Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 6 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 22 Lip 2019 20:30 

Rejestracja: 19 Lis 2016
Posty: 53
Loty: 33
Kilometry: 83 549
niebieski
Cześć
Poniżej przedstawiam relację z tygodniowego wyjazdu do Norwegii, którego głównym celem były Lofoty. Kierunek ten już od dłuższego czasu chodził mi po głowie i w czerwcu tego roku udało się go zrealizować. W podróż wybraliśmy się w dwie pary, dzięki czemu koszty wyjazdu w niektórych aspektach udało się zniwelować.
Przygotowania:
- Bilety Gdańsk – Tromso kupiliśmy już w wrześniu 2018 r. i to była bardzo dobra decyzja, gdyż zdążyliśmy przed zmianą polityki bagażowej Wizzair. Dzięki temu mieliśmy na osobę po małym i dużym bagażu podręcznym (duży nadawany do luku) plus dokupiliśmy w jedną stronę jeden bagaż rejestrowany na 4 osoby (który wypełniliśmy jedzeniem na cały tydzień).
- Samochód – wypożyczony przez Rentalcars - Hertz w Tromso. Golf Estate – w sam raz na 4 osoby wraz z bagażem.
- Trasy na Lofotach – świetna strona http://www.68north.com/
- Noclegi – rezerwowaliśmy w marcu poprzez airbnb (Leknes) i booking.com (Tromso).

Dzień 1 - 1.06.2019 r.

Wyjechaliśmy ok. 5.30 z Katowic, aby spokojnie mieć jeszcze trochę czasu nad morzem. W Sopocie byliśmy po 6 godzinach. Tam udaliśmy się na szybki spacer na monciak i molo. Ostatni obiad w miarę rozsądnych cenach i na lotnisko. Samochód zostawiliśmy na parkingu (7 dni – 60 pln). Z parkingu kierowca wiózł nas i jeszcze jedną osobę – zasady savoir vivre’u wymagały przeprowadzenia kulturalnej wymiany zdań. Zapytaliśmy pana gdzie leci (odp. do Turcji), on zapytał nas (do Norwegii), na co jego reakcja była jedna: „O k…” (czyt. kurczę!). :) Najwidoczniej obraliśmy niezbyt popularny kierunek. ;) Rozbawieni wysiedliśmy na lotnisku, na spokojnie zdaliśmy bagaże i o 17:30 wzbiliśmy się w powietrze. Po 2,5 h lotu szczęśliwie lądujemy, a tu wita nas deszcz i duża różnica temperatur (z 25 w Polsce do 8 w Tromso) – tak, na pewno jesteśmy za kołem podbiegunowym! Lotnisko – najmniejsze na jakim byłam i w trakcie remontu - czas oczekiwania na bagaż ok. 30 minut. :)
Załącznik:
Tromso lotnisko.jpg

Ale na lotnisku przy odbiorze bagażu znajduje się sklep, w którym można kupić alkohol w normalnych cenach – i tak nabyliśmy Martini 1 l za 85 koron (Sprite w Tromso kosztował nas 36 koron :)). Nie tylko my wpadliśmy na taki genialny pomysł – w porównaniu do zakupów innych osób nasz był bardziej niż skromny – niektórzy prawie puste walizki wypełniali nabytym alkoholem.
Następnie udajemy się do biura Hertza – tam zastała nas karteczka, żeby kontaktować się telefonicznie – kolejne 20 minut czekania na przyjazd pracownika i po podpisaniu umowy odbieramy nasz samochód i udajemy się do hotelu.
Na pierwszą noc wybraliśmy nocleg w Tromso – mieliśmy już za sobą ponad 500 km w Polsce i wiedzieliśmy, że nie damy rady raczej dojechać bezpośrednio do miejsca docelowego. Wybór padł na Sydspissen Hotell. Patrząc na ceny noclegów w Tromso hotel nie był bardzo drogi, a do tego w cenie miał śniadania (naprawdę dobre) i darmowe miejsce parkingowe (co w Norwegii stanowi ‘towar’ raczej deficytowy).
Po szybkiej kolacji opartej na prowiancie z Polski szybko zasypiamy.

Dzień 2 - 2.06.2019 r.

Budzimy się ok. godziny 7 i przed śniadaniem wyruszamy na szybki rekonesans okolic hotelu. A że jest to nasza pierwsza wizyta w Norwegii to jesteśmy zachwyceni. Hotel położony jest nad samym morzem, w tle widać góry lekko jeszcze zaśnieżone i gęste chmury, które nadawały złowrogi klimat miejscu.
Załącznik:
Tromso - poranna wycieczka.jpg

