Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 44 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 04 Sty 2023 21:36 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
maxima - miałem umówiony odbiór z lotniska przez mojego hotelowego hosta za 10 euro, o czym pisałem w Dniu 2. To była dobra oferta zwłaszcza, że host odbierał nas o 2 w nocy. Należy jednak zauważyć, że nasz hotel (Ous and Buwa) był bardzo blisko lotniska (około 7 km), na pewno za taką cenę nie dojechalibyśmy w nocy na wybrzeże.

Dla porównania mogę dodać, że na lotnisko jechaliśmy za 700 Dalasi (10,93 euro), czyli cenę porównywalną, ale właśnie z wybrzeża (około 20 km), z tym, że w dzień.

Nie wiem o której lądujesz i gdzie masz hotel, ale jakieś rozeznanie będziesz już miał.

Jeżeli lądujesz w ciągu dnia i nie chcesz przepłacać to możesz po prostu dojść do głównej drogi (około 3 km) i stamtąd już będziesz miał mnóstwo opcji za grosze (mikrobusy, tanie taksówki).
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 04 Sty 2023 21:51 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4317
Loty: 441
Kilometry: 972 847
złoty
ląduje o 21, jadę do Kotu. Ceny wyjściowe były od 30EUR, póki co najtaniej 1000Dalasi
Cytuj:
Z przygranicznego senegalskiego Karang chcieliśmy się dostać do Toubakouty. Na dworcu – zwanym w Senegalu garage – zażyczono sobie za miejsce 2.000 franków (3,12 Euro) chociaż wiedziałem, że cena jest sporo niższa. Pomimo mojej perswazji, wyrzutów i obrażonej miny, taksówkarze się zaparli, a miejscowi nie chcieli pomóc… Co było zrobić? Wiem, że 3 Euro nie jest kwotą, która zmienia historię świata czy nawet naszej wyprawy, ale strasznie nie lubię być oszukiwany

czy po drugiej stronie granicy nie ma problemu z sept-place/taxi lub innym dzielonym środkiem? W sensie czy dużo tych kierowców tam jest, nawet po 18? Mój przewodnik mówi, że nie powinno być problemu nawet wieczorem.
Dla potwierdzenia, że w Senegalu ewidentnie biały turysta to bankomat, to dostałam ofertę z jednego hotelu w Toubakoucie właśnie na promocyjną stawkę przejazdu 50 000 CFA :) jeśli z Barra to jedynie 150 000 CFA :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 04 Sty 2023 22:10 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 803
niebieski
A lokalny bus na głównej nitce tylko 0,5 USD. Faktycznie doją tam na wszystkim zdrowo.
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 04 Sty 2023 23:03 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
maxima - o godzinie 21 cena taksówki 1.000 Dalasi z lotniska do Kotu jest moim zdaniem całkiem sensowna. Ja właśnie z Kotu jechałem tą taksówką za 700 Dalasi, ale na lotnisko a wiadomo, że w tą stronę jest taniej, no i ja jechałem w dzień (właściwie wieczorem).

Co do Karang to byłbym ostrożny z tym założeniem, co do popołudniowej / wieczornej jazdy do Toubakouty. Tam raczej ruch był po południu już niewielki. My ruszając rano z hotelu koło lotniska szybko przejechaliśmy do Banjulu, potem promem do Barra, stamtąd do Karang, no i właśnie byliśmy tam około 15 - 16 i trochę jednak czekaliśmy aż ten septe - place się zapełni. Nie wiem czy po tym naszym jeszcze jakiś jechał, ale może ten Wasz przewodnik ma lepsze dane. W Afryce - wiadomo, im wcześniej ruszamy, tym lepiej.
Góra
 Relacje PM off  
 
#25 PostWysłany: 05 Sty 2023 00:43 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4317
Loty: 441
Kilometry: 972 847
złoty
A ile czasu zajęło Wam dotarcie z Barry do granicy? Ile jadą te gelli?
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez maxima, 15 Sty 2023 23:47, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#26 PostWysłany: 09 Sty 2023 20:54 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
maxima - myślę, ze maksymalnie 1h. To nie jest duża odległość. Reasumując, jeżeli rano wyjedziesz z Kotu to powinieneś bez problemu dojechać tego samego dnia do Toubakouty. A jeżeli Ci naprawdę zależy na czasie to możesz spróbować jeszcze tego samego dnia pojechać na wycieczkę, którą opisywałem, bo one ruszają o jednej porze dnia (około 17). Więc teoretycznie mógłbyś następnego dnia rano ruszyć z Toubakouty dalej.
Góra
 Relacje PM off
Szeryfito lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 10 Sty 2023 19:19 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 8

Wstajemy rano i szybko się zbieramy. W końcu mamy tylko jeden dzień na zwiedzenie Dakaru. Idziemy na pobliski przystanek, skąd miejskim autobusem za 150 franków (0,23 euro) jedziemy na stację kolejową Thiaroye. Stamtąd jedziemy już pociągiem za 500 franków (0,78 euro) bezpośrednio na stację Gare de Dakar znajdującą się w samym centrum Dakaru, która sama w sobie jest nie lada atrakcją. Tak jak poprzednio pisałem, Dakar jest niesamowicie zakorkowany, więc znalezienie noclegu w pobliżu którejkolwiek stacji kolejowej umożliwia nam łatwy i szybki transport do centrum.

