Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 15 Maj 2017 14:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Cześć!

Pół roku po powrocie z podróży dzielę się swoimi wspomnieniami. Robię to przede wszystkim z szacunku i w ramach podziękowań dla forum i forumowiczów, z których wskazówek i doświadczeń korzystałem zarówno w trakcie niżej opisanej wyprawy, jak i w wielu wcześniejszych. Może moja relacja przyda się komuś podczas planowania trasy, szukania noclegu, lub też stanie się inspiracją dla odbycia podróży w tym rejonie świata, co już na wstępie rekomenduję.

Swoje doświadczenia spróbuję przekazać w sposób jak najbardziej pomocny i przejrzysty, ale jeśli nie zawsze mi się to uda, chętnie przyjmę wszelkie sugestie.
Choć wyprawa obejmuje również rejon Kaukazu, to jej istotą były państwa Bliskiego Wschodu(Iran oraz Stambuł w Turcji), a temporalny punkt ciężkości też zdecydowanie przesunięty jest na te ostatnie, dlatego zamieszczam ową relację właśnie w dziale „Bliski Wschód".

Podróż była kilkuetapowa, jej najdłuższe odcinki pokonałem samolotem, ale poruszałem się przede wszystkim drogą lądową - autobusami, autostopem, trochę taksówkami, pociągami - jednakże drogę morską też zaliczyłem, i to kilkanaście razy, choć tylko po Bosforze między kontynentami ;)

Poniżej zamieszczam przybliżony przebieg mojej wycieczki. Na niebiesko zaznaczyłem loty, na zielono transport drogowy, a na czarno kolejowy.
Image

Lista lotów:
Warszawa - Kijów (UIA)
Kijów - Stambuł(IST) (UIA)
Stambuł(SAW) - Baku (AZAL)
Baku - Teheran (AZAL)
Erzurum - Stambuł(IST) (Turkish Airlines)
Stambuł - Kijów (UIA)
Kijów - Warszawa (UIA)

Kijów

Przechodząc do rzeczy.
Podróż rozpoczynam w wieczornym pociągu pendolino do Warszawy, na który bilet kupuję niecałe 30 dni wcześniej w promocji superpromo za 29zł. Pierwszy raz wybrałem „strefę ciszy" i była to dobra decyzja. Cisza i spokój pozwalają na oddanie się lekturze o Ataturku.
W Warszawie udaję się na krótką noc do znajomych, gdzie jak zakładałem przygotuję się do następnego dość intensywnego dnia chociaż trzygodzinnym snem. Oczywiście nic z tego nie wyszło ;) Lot z Lotniska Chopina do Kijowa o 5:50 utrudnia wygodne skorzystanie z komunikacji miejskiej, pierwszy raz używam więc Ubera posiłkując się znalezionym na fly4free kodem na 50zł na pierwszy przejazd. Nie dopłacam już nic. Chwilę po czwartej jestem na lotnisku, wszystko przebiega sprawnie.

Do Kijowa lecę Boeingiem 737-500 linii UIA, większość pasażerów stanowią Ukraińcy i obywatele państw Dalekiego Wschodu, a na pokładzie rozdawana jest woda.

Image

Na lotnisku Boryspol ląduję po ósmej(przestawiwszy zegarek). Lot do Stambułu mam o 19:30, także nie ma co tracić czasu. W lotniskowym kantorze wymieniam niewielką ilość pieniędzy po umiarkowanie niekorzystnym kursie i wsiadam w autobus(chyba 322) płacąc 35 hrywien(5zł). Jadę do stacji metra Charkowska, gdzie kupuję kilka żetonów na przejazd tym podziemnym środkiem transportu w cenie 4hr(55gr) za sztukę, a następnie udaję się w okolice Majdanu Niepodległości.

Image

Sam Majdan wydaje się niewielki jak na wydarzenia, które odbywały się tu w czasie rewolucji godności. Miejsce zmusza jednak do refleksji, i to nie w oparciu o obiektywne politologiczno-polityczne przesłanki, tylko tak po ludzku, jak było możliwe to co stało się w lutym 2014 r., gdy zginęło tu prawie 100 osób. Te niedawne wydarzenia trochę przytłaczają podczas obecności na Placu. Plakaty i zdjęcia poległych na Majdanie i w Donbasie, znicze, wolontariusze zbierający datki, honorowe warty, każde jego miejsce wskazuje na tragedię.

Image

Image

Dalej zwiedzam najbardziej interesujące miejsca w centrum Kijowa. Złota Brama(10hr), Monaster św. Michała Archanioła, Katedra św. Zofii(Sofia Kijowska, 15hr), gdzie wchodzę na dzwonnicę, by podziwiać z wysoka panoramę miasta. Sprawdzam przejścia podziemne między stacjami metra Chreszczatyk i Majdan, jadę do stacji Arsenalna, która ponoć jest położoną najniżej(105m) w stosunku do linii gruntu na świecie.

Image

Image

Image

Próbując dostać się do Polskiego Cmentarza Wojennego w Bykowni jadę czerwoną linią metra do stacji Lisowa. Kupuję kwiaty i szukam busa w kierunku Browary, jednak nie okazuje się to nie takie łatwe. Dopytuję kierowców łamanym rosyjskim o ten kierunek, ale odpowiadają mi, że tam nie jadą lub nie udaje nam się dogadać. Trochę wyszło tu moje jeszcze wtedy ograniczone doświadczenie w wyszukiwania transportu na szeroko rozumianym „wschodzie", a dodawszy presję czasu wobec nadchodzącego lotu, tym razem rezygnuję z odwiedzin cmentarza, z rozrzewnieniem wspominając wynalazek zza zachodniej strony Bugu w postaci rozkładu jazdy i map komunikacji miejskiej na przystankach(po prostu jestem zły ;) ). Ale później będzie już lepiej.
Wracam do centrum na szybki obiad w Puzatej Chacie przy ulicy Khreschatyk, gdzie za 13 zł najadam się na cały dzień, choć następnym razem wybrałbym już inne miejsce.
Na lotnisku kupuję dwie butelki Nemiroffa, będą na prezent w Turcji, gdzie alkohol jest dwa/trzy razy droższy niż w Polsce.
Lot do Stambułu mam odbyć w Boeingu 737-800. Siedząc na pokładzie jeszcze przed odlotem podziwiam obsługę lotniska kręcącą „bączki" autem na śniegu jakieś 6/8m od samolotu. No ale przecież wyruszyłem na wschód ;)
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo 05 Lis 2017 22:52, edytowano w sumie 11 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 15 Maj 2017 14:33 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 10115
Loty: 239
Kilometry: 337 725
Ooo fajnie się zapowiada!

Planuję mniej więcej taką samą trasę (z Teheranu do Erywania przez Górski Karabach) w listopadzie!
:D
_________________
Proszę jak macie jakieś pytanie o Ateny to najpierw szukajcie na forum a ewentualnie następnie pytajcie w odpowiednim dziale.
https://www.facebook.com/SladyZeus/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#3 PostWysłany: 15 Maj 2017 19:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Ja byłem na przełomie listopada i grudnia, także ta sama pora. Do Górskiego Karabachu nie dojechałem, bo nie wystarczyło już czasu, ale Armenia bardzo mi się podobała i zaskoczyła na plus.
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#4 PostWysłany: 17 Maj 2017 17:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Stambuł 1/3

Image
(kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć większy rozmiar; zdjęcie zrobione jest z Europy i przedstawia Azję, a dokładnie z murów Pałacu Topakpy, widać dzielnice Uszkudar i Kadikoy, a daleko po prawej stronie Wyspy Książęce)


Na lotnisku im. Mustafy Kemala Ataturka ląduję przed 23. Jakieś 40 minut stoję w kolejce do kontroli paszportowej i wizowej. Wizę kupiłem dzień wcześniej przez internet za 20 dolarów, gdybym zrobił to na lotnisku zapłaciłbym 10 dol więcej. W międzyczasie korzystając ze wskazówek znalezionych na forum(odpowiednio wpisany nr telefonu do formularza) łącze się z siecią wi-fi.

Już teraz wszystko wydaje się duże. Wielkie i szerokie hale między lotniskiem a kolejką, długie, zakręcające co chwilę korytarze - do końca pobytu w Stambule zastawiam się dlaczego wiele przejść podziemnych, w tym te do metra niepotrzebnie wije się dookoła zamiast prosto prowadzić do celu.
Wymieniam 5 euro w kantorze, tak by starczyło mi na przejazd i kupuję bilet w biletomacie. Na szczęście poganiany przez strażnika udaje mi się zdążyć na ostatnią kolejkę metra, która odjeżdża o godzinie dwunastej. Jadę trzy lub cztery przystanki i przesiadam się na tzw. metrobus(autobus) - niestety o tej porze samym metrem nie dojechałbym na azjatycką stronę aglomeracji do dzielnicy Kadikoy gdzie nocuję u znajomego.

ruchomy chodnik pod Placem Taksim
Image

W Stambule mam tydzień na poznanie miasta, choć pierwotnie planowałem odwiedzenie w tym czasie również Pammukale lub Troji i okolic.

Tak jak pisano w temacie poświęconym temu miastu, do poruszania się po Stambule niezbędna jest karta miejska, którą można na bieżąco doładowywać. Umożliwia ona korzystanie z z całej komunikacji miejskiej, czyli autobusów, tramwajów, metra, Marmaraya(metro przebiegające pod cieśniną Bosforską), a także promów, choć trzeba zwrócić uwagę, że niektóre z nich należą do prywatnych firm i ich nie obejmuje bilet miejski. W ogóle bardzo polecam korzystanie z tego środka przemieszczania się po odległych zakątkach miasta. Widok z promu urozmaica szare korytarze i wagony metra, pozwala na zobaczenie wielu dzielnic z innej perspektywy, a także często po prostu skraca podróż(w mieście są tylko dwa mosty nad Bosforem). Na pokładach można też czasami posłuchać miejscowych grajków muzycznych lub zobaczyć prezentacje sprzedawców obieraczek do cytryn i innych przedmiotów codziennego użytku ;), a przede wszystkim napić się tureckiej herbaty(1lira) przegryzając simitem(tureckim obwarzankiem). Promy pływają często, co 20 min/pół godziny.
Koszt przejazdu każdym środkiem transportu to wielka zagadka i nawet sami pytani stambulczycy nie mieli pojęcia jak działa system poboru opłat, ile i dlaczego na danym odcinku/linii może pobrać, ale waha się od 1,5 do 3 lir.

Image


Chcąc zobaczyć zabytki Stambułu warto kupić wcześniej kartę Museum Pass za 85 lir. Pozwala ona na wstęp do wielu atrakcji. Niestety status studenta spoza Turcji co do zasady nie umożliwia zakupów biletów ze zniżką nawet posiadając kartę ISIC(poza nielicznymi wyjątkami, np. Dolmabahce, gdzie karta ISIC działa). Najlepiej mieć znajomego na erasmusie, korzystając z jego karty studenckiej nie trzeba kupować Museum Pass i łącznie można zaoszczędzić jakieś 130zł 8-)

Rozpoczynam od zwiedzenia najbardziej charakterystycznych punktów miasta i tego co po drodze mnie zainteresuje, a pierwszym meczetem, do którego trochę przypadkiem trafiam jest wzniesiony w XVIII wieku Meczet Laleli, obok którego znajduje się mauzoleum fundatora sułtana Mustafy III i jego syna sułtana Selima III, który znany jest u nas z przyjaznego stosunku do polskich uchodźców i domniemanego „nieuznania" zaborów. Jest tu prawie pusto, żadnych turystów, nikt na mnie nie zwraca uwagi.

