Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 40 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 03 Kwi 2019 23:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
18.02
Dziś żeglowaliśmy… :D ja mam trochę niewykorzystany dotąd patent żeglarza jachtowego i na łódkę jestem zawsze chętna. Na szczęście nie musiałam dziś popisywać się umiejętnościami, a raczej ich brakiem. Mieliśmy Panów Skiperów. Sail Barbary to klasyczny jacht, bardzo zadbany, a właściciel profesjonalnie podchodzi do sprawy. Do tego przystojny pomocnik i uroki jeziora Taupo.

Załącznik:
#welovetaupo.JPG
#welovetaupo.JPG [ 194.36 KiB | Obejrzany 1752 razy ]

Załącznik:
Sail Barbary wypływa w rejs.JPG
Sail Barbary wypływa w rejs.JPG [ 167.98 KiB | Obejrzany 1752 razy ]

Załącznik:
Jezioro Taupo.JPG
Jezioro Taupo.JPG [ 244.3 KiB | Obejrzany 1752 razy ]


Jest przepięknie! Ładna pogoda, ale należy pamiętać, że nawet w słoneczny dzień warto wziąć bluzę czy lekką kurtkę, bo wiatr jest przeszywający. Szczególnie ucierpią te osoby, które nie mają żadnego doświadczenia związanego na przykład z zimnym dniem na Mazurach… Celem wycieczki były maoryskie rzeźby na skale. Nie są to ślady dawnego bytowania Maorysów na tym terytorium, ale praca artysty z lat siedemdziesiątych. Niemniej wygląda ciekawie i jak się nie zna prawdziwej historii to wyobraźnia pracuje.

Załącznik:
Widok na południowy kraniec jeziora Taupo, w tle Tongariro Alpine Crossing.JPG
Widok na południowy kraniec jeziora Taupo, w tle Tongariro Alpine Crossing.JPG [ 107.75 KiB | Obejrzany 1752 razy ]


Na koniec rejsu dostaliśmy pamiątkowe pocztówki z Sail Barbary, które było miłym akceptem na pożegnanie.
Następnie długo oczekiwana wizyta w McDonaldzie! To nie byle jaki mac! Restauracja mieści się w samolocie. Można w nim zjeść, choć nie ma klimy i jest dość gorąco. Można w nim też urządzić sobie bazę i walczyć o przeżycie jak dwóch chłopców bliźniaków. Człowiek przypomniał sobie stare czasy i tę adrenalinę :D W macu zamówiliśmy dziwne rzeczy: Łuki odgazowaną colę z bitą śmietaną, Maciek taką samą wersję fanty malinowej (!), a ja zamówiłam normalną herbatę, a dodano mi do niej mleka. To po prostu cud, że nasze jelita pracują jeszcze normalnie.

Załącznik:
The coolest MC in the world.JPG
The coolest MC in the world.JPG [ 135.44 KiB | Obejrzany 1752 razy ]

Załącznik:
Mac 2.JPG
Mac 2.JPG [ 182.54 KiB | Obejrzany 1752 razy ]

Załącznik:
Kokpit w Macu.JPG
Kokpit w Macu.JPG [ 89.52 KiB | Obejrzany 1752 razy ]


Sesja zdjęciowa odhaczona, lecimy dalej do Waitomo Cave. Nie jest to najtańsza atrakcja, bo bilet wstępu kosztuje 55 dolarów za osobę. Natomiast przeżycia bezcenne. Jaskinia jest wypełniona mnóstwem świetlików „na suficie” i płynie się pod nimi łódką. Wrażenie jak podróż pirwszorocznych do Hogwartu i ten dreszczyk emocji, czy na pewno tiara przydzieli do Gryffindoru :] Widok jest świetny! Niestety w jaskini obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć, a te z folderów wyglądają jak z photoshopa. Rzecz w tym, że one photoshopa nie widziały i uwierzcie na słowo, świetliki są olśniewające!

Załącznik:
Nieatrakcyjne foto z atrakcyjnego Waitomo Cave.JPG
Nieatrakcyjne foto z atrakcyjnego Waitomo Cave.JPG [ 137.91 KiB | Obejrzany 1752 razy ]


Na koniec dnia czekała nas pięciogodzinna podróż na północny kraniec Wyspy Północnej, po drodze przejazd po zmroku przez obwodnicę Auckland z pięknym widokiem na port oraz wieżę telewizyjną. Do motelu w Paiha dotarliśmy przed północą. Noc nie będzie długa, rano pobudka i całodniowy rejs po Bay of Island!

Załącznik:
trasa 4 dzień.JPG
trasa 4 dzień.JPG [ 76.76 KiB | Obejrzany 1752 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#22 PostWysłany: 09 Kwi 2019 23:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
19.02
Dzisiaj byliśmy w rejsie po Bay of Islands. Jest to zatoka z wieloma uroczymi wysepkami. Czasami jest tam możliwość zobaczenia delfinów, orek czy nawet wielorybów. Wyruszyliśmy dość wcześnie, bo o 9.30 w rejs, trwający ponad sześć godzin. 9.30 oznaczała wstanie o 7, ale było warto!

Załącznik:
mapka z rejsu.jpg
mapka z rejsu.jpg [ 104.73 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
nasz speedboat.JPG
nasz speedboat.JPG [ 87.05 KiB | Obejrzany 1607 razy ]


Wypłynęliśmy z miejscowości Pahia. Sama miejscowość jest wypełniona po brzegi przez biura podróży, sprzedające różne wycieczki typu właśnie rejsy po zatoce, sky dive czy przejażdżki po 90 mile beach. Jest tam też kilka sklepów z pamiątkami. W sumie ceny nie są najgorsze: 5 kartek za 5 dolarów, 2 kubki za 10 dolarów, czyli coś można wybrać dla rodzinki ;)

Pahię zapamiętam też jako miejsce, gdzie można kupić wyborne sushi (jeden duży box w cenie 10 dol) i zjeść je nad brzegiem oceanu. Pamiętajcie, tylko tutaj sushi smakuje tak dobrze! ;)
Drugim punktem na mapie rejsu jest Russel. Jest to pierwsza miejscowość, do której dotarli kolonizatorzy, słynąca później z seksturystyki i ogólnego upojenia alkoholowego. Ogólna rozpusta była spowodowana tym, iż był to pierwszy punkt na mapie, do którego docierali żeglarze po wielu miesiącach na wodach. Teraz jest już tam dość spokojnie ;)
Z ciekawszych miejsc, o które nasz operator Explore NZ zahaczył to Hole in the Rock – jak sama nazwa wskazuje – jest to dziura w masywie skalnym. Wpłynęliśmy do niej naszym speed boatem. Trochę adrenaliny było, statek ledwo się tam zmieścił, a fale dawały o sobie znać.

