Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Sty 2014 22:29 

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 1786
Loty: 149
Kilometry: 196 315
HON fly4free
Zapraszam na krótką relację ze świątecznego wyjazdu na Litwę. To pierwsza tego typu relacja, jaką publikuję, więc proszę o wyrozumiałość :)

Wszystko w zasadzie zaczęło się… pod koniec czerwca, kiedy kupiłem bilety autokarowe na przejazd z Warszawy do Wilna na nocny kurs 26 grudnia. Przewoźnik – Simple Express – codziennie o północy wrzuca do systemu rezerwacyjnego bilety na swoje kursy pół roku w przód, przy czym pierwsze pięć biletów jest w promocyjnej cenie 12 zł. Kiedyś wymyśliłem sobie, że spróbuję kupić te bilety, chociaż wiedziałem, że nie będzie łatwo, bo bilety na atrakcyjne terminy (weekendy, święta, wakacje) rozchodzą się w kilka minut. Postanowiłem spróbować powalczyć o bilety na okres między świętami, a sylwestrem, gdyż jak się szczęśliwie składa jestem studentem, więc mam wtedy wolne. Zaskakująco łatwo udało się kupić bilety do Wilna, trzeba było jeszcze tylko postarać się o bilety powrotne. Początkowo planowałem dwudniowy pobyt w Wilnie: przyjazd 27 grudnia rano, jeden nocleg i kolejnego dnia wieczorem powrót. Dwa dni po kupieniu pierwszych biletów o odpowiedniej godzinie czekałem zatem przy laptopie na „moje” bilety. Tym razem tak gładko nie poszło, od razu jak bilety się pojawiły, były w standardowej cenie 72 zł. Albo jakiś ultraszybki superbohater kupił bilety w ciągu ułamków sekundy (odświeżałem stronę szybciej niż jesteś sobie to w stanie wyobrazić), albo Litwini mnie oszukali i tego dnia nie było promocyjnych biletów. Do teraz nie wiem. Początkowo chciałem powołać specjalną komisję, która wyjaśniłaby co tak naprawdę stało się z biletami. Potem doszedłem do wniosku, że jednak niby to nie tragedia i 72 zł za bilety zapłacę. Na koniec jednak w mojej głowie pojawił się rewolucyjny plan: spróbuję jutro kupić promocyjne bilety i jeśli się uda, to pojedziemy na jeden dzień dłużej. A jeśli się nie uda, to biletów w normalnej cenie prędko mi nie wykupią. Budżet wprawdzie miałem mocno ograniczony, wszak jestem biednym studentem, który nie pracuje, a i tak co chwilę gdzieś mnie niesie po świecie, ale inżynierski zmysł, umiejętność kalkulacji i szybka analiza zmieniającej się sytuacji sprawiły, że doszedłem do wniosku, że oszczędzone 60 zł na bilecie można przeznaczyć na dodatkowy nocleg na miejscu, a dzięki temu mogę być dzień dłużej na miejscu. No dobra, dzień później siadam do komputera (mogłem sobie pozwolić na tego typu marnotrawienie czasu, gdyż była sesja, a jak wiadomo studenci w sesji robią wszystko, żeby tylko się nie uczyć), odświeżam przeglądarkę, odświeżam. Wreszcie są! Bilety po 12 zł. Tym razem Litwini nie zawiedli, superbohater najwyraźniej przyspał. Gdy już się wydawało, że wszystko załatwione… padła polska strona Simple Express i długo nie wstawała. Gdy już się pogodziłem, że znów się nie udało, wszedłem na estońską stronę Lux Express, grupy do której należy SE zobaczyłem że można kupić „moje bilety” za 2,78 euro. OK, jesteśmy w domu, płatność zrobiona, bilety kupione. Koniec przygody z rezerwacją.