Najpierw załatwiamy kilka spraw – wymieniamy pieniądze w banku, robimy zakupy, jemy śniadanie – a później udajemy się do pobliskiego portu, skąd odpływają promy na wyspę Goree. Na dzień dobry delikatny zonk :x . Powrotny bilet na prom kosztuje aż 5.200 franków (8,12 euro), co biorąc pod uwagę odległość od wyspy (3 km) i ceny transportu w Senegalu, wydaje się być kwotą mocno absurdalną :cry: . Co znamienne, cena jest stopniowalna. Najwięcej płacą obywatele krajów poza afrykańskich, mniej płacą obywatele państw afrykańskich, jeszcze mniej płacą Senegalczycy, a mieszkańcy wyspy nie płacą za prom w ogóle. Do tego należy jeszcze dodać 500 franków (0,78 euro) za sam wstęp na wyspę. No, cóż, trzeba było przełknąć tą dyskryminacyjną pigułkę i nie zamartwiać tym, na co i tak nie mieliśmy żadnego wpływu :| . A więc wsiadamy na prom i płyniemy…

Wyspa Goree to bez wątpienia największa atrakcja Dakaru, a może i całego Senegalu. Wyspa ma bardzo smutną przeszłość, albowiem przez kilka wieków była bazą „przeładunkową” handlu niewolnikami, a śladem tej niechlubnej przeszłości jest poświęcone temu Muzeum. Obecnie jednak wyspa jest turystyczną perełką, z odnowionymi i kolorowymi, kolonialnymi budynkami, z ocienionymi małymi placykami, licznymi rzeźbami, plażami i generalnie luźną, wakacyjną atmosferą. Zdecydowana większość mieszkańców żyje obecnie z turystyki, więc jest miło i przyjemnie ;) . Oczywiście, jak to w tego typu miejscach ceny w hotelach i restauracjach są już z lekka zawyżone, ale w dalszym ciągu (prawdopodobnie ze względu na wciąż nie aż tak dużą liczbę turystów) można tam spędzić bardzo miłe kilka godzin, a może i kilka dni :?: . Pomimo tego, że wyspa jest naprawdę mała, jeżeli zejdziemy z głównych szlaków możemy sobie spokojnie spacerować nie nagabywani przez nikogo, rozkoszując się atmosferą i piękną kolonialną zabudową (na tych bocznych uliczkach już niekoniecznie odnowioną). Miejsce w stylu „must – see”, które w zasadzie każdy turysta przyjeżdżający do Dakaru odwiedza.

Po powrocie na stały ląd, mamy jeszcze kilka godzin czasu, aby pokręcić się po centrum Dakaru. Stolica Senegalu to, jak na Afrykę, całkiem poważne miasto. Wysokie budynki, restauracje znanych sieci, zachodnie banki, szerokie ulice, place. Policja, służby sprzątające, sporo drogich samochodów. Mówimy tu oczywiście o ścisłym centrum największego miasta w kraju, ale jak sobie przypomnę kilka innych afrykańskich stolic, to akurat Dakar na tym tle nie ma się czego wstydzić :) .

Z ciekawych miejsc, oprócz wspomnianego już pięknego dworca Gare de Dakar warto jeszcze zobaczyć Katedrę i Wielki Meczet. Co ciekawe, obydwie budowle, wyglądały na lekko zapuszczone i rzadko odwiedzone. O ile można to po części zrozumieć w stosunku do Katedry (w Senegalu tylko 5 % ludności to chrześcijanie), o tyle może to dziwić w przypadku Wielkiego Meczetu, bo w Senegalu muzułmanie stanowią absolutną większość (ponad 90 %). Tym niemniej obydwie budowle prezentują się naprawdę godnie i będąc w centrum Dakaru warto je odwiedzić.

Wracamy na stację Thiaroye pociągiem, ale ze stacji do hotelu idziemy już na piechotę. To nasz ostatni wieczór w Dakarze i chcemy jeszcze trochę poczuć to miasto. Jest upalnie, jest duszno, jest pięknie… :D


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Szeryfito uważa post za pomocny.
 
 
#28 PostWysłany: 10 Sty 2023 22:29 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4317
Loty: 441
Kilometry: 972 847
złoty
Dzis tez to zwiedzałam ;) choc mi się miasto nie podobało. Dom niewolników na wyspie to poki co niewarta pieniędzy atrakcja. Za 1500cfa ogląda się tylko schody i dom. Mapa przy kasie pokazuje kilka wystaw, których nie ma. Cenowo również dyskryminacja
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#29 PostWysłany: 15 Sty 2023 21:16 

Rejestracja: 05 Lip 2021
Posty: 54
Loty: 297
Kilometry: 316 942
Chris Peen napisał(a):
Szeryfito - to zależy na czym Ci zależy. Gambia to jednak przede wszystkim plażowisko. Wewnątrz kraju nie ma zbyt wielu atrakcji. My byliśmy poza wybrzeżem w okolicach Wassu (Park Narodowy River Gambia, kamienne kręgi wpisane na listę UNESCO i Janjanbureh). W Senegalu atrakcji jest jednak więcej :D


Nie mam zbyt wielu dni, w zasadzie to tylko 6, ale myślę o wycieczce do rezerwatu Fathala, Dakarze, a w Gambii chciałem pojechać do Wassu albo Georgetown ale może mi zabraknąć jednego dnia więc chyba będą krokodyle i małpi park w Bijito
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#30 PostWysłany: 17 Sty 2023 20:51 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
maxima - ...no, co kto lubi :D . Dla mnie Dakar to była taka trochę dziecięco - młodzieńcza fascynacja. Jak to też może wyglądać takie miasto, w którym się kończy ten słynny rajd? Ale generalnie wiadomo, że w Afryce mało jest bardzo atrakcyjnych miast... :roll: W stosunku do innych afrykańskich molochów, Dakar uważam, że jest całkiem ok. Nawet obiektywnie :) .