Meczet Laleli
Image

Image


Pałac Topkapy
Miejsce, które było siedzibą sułtanów od zdobycia Konstantynopola do połowy XIX wieku. Jest to chyba najbardziej angażujący czasowo zabytek Stambułu, choć jak najbardziej polecam wybranie się tamże. Warto przyjść tu co najmniej trzy godziny przed zamknięciem, bo niektóre części(np. harem) były zamykane wcześniej niż cały kompleks. Zwracam uwagę, że strony internetowe niektórych miejsc(np. Pałac Topkapy i Hagia Sofia) podają dłuższe godziny otwarcia niż miało to miejsce gdy tam byłem(zwracając oczywiście uwagę na różnice w sezonie i poza). I tak na przykład do Hagii Sofii ostatnie wejścia były o 15:00, jeśli nawet nie wcześniej, a strona internetowa wskazywała 16:00. W niektórych częściach nie można robić zdjęć.

brama do Pałacu
Image

makieta Pałacu
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

widok z murów
Image

Image


Hagia Sofia
Najbardziej znana atrakcja turystyczna i chyba pierwsza rzecz na liście do zwiedzania. Miałem zdecydowanie silniejsze wrażenie, że jestem w katedrze chrześcijańskiej, obecny formalny status meczetu jest dużo mniej odczuwalny. Z zewnątrz wygląda niepozornie, natomiast wnętrze robi spore wrażenie i rozbudza historyczną wyobraźnię.

Image

Image
kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć większy rozmiar

Image

Image

Image

Image

Image

Hagia Sofia wieczorem
Image


Pałac Dolmabahce
Po przeniesieniu z Topkapy Pałac Dolmabahce był od połowy XIX wieku siedzibą sułtanów, a następnie rezydencją Ataturka, w której też zmarł on w 1938 r. Podziwianie całego kompleksu zajmuje również dużo czasu, a by wejść do wnętrz budynków trzeba dołączyć do prowadzonych przez przewodników w różnych językach grup(z angielskim przewodnikiem powinno ich być wiele). Aby wejść na bilet studencki za 5 lir(nie obowiązuje tu karta „museum pass") wystarczy okazanie przy zakupie karty ISIC - w większości innych biletowanych atrakcji konieczne do zniżki jest posiadanie tureckiej legitymacji studenckiej.

Image

Image

Image

Image

Ataturk w dywanie
Image

Image

Image

Image

widok na Pałac z promu
Image


Błękitny meczet
Warto pamiętać o ograniczonych godzinach otwarcia tego meczetu dla turystów(pół roku temu były to: 8:30 - 12:00, 13:30 - 15:00, 16:00 - 17:30).

Image

„Skąd będę wiedzieć, że to ja?"
Image

Image

Image

Błękitny Meczet wieczorem
Image


Cysterna Bazyliki(Zatopiony Pałac)
Czyli podziemny zbiornik na wodę wybudowany w czasach cesarza Justyniana(VI wiek).
Kolejka do kasy wydaje się długa, ale idzie sprawnie. Karta muzealna tu nie działa, nie ma też żadnych zniżek i każdy musi płacić za wejście 20 lir(22 zł). Ale warto.

Image

Image

Image

Image
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo 10 Lip 2017 11:29, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 19 Maj 2017 21:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Stambuł 2/3

Kontynuując zwiedzanie Stambułu, wybieram się do mniej znanych, acz nie mniej wartych zobaczenia miejsc.

Wieża Galata
Budowla interesująca, widok z góry też niczego sobie, ale gdybym miał płacić standardową stawkę za normalny bilet, czyli 25 lir(30 zł,), to wiedząc co mnie czeka poważnie bym się zastanowił ;) Z kartą ISIC wstęp 20 lir, a z kartą studenta stambulskiej uczelni 5 lir.
(po kliknięciu w zdjęcia wyświetli się większy rozmiar)
Image

Image

Pod Wieżą pan z synem sprzedawali takie kolorowe cukrowe lizaki ;) Trzeba szybko zjeść.
Image

Niedaleko Placu Taksim jest największy w Bizancjum kościół katolicki, pod wezwaniem św. Antoniego, gdzie w jego dolnej części co niedzielę o 11:30 odbywają się msze po polsku, po których spotyka się miejscowa Polonia oraz konwertyci.

Image

Image

Muzeum Adama Mickiewicza
Całkiem blisko stąd jest też Muzeum Adama Mickiewicza z symbolicznym miejscem jego czasowego pochówku. Nie jest to dokładnie dom, w którym mieszkał i umarł, bo ten spłonął niedługo później. To ma być jego wierna kopia. Wejście jest bezpłatne, trzeba tylko zadzwonić do drzwi i poczekać aż turecki strażnik nam otworzy.
Image

widok z balkonu Muzeum
Image

Park Gezi
Park Gezi przy Placu Taksim nie wydał mi się na tyle atrakcyjny, by kruszyć o niego kopie. Większość obszaru wybetonowana, trochę drzew przy alejach. Generalnie w Stambule zieleni prawie w ogóle nie uświadczysz, pewnie dlatego ten kadłubek budzi takie zainteresowanie i może być tak istotnym symbolem.

Image


Sapphire of Istanbul
Najwyższy budynek Stambułu(261m), na którego taras widokowy na ostatnim 54. piętrze można wjechać za 20 lir. Są tam restauracja i kawiarnia, ale dość drogie. Dookoła rozpościerają się za to świetne widoki na całe miasto. Na dole wieżowca jest galeria handlowa, gdzie można też zjeść.

Image

Image

Image

Brama na Uniwersytet Stambulski
Image

Kościół pod wezwaniem Pokoju Bożego(Hagia Eirene) z VI wieku, najstarszy kościół w dawnym Konstantynopolu
Image

Meczet Nuruosmaniye
Image

Dworzec Sirkeci
Jest to główny dworzec kolejowy miasta, a także ostatnia trasa Orient Expressu. Pod ziemią znajduje się stacja przesiadkowa kolejki Marmaray.
Image

Dawny hipodrom(miejsce rozgrywania wyścigów konnych), obecnie plac z egipskimi obeliskami.
Image


Wiele czasu poświęcam również na zwykłe spacery i oglądanie dzielnic, w których nie ma „klasycznych" zabytków, czerpiąc klimat tego bardzo zróżnicowanego i ogromnego miasta. Choć oficjalnie mieszka w nim około 15 mln ludzi, to nieoficjalne szacunki mówią o nawet 25 mln.

zabytkowy tramwaj przy Placu Taksim
Image

stadion Besziktaszu
Image

zabytkowe metro do Placu Taksim
Image

Image

Image

Kto wie jaki film tu kręcono? ;)
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo 16 Lip 2017 16:55, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 19 Maj 2017 21:32 

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 845
Loty: 89
Kilometry: 133 295
Punkty statusowe: 42
srebrny
Film Inferno? ;)
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#7 PostWysłany: 19 Maj 2017 22:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 653
Loty: 72
Kilometry: 123 373
Punkty statusowe: 82
złoty
Może chodzi o Skyfall? :)

ps. świetne zdjęcia, a za kilka dni będę w Stambule, wpisy idealne dla mnie :)
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 19 Maj 2017 22:28 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 202
Punkty statusowe: 22
niebieski
Bond z Sophie Marceau, tytuł chyba The World Is Not Enough, jeszcze z ostatniego stulecia (`99) i ostatni z Brosmanem;)

Pzdr, Art.
Góra
 Profil Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 20 Maj 2017 19:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Chodziło mi o ostatnie zdjęcie, czyli Bond, brawo @‌ciachu25‌. :) Jest to Wieża Leandra(in. Wieża Panny), na której kręcono finałowe sceny z filmu „Świat to za mało". Postać grana przez Sophie Marceau torturowała tu Bonda na jakimś zmyślnym krześle 8-) Skyfall i Inferno też kręcono w Stambule, ale ten pierwszy na Wielkim Bazarze, a ten drugi w Cysternie Bazyliki i Hagii Sofii.

Może węższy kadr lepiej przypomni ;)
Image
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 23 Maj 2017 21:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Wyspy Książęce, Buyukada

Image
(widok z Buyukady na południowo-wschodnie wybrzeże Stambułu; kliknij na zdjęcia, aby zobaczyć większy rozmiar)

Wyspy Ksiażęce to archipelag dziesięciu wysp na Morzu Marmara, będących miejscami odpoczynku Turków od codziennego zgiełku Stambułu. Wielu z nich ma tu domy, do których przyjeżdża na wakacje lub weekendy. Poza sezonem i w środku tygodniu jest dość pustawo. Najbardziej urokliwe i popularne wśród turystów są dwie z wysp: największa Buyukada i Heybeliada. Obowiązuje tu zakaz poruszania się pojazdami spalinowymi, stąd mnóstwo bryczek, meleksów, czy innych elektrycznych wynalazków.
Na wyspy dostać można się oczywiście promami miejskimi, które odpływają z portu w dzielnicy Eminonu, dalej płyną do dzielnicy Kadikoy, a następnie po kolei na każdą z pięciu wysp(płynie też chyba niewielka ich liczba z dzielnicy Besziktasz, ale gdy ja byłem w Stambule, port ten był w remoncie) . Link do rozkładu zamieszczam tutaj: rozkład promów

Image

W planach miałem zobaczenie Buyukady i Heybeliady, jednak odwiedziłem tylko tą pierwszą z dość prozaicznej przyczyny, a mianowicie zmęczony zmaganiami 8-) dnia poprzedniego dość późno się obudziłem.
Rejs z Kadikoy trwa godzinę, z morza można pooglądać dalsze zakątki azjatyckiego wybrzeża Stambułu.

Image

Image

Image

Image

Przystań na Heybeliadzie
Image

Wyspa świetnie nadaje się do zwiedzania dłuższym spacerem. Standardowa trasa z portu do cerkwi św. Jerzego jest bardzo urokliwa i umożliwia wykonanie ciekawych zdjęć - widoki ze wzgórza są świetne.

Image

Cerkiew św. Jerzego
Image

Image

Image

Image

Na takich „cudach" się tu jeździ ;)
Image

Żyje tu mnóstwo bezpańskich zwierząt: psów, kotów, a nawet koni(choć te może nie do końca są bezpańskie), które spacerują po ulicach i lasach.

Image

Image

Przy porcie jest też promenada z restauracjami i kawiarniami, z tym że nie jest tu tanio.

Image
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 02 Lip 2017 17:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Po dłuższej przerwie.

Przez Baku do Teheranu

Ostatniego wieczoru w Stambule udaję się jeszcze do golibrody, gdzie na migi dogaduję się co do skorzystania z jego usług za 8 lir. Trwa to mniej niż 15 minut, a wielką zaletą dla mnie okazuje się brak jakichkolwiek podrażnień, skóra nigdzie nie piecze, co goląc się samemu jest niewykonalne. Będąc na Wschodzie polecam skorzystanie z takiej usługi, zapewne słyszeliście od taty lub dziadka o tym, że w przeszłości było to też powszechne u nas ;)

Najwyższy czas udać się dalej. Wracając później zawitam do Stambułu ponownie i trochę jeszcze pozwiedzam, co pokażę na końcu. Powiem też coś o kuchni tureckiej.

