Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Sie 2017 13:41 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
Kilka miesięcy temu umieściłem na forum relację z rejsu wycieczkowego po Karaibach.
Zainteresowanych odsyłam tutaj: rejs-wycieczkowy-z-florydy-karaiby,210,105646

Powyższy rejs zakończył się w Fort Lauderdale a sama relacja w Miami, dokąd dotarłem tego samego dnia. Tam spędziłem kolejnych kilka dni, gdzie skorzystałem z okazji zobaczenia tego miasta oraz pobliskiego Miami Beach.

Zachęcony przez kilka osób chciałbym zamieścić tutaj relację z kolejnego rejsu, w który wyruszyłem po kilku dniach. Rejs rozpoczynał się w Miami a jego portem docelowym było San Pedro w okolicy Los Angeles. W ciągu 16 dni „zaliczyliśmy” po stronie atlantyckiej Cartagenę w Kolumbii, później przejście przez Kanał Panamski a następnie (już po stronie Pacyfiku) odwiedziliśmy porty w Kostaryce, Nikaragui, Gwatemali i Meksyku.

Szczegółowy plan rejsu wyglądał następująco:

Image

A tak wyglądało to na mapce (nie uwzględnia ona stopu w Corinto w Nikaragui):

Image

Rejs odbywał się na statku Norwegian Jewel należącego do amerykańskiego operatora Norwegian Cruise Line (NCL). Chociaż wydawałoby się, że nie jest to zbyt popularna w Polsce linia, ku mojemu zaskoczeniu na statku okazało się, że jest na nim całkiem spora grupa Polaków (chociaż w dużej części zamieszkałych na stałe za granicą).

Sam statek wielkością jest zbliżony do prezentowanej wcześniej Costa Deliziosy. Jest to typowy Panamax czyli statek o rozmiarach zbliżonych do maksymalnych, które pozwalają na przejście przez stare śluzy na Kanale Panamskim (nowe otwarte kilka lat temu umożliwiają już żeglugę większym jednostkom). Statek wszedł do służby w 2005 roku a ostatnią dużą modernizację przeszedł w 2014 roku. Posiada on 12 pokładów dostępnych dla pasażerów i wszystkie typowe dla statków tej wielkości atrakcje. Uczciwie muszę przyznać, że był utrzymany w bardzo dobrym stanie i do standardu trudno było się przyczepić. Więcej informacji na temat statku można znaleźć tutaj: http://www.vacationstogo.com/cruise_shi ... _Jewel.cfm

Zamieszczam jeszcze dwie fotki statku na początek (Norwegian Jewel to ten „uśmiechnięty” statek – uśmiech na dziobie jest charakterystycznym znakiem rozpoznawczym linii NCL – podobnie jak żółty komin na statkach Costy):

Image

Image

W Miami zlokalizowany jest największy port obsługujący statki wycieczkowe na Florydzie. W dniu, w którym wypływaliśmy w porcie cumowało 8 statków i trzeba przyznać, że ruch był w nim olbrzymi. Sam port położony jest stosunkowo blisko centrum miasta a dotarcie do niego nie stanowi dużego problemu – większość hoteli zapewnia płatne lub bezpłatne shuttle-busy obsługujące port . Jak w całych Stanach do dyspozycji jest również masa alternatywnych przewoźników: od taksówek zaczynając poprzez Ubera, Lyfta i niezliczoną liczbę firm obsługujących transfery.

Początek rejsu zasadniczo nie wyróżniał się niczym szczególnym. Do samego portu w Miami z miasta nie kursują środki komunikacji publicznej (wyłączając piętrowe autobusy turystyczne) ale dostaniem się tam nie powinno być najmniejszego problemu. Akurat hotel, w którym mieszkałem zapewniał możliwość zarezerwowania za 5 dolarów shuttle busa do portu. Biorąc jednak pod uwagę jaka jest skala działalności tego portu oraz ilość pasażerów codziennie rozpoczynających/kończących tam rejsy, domyślam się, że podobną usługę zapewnia większość hoteli w centrum Miami.

Sam port położony jest na wyspie „Dodge Island” połączonej z lądem mostem. Jest ona położona równolegle do grobli, po której biegnie droga łącząca Miami z Miami Beach. Tu widać Miami:

Image

…a tutaj już Miami Beach:

Image

Tradycyjnie przed portem czekała armia bagażowych, która odbierała od pasażerów bagaże i dostarczała je bezpośrednio na statek:

Image

Na pozór sprawiało to wrażenie chaosu ale w każdym chaosie zazwyczaj jest jakiś ukryty porządek – tak było też tutaj:-)

Kolejnym etapem była kontrola dokumentów i kontrola bezpieczeństwa przed wejściem do terminalu. Następnie trzeba było odstać swoje w jednej z trzech kolejek (pasażerowie z apartamentów oraz z najwyższymi statusami, pozostali statusowi i wszyscy pozostali). Przebiegało to bardzo sprawnie i po max. 15 minutach i ponownej kontroli bagażu podręcznego (tym razem nakierowanej praktycznie wyłącznie na wyszukiwanie napoi – na NCL nie można na pokład wnieść dosłownie nic w płynie i przez cały rejs było to bardzo rygorystycznie przestrzegane) trafiłem do dużej poczekalni, z której w grupach odbywało się wejście na pokład statku. W sumie od przyjazdu do portu do wejścia na statek minęła nieco ponad godzina.

Przed wypłynięciem zaliczyliśmy jeszcze obowiązkowe szkolenie na wypadek alarmu szalupowego. W odróżnieniu od Costy, gdzie od czasu katastrofy Costa Concordii traktuje się ten temat śmiertelnie poważnie tutaj odbyło się to z amerykańskim luzem i bez kamizelek ratunkowych. Każdy musiał się udać do miejsca określonego na karcie do kabiny (w moim przypadku była to jedna z restauracji), gdzie w sposób zbliżony do tego co każdy zapewne zaliczył przed lotem zaprezentowano jak się zakłada kamizelki ratunkowe oraz odczytano instrukcje awaryjne. Całość zajęła nie więcej niż 15-20 minut.

Image

Jako ciekawostkę mogę dodać, że sam rejs rozpoczął się z prawie dwugodzinnym opóźnieniem z bardzo banalnego jak się później okazało powodu: jeden z pasażerów w bagażu, który oddał przed wejściem do terminala miał paszport a kiedy się o tym zorientował (przy którejś kontroli) bagaż już był „w drodze” na statek. Jego odszukanie i zwrot przed terminal, żeby można było wyjąć paszport zajęły w sumie parę godzin – w efekcie czego wypływaliśmy z Miami już prawie w ciemnościach.

Image

Dzięki temu można było zobaczyć groblę do Miami Beach w nocnej scenerii:

Image

Image

Płynąc przez kanał minęliśmy niezliczone większe i mniejsze jednostki

Image

Image

…i tuż przed wyjściem na pełne morze mogliśmy rzucić jeszcze okiem na ciągnącą się w dal plażę Miami Beach…

Image

C.D.N.


