Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 32 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 26 Wrz 2017 15:35 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 10828
Loty: 253
Kilometry: 356 745
@Pabloo

Ostatnie pytanie :D
Gdzie najlepiej kupić pamiątki (talerze, bransoletki itd.) W Isfahanie czy w Tabrizie?
Bardziej mi chodzi, żeby tego nie targać przez pół Iranu :)
_________________
Proszę jak macie jakieś pytanie o Ateny to najpierw szukajcie na forum a ewentualnie następnie pytajcie w odpowiednim dziale.
https://www.facebook.com/SladyZeus/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#22 PostWysłany: 26 Wrz 2017 17:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 551
Loty: 17
Kilometry: 24 343
Punkty statusowe: 55
srebrny
Dużo biżuterii, nawet całe alejki ze straganami ze złotem były w Tabrizie. Ale w Isfahanie też na pewno znajdziesz coś ładnego. Żeby więc nie targać kup tam, gdzie będziesz na końcu ;). W Tabrizie nie widziałem tylko takiego wyboru ładnie pakowanych słodyczy jak w Szirazie czy w Isfahanie.
@Zeus wyruszasz w listopadzie tak jak pisałeś?
Relację z Armenii mam już przygotowaną tylko muszę zdjęcia uporządkować.
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#23 PostWysłany: 27 Wrz 2017 09:10 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 10828
Loty: 253
Kilometry: 356 745
Tak, 28/10 :)
Git! Czekamy!
_________________
Proszę jak macie jakieś pytanie o Ateny to najpierw szukajcie na forum a ewentualnie następnie pytajcie w odpowiednim dziale.
https://www.facebook.com/SladyZeus/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#24 PostWysłany: 28 Wrz 2017 19:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 551
Loty: 17
Kilometry: 24 343
Punkty statusowe: 55
srebrny
Armenia

Agarak
Za przejściem granicznym kierujemy się w stronę miejsca wskazanego na mapie jako „Elya budget hotel". Znajduje się jakieś 400m od granicy, ale dojście do niego nie jest takie łatwe ze względu na to, że idziemy w całkowitej ciemności. W końcu docieramy i łamanym rosyjskim dogadujemy się co do warunków noclegu. Jak już wspomniałem w poście powyżej, „hotel" ten to typowy dla miejsca dom przystosowany do przyjmowania gości. Bez zbędnych wygód, ale jak się później zdążyłem zorientować jest to najtańsze miejsce w okolicy dla turysty. Za noc płacimy po 2500 dramów(22zł).

Image

Choć jesteśmy bardzo zmęczeni, to poznajemy się z lokatorami dwóch innych pokoi. Ich pomoc okaże się nieoceniona. Pozwolę sobie powiedzieć coś więcej na temat jednych z nich, bo nawet jak na standardy fly4free ich wyprawa była bardzo niekonwencjonalna i w wysokim stopniu „4free" 8-). Byli to Rosjanka i Francuz, którzy po zakończeniu studiów sinologicznych w Pekinie zdecydowali się wrócić do Europy. Na piechotę. Po drodze śpiąc w namiocie lub opuszczonych zabudowaniach, raz na kilkanaście dni wybierając najtańszy hostel, by się zregenerować i oprać. Nie korzystając z autostopu, poza jak mówili pustynią, choć nie wiem jak dalej chcieli przejść kaukaskie wysokie przełęcze zimą(był już grudzień). Mając ze sobą tylko po małym plecaku, na oko dwudziestolitrowym. O ile dobrze pamiętam szli już 10 miesiąc, a po drodze zaliczyli Indie, Pakistan i Iran. Może ktoś też ich gdzieś spotkał? ;)

Następnego dnia planujemy dojechać do Erywania, a gdyby transport publiczny był po drodze dość elastyczny chcielibyśmy po drodze odwiedzić klasztor Tatev. Niestety, akurat jest niedziela, i jak się okazuje tego dnia nie jeździ żaden bus z Meghri do stolicy. Trochę nie bardzo chce się nam w to wierzyć, w końcu jest tu jedyne przejście graniczne z jednym z dwóch sąsiadów, z którymi Armenia ma otwartą granicę, ale okazuje się to prawdą. Będziemy więc próbować stopem, choć i tu właścicielka hotelu uprzedza nas, że w niedzielę raczej nikt nie jeździ z Meghri do Erywania i nie daje nam dużych szans na dojazd tam. Żeby nie wchodzić w szczegóły powiem tylko, że miała rację.