Szeryfito - 6 dni to faktycznie niezbyt dużo. Ja bym pewnie został cały ten czas w Gambii. Pokręcił bym się kilka dni po wybrzeżu, pojechał na 2 dni do Wassu i tyle. Ale każdy podróżuje jak lubi :D .
Góra
 Relacje PM off  
 
#31 PostWysłany: 17 Sty 2023 21:42 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4317
Loty: 441
Kilometry: 972 847
złoty
@Chris Peen rajd podobno kończył się tutaj ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
micnur lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 21 Sty 2023 23:02 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 9

Planując od lat podróże na różnych kontynentach i kreśląc na mapach mniej lub bardziej realne trasy, „od zawsze” miałem pomysł przejechania lądem z hiszpańskiej Ceuty, przez całe Maroko, Saharę Zachodnią, Mauretanię aż do Senegalu i powrót do domu samolotem z Dakaru, a może nawet gambijskiego Banjulu. W tej wersji, położone przy samej granicy z Mauretanią Saint – Louis miało być ważnym przystankiem i prawdopodobnym odpoczynkiem po przejechaniu bezdroży mauretańskich. Trzymałem się tego planu pomimo tego, że w międzyczasie zdążyłem już odwiedzić Ceutę i Saharę Zachodnią, a Maroko to już nawet 4 razy… :D ;)

A więc z Dakaru planowaliśmy jechać do położonej we wschodniej części Senegalu Tambacoundy (nie mylić z odwiedzoną przez nas i położoną przy granicy z Gambią Toubakoutą). Stamtąd mieliśmy wjechać do wschodniej Gambii i zaczynając od Basse Santa Su przemieszczać się wzdłuż rzeki Gambia do wybrzeża. Problem z tą trasą polega na tym, że ciężko było w necie znaleźć jakieś hotele w tych miejscowościach, a i informacje o atrakcjach w tych miejscach były mocno limitowane (być może w myśl zasady, że z pustego i Salomon…) ;) . Koniec końców, już będąc w Senegalu postanowiliśmy, że modyfikujemy nasz plan i jednak jedziemy nie do Tambacoundy, lecz do Saint – Louis.

Zadanie wydawało się bardzo proste, bo jest to przecież bardzo uczęszczana trasa. W tym celu udaliśmy się pociągiem z naszej stacji Thiaroye za tradycyjne 500 franków (0,78 euro) na stację Baux Maraichers, gdzie znajduje się dworzec sept – place. Regulacja odjazdów takich pojazdów jest prosta. Sept – place odjeżdża, gdy jest pełny, czyli gdy siedzi w nim 7 osób + kierowca. Jeżeli z jakiegoś powodu stojący sept – place nam nie pasuje, możemy wsiąść do następnego, ale i tak ten drugi nie odjedzie, dopóki nie odjedzie ten pierwszy. Dlaczego wsiedliśmy do stojącego na czele sept – place pomimo tego, że widzieliśmy, iż zapełniają się następne, a ten pierwszy omijany jest szerokim łukiem :roll: ? Czy zaspał nasz rozgrzany porannym słońcem instynkt samozachowawczy? A może to kwestia naszego europejskiego poczucia winy względem „tych biednych Afrykańczyków” :oops: ? A może to nasza polska skłonność do brawury objawiająca się czasami nie w tych momentach, co trzeba :cry: ? Bo przecież ten sept – place nawet w absolutnie liberalnym technicznie Senegalu nie wyglądał, aby był w stanie dojechać do bramy dworca, a co dopiero Saint – Louis...

No nic, My, trzy urocze, młode Senegalki, poważny ojciec z równie poważnym synem oraz uśmiechnięty kierowca, co chwilę wyglądający przez okno (boczne lusterko było zbite) i zagadujący ciągle dziewczyny ruszyliśmy ku nieznanemu. Nie wiedzieliśmy wówczas, że naszym bolidem podróżuje też mała świnka, która odegra pewną rolę na dalszym etapie. Bilet kosztował na osobę 5.500 franków (8,59 euro), a dodatkowo nasz driver zaraz na początku zażyczył sobie dodatkowe 200 franków od osoby (0,31 euro) za przejazd autostradą.

Pomimo tego, że nasz pojazd w najlepszym razie rozwijał 70 km/h nasz kierowca cały czas zapewniał nas, że dojedziemy do Saint – Louis za 5h. No, dobra – zobaczymy...

To nie mogło się udać… i się nie udało. Po około godzinie tej dziwnej niby jazdy, nasz samochód prychając, charcząc, a w końcu kopcąc spod maski po prostu się zatrzymał. Absolutnym zrządzeniem losu było tylko to, że uczynił to na początku jakiejś wioski, w której dodatkowo był warsztat samochodowy. Dopchaliśmy samochód do tego warsztatu, a nasz kierowca (cały czas uśmiechnięty i generalnie nie wyglądający na szczególnie zestresowanego) zaczął z właścicielem negocjować cenę naprawy.

Ponieważ zapowiadała się dłuższa przerwa powysiadaliśmy z samochodu, a jedna z naszych towarzyszek podróży otworzyła tylni bagażnik chcąc wyjąć jakieś swoje rzeczy. Skorzystała z tego ta mała świnka, która korzystając z okazji od razu dała dyla :lol: . Zrobiło się zamieszanie, bo zarówno te dziewczyny, jak i kierowca zaczęły ją gonić, ale ku naszej cichej radości – nieskutecznie.

W międzyczasie mechanik ze swoimi pomagierami zabrali się za samochód. Gmerali, badali, próbowali… w końcu doszli do wniosku, że muszą wyjąć silnik. No to ładnie żeśmy wdepnęli…
I tak to gdzieś na senegalskim zadupiu leciała godzina za godziną. Dziewczyny najpierw szukały tej biednej świnki, ale w końcu dały sobie spokój poświęcając się ogólnoświatowej rozrywce, czyli zajmowaniu się telefonami. Nasz kierowca niby coś pomagał mechanikom, ale raczej interesowało go flirtowanie z dziewczynami. A My ucięliśmy sobie długą pogawędkę z naszym towarzyszem podróży, który okazał się inżynierem, który wiózł do Saint – Louis swojego syna na egzaminy na studia. Co jakiś czas podchodziłem do mechanika próbując ustalić co się zepsuło, aż w końcu ocierając pot z czoła całkiem poważnie odpowiedział – samochód... :lol: :roll:

Ruszyliśmy po pięciu godzinach (niestety ze złapaną i ponownie zniewoloną świnką), a do Saint – Louis dojechaliśmy już po zmroku. Od razu coś mi się tam nie spodobało. Dotychczas spotykani przez nas Senegalczycy byli ludźmi bardzo życzliwymi i serdecznymi, a tam jakoś tak od razu odnieśliśmy wrażenie, że nie jesteśmy zbyt miło widziani w ich mieście. Nieopatrznie udzieliliśmy naszemu inżynierowi pełnomocnictwa do negocjowania ceny taksówki do miasta (dworzec znajduje się kilka kilometrów od centrum), ale poszło mu to kiepsko, bo musieliśmy zapłacić 2.000 franków (3,12 euro), co było ewidentnym scamem. Pod naszym hotelem od razu obległa nas chmara namolnej, a nawet bym powiedział agresywnej dzieciarni, więc szybko załadowaliśmy się do pokoju, mając już serdecznie dosyć dalszych przygód tego dnia. Mieliśmy nadzieję, że to słabe początki cudownego pobytu w Saint – Louis, co jednak – jak się okazało następnego dnia – nie do końca się sprawdziło :roll: .