Ostatnio edytowany przez greg2014, 30 Sie 2017 19:03, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Sie 2017 18:58 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
Jeszcze kilka słów na temat samego statku.

Większość statków we flocie NCL jest wielkością zbliżona do Norwegian Jewel, na którym płynąłem i oferuje podobne atrakcje (a czasem nawet układ – są to klony wykonane wg tego samego projektu różniące się szczegółami i designem). NCL ma też w swojej flocie kilka dużo (około 2x) większych jednostek (w Europie spośród nich najczęściej można spotkać Norwegian Epica), na których oprócz znacznie większej liczby pasażerów ulokowano też dodatkowe atrakcje (np. bar lodowy, kręgielnie, ściankę wspinaczkową a nawet coś na kształt namiotu cyrkowego z pokazami akrobatów).
Pierwsze kroki po wejściu na statek tak jak większość pasażerów skierowałem do bufetu. Jest on z krótkimi przerwami czynny praktycznie od 6 rano do 23 i oferuje bardzo duży wybór różnorodnych dań, którym naprawdę trudno coś było zarzucić. W stosunku do Costy, której rejs wcześniej opisywałem jest to zdecydowanie wyższa liga.

Image

Image

Image

Tradycyjnie dostępna była sporych rozmiarów i nieźle wyposażona siłownia (czynna od 6 do 23) oraz otwarte boisko posiadające niewielką widownię:

Image

Image

Image

Image

Image

Na statku było też sporych rozmiarów SPA (chociaż dla porównania tutaj z kolei Costa prezentuje znacznie wyższy poziom) udostępniająca oprócz całej masy nieziemsko drogich masaży, z których nie korzystałem również dostęp do strefy wellness. W strefie tej do dyspozycji pasażerów była część wspólna (damsko-męska), w skład której wchodziła wypoczywalnia z podgrzewanymi fotelami, otwartym tarasem i dużym wewnętrznym jakuzzi. Dodatkowo dostępne były - osobno dla mężczyzn i kobiet - strefa z saunami (sucha i mokra), jakuzzi, wypoczywalnią oraz toaletami i prysznicami. Dostęp do całej strefy wellnes był płatny (na tym rejsie 179 USD) i limitowany (praktycznie pod koniec pierwszego dnia rejsu nie było już dostępnych karnetów). Nie korzystałem z niej ze względu na rejon, w którym odbywał się rejs oraz spodziewaną pogodę ale doświadczenia z przeszłości co do takich miejsc mam bardzo dobre.
Kilka zdjęć ze strefy wellness:

Image

Image

Image

Image

Image

W ramach wycieczki po statku, można było również odwiedzić sąsiadujące z mostkiem kapitańskim pomieszczenie będące rodzajem „izby pamięci”. Były tam umieszczone informacje o odwiedzonych w przeszłości portach i pamiątkach z tych portów a także informacje o oficerach pracujących na mostku. Można było tam również pooglądać ekrany z aktualnymi mapami a także podejrzeć co się dzieje na samym mostku kapitańskim:

Image

Image

Image

Image

Skrzyżowaniem wszystkich dróg na statku były okolice recepcji, wokół której było zlokalizowane atrium z dwoma barami. Jeden z nich umieszczony na pokładzie nad recepcją pełnił również funkcję czynnej całą dobę restauracji serwującej proste pozycje z krótkiego menu (sałatki, hamburgery, fish&chips itp.) - tak na wszelki wypadek, jakby ktoś w środku nocy poczuł się głodny:-) Ze względu na świetnie zaopatrzony bar (m.in. kilkanaście rodzajów lanego piwa) cieszył się on zresztą cały czas bardzo dużym powodzeniem:-)

Image

Image

Image

W ciekawy sposób rozwiązana była sprawa zdjęć wykonywanych praktycznie na każdym kroku przez statkowych fotografów. Nie wiem jakie są doświadczenia innych ale ja mam często wrażenie, że są oni obecni wszędzie i chcą uwiecznić dosłownie każdego w każdych możliwych okolicznościach. Na większości statków, na których byłem wykonane zdjęcia są później dostępne w gablotach w określonym miejscu (zwykle takim, obok którego się często przechodzi) i kto chce może sobie je obejrzeć i kupić.

Na statkach NCL po modernizacji (w tym na NCL Jewel) jest to rozwiązane zupełnie inaczej. W momencie kiedy fotograf wykonuje komuś zdjęcie, prosi o podanie kodu z karty do kabiny. Później, gdy chcemy zdjęcie zobaczyć wybieramy się do punktu fotograficznego z szeregiem komputerów, gdzie wprowadzamy swój kod i możemy na ekranie zobaczyć „swoje” zdjęcia. Dzięki temu nie trzeba nic szukać a dodatkowo nikt inny nie ogląda naszych zdjęć w gablotach. Oczywiście jeśli komuś zdjęcie się spodoba dostaje je w tradycyjnej papierowej wersji z możliwością przesłania mailem wersji elektronicznej (nie muszę wspominać, że odpłatnie…). Ot taka ciekawostka…

Image

Z innych miejsc warto wspomnieć na statku o obowiązkowym (a jakże) kasynie, w którym zresztą w godzinach nocnych był zlokalizowany mini-bufet. Jakby jakiś gracz poczuł się głodny to nawet nie musiał opuszczać kasyna:-)

Image

Ważnym uzupełnieniem całości są połączone z barami loże (na Jewelu były trzy), w których koncentrowało się życie wieczorno-nocne, grała muzyka na żywo oraz organizowano dyskoteki i różnego rodzaje animacje a także teatr:

Image

Image

Image

Image

Jeśli chodzi o atrakcje wodne to położone były na najwyższym pokładzie w środkowej części statku i obejmowały dwa nieduże baseny, zjeżdżalnię oraz cztery jakuzzi.

Image

Image

Image

Image

Dla zainteresowanych były dostępne również biblioteka oraz pokój przeznaczony do gier planszowych i gier w karty.

Image

Ciekawostką na statkach NCL (spotkałem się z tym również na statku Holland America) była galeria obrazów. Co kilka dni zresztą odbywała się licytacja, która muszę przyznać, że cieszyła się całkiem sporym powodzeniem. Jak ktoś coś wylicytował to nie musiał tego pakować do bagażu – statek dostarczał obraz do domu:-)

Image

Co prawda na początku wspominałem o bufecie ale na koniec warto wspomnieć o pozostałych opcjach związanych z jedzeniem, które na statku było w mojej ocenie rewelacyjne. Oprócz wspomnianych alternatyw dla bufetu (mini-bufet w kasynie w nocy oraz całodobowy bar-restauracja z krótkim menu) dostępnych było kilka restauracji przy czym dwie z nich pełniły funkcje tzw. restauracji głównych i serwowały posiłki z menu (codziennie zmienianego) w czasie śniadań, lunchu i kolacji. Oprócz nich możliwe było również skorzystanie z osobnej restauracji specjalizującej się w kuchni azjatyckiej (z menu), która dostępna była zawsze w czasie kolacji a w czasie dni na morzu również w porze lunchu. Dla miłośników kuchni azjatyckiej dostępna codziennie była również spora sekcja bufetu z daniami tego typu. Wszystkie wspomniane dotychczas opcje wyżywienia zawarte były w cenie rejsu.