Image

Przez trzy godziny udaje nam się posunąć o jakieś 35km w łącznie sześciu autach. Przejeżdżało średnio 6/7 samochodów na godzinę, a te które nas mijały, jechały co najwyżej z wioski do wioski. Większa szansa była na złapanie tira jadącego od granicy, ale widzieliśmy tylko dwa, spośród których jeden z kierowców wskazał nam, że ma tylko jedno miejsce. Cały czas krążyli też przy nas „taksówkarze" swoimi nowymi mercedesami z czarnymi szybami chcąc nas zabrać stolicy za równowartość ponad 300zł. Ich aparycja kaukaskich dyskotekowych bramkarzy oraz to, że jeździli zawsze we dwóch przestrzegałaby mnie jednak, by nie wsiadać do ich aut nawet na krótkie dystanse.

Image

Decydujemy się więc wrócić w miejsce noclegu i tam z pomocą pozostałych lokatorów załatwić bilety na odjeżdżającego następnego dnia busa do Erywania. Na szczęście powrót do Agarak udaje nam się odbyć w ramach jednego przejazdu. Jedziemy na pace ciężarówki, po drodze delektując się pejzażem Gór Zangezurskich.

Image

Aby zarezerwować nam miejsce w marszrutce do Erywania, poznany w hostelu Ormianin, inżynier z ekipy budowlanej, która przyjechała tu do pracy ze stolicy, dzwoni od razu do kierowcy pojazdu. Jeśli ktoś chce tak przejechać tę trasę, to warto wcześniej popytać o miejsca w busie, bo nasz od razu był pełen, a po drodze jeszcze wielu chętnych chciało się dosiąść. Gdy tamtędy podróżowałem był tylko jeden kurs dziennie - rano o 7:00, od poniedziałku do piątku lub soboty. Umówiliśmy się też z kierowcą, by po nas przyjechał rano pod hostel. O tej porze trudno byłoby dostać się nam z Agarak do Meghri, skąd bus wyrusza. Przejazd trwał 8,5 godziny, a koszt to 5000 dramów(wtedy jakieś 45 zł, teraz 37zł).

Samo Agarak to dość szara wioska, a gdyby nie okoliczne góry dodające trochę uroku, to trzeba by rzec, „niezbyt" urodziwa. W centrum otwarte tego dnia są sklepy i pizzeria, w której jest dość drogo.

Image

Image

Image

Image

Wieczorem poznajemy smak kaukaskiej biesiady. Wraz z przebywającą w hostelu podróżującą pieszo parą oraz ekipą budowlaną, w której mieszają się różne narodowości kaukaskie, spożywamy miejscową morelówkę przy akompaniamencie lokalnych przebojów. Nie wiemy kiedy i jak zasypiamy.

W busie do Erywania panuje niesamowity ścisk i odór. O ile nie przepadam za zapachem papierosów, to tym razem wydobywając się z kurtki pasażera obok, był tym, który koił mój węch. Nawet podziwianie krajobrazów z okna jest prawie niemożliwe, gdyż torby współpasażerów i mój własny plecak przesłaniają mi cały widok, a przy tym okna są cały czas zaparowane. Nie jest więc to miła i wygodna przejażdżka. Droga wiedzie niezliczoną ilością podjazdów, zjazdów i serpentyn, od pewnej wysokości wszystko jest ośnieżone, a w wielu miejscach ruch odbywa się wahadłowo przez niemogące ruszyć tiry.

Erywań

W końcu przed szesnastą docieramy do Erywania. Jedziemy metrem do pierwszego na liście hostelu, a pomaga nam tam trafić poznany w Agarak szef ekipy budowlanej Grigorij. Generalnie wszyscy Ormianie, z którymi wchodziliśmy w styczność okazywali się bardzo serdeczni i pomocni.

W Erywaniu spędziliśmy trzy noce w Bridge Hostel. Pisałem już o nim w wątku o noclegach w Armenii, ale powtórzę. Hostel znajduje się w samym centrum, tuż obok polecanej też na forum restauracji Caucasus Tavern. Korzystaliśmy z pokoju ośmioosobowego, w którym jednak byliśmy sami. Były też pokoje dla dwóch osób. Obsługa była bardzo sympatyczna i pomocna, pokoje były duże, a przede wszystkim było bardzo czysto. Płaciliśmy 4500 dramów za noc od osoby(niecałe 40zł), a cena zawierała też smaczne, nieduże śniadania na ciepło.

