Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 80 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 18 Maj 2023 20:54 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1473
złoty
2catstrooper napisał(a):
Po sniadaniu jeden z Chinczykow zapytal sie mnie po mandarynsku czy mowie po chinsku. Odpowiedzialam mu po kantonsku, ze niestety mowie tylko po kantonsku.


Podziwiam! :-)

Przypomniało mi to wyraz twarzy chińskiego turysty, który kiedyś o 7 rano w Krakowie na placu przed dworcem zaczepił mnie pytając "Bass, bass?" a ja mu na to "qiche zhan?"
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#42 PostWysłany: 19 Maj 2023 03:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
@meczko

hehehe! To sie turysta zdziwil!

Moj kantonski jest dosyc specyficzny i w tej chwili prawie szczatkowy. Nie byl w uzyciu przez ponad 20 lat.
Moja nauczycielka byla matka mojej kolezanki. Wietnamka chinskiego pochodzenia, z wyksztalcenia nauczycielka matematyki, z braku innych opcji straganiarka sprzedajaca fejki w Chinatown.
Wiec umiem sie targowac, zamowic jedzenie, przeklinac, wyrazic szacunek dla babc i dziadkow, i mogle ogladac filmy bez napisow.
Czyli tyle, byle przezyc.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#43 PostWysłany: 19 Maj 2023 11:11 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1473
złoty
Targować, zamawiać jedzenie, przeklinać i wyrażać szacunek, i to jeszcze po kantońsku, który ma cudowny zaśpiew, znacznie fajniejszy m.zd. od mandaryńskiego - totalnie zazdroszczę!

Moja znacznie bardziej szczątkowa znajomość mandaryńskiego to bardzo mozolny wysiłek z kilku ponad miesięcznych podróży po Chinach. Pamiętam jaki byłem dumny z siebie, jak pierwszy raz po jakichś dwóch tygodniach prób udało mi się zamówić zimne piwo bez biegania do lodówki i pokazywania palcem.
Ale Chińczykowi w Krakowie po pierwszym "oszałamiającym" wrażeniu drogę na dworzec autobusowy musiałem już wyjaśnić uniwersalnym językiem "hands and feet" :-)

Dawaj kolejne odcinki relacji!
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#44 PostWysłany: 20 Maj 2023 16:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
Jutro (czyli 21 maja) Swieta Helena obchodzi swoje swieto - rocznice odkrycia wyspy.

Wiec dla ciekawych jak wyglada jazda samochodem na wyspie, zrobilam krotki filmik ze zjazdu do Sandy Bay Beach.
Caly zjazd od tego malego kosciolka na plaze zajal nam 9 minut, kiedy prowadzil moj przewodnik. I 20 minut, kiedy za kierownica siedzialam ja. Tutaj jest wersja w trybie ekspresowym.

Te niebieskie (lub czarne) rurki na poboczu ciagna wode do domostw.
Ten drewniany, nowoczesny dom po prawej to domek do wynajmowania turystom. Nawet sie nad nim zastanawialam, ale wizja tej drogi noca skutecznie mnie do tego zniechecila.

Ale pojemniki na smieci stoja, i jakos smieciarka raz w tygodniu daje rade i zjechac i podjechac.
Jest tez szkolny autobus, ktory ta droga jezdzi.

Trzeba tylko uwazac, bo grasuja tu poldzikie kozy, ktore moga znienacka wyskoczyc na droge. Nam tak wyskoczyly jak jechalismy na trek do Lot's Wife's Ponds.

Jechalam ta trase 4 razy, w tym dwa razy prowadzac samodzielnie, sprzegla nie spalilam, wiec spoko. Jak ja dalam rade, to inne ciamagi tez przezyja. Jedyne czego bym sie obawiala to jazda tedy po ciemku. Droga jest dokladnie na szerokosc samochodu. Czyli tak jak nasze japonskie gorskie drozki.

_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#45 PostWysłany: 20 Maj 2023 20:02 

Rejestracja: 05 Paź 2022
Posty: 937
Loty: 6
Kilometry: 12 016
niebieski
Tam by się fajnie rowerem zjeżdżało :)

Mają tam rowery?
_________________
Czy The Office US jest najlepszym serialem komediowym?
Zdania są podzielone. Niektórzy mówią, że tak, inni że owszem.


Ostatnio edytowany przez piotrkr, 01 Cze 2023 16:52, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#46 PostWysłany: 01 Cze 2023 16:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
@piotrkr Tylko dzieci maja rowery. Przy takich nachyleniach drog jak tam, rowery to nie transport (sport?) ale narzedzia tortur.

Sroda

Nie wiem czy to byl jetlag czy deszczowa pogoda, ale nie moglam sie rano obudzic. A moze po prostu moj uklad pokarmowy w koncu czul sie swietnie i pozwolil mi spac?

Obudzilo mnie walenie w drzwi, z komunikatem, ze ktos na mnie czeka w recepcji. Patrze na telefon, prawie 8 rano. Ale nie mam zadnych przegapionych polaczen. No tak, ale nie mam tez zadnych kresek sygnalu w mojej suterenie.

Kurzasz twarz, sroda? Szkola!!! Obiecalam przeciez, ze odwiedze szkole! Ochlapalam twarz woda i cos na siebie wciagnelam i sruuu. Idziemy. I zeby nie bylo widac jaka jestem nieprzygotowana, zalozylam maseczke na twarz.
Brytyjski system szkolnictwa jest dla mnie czarna magia niemozliwa do ogarniecia. Nawet nie bede udawac, ze go rozumiem. Wiem tylko, ze na wyspie sa trzy szkoly “podstawowe” i jedna szkola “srednia”.
Zapytalam sie o to jak jest z ukanczaniem tej szkoly, bo, ze nauka jest obowiazkowa do ilus tam lat, a rzeczywistosc, to wszyscy wiemy, ze sa to dwa rozne fakty.

No i ponoc te dane sa na tyle zenujace, ze nikt nie chcial sie nimi ze mna podzielic.
O wiele bardziej ochoczo podzielono sie informacja, ze trzech najlepszych uczniow z ostatniego roku szkoly sredniej dostaje ufundowane stypendia na kontynuacje nauki w RPA lub UK.

Nie wiem jak jest z poziomem nauczania na wyspie, ale z tego co zauwazylam, to ekspackie dzieci rodzicow na rzadowych kontraktach rowniez uczeszczaja do tej szkoly, wiec chyba az tak tragicznie nie jest. Ale z drugiej strony, nie ma przeciez innej alternatywy. A do nauki zdalnej potrzebny jest dobry internet, a takowego na wyspie brak.

Załącznik:
plantation-house1x600.jpg

(Szkola z oddali)

Ogolnie szkola wygladala na dobrze wyposazona, szczegolnie czesc sportowa robila wrazenie. A dzieciaki jak dzieciaki na calym swiecie. Zdjec nie robilam, bo nawet ja mam jakies poczucie tego co wypada, a co nie.

Czas mnie poganial, bo w planach na dzis mialam Longwood House, a tam panuja godziny gorsze niz w banku.

Załącznik:
fogx800.jpg


W miedzyczasie nadciagnela mgla. Taka gesta, ze jak w koncu doczlapalam do nagrobka Napoleona, to nie moglam nic zobaczyc i niemal nadzialam sie na pale otaczajace ta wielkopomna atrakcje turystyczna.

W Longwood House dostalam headset z nagrana historia i opisem kazdego eksponatu, i tu wielkie rozczarowanie. Nagrania i wyjasnienia sa naprawde fantastyczne. Moglabym tam spedzic caly dzien. Ale sie nie da. Audioprzewodnik jest dluzszy niz godziny urzedowania. Jesli zrobi sie potwierdzenie biletu wstepu, to mozna kontynuowac zwiedzanie nastepnego dnia. Ale wiekszosc turystow nie ma przeciez takiego luksusu.

Załącznik:
napoleons-housex800.jpg


Longwood House mozna rowniez wynajac na noc i spac pomiedzy historia napoleonska. A jesli to za drogo (choc nie pytalam sie ile taka przyjemnosc kosztuje), to mozna miejsce wynajac na uroczyste przyjecie, kolacje, itp. I tu pracownicy mieli ubaw, bo ekipa francuskiego ksiecia, wraz ze wspolna zona, mieli plan przenocowania u Napoleona. Skonczylo sie jednak na tym, ze srodku nocy domagali sie ewakuacji do hotelu, bo ksiecia robactwo meczylo, a jeden z mezow narzekal, ze na calej posiadlosci jest zakaz palenia. Wspolna zona narzekala na fakt, ze przybytek toaletowy nie odpowiadal jest standartom. A czego ona oczekiwala? Ze wezmie kapiel w napoleonskiej wannie?

Załącznik:
napoleons-house2x800.jpg


Kolejny punkt programu to byl Boerski cmentarz, ktorego rowniez nie widzialam z powodu mgly. Wierzylam na slowo, ze bylismy w odpowiednim miejscu.

Wierzylam rowniez na slowo, ze bylismy na plantacji kawy, oraz, ze wokol roztaczaly sie przepiekne widoki. Swieta Helena znana jest jako “szmaragd osadzony w brazie”, bo srodek wyspy jest zielony, a wybrzeze wyglada jak wyglada. Podjechalismy tez do Katedry Sw. Pawla. tak, to anglikanska katedra. Byla zamknieta na cztery spusty. I znowu zaczelo padac...

Załącznik:
st-pauls-cathedralx600.jpg

Załącznik:
saint-pauls-cathedralx600.jpg


I w tym momencie dopadla mnie depresja. Leciec taki kawal swiata i miec taka pogode? W jeszcze wieksza depresje wprowadzil mnie komunikat w radio. Prognoza pogody na nadchodzace dni byla rownie przygnebiajaca. A co za tym idzie, postawila pod znakiem zapytania moj powrotny lot. No bo jak wyleciec z wyspy, jesli samolot nie moze tu przyleciec?