Następnie wracamy na śniadanie (dla zainteresowanych – naprawdę bardzo dobre i przede wszystkim zróżnicowane) i wyruszamy w trasę do Leknes. Przed nami ok. 500 km. Już po godzinie od wyjazdu mijamy przy drodze pierwsze renifery – jednak nie było sposobności zatrzymania się i uwiecznienia tego żywego dowodu na istnienie Mikołaja :). Stajemy po drodze w paru punktach widokowych, jednak gęste chmury i lekki deszcz nie oddają pełnej magii otoczenia. Nie znaczy to, że nam się nie podoba – wręcz przeciwnie, połączenie wody i gór robi na nas oszałamiające wrażenie i rozbudza w nas nadzieję na więcej, gdy słońce wyjdzie zza chmur!
Załącznik:
z Tromso do Leknes.jpg

Podczas jednego z takich postojów w końcu udaje nam się zdobyć zdjęcie renifera, tyle że na znaku drogowym – mała rzecz, a cieszy. :)
Załącznik:
znak.jpg

Ok. 17 meldujemy się w naszym apartamencie zarezerwowanym przez Airbnb. To tutaj mamy spędzić następne 5 nocy. Mieszkanie składa się z dwóch małych sypialni oraz dwóch salonów (jeden z nich połączony z aneksem kuchennym). Przestronne, wygodne, dobrze wyposażone – czego można chcieć więcej?
Jako że byliśmy bardzo głodni rozpoczęliśmy od przygotowania posiłku. I tu nas spotkała przygoda. Mąż zaczął smażyć ... ‘trochę’ się zadymiło i poczuliśmy się nagle jak w remizie strażackiej. Tak – włączył się alarm przeciwpożarowy. W obawie przed najazdem sąsiadujących z nami wikingów szybko ratowaliśmy sytuację otwierając okna i po paru minutach udało nam się wyłączyć alarm (przycisk bezpieczeństwa jest w samym alarmie – jakby ktoś nie wiedział, my takiego ustrojstwa w domu nie mamy i zastosowaliśmy metodę prób i błędów, na szczęście zadziałała za pierwszą próbą). Jednak to nie wszystko – kiedy przestał wyć alarm przeciwpożarowy, nagle regularnym piskiem przypomniała o sobie kuchenka. Daliśmy jej chwilę na odpoczynek (i wystygnięcie), ale nic to! Regularne pi... pi… pi… doprowadzało nas do szału. Domyślaliśmy się, że trzeba ją zrestartować, jednak nie mogliśmy zlokalizować gniazdka, aby ją wyłączyć. Nagle olśnienie - kolega stwierdził, że kuchnie z Ikei wszędzie są takie same i … tym sposobem zabraliśmy się za demontaż kuchni w końcu znajdując wyłącznik i wreszcie mogliśmy zaznać błogiej ciszy w mieszkaniu.
W związku z tym, że była dopiero 20, dzień miał trwać jeszcze parę miesięcy ;) i zmrok nas nie gonił chcieliśmy coś jeszcze w tym dniu zobaczyć. Udaliśmy się więc do blisko nas położonej atrakcji, którą mieliśmy na liście - Haukland Beach. Plaża bardzo ładna, w pobliżu mały cmentarz oraz drewniany kościół. Niestety brak słońca nie oddawał całego uroku tego miejsca.
Załącznik:
20190602_202652.jpg

Załącznik:
20190602_203142.jpg

Załącznik:
20190602_204024.jpg

W związku z tym, że byliśmy parę kilometrów od kolejnego naszego punktu ‘must see’ udaliśmy się do Uttakleiv Beach. Droga prowadzi tunelem pod górą i po wyjechaniu oczom naszym ukazało się – szok i niedowierzanie! – słońce! Prawdą jest to, co czytaliśmy wcześniej o Lofotach - po jednej stronie góry chmury i deszcz, po drugiej słońce i tęcza. Parking przy plaży płatny – 50 koron, jednak miejsce szczególnie w słoneczne dni/noce :) jest warte swojej ceny. A w cenie takie oto atrakcje. :)
Załącznik:
Uttakleiv parking.jpg

Od sympatycznej pani parkingowej dowiedzieliśmy się, że Uttakleiv jest znane m.in. z Oka Smoka – niestety smok nie był skory do współpracy tego dnia , bo nie udało nam się uchwycić jego spojrzenia, wyszło mi bardziej jajko sadzone. Cóż, dobre i to. ;)
Załącznik:
The Eye.jpg

Ale uwierzcie, plaża robi niesamowite wrażenie! Jeśli ktoś wybiera się na Lofoty z namiotem – polecamy Uttakleiv Beach jako miejsce na nocleg. Podczas naszej wizyty widzieliśmy kilka rozbitych namiotów w tych jakże pięknych okolicznościach przyrody. :)
Załącznik:
Uttakleiv plaża.jpg

Załącznik:
Uttakleiv plaża camping.jpg

Załącznik:
Uttakleiv.jpg

Załącznik:
Uttakleiv tęcza.jpg

Jeszcze jedna uwaga - dla osób, które będąc tam mają więcej czasu - wzdłuż morza biegnie zachwycająca droga łącząca te dwie plaże, o czym zorientowaliśmy się niestety po fakcie i mieliśmy przyjemność przespacerowania się nią jedynie kilkaset metrów.
Załącznik:
Uttakleiv droga.jpg

Nasyceni pięknymi widokami udajemy się ok. pierwszej w nocy przy pełnym słońcu do naszej kwatery. I mimo blasku bijącego zza okna – zasypiamy bez żadnych problemów. :)

Dzień 3 - 3.06.2019 r.