Załącznik:
Hole in the Rock.JPG
Hole in the Rock.JPG [ 149.38 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
Hole in the Rock2.JPG
Hole in the Rock2.JPG [ 246.81 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
Bay of Islands.jpg
Bay of Islands.jpg [ 137.6 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
Bay of Islands2.JPG
Bay of Islands2.JPG [ 146.21 KiB | Obejrzany 1607 razy ]


Jedną z atrakcji, którą można dodatkowo wykupić na statku jest możliwość pływania z delfinami. Przyjemność ta kosztuje 30 dolarów i są one zwrotne, jeśli delfiny nie podpłyną. Podeszłam do tematu dość niechętnie. Po pierwsze, z tego co wiem, delfiny są podatne na infekcje, pochodzące od ludzi. Dlatego jakieś karaibskie pływania i całowania z delfinami w basenie w ogóle mnie nie pociągają, gdyż boję się, że to może im zaszkodzić. A po drugie: widziałam deliny dwa razy w ich naturalnym środowisku (na Filipinach i w Malezji) i wiem, że wcale nie są chętne do nawiązywania kontaktów, po prostu sobie płyną, chcą być wolne i szczęśliwie. Ile tych delfinów musiałoby być, żeby można było się nimi nacieszyć?! Reszta ekipy była bardziej zainteresowana tą atrakcją i powiedzmy, dałam się namówić… Na szkoleniu, dotyczącym zachowania w wodzie z delfinami, dowiedziałam się, że ssaków nie należy dotykać, należy unikać młodych delfinków i należy pływać w specyficzny sposób, tak żeby zainteresować zwierzę swoją osobą. Wtedy może nam poświęci trochę swojego cennego czasu. W każdej chwili mogła pojawić się ławica delfinów, która mogła się składać nawet z 200-300 ssaków, co sprawiało, że człowiek musiał być w gotowości cały czas. W jednym momencie pojawił się jakiś delfinek na horyzoncie, ale to było za mało, żeby wypuścić ok. 50 osób do wody. Stado delfinów nas nie zaszczyciło podczas tego rejsu. Czy żałuję? Hmmm… to mogłoby być ciekawe doświadczenie, ale nie lubię wtrącać się w czyjeś życie, tym bardziej życie delfina :D Uniknęłam też dodatkowego stresu w związku ze skokiem do lodowatej wody. I plus za uczciwość organizatora, bo nie ganiają jak oszalali po zatoce za małym delfinkiem i nie wrzucają ludzi do wody, w której gdzieś tam 50 m dalej mignie płetwa nie wiadomo kogo, czardżując za to 30 dolarów. W ramach „rekompensaty” ;) była możliwość wskoczenia do lekko zanurzonej siatki, która była rozpięta wzdłuż statku i łódź przyspieszała w przód i w tył. Łuki i Maciek skusili się na tę zabawę. Łuki nawet prawie stracił spodenki w okolicach jednej z pań, tuż przy jej głowie. My z Angie nie byłyśmy aż tak odważne i wygrzewałyśmy się na pokładzie oraz przygotowałyśmy materiał foto-video z tej kąpieli wielorybów. Na pokładzie grzało jak nie wiem, bo wieczorem spostrzegliśmy, że słońce nas spaliło mimo kilkukrotnego smarowania się krem 50 SPF.

Załącznik:
Kąpiel wielorybów.jpg
Kąpiel wielorybów.jpg [ 147.44 KiB | Obejrzany 1607 razy ]


A propos słowa „pokład” po angielsku. Wiadomo, to po prostu słówko „deck”, ale biorąc pod uwagę, że Kiwi (czyli potocznie, ale sympatycznie, pozytywnie: Nowozelandczycy) mówią zamiast „e” – „i”, to wychodzi nam wdzięczne słówko „dick” :D tak, tak, można było się trochę pośmiać. Mam małe problemy, żeby ich dobrze zrozumieć... Teen, zamiast ten, lift zamiast left. Trzeba się trochę wsłuchać.

Podczas rejsu jest również przystanek na jednej z wysepek. Trwa około 1h 15min i można się wychillować. Muszę przyznać, że w Nowej Zelandii wszystko jest bardzo dobrze przygotowane i przemyślane. Taki niemiecki Ordnung, ale bez nadęcia i całej tej otoczki. Oni wiedzą co i po co robią. Począwszy od wszystkich atrakcji, jak na przykład rejsy, po wyposażenie domków i pokoi hotelowych. Jest wszystko, czego się potrzebuje. Oni wiedzą jak uprzyjemnić pobyt w Kraju Kiwi i wyprzedzają nasze potrzeby. Szybko odpisują na maile i podczas naszego całego pobytu nie było ani jednej sytuacji stresującej.

Załącznik:
plaża idealna na odpoczynek.JPG
plaża idealna na odpoczynek.JPG [ 117.2 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
taki tam ptak.JPG
taki tam ptak.JPG [ 126.91 KiB | Obejrzany 1607 razy ]


Wieczór spędziliśmy w domku nad oceanem. Nie bez powodu hotel ma ocenę 9.5 na bookingu. W tak pięknie położonym miejscu jeszcze chyba nie spałam. No może w Tajlandii, ale tam niestety było trochę śmieci na plaży. Miejscówkę Golden Sand Beachfront Apartaments polecam z czystym sumieniem. Jestem tym miejscem oczarowana - zachód słońca nad oceanem...

Powieki mi już opadały w trakcie pisania relacji, ale nagle usłyszałam: „Aguś, chodź prędko!!!”. Otóż z oceanu wynurzyło się zwierzę i wskoczyło na palmę. Poszliśmy tropić tego stwora. Był to taki lemur, ale z głową świni. Trochę go poobserwowaliśmy, ale później stwierdziliśmy, że nie będziemy go straszyć. W kolejnych dniach dowiedzieliśmy się, że to niekoniecznie był słodki lemurek, ale to mógł być też opos, który jest nowozelandzkim szkodnikiem, ponieważ żywi się kiwi. Mam nadzieję, że to było jednak jakieś miłe zwierzątko.

