużo spraw zostawiliśmy w PL, i my, i dzieci. Ze szkołą, bo o tym wspominasz, akurat idzie jak po maśle - po powrocie do kraju młodsze dwie mają jeszcze 2 przedmioty do zdania i w kwietniu będą miały wakacje. Starsza jest w 8. klasie więc ma egzamin, ale też wszystko jest pod kontrolą. Edukacja Domowa jest super!

No i tak ogólnie to nam jest tu dobrze. Będziemy ten wyjazd pamiętać do końca życia, dzieciaki też. Nie ten syf na Bali, tylko ten czas spędzony razem, tę potężną inwestycję w więzi i wspomnienia. To, że jesteśmy zdrowi, niczego nam nie brakuje, że mogliśmy urodzić się w gorszym miejscu albo gorszym czasie. I może nic z tego naszego wyjazdu nie pozostanie, bo żadni z nas "zawodowi podróżnicy" z biznesami w PL, followersami, współpracami i planami na 200 dni w roku poza domem, to już teraz wiemy, że wyjazd ten będzie z pewnością dla nas jedną z największych przygód naszego życia. Przygód, nie pomyłek. I że nie żałujemy ani jednego dnia (oraz ani jednej złotówki).

Więcej takich przemyśleń jednak zostawiam na koniec relacji, gdzieś za miesiąc od teraz :)

-- 06 Lut 2023 17:41 --

@south - dziękuję i doceniam, reportażysta ze mnie słaby :)

Niewątpliwie cebularstwo (czyt. budżetowość) kwater na Bali niejako naznaczyła nasz odbiór, w jakim stopniu trudno mi powiedzieć. W Internetach pisali, że Ubud to komercha, ale trzeba jechać na północ albo na wschod. No to pojechaliśmy i tam i tam, i było tak sobie. Noclegów szukaliśmy zwykle do 300 pln za noc, nie uważam tego oczywiście za dużą kwotę, ale 'histogram' na airbnb czy na booking wcale nie sugerował, że bierzemy najtańszy syf. Ale zostawmy już to nieszczęsne Bali, było słabo dla nas i już. Na Tajlandię czy inne miejsca tak chyba nie marudziłem, a jeśli tak, to chyba muszę sam swój tekst przeczytać i przeredagować - niestety zachciało mi się relacji niby live - te wszystkie wcześniejsze były pisane już po powrocie do Polski i miały większy dystans to wrażeń tu i teraz. No ale na f4f moda na live była zawsze, to i mnie się zachciało. :)

Ah, no i zdaje się że nadal na F4F przeważają budżetowe relacje typu "Patagonia na własną rękę" nad "lodołamaczem na biegun", więc nie widzę nic niewłaściwego w naszym cebulowym podróżowaniu :)
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#70 PostWysłany: 06 Lut 2023 16:45 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1638
niebieski
@zawiert
Super, najważniejsze, że jesteście zadowoleni i będziecie mieli dobre wspomnienia.
Wiadomo, że śmietnik za oknem łatwiej opisać (tym bardziej, że mocna wkurza), niż cały miły czas spędzony z rodziną i związane z tym emocje.

@south
Akurat wątek wodospadowych instagramerek bardzo mi się podobał. I chyba dobrze rozumiem, co tu jest irytującego.
Góra
 Relacje PM off
zawiert lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#71 PostWysłany: 06 Lut 2023 17:06 

Rejestracja: 14 Wrz 2019
Posty: 142
E tam, instagramerka też człowiek, jak się chce prężyć to niech się pręży 🙂 Byle nie blokowała za długo punktu widokowego, ale w tym to zawsze przodowali chińscy turyści😉

@zawiert
Wszystkiego dobrego, śledzę dalej relację i subskrybuję😉
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#72 PostWysłany: 06 Lut 2023 17:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Cze 2014
Posty: 2876
HON fly4free
@zawiert Odnośnie pościeli, ja w Surat Thani trafiłem na taką:
Załącznik:
IMG_20181206_234416.jpg


Jak ktoś chciałby nazwę hostelu, to mogę odszukać :lol:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
https://youtube.com/@CamiloPardo
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#73 PostWysłany: 06 Lut 2023 18:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 4568
Loty: 639
Kilometry: 792 498
HON fly4free
Myślę, że w tej opowieści dobrze oddałeś to czym może być Bali. Bo ono ma przynajmniej 3 oblicza.

