Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 14 Maj 2019 20:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Rozpoczyna się nowy dzień, a my bardzo się cieszymy, że poprzedni już za nami. Po zwiedzonym dwa miesiące wcześniej Lwowie, stolica Ukrainy dostaje od nas bardzo słabe noty. Z całodniowej przesiadki w Kijowie najlepiej zapamiętamy Muzeum Mikrominiatur i stację Arsenalną. Dolatujemy na miejsce. Przechodząc przez kontrolę graniczną czujemy podniecający dreszcz nadchodzącej przygody. Przygody, której zaplanowanie nigdy nie przysporzyło nam tak wielu zagwozdek i nie zajęło tak wiele czasu. Ta podróż była cytryną, a my musieliśmy wycisnąć z niej jak najwięcej. Musieliśmy wymyślić jak. Świątynie, festiwale, góry, brudna rzeka, slumsy, słonie, tygrysy, pola herbaciane, jak to wszystko połączyć? Wymyśliliśmy i właśnie ten plan zaczynamy realizować.

Dzień 1: New Delhi
Dzień 2: Ooty, Coonoor
Dzień 3: Coonoor, Coimbatore
Dzień 4: Allapuzha, Munnar
Dzień 5: Munnar
Dzień 6: Munnar
Dzień 7: Bombaj, Aurangabad
Dzień 8: Ajanta Caves
Dzień 9: Ellora Caves
Dzień 10: Bombaj
Dzień 11: Waranasi
Dzień 12: Khajuraho
Dzień 13: Agra
Dzień 14: Chand Baori, Jaipur
Dzień 15: New Delhi

Zbyt wiele miejsc i za intensywnie? Musimy sprawdzić czy się uda :) Dla zorientowania wrzucam powierzchnię Indii w porównaniu do Europy.

Załącznik:
Screenshot_14.jpg


Dzień 1

Nowoczesne wagony metra szybko zabierają nas do centrum - pierwsze zderzenie z rzeczywistością wcale nie jest zderzeniem z rzeczywistością. Ale drugie jest… Kto nigdy nie dał się oszukać podczas podróży, niech pierwszy rzuci kamieniem. Do tej pory rzucaliśmy kamieniami we wszystkie strony, ale teraz dajemy się naciąć na droższe bilety kolejowe. Temat ich zakupu na wszystkie połączenia mamy załatwiony, ale puenta jest taka, że na dworcu Paharganj można samodzielnie kupić bilety! Całość opisałem w odpowiednim dziale:

pociagi-w-indiach,1099,18101?start=140#p1210340

Pierwszy raz w życiu jedziemy tuk tukiem i pierwszy raz w życiu jedziemy rikszą. Pierwszy raz widzimy plątaninę kabli na słupach elektrycznych i pierwszy raz jemy tak ostre danie, że przegryzamy je cebulą. Pierwszy raz nie mamy ochoty głaskać żadnych psów i pierwszy raz widzimy osobę bez nóg czołgającą się po ulicy.

Załącznik:
IMG_1912.JPG

Załącznik:
IMG_1913.JPG

Załącznik:
IMG_1917.JPG

Załącznik:
IMG_1914.JPG

Załącznik:
IMG_1957a.jpg

Załącznik:
IMG_1922.JPG

Załącznik:
IMG_1937.JPG


Pomimo tego, że stołeczne atrakcje wypadają blado przy perełkach z całego kraju, to należy stwierdzić, że mają rozmach skur… Może Jama Masjid zachwyca symetrią, może Czerwony Fort zadziwia rozmiarem, ale to w Akshardam Temple otwieramy buzię ze zdumienia i przyklejamy temu miejscu łatkę „must see”. Jedynemu w całym Delhi. Fanatycy symetrii i fraktali odnajdą się tu znakomicie. Na zachętę, aby się tam udać nie dodam żadnego swoje zdjęcia, bo nie da się takowego zrobić. Wszystko trzeba zostawić w depozycie. Strażnicy nie pozwolą wnieść nawet słuchawek czy kostki od ładowarki. Niczego co zapika. Największy problem mają podróżnicy o stalowych jajach. Poglądowa fota, z Google.

Załącznik:
Akshardham-Temple-View.jpg


Zahaczmy o Lotus Temple. która wrażenie robi tylko z zewnątrz i zastanawiamy się dlaczego ludzie wzdychają na myśl o India Gate. Schodzimy na dół Agrasen ki Baoli i zmierzamy na lotnisko. Jeden buforowy dzień w Delhi wystarczy. Czujemy, że wywiązaliśmy się z obowiązków, bo dziesiątki hindusów mają z nami selfie. Teraz możemy lecieć dalej, na południe Indii.

Dzień 2

Załącznik:
Screenshot_1.jpg

Załącznik:
Screenshot_3.jpg

Załącznik:
Screenshot_2.jpg


Jest środek nocy, więc cztery godziny przesypiamy na lotnisku w Coimbatore. Ruszamy do Mettupalayam, aby wsiąść do Toy Train. Jest to jedyne połączenie, na który nie mamy biletu (Wait List). Przed wycieczką czytałem, że trudno jest go dostać. Jednak za to, że na miejscu w jakiś sposób uda nam się ogarnąć bilet, dałbym sobie wtedy rękę uciąć. I wiecie co? Dokładnie. Tutaj jest miejsce na cytat z „Chłopaki nie płaczą”. Na stacji panuje ogromny chaos, a jedna, biedna Pani z wydrukowanymi listami próbuje go opanować. Raz za razem chodzi w tę i z powrotem, w kółko nakazując Hindusom pozostawanie na swoich miejscach bądź przesiadkę na te właściwe. Otacza ją chmara ludzi włącznie z nami. Gdy w końcu udaje nam się do niej dopchać, słyszymy kompletnie niezrozumiałą odpowiedź i dalej nie wiemy co się dzieje, ani co mamy dalej robić. Po kilkunastu minutach uświadamiamy sobie, że pociąg jest naprawdę wypełniony po brzegi i każdy skrupulatnie siedzi na swoim miejscu, usadzony uprzednio przez Panią konduktorkę. Jednak od samego początku, starszy Pan widząc, że jesteśmy jedynymi turystami na peronie, uspokajał nas gestem mówiącym: „spokojnie Panie kierowniku, ja to z nią załatwię”. Nic nie załatwił. Ale pieniądze i tak chciał. Pani konduktor mówi nam, że nie ma żadnego wolnego miejsca, nie wsiądziemy i koniec kropka. Wiemy, że normalnego biletu jednak nie kupimy. Pani konduktor ucina mi lewą rękę. Uświadamiamy sobie, że nasz awaryjny plan wskoczenia na platformę z tyłu wagonu legł w gruzach. Na końcu każdego wagonu stoi pracownik, aby takim planom zapobiegać. Próbujemy gdzieś się wcisnąć, ale fizycznie nigdzie się nie zmieścimy. Wszyscy grzeczniutko, jak na wycieczce szkolnej siedzą na swoich miejscach. Wygląda na to, że chaos umiejscowieniem pasażerów został zażegnany i pociąg ruszy lada chwila. Nie możemy pogodzić się z myślą, że pociąg ruszy bez nas, a my tak po prostu zostaniemy na tym peronie. Zagadujemy do jakiejś rodziny czy po prostu możemy sobie przy nich stanąć :D W odpowiedzi dostajemy kilka ogromnych uśmiechów i zielone światło. Wchodzimy do wagonu i kucamy żeby nie rzucać się w oczy Pani konduktor. Kamuflaż nie idzie nam najlepiej, gdyż wszyscy się na nas patrzą, coś tam zagadują, a nam sekundy dłużą się niemiłosiernie. Pociągu! I tak masz już pół godziny opóźnienia, no jedź żesz w końcu! Widać, że wszyscy mają z nas niezły ubaw, lecz w naszych głowach są zupełnie inne emocje. Wtem ruszamy. Zwycięstwo! Kółka pociągu kręcą się, wtedy zauważa nas Pani konduktor, dostajemy mandat, ale nic nas już nie obchodzi! Nie zostajemy wyrzuceni i jedziemy dalej! 325 rupii na osobę to najprzyjemniejszy mandat jaki prawdopodobnie będzie nam dane kiedykolwiek w życiu dostać. A ile trzeba się na niego napracować!

Załącznik:
IMG_20190406_070117.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_081522.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_085541.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_095250.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_081605.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_081351.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_080926.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_084449.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_081953.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_091255.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_072446.jpg


Nilgiri Mountain Railway jest najbardziej stromą trasą kolejową w Azji. Ma 111 lat, zawiera ponad sto mostów i wznosi się z 326 na 2203 metry na odcinku 46 kilometrów. Za każdym razem, gdy wjeżdżamy do tunelu, Hindusi gwiżdżąc i wiwatując rozkręcają imprezę na nowo. Dowiadujemy się, że jadąc na gapę odwalamy niezły szajs, ale nikomu to w sumie nie przeszkadza. Bilety na ten pociąg wyprzedają się 3-4 miesiące wcześniej, a ostatnie bilety zostały nabyte w kasie po przestaniu w nocy dziewięciu godzin w kolejce. Śmieją się z nas, bo przelecieliśmy w najgorszym dla turystów okresie, czyli najcieplejszym. Pomimo pierwszych, dłuższych rozmów z lokalsami i zdumienia ogromu otaczających nas wzniesień, podróż strasznie się dłuży. Dostrzegamy coś czego nie dostrzegliśmy w Delhi, otóż: jak oni śmiesznie kiwają głowami! Dodatkowo mamy jednostronne problemy w komunikacji. Pomimo tego, iż prawie każdy mówi po angielsku to naprawdę, trudno ich zrozumieć. Męczyliście się kiedyś słuchając Korwina? To tutaj jest znacznie gorzej. Ci co nie znają skali problemu mogą ją sobie zobrazować pierwszymi, lepszymi filmikami:




46 kilometrów pokonujemy w ponad 5 godzin. Korzystając z reszty dnia jedziemy do Tea Park, Botanical Garden oraz The Tea Factory and The Tea Museum. Drugie miejsce jest niezwykle ciekawe ze względu na to, że kompletnie niczego się tam nie dowiedzieliśmy. Tak jak herbata sunie na taśmach, tak my suniemy sprawnie wyznaczoną trasą wraz z rzeszą hindusów. Nie ma nikogo, kto by nam cokolwiek wyjaśnił. 15 minut, szybka herbatka i po zabawie.