Dodatkowo na statku zlokalizowanych było kilka restauracji tematycznych, do których wstęp był dodatkowo płatny: bardzo wytworna restauracja specjalizująca się w kuchni francuskiej, restauracja włoska, tradycyjny stekhouse, restauracja brazylijska, restauracja sushi oraz restauracja japońska. W części z nich obowiązywała opłata cover chargé (ryczałtowa opłata za wejście bez względu na to co zamawiamy) w części zaś opłata była uzależniona od tego co wybraliśmy z menu.

Image

Image

Image

W odróżnieniu od niektórych linii, na statkach NCL kolacja nie jest podzielona na tury ani nie ma czegoś takiego jak przypisanie pasażera do stolika/godziny kolacji. Idziemy do restauracji wtedy kiedy jesteśmy głodni lub mamy ochotę i tam gdzie chcemy przy czym w restauracjach płatnych wskazana jest wcześniejsza rezerwacja (można ją załatwić przez aplikację dostępną w „statkowym” intranecie, telefon lub przed samą restauracją). Ponieważ na statkach NCL nie ma również czegoś takiego jak wieczory kapitańskie, galowe itp. to dress code jest również mało wymagający:

Image

Na Jewelu jedynie w restauracji francuskiej oraz jednej z dwóch restauracji głównych (Tsar – nazwa pochodziła od olbrzymich portretów carów i caryc rosyjskich oraz wszechobecnych zdobień utrzymanych w stylu rosyjskim) określono minimalne wymogi na czas kolacji (np. koszulka z kołnierzykiem czy pełne buty).

Ponieważ sam koncept NCL jest zbliżony na wszystkich statkach mam nadzieję, że powyższe informacji okażą się przydatne jeśli ktoś miałby okazję w przyszłości popłynąć tą linią.

C.D.N.


Ostatnio edytowany przez greg2014, 30 Sie 2017 20:01, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Sie 2017 19:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1049
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Totalnie nie mój klimat podróżowania (może kiedyś się to zmieni), ale czytam z zaciekawieniem. ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 30 Sie 2017 19:50 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
@igore - Tym bardziej jest mi miło:-) A tak na poważnie to oczywiście nie jestem wyznawcą jakiejś jedynie słusznej religii, która uważa, że tylko taka forma spędzania urlopu czy podróżowania jest właściwa a tych co uważają inaczej należy palić na stosie:-)
Ja zresztą również korzystam z innych (bardziej tradycyjnych) form podróżowania.
A kto wie...być może kiedyś spróbujesz i tego...
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 30 Sie 2017 21:42 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1556
złoty
@Greg2014 napisz cos wiecej po poziomie jedzenia. Napisales ze jest o wiele lepsze niz na Costa. Jakosciowo czy ilosciowo ?

Wysłane przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 30 Sie 2017 22:27 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
@brzemia - Różnica w jedzeniu między Costą a NCL dotyczy przede wszystkim różnorodności. Co do jakości wielkiej różnicy w mojej ocenie nie ma (może poza makaronami, które wydaje mi się, że zdecydowanie lepsze są na statkach Costy). A co do ilości...cóż - w obu przypadkach ilość jedzenia jest nie do przejedzenia:-)

Wydaje mi się, że w dużej części wynika to z różnych pomysłów obu linii. Costa reklamuje swoje rejsy jako "Włochy na morzu" i jeśli chodzi o kuchnię to dania włoskie zauważalnie przeważają nad pozostałymi. Również struktura pasażerska Costy jest taka, że dominują w niej pasażerowie z Europy zazwyczaj z nadreprezentacją Włochów i Francuzów - i kuchnia jest idealnie do tego dopasowana. Przykładowo kuchnia azjatycka na statkach Costy reprezentowana jest wyłącznie w ograniczonym zakresie w bufecie (chyba tylko na statku Costa Diadema jest osobna-płatna restauracja azjatycka). W normalnym menu dania kuchni azjatyckiej pojawiają się stosunkowo rzadko (podaję ją tutaj jako przykład ale to samo dotyczy np. steków brazylijskich czy sushi).

Z kolei NCL posiada zdecydowanie bardziej zróżnicowaną strukturę pasażerów - może z jakąś przewagą pasażerów z USA, Kanady i Australii. Cenią oni sobie z reguły różnorodność i możliwość spróbowania dań bardzo różnych kuchni co było widać z restauracjach tematycznych, które cieszyły się bardzo dużym powodzeniem (szczególnie stekhouse czy restauracja japońska, gdzie rezerwacje z reguły trzeba było robić dzień wcześniej).

Dodatkowo między obiema liniami jest duża różnica w dostępnych możliwościach dot. jedzenia w godzinach późnowieczornych/nocnych. Na statkach Costy z reguły jest to tylko pizza lub room-service (zresztą nawet bufet wieczorny nie jest tam czymś do końca traktowanym poważnie - co nie zmienia faktu, że jest niezły; podstawową formą kolacji na statkach Costy jest kolacja w restauracji, która wiąże się ze specyficznym ceremoniałem-również czasowym). Z rozmów z pasażerami amerykańskimi wiem, że dla nich jest to trudne do zaakceptowania - oni lubią mieć możliwość wyboru prawie o każdej porze, jedzenia w środku nocy itd. I pod tym względem statki NCL-a biją Costę o kilka długości. Takie mają nawyki i nawet ich rozumiem, że na urlopie chcą mieć coś do czego są przyzwyczajeni.