Załącznik:
kolacja nad oceanem.jpg
kolacja nad oceanem.jpg [ 100.34 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
zachód słońca.jpg
zachód słońca.jpg [ 101.46 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
zakończenie dnia.jpg
zakończenie dnia.jpg [ 77.06 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
prawdopodobnie największy wróg kiwi.jpg
prawdopodobnie największy wróg kiwi.jpg [ 89.92 KiB | Obejrzany 1607 razy ]

Załącznik:
dzisiejsza trasa.JPG
dzisiejsza trasa.JPG [ 115.53 KiB | Obejrzany 1607 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
      
#23 PostWysłany: 10 Kwi 2019 21:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
20.02
Może ktoś z Was oglądał kiedyś odcinek Top Gear, w którym Jeremy Clarkson ściga się z James’em na północnej wyspie Nowej Zelandii. Jeden z nich płynie katamaranem wzdłuż wybrzeża, a drugi mknie Toyotą Corollą. Ja z tego odcinka zapamiętałam oczywiście morderczą walkę z żywiołem na katamaranie, ciekawy wybór samochodu (prawda jest taka, że nie jestem zbyt dużą fanką marki, choć już może trochę mniej radykalnie niż kiedyś) oraz… 90 MILE BEACH. Jest to plaża, która ma prawie 90 kilometrów długości. Tak, tak, kilometrów, a nie mil. „Miles” po prostu brzmi lepiej niż „kilometers”. I jest drogą w pełnym tego słowa znaczeniu, ponieważ jeżdżą po niej autobusy, samochody, generalnie wszystkie środki transportu kołowego ;P Myślę, że mało kto odmówi sobie przejażdżki po takiej plaży. My, mimo zaleceń wypożyczalni samochodów, że na plażę nie można wjeżdżać, nie mogliśmy się powstrzymać i oczywiście zapomnieliśmy o tym zakazie. Mieliśmy odpowiedni samochód z napędem 4x4, co pozwoliło poszaleć w granicach zdrowego rozsądku. Nasza Toyota Rav4 dała radę. Jest to całkiem przyzwoity samochód, bo przestronny w środku, wygodny, plus za niebieski kolor (no przecież jestem kobietą!) i ogólnie jestem zdziwiona, że ten koncern wypuścił taki całkiem sensowny model. Minus za brak nawiewu/klimy z tyłu, przed siedzeniami pasażerów. Niestety trafiliśmy na przypływ i woda zbliżała się niebezpiecznie blisko furki, więc każdy obowiązkowo ma nakręcony filmik jak robi zryw i mknie po plaży, a po tym opuściliśmy tę piękną trasę. W ostatnim dniu Nowa Zelandia żegnała nas deszczem, co też napawało nas wątpliwościami jak auto sobie poradzi z mokrym piaskiem (jakbyśmy mieli jakiekolwiek doświadczenie z suchym!).

Załącznik:
90 mile beach.jpg
90 mile beach.jpg [ 124.48 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
niebieska strzała odjeżdża.jpg
niebieska strzała odjeżdża.jpg [ 129.43 KiB | Obejrzany 1530 razy ]


Kolejny punkt to był Cape Reinga, czyli miejsce, gdzie Ocean Spokojny (zwany również Pacyfikiem lub Oceanem Wielkim - jakby ktoś potrzebował do Milionerów :P) łączy się z Morzem Tasmańskim. Dla mnie to miejsce miało jakiś taki charakter trochę mistyczny, trochę metaforyczny. Fale Morza Tasmańskiego - takie żywiołowe, energiczne, wzburzone wpadały do spokojnych, delikatnych wód Pacyfiku. Coś jak katharsis, spowiedź, oczyszczenie… Jest w tym miejscu jakaś energia, dla której warto się tutaj pofatygować. Nie jest to miejsce leżące na stałej turystycznej trasie, ponieważ jest to przylądek, do którego trzeba specjalnie dojechać, ale gdybym miała podjąć drugi raz tę decyzję: „jechać czy nie jechać?” to zdecydowanie jechać. Auto zostawia się na bezpłatnym parkingu i jest podejście 10-15 minutowe, które można zrobić w japonkach. Oczywiście niektórzy zakładają trekingi, ale biorąc pod uwagę, że jest to asfaltowa droga, uważam to za zbyteczne. Poza tym ja szłam w japonkach i da się (no tak, challenge accepted ;))

Załącznik:
te zielenie!.jpg
te zielenie!.jpg [ 231.04 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
Cape Reinga.jpg
Cape Reinga.jpg [ 211.92 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
Cape Reinga2.jpg
Cape Reinga2.jpg [ 48.66 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
Cape Reinga3.jpg
Cape Reinga3.jpg [ 47.8 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
Cape Reinga4.JPG
Cape Reinga4.JPG [ 94.26 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
Cape Reinga5.JPG
Cape Reinga5.JPG [ 81.53 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
granica morze-ocean.JPG
granica morze-ocean.JPG [ 77.5 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
granica morze-ocean2.JPG
granica morze-ocean2.JPG [ 110.67 KiB | Obejrzany 1530 razy ]


Zmierzając w stronę Auckland, zahaczyliśmy jeszcze o Waipoua Forest. Co ciekawe, przed wejściem do lasu należy wyczyścić specjalną szczotką buty i je zdezynfekować. Właściwie przed wyjściem też. I tu znowu punkt dla Kiwi, bo oni naprawdę wiedzą, co robią i postępują z głową, tak aby piękna przyroda nie ucierpiała. A mają, co chronić! W lesie przepiękne, stare drzewa - magia jak z Tolkiena :) Byliśmy też na jakimś bliżej nieokreślonym punkcie widokowym - ot co, drewniana wieża i w sumie tyle. Był również znak KIWI ZONE (ale nie Nowozelandczyków, tylko ptaków;P) i Maciek oczywiście sie zapalił i chciał je tropić, ale reszta ekipy nie była już taka chętna. Chyba kiwi są dość bystre i jako nocne zwierzęta raczej nie pokażą się w dzień. Maciek jednak miał nadzieję na sukces, a my ją zgasiliśmy.

Załącznik:
stacja czyszczenia butów.JPG
stacja czyszczenia butów.JPG [ 147.93 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
olbrzym.JPG
olbrzym.JPG [ 218.61 KiB | Obejrzany 1530 razy ]

Załącznik:
Kiwi Zone.jpg
Kiwi Zone.jpg [ 291.11 KiB | Obejrzany 1530 razy ]


Wieczorem dojechaliśmy do Auckland i poszliśmy na spacer w miasto, z czego nie byłam do końca zadowolona, bo zmęczenie dawało się we znaki. Panorama Auckland robi ogromne wrażenie nocą i wabi do swego wnętrza. A wnętrze jak to wnętrze, mnie jakoś bardzo nie urzekło, ale tak jak już napisałam - byłam zmęczona i ogólnie na „nie”. Miasto późnym wieczorem żyje, sporo ludzi na ulicach po wpływem, ale żeby znaleźć knajpkę z jedzeniem, to jest już problem. Porzuciliśmy poszukiwania, wsiedliśmy do samochodu i podjechaliśmy do McDrive’a ;)

Załącznik:
Auckland.jpg
Auckland.jpg [ 64.86 KiB | Obejrzany 1530 razy ]


W nocy przyjazd do hotelu Ibis przy lotnisku i trochę nerwów i spięć między nami z powodu otrzymanego maila z hotelu na Wyspach Cooka. Okazało się, że zepsuł się system i mają za dużo rezerwacji. Dla nas zarezerwowanego domku nie ma. Dodatkowo maile napisane pokątnym angielskim. Takie chyba z google translate albo nie, z jakiegoś gorszego translatora. Pisze do nas Karyn. Łuki uważa, że to jakaś Rosjanka nie znająca angielskiego, a mnie się wydaję, że to jakaś maoryska nastolatka. Czas pokaże, kto miał rację ;)

