Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 80 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 20 Kwi 2023 12:50 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 3367
złoty
+1

Wyslane z telefonu przez Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 20 Kwi 2023 12:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lis 2011
Posty: 2188
Loty: 113
Kilometry: 202 765
srebrny
BTW @Washington chciałbym zauważyć że HLE nie ma dodanego w społeczności https://spolecznosc.fly4free.pl/lotnisko/HLE/
_________________
Image
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 20 Kwi 2023 16:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 508
złoty
Dziekuje wszystkim za mile slowa.

Kocham Was!!! :D :D :D

Oczywiscie, ze bede kontynuowac w moim stylu, bo inaczej nie potrafie. I przeciez nikogo nie zmuszam do czytania.

Kolejna czesc wlasnie sie pisze i bedzie miala jeszcze wiecej slow. Yay!

Ale w miedzyczasie mam swieze wiesci prosto ze Swietej Heleny.

A mianowicie, w tym tygodniu ruszyla na wyspie opcja platnosci wirtualna karta wydana przez Bank of St. Helena.

https://sainthelenabank.com/tourist-card/

Trzeba sciagnac aplikacje, zaladowac ja uzywajac wlasnej karty kredytowej i ponoc voila. Dostanie sie QR kod, ktory podaje sie do skanowania przy placeniu. Dziala tak samo jak St. Helena Pay. I tam gdzie widzi sie logo St. Helena Pay, bedzie mozna placic ta turystyczna aplikacja. Jak sie zrobic zrzut ekranu z tym QR codem, to nawet nie potrzeba bedzie wi-fi.

Wi-fi bedzie potrzebne do doladowania karty, sprawdzenia stanu konta, itp.
Wszystko cacy, ale ciekawa jestem jak to bedzie dzialac na lotnisku, kiedy pogranicznicy pytaja sie o fundusze. Zeby pokazac im stan konta na tej apce potrzebne bedzie wi-fi. Na lotnisku wi-fi nie ma.

Ciekawe, czy bank bedzie wysylal pracownika z odpowiednim czytnikiem na lotnisko, zeby to jakos rozwiazac.

Fajnie, ze robia cos, zeby turystom ulatwic zycie, ale z drugiej strony, od razu informuja, ze wiele restauracji, hoteli, agencji turystycznych nie przyjmuje St. Helena Pay, wiec rowniez nie beda przyjmowac tej karty turystycznej.
A od ludzi na wyspie wiem, ze sa nawet miejsca, ktore przyjmuja St. Helena Pay, a nie maja zamiaru przyjmowac platnosci ta apka, bo wola gotowke. Hehehe, przy takim obrocie sprawy od razu widac, kto sie nie lubi z lokalnym urzedem podatkowym.
Załącznik:
tourist-card1x600.jpg


Załącznik:
tourist-card2x600.jpg


Załącznik:
tourist card3.jpg


Załącznik:
tourist-card4.jpg


@samaki9 czemu takie restrykcja wjazdowe? Ano, bo nie jest latwo tam dojechac i nie chca, zeby ludzie tam utykali bez funduszy i bez miejsca do spania. A ponoc byly takie przypadki w przeszlosci. Niestety wyspa nie nalezy do najtanszych. Wszystko jest drogie, bo plynie, badz leci z RPA lub UK.

Opieka medyczna jest tylko podstawowa, wiec ewakuacja samolotem jest niezbedna.
Uwazam, ze wymaganie rezerwacji noclegu, posiadania biletu powrotnego, ubezpieczenia i pieniedzy na pobyt nie jest zlym rozwiazaniem. Bo przeciez mogliby zrobic jak Bhutan i wtedy byloby bardzo niefajnie.

@sko1czek - nie pije kawy, ale kocham kofeine, a zwykla cola ma za duzo cukru. I osobiscie uwielbiam ten aluminiowy posmak coke light lub coke zero z puszki. Better living through chemistry!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#24 PostWysłany: 21 Kwi 2023 19:28 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 7799
bonifacy napisał(a):
BTW @Washington chciałbym zauważyć że HLE nie ma dodanego w społeczności https://spolecznosc.fly4free.pl/lotnisko/HLE/


Dodałem :)

A samą relację z przyjemnością śledzę i czekam na więcej :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
bonifacy lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 22 Kwi 2023 19:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 508
złoty
Niedziela

Załącznik:
church1x860.jpg

(zdjecie robione innego dnia, bom glupia byla)

Obudzilam sie o piatej rano, za oknem bylo ciemno i padal deszcz. Nie taka niedziele mialam w planach. Ale nie moglam spac. Lozko bylo bardzo wygodne, mialam tyle poduszek, ze czulam sie jak ksiezniczka, ale zamiast ziarnka grochu znalazlam kolejnego karalucha.
Zalowalam, ze nie przysuneli obu lozek razem i nie zrobili jednego duzego, ale z tego co juz wiedzialam na temat Mantis St. Helena, pomyslunek nie byl ich mocna strona.
Wzielam prysznic i przez przypadek rozlalam ta typowa hotelowa mini butelczyne z bodywashem. Myslalam, ze jak w kazdym normalnym hotelu, szczegolnie 4-gwiazdkowym, dostane wiecej szamponu i bodywasha bez problemow.

Nic takiego w Mantis na Swietej Helenie. Daja jedna mala buteleczke na caly czas pobytu. Zero dolewek. Kiedy po poludniu poprosilam o wiecej, blond babka w recepcji powiedziala, ze mam isc do sklepu i sobie kupic. Powiedziala to samo chinskiej ekipie, teczowej parze z Dubaju, i nawet francuskim VIPom. Ja akurat mialam wlasne kosmetyki, ale Chinczycy sie awanturowali i Derek, jako ze jego firma rowniez zajmowala sie ich grupa, przywiozl im zestaw z jego wlasnego guesthouse’u. Bo w niedziele wszystkie sklepy byly przeciez pozamykane.

W lazience nie bylo rowniez niczego do mycia rak. Zadnego mydla, ani w plynie, ani w zadnej innej formie. Kiedy poprosilam o mydlo, powiedzieli mi… idz se i kup se.
W pieknej damskiej toalecie przy recepcji byly trzy butelki mydla w plynie wiec zabralam jedna do mojego pokoju. Nastepnego dnia pokojowka ta butelke skonfiskowala, ale kilka minut pozniej blond babka z recepcji zapukala do drzwi i wreczyla mi mydlo jakiejs fikusnej eko-organicznej firmy. Mydlo, ktore jak sama powiedziala, przywiozla sobie z RPA na wlasny uzytek.

Ale w niedziele rano jeszcze tego nie wiedzialam i bylam pelna optymizmu, ze Mantis St. Helena, pomimo pewnych niedociagniec, jest normalnym hotelem.

Zignorowalam mzawke i poszlam sobie na poranny spacer. Miasto wygladalo na wymarle. Weszlam do kosciola obok hotelu, zeby uciec przed deszczem. Za wczesnie bylo na modly, ale przynajmniej kosciol byl otwarty. Poprzedniego dnia drzwi byly zamkniete na glucho.

Załącznik:
church-insidex860.jpg


Załącznik:
church inside1x630.jpg


Załącznik:
organ1x630.jpg


Załącznik:
organ2x630.jpg


Załącznik:
church-inside2x630.jpg


Załącznik:
church2x630.jpg


Załącznik:
prayer-book-zax630.jpg

Przyznam sie, ze to byl moj pierwszy raz w kosciele anglikanskim. Ale kosciol, jak kosciol. Jeden diabel, pardon moi. Jak tam sobie tak siedzialam, to przestalo padac, wiec przeszlam sie na promenade w porcie.

Nigdzie mi sie nie spieszylo, bo o 9-tej mialam wycieczke na rekiny wielorybie, a patrzac na wysokosc fali, odechcialo mi sie sniadania.

Załącznik:
rocks2x600.jpg


Moj misternie przygotowany grafik na caly tydzien polegl w gruzach, bo statek wycieczkowy spoznil sie o jeden dzien. Mial przyplynac w niedziele, ale wiesc doszla, ze bedzie w poniedzialek. Wiec wedlug pierwotnego planu, niedziela miala byc moim wolnym dniem. Wolnym, bo jak statek wycieczkowy przyplywa, to cala Helena sie mobilizuje, zeby obsluzyc ta dodatkowa setke (lub wiecej) turystow. Potrzebni sa przewodnicy, kierowcy, samochody. I kazdy przewodnik, kierowca i samochod stoi gotowy do pracy przed wjazdem do portu.

Załącznik:
lookout pointx600.jpg


Ale statek sie spoznil, bo wyplynal z Tristan da Cunha dzien pozniej. Mial ponoc nadgonic to opoznienie podczas rejsu, ale pogoda byla zbyt parszywa. A dlaczego wyplynal z Tristana z opoznieniem? Ano dlatego, ze gubernator calego terytorium zamorskiego (w ktorego sklad wchodza Helena, Tristan i Wyspa Wniebowstapienia) akurat byl na Tristan da Cunha w pilnych sprawach sluzbowych. Administrator na Tristan zmarl 16 marca i gubernator musial sie tam pofatygowac. Nie pamietam jak sie tam dostal, ale wracac mial na tym wycieczkowym statku wlasnie.