Wraz z kompanem, który dołączył do mnie w Stambule wyruszamy wcześnie rano, w ponad godzinną podróż autobusem(4,5liry) na lotnisko Sabiha Gokcen, skąd liniami Azerbaijan Airlines polecimy do Teheranu z przesiadką w Baku. Lotnisko to(Sabiha), pomimo bardziej krajowego charakteru, również wydaje się niemałe, a przede wszystkim okazuje się dość zatłoczone. Odprawiamy się przy stanowisku Azalu i dołączamy do kolejki do kontroli bezpieczeństwa. Ale okazuje się, że nie dość, że kolejka jest długa, to przesuwa się bardzo wolno. Stoimy w niej prawie dwie godziny, pocieszając się tym, że pozostałe osoby, które odprawiały się na ten lot też czekają obok nas. Przechodzimy kontrolę dopiero po czasie rozkładowego zamknięcia bramek, biegniemy jak najszybciej do nich, ale okazuje się że nie ma problemu, bo dopiero zostały niedawno otwarte i swobodnie przechodzimy przez nie do autobusu. Gdy czekamy na pokładzie na odlot, jeszcze pół godziny po nas i po przewidzianym czasie odlotu dowożeni są kolejni pojedynczy pasażerowie ;)

Image


Sam lot Embraerem 190 do Baku mija bardzo miło, góry Kaukazu czy też wybrzeże Morza Kaspijskiego z okna wyglądają pięknie, a serwowany posiłek jest smaczny. Na ciepło kurczak lub wybrana przeze mnie wołowina z ryżem.

Image

Istanbul Park - tor wyścigowy w Stambule, na którym odbywa się wyścig Formuły 1
Image

Image

wybrzeże Morza Kaspijskiego
Image

Baku z samolotu
Image

Image


Lądowanie w Baku następuje o 14:00(w Polsce 12:00), a lot do Teheranu mam o 22:30. Niestety wyjście z lotniska i zobaczenie stolicy Azerbejdżanu było niemożliwe, bo niedostępna wtedy była jeszcze wiza tranzytowa za 23 dolary, zwykła kosztowała ponad 300zł, a przede wszystkim jej uzyskanie było bardzo problematyczne. Tak jak już, w którymś temacie pisałem lotnisko w Baku jest wymarzone do kilkugodzinnej przesiadki. Można odpocząć i pospać, zresztą jest to najładniejsze i najwygodniejsze lotnisko, na jakim byłem. Nieproporcjonalnie duże w stosunku do liczby pasażerów, których jest niewielu, są na nim wygodne kanapy do leżenia, komputery z internetem, a także sala do modlitw dla muzułmanów. Choć rzeczywiście minusem jest dość skromna strefa gastronomiczno-spożywcza.

Image

Image

Image

Image

Image


W trakcie lotu Airbusem A320 do Teheranu otrzymujemy herbatę i kanapkę.
Image

Image


Iran

Lotnisko im. Imama Chomeiniego robi wrażenie surowego i niezbyt „przytulnego", wnętrze kojarzy się bardziej z podziemnymi korytarzami polskiego szpitala. Po przylocie składamy wnioski o wizy i czekamy jakąś godzinę na ich wyrobienie. Wiza kosztuje 75 dolarów, i umożliwia 30-dniowy pobyt w Iranie. Przy składaniu wniosku trzeba okazać ubezpieczenie, na którym będzie wyraźnie zaznaczone „including Iran" albo samo „Iran" w zakresie obowiązywania. Nie wystarczy „cały świat" czy coś podobnego. Trzeba mieć to wydrukowane. Oczywiście rzetelność tego nie jest w żaden sposób weryfikowana, bo i jak, więc chodzi o to by na swoim ubezpieczeniu w programie do edycji pdf dopisać wymagany tekst. W innym przypadku zostaniemy zmuszeni do zakupu ubezpieczenia na miejscu za 23 dolary, i nie pomogą tłumaczenia w żadnym języku ani powoływanie się na prawo prywatne międzynarodowe.
Już na lotnisku jestem podekscytowany kontaktem z tak odmienną kulturą, choć niejednokrotnie będzie ona jeszcze budziła nie tylko zaciekawienie, ale i zdziwienie. Choć USA dla Iranu oficjalnie jest „Wielkim Szatanem", i głównym wrogiem, to opłatę za wizę pobiera się przede wszystkim w dolarach. Sama procedura składania wniosku o wizę też wyraźnie przypomina, że wyruszyło się na wschód. Ludzi „zgarnia" z holu niepozornie wyglądający mężczyzna, o którym w sumie nic nie wiadomo. Niedaleko jest co prawda okienko z przeznaczeniem wizowym, ale pan tam pracujący zajęty jest herbatą i telewizją(leci mecz europejskiej Ligi Mistrzów). Ten pierwszy mówi co poprawić we wniosku, sprawdza ubezpieczenie i zbiera paszporty. W międzyczasie w okienku wnoszę opłatę, choć nie wiem jak jest łączona z moim paszportem, który jest teraz w innym miejscu(a ja nawet nie wiem gdzie), bo ludzi w kolejce jest sporo. Potem następuje oczekiwanie, a nikt też nie wie jak długie. Przyglądam się w tym czasie dyskusjom kolejnych podróżników z pogranicznikami nt. ubezpieczenia. W końcu pojawia się facet z garścią paszportów i wykrzykując nazwisko lub państwo wywołuje ludzi. Wreszcie przechodzimy kontrolę paszportową i trafiamy na halę odlotów około pierwszej w nocy.

Image


Dwa dni wcześniej znaleźliśmy na couchsurfingu osobę, która zgodziła się nas ugościć w Teheranie, ale pierwszą noc zamierzamy spędzić na lotnisku, nie chcemy nikomu zawracać głowy o tej porze. Jednak ławki tutaj nie są zbyt wygodne, nie ma też miejsc gdzie byłoby ciszej. Chcąc rano dostać się do miasta popełniamy błędy, które sprawią, że plan się trochę obsunie i nie zobaczymy wszystkiego co chcieliśmy w Teheranie. Należało szybko wsiąść do taksówki i jechać bezpośrednio do wyznaczonego miejsca płacąc ustaloną w zmowie cenę co najmniej 700tys. riali(77 zł)lub też zdecydować się na autostop. Wybraliśmy opcję najgorszą, która ostatecznie wyszła niewiele taniej, a zajęła dodatkowe pół dnia. Mianowicie pojechaliśmy taksówką do pierwszej stacji metra za 450tys. riali(50 zł na dwóch), by do centrum dojechać właśnie kolejką i stamtąd próbować dostać się do naszych gospodarzy. Niestety mieszkali oni daleko od centrum, a nikt nie był w stanie wyjaśnić, którym autobusem dojedziemy w odpowiednim kierunku. Ostatecznie po szarpaninie między taksówkarzami wzięliśmy znowu taksówkę(250 tys. riali), choć z ich kierowcami nie jest łatwo się dogadać przez brak wspólnego języka, nieumiejętność korzystania z mapy, czy po prostu nieznajomość miasta(niejednokrotnie sami musieliśmy wskazywać drogę gestykulując skręt).

wejście do stacji metra
Image


Dwaj Persowie, którzy nas gościli okazali się bardzo sympatycznymi, taktownymi i dość zwesternizowanymi doktorantami. Ich pomoc była nieoceniona choćby w zakupie biletów autobusowych, zamawianiu taksówek czy planowaniu zwiedzania. Co ciekawe pierwszymi postaciami, które kojarzyli z naszym krajem byli Krzysztof Kieślowski i Zbigniew Preisner(choć pewnie ze względu na ich zainteresowanie kinematografią i wysokie wykształcenie, więc nie jest to w Iranie powszechne skojarzenie 8-) ). Chętnie nauczyli nas cyfr perskich, co później niejednokrotnie przydało się przy korzystaniu z autobusów, czy dowiadywaniu się cen. Poruszając się taksówkami warto poprosić Persów o zamówienie, gdyż ustalą oni normalną cenę dla miejscowych.
W centralnym miejscu wielu perskich domów często znajduje się wyeksponowana księga z poezją uznawanego za najwybitniejszego poetę Iranu Hafiza, tak jak u nas czasami spotyka się ładnie wydanego Pana Tadeusza leżącego na głównej półce.

Image


Teheran wita klimatem iście kontynentalnym i przeszywającą najniższą temperaturą podczas całej wycieczki - -10°C - choć poza zalegającym śniegiem jest sucho. Właściwe zwiedzanie rozpoczynamy od Mostu Tabat, z którego metrem dostajemy się pod dawną ambasadę amerykańską.

Image

Image

posiłek z lokalnego fastfooda na Moście Tabat
Image

przypadkowo znaleziony meczet niedaleko Mostu
Image

Image

Image

Image


Wracając długim spacerem zaglądamy do bardzo polecanych przez naszych gospodarzy parków w centrum Teheranu, które może ze względu na porę roku i dnia niezbyt urzekają, ale moja generalna rada na przyszłość brzmi, że w stolicy Iranu parki nie są czymś co się spodoba Europejczykom. Szukając taksówki, która odwiozłaby nas do mieszkania naszych Persów(nie było żadnego postoju, ani pojazdu wskazującego na taksówkę), pytamy o nie stojącego przed wejściem do restauracji z burgerami kelnera, który to od razu uruchamia całą machinę wsparcia dla turystów, w którą angażuje się kilka osób z obsługi restauracji łącznie z szefem, co jako, że miało miejsce pierwszy raz, wprawia nas w lekkie zakłopotanie ;). Pracownicy restauracji zamawiają nam taksówkę przez telefon(możliwe, że przez snappa, nie pamiętam), tłumaczą że tak w ogóle to wystarczy stanąć przy ulicy i machać, a jakieś auto się zatrzyma, oraz częstują herbatą, za którą nie chcą przyjąć zapłaty, a której i tak nie zdążamy wypić 8-).

Po powrocie do mieszkania naszych gospodarzy, zostajemy poczęstowani specjalnie dla nas przygotowaną obfitą kolacją na ciepło, na którą składają się długo duszone mięso z fasolą, jakąś zieleniną i ryżem(nie pamiętam nazwy tej potrawy) oraz zapiekana dynia z cynamonem.

Image


Następnego dnia udajemy się do Pałacu Sadabaad, który choć położony na rozległym obszarze, nie robi dużego wrażenia, a w połączeniu z wysokimi cenami wejściówek dla obcokrajowców, budzi poczucie, że można było ten czas wykorzystać lepiej. Wejście na teren kompleksu kosztuje 150 tys. riali(17zł), a żeby wejść do każdego z jego budynków trzeba kupić osobny bilet(80/150 tys. riali). Ja zdecydowałem się na Biały i Zielony Pałac, Muzeum Broni oraz Muzeum Aut Królewskich, ale do tego ostatniego już nie wszedłem, bo je zamknięto.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Następnie, zgodnie z radami goszczących nas Irańczyków, by zrobić to po południu lub wieczorem, próbujemy wjechać na górę Tochal, ale okazuje się, że jest już za późno i kolejka jest zamknięta(w zależności od dnia tygodnia działa do 14/16). Robimy tylko dłuższy spacer pod wyciąg kolejki i wracamy - wieczorem mamy autobus do Szirazu.