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#33 PostWysłany: 22 Sty 2023 01:32 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4317
Loty: 441
Kilometry: 972 847
złoty
Kawałek dalej, trzeba minąć te 7 places jeżdżą normalne nowoczesne busy. Nazywają je minibus. UE dala nawet kasę na nie. 6500 CFA za osobę. Jechał ok 3h. Miał też postój na stacji w Thies.
Oznaczyłam na mapce.
O 16 był też taki duży autobus do Saint Louis.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
M_Karol lubi ten post.
M_Karol uważa post za pomocny.
 
 
#34 PostWysłany: 08 Lut 2023 19:38 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 10

Pierwszą noc w Saint – Louis spędziliśmy w hotelu Ndar Ndar House. Właściciel (manager?) okazał się być osobą mocno zblazowaną i średnio uprzejmą, a ponieważ hotel był, jak na Senegal, bardzo drogi (48.000 franków, czyli 75 euro) postanowiliśmy, iż na drugą noc przeniesiemy się w inne miejsce. Tymczasem jednak zostawiliśmy plecaki w recepcji i ruszyliśmy na miasto.

Saint – Louis składa się zasadniczo z trzech części. Pierwszej, położonej na lądzie stałym (okupowanej przez miejscowych). Drugiej, położonej na relatywnie niewielkiej wyspie, na której znajduje się stara kolonialna zabudowa (w której oprócz miejscowych rezydują turyści) i trzeciej, położonej na o wiele większej i dłuższej wyspie (zajmowanej głównie przez miejscowych, na której znajduje się jednak także kilka resortowych hoteli).
Najciekawsza jest oczywiście ta druga część, którą w przewodnikach porównuje się do zanzibarskiego Stone Town czy kenijskiego Lamu. Ja w tych miejscach nie byłem, więc muszę wierzyć na słowo, natomiast nie poszukując jakichś odległych porównań, najłatwiej Saint – Louis odnieść do wyspy Goree, na której byliśmy dwa dni wcześniej. No więc w tym kontekście wyspa Goree to atrakcyjna dziewczyna z pomalowanymi paznokciami :D , a Saint – Louis to łobuziak z rozczochranymi włosami i podbitym okiem ;) . Tylko niewielka część budynków jest odnowiona, a zdecydowana większość wręcz przeciwnie – zapuszczona i mocno nadkruszona zębem czasu i klimatem. Co do zasady, w ogóle mi taki stan nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, wolę takie klimatyczne, przygniecione historią budynki niż te pięknie odpicowane… :!:

Problem z Saint – Louis był zupełnie w innej szufladzie, a mianowicie w jego mieszkańcach. Po tygodniowym pobycie w Gambii i Senegalu byliśmy przyzwyczajeni, że mieszkańcy tych krajów są generalnie ludźmi bardzo pogodnymi, otwartymi i uczciwymi :idea: . W Saint – Louis było zupełnie inaczej. Ludzie byli niemili, roszczeniowi, patrzący na nas spode łba, a wręcz nieprzyjaźnie :roll: . Słabego klimatu dopełniały bandy dzieciaków, próbujących nas naciągnąć (w dosyć agresywny sposób) na pieniądze. Słabe to wszystko było i istotnie wypaczyło nam obraz tego w sumie całkiem ciekawego miasta :? .

Po południu poszliśmy na tą trzecią część miasta licząc, że skoro nie chodzą tam turyści to może atmosfera jest sympatyczniejsza. Faktycznie, było trochę lepiej. Nikt nas nie zaczepiał, a nawet trochę pogadaliśmy z miejscową młodzieżą, ale wielkiej chemii też nie było…

Wieczorem przenieśliśmy się do Auberge Vela Vallee, gdzie za skromny pokój bez śniadania zapłaciliśmy 25.000 franków (39,06 euro). To był najsłabszy dzień podczas naszego wyjazdu, chociaż samo Saint – Louis jest miastem interesującym. Nie udało mi się ustalić, skąd takie nieprzychylne nastawienie miejscowych do turystów… Trudno, nie codziennie jest przecież wypłata… :D :oops:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#35 PostWysłany: 15 Lut 2023 20:49 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 11

Wstajemy wcześnie z myślą, aby szybko opuścić nasz hotel i generalnie Saint – Louis. Dzień wcześniej ustaliliśmy w dwóch różnych sklepach, że za taksówkę na dworzec nie powinniśmy zapłacić więcej niż 500 franków (0,78 euro). Nic z tego :roll: … taksówkarze żądają kwot 2.000 – 3.000 franków, uznając, iż jako turyści nie zasługujemy na cenę rynkową… :cry:

Nie to nie. Bujać to My, ale nie nas. Postanawiamy pokonać system i… jedziemy na dworzec autobusem miejskim płacąc za bilet po 100 franków (0,15 euro) :lol: .