Załącznik:
rocksx860.jpg


Przy okazji dowiedzialam sie wiele o tym jak dziala nagla opieka medyczna na Helenie i na Tristan da Cunha. Na Helenie wzywaja samolot medyczny z RPA, ktory doleci za jakies 6 godzin. Na Tristan oglaszaja mayday do wszystkich statkow w okolicy. Transport do szpitala w RPA moze trwac nawet do dwoch tygodni. Administrator zmarl na statku w drodze do szpitala w Kapsztadzie.

Wiec nagle okazalo sie, ze moj dzien wolny zamienil sie z niedzieli na poniedzialek. Nawet bardziej mi to odpowiadalo, bo w poniedzialek przybytki handlowe sa otwarte, poczta i muzeum tez.
Plan na niedziele zostal ustalony na bardzo szybko jako rekiny wielorybie rano i objazd czesci wyspy po poludniu.

Załącznik:
notex600.jpg


Załącznik:
pool1x645.jpg


Maszerowalam sobie ta nadmorska promenada, w powietrzu wisiala slona mgielka, i podziwialam coraz to mocniejsze fale. I zastanwialam sie, ze skoro duzy statek nie mogl doplynac, to czy maly kurdupel w ogole da rade?

Moje watpliwosci zostaly rozwiane, kiedy zadzwonil telefon. Derek oznajmil, ze jednak wiatr jest za silny, nie bedzie rekinow wielorybich.

Dobra, spoko, przynajmniej zjem sobie sniadanie.

Załącznik:
phonex645.jpg


Wrocilam do hotelu, poprosilam o moja puszke coli light, ktora siedziala w barowej lodowce. Nowa pracownica za barem usilowala skasowac ode mnie 1,75 funtow za ta cole. Nie docieralo do niej, ze ja przechowuje wlasny dobytek w barowej lodowce, bo nie mam mini-lodowki w pokoju.

Sniadanie bylo smiechu warte. Fasola (po angielsku), jakies parowki, chleb tostowy i plastry pomidorow. Do tego kawa i sok z koncentratu. I jakies wyroby ciastko-podobne. Herbaty brak. Jajek brak. Owocow brak. Trzeba bylo osobiscie prosic o maslo do tostow. Nawet dzemu nie bylo. Nazarlam sie chleba i pomidorow, wyblagalam herbate i cieszylam sie szybszym wi-fi w restauracji niz w moim pokoju, kiedy znowu zadzwonil telefon.

Ze mam sie stawic o 9:30 przy schodach do morza, bo jednak kurduplowa lodka na rekiny wielorybie poplynie. Schody do morza, szumnie nazwane Landing Steps, to jedyne miejsce w Jamestown (i jedno z bardzo niewielu na wyspie), gdzie lodka moze podplynac do ladu.

Załącznik:
shy-roadx860.jpg


Na szczescie bylam odpowiednio ubrana juz od samego rana, wsadzilam w torbe moja wlasna maske do snorkelingu i recznik z hotelowej lazienki i cos tam na przebranie i kurcgalopkiem pognalam do Landing Steps. Spacerem od hotelu moze jakies 10 minut, biegiem ze 3 gora.
Nie wiedzialam, czy 9:30 to naprawde 9:30, czy 9:30 island time. Wolalam nie ryzykowac.

Wnuczka Dereka czekala na mnie na nabrzezu z zapakowanym lunchem, powiedziala, ze idzie ogladac mecz krykieta i zniknela. Stalam tam wiec przy tych schodach do oceanu jak zaginiona sierota, kiedy w knocu pojawilo sie, a raczej przyplynelo, wiecej ludzi. Przyplynelo, bo oni byli jachtowcami zacumowanymi przy boi w zatoce. Trzech mlodych chlopakow i trzy babki w wieku od bardzo mlodego po moj, w rejsie z Kapsztadu na Karaiby. Czy jakos tak, nie dociekalam. Ich kapitan zostal na jachcie.

Przyplynela nasza lodz rekinowo-wielorybia od Dive St. Helena. Nie bardzo jest tam jak zacumowac, wiec przy tych Landing Steps sa slupy ze wiszacymi linami. Rzuca sie te liny na lodz i zaloga przyciaga nimi lajbe jak tylko najblizej mozna. Lapie sie wolna line i troche w stylu Tarzana skacze sie na lodz.

Załącznik:
landing-stepsx600.jpg


Na pewno maja jakis inny sposob dla dzieci, albo dla ludzi niepelnosprawnych, ale z nami nikt sie nie cackal. Hop, siup, skaczesz i tyle.
Zaloga skladala sie z dwoch lokalnych braci, prowadzaych firme Dive St. Helena i bialej Australijki poludniowo-afrykanskiego pochodzenia.

Załącznik:
rocks1x860.jpg

Załącznik:
rocks2x645.jpg


Rozdano nam kapoki i wyjasniono regulamin rejsu i snorkelingu. Regulamin byl dlugi, ale mozna go podsumowac dwoma slowami - NIE DOTYKAC. Postraszono nas, ze jak ktos zostanie przylapany na dotykaniu to od razu wyciagna go z wody i na ladzie zostanie przekazany sluzbom porzadkowym i reszte pobytu na wyspie spedzi w wygodnej, acz skromnej celi wieziennej. Deportacja z wyspy, oraz dozywotni szlaban na wjazd.

Zapytalam sie czy naprawde az tak surowo to egzekwuja i karaja, i w odpowiedzi dostalam “f*ck around and find out.” Nie bardzo widzialo mi sie spedzenie tygodnia w swietohelenskim pierdlu, wiec postanowilam nawet reki nie wyciagac w strone tego cholernego rekina.

A z tymi rekinami wielorybimi na Sw. Helenie jest naprawde super. Maja i samce i samice, rekiny sa ciekawskie, podplywaja pod sama lodke i ludzi sie nie boja. Nie tak jak na Malediwach. Ale na Malediwach na jednego rekina przypada 20 lodzi z 20 ludzmi na pokladzie. Jakbym byla rekinem wielorybim na Malediwach to tez spi*rdzielalabym jak najszybciej mozliwe, kiedy lodki pojawiaja sie w poblizu.

A na Helenie jedna lodz, gora 10 ludzi, f*ck around and find out regulamin. Nic dziwnego, ze helenskie rekiny czlowieka sie nie boja i sa bardzo towarzyskie. Az mi sie zal zrobilo tych na Malediwach.

Załącznik:
boat-inside1.jpg


Na Helenie tych rekinow jest tyle, ze nawet jesli wiecej niz jedna lodz wyplynie (inna firma to Enchanted Isle, jest i trzecia, ale nie pamietam nazwy), to wszystkie plyna w inne miejsca. A whale sharki sa wszedzie. Nasz skipper powiedzial, ze to naprawde rzadkosc, zeby w sezonie rekina nie uswiadczyc. Oczywiscie nie gwarantuja w 100%, ale i tak kontrast z Malediwami nie mogl byc bardziej olbrzymi. Ile to razy plynelismy na rekiny na Malediwach i niczego nie zobaczylismy. Eh, szkoda gadac.

Jedna z jachtowych dziewczyn zapytala sie o wet suit i dostala rozesmiana gebe w odpowiedzi. Dziecko drogie, ty to masz wymagania. Ale dziewczyna nie miala na sobie stroju kapielowego, ani niczego w czym moglaby skoczyc do wody. Zdziwilo mnie to, bo pierwsze przykazanie kiedy robilam patent zeglarza bylo, ze ma sie na sobie to w czym mozna wpasc do wody i swobodnie plywac.

Ja ubrana bylam po japonsku, czyli dlugie legginsy, szorty na wierzchu, rash guard z kapturem i na to koszulka. Zapytala sie czy moglabym pozyczyc jej moje szorty i koszulke. Zal mi sie jej zrobilo, czemu te mlode pokolenie takie zyciowo nieudaczne jest? Pozyczylam. I dobrze, bo to bylo w ostatniej chwili.

Rekin na horyzoncie. Rekin zaraz przy lodce. Wskakujemy.

Załącznik:
ws5x700.jpg


Myslalam, ze sie okoce ze strachu. Olbrzym. Zaraz obok mnie. Na wyciagniecie reki. Na Malediwach nigdy tak blisko nie bylam. Heh, na Malediwach ledwo rekina gdzies tam w oddali widzialam.

Cos niesamowitego! Warte kazdej ceny. W moim przypadku 40 funtow.

Załącznik:
ws4x700.jpg


Niesamowite bylo tez to, ze gopro (ktorego musialam pozyczyc od kolezanki przed wyjazdem, bo moj wlasny… nevermind, to dluga historia) odmowil posluszenstwa. W takiej chwili. Myslalam, ze sie zaplacze. Mam raptem jakies 30 sekund filmiku. I w tym to momencie zdecydowalam, ze bede musiala zrobic ta wycieczke jeszcze raz. W nosie mam moj caly grafik na tydzien.
Niestety pogoda miala inne plany i nie dane bylo mi snorkowanie z rekinami wielorybimi po raz drugi. Wiec zdecydowalam sie na druga najlepsza opcje, czyli powrot na Sw. Helene w 2024 roku. A co mi tam. YOLO.

Załącznik:
ws3x800.jpg

Załącznik:
ws2x700.jpg


Po snorkelingu pogoda natychmiast zaczela sie psuc. Lodka rzucalo w kazda mozliwa strone. Po raz pierwszy w zyciu puszczalam pawia za burte. I nie ja jedna, dwie jachtowiczki wywiesily glowy zaraz obok mnie. Trzecia (ta, ktora nadal miala na sobie moje szorty i koszulke) miala zielona twarz, ale sie trzymala.