A zatem bilety Warszawa-Wilno-Warszawa kupione. Trzeba jeszcze jakoś do Warszawy dojechać, bo tak się składa, że mieszkam w Krakowie. Tu z pomocą przyjść musiał oczywiście Polskibus i bilety od 1 zł. Na pulę biletów na grudzień trzeba było trochę poczekać. Pojawiła się ona (z tego co pamiętam) na początku września. Niestety pojawiła się w fatalnym momencie, kiedy nie miałem dostępu do komputera. Kiedy zorientowałem się, że bilety są dostępne kosztowały już 20 zł w jedną i 25 zł w drugą. Doszedłem więc do wniosku, że wolę jechać do Warszawy pociągiem – znacznie szybciej, a i cena zbliżona. W międzyczasie robiłem rozeznanie na temat Wilna i czytając różne relacje, między innymi na forum fly4free, doszedłem do wniosku, że 3 pełne dni to sporo jak na to miasto, zwłaszcza że nie jestem fanem dogłębnego odwiedzania muzeów, jak niektórzy. Od samego początku w planach był wypad do Trok. Ponadto, postanowiłem skorzystać z rad i odwiedzić również Kowno, gdzie przystanek pośredni mają kursy Simple Express. Okazało się, że przewoźnik ten zabrania wsiadania do autobusu w Kownie, mają kupiony bilet Wilno-Warszawa. Jakaś zaćma w głowie sprawiła, że początkowo wydawał mi się to problem nie do przejścia. Na szczęście potem doznałem już tego cudownego oświecenia, że przecież nie muszę zwiedzać Litwy w kolejności Wilno-Kowno, lecz można zrobić to odwrotnie. Wszak nikt chyba na siłę mnie w autobusie nie zatrzyma, jak będę chciał z niego uciec w Kownie w drodze z Warszawy do Wilna. Odcinek z Kowna do Wilna planowałem więc pokonać lokalnym autobusem lub pociągiem.

Koniec listopada przyniósł miłą niespodziankę. Polskibus ogłosił dodatkowe kursy linii P6 z Krakowa do Warszawy i odwrotnie. A jak dodatkowe kursy, to i dodatkowe bilety od 1 zł. Udaje się kupić bilety dla dwóch osób w sumie za odpowiednio 7 i 11 zł z opłatą rezerwacyjną. Godziny niemal idealnie dopasowanie do kursów SE. Niemal, bo na przesiadkę w drodze powrotnej będziemy mieć 20 minut, w trakcie których trzeba dojechać z Dworca Centralnego na Metro Wilanowską. Teoretycznie raczej niewykonalne, zawsze w razie czego zostają pociągi. Jak było praktyce… czytajcie do końca :)

Trochę się rozpisałem nie o tym co trzeba, ale któż z forumowiczów nie lubi walki z systemami rezerwacyjnymi, czyhania na nowe pule biletów i planowania swoich podróży? No właśnie. Podsumujmy zatem plan wyjazdu:

26.12.2013 @ 17:00-21:55 @ Kraków – Warszawa @ Polskibus
26.12.2013 @ 23:05-06:50 @ Warszawa – Kowno @ Simple Express
29.12.2013 @ 22:30-05:40 @ Wilno – Warszawa @ Simple Express
30.12.2013 @ 06:00-10:55 @ Warszawa – Kraków @ Polskibus

W międzyczasie zarezerwowałem noclegi w hostelu w Kownie i w hotelu w Wilnie. O tym więcej w dalszej części opracowania.