Wieczorem udajemy się na spacer po centrum miasta, zakończony kolacją w polecanej przez obsługę hostelu Caucasus Tavern. Jest bardzo smacznie i trochę taniej niż w Polsce za miejsce na podobnym poziomie. Próbuję więc smażonych serków suluguni, chinkali, zupy bozbash(z jagnięciną i warzywami ) oraz domowego wina. Jak skonstatuję przy płaceniu, nie kosztowało to ostatecznie mało, ale warto było 8-). Również jedzenie jest tym co bardzo dobrze wspominam z Armenii.

budynek Opery
Image

Image

Plac Republiki
Image

Następnego dnia zwiedzamy Garni i Geghard. Wejście do Garni płatne 1200 dram.

Image

Image

O ile do tego pierwszego dociera marszrutka z Erywania, to do Monasteru Geghard, położonego 10 km dalej nie dociera żaden publiczny transport. Idziemy więc piechotą szukając okazji, która po chwili nadchodzi. Policjant po służbie podwiezie nas połowę trasy, bo wraca tędy do domu, a jak mu zapłacimy (chyba 1500 dramów) to weźmie nas pod sam klasztor i potem odwiezie na przystanek. Zgadzamy się, oszczędzimy w ten sposób dużo czasu, a że drogą obok poruszają się głównie owce, stąd nie wiadomo ile czekalibyśmy na kolejną okazję.

Image

O ile Garni robi wrażenie głównie kontekstem historycznym w jakim osadzona jest ta budowla oraz okoliczną scenerią, to Klasztor Geghard sam w sobie stanowi warte odwiedzenia miejsce.

Image

Image

Image

Przed Monasterem pierwszy raz próbuję od sprzedających pań czurczcheli/sudżucha, czyli orzechów w zgęstniałej zalewie winogronowej oraz ormiańskiego ciasta - gaty. To jest przepyszne!

Image

Image

W centrum stolicy udajemy się do Muzeum Sztuki Współczesnej położonego w podziemiu Kaskad oraz na ich szczyt. Świetnie widać stamtąd panoramę miasta oraz górujący nad nim majestatyczny Ararat.
Wieczorem odwiedzamy ponownie pobliską restaurację, by znowu delektować się smakiem lokalnych potraw 8-). W Erywaniu odniosłem wrażenie, że kwintesencją codziennego żywota dla naprawdę wielu Ormian jest wieczorna biesiada. Co najmniej suto zaprawiana wieloosobowa kolacja w restauracji, której najlepiej jeśli będzie towarzyszyć muzyka na żywo i taniec. W centrum Erywania chyba na każdej ulicy jest po kilka otwartych o każdej porze dnia i nocy restauracji. Te, w których byliśmy były otwarte 24 godziny na dobę, przez cały czas z pełną obsługą i kuchnią, a ich liczba jest nieporównywalna z innymi mi znanymi miastami.

Image

Image

Na kolejny dzień planujemy na początek wizyty w erywańskich fabrykach koniaku. Są dwie, położone blisko siebie. Jedna należy do kapitału francuskiego(o nazwie Ararat), a druga do rosyjskiego(o nazwie Noy). Warto sprawdzić wcześniej na stronie internetowej możliwość zwiedzania(godziny, dostępność przewodników). Ja tego nie zrobiłem, jednak ze względu na martwy sezon i brak grup zorganizowanych ostatecznie udało zobaczyć się obie. Do Fabryki Noy udało nam się wejść już po jakichś 10 minutach oczekiwania na przewodnika. Koszt wstępu dla jednej osoby to 3500 dramów(~29zł). Przez około 30 minut przewodnik oprowadza nas po kompleksie, a na końcu następuje degustacja dwóch koniaków wraz z demonstracją jak poprawnie należy to robić. Do tego talerz owoców dla separacji smaku ;).

Image

Image

Image

Do Fabryki Ararat można jednak wejść tylko w organizowanych turach o konkretnych godzinach. Najbliższa taka po angielsku jest dopiero po południu, dlatego też udajemy się marszrutką od razu do Eczmiadzynu. Jest tam siedziba Kościoła Ormiańskiego i najwyższego zwierzchnika, katolikosa.