Podsumowując: różnica dotyczy przede wszystkim różnorodności i dużo większej możliwości wyboru pomiędzy kuchniami z różnych stron świata (nawet w ramach tego, co obejmuje cena za rejs - nie wspominając o dodatkowo płatnych opcjach). Jeśli chodzi o jakość samych dań to poza wspomnianymi makaronami, gdzie moim zdaniem wygrywa wyraźnie Costa wielkich róznic nie ma.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 30 Sie 2017 23:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lis 2012
Posty: 5000
złoty
Jak kształtowały się ceny w tym dodatkowo płatnych restauracjach?
_________________
Marzy Ci się wycieczka rowerowa po Hiszpanii? Zapytaj! Coś podpowiem ;)
Góra
 Relacje PM off
mashacra lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 31 Sie 2017 08:39 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
@namteH - nie korzystałem ale z tego co pamiętam to wejście do restauracji japońskiej Teppanyaki kosztowało 30 USD/os. a do brazylijskiej 25 USD/os.
Do tego doliczane były z automatu napiwki (18% powyższej ceny). Jeśli chodzi o restauracje 'a la karte' to najtańsza była restauracja włoska, najdroższa francuska i stekhouse.
Były też dostępne pakiety typu restauracja X+restauracja Y+restauracja Z - do wykorzystania w trakcie rejsu i ich ceny były dużo bardziej atrakcyjne, ale samych cen nie pamiętam.
Góra
 Relacje PM off
namteH lubi ten post.
mashacra uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 31 Sie 2017 10:01 
Czerwony raptus
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 7668
Loty: 15
Kilometry: 58 252
igore napisał(a):
Totalnie nie mój klimat podróżowania (może kiedyś się to zmieni), ale czytam z zaciekawieniem. ;)

Mam tak samo, ale od jakiegoś czasu czytam wszystkie relacje "rejsowe" na forum, i jestem już prawie namówiony ;)
Zrobić to raz i wiedzieć, że więcej nie będę chciał, jedyne czego się obawiam, to że familia zasmakuje i będzie trzeba co roku prowadzić negocjacje.
@greg2014 może jakieś podpowiedzi jak najtaniej wyrwać taki rejs OW? Świetna trasa się zapowiada :)
BTW nie miałeś dosyć pływania po poprzednim?
_________________
Dancehall Masak-Rah
Junior Stress - Za Mało Cichej Wody W Rzece
ImageImage
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 31 Sie 2017 10:03 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1556
złoty
Ja bylem w maju, zamowilem juz na grudzien ;)

Wysłane przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 31 Sie 2017 10:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3843
HON fly4free
Ja mam podobnie, jak @mashacra :)
Zdarzyło nam się chyba łącznie 3 lyb 4 razy być w szeroko rozumianym regionie karaibskim w wielkich "resortach", które (oprócz tego, że się nie przemieszczają :D ) oferują podobny styl wypoczynku. Za każdym razem mówiliśmy, że ok, ale nigdy więcej. Obawiam się, że podobnie mogłoby być z wycieczkowcami...
A co do relacji, to wyrazy uznania dla autora za wysiłek włożony w przekazanie nam tak wielu szczegółowych informacji.
Bardzo jestem jednak ciekaw, jak to wygląda cenowo?

Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 31 Sie 2017 11:03 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
@mashacra i @tropikey - Ja z reguły rezerwuję z dużym wyprzedzeniem w czasie jakichś promocji. W miarę możliwości robię to na poprzednim rejsie na statku bo wtedy jest jeszcze jakiś ekstra upust. Do tego korzystam z różnych mało popularnych wynalazków typu 'shareholders benefit', w ramach których w dużym uproszczeniu za posiadanie akcji jakiegoś operatora (operacja stosunkowo prosta do przeprowadzenia chociaż wiąże się z pewnym ryzykiem-jak to na rynkach finansowych :-) ) można dostać na statku darmowy kredyt do wykorzystania - np. na wycieczki. No i do tego dochodzą programy lojalnościowe, które zazwyczaj również dają jakieś benefity, z których niektóre nie mają dla mnie specjalnego znaczenia ale inne (np. kolejny kredyt do wykorzystania czy transport bagażu z domu do portu i z powrotem przez operatora) zdecydowanie tak. W zależności od ceny i długości rejsu, dodatkowe kredyty, które traktuję w uproszczeniu jako obniżkę ceny mogą stanowić nawet 20% wyjściowej ceny czyli sporo. Wykorzystuję te środki później na rejsie na to co i tak kupiłbym na statku - jakąś wycieczkę w fajne miejsce, gdzie zorganizowanie czegoś samemu jest problematyczne lub ryzykowne, na napoje czy jeszcze coś tam innego. Ale niestety złotej zasady na dobrą cenę nie ma-przynajmniej ja nie znam. Z dotychczasowych obserwacji wydaje mi się, że najlepsze ceny są poza sezonem wakacyjnym w danym rejonie, w przypadku rejsów repozycyjnych (gdy statek między sezonami zmienia całkowicie region-np. płynie z Europy do Brazylii) lub gdy początek i koniec rejsu są w różnych portach (ale to akurat nie dotyczy rejsów przez Kanał Panamski). Również nowe trasy, które operator wprowadza po raz pierwszy potrafią być relatywnie tanie (np. w tym roku rejsy Costy z Japonii w kilku wariantach czasowych; w przyszłym roku przypuszczam, że ta trasa będzie dużo droższa).

Według tej zasady mam zaplanowane wyjazdy na mniej więcej rok do przodu (najbliższy w listopadzie). Z drugiej strony na najbardziej popularnych trasach, gdzie jest dużo rotacji i miejsc czasem pojawiają się bardzo atrakcyjne oferty "last minute". Jak dotąd z nich nie korzystałem bo trudno to planować ale zjawisko na pewno istnieje.

Zgadzam się zresztą z @tropikey - ja na pierwszy rejs popłynąłem kiedyś w sumie prawie przypadkiem...
A co do tego czy nie miałem dość - myślę, że gdyby te dwa rejsy odbywały się jeden po drugim (bez kilkudniowej przerwy w Miami) to być może byłoby to męczące. Wyszedłem jednak z założenia, że jak już lecę taki kawał świata to chcę też coś więcej zobaczyć a nie zaraz wracać do domu. Zresztą na tej trasie samo przejście przez kanał i porty były na tyle ciekawe, że rejs zleciał stosunkowo szybko.

@brzemia - a gdzie się wybierasz w grudniu ?


Ostatnio edytowany przez greg2014, 31 Sie 2017 11:32, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
mashacra lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 31 Sie 2017 11:08 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1556
złoty
Itaka organizuje wyspy kanaryjskie i madera. Zabieram rodzicow bo zawsze chcieli to przezyc a jest to latwe do organizacji razem z przelotem itp.

Ja samodzielnie chce w przyszlym roku cos w azji.

Wysłane przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 31 Sie 2017 13:52 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
Kolejny dzień spędziliśmy na morzu w drodze do kolumbijskiej Cartageny. Morze było spokojne, pogoda cieplutka przy czym cały czas wiał przyjemny wiaterek. Dzień można było spędzić jak kto lubi - na lenistwie, korzystaniu z jakichś statkowych atrakcji oraz na integracji z innymi pasażerami poznanymi na statku.

Rano w teatrze miała miejsce prezentacja mająca przybliżyć to co przed nami – krótka informacja o portach i związanych z nimi informacjach praktycznych, wybranych wycieczkach oferowanych przez statek oraz organizacji samego przejścia przez Kanał Panamski (o tym napiszę bardziej szczegółowo w dniu, kiedy będzie to miało miejsce).