Załącznik:
IMG_20190406_164639.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_164647.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_164858.jpg

Załącznik:
IMG_1974.JPG

Załącznik:
IMG_2028.JPG

Załącznik:
IMG_20190406_145206.jpg

Załącznik:
IMG_20190406_132410.jpg


Na noc cofamy się do Coonoor, gdzie ponad 30 minut męczymy się ze znalezieniem noclegu. Okazuje się, że jest sezon urlopowy dla lokalsów i w większości hoteli wszystkie pokoje są zajęte. Nieco przepłacamy, ale licznik zrobionych z nami selfie przekroczył 1000, więc dziś znów możemy spać spokojnie.

Dzień 3

Wstajemy wcześnie rano żeby uniknąć tłumów na Lamb’s Rock, Lady Canning’s Seat czy Dolphin Nose. Zakochujemy się w tuk-tukach. Szybko, zwrotnie, tanio, przewiewnie i czuć bliskość miejsc, obok, których się przejeżdża.

Załącznik:
Screenshot_5.jpg

Załącznik:
Screenshot_4.jpg

Załącznik:
IMG_2049.JPG

Załącznik:
IMG_2050.JPG

Załącznik:
IMG_2057.JPG

Załącznik:
IMG_2058.JPG

Załącznik:
IMG_2063.JPG

Załącznik:
IMG_2066.JPG

Załącznik:
IMG_2111.JPG

Załącznik:
IMG_2116.JPG

Załącznik:
IMG_2128.JPG

Załącznik:
IMG_2086.JPG

Załącznik:
IMG_2089.JPG


Czy w oddali widać smog? Zastanawiamy się nad tym. Na sam koniec spotykamy Marka Mostowiaka.

Załącznik:
IMG_2077.JPG


Wracamy z powrotem do miasta i udajemy się do Sims Park. Ogólnie parki w Indiach, to jedyne miejsca, w których jest naprawdę relatywnie czysto. Już od pierwszego dnia trzeba się przyzwyczaić do wszelkiego brudu na ulicy i nieprzyjemnych zapachów. Dodatkowo, znacząco trzeba obniżyć swoje standardy higieniczne, bo trudno będzie coś zjeść. Jednak trzeba przyznać, że tutaj na południu jest po prostu czyściej. Dostrzegamy wiele plakatów czy znaków głoszących ekologiczne hasła typu: „Plastic – Earth cholesterol”.
Po Sims Park ruszamy do High Field Tea Estate.

Załącznik:
IMG_20190407_100636.jpg

Załącznik:
IMG_20190407_095854.jpg

Załącznik:
IMG_2141.JPG

Załącznik:
IMG_2190.JPG

Załącznik:
IMG_2168.JPG

Załącznik:
IMG_2169.JPG

Załącznik:
IMG_2147.JPG


Pokazujemy kierowcy zdjęcia Coonoor Tea Estates, lecz on przekonuje nas, że zabierze nas w lepsze miejsce. Ufamy lokalsowi i warto było :) Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o tym miejscu, ani nie widzieliśmy żadnego zdjęcia.
Nie dość, że nie umiem robić zdjęć, to słowo „obróbka” brzmi dla mnie jak zaklęcie. Nic nie trzeba kolorować, tam naprawdę jest tak zielono!

Załącznik:
IMG_2197.JPG

Załącznik:
IMG_2198.JPG

Załącznik:
IMG_2214.JPG

Załącznik:
IMG_2212.JPG

Załącznik:
IMG_2213.JPG


Połowa intensywnego dnia z nami, lecz wracamy do Coimbatore. Do nocnego pociągu mamy jeszcze 3 godziny, więc wpadamy na świetny pomysł pójścia do kina. Szybkie rozeznanie na miejscu i jedyne na co możemy pójść to Uriyadi 2. Pani w okienku martwi się o nas, że nie będzie to film po angielsku, a przecież dokładnie o to nam chodzi. Stojący obok w kolejce hindus dodaje, że mamy szczęście, bo ten film to nie Bollywood tylko Tamilwood. Jako, że nie jesteśmy świadomi swojego szczęścia pytamy, czy po prostu w tym filmie tańczą i śpiewają. Otrzymujemy twierdzącą odpowiedź, z zapewnieniem, iż nie będziemy zawiedzeni :) No i oszukał nas. Oglądamy dramat polityczny opowiadający o katastrofie ekologicznej, zamieszkach i korupcji. Nikt nie tańczy, nikt nie śpiewa. Może i lepiej, bo widzimy jak bardzo film o poważnej tematyce różni się od tych „naszych”. Pobyt w kinie jest ciekawym przeżyciem samym w sobie, ze względu na żywiołowe reakcje widowni. Po ciekawym seansie wsiadamy w nocny pociąg do Allapuzha.

______________________________________________

Porady praktyczne, wskazówki dojazdu, godziny otwarcia, ceny czy inne wartościowe informacje są niezbędne w relacji, ale opóźniają jej czytanie. Tak naprawdę przydają się dopiero wtedy, gdy planujemy własną podróż do relacjonowanego kraju. Dlatego postanowiłem, że w tej i w przyszłych relacjach, takie informacje będę oddzielał długą kreską. Dodatkowo łatwiej je będzie znaleźć, gdy będą w jednym miejscu. Jeżeli więc, nie wybierasz się do Indii lada chwila, to możesz pomijać to co piszę pod kreską :)

Nie zgłębiałem się w to i nie wiem czy to prawda, bo o znaczeniu ich kiwania głowami dowiedziałem się dopiero po powrocie. Ta wiedza definitywnie ułatwiłaby komunikację na miejscu. Podsyłam przykładowe dwa filmiki:




Aby tak ogólnie łatwo się połapać w podawanych przeze mnie w kwotach w rupiach indyjskich, zapamiętajcie, że ceny tuk tuków i noclegów, to wspólne koszty, które ponieśliśmy w dwie osoby. Pozostałe kwoty to koszt dla jednej osoby. Często tam, gdzie da się płacić kartą, płaci się 50 Rs/os. mniej. Dodatkowo, 1000 rupii to 55 zł. Miejcie na uwadze, że usłyszycie sporo wyższe ceny, które zawsze gdzie się dało negocjowaliśmy, co nie znaczy, że Wam nie uda się zejść jeszcze niżej 

Delhi:
Z racji małego scamu, w który daliśmy się wciągnąć mieliśmy wynajętą taksówkę na cały dzień, więc nie przejmowaliśmy się kwestią bagażu. Przed planowaniem zwiedzania warto rozeznać się gdzie można wejść z plecakiem walizką i czy jest na miejscu jakiś depozyt.

Ceny:
Jama Masjid – 300 (ubranie zakrywające ramiona czy łydki wydawane jest za darmo)
Red Fort – 550
Humayun’s Tombs – 550
Akshardam Temple - free
Lotus Temple – free
Agrasen ki baoli – free
Toy train:
Rezerwować bilet o wiele wcześniej, nawet sporo przepłacając u pośredników. Jeżeli będziecie mieli możliwość wyboru to siedźcie z lewej strony pociągu – są o wiele lepsze widoki. Najbardziej zjawiskowe widoki rozpościerają się do Coonoor i w tym mieście rekomendowałbym koniec trasy. Cena – dla nas 325, a normalnie 37 (chyba).

Ooty:
Zarówno tu jak i w Coonoor tuktukarze mają swoje tablice z cenami (chyba odgórnie narzuconymi) i nam nie udało nam się nic wynegocjować. Tak czy inaczej nie jest drogo. Za tuktuka do Tea Park zapłaciliśmy 300 Rs, choć na tej trasie co chwile jeżdżą busiki za 9 Rs i takim busikiem wracaliśmy. Żeby zobaczyć całość wystarczy 5 godzin. Generalnie wiedząc to co teraz, odpuściłbym Ooty - wypada blado chociażby przy Coonoor, a tym bardziej przy Munnar.
Tea Park – 15
Botanical Garden – 40
Tea Factory – 20
Bus Ooty – Coonoor – 20 – jedzie 1h

Coonoor:
Zobaczenie wypisanych przeze mnie miejsc zajmuje 5-6 godzin.
Nocleg w Hotel Blue Hills – 1700 – nasz najdroższy podczas całej podróży, a wcale nie oszałamiający
Tuk tuk na Dolphins Nose i z powrotem – 700
Tuk tuk do High Field Tea Estate i Kodamalai Estate – 400
Sims Park – 30
Bus do Coimbatore – 48 – jedzie 2,5h
Film Uryiadi 2 – 116
Lokalizacja zielonych pól:
Załącznik:
Screenshot_6.jpg


Nie posiadam żadnych zdjęć rozkładów autobusów, bo jest ich na tyle dużo, że nie warto się tą kwestią przejmować na etapie planowania. Na podstawie swoich doświadczeń powiemy, że w odróżnieniu do pociągów, autobusy są punktualne. Dlatego, że są punktualne warto być na miejscu kilkanaście minut wcześniej, bo wcale nie tak łatwo jest czasem znaleźć ten właściwy autobus :D W razie czego, część połączeń na południu kraju można znaleźć tu:
https://www.aanavandi.com/


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym


Ostatnio edytowany przez Pietrucha 12 Paź 2019 15:53, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Maj 2019 15:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lut 2017
Posty: 1252
Loty: 421
Kilometry: 677 093
złoty
Niestety, ciezko te relacje sie czyta, bo wpis zajmuje ponad 2 x szerokosc strony.
_________________
Także = również / też
Tak że = więc / zatem / dlatego
Tak, że = tak bardzo, że / w taki sposób, że
Resort (pol) = ministerstwo
Resort (eng) = kurort
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Pietrucha uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 30 Maj 2019 15:29 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 5101
Loty: 791
Kilometry: 744 474
platynowy
Dokładnie. Wygląda na interesującą, ale ciężko przez nią przebrnąć z tego powodu.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Pietrucha lubi ten post.
Pietrucha uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 31 Maj 2019 22:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Ok, teraz widzę o czym mówicie... Macie jakiś pomysł w jaki sposób mogę to zmienić? Nigdy wcześniej mi się coś takiego nie przydarzyło.
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym


Ostatnio edytowany przez Pietrucha, 31 Maj 2019 23:24, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 24 Cze 2019 16:09 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3127
Za długa kreska - poprawione. :)
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off
Pietrucha uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 28 Lip 2019 11:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Dzień 4:

Załącznik:
Screenshot_1.jpg

Załącznik:
Screenshot_2.jpg


Mamy ponad 3 godziny przesiadki w Kochi. Jesteśmy na miejscu i od razu udajemy się na wschód Słońca na plażę. Brzydką, zaśmieconą plażę z chowającymi się krabami. Po krótkiej drzemce ruszamy na poszukiwania kajaków do wynajęcia – nasz główny cel wizyty w Allapuzha. Z wielu źródeł dowiadujemy się, że ze względu na wysokie temperatury, wynajem jest wstrzymany. Jednak udaje nam się znaleźć miejsce świadczące te usługi, które doskonale wykorzystuje prawa popytu i podaży :) Musimy tam dojechać łódkobusem, wysiąść na odpowiednim przystankowym brzegu i wrócić na ten sam przystanek w niedalekiej przyszłości. Wydaje się nam, że półtorej godziny to za mało, jednak w ponad czterdziestu stopniach, z dłuższego przesiadywania w kajaku nie czerpalibyśmy przyjemności.

Załącznik:
IMG_2225.JPG

Załącznik:
IMG_2223.JPG

Załącznik:
IMG_20190408_100745.jpg

Załącznik:
IMG_20190408_111833.jpg

Załącznik:
IMG_20190408_103517.jpg

Załącznik:
IMG_20190408_122156.jpg


Jemy obiad z poznanym dwa dni wcześniej Hindusem i wsiadamy w autobus do Munnar. Można by powiedzieć, że nasza wizyta w Allapuzha jest bezzasadna, bo byliśmy tak zbyt krótko, jednak my wyciągnęliśmy z niej dokładnie to, co chcieliśmy. Podróże autobusem w Indiach są przygodą samą w sobie. Oczywiście mówimy o autobusach dla localsów. Jeśli podniesie się ręce do góry, to można się poczuć jak na rollercoasterze, gdyż Twoje ciało miota się we wszystkie strony, a dodatkowo co chwile czuć stan nieważkości. Okna cały czas są otwarte, gdyż nie ma szyb, a w razie deszczu zasuwane są swego rodzaju metalowe rolety i zapalane jest światło. Całość wiekowej konstrukcji wydaje tak intensywne dźwięki, że posilić się zwrotami z wywiadu ”cały czas tłukło” to by było za mało. Nie można zbliżać swojej twarzy do jakichkolwiek elementów znajdujących się w autobusie na odległość bliższą niż 15 cm, gdyż grozi to nagłym i bolesnym uderzeniem. W razie możliwości nie należy siadać z tyłu autobusu, gdyż można zostać wyrzuconym na pół metra w górę (nie przesadzam). Zawsze jak czytałem relacje i ludzie opisywali pewne podobne kwestie, które wydają im się w pewnym sensie "hardcorowe", to myślałem, że dramatyzują. Teraz wierzę takim opisom :D

Załącznik:
IMG_20190408_182042.jpg


Jest to dopiero nasz czwarty dzień w tym różnorodnym kraju i gdzieś głęboko w głowie mamy zakodowane, że Indie = bieda, a tutaj za oknem widzimy stosunkowo dużo domów/willi, w których niejeden milioner nie powstydziłby się zamieszkać. Taki obraz widzimy przez około 100 km trasy. 163 kilometry malowniczej trasy pokonujemy w 6,5h. Zaczyna się ściemniać, dogadujemy się z najlepszym tuktukarzem w kraju, który ogarnia nam tani nocleg i kładziemy się spać.

Dzień 5:

Załącznik:
Screenshot_3.jpg

Załącznik:
Screenshot_4.jpg


Standardowy punkt wycieczki, czyli wczesna pobudka. Poznany wczoraj Mahindra zabiera nas na całodniową przejażdżkę. Photo point, echo point (warto!), Mattupetty Dam, to miejsca w okolicy, które przyciągają turystów i znajdują się na trasie do Top Hill Station. Dodatkowo nasz kierowca po rozmowie ze swoim znajomym napotkanym w środku lasu (a przynajmniej ogólnie dialogi Hindusów wyglądają tak jakby wszyscy się dobrze znali), zatrzymał się, aby wypatrywać poruszającego się w okolicy słonia. Niestety nic z tego nie wyniknęło, ale za to pszczoły były w swoim ulubionym miejscu. Nie mieliśmy okazji sprawdzenia zweryfikowania tej informacji, ale podobno jest to jedyne drzewo w szeroko rozumianej okolicy, na którym pszczoły tworzą swoje ule.

Załącznik:
IMG_2237.JPG

Załącznik:
IMG_2249.JPG

Załącznik:
IMG_20190409_070915.jpg

Załącznik:
IMG_2235.JPG

Załącznik:
IMG_2232.JPG

Załącznik:
IMG_20190409_063611.jpg


Jednak to co najciekawsze było przed nami. Słowem wstępu otaczające nas pola należały do wielkiej grupy TATA (tak, tej od samochodów). Napędzają one znaczną część gospodarki regionu, które generalnie jest bogaty. Otoczone były niskim drutem kolczastym i nie można było się po nich przechadzać, o czym informowały wywieszone tabliczki. Co więcej, liście zbierane są ręcznie. Mahindra powiedział nam, że jeżeli mamy ochotę na przechadzkę, to jeśli damy mu rupie dla pracowników pól herbacianych, to on załatwi wstęp. Nie wiemy jaka część trafiła do jego kieszeni, ale była to kwota typu 10 zł i jak najbardziej warta poświęcenia. Już teraz wiemy, że niemalże dwie godziny spędzone wśród różnych alejek to zdecydowane top of the top naszej dwutygodniowej wyprawy!

Załącznik:
IMG_20190409_083900.jpg

Załącznik:
IMG_2265.JPG

Załącznik:
IMG_2259.JPG

Załącznik:
IMG_2262.JPG

Załącznik:
IMG_20190409_084950.jpg

Załącznik:
IMG_20190409_092102.jpg

Załącznik:
IMG_2400.JPG

Załącznik:
IMG_20190409_093333.jpg

Załącznik:
IMG_20190409_094534.jpg

Załącznik:
IMG_2487.JPG


W doskonałych nastrojach ruszamy do Spice Garden, gdzie łapie nas ulewa. Obserwujemy kilka ciekawych roślin, ale to miejsce kompletnie nas nie urzeka. Początkowo sympatyczny przewodnik, ciekawie opowiada, wychwalając wiele zdrowotnych właściwości wskazywanych roślin. Na koniec okazuje się być strasznie nachalnym w próbie sprzedaży różnych produktów, pytając dlaczego tego, tego lub tego nie chcemy kupić skoro to takie zdrowe. Gdy zauważa, że handel coś nie idzie, przerzuca się na proszenie o napiwki za oprowadzanie po ogrodzie. Zniesmaczeni wracamy do Mahindry i ruszamy do Pothamedu View Point.

Załącznik:
IMG_2497.JPG


Gdy wracamy jest już ciemno. Mahindra zrobił na nas tak dobre wrażenie, że umawiamy się z nim również na jutrzejszy dzień.

Dzień 6

Załącznik:
Screenshot_5.jpg

Załącznik:
Screenshot_6.jpg


Mahindra oprócz doskonałej znajomości okolicy jako tuktukarz, ma kilka dodatkowych zalet. Jak na Hindusa mówi (słowo klucz) dobrze po angielsku. Zaskakuje nas tym, że potrafi robić ładne zdjęcia. Ogarnia tani nocleg. Wskazuje doskonałe punkty gastronomiczne. Personalnie daje się polubić i co najważniejsze, potrafi wczuć się w naszą rolę i kombinować organizacyjnie i jak coś zrobić jak najtaniej. Jednak pomimo tego, że jest prawie 3 nad ranem, to robi dokładnie to samo co wczoraj, czyli zasypia i trzeba po niego dzwonić :D Tę chwilę spóźnienia rekompensujemy sobie popijając coś czego nam później będzie brakować. Z reguły za 55 gr, a czasem nawet za dwukrotnie mniejszą cenę, dostajemy miniszklankę ciekawego, ciepłego napoju jakim jest mocno słodzona zielona herbata z mlekiem. Brzmi dziwnie, lecz smakuje obłędnie. Pojawia się Mahindra z zaklejonymi oczami i ruszamy do najwyżej położonej plantacji herbaty na świecie. Podjeżdżamy pod podnóże góry Kolukkumalai. Sprawa wygląda tak, że Mahindra nie w stanie nas dowieźć na sam szczyt góry, a może to zrobić jedynie (chyba) licencjonowany kierowca jeepa. Co więcej cena tej usługi nie podlega negocjacji. Wjeżdżamy najgorszą drogą na świecie i już śmiejemy się sami z siebie, że tą samą drogą będziemy musieli wracać. Miotanie jak szatan wchodzi na jeszcze wyższy poziom. W Polsce czasem się mówi, że jedziemy po kocich łbach, tutaj śmiało mogę powiedzieć, że jedziemy po krowich. Ostatnie metry pokonujemy pieszo i czekamy na wschód Słońca.