Pan w radio zapowiedzial, ze jutro, czyli w czwartek lotnisko dostanie komunikat o ewentualnym odwolaniu lotu.

Wiec, co sie dzieje, jesli samolot nie przyleci w sobote wedlug rozkladu?
Probuje przyleciec w niedziele, a jesli to sie nie uda, to kolejna proba jest we wtorek. Jesli nie da rady przyleciec we wtorek, to lot jest formalnie odwolany i trzeba czekac do kolejnej soboty.
Koszty przedluzonego pobytu na wyspie trzeba pokryc samemu, bo linia nie odpowiada za warunki pogodowe.
Zrobilam sobie mentalna notatke, zeby sprawdzic dokladnie czy moje ubezpieczenie zwroci mi pieniadze za dodatkowe dni na wyspie…

Załącznik:
views3x800.jpg

Załącznik:
views2x800.jpg


Nadal padalo, wiec na poprawe humoru zdecydowalam, ze chcialam isc do fryzjera. No bo czemu nie? To jest moja podroznicza tradycja. W kazdym nowym panstwie ide do salonu. Obcinalam sobie wlosy nawet w Korei Polnocnej, wiec Sw. Helena mi nie straszna.

Troche zachodu bylo, zeby znalezc salon, ktory przyjalby mnie od zaraz, ale w koncu sie udalo. To przeciez Sw. Helena, wszystko tutaj jest mozliwe.
Jak sie okazalo, pani fryzjerka, zeby sie mna zajac, wykopala klientke, ktora miala w grafiku. Czyli bylo nas w salonie dwie. Ja i ona. Potezna kobieta. Na obu ramionach ogromne tatuaze imion. To jej dzieci, jak wyjasnila. Dlugie, ciemne wlosy, powazna twarz, na szyi ogromna blizna, jakby ktos poderznal jej gardlo. Po operacji na tarczyce, jak wyjasnila.
Umyla mi glowe w dosyc brutalny sposob, bez wiekszych ceregieli. I zaczela obcinac. Ja jestem krotkowidzem i bez okularow bylam slepa. Nie mialam pojecia co ona mi na glowie robila. Chcialam byc mila i przyjaznie zagadalam. Ile czasu juz pracuje jako fryzjerka, gdzie sie fachu nauczyla, czy ten salon to jej wlasny interes. Blad, blad i blad.
Pracuje jako fryzjerka od dwoch lat, fachu nauczyla sie obcinajac wlosy lalkom jako mala dziewczynka. Ten salon nie nalezy do niej, ale planuje otworzyc wlasny za rok lub dwa.

Załącznik:
hair-salonx800.jpg


Zaraz, co ona powiedziala? Nauczyla sie fryzjerstwa jako dziecko? Obcinajac wlosy lalkom? Zacisnelam oczy (choc i tak niczego w lustrze nie widzialam, bom slepa) i pocieszalam sie, ze przeciez to tylko wlosy. Odrosna.

Po jakiejs godzinie bardzo mozolnego ciecia, ponownego mycia, ciecia, suszenia i prostowania (nie zart, w salonie byl zegar, ktory wybijal godziny) odstawila narzedzia i kazala zalozyc okulary. I kurcze. Niezle sie zdziwilam. Babka odwalila kawal solidnej roboty. Wygladalo super. O wiele lepiej niz to co robili mi na glowie japonscy fryzjerzy (nawet ci z bardzo drogich salonach).

Babka zaoferowala, ze moze mi rowniez zrobic permanentne brwi, ale odmowilam. Az tak odwazna nie jestem.

Załącznik:
views1x800.jpg


Po zabiegach fryzjerskich wybralismy sie do Plantation House, czyli obecnej rezydencji obecnego gubernatora. I jak na zlosc, rozchmurzylo sie, i nawet slonce zaczelo przeblyskiwac. Ale, zeby nie bylo tak cacy, to nie udalo mi sie zobaczyc Jonathana.

Załącznik:
up-to-the-housex600.jpg

Załącznik:
plantation-house2x650.jpg


Powiedzialam Derekowi, ze nie odpuszcze, bedziemy musieli sprobowac raz jeszcze. Bo byc na Sw. Helenie i tego zolwia nie zobaczyc, to tak jak pobyt w Krakowie i ominiecie Wawelu. Jonathan to 190-letnia instytucja na wyspie i jej najbardziej znany symbol (oprocz Napoleona, rzecz jasna.)

Załącznik:
plantation house2x600.jpg


Po Plantation House pojechalismy na druga plantacje kawy i tam slonko juz swiecilo na calego. Niestety nie mozna bylo wejsc do srodka. Domagalam sie albo kawy, albo trekkingu, bo przeciez juz nie padalo. Niestety bylo juz za pozno w ciagu dnia na jakikolwiek trekking. Pozostawala wiec nam kawa.

Załącznik:
coffee-bushx600.jpg


Na kawe pojechalismy do Farm Lodge. I bylo to najbardziej surrealistyczne doswiadczenie podczas calego mojego tygodnia na wyspie.
Farm Lodge to hotel slash restauracja slash cafe slash swietohelenska instytucja. Prowadzona jest przez Stevena i Maureen, brytyjsko-swietohelenska pare, razem od paru dekad. Poznali sie pracujac na statku wycieczkowym, Maureen w kuchni, Steven w rozrywce. Steven wygladal dokladnie jak moj tata, do tego stopnia, ze niemal sie poplakalam jak go zobaczylam.

Podziwialam ich za ten zwiazek, w czasach, kiedy takie zwiazki nie byly szeroko aprobowane. Moze z tego powodu nigdy oficjalnie nie wzieli slubu? A jak juz mogli, to im na tym nie zalezalo?

Załącznik:
farmhouse3x800.jpg


Steven jest wlascicielem jedynego na wyspie Rolls-Royce’a, zajmuje sie hodowla zwierzat, stolarka, i innymi meskimi robotami recznymi. Maureen prowadzi hotel i rzadzi kuchnia.

Załącznik:
rollsx650.jpg


I tu wlasnie najfajniej spedza sie z nia czas. Tak zesmy sie zagadaly, ze przypalila garnek wraz z zawartoscia. Panika! Wieczorem na obiad miala stawic sie cala francuska delegacja, wspolna zona, ksiaze, itp, oraz gubernatorem z zona (jego wlasna, nie ta wspolna, choc w sumie, kto wie?).

Załącznik:
farmhouse4x800.jpg

Załącznik:
farmhouse2x800.jpg

Załącznik:
farmhouse1x800.jpg


Menu bylo bardzo fikusne i Maureen wlasnie cos tam pichcila. Byly w tym pomidory, a juz wiecie, ze swieze pomidory na wyspie sa na wage zlota. Czyli, mialo byc wszystko co najlepsze dla dostojnych gosci.

Dobra, spoko, Maureen moze jest szefowa kuchni, ale ja jestem dzieckiem PRL-u. Czosnek? Miala. Cebula? Miala. Puszkowane pomidory? Na sama mysl o tym bluznierstwie chciala zdzielic mnie kuchenna szmata przez leb. Ale ze dwie puszki sie znalazly.
Ja jestem z tego wyznania, ze kazdy problem kuchenny da sie rozwiazac wystarczajaca iloscia czosnku.

Posiekalysmy wiec pagorek cebuli i jeszcze wiekszy pagorek czosnku i ostrych zielonych papryczek i wszystko poszlo do garnka. Jeszcze tylko dwie puszki pomidorow i voila. Nikt nawet niczego nie zauwazy.

I kiedy ja mieszalam w dwoch garnkach na raz, niczym w jakims konkursie restauracyjnym, ogien byl ogromny, Derek wszedl do kuchni. Bo nie mogl mnie nigdzie indziej znalezc. I niezle sie zdziwil. Godzine temu wyslal mnie do kuchni po kawe (o czym ja oczywiscie zupelnie zapomnialam), a ja teraz w tejze kuchni stoje przy garach? I gotuje dla francuskiego ksiecia i gubernatora wyspy?

Załącznik:
coffeex800.jpg


Poniewaz Maureen byla zajeta gotowaniem, wiec kawe zrobilam dla nas wlasnorecznie. I bylo to dla mnie osiagniecie dnia, bo tego napoju nie pijam i nie wiem jak sie to to zaparza. I okazala sie byc kawa pierwszej klasy. Zaraz z plantacji obok, wypalana na miejscu, mielona w mlynku z korbka. Nie pozwolono mi do niej wlac mleka. Nie pozwolono mi do niej dodac cukru. Mialam wypic ja czarna. I wypilam. I wiecie co? Byla swietna! Pierwszy raz tak dobra kawe pilam.

Załącznik:
coffee2x650.jpg


Od razu zamowilam 4 paczki, zeby zabrac do domu.

Caly Farm Lodge jest przepiekny. Ceny juz nie bardzo. Od 200 funtow za noc. Internetu brak, Spokoj i cisza. Jedyne odglosy to kozy, owce i kury, i flagi lopoczace na wietrze. Ludzie na Helenie maja fiola na punkcie flag, to juz zauwazylam.

I tak siedzac i pijac kawe wysluchalam historie Stevena i Maureen o tym jak sie poznali i jak znalezli sie na Sw. Helenie.

Załącznik:
rainbowx800.jpg

Załącznik:
road-viewx800.jpg

Załącznik:
views4x800.jpg



Kiedy wracalismy do Jamestown robilo sie juz ciemno. W lobby hotelu ekipa francuska wlasnie zbierala sie do wyjscia na obiad do Farm Lodge. Zyczylam im smacznego.

Ann’s Place bylo zamkniete, wiec moje opcje obiadowe to albo hotel albo chinszczyzna zaraz obok. Wybralam chinszczyzne. Tym razem posilek byl okropny, a babka usilowala mnie oszukac.