Budzimy się i za oknem pochmurno … ale nie pada, a to już dużo jak na warunki norweskie. Ok. 8 wyruszamy w kierunku Festvågtind (góry słynnej z widoku na miasto Henningsvær z boiskiem na jednej z wysp). Samochód parkujemy na darmowym parkingu i ruszamy na szlak. Tu dostajemy nauczkę, że oznaczenia szlaków w Polsce a w Norwegii to dwa różne światy. Zgodnie z opisami wchodzimy na szlak ok. 100 m od parkingu, mijamy ruiny budynku i idziemy prosto. Na początku jest to łagodne podejście, potem ostrzejsze. Mamy pierwsze myśli, że to nie jest droga, która wiedzie w najłatwiejszy sposób na szczyt. Ale jak już idziemy godzinę to nie ma sensu się wracać, tylko dalej wierzymy, że jakoś to będzie. Dochodzimy do miejsca, w którym rozpoczyna się już wspinaczka – fragment stromej, składającej się z dużych kamieni trasy, podczas której zarówno ręce, jak i nogi są zaangażowane (dla mnie super – przynajmniej nogi trochę odpoczęły;)).
Załącznik:
Festvagtind1.jpg

Brniemy dalej z nadzieją, że nie trzeba będzie wracać tą samą trasą (‘Tam musi być jakaś cywilizacja!’;)). Po 2 h docieramy do końca trasy, gdzie byliśmy pewni, że za wzniesieniem będzie już prosta droga na szczyt, a tu… pionowa przepaść . Widok cudowny!
Załącznik:
Festvagtind2.jpg

Zdążyłam zrobić ledwo parę zdjęć z narażeniem życia (potwierdzało to mordercze spojrzenie mego małżonka, któremu nie wiedzieć czemu bardzo spieszyło się z powrotem, a tematem głównym w naszym towarzystwie było jak się bezpiecznie ewakuować na dół). Wsparciem całej ekipy powoli rozpoczęliśmy zejście w dół. Po godzinie byliśmy w ½ podejścia. Stwierdziliśmy, z perspektywy wydaje się że rozsądnie, że warto odbić już w stronę właściwego szlaku. I kolejne 30 minut zajęło przejście osuwiskiem do właściwego szlaku. I tym sposobem po ok. 3 h błądzenia wylądowaliśmy na bezpiecznej, w miarę spokojnej drodze na szczyt. Po kolejnej godzinie zameldowaliśmy się w miejscu docelowym. Zmęczona byłam bardziej niż po przejściu całych Czerwonych Wierchów w Tatrach, a zakwasy miały mi towarzyszyć przez kolejne dni. Jednak widok na wyspy połączone mostami wynagradzał nam pełne przygód podejście.
Załącznik:
Festvagtind3.jpg

Schodząc jeszcze zahaczyliśmy o punkt widokowy przez stawie i po 1,5 h meldujemy się na parkingu. Pierwotnie w planie mieliśmy jeszcze „Fløya” przy Svolvær, ale biorąc pod uwagę zmęczenie i czas musieliśmy odpuścić. Zjedliśmy przy parkingu nad zatoką drugie śniadanie i pojechaliśmy do Henningsvær. Zaparkować w mieście nie jest łatwo. Przy każdym domu napis, że parking prywatny, a przy sklepach konieczność opłaty przez jakąś aplikację. Parking dopiero udało nam się znaleźć na samym końcu ostatniej wyspy przy Henningsvær Rorbuer AS, gdzie po prostu spytaliśmy właścicielkę, czy możemy zaparkować. Dzięki temu mieliśmy możliwość przejścia całej wyspy. A że miasto jest nazywane „Wenecją północy” to nie żałuję żadnej minuty tam spędzonej.
Załącznik:
20190603_174250.jpg

Idąc przez miasto można dostrzec dużo starych drewnianych domów wkomponowanych w nowsze budynki – jednak wszystkie w jednej stylizacji. Widać że Norwedzy nie znają zasady ‘zastaw się a postaw się’, jednak ich domy sprawiają schludne wrażenie, a do tego na każdym kroku widać jakiś element świadczący o fantazji właścicieli – a to rysunek na ścianach, naklejki albo figurki (takie ciekawostki widywaliśmy w Norwegii na każdym kroku).
Załącznik:
20190603_163655.jpg

Załącznik:
20190603_165107.jpg

Załącznik:
20190603_165204.jpg

Załącznik:
20190603_173046.jpg

Załącznik:
20190603_173530.jpg

Załącznik:
20190603_172001.jpg

Załącznik:
20190603_190545.jpg

Do tego powoli przyzwyczajamy się do wszechobecnych suszarni dorszy – charakterystyczny widok na Lofotach.
Załącznik:
20190603_165750.jpg