Image

Dla zainteresowanych w atrium zorganizowano pokaz przyrządzania sushi, który prowadzili kucharze z restauracji japońskiej (Teppanyaki). Podobne pokazy zresztą z różnych odcinków kuchennych prowadzone były co kilka dni (nie tylko podczas żeglugi na morzu) – dotyczyły zazwyczaj jakichś przystawek oraz deserów (np. świetnego Tiramisu).

Image

Po południu dla pasażerów-uczestników programu lojalnościowego NCL w jednej z loż zorganizowane zostało również spotkanie z kapitanem, który przedstawił najważniejszych oficerów oraz osoby odpowiedzialne za zarządzanie statkowym hotelem i rozrywkę na statku.

Image

Image

Spotkanie zakończyło się miłym akcentem – losowaniem wśród uczestników (losami były imienne zaproszenia, które dostał każdy z uczestników a które były odbierane przy wejściu na spotkanie) różnych giftów i usług oferowanych na statku – np. karnetu na korzystanie ze strefy wellnes, pakietów napojów, pamiątkowych koszulek, kubków itp. O dziwo szczęście uśmiechnęło się również do mnie – przypadła mi możliwość bezpłatnego skorzystania ze statkowej pralni (max. 20 sztuk odzieży) , z którego oczywiście nie omieszkałem skorzystać:-)

Image

Korzystając z ładnej pogody można było w końcu zażywać kąpieli słonecznej lub wodnej:-)

Image

Oczywiście dostępnych atrakcji i możliwości było dużo więcej.
Ja nie ukrywam, że sporą część dnia spędziłem z poznaną na statku ekipą Polaków, z którą bardzo szybko się zintegrowaliśmy. Dla zainteresowanych dostępnymi możliwościami dołączam skan gazetki pokładowej z tego dnia. Da ona ogólny pogląd jakie są dostępne możliwości wykorzystania czasu i co oferował statek w trakcie dnia na morzu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 31 Sie 2017 21:50 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
Kolejnego dnia rano dotarliśmy do Cartageny w Kolumbii.

Na początek ciekawostka: czy poza kwestiami turystycznymi jest jakiś powód dla których na drodze naszego rejsu pojawiła się Cartagena.

Otóż jak się okazuje jest chociaż trudno w niego uwierzyć...

W 1886 roku w USA przyjęto akt prawny obowiązujący do dziś pod nazwą "Passenger Vehicle Services Act", zgodnie z którym, aby jakiś statek pasażerski pod obcą banderą (a takim był Norwegian Jewel - ze względów podatkowych jest zarejestrowany na Bahamach) mógł podróżować pomiędzy dwoma różnymi portami amerykańskimi, musi on mieć po drodze postój co najmniej w jednym porcie uważanym jako "odległy" (rozumiany jako leżący poza Ameryką Północną, w tym zdecydowaną większością wysp na Karaibach, Bahamami czy Bermudami) i nie leżący na bezpośredniej trasie pomiędzy portem początku i końca rejsu. Ponieważ w naszym przypadku żaden z portów w Meksyku/Panamie oraz w krajach na wybrzeżu Pacyfiku nie spełniał tego warunku - podobnie jak postój w portach karaibskich, stąd w naszym planie podróży pojawiła się Cartagena, która faktycznie jest trochę "nie po drodze". Co ciekawe akt ten obowiązuje do dziś i faktycznie jeśli ktoś chciałby się nieco potrudzić i sprawdzić trasy rejsów pasażerskich z USA do USA biegnących przez Kanał Panamski to prawie zawsze znajdzie na nich właśnie Cartagenę lub będące wyjątkami w w/w ustawie porty w Arubie, Curacao lub Bonaire.

Jeśli jakiś statek o tym zapomni, jego armator musi zapłacić karę - aktualnie 300 USD za każdego pasażera. Jeśli kogoś zainteresuje ten dziwny akt prawny polecam lekturę choćby w Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Passenger ... ct_of_1886

Od tego dziwnego przepisu jest parę wyjątków ale żaden z nich nas nie dotyczył...tak więc odwiedziliśmy jak się okazało absolutnie tego wartą Cartagenę.

W zasadzie pełna nazwa tego miasta brzmi Cartagena de Indias chociaż mało kto używa nazwy innej niż po prostu Cartagena. Miasto ma ciekawą historię – zostało założone przez hiszpańskich konkwistadorów i służyło głównie jako port, z którego do Europy wyprawiano zrabowane w Ameryce Środkowe j i Południowej złoto, srebro i inne dobra. W tamtym czasie był to najważniejszy i największy ośrodek założony w Nowym Świecie.

Dziś jest to bardzo duży ośrodek miejski (ponad 1,2 mln mieszkańców), w którym w świetnej kondycji zachowała się zabudowa z czasów konkwisty. Poza starym miastem dominuje nowoczesna zabudowa typowa dla wielu dużych ośrodków miejskich.

Port, w którym zatrzymał się statek jest położony ok. 4km od starego miasta i w zasadzie jest to typowy port kontenerowy:

Image

Ze statku widać było praktycznie tylko kontenery, dźwigi i inny sprzęt portowy…a w oddali nową zabudowę miejską:

Image

Po zejściu ze statku czekała na nas pierwsza niespodzianka. Okazało się, że okolice terminala pasażerskiego (chociaż to nazwa mocno na wyrost – budynek miał nie więcej niż 300m2 i mieścił głównie wielki sklep wolnocłowy) to całkiem spore mini-zoo, z biegającymi i latającymi w zdecydowanej większości całkiem wolno wszelkiej maści tamtejszymi zwierzakami:

Image

Image

Image

Image

Z portu do miasta można dostać się na wiele sposobów – od taksówek zaczynając poprzez lokalne autobusy na tradycyjnej piechocie kończąc. My zdecydowaliśmy się na tę ostatnią opcję ze względu na niedużą odległość oraz możliwość przyjrzenia się bliżej tutejszym klimatom.

W drodze powrotnej korzystaliśmy już z autobusu chociaż – muszę przyznać, że to ciekawe doświadczenie biorąc pod uwagę jego totalne przepełnienie, nieprzestrzeganie elementarnych zasad bezpieczeństwa oraz brak jakichkolwiek zdefiniowanych przystanków:

Image

Nie mieliśmy tutejszej waluty ale jednodolarowy banknot załatwił sprawę:-)

Po około 15 minutach spaceru przed nami ukazała się jedna z głównych atrakcji Cartageny – twierdza San Felipe de Barajas. Już same jej rozmiary porażają. Warto wiedzieć, że jest to największa wybudowana twierdza obronna w całej Ameryce Południowej . Powstała na początku XVII wieku, była później jednak wielokrotnie rozbudowywana tworząc ostatecznie wielopoziomowy labirynt fortyfikacji.