Image

Kościół św. Gajane
Image

Image

Potem odwiedzamy ruiny Katedry Zvartnoc, które znajdują się na przedmieściach Eczmiadzynu.
Image

Wracamy do Fabryki Ararat, by wraz z szóstką innych turystów zwiedzić ją, a na koniec ponownie skosztować koniaku. Wstęp jest droższy niż w Noy, trzeba zapłacić 4500 dramów. Zwiedzanie jest za to troszeczkę bardziej multimedialne, choć krótsze. To tutaj też zapraszane są różne znane osobistości, by swoimi nazwiskami firmować kolejne beczki. Gdyby ktoś miał czas tylko na zobaczenie tylko jednej z fabryk, to moim zdaniem nie ma wielkiej różnicy którą wybierze, w obu można poczuć podobny „klimat" koniaku. A jeśli chodzi o sam trunek, to był tak samo niedobry w obu 8-).

Image

Image

Wieczorem stołujemy się we poleconej przez obsługę hostelu Tavern Yerevan. Różnica względem poprzedniej restauracji jest taka, że tu muzykę wykonuje na żywo jakiś regionalny zespół, a pod koniec posiłku zaczynają się tańce, w które szybko próbuje się nas zaangażować ;).

Ostatniego dnia w stolicy Armenii wybieramy się najpierw na dworzec kolejowy, kupić bilet na nocny pociąg do Tbilisi. Odjeżdża on co drugi dzień o 21:30, a w stolicy Gruzji jest o 7:50. Cena zależna jest od tego na ile dni przed odjazdem dokonuje się zakupu, a także w małym stopniu, czy wybiera się miejsce na dole czy na górze. Ja za swój bilet z miejscem na dole(plackarta, najniższa klasa) płacę 9120 dram(wtedy jakieś 80zł). Są też marszrutki, które odjeżdżają z dworca autobusowego znajdującego się za Fabryką Ararat, ale chcąc wykorzystać na przejazd noc, decydujemy się na kolej.

Plan na ostatnie kilka godzin w Armenii to zwiedzić Klasztor Chor Wirap. Ale jako, że najbliższy autobus w tamtą stronę odjeżdża za prawie dwie godziny, podjeżdżamy pod niedalekie ruiny starożytnej Twierdzy Erebuni. Wejście wraz ze wstępem do muzeum kosztuje 1000 dram. Polecam też się tam wybrać, bo o ile niektórzy powiedzą, że ruiny jak ruiny, to akurat te położone są na wzgórzu, z którego rozpościera się ładny widok na Erywań i okolicę, w tym oczywiście widoczny z każdego miejsca Ararat.

Image

Image

W marszrutce do Chor Wirap jest dość ciasno - z targowiska wracają wraz z mnóstwem tobołów handlujące tam starsze panie. Bus nie podjeżdża pod sam monaster. Zatrzymuje się przy skrzyżowaniu skąd trzeba jeszcze przejść jakieś półtora kilometra. Ważne(jak zawsze przy poruszaniu się nimi po Armenii czy Gruzji) jest, by trzymać rękę na pulsie i ewentualnie „upomnieć" się o swój przystanek. Dobrze jest wcześniej dogadać się z kierowcą lub komunikatywnym współpasażerem co do tego gdzie chcemy wysiąść.

Chor Wirap
To nie jest brud na matrycy tylko pyłki z okolicznych pól. ;)
Image

Na wzgórzu Chor Wirap w II wieku p.n.e. powstała podobna ormiańska stolica. Później wybudowany monaster i legenda związana ze św. Grzegorzem Oświecicielem stały się podstawą dla budowania tożsamości narodowej Ormian. Wg legendy ów Grzegorz w III wieku n.e. został uwięziony w lochu za nauczanie wiary chrześcijańskiej. Spędził tam 13 lat, by następnie uwolnić króla od zwierzęcej postaci, ten bowiem za swoje czyny został zamieniony w dzika. Namawiany król przyjął chrześcijaństwo, a w miejscu gdzie Grzegorz był więziony postawił kaplicę o nazwie Chor Wirap. W 301r. anno Domini Armenia stała się więc pierwszym chrześcijańskim krajem, a Grzegorz jej głównym patriarchą.
Wejście na teren monasteru jest darmowe. Akurat odbywał się ślub, niewątpliwie ładna sceneria na takie wydarzenie. Można wejść do dwóch częściowo podziemnych komnat, z których w jednej miał być więziony św. Grzegorz. Wymaga to jednak przeczołgania się bardzo ciasnym korytarzem.