Załącznik:
fried noodlesx800.jpg


Nie mialam co robic, jet lag (i pewnie ogromne ilosci kawy) trzymaly mnie na nogach, wiec skoro to sroda, to o ile dobrze pamietalam, jest impreza w yacht clubie. Pamietalam dobrze. Impreza byla. I nawet cole light mieli. Wszyscy starzy znajomi tam byli, poznalam mase nowych znajomych i bawilismy sie swietnie.

Kiedy wracalam do hotelu w ciemnosciach takich, ze zeby mozna bylo sobie wybic, znowu zaczelo padac. I juz nawet mialam nadzieje, ze jutro, kiedy lotnisko dostanie powiadomienie o sobotnim locie, bedzie to wiadomosc, ze samolot nie przyleci. A to, ze w RPA mialam juz zabukowane wycieczki i hotel? Nah, najwyzej strace, co mi tam.
Cztery dni na wyspie i totalnie zhelenszczalam. Nic mnie juz nie ruszalo. Co ma byc to bedzie.

A tak ten dzien wygladal na zywo.



Ponoc tak parszywej pogody o tej porze roku to nawet najstarsi wyspiarze nie pamietali.

c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#47 PostWysłany: 04 Cze 2023 11:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
Czwartek

Obudzil mnie bebniacy deszcz i strugi wody rwacej sie zaraz pod oknem. No… fajnie sie dzien zapowiadal.

Woda wdzierala sie rowniez do korytarza w suterenie i cala wykladzina byla mokra. Na schodach istny potok. Taras caly zalany. Przebieglam i nawet udalo mi sie nie poslizgnac.
Zebu dotrzec do sali restauracyjnej, gdzie serwowany byl sniadaniowy bufet, najpierw trzeba bylo przejsc przez bar.
Za barem o 7 rano moj ulubiony poludniowoafrykanski chlopak z Kapsztadu. Czekal na mnie i krecil glowa, ze mam dalej nie isc. Poszlam.
Bylo to najnedzniejsze sniadanie calego pobytu. Jakies wypieki drozdzowkowo-podobne, stary chleb, dzem i plastry ogorka.

Chlopak mial racje. Wrocilam do baru. On juz mial goraca wode i chinska zupke (z jego wlasnych zapasow) dla mnie przygotowana. Na imie mial Michael i byl bardzo ciekawym osobnikiem. Przypadkiem odkrylam jego sekret - znajmosc jezyka chinskiego i co dzien wymienialismy sie plotkami o chinskiej grupie. Oni nie wiedzieli, ze on ich rozumie.
A skad czarnoskory Poludniowoafrykanczyk mowi po chinsku? Ano, jak mial 17 lat, to jego liceum oferowalo wymiane do Chin. Wiec pojechal na rok. Chinskiego uczyl sie juz w szkole sredniej w RPA, gdzie jest to ponoc calkiem popularne, szczegolnie w szkolach, gdzie wiekszosc uczniow to nie-biali. Kiedy zapytalam sie jak mu sie ten rok w Chinach podobal, to odpowiedzial, ze juz nigdy nie bedzie narzekal na rasizm, bo nigdzie nie bylo tak zle jak w Chinach. A podrozowal sporo, byl w Europie, studiowal w UK, pracowal przez rok w Ameryce Poludniowej w hotelu (nie pamietam w jakim kraju, ale znal rowniez hiszpanski).

Załącznik:
lotswifes1x800.jpg


To od niego dowiedzialam sie, ze grupa chinska to nie “normalni” turysci, a specjalna delegacja, ktora jezdzila po calej Afryce w celu promowania kultury chinskiej i chinskiego jezyka. Sprawdzali poziom nauczania w szkolach, w ktorych uczono chinskiego, wyszukiwali uzdolnionych nastolatkow na dalsza nauke w Chinach, tego typu rzeczy. Czyli, jak tylko Chinczycy granice otworzyli, to natychmiast wyslali delegacje do Afryki. Na Sw. Helenie byli w cywilu, jako turysci, ale Michael powiedzial, ze bardzo starali sie o audiencje z gubernatorem, lub z lokalnymi przedstwicielami rzadowymi. I byli bardzo rozczarowani, ze nikt ich nie chcial. Czyzby zapomnieli, ze Sw. Helena to wyspa brytyjska? Niby rzadzi sie sama, ale nie jest niezaleznym panstwem.

Załącznik:
lots-wifes-signx800.jpg


Załącznik:
arrowx800.jpg


Plan na czwartek byl prosty - trek do Lot’s Wife’s Ponds. Ponoc jeden z bardziej wymagajacych post box trekow na wyspie. Tak mnie straszyli.

Ale jak przy takiej pogodzie? W Jamestown nadal padalo. Ale powiedzieli mi, ze mam sie pakowac. Zabrac stroj kapielowy, maske do snorkelingu, zmiane ubran. Zaraz? Gdzie my idziemy? Plywac?

Derek przekazal mnie nowemu przewodnikowi, ktory mial ze mna isc. Nie pamietam jak sie nazywal, ale pamietam, ze jego normalna praca to geodeta. I ze znal kazdy skrawek wyspy.

Załącznik:
sand-signx800.jpg


Załącznik:
birdx800.jpg


Załącznik:
barn-viewx600.jpg


Załącznik:
stonesx600.jpg


Załącznik:
red-earthx800.jpg


Załącznik:
red-earth2x800.jpg


Załącznik:
red-arrowx800.jpg


Załącznik:
red-arrow2x800.jpg



Jak dojechalismy do Sandy Bay Beach (bo tam zaczyna sie ten trek), to faktycznie, nie padalo. Chmury wisialy, powietrze bylo ciezkie od wilgoci, ale idziemy. Szlo sie latwo i przyjemnie. Jakies 5 kilometrow w jedna strone. Nawet rozwazalismy czy jesli sie pospieszymy i po poludniu nadal nie pada, to moze by tak isc na Diana’s Peak?

Załącznik:
bay-view2x800.jpg


Załącznik:
bay-view1x800.jpg


Załącznik:
porchersx800.jpg


Załącznik:
path1x800.jpg


Załącznik:
ocean-view5x600.jpg


Załącznik:
ocean-view2x800.jpg


Szlak szedl wyzej i wyzej i jak juz wszelismy na szczyt, to moj przewdonik mowi, ze to dopiero polowa drogi. Potem idzie sie w dol. I potem znowu w gore. W dwoch miejscach byly liny przymocowane do skaly i trzeba bylo sie przytulic do klifu i delikatnie, pomalutku, krok po kroku. I ja, po kozacku, juz sie dziwilam dlaczego ten trek mial byc taki trudny. Az w koncu doszlismy do slupka, ktory byl post boxem dla Zony Lota. A tam wisiala lina, zeby zejsc w dol do “stawow”.

Załącznik:
post-boxx600.jpg


Załącznik:
rope2x600.jpg


Załącznik:
ropex600.jpg


A same stawy to naturalne baseny wypelniane woda z oceanu. I mozna w nich plywac. I w tym momencie zdalam sobie sprawe, ze maske do snorkelingu zostawilam w samochodzie. No coz, starosc nie radosc.

Ostanie paredziesiat metrow po linie w dol nie bylo przyjemne. Ale przeciez mieszkam w gorach, gorsze widzialam. Choc przyznam sie, bylo jedno miejsce, w ktorym trzeba bylo odbic sie od sciany klifu i hustnac na druga strone wystajacego kamienia. I w tym miejscu ta lina nie wygladala zbyt dobrze.
Załącznik:
ocean-view1x800.jpg


Załącznik:
ocean-view2x600.jpg


Załącznik:
fishing-areax600.jpg


Załącznik:
pool-viewx800.jpg


Załącznik:
ocean-view3x600.jpg


A na dole, sila oceanu, ogrom fal rozbijajacych sie o skaly i krystalicznie czysta woda w Stawach Zony Lota.

Załącznik:
pools3x800.jpg


Załącznik:
ocean-view4x600.jpg


Moglabym tam siedziec godzinami. Zjedlismy lunch, poplywalam sobie. Ale niestety zaczelo padac. Kurcze, no i co teraz. Zbieramy sie i w droge.

Załącznik:
pool-wave1x800.jpg


Załącznik:
wave1x650.jpg


Załącznik:
wave2x800.jpg


Załącznik:
wave3x800.jpg


Zjesc po linie bylo latwo, wejsc juz nie az tak. Ale jesli stara baba jak ja dala rade, to nie moglo byc az tak trudno.

Wracalismy w mzawce, grunt zrobil sie sliski i blotnisty. Miejscami nawet bardzo. Zejscie do Sandy Bay Beach zajelo nam duzo dluzej niz wjescie. Na tyle dluzej, ze juz nie bylo mowy o Diana’s Peak na popoludnie. Doczlapalismy sie do samochodu kompletnie mokrzy i ubloceni. Do Jamestown dojechalismy juz po 16-tej.

Przewodnik wysadzil mnie przed hotelem, ale bylam tak zmeczona, ze nie chcialam wracac do mojego pokoju. Bo jakbym weszla, to juz bym nie wyszla.
Wiec poszlam do parku do Ann’s Place. Poprzednim razem, powiedzieli mi, ze w czwartek na menu bedzie plo. A ja bardzo chcialam to zjesc. Plo to takie specyficzne swietohelenskie biryani.

No coz, takie moje szczescie, ze plo skonczylo sie po lunchu. No i co zamowic? Ogromny kawal tunczyka. Byl pyszny.

Załącznik:
tuna-steakx650.jpg


A co z plo? Udalo mi sie zjesc nastepnego dnia. Linda zrobila mi na specjalne zamowienie.