Załącznik:
ws1x700.jpg


Doplynelismy do Landing Steps i jakims cudem udalo mi sie nie wpasc do wody przy wysiadaniu z lodki. Trzeslam sie cala. Zrobilo sie zimno i zaczelo padac, w torbie mialam bluze wiec sie w nia owinelam. W tym momencie dziewczyna od szortow juz nie wytrzymala i tak chlusnela, za na nas wszystkich polecialo.
Chlopaki poszli do jacht klubu kupic wode i sie zorientowali, ze to niedziela i wszystko jest pozamykane. Ja mialam dwie butelki wody w moim lunch packu, wiec dalam im jedna. Oddalam im tez moj lunch, bo oni nic nie mieli, a ja czulam sie tak parszywie, ze i tak bym nic nie zjadla.

A lunch byl bardzo przyzwoity. Dwa rodzaje kanapek pokaznych rozmiarow (nie wiedzialam jeszcze wtedy, ze Linda, czyli zona Dereka prowadzi The Sandwich Bar w najbardziej prestizowym miejscu w Jamestown, oraz kawiarnio-jadlodajnie na lotnisku), brownies, paczka soku, banan i jablko granny smith. I czipsy, granola bar i woda. Zatrzymalam sobie czipsy, brownies i jablko (granny smith w Japonii nie uswiadczysz) i reszte dalam chlopakom.

Przy Landing Steps jest cos w rodzaju prysznica, wiec staralismy sie oplukac, ale nie dalo rady. Dziewczyna przepraszala i powiedziala, ze szorty i koszulke dostarczy do hotelu nastepnego dnia. Slowa dotrzymala.

Załącznik:
street1x645.jpg


Ale w tej chwili zdjelam opackana bluze i pomaszerowalam do hotelu na trzesacych sie nogach. Bluze od razu oddalam w recepcji do prania, blond babka znienawidzila mnie jeszcze bardziej. Przy okazji odebralam nowe haslo do wi-fi. Smierdzaca rzygami dowloklam sie do mojego pokoju i od razu w butach (na szczescie to butki rafowe) wlazlam pod prysznic. To byl chyba jeden z najlepszych prysznicow w moim zyciu.

Kilka razy jeszcze musialam klaniac sie muszli klozetowej i kiedy nie bylo w mnie juz niczego co mogloby zostac ofiarowane bostwom toaletowym, w koncu padlam na lozko.

Az tu nagle radosny telefon od Dereka czy jestem gotowa na zwiedzanie wyspy. Zdecydowanie nie. On juz wiedzial od skippera jak bylo na lodce, wiec na moja odpowiedz byl przygotowany. Powiedzial, ze idzie grac w krykieta i ze odbierze mnie na obiad. Podziekowalam grzecznie, ale nie wyobrazalam sobie, abym mogla cokolwiek tego dnia zjesc.

Załącznik:
castle gatex600.jpg

Załącznik:
castle-gardensx800.jpg


Obudzilam sie okolo 17-tej, wypoczeta i rozswiergotana. I glodna.
Slonce za oknem swiecilo, wiatr wyl, ale niebo bylo niebiesciutkie.
Glupio mi bylo dzwonic do Dereka, ze jednak chce obiad, wiec postanowilam sama czegos poszukac. Ale to niedziela, czyli tego tam, wszystko jest zamkniete.

Załącznik:
welcome-signx600.jpg


Normalnie restauracja Ann’s Place w parku bylaby otwarta na obiad, ale akurat tej niedzieli nie. Przed parkiem byl samochod-lodziarnia. Tlumek ludzi od najmlodszych do najstarszych zajadal sie roznymi smakami.
Zamowilam mietowo-czekoladowy kubek i kiedy wyciagnelam portfel, to pan za lada powiedzial, ze moj rachunek juz zostal zaplacony. Tlumek usmiechnal sie, pomachal przyjacielsko i zyczyl mi milego pobytu na Sw. Helenie.

Załącznik:
ice-truckx600.jpg

Załącznik:
ice creamx800.jpg


Usiadlam sobie na lawce przed biblioteka i jadlam moje lody i slonce niesmialo przymierzalo sie do zachodu, ptaki spiewaly, w oddali gdzies dzwon koscielny bil na godzine 18-ta, i tak mi dobrze w tym momencie bylo, ze az lzy mi do oczu podeszly.

Załącznik:
churchx600.jpg

Załącznik:
friendsx600.jpg


I siedzialabym tak pewnie jeszcze dlugo, gdyby nie deszcz. Slonce zniknelo, nagle zrobilo sie ciemno, zimno, mokro i nieprzyjemnie. Wrocilam do hotelu i przycupnelam w restauracji. Menu obiadowe bylo ciezkie i drogie. Menu lunchowe bylo lekkie i przystepne. Niestety po godzinie 14-tej juz niedostepne.

Przenioslam sie do czesci barowej, gdzie moj ulubiony chloptas z RPA wlasnie zaczal swoja wieczorna zmiane. Wytlumaczylam moj problem obiadowy. Wyjasnilam, ze chcialabym albo chleb, albo makaron. Nic fikusnego, bo moj zoladek moze sie zbuntowac. Michael (bo tak mial na imie) poszedl do kuchni sie zapytac. Nie wiem co on im tam powiedzial, ale wrocil usmiechniety z wiadomoscia, ze glowny chef cos dla mnie przygotuje.
I nie klamal. Rzeczywiscie COS przygotowal. Pol bagietki wypchanej po brzegi makaronem z serem. Zamiast “chleb lub makaron” dostalam chleb i makaron. Przyznam sie, calkiem dobre bylo. A moze po prostu bylam tak glodna.

Załącznik:
bread.jpg


Kiedy wrocilam do pokoju, moja bluza, wraz z cennikiem pralniowym (4 i pol funta mnie ta przyjemnosc kosztowala), byla juz wyprana, wysuszona i zlozona i czekala na mnie na lozku. Co na mnie nie czekalo, to swistek z haslem wi-fi, ktory zostawilam w pokoju. Myslalam, ze skoro to nie pora sprzatania, ze skoro “do not disturb” wisialo na moich drzwiach i nikt nie mial powodu, aby wlazic do mojego pokoju, to bedzie w porzadku. A tu takie buty.

Mantis St. Helena i ja oficjalnie wkroczylismy na wojenna sciezke.

Załącznik:
armata2x600.jpg

Załącznik:
armata1x600.jpg


Ogolnie, byl to taki dzien, ze nawet niewiele zdjec pstryknelam. Wiec wstawiam rozne. Ale jakbym sie nie przyznala, to i tak nikt by nie wiedzial.

Załącznik:
catx600.jpg


Zasypialam snujac plany zemsty na hotelowych zlodziejach.


A tutaj krotki filmik z rejsu na rekiny wielorybie:



c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie


Ostatnio edytowany przez 2catstrooper, 24 Kwi 2023 15:47, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
35 ludzi lubi ten post.
10 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 22 Kwi 2023 20:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Lis 2011
Posty: 701
Loty: 167
Kilometry: 319 620
złoty
Z tym internetem to faktycznie jaja jakieś :)
Liczyłem ze na łodzi będziesz w hełmie szturmowca :lol:
Kąpiel z rekinami super. Film nie oddaje pewnie tego jakie to uczucie. No i cena przyzwoita.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 07 Maj 2023 16:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 508
złoty
Dobra. Wrocilam z Polski, wiec mozna ta epopeje kontynuowac.


Poniedzialek!

Sniadanie dokladnie takie samo jak wczoraj. Ale widze, ze Chinczycy poprosili o i dostali jajka na twardo. I widze, ze pakowali te jajka w pudelka lunchowe, razem z parowkami i pomidorami z bufetu.

Wiec ja tez prosze o jajko. Odpowiedz - juz sie skonczyly. No tak, bo dawaliscie Chinczykom po 5 na lebka (tak liczylam!). Durnie jakies w tym Mantis pracuja.

Normalnie jak sie ma dzienne wycieczki to lunch jest w cenie. Ale przeciez dzisiaj wszyscy mamy dzien wolny, bo rejs wycieczkowy przyplywa. Wiec jedzenie jest tez na wlasna reke. Ja pudelka nie mialam, zeby lunch zapakowac. Chleb tostowy moge sobie jesc w domu, te sniadaniowe kielbaski byly ohydne, a fasoli po angielsku nie lubie. No i nie przyjechalam na Sw. Helene, zeby jesc to samo co zawsze.

Na sniadanie pofatygowala sie rowniez ekipa francuska. Nie wiem co z nimi bylo nie tak, ale mieli na sobie puchowe kurtki. I jak tylko usiedli w tym salonie restauracyjnym, to od razu domagali sie pozamykania wszystkich okien, bo bylo im zimno. A ja tu siedze obok nich w krotkim rekawie i pije cole light z lodem. Ich jedno spojrzenie w moja strone bylo wypelnione skrajna pogarda dla mojego braku kultury sniadaniowej. Oni oczywiscie zamowili kawe. I potem wszyscy wyszli na patio na papierosy. Juz nagle nie bylo im zimno?

Załącznik:
drabina2x600.jpg


Moj plan na poniedzialek byl taki. Obczaic co i jak z ta Drabina Jakuba sie dzieje i poszukac dziury w siatce, ktora podczas remontu blokowala wejscie na schody. Odwiedzic muzeum. Kupic pamiatki i pocztowki. Wyslac pocztowki. Pojsc do banku i poprosic o swieze banknoty (zbieram jako pamiatki). Znalezc cos lokalnego do jedzenia. I jesli czas na to pozwoli to wyruszyc poza Jamestown na wlasna reke.