Załącznik:
IMG_2515.JPG

Załącznik:
IMG_2552.JPG

Załącznik:
IMG_2541.JPG

Załącznik:
IMG_20190410_071715.jpg


Z tymi polami herbacianymi to jest trochę tak jak z górami, że niby są do siebie podobne, ale każde wyjątkowe na swój sposób i ciągle chce się do nich wracać. 3 razy TAK dla wszystkich zielonych terenów, które widzieliśmy! Dzięki temu, że trochę nieświadomie zaczęliśmy od tych najmniej oszałamiających koło Ooty, to w każdym miejscu nam się bardzo podobało :D Przed nami jeszcze cały dzień, więc wykorzystujemy tę okazję i ruszamy na północ do Eravikulam National Park. Tu żegnamy się z Mahindrą, bo wiemy, że z tego miejsca wrócimy samodzielnie bez żadnego problemu. W internecie jest niewiele informacji na temat tego miejsca, ale okazuje się, że w tym wielkim parku praktycznie nie ma nic ciekawego. Jedyna dostępna opcja to wjechanie autobusem do góry i przejście się pieszo kilkaset metrów. Dodatkowo, mają tam jakieś dziwne zakazy, bo nie wolno wytykać palcem małych kóz.

Załącznik:
IMG_2562.JPG

Załącznik:
IMG_2613.JPG

Załącznik:
IMG_2563.JPG

Załącznik:
IMG_2573.JPG

Załącznik:
IMG_2579.JPG


Wieczór spędzamy krążąc po Munnar. Jest to pierwszy taka sytuacja, kiedy nie mamy planu na luźne 3-4 godziny :)

Dzień 7

Załącznik:
Screenshot_7.jpg

Załącznik:
Screenshot_8.jpg

Załącznik:
Screenshot_9.jpg


Dziś zobaczymy tylko, albo aż jedno miejsce. O 6 rano wsiadamy w autobus do Aluva. Tuk-tukiem jedziemy na lotnisko w Kochi. Opuszczamy południe, gdzie są fenomenalne chipsy ziemniaczane lub bananowe sprzedawane w różnych smakach i wytwarzane lokalnie. Lecimy do Bombaju i do wykorzystania mamy tylko 3 godziny, bo później wsiadamy w nocny pociąg na północ. Nasz wybór z satelity prezentuje się następująco:

Załącznik:
IMG_20190411_170253a.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_170253b.jpg


Ehh, zastanawiam się co napisać o Dharavi, bo wydaje mi się, że wszystko co napiszę może zostać źle odebrane. Śliski temat. Może napiszę po prostu jak to wyglądało z naszej perspektywy. Największe (a wg niektórych źródeł drugie największe) slumsy w Azji, w których mieszka około milion osób, są dzielnicą Bombaju, do której normalnie można wejść, nie potrzeba żadnego lokalnego przewodnika, nie ma również żadnej wyraźnie zarysowanej granicy. Widać, że część dróg jest zaprojektowana przestrzennie. Poza ulicami istnieje ogromna samowolka budowlana. Ludzie są uśmiechnięci. Na ulicach kwitnie handel. Widać linie energetyczne. Jest bardzo tłoczno. Nie dostrzegamy nikogo umierającego na ulicy. Dookoła jest ogrom śmieci. Zewsząd dochodzą nieprzyjemne zapachy. Ludzie mieszkają razem z kozami w swoich „lokalach”. Gdy już się te się te kozy pogłaszcze, to otrzymujemy uśmiech w zamian (właściciela, nie kozy). Nie czujemy się niebezpiecznie. Przez prawie dwie godziny nie spotykamy się z żadnym nieprzyjemnym spojrzeniem oraz nikt, nawet żadne dziecko nie żebrze od nas pieniędzy. W gruncie rzeczy przedstawiam cztery subiektywne myśli:
- wciąż niczego tak naprawdę nie wiem o życiu w tym miejscu,
- nie chciałbym nigdy tam mieszkać, a co gorsze wychowywać,
- na pierwszy rzut oka nie jest tak źle, jak wydawało się mogło wcześniej poprzez obraz ukształtowany podczas oglądania „Slumdoga” czy czytania artykułów w sieci,
- zgaduję, że na świecie istnieje wiele gorszych miejsc do życia niż Dharavi.

Załącznik:
IMG_20190411_170253.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_171916.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_173045.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_173941.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_173831.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_174606.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_175132.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_172519.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_175322.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_175342.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_180826.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_183531.jpg


Na szczęście nie jechaliśmy tymi połączeniami, ale tak wyglądały krótkobieżne pociągi na dworcu Dadar.

Załącznik:
IMG_20190411_204154.jpg

Załącznik:
IMG_20190411_205354.jpg


Dzień 8

Załącznik:
Screenshot_10.jpg

Załącznik:
Screenshot_11.jpg


Przed piątą meldujemy się w Aurangabad i od razu wsiadamy w autobusu do Ajanty. Tym razem to poziom głośności tłuczenia się pojazdu wchodzi na wyższy poziom. Docieramy jeszcze przed godziną otwarcia, co pozwala nam zwiedzać bez towarzystwa tłumów. Ogólnie cieszymy się, że wróciliśmy w komercyjne miejsca, bo znowu możemy płacić kilkanaście razy więcej niż localsi, czyli wszystko wraca do normy :D Pierwsze groty powstały już nawet w II w. p.n.e., a budowę ostatnich szacuje się na V w. n.e. Nie znamy się na architekturze czy sztuce, ale na nas robi wrażenie przede wszystkim ogrom przedsięwzięcia. Człowiek chodzi po tych wszystkich jaskiniach i zastanawia się po prostu: jak oni to wszystko wydłubali? Tym większe wrażenie robi fakt, że część kamieni ozdobnych pochodzi z terenów obecnego Iranu.

Załącznik:
IMG_2639.JPG

Załącznik:
IMG_2640.JPG

Załącznik:
IMG_2645.JPG

Załącznik:
IMG_2673.JPG

Załącznik:
IMG_2648.JPG

Załącznik:
IMG_2649.JPG

Załącznik:
IMG_2651.JPG

Załącznik:
IMG_2642.JPG

Załącznik:
IMG_2628.JPG


Dodatkowo jaskinia nr 6 jest akustyczna i po uderzeniu otwartą dłonią w różne miejsca filarów uzyskuje się inne dźwięki, które delikatnie rozchodzą się po całej przestrzeni. Temperatura daj nam się we znaki, bo termometry wskazują 42 stopnie :D Poznajemy podróżnika z Kirgistanu, który podróżuje po Indiach na stopa już trzeci miesiąc. Wracamy autobusem do Aurangabad, gdzie postanawiamy wypróbować nową metodę. Znajdujemy nocleg na bookingu i udajemy się do niego, aby spróbować zbić cenę, zapłacić gotówką bez rezerwacji przez stronę. A jakże, udało się :) Resztę dnia spędzamy na spacerowaniu po tym bardzo brudnym mieście i próbowaniu kolejnych nowych rzeczy. Zauważamy ogromne stoisko z arbuzami, które są pokrojone i gotowe do zjedzenia. Bierzemy. Coś nam ten arbuz nie podchodzi i zauważamy, że ten pyszny owoc zostaje posypywany… solą. Druga porcja bez soli smakuje o wiele lepiej. Stajemy w kolejce do stoiska z automatem robiącym napoje gazowane o różnych smakach. Klient przed nami zamawia napój a’la Fanta, bierze solniczkę w dłoń i solą doprawia… co tam się wyprawia :D Poza dziwnymi preferencjami smakowymi dostrzegamy jak wiele luźno chodzących po mieście byków, krów, psów, kóz czy świń żywi się wszechobecnymi śmieciami. Rezygnujemy z relatywnie drogiej atrakcji miejskiej jaką jest minitadżmahal. Dziś wypiliśmy około 7 litrów napojów na głowę.

Załącznik:
IMG_20190412_180408.jpg

Załącznik:
IMG_20190412_174608.jpg

Załącznik:
IMG_20190412_182020.jpg

Załącznik:
IMG_20190412_183402.jpg


Dzień 9

Załącznik:
Screenshot_12.jpg

Załącznik:
Screenshot_13.jpg


Ellora Caves są najbardziej estetycznie utrzymają atrakcją turystyczną jaką nam będzie dane nam zobaczyć. Pomimo tego, że daleko im chociażby do naszych standardów. Kolejny raz obserwujemy dobrze przemyślaną adaptacje automatyzacji. Przy zakupie biletów otrzymujemy żeton, który należy wrzucić zeskanować/wrzucić do kołowrotka, przy którym stoi ochroniarz, który skanuje/wrzuca żeton za Ciebie :D Jaskinie w Ellora są młodsze, od tych w Ajanta, o nawet 500 lat, lecz w Ajanta są tylko świątynie buddyjskie, a tutaj buddyjskie, dżinijskie i hinduskie. Mamy wrażenie, że w przypadku jaskiń postąpiliśmy podobnie jak z polami herbacianymi, czyli zaczęliśmy od tych „słabszych”. Tutaj tym bardziej jesteśmy pod wrażeniem ogromu przestrzeni, jaka została wydrążona. Aż wstyd się przyznać, że przed wyprawą do Indii nie wiedziałem o istnieniu takich miejsc. To jest niesamowite!

Załącznik:
IMG_2684.JPG

Załącznik:
IMG_2700.JPG

Załącznik:
IMG_2675.JPG

Załącznik:
IMG_2705.JPG

Załącznik:
IMG_2687.JPG

Załącznik:
IMG_2701.JPG

Załącznik:
IMG_2702.JPG


Natomiast prawdziwa perełka to Kailasa Temple Nie da się jej nie zauważyć :D. Niektóre źródła mówią, że była budowana czy lepiej powiedzieć drążona, nawet 150 lat.

Załącznik:
IMG_2709.JPG

Załącznik:
IMG_2713.JPG

Załącznik:
IMG_2724.JPG

Załącznik:
IMG_2729.JPG


Będąc bardzo blisko, warto się przejść do Shri Ghrishneshwar Temple, z której nie ma żadnych zdjęć, do której niczego nie wolno ze sobą wnieść i gdzie mężczyźni muszą wchodzić z gołą klatą. Generalnie jeśli istnieje coś takiego jak grzybicostopofobia, to taka osoba będzie miała problem ze zwiedzaniem w Indiach. Do części jaskiń i chyba wszystkich świątyń należy wchodzić boso. Żadnego autobusu powrotnego nie widać, tuktukarze przeginają z cenami, więc łapiemy stopa :D Podjeżdżamy pod Daulatabad Fort, lecz rezygnujemy z wejścia na niego.