Załączniki:
dzisiejsza trasa.JPG
dzisiejsza trasa.JPG [ 98.06 KiB | Obejrzany 1530 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#24 PostWysłany: 11 Kwi 2019 11:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
Kilka słów, podsumowujących Nową Zelandię
Czy warto jechać na koniec świata, żeby zobaczyć zielone pastwiska z owcami i różnorodne lasy, a do tego wydać sporo kasy, bo nie jest to najtańszy kraj? WARTO! Ceny są do przełknięcia, bywałam w droższych miejscach, a tak ładnie nie było. Tutejsza przyroda, atmosfera luzu oraz przyjaźni ludzie to tylko niektóre zalety z całego ich mnóstwa. Kolejny plus, niesamowicie istotny, dla mnie to brak komarów i w ogóle dużej ilości insektów. Na pewno chcielibyśmy powrócić do Nowej Zelandii, przede wszystkim, żeby zwiedzić wyspę południową, która podobno całkowicie się różni od północnej. W każdym z opisanych wyżej miejsc można spędzić kilka dni. To było ekspresowe tempo, ale do zrobienia i nie byliśmy jakoś skrajnie wykończeni. To, co mnie męczyło najbardziej podczas całej podróży to nie ta spora ilość lotów, ale codzienna zmiana hoteli. Jest to jednak niezbędne, jeśli chce się zobaczyć jak najwięcej.

W weekend Wyspy Cooka! :)
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#25 PostWysłany: 14 Kwi 2019 16:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
21.02/20.02
Rano szybkie śniadanie kontynentalne w Ibisie. Dżem, nutella, tosty, kawa, herbata. Generalnie standard. Mężczyźni pojechali oddać samochód. Trochę się martwiliśmy, bo przy czterech osobach i kilku dniach spędzonych w aucie, to się robi jednak brudno w samochodzie. Mimo dbania o pojazd i trzepania rzeczy, to piasek z plaży zawsze się dostanie do środka, a w naszym nie było dywaników na podłodze, co znacznie utrudniło pozbycie się rozgardiaszu. Na szczęście nikt z wypożyczalni nie robił problemów.

Ogromnym plusem hotelu Ibis jest możliwość pójścia pieszo na lotnisko. Idzie się ok. 10 minut, zatem spacer z bagażem o normalnych gabarytach jak najbardziej realny.

Załącznik:
tablica odlotów.JPG
tablica odlotów.JPG [ 120.14 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Gandalf nas żegna.JPG
Gandalf nas żegna.JPG [ 73.88 KiB | Obejrzany 1346 razy ]


Z Auckland na Rarotongę lecieliśmy Air New Zeland 777-200, wyczarterowanym od Singapore Airlines. Lekki niepokój poczułam jak zobaczyłam, że jest to, mówiąc delikatnie, wiekowy samolot. Lot trwał ponad 3h i pamiętam z niego tyle, że na śniadanie dostaliśmy jedną z gorszych jajecznic z proszku w moim życiu. Jedzeniem Air New Zealand na pewno się nie popisało.
Najlepszym z całego lotu było przekroczenie linii zmiany daty. Dzięki temu 20 lutego możemy przeżyć ponownie. Pierwszy raz doświadczam tego zjawiska i jest to ekscytujące :D W trakcie lądowania podziwialiśmy przepiękne widoki z rajskimi wyspami w roli głównej. Kolejka do kontroli paszportowej była bardzo długa. Sama odprawa trochę męcząca. Oczywiście pojawiły się standardowe pytania, co tam wwozimy i po co przyjechaliśmy. Sami trochę drwiąco podeszliśmy do tematu, bo czy jest sens, żeby byli aż tak skrupulatni, skoro nikt raczej nie przyjeżdża na Wyspy Cooka w celu nielegalnego zostania tam ;) Poza tym ta drobiazgowość polegała jedynie na wielu pytaniach, bo jak ktoś się przyznał do posiadania butów trekkingowych lub namiotu, to tylko oglądali przedmioty i nic więcej z nimi nie robili. Żadnego ultrafioletu, ani testów na obecność komórek, nic takiego. Przed kontrolą można zrobić zakupy alkoholowe w sklepie wolnocłowym taniej niż na Rarotondze (wysokoprocentowe nawet dwukrotnie taniej - mąż mi kazał to napisać, bo uważa, że dla niektórych jest to szalenie ważne info). Stojąc w kolejce nie można było korzystać z telefonów komórkowych. Wiele osób jednak nie zważało na zakaz i te telefony trzymało w dłoniach. Ja i Angie próbowałyśmy połączyć się z netem, żeby ewentualnie zobaczyć, czy Karyn się odezwała, ale pan z obsługi wyjątkowo sobie nas upatrzył i nie pozwolił na kilkukrotne próby łamania prawa.

Załącznik:
Kia Orana!.jpg
Kia Orana!.jpg [ 162.26 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Lotnisko na Rarotondze.JPG
Lotnisko na Rarotondze.JPG [ 126.35 KiB | Obejrzany 1346 razy ]


I w tym miejscu znowu wrócił stresik, bo czy w ogóle ktoś po nas przyjedzie i gdzie my będziemy mieszkać. Kilkoro Forumowiczów, których już wcześniej udało nam się spotkać, miało zabookowany pobyt w tym samym hotelu, więc wiedzieliśmy, że raczej ktoś po nich przyjedzie. Łuki podszedł do firmy przewozowej, powiedział w jakiej jesteśmy sytuacji i pani podzwoniła, podzwoniła, dogadała się z naszą Karyn i powiedziała, że zawiozą nas do innego hotelu, a jutro przyjedzie po nas busik i przetransportuje nas do właściwego lokum. Nie mieliśmy za bardzo innego wyjścia, musieliśmy się zgodzić. Przejazd kosztował 15 NZD od osoby (dla wcześniej umówionych lub 20 NZD dla spontanicznych przejazdów) i w naszym przypadku miał być odliczony od kosztu noclegów. Muszę przyznać, że jest to spora kwota za przejechanie trasy zajmującej kilkanaście minut, ale cóż, z czegoś tubylcy muszą żyć. Wszystkie przedstawicielki płci pięknej dostały wieńce z kwiatów na szyję i były zadowolone :D

Załącznik:
zdjęcie przydrożne.jpg
zdjęcie przydrożne.jpg [ 110.72 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
W drodze do hotelu.jpg
W drodze do hotelu.jpg [ 279.59 KiB | Obejrzany 1346 razy ]


Hotel Club Raro Resort był całkiem fajny, może bez fajerwerków, ale na pewno jedna z rozsądniejszych opcji pt. „stosunek jakości do ceny”. Wejście do pokoju było od strony basenu, basen w sam raz, restauracja hotelowa ok (pyszny fish burger) i kury, które chodzą po drzewach. I malutkie kurczaki też :) Metrowa plaża (był przypływ) zbudowana ze skalnych formacji wyglądających jak z paleolitu. Nie znam się na skałach i kamieniach, ale wyglądały przepięknie.

