Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Kwi 2014 01:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Niniejsza relacja będzie w pewnym stopniu nietypowa. W swojej pierwszej części zawiera parę słów i zdjęć opisujących jedną z rund Rajdowych Mistrzostw Świata 2010 - Rajd Jordanii. Kolejne odcinki będą poświęcone zwiedzaniu różnych atrakcji w Jordanii oraz wypadowi do Jerozolimy, podczas którego poznaliśmy co to arabska biurokracja:)

Co ciekawe, o organizacji wypadu do Jordanii zadecydował poniekąd przypadek W 2010 roku do kalendarza WRC wprowadzono częściowy system rotacyjny - przez to brak było Rajdu Acropolis, w którym jestem zakochany. Studiując rozpiskę rund i krajów rzuciłem szalony pomysł - Jordania. Początkowo reakcje "grupy wyjazdowej" były pełne niedowierzania ale w końcu udało się wszystkich przekonać - jedziemy!

Plan zakładał pobyt około 10 dniowy. 4 dni trwał rajd, a reszta miała być przeznaczona na zwiedzanie i poznawanie zupełnie dla nas nowych "okoliczności przyrody". Wyprawa w 5 osób. Przeloty śp. Malevem z Warszawy do Ammanu (przez Budapeszt) - 1600zł RT/osoba, odcinek BUD - AMM realizowany przez Royal Jordanian.

Dzień 0,5 - 1
Wylot z Warszawy późnym, wtorkowym wieczorem. Przylot do Ammanu w środku nocy z wtorku na środę. Na szczęście wypożyczalnia nie zawiodła i pan z wąsem czekał w hali przylotów ze stosowną karteczką z nazwiskiem. Nasza firma (Thirfty) nie miała swojego oddziału na lotnisku (zresztą w 2010 roku niewiele firm takowe tam miało), toteż wszelkie formalności załatwialiśmy prawie "na kolanie". Wszystko jednak przebiegło sprawnie, i już po chwili mogliśmy cieszyć się naszym Chevroletem Aveo - na 5 osób, no powiedzmy, że był ok :geek: Wsiadamy, zapinamy pasy, chcę odpalić...i nie bardzo mogę wyczuć sprzęgło - rzut oka na pedały i na lewarek i już wszystko jasne - automat:) Mimo, że zamówiony był manual. Ale w sumie kto widział w "Arabowie" sedana z manualną skrzynią? ;) Przy wyjeździe z lotniska kontakt z pierwszym arabskim obyczajem - jak najwięcej zarobić na kliencie - na lotniskach zwykle (przynajmniej przy X innych wypożyczeniach mi się inaczej nie zdarzyło) wypożyczalnie mają swoje sekcje na parkingach,a jeśli nie to parking jest opłacony. Nie w Ammanie - bilecik jest ale płacić trzeba jak wszyscy. Ale to drobiazg, choć warto pamiętać bo waluta parkingowa to dinary.
Z lotniska ruszyliśmy nad Morze Martwe. Już tego samego dnia pierwsze rajdowe emocje - odcinek testowy, czyli krótki odcinek o charakterystyce zbliżonej do trasy całego rajdu, na którym zawodnicy i mechanicy dokonują ostatnich korekt w ustawieniach samochodów. W skrócie - rozgrzewka:) Po drodze na jednym ze skrzyżowań, gdy stoimy i grzecznie czekamy na zielone, lewym pasem z sporą prędkością przelatują na czerwonym dwa samochody. Nawet pół ujęcia gazu. Taki obyczaj...w końcu raczej nic nie jechało z boku :twisted: Jadąc z Ammanu w stronę Morza Martwego teren stopniowo się obniża - ostatnie kilometry to już niemal karkołomny zjazd serpentynami na wykończenie hamulców i rąk. Po drodze mijamy dwa checkpointy. Żołnierze pytają gdzie i po co, a po odpowiedzi, że na Jordan Rally witają w kraju i życzą miłego pobytu. Do morza docieramy o wschodzie słońca. "Testowy" rusza o 8, mamy więc czas na krótką drzemkę. Przed 7 wyruszamy spacerowym tempem w poszukiwaniu dobrych i fotogenicznych miejscówek na trasie. Odcinek zlokalizowany był w niewielkiej odległości od Morza Martwego i wiódł pomiędzy wyszukanymi formami skalnymi. Z jego górnych partii widać było również Izrael.
Poniżej parę ujęć (wybaczcie duże podpisy ale fotki były gotowe do umieszczania ich na branżowych portalach, zwiedzanie już będzie dyskretniejsze ;) )