Image

Szukając taksówki i nie widząc zbyt dużego ruchu w miejscu, gdzie to robiliśmy, natrafiamy na natrętnego taksówkarza, który próbuje nas zabrać po cenach zdecydowanie zawyżonych, ale ostatecznie udaje nam się skontaktować sms-owo z przyjmującymi nas Persami, którzy szybko za pomocą aplikacji organizują nam transport za 100 tys. riali(11zł). Po szybkim prysznicu serdecznie żegnamy się z naszymi Irańczykami i udajemy się na dworzec autobusowy Arjantin(Beihaghi). W trakcie płacenia taksówkarzowi za przejazd pojawił się problem, gdyż nie odpowiadała mu nasza zapłata. Okazało się jednak, że to nie on chciał nas oszukać, a to nam pomyliły się relacje tomanów z rialami i chcieliśmy mu wręczyć 10 razy mniej niż powinniśmy 8-)
Generalnie rozliczanie się w Iranie może spowodować wiele komplikacji właśnie ze względu na niewygodny system walutowy. Obowiązującą walutą jest rial, jednak ze względu na bardzo niską wartość(1zł=9000riali), Persowie używają przeważnie nieoficjalnej jednostki walutowej jaką jest toman, który składa się z 10 riali. Czyli ucinają jedno zero, choć wydaje się, że aby taka zmiana miała znaczenie powinni uciąć co najmniej trzy zera. Na początku roku czytałem gdzieś w internecie, że od 2018 r. planowana jest reforma waluty, która sprawi, że rialowi odetnie się jedno zero, a więc stanie się tomanem(chyba, że wtedy ludzie i tomanowi obetną jedno) 8-). I choć samo to w sobie nie jest zbyt zawiłe to problem może pojawić się w przypadku negocjacji cen lub po prostu odczytaniu ceny z produktu. Czasami jest zaznaczone, że są to tomany lub riale, a czasami nie dość, że i tego brak, to sprzedawca ucina tysiące i przy produkcie pozostaje cena „10"(w tym wypadku przeważnie chodzi o tysiące tomanów).

Image

Bilety autobusowe na przejazd do Szirazu zakupili nam wcześniej nasi gospodarze przez internet. Kosztowały po 700 tys. riali(77zł), co w sumie nie było niską ceną, ale na większość pozostałych kursów wszystkie miejsca były już zajęte. Ceny biletów na każdej trasie mogą być bardzo różne, uzależnione od przewoźnika, natomiast z tego co doświadczyłem i widziałem na dworcach niekoniecznie uzależnione od komfortu czy wygody - większość autobusów międzymiastowych oferuje bardzo zbliżone warunki, nawet jeśli koszt przejazdu się różni. Poinstruowani w większości na migi udajemy się do okienek kasowych naszego przewoźnika(każdy ma swoje, są też różne terminale) by w pierwszym pokazać numery naszych biletów na telefonie, a w drugim odebrać je wydrukowane. Uspokojeni i bardzo głodni, mając jeszcze pół godziny czasu, udajemy się do baru dworcowego, zza szyby którego najbardziej kuszą chyba baranie mózgi w curry :). Jednak decyduję się tylko na znajomo wyglądający drób, w końcu będę jechał kilkanaście godzin autobusem.

Co trochę dziwi przybyszów z Polski, wolne miejsca z tyłu autobusu zostają zaadaptowane na transport cargo, by się nie marnowały. ;)
Image
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo, 17 Lip 2017 01:06, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#12 PostWysłany: 09 Lip 2017 19:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Sziraz 1/2

W trakcie podróży autobusem z Teheranu do Szirazu każdy pasażer dostaje od pomocnika kierowcy tak zwany „serwis", czyli pudełko ze słodkimi przekąskami. Bardzo prawdopodobny jest kurtuazyjny poczęstunek tymi słodkościami, co należy też odwzajemnić ;).

Image

Niestety, jazda przedłuża się o jakieś dwie godziny, głównie ze względu na konieczność wymiany koła. I tak na dworcu autobusowym w Szirazie pojawiamy się po jedenastej. Różnica temperatur jest spora - teraz 15°C, w stolicy było -10°C. Nie mamy zapewnionego żadnego noclegu, na dworcu nie działa punkt informacji turystycznej wskazany na mapie, nie mamy też irańskiej karty sim, a poszukiwania otwartej sieci wi-fi początkowo spełzają na niczym. Decydujemy udać się więc do centrum, by znaleźć jakiś hotel, choć jeszcze przed opuszczeniem dworca otaczają nas taksówkarze proponując horrendalne ceny za różne kierunki. Po dość długim spacerze, posiłkując się aplikacją z mapami offline(maps me - polecam korzystać z tej lub innej) odpoczywamy pod Twierdzą Karima Khana, by nie pierwszy i ostatni raz stać się atrakcją dla przechodzących obok Persów. Prośby o wspólne zdjęcia, wspólne zdjęcia bez próśb robione z ukrycia 8-), zaczepianie przez śliczne Iranki lub Irańczyków, to wszystko staje się teraz elementem spotykającym nas na każdym kroku, który sprawia, że zaczynam zastanawiać się kto tu jest dla kogo większą atrakcją.

Twierdza Karim Khana
Image

W końcu udajemy się w kierunku polecanych hosteli, by wybrać nocleg w sześciołóżkowym dormitorium w Niayesh Boutique Hotel za 11 dolarów od osoby. Bardzo polecam to miejsce na spanie w Szirazie. Dostępne są też pokoje jedno- i dwu- osobowe(choć zdecydowanie droższe), hotel jest świetnie położony, w centrum i blisko najważniejszych atrakcji, pośród ciasnej, niskiej i klimatycznej zabudowy. Śniadania(w cenie pokoju) serwowane na patio w formie szwedzkiego stołu są bardzo smaczne i różnorodne, na piętrze znajduje się restauracja z kuchnią perską i włoską(z tej drugiej radzę nie korzystać), można też wieczorem wziąć shishę, a obsługa jest bardzo komunikatywna i pomocna. Jak się okaże prawie każdy napotkany w mieście turysta nocuje właśnie tutaj, głównie dlatego, że miejsce to jest wskazane jako pierwsza propozycja w przewodniku Lonely Planet, choć autochtonów też trochę jest.

„zebrane" przeze mnie śniadanie
Image

Image

Image

Na początek odwiedzam Shah-e-Cheragh, gdzie przy wejściu każdemu obcokrajowcowi zostaje przydzielony miejscowy przewodnik. Do samego wnętrza Świątyni nie można jednak wejść, choć teraz już nie pamiętam, czy przewodnik nie wspominał, że to przez odbywające się następnego dnia święto na pamiątkę śmierci wnuka Mahometa, męczennika Imama Hassana(„Hasan ibn Ali") oraz śmierci samego Mahometa. Pamiętam, że koledze Don_Bartossowi udało się dostać do środka i w jego relacji można zobaczyć zdjęcia. Dla mnie był to dopiero początek obcowania z kulturą Persji i przynajmniej wtedy jeszcze nie w głowie było mi wchodzenie tam gdzie nie powinienem 8-).

Image

Image

Image

Image

Image


Następnie udałem się do Meczetu Vakil, który jako, że remontowany, to pozbawiony był wiernych oraz turystów, i pewnie trochę przez to nie prezentował się tak dobrze jak na zdjęciach. Jednak za wejście i tak trzeba było zapłacić 15 tys. tomanów(17zł). Mimo wszystko jego architektura z 48-ośmioma filarami podtrzymującymi sklepienie jest imponująca.

Image

Image


Odwiedzam też Mauzoleum Alego syna Hamzy(Ali Ibn Hamzeh), w którym pierwszy raz widzę z bliska ściany i sufity z lustrzaną mozaiką - aż nie chce się wychodzić. Wejście jest darmowe, a dla kobiet przeznaczona jest oczywiście osobna część.

Image

Image

Image


Obok Mauzoleum jest meczet, do którego wracając w stronę centrum, zostajemy „zgarnięci" z ulicy przez lokalnego „szefa"(nie wiem czy to był imam), na poczęstunek herbatą i bardzo ograniczoną, przez ich znajomość tylko kilku angielskich słów, rozmowę z obecnymi tam mężczyznami o standardowej treści: „Iran is good?". Hasło to przewijało się dziesiątki razy, pytali o to prawie wszyscy ;)

Spacerując wieczorem po jednej z głównych arterii miasta(Karim Khan Zand Avenue) moje zaciekawienie budzą sprzedawane na ulicy przekąski. Są to na przykład warzywa gotowane w różnych przyprawach lub zalewach(chyba ziemniaki, buraki i bób). Wybieram bób, jednak jest podawany na kwaśno, co nie do końca przekonuje moje kubki smakowe.

Image


Z okazji nadchodzących świąt religijnych, przy jednej z ulic, imam pobliskiego meczetu zafundował swoim wiernym namiot, z którego serwowana jest herbata na pięć różnych sposobów. Oczywiście też i tu zostajemy zaproszeni do degustacji. Jest herbata iracka(do szklanki wsypuje się cukier i zalewa herbatą), irańska(z cukrowymi cukierkami, które trzyma się w ustach pijąc), różana, i jeszcze dwie inne których nie pamiętam 8-).

Image


Vakil Bazar
Image

Image


Tak jak wyżej wspomniałem, następny dzień miał być ważnym świętem, stąd wszystkie atrakcje „biletowane" okazują się nieczynne. I choć początkowo nie dawaliśmy pełnej wiary tej informacji od obsługi hotelowej, szukając jej potwierdzenia u innych osób, to zamknięta na cztery spusty brama do Nasir el-Molk potwierdziła ten niekorzystny dla nas stan. Nie mogliśmy więc tego dnia zwiedzić ani Różowego Meczetu, ani Twierdzy Karim Chana, ani też Persepolis czy Pasergade. W tym momencie jasne stało się też, że w ogóle nie dojedziemy na Wyspę Qeshm. Będziemy więc tego dnia czerpać klimat Szirazu spacerując jego ulicami.

Tak kończy się wiele zebr :)
Image

Image

Image

Image

Image


Ale święto, zamykając zabytki, daje inne atrakcje, niedostępne w zwykły dzień. Jestem więc świadkiem procesji, która przechodzi przez centralne ulice miasta kończąc swój bieg w Shah-e-Cheragh. Procesji o tyle odmiennej od nam znanych, że jej głównym elementem wydaje się niesienie na zmianę przez mężczyzn na własnych ciałach połączonych ze sobą metalowych artefaktów, co symbolizuje zapewne w jakiś sposób cierpienie potomka Mahometa. Może ktoś wie jak się nazywa ta niesiona konstrukcja i o co dokładnie w tym chodzi? ;)

Image

Image

Image

Szukając miejsc, które mogą być otwarte, udaję się pod dwie chrześcijańskie świątynie, ale i dla nich wypada dzień świąteczny.
Nasi tu byli.
Image


W hotelowej restauracji posilamy się standardowym tutejszym obiadem - ryż z szafranem, kawałki kurczaka, baranina z szaszłyka i grillowane warzywa. Mnie to bardzo smakuje.

Image


Korzystając z rad miejscowych co można jeszcze tego dnia zobaczyć, idziemy do północnej części miasta, by tam obejrzeć Bramę Koranu oraz wejść wybrukowaną ścieżką na sąsiadującą górę, oznaczoną na mapach jako „Gahvareh Did", z której rozpościera się panorama całego Shirazu.

Brama Koranu
Image

Image

Jak widać, w Szirazie brak jest wysokich zabudowań.
Image


Dalej odwiedzamy Ogród Jahan Nama, który choć urokliwy, to nie budzi wielkiego wrażenia, tym bardziej, że wejście dla obcokrajowca kosztuje chyba 115 tys. riali. Elementem, który może się podobać są drzewka pomarańczowe, choć i je można znaleźć w całym mieście.