Załącznik:
struktura plaży.jpg
struktura plaży.jpg [ 231.63 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Plaża przy Raro Club.jpg
Plaża przy Raro Club.jpg [ 143.08 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Plaża.JPG
Plaża.JPG [ 106.6 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Raro Club Hotel.jpg
Raro Club Hotel.jpg [ 134.48 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Raro Club Hotel2.jpg
Raro Club Hotel2.jpg [ 146.19 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Raro Club Hotel3.JPG
Raro Club Hotel3.JPG [ 361.19 KiB | Obejrzany 1346 razy ]

Załącznik:
Widok z okna.JPG
Widok z okna.JPG [ 217.35 KiB | Obejrzany 1346 razy ]


Zrobiliśmy sobie mały spacerek do sklepu po colę, wodę i przekąski na wieczór i kwota do zapłaty nas trochę zbiła z tropu, bo zapłaciliśmy przeszło 50 NZD. No cóż, jest to wyspa, a to był jedyny sklepik w okolicy.

Załącznik:
jeden z niewielu okolicznych sklepów.JPG
jeden z niewielu okolicznych sklepów.JPG [ 121.58 KiB | Obejrzany 1346 razy ]


Wieczorem drinkowanie i zajadła gra w „Osadników z Catanu”. Łuki bardzo się przejmował prognozami pogody, że ulewy przez całe trzy dni i zabrał planszówkę do plecaka. Na szczęście pogoda była ładna, ale gra się przydała.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#26 PostWysłany: 14 Kwi 2019 21:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
21.02
Śniadanie takie trochę wybrakowane, ale coś tam można było schwytać. O 10 byliśmy umówieni z kierowcą, że nas przewiezie do naszego właściwego hotelu, czyli Sunrise Beach Bungalows. Recepcja była zamknięta i nikt na nas nie czekał. Znaleźliśmy Karyn przy jakimś bungalowie jak paliła papierosa i sobie z kimś gadała. Okazało się, że w dalszym ciągu nie ma dla nas domku i że będzie dopiero sprzątany. Karyn nie była żadną maoryską nastolatką, ani Rosjanką, tylko pochodziła z Nowej Zelandii (szok!). Generalnie dyskusja była dość burzliwa. Kobieta ma trudny charakter i podnosi ton głosu. Nie rozliczyła się z kierowcą. Cały czas powtarzała, że jest profesjonalistką, że zwiedziła cały świat i że ma brytyjski paszport. Właściwie to straciliśmy mnóstwo czasu, próbując się jakoś dogadać. Zaproponowała nam inny hotel, który był droższy. Ostatecznie Łukasz wynegocjował, że to ona pokryje różnicę. Szczerze wątpię, że rozliczyła się z naszym nowym hotelem i z Raro Club Resort. Wydaje mi się, że być może za nasze przejazdy też nie zapłaciła. Trochę wyglądało to tak, że wszyscy ją już tam dobrze znają i jej ustępują. Zaakceptowaliśmy nasz nowy hotel i pożegnaliśmy się z nią na zawsze. Weszliśmy do naszych domków Manea Beach Villas. Były czyste i zadbane. Później z recepcji zadzwoniliśmy do właścicielki. Podjechała na skuterze. Niezwykle miła i kulturalna kobieta. Rozmowa była krótka, ale treściwa. Pani spieszyła się na jogę ;) Zdążyła nam jeszcze powiedzieć, że na Rarotondze żyje bardzo sympatyczna polska rodzina, zajmująca się farmą hydroponiczną (!) ;) Wszystko się od tej pory zgadzało. Trudne godziny odreagowaliśmy na basenie, a później na snurkowaniu. Muri Beach to jedna z najlepszych lokalizacji na Rarotondze. Jest piękny widok na trzy wyspy. Można do nich dopłynąć tradycyjnie, kajakami lub nawet pójść wpław, bo nie jest głęboko.

Załącznik:
Muri Beach.JPG
Muri Beach.JPG [ 131.52 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Okolice Muri.JPG
Okolice Muri.JPG [ 113 KiB | Obejrzany 1280 razy ]


Po basenie snorkeling. Nurt wody był dość bystry i utrudniał pływanie. Raczej staliśmy i obserwowaliśmy ryby. Ja straszne nie lubię stawać na dnie, ponieważ boję się, że coś mnie użre. Taki uraz po Filipinach. Tam niektóre ryby były dość agresywne, więc stojąc, nie czułam się komfortowo. Na zachętę tylko dodam, że nic nie czaiło się na dnie i ryby były spokojne :)

Załącznik:
Rafa.JPG
Rafa.JPG [ 249.35 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Rybki.JPG
Rybki.JPG [ 172.89 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Ryba.JPG
Ryba.JPG [ 158.24 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Blue Star.JPG
Blue Star.JPG [ 146.15 KiB | Obejrzany 1280 razy ]


Obiadek w Villi’s Burger Joint. Bardzo smaczne burgery. Średnie ceny ok.8-10 NZD za kanapkę.

Następnie odbyliśmy spacer wzdłuż plaży w stronę południa. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy stado psów nas otoczyło i dzielnie towarzyszyło w eksploracji wyspy. Sporo psów na Rarotondze nie ma jednej kończyny… Biedne pieski. Z wyspiarskiego magazynu dowiedzieliśmy się, że psy na Rarotondze są raczej przyjazne. Raczej ;) Za bardzo nie mieliśmy wyjścia, bo jak się przyczepiły, to nie chciały odejść. W mojej głowie pojawił się strach, że wścieklizna itd. Ale człowiek naprawdę nie ma wpływu na te zwierzaki i ignorowanie ich jest chyba najlepszą metodą.

Załącznik:
Psy.JPG
Psy.JPG [ 178.2 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Pies na plaży.JPG
Pies na plaży.JPG [ 88.06 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Pieseł.jpg
Pieseł.jpg [ 77.34 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Krabik.JPG
Krabik.JPG [ 215.41 KiB | Obejrzany 1280 razy ]


Wracaliśmy już „miastem”. Najpierw przystanek na nawodnienie organizmu. Co ciekawe, na Rarotondze działa browar. Ważą piwo, ale nie mają własnych butelek i można napić się piwka w butelce np. Heinekena :D Ja nie próbowałam, ale usłyszałam opinię: „piwo jak piwo, niczego nie urywa” :D Wszystko jasne :) Można ten browar zwiedzać.