Załącznik:
IMG_2733.JPG


Resztę czasu w Aurangabad spędzamy w małym lokalnym zoo, gdzie jesteśmy zażenowani brzydotą, prowizorką, brakiem zieleni, brudem i ciasnotą miejsc, w których przetrzymywane są zwierzęta. Jednakże udaje nam się zobaczyć białego tygrysa :)

Załącznik:
IMG_2744.JPG

Załącznik:
IMG_2749.JPG


Nocnym pociągiem wracamy do Bombaju. To nasza kolejna styczność ze Sleeperem i nie jest tak źle. Są przepełnione, lecz nie napotykamy żadnych problemów z rozłożeniem się na swoich miejscach i w wagonach jest chłodno, dzięki pracującym wiatrakom.

Załącznik:
IMG_20190407_191157.jpg

Załącznik:
IMG_20190407_194303.jpg

Załącznik:
IMG_20190407_213826.jpg


______________________________________________

Allapuzha:
Kayak dla 2 osób na 1,5h – 2000, kontakt: +91 9946481176
Autobus Allapuzha-Munnar – 144, 6,5h
Gdybyśmy mieli okazję to zostalibyśmy więcej godzin, ale nie dłużej niż 1 dzień :)

Munnar:
Najlepszy punkt naszej wycieczki :) Warto się wybrać na dwa pełne dni, żeby dłużej pobyć przy polach herbacianych i mieć zapas czasu w razie deszczu, który bywa intensywny, ale krótkotrwały w tym rejonie. Eravikulam i Spice Garden śmiało można odpuścić. Świetną restauracją, dodatkowo polecaną przez lokalnych jest Rapsy Restaurant. Polecamy Mahindrę z całego serca. Oprócz zalet wypisanych wcześniej, należy dodać uczciwość. Zdarzyła nam się taka sytuacja, że chyba ze zmęczenia połączonego z roztargnieniem, zapłaciliśmy mu o 2000 rupii za dużo, co potraktował jako napiwek. Zorientowaliśmy się kilka godzin później i napisaliśmy mu o naszej pomyłce, ale on już wtedy nie mógł się spotkać z nami osobiście, ale wysłał do nas swojego kolegę. Odwdzięczyliśmy się mu prezentem. Numer do Mahindry:
+919400200930
Munnar-Top Station-Spice Garden-Munnar zajęło nam 10h i zapłaciliśmy 1800 za 2 osoby włącznie z wejściem na teren pól herbacianych.
Munnar- Kolukkumalai-Eravikulam – 1800 + 2000 za wjazd jeepem do góry. Z Eravikulam wróciliśmy za jakieś 70? rupii tuktukiem. Całość zajęła nam 9 godzin.
Nocleg: 3x700
Wstęp Eravikulam:335+45 za aparat
Autobus Munnar-Aluva: 94
Tuk tuk na lotnisko COK - 250


Ajanta i Ellora Caves:

Uważam, że te miejsca warte są nadrabiania drogi, jednak gdybym wiedział to co dzisiaj, to zrobiłbym to w jeden dzień, bo nie ma sensu siedzieć w Aurangabad, który jest swoistą bazą wypadową ze względu na brak tanich noclegów obok jaskiń. Da się to zrobić w jeden dzień. Z samego rana należy jechać do Ajanty. Samo zwiedzanie spokojnym tempem zajęło nam 2,5h, a transport w dwie strony około 4h, czyli między godziną 12-13 można być z powrotem w Aurangabad. Do Ellora jest już znacznie bliżej, a zwiedzanie tychże jaskiń zajęło nam 4,5h. Nam się nigdzie nie śpieszyło, więc spacerowaliśmy wolnym tempem oraz byliśmy w każdej jaskini, gdzie spędzaliśmy po kilka-kilkanaście minut. Pokuszę się o stwierdzenie, że w 1,5h w Ajanta i 3h w Ellora da się wszystko zobaczyć, niczego nie pomijając.
Nocleg Aurangabad: 500
Autobus do Ajanta w dwie strony: 145x2, jedzie 2h w jedną stronę
Wstęp Ajanta: 600
Bus do Ellora: 45
Wstęp Ellora: 600
Zoo: 70
Daulatabad Fort i Mini Tadż Mahal – po 300 rupii, ale tam nie byliśmy


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym


Ostatnio edytowany przez Pietrucha, 29 Lip 2019 17:09, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 28 Lip 2019 21:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Dzień 10

Załącznik:
IMG_20190414_065429.jpg

Załącznik:
IMG_2774.JPG

Załącznik:
IMG_2777.JPG

Załącznik:
IMG_2778.JPG

Załącznik:
IMG_2789.JPG

Załącznik:
IMG_2790.JPG

Załącznik:
IMG_2784.JPG


Koniec. To wszystko. Nie ma nic więcej. To są najciekawsze miejsca w Bombaju, które wcześniej znaleźliśmy w sieci. Wiedzieliśmy o tym, że Bombaj nie ma nic do zaoferowania zważając na bogactwo turystyczne całego kraju. To dlaczego znów tu w ogóle jesteśmy? Aby wydostać się samolotem z południa w rozsądnych kwotach trzeba było mieć przesiadkę w jakimś dużym mieście. Nasz wybór padł na Bombaj ze względu na Dharavi i dobre nocne połączenia w kierunku Aurangabad, skąd jaskinie były w naszym zasięgu. Innymi słowy, zważając na nasze zasoby, którymi są czas i fundusze, Bombaj musiał być w jednym pakiecie razem z jaskiniami. Dzisiaj najbardziej zaskoczyły nas nietoperze, a dokładniej sama ich obecność w wielkim mieście i olbrzymie rozmiary. Oh, zapomniałbym. Na koniec największa atrakcja tego miasta przy której natrafiliśmy na międzynarodowy zlot gołębi:

Załącznik:
IMG_2751.JPG

Załącznik:
IMG_2761.JPG


Dobra, spadamy stąd.

Załącznik:
Screenshot_1.jpg


Waranasi to najświętsze i jedno z najstarszych miast Indii. Hindusi życzą sobie, aby po śmierci zostać tu skremowanym oraz żeby ich prochy zostały wrzucone do świętej rzeki jaką jest Ganges. Ciała bogatszych Hindusów są sprowadzane nawet ze Stanów Zjednoczonych. Wielu przyjeżdża do miasta, aby w nim umrzeć. Wyjątkowe są również ghaty, czyli kamienne stopnie prowadzące do rzeki. Kremacja odbywa się z reguły na dwóch ghatach i każdego dnia palonych jest 150-300 ciał. To tak w telegraficznym skrócie i w prostych słowach, bo w sieci są dziesiątki pięknie napisanych i finezyjnych opisów. Z lotniska do centrum miasta Waranasi jest około 25 kilometrów. Nie wiem co się dzieje w okolicy, ale nigdy nie czułem niczego podobnego. W powietrzu unosi się swąd palonego plastiku, tak intensywnie drapiący mnie w gardło, że zaczynam kaszleć. W mieście jest już lepiej, ale nie dla mojej połówki, która źle znosi mieszankę przyjemnych i nieprzyjemnych zapachów. Dostrzegamy zależność, że najbardziej śmierdzi przy rzeczkach i paradoksalnie najlepiej jest przy Gangesie. Dotychczas nie widzieliśmy tak głośnego i zatłoczonego miejsca. W wielu miejscach unosi się wyraźna woń marihuany. Na ulicach są dziesiątki starszych, wychudzonych Hindusów, którzy śpią na ulicach i niektórzy faktycznie wyglądają tak jakby zaraz mieli umrzeć. Co ciekawe wśród tej grupy nie dostrzegamy żadnej kobiety. Docieramy do głównego punktu całej wyprawy do Waranasi, czyli Manikarnika Ghat. Poglądowe zdjęcie z Google:

Załącznik:
496637107-56a3c09b3df78cf7727f04e9.jpg


Dosiada się do nas młody Hindus i opowiada o obrzędach. Zostajemy poinformowani o zakazie robienia zdjęć. Optymalna sytuacja dla nieboszczyka jest taka, gdy całe ciało spali się doszczętnie, choć podobno u kobiet często zostają kości miednicy, a u mężczyzn kości klatki piersiowej. Oczywiście później są wrzucane do rzeki. W skrócie ceremonia wygląda tak, że ciało zanurzane jest w Gangesie i pozostawiane na schodkach, a po wyschnięciu następuje podpalenie na stosie z drewna. Nie każdego stać na taką ceremonię, gdyż stos jest zbudowany z 300-500 kg drewna, a za każdy kilogram drewna trzeba zapłacić. Z naszego punktu widzenia palenie odbywa się taśmowo, co kilka minut zanurzane jest kolejne ciało, bądź podpalany jest kolejny stos. Nowe stosy ustawiane są w dowolnym pustym miejscu. Dokoła biegają psy, byki, krowy, których wokół tego ghatu jest nad wyraz dużo. Co ciekawe nie możemy zrobić żadnego zdjęcia, ale nie ma żadnego problemu żeby pochodzić sobie pomiędzy palonymi zwłokami, tak jak to robi każdy nawet psy i krowy. Nasz nowy przyjaciel, który spędził z nami prawie półtorej godziny nie zawodzi nas na sam koniec i tak jak się spodziewaliśmy, chce od nas pieniądze, które rzekomo miały zostać przekazane na drewno dla ubogich, których nie stać na bycie skremowanym. Po naszej wyraźnej odmowie, zapowiada, że zła karma do nas wróci. Zbliża się już północ, więc udajemy się do naszego jedynego w Indiach noclegu z couchsurfingu.