Załącznik:
jamestown-streetx600.jpg


Drabina poszla na pierwszy ogien. Pokrecilam sie u podnoza obserwujac jak ekipa remontowa stala sobie tu i owdzie dyskutujac o wynikach wczorajszych meczow krykietowych. Po czym wylazla przez dziure w ogrodzeniu, wsiadla w samochod i odjechala.

Załącznik:
drabina1x600.jpg

Remont schodow wygladal na prawie zakonczony. Mialam nadzieje, ze zdejma siatke przed koncem tygodnia. A jak nie? To skoro dziura byla, to mialam tez w zapasie inny plan.

Załącznik:
museum-outsidex800.jpg


Muzeum Sw. Heleny znajduje sie zaraz obok wejścia na schody, wstep jest bezplatny. Czytalam, w roznych relacjach, ze to jest swietne muzeum, i nie zawiodlam sie. Naprawde warto je odwiedzic, szczegolnie na samym poczatku podrozy. Wtedy duzo latwiej jest zrozumiec pewne sprawy na wyspie podczas zwiedzania. Jak np znak taki jak ten: African Slave Road. Plus maja tam tez rzeczy, tak po sasiedzku, z Tristan da Cunha.

Załącznik:
african-slave-roadx700.jpg


W muzealnym sklepiku sprzedaja mase fajnych rzeczy. Ja kupilam dwie ksiazki kucharskie z lokalnymi, swietohelenskimi przepisami. Sa tez pocztowki i t-shirty. Pocztowki byly takie sobie. Mialam nadzieje, ze gdzie indziej uda mi sie znalezc ladniejsze.
Załącznik:
museum-bathtubx600.jpg

Załącznik:
museum-bathtub2x600.jpg

Załącznik:
museum-saintsx600.jpg

Załącznik:
museum-inside2x800.jpg

Załącznik:
museum-inside1x800.jpg


W muzeum byl prawie tlok. No tak, ten statek wycieczkowy. Tlok mowil po amerykansku i byl wyraznie zaskoczony, ze na wyspie sa inni turysci. Bo ponoc nic im o tym nie wspomniano przed zejsciem na lad. Wiec kiedy po raz enty zapytano mnie sie skad ja sie tam wzielam, to w koncu odpowiedzialam, ze Helena to nie Tristan, tutaj jest lotnisko. I konsternacja wielka i pytania skad ja wiem, ze istnieje takie miejsce jak Tristan da Cunha, bo oni wlasnie stamtad przyplyneli. Odpowiedzialam, ze stad, ze nie jestem produktem amerykanskiego systemu szkolnictwa. Pani za muzealna lada niemal umarla ze smiechu, a Amerykanie byli oburzeni. Ich oburzenie wzroslo jeszcze bardziej, kiedy chcieli placic funtami falklandzkimi i pani za lada powiedziala, ze ona tych mickey mouse money nie przyjmie. Ze na Helenie tylko lokalne mickey mouse money obowiazuja, albo funty brytyjskie, albo dolary. Ale dolce tylko w swiezych, niepogietych, nietknietych banknotach. Skonczylo sie na tym, ze wyslala ich do banku, zeby zrobic cash advance na karte kredytowa, bo oprocz funtow falklandzkich mieli tylko pomiete dolary.

Z muzeum poszlam na nabrzeze zobaczyc jak ten caly cyrk wyglada. Samochody podjezdzaly, “island tour, island tour?” ludzie wsiadali, i tak na okraglo.

Dziadzio w samochodzie z 1929 roku przerobionym na busa wycieczkowego czekal na pasazerow. Nie mial chetnych. Dziwne, bo inne minibusy wypelnialy sie w ekspresowym tempie. Moze statkowicze nie wiedzieli czy ten pojazd w ogole jest w uzytku, czy tylko na pokaz? Zagadalam, ze jestem chetna na przejazdzke. Bo w koncu jak czesto ma sie szanse jazdy takim antykiem? Dziadzio odpowiedzial, ze jesli zaplace za prywatny wynajem, czyli siedem razy po 40 funtow, to jedziemy.
Załącznik:
1929carx700.jpg


Teraz juz bylo jasne dlaczego dziadzio nie mial chetnych. Chcial siedem osob, aby wypelnic caly pojazd. Zaoferowalam, ze zaplace za dwie osoby, na caly dzien. Dzienna stawka na prywatna wycieczke z przewodnikiem to okolo 70 do 80 funtow, lunch w cenie. Dziadzio na to, ze nie. To mu podziekowalam i poszlam na miasto. Smieszna rzecz, po poludniu babka z firmy dziadziowej wypatrzyla mnie na poczcie i powiedziala, ze jak zaplace za te dwie osoby, tak jak oferowalam, to moge jechac. Wysmialam ja. Nie za taka cene na pol dnia. Za pol dnia to ja sobie za 40 funtow taksowka moge pojezdzic i taksiarz bedzie wniebowziety. Ale nie powiem, zal mi dziadzia bylo, bo o zarobek na wyspie nie jest latwo.

Oficjalnie niby, jesli ktos chce pracowac, to prace bedzie mial. Nieoficjalnie niemal kazda osoba z ktora rozmawialam byla na jakiegos rodzaju pomocy socjalnej. Albo wlasnie wracala z Falklandow, czy z wyspy Wniebowstapienia z pracy, albo sie tam wybierala. Wyspa Wniebowstapienia ma ogromne wziecie wsrod Swiętych, bo tam ponoc dzieki bazom wojskowym zawsze pracy jest wbrod.

Załącznik:
jamestown-view1x800.jpg

Załącznik:
upper-jamestownx800.jpg


Dziwnym trafem na Sw. Helenie jest tez cale mnostwo ludzi z RPA (w kazdym kolorze), ktorzy przylatuja tam wlasnie do pracy. Pracuja na nizszych stawkach niz sobie zycza Swięci. A z kolei ludzie na bardziej wykwalifikowanych pozycjach to ekspaci z Wielkiej Brytanii. Chociaz czy mozna ich nazywac ekspatami? Bo w koncu Sw. Helena to niby czesc bylego imperium brytyjskiego. A w czasach przed-brexitowych na wyspie pracowali rowniez ludzie z innych krajow Unii. Ponoc byla nawet tam jakas Polka, ale z brytyjskim paszportem. Byl tez farmaceuta z Rumunii. I tego typu rzeczy. Nie wiem jakie sa pensje. Nie pytalam. Choc babka pracujaca w punkcie DHL-u w Jamestown (bo tak, istnieje tam DHL, przesylka do UK idzie okolo 10 dni, do Kanady dwa tygodnie) powiedziala, ze jej pensja i jej “partnera” starczy na to aby powoli wykanczac dom, ktory buduja na wyspie. Koszt budowy skromnego domu to okolo 70 tys funtow. Sama powiedziala, ze buduje go jak najtaniej. W przyszlosci ma zamiar go wynajmowac turystom, a sama z “partnerem” beda mieszkac u jej rodzicow.

Jakby ktos potrzebowal, to DHL znajduje sie na pietrze budynku z napisem “Market” zaraz naprzeciwko banku. W tym samym budynku jest tez The Sandwich Bar nalezacy do Lindy (zony mojego handlera), ceny przystepne, kanapki pyszne, jest tez zupa dnia i salatki. Caly posilek wraz z napojem za mniej niz 10 funtow. Na pietrze jest tez sklep z upominkami. A w zasadzie ze wszystkim po trochu, i na swieta, i na urodziny, i na rocznice slubu, ale rzeczy dla turystow tez sie znajda. Na parterze jest tez kooperatywa rolnicza i jak maja, to sprzedaja swieze warzywa i owoce. Akurat jak tam bylam to mieli pomidory. Linda od razu kupila 5 kilo. Sprzedaja tam tez gumiaki. Takie czarne, rolnicze, swietnie nadajace sie do rozrzucania lajna na polu. I nie powiem, jak nastepnego dnia zaczelo lac, to na serio sie zastanawialam czy by sobie gumiakow nie sprawic.
Załącznik:
tomatoesx650.jpg


No ale, wracamy do tematu.

Załącznik:
tourist-office-outsidex800.jpg

Załącznik:
info-boardx600.jpg

Załącznik:
trooperandjonathanx800.jpg

Załącznik:
trooper-touristx800.jpg


Z nabrzeza poszlam szukac sklepu z turystycznymi bibelotami i wyladowalam w oficjalnym biurze Informacji Turystycznej. Wtedy jeszcze o tym sklepie w Markecie nie wiedzialam. A z hotelu, jak i z informacji turystycznej, wyslali mnie do Sereny. Serena’s Shop jest niemal dokladnie po drugiej stronie ulicy od Mantis. Mial byc najlepszy jesli chodzi o upominki turystyczne. Czesc sklepu to mydlo, widlo i powidlo dla lokalnych, od szamponow po gadzety do iPhone’ow. Zaraz? Mydlo? W plynie? Mieli! Kupilam tez plynny detergent do prania. I na tym sie skonczylo, bo pocztowki mieli nedzne, magnesy jeszcze nedzniejsze, a t-shirtow wybor zero. Mieli za to swietohelenska kawe paczkowana, 10 funtow za opakowanie. Nie kupilam, bo cos mi tam switalo, ze mam plantacje kawy w programie.