Nadszedł 26 grudnia. Po świątecznym obiedzie w rodzinnym domu trzeba było spakować plecaki, dojechać do Krakowa, gdyż święta spędzaliśmy poza nim i oczekiwać na czerwoną „strzałę” w kierunku stolicy. Podróżujemy jak zawsze we dwoje, wraz z dziewczyną. Pierwsza niespodzianka już na krakowskim dworcu, gdzie na tablicy odjazdów, ani w rozkładach nasz kurs w ogóle się nie pojawił. Gdy 5 minut przed planowym odjazdem naszego autobusu nadal nie było w okolicy górnej płyty, skąd zwykł odjeżdżać PB poszedłem do informacji. Tam jednak napierał już mały tłumek ludzi z wydrukami rezerwacji na nasz kurs, więc ulga – nie jesteśmy sami. Okazało się, że autobus przyjechał punktualnie o 17:00 (czy przyjazd o godzinie planowanego odjazdu można nazywać punktualnym?), chociaż zatrzymał się na peronie, z którego miał odjeżdżać zupełnie inny autobus. Po małym zamieszaniu oddajemy bagaż i siedzimy w autobusie. Do Kielc jechało nim może 20 osób, w Kielcach natomiast autobus zaatakowały dzikie tłumy i wypełnił się do ostatniego miejsca, co było dla mnie dziwne, bo PB trochę już jeździłem na trasie P6 i nigdy nie widziałem kompletu pasażerów. Między Kielcami, a Warszawą stanęliśmy w sporym korku. Po szybkim rozeznaniu się przy pomocy wifi okazało się, że jakiś idiota przebiegał przez drogę (na tym odcinku droga ekspresowa, przebiegał kilkanaście metrów od wiaduktu, którym mógłby spokojnie przejść – dlatego idiota). Najpierw potrącił go jeden samochód, potem przejechało po nim jeszcze kilka i po człowieku. Na szczęście do najbliższego zjazdu nie było daleko, przejechaliśmy się kawałek po jakichś wioskach. Zajęło to może z 20-30 minut, na szczęście w tą stronę mieliśmy 70 minut na przesiadkę. Ostatecznie dojeżdżamy na Metro Wilanowską spóźnieni tylko 10 minut, bo kierowca wyraźnie starał się nadrobić opóźnienie. Odbieramy bagaż, kupujemy bilety na metro, również na powrót, żeby nie tracić czasu, którego i tak będziemy mieć za mało. Dojeżdżamy na przystanek Centrum, robimy szybkie rozeznanie, którędy będzie tu najszybciej dobiec za 4 dni i kierujemy się ok. 400 metrów w stronę przystanku Simple Express. Po kilku minutach oczekiwania najechał (sporo przed czasem) nasz autokar. Upłynęło jednak dobre 15 minut, zanim pasażerowie kończący podróż wyzbierali się i odebrali bagaż. Wreszcie zajmujemy nasze – a raczej jedno nasze, drugie nie – miejsce, gdyż okazało się, że mamy miejsca 6 i 9. Szczęśliwie jednak nie zgłosił się nikt, kto rościłby pretensje o swój numerek, mimo że napełnienie autobusu wynosiło ok. 85%. Swoją drogą dziwne, że autobus nie był pełny, bo już około miesiąc przed odjazdem na stronie przewoźnika nasz kurs widniał jako „sold out”.

W autokarze spożywamy kolację, zapoznajemy się z bajerami w autobusie, a mianowicie z tabletami z systemem rozrywki. Wifi przez cały ten kurs nie działało, więc dla mnie zabawa tabletem została zakończona, zanim się właściwie zaczęła. Jedyną fajną sprawą była możliwość śledzenia na mapce, gdzie aktualnie się znajdujemy, chociaż ta aplikacja też nie działała zbyt dobrze, twierdząc na przykład, że… cofamy się od miejsca przeznaczenia, gdyż ustawiona była trasa Wilno-Berlin, zamiast odwrotnie. Plan był taki, żeby w trakcie przejazdu się przespać i od samego rana ruszyć wypoczętym na zwiedzanie Kowna. Większość podróżników, którzy próbowali już czegoś takiego pewnie już się z tych słów śmieje, mi do śmiechu dzień później nie będzie. Zaraz za granicą kierowca zarządził 10 minut przerwy przy stacji benzynowej z – jak to dumnie zaznaczył – „free toilet”. Udało mi się przespać po drodze może góra ze 3 godziny, oczywiście z ciągłymi przebudzeniami. Najczęstszym ich powodem był niesamowicie irytujący dźwięk kierunkowskazu – kto jechał Simple Expressem z przodu autobusu wie o czym mówię. Autobus planowo miał jechać 6 godzin i 45 minut, dojechaliśmy ok. 20 minut wcześniej – uwzględniając zmianę czasu w Kownie była godzina 6:30. Mimo, że na tym przystanku wysiadały oprócz nas jeszcze 3 osoby, to problemów z zakończeniem tutaj trasy, mimo biletów do Wilna, szczęśliwie nie było, chociaż kierowca miał krzywą minę, ale raczej ze zmęczenia.