Image
W oddali Morze Martwe i Izrael

Image

Image

Image

Image

Image


Po przyjęciu pierwszej dawki szutru, pojechaliśmy zameldować się w hotelu. Na pierwsze 3 noce wybraliśmy Mariam Hotel w Madabie. Za 4 osoby plus dostawka dla 5 zapłaciliśmy około 15 USD za noc za osobę. Pokoje bardzo schludne, do dyspozycji basen, a w cenie bardzo smaczne i spore śniadania.
Popołudniu krótkie zwiedzanie Madaby. Miasto znane jest głównie ze słynnych mozaik, m.in w Kościele św. Jerzego, oraz z tego, że w mieście znaczący % mieszkańców stanowią chrześcijanie. Stąd m.in znaleźć można piekarnię z naprawdę niezłym pieczywem, w stylu europejskim. Fakt na początku nie sądziłem, że może się przydać ale na końcu pobytu, gdy organizm nie przyswajał już wszelkiej maści kebabów i hummusu, świeża bułeczka ratowała życie

Image

Image
Mozaika w Kościele św. Jerzego

Image
Kościół św. Jerzego


Dzień 2

Pobudka była bardzo niespodziewana i dużo wcześniej niż planowałem. Wschód słońca, liczne minarety...więcej chyba nie muszę dodawać. Zamknięcie balkonu nie pomogło, głowa pod poduszkę też nie. No nic trzeba było odsłuchać Choć trzeba przyznać, że akurat ten muezin był w niezłej formie. Na szczęście udało się jeszcze przymknąć oczy.
Uroczysty start do rajdu zwykle organizowany jest w tym samym dniu co testowy. Jordania była jednym z wyjątków i ceremonia odbywała się tuż przed ruszeniem do właściwej rywalizacji, w czwartek. Sama ceremonia zorganizowana była z rozmachem w mieście Jarash, wśród ruin antycznego miasta Gerasa. Ruiny są nieźle zachowane i zajmują spory obszar. Przy wizycie w Ammanie warto udać się te 25km na północ.
Rajd wystartował, a my udaliśmy się na odcinki. Trzy dni rywalizacji po trasach i wśród widoków zupełnie innych od tych spotykanych w Europie. Odcinki prowadziły m.in w bezpośredniej bliskości Morza Martwego, a także wzdłuż rzeki Jordan wjeżdżając niemalże do Izraela.

Image
Odcinek wiodący "plażą" Morza Martwego

Image

Image

Image
Olbrzymi wąwóz na odcinku Mount Nebo

Image
Trasa wiodła również przez plantacje palm...

Image
...czy wzdłuż sztucznego zbiornika.

Image

Image

Image
Nie brakowało również takich dziwnych tworów, które roboczo nazwaliśmy "piaskowymi grzybami".

Image

Image

Image




Rajd kończył się w sobotę, wczesnym popołudniem. Po ostatnim odcinku udaliśmy się na krótki relaks nad Morzem Martwym. Plaż nie było wtedy za wiele. Poza terenami luksusowych hoteli, była jedna plaża publiczna (brudna)i jedna z płatnym wstępem (też nie zachęcająca). Ponadto jest z jedno/dwa dzikie kąpieliska gdzie zbierają się tłumy, głównie w dni wolne.
Po szybkiej kąpieli ruszyliśmy na południe, do Wadi Musa, miasteczka sąsiadującego ze słynną Petrą.

Image

Image
Z depresją nie ma żartów
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 03 Kwi 2014 11:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lis 2013
Posty: 101
Loty: 166
Kilometry: 357 801
fajna, nietypowa relacja i super zdjęcia!
_________________
http://mamasaidbecool.pl/
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 03 Kwi 2014 17:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Cze 2013
Posty: 2064
srebrny
jako fan rajdów muszę pochwalić super relację i bardzo Tobie zazdroszczę ;) zdjęcia najwyższa klasa
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 03 Kwi 2014 18:36 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6446
Loty: 303
Kilometry: 522 266
Fajna relacja, zdjecia pelna profeska, czekamy na czesc turystyczna :)

Wysłane z mojego LG-E460 przy użyciu Tapatalka
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 03 Kwi 2014 19:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3069
złoty
aż dziwne, że dostaliście chevroleta, bo tam królują japońce od toyoty przez suzuki na zapomnianym w Polsce datsunie
świetne dynamiczne foty, dawaj dalej, rajd Jordanii niezły :mrgreen:
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 03 Kwi 2014 20:05 

Rejestracja: 06 Lip 2011
Posty: 2722
złoty
Ciekawa relacja. Na zdjęciach uderza liczba kibiców na trasie ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 03 Kwi 2014 22:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzięki wszystkim za miłe słowa. Cieszę się, że sam rajd też wywołał u Was zainteresowanie. Zaraz lecimy z kolejnym dniem i pierwszym w pełni poświęconym zwiedzaniu.

Cytuj:
Na zdjęciach uderza liczba kibiców na trasie


Heh,faktycznie nie bylo ich za wiele. W miejscach ciężej dostępnych (np spacer 2-3km) nie było praktycznie nikogo. Na zdjęciu w poprzednim poście tego nie widać ale na fragmencie przy samym Morzu Martwym było naprawdę sporo miejscowych. Poza tym mniejsze lub większe grupki w miejscach gdzie odcinek stykał się z drogą szybkiego ruchu Amman - Morze Martwe - zdjęcie poniżej. Ale fakt faktem porównując np z Europą - pustki straszne.