Image


Gdy wracamy do hotelu, zagaduje nas niepozornie wyglądający Pers, który dobrym angielskim(twierdził, że studiował filologię), opowiada nam o sobie i Iranie, a dalej „z marszu" zabiera nas w „ciekawe i dostępne tylko dziś miejsce". O ile we mnie budzi to podejrzenia, to mój kompan śmiało decyduje się podążać za nowym przewodnikiem. Miejscem tym okazuje się Mauzoleum Seyyeda Alaeddina Hosseina. Tego dnia sporo tu się dzieje, jest wielu pielgrzymów, a nasz przewodnik w szybkich ruchach udaje się z kimś porozmawiać, by nas przepuszczono. Nie wiem na ile była to szopka, ale rzeczywiście jakoś dziwnie się nam przyglądano, a gdy weszliśmy do środka byliśmy bardzo popędzani zarówno przez naszego przewodnika jak i tamtejszych porządkowych. Mauzoleum robi naprawdę duże wrażenie, ściany wewnątrz wyłożone są lustrami i mienią się różnymi kolorami, a samo wnętrze też nie jest małe.

Image

Image

Image

Wracając chwilę później z naszym przewodnikiem, wychodzą na jaw jego prawdziwe intencje. Domaga się zapłaty chyba 800 tys. riali, ze względu na to, że jak twierdzi musiał złożyć taką ofiarę za możliwość wpuszczenia nas do środka. Trochę zmieszani staramy się delikatnie wybrnąć z sytuacji tłumacząc, że powinien nam najpierw powiedzieć o takiej opłacie, a gdy to nie przynosi żadnych rezultatów, wskazujemy że mamy niewielką ilość gotówki - jakieś 150 tys. riali - i tyle też mu dajemy. Choć nie do końca uczciwie to poświęcił nam kilkadziesiąt minut. Robi się nieprzyjemnie, gdyż facet jest bardzo nachalny. Udajemy się do hotelu po „resztę pieniędzy". W recepcji wyjaśniamy sprawę z dość postawnym mężczyzną z obsługi, który tłumaczy nam, że nasz przewodnik to oszust, których przy turystach kręci się w mieście kilku, a wszystkie tego typu religijne miejsca nie wymagają wniesienia żadnej opłaty i pod żadnym pozorem mamy mu nie płacić, a on pogada z nim i „wyjaśni sprawę".

Badając już po powrocie przypadek Mauzoleum Seyyeda Alaeddina Hosseina, nie znalazłem o tym miejscu w internecie prawie nic poza nazwą i miejscem na mapach google(Imamzadeh seyed alaeddin hossein). Nie ma nic też na tripadvisor, co dziwne, bo miejsce jest naprawdę warte odwiedzenia. Starałem się znaleźć też pod innymi nazwami, włącznie z zabawą z tłumaczem google z farsi. Może któryś z forumowiczów wie coś więcej?
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo 07 Wrz 2017 12:00, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 09 Lip 2017 19:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 2973
Punkty statusowe: 130
platynowy
Pabloo napisał(a):
Na początek odwiedzam Shah-e-Cheragh, gdzie przy wejściu każdemu obcokrajowcowi zostaje przydzielony miejscowy przewodnik. Do samego wnętrza Świątyni nie można jednak wejść, choć teraz już nie pamiętam, czy przewodnik nie wspominał, że to przez odbywające się następnego dnia święto na pamiątkę śmierci wnuka Mahometa, męczennika Imama Hassana(„Hasan ibn Ali") oraz śmierci samego Mahometa. Pamiętam, że koledze Don_Bartossowi udało się dostać do środka i w jego relacji można zobaczyć zdjęcia. Dla mnie był to dopiero początek obcowania z kulturą Persji i przynajmniej wtedy jeszcze nie w głowie było mi wchodzenie tam gdzie nie powinienem 8-).

U mnie wersja była taka, że trwają miesięczne uroczystości dla dyplomatów i z tego powodu katedra jest zamknięta dla niemuzułmanów. Udało mi się wejść do środka, bo szczęśliwie w mojej dwuosobowej grupie zwiedzających miałem starszego Niemca, który próbował nawrócić irańskiego przewodnika na swoją ekoreligię, gdzie wszystko należy przetworzyć jak najwięcej razy. To tak w kontekście tych plastikowych kubków, których - przynajmniej latem - pełno walało się wokół koszy ulokowanych na placu. Sytuacja była dość zabawna, bo przewodnik próbował całe zwiedzanie przeprowadzić podług typowego scenariusza, w którym prowadzi z punktu do punktu, opowiada o mozaikach i pozwala robić zdjęcia, a zamiast tego stał się świadkiem dialogu mojego i mojego niemieckiego znajomego na temat tego czy Europa jest chrześcijańska i sensu migracji. W końcu zrezygnowany machnął ręką, mówiąc że pokazał nam wszystko i zostawił na środku głównego placu.
A wejść warto, ale jak widziałeś inne lustrzane mozaiki to wiedz, że to wszystko jest na jedno kopyto robione.
Fajna relacja.
_________________
"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami." Cyprian Kamil Norwid
Góra
 Profil Relacje PM off
Pabloo lubi ten post.
 
      
#14 PostWysłany: 10 Lip 2017 13:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Sziraz 2/2, Perspolis, Nekropolis i droga do Jazd

Plan na kolejny dzień to poranna wizyta w Nasir al-Mulk (Różowy Meczet), wyprawa do Persepolis i Nekropolis, a następnie udanie się do Jazd.
Wychodzimy koło ósmej, by zobaczyć Różowy Meczet jak najwcześniej. Jest wtedy najlepsze światło oraz najmniej ludzi. Wejście kosztuje 150 tys. riali. Już o tej porze kręci się tu kilkanaście osób, w tym dziewczyny z fotografami podczas indywidualnych sesji zdjęciowych. Sam oddaje się dłuższej kontemplacji kolorów i miejsca, aż do pojawienia się chińskich wycieczek.

Image

Image

Image

Image

tak wygląda z zewnątrz ta mieniąca się kolorami sala
Image

Image

Image


Żegnając Sziraz, korzystamy z rad @Don_Bartoss i maszerujemy na wskazany przez niego lokalny dworzec autobusowy(29°36'44.7"N 52°33'36.2"E), by pojechać stamtąd w stronę Persepolis do Marvdashtu.
Niestety, gdy tylko widzą nas stacjonujący tu masowo taksówkarze robi się tłoczno i gwarno, a każdy z nich przekonuje, że nie ma żadnego autobusu i tylko oni mogą nas zabrać do Persepolis. Zapytany kierowca jednego z autobusów wskazuje nam właściwy, więc my ciągle naganiani zajmujemy miejsce w busie. Dla nich jednak nawet to nie jest problemem i jeden z taksówkarzy wchodzi jeszcze kilka razy do środka i próbuje przekonać nas do skorzystania ze swych usług. Stopniowo obniża cenę, tłumaczy, że autobus nie dojedzie co samego Persepolis, a w ogóle to się nam bardziej opłaci wziąć taksówkę i robi jakieś obliczenia mające to udowodnić. Cały czas z uśmiechem odmawiamy, czym wydaje mi się, że zaskarbiliśmy sobie delikatne uznanie kierowcy autobusu obserwującego całą sytuację :). Nie wiem czy autobus odjeżdża jak się zapełni, czy o określonej godzinie, bo nasz odjechał za wskazane pół godziny w momencie, gdy był już pełny 8-). Przejazd kosztował 30 tys. riali(3zł), a pod koniec podróży kierowca ku naszemu szczęściu, na migi proponuje nam podwiezienie pod samo Persepolis za kolejne 20 tys. riali od osoby(2zł). Czyli z Szirazu do Persepolis pojechaliśmy za 50 tys. riali(5zł), co w porównaniu z ceną za taxi 500 tys. riali(50zł) na dwóch, wydaje się dobrą okazją 8-).

Image

fajne pokrowce
Image


Persepolis
Bilet do Persepolis dla obcokrajowców kosztował 200 tys. riali. W szatni przy wejściu należy zostawić plecaki. Myślę, że naprawdę warto poświęcić jakieś trzy godziny i przyjechać tu podczas odwiedzin Iranu. Miejsce to jest chyba pierwszym skojarzeniem z Iranem dla turystów z Europy.

Image

Image

Homa
Image

Image

Image

Image

pierwotny grób Króla Artakserksesa III
Image

Image

Image


Po opuszczeniu kompleksu, szukamy taksówki, która zabierze nas do oddalonego o 7 km Nekropolis(in. Naqsh-e Rustam). Po krótkich negocjacjach płacimy razem 150 tys. riali i szybko jesteśmy na miejscu. Powiedziałbym, że Nekropolis robi na mnie wrażenie nawet bardziej majestatycznego niż Persepolis, na co zapewne mają wpływ też nieliczni turyści. Jednak poza widokiem z poziomu ziemi grobowców wykutych w skale, ścieżki pod nimi, z krótkimi opisami miejsca oraz ładną panoramą całej doliny, brakuje tu jakiegoś punktu uzasadniającego wydanie aż 150 tys. riali na bilet wstępu, przede wszystkim dlatego, że większą część atrakcji widać zza ogrodzenia. Jeśli więc ktoś woli zaoszczędzić tę kwotę, może obejrzeć większą część Doliny nie płacąc za wstęp, choć z drugiej strony być i nie wejść...

Image

W skałach tych pochowano takich perskich królów jak Dariusz Wielki i Kserkses.
Image

Image

widok w drugą stronę
Image


Chcąc teraz dostać się do Jazd, wypada dojść się do biegnącej niedaleko autostrady. Już po chwili marszu zatrzymuje się przy nas auto, którego kierowca podwozi nas do głównej szosy. Stąd planujemy złapać cokolwiek co nas tam zabierze, może uda się autostopem, a jak nie to autobusem. Warto pamiętać, że ruch drogowy w Iranie jest dość „swobodny" i jak się przekonujemy ciężarówki jadące autostradą bez świateł to nie rzadkość. Dopiero po jakichś 40 minutach zatrzymuje się przy nas samochód z mężczyzną i jego około dziewięcioletnim synem, którego częstuję ostatnią jaką mam czekoladą wedla. Choć brak nam jakiegokolwiek wspólnego języka to kierowca coś zawzięcie próbuje nam wytłumaczyć posiłkując się gestami. Jak ostatecznie uznamy chodzi mu najprawdopodobniej o zakaz łapania stopa przy autostradzie(lub stania przy niej?) i możliwość spotkania policji w takim wypadku. Miły pan podwozi nas jakieś 70 km pod najbliższe bramki, i tam po krótkiej rozmowie, kieruje do stojącego autobusu, który jedzie z Szirazu do Meszchedu zahaczając o Jazd. Za bilet płacę 380 tys. riali. W busie za pośrednictwem mówiącej po angielsku dziewczyny i zabawy w głuchy telefon z załogą autobusu i innymi osobami wysiadającymi w Jazd, dowiadujemy się, że wysiądziemy na obrzeżach miasta, bo do centrum autobus nie wjeżdża. Stamtąd zabierzemy się z jednym z pasażerów, młodym chłopakiem, po którego ma przyjechać taksówka. Większość podróżujących albo wraca z jednego święta do domu w Meszchedzie, albo udaje się do niego na kolejne, wypadające następnego dnia.