Odbieramy więc plecak i kierujemy się na główny kowieński pasaż, Laisves aleja (Aleja Wolności), gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg w Lux Hostelu. Za dwuosobowy pokój z łazienką dzieloną z drugim pokojem zapłaciliśmy 25 euro za jedną noc. Pokój rezerwowałem na bookingu ok. 3 tygodnie wcześniej. Lokalizacja tego obiektu jest idealna, a w środku jest rewelacyjnie – czysto, schludnie i nowocześnie. Do dyspozycji wspólna sala z komputerem i malutka kuchnia. Cały hostel ma tylko 8 pokoi, z czego zajęte w trakcie naszego pobytu były tylko 3 (tak wynika z mojego dochodzenia). Do hostelu doszliśmy z dworca pieszo w około 12 minut. Ponieważ nasza doba rozpoczynała się dopiero o 15:00, a było przed 7:00, byliśmy umówieni na telefon, żeby zostawić bagaż na czas spaceru po mieście. Po początkowych problemach (osoba, która odebrała znała tylko litewski) udaje się nam dogadać. Otrzymujemy kod do drzwi wejściowych, zostawiamy plecak, jemy śniadanie i wychodzimy na zewnątrz. Mimo, że zeszło nas do godziny około 7:45, na polu nadal było całkiem ciemno. W tak pięknych okolicznościach przyrody szliśmy przed siebie oglądając, fotografując i nagrywając m. in. Kościół św. Michała Archanioła, Katedrę św. Piotra i Pawła, kowieński ratusz, fajnie odnowione pozostałości zamku, seminarium, itd. Skoczyliśmy też zobaczyć Niemen. Tutaj nie będę się przesadnie rozwodził, poniżej kilka zdjęć.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Najciekawszą sprawą był fakt, że dopiero około 8:30 zaczęło się przejaśniać, a całkiem jasno było grubo po 9:00. Okrzyknęliśmy zgodnie ten fenomen nocą polarną, gdyż żadne z nas prawdziwej nocy polarnej nie widziało, ale Kowno było zdecydowanie najbliższe prawdy. W tym momencie pisania relacji sprawdziłem nawet na mapie, że to najdalej wysunięty punkt na północ w jakim byłem, bo jakoś zawsze mnie jednak ciągnęło w dotychczasowych podróżach na południe i na zachód (chociaż Ryga i Tallinn na kolejny rok już zaplanowane). Wracając jednak do Kowna, po obejściu Starego Miasta udaliśmy się do banku wymienić pieniądze, a następnie na zasłużoną kawę, bo oboje już zasypialiśmy. Następnie postanowiliśmy jeszcze zobaczyć coś, co przewodnik Pascala nazywał „dzielnicą rezydencji”, a mianowicie Zieloną Górę. Dotrzeć tam można pieszo lub kolejką szynową. Chociaż nazwa „góra” jest w tym przypadku wysoce przesadzona, to decydujemy się na tą drugą opcję – raz, że trzeba lokalnego folkloru spróbować; dwa, że zaczęło lekko padać. Wjazd kolejką w jedną stronę kosztuje 1 lita, czas przejazdu wynosi ok. minutę. Na szczycie stoi jakiś ogromny, brzydki kościół i supermarket w którym się zaopatrzyliśmy. Poszukiwanie rezydencji jest raczej walką z wiatrakami. Fakt, niektóre domy są w lepszym standardzie, niż „na dole”, ale do rezydencji im bardzo daleko.

Image

Image

W drogę powrotną ruszyliśmy już pieszo. Było ok. 13:30, a my już tak naprawdę mieliśmy cały nasz plan zrealizowany. Postanowiliśmy więc wrócić do hostelu na drzemkę, bo brak snu przeszkadzał coraz bardziej w normalnym funkcjonowaniu. Na miejscu czekał już jakiś chłopaczek, który przygotował dla nas pokój – trzyosobowy, bo w całym hostelu jest tylko jedna dwójka, i była już zapewne zajęta. Momentalnie zapadamy w dwugodzinny sen, a gdy obudził nas budzik, za oknem (notabene trafił nam się fajny widok na Laisves aleja) zobaczyliśmy… naszą ulubioną noc polarną! Na obiad zjedliśmy porcję sałatek, wędlin i innych dobroci, porwanych z domu ze świątecznego stołu, po czym poszliśmy na wieczorny (16:00!!!) spacer. Ze względu na dużą ilość choinek i świątecznych świecidełek nasza aleja naprawdę robiła wrażenie. Po kilkudziesięciu minutach chodzenia przypomniało nam się, że jednak nadal jesteśmy zmęczeni, więc kupujemy chipsy, wino i wracamy do naszego pokoju, gdzie konsumujemy wyżej wymienione, i – jak przystało na polarną noc – zapadamy w sen zimowy.