1 rajski kurort
2 miejsce dla rosyjskich, ale nie tylko, ekspatów
3 pułapka

Tylko nie rozumiem czego innego oczekiwałeś po krowach

zawiert napisał(a):
. Droga do parkingu wiedzie przez pola ryżowe, najsyfniejszy cmentarz jaki w życiu wiedzieliśmy, pastwisko krów które defekują gdzie popadnie.
Góra
 Relacje PM off
nick lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#74 PostWysłany: 06 Lut 2023 20:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3709
srebrny
Zaglądam tu od czasu do czasu i tak sobie myślę, że kolego @zawiert przerósł Ciebie ten wyjazd pod wieloma względami. Finansowym, logistycznym, dystansowym, kulturowym itd. Porównujesz tu amerykę łacińską z azją co już jest jakąś katastrofą. Bo jak AŁ, która jest powiedzmy w miarę jednorodna kulturowo można porównywać z Azĵą tylko południowo wschodnią, którą można obdzielić kilka kontynentów.
Indonezja jest zasyfiona, podobnie jak Tajlandia czy Wietnam ale gdzie Ty sie chłopie uchowałeś? 80% kuli ziemskiej to syf i śmietnik. Pojedż do afryki subsaharyjskiej a docenisz kraje azji południowowschodniej. Ba, pojedź na europejską Sycylię i też zobaczysz syf.
Moim zdaniem @zawiert pojechałeś w świat bez wiedzy ale z marzeniami, na zasadzie jakoś to będzie
Generalnie relacja z gatuku "smutek". Lubię krótką piłkę i nazywanie rzeczy po imieniu ale Tobie praktycznie wszystko nie pasuje.
Czytam ciagle, że jest Was pięcioro i jak to ciężko.
Niemniej życzę Waszej piątce wszystkiego dobrego i chyba szybkiego powrotu do domu, tego w Polsce.
_________________
"Ten, kto znalazł się za drzwiami, pokonał najtrudniejszy etap podróży" - przysłowie duńskie
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#75 PostWysłany: 06 Lut 2023 21:19 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 3366
złoty
Chyba za dużo krytyki.
@zawiert spełnia marzenia sporej części z nas, nie dość ze dluga podróż to jeszcze z dziećmi i nauką zdalną (szacun za 8 klasistkę na RTW)
Szanuję go za pisanie co jest złego i muszę stwierdzić ze za mało pisze co jest dobrego. Zdjecia pokazują ze to świetna podroz a opis ze tragedia za tragedią.
Nie wiem dlaczego wybrał "wariant na smutno i wytykanie błędów".
Większosc relacji na f4f to jednak jest optymistyczna. Moze zmęczenie wychodzi?

Trzymaj się i pozdrowienia dla rodzinki !!
Dla mnie jesteś kozak.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#76 PostWysłany: 07 Lut 2023 01:24 

Rejestracja: 21 Cze 2012
Posty: 626
Loty: 26
Kilometry: 67 603
niebieski
Hej, też uważam, że wielu osobom włączyło się czepialstwo. Sam podróżuje z dziećmi i wiem jakie to wyzwanie logistyczne i finansowe. Zupełnie inaczej się jeździ pojedynczo czy nawet w duecie a inaczej z dzieciakami typu 3 i 6 lat (od takiego wieku wystartowałem z Azja z moimi). Pojutrze lecimy w kolejną podróż, m.in. tam gdzie zawiert był czyli Patagonia i powiem szczerze, stres podróżniczy cholerny :). A byłem w miejscach i w stylu, gdzie większość osób z tego forum by uciekła gdzie pieprz rośnie

Trzymaj się zawiert, realizuj marzenia i gromadz wspomnienia. To zostanie z wami na zawsze. Nie będziesz pamiętał syfu tylko te fajne momenty. A malkontentom życzę wyjazdów z rodziną, taka wiekszą.. aha, ale zacznijcie już oszczędzać, bo to "inna liga" ;)...
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#77 PostWysłany: 07 Lut 2023 02:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
Miło, że zrobił się ruch w relacji, to motywujące na finiszu, zarówno słowa krytyki jak też poparcia.