Nadal brudna i umamlana, ale przynajmniej najedzona, usiadlam sobie na schodkach w budynku obok hotelu i tak sobie siedzialam. Dosiadla sie obok mnie babka w niebieskiej koszulce i zagadala. Ja odgadalam. I zaprosila mnie do domu. To byla Pani Irene, ktora prowadzi Guesthouse Harris. Ona nie wiedziala, ze ja pamietalam jej maila do mnie w 2020 roku bardzo dobrze. Byla jedna z osob, ktore nie chcialy miec niczego do czynienia z kimkolwiek z Azji. Ubolewala jak covid zabil jej biznes, jak jej corka w Anglii ja utrzymuje. Jak niewielu ma w tej chwili gosci. Posadzila mnie na zakurzonej kanapie w salonie, ciemnoczerwony welwet nadjedzony przez mole, zapach terpentyny i srodkow owadobojczych. Zrobila herbate (jedna torebka na dwie filizanki), wyciagnela albumy rodzinne i zaczela opowiadac. Jak poznala meza, jak razem pracowali na Wyspie Wniebowstapienia, jak on nigdy nie podniosl na nia reki bez powodu… Zaraz? Co powiedziala? Powtorzyla. Tak, nie przeslyszalam sie. Zapytalam jak jej sie zyje bez meza, bo zmarl kilka lat temu. Powiedziala, ze “spokojnie” i usmiechnela sie promiennie. I tak oto dowiedzialam sie o najwiekszym problemie z jakim zmaga sie Sw. Helena - przemoc w rodzinie. Ponoc kilka lat temu bylo tak zle, ze od tamtego czasu policjanci sa importowani z Wielkiej Brytanii. Bo lokalni funkcjonariusze trzymali strone lokalnych facetow.

Wypilam reszte herbaty i podziekowalam za mily wieczor.

W hotelowym barze mieli dla mnie kubelek lodu (juz widzieli, ze potrzebuje wiecej niz szklanke), siedzac na tarasie udalo mi sie sprawdzic email. Wiesc niosla, ze samolot przyleci wg rozkladu w sobote.

I takim to optymistycznym akcentem zakonczyl sie czwartek.



c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#48 PostWysłany: 12 Cze 2023 15:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
Piatek

To moj ostatni caly dzien na wyspie.
Obudzilam sie z takim bolem miesni, ze ledwo nogami moglam ruszac. No coz, starosc nie radosc. Wczorajsze wyczyny na linie u Zony Lota daly mi jednak do wiwatu. Mialam tez totalnie obtarta skore na dloniach. Zdarta do czerwonosci. Wczoraj, pelna adrenaliny nawet nie zwrocilam na to uwagi. Ale w piatek rano nie moglam nawet rak umyc. Wygladalo to okropnie. Balam sie tez, ze moze jakies zakazenie sie przyplatac.

Załącznik:
view5x600.jpg


Na szczescie moja przyjaciolka w Japonii jest lekarzem i wyposazyla mnie na kazda ewentualnosc. Mialam masci wszelkiego rodzaju, antybiotyki i opatrunki. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Japonii lekarze maja takie przewodniki, ze mozna sobie poszukac kraju lub terytorium i tak wyszczegolnione sa wszystkie niezbedne akcesoria medyczne, ktore dobrze jest miec ze soba. Wiec zapakowala mnie jakbym jechala na miesiac na jakies odludzie, albo do strefy wojennej.
Czesc mojej apteczki uratowala corke teczowej pary, ktora dotknela jakichs chwastow podczas ich deszczowego wejscia na Diana’s Peak i dostala okropnej reakcji alergicznej. Na tylku. No bo tak, dziecko musialo isc siusiu, a niestety, chlopcem nie bylo. Na stojaco nie moglo.
Zabraly ja do lokalnego szpitala, gdzie pielegniarka posmarowala jej zadek jakas mascia i to bylo wszystko.

Ich przewodnik byl tak do kitu, ze chcialy, zebym poprosila mojego handlera o pomoc w zorganizowaniu lepszej opieki medycznej. Ale po tym jak wytlumaczyly w czym problem, to wyslalam wiadomosc do japonskiej kolezanki, ona oddzwonila przez apke i zrobilysmy konsultacje telemedyczna.
Z wdziecznosci kupily mi w barze butelke wina musujacego, ale niestety ja jestem bezalkoholowa. Wino jednak nie poszlo na marne, bo jak sie okazalo, zostalam zaproszona na przyjecie urodzinowe w piatek wieczorem.

Ale o tym za chwile.


Piatkowe sniadanie bylo iscie krolewskie. Byla jajecznica! I boczek, i kielbaski, i pomidory i fasolka i dwa rodzaje chleba. Kurcze, no co to? Gubernator przyjdzie z wizyta?

Załącznik:
breakfastx800.jpg


Nie. Nic takiego. W odcinku czwartkowym zapomnialam opisac poranny dramat sniadaniowy z wloska para w podrozy poslubnej. Pan malzonek, kiedy zobaczyl czwartkowy wybor na sniadanie, to dostal szalu. Podsluchalam opowiesci barowe, ze pan Wloski byl tak wkurzony, ze zadzwonil do glownej siedziby sieci Mantis i wszczal niezla awanture. Bo skoro placil pelna cene, to wymagal pelnej obslugi.

Glupio mi bylo dzwonic do mojego handlera i zmieniac dzienny plan, bo przeciez bylam napalona jak szczerbaty na suchary na ten trek na Stodole (The Barn) albo na Diana’s Peak. Ale przelknelam wlasna dume i zadzownilam.

Załącznik:
breakfast2x600.jpg


A on mi na to, ze dobrze, ze to swietnie, bo czy pamietalam, ze dzis po poludniu mialam w grafiku zlamanie prawa i wlamanie sie na Drabine Jakuba. Nie pamietalam. Gdyby mi o tym nie przypomnial, to pewnie bym odleciala z wyspy i zorientowala sie dopiero w RPA, ze o czyms zapomnialam.

Załącznik:
flagsx800.jpg


Derek zaplanowal latwy dzien, taki zeby moje nogi mogly odpoczac w przygotowaniu na wysilek popoludniowy.

Plan na rano byl prosty - Briars Pavillion. Bo jedyne godziny, kiedy mozna to miejsce odwiedzic to poniedzialek i piatek pomiedzy 10 a 11 rano. Wejsciowka 5 funtow.
Briars to czesc Francji na wyspie Sw. Heleny. No bo tak, 14 hektarow wyspy nalezy do Francji: Briars, Longwood House i dolina w ktorej znajduje sie grob Napoleona. Na wyspie jest tez facet, ktory pelni role francuskiego konsula i jest odpowiedzialny za te trzy miejsca.

Załącznik:
briars1x600.jpg


Załącznik:
briars2x800.jpg


Załącznik:
briars3x600.jpg


Briars to pierwsza miejscowka, w ktorej trzymano Napoleona, kiedy przybyl na wyspe. A w zasadzie druga, bo spedzil tez dzien lub dwa (nie pamietam dokladnie) w Jamestown. Potem wysiedlono rodzine, ktora mieszkala na posiadlosci Briars i wsadzono tam Napoleona. Ale mu sie tam nie podobalo, wiec zaczeto szukac dla niego innego miejsca, i tak to potem wyladowal w Longwood House.

A tak przy okazji, Star Trek Deep Space 9 ma powiazanie (dalekie, ale ma) z Napoleonem, a co za tym idzie, rowniez z wyspa Sw. Heleny. Ja zawsze zartowalam, ze pobyt na takiej wyspie, to prawie jak pobyt na stacji kosmicznej. Wiec cieszylam sie z tego dodatkowego powiazania. Jak ktos wie o co tu chodzi, to napiszcie w komentarzu.

Briars byl nudny, czesc domu jest komus wynajeta i mieszkaja tam normalni ludzie, a czesc to muzeum. Mozna tez odwiedzic ogrody. Niby sa bardzo szczegolowe przepisy odnosnie (nie)robienia zdjec, ale Chinczyk nawet latal dronem i nikt mu nic nie powiedzial.

Po drodze do Briars mozna zobaczyc slynny wodospad w ksztalcie serca, ale pomimo deszczu przez caly tydzien, wody nie bylo.

Załącznik:
heart-shaped-waterfallx600.jpg


Załącznik:
longwood2x800.jpg


Załącznik:
longwood1x650.jpg


Po Briars chcialam wrocic do Longwood House, zeby zrobic reszte tej wejsciowki, ktorej nie udalo mi sie skonczy we wtorek. Ale jak tam dojechalismy, to zwalila sie tam tez grupa chinska. Dalam sobie spokoj. Nie pamietam juz powodu dlaczego nie poszlismy na grob Napoleona, bo chcialam go odwiedzic, kiedy nie bylo mgly. Ale nie dojechalismy tam.

Załącznik:
road1x800.jpg


Załącznik:
road2x650.jpg


Zamiast tego pojechalam gotowac plo na lunch. I to nie byle jakie, ale takie z homarem. No bo jak jesc, to juz na calego, no nie? Podczas lunchu mialam babska pogawedke o przestepczosci na wyspie, sytuacji kobiet, przemocy w rodzinie i o tym jakie sa warunki w wiezieniu na wyspie. I kto i za co tam obecnie siedzi. Ale to wpis na inna okazje.

Załącznik:
lobster-mixx800.jpg


Po tym bardzo burzujskim lunchu pojechalismy na bardzo maly trek do punktu widokowego, ktory niestety byl zarosniety bujna roslinnoscia. Ten stan rzeczy byl wkurzajacy na calej wyspie. Sa punkty widokowe, piknikowe, ale zaniedbane i zarosniete. Nastepnym razem kupie sobie w tym sklepie rolniczym maczete. Nie wiem dlaczego inni turysci na to nie narzekali. Chyba sam fakt bycia na Sw. Helenie im wystarczyl?