Na dworcu znowu ta sama zabawa... Zawsze staram się przed jakąkolwiek podróżą wypytać miejscowych ile kosztuje bilet, więc wiedziałem, że za miejsce w sept – place do Thies powinniśmy zapłacić 4.000 franków (6,25 euro). Tymczasem domorośli ograbiacze turystów chcieli od nas po 5.000 :evil: . Powiedziałem, że płacimy po 4.000, bo taka jest cena i kropka :!: . Najpierw nie chcieli nas zabrać, ale potem inni pasażerowie nas poparli widząc, że chcą nas oszukać, więc zarządzający sept – placeowym biznesem też odpuścili… Co za wkurzające miejsce... :roll:

Uprzedzając fakty, Saint – Louis to było jedyne miejsce w czasie naszego wyjazdu, gdzie była naprawdę kiepska atmosfera, którą wytwarzali nieprzyjaźni miejscowi. Poza tym, z uporem lepszej sprawy, będę powtarzał, iż Senegalczycy i Gambijczycy to jedni z najmilszych i najbardziej pomocnych ludzi, których spotkałem podczas swoich wyjazdów :D .

Ok, tymczasem zajechaliśmy do Thies, które jednak nie było naszym celem, a jedynie punktem przesiadkowym, gdzie wsiedliśmy do kolejnego sept – place, którym z kolei dojechaliśmy za 1.200 franków (1,87 euro) do Mbour. Tam planowaliśmy przenocować przed planowanym na następny dzień powrotem do Gambii.

W Mbour nocowaliśmy w Guesthouse Dalal ak Jamm, a za pokój bez śniadania zapłaciliśmy 25.000 franków (39,06 euro). Hotel był w sumie przeciętny, ale położony tuż przy plaży, więc nie wybrzydzaliśmy tylko od razu poszliśmy się kąpać. Na plaży mnóstwo miejscowych chłopaków i młodych mężczyzn ćwiczyło i grało w piłkę, a My sobie siedzieliśmy i gapiliśmy się w zachodzące słońce… :) Znowu miejscowi się uśmiechali, znowu nas serdecznie zagadywali, znowu zrobiło się przyjemnie… :P
Góra
 Relacje PM off  
 
#36 PostWysłany: 28 Lut 2023 20:25 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 12

Wczesna pobudka, bo dzisiaj przed nami kawał drogi do przejechania.

Zbieramy manatki i idziemy na dworzec w Mbour. Tam ładujemy się do sept – place, który za 2.700 franków (4,21 euro) zawozi nas do Kaolack. Ponieważ chcemy jechać na południe, najpierw musimy się przemieścić na inny dworzec, położony około 4 km od miejsca wysiadki. Planujemy przejść ten odcinek na piechotę, ale od razu otacza nas grupa taksówkarzy oferując swoje usługi. No dobra, co tam Panowie dla nas macie? Umówiliśmy się z jednym łysym Jegomościem na 1.000 franków (1,56 euro) za kurs. Jeszcze nie ruszyliśmy, a Ten już zaczyna, że to za mało, że cena jest 5.000 franków i.t.d. :oops: Poprosiliśmy, żeby się zatrzymał i nas wypuścił, na co uzyskaliśmy odpowiedź, że już za późno, bo On już rozpoczął kurs i że jak Mu nie zapłacimy więcej to nam nie odda bagaży (co było o tyle zabawne, że nasz jedyny bagaż – dwa małe plecaki – trzymaliśmy na kolanach :lol: ). Ponieważ nie chcieliśmy negocjować zapadła grobowa cisza, a po podwózce nasz kierowca stwierdził, że On zapłaty 1.000 franków nie przyjmie :roll: , co jednak nie stanowiło dla nas żadnego problemu, więc się pożegnaliśmy i poszliśmy szukać sept – place do granicy z Gambią w Keur Ayip. Tym razem musieliśmy trochę czekać, ale w końcu zebrało się Siedmiu Wspaniałych i mogliśmy ruszać płacąc 2.700 franków (4,21 euro) za głowę. Zaraz po wyjeździe z dworca drogę zajechał nam nasz niedawny kierowca taksówki, który bez słowa wyciągnął w naszym kierunku rękę, a ja również bez słowa wręczyłem umówione 1.000 franków :| . Gdy naszym nowym towarzyszom z sept – place opowiedziałem o co chodzi zaczęli się głośno śmiać, tłumacząc, że cena za przejazd tego odcinka kosztuje… 100 franków od osoby ;) :oops: .

Z przejścia granicznego w Keur Ayip korzystają głównie miejscowi, a My stanowimy dla gambijskich pograniczników niemałą atrakcję, bo ucinają sobie z nami długą pogawędkę i zatrzymują dla nas szkolny mikrobus, który podrzuci nas do położonej 3 km od granicy miasteczka Farafenni :) .

A więc jesteśmy znowu w Gambii. Ludzie na szczęście tak samo uśmiechnięci jak w Senegalu, ale jednak od razu widać, że jest to kraj biedniejszy. To jest zresztą smutno – zabawne, bo z perspektywy Europejczyka Senegal to przecież bardzo biedny kraj, a tu wjeżdżamy do Gambii i jest jeszcze biedniej… :roll:

Rozglądamy się za jakimś dalszym transportem. Możemy bez problemu jechać na zachód – na wybrzeże. No tak, ale My chcemy jechać na wschód, w głąb kraju. Miejscowy naganiacz zaprowadza nas na mały przystanek, gdzie stoi pusty sept – place, który (podobno) jedzie w naszą stronę. Przekonuje nas, że zaraz będzie ruszał, ale jakoś nie wyglądało na to, bo przez następne 10 minut nic się nie dzieje. Ja w międzyczasie próbuję ustalić czy będzie jechał publiczny autobus, bo wiem, że na tej trasie jeździ ich kilka dziennie. Zanim coś sensownego ustaliłem z wielkim impetem przejechał koło nas… wielki zielony autobus :!: . No masz Ci los… Kilka sekund złości i smutku, ale zaraz potem radość. Okazało się, że 200 m od miejsca gdzie staliśmy jest mały dworzec autobusowy, do którego wjechał nasz zielony wybawca. No więc My biegiem za nim… :)

Zapłaciliśmy za bilet 65 Dalasi (1,01 euro), a potem to już było jak w filmie albo przygodowych książkach. Wielki autobus sunie sobie spokojnie afrykańską drogą z nami w środku. Oprócz nas w autobusie są kobiety z koszami jedzenia i innych dóbr ubrane w kolorowe ubrania, dzieci jadące ze szkoły, mężczyźni przewożący jakieś narzędzia i worki, ale także kury, kozy… Z otwartych okien bucha afrykański żar, co jakiś czas do autobusu wchodzą sprzedawcy oferujący kalendarze, jakieś dziwnie wyglądające mikstury czy chociażby dobre słowo. To była jednak z najprzyjemniejszych części naszej afrykańskiej przygody :!: .