Image

Jest stąd tylko 30 km do świętej góry Ararat, położonej przecież w Turcji, a różnica wysokości to ponad 4 kilometry. Niesamowity widok dla każdego lubującego się w górskich krajobrazach. Gdybym miał polecić spośród odwiedzonych jedno miejsce do zobaczenia w Armenii to byłoby to właśnie Chor Wirap. Po pierwsze właśnie dla pejzaży dookoła, a po drugie ze względu na sam klasztor. Mam tylko radę dla osób, którym zależy na zdjęciach, by pojechać tam jak najwcześniej - słońce zachodzi prawie centralnie za Araratem, co uniemożliwia choć poprawne naświetlenie.

Image

Niedaleko na wprost zaczyna się już Turcja, trochę dalej na lewo jest Iran, a gdzieś tam jeszcze dalej kryje się Azerbejdżan.
Image

widok na północ od Klasztoru
Image

Image

Powrót to stolicy nie jest jednak taki prosty. Po dostaniu się do pobliskiej wioski ludzie potwierdzają, że dziś już żadna marszrutka nie kursuje(tylko wcześnie rano). Ruchu samochodowego też prawie żadnego nie ma, więc musimy dojść prawie 5 km do głównej drogi na piechotę.

Image

Na szczęście po kilkunastu minutach marszu zatrzymuje się przy nas para Ormian i podwożą nas swoim Mercedesem do głównej szosy. Tam czekamy przy trasie na busa, chyba wszystkie które tędy przejeżdżają kierują się do Erywania. Tylko trzeba machać żeby zatrzymać kierowcę. Korzystając z uprzejmości obsługi hostelu bierzemy jeszcze prysznic, a następnie jedziemy metrem na dworzec kolejowy. W wagonie oprócz naszej dwójki jest tylko jedna osoba. Intrygujące są dla mnie miejsca „na górze". Nie ma żadnej drabinki, a wysokość do półki na pościel to tylko jakieś 60 cm, stąd trzeba wykazać się niemałą zwinnością, by wejść na swoje łóżko. W trakcie podróży przez okno dostrzec można tylko ciemność. Budzę się tylko podczas przekraczania granicy. Pogranicznicy sprawdzają bagaże, wypytują o posiadane leki.

Image
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
#25 PostWysłany: 05 Lis 2017 21:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 551
Loty: 17
Kilometry: 24 343
Punkty statusowe: 55
srebrny
Gruzja

Pociągiem z Erywania do Tbilisi dojeżdżamy po siódmej rano. Szybko docieramy na dworzec autobusowy Didube, skąd wyruszają marszrutki do Kazbegi(in. Stepancminda) za 10 lari. Droga Wojenna dostarcza ładnych widoków, jednak śnieg i stojące ciężarówki sprawiają, że podróż trwa długo. Już w busie zostaje nam zaproponowany pokój, w którym po obejrzeniu decydujemy się spędzić noc(Kazbegi Guesthouse Mari).

Jest już popołudnie i zbliżający się zachód słońca sprawia, że możemy wybrać się tylko na spacer po wiosce. Śniegu momentami jest po kolana, a drogi są tak oblodzone, że trudno utrzymać równowagę.
Następnego dnia wybieramy się do Klasztoru Cminda Sameba. Położony u podnóża Kazbeku jest miejscem częstych wizyt turystów, bo widoki z trasy oraz spod monasteru są przepiękne. Jednak zazwyczaj odwiedza się go wiosną/latem, gdy nie ma śniegu. Nam wysoka warstwa świeżego puchu utrudnia znalezienie prawidłowego szlaku, przez co wchodzimy dłuższym podejściem, a dopiero schodzimy krótką drogą, prowadzącą prawie prosto do Stepancmindy.

Image


Krajobraz z płaskowyżu u wrót klasztoru wynagradza trud i zmęczenie. Jest dobra widoczność i świetnie widać majestatycznie górujący Kazbek(5033 m n.p.m.).
W środku monasteru nie można robić zdjęć, ale zakonnik zaprasza do ogrzania się przy piecyku. Przy okazji zmieniamy skarpetki na suche ;). Tego dnia byliśmy pierwszymi(jedynymi?) turystami.

Image

Image

panorama wioski Kazbegi
Image

Następny dzień w Tbilisi rozpoczynamy od polowania na chaczapuri. Wybieram wersję adżarską w wielkości M. Ledwo jestem w stanie ją pomieścić, nie mam pojęcia jak ktoś mógłby zjeść XL 8-).