Załącznik:
IMG_20190414_203728.jpg

Załącznik:
IMG_20190414_215146.jpg


Dzień 11

Załącznik:
Screenshot_2.jpg


Idziemy ghatami i wyraźnie widzimy jak brudna jest ta rzeka. Nie przeszkadza to jednak w zażywaniu kąpieli czy prowadzeniu pralni. Dzisiaj ponownie udajemy się do Manikarnika Ghat, aby mieć porównanie jak dzień vs noc. Tym razem zagaduje do nas inny młody Hindus, lecz w bardzo podobny sposób jak wczoraj. Ceremonia wygląda dokładnie tak samo, ale miejsce robi o wiele mniejsze wrażenie niż w nocy. W dzień widać o wiele więcej brudu, śmieci czy odchodów zwierząt. Idziemy w kierunku wychwalanej w sieci Shri Kashi Vishwanath Temple, do której jakoś ja jako mężczyzna nie mogę wejść. Chwilę czekam, po czym słyszę, że nie ma tam w ogóle niczego szczególnego :D Zbliżamy się do stacji kolejowej i rozmawiamy o naszych odczuciach w związku z tym miastem. Indie są ogromne i podczas planowania podróży wiedzieliśmy, że żeby zobaczyć pewne miejsca będziemy musieli przemieszczać się np. przez całą noc. Z jednej strony to z Waranasi jesteśmy najbardziej zadowoleni, że zdecydowaliśmy się tam udać, a z drugiej strony chcemy jak najszybciej wyruszyć z tego miasta :) Ceremonia kremacji zwłok, jest dla naszej kultury ekstremalnie obca i możliwość obserwowania tych codziennych dla nich czynności, nawet z odległości jednego metra była niesamowita i z chęcią byśmy jeszcze to powtórzyli. Jednak oprócz „Burning Ghat” dostrzegamy same minusy. Jest bardzo tłoczno, bardzo głośno, ciągłe trąbienie dziesiątek skuterów wokół mocno denerwuje, śmierdzi, jest mnóstwo bezdomnych bądź ludzi czekających na śmierć, jest brzydko, brudno i w dość obszernej okolicy najważniejszego ghatu, niemalże na każdym kroku należy uważać, aby nie wdepnąć w odchody. Jeżeli rozgraniczy się ghaty wraz z ceremonią i resztę miasta to sprawa wydaje się być prosta. Zastanawiamy się jak ludzie mogą „zatrzymać się na kilka dni i poczuć magię Waranasi”. Potrafimy tę magię znaleźć przy płonących stosach, ale nie w mieście. W mieście, w którym czujemy się zdecydowanie najgorzej podczas całej podróży. Uciekamy dalej.

Załącznik:
IMG_2795.JPG

Załącznik:
IMG_2798.JPG

Załącznik:
IMG_2801.JPG

Załącznik:
IMG_2803.JPG

Załącznik:
IMG_2796.JPG

Załącznik:
IMG_2805.JPG

Załącznik:
IMG_2806.JPG

Załącznik:
IMG_2819.JPG

Załącznik:
IMG_2820.JPG

Załącznik:
IMG_2821.JPG

Załącznik:
IMG_2823.JPG

Załącznik:
IMG_2824.JPG

Załącznik:
IMG_20190415_162037.jpg

Załącznik:
IMG_20190415_164341.jpg


Dzień 12

Załącznik:
Screenshot_4.jpg

Załącznik:
Screenshot_3.jpg


Kolejny nocny pociąg przywozi nas nad ranem do kolejnego punktu na naszej trasie. Zaczynamy od zachodniego kompleksu świątyń w Khajuraho. Próbując zrobić rozeznanie na temat świątyń ukażą Wam się zdjęcia wielu rzeźb o motywie erotycznym. W rzeczywistości takich rzeźb jest naprawdę niewiele. Po raz kolejny otwieramy buzię ze zdumienia ze względu na liczbę drobnych elementów, które zdobią świątynie oraz ze względu na ogrom włożonej w nie pracy.

Załącznik:
IMG_2842.JPG

Załącznik:
IMG_2830.JPG

Załącznik:
IMG_2838.JPG

Załącznik:
IMG_2847.JPG

Załącznik:
IMG_2850.JPG

Załącznik:
IMG_2856.JPG

Załącznik:
IMG_2858.JPG

Załącznik:
IMG_2854.JPG

Załącznik:
IMG_2860.JPG



Świątynie są wykonane bardzo pieczołowicie. Dla przykładu elementy na zdjęciach poniżej, które są wielkości pięści, ciągną się wokół całej świątyni.

Załącznik:
IMG_2833.JPG

Załącznik:
IMG_2834.JPG


Jednak prawdziwa impreza rozkręca się tutaj, choć i ona stanowi zaledwie krótki fragment segmentu okalającego całą świątynię.

Załącznik:
IMG_2869.JPG

Załącznik:
IMG_2866.JPG

Załącznik:
IMG_2864.JPG

Załącznik:
IMG_2868.JPG


Po zwiedzaniu dogadujemy się z tuktukarzem, aby nas zawiózł do Raneh Waterfalls. Po raz kolejny rozbawia nas podział pracy. Jest droga, my na drodze, żadnych innych turystów, po lewej i po prawej stronie pola, przewoźny stragan obsługiwany przez 4-5 osób, najpierw jest kasa z biletami i potem brama wjazdowa do rezerwatu 15 metrów dalej. Generalnie pustka i nic dookoła. Tylko my i localsi (wszyscy dorośli) i wszyscy na nas patrzą. W kasie siedzi trzech pracowników. Kupujemy bilety. Idziemy przez 15 metrów i wciąż wszyscy na nas patrzą. Każdy widział, że kupiliśmy bilety, jednak przy bramie specjalny pracownik musiał sprawdzić bilety i otworzyć nam bramę :D Mamy do przejścia 3 kilometry w jedną stronę. Po dotarciu do wodospadów okazuje się, że mamy niewiarygodne szczęście, gdyż możemy zobaczyć wodospady bez wody!

Załącznik:
IMG_2945.JPG

Załącznik:
IMG_2931.JPG

Załącznik:
IMG_2937.JPG

Załącznik:
IMG_2942.JPG


Przychodzi czas na świątynie we wschodniej i południowej części miasta. Tym razem podeszliśmy do tematu w złej kolejności. Jeśli macie cały dzień na Khajuraho, to zachodni kompleks świątyń zostawcie sobie na sam koniec.

Załącznik:
IMG_2948.JPG

Załącznik:
IMG_2954.JPG

Załącznik:
IMG_2959.JPG

Załącznik:
IMG_2950.JPG

Załącznik:
IMG_2953.JPG

Załącznik:
IMG_2955.JPG

Załącznik:
IMG_2956.JPG

Załącznik:
IMG_2957.JPG


Chodząc od bankomatu do bankomatu, napotykamy cały czas ten sam problem: brak gotówki w urządzeniu. Półtorej godziny za nami, wszystkie bankomaty w mieście sprawdzone. Pojawia się Hindus, który jako chyba jedyny w mieście ma terminal i proponuje nam wypłatę gotówki z prowizją 30% :D Idziemy do oddziału banku SBI, w którym już wcześniej byliśmy i jeszcze raz pytamy się tego samego pracownika czy nic nie da się zrobić, czemu pomieszczenie z ich bankomatem po drugiej stronie ulicy jest zamknięte, czy nie może gotówki z banku wsadzić do ich bankomatu itd. Wtem on wzdycha, wstaje i każe iść za nim. Zdejmuje kłódkę, podnosi metalową żaluzję, wpuszcza nas do środka i zasuwa żaluzję. Bankomat działa. Mówi, że możemy wypłacić ile tylko chcemy :D Tłumaczy nam całą sytuację tym, że miasto notorycznie cierpi na brak gotówki i oni muszą regulować możliwość jej wypłaty. Ładnie dziękujemy Panu bankierowi, Pan bankier podnosi żaluzję i wtedy dostrzegamy tworzącą się kolejkę do bankomatu, która zostaje odprawiona :D Tyle nam w Khajuraho wystarczy, ruszamy na nocny pociąg do Agry.

Załącznik:
IMG_2960.JPG

Załącznik:
IMG_2961.JPG

Załącznik:
IMG_2963.JPG

Załącznik:
IMG_20190416_153120.jpg

Załącznik:
IMG_20190416_165718.jpg


______________________________________________

Taxi lotnisko – Waranasi: 450
Przed Khajuraho wypłaćcie sobie więcej gotówki :)
Tuk-tuk stacja kolejowa – Khajuraho: 200 w dwie strony
Wstęp do zachodniego kompleksu: 600
Tuk tuk do wodospadów i z powrotem: 400
Wstęp na teren rezerwatu: 50


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym


Ostatnio edytowany przez Pietrucha 28 Sie 2019 23:07, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 29 Lip 2019 12:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Gru 2013
Posty: 446
srebrny
Pietrucha napisał(a):
Coś nam ten arbuz nie podchodzi i zauważamy, że ten pyszny owoc zostaje posypywany… solą. Druga porcja bez soli smakuje o wiele lepiej. Stajemy w kolejce do stoiska z automatem robiącym napoje gazowane o różnych smakach. Klient przed nami zamawia napój a’la Fanta, bierze solniczkę w dłoń i solą doprawia… co tam się wyprawia :D

Nie chodzi o preferencje smakowe, tylko prostą chemię: sól zatrzymuje wodę w organizmie, tak zapobiegają odwodnieniu.
Góra
 Relacje PM off
Pietrucha lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 29 Lip 2019 22:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Dzięki! Tak naprawdę, gdzieś ukradkiem właśnie na to liczę, że kilku fachowców sprostuje moje wypowiedzi :)
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 28 Sie 2019 22:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Dzień 13:

Załącznik:
Screenshot_2.jpg

Załącznik:
IMG_20190412_041041.jpg


Jesteśmy w trakcie najbardziej męczącej nocy całej wycieczki. Wysiadamy z pociągu o 3:00 i odliczamy nudne minuty do otwarcia ikony Indii. Nie będzie niespodzianką jeśli powiem, że byliśmy pierwsi w kolejce. Kontrola jest dość ciekawa, gdyż nie wolno wnieść praktycznie niczego, a tym bardziej żadnych przedmiotów, które mogą zostać „śmieciem”. Dla przykładu musieliśmy wyrzucić plastikową folię, w której nosi się chusteczki higieniczne oraz folię z gum do żucia, a same gumy trzeba było wyrzucić albo zacząć żuć :D Niemniej to co najważniejsze, czyli reklamówka z Biedronki jakimś cudem przeszła – wymacana w kieszeni prawdopodobnie została zidentyfikowana jako folia przeciwdeszczowa. Na terenie Tadż Mahal odczuwamy emocje, których w ogóle się nie spodziewamy. Nie doczytaliśmy, że wejście do środka budowli, czyli mauzoleum jest dodatkowo płatne. Pomimo tego, iż pierwszy turyści zostali wpuszczeni kilkadziesiąt minut wcześniej, to kasy wewnątrz kompleksu dopiero zaczynały się otwierać. Po kilkunastu minutach czekania na pracownika, okazuje się, że nie możemy zakupić biletów, gdyż pracownik nie ma reszty z banknotu 2000 rupii. Co więcej, w jednej z najbardziej rozpoznawalnej budowli na świecie, w jednym z siedmiu nowych cudów świata, w największej atrakcji tak ogromnego kraju nie można płacić kartą :D I pracownik nie ma reszty z banknotu o równowartości 110 zł. I jakoś tak jesteśmy źli. Śmieci pływające w oczkach wodnych. Chodniki brudne i niepozamiatane. Przed mauzoleum walają się folie, dywany porozrzucane przez wiatr. Tuje o różnej wysokości. Kwiatki nierówno posadzone. Zardzewiałe, powykrzywiane barierki. Starszy pracownik domagający się napiwków… Ale budowla… Wow.

Załącznik:
IMG_2968.JPG

Załącznik:
IMG_3033.JPG

Załącznik:
IMG_3035.JPG

Załącznik:
IMG_2967.JPG

Załącznik:
IMG_3011.JPG

Załącznik:
IMG_3020.JPG


Robienie zdjęć wewnątrz nie jest dozwolone, ale nie dziwimy się, że tyle ludzi odwiedza to miejsce. Dziwimy się jednak dlaczego cała otoczka jest tak zaniedbana, a nawet niechlujna. Wyjątkowość Tadż Mahal kontrastuje z jego infrastrukturą turystyczną. Każdego tygodnia do kasy biletowej wpływa ogrom pieniędzy, lecz w ogóle nie widać, aby były one wykorzystywane w rozwój tego miejsca. Jednak mimo poświęcenia całego dnia na Tadż Mahal w ogóle nie żałujemy tej decyzji. Wejścia do wewnątrz mauzoleum również. Spacerkiem zmierzamy do Agra Fort i choć już dawno to wiemy, to utwierdzamy się w przekonaniu, że forty i miasta nie są naszą bajką.

Załącznik:
IMG_3037.JPG

Załącznik:
IMG_3040.JPG

Załącznik:
IMG_3042.JPG

Załącznik:
IMG_3043.JPG

Załącznik:
IMG_3045.JPG

Załącznik:
IMG_3054.JPG

Załącznik:
IMG_3057.JPG

Załącznik:
IMG_3058.JPG


Jednakże w Agrze jest niedoceniane miejsce, które ciągle jest w budowie i dziwi nas jego brak popularności. Całkiem niespodziewanie się tam wybraliśmy i to był strzał w dziesiątkę. Niestety wewnątrz nie można robić zdjęć, ale będąc w tym mieście koniecznie wybierzcie się do Radha Swami Mandir (Soami Bagh).

Załącznik:
IMG_3060.JPG

Załącznik:
IMG_20190417_134626.jpg

Załącznik:
IMG_20190417_143125.jpg


Limca to najlepszy napój w całym wszechświecie. Wsiadamy w pociąg do Jaipuru, lecz w trakcie zmieniamy plany i wysiadamy w miejscowości Dausa, gdzie znów stosujemy patent z negocjacją ceny z bookingu na miejscu.

Dzień 14:

Załącznik:
Screenshot_3.jpg


Jazda na motorze w trójkę i bez kasków zaliczona. Pomimo dobrych chęci gospodarza i podwózki, poranny bus jednak nie nadjeżdża. A tak naprawdę to gospodarz pomylił godziny. Dwugodzinna kombinacja połączeń pociągu, busa, autostopu oraz piechoty i jesteśmy na miejscu. Chand Baori jest praktycznie pośrodku niczego i jest to jedyne miejsce w Indiach, w którym widzieliśmy klasyczne stragany z pamiątkami.

Załącznik:
IMG_20190418_072718.jpg


Na zdjęciach to miejsce zdaje się być hipnotyzujące. Jest to ostatni dzień podróży, więc ma stanowić wisienkę na torcie. Hahahaha, śmiejemy się sami z siebie, że tu jesteśmy. Nie… no nie. Patrzymy w dół i nie możemy w to uwierzyć :D W rzeczywistości to wcale nie jest takie wielkie! Nie robi wielkiego wrażenia. Dodatkowo nie można zejść na dół. Nasze Mieliśmy duże oczekiwania, a Chand Baori okazało się naszym największym, a w sumie to jedynym rozczarowaniem całej podróży. Widzę jak wyglądają moje zdjęcia i nie są one wcale takie złe, ale serio, na żywo jest o wiele gorzej :D Niemniej od samego rana mamy rewelacyjne humory. Łapiemy stopa jadąc na pace z jakimś brudnym silnikiem, po drodze podziwiając kupy z kupy.

Załącznik:
IMG_3077.JPG

Załącznik:
IMG_3075.JPG

Załącznik:
IMG_3072.JPG

Załącznik:
IMG_3065.JPG

Załącznik:
IMG_20190418_080346.jpg


Żałujemy, że nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia, ale widzieliśmy taką wzorkowaną w finezyjne zawijasy :D

Załącznik:
IMG_20190418_075146.jpg


Wsiadamy w pociąg i zajeżdżamy do Jaipuru około południa. Za zaskakująco niską cenę dogadujemy się z tuktukarzem na objazdówkę po najciekawszych miejscach. Pałac Wiatrów to kolejna po Chand Baori atrakcja, która w rzeczywistości wygląda o wiele gorzej.

Załącznik:
IMG_3101.JPG


Za to pozytywne wrażenie zrobił na nas City Palace.

Załącznik:
IMG_3081.JPG

Załącznik:
IMG_3084.JPG

Załącznik:
IMG_3085.JPG

Załącznik:
IMG_3086.JPG

Załącznik:
IMG_3090.JPG

Załącznik:
IMG_3091.JPG

Załącznik:
IMG_3095.JPG

Załącznik:
IMG_3099.JPG


Amber Fort świadomie odpuszczamy i nawet tuktukarz nam potwierdza, że w środku nic nie ma i strasznie śmierdzi.

Załącznik:
IMG_3105.JPG

Załącznik:
IMG_3111.JPG

Załącznik:
IMG_3114.JPG

Załącznik:
IMG_3116.JPG


Za to wybieramy się spacerkiem na Nahargarh Fort. Stamtąd rozpościera się panorama całego miasta. Jaipur jest tak ogromnym miastem, że jego końca nie widać. Dodatkowo zaskakuje nas wielkość tego fortu. Spędzamy tam przyjemnie czas, podziwiamy dziwne wystawy. Szokuje nas jednak góra śmieci wyrzucanych tuż za mur w jednej z największych atrakcji miasta.

Załącznik:
IMG_3122.JPG

Załącznik:
IMG_3125.JPG

Załącznik:
IMG_3132.JPG

Załącznik:
IMG_3137.JPG

Załącznik:
IMG_3142.JPG

Załącznik:
IMG_3143.JPG

Załącznik:
IMG_3144.JPG

Załącznik:
IMG_3147.JPG



Z drugiej strony Jaipur był najczystszym miastem jakie odwiedziliśmy. Jesteśmy nim pozytywnie zaskoczeni, choć wiemy, że w mieście tym grasuje mnóstwo oszustów i naciągaczy. Następnie niemalże jak co dzień wsiadamy do pociągu :D Jest to nasza najprzyjemniejsza podróż. W ciągu niecałych pięciu godzin, otrzymujemy 2 ciepłe dania, zupę i przekąski. Żartujemy, że jeszcze na dodatek zaraz przyniosą nam lody. Mija zaraz i przynoszą nam lody. Bardzo poplątana pętla po Indiach się zamyka i znów jesteśmy w New Delhi. Uber. Hostel. Prysznic. Spać.

Dzień 15:

Jak co dzień wcześnie wstajemy :D Tym razem nie mamy nawet innego wyjścia. Lot mamy po godzinie dziesiątej, co daje nam szansę na zobaczenie Qutub Minar, na który brakło nam czasu 2 tygodnie temu. Toż to druga najciekawsza atrakcja w całym New Delhi!