Wysiadamy w Wassu i ścigani powoli zapadającym zmrokiem maszerujemy 3 km do naszej, położonej tuż nad rzeką Gambia, miejscówki – Kairoh Garden Kuntaur. Za noc płacimy 1.400 Dalasi (21,87 euro). Już w ciemnościach siadamy na tarasie hotelowej restauracji i siedzimy bez słowa. Tuż obok nas toczy swoje wody rzeka Gambia, a zaraz za nią roztacza się Park Narodowy, z którego dochodzą jakieś dziwne zwierzęce odgłosy… Ha! Afryka!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#37 PostWysłany: 06 Mar 2023 22:10 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 13

Do środkowej Gambii przyjechaliśmy głównie, aby odwiedzić Park Narodowy River Gambia. Park można zwiedzać tylko łodzią, z udziałem miejscowego przewodnika. Nasza noclegownia – Kairoh Garden Kuntaur organizuje takie wycieczki za 1.500 Dalasi (23,43 euro) za łódkę. Dodatkowo za wstęp do Parku trzeba jeszcze zapłacić po 150 Dalasi (2,34 euro) od osoby.

A co w programie? Oprócz przejażdżki łodzią i obserwacji przyrody przede wszystkim hipopotamy i szympansy. Za te pierwsze odpowiada nasz kapitan z hotelu, natomiast za te drugie przewodnik z Parku. Nasz kapitan, starszy z lekka zestresowany Pan, ciągle nas zagaduje, że z tymi hipopotamami to nigdy nie wiadomo, bo to płochliwe zwierzęta – czasami są, czasami nie ma. Natomiast przewodnik z Parku to jego zupełne przeciwieństwo – młody, pewny siebie gwiazdor prężący muskuły i rzucający spod opadającej na oczy grzywki powłóczyste spojrzenia (głównie w kierunku Mojej Pani). No dobra, ruszamy...

Płyniemy sobie rzeką, słońce świeci, wokół słychać odgłosy różnych zwierząt…Czego chcieć więcej :D ? Nasz kapitan cały czas wypatruje hipopotamów i w którymś momencie cicho syczy – są trzy hipopotamy!!! Wypatrujemy…, ale nic nie widzimy :cry: . Nasza łódka podpływa trochę bliżej do brzegu, a nasz kapitan wskazuje nam dokładnie, gdzie mamy patrzeć. Faktycznie są, ale jeżeli wyobrażacie sobie, że zobaczyliśmy wesołą hipopotamią rodzinkę radośnie prężącą się do zdjęcia… to niestety nie idźcie tą drogą… Hipopotamy to faktycznie płochliwe, ale też przy okazji niebezpieczne zwierzęta. „Zobaczyć hipopotama” to znaczy zobaczyć z dosyć dużej odległości wystające z wody punkciki będące oczami tego sympatycznego zwierza :D :roll: . Natomiast „zrobić zdjęcie hipopotamowi” to znaczy zrobić zdjęcie rzece i przekonywać z przejęciem oglądających, że znajdujące się pośrodku kropki to właśnie tenże hipopotam :D :roll: .

No dobra, hipopotamy zaliczone, teraz czas na szympansy… Podpływamy pod wyspę, na której przebywają, a nasz młodociany gwiazdor zaczyna wydawać dźwięki zachęcające te zwierzęta do pokazania się. Faktycznie jakiś ruch w drzewach jest, jakieś małpie głosy słychać, ale szympansów nie widać… Krążymy łódką wzdłuż brzegu, nasz przewodnik wydaje coraz bardziej nerwowe odgłosy, ale na próżno. Po godzinie poddaje się i rozkłada bezradnie ręce, a ja oczywiście w duchu się z cwaniaka złośliwie podśmiewuję (a co, za granicą nadal jestem Polakiem ;) ).

Tak naprawdę, to jest nam jednak kompletnie obojętne czy te hipopotamy i szympansy widzimy czy nie. Wystarcza nam świadomość, że gdzieś tam sobie są (oby) szczęśliwe i bezpieczne. Piękna wycieczka, piękny czas :D .

Ale to jeszcze nie koniec atrakcji na dzisiejszy dzień. Po chwili odpoczynku ruszamy na piechotę (3 km) do głównej drogi, aby dostać się do Janjanbureh, głównego miasta środkowej Gambii. Z Wassu do Janjanbureh jest tylko 22 km, ale oferta transportowa jest mocno limitowana… :roll: Oprócz jednego motocyklisty, który notabene chce nas (a właściwie to Moją Panią :twisted: ) zabrać do swojej wioski, żeby Jej pokazać „prawdziwą Gambię”, przez pół godziny nic nie jedzie. W końcu przyjechał niemiłosiernie załadowany busik, gdzie jednak udało nam się wcisnąć za 40 Dalasi (0,62 euro) od osoby. Ponieważ Janjanbureh znajduje się na wyspie na rzece Gambia, aby się do niego dostać musimy załadować się na jedną ze stojących przy brzegu łódek. Przewoźnicy będą nas oczywiście sympatycznie namawiać, abyśmy skorzystali z ich usług płynąc indywidualnie, proponując mało sympatyczne ceny, ale możemy poczekać kilka minut aż napełni się ludźmi publiczna łódź. Wówczas za przejazd zapłacimy jedynie 10 Dalasi (0,15 euro) od osoby :) .