Załącznik:
view4x800.jpg


Załącznik:
view3x800.jpg


Załącznik:
view2x800.jpg


Załącznik:
view1x800.jpg


Załącznik:
swingx600.jpg


Zahaczylismy tez o High Knoll Fort, gdzie chmury sie zbieraly i wsciekle wialo.

Załącznik:
knoll-fort3x800.jpg


Załącznik:
knoll-fort2x600.jpg


Załącznik:
knoll-fort1x800.jpg


Załącznik:
view-from-the-fort2x800.jpg


Dostalismy wiadomosc, ze moja kawa, cztery paczki, hodowana i swiezo palona na wyspie, czeka na mnie w Farm Lodge. Pod drodze do Farm Lodge zatrzymalismy sie przy Plantation House zeby odwiedzic Jonathana. A ten pokazal jak to sie robi tak jak na Discovery Channel. Gosc ma 191 lat i nadal dobrze sie trzyma.

Załącznik:
jonathan1x800.jpg


Wizyta w Farm Lodge to jak balm ukojenie nerwow. Steven nawet zapytal sie czy chcialabym pojezdzic Roycem po posiadlosci. Wolalam nie ryzykowac. Juz wspominalam, ze jakbym miala kupe kasy, to nastepnym razem bym sie u nich zatrzymala.
Maureen zapakowala torebki kawy nie wedlug wagi, ale wedlug pojemnosci, po sam czubek, ze ledwo dalo sie je zgrzac.

Załącznik:
coffeex800.jpg


Wrocilismy do Jamestown i w koncu nadszedl czas na wlamanie sie na Drabine Jakuba. Bo byc na Sw. Helenie i nie doswiadczyc drabiny to podroz bez sensu. Nadal wszedzie wisialy siatki, ale schody byly w miare ogarniete. Gdzie niegdzie walaly sie puste pojemniki po farbie i worki po cemencie.

Ja chcialam zbiegac z gory na dol, ale po dlugiej debacie, zgodzilam sie na wspinaczke z dolu na gore. Po pierwsze, byly obawy, ze jak bede leciec na dol, to jak sie potkne to bede sie turlac na sam dol i sie po prostu zabije. Po drugie, policja czekalaby na mnie na dole, bo mieliby blisko. W odwrotnym kierunku, zanim dojechaliby na szczyt, przy piatkowym korku, to bylam niemal pewna, ze dotarlabym tam przed nimi. To tylko 699 stopni, no nie? Przeciez scigalam sie z samego dolu stacji Doai, najglebszej w calej Japonii? Tyle, ze Doai idzie w gore pod bardzo lagodnym katem. A Drabina Jakuba? Nie nazwali tego ustrojstwa drabina bez powodu.

Załącznik:
ladder2x600.jpg


Załącznik:
ladder1x600.jpg


Dalam rade, ale ledwo. Juz w zyciu nie bede tak glupia. Myslalam, ze tak gdzies okolo w polowie drogi dostane ataku serca. Zdecydowanie nie polecam. Jak znowu bede na Helenie, to zbiegne na dol, jak normalna osoba.

Załącznik:
jamestownx800.jpg


Załącznik:
jamestown2x800.jpg


Po tym wyczynie wrocilam do hotelu, zeby sie ogarnac, bo zaraz mialam jechac na przyjecie urodzinowe do Rosie’s. Chcialam byc bardzo niezalezna i wziac taksowke, ale Derek z rodzina stawili sie pod hotelem bardzo nietypowo punktualnie. Pod drodze jeszcze zatrzymalismy sie, zeby zabrac innych ludzi. Przy okazji zobaczylam jak zyje sie w tej “ekskluzywnej” czesci Jamestown, gdzie kamienice naleza do starych rodzin od pokolen.


Chyba cala wyspa byla u Rosie’s. Byla muzyka, trunki porcentowe, kompletnie pomieszane dania (kucharz wrzucal na talerze co mial pod reka, zupelnie olewajac i menu i poszczegolne zamowienia), swietna zabawa, super towarzystwo i przepiekny zachod slonca. I taka to Swieta Helena na zawsze pozostanie w mojej pamieci.

c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#49 PostWysłany: 13 Cze 2023 07:30 

Rejestracja: 05 Paź 2022
Posty: 937
Loty: 6
Kilometry: 12 016
niebieski
2catstrooper napisał(a):
To byla Pani Irene, ktora prowadzi Guesthouse Harris. Ona nie wiedziala, ze ja pamietalam jej maila do mnie w 2020 roku bardzo dobrze. Byla jedna z osob, ktore nie chcialy miec niczego do czynienia z kimkolwiek z Azji.
[...]
Wypilam reszte herbaty i podziekowalam za mily wieczor.


A mogłaś zapytać, czy inni mieszkańcy też są rasistami ;)
_________________
Czy The Office US jest najlepszym serialem komediowym?
Zdania są podzielone. Niektórzy mówią, że tak, inni że owszem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#50 PostWysłany: 23 Cze 2023 05:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
@piotrkr relacje rasowe na wyspie sa skomplikowane i wole sie na ich temat nie wypowiadac.


Sobota i niedziela

Sniadanie bylo kopia piatkowego. Chyba hotel chcial, zebysmy przynajmniej na to nie narzekali.


Michael za barem powiedzial mi, ze blond babka z recepcji domagala sie informacji ile szklanek lodu dostalam z baru w ciagu calego tygodnia. On jej powiedzial, ze ani jednej. Ostrzegl mnie, ze pewnie chcieli doliczyc ten kostki lodu do mojego rachunku. Dalam mu spory napiwek, bo byl jedynym pracownikiem, ktory nie chcial mnie oszukac. Wszyscy inni byli bardzo mili, usmiechnieci, pomocni, ale zawsze bylo jakies ale. A to chcieli mnie skasowac za alcohol, ktorego nie zamowilam, a to za herbate, ktora jest czescia sniadania, albo za moja wlasna cole, ktora po prostu trzymalam w barowej lodowce. A teraz wychodzi na to, ze podlicza mnie za kostki lodu?



Check-out mial byc o 10-tej, ale jak wrocilam do pokoju, zeby skonczyc sie pakowac, to wszystkie moje rzeczy byly na podlodze, bo pokojowki juz zmienialy posciel. A to nawet jeszcze 9-tej rano nie bylo. I juz nie wytrzymalam. Wkurzylam sie, bo juz mialam serdecznie dosyc tego dziadoskiego hotelu.
Przez caly tydzien zaciskalam zeby i staralam sie slowa nie powiedziec, ale kuzwa, juz nie dalam rady. Kazalam im spadac, a jak nie, to bedzie bardzo niemilo, bo nie mam zamiaru wychodzic z mojego pokoju przed 10-ta. I jak z nimi gadalam, to ktos pukal do drzwi. Facet z recepcji, ktory prosil o szybkie zwolnienie pokoju, zeby mozna bylo go posprzatac. Zapytalam czy potrafi poslugiwac sie zegarkiem? Bo jak nie, to z checia go naucze.
Z pokoju wyszlam kilka minut przed 10-ta i stawilam sie w recepcji dokladnie na czas wymeldowania.

A tam sceny grozy. Chinczycy darli sie wnieboglosy, bo ich rachunek sie nie zgadzal. Mieli jeden rachunek za wszystkie pokoje. Pokoje byly juz oplacone, ale na rachunku bylo jakies 300 funtow dodatkow. Hotel podliczyl ich za kazda butelke wody z baru, kazda szklanke lodu, kazde jajko o ktore prosili przy sniadaniu. Wode to rozumiem, bo za kazdym razem bylismy ostrzegani, ze tylko dwie pierwsze butelki w pokoju sa bezplatne. I juz rozumialam wczesniejszy komentarz chlopaka z baru. Lod nie byl darmowy, ale nikt nas o tym nie poinformowal.

Chinczycy nie chcieli zaplacic, bo nie mieli jak. W koncu dano im nowy rachunek, tylko za wode, ale to nadal niemal 200 funtow. Hotel nie przyjmowal kart kredytowych. Chinczycy nie mieli paypala. A ze to sobota, to bank z maszyna do kart byl zamkniety.

Nie wiem jak ta naleznosc zostala uregulowana, Derek zaplacil jakies 40 funtow z tego rachunku, Chinczycy wyskrobali reszte. I tu kuriozalna sytuacja, bo firma Dereka ma druga (oprocz banku) maszyne do kart kredytowych na wyspie. On specjalnie zalozyl firme w RPA, zeby miec mozliwosc przyjmowania kart. Ale transakcje na chinskie karty odrzucalo. Francuskie dzialaly bezproblemowo.
(Solomons firma spedycyjno-logistyczno-zaopatrzeniowa ma trzecia maszyne do kart, ale ta nie jest dostepna dla zwyklych turystycznych smiertelnikow.)

Kiedy przyszla moja kolej na wymeldowanie i zobaczylam moj rachunek, to wybuchnelam smiechem. Juz przymierzalam sie do zrobienia temu wielkopomnemu dokumentowi zdjecia, ale szybko wyrwano mi go z reki i po kilku minutach przyniesiono nowy. Jedynym dodatkowym kosztem byla na nim oplata za wypranie zarzyganej bluzy.

Nie wiem jak inni maja, ale dla mnie takie zagrywki sa bardzo wkurzajace. Szczegolnie jesli hotel uwaza sie za ekskluzywny.

W koncu udalo nam sie wyjechac spod hotelu okolo 11-tej. Francuskie VIP-y jechaly z francuskim przewodnikiem, ktory specjalizuje sie w Swietej Helenie. Chinczycy jechali mini-busem. A wszyscy inni nie wiem jak. Doslownie "wszyscy," bo przy jednym locie tygodniowo, to taka turystyczna zmiana warty.