Wysiadamy na autostradzie pośrodku niczego, w ciemności, przy bardzo ograniczonej możliwości kontaktu z nowym towarzyszem. Taksówka okazuje się autem z jego znajomymi, którzy początkowo stojących nas przy autostradzie nie zauważają i muszą zawrócić. Miałem lekkie obawy, że będziemy dla nich kłopotem, lub że nie wiadomo ile sobie policzą za fatygę, ale okazały się one bezpodstawne. Młodzi Persowie byli zachwyceni obcowaniem z ludźmi z Europy i choć po angielsku znali tylko kilka rzeczowników i może dwa czasowniki, to rozmowa rozwijała się w różnych kierunkach. W trakcie przejażdżki chłopaki chcieli nam chyba zademonstrować swoją swobodę i przy otwartych oknach raczyli nas możliwie najgłośniej ustawioną zachodnią muzyką rodem z vivy, co jak na miejsce i czas(jedenasta wieczorem) rzeczywiście nie pozostawiało obojętnym 8-). Dowożąc nas pod wskazane miejsce, w którym umówiliśmy się z mającym nas przenocować chłopakiem z couchsurfingu, wraz z nowymi kolegami wchodzimy do otwartej jeszcze informacji turystycznej, obsługiwanej przez trzy młode dziewczyny. Trudno mi powstrzymać się od śmiechu, gdy nasz były kierowca stara się nawiązać silniejszą więź z uroczymi niewiastami, chcąc wywołać u nich podziw swoimi nowymi europejskimi znajomymi.
W końcu pojawia się nasz gospodarz, który po krótkim przewiezieniu po mieście, zabiera nas w miejsce spoczynku. Choć kontakt z nim nie był tak idealny, jak z niektórymi poznanymi do tej pory Persami, a nasze kody kulturowe czasami mogą się też trochę rozmijać, to okazał się pomocny i poświęcił nam wiele czasu. W ciągu kilku godzin naszego spotkania, na które przypadał także sen, zapoznał nas ze swym ojcem, który był w młodości zapaśnikiem, a obecnie jest trenerem zapasów.
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#15 PostWysłany: 16 Lip 2017 20:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Yazd

Image

Rano nasz gospodarz odwozi nas do centrum, prowadząc od razu do miejsca, gdzie jak mówi, możemy zjeść tradycyjne, regionalne śniadanie. Miejscem tym okazuje się bar w podziemnym przejściu, a posiłkiem „kale pache". Przy wejściu witają nas baranie łby, które jasno wskazują co tu się je. Tam gdzie byliśmy potrawa ta serwowana jest na dwa dania - najpierw zupa gotowana na owych głowach z dodatkiem pieczywa, które się w niej macza, a następnie skrawki mięsa z tych głów wraz z mięsem z goleni. Jak się później okaże, przysmak ten jest dobrze znany także w innych państwach regionu(w Armenii, Gruzji, Turcji), choć czasami pod inną nazwą - Khash - i przeważnie podawany już w formie gęstej zupy razem z mięsem.

Image


Yazd to najbardziej odmienne architektonicznie miasto spośród widzianych przeze mnie w całym Iranie. Zabudowa Starego Miasta robi duże wrażenie, pozwalając zanurzyć się w sobie na długie spacery. Jak dowiedzieliśmy się dwa dni wcześniej, tego dnia w Iranie również wypada święto, tym razem na pamiątkę męczeńskiej śmierci Imama Rezy(in. Ali al-Ridha), czyli tego potomka Mahometa, którego mauzoleum w Meshhedzie jest w Iranie najważniejszym miejscem kultu dla szyitów. Niestety oznacza to, że wszystkie atrakcje „biletowane" są nieczynne, choć na wszelkie wypadek weryfikowaliśmy to osobiście. Tutaj pozwolę sobie na poradę dla wszystkich planujących wycieczkę do Iranu, by dokładnie sprawdzali terminy dni świątecznych w Iranie. Jest ich dużo(najczęściej na pamiątkę czyjejś męczeńskiej śmierci), i choć nie wiem czy wszystkie są tak samo ważne, to łatwo mogą utrudnić lub opóźnić realizację programu podróży. Inni spotkani przez nas turyści też narzekali, że podczas dziesięciu dni zwiedzania wypada już trzecie święto rujnując możliwość zobaczenia wymarzonych atrakcji. Ważne jest to, że różnego rodzaju polskie kalendarze w internecie chyba nie zaznaczają wszystkich tych dni, włączając w to stronę naszej ambasady. Natomiast kalendarz chociażby na tej stronie wydaje się kompletny.

love
Image

Image

Zwiedzanie rozpoczynam od Meczetu Piątkowego(in. Jame Mosque), który przez to, że nie tak rozległy jak dotychczas odwiedzane(choć wysoki), a prawie pusty, wydaje się trochę bardziej spokojny. Kilka młodych dziewczyn, pewnie z jakiejś tutejszej ASP, szkicuje Meczet, co dodaje tylko sielankowości miejscu. Stare Miasto, przez które następnie spacerujemy, komponuje się jako bardzo spójne i odpowiadające wyobrażeniom o dalekiej Persji. Ciasne i kręte uliczki, które nie wiadomo dokąd zaprowadzą, ściany domów, które w jakiś sposób „cieszą" moje oczy i sprawiają, że chcę się ich dotknąć - ta cześć Yazd jest bardzo urokliwa i choćby tylko dla niej warto zahaczyć o to miasto.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Po chwili dalszego spaceru zostajemy zaproszeni gestami na bezpłatne obejrzenie jednego z tutejszych tradycyjnych domów - Ehramian House.

Image

Image

Image


Jako, że po nie do końca zadowalającym śniadaniu byłem dość głodny(bez śniadania, bez kolacji poprzedniego dnia, z jednym granatem i trzema kostkami czekolady na poprzedni obiad), to udaliśmy się do pierwszej kawiarnio-restauracji, na którą natrafiliśmy. Była to Yazd Friend's House(niedaleko informacji turystycznej), umiejscowiona w zabudowie Starego Miasta, z patio w środku oraz z dachem, na który można było wejść, by zjeść delektując się widokiem z góry. Wybrałem danie „koko sabzi", czyli omlet z zieleniną(szczypiorkiem, kolendrą, porem i pewnie czymś jeszcze) oraz słodkie ciastko. Omlet okazał się sycący, a przede wszystkim smaczny. Obsługa też była miła i pomocna, a na półkach podziwiać(a także zakupić) można było miejscowe rękodzieło. Poniżej zamieszczam kartę dań dla podglądu cen. Kawałek dalej była druga, bardzo podobna kawiarnia(Art Galerry and Caffe lub Yazd Art House).

koko sabzi
Image

herbata z cukrem na patyku
Image

patio kawiarni
Image

dach
Image

Nawiązując do jednego z wcześniejszych wpisów, to tutaj ceny są akurat w tomanach ;).
Image

Kontynuując zwiedzanie, udajemy się w stronę wschodniej strony miasta. Oglądamy Meczet Amir Czakmagh, jednak wszystkie okoliczne „drzwi" są zamknięte. Podziwiamy więc świąteczną procesję i idziemy do Zoroastriańskiej Świątyni Ognia by zobaczyć wieczny płomień. Ale i dla zoroastrian przypada dzień świąteczny i możemy co najwyżej pocałować klamkę.

Amir Czakmagh
Image

Image

zamknięta brama Świątyni Ognia
Image

Image

Wracamy więc na plac przed Meczetem, by kolejny raz dać Persom możliwość porobienia sobie zdjęć z Polakami, a w drodze przystaje przy nas samochód z Kurdem i młodymi Irankami, które wykrzykując za nami robią dość dziwne gesty, a jak się później okażę chcą też się spotkać i porozmawiać. Kolejny raz nachodzi mnie myśl, że to my jesteśmy dla miejscowych większą atrakcją niż oni dla nas.

Nie mogąc znaleźć żadnego otwartego kantoru(jest święto) wchodzimy do Hotelu Jungle, gdzie możemy wymienić pieniądze po normalnym kursie. Gdyby ktoś szukał noclegu, to to miejsce wydało mi się w porządku, a obsługa była bardzo sympatyczna.

Spacerujemy jeszcze trochę po centrum Yazd, by w końcu udać się do informacji turystycznej na Starym Mieście, gdzie wcześniej miła pani z obsługi informowała nas o autobusach do Isfahanu i dostępnych biletach na nie, a teraz zgodnie z propozycją zamówi taksówkę na dworzec(60 tys. riali na dwóch, więc tanio). Na dworcu szybko znajdujemy właściwy autobus, za przejazd którym płacę 150 tys. riali(17zł), więc też niedużo. Okazało się też, że jest więcej kursów na interesującej nas trasie, do tego w niższych cenach niż te, o których mówiono nam w informacji turystycznej. Stąd wydaje mi się, że nie wszystkie autobusy oznaczane są w różnych rozkładach jazdy, więc jeśli ktoś kiedyś będąc w Iranie otrzyma informacje, że tego dnia nie ma już dostępnych biletów, a zależy mu, by pojechać dalej, to niech uda się na dworzec, a istnieje realna szansa, że coś jednak znajdzie.

Image

wieża zegarowa
Image

budynek Centrum Usług Inwestycyjnych w Yazd
Image

Image

Image

Image
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 22 Lip 2017 22:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Isfahan, Kaszan i spotkanie z mundurowymi

Do Isfahanu docieramy wieczorem, stąd nie mając zarezerwowanego wcześniej noclegu, postanawiamy wziąć taksówkę do centrum. Kosztowała 100 tys. riali(11zł).
Decydujemy się na dwie noce w dobrze tu znanym Amir Kabir Hotel, który jednak trudno mi z przekonaniem polecać dalej. Co prawda cena za dwuosobowy pokój jest umiarkowana, ale są inne mankamenty. Jedna łazienka na piętro(choć chyba były jakieś pokoje z łazienką, wtedy niedostępne), do której trzeba przejść odsłoniętym korytarzem, a wieczorami było już zimno. Do tego dość niski poziom czystości, skromne śniadania, nie do końca prawdomówny szef, który twierdził, że na dworzec autobusowy nie dojedziemy miejskim autobusem, najprawdopodobniej po to, by zamówić nam znajomego, choć taniego taksówkarza. W porównaniu z noclegiem w Szirazie, to duża różnica na niekorzyść Amir Kabir, a prawie ta sama cena.

W Isfahanie(miejscowi powiedzieliby Esfahanie) zdecydowanie jest co zwiedzać. Miasto co prawda nie jest tak orientalne architektonicznie, jak Yazd, czy nawet Sziraz, ale również bardzo mi się podoba.

Na początek idziemy do Meczetu Piątkowego(in. Jame Mosque), do którego trochę przypadkowo wchodzimy nie płacąc za bilet. Właściwym dla nas wejściem nie chciał nas wpuścić strażnik(możliwe, że ze względu na przerwę we wpuszczaniu turystów, choć nie powinna jeszcze wtedy trwać), stąd poszliśmy od drugiej strony, gdzie wraz z Persami weszliśmy bez żadnej kontroli. Meczet ten jest podobno największym w całym Iranie i mnie też zapadł w pamięć najbardziej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Plac Imama Alego(in. Atigh), trochę mniejszy od bardziej znanego Placu Imama.
Image

Image

Image

Bazar w Isfahanie spodobał mi się najbardziej spośród tych odwiedzonych w Persji. Najlepiej uporządkowany(częściowo wokół Placu Imama), a także wydaje mi się, że z najciekawszymi „twardymi" pamiątkami. Szczególnie moją uwagę zwróciły wyroby z kości wielbłądziej.