Aż sobie przeczytałem swoje wpisy od początku w tej relacji i chyba wszystko jest kwestią gustu i odbioru tego, co się pisze i się widzi.
Z Chile/Argentyny opisuję jak jest, generalnie dobre wspomnienia. Jedyny negatyw to fakt, że nas okradli w Calamie, że na Atacamie była zamknięta pustynia (@cart też pisał w tym tonie, że gdzieś się jedzie i nagle lipa bo zamknięte, Jego relacją z Chile się wzorowałem w raportowaniu jak jest), że nie udało nam się oglądać gwiazd bo jasno. Potem, że pada deszcz w PUQ ale jakoś sobie radzimy, a potem już nie ma marudzenia i negatywów.
Z przesiadki w USA można mi zarzucić, że marudzę na NASA w Houston, no marudzę, bo byłem w Orlando i było lepiej, więc mam porównanie. I raportuję, że jest przypał z NZeTA.
W części o NZ jest sporo o kasie, ale nie tylko dlatego, że znowu narzekam jak mi jest ciężko bo jest nas 5, tylko dlatego, że kierunek NZ jest kierunkiem egzotycznym, mało kto z F4F tam jeździ albo jest mało relacji więc uznałem, że napisanie o cenach wszystkiego co może kogoś interesować jest przydatne. Tak samo, jak napisanie, że szkoda kasy na to czy tamto bo drogo. No i narzekam na sandflies, które gryzą. I wyrażam opinię, że niektóre rzeczy można inaczej rozplanować (noclegi), bo było nam daleko wszędzie i dużo czasu spędziliśmy w drodze. Tyle.
W Tajlandii marudzę, że w BKK nie chce nas taksówka zabrać i że tuktuk chce nas oskubać z kasy. W Chiang Mai/Rai nam się podoba, opisuję co robimy, ale też co jest słabe (np. naciąganie na wycieczki do ludzkiego zoo). Marudzenie zaczyna się na lotnisku w DMK, gdzie siedzimy i jest drogo.
Potem jest odcinek o Bali, który zdaje się zatruł całą relację, bo nam się na Bali zwyczajnie nie podobało, powodów opisałem sporo i już zostawmy ten wątek.

Zostawiając już pozostałe uwagi i sugestie, myślę, że forma 'niby-live' jest niewłaściwa dla opisywania takiego wyjazdu jak nasz, ale wiem to po 80 dniach, a nie na początku tej przygody. Jest to za długi okres czasu, jak ktoś robi RTW w 10 dni albo mniej to jest szybka akcja - samolot, miasto, jedzenie, salonik, samolot. Jak ktoś jedzie na wyprawę do Iraku, Libanu, Nepalu czy gdzie tam jeszcze, też inaczej to wygląda. A u nas długość wyjazdu i dużo elementów skomplikowania (i tutaj nie narzekam, tylko stwierdzam fakt) sprawia, że moje nieregularne wpisy jak już się pojawiają, to pokazują tylko złe rzeczy, których oczywiście jest mniej. Równolegle żona wrzuca krótkie informacje na stories na IG dla naszej rodziny, żebyśmy nie musieli pisać do każdego z osobna - tam jest prosta sprawa, 24h i wpis znika, więc jak akurat mamy gorszy dzień, to za 24h tematu już nie ma. W końcu, forum f4f jest specyficznym miejscem i mam tego pełną świadomość, dlatego grupa docelowa odbiorców na wiele rzeczy patrzy inaczej i jak widać moje uwagi i porównywania różnych zupełnie od siebie miejsc w normalnej rzeczywistości (rozmowach ze znajomymi czy rodziną) będą całkiem zrozumiałe, a tutaj spotykają się z krytyką, no bo co ja tam widziałem, w Afryce nie byłem, nie da się porównać Panamy z Bali itd. No właśnie... a może jednak się da? Może ten nasz wyjazd, zaplanowany ramowo i realizowany zgodnie z planem, zaplanowany finansowo i nadal prawie w budżecie jednak poza epizodycznymi przygodami izolowanymi geograficznie i kulturowo ma nam dać jednak całościowy obraz tej części świata, którą objeżdżamy ciągnąc ze sobą nasze dzieci? Odpowiedzieć na pytanie, czy na pewno nasz europejski sposób myślenia, planowania, oszczędzania, schematy działania... czy jest to metoda na życie dla każdego z nas na tym świecie, czy może jednak inne punkty widzenia i spojrzenia też działają. Ale też pokazać, że mogliśmy się urodzić i mieszkać w innym miejscu - albo naszym zdaniem lepszym, albo może gorszym. W końcu też dać nam odpowiedź, czy jest poza Polską/Europą, gdzie jest nam dobrze i wygodnie, takie miejsce w którym moglibyśmy mieszkać przez dłuższy czas, albo na stałe.