Załącznik:
serena-outsidex600.jpg

Na ladzie staly tez teczowe choragiewki. Ogolnie bardzo duzo teczowych symboli jest na wyspie. I choc mogloby sie wydawac na pierwszy rzut oka, ze wyspa jest bardzo tradycyjna i szownistyczna, to obowiazuje tam prawo brytyjskie, i jak mi powiedziano, nikt na LGBTQ nie zwraca uwagi. W mysl zasady, zyj i daj zyc. Jedyne o czym trzeba pamietac, to ze publiczne ukazywanie uczuc (nawet hetero) nie jest mile widziane. Trzymac sie za rece mozna, ale tylko to widzialam wsrod par na miescie.
Załącznik:
rainbowx600.jpg


Serena powiedziala mi, ze pocztowki rowniez mozna kupic na poczcie. No to na poczte marsz.
Tam pani za kratami przyniosla mi pudlo pocztowek i mialam sobie szukac co mi sie podobalo. Moglabym to cale pudlo wziac pod pache i pojsc z nim do hotelu, i chyba nikt by nic nie powiedzial. Ale stalam grzecznie przy okienku blokujac kolejke. Bo jak sie okazalo, lokalna poczta dziala calkiem preznie. No przy takich cenach za internet to ja sie nie dziwie. O ile dobrze zrozumialam, to na poczcie mozna rowniez wysylac faksy za granice. Bardzo mnie to ucieszylo, bo Japonia to krolestwo faksow. Az mi sie na sercu cieplo zrobilo, ze nie jestesmy w swiecie faksow sami.
Załącznik:
post-office-outsidex600.jpg

Załącznik:
post-office-insidex600.jpg


Dobra, wybralam jakies pocztowki i poszlam szukac spokojnego miejsca, zeby je wypisac. Nie znalazlam, wiec wrocilam do hotelu. I tutaj musze powiedziec o mojej zemscie na kradnacej kody wi-fi pokojowce. Wczoraj wieczorem poprosilam wszystkich w barze o ich przeterminowane kody (bo kazdy dostawal inny) i rano zostawilam cala sterte przy lozku. Niech sie zlodzieje bawia. Kazdy kody byl juz zuzyty.
Sterta oczywiscie zniknela. Fajnie. Balam sie potem, ze mi za to nastepnego dnia do butow napluja, albo karalucha z lazienki do lozka wsadza, ale hej zyje sie raz. A ja zlodziejstwa nie popieram.

Kartki wypisalam i wrocilam na poczte. A tam pani dala mi plachte znaczkow i powiedziala, zeby naklejac po dwa. I psioczyla, ze adresy takimi duzymi literami wypisalam, bo ona chciala mi dac trzy znaczki dla jednej pocztowki. Bo ponoc turysci tak lubia. Pocztowki do Europy i Japonii szly okolo miesiaca. Te do USA i Australii jeszcze nie dotarly. Moze DHL-em mialam je wysylac? Nie wiem.

Załącznik:
stampsx800.jpg

Załącznik:
bank-outsidex700.jpg


Z poczty poszlam do banku. Tam pani doskonale zrozumiala zadanie i pilnie szukalysmy razem jak najmniej wymietego 5-funtowego banknotu. Bo nie miala swiezych. Miala swieze 10 i 20-funtowki. Z ciekawosci tez chcialam zrobi cash advance na karte kredytowa, bo bylam ciekawa czy sie da na moja japonska karte. Nasze karty bardzo czesto nie chca dzialac za granica, nawet jak sie informuje bank zawczasow, ze jedzie sie poza Japonie.
O dziwo, dzialala! Prowizja 5% dla swietohelenskiego banku. Wyciagnelam 100 funtow. Nie pamietam ile mnie skasowali za ta usluge po japonskiej stronie, ale bardzo malo. Ale to moze dzieki mojej karcie, bo ja zawsze place minimalne przewalutowanie.

Załącznik:
cashx600.jpg

Załącznik:
themarketx600.jpg


Z banku poszlam do “The Market”, a tam do DHL-u, gdzie Sophia (bo tak miala na imie) tak sie rozgadala, ze zeszlo mi tam cala godzine. Ale fajnie gadala, wiec sluchalam. I w koncu powiedziala mi, gdzie mozna najlepsze pocztowki na wyspie kupic. W sklepie spozywczym Thorpe’s, na samym tyle, za sloikami z dzemami i puszkami z kukurydza. No teraz mi to mowisz? Jak ja juz te badziewne wyslalam, bo kazdy mi mowil, ze innych nie ma? I faktycznie. Inne byly. W Thorpe’s za dzemami. Tak jak mowila Sophia. I byly przepiekne. O nizszych cenach niz te badziewne. Jak mi pan w Thorpe’s powiedzial, nikt tego nie rozglasza, bo Thorpe’s nie placi kickback’ow. Moj handler faktycznie potwierdzil, ze trzeba bylo isc do Thorpe’s i byl bardzo zawiedziony, ze sie go jako pierwszego nie zapytalam. To mam nauczke na przyszlosc. A chcialam byc taka samodzielna!
Załącznik:
thorpesx700.jpg

Załącznik:
t-shirt-shopx600.jpg


Znalazlam tez sklep gdzie sprzedaja i drukuja t-shirty, nie tylko turystyczne. Wiec zrobilam sobie custom t-shirt ze szturmowcem. Chlopak w sklepie mial radoche, zmodyfikowalismy istniejacy dezajn, nic za to nie placilam ekstra.
Załącznik:
trooper-tshirtx650.jpg


Po drodze do hotelu spotkalam wczorajszych jachtowcow i razem zlapalismy taxi, zeby pojechac gdzies za miasto. Taksiarz zabral nas do Rupert’s Bay, czyli wioski obok oddalonej o jakies 2 mile, gdzie istnieje cos w rodzaju plazy. Ale plywac nie mozna. Bylo nas 4 sztuki, wiec chcial 7 funtow za calosc. Normalnie chyba ma kosztowac 5. Dalismy mu 10 funtow i oczywiscie mowil, ze nie ma wydac. To zaczelismy grzebac w torbach i dalismy mu 7 funtow w 50 i 20 pensowkach. Chyba zalowal, ze powiedzial, ze nie mial jak wydac.
Załącznik:
rupertsbay-signx800.jpg

Załącznik:
rupertsbaybeachx600.jpg


Wracalismy przygodnie zatrzymana Toyota pick-upem, wskoczylismy na tyl ciezarowki, usadowilismy sie obok rowerow, skrzynek z narzedziami i jakichs rur, i tak pojechalismy do Jamestown. Zaplacilismy kierowcy 5 funtow. Na wyspie nie ma bezplatnego stopa. Samochody sie zatrzymaja, ale zwyczaj jest, nawet dla miejscowych, ze trzeba zaplacic. Jachciarze cieszyli sie, bo 7 funtow i 5 funtow dzielone na cztery osoby to swietny wynik. A u nich z kasa bylo krucho.
Załącznik:
toyotapickupx600.jpg


Ja bylam glodna, bo przez to bieganie w te i we wte nie miałam czasu na lunch, wiec chciałam od razu isc cos zjeść. Zaproponowalam jachciarzom, ze jeśli wszyscy pójdziemy do Ann’s Place w parku, to mozemy sie podzielic jedzeniem, bo porcje sa wielkie. Ale nie mieli takich funduszy. Wiec wrocili do siebie na jacht jeść chinskie zupki.
Załącznik:
annsplace-outsidex800.jpg


Pomysl wczesnego obiadu byl swietny, bo akurat wpasowalam sie w czas pomiędzy lunchem a pora obiadowa, wiec restauracja nie była pelna. Bo jak mi zestresowana babka w knajpce powiedziała, cuda sie tam dzialy jak sie 40 osob ze statku bez uprzedniej rezerwacji pojawiło na lunch. Po takiej zapowiedzi balam sie, ze juz im nic w kuchni nie zostalo, ale okazalo sie, ze pani byla na lunchowy armageddon odpowiednio przygotowana. Zarcia zostalo.
Ann’s Place slynie z lokalnej swietohelenskiej kuchni. Ja chciałam zamowic to ichne słynne plo, czyli lokalne biryani i fish cakes. Ale pani powiedziala, ze plo bedzie w czwartek, bo jest czasochlonne, ale za to fish cakes sa. Do wyboru mialam fish cakes z ryzem, albo frytkami. Wzięłam frytki. Zapytała sie tez jak bardzo ostre chce te fish cakes, wiec powiedziałam, ze normalna lokalna ostrość. Nie bardzo mi wierzyła, bo chyba w przeszłości juz sie zdarzylo, ze ktos tak zamawial, ale nie dal rady zjeść.

Fish cakes przyszły na stol, pani z niepokojem patrzyła sie jak ugryzłam, po czym poprosilam o tabasco, bo według mnie nie były wcale ostre. Ale prosze sie tym nie sugerowac. Moj sensor ostrosci juz dawno przestal dzialac.

Ann’s Place mialo tez cherry coke zero (znalazlam to tez w jednym ze spozywczakow w miescie), wiec tez sobie puszke wzielam.
Załącznik:
fishcakesx650.jpg


Fish cakes byly fenomenalne. Chyba 11,75 funtow calosc z napojem. Proste danie, smaczne, latwe do zrobienia. Juz nawet w domu robilam dwa razy uzywajac przepisow z ksiazek kucharskich, ktore kupilam w muzeum. Jak ktos chce, to moge przepis tu wstawic.