Image
"Tłum" kibiców

Image
Dla porównania - słynny nawrót w miejscowości El Molar, podczas rundy w Hiszpanii. Najlepsze miejsca zajmowane są około godziny 16.... dnia poprzedniego :shock:
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 03 Kwi 2014 23:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzień 4 (cd)

Nasza trasa wiodła na południe, początkowo wzdłuż Morza Martwego, drogą numer 65. Nawierzchnia jest (była) w dobrym stanie, a widoki całkiem przyjemne. Wybrzeże w większości bardzo strome, a tam gdzie się wypłaszcza to pojawiają się zakłady produkujące...tak, niespodzianka - sól:)
Już za Morzem Martwym, przy trasie zaopatrujemy się w arbuzy. Początkowo cena to 5 dinarów za jednego, ostatecznie dobijamy targu 2 za 2 :) Po okołu 100km od wyruszenia z północnych krańców morza, odbijamy na wschód, w kierunku At Tafilah. Ten fragment drogi nr 60 jest niesamowity. Droga mocno się wznosi, wszędzie wokół groźne skały i zero cywilizacji. Spokojnie można tu kręcić sceny z Mordoru lub miejsca gdzie mieszkała smoczyca ze Shreka:)
Sielankowy nastrój psuje wskaźnik paliwa. Nasz Chevrolet pije jak opętany. Wiadomo góry + mocno rozregulowany automat to mało ekonomiczne połączenie ale mimo wszystko. Ponadto nie spodziewaliśmy się, że przez tyle kilometrów nie będzie żadnej stacji. Dojeżdżamy do At Tafilah, niby są jakieś znaki z upragnionym dystrybutorem ale stacji jak nie było tak nie ma. Lampka od rezerwy oślepia już bardziej niż jadący z przeciwka "na długich" arabscy mistrzowie kierownicy :? W końcu za miasteczkiem - jeeeest. Odetchnięcie wszystkich na pokładzie takie, jakby spuścili powietrze, z 4 kół. Tankujemy po dach i już ze spokojem dojeżdżamy do Wadi Musa. Na podstawie wydrukowanych zrzutów z Google Earth szukamy zarezerwowanego wcześniej noclegu. Orient Gate Hostel to nasza kwatera. Po rewelacyjnych (jak na cenę i kraj arabski) pokojach w Madabie, standard pikuje w dół. Ale byliśmy na to przygotowani i wcale nas to nie przerażało. Aczkolwiek trochę szkoda natomiast, że pan gospodarz nie był do końca przygotowany. Mieliśmy mieć dwa pokoje (2+3 osob.), a dostaliśmy jeden. Nie byłoby problemu gdyby nie to, że był 4 osobowy:) Po małych bojach dostaliśmy zatęchły materac, na którym po demokratycznym :twisted: głosowaniu spał najmłodszy :)
Pozostało wybrać się na kolację - oczywiście jakżeby inaczej kolejne odmiany shoarmy i kebaba.

Dzień 5

Moja pobudka tradycyjnie o wschodzie czyli grubo za wcześnie. I akurat w Wadi Musa muezin był w podobnej formie jak ostatnio nasi piłkarze...czyli był mocno pod formą:)
Rano odkryliśmy największy plus hostelu - na dole piekarnia z tak pysznymi wypiekami, że do dziś jest to czołówka najlepszego pieczywa jakie kiedykolwiek jadłem. Zwłaszcza tradycyjne placki z zatarem i oliwą. Miasteczko samo w sobie niczym się specjalnie nie wyróżnia. Ot parę ulic, bary, sklepiki i niezliczone budynki straszące drutami zbrojeniowymi bo przecież jeszcze "się buduje", więc podatku nie trzeba płacić :)
Główną atrakcją jest oczywiście Petra. Nie forsujemy zbytnio tempa i około 9 wkraczamy na teren jednego z najbardziej znanych (m.in dzięki filmowi Indiana Jones) "zabytków" na świecie. Bilet wstępu - 33 dinary (wtedy około 130zł), podzielony na 21 + 12. Ten drugi uprawniał do 100 metrowej przejażdżki na koniach, które rzekomo są tam jakby w przytułku (fundacji, na którą szła część z biletów) i pod opieką królowej Jordanii. Są chyba lepsze sposoby na dbanie o formę konia niż wożenie nim turystów po wybrukowanej nawierzchni. Ale byznes is byznes :) Kazali wsiadać to wsiadaliśmy - po 100 metrach prowadzący konie oczywiście upominali o dodatkowe pieniądze, a potem nie ukrywali swojego rozczarowania:)
Zaczynamy - najpierw kilkudziesięciometrowy wąwóz - The Siq - prowadzący do creme de la creme - słynnego skarbca. Podziwiamy, robimy pierwsze zdjęcia i ruszamy dalej. Zaliczamy m.in ulice Fasad, Grobowce Królewskie, Monastyr, a nawet koniec świata. Kompleks jest naprawdę ogromny i mimo, że nie oszczędzaliśmy się to pozostał niedosyt - nie zdążyliśmy zaliczyć żadnego górskiego szlaku by podziwiać cud świata z góry.