Załącznik:
20190603_161806.jpg

Na jednej z wysp są pozostałości po II wojnie światowej oraz bitwie o Narvik. Na sam koniec poszliśmy też na słynne boisko – jednak sztuczna murawa z bliska nie robi już takiego wrażenia jak z góry.
Załącznik:
20190603_170905.jpg

Za to widoki z okolic boiska - bezcenne!
Załącznik:
20190603_171411.jpg

W miasteczku też pozwoliliśmy sobie wejść do jednej z restauracji na kawę i skusiliśmy się na zupę rybną – mimo że cena odstraszała było warto!
Załącznik:
zupa.jpg

Wracając do domu udało nam się zrobić zdjęcie domku z dachem pokrytym trawą!
Załącznik:
IMG_20190603_203117.jpg

Wjechaliśmy jeszcze na Unstad Beach – jednakże było bezsłonecznie i miejsce to nie zrobiło na nas takiego wrażenia jak wcześniejsze plaże.
Załącznik:
20190603_204213.jpg


Dzień 4 - 4.06.2019r.
Kolejnego dnia od rana za oknem było pochmurno i kropiło. Nie ukrywam, że podświadomie cieszyłam się z tego – była dobra wymówka, aby spokojniej pozwiedzać i odpocząć po wczorajszym dniu. Na szybko zaplanowaliśmy trasę i udaliśmy się do pierwszego punktu, czyli Buksnes Church – malowniczy kościół położny na wzgórzu, zbudowany z drewna.
Załącznik:
Buksnes Church.jpg

Czasem jednak spontaniczne przystanki są najlepsze – po drodze zauważyliśmy domek z przymocowaną łódką. Widok zrobił na nas takie wrażenie, że postanowiliśmy się zatrzymać na małą sesję fotograficzną. :) Wąska plaża usiana była muszelkami, wokół rozpościerały się góry przełamane warstwą chmur - miejsce wprost idealne na rozprostowanie nóg i napawanie się w ciszy pięknem Lofotów…
Załącznik:
20190604_115226.jpg

Załącznik:
20190604_115535.jpg

Następny przystanek - Flakstad Church, kościółek położony w małej wiosce o tej samej nazwie bardzo ładnie wpasowuje się w krajobraz łąk i pól.
Załącznik:
20190604_122859.jpg

Co jednak zrobiło większe wrażenie na prostej małomiasteczkowej dziewczynie? Nie inaczej tylko byki pasące się nieopodal na łące. :D Mało tego – byki współpracowały i podczas sesji fotograficznej zaczęły – leniwie, bo leniwie, ale jednak – mały byczy pojedynek.
Załącznik:
20190604_124506.jpg

W odległości 1 km znajduje się Skagsanden Beach – plaża, obok której znajduje się camping z polem namiotowym.
Załącznik:
20190604_130309.jpg

Załącznik:
20190604_130321.jpg

Załącznik:
20190604_130636.jpg

Załącznik:
20190604_131140.jpg

Załącznik:
20190604_132432.jpg

Załącznik:
20190604_133015.jpg

Kolejnym przystankiem było Hamnøy – chyba najbardziej malownicza wioska, którą odwiedziliśmy podczas całego wyjazdu. Niemniej odnosi się wrażenie, że większa część wioski to są Rorbuery do wynajęcia. Nie zmienia to faktu, że to nie jest przypadek, że zdjęcia z tego miejsca można znaleźć na prawie każdej pocztówce.
Załącznik:
20190604_142010.jpg

Załącznik:
20190604_142611.jpg

Norwedzy lubują się chyba w tradycyjnym sposobie wysyłania listów. ;) Na każdym kroku można tam znaleźć skrzynki pocztowe, i to nie byle jakie. :)
Załącznik:
20190604_150402.jpg

Ostatnim naszym przystankiem był Reine. Planując atrakcje na Lofotach celem nr 1 było wejście na Reinebringen – jednak z początkiem czerwca szlak został zamknięty w związku z jego naprawą. W tym dniu nawet nie było widać szczytu z miasteczka. Przespacerowaliśmy się po centrum, sprawdziliśmy rozkład promów na kolejny dzień na Bunes Beach i deszcz nas zmusił do szybkiego powrotu do domu.
Załącznik:
20190604_152630.jpg

Załącznik:
20190604_155836.jpg

Wieczorem zrobiliśmy krótki obchód Leknes – miasteczko nie ma za dużo do zaoferowania, sprawdza się jednak jako bardzo dobra baza wypadowa. Do większości atrakcji jest podobna droga i w godzinę jest się albo w Reine lub Svolvear, ma również sklep Rema100, w którym jak na ceny norweskie jest tanio. Jednak i w tym spokojnym miasteczku można znaleźć dowody na fantazję Wikingów. :)
Załącznik:
20190604_203937.jpg