Kolejnego dnia wstajemy przed 8:00 (no litości – ile można spać!). Za oknem wiadomo, całkowicie ciemno. Ogarniamy się, sprzątamy, pakujemy i sprawdzamy rozkład pociągów. Akurat jakaś dwugodzinna luka w kursach, na pierwszy już nie zdążymy, na kolejny nie ma sensu czekać. Zatem idziemy na autobus. Po 15 minutach jesteśmy w budynku dworca, podchodzę do kasy oznaczonej jako „english” i proszę „two student tickets to Vilnius”, chociaż dobrze wiem, że z polskimi legitymacjami nie możemy ich kupić. Pani wyraźnie zdenerwowana językiem, którego użyłem, woła posiłki. Druga pani kasjerka wyjmuje katalog i pokazuje nam, że powinniśmy mieć europejskie legitymacje ISIC, tak jakbym tego nie wiedział. No cóż, to proszę normalne bilety, takie życie. Wszystkie ceregiele trwały tyle czasu, że do odjazdu autobusu zostało mniej niż 5 minut, system już nie pozwalał sprzedać biletów, więc dostaliśmy jasne polecenie „drajwer”. No dobra, to wbijamy do autobusu, widzę miłego pana z wąsem, który na pewno „nie english” i proszę „dwa student do Vilnius”. Panu kierowcy polskie legitymacje wystarczyły już w zupełności i ostatecznie za śmieszne 9 litów za osobę jesteśmy w autobusie do Wilna (przewoźnik TOKS, relacja Palanga-Wilno).

Koniec części pierwszej :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 14 Sty 2014 00:41 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1271
niebieski
Jak ktoś będzie, to warto zajrzeć do Katedry Świętych Piotra i Pawła w Kownie; w powyższej relacji drugie zdjęcie od góry; z zewnątrz do bólu nieciekawa, wnętrze zaskakuje ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 14 Sty 2014 13:29 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1271
niebieski
Kowno zupełnie nie dorównuje Wilnu, ale kilka rzeczy jednak spodobało mi się bardzo:

- to wnętrze Katedry Świętych Piotra i Pawła (zdjęcie nr 2 w powyższej relacji),
- bardzo długa (z 1,5 km), spacerowa, zadrzewiona (dwa szpalery drzew) aleja (Laisves) w centrum miasta, zakończona cerkwią Archanioła Michała (zdjęcie nr 1),
- ratusz staromiejski (zdjęcie nr 3) i drewniane budki telefoniczne na rynku staromiejskim,
- Dom Perkuna na starówce,
- Muzeum Diabłów, naprawdę warto, gratka dla etnografów; w niepozornym jakby biurowcu świetna ekspozycja przedstawień diabła, głównie z Litwy, ale i z całego świata, w tym z Polski (Boruta, Rokita); dokładnie opisane po litewsku i angielsku z odpowiednimi legendami; i to wszystko zebrane w zasadzie przez jednego człowieka Antanasa Żmujdzinoviciusa; budzi podziw,
- bardzo spodobał mi się barokowy klasztor kamedułów w Pożajściu (tak naprawdę to na przedmieściu, ale w granicach Kowna; można dojechać autobusem miejskim); pięknie położony na zalesionym półwyspie na tzw. Morzu Kowieńskim, zbiorniku spiętrzonym na Niemnie; przy okazji można się przekąpać albo poopalać (jest plaża),
- poza tym spodobało mi się, że Litwini są totalnie zakręceni na punkcie koszykówki; akurat były na Litwie Mistrzostwa Europy w koszykówce (2011 r.); to co się działo pod nową halą Żalgirisu Kowno, na wyspie na Niemnie, było doskonale słyszalne w moim hotelu, oddalonym o 2 km; ogromne pomarańczowe piłki pod głównymi zabytkami; dosłownie każda reklama telewizyjna (proszku, płatków, czegokolwiek) była z którymś z reprezentacyjnych koszykarzy; w supermarketach na działach spożywczych najdłuższe stoiska były nie z żarciem dla kotów, tylko z piłkami do kosza i innymi gadżetami z mistrzostw; akurat w telewizji pokazywali jak wcześniej w tym samym roku witali zaledwie "juniorską" reprezentację Litwy, która wygrała mistrzostwo świata. Plac Ratuszowy w Wilnie wypełniony był po brzegi. Młodzi koszykarze przyjmowani byli jak wielkie gwiazdy sportu.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 17 Sty 2014 14:30 