Image

Image
The Siq i skarbiec.

Image
Typowy wielbłąd:)

Image

Image
Ulica Fasad

Image
W drodze do Monastyru - jest naprawdę sporo schodków.

Image
Monastyr

Image

Image
Koniec świata

Image
Ulica Kolumnowa

Image

Image
Grobowce Królewskie

Image
Kolory skał

Image
Prawie jak WRC :)

Image
Ostatni rzut oka na Skarbiec


Popołudniu wracamy do hostelu ledwo powłócząc nogami. Zmęczenie spotęgowane było intensywnym "rajdowaniem" bo podczas tych 3 dni na odcinkach też sporo kilometrów przedreptaliśmy. Pozostaje odświeżająca kąpiel, o która też nie było łatwo bo ciśnienie w kranie było na tyle silne, że lepiej było odkręcić wodę przed wyjściem to może ze dwa wiaderka by się zebrały:) Uroki ale o to też nam chodziło w takiej wyprawie.
Wieczorem znany rytuał kulinarny - spacerek po miasteczku i konsumpcja. Tym razem do stałego menu dodaliśmy przepyszny falafel.
Po powrocie grzecznie do łóżek - następnego dnia mieliśmy zaplanowaną pustynię Wadi Rum oraz Aqabę.
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 04 Kwi 2014 21:03 

Rejestracja: 30 Cze 2013
Posty: 29
Loty: 47
Kilometry: 152 772
świetna relacja, mimo że póki co te kierunki mnie "nie kręcą" z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 05 Kwi 2014 00:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Maj 2012
Posty: 757
Loty: 162
Kilometry: 272 131
niebieski
Świetne zdjęcia :)
Jak można wiedzieć czym robione i jaki obiektyw ;>?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 05 Kwi 2014 00:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzięki. Co do zdjęć:
Kaliński i TK: Canon 40D, 70-200mm f/4 L, 17-40mm L, 10-22mm f3,5/4,5
AB: Canon 350D, Tamron 80-210mm f/4-5,6, Canon 18-55mm tzw kit
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 06 Kwi 2014 10:45 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
zdjęcie z awatara w pełnym rozmiarze świetne :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 07 Kwi 2014 00:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzień 6

Tego dnia plan obejmował słynną pustynię Wadi Rum oraz nadmorskie miasto Aqaba, w którym niemal stykają się Jordania, Izrael, Egipt i Arabia Saudyjska. Ruszamy z samego rana, najpierw drogą nr 35, która łączy się następnie z większą 15-tką, nazywaną Autostradą Pustynną. Droga jest szeroka, po dwa pasy w każdą stronę, aczkolwiek zapewne się domyślacie, że daleko jej do parametrów europejskich autostrad. Szczególnie urzekające są progi zwalniające, gdy autostrada wpada w obszar zabudowany (czyli 5 gospodarstw na krzyż :) Po około 40 kilometrach odbijamy na wschód w stronę wioski Rum.
Na końcu drogi znajduje się Visitor Center i spory parking. Przed wejściem do budynku wisi rozpiska wycieczek z lokalnymi przewodnikami - są podane trasa, główne punkty widokowe i orientacyjny czas trwania. My decydujemy się na trasę obejmującą w zasadzie wszystkie ważniejsze punkty. Koszt to 75 JOD za przewodnika z samochodem (rozklekotana terenowa Toyota) do podziału na 5 osób. Swoją osobówką wjazd jest oczywiście niemożliwy, a na pieszą wycieczkę obszar jest zbyt rozległy.
Sympatyczny Ead zaprasza do samochodu i wjeżdżamy na pustynię. Od razu w oddali widzimy znak rozpoznawczy pustyni Wadi Rum - masyw o nazwie Siedem Filarów Mądrości. Podjeżdżamy również do Źródeł Laurence´a, Kanionu Khazali, Piaskowych Wydm, Małego i Skalnego Mostu. Szczególne wrażenie robią na nas potężne wydmy, o stóp których ich ceglasty piasek miesza się z białym. Zatrzymaliśmy się również na herbatkę u Beduinów ale było o tyle miło, że nikt na siłę nie wciskał niczego po niezwykle korzystnej "speszial prajs, only for Ju":) Niemałą atrakcją jest również sama jazda po pustyni, zwłaszcza, że Ead nie oszczędza swojego Land Cruisera :mrgreen:
W sumie spędzamy na pustyni ponad 4,5h. Wszyscy byliśmy bardzo usatysfakcjonowani, choć będąca również na rajdzie, znajoma ekipa fotograficzna korzystała z opcji wraz z noclegiem i bardzo ją polecali. Także dla wybierających się poddaję pod rozwagę.