Załącznik:
Matatutu w butelce Heinekena.JPG
Matatutu w butelce Heinekena.JPG [ 102.91 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Zwykły spożywczak, ale słowo outlet zawsze działa.JPG
Zwykły spożywczak, ale słowo outlet zawsze działa.JPG [ 146.15 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Rozkład autobusów.JPG
Rozkład autobusów.JPG [ 265.34 KiB | Obejrzany 1280 razy ]


Wieczorem wybraliśmy się na Muri Night Market, który działa od 17 do 20 we wtorki, środy, czwartki i niedziele. Można tam coś zjeść i kupić drobiazgi. My skusiliśmy się na makaron z wołowiną i było to takie sobie, Angelika jadła naleśniki i były spoko. Doszło tam do spontanicznej integracji z prawie całą ekipą z fly4free :) wszystkich bardzo pozdrawiamy!


Załącznik:
Wieczorne spotkanie z krabsonem.jpg
Wieczorne spotkanie z krabsonem.jpg [ 76.39 KiB | Obejrzany 1280 razy ]

Załącznik:
Kiwi na Wyspach Cooka.jpg
Kiwi na Wyspach Cooka.jpg [ 78.99 KiB | Obejrzany 1280 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#27 PostWysłany: 20 Kwi 2019 22:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
22.02

Rano opłaciliśmy hotel. Nie było wifi i płatność kartą nie przechodziła. Musieliśmy wybrać pieniądze z bankomatu, co też się udało dopiero za trzecim razem i to niestety z karty kredytowej, bo wszystkie płatnicze nie przechodziły :(

Generalnie w hotelach raczej Internet jest dodatkowo płatny, a jak jest bezpłatny, to go najczęściej nie ma, ponieważ „jest awaria”. Można kupić kartę Bluesky za 10 NZD i w tym jest bodajże 500mb, ale podobno Internet chodzi bardzo wolno. Żadne z nas nie łapało sieci komórkowej.

Wynajeliśmy mazdę 3 z wypożyczalni Polynesian Car Rentals za 85 NZD (w tej kwocie było 20 NZD za oddanie auta na lotnisku). Dzięki temu nie musieliśmy brać znowu busa, który kosztowałby za 4 osoby 60 NZD. Paliwo na cały dzień kosztowało 10 dolarów.

Z powodu przeprowadzek i niepewności związanej z naszym hotelem poprzednie dni były mało aktywne. Pozostało nam ostatnie 12 godzin i postanowiliśmy je w pełni wykorzystać. Dzień rozpoczęliśmy od kajaków i popłynęliśmy na dwie wysepki przy Muri. Takie typowe małe wyspy: plaża i dżungla. Kajaki były dostępne bezpłatnie w naszym hotelu, ale były tylko trzy i jedno wiosło było uszkodzone, więc trzeba było się trochę namachać.

Załącznik:
Atol.JPG
Atol.JPG [ 146.97 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
Muri Beach.JPG
Muri Beach.JPG [ 157.59 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
kajakowanie.JPG
kajakowanie.JPG [ 115.5 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
kayaking.JPG
kayaking.JPG [ 116.49 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
kayaking2.JPG
kayaking2.JPG [ 118.92 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
odpoczynek po ciężkiej pracy.JPG
odpoczynek po ciężkiej pracy.JPG [ 190.14 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
paddle board.JPG
paddle board.JPG [ 253.32 KiB | Obejrzany 1141 razy ]


Później rozpoczęła się nasza przejażdżka furką po wyspie. Stop pierwszy to lotnisko z bezpłatnym parkingiem na 15 minut i bezpłatnym Internetem na pół godziny.

Kolejny punkt to Black Rock na wysokości szpitala. Z parkowaniem nie było żadnego problemu. Są na wyspie liczne pobocza, zatoczki i bezpłatne parkingi. Później zaliczyliśmy jeszcze Aro’a Beach, Titikaveka Beach i Tikioki Beach. Wszędzie snorklowaliśmy i rybki były ładne i przede wszystkim niegroźne. Zdarzały się też naprawdę wielkie okazy :D

Załącznik:
Black Rock.JPG
Black Rock.JPG [ 156.76 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
Black Rock2.JPG
Black Rock2.JPG [ 136.22 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
w drodzę na plażę.JPG
w drodzę na plażę.JPG [ 294.3 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
rajska plaża.JPG
rajska plaża.JPG [ 123.51 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
rajska woda.JPG
rajska woda.JPG [ 136.1 KiB | Obejrzany 1141 razy ]

Załącznik:
flowers.JPG
flowers.JPG [ 222.17 KiB | Obejrzany 1141 razy ]


Auto oddaliśmy na lotnisku. Lotnisko jest malutkie. Miejsca siedzące w hali odlotów są towarem cennym. Wielkie było nasze zdziwienie jak dowiedzieliśmy się, że do LA lecimy tym samym samolotem, którym przylecieliśmy z Nowej Zelandii, czyli 777-200 wyczarterowanym od Singapore Airlines. Co innego 4h w samolocie, co innego prawie 10… Natomiast uczucie ulgi przyszło jak dowiedzieliśmy się, że mamy miejsca zaraz za toaletami i co najważniejsze z większą przestrzenią na nogi :D Uff, przynajmniej tyle. Lot upłynął pod hasłem fucking freezing A/C i snu. Jeśli chodzi o śniadanie, to już byłam mądrzejsza o poprzednie doświadczenia i wzięłam owoce. Już za sekundę Stany!!! :D
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
      
#28 PostWysłany: 22 Kwi 2019 11:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
23.02

Ja i Łuki byliśmy już w LA, ale był to również stopover i trwał kilkanaście godzin. Kilkanaście godzin to już całkiem sporo czasu na zwiedzenie miasta, choć może nie tych gabarytów co Los Angeles. Nasz przystanek obejmował noc i udało nam się zobaczyć jedynie Hollywood Boulevard późnym wieczorem, co było średnim doświadczeniem. Bardzo dużo bezdomnych, żebraków i w ogóle osób o dziwnych zamiarach…

Co innego Angelika i Maciek… :) Można powiedzieć, że Kalifornia to ich drugi dom. Zdecydowaliśmy, że zdamy się na ich doświadczenie.

Cel pierwszy: Santa Monica. Postanowiliśmy, że dostaniemy się tam Uberem. Zamawiając go należy wziąć pod uwagę, że na lotnisko przybywa mnóstwo Uberów i trzeba być spostrzegawczym, bo chwila nieuwagi może zakończyć się jego stratą. Trzeba jeszcze stanąć we właściwym miejscu, czyli w przypadku terminalu Toma Bradleya, na górnym tarasie. Nasz przejazd do Santa Monica to korki, korki i jeszcze raz korki, czego się nie spodziewaliśmy o godzinie 11. Cenne minuty uciekały, ale dla mnie była to uczta dla oczu, ponieważ kocham amerykańskie samochody ;)

Załącznik:
furka.JPG
furka.JPG [ 161.45 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
black and yellow.JPG
black and yellow.JPG [ 134.23 KiB | Obejrzany 1039 razy ]


Byliśmy już mocno głodni. Energia pozyskana ze śniadania nie starczyła na długo. Wcześniej zdecydowaliśmy, że zjemy w Bubba Gump. Niby sieciówka i niby stosunek jakości do ceny nie powala, ale jest coś w tym miejscu. Może magia filmu „Forrest Gump”, może dbałość o szczegóły tak na mnie działa… A może to po prostu zestaw Shrimp Heaven i najlepsze krewetki z kokosem!