Image

Image

Image

Image

Warto dodać, że twierdza powstała w celu obrony przed Anglikami, których flota regularnie atakowała miasto (zdobył je zresztą w którymś momencie sam Francis Drake, którego ponoć ostatecznie przekupiono, aby nie zrównywał go z ziemią). Chyba spełniła swoją rolę bo nie została nigdy zdobyta przez żadnego agresora (a oprócz Anglików aspirowali do tego również Francuzi).

Z fortecy San Felipe jest stosunkowo blisko do starego miasta. Jest ono do dziś ufortyfikowane – praktycznie w całości otacza jest całkiem dobrze zachowany mur:

Image

Głównego wejścia na Stare Miasto strzeże monumentalna Wieża Zegarowa…

Image

…za którą można zobaczyć najstarszą część miasta – Plaza de La Paz z pobliskim ratuszem oraz pomnikiem założyciela miasta – Pedro de Heredia.

Image


Całe stare miasto jest bardzo kompaktowe i łatwe do pieszej eksploracji.
Wśród miejsc wartych zobaczenia są w szczególności konwent św. Piotra Claver – pierwszego świętego w Ameryce

Image

Warto w ogóle poświęcić trochę czasu na spacer między wąskimi uliczkami oraz placami starej Cartageny – są niezwykle urokliwe i w wielu miejscach przypominają stare miasta Hiszpanii czy Włoch:

Image

Image

Image

Można również obejść miasto ścieżką na starych murach miejskich:

Image

Na miejskich placach można zobaczyć również różne dziwne pamiątki po przeszłości, np. fotel dentystyczny. Nie wiem z jakich czasów pochodzi ale nie chciałbym chyba być wtedy pacjentem ówczesnego „dentysty” :-)

Image

Na koniec polski akcent:

Image

Jak się później okazało, Papież-Polak jest do dziś niezwykle popularny w całej Ameryce Środkowej i mieliśmy okazję zobaczyć jeszcze wiele jego pomników oraz usłyszeć różne wspomnienia z jego wizyt.

Oczywiście stare miasto w Cartagenie stanowi jedynie niewielką część obecnej aglomeracji – aby się o tym przekonać warto rzucić okiem choćby na Google Maps.

Po kilku godzinach zwiedzania miasta silny upał dał nam mocno w kość. Wróciliśmy na statek w samą porę – na niespełna godzinę przed wypłynięciem w kierunku Kanału Panamskiego:

Image

C.D.N.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 01 Wrz 2017 18:09 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
Następnego dnia po wyjściu z Cartageny zaplanowane mieliśmy przejście przez Kanał Panamski.

Dla zainteresowanych poprzedniego dnia (był to drugi dzień na morzu-przed wizytą w Cartagenie) miała miejsce projekcja filmu dokumentalnego nt. historii budowy Kanału oraz perturbacji związanych z kwestiami zarządzania tą wielką inwestycją już po jej zakończeniu. A w dniu w którym byliśmy w Cartagenie w recepcji pojawiła się dokładniejsza informacja jak czasowo będzie wyglądało przejście przez Kanał:

Image

Warto w tym miejscu wspomnieć, że Kanał Panamski nie przebiega w całości na poziomie oceanu. Tak pierwotnie chcieli go zbudować Francuzi (ci sami, którzy w ten sposób zbudowali Kanał Sueski) ale w praktyce okazało się, że w górzystym i skrajnie nieprzyjaznym pogodowo rejonie Panamy konieczne byłoby wykopanie (a w zasadzie wykucie w skale) rynny głębokiej w niektórych miejscach na ponad 100 metrów. Biorąc pod uwagę planowaną długość kanału w tamtych czasach zostało to uznane za niewykonalne (co skończyło się zresztą bankructwem francuskiej kompanii).

Amerykanie, którzy przejęli budowę zdecydowali o budowie pełniących funkcję „wind” śluz oraz sztucznego jeziora w środkowej części kanału. W ten sposób płynąc od Atlantyku do Pacyfiku, po stronie Atlantyku powstał kompleks śluz Gatun, dzięki któremu statek jest podnoszony do poziomu sztucznego jeziora o tej samej nazwie. Po stronie Pacyfiku odbywa się odwrotna operacja, z tym że tutaj ma ona miejsce w dwóch krokach – najpierw na śluzie Pedro Miguel a później na śluzie Miraflores. Po opuszczeniu śluzy Miraflores statek osiąga poziom Oceanu Spokojnego. Wszystkie wspomniane śluzy oddane zostały do użytku ponad 100 lat temu i służą do dziś. Dodatkowo całkiem niedawno bo w 2016 roku otwarte zostały nowe śluzy położone równolegle do dotychczasowych, które umożliwiły zwiększenie przepustowości kanału jak również dopuściły śluzowanie większych jednostek. Nowe śluzy noszą nazwy Aqua Clara (po stronie Atlantyku) oraz Cocoli (po stronie Pacyfiku). Istotną różnicą jest to, że po stronie Pacyfiku śluzowanie odbywa się w jednym kroku a nie tak jak na starych śluzach – na dwa razy.

Poniższy schemat (źródło: Wikipedia) pokazuję precyzyjnie położenie śluz i przebieg samego kanału:

Image

Z informacji, która pojawiła się w recepcji wynikało, że nasz statek będzie przechodził z wykorzystaniem starych śluz. Wejście do śluzy Gatun zostało zaplanowane na 8:45 rano, wyjście z ostatniej śluzy Miraflores o 17:30.

Na koniec warto wspomnieć o tym jak precyzyjną operacją jest wejście i wyjście ze śluz. Maksymalny rozmiar statku, który może do nich wejść to 294,1 m (długość) i 32,3 m (szerokość). Nasz statek miał dokładnie takie rozmiary i faktycznie w trakcie przejścia było widać, ze cała operacja odbywa się na centymetry.

Po tym wstępie, w następnej części wrzucę więcej informacji i zdjęć już z samego przejścia przez kanał.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 01 Wrz 2017 18:41 

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 928
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
Greg2014 , czy w NCL są pakiety na drinki jak np w MSC czy po prostu za każdy drink płacisz osobno?
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 01 Wrz 2017 21:28 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
@samaki9 - Gdy rezerwowałem rejs w NCL była akurat promocja, w której w bonusie dostawało się do wyboru: all inclusive na napoje, nielimitowany wstęp do płatnych restauracji, jakiś pakiet internetu lub anulację napiwków. Wybrałem napoje w związku z tym problem płacenia za nie miałem prawie z głowy. Prawie bo ten AI (w NCL są różne typy AI) nie obejmował z nieznanych powodów kawy w barze koło atrium (ale tylko w tym jednym, żeby było ciekawie) i podczas postoju w porcie w Miami napoje były gratis ale amerykańskie podatki były naliczane (piszę dla porządku - były to drobne kwoty). Poza tym pakiet AI obejmował wszystko co było w barach i restauracjach - do jednostkowej ceny 15 USD. Jeśli coś było droższe (z reguły jakieś wódki i whisky premium/super premium) - płaciło się tylko nadwyżkę. Pakiet AI nie obejmował z kolei tego co jest w kabinach w minibarkach.