Image

filharmonia
Image

widok z Mostu Pokoju
Image


Dalej zwiedzamy stare miasto, klasztory, a także wjeżdżamy kolejką linową na górę do Twierdzy Narikala.

Ormiańska katedra Eczmiadzyn
Image

Świątynia Matki Boskiej Metechskiej
Image

po lewej katedra Sioni, a po prawej cerkiew Anchiskhati - najstarsza świątynia w Tbilisi
Image

widoki ze szczytu twierdzy Narikala
Image

Image

łaźnie siarkowe
Image

Image


Wjeżdżamy kolejką szynową na górę Mtatsminda, gdzie jest park rozrywki i skąd też rozpościera się panorama miasta.

Image

Wieczorem wychodzimy jeszcze z ekipą hostelową do baru. Miejscowi proponują jednak tylko zachodnie trunki.
Chwilę później jesteśmy już na dworcu kolejowym, skąd jedziemy nocnym pociągiem do Batumi. Nie ma jednak kuszetek, fotele są twarde i się nie odchylają, drzwi do przedziału się nie zamykają, a pociąg jest prawie pełny - generalnie nie jest to już tak wygodna podróż jak z Erywania.

Image

Batumi ma dość reprezentatywne nadmorskie centrum. Ale już kawałek dalej miasto nie wygląda najlepiej.

rzeźba Ali i Nino oraz pomnik Memeda Abaszydze, gruzińskiego polityka i pisarza
Image

Image

Image

Na koniec korzystamy z kolejki linowej Argo i wjeżdżamy na pobliską górę z tarasem widokowym, skąd rozpościera się na widok na całe Batumi.

Image

Teraz pozostaje nam już tylko skierować się autobusem w stronę granicy z Turcją, oddalonej o niecałe 20 km. Ale po drodze wysiadamy jeszcze przy okazale prezentującej się rzymskiej Twierdzy Gonio, którą chcemy zwiedzić. Niestety okazuje się to niemożliwe, bo jak informuje nas napis na bramie w poniedziałki jest zamknięte.

Image


Kontrola na granicy gruzińsko-tureckiej przebiega bardzo szybko i sprawnie. Już po stronie tureckiej łapiemy busa do miejscowości Hopa. Tam na dworcu kupujemy kolejne bilety - tym razem już w trochę dłuższą trasę - do Erzurum, skąd późnym wieczorem mamy lot do Stambułu.
Autobus jedzie bardzo krętą, górską trasą. W sumie nie spodziewałem się tu tak rozwiniętej infrastruktury - droga jest bardzo dobra i wiedzie kilkunastoma długimi tunelami.

Niestety autobus jedzie zdecydowanie dłużej niż wynikałoby to z rozkładu jazdy, stąd zaczynamy się delikatnie denerwować czy zdążymy na samolot. Z dworca autobusowe jest jeszcze jakieś 6 km do celu - szybko udaje nam się złapać autostop, i na lotnisku jesteśmy z wystarczającym zapasem czasowym. Lotnisko Erzurum to dość małe lotniska, choć z tego co pamiętam w rozkładzie lotów było całkiem sporo kierunków.

Jako, że lecimy linią Turkish Airlines(bilet kupowany trzy dni wcześniej kosztował niecałe 140zł), mamy możliwość nadania bagażu rejestrowanego. Nasze armeńskie koniaki i gruzińskie wódki będziemy mogli więc zabrać do domu.

Image

Przez duże zmęczenie szybko po starcie zasypiam. W ramach poczęstunku serwowana jest kanapka na ciepło. Na lotnisku Ataturka w Stambule lądujemy chyba koło pierwszej w nocy. Dojazd do miejsca noclegu, czyli na azjatycką stronę miasta o tej porze nie jest łatwy, ale przed czwartą udaje mi się wskoczyć do łóżka. Następnego dnia budzę się dopiero po drugiej po południu.
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo 12 Lis 2017 13:23, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#26 PostWysłany: 05 Lis 2017 22:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 551
Loty: 17
Kilometry: 24 343
Punkty statusowe: 55
srebrny
Stambuł 3/3

Na koniec mojej wycieczki zostaje mi trochę czasu na dokończenie zwiedzania Stambułu. Pogoda jednak nie zachęca, jest zimno i często pada deszcz. Następnego dnia wieczorem padał nawet śnieg.
Idę na chrześcijański cmentarz Haydarpaşa, gdzie pośród mogił Brytyjczyków głównie z czasów wojny krymskiej, znajduje się grób generała Mariana Langiewicza, dyktatora powstania styczniowego. Poza mną nie ma na cmentarzu nikogo.