Image

Image

Image
Siedem Filarów Mądrości

Image

Image

Image

Image
Mieszkańcy pustyni (Agama Synajska)

Image
Niezniszczalna Toyota

Image
Mały Most

Image

Image

Image
Skalny Most

Image
Aqaba

Po pożegnaniu z Eadem wsiadamy do naszego krążownika i ruszamy do Aqaby. Z racji tego, że żadne z nas nie widziało wcześniej rafy koralowej to odpuszczamy zwiedzanie miasta i ruszamy od razu na południe, w stronę granicy z Arabią Saudyjską. Po paru kilometrach infrastruktura portowa ustępuje miejsca plażom. Wiatr tego dnia jest strasznie silny i skutecznie obniża odczuwalną temperaturę wody ale szybko wskakujemy w kąpielówki i zanurzamy głowy pod wodę. Mimo, że rafa w tym miejscu jest dość mocno zniszczona to dla kogoś, kto widzi ją po raz pierwszy będzie na pewno stanowić niemałą atrakcję.
Słońce powoli chowa się za horyzontem, a my ruszamy w powrotną drogą do Wadi Musa. Po kilku kilometrach musimy się zatrzymać bo nasz "Chevi" zaczyna wydawać niepokojące odgłosy ale upewniwszy się, że wszystkie koła są na swoim miejscu jedziemy dalej, nieco ostrożniej 8-)
Późnym wieczorem ostatnia kolacja w Wadi Musa i pakowanie. Następnego dnia powrót w kierunku północnym, do Madaby. Po drodze dwa zamki i rezerwat Dana.
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 07 Kwi 2014 08:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3069
złoty
a driver się nie popisywał na moście ?
tej agamy to szczerze Ci zazdroszczę, przepiękna
dziwi mnie natomiast, że rafa zniszczona, ja byłem co prawda w 2010 roku i była praktycznie nietknięta "ludzką ręką"


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 07 Kwi 2014 10:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
cypel napisał(a):
a driver się nie popisywał na moście ?
tej agamy to szczerze Ci zazdroszczę, przepiękna
dziwi mnie natomiast, że rafa zniszczona, ja byłem co prawda w 2010 roku i była praktycznie nietknięta "ludzką ręką"


Nasz się nie popisywał. Był ubrany w tradycyjną "sutannę", a i myślę, że nie byłby w stanie zrobić takich ewolucji :)

Co do rafy - my też byliśmy w 2010. Nie wiem, może nie była o tyle zniszczona co po prostu skromna. W każdym razie po tym co widziałem w innych krajach (nawet parę km naprzeciwko w Eilacie:) tak mi się wydaje.
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 18 Kwi 2014 22:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzień 7

Rano, po zaopatrzeniu się w śniadanie we wspominanej piekarni, ruszamy Drogą Królewską w kierunku północnym. Po około 50km pierwszy przystanek - ruiny fortecy Ash Shawbak. Wstęp - symboliczny 1 dinar. Ruiny są w niezłym stanie, z ładnym widokiem na okolicę.

Image
Ash Shawbak

Głównym punktem dnia jest rezerwat Dana. Z Drogi Królewskiej odbijamy na zachód w kierunku Rummana Campsite. Wąziutką drogą docieramy do parkingu. Tam uiszczamy opłatę (8,5 dinara) i "shuttle busem" docieramy do jednego z wejść do rezerwatu i jednocześnie obozowisko gdzie można przenocować. Po "Danie" prowadzi mnogość tras, dłuższych i krótszych. My wybraliśmy około dwugodzinną, niestety jak się później okazało mało spektakularną. Zamiast nad brzegiem kanionu szlak prowadził w kierunku północnym, raz idąc w górę, a raz w dół, zataczając kółeczko wokół obozowiska. Będąc tam, warto zostawić sobie więcej czasu i wybrać fajniejszą trasę.

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Obozowisko Rummana Campsite

Z Dany mamy jeszcze ładny kawałek drogi do Madaby. Decydujemy się na dotarcie do Autostrady Pustynnej, gdyż Droga Królewska ostatnie 50km przed Madabą jest naprawdę kreta. Spokojnie docieramy do miasta i meldujemy się w Hotelu Black Iris. Dostajemy duży i przestronny pokój. Za 3 noce płacimy 34 dinary (około 140 zł) za osobę. Wjeżdżając do Madaby namierzamy małe "zagłębie" lokali gastronomicznych - wiadomo baranina i drób we wszelkiej postaci :D Bierzemy na wynos i pałaszujemy w hotelu.
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 18 Kwi 2014 22:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzień 8

Dzień obejmował kółeczko Madaba - Al Karak - Morze Martwe - Wadi Mujib - Mount Nebo i Madaba.
Ruszamy Drogą Królewską na południe. Najciekawszy jest fragment w miejscu gdzie droga styka się z kanionem Wadi Mujib. Po krótkim przystanku ruszamy dalej 40km do Al Karak. Nad miastem góruje poężny zamek. Wstęp 1 dinar.