Załącznik:
20190604_205440.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
ZENNNEK uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 24 Lip 2019 23:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Lip 2015
Posty: 962
srebrny
@kasiak80 będzie c.d. ?Czy to juz koniec?
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 25 Lip 2019 00:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 457
Loty: 220
Kilometry: 341 828
niebieski
Bardzo ładne zdjęcia.
Ale trochę smutno mi patrzeć, bo niestety całkiem niedawno, posłuchawszy przez chwilę głosu "rozsądku", zrezygnowałam z zakupionych już biletów do Tromso wykorzystując 5 minutową zmianę rozkładu Wizz Air. Ten rozsądek nie jest zbyt przydatny czasem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 25 Lip 2019 20:13 

Rejestracja: 19 Lis 2016
Posty: 53
Loty: 33
Kilometry: 83 549
niebieski
@ZENNNEK będzie będzie. :) Zbieram się do napisania i w przyszłym tygodniu na pewno wrzucę ciąg dalszy. :)

@maginiak następnym razem nie rezygnuj. :) Kierunek naprawdę warty uwagi, byłam tam pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni, w końcu jeszcze zorzy polarnej nie widziałam. :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 02 Sie 2019 21:16 

Rejestracja: 19 Lis 2016
Posty: 53
Loty: 33
Kilometry: 83 549
niebieski
Dzień 5 - 5.06.2019 r.

W kolejny dzień obudziły nas promienie słońca, po deszczu nie było śladu – zakwasy jednak pozostały :). W planach mieliśmy rejs na Bunes Beach. Zgodnie z informacją, którą dzień wcześniej uzyskaliśmy, statek odpływa z Reine o 9.30, a przygotowując się do wyjazdu wyczytałam, że warto stawić się trochę wcześniej, bo obowiązuje zasada, że kto pierwszy ten lepszy. Jednak biorąc pod uwagę, że to był początek czerwca i środa (więc nie weekend) nie spodziewałam się, że może być jednak jakiś problem z dostaniem się na statek.
Do Reine dotarliśmy ok. 9.
Załącznik:
20190605_093149.jpg

Samochód zostawiliśmy tuż koło portu – dla osób udających się do Bunes Beach parking był za darmo. Przy kasie stało parę osób, a spora grupa już na pomoście była gotowa do wejścia na statek.
Załącznik:
20190605_093747.jpg

Stanęliśmy w kolejce i to bynajmniej nie ostatni - za nami ustawiło się też parę osób. Kupiliśmy bilety (bilet w dwie strony – 110 koron) i okazało się, że przyjechaliśmy w ostatniej chwili, osoby za nami zostały odprawione – wszystkie miejsca zostały wykupione (na oko około 25-30 osób). Dosłownie po 5 minutach wszyscy znaleźli się na łódce - część pod pokładem, a część na otwartej części (w tym my) i … ruszyliśmy. Mimo święcącego słońca temperatura oscylowała w okolicach 10 stopni, a silny wiatr potęgował wrażenie chłodu. Zarzuciliśmy na siebie wszystkie ubrania i czapki i podziwialiśmy widoki.
Załącznik:
20190605_095332.jpg

Załącznik:
20190605_095453.jpg

Załącznik:
20190605_100012.jpg

Po 30 minutach dopływamy do drewnianego pomostu i opuszczamy łódź.
Załącznik:
20190605_100021.jpg

Upewniamy się dokładnie, o której jest rejs powrotny i kierujemy się z wzdłuż wioski na szlak na plażę Bunes. Wioska składa się z około 15 domów usytuowanych wzdłuż zatoki i szczególnie dobrze obrazuje naturę Norwegów – im sąsiad dalej tym lepiej. Chyba mogłabym tam zamieszkać. :) Idealne miejsce do odpoczynku – więcej pięknych widoków niż ludzi, zero samochodów, hałasu, można oddychać pełną piersią!
Załącznik:
20190605_101229.jpg

Załącznik:
20190605_102029.jpg

Załącznik:
20190605_102133.jpg

Przed ostatnim domem szlak ku plaży zaczyna piąć się w górę, mijamy po lewej stronie mały cmentarz.
Załącznik:
20190605_102545.jpg

Załącznik:
20190605_103751.jpg

Po kwadransie osiągamy szczyt małej przełęczy i ukazuje nam się Bunes Beach w całej okazałości.
Załącznik:
20190605_104343.jpg

Plaża jest ogromna, od zejścia na dół do dojścia do morza to ok. 15 minut, w poprzek też przejście zajmuje nie mniej niż 10 minut, a przecież trzeba też uwzględnić czas na uwiecznienie otaczającego nas piękna na zdjęciach.
Po jednej stronie plażę ogradza gigantyczna pionowa skała, a z drugiej łagodne wzniesienie z powoli płynącym wodospadem.
Załącznik:
20190605_105300.jpg