Janjanbureh ma bardzo smutną historię będąc przez lata centrum przeładunkowym niewolników o czym obecnie przypominają sugestywne murale i muzeum. Aktualnie Janjanbureh to śpiąca, zakurzona mieścina raczej pozbawiona szczególnych atrakcji i po dwóch godzinach wałęsania się postanawiamy wracać :| .

Po powrocie do Wassu od razu uderzamy zobaczyć wpisane na listę UNESCO megalityczne kamienne kręgi. Te tajemnicze budowle znajdują się w kilku miejscach Gambii i Senegalu, ale te w Wassu są najłatwiej dostępne i najlepiej wyeksponowane. Bilet wstępu kosztuje tylko 100 Dalasi (1,56 euro), a oprócz samych kręgów możemy zwiedzić małe muzeum. Bardzo ciekawe miejsce, które wszystkim, którzy będą w okolicy polecam :!: .

Do naszego hotelu wracamy zmęczeni, ale szczęśliwi. To był piękny dzień, który jednak jeszcze się nie kończy. Już wcześniej zamawiamy w hotelu kolację za 400 Dalasi (6,25 euro), na którą składa się ryba, ryż z miejscowym sosem i mnóstwem warzyw. Pychota. W naszej miejscówce jest sporo turystów, o dziwo zdecydowana większość to pary lub małe grupy z wynajętym na cały pobyt miejscowym przewodnikiem (hmmm... :? ). Bez obstawy, oprócz nas, jest tylko jeszcze sympatyczna para młodych Duńczyków, których poznaliśmy kilka dni wcześniej w Toubakouta. Siedzimy i gadamy, a przeróżne owady zjadają nas milimetr po milimetrze… Afryka :o !


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#38 PostWysłany: 07 Mar 2023 00:37 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 4317
Loty: 441
Kilometry: 972 847
złoty
Ja szympansy widzialam i to mnóstwo, ale za to hipciow tego dnia nie było :(


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 27 Mar 2023 21:25 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 14

Przyszedł czas powrotu na gambijskie wybrzeże. Rano szybko się zbieramy i razem z parą młodych Duńczyków idziemy 3 km do Wassu, skąd ma odjeżdżać autobus do Barra. Ale czy na pewno :roll: ? W naszym hotelu powiedzieli, że jest o 10.00, w sklepie w Wassu powiedzieli, że jest o 11.00, a na mikro dworcu (i w jego okolicach) zapewniano nas, że autobusu nie ma, ale jeżdżą taksówki, które nas mogą zabrać… Bądź tu mądry i wiersze pisz… :|

Jesteśmy na miejscu o 09.30 i czekamy. Presja rośnie zwłaszcza, iż nasi Duńscy towarzysze (niemiłosiernie finansowo ćwiczeni przez miejscowych :shock: ) powierzyli los dojazdu na wybrzeże w nasze ręce. Taksówkarze przekonują nas, że nigdzie nie pojedziemy, no chyba, że z nimi. Wytrzymujemy jednak ciśnienie, a dokładnie o 11.00 przyjeżdża autobus, do którego się z wielką ochotą ładujemy płacąc za bilety tylko po 160 Dalasi (2,5 euro). Sama jazda to już afrykańska poezja. Piękne krajobrazy, słońce, wiatr wpadający przez otwarte okna, Gambijczycy przewożący kozy, egzotyczne owoce, opony… :D

W Barra okazuje się, że prom do Bandżulu niedawno odpłynął i na następny przyszło nam trochę poczekać. Bilet kosztował 25 Dalasi (0,39 euro). Spotykamy grupę naszych rodaków, którzy przybyli do Gambii z biurem podróży. Wyposażeni w gustowne przeciwsłoneczne okulary, markowe ubrania i ciepłe słowa o kraju do którego przyjechali („w tej Gambii nic nie ma!”), rozsiedli się na górnym pokładzie trzymając obute nogi na ławeczkach :oops: . Świecąc oczami przed z lekka zdezorientowanymi Duńczykami dopływamy do stolicy Gambii. Tam też się z resztą żegnamy. Oni jadą prosto do hotelu, a My postanawiamy dać jeszcze jedną szansę Bandżulowi :) .

Za pierwszym razem jakiejś wielkiej więzi między nami, a miastem nie udało się nawiązać, ale liczymy, że za drugim razem będzie lepiej. Kręcimy się trochę po „starym mieście”, idziemy zobaczyć Wielki Meczet i Łuk Triumfalny, jemy ryż z kurczakiem w miejscowej knajpce i dochodzimy do wniosku, że nic już więcej z Bandżulu nie wyciśniemy. Sorry, Winnetou… :roll:

No dobra, teraz musimy się jeszcze dostać do naszego hotelu. Stajemy przy drodze wylotowej z Bandżulu i próbujemy coś zatrzymać. Pomimo tego, że ruch jest bardzo duży, nic się nie chce zatrzymać. Z lekkim niepokojem obserwujemy powoli zachodzące słońce, bo szukanie transportu po nocy, nawet w tak bezpiecznym kraju jak Gambia, nie jest zbyt przyjemne. Aż tu nagle z piskiem opon zatrzymuje się samochód, którego kierowcą okazuje się pułkownik gambijskiego wojska. Nasz wybawca na szczęście postanawia nas trochę podwieźć, a gdy dowiaduje się z jakiego kraju jesteśmy jego twarz cała pokrywa się serdecznym uśmiechem. Wyjaśnia nam, że ma przyjaciela z Polski, który go w Gambii odwiedza. Nie zważając na nasze nieśmiałe protesty od razu wykręca nr telefonu i podaje nam słuchawkę. Jego przyjaciel po drugiej stronie telefonu nie jest tak rozmowny, a My zaczynając mieć różne przypuszczenia, co do charakteru ich przyjaźni, dyskretnie się rozłączamy oznajmiając naszemu pułkownikowi, że jego przyjaciel z Polski serdecznie go pozdrawia :D .