Poniewaz restauracja jest ulubionym miejscem jachtowcow, wisza tam banderki jachtow, ktorych zalogi jadly u Ann’s. Sa tez polskie akcenty. Ja bandery nie mam, ale powiedzialam, ze nastepnym razem przywioze jej flage kaszubskiego gryfa. I jak bylam w zeszlym tygodniu w Polsce to specjalnie takowa w Kartuzach kupilam, nawet ma napis Kaszëbë.
Załącznik:
plflag1x650.jpg

Załącznik:
plflag2x650.jpg

Załącznik:
plflag3x650.jpg

Załącznik:
plflag4x650.jpg


I co jeszcze ciekawego w Jamestown znalazlam? Wypozyczalnie DVD. Widzialam dwie, ponoc sa trzy, inne wieksze wioski tez je maja. W sumie nie ma sie co dziwic, przy takiej cenie i szybkosci (a raczej je braku) internetu, to Netflixy czy inne Amazon Primey nie wchodza w gre. Dowiedzialam sie tez, ze Google swiatlowod jest juz do wyspy dociagniety, ale na wyspie nie ma infrastruktury, zeby go podlaczyc. I tak sobie lezy na dnie oceanu i czeka na lepsze czasy. Ponoc w przyszlym roku (a wedlug niektorych optymistow juz nawet i w tym) Helena ma byc wlaczona do Starlinka, ale czy to sie naprawde stanie, czy moze to tylko obiecanki rzadu, tego nie wie nikt.

Wypozyczalnie maja calkiem przyzwoite zaopatrzenie, nawet boxed sety Star Trek The Next Generation maja, i cala serie Gwiezdnych Wojen tez. Niektore filmy nawet byly wtedy wypozycznone. Z tego co sie dowiedzialam, istnieje tez bardzo bujny rynek filmow i seriali na kartach pamieci przywiezionych z RPA lub UK. Nawet kilka osob mnie sie zapytalo czy nie mialam czegos w telefonie. Mialam, ale akurat Netflixowy Sinner ich nie interesowal.
Załącznik:
swrentalx650.jpg

Załącznik:
tngrentalx650.jpg


I tak to bardzo mile uplynal mi poniedzialek. Pogoda byla ladna, a dzien na wlasna reke byl bardzo fajny. Moglam poznac klimat Jamestown i jego mieszkancow tak na codzien, bez filtra, bez oficjalnego spielu, bez upiekszen. Poszlam spac pelna podziwu dla ludzi, ktorzy tam zyja od pokolen i pomimo niedogodnosci i niewygod, sa pelni dumy ze swojej malej wyspy.

c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
33 ludzi lubi ten post.
11 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#28 PostWysłany: 07 Maj 2023 17:24 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 8896
Loty: 990
Kilometry: 952 329
platynowy
@2catstrooper Poproszę o przepis na rybne ciasteczka.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#29 PostWysłany: 07 Maj 2023 17:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lip 2018
Posty: 2018
Loty: 177
Kilometry: 410 606
platynowy
@2catstrooper Z Ciebie to jest dobry troll :mrgreen: i bynajmniej nie jest to dla mnie pejoratywne. Czekam na c.d. :mrgreen:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
Kasia_S uważa post za pomocny.
 
 
#30 PostWysłany: 07 Maj 2023 18:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 7359
HON fly4free
Następnym razem po flagę kaszubską zgłoś się do mnie - załatwię Ci po sąsiedzku z Goręczyna, Somonina czy Ostrzyc ;)

A tak w ogóle, to w związku z tą relacją naszła mnie potrzeba powrotu do mojego dawnego trybu podróżowania, czyli docierania w jedno miejsce i spędzania tam czasu z jakimiś "skokami w bok". Ta możliwość przyglądania się stosunkowo niewielkiemu obszarowi i nawiązywania nieco bliższych relacji z jego mieszkańcami to jednak kompletnie inne doznanie, niż ciągła pogoń za kolejnym punktem na trasie.

A że wczoraj obejrzałem sobie w TV "Łotra 1" (kręconego chyba częściowo na Malediwach, nieprawdaż?), to naszła mnie refleksja, że to byłby świetny pomysł na jeszcze inny spin off:
"Wakacje Szturmowca", albo nawet cały serial paradokumentalny o tym, jak szturmowcy spędzają wolny czas (tak a la "The Office").
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 07 Maj 2023 19:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1589
Loty: 314
Kilometry: 571 396
złoty
Przyznam, że jak pierwszy raz przeczytałem, że się wybierasz na Świętą Helenę pomyślałem: "co ona tam będzie robić przez tydzień???". Teraz widzę, że chyba nie wystarczyło czasu, żeby wszystko zobaczyć.
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 07 Maj 2023 20:11 

Rejestracja: 05 Paź 2022
Posty: 937
Loty: 6
Kilometry: 12 016
niebieski
Że tak ci się chce tachać ten chełm

A jak tam ciepło jest?
_________________
Czy The Office US jest najlepszym serialem komediowym?
Zdania są podzielone. Niektórzy mówią, że tak, inni że owszem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#33 PostWysłany: 07 Maj 2023 20:14 

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 2049
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
Hełm
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 07 Maj 2023 20:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2029
Loty: 852
Kilometry: 1 931 024
platynowy
A mnie się wydaje, że poza tymi rekinami to nic tam ciekawego nie ma. Opis 10x ciekawszy niż zdjęcia, przez tydzień to bym tam umarł z nudów :P
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 07 Maj 2023 20:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1589
Loty: 314
Kilometry: 571 396
złoty
Miałem na myśli, że dla autorki tydzień to mało. Dla mnie pewnie 2-3 dni byłyby w sam raz
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 08 Maj 2023 05:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 508
złoty
@igore masz racje, moglabym tam spokojnie miesiac spedzic. Zawsze jest z kim pogadac, ludzie sa mili, wrecz spragnieni nowych twarzy. jak tylko pokazesz, ze jestes choc troche zainteresowany/a ich zyciem, to kazdy cie do domu zaprasza, pokazuje zdjecia rodzinne sprzed stu lat, tego typu rzeczy. Ja to uwielbiam!

@cart mamy inne style podrozowania. Ja sie nigdy nie nudze. Zawsze jest co robic. Pewnie pomyslisz, ze na glowe upadlam, jak Ci powiem, ze planuje spedzic tydzien na Tristanie. Caly tydzien. Co ja tam bede przez tydzien robic? WSZYSTKO!
A zdjecia sa dla mnie, zeby pamietac, gdzie bylam. Influencerka nie jestem, fotografem tez nie, nie musza byc piekne. Zawsze mozna sobie ladniejsze wyguglowac w internecie.

@piotrkr ja bylam na ichnej jesieni, wiec umiarkowanie, dla mnie wrecz zimno, okolo 18 - 25 stopni.

@tropikey na wlasnie! Cos mi tam switalo, ze po rzeczy kaszubskie, to trzeba do Ciebie walic. Nastepnym razem! Juz kupilam flage z gryfem, i taka zwykla czarno-zolta.
No i masz racje jesli chodzi o spokojniejsze podrozowanie. Ja tak lubie. Nigdy sie nie nudze. Nawet na lokalnej malediwskiej wyspie moglam spedzic tydzien i zawsze cos bylo fajnego do robienia czy zobaczenia. Tak jak na Helenie. Przypadkowo poznana uczennica, jak uslyszala, ze potrafie robic anime voices (kiedys za bardzo dawnych czasow robilam voiceovers) to poprosila nauczyciela i zaprosili mnie do szkoly i robilam konferansjerke na ich codziennym porannym assembly. W stylu anime. Dostalam tez propozycje aby ponagrywac kilka dzingli sla lokalnej radiostacji i reklam radiowych dla jakiejs firmy w Jamestown. Niestety nie jestem obywatelka UK, wiec potrzebowalabym work permit do tego!
Ludzie sa ciekawi odwiedzajacych tak jak my jestesmy ciekawi ich zycia, a w dzien, dwa, nie da sie przelamac pierwszych lodow. A to co robia na pokaz dla turystow, malo mnie interesuje.

@benedetti nie troll, a trooper!!! :lol:

@Sudoku

Prosze bardzo!

Przepis na fishcakes w style swietohelenskim

Klopsy rybne po swietohelensku

Choc nazywaja je “fishcakes” to sa to raczej kulki rybne, albo cos na styl klopsow, tyle ze smazonych.

Ja zamiast smazyc na glebokim oleju, robie je w airfryer i wychodza swietnie.

Skladniki:
450 g ryby (mniej, lub wiecej, jak kto lubi, ja uzywam byle jakich filetow cokolwiek jest akurat w promocyjnej cenie)
450 g ziemniakow (mniej lub wiecej, jak kto lubi, jak nie mialam tylu ziemniakow to dodawalam marchewke i tez bylo fajnie)
1 duza nebula pokrojona w mala kosteczke
plaster bekonu, lub dwa, pokrojony jak najdrobniej sie da, ale mozna nie dodawac wcale
chili powder - ile sie lubi, albo wcale jak sie nie lubi
szczypta tymianku
szczypta nutmegu
duza lyzka posiekanej zielonej pietruszki (u nas to rarytas, wiec albo nie dodaje, albo dodaje lokalne zielone zielsko, albo koriander)
sol i pieprz do smaku
1 jajko

Mnie przygodna babka zaprosila do siebie do domu jak padalo jednego dnia i jak z nia gotowalam, to ona dodawala curry powder i bylo pycha!