Image

Image

Odwiedzam też ponownie Wielki Bazar, tym razem by uzupełnić zapas prezentów dla rodziny i znajomych. Udaję się do znanego ze swych kolekcji Muzeum Archeologicznego. Odbywam pożegnalny spacer starym miastem.

Image

Image

Ostatniego wieczoru wraz ze znajomymi jem kolację w jednej z wielu rybnych restauracji w dzielnicy Kadikoy. Polecam tę część miasta jeśli ktoś szuka luźniejszej dzielnicy, gdzie na każdym kroku znajdzie bar, restaurację, czy też klub muzyczny. Jedzenie można znaleźć w różnych cenach, natomiast jeśli ktoś chce napić się alkoholu to musi zapłacić co najmniej 15/20 zł za piwo czy shota. Po pacyfikacjach na placu Taksim uważa się, że jest to w tej chwili jedno z najbardziej młodzieżowych/liberalnych miejsc w mieście. Natomiast jeśli ktoś jest miłośnikiem szybkiego/dobrego/ulicznego stołowania się to w całym Stambule będzie zachwycony. Nie ma chyba najkrótszej ulicy bez choćby jednej budki/baru.

Image

O ile udając się w podróż na lotnisko Ataturka, myślałem że to już koniec wrażeń po miesiącu przygody, moje oczekiwania okazały się błędne. Pierwszą przesłanką, że coś nie tak było to, że nie mogłem odprawić się na lot przez internet. W checkmytrip był wskazany tylko drugi odcinek mojego lotu, z Kijowa do Warszawy, a brakowało ze Stambułu do Kijowa. Próba odprawy na lotnisku również okazała się w sumie niemożliwa. Pani z UIA przekazała mi tylko, że jest jakiś problem i musi poczekać na współpracowników. Ale tamci też tylko bezradnie klikali na komputerze, by powiedzieć mi, że nie da się wydrukować mojego biletu, a oni nie wiedzą czemu i dalej zawzięcie patrzeć w ekran monitora. Sytuacja była co raz bardziej stresująca, bo cały czas stałem przy taśmie z nieoddanym bagażem rejestrowanym, zbliżał się czas odlotu, a obsługa nie była na tyle komunikatywna by dobrze wyjaśnić mi o co chodzi. Ostatecznie po prawie półtorej godzinie czekania, 35 minut przed odlotem, bilet został mi wypisany ręcznie, a moja walizka została zabrana do luku. Przydzielono mi też jakiegoś pracownika lotniska, który poprowadził mnie do kontroli dla posiadaczy paszportu dyplomatycznego, tak by było jak najszybciej. Na szczęście zdążyłem, choć było nerwowo. Gdy już siedziałem w samolocie, przyniesiono mi normalny, wydrukowany bilet. Ma ktoś pomysł o co mogło chodzić?


Koniec

I to by było na tyle mojej relacji. Przystępując do pisania pierwszego posta nie sądziłem, że zajmie to tyle czasu i będzie tak angażujące. Starałem się zawrzeć w niej praktyczne informacje przydatne dla innych osób ruszających w ten lub inne rejony świata, ale też choćby w małym stopniu stopniu sprawić, by stała się dopiero inspiracją do wyruszenia, tak jak na mnie wpłynęło wiele relacji innych osób z forum. Bo naprawdę warto.
Mam nadzieję, że ktoś ją jeszcze w ogóle czyta, że się komuś już lub w przyszłości choć trochę przyda ;). Jeśli tak to zachęcam do podzielenie się tą informacją, będzie mi miło to wiedzieć 8-).
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Qba85 uważa post za pomocny.
 