Rejestracja: 23 Lis 2013
Posty: 2
Zachęcająco to wszystko brzmi.. trzeba się zmobilizować i wybrać::)

____________________
Wejdz na stronę http://www.awbud.pl sprawdz nas!


Ostatnio edytowany przez bestdarin1458, 26 Lut 2014 13:38, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 17 Sty 2014 14:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Gru 2013
Posty: 193
Loty: 29
Kilometry: 29 080
Fajna relacja. Czekam na Wilno, bo jedziemy tam w połowie lutego oczywiście z SE. :)
_________________
http://www.cultureup.pl - kulturalne podróżne kulinarne

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 28 Sty 2014 21:56 

Rejestracja: 11 Lut 2012
Posty: 152
Planuje wypad do Kowna w te wakacje, i mam małe pytanie: myślicie, że 1 dzień wystarczy, żeby zobaczyć co ciekawsze rzeczy i po spacerować po mieście ?? (nie mówię tutaj o wchodzeniu do muzeów). W tamtym roku byłam podobnie w Wilnie (w sb od 7 do 22 ) i szczerze mówiąc miasto ładne, ale dzień mi w zupełności wystarczył. Zastanawiam się czy z Kownem będzie tak samo?

Zdaje sobie sprawę, że takie pytania są mało miarodajne - ponieważ są pewnie osoby, które mogły by pojechać do Kowna na tydzień i co dzień zachwycać się nową rzeczą, a są pewnie osoby, które pojadą na kilkanaście godzin i będzie to dla nich wystarczające.

Czasem się mówi "... jest fajne, ale na jeden dzień", czy "jednodniowy wypad do ..." i zastanawiam się czy Kowno do takich miast właśnie należy...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 28 Sty 2014 22:00 

W polskich miastach warto wchodzić do muzeów.
Góra
 PM off
Kamil lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 28 Sty 2014 22:11 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1271
niebieski
izuuu123 napisał(a):
Planuje wypad do Kowna w te wakacje, i mam małe pytanie: myślicie, że 1 dzień wystarczy, żeby zobaczyć co ciekawsze rzeczy i po spacerować po mieście ?? (nie mówię tutaj o wchodzeniu do muzeów). W tamtym roku byłam podobnie w Wilnie (w sb od 7 do 22 ) i szczerze mówiąc miasto ładne, ale dzień mi w zupełności wystarczył. Zastanawiam się czy z Kownem będzie tak samo?


moje, subiektywne zdanie jest takie, że bez wchodzenia do muzeów na Kowno wystarczy jeden dzień, na Wilno nie wystarczą trzy dni ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 28 Sty 2014 22:20 

Rejestracja: 11 Lut 2012
Posty: 152
dzięki za odp.
A może przedłużyć pobyt o jeden dzień i wyskoczyć za miasto ? - może, możesz coś polecić w okolicy warte obejrzenia ? <przyznaje się, że jeszcze nie miałam w ręku żadnego przewodnika>
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 28 Sty 2014 23:03 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1271
niebieski
izuuu123 napisał(a):
dzięki za odp.
A może przedłużyć pobyt o jeden dzień i wyskoczyć za miasto ? - może, możesz coś polecić w okolicy warte obejrzenia ? <przyznaje się, że jeszcze nie miałam w ręku żadnego przewodnika>


jeśli tak, to Kiejdany (Kedainiai); tak, tak, te z Potopu Sienkiewicza ;-) sam nie byłem; zabrakło czasu; ładna starówka; sporo zabytków sakralnych różnych wyznań: kościoły, cerkwie, zbory, synagogi, minaret; tak to kiedyś wyglądało w Rzeczypospolitej ;-) to rodzinne strony Czesława Miłosza (Szetejnie - Šeteniai)

http://www.visitkedainiai.lt/go.php/eng/English

Jadąc autobusem z Kowna na Szawle (Šiauliai) w godzinę można dojechać do Kiejdan:

http://www.autobusubilietai.lt/Popular- ... -Siauliai/
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 29 Sty 2014 14:04 