Zmieniaki trzeba ugotowac, normalnie tak jak do jedzenia, i utluc. Ja uzywam ziemniakow, jesli cos mi zostalo poprzedniego dnia z obiadu.

Filety rybne posiekac najdrobniej jak sie da.

Przysmazyc cebulke, bekon, tymianek, chili, pietruszke, az cebulka sie przyrumieni.
Zdjac z ognia, dorzucic do tego ziemniaki, wymieszac.
Dodac rybe, sol, pieprz, nutmeg, jajko, i wszystko dobrze wymieszac.

Robic z tego kulki, mniejsze lub wieksze, mozna otoczyc maka, jak ktos chce.
Smazyc na glebokim oleju, az sie zbrazowia.
Albo wrzucic do airfryera.
Podawac z ryzem, albo z czymkolwiek. U nas sa z ostrym sosem z butelki i odrobinka octu i dodatkami jak do meksykanskich tacos - posiekane pomidory i salata.


Inna wersja tego przepisu to Fish Pudding.

Tak jak powyzej, tylko zamiast kulek wrzucic cala mase do foremki do pieczenia i do piekarnika na 180C az ryba sie upiecze.

Ja jestem leniwcem, wiec zrobilam to w stylu okinawskiego taco rice - warstwa ryzu w foremce, masa rybna na wierzch, troche salsy i sera i do piekarnika. Bylo boskie.

Przepis z tej ksiazki:

Załącznik:
cookbook.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#37 PostWysłany: 08 Maj 2023 06:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 2029
Loty: 852
Kilometry: 1 931 024
platynowy
2catstrooper napisał(a):
@cart mamy inne style podrozowania. Ja sie nigdy nie nudze. Zawsze jest co robic. Pewnie pomyslisz, ze na glowe upadlam, jak Ci powiem, ze planuje spedzic tydzien na Tristanie. Caly tydzien. Co ja tam bede przez tydzien robic? WSZYSTKO!
A zdjecia sa dla mnie, zeby pamietac, gdzie bylam. Influencerka nie jestem, fotografem tez nie, nie musza byc piekne. Zawsze mozna sobie ladniejsze wyguglowac w internecie.

To nie był absolutnie zarzut, więc mam nadzieję, że nie wzięłaś tego osobiście. To było tylko stwierdzenie, że po prostu zdjęcia nie oddają żadnych ciekawych atrakcji. Natomiast tak jak piszesz, każdy ma własny styl podróżowania, każdemu co innego się podoba i jak chcesz spędzić nawet miesiąc na takiej wyspie to mnie nic do tego ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#38 PostWysłany: 08 Maj 2023 06:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Lis 2011
Posty: 701
Loty: 167
Kilometry: 319 620
złoty
2catstrooper napisał(a):
1 duza nebula pokrojona w mala kosteczke

C od N daleko, więc widzę ze uniwersum kosmiczne wchodzi w podświadomość ;)
Może kiedyś spróbuje, bo do fryera się właśnie przymierzam.

Przy okazji pytanie, czy ludzie są aż tak otwarci ze zapraszają cię do domu na gotowanie, czy to Twoje umiejętnosci socjalne?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 08 Maj 2023 07:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 508
złoty
No fakt, krojenie nebuli w kosteczke jak sie nie ma Gwiazdy Śmierci do dyspozycji moze byc uciazliwe! :mrgreen:

A czy ludzie tam sa z natury otwarci? Nie wiem. Ja zagadam do kazdego. Ludzie z reguly odgaduja. I tak sie zawsze zaczyna.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#40 PostWysłany: 18 Maj 2023 17:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 508
złoty
Wtorek zaczal sie znakomicie.

Załącznik:
boatx600.jpg

Załącznik:
airportx600.jpg


Slonce swiecilo.
Sniadanie bylo jeszcze gorsze niz wczoraj, bo tym razem nie mieli parowek, a tylko cos co udawalo plastry bekonu.
Ale jak poprosilam o herbate, to nawet ja dostalam, wiec nie mialam powodow do narzekania.
Mogloby byc gorzej, co nie?

W salonie sniadaniowym nie bylo Francuzow. Byla za to ekipa chinska i darla sie w nieboglosy. Blond babka z recepcji musiala ich kilka razy prosic, zeby sie uciszyli. A swoja droga, to nie wiem w jakich godzinach ta blondyna pracuje, ale byla tam zawsze. Rano, wieczorem, w nocy, w niedziele, podczas tygodnia…

W glownym budynku hotelowym wi-fi bylo duzo lepsze niz u mnie w suterenie, wiec jak ostatnia cebula, korzystalam przy sniadaniu. Tak, bylam jedna z tych co siedza przy stole i gadaja przez telefon. Chinczycy juz zaczynali podkrecac volume gdy nagle umilkli calkowicie i od tamtej chwili porozumiewali sie wylacznie szeptem. Az sie zdziwilam i powiedzialam o tym mezowi z ktorym wlasnie rozmawialam przez LINE. Po japonsku.
Załącznik:
color-earthx800.jpg


Okazalo sie, ze ktos w grupie chinskiej znal japonski i w poplochu ucichli, bo skoro blada twarz swiergota po japonsku, to moze i po chinsku tez potrafi? Po sniadaniu jeden z Chinczykow zapytal sie mnie po mandarynsku czy mowie po chinsku. Odpowiedzialam mu po kantonsku, ze niestety mowie tylko po kantonsku. Od tego czasu cala grupa chinska unikala mnie bardzo skrupulatnie i podczas sniadan panowala bloga cisza.

Załącznik:
earths-viewx800.jpg

Załącznik:
roadx800.jpg


Plan na wtorek byl prosty. Objechac ile sie da i zrobic jakis post box walk. Jest ich 21 na wyspie. Na koncu treku znajduje sie skrzynka pocztowa z dziennikiem i stemplem, gdzie mozna sie podpisac, a stemplem podstemplowac cos wlasnego na pamiatke. Cos jak geocaching, tyle, ze bez szukania, bo stoi na slupku, albo schowane jest w rurce, zeby chronic zawartosc przed wredna pogoda.

Załącznik:
postboxx600.jpg


Mnie sie marzyl trek na najwyzszy szczyt na wyspie, czyli na Diana’s Peak, wysokosc 818 metrow n.p.m. Nie mam pojecia kim byla owa Diana po ktorej ta gorka zostala nazwana, ale na pewno nie byla to Princess Diana. “Szczyt” nosil ta nazwe juz w XVII wieku. 

Tubylcy nazywaja to “gora”, ja mam wieksze pagorki w domu za oknem, wiec tego tam, nie dyskutowalam. Sa bardzo dumni z ichnej gory, ktora jest wyglaslym wulkanem, i w zasadzie ma trzy szczyty, nizsze o jakies 3 i 4 metry. W 1996 roku zrobili tam park narodowy, nazywa sie Diana’s Peak National Park. Ale oficjalne logo mowi, ze to “The Peaks National Park”. Fajnie. Niech se to nazywaja jak chca. Byle by tylko udalo mi sie tam wlezc.

Pani z DHLu ostrzegala mnie, ze na Diana’s Peak nie wchodzi sie dla widokow, ale dla samej satysfakcji. Bo ponoc drzewa i bujna roslinnosc owe widoki zaslaniaja. Dla widokow polecala trek na Stodole (czyli Barn). Jak powiedzialam mojemu handlerowi, ze chcialabym pojsc na Barn, to dziwnie sie na mnie spojrzal i dlugo sie zastanawial. W koncu powiedzial, ze najpierw zrobimy Diana’s Peak, potem Lot’s Wife’s Ponds, i jesli dam rade dojsc do Stawow Zony Lota (nie wiem ktorej, bo chyba mial ich dwie, co nie?) to nastepnego dnia pojdziemy na Stodole. Pozniej w hotelu sprawdzilam ten Barn i to jest ponoc najtrudniejszy ze wszystkich trekow na wyspie. Zona Lota jest druga co do trudnosci. No ale przeciez! Mieszkam w gorach! Oczywiscie, ze dam rade!

Załącznik:
diana-signx600.jpg


Och, slodka naiwnosc. Pogoda miala jednak inne plany. Ale wtedy tego jeszcze nie wiedzielismy.

Załącznik:
fire-plantx800.jpg


Najpierw chcialam wrocic do Rupert’s Bay, bo wczoraj widzialam cos na skale o czym chcialam wiedziec wiecej. No to pojechalismy. Wiatr zaczal glowy urywac. Juz wiedzialam, ze to urywanie glow to normalna pogoda na wyspie, ale tak jakos urywalo bardziej niz poprzednio. Derek dostal telefon, ze wszystkie rejsy na rekiny wielorybie sa tego ranka naprawde odwolane.

Załącznik:
benchx600.jpg


Rupert’s Bay wygladalo spokojnie, ale to chyba dlatego, ze mialo skaliste klify po obu stronach zatoczki, i one chronily przed wiatrem. Nie pamietam juz dokladnie dlaczego Helena ma taki dziwny system, ze statki dostawcze cumuja w Rupert’s Bay, i potem kontenery sa przeladowywane na barke, i ta barka zabiera je do Jamestown, gdzie dzwigiem je wyciagaja na nabrzeze. Na barke da sie zaladowac dwa kontenery na raz. Wiec takie rozladowywanie troche trwa. Szczegolnie, ze nie mozna tego robic po zmroku. Jak mi powiedzieli, kiedys mozna bylo, ale duzo pracownikow wypadalo w ciemnosciach za burte i gineli. Na zawsze.