Ponieważ ostatnie dwa dni naszego pobytu planujemy trochę poleniuchować, bookujemy „resortowy” hotel Palm Beach w Kotu. Na dzień dobry okazuje się jednak, że w hotelu nie ma prądu i w naszym pokoju jest jak w saunie :roll: :cry: . Nie jesteśmy tam w stanie wytrzymać nawet 10 minut, więc postanawiamy się wykąpać w hotelowym basenie. Ups… już zamknięty :roll: . Wokół basenu siedzą po ciemku przy stolikach goście hotelowi popijając drinki i słuchając jakiegoś zawodzącego miejscowego śpiewaka. W przypływie anarchistycznej desperacji mamy zamiar przerwać recital i wskoczyć do basenu, ale na szczęście okazuje się, że w międzyczasie włączono prąd. Jak się zresztą okazuje nie na długo, a w czasie nocy zawieszenie dostawy energii ma jeszcze pewnie miejsce z kilkanaście razy :shock: .
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#40 PostWysłany: 03 Kwi 2023 21:16 

Rejestracja: 12 Gru 2014
Posty: 336
srebrny
Dzień 15

Wstajemy średnio wypoczęci. W naszym „resortowym” hotelu w nocy, co chwila wyłączał się prąd, co skutkowało głośnym załączaniem się klimatyzacji, względnie, gdy przerwa była dłuższa, powstawaniem stanu skupienia zbliżonego do mocno rozgrzanej sauny… :twisted:

No nic, ruszamy na śniadanie, a tam kolejny przejaw gambijskiej „resortowości”, czyli pary mieszane i to w obydwie strony. Zarówno białe grubasy z pięknymi ciemnoskórymi gazelami, ale także starsze, białe Panie z młodymi, miejscowymi byczkami. No cóż, wygląda to jak wygląda… i tyle w temacie :cry: .

Czas pójść wreszcie na plażę, bo w końcu jeżeli Gambia z czegoś słynie to właśnie ze swoich piaszczystych plaż :D . Nasz hotel jest zaaneksowany z jedną z nich, więc już po kilku minutach jesteśmy na miejscu. Od razu zaczepia nas sprzedająca owoce miejscowa Pani, która oferuje nam swoje produkty w „specjalnych cenach”. Ponieważ ceny są faktycznie specjalne (ale w nie do końca nas intersującym kierunku) grzecznie dziękujemy, co spotyka się z wyraźnym dąsem sprzedawczyni, która przekonuje nas, że Ona przecież z tego żyje. No ok, ale czemu próbuje to robić naszym kosztem… :roll:

Sama plaża jest ok. Szeroka, piaszczysta, sporo hotelowych leżaków. Rzadko bywamy w takich miejscach, więc trochę zostajemy. Kąpiemy się raz, kapiemy drugi… no i co dalej? Nuda. Prawda jest taka, że z nas kiepscy plażowicze… Przyjść, wykąpać się i iść pod prysznic… :) :lol:

Ok, czas coś zobaczyć. Wychodzimy z hotelu i od razu to samo, co na plaży. Otacza nas wianuszek taksówkarzy oferując różne miejsca po zawyżonych cenach. Panowie! Dam Wam zarobić, ale dajcie normalną cenę!!! Nie, to nie… idziemy do głównej drogi, gdzie z pierwszym taksiarzem dogadujemy cenę 100 Dalasi (1,56 euro) i jedziemy do Bijilo National Park. To miejsce, w którym możemy wydać 150 Dalasi (2,34 euro), bo tylko tyle kosztuje bilet. Możemy też wydać znacznie więcej, bo miejscowi naganiacze najpierw próbują nam wepchnąć torbę z orzeszkami (za jedyne 5 euro), którymi potem możemy karmić zamieszkujące Park małpy, a następnie będą nam wmawiać, iż w Parku jest niebezpiecznie, więc potrzebny jest nam przewodnik (za jedyne 15 euro) :cry: . Oczywiście możemy tych kosztów nie ponosić, albowiem w Parku jest bardzo bezpiecznie (zwłaszcza jak nie wleczemy ze sobą torby z orzeszkami). Park jest naprawdę bardzo mały (ma tylko 4 km wytyczonych ścieżek) i bez problemu możemy go w godzinę całego obejść. A co wewnątrz? Ano rzeczone małpy, a także wiewiórki, mangusty, ptaki, palmy, ładna plaża :!: .

Następnym popularnym miejscem na gambijskim wybrzeżu jest Kachikally Crocodile Pool. Dojeżdżamy tam taksówką za 200 Dalasi (3,12 euro). Dla miejscowych to święta sadzawka przez lata używana w rytuałach leczenia bezpłodności, zamieszkała przez kilkanaście krokodyli. Widząc mocno mętny kolor wody, a przede wszystkim mając na względzie te krokodyle ja osobiście nie włożyłbym do tej wody ręki, a co dopiero innej części ciała :roll: . Tym niemniej, miejsce podobno cały czas jest wykorzystywane do pierwotnych celów. Wstęp kosztuje tylko 100 Dalasi (1,56 euro), natomiast tradycyjnie, jeżeli chcemy, to możemy tam pozostawić znacznie większą ilość funduszy, płacąc miejscowym przewodnikom za możliwość zrobienia sobie zdjęcia, gdy trzymamy krokodyla za ogon czy gdy trzymamy głowę pomiędzy jego rozwartymi kłami… :oops:

Nie ukrywam, że obydwa miejsca, jak dla mnie, są dosyć przeciętne. Ot, typowe turystyczne przerywniki dla plażowiczów. Inna kwestia, że gambijskie wybrzeże nie ma zbyt wielu alternatyw… :? Jest jeszcze stolica kraju, no ale to raczej dla większości alternatywa tylko pozorna... Podobno bardzo ładne są zachody słońca w wioskach Sanyang czy Gunjur (akurat tego nie sprawdziłem). A jeżeli nie, to zawsze możemy spędzić kolejny dzień na plaży… :D :o


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
tarman uważa post za pomocny.
 
 
 [ 44 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group