Image

Image

Image

Po zwiedzeniu zamku zaczynamy karkołomny zjazd w kierunku Morza Martwego. 25 kilometrów serpentyn i spadku zdaje się nie mieć końca. W końcu jest - i morze i nawet nasze hamulce się ostały:) Pozostaje nam kolejne 30km wzdłuż brzegu, aż do wejścia do kanionu Wadi Mujib. Uprzedzając fakty - była to jedna z najlepszych atrakcji przyrodniczych podczas naszego pobytu w Jordanii. Opłacamy wstęp (14 dinarów) i podpisujemy lojalki, że wchodzimy na własną odpowiedzialność.
Do wyboru jest trasa górna, granią kanionu oraz jego dołem, korytem rzeki. My wybieramy opcję numer 2, która okazuje się strzałem w dziesiątkę. O tej porze roku całość trasy pokonuje się idąc rzeką. Woda niby jest płytka ale podczas marszu nie brakuje dużo głębszych partii jak i skomplikowanych przepraw za pomocą liny i uchwytów. Warto mieć sandały, bo marsz korytem na bosaka jest dość bolesny :( Ponadto warto pamiętać o zabezpieczeniu sprzętu foto-video, zwłaszcza przy pokonywaniu ostatniej przeszkody skalnej. Metą trasy jest potężny i piękny wodospad. Można również wykupić opcję z przewodnikiem i spod wodospadu zażyć klasycznej wspinaczki pionową skałą i wrócić granią do punktu wyjścia przy Morzu Martwym. Ciężko mi powiedzieć jak wygląda poziom wody w porze letniej ale i tak każdemu rekomenduje odwiedziny Wadi Mujib podczas wizyty w Jordanii.

Image
Wejście, w tle Morze Martwe

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Takie podejścia trzeba pokonać

Image

Image
Meta trasy

Image
Spadnie czy nie? :geek:

Po leżakowaniu na skałach u stóp kanionu ruszamy dalej - tym razem naszym "Chevi" wspinamy się na Górń Nebo, czyli miejsce śmierci Mojżesza. Jest tam symboliczny obelisk oraz krzyż. Wstęp 1 dinar. Następnie udajemy się do Madaby i kółeczko się zamyka. Tego dnia zamiast kolejnych odsłon arabskich potraw mięsnych, niektórzy korzystają z usług, wspominanej na samym początku relacji, piekarni:)
Pozytywnie zmęczeni idziemy wcześnie spać, bo już nad ranem ruszamy w kierunku granicy jordańsko-izraelskiej.

Image
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 18 Kwi 2014 22:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Cze 2013
Posty: 2064
srebrny
chyba nikt nie komentuje, bo każdy zazdrości Tobie takiej wyprawy i zdjęć ;)

Super relacja :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 19 Kwi 2014 20:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzień 9 - izraelska jednodniówka i 2-godzinne forsowanie granicy