Image

Image

Image

daktyle i skórka kokosa - bardzo pożywna przekąska za 50 tys. riali
Image


Plac Imama Chomeiniego robi duże wrażenie, choć powozy konne wożące turystów są bardzo kiczowate ;).
Image

Wchodzę do Meczetu Szejcha Loft Allaha(chyba 150 tys. riali), który jest przy Placu. Podziwianie tego obiektu wybitnie utrudniają mi chińskie wycieczki.
Image

Image

podziemia Meczetu
Image

Następnie przez ogromny portal wchodzę do Meczetu Imama(in. Meczetu Królewskiego). Bilet i tu kosztuje chyba 150 tys. riali. W jednej z sal znajduje się wysoko położony, podwójny dach. Stając centralnie pod kopułą można bardzo dobrze bawić się echem 8-). Jest też budynek(Esfahan Islamic Seminary), w którym można pokrótce poznać historię najnowszą Iranu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Kierując się następnie w stronę ormiańskie dzielnicy Dżulfa, która nazwę czerpie od nazwy miasta przy granicy z Armenią, w którym będę za kilka dni 8-), przechodzę przez Most Trzydziestu Trzech Łuków(in. Khaju) nad rzeką Zajande. Jak widać wody w rzece nie ma zbyt wiele.

Image

Image

Image

Image

Tak tutaj trzeba blokować dostęp motorom do chodników, inaczej wjadą wszędzie.
Image

Tak też wyglądają ulice w Iranie.
Image

W dzielnicy ormiańskiej zwiedzam Katedrę Vank, Kościół Bedkhem i Muzeum Ormian. To ostatnie jest bardzo interesujące. Znajduje się w nim wiele bardzo starych dokumentów, na przykład księga prawa kanonicznego z 1098 r., ewangelie z XV w. a także wiele innych ciekawych artefaktów.

Image

Image

Image

Włos, na którym napisany jest fragment Biblii po ormiańsku, oglądany pod mikroskopem.
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Pierwszy raz spotyka mnie tu deszcz, od razu intensywna i długa ulewa. Po powrocie do Amir Kabir Hotel, sugerując się poleceniem właściciela, zostajemy zaprowadzeni przez jego nastoletniego syna do pobliskiego baru/jadłodajni. Serwuje się tam przede wszystkim danie o nazwie „dizzy", czyli garnek zupy z mięsem, ciecierzycą i drobnymi warzywami, a obok w metalowej miseczce miejscowe pieczywo. Jednak jedzenie tego „na nasz" sposób byłoby zbyt proste - tutaj należy rozdrobnić w rękach chleb, zupę przełożyć do drugiej miski i dokładnie zmiażdżyć ją w niej tłuczkiem, a następnie uzyskaną w ten sposób papkę wrzucić do pieczywa, robiąc jeszcze większą ciapę. Demonstracja w cenie posiłku 8-). Potrawa wizualnie nie prezentuje się najlepiej i smakowo też mnie nie urzekła, ale warto spróbować.

Image

Z końcem dnia udajemy się na spacer na Plac Imama, który w wieczornym oświetleniu prezentuje się pięknie, choć ciągłe opady utrudniają dłuższe czerpanie z tego przyjemności.

Image

Image


Plan na następny dzień to opuszczenie rano Esfahanu i przejazd na szybkie zwiedzanie do Kaszan, a następnie skierowanie się w nocną wyprawę do Tebrizu. Niestety nie obyło się to bez problemów. Za przejazd taksówką na dworzec płacimy ponownie 100 tys. riali. Jednak pomimo wielu autobusów odchodzących tego dnia do Kaszan, dostępne bilety są dopiero na kurs po czternastej(kosztują po 105 tys. riali - 12zł).

Taksi, którą jechaliśmy. Byłem świadkiem dość osobliwego tankowania tego pojazdu. Kto mi powie co to za auto?
Image

Tak wygląda w środku większość tutejszych samochodów.
Image

Mając więc trochę czasu, decyduję się na indywidualny spacer po okolicy, sugerując się punktami zaznaczonymi na mapach maps me. I był to duży błąd. Na mapach tych tuż obok dworca autobusowego znajduje się dworzec kolejowy, który postanawiam zwiedzić, by zobaczyć jak w Iranie „wyglądają pociągi" :). Co prawda moje delikatne zdziwienie budzi blaszane ogrodzenie, ciągnące się prawie dookoła dworca, jednak nowa i szeroka droga z chodnikiem odchodząca od głównej alei Isfahanu, prowadząca prosto na dworzec, nie pozwalają wątpić, że tędy idzie się na stację. Jak szybko dostrzegam, dworzec jest prawie nowy, włączone są monitory wyświetlające rozkład(choć pusty), jednak nie ma na nim żywej duszy. Z okien kładki widać częściowo podziemne tory i odstawioną kolejkę, bardziej przypominającą metro niż pociąg. Robię trzy zdjęcia i wracam przechodząc obok jak się później okaże stróżówki. Wychodzę już na główną ulicę miasta, a tam dogania mnie na motorze umundurowany młody mężczyzna. Nie mówiąc po angielsku, stara się gestami i jak największym uśmiechem przekonać mnie bym udał się z powrotem w stronę dworca, najlepiej wsiadając na jego motor. Początkowo zupełnie nie wiem o co mu chodzi i jak zareagować. Facet jest umundurowany, na mundurze pagony, nie pasuje mi więc iść po prostu w drugą stronę. Udaję się z nim na dworzec, gdzie dochodzimy do porozumienia na tyle, bym pojął, że mam mu pokazać, w którym miejscu byłem i czy robiłem jakieś zdjęcia. Pokazuje mu dwa zdjęcia na komórce, a ukradkiem kasuję zdjęcia na lustrzance, co okaże się bardzo rozsądnym posunięciem. W tym czasie dołącza do nas wezwany krótkofalówką drugi strażnik, jednak i on nie zna angielskiego. Zaczyna do mnie docierać, że zostałem rozpoznany jako szpieg zachodnich imperialistów, a odwiedzany „dworzec" to w rzeczywistości zakamuflowany element irańskiego programu atomowego. Po chwili do stróżówki docierają kolejni mundurowi, tak że w małym pomieszczeniu przy siedmiu osobach robi się ciasno. Choć moi nowi znajomi starają się być bardzo przyjaźni i mówią mi, że „Kaszan ok", to umilamy sobie czas rozmawiając o sporcie. Dowiedziawszy się, że jestem z Polski wymieniają nazwisko Lewandowskiego, a także wskazują, że emocjonują się meczami siatkarskimi pomiędzy naszymi reprezentacjami. Ten z nich, który przyszedł ostatni, okazuje się szefem i mówi po angielsku. Opowiadam więc, co robię w Persji, gdzie już byłem, czy kogoś tu znam, jak się dostałem na dworzec(-chodnikiem kurczę!), dokąd dalej jadę, gdzie są moje bagaże i towarzysz. Muszę przejść się ze strażnikami na kilkunastominutowy spacer, wskazując dokładnie swoją trasę i piąty już raz okazać zrobione telefonem zdjęcia. Kilka razy odpowiadam na te same pytania, a chłopaki ciągle konsultują się z kimś przez radio. W końcu wskazują mi tabliczkę przy skrzyżowaniu z ulicą prowadzącą na dworzec, gdzie w języku farsi ma być zapisany zakaz wchodzenia, a później tłumaczą, że muszą wyczyścić pamięć mojego telefonu, bo inaczej mógłbym odzyskać szpiegowskie zdjęcia. Na szczęście argumenty o wartościach promocyjnych i pamiątkowych dla mnie pozostałych fotografii przekonują mundurowego, że usunięcie zdjęć wykonanych na dworcu będzie wystarczające, co następnie czynię pod jego czujnym okiem. Zauważywszy przypadkowo numer telefonu do mojego pierwszego gospodarza z couchsurfingu, funkcjonariusz dopytuje się kto to i spisuje numer.

Cała zabawa trwa prawie dwie godziny, a zaczyna kończyć się, gdy zostaje odprowadzony na dworzec autobusowy, by następnie jeszcze odebrano mnie i mojemu kompanowi paszporty do skserowania, a dalej wsadzono do właściwego autobusu i poczekano aż drzwi od niego się zamkną i odjedzie. Oczywiście z taką obstawą wzbudzamy na przystanku zainteresowanie, a jeden z dojrzalszych Persów dowiadując się o co chodzi, mówi że bardzo przeprasza za swój kraj. Choć całe zdarzenie było trochę stresujące(a znając przypadki innych turystów robiących zdjęcia nie tam gdzie powinni mogłoby być jeszcze bardziej), to powodem mojego zdenerwowania było przede wszystkim to, że początkowo nie wiedziałem o co chodzi i czy zdążę na autobus. Mundurowi byli całkiem sympatyczni, a choć mówili mi, że są policjantami, to wydaje mi się, że ich służba to coś na kształt naszych sokistów.

Myślę, że asumptem do ich działania była nuda, a typowo socjalistyczny, znany nam z poprzedniego ustroju podział obowiązków i system pracy w Iranie generalnie nie ułatwia szukania prostych rozwiązań. Kilka osób potrzebnych do tej samej czynności, brak decyzyjności, powielanie działań - trudno tego nie zauważyć będąc w Persji.

Do centrum Kaszan docieramy przed 17, i okazuje się to godziną na tyle późną, że tradycyjne domy, będące największa tutejszą atrakcją, są już zamknięte. Podziwiamy je tylko z zewnątrz, za to wchodzimy do Meczetu Agha Bozorg, gdzie razem z pewnym Rosjaninem jesteśmy jedynymi turystami. Oglądamy za to mecz siatkówki odbywający się we wnęce pod poziomem Meczetu. Struktura Świątyni różni się od dotychczas odwiedzonych, na tyle, że warto tu wejść.

Image

Image

Image

Bar z burgerami okazuje się jednym z niewielu otwartych miejsc. Te burgery to mielone kotlety wrzucone do bagietki, co nie jest zbyt smaczne. Klasycznych burgerów nam znanych nigdzie w Iranie nie widziałem, choć miejsc reklamujących się jako burgerownie było całkiem sporo.

Image

Szef baru z zadowoleniem pomaga nam zamówić taksówkę, a taksówkarz rozemocjonowany wiezieniem cudzoziemców, dzwoni z auta do córki mówiącej dobrze po angielsku, by ta z nami chwilę porozmawiała, popytała skąd jesteśmy, gdzie byliśmy i jak podoba nam się w ich kraju 8-). Za ten miły przejazd płacimy tylko 5 tys. riali

Dworzec w Kaszan znajduje się na obrzeżach miasta. Choć z tego co pamiętam istnieje w ciągu dnia jakiś autobus bezpośrednio do Tebrizu, to o tej porze jedyną możliwością jest dojechanie do Teheranu i tam szukanie połączenia ze wschodem Iranu. W stolicy wysiadamy około 12 w nocy na południowym dworcu(Terminal-e-jonoob), który wydaje się największym i najbardziej okazałym. Mnie bardziej przypomina terminal lotniska niż nasze budynki dworcowe. Niestety pomimo otwarcia punktu informacji nikogo w niej nie ma, a pracownicy firm przewozowych nie są zbyt zorientowani w pełnym rozkładzie jazdy. Ostatecznie okazuje się, że z dworca południowego jeżdżą autobusy do Tebrizu(i chyba w każdym kierunku), jednak dziennie jest ich tylko kilka, następny będzie dopiero rano, a jeśli chcemy jechać wcześniej, to musimy pojechać na dworzec zachodni, gdzie jest ich dużo więcej. Tak też robimy i jakoś po drugiej w nocy jesteśmy w autobusie jadącym do stolicy prowincji Azerbejdżan Wschodni. Bilet kosztuje 360 tys. riali(40zł).
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo, 12 Lis 2017 13:21, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 06 Sie 2017 22:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Tebriz i droga do Armenii

Na Tebriz mamy tylko kilka godzin. Chcemy jeszcze wieczorem tego dnia przekroczyć granicę i wejść do Armenii. Mogę już jednak powiedzieć, że te kilka godzin to wystarczający czas. Tebriz nie jest przesadnie urodziwym miastem, i jeśli ktoś będąc w Iranie chciałby przyjechać tu specjalnie z centrum kraju, to myślę, że może ten czas spożytkować lepiej. Chyba, by zwiedzić też resztę wschodu Persji.