      
#27 PostWysłany: 11 Gru 2017 02:32 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 57
Loty: 34
Kilometry: 73 968
Punkty statusowe: 7
Przepraszam, że tak późno, gratuluję zwycięstwa,
moje klimaty, mam nadzieję, że uda mi się w przyszłości zrealizować podobną wyprawę
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#28 PostWysłany: 26 Sty 2018 14:33 

Rejestracja: 28 Kwi 2016
Posty: 2
Punkty statusowe: 0
świetna relacja! tym bardziej, że Persja to kraj, który bardzo chciałabym odwiedzić (miałam swego czasu mnóstwo znajomych z Iranu, trochę mówiłam w tym języku i kocham ich kuchnię).
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#29 PostWysłany: 21 Lut 2018 16:25 

Rejestracja: 04 Maj 2016
Posty: 6
Punkty statusowe: 0
Słuchajcie, potrzebuję rady jak zorganizować z narzeczoną wakacje. Mamy 14 dni urlopu. Chcemy z Polski polecieć do Armenii i odwiedzić Iran, wszystko w rozsądnej cenie ;) problemem są odległości, więc pomyślałem żeby po wylądowaniu w Erywaniu, polecieć od razu do Teheranu, po czym kierować się na północ droga lądową w stronę Armenii. Nie chcemy też spędzić nie wiadomo ile czasu w autobusach, więc przydałyby się w Iranie ze 3 noclegi ( na pewno w Teheranie i Tebriz oraz gdzieś pomiędzy tymi miastami, może macie jakieś fajne miasteczko do polecenia?).
1. Czy polecacie jakąś stronkę z biletami lotniczymi na lipiec z Erywania do Teheranu? Bo wszystkie na których dotychczas patrzyłem mają dość drogie bilety, nie na naszą kieszeń ;) no właśnie ile może kosztować bilet w jedną stronę w lipcu z Erywania do Teheranu?
2. Jak z noclegami w Iranie, czy bukować wcześniej czy bez problemu znajdziemy na miejscu jakąś miejscówkę? Jak kształtują się ceny?
3. Czy ktoś z Was organizował sobie noc na pustyni? Wiem, że takie opcje są, może ktoś powiedzieć coś więcej?
4. No i kluczowa kwestia- jak przedstawia się aktualnie sytuacja w Teheranie? :) będzie wojna czy nie? :)

Ewentualnie, jeśli macie jakieś rady jak można by zorganizować dwutygodniową wycieczkę przez Armenię i Iran, to jestem otwarty na sugestie ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#30 PostWysłany: 21 Lut 2018 16:35 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 10828
Loty: 253
Kilometry: 356 745
na 3/4 pytań, odpowiedzi masz w dziale Iran
_________________
Proszę jak macie jakieś pytanie o Ateny to najpierw szukajcie na forum a ewentualnie następnie pytajcie w odpowiednim dziale.
https://www.facebook.com/SladyZeus/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#31 PostWysłany: 21 Lut 2018 16:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 3237
Punkty statusowe: 171
platynowy
Mahan Air lata z Erewania do Teheranu bezpośrednio. Widzę na kwiecień loty za 750 zł. Da się taniej ale z przesiadką w Atenach (560 zł). Generalnie to ten pomysł jest dla mnie bez sensu, ale nie moja sprawa. Nie opłaca się po prostu "robić" Iranu (i wyrabiać wizy), po to by tam spędzić 4(?), 5(?) dni - a tak mi wychodzi, bo pisałeś o 3 noclegach. Po prostu całkowicie szkoda zachodu.
Noclegi spokojnie ogarniesz na miejscu w okolicach 70-100 zł za pokój.
Znam kogoś kto organizował noc na pustyni ale to w okolicach Jazd. Jazd nie ma nic wspólnego z planowaną przez Ciebie trasą podróży (z Teheranu na północ). Przecież tam są góry.

Moja rada jest taka, byś poczytał trochę o Iranie i przyjrzał się mapom. O Armenii nic nie wiem.
_________________
"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami." Cyprian Kamil Norwid
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#32 PostWysłany: 21 Lut 2018 17:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 551
Loty: 17
Kilometry: 24 343
Punkty statusowe: 55
srebrny
@qra
A po co chcesz najpierw lecieć do Erywania, żeby od razu wylecieć stamtąd do Teheranu? To, że z Armenii jest bliżej do Iranu niż z Polski nie oznacza, że bilety lotnicze będą tańsze. Przemyśl dobrze swój plan i poczytaj kilka tematów na forum(na przykład jak szukać lotów oraz obejrzyj jakieś relacje, by porównać jak ludzie się tam dostają i w jakiej kolejności podróżują). Powinieneś raczej zmienić swój rozkład, bo przy tym co proponujesz to tracisz czas i pieniądze.
Z noclegami nie powinno być problemu(ja nie miałem). Nie słyszałem, by ktoś opowiadał o braku miejsc w hostelach, nawet w okresach świątecznych.
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 32 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group