Obraz tego miejsca dopełnia domek umieszczony tuż nad morzem wtulony w skały. Jego historia jest dość smutna (i pytanie, czy prawdziwa?) – ponoć na plaży osiadła rodzina, marząca o spokoju z dala od ludzi, pewnego razu jednak plażę nawiedził sztorm i wraz z wodą uderzającą o skały przyniósł niewybuch z wojny. Nastąpił wybuch i zniszczył część domku, uśmiercając też ojca rodziny…
Załącznik:
20190605_111112.jpg

Załącznik:
20190605_111645.jpg

Załącznik:
20190605_112320.jpg

Załącznik:
20190605_113648.jpg

Załącznik:
20190605_114850.jpg

Załącznik:
20190605_113653.jpg

Przez cały pobyt na plaży staraliśmy się kontrolować czas, gdyż o 14:30 był jedyny statek powrotny do Reine. A kto nie zdąży, ten zostaje! (W sumie – kusząca opcja w takich okolicznościach przyrody, jednak niestety nie w tej temperaturze ;)). Gdybyśmy kolejny raz tam jechali to na pewno w naszym plecaku znalazłby się namiot i zostalibyśmy na noc (tzn. na dzień ;)).
Czas na plaży szybko mijał. Towarzyszyły nam mewy (nomen omen – troszkę agresywne ptaszyska, jeśli tam będziecie, nie zbliżajcie się do wzniesień na plaży, prawdopodobnie mają tam swoje gniazda :)) i kilka osób (podziwiałam jednego starszego pana, który zdjął buciki i spacerował po wodzie – aczkolwiek bardzo szybko z powrotem je zakładał :)).
Załącznik:
20190605_122852.jpg

Załącznik:
20190605_123310.jpg

W drodze powrotnej nawiązujemy krótkie znajomości. :)
Załącznik:
20190605_124539.jpg


Tęskny rzut okiem w tył...
Załącznik:
20190605_125214.jpg

i idziemy do małego portu, po drodze oczywiście robiąc jeszcze kilka zdjęć. :)
Załącznik:
20190605_131230.jpg

Załącznik:
20190605_132402.jpg

Załącznik:
20190605_133803.jpg


Statek przypłynął z ok. 15 minutowym opóźnieniem. Może w innej sytuacji wyszłaby z nas polska mentalność i zaczęlibyśmy narzekać na opóźnienie, jednak im dłużej w tym miejscu, tym lepiej! Okolice pomostu to według mnie jedno z najpiękniejszych i najbardziej magicznych miejsc, jakie widziałam (nie skłamię, jeśli powiem, że w życiu).
Załącznik:
20190605_134138.jpg

Załącznik:
20190605_135806.jpg

Załącznik:
20190605_143449.jpg


A do tego w małej budce w porcie napotykamy takie oto atrakcje:
Załącznik:
20190605_143453.jpg

Załącznik:
20190605_150000.jpg

Ok. 15:15 jesteśmy już przy aucie, konsumujemy suchy prowiant i udajemy się do Å. Jest to typowa wioska rybacko-turystyczna słynna chyba tylko w związku z nazwą. Szybki spacer, obowiązkowe zdjęcie tabliczki z nazwą miasta i zmierzamy do naszego mieszkania.
Załącznik:
IMG_20190605_161203.jpg

Cały czas czujemy zakwasy z poprzedniego dnia. Po drodze zjeżdżamy jeszcze do Nusfjord.
Załącznik:
IMG_20190605_172632.jpg

Jest to kolejna miejscowość wyjęta prosto z pocztówki – reklamowana jako najstarsza i najlepiej zachowana wioska na Lofotach.
Załącznik:
IMG_20190605_174528.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_172736.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_173007.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_173229.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_174551.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_175038.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_175130.jpg

Wioska szczególnie kojarzy się z mewami, są wszędzie i wszędzie je słychać.
Załącznik:
IMG_20190605_172550.jpg

Załącznik:
IMG_20190605_172906.jpg

Subiektywnie – miejsce warte odwiedzenia, jednak mnie bardziej podobało się Hamnøy. I co ważne – byliśmy tam już po 16, dzięki czemu wejście do wioski było darmowe.
Po godzinie 19 meldujemy się w mieszkaniu, szybka obiadokolacja i idziemy spać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 04 Sie 2019 22:13 

Rejestracja: 19 Lis 2016
Posty: 53
Loty: 33
Kilometry: 83 549
niebieski
Dzień 6 - 6.04.2019 r.