Załącznik:
harborx600.jpg

Załącznik:
harbor2x600.jpg

Załącznik:
pierx600.jpg


I tradycyjnie, juz po raz ostatni, zeby zawrocic, najpierw jechalismy na nabrzeze, tam sie w koncu zakreca i znowu przejezdza przez cale Jamestown. Trabiac i machajac do kazdego. To taka lokalna tradycja.

Samolot z RPA mial wyladowac wczesniej niz rozkladowo, a to oznaczalo, ze odleci rowniez wczesniej niz rozkladowo. Ale mielismy czas na ostatnia przejazdzke po wyspie.

Załącznik:
barn-troopx600.jpg

Załącznik:
ruperts-trooperx650.jpg

Załącznik:
speery-troopx600.jpg


W kolejce do odprawy bylam chyba jedna z ostatnich osob. Patrzylam jak panie za lada przyszaruczkowywaly sie do kazdego bagazu, wazyly, mierzyly, sporo osob musialo doplacac. I podchodze ja, z dwoma bagazami podrecznymi i bagazem nadawanym o 3 kilo za ciezkim. Okazalo sie, ze panie pamietaly mnie z piatkowego przyjecia urodzinowego i usmiechnely sie i potraktowaly mnie jak lokalna. Zadnych doplat.

Przy security chlopak przeswietlajacy torbe z helmem nagle wykrzykuje, “ojeju, to TY!” Ponoc widzial mnie na szczycie drabiny poprzedniego dnia. Domagal sie zdjecia razem, wiec helm na glowe i pstrykamy fotki.

Lot faktycznie wystartowal przed czasem.

Obok mnie siedzial chlopak, ktory w poniedzialek zszedl ze statku wycieczkowego. Byla cala grupa takich pasazerow. Przez dwie godziny zanudzal mnie opowiesciami rejsowymi i pokazywal zdjecia. Zapytalam sie o Tristan da Cunha, bo tam tez byli przez jeden dzien. Ale jak sie okazalo jemu akurat nie udal sie zejsc na wyspe. Tylko nieliczna grupa mogla zejsc na lad, ale nie wypytywalam sie jak taka selekcja sie odbywala. Chyba wedlug portfela. Powiedzial, ze zamiast tego wyspiarze weszli na statek i sprzedawali suweniry i mozna bylo kupic pocztowki i wyslac. Unikal dalszych odpowiedzi na temat Tristana. Opowiadal o swoich bardzo ekscytujacych podrozach w Azji i zapytal gdzie lece dalej. Ja na to, ze do Japonii. Wiec dal mi wyklad na temat tego co i gdzie w Japonii warto odwiedzic, bo on byl tutaj przez dwa tygodnie w 2019 i uwazal sie za eksperta. Zapytal sie jak dlugo bede w Japonii. Ja na to, ze tam mieszkam. Umilkl w koncu i przez reszte lotu mialam blogi spokoj.

A tak przy okazji, to mialam niemal identyczna sytuacje podczas lotu z Warszawy do Tokio, gdzie mlody chloptas pouczal mnie na temat kultury japonskiej i jezyka. Co mozna robic, a czego nie, i zapewnial mnie, ze na pewno bedzie mi sie tam w tej Japonii podobalo.

Airlink znowu bez zarzutu, dwa posilki w pudelkach, mieli coke zero, ogolnie na plus, choc stwardesy wygladaly na bardzo zmeczone. W drodze powrotnej nie ma przystanku w Walvis Bay, leci sie bezposrednio do Johannesburga.

Załącznik:
airlink-food2x800.jpg

Załącznik:
airlink-food1x800.jpg


Jak wyladowalismy w Johannesburgu, to przetasowalam sim karty, i ruszylam do hali przylotow. Mial na mnie czekac kierowca z Mercure Bedfordview. Nie czekal.

Pozegnalam sie z teczowa para i ich corka, one nocowaly w City Lodge zaraz przy lotnisku, bo nastepnego dnia lecialy do Eswatini.
Ekipa francuska przeszla do Interncontinentalu zaraz naprzeciwko terminalu, nastepnego dnia wracali do Francji.
Ja nastepnego dnia mialam wycieczke do Johannesburga, ale najpierw musialam jakos dostac sie do mojego hotelu.
Zadzwonilam do Mercure, tam dziewczyna nic nie wie. To juz po 22:00, ona wlasnie zaczela zmiane, powiedziala, ze mam se uberem podjechac.

Nie, nie bede se uberem jechac, bo zabukowalam ten hotel, bo macie shuttle i mam potwierdzenie rezerwacji i info, ze kierowca ma na mnie czekac z tablica z moim nazwiskiem. To sie dziewczyna rozlaczyla. Dzwonie raz jeszcze. Znowu sie rozlaczyla. Podeszlam do bardzo milego pana policjanta i poprosilam o pomoc. On, ze bardzo chetnie. Zadzwonil do hotelu. Kierowca odnalazl sie po okolo godzinie. I twierdzil, ze caly czas na mnie czekal. Yeah, right…

Jak sie okazalo, hotel zatrudnia jakas firme taksowko-podobna jako airport shuttle. Jechalismy normalnym bialym osobowym samochodem, bez zadnych oznak hotelowych. Kierowca najwyrazniej nie umial zbyt dobrze kierowac i na drodze zaraz za lotniskiem zatrzymala nas policja. Jak sie okazalo, nie mial prawa jazdy. Znowu policja musiala dzwonic do hotelu, zeby przyslali kogos innego po mnie. Nowy kierowca umial jezdzic, ale domagal sie platnosci za przejazd gotowka bezposrednio do niego. Powiedzialam, ze wg hotelu moge zaplacic karta w recepcji. Balam sie, ze mnie gdzies po drodze w ciemnosciach wysadzi. Na wszelki wypadek zadzwonilam do hotelu i powiedzialam glosno i wyraznie, ze chce zaplacic w recepcji.

Oczywiscie okazalo sie, ze kierowca chcial duzo za duzo (350 randow zamiast 250). W recepcji oczywiscie zaplacilam gotowka.

Dlaczego wybralam Mercure Bedfordview? Bo mialam punkty Accor, ktore trzeba bylo zuzyc. No i Eastgate Mall jest zaraz po drugiej stronie ulicy. Mialo byc bezpiecznie i w miare blisko lotniska.

W moim apartamencie bylam w koncu okolo pierwszej w nocy. Cieplej wody brak. Wiec znowu do recepcji, ze co sie dzieje. Panna na to, ze tak wiedza, ze nie ma cieplej wody, ale cos sie tam popsulo jak prad wysiadl zaraz po polnocy, i ze rano bedzie naprawione.

No coz, skonczylo sie na marzeniach o prysznicu. Meh, co mi tam, z g*wnem sie nie bilam. Jakos wytrzymam.

Wi-fi ledwo dzialalo, znikalo za kazdym razem jak wysiadal prad. I zanim wlaczyl sie generator, to byla dobra minuta w ciemnosciach.

Dalam sobie spokoj, poszlam spac.

Niedziela miala byc pracowitym dniem. Mialam zabukowana calodniowa wycieczke na zwiedzanie Johannesburga i Soweto z firma MoAfrika. Dlaczego z przewodnikiem? Bo mam bardzo mieszane odczucia i wspomnienia z RPA z czasow mojej mlodosci.

Rano nadal nie bylo cieplej wody, wiec smierdzaca poszlam do glownego budynku na sniadanie. Mercure Bedfordview to takie pietrowe szeregowce w stylu motelowym. W srodku salon, kuchnia, sypialnia, lazienka, kazdy apartament ma wlasne miejsce parkingowe. Moj byl na parterze, nie pamietam czy byly kraty z oknach, ale chyba tak, pomimo, ze caly hotel byl otoczony murem.

Na parkingu glownie pickupy i minivany na blachach spoza Johannesburga, a w sali sniadaniowej farmerskie rodziny Afrykanerow na zakupach w Eastgate Mallu. Moda Afrykanerow nic sie nie zmienila przez ostatnie trzydziesci-pare lat. Nadal oficjalnym wdziankiem farmerskim byly brazowe szorty i brazowa koszula z krotkimi rekawami. Zony poubierane byly bardziej na czasie. A dzieciaki jak dzieciaki, z nosami w smartfonach graly w cos tam.
Byla tez w hotelu druzyna koszykarska z USA, dziewczyny w wieku licealnym, ktore jadly tyle, ze cala obsluga przygladala im sie z ciekawoscia, i po trosze z przerazeniem.

MoAfrika przyslala mi wiadomosc, ze moj kierowca bedzie godzine pozniej niz przewidywal nasz plan. To akurat super, bo obsluga wlasnie oglosila, ze jest ciepla woda. Jeszcze chyba nigdy nie widzialam tylu ludzi przepychajacych sie do wyjscia w tak ekspersowym tempie. Chyba caly hotel kapal sie w tym samym czasie, bo cisnienie bylo niemal zerowe, ale i tak cieszylam sie z tego prysznica jak glupia.

MoAfrika kladzie duzy nacisk na bezpieczenstwo i juz dzien wczesniej przyslali mi mailowo dane mojego kierowcy/przewodnika oraz numer rejestracyjny minivanu. Na zwiedzanie miasta jechalismy nieoznakowanym samochodem, ktorego nie mozna bylo rozpoznac jako auta agencji turystycznej.