Generalnie przy rezerwacji w NCL przez kanały europejskie (strona ncl.eu lub unijne biura podróży) tego typu lub nawet bardziej atrakcyjna promocja trwa prawie cały czas. Aktualnie oprócz AI obejmuje również butelkowaną wodę (litr na dzień), tę specjalną i jedyną kawę w barze koło atrium:-), napiwki i jakieś pakiety dot. restauracji płatnych-w promocji dostaje się wszystkie te bonusy razem. Czasem jest też dorzucany pakiet na wycieczki (np. 50 USD na każdy odwiedzany port). Co do zasady tą niekończącą się promocją objęte są wszystkie kabiny z wyjątkiem gwarantowanych (trzeba na to uważać) i prawie wszystkie rejsy w terminie 30 dni od zakupu i więcej. W last minutach często tego typu promocji nie ma. Niestety skutkiem ubocznym tego typu promocji są aktualnie dużo wyższe ceny w NCL niż gdy rezerwowałem ten rejs. Pocieszam się, że oni takie eksperymenty z pakietami wliczonymi w cenę już prowadzili jakieś 2 lata temu i okresowo ceny były wyższe/niższe - mam nadzieję, że teraz też za jakiś czas ceny u nich były rozsądniejsze niż teraz bo standard i trasy mają naprawdę świetne i chętnie bym się znowu gdzieś z nimi wybrał:-)

Poza tym na statku kupowanie pakietów jest możliwe ale ceny są wysokie - takie jak dla klientów amerykańskich (np. AI ok. 65 USD/dzień + 18% napiwku). Oprócz pełnego AI są również pakiety na softdrinki (cola, sprite itd.).
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 02 Wrz 2017 14:08 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 960
platynowy
No i dotarliśmy do Kanału Panamskiego:-)

Na początek trzeba powiedzieć, że podczas całego przejścia pogoda była iście piekielna. Wyłączając wieczór temperatura wynosiła praktycznie cały czas 40 stopni, a w godzinach południowych zbliżała się do 45 stopni. Towarzyszyła temu wilgotność 95% tak, że uczucie było jak w saunie parowej – brakowało jedynie pary i mgły:-) Trudno się teraz było dziwić, że budowa kanału pochłonęła tyle ofiar, które zmarły głównie wskutek kaprysów pogody oraz chorób – w tym przenoszonych przez tutejsze moskity…

Samo przejście było zorganizowane naprawdę perfekcyjnie.

Około 7 rano na statek wsiadła cała armia pilotów wraz z pracownikiem firmy zarządzającej kanałem, który przez cały dzień pełnił funkcję przewodnika-komentatora tego co się wokół nas dzieje. Najpierw zainteresowani mieli okazję wziąć udział w jego krótkiej prezentacji w teatrze a później komentarz był dostępny za pośrednictwem statkowego systemu nagłaśniającego. Dodatkowo w kabinach na kilku kanałach telewizyjnych był emitowany obraz z kamer ulokowanych w różnych miejscach statku w połączeniu ze wspomnianym komentarzem.

Tymczasem powoli rozpoczęliśmy podejście do kanału:

Image

Przejście przez Kanał Panamski jest jedną z niewielu okazji, kiedy pasażerowie mają dostęp do dziobu statku – jest to dobre miejsce do obserwacji i robienia zdjęć. Ze względu na piekielne warunki rozstawiono tam niewielkie zadaszenie oraz krzesełka a także cały dzień serwowano napoje chłodzące.

Image

Image

Samo przejście przez kanał można było obserwować zresztą również z wielu innych miejsc – najlepszymi z nich były (wyłączając balkony kabin) otwarta część bufetu na rufie oraz zacieniony pokład szalupowy. Dla tych, którzy mieli dość upału dostępna była loża panoramiczna na najwyższym pokładzie, z której również roztaczał się rewelacyjny widok:

Image

Można było również podejrzeć co w trakcie przejścia przez kanał dzieje się na mostku, na którym z reguły było więcej osób niż zwykle. Zazwyczaj na morzu są na nim 2-3 osoby, w czasie przejścia przez Kanał ich liczba dochodziła nawet do 10, z czego część stanowili panamscy piloci.

Image

Image

Zainteresowani mogli również na bieżąco śledzić to co się dzieje na elektronicznych mapach:

Image

Wraz z pilotami, około 7 rano do statku dołączyły 4 duże łodzie-holowniki (po dwie z każdej strony), które towarzyszyły nam przez całą drogę (mówiąc dokładniej nie było to te same łodzie – pierwsza grupa obsługiwała nas do pierwszej śluzy, potem ich rolę przejmowała kolejna czwórka, która już czekała za wyjściem ze śluzy itd. – same łodzie nie przechodziły przez śluzy).

Image

Podchodząc do pierwszej śluzy mogliśmy zobaczyć budowany nad Kanałem Panamskim od strony Atlantyku most. Aktualnie jedyne dwa istniejące mosty zlokalizowane są bardziej po stronie Pacyfiku, stąd komunikacja po stronie Atlantyku może odbywać się wyłącznie promami co jest niewydolne i utrudnia żeglugę przez sam kanał. Podpory mostu wznoszą się bardzo wysoko a po stronie południowej dodatkowo idą bardzo daleko wgłąb lądu:

Image

Zresztą cała konstrukcja i rozmiar przedsięwzięcia budzi szacunek:

Image

Image

Jak wspominałem wcześniej nasz statek przechodził przez stare śluzy pochodzące z początku XX wieku. Ponieważ rozmiar statku był praktycznie równy maksymalnemu dopuszczalnemu dla tych śluz, już operacja wprowadzenia statku do śluz była bardzo precyzyjna.

W miarę pokonywanej odległości szerokość drogi wodnej coraz bardziej się zwężała aż statek zbliżył się do samego podejścia do pierwszej śluzy – śluzy Gatun. Tam został on precyzyjnie „ustawiony” w torze wodnym przez towarzyszące nam holowniki:

Image

Wszystko to odbywało się już przy wyłączonym napędzie statku – za wprowadzenie statku do każdej śluzy odpowiadały służby kanału. W kolejnym kroku statek połączono linami holowniczymi ze specjalnymi lokomotywami, które wciągnęły statek do samej śluzy. Zajęte tym było w sumie 8 lokomotyw – dwie z każdej strony ciągnęły statek do przodu, a dwie z każdej strony stabilizowały jego tor ciągnąc go do tyłu. Synchronizacja lokomotyw i precyzja naprawdę nieprawdopodobna.