Tego dnia w planach mieliśmy Ryten. Na szczęście zakwasy z pierwszej norweskiej wspinaczki troszkę ‘puściły’, toteż z jeszcze większym entuzjazmem rozpoczęliśmy dzień. :) Nie wspominając o tym, że pogoda była zacna – nic tylko się opalać. ;)
Zgodnie z opisem szlaku i drogi na stronie 68north.com udaliśmy się w kierunku Yttersand. Jedną ze wskazówek ze strony było minięcie stodoły „Frankenstein” i skręcenie w lewo. Długo się zastanawiałam, o co może chodzić z tą stodołą – jednak będąc na miejscu zagadka została rozwiązana - po drodze naprawdę jest stodoła przypominająca komedie rodem z rodziny Adamsów.
Załącznik:
stodoła.jpg

Auto zostawiliśmy na pierwszym napotkanym parkingu i to był błąd. Parking znajdował się na placu u miejscowego rolnika – koszt 100 koron. Tymczasem jakbyśmy pojechali dalej i skręcili w lewo znaleźlibyśmy wolny darmowy parking. Może w szczycie sezonu mógłby być problem z miejscem, ale w czerwcu było luźno. No trudno, powiedzmy, że było warto, bo sympatyczny Norweg był bardzo rozmowny i w cenie miał liczne sugestie co do szlaku, do tego po norwesku, więc było wesoło – żadnej ze stron nie przeszkadzało, że prawie się nie rozumiemy. Najważniejsze – trafiliśmy na szlak. :)
Załącznik:
IMG_20190606_105528.jpg

Na początku droga wiedzie poprzez pola i mokradła, a następnie pomału pnie się w górę. Pogoda była nie norweska – ok 15-18 stopni i słonecznie.
Załącznik:
IMG_20190606_110837.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_111840.jpg

W połowie drogi przy niewielkim stromym podejściu nawet były łańcuchy, jednak porównując wejście na Festvågtind i na Ryten to nie wiem, czym się kierowano robiąc w tym miejscu łańcuchy.
Załącznik:
IMG_20190606_151336.jpg

Przez całą drogę towarzyszyły nam takie widoki.
Załącznik:
IMG_20190606_112900.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_113334.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_113338.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_113837.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_114426.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_115113.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_115222.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_120411.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_121922.jpg

Jednym z wielu iście pocztówkowych widoków w drodze na Ryten jest na pewno ten na plażę Kvalvika.
Załącznik:
IMG_20190606_122351.jpg

Niemniej po ok. 1,5 godziny drogi w pełnym słońcu byliśmy 10 minut przed szczytem. Co prawda temperatura spadała z każdym metrem, jednak niebo było przejrzyste, a widoki zapierały dech w piersiach. Tymczasem w ciągu tych 10 minut, kiedy w końcu osiągnęliśmy szczyt, pojawiły się chmury i widoczność sięgała do 10 metrów.
Załącznik:
IMG_20190606_124102.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_130908.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_132113.jpg

Zjedliśmy w tej scenerii posiłek, poczekaliśmy ok. 30 minut i rozpoczęliśmy schodzenie. Poniżej pewnej wysokości chmury ustąpiły i znów mogliśmy się rozkoszować bajkowym otoczeniem. Mogliśmy nawet porzucać śniegiem - w czerwcu. :)
Załącznik:
IMG_20190606_145114.jpg

Po zejściu na dół przeszliśmy jeszcze całe Yttersand, tzn. parę domów i zrobiliśmy krótki szlak wzdłuż wybrzeża.
Załącznik:
IMG_20190606_154442.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_160736.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_160934.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_162250.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_165759.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_171924.jpg

W tej miejscowości również udało się zauważyć rozmiłowanie Norwegów do skrzynek pocztowych. Jest ich mnóstwo w każdej miejscowości, do tego prawie wszystkie z fantazją przyozdobione – zastanawiałam się, czy Norwedzy tak lubią pisać listy, czy to tylko relikt przeszłości, ale stwierdziłam, że to nieistotne, liczy się efekt, a naprawdę te skrzynki robią wrażenie.
Załącznik:
IMG_20190606_160206.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_160550.jpg

W związku z tym, że następnego dnia mieliśmy udać się do Tromso wcześnie postanowiliśmy wróciliśmy do mieszkania, po drodze zrobiliśmy niezbędne zakupy w markecie, kilka zdjęć potwierdzających zamiłowanie Norwegów do ozdóbek na domach
Załącznik:
IMG_20190606_210038.jpg

Załącznik:
IMG_20190606_215800.jpg

i poszliśmy spać.

Dzień 7 - 7.06.2019 r.

Punktualnie o 10 wyruszamy w drogę powrotną. Lofoty żegnają nas słońcem i wysoką temperaturą. W nawigacji wprowadzamy nasz kolejny punt – Narvik. Ustawiamy opcję „unikaj opłat” i jedziemy. I nas google maps perfidnie oszukało. :) Tuż przed Narvikiem jest nowo wybudowany most – koszt przejazdu 113 koron. Zostawiamy samochód tuż przy centrum i jemy szybki posiłek w „Burger Kingu” – chyba jedyne miejsce gdzie za w miarę rozsądne pieniądze można coś na ciepło zjeść. A przy wejściu do galerii handlowej, w które znajdował się Burger King możemy zaparkować sanie (akurat takowych nie posiadaliśmy).
Załącznik:
IMG_20190607_145849.jpg