Na początek wchodzimy do Błękitnego Meczetu, który ze względu na uszkodzenia zadane podczas trzęsienia ziemi nie prezentuje się okazale. Podobno jest stopniowo odnawiany i może w przyszłości będzie wyglądał tak jak przed wiekami. Wejście kosztuje chyba standardowe 150 tys. riali, a w środku jesteśmy jedynymi turystami(może jedynymi w mieście).

Image

Image

Image

Pozostałości Cytadeli
Image

Trafiamy też do Głównego Meczetu w Tebrizie, który znajduje się przy Wielkim Bazarze.

Image

Image

Bazar w Tebrizie jest największym bazarem w Iranie. Bardzo ciasny, z dużą liczbą uliczek, w których można się zgubić.

Image

Image

Image

Przy jednym ze stoisk ze starociami zaczepia mnie sprzedawca, który jak się okazuje, jest na zdjęciu z autorem w posiadanym przeze mnie przewodniku Szczepana Lemańczyka. Cóż za zbieg okoliczności ;).

Image

Po chwili dalszego pałętania się po Bazarze, jakimś sposobem z tłumu wyłapuje nas pracownik miejscowego centrum informacji turystycznej, znany również tu na forum pan Nasser 8-).

Image

Gdy mieszkał w Niemczech miał dziewczynę Polkę, dlatego tłumaczy, że turystów z naszego kraju darzy szczególną sympatią. W budynku biura informacji turystycznej zostajemy przez niego poczęstowani herbatą, a także ucinamy sobie dłuższą pogawędkę, podczas której nasz gospodarz służy radą co do Tebrizu i transportu. Odpowiadając na nasze pytanie o pamiątki z Tebrizu, sugeruje przyprawy, w tym pakowany irański szafran. Zaprowadza nas od razu do pobliskiego sklepu, gdzie kupujemy cukier i szafran. 1 gram kosztował 100 tys riali(11zł), 2 gramy 180 tys., a 4 gramy chyba 300 tys. riali.
Na koniec idziemy za panem Nasserem na coś szybkiego do jedzenia. Wskazuje nam stoisko na placu przed budynkiem informacji turystycznej, gdzie są sprzedawane takie o to bułki z jajkiem, ziemniakami i zieleniną 8-). Oczywiście przygotowywane na bieżąco, a kosztują coś koło 35 tys. riali(3,8zł). Jest to bardzo smaczne, choć początkowo dziwi mnie połączenie „nadzienia" :). Tylko nie pamiętam jak ta kanapka się nazywa. Może ktoś wie? :)

Image

Image

Spotkanie z Panem Nasserem bardzo urozmaiciło pobyt w zimnym i dość szarym o tej porze roku Tebrizie. Tak jak wielu turystów w relacjach z tego miasta polecało spotkanie z nim, tak i ja zachęcam do poszukania biura informacji turystycznej, które mieści się przy wielkim tebriskim bazarze, by usłyszeć kilka słów po polsku od tego sympatycznego i zwesternizowanego człowieka. Tym bardziej, że w swojej pracy na nadmiar turystów chyba nie narzeka.

Jedyne przejście graniczne irańsko-armeńskie znajduje się w małej miejscowości Norduz. Z tego co wiem nie jeździ tam żaden autobus(poza kursowym Erywań-Teheran). Wsiadamy więc w autobus jadący w stronę Dżulfy, miasta przy granicy z eksklawą Azerbejdżanu Nachiczewanem.

Image

Granica z Armenią jest jednak daleko na wschód, dlatego też musimy wysiąść wcześniej, na przedmieściach miejscowości Hadishahr. Z jednym ze stacjonujących tu taksówkarzy umawiamy się w kilku słowach co do celu naszej wycieczki(Norduz) i opłaty za przejazd(350tys. riali). Co istotne używamy dla pewności zrozumienia się też perskich liczebników. Zadowoleni szybkim załatwieniem transportu pod granicę i jego ceną, po chwili się jednak rozczarowujemy. Okazuje się, że była to oferta promocyjna mająca nas zachęcić do wejścia do auta. Taksówkarz po 5 minutach jazdy dowozi nas do centrum miasteczka, gdzie jakiś jego krewniak mówiący po angielsku, tłumaczy że musimy zapłacić inną kwotę - 600 tys. riali albo trochę więcej, nie pamiętam już dokładnie. Nie zgadzam się i mówię co myślę o takiej zmianie oferty w nadziei, że turysta z zachodu kierując się wygodą i spokojem nie będzie wybrzydzał. Podpytujemy innych kierowców w okolicy, jednak wszyscy wskazują tą samą, niewiele niższą cenę.
Pewnie i taksówkarze z Hadishahr uczestniczą w uniwersalnym i ogólnoświatowym spisku taksówkarzy, którzy kiedy tylko mogą tworzą zmowy cenowe :evil: 8-).

Próbujemy więc dojechać do granicy na stopa. Niestety starając się złapać jakieś auto wychodzimy na złą drogę. Szukamy mianowicie okazji przy trasie prowadzącej na północ od Hadishahr, podczas gdy większość ruchu(i tak niewielkiego) do granicy biegnie drogą bezpośrednio na wschód. Prawie nic tędy nie jedzie, stąd po pół godziny rezygnujemy. Niepotrzebny trud rekompensują jednak widoki z przełęczy, na której stoimy przy zachodzącym słońcu.

Image

Wracamy do głównej ulicy miasteczka i ze względu na późną porę szukamy ponownie taksówki. Udaje nam się znaleźć przejazd za trochę niższą cenę od pierwotnie proponowanych. Już w taksówce, jej kierowca okazuje się mieszkańcem przygranicznej mieściny i wioząc nas wraca do domu, stąd myślę, że można było być twardszym w negocjacjach. Trasa do Norduz wije się długimi serpentynami raz w górę, raz w dół, co w połączeniu z eufemistycznie ujmując nonszalanckim stylem jazdy(np. wyprzedzanie ciężarówek na podjazdach i zakrętach, gdy nie widać co wyłoni się z naprzeciwka), sprawia że żołądek podchodzi do gardła przez całą drogę.

Na przejściu granicznym panuje cisza i spokój. Jesteśmy jedynymi pieszymi turystami. W sklepie przy samej kontroli wydajemy resztki posiadanych riali. Znudzeni strażnicy sprawdzając dokumenty nie nawiązują z nami zbędnego kontaktu. Wpatrują się tylko w telewizor, w którym leci mecz Barcelona-Real. Czuję radość z tego co się udało, i z tego co jeszcze przede mną następnego dnia, ale też pustkę i żal, że opuszczam kraj Persów. W każdym razie już wiem, że muszę tu wrócić.

Wychodząc z kontroli irańskiej, przechodzimy przez most na granicznej rzece Araks. Jest ciemno, cicho i nie ma jakichkolwiek innych osób. Szybko budzi to moje skojarzenia z początkową sceną w filmie o przygodach Bonda „Śmierć nadejdzie jutro", gdzie główny bohater zostaje zwolniony z niewoli w Korei Płn. w ramach wymiany na moście łączącym obie Koree. Jednak nie mijamy się z żadnym uwolnionym z armeńskiego więzienia szpiegiem, widocznie Ormianie wybrali inny rodzaj transportu. Po stronie armeńskiej odwiedzamy dwie budki graniczne i szybko dostajemy pieczątki.
Jesteśmy w Armenii.
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji


Ostatnio edytowany przez Pabloo, 12 Lis 2017 13:20, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
#18 PostWysłany: 06 Wrz 2017 23:50 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 10115
Loty: 239
Kilometry: 337 725
@Pabloo czekam niecierpliwie o dalszą część ;)

Teraz to nie wiem, czy nie lepiej dojechać do Jolfy i tam szukać transportu do Norduz

A tak, mieliście nocleg w Meghri?
_________________
Proszę jak macie jakieś pytanie o Ateny to najpierw szukajcie na forum a ewentualnie następnie pytajcie w odpowiednim dziale.
https://www.facebook.com/SladyZeus/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#19 PostWysłany: 07 Wrz 2017 07:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Gru 2013
Posty: 485
Punkty statusowe: 42
srebrny
Jutro wylatujemy do Armenii, przydałaby się kolejna część:))
_________________
Lecebochce.pl - blog podróżniczy
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#20 PostWysłany: 07 Wrz 2017 20:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 447
Loty: 15
Kilometry: 19 009
Punkty statusowe: 48
srebrny
Mam teraz sporo na głowie i Armenię będę w stanie opisać dopiero pod koniec przyszłego tygodnia.
@Zeus nam zarówno w informacji turystycznej w Tebrizie, jak i na dworcu wskazywano Hadishahr, jako miejsce do szukania transportu do Norduz, mówiąc, że nie ma sensu jechać do Dżolfy. Nie dopytywaliśmy dlaczego, ale możesz spróbować. Może chodzi o to, że na tej drodze przy samej granicy z Nachiczewanem jest jeszcze mniejszy ruch? W sumie mogłoby tak być, bo z tego co widzę to Dżolfa ma niecałe 5 tys. mieszkańców, a Hadishahr prawie 30 tys. Jest tędy też po prostu bliżej do Armenii z Iranu, stąd ta trasa wydaje się być bardziej naturalna. Pisałeś chyba gdzieś, że będziesz próbował jechać na stopa. Nam to nie wyszło, bo źle się ustawiliśmy. Trzeba szukać czegoś jadącego bezpośrednio na wschód.
Nocleg(jak się okazało dwa, bo pierwszego dnia nie udało nam się stamtąd wydostać) mieliśmy w Agarak, czyli jak widzę na Wikipedii, od roku już części Meghri, bo wcześniej było to osobne miasteczko. Jakieś 400m od przejścia granicznego jest miejsce oznaczone na maps me jako Elya budget hotel. Nie znajduję go na bookingu, ale wtedy chyba też nie było. Nie jest to hotel, tylko zaadaptowany dom do skromnego przyjmowania gości, ale był to najtańszy możliwy nocleg, łóżko było, więc niczego nie brakowało ;) Za pokój dla dwóch osób z łazienką na zewnątrz zapłaciliśmy po 2500 dram(wtedy jakieś 22zł, teraz 18zł). Ale ekipa w innych pokojach była przednia 8-)

@mzukowski, no niestety dopiszę kolejną część dopiero po Twoim powrocie, ale jeśli masz jakąś konkretną wątpliwość pytaj. Widziałem, że jedziesz tylko na trzy dni, a plan masz dość intensywny. Nie byłem w Tatevie ani nad Sewanem, ale mnie bardzo spodobał się Erywań - jest w nim co zwiedzać, a jeśli miałbym spędzić dobrych kilka(co najmniej) godzin w aucie, by zobaczyć trzy monastery i jezioro, to zdecydowanie wybrałbym stolicę i jej okolicę. Byłby też czas żeby usiąść w którejś z dobrych ormiańskich restauracji ;)
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group