Będąc w Jordanii postanowiliśmy spróbować dostać się do Izraela i zwiedzić w parę godzin Jerozolimę. Plan zakładał przejazd samochodem do granicy, zostawienie go, przekroczenie granicy pieszo i dalej komunikacją zbiorową do Jerozolimy. Proste prawda? Nie do końca takie było:)
Rzecz jasna, granice w tamtym rejonie świata funkcjonują zgoła odmiennie niż np. te w Europie, czy raczej tak jak kiedyś było w Europie. Nie ma otwarcia 24h, tylko w ściśle wyznaczonych godzinach. Z tego też względu nie przekraczaliśmy granicy w najbliższym miejscu przejściem King Hussah Bridge (Allenby Bridge) przy Morzu Martwym ale jechaliśmy 80km na północ do Sheikh Hussein Briddge, koło Bet Shean po stronie izraelskiej, które czynne było już od godziny 6 do dość późnej pory wieczorem.
Wyruszyliśmy więc z Madaby około 4:30 nad ranem, chwile przed 6 byliśmy na miejscu, czyli zaraz przed planowanym otwarciem Gdy było 10 po zaczęliśmy się lekko niecierpliwić ale w końcu panowie z pierwszego posterunku przed granicą dokonali otwarcia. Sprawdzili paszporty i nakazali jechać około 400 metrów do początku właściwej granicy. Zaparkowaliśmy na sporym placyku niedaleko pierwszych granicznych zabudowań, zebraliśmy rzeczy i już mieliśmy wsiadać do autobusu, który właśnie nadjechał i który jak się okazało miał nas przetransportować kawałek dalej do budynku gdzie odbywała się cała papierologia. Niestety postanowiłem zapytać napotkanego wojskowego czy samochód nie będzie nikomu przeszkadzał. Pytanie było raczej pro forma ale... oczywiście okazało się, że absolutnie nie można tu parkować, mimo że przez dobre 10 minut jak się krzątaliśmy przy samochodzie nikt się nami nie interesował. Rozkaz był jasny - samochód trzeba odstawić aż za pierwszy posterunek. Trzy osoby z naszej piątki zostały i miały próbować przytrzymać autobus przez te 5-7 minut. Wyjechaliśmy za posterunek, postawiliśmy samochód od razu w polnej drodze, ciesząc się, że będzie bezpieczny na oku żołnierzy. Oni oczywiście od razu wyskoczyli z budki i oznajmiają, że nie ma tu parkowania. W skrócie no, no, no!! bo po angielsku ni w ząb. Udało nam się ich na szczęście jakoś na migi uprosić, że tylko do wieczora i w końcu się zgodzili. Zadowoleni z siebie chcemy szybko biec z powrotem na granicę. Ale hola hola! Zatrzymali nas i oznajmili, że na granicę nie można dostać się na własnych nogach ale tylko środkiem transportu. Musi więc czekań aż coś podjedzie. Po 5 minutach zjawia się taksówka. Jedziemy na granicę ale autobus już oczywiście dawno pojechał. Okazuje się jednak, że taksówka również możemy jechać. Upychamy się w 6 osób (razem z kierowcą) i jedziemy jakieś 400 metrów pod kolejne budynki graniczne. Płacimy 5 dinarów za ten kurs (tyle zaproponowaliśmy) wywołując nieskrywane zadowolenie u kierowcy - w drodze powrotnej wyjaśniło się dlaczego. Wchodzimy do budynku - sprawdzanie paszportów itd. Następnie wsiadamy do autobusu, którym mamy przekraczać granicę. Koszt to 1 dinar za osobę. Jedziemy...tak, kolejne z 300-400 metrów. Autobus zatrzymał się zaraz za bramą oznaczającą wjazd do Izraela. Tam był kontrolowany z zewnątrz przez ubranych po cywilnemu panów z niewzruszoną miną trzymających palce na spustach broni automatycznej :shock: W końcu dostajemy się do budynku granicznego Izraela, a tam jak na lotnisku. Prześwietlanie bagażu i dodatkowe kontrole pojedynczych rzeczy na obecność materiałów wybuchowych i narkotyków - wybrane części sprzętu foto i portfele. Następnie krótka rozmowa, o celu itd. Wywołujemy lekkie zdziwienie, że tylko na parę godzin ale wszyscy mówimy to samo, także nie ma problemu. W końcu jesteśmy w Izraelu. Całość trwała dobre 2h!
Spod granicy musimy dostać się do miasteczka. Bierzemy dwie taksówki (ponowna jazda w 6 osób niemożliwa), płacąc po 16 szekli za osobę. Cała procedura przekraczania trwała tak długo, że uciekł nam wybrany wcześniej kurs autobusu Egged to Jerozolimy. Mamy więc około 45 minut czasu. Wykorzystaliśmy go na ochłonięcie po forsowaniu granicy i drobne rozejrzenie się po okolicy. Pierwszy mały szok wywołują u nas bramki kontroli przed wejściem czy to do galerii handlowej czy do McDonaldsa.
Wreszcie około 9:30 wsiadamy do Egged´a (37,5 szekli) i ruszamy. Dopiero po drodze przeżyliśmy większy szok, gdy na napotykanych przystankach zaczęło wsiadać coraz więcej uzbrojonej młodzieży. Widok drobnej blondyneczki, z pomalowanymi paznokciami, pluszakiem i karabinem w ręku - bezcenny. Po drodze również kontrole - jedziemy przez terytorium Autonomii Palestyńskiej ale drogą kontrolowaną przez wojsko. Przejeżdżamy również obok przejścia granicznego w pobliżu Morza Martwego i docieramy do Jerozolimy wjeżdżając do niej obok potężnego muru oddzielającego tereny izraelskie i palestyńskie.
Z dworca głównego ruszamy szybko by jak najwięcej zobaczyć. Suma summarum mamy jedynie około 4,5h. Musimy zdążyć tak by mieć rezerwę czasową do zamknięcia przejścia granicznego. Obieramy wiadomo kierunek - Stare Miasto. Żwawym tempem pokonujemy ciasne uliczki czterech dzielnic Starego Miasta, odwiedzamy Bazylikę Grobu Pańskiego, Ścianę Płaczu i Meczet na Skale, dwa ostatnie miejsca po szczegółowych kontrolach bezpieczeństwa.
Czas nieubłaganie ucieka więc jeszcze po drodze ze Starego Miasta podchodzimy do grobu Oscara Schindlera. Stamtąd już szybkim krokiem na dworzec i znaną nam już trasą do Bet Shean. Tam z przystanku Egged musieliśmy dostać się na granicę. Taksówek nie widać ale nagle zatrzymał się jakiś samochód. Okazuje się, że był to zwykły mieszkaniec, wracający z zakupów. Mówi, że nas podrzuci. Ustalamy cenę i zgadzamy się na "seventeen". Po 5 minutach jazdy jesteśmy na miejscu. Dajemy resztkę naszych szekli i widzimy, że coś nie gra, Okazało się, że panu chodziło o "seventy" :) Uzbieraliśmy może w sumie z 40 szekli i dajemy mówiąc, że więcej nie ma i nie będzie. Nie protestował.
Na granicy musieliśmy uiścić podatek wyjazdowy w wysokości 30 dolarów. Dalej znany schemat - autobus do Jordanii, tam zakup nowej wizy (10 dinarów). Pozostało dostanie się za ostatni posterunek. Tym razem taksówek pod dostatkiem, które stoją pod budynkiem granicznym. Okazuje się, że taryfa jest stała i wynosi 1 dinar. Czyli rano przepłaciliśmy 5 razy:) Jeszcze tylko niepewność czy nie odholowano naszego Chevi´ego - na szczęście stoi. Wsiadamy i spokojnie odjeżdżamy. Po 1,5h jesteśmy w hotelu. Nieco szalona jednodniówka dobiegła końca.
Po 3 latach ponownie wróciliśmy do Izraela. Relacja jest już na F4F: http://www.fly4free.pl/forum/izrael-trzy-morza-w-szesc-dni,214,36928
Przed nami był ostatni dzień bliskowschodniej przygody - zwiedzanie Ammanu i zamków pustyni.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Kontrola przed wejściem pod Ścianę Płaczu - na szafkach zdjęcia delikwentów, do których najpierw się strzela, a dopiero potem ich pyta.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 26 Kwi 2014 15:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2328
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Dzień 10