Załącznik:
IMG_3156.JPG

Załącznik:
IMG_3162.JPG

Załącznik:
IMG_3168.JPG

Załącznik:
IMG_3173.JPG


Ponownie lecąc przez Kijów, wracamy do domu. Nasza przygoda dobiega końca. A na ten koniec Wam powiem, że całość podróży odbyliśmy z takimi bagażami:

Załącznik:
IMG_20190412_044459.jpg

____________________________________
Agra:
Nie zaprzeczymy, że Tadż Mahal jest must see :D subiektywna rada jest taka, żeby dodatkowo wejść do mauzoleum. Koniecznie wybierzcie się z samego rana, bo po półtorej godziny na miejscu tłumy były przytłaczające. Całość bagażu zostawcie w noclegowni, nie można wnosić toreb, plecaków. Jeżeli poza Tadż Mahal macie czas na tylko jedną atrakcję to wybierzcie Radha Swami Mandir. Nie pożałujecie, a Red Fort nie jest niczym szczególnym.
W pobliżu Agry jest Wildlife SOS. Nie chcieliśmy się wybrać do tego miejsca na komercyjną wycieczkę. Napisaliśmy więc do ośrodka z prostym zapytaniem czy nie potrzebują rąk do pracy, gdyż oferujemy swoją pomoc i wiemy, że wiąże się to z pracą w brudzie, wysiłkiem fizycznym itd.. Nie dostaliśmy żadnej pozytywnej odpowiedzi. Czy faktycznie w tym miejscu słonie są dobrze traktowane? Nie wiem. Ich odpowiedź daje nam trochę do myślenia, a w dodatku ciągle proszą o wsparcie finansowe. W Polsce w schroniskach dla psów czy kotów każde ręce do pracy są miło przyjmowane.
Tadż Mahal – 1050 (taniej przez internet) + 200 mauzoleum + 20 za przechowywanie bagażu
Red Fort – 550 (przy posiadaniu biletu z Tadż Mahal i płatności kartą)

Chand Baori:
Odpuśćcie :D a jeżeli Was nie zniechęciłem to wiedźcie, że dojazd wcale nie jest łatwy. Podobno można też się tam dostać „od dołu”, lecz my dojechaliśmy pociągiem do stacji Bandikui i codziennie przez tę stacje przejeżdża mnóstwo pociągów. Na miejscu tuktukarze rzucają szalone ceny, więc spróbujcie się dostać do skrzyżowania o nazwie Gooler Market i stamtąd jest już rzut beretem. Widzicie białą drogę pomiędzy Bandikui i Chand Baori? Nie, nie złapiecie tam stopa. Na mapie wygląda dobrze, ale w rzeczywistości jest to taka jakby polna droga i nikt tamtędy nie jeździ.

Załącznik:
Screenshot_1.jpg

Nocleg w Dausa:700
Pociąg do Bandikui i Jaipur: 45 + 45

Jaipur:
Odpuściliśmy chyba najdroższą atrakcję w kraju, choć zdjęcia w internecie wyglądają kusząco. Co ciekawe, jest to jedyne miejsce, w którym widzieliśmy zniżki dla studentów.
Załącznik:
IMG_20190418_121014.jpg

Tuk tuk po Jaipurze: 350
City Palace: 400
Nocleg w hostelu w New Delhi: 600
Qutub Minar: 600

PODSUMOWANIE


Zaskakujący kraj. Zaskakująco mili ludzie. Zaskakująco dużo selfie. Śmiesznie kiwają głowami i zaskakująco źle się z nimi rozmawia po angielsku. W zasadzie nie powinno się wypowiadać o całych Indiach, bo każdy stan mógłby być odrębnym państwem. Najbardziej podobało nam się w Kerali i Tamilnadu. Rejony te wyglądały na bogatsze i ludzie tacy jacyś bardziej uśmiechnięci. Dodatkowo tylko tam mogliśmy się zajadać przeróżnymi chipsami bananowymi i ziemniaczanymi i im dalej na południe tym bardziej kiwają głowami :D Choć i tak przeraża wszechobecny brud to myśleliśmy, że będzie gorzej. I nie widzieliśmy nikogo dorosłego załatwiającego się na ulicy. Podobnie spodziewaliśmy się o wiele większej biedy, a spory odsetek społeczności zdaje się prowadzić dogodne życie. Dodatkowo myśleliśmy, że więcej ludzi będzie od nas żebrało pieniądze. Nie spodziewaliśmy się natomiast tylu zwierząt chodzących po ulicach nie będących krowami. Przed podróżą nie wiedzieliśmy o tym, że angielski jest ich wspólnym oficjalnym językiem, natomiast oni mają kilkanaście własnych odrębnych języków, a jako, że w większości znają tylko swój jeden i nie rozumieją innych, to dogadują się między sobą po angielsku. Po naczytaniu się opinii, nieco obawialiśmy się podróży sleeperem, jednak każda podróż przebiegła bez żadnych incydentów. Innymi słowy, nie jest to aż tak inny świat jak myśleliśmy, że będzie :D Była to brudna, ale bardzo przyjemna podróż. Czuliśmy się bezpiecznie i względnie komfortowo. Jedzenie oraz noclegi są bardzo tanie. Podobało nam się to uczucie, że mogliśmy próbować wszystkiego i nie musieliśmy się zastanawiać nad tym, czy nas na to stać. Jedzenie faktycznie jest ostre, ale jeśli za każdym razem się uprzedza kucharza, żeby nie dodawał ostrych przypraw, to da się przeżyć :) Zakochaliśmy się w polach herbacianych i tuktukach.

Pociągi się spóźniają, ale ich spóźnienia są regularne i podawane w rozkładach. W przeciwieństwie do pociągów, wszystkie podróże autobusem były punktualne. W każdym większym mieście należy sprawdzać czy działa Uber – jeśli działa jest z reguły najtańszy, a po drugie jest dobrym wyznacznikiem cen. W bankomatach SBI nie ma żadnych prowizji i jest ich na tyle dużo, że korzystaliśmy tylko z nich używając kart Revoluta. Internet z Airtel śmigał prawidłowo. Decyzja o zabraniu tylko bagażu podręcznego była strzałem w dziesiątkę, nie trzeba tłumaczyć oczywistych zalet. Przydatne aplikacje: Where is my train, SBI Finder.

Koszty (4385 zł/ osoba):
Loty WAW-KBP-DEL RT – 1290 zł
3 loty wewnętrzne – 633 zł
Wiza – 325 zł
Pociągi – 630 zł
Autobusy, tuktuki i Uber – 239 zł
Wstępy do atrakcji – 443 zł
Ogrody herbaciane i dojazd do nich - 198 zł
Noclegi (7 nocy): 154 zł
Jedzenie i napoje: 310 zł
Pamiątki: 53 zł
Kijów: 110 zł

Zaskoczyła mnie ta kwota. Myślałem, że całość wyjdzie sporo taniej. Jednak teraz wiem, że podróżując powoli i spędzając kilka dni w jednym miejscu można prawie nic nie wydawać, bo koszty noclegów i wyżywania są relatywnie niskie. Dzisiaj wiem, że nasza kwota wynika z intensywności oraz bogactwa naszego planu. Czy żałujemy takiej gonitwy? Absolutnie :) Dzięki temu wycisnęliśmy z Indii, dokładnie to co chcieliśmy. Wiemy co nas interesuje i taki model podróżowania świetnie do nas pasuje. Większość czasu podróżowaliśmy nocą. Wbrew pozorom, wcale się wszędzie nie śpieszyliśmy i powiedziałbym, że w większości miejsc mieliśmy czas żeby się zrelaksować popijając ich przepyszne herbatki. Chcemy wrócić do Indii, lecz tym razem w inne, jeszcze nie odkryte przez nas miejsca :)

KONIEC


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 20 Wrz 2019 09:19 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 460
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Zacna relacja. :)
Najlepszym komplementem niech będzie to, że po jej przeczytaniu prawie nabrałem ochoty, żeby tam ponownie jechać. Na szczęście:
1. Prawie.
2. Zaraz mi przeszło.
W Indiach byłem zaledwie ok. 50 godzin, a wystarczyło, żebym nabrał takiej awersji, że nie mam zamiaru dawać im drugiej szansy. Przynajmniej w najbliższym czasie. Nasze wrażenia, po odwiedzeniu Taj Mahal świetnie wyraziła moja Najdroższa: "Perła w kupie gnoju."
No, ale to takie moje przemyślenia. Najważniejsze, że Wam się podobało.
Pisałem już, że relacja zacna? ;)
_________________
Image

Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan> - pisze się
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 20 Wrz 2019 21:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Dzięki ☺️
marcinsss napisał(a):
"Perła w kupie gnoju."

Lepiej bym tego nie ujął 😀 chociaż zgaduję, że przez 50h byłeś w samych zatłoczonych miejscach, więc nie dziwne, że na brałeś negatywnego przekonania.
marcinsss napisał(a):
Najważniejsze, że Wam się podobało.

Może to wynika z tego, że jeszcze mało świata widzieliśmy, aczkolwiek staram się pisać tak, żeby nie pominąć żadnych minusów, bo to ich brakuje w internecie. Na forum jest relacja z Ladakh i to tam koniecznie będę chciał kiedyś polecieć ☺️
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym
Góra
 Relacje PM off
eskie lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 21 Wrz 2019 00:20 

Rejestracja: 10 Maj 2012
Posty: 1448
niebieski
Analizując wasze koszty 15 dniowego pobytu nie sposób nie zgodzić się z iście budżetowym wyjazdem. Kwota 310 zł czyli ok 5500 inr na życie i napoje to ok 350 inr dziennie. Osobiście jak byłem w tym roku na wiosnę to same moje skromne wydatki dzienne na życie oscylowały ok 1000 inr i wcale za tę kwotę nie pożyłem. Tak tak wiem ,że za 100 inr na ulicy można solidnie pojeść a za 300 w restauracji poszaleć. Już wiem, :D lubie piwo i to właśnie tam kosztuje krocie, butelka /puszka/ w sklepie 150 a w knajpie 250 inr Wystarczy w upale 2 w sklepie i 1 po obiadku i budżet się wali.Jednak to raptem 57 zł te 1000 rupii na dzień.
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 21 Wrz 2019 07:37 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 460
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
@Pietrucha No Ladakh to jest właśnie jedyne miejsce w Indiach, które jeszcze mnie ciągnie. Może dlatego, że (podobno) ma bardzo mało wspólnego z tym wszystkim, z czym kojarzą mi się Indie. ;)
_________________
Image

Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan> - pisze się
Góra
 Relacje PM off
Pietrucha lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 21 Wrz 2019 11:34 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 798
platynowy
Ladakh to stary, dobry Tybet, przypadkowo tylko w granicach Indii.

Enviado desde mi moto g(7) power mediante Tapatalk
_________________
Azerbejdżan - zakończona
Laponia - zakończona

Komory | Bahrajn | Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą

Instagram: @podruuznik
Góra
 Relacje PM off
Pietrucha lubi ten post.
 
 
 [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group