Włodarze Narviku myślą o wszystkich, nie tylko o właścicielach sani, również o swoich czworonożnych mieszkańcach.
Załącznik:
IMG_20190607_151345.jpg

Lubują się również w graffiti.
Załącznik:
IMG_20190607_144422.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_144456.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_161704.jpg

Na każdym kroku można też znaleźć pomniki i rzeźby.
Załącznik:
IMG_20190607_150333.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_150507.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_150634.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_150702.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_151249.jpg

Następnie przechodzimy się po głównej ulicy, robimy obowiązkowe zdjęcie przy słynnym drogowskazie
Załącznik:
IMG_20190607_150059.jpg

i udajemy się na Groms plass do spokojnej dzielnicy domków jednorodzinnych, gdzie znajduje się pomnik polskich marynarzy z zatopionego w 1940 r. polskiego niszczyciela ORP „Grom”. Umiejscowienie na uboczu miasta, brak odnowienia oraz ogólne zaniedbania sprawia przygnębiające wrażenie.
Załącznik:
IMG_20190607_164034.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_164211.jpg

Następnie poprzez płatny most :) (kolejne 113 koron) wracamy na drogę do Tromso.
Załącznik:
IMG_20190607_175140.jpg

Załącznik:
IMG_20190607_175250.jpg

Po drodze zatrzymujemy się w pobliżu jednego z wielu wodospadów, wchodzimy w las aby podziwiać siłę spadającej wody.
Załącznik:
IMG_20190607_182545.jpg

Ok. 22 meldujemy się w hotelu, z którego niecały tydzień wcześniej wyruszyliśmy na podbój Lofotów.

Dzień 8 - 8.06.2019 r.

W Tromso jak to w Tromso – pada od rana. Nie spiesząc się jemy bardzo dobre śniadanie i najpóźniej jak się da opuszczamy hotel. Podjeżdżamy do Rema1000 i w automacie zostawiamy butelki plastikowe, a paragon wymieniamy na gotówkę przy kasie. System genialny – Norwedzy z wielkimi workami przychodzą i oddają zużyte butelki i puszki. Oglądając ten proceder zastanawiamy się, kiedy zawita w Polsce… Następnie zaczynamy szukać parkingu bliżej centrum krążąc i krążąc, i krążąc… nawet po rondzie podziemnym! Tak, to nie pomyłka – w Tromso jest bardzo dobrze rozbudowana sieć tuneli wraz z podziemnym rondem, które zrobiło na nas ogromne wrażenie. No i bezcenne wrażenie - zgubić się w pajęczynie dróg, bo GPS traci zasięg, polecam!
W końcu parkujemy przy Muzeum Polaria, opłacamy parking w automacie i idziemy przejść się po mieście (generalnie znaleźć darmowy parking w Tromso nie jest łatwo – a że padało i mieliśmy trochę ograniczony czas to zdecydowaliśmy się zapłacić).
Załącznik:
IMG_20190608_130931.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_131154.jpg

Miasto jest bardzo dobrze opisane na forum, ciężko więc coś nowego dodać. Do tego byliśmy tam bardzo krótko. Zafascynowało mnie jednak to co zawsze – drobiazgi, które w każdym miejscu tworzą charakterystyczny klimat. :)
Załącznik:
IMG_20190608_133437.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_133250.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_133542.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_134127.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_134550.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_135206.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_135433.jpg

Załącznik:
IMG_20190608_140336.jpg

Tromso żegna nas deszczem - jednak po kilku słonecznych dniach jesteśmy w stanie to zaakceptować. :)
Załącznik:
IMG_20190608_135644.jpg

Jemy jeszcze przed odlotem najdroższego kebaba w życiu (ok. 110 koron), przed 18 oddajemy samochód na lotnisku i czekamy na nasz lot. O godzinie 23 jesteśmy już w Gdańsku – oczy nie są przyzwyczajone do ciemności :), odbieramy samochód i po 5,5 godzinach jesteśmy w domu.

Na koniec małe podsumowanie.
Koszty podaję już w rozliczeniu na osobę:
Lot – 220 pln wraz z jednym bagażem rejestrowanym (dzielone na 4 osoby)
Samochód Golf Estate wypożyczony na 7 dni – 500 pln
Noclegi w Leknes (Airbnb) 5 nocy – 700 pln
Nocleg Tromso (booking) 2 noce z śniadaniem – 420 pln
Wydatki w Polsce (wyżywienie, dojazd do Gdańska, parking) - 220 pln
Inne wydatki na miejscu (benzyna, zakupy w sklepie, parkingi itp) – 250 pln

Pobyt w Norwegii nie był tani, ale wyjechaliśmy stamtąd mimo wszystko bogatsi - o nowe doświadczenia, niesamowite wrażenia i przepiękne widoki, które pozostaną z nami na długo!
Ten wypad na pewno nie był naszą ostatnią wyprawą za koło podbiegunowe. :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
ZENNNEK uważa post za pomocny.
 
 
 [ 6 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group