Piątek był ostatnim dniem naszej bliskowschodniej przygody. Odlot z Ammanu zaplanowany mieliśmy około 3 w nocy z piątku na sobotę, toteż nie braliśmy już kolejnego noclegu. Dzięki uprzejmości obsługi spakowane bagaże mogliśmy zostawić do wieczora w hotelowej recepcji.
Udaliśmy się do Ammanu. Po krótkim błądzeniu i jeździe "na czuja" udało się dotrzeć do ścisłego centrum. Zaparkowaliśmy w pobliżu Teatru Rzymskiego i Odeonu i ruszyliśmy w kierunku Cytadeli wąskimi i stromymi uliczkami. Oczywiście na górze okazało się, że na szczyt można spokojnie dostać się samochodem jednak wcale nie żałujemy tego spaceru. Wstęp na teren Cytadeli kosztuje 2 dinary. Warto się tam wybrać chociażby dla efektownego widoku na, moim zdaniem szary i smutny, Amman i to w cztery kierunki świata.

Image
Teatr Rzymski

Image

Image

Image
Apokaliptyczny Amman

Image

Image

Image
Pozostałości Świątyni Herculesa

Image
Pozostałości Pałacu Umajjadów

Image

Image

Image
Nad Ammanem góruje, widoczna z wielu części miasta, ogromna flaga jordańska

Image
W drodze powrotnej z Cytadeli

Image

Po zwiedzeni Cytadeli zdecydowaliśmy się zobaczyć jeszcze dwa meczety: Króla Abdullaha z ogromną błękitną kopułą, będący jednym z bardziej charakterystycznych obiektów w Ammanie oraz przypominający planszę do szachów - Abu Darwisz.

Image

Image
Meczet Króla Abdullaha

Image

Image

Image
Meczet Abu Darwisz

Z Ammanu ruszyliśmy na wschód drogą numer 40, szlakiem "pustynnych zamków". Zobaczyliśmy dwa z nich: Kasr al Charana, który jest najlepiej zachowany oraz Kasr Amra, znany z efektownych fresków.

Image

Image

Image
Kasr al Charana

Image
Kasr Amra

Ostatnie popołudnie i wieczór spędziliśmy leniwie nad Morzem Martwym oraz w Madabie kupując ostatnie pamiątki. Z Ammanu odlecieliśmy o około 30-40 minutowym opóźnieniem. "Dzięki" temu, na koniec zafundowano nam jeszcze trochę stresu i jogging, a raczej sprint po terminalach w Budapeszcie. Na pokład samolotu do Warszawy dotarliśmy jako ostatni.
Nasza przygoda dobiegła końca wraz z lądowaniem na Okęciu - 10 kwietnia 2010 roku, około 8:50...

Tym samym kończę niniejszą relację. W przypadku jakichkolwiek pytań chętnie odpowiem. Nawet udało mi się odnaleźć notes z cenami sprzed 4 lat :D

Image

Image
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
sqbaluki uważa post za pomocny.
 
 
 [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group