Jak już szczęśliwie wrócimy do kraju to chyba wywalę do kosza te wpisy i napiszę relację z tego jak było, a nie z tego jak jest. Będą Państwo zadowoleni ;)
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#78 PostWysłany: 07 Lut 2023 07:19 

Rejestracja: 31 Paź 2017
Posty: 619
niebieski
Nie wywalaj. Moim zdaniem i jestem pewien, że nie tylko moim wszystko jest OK. To jest live i piszesz uczciwie o swoich wrażeniach na miejscu i to mi się podoba. Wcale nie jest tak, że przesadzasz z narzekaniem.
Są tu niestety inne relacje i opisy, gdzie wszystko jest super i wspaniałe, beż żadnego narzekania, a wrażenia po lekturze są takie same jak po zdjęciach z Instagrama.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#79 PostWysłany: 07 Lut 2023 08:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Maj 2014
Posty: 1688
Loty: 203
Kilometry: 458 938
srebrny
Po opuszczeniu Bali przyszedł dla nas czas na krótki epizod w Singapurze. Oczywiście dostępność biletów z Denpasar do Sajgonu, czyli naszego docelowego miejsca, była spora, ale gdy scoot pokazał nam połączenie z 23h przesiadki w Singapurze, wiedzieliśmy że ten stop będzie dla nas ciekawym uzupełnieniem naszej trasy.

Do Singapuru dla odmiany nie potrzeba mieć wizy, ale wymagane jest szczepienie albo chociażby test antygenowy dla wszystkich powyżej 12 roku życia. I to tyle z wymogów.

Po przylocie na T3 przeszliśmy dość sprawnie kontrole paszportów i udaliśmy się na metro do centrum. Musiałem zorganizować 5 kart do płatności zbliżeniowych (w Singapurze komunikacja działa podobie jak w Londynie jeśli chodzi o płatności) i z jedną wygodną przesiadką udaliśmy się do dzielnicy little India, do naszego hotelu. Hotel na booking miał opinie 6.2 i kosztował 500zl za noc za pokój rodzinny, więc jasne było dla nas czego się spodziewać, ale ponieważ miało być to tylko miejsce do przechowania plecaków i przenocowania to niska jakość aż tak bardzo nie raziła.

Ruszyliśmy na miasto do chinatown do garkuchni na stoisko polecane przez Marka Wiensa, ale niestety było jeszcze nieczynne i trzeba było nam poczekać dobre 40 minut na otwarcie. Opłacało się - jedzenie było przepyszne, dużo i smacznie. Pewnym mankamentem okazał się czas poświęcony na ten posiłek przez co do Gardens at the Bay dotarliśmy później niż pierwotnie planowaliśmy i do tego w ulewnym deszczu. Cóż, moja wina: mogłem zaplanować że garkuchnia otworzy się 2h później niż ma napisane na Google no i że deszcz spadnie godzinę szybciej ;) planowanie pogody nie poszło mi najlepiej w tym Singapurze…

Skoro już dojechaliśmy do ogrodów a z niema lał się rzęsisty deszcz, musieliśmy iść pod dach. Kupiliśmy bilety na cloud Forest i flower dome (nieco mniej niż 250 SGD) i poszliśmy zwiedzać. Obie atrakcje naprawdę robią wrażenie, rozmach i detale, wszystko dopracowane i na bogato. Warto było.
O 19:45 poszliśmy na pokaz świateł pod te nibydrzewa - bardzo ładne przedstawienie, ludzi całkiem sporo no i już nie padało.
Z Mariny, z widokiem na ten hotel, poszliśmy mostem dna (wiecie, że tam są małe świecące literki w parach tak jak w cząsteczce DNA? - ACTG…) a z mostu dalej wybrzeżem w stronę Merlion’a.
Wg kilku blogów w internecie, o 21:30 miał być pokaz laserów, ale chyba coś nie zagrało bo jakieś światła puszczali o 21:15 i to było po sprawie. No nic - bez pokazu też było ślicznie. Metrem wróciliśmy do hotelu.