Rejestracja: 11 Lut 2012
Posty: 152
temat do przemyślenia :D
ale coś mi się wydaje, że jednak będzie opcja dwudniowa :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 09 Mar 2014 15:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2010
Posty: 112
niebieski
Widać sesja się przedłuża ;)
Dla zainteresowanych Wilnem i Trokami 2,5 dnia w Wilnie i 1 w Trokach.
Da się Wilno zobaczyć w 1 dzień. Nam tak się spodobał klimat tego miasta, zasmakowała kuchnia, alus i gira, że bez zwiedzania muzeów (byliśmy w jednym) nie starczyło czasu na kilka ciekawych miejsc.
_________________
Image
o naszych wyjazdach - Pacynkowe podróże
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 13 Lis 2014 21:46 

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 1786
Loty: 149
Kilometry: 196 315
HON fly4free
Z "delikatnym" poślizgiem zapraszam na drugą część relacji. Trzecia (ostatnia) pojawi się do końca tego tygodnia :)

Podróż do Wilna zajęła nam chyba 1,5 godziny, a może krócej, już nawet nie pamiętam. Zleciało szybko, bo chociaż autobus niepierwszej młodości, to wygodny i czysty. Z Kowna do Wilna całą drogę jedzie się autostradami, które są w całkiem dobrym stanie, chociaż… w pewnym miejscu na środku autostrady były przejście dla pieszych. Normalnie zebra, nie tam jakaś kładka. Po dotarciu na wileński dworzec udajemy się w stronę nieodległego hotelu Mikotel, w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg ze śniadaniem za równowartość naszych 120 zł. No właśnie... mieliśmy zarezerwowany, ale ostatecznie w nim nie spaliśmy. „Urocza” pani po czterdziestce na recepcji, najpierw poprosiła, żebyśmy chwilkę poczekali, po czym jak skończyła międlić pieczywo, znajdujące się w jej ustach, poinformowała nas, że mają overbooking i będziemy zmuszeni udać się na nocleg do hotelu Panorama. Początkowo byłem przerażony, bo studiując plan Wilna widziałem centrum handlowe o tej samej nazwie, delikatnie mówiąc w niedogodnym dla nas miejscu. Pani zapytała czy się cieszymy, jednak zanim skończyłem analizować tragedię, która nas spotyka, moja dziewczyna zapytała jak mamy tam dotrzeć. Okazało się, że hotel Panorama, znajduje się dwie ulice dalej. Wybierając hotel Mikotel, kierowałem się przede wszystkim (oczywiście poza ceną) bliskością dworca, bowiem najpierw w to miejsce przyjeżdżaliśmy z Kowna, następnie mieliśmy w planie wypad do Trok, a potem odjazd do Polski. Z Mikotelu do dworca było jakieś 200 metrów, z Panoramy – do której zostaliśmy przeniesieni, jak się okazało – 100 metrów. Hotel Panorama wyglądał dużo lepiej od planowanego miejsca noclegu, ciekawi mogą wpisać sobie obydwa w wyszukiwarkę na bookingu – różnicę widać wyraźnie. Z tego co się zorientowałem, bardzo dużo ludzi z rezerwacjami z jednego z nich, przenoszonych jest do drugiego, zatem można ryzykować rezerwację tańszego Mikotel i liczyć na nocleg w Panoramie.