Moj przewodnik nazywal sie Bo, byl w miare mlodym Zulusem, w Johannesburgu tylko i wylacznie do pracy, i pierwsze co mi sie zapytal, to czy mam meza. Odpowiedzialam, ze mam. A on na to, ze szkoda, bo on szuka cudzoziemskiej zony, bo chce wyemigrowac do Australii. I pyta sie czy nie chcialabym sie rozwiesc. I mowi, ze jest w stanie zaplacic, ze cala jego rodzina zbiera pieniadze na zaplacenie cudzoziemskiej zonie. I ze ma juz jakies 30 tys dolarow uzbierane. Ale to nadal malo, bo cudzoziemskie zony sa drogie. Ponoc istnieja cale agencje, ktore posrednicza w takich tranzakcjach. Powiedzialam mu, ze niestety, przykro mi, meza mam, rozwodu nie mam w planach, i nie jestem Australijka. Sprawdzil w googlach gdzie jest Polska i bardzo sie ucieszyl, ze to kraj w Unii Europejskiej. I zapytal sie czy nie mam przypadkiem siostry, lub przyjaciolki. Po poludniu, kiedy dolaczyla sie do nas grupa Amerykanek, one zostaly rowniez przemaglowane odnosnie ewentualnego zamazpojscia. Co jak co, ale chlop byl bardzo konsekwentny.

Załącznik:
gandhi-square4x600.jpg

Załącznik:
gandhi squarex600.jpg

Załącznik:
gandhi-square5x800.jpg

Załącznik:
gandhi-square3x600.jpg

Załącznik:
gandhi-square2x600.jpg


Byl tez okropnym ksenofobem i twierdzil, ze glownym problemem RPA to cudzoziemcy z innych krajow afrykanskich. I jak jechalismy przez Joburg, to pokazywal mi palcem, kto byl cudzoziemcem, a kto nie. Wg niego czarni RPAnczycy w Johannesburgu nie nosza crocsow ani klapek, i ze to nielegalni imigranci sie w takim obuwiu lubuja.

Wkurzal sie bez slow, kiedy chcialam zatrzymac sie w miejscach, ktore byly w naszym rozkladzie. Ignorowal moje prosby na robienie zdjec. I zamiast tego chcial mnie zabrac do marketu z tradycyjna afrykanska medycyna. Poklocilismy sie,i oskarzyl mnie o probe “wrobienia go w pracy” bo Johannesburg nie byl mi obcy.

Załącznik:
flagx600.jpg


Zamilkl i w ciszy podjechalismy do Constitution Hill, tam przekazal mnie lokalnemu przewodnikowi po wiezieniu, sam usadowil sie na glownym parkingu, wlaczyl muzyke w minivanie i zaczal facetiming glosno i namietnie. Kierowcy z innych firm robili to samo. Mieli impreze na calego.

Ja imprezy nie mialam. Wsadzono mnie do grupy amerykanskich studentow z jakiegos uniwerku w stanie Michigan, ktorzy nie wiedzieli kim byl Gandhi.

Załącznik:
prison4x800.jpg

Załącznik:
prison3x600.jpg

Załącznik:
prison7x600.jpg

Załącznik:
prison6x600.jpg

Załącznik:
prison2x600.jpg

Załącznik:
prison1x600.jpg


Załącznik:
prison10x600.jpg

Załącznik:
prison9Ax600.jpg

Załącznik:
prison11x600.jpg


Samo wiezienie bylo nudne, ale w sam raz jako przygrywka do Apartheid Muzeum, ktore bylo w grafiku jako nastepny punkt programu. Ale najpierw prosto z wiezienia poszlismy do sadu konstytucyjnego, gdzie przewodnik dumnie wyjasnial o budynku, konstytucji RPA i innych cudach wiankach. Wszystko swietnie, ale w tym calym wspanialym budynku nie bylo ani jednej funkcjonujacej toalety.

Załącznik:
court2x600.jpg


Załącznik:
court1x600.jpg

Załącznik:
prison8x600.jpg

Załącznik:
jozi1x600.jpg


Po Constitution Hill moj kierowca byl w lepszym humorze i pojechalismy do Apartheid Museum. Mam o tym miejscu bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony jest potrzebne, ale z drugiej strony to nie jest to muzeum apartheidu, a swiatynia kultu Nelsona Mandeli. Ale przynajmniej toalety byly czyste. I zaraz przy wejsciu byla sciana poswiecona jednemu z moich ulubionych artystow - Johnny Clegg. Niestety nie mozna bylo robic zdjec. Jedno i tak ukradkiem pstryknelam, ale natychmiast osilek z security sie pojawil i domagal sie abym je usunela z telefonu. Nie pomoglo nawet tlumaczenie, ze znam slowa do wszystkich jego piosenek, nawet tych po zulusku.
W muzeum (tak jak i w wiezieniu na Constitution Hill) zaskoczyla mnie ogromna ilosc rosyjskich turystow. Z tego co zrozumialam, to byli to glownie Rosjanie mieszkajacy w Dubaju.

Załącznik:
apartheid-museum-ticketx600.jpg

Załącznik:
apartheid-museum1x600.jpg

Załącznik:
apartheid-museum2x600.jpg


W muzealnej restauracji zamowilam najmniejsza porcje loaded fries (a.k.a. halal snack pack, gyros fries, czy jak to tam w innych krajach nazywaja). Strasznie mi tego w Japonii brakuje.
Usiadlam przy jedynym wolnym stoliku na tarasie, kiedy pojawila sie grupa Rosjan. Nie mieli gdzie usiasc, wiec jedna z ich babek zagadala do mnie, czy nie moglabym sobie gdzies indziej pojsc, bo ja jestem jedna wiec mi caly stolik nie jest potrzebny. Odpowiedzialam jej, ze “ai dont spik inglisz.”

Załącznik:
loaded-friesx600.jpg


Dostalam wiadomosc od kierowcy, ze juz wrocil i czekal na mnie na parkingu. Bo kiedy ja zwiedzalam Apartheid Museum, to on pojechal odebrac grupe, ktora sie do nas miala dolaczyc na wycieczke do Soweto.

Załącznik:
stadiumx800.jpg


Nie chcialam Soweto, ale rep z MoAfrika byl bardzo przekonujacy. Nie jestem fanka tzw poverty tourism, unikam tego typu atrakcji jak tylko moge. Takie moje skrzywienie. No ale, powiedzieli mi, ze to nie jest turystyka biedy, ale edukacja.

Załącznik:
soweto-signx600.jpg

Załącznik:
soweto-viewx800.jpg


Grupa, ktora sie dolaczyla to szesc starszych Amerykanek na wyjezdzie do RPA z biurem podrozy. Dla nich Soweto to wycieczka fakultatywna. I podeszly do tego w typowym amerykanskim stylu, glosno i z przytupem. Zadawaly bardzo zdumiewajace pytania, w tym rowniez i mnie. No coz. Lepiej zapytac i wiedziec, niz nie zapytac i nadal byc przekonanym, ze Polska to biedny kraj pograzony w wojnie z Rosja.

Samo Soweto jak Soweto. Przejechalismy przez te czesci miasta, gdzie domy wygladaly tak, jak gdziekolwiek indziej na swiecie, z basenami w ogrodkach i wypucowanymi samochodami zaparkowanymi za murami z kolczastym drutem. Amerykanki ziewaly, nie takie Soweto chcialy zobaczyc.

Załącznik:
soweto-housesx600.jpg


Wiec pojechalismy do slumsow. Wycieczka byla zaplanowana na maksimum przystankow, gdzie za kazdym razem byla opcja opcjonalna, lub przymusowa, na otwarcie portfela.

Załącznik:
soweto-view2x600.jpg

Załącznik:
soweto-view3x600.jpg

Załącznik:
soweto-view5x600.jpg

Załącznik:
soweto-view6x600.jpg

Załącznik:
soweto-view7x600.jpg

Załącznik:
kids1x600.jpg

Załącznik:
kids2x600.jpg

Załącznik:
kids3x600.jpg


Zabrano nas nawet do chalupki mlodej dziewczyny w ciazy, ktora mieszkala w slumsowym blaszaku z czworka dzieci, jej wlasna matka i swinka morska. Tak, swinka morska.
Metraz blaszaka byl porownywalny do przecietnego mieszkania w Tokio. Dziewczyna tlumaczyla, jak ciezko im sie zyje. I to byl nasz znak na wyciagniecie portfeli.

Załącznik:
roomx600.jpg

Załącznik:
soweto-view4x600.jpg


Jedna z Amerykanek skomentowala, ze moze zyloby im sie latwiej, gdyby nie miala tylu dzieci. I dziewczyna i jej matka wygladaly na totalnie zdumione tym komentarzem. Odpowiedzialy, ze im wiecej dzieci sie ma, tym wieksze szanse, ze ktoremus z potomstwa sie w zyciu powiedzie i wtedy bedzie opiekowal sie reszta rodziny. Amerykanka na to, “jak ma im sie w zyciu powiesc, skoro nie macie jak ich ubrac, nakarmic i wyslac do szkoly juz teraz?”
Nasz przewodnik kazal nam sie stamtad szybko ewakuowac, bo sytuacja robila sie malo przyjemna.

Wiec pojechalismy do galerii sztuki w Soweto.

Załącznik:
soweto-galleryx600.jpg

Załącznik:
beerx600.jpg


Jednym z przystankow byl park rozrywki w Soweto, z bungee jumping, barem, restauracja, itp, itp. Ale toalety byly tak okropne, ze zastanawialam sie czy by w krzaki nie pojsc. Ale za duzo ludzi naokolo. Amerykanki kupily jedna butelke piwa na szesc osob, powiedzialy, ze bylo okropne.

Kolejny punkt to Hector Pieterson Muzeum, gdzie opowiedziano nam ta sama historie trzy razy, ale za kazdym razem fakty sie zmienialy. Obsluga nie potrafila wyjasnic, ktora wersja jest historycznie prawdziwa. Ale przynajmniej kibelki byly czyste.

Nie mielismy juz czasu na odwiedzenie domu Nelsona Mandeli (za dodatkowa oplata), wiec od razu pojechalismy do Sandton, gdzie znajdowal sie hotel Amerykanek.