Załącznik:
Bubba Gump.jpg
Bubba Gump.jpg [ 186.14 KiB | Obejrzany 1039 razy ]


Na molo były tłumy. Aż strach pomyśleć co tam się dzieje w sezonie. Mnóstwo sklepików i straganów z tendencyjnymi, acz w miarę dobrze wykonanymi pamiątkami. Do tego liczne występy typu streetperfomance. W większości naprawdę zabawne i ciekawe.

Załącznik:
Santa Monica.JPG
Santa Monica.JPG [ 195.53 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Santa Monica2.JPG
Santa Monica2.JPG [ 218.19 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Pacific Park.JPG
Pacific Park.JPG [ 213.7 KiB | Obejrzany 1039 razy ]



Więcej czasu Santa Monice nie mogliśmy poświęcić. Skierowaliśmy się w stronę Venice Beach. Można tam dostać się Uberem, pojechać na miejskim rowerze albo zrobić sobie spacer i my właśnie tę opcję wybraliśmy (ekonomicznie, zdrowo i do tego przyjemny deptak).

Załącznik:
venice.JPG
venice.JPG [ 188.28 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Venice2.JPG
Venice2.JPG [ 194 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
mural.JPG
mural.JPG [ 158.89 KiB | Obejrzany 1039 razy ]


Venice Beach powstała w wyniku śmiałych marzeń o stworzeniu nadmorskiego kurortu podobnego do swojego imiennika we Włoszech. Aktualnie na szczęście nie przypomina Wenecji. To mekka artystów, sportowców i ludzi kochających luz! Jeśli ktoś uwielbia kolory i jest na etapie urządzania mieszkania, to jest to miejsce, gdzie można nabyć wyjątkowe przedmioty.

Załącznik:
Eat well, travel often.JPG
Eat well, travel often.JPG [ 160.38 KiB | Obejrzany 1039 razy ]


Na promenadzie Ocean Front Walk tyle się dzieje i człowiek doświadcza tylu emocji, no naprawdę wow! Chwilkę przystanęliśmy przy legendarnej siłowni Muscle Beach, w której ćwiczył m.in. Arnold Schwarzenegger i przy Skateparku. Są znaki o bezpłatnym wifi, ale nie udało nam się przyłączyć do sieci. Złapaliśmy Internet przy Starbucksie.

Załącznik:
Venice Suits.JPG
Venice Suits.JPG [ 167.9 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Venice Beach.JPG
Venice Beach.JPG [ 195.59 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
venice beach2.JPG
venice beach2.JPG [ 192.12 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Titanic.jpg
Titanic.jpg [ 193.59 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
przychodnia.JPG
przychodnia.JPG [ 157.19 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Muscle Beach.jpg
Muscle Beach.jpg [ 80.22 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Skatepark.JPG
Skatepark.JPG [ 115 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
Skatepark2.JPG
Skatepark2.JPG [ 92.64 KiB | Obejrzany 1039 razy ]

Załącznik:
advice man.JPG
advice man.JPG [ 175.86 KiB | Obejrzany 1039 razy ]


Uber i ekstremalnie szybkie zakupy w Macy’s. W Stanach zawsze dobrze jest choć godzinkę zagospodarować na zakupy, ponieważ niektóre towary można dorwać w wiele niższych cenach. My mieliśmy dosłownie pół godziny na shopping w kilkupiętrowym domu towarowym. Niestety nie było dobrych cen, tzn. wiedzieliśmy, że Macy’s nie jest jakąś najtańszą opcją, ale nie mieliśmy wyboru. Zdecydowała lokalizacja blisko lotniska.

Pod Macy’s jest też „przystanek” dla Uberów. W końcu trafił nam się miły kierowca. Po stylu jazdy od razu widać było, że jest lokalsem.

Sprawne security na lotnisku. Był to dzień przed rozdaniem Oscarów, więc mieliśmy nadzieję na dorwanie jakiejś sławy, ale niestety nie wyszło. Lot Dreamlinerem Virgin Atlantic ok, ale nie był już tak wyjątkowy jak lot LHR-HKG. Wszystko jednak zależy od ludzi, których się spotyka. I albo ktoś wykonuje swoją pracę z pasją, albo nie. Różnica jest ogromna.
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#29 PostWysłany: 22 Kwi 2019 11:27 

Rejestracja: 01 Lip 2012
Posty: 114
Loty: 14
Kilometry: 90 771
niebieski
Super się czyta! Tym bardziej, że robiliśmy to niemalże równolegle spotykając się m.in. w HKG po przylocie i potem na Raro :) Pozdrawiamy!
Góra
 Profil Relacje PM off
regulartraveler lubi ten post.
 
      
#30 PostWysłany: 22 Kwi 2019 11:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3571
HON fly4free
Troszkę czepialstwa:

"Mnóstwo sklepików i straganów z tendencyjnymi, acz w miarę dobrze wykonanymi pamiątkami"

Czy owe pamiątki nie były raczej tandetne :D ?
Jeśli jednak były tendencyjne, to ciekaw jestem, w czym się to przejawiało :D

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off
olajaw lubi ten post.
 
      
#31 PostWysłany: 22 Kwi 2019 19:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
-- 22 Kwi 2019 19:41 --

Złoty napisał(a):
Super się czyta! Tym bardziej, że robiliśmy to niemalże równolegle spotykając się m.in. w HKG po przylocie i potem na Raro :) Pozdrawiamy!


Hej! Tak, pamiętamy Was i bardzo serdecznie pozdrawiamy :) Cieszę się, że relacja Wam się podoba. Do zobaczenia w czasie następnych podróży! :)

-- 22 Kwi 2019 19:56 --

tropikey napisał(a):
Troszkę czepialstwa:

"Mnóstwo sklepików i straganów z tendencyjnymi, acz w miarę dobrze wykonanymi pamiątkami"

Czy owe pamiątki nie były raczej tandetne :D ?
Jeśli jednak były tendencyjne, to ciekaw jestem, w czym się to przejawiało :D

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka


Dla mnie to nie jest czepialstwo :) Moim zdaniem, tandetny było relatywnie mało. Pojawiało się rękodzieło, np. grafiki, akwarele, ciekawe graffiti, ozdoby z drewna. Nie zauważyłam szklanych kul ze srebrnym pyłkiem albo obrazków z piaskiem w środku ;)
Tendencyjny w znaczeniu jednostronny, powtarzalny, oklepany. Szeroko wykorzystany motyw Route 66, Pacific Rim albo czaszki (to głównie przez Meksykanów). Generalnie do przewidzenia :)
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#32 PostWysłany: 25 Kwi 2019 12:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
24.02

Wylądowaliśmy w Londynie. Czas na pożegnanie zarówno z rodziną, jak i współtowarzyszami podróży z forum fly4free. Kolejna porcja jet lagu przed nami. Bezpośrednim autobusem National Express dojechaliśmy do LTN. Kierowcą był bardzo sympatyczny i pomocny Polak :) Na Luton byliśmy 3 h przed odlotem, które spędziliśmy w business lounge. W saloniku jest prysznic i można zjeść w miarę ciepły posiłek. Lot do Gdańska bezproblemowy i o 1 w nocy zameldowaliśmy się po 16 dniach w domu.