Ok, koniec z tymi hotelami. Zostawiamy nasze plecaki i wracamy na dworzec autobusowy, skąd odjeżdżać miał nasz bus do Trok, którego rozkład sprawdziliśmy bezproblemowo na stronie internetowej. Po początkowych komplikacjach (był to bus do jakiejś innej miejscowości przez Troki w przeciwieństwie do 90% pozostałych, które kończą tam trasę, i z tego powodu odjeżdża z innego peronu niż reszta) płacimy za przejazd busem 6 LTL. Po ok. półgodzinnej podróży byliśmy u celu, na dworcu przypominającym mi z dzieciństwa polskie dworce. Wspomnienie raczej nieciekawe, więc nie zwlekając udajemy się na spacer po trockich uliczkach, wzdłuż jeziora w stronę zamku. Całe Troki to miasteczko położone tak naprawdę wzdłuż jednej ulicy, która wiedzie między dwoma jeziorami. W lecie pewnie jest bardzo urokliwie, bo nawet w tej grudniowej szarówie wyglądało to interesująco. Po drodze robimy zdjęcia drewnianej architektury, Kościoła Farny, jezior. Poniżej kilka fotek:

Image

Image

Image

Image

Po jakimś czasie niespiesznym krokiem docieramy do głównego celu wyjazdu – zamku. W jego okolicy staje się dosyć tłoczno od turystów, czego nie można było powiedzieć o pozostałej części miasteczka. Na zamek, położony na wyspie, dostać się trzeba z lądu dwoma drewnianymi mostkami, między którymi znajduje się jeszcze jedna wyspa. Całość z lądu prezentuje się rewelacyjnie. Robimy kolejne zdjęcia i wchodzimy do środka, gdzie mieszczą się rozmaite ekspozycje. Kupujemy wejściówki (bilet studencki 6 LTL) i rozpoczynamy zwiedzanie. Można wejść na dziedziniec, wyjść schodkami na wyższe kondygnacje i kolejnymi wejściami wchodzić do kolejnych sal, gdzie znajdują się kolejne wystawy. Jakieśtam obrazy, rzeźby, sztućce, meble, i inne takie. Nigdy nie lubiłem chodzić po takich miejscach, tym razem również nic nie powaliło mnie na kolana. No to czas na fotki zamku: od zewnątrz i wewnątrz.

Image

Image

Image

Image

Image

Po opuszczeniu zamku idziemy bulwarem wzdłuż brzegu jeziora. W tym momencie wyprawy nadszedł nas głód, więc przysiadamy na jednej z ławeczek i jemy kolejne świąteczne przysmaki. Należy wyraźnie zaznaczyć, że polskie wędliny zyskały niemałe uznanie wśród trockich kaczek i kaczorów. Wreszcie przyszedł czas powrotu do Wilna. Idziemy na dworzec, gdzie niestety (była sobota) musieliśmy ok. pół godziny poczekać na kolejnego busa. Wreszcie się pojawia, kupujemy bilety – o dziwo tym razem kosztowały 6,10 LTL i po jakimś czasie jesteśmy z powrotem na wileńskim dworcu. Wróciliśmy do hotelu, tam przez jakiś czas odpoczywaliśmy – trochę kilometrów jednak przeszliśmy, trochę czasu zmarznęliśmy. Korzystamy z dobrodziejstwa Panoramy – wifi. Wreszcie, już po zmroku (a jakże), idziemy na wieczorny rekonesans po litewskiej stolicy. Na pierwszy ogień oczywiście Ostra Brama, do której akurat mamy całkiem blisko. Następnie krótki spacer ulicą Didzioji gatve obok Kościoła św. Teresy, Pałacu Mostowskich, Ratusza, aż do Cerkwi św. Mikołaja. Trzeba przyznać, że to miejsce po zmroku robi rewelacyjne wrażenie, zwłaszcza w porównaniu do Kowna, które w ciemności tak urokliwe zdecydowanie nie jest. Polecam wszystkim taki spacer, a na zachętę parę zdjęć z tego wieczora.

Image

Image

Image

W drodze powrotnej do hotelu robimy małe zakupy na kolację w jednym z supermarketów, i niedługo później kładziemy się do spania, gdyż kolejny dzień będzie również intensywny.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 30 Sty 2015 19:50 

Rejestracja: 23 Wrz 2014
Posty: 1
Duże wrażenie zrobił na mnie zamek w Trokach http://aleksandrowozacisze.com.pl/wilno-i-zamek-w-trokach/Położony jest na wyspie, którego historia pamięta czasy księcia Witolda
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group