Nazajutrz na 8 rano poszliśmy do innej polecanej knajpy, tym razem w little India. Było bardzo dobrze, dzieciaki pochłonęły masę chiapati, serwowali też pyszne masala chai.

Godzinę później jechaliśmy już metrem w stronę lotniska, aby chociaż trochę czasu spędzić na Chiangi. To był nasz pierwszy raz w SIN i lotnisko zrobili na nas fenomenalne wrażenie. A już wodospad/wir to inna Galaktyka. Myślę tak sobie, że miejscami Singapur pokazuje jak może wyglądać nasz świat za kolejne 20 lat - woda i zieleń (oby tak było…).

O 14:00 wylecieliście do Sajgonu. To były bardzo dobre 23 godziny, świetnie że bez wcześniejszego planu udało się nam ten Singapur wpleść do naszej skromnej podróży.

Ah, zapomniał bym- jedzenie na lotnisku w sin jest dużo lepsze i przede wszystkim 2x tańsze niż w Denpasar. Przypadek?
_________________
R.

Pierwsze raz w Afryce: https://www.fly4free.pl/forum/a-na-koniec-ktos-ci-powie-ze-nic-z-tej-afryki-nie-widziales,213,175117
Pojechaliśmy z nastolatkami w kilkumiesięczną podróż dookoła świata: W sto dni dookoła świata
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Sto dni w drodze
#80 PostWysłany: 07 Lut 2023 09:14 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 7799
Relację śledziłem jednym okiem już wcześniej, ale uważnie czytać zacząłem od etapu Bali - nic nie zmieniaj :) !
Na wstępie wielki szacunek za tak daleką/długą podróż z trójką dzieci, wymagało to od Was niewątpliwie ogromu przygotowań i mega ogarnięcia. Kto ma dzieci ten doskonale wie że czasem "wyprawa" do sklepu osiedlowego może być trudna :lol:

Ale wracając do wątku narzekań. Prawda jest taka (obiektywna :P ) że w Indonezji jest syf i oszukują/naciągają turystów ile się da. Plus mają (subiektywnie? obiektywnie?) obrzydliwą kuchnię. Tak, jest tam biednie, ale też syf im nie przeszkadza, a turystów traktują jak chodzące bankomaty. Im bardziej turystyczne miejsce tym gorzej pod kątem naciągania, im mniej turystyczne tym większy syf. Wybierz mądrze ;) W moim osobistym rankingu trudnych kierunków Indonezja znajduje się dość wysoko. Co nie zmienia tego że byłem dwa razy i tylko czekam aż wrócę trzeci raz bo pod wieloma względami jest unikalna na skalę światową a przyroda wymiata. Niemniej jest tam aż nadto powodów by mogła się nie podobać, i pewnie tak jak zauważył @piwili wielu z nas ma dość instagramowowej rzeczywistości gdzie wszystko jest piękne i wspaniałe, bo potem można się nieźle rozczarować, i z przyjemnością czyta jak wygląda dane miejsce poza kadrem idealnej fotki.

Ciekawy jest też moim zdaniem wątek poruszony zarówno przez @zawiert jak i jego "krytyków" związany z wpływem budżetu na percepcję danego miejsca. To niestety smutna rzeczywistość że by komfortowo podróżować po niektórych regionach naszego świata (zazwyczaj tych biedniejszych) czasami należy wyjść z pozycji bogatego białego pana. Spać w pięknej willi odciętej od otaczającej biedy, poruszać się wynajętym transportem omijającym syf i zawożącym wprost na miejsca które chcieliśmy uchwycić swoim obiektywem, bez mrugnięcia oka akceptując wszystkie haracze czy znosić drobne oszustwa - a co, stać mnie, niech mają! ;) Natomiast znowu - kto nie podróżuje z rodziną, nie ma dzieci, ten nie ogarnie prostej matematyki że 5 >> 2 >1. Zwłaszcza przy długiej podróży.
(50000 IDR - to raptem 14zł, phi, niech się udławi haraczem. Ale razy 5 to 70zł. Razy 3 miejsca dziennie - 210zł. Razy 10 dni na Bali - jak to 2100zł za same haracze do miejsc które powinny być darmowe?!)

Także pisz dalej relację @zawiert !
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group