Image

Image

Ponieważ śluza jest pewnego rodzaju „windą”, lokomotywy musiały pokonywać takie samy różnice poziomów jakie docelowo pokona statek; stąd ich droga potrafiła być bardzo stroma (jak widać na zdjęciu pomagała im dodatkowa szyna zębata położona w środku toru:

Image

Warto przy tym wspomnieć, że wszystkie stare śluzy są parzyste, tzn. mogą się na nich jednocześnie (obok siebie) śluzować dwa statki. W praktyce często na jednej śluzie śluzowany jest statek z Pacyfiku na Atlantyk a na drugiej odwrotnie ale nie mają one takich ograniczeń. Jak będzie widać na dalszych zdjęciach na śluzie Pedro Miguel zarówno nasz statek jak również towarzyszący nam inny wycieczkowiec śluzowały się obok siebie w tym samym kierunku.
W odróżnieniu od starych śluz, nowe (otwarte w 2016 roku) są wyłącznie pojedyncze.

Podchodząc do śluzy można było zobaczyć otwierające się podwójne wrota, z których chwilę później wypłynął statek poruszający się w przeciwnym do nas kierunku:

Image

Sama śluza działa na podobnej zasadzie, z którą można się spotkać w wielu miejscach (np. na Mazurach) – jedyna różnica dotyczy jej olbrzymich rozmiarów:

Image

Na poniższym zdjęciu wykonanym z rufy statku widać już różnicę poziomów (widoczny w głębi poziom Atlantyku jest zauważalnie niżej-widać tam kolejny statek oczekujący na swoją kolejkę do śluzowania):

Image

Cała operacja przejścia przez śluzę trwa około 2 godzin, co w naszym przypadku (konieczne przejście przez trzy śluzy) zajęło to razem 6 godzin plus żegluga pomiędzy śluzami.
Po pokonaniu pierwszej śluzy wypłynęliśmy na jezioro Gatun (tak na marginesie: przez wiele lat było to największe sztuczne jezioro stworzone przez człowieka) pozostawiając za sobą śluzy o tej samej nazwie.

Image

Image

Image

Na jeziorze w wielu miejscach było widać stojące na kotwicy statki oczekujące na swoją kolejkę w śluzie lub przejścia przez kanał w stronę Pacyfiku:

Image

Dalsza droga prowadzi przez wspomniane jezioro a następnie przez wąski kanał, który tak naprawdę jest rynną wyciętą w skałach:

Image

Image

Image

Wzdłuż jeziora i kanału ciągnie się las tropikalny. Z komentarza przewodnika wynikało, że w praktyce jest on bardzo trudno dostępny dla ludzi a w okresie pory deszczowej praktycznie całkowicie niedostępny – pomijając już przy tym, że ze względu na drapieżniki jest on również niebezpieczny.

Image

Jedynym widocznym dziełem człowieka położonym wzdłuż kanału jest linia kolejowa, która łączy Panama City po zachodniej stronie z miastem Colon po stronie wschodniej:

Image

Co ciekawe jest ona wykorzystywana bardzo intensywnie do transportu kontenerów pomiędzy wybrzeżami i stanowi alternatywę dla przejścia przez kanał. Opłacalność tej operacji (jakby nie patrzeć najpierw na jednym wybrzeżu kontenery trzeba rozładować z jednego statku, później przewieźć je koleją i załadować na statek na drugim wybrzeżu) wynika z tego, że przejście przez Kanał Panamski nie należy do tanich (na jednym ze spotkań kilka dni później kapitan mówił, że przejście naszego statku kosztowało ok. 300 tys. USD). Dodatkowo przejście przez kanał było (i nawet po rozbudowie nadal jest) możliwe tylko dla jednostek o określonej wielkości, w związku z czym największe kontenerowce ani dawniej ani dziś nie mogły przez niego przejść. Faktycznie przez cały czas naszej żeglugi przez kanał ruch na trasie kolejowej (wyłącznie z kontenerami) był bardzo duży.

Końcowa część kanału jest wąska a dodatkowo w porze deszczowej jest do niego nanoszona wraz ze spływającymi ze zboczy opadami bardzo duża ilość ziemi i piasku. Z tego powodu z jednej strony w miarę upływu czasu kolor wody zmieniał się z błękitnej na zamuloną i błotnistą. Widoczne były również liczne jednostki zajmujące się cały czas pogłębianiem toru wodnego lub innymi pracami utrzymaniowymi.

Image

W godzinach popołudniowych dotarliśmy do śluzy Pedro Miguel. To w jej okolicy zlokalizowany był jeden z największych placów budowy związany z poszerzeniem Kanału Panamskiego. W jego wyniku powstała tutaj gigantyczna śluza Cocoli, która pełni tę samą funkcję co dwie stare śluzy a dodatkowo jest w stanie przyjąć znacznie większe jednostki. Na poniższym zdjęciu widoczne jest rozwidlenie drogi wodnej – nasz statek popłynął w kierunku starych śluz (na lewo), kanał po prawej stronie prowadzi do położonej równolegle śluzy Cocoli.

Image

Przejście przez śluzę Pedro Miguel odbyło się analogicznie jak w przypadku śluzy Gatun.
Poniższe zdjęcia prezentują stan tuż po wpłynięciu do śluzy i tuż przed wypłynięciem z niej – można na nich łatwo zobaczyć pokonaną różnicę wysokości porównując poziom lustra wody w stosunku do nabrzeża śluzy:

Image

Image

Po około pół godzinie po pokonaniu śluzy Pedro Miguel weszliśmy do ostatniej śluzy – Miraflores. Jest ona położna w pobliżu Panama City i stanowi jedną z atrakcji tego miasta. Budynek z lewej strony zawiera taras widokowy dla turystów, którzy chcą zobaczyć śluzowanie statku – z informacji przewodnika wynikało, że rocznie jest on odwiedzany przez kilkadziesiąt tysięcy osób.

Image

Gdy wychodziliśmy ze śluzy Miraflores na Pacyfik zaczynał się już zmrok:

Image

W oddali było widać światła Panama City ale nam nie było dane zobaczyć miasta – zaraz po wysadzeniu pilotów i wyjściu na pełne morze skierowaliśmy się na północ w kierunku Kostaryki.

C.D.N.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 02 Wrz 2017 17:46 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1556
złoty
Sluzy podwojne budowane byly w celu zaoszczedzenia ilosci wody potrzebnej do transportu. Zazwyczaj sluzowano w odwrotnych kierunkach a woda z gornej sluzy wplywala do dolnej a nie na zewnatrz. Widac teraz juz to nie ma znaczenia. Koszt sluzowania chyba przesadzony. Podobno panamaxy placa 100 tys dolarow i podobno tylko gotówką ;) czy w koszcie rejsu bylo jakos widać koszt przejscia przez kanał? W sumie 50$ na glowę wychodzi ;)

Budowany most wchodzi daleko w glab ladu bo podobno poziom sztucznego jeziora ma zostac podniesiony.

PS. Sluzy po stronie pacyficznej spowrotem was obnizaly?

Czekam na dalszy ciąg.

Wysłane przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group