Kierowca byl w duzo lepszym nastroju, bo Amerykanki tak typowo po amerykansku, szastaly napiwkami. Skorzystalam wiec z jego dobrego humoru i poprosilam, zeby po drodze do mojego hotelu zatrzymal sie przy jakims sklepie. Jako ze to niedziela i juz wszystko bylo pozamykane, to musialam zrobic zakupy przy stacji benzynowej. Dojechalismy do mojego hotelu kilka minut przed 19-ta. Mall juz byl prawie zamkniety.

Chcialam zamowic Uber Eats, ale opcje, ktore dowozilyby po 19-tej byly bardzo ograniczone. Nie mialam wyjscia, poszlam wiec na obiad do hotelowej restauracji. I nawet nie bylo tak zle. Normalny bufet.
Nastepnego dnia mialam wycieczke do Pilanesberg National Park, kierowca mial mnie odebrac o 3:30 rano, wiec poprosilam w hotelu o przygotowanie pudelka ze sniadaniem (skoro sniadanie bylo w cenie pokoju i hotel oferowal pudelkowa opcje). Powiedziano, ze ktos mi to pudelko przyniesie za kilka minut, bo rano nie byloby jak go odebrac o tak wczesnej godzinie.

No faktycznie, facet przyniosl. I dosyc energicznie staral sie wepchnac do mojego pokoju. Zadawal bardzo nieladne pytania i ogolnie zrobilo sie bardzo nieprzyjemnie. Kiedy wykopalam jego noge, bo blokowala drzwi (dziecko drogie, ja taekwondo trenowalam przez lata cale, nawet o olimpiadzie swojego czasu marzylam), to niby spasowal, ale zaraz sie odwrocil i zlapal futryne, bo pewnie liczyl, ze nie zatrzasne drzwi z jego palcami. Przeliczyl sie.

Czy hotel zrobil cokolwiek aby mi ten bardzo ekscytujacy wieczor wynagrodzic? Absolutnie nic. Bo wedlug nich, nic sie przeciez mi nie stalo. I ze to moja wina, ze jestem “starsza pania podrozujaca samotnie.”

Nastepnego dnia lokalesi wytlumaczyli mi, ze bardziej sie facetowi oplacalo wlamac do mojego pokoju i zniknac w sina dal niz pracowac za minimalna stawke w kuchni. No fajnie…

Pudelko ze sniadaniem wyrzucilam do smieci. Drzwi wejsciowe zablokowalam kanapa.


c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
11 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#51 PostWysłany: 23 Cze 2023 10:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Wrz 2012
Posty: 185
Loty: 107
Kilometry: 270 851
niebieski
Strasznie współczuję opisanej sytuacji z hotelu, nie wyobrażam sobie, jak musiałaś się czuć i ogromnie się cieszę że udało się wybrnąć z tego obronną ręką, to chyba jeden z najgorszych koszmarów samotnie podróżujących kobiet :-/
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#52 PostWysłany: 24 Cze 2023 09:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
@Ladyage
To ile mialam szczescia dotarlo do mnie nastepnego dnia, kiedy poznalam dwie Amerykanki, ktore zostaly napadniete jadac uberem.
Wziely ubera ze swojego hotelu w ponoc bezpiecznej okolicy, zeby pojechac do restauracji (mowily, ze tylko okolo mili od hotelu).
Ich uber zostal zatrzymany przez osobnikow z bronia palna, zostaly zmuszone do wysiadki, zaciagniete do bankomatow, zmuszone do wyciagniecia maksymalnej kwoty z kazdej karty. Jedna z babek wprowadzila zly pin, wiec karte zablokowalo, to ja pobili.
Ukradli im telefony, portfele, kurtki, i zabrali im tez buty.

Jak babki poszly na policje, to im powiedziano, ze najpewniej ten kierowca tez byl czlonkiem tego gangu, ale skoro to nie on je napadl, wiec nic nie mozna mu zrobic.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
Ladyage lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#53 PostWysłany: 24 Cze 2023 10:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 320
Loty: 1184
Kilometry: 2 349 936
platynowy
Przyznaję, że masz serię "przygód" hotelowo-organizacyjnych bardzo niefajną. Ale wygląda to na zwykły pech raczej, bo mi takie podobne sytuacje zdarzają się raczej sporadycznie.

Natomiast dotknęłaś ważnej porady, która powinna tu wybrzmieć mocniej na tym forum. Jak jedziemy do takich krajów i miejsc niepewnych to ustalmy wcześnie minimalne limity na kartach w swoich bankach....
_________________
Image

"Turysta to ktoś, kto już od przyjazdu myśli o powrocie do domu, podczas gdy podróżnik nie wie, czy w ogóle wróci"
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
marttynna uważa post za pomocny.
 
 
#54 PostWysłany: 24 Cze 2023 11:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2011
Posty: 767
Loty: 220
Kilometry: 442 694
niebieski
meczko napisał(a):
2catstrooper napisał(a):
Po sniadaniu jeden z Chinczykow zapytal sie mnie po mandarynsku czy mowie po chinsku. Odpowiedzialam mu po kantonsku, ze niestety mowie tylko po kantonsku.


Podziwiam! :-)

Przypomniało mi to wyraz twarzy chińskiego turysty, który kiedyś o 7 rano w Krakowie na placu przed dworcem zaczepił mnie pytając "Bass, bass?" a ja mu na to "qiche zhan?"


Mi to przypomniało sytuację w Chengdu kiedy żona zawołała mnie po imieniu (Michał) a Chińczyk, który stał obok wywalił oczy z orbit i z niedowierzaniem wykrzyknął "wow you speak chinese!" :lol:
_________________
Image
Relacja z Malawi
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#55 PostWysłany: 24 Cze 2023 11:36 

Rejestracja: 05 Paź 2022
Posty: 937
Loty: 6
Kilometry: 12 016
niebieski
hiszpan napisał(a):
Natomiast dotknęłaś ważnej porady, która powinna tu wybrzmieć mocniej na tym forum. Jak jedziemy do takich krajów i miejsc niepewnych to ustalmy wcześnie minimalne limity na kartach w swoich bankach....


W aplikacji można zmienić te limity, ciekawe czy złodzieje o tym wiedzą.
_________________
Czy The Office US jest najlepszym serialem komediowym?
Zdania są podzielone. Niektórzy mówią, że tak, inni że owszem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#56 PostWysłany: 24 Cze 2023 13:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 509
złoty
@hiszpan
Oczywiscie, ze to po prostu pech, tak dziwacznych przygod hotelowych jeszcze nie mialam. Ale ta cala podroz byla pod pechowa gwiazda juz od ponad trzech lat ;-)

I calkowicie zgadzam sie z Twoja porada!

Warto tez pamietac, ze realia kobiety podrozujacej samotnie bardzo czesto bywaja inne niz mezczyzn.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
futro uważa post za pomocny.
 
 
#57 PostWysłany: 25 Cze 2023 19:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Wrz 2012
Posty: 185
Loty: 107
Kilometry: 270 851
niebieski
2catstrooper napisał(a):
Warto tez pamietac, ze realia kobiety podrozujacej samotnie bardzo czesto bywaja inne niz mezczyzn.


Myślę, że niestety wielu mężczyzn nie zdaje sobie sprawy jak bardzo to prawdziwe. Jako samotnie podróżująca kobieta nigdy nie zdecyduję się na odwiedzenie wielu z krajów, które widzę dumnie wyszczególnione w sygnaturkach/relacjach/poradach Panów nawet na tym forum - od naprawdę "egzotycznych" typu Iran czy Afganistan, do tych bardziej wydawałoby się "normalnych", jak Egipt czy Indie. Trzymam się krajów dość bezpiecznych i dużych ośrodków miejskich, unikam ryzykownych zachowań, a od moich koleżanek i tak zawsze słyszę "Ale jak to, nie boisz się tak sama?" ;-)

I tak naprawdę utrata rzeczy materialnych typu karta/pieniądze naprawdę nie jest na szczycie listy najgorszych rzeczy, które kobiecie na wyjeździe mogą się bardzo łatwo niestety przytrafić :-/

@2catstrooper Piszesz jak zawsze lekko i z humorem, ale taka sytuacja jest niezwykle traumatyczna i naprawdę wielkie szczęście że nic gorszego się nie stało. Mam nadzieję że nie odstraszyło Cię to od dalszego podróżowania, bo uwielbiam Twoje relacje.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#58 PostWysłany: 25 Cze 2023 20:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 1194
Loty: 399
Kilometry: 662 743
srebrny
Gdy podróżowałam sama w okolicach Joburga, lokalne białe kobiety pozdrawiały mnie zawsze pożegnaniem "Stay safe" I niestety w kilku sytuacjach miałam znacznie więcej szczęścia niż rozumu, co w tym regionie świata zdecydowanie nie powinno mieć miejsca. Trzeba się pilnować, zero rozprężenia, bo niestety bywa różnie.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#59 PostWysłany: 25 Cze 2023 22:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2012
Posty: 4078
HON fly4free
A zmieniając temat na lżejszy... @2catstrooper co Ty robiłaś równocześnie w Chiang Mai?
I to jako lokalny policjant...
Image
_________________
navigare necesse est
Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#60 PostWysłany: 26 Cze 2023 22:02 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 2597
Loty: 243
Kilometry: 297 179
@2catstrooper super relacja, bardzo fajnie się czyta :) Choć ja zacząłem czytać wczoraj i parę godzin zeszło :D

Chciałbym zapytać o "Drabinę Jakuba" - przepraszam jeżeli ta informacja padła i nie zauważyłem. Czy poza okresem remontowym, te schody są wykorzystywane przez mieszkańców? Czy obecnie pełnią jedynie funkcje historyczno-turystyczną? Oraz ile zajęło wejście nimi? Na zdjęciach wyglądają imponująco
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
 [ 80 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group