Załącznik:
landing.JPG
landing.JPG [ 80.29 KiB | Obejrzany 957 razy ]

Załącznik:
lądowanie w Londynie.JPG
lądowanie w Londynie.JPG [ 95.17 KiB | Obejrzany 957 razy ]


Kilka słów na koniec :)

Do tych, którzy są przed swoim RTW i zastanawiają się, czy warto.

RTW w kilkanaście dni jest opcją dla ludzi, którzy mają ograniczenie w stylu: praca i nie mogą pozwolić sobie na dłuższy wyjazd. I tu się rodzą pytania, czy nie lepiej byłoby pojechać w jedno miejsce i lepiej je poznać, a przy okazji połączyć zwiedzanie z odpoczynkiem. Bo przecież tyle lotów i ciągłe zmiany hoteli męczą, a żadnego miejsca tak naprawdę dobrze się nie pozna. Muszę przyznać, że miałam pewne obawy, ale okazało się, że jest zupełnie inaczej. Taka podróż to jest niesamowity detoks dla naszego umysłu. Intensywność wyjazdu powoduje, że wracamy w stanie, jakbyśmy byli wiele miesięcy w podróży. Nagle wszystkie wcześniejsze problemy stają się błahe. Może taki wyjazd troszkę nas zmęczy fizycznie, ale psychicznie wrócimy całkowicie odmienieni. Dobrą opcją są nocne loty, gdyż oszczędzamy na noclegach, nie tracimy czasu w dzień i jeszcze możemy odpocząć w samolocie. A jeśli chodzi o pobieżne poznanie różnych miejsc, to my na przykład wiemy teraz, gdzie musimy koniecznie wrócić :)


Do tych, którzy odbyli już podróż RTW

Uzależnia, prawda? ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
      
#33 PostWysłany: 25 Kwi 2019 20:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
Jeszcze podsumowanie finansowe :) Oczywiście można zorganizować taki wyjazd wiele taniej, rezygnując z atrakcji typu rafting, Hobbiton itd., ale też drożej, decydując się na loty szybowcem, skoki ze spadochronem i inne aktywności. Zestawienie nie zawiera jedzenia i drobnych wydatków.
Udanej majówki, Forumowicze! :)
Koniec
Załącznik:
podsumowanie wydatkow.JPG
podsumowanie wydatkow.JPG [ 167.4 KiB | Obejrzany 852 razy ]


Ostatnio edytowany przez regulartraveler, 25 Kwi 2019 21:00, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#34 PostWysłany: 25 Kwi 2019 20:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3571
HON fly4free
Rozliczenie niczym u dawno tu niewidzianego kolegi @przemos74 :)

Dziękujemy za jakże udaną "przejażdżkę" :D
Góra
 Profil Relacje PM off
regulartraveler lubi ten post.
 
      
#35 PostWysłany: 29 Kwi 2019 15:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1866
Loty: 577
Kilometry: 1 419 216
złoty
Jestem, jestem i śledzę na bieżąco poczynania innych :) też robiłem tę trasę, tylko lekko mnie poniosło i zamiast wrócić przez LAX zostałem nieco dłużej w tym regionie (oczarowany pięknem Aitutaki) :)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Profil Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
      
#36 PostWysłany: 13 Maj 2019 00:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 433
Loty: 6
Kilometry: 2 330
niebieski
regulartraveler napisał(a):
Co ciekawe, na Rarotondze działa browar. Ważą piwo, ale nie mają własnych butelek i można napić się piwka w butelce np. Heinekena :D Ja nie próbowałam, ale usłyszałam opinię: „piwo jak piwo, niczego nie urywa” :D Wszystko jasne :) Można ten browar zwiedzać.


Zasadniczo każdy można zwiedzać :) Piwo warzy się w wielu najdziwniejszych zakątkach świata i w nawet nam bliższych rejonach (Bałkany) czy Afryka jest problem z butelkami zwrotnymi, więc piwo pakuje się w co jest dostępne. Większe browary mogą sobie pozwolić na puszkę.

Przyjemnie się czytało, choć jak na raz to za dużo atrakcji dla mnie nowych. ;)

Koszty jedzenia akurat z własnego doświadczenia wiem, że robią różnicę w kosztach wyjazdu, tym bardziej, że nie jedliście chińskich zupek i konserw z Polski, ale jestem w stanie sobie to jakoś doliczyć do tych kosztów.

Wyprawa warta odbycia!
Góra
 Profil Relacje PM off
regulartraveler lubi ten post.
 
      
#37 PostWysłany: 16 Maj 2019 10:50 

Rejestracja: 16 Maj 2019
Posty: 1
To była świetna przygoda, pełna wrażeń, atrakcji, mnóstwa uśmiechu i śmiechu, dobrze na taki wyjazd mieć dobrą ekipę!!! :) polecam każdemu, kto się waha! Warto, choć raz przeżyć taką przygodę! Dobrze też mieć taką Agę - literatkę i takiego Maćka - reżysera
Góra
 Profil Relacje PM off
regulartraveler lubi ten post.
 
      
#38 PostWysłany: 16 Maj 2019 16:02 

Rejestracja: 17 Mar 2017
Posty: 12
@regulartraveler , ta cena biletów RTW za osobę c.a. 2500PLN to jakaś specjalna promocja, czy źle interpretuję tabelke ?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#39 PostWysłany: 18 Maj 2019 02:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Mar 2019
Posty: 22
Loty: 141
Kilometry: 314 107
niebieski
andrzej111 napisał(a):
@regulartraveler , ta cena biletów RTW za osobę c.a. 2500PLN to jakaś specjalna promocja, czy źle interpretuję tabelke ?


To był bardziej error fare, który pojawił się w czerwcu ubiegłego roku. Podaję link do posta na temat tych połączeń: londyn-rarotonga-wyspy-cooka-2375pln,232,129826&hilit=rarotonga
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#40 PostWysłany: 18 Maj 2019 20:52 

Rejestracja: 18 Maj 2019
Posty: 1
RTW mają niepowtarzalny klimat :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 40 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group