Załącznik:
unloadx600.jpg


W Rupert’s Bay znajduje sie tez elektrownia, wiec to tam statki dostarczaja rope naftowa. Aha, to juz wiem po co te rurki ciagnace sie przy drodze.

Ogolnie, rurek ciagnacych sie przy drodze na wyspie jest mnostwo. Jak nie paliwo, to ciagna wode i scieki. Oczyszczalni sciekow na wyspie nie ma. Pompuja je prosto do oceanu, po lewej stronie od Jamestown. Czyli tak pomiedzy Lemon Bay, gdzie mialam plan snorkowac, a Jamestown. Odechcialo mi sie snorkowania. I fakt, jak sobie szlam w poniedzialek na spacer na lewo od nabrzeza, im dalej od nadmorskiej promenady, tym bardziej wonialo.

Chcialam isc do tych fortyfikacji na skale, ale szlak byl zamkniety, bo cos sie tam obsunelo i jakas siatke zakladali. A szkoda, bo widoki stamtad pewnie bylyby przednie. No coz, nastepnym razem.

Załącznik:
fortificationsx800.jpg


Po drodze z nabrzeza w Rupert’s natknelismy sie na grupe uczniow z gimnazjum i liceum na lekcji historii w terenie. W okolicy jest nadal aktywna dzialalnosc archeologiczna, ale akurat nie bylo z kim pogadac. Pewnie dlatego, ze asystowali tej wycieczce szkolnej. Dowiedzialam sie tez, ze w szkole jest dwoch uczniow (nie jestem pewna, moze uczennic?) z Tristan da Cunha. Oczywiscie natychmiast chcialam robic dochodzenie, kto to, ale na szczescie zdrowy rozsadek wygral. Nie mialam ochoty byc aresztowana za napastowanie nieletnich, czy cos w tym stylu.

Załącznik:
earths2x600.jpg


Juz mielismy wyjezdzac z Rupert’s i kierowac sie w strone gor, kiedy moje wewnetrzne sily natury daly o sobie znac. Od czasu karmienia rybek za burta w niedziele, nie czulam sie najlepiej. Sensacje przewodu pokarmowego trwaly nadal. Zemsta Napoleona?

Nagla potrzeba toalety spowodowala, ze wrzasnelam na Dereka, zeby zatrzymal samochod. Wyskoczylam i pobieglam do najblizszej chalupki przy drodze.
Pan domu byl tak zaskoczony, ze tylko wskazal palcem w kierunku wychodka. A wychodek byl calkiem przyzwoity. Normalna toaleta, zadnych dziur w podlodze. Papier toaletowy, biezaca woda i mydlo. Pelna kultura. Siedzialam w tym kibelku tak dlugo, ze pan domu mial czas zaparzyc dla nas herbaty. I za taki luz wlasnie pokochalam Swieta Helene.

Załącznik:
ruperts-streetx800.jpg


Przy herbacie poznalam historie rodzinna pana domu (zona byla w pracy), dowiedzialam sie, ze w latach 70-tych kupil cala posiadlosc wraz z domem za 60 funtow. Pochwalilam recznie robione koronki (hobby jego zony), ktore pokrywaly kazdy skrawek foteli i kanapy, oraz robily za podstawki do kubkow (tak swojsko po polsku!). Taka atmosfera babcinego domu, az milo. Pogadalam z jego kotem. Skorzystalam z toalety raz jeszcze, ukradlam polowe rolki papieru toaletowego i moglabym tam siedziec i gadac z nim przez pol dnia.

No ale my przeciez mielismy PLAN.

Załącznik:
rupertsx800.jpg


Jak wyszlismy przed domek to pierwsze co rzucilo sie w oczy, to niebiesciutkie niebo nad oceanem i sciana chmur nad wyspa. Zaczelo niesmialo kropic tu i owdzie. No ale, prosze panstwa, badzmy dobrej mysli!

Załącznik:
cactusx650.jpg

Załącznik:
green1x800.jpg


Ruszylismy dalej.
Co chwila chcialam robic zdjecia i jak juz dojechalismy do jednego z punktow gdzie zaczyna sie szlak na szczyt, to droga spowita byla w gesta mgle. A na drodze bloto i mokro. Poslizgnelam sie i niemal wyladowalam na ryju. Ublocilam sie strasznie i Derek powiedzial, ze nie pozwoli mi w takim stanie wsiasc do samochodu, bo mu wszystko upackam. Na szczescie zaczelo padac i w tym deszczu, uzywajac papieru toaletowego udalo mi sie jako tako doprowadzic sie do porzadku. Umiarkowany deszcz przeistoczyl sie w ulewe. Z treku na gore Diany nic nie bedzie. Wsiedlismy do samochodu kompletnie mokrzy i zmarznieci.

Załącznik:
gatex800.jpg

Załącznik:
small-churchx800.jpg


Zamiast Diana’s Peak pojechalismy wiec do Sandy Bay Beach. A tam? Slonko az milo i niebo niebiesciutkie. Jak to mozliwe, ze jedna mala wyspa moze miec taki rozstrzal pogodowy?

Załącznik:
sandy-bay2x800.jpg

Załącznik:
sb-beachx800.jpg

Załącznik:
sandy-bayx800.jpg


Sandy Bay Beach to plaza, ale tylko do piknikowania. Nie mozna tam plywac, za duzo skal, zbyt silne prady. Jak mnie poinformowano, smialkowie tam wchodza do wody i przynajmniej raz na rok jeden z nich nie wychodzi. Przyznam, kusila mnie ta woda, chocby po to, zeby zmyc resztki zaschnietego blota. Ale dalam sobie spokoj, bo mam w planach pozyc jeszcze kilka(dziesiat) dobrych lat.

Sandy Bay Beach to rowniez poczatek treku do Lot’s Wife’s Ponds. Nawet zasugerowalam Derekowi, ze przeciez mozemy tam isc teraz zaraz tak od razu. Puknal sie w czolo. Prorokowal, ze za godzine, lub dwie nawet w tym slonecznym miejscu lunie deszcz.

Załącznik:
lots-signpostx600.jpg

Załącznik:
sandy-viewx600.jpg


W Sandy Bay Beach zjedlismy lunch. Linda zrobila nam fish cakes i kanapki ze swietohelenska pasta pomidorowa, w ktorej sklad wchodzi rowniez bekon i jajko. Czyli danie znane jako “bread’n’dance”. Dance, bo te kanapki serwowane byly na specjalne okazje, gdzie zazwyczaj sie tancowalo, jak wesela, czy inne radosne zgromadzenia. A swoja droga, zmusilo mnie to troche do myslenia jak zylo sie na Sw. Helenie w przeszlosci, skoro kanapki z pasta pomidorowa byly uznawane za wykwintny posilek. Teraz juz nie. Teraz na specjalne okazje jada sie sushi.
Załącznik:
cannonssb-beachx600.jpg

Załącznik:
coastx600.jpg


Bardzo mi sie w Sandy Bay Beach podobalo. Jedynym problemem byla toaleta. Niby jest wychodek, i nie mialam wyjscia. Musialam zatkac nos i sie tam udac, ale wolalabym tego doswiadczenia juz nigdy nie powtarzac. Rozwazalam nawet zaryzykowanie morskich pradow i zrobienie interesu prosto do oceanu, tak okropny byl ten “oficjalny” wychodek.

Moj handler mial racje. Jak tylko skonczylismy jesc, to nadciagnely chmury i zaczelo padac. Wiec wracalismy bardzo ekscytujaca droga w deszczu. Ekscytujaca, bo powrot byl pod gore, i juz jasne bylo dlaczego przy zjezdzie stoja tam tablice z ostrzezeniami typu “tylko pojazdem 4x4.” Do Sandy Bay Beach da sie dojechac zwyklym samochodem. Ale sie juz nie wyjedzie.

Załącznik:
sandy-bay-beach-troopx600.jpg

Załącznik:
sb-beach1x600.jpg


Poniewaz nadal domagalam sie jakiegos post box treku decyzja zostala podjeta, aby sprobowac Manti Bay skad widac Speery Island. Teren jest w miare plaski, glownie wzgorza i pastwiska. Trzeba przejsc przez kilkanascie pastwisk, ktore oddzielone sa bramami. Trzeba je sobie samemu otworzyc i bardzo szybko zamknac, zeby kozy i owce nie pouciekaly. A dranie, gotowe sa do ucieczki jak tylko czlowiek zacznie sie krecic obok bramy.

Załącznik:
countrysidex800.jpg

Załącznik:
green4x600.jpg

Załącznik:
green-walkx800.jpg

Załącznik:
green-roadx800.jpg


Podczas tej przechadzki zaczelo padac. Najpierw niesmiala mzawka, a potem normalna ulewa. Nie bylo nawet jak robic zdjec. Przedzieranie sie przez mokre pola, bloto, uciekanie przed zacietrzewionymi zwierzetami do najprzyjemniejszych nie nalezalo.
Ale jak juz dotarlismy na miejsce, to magicznie, deszczu tam nie bylo. Nawet chmury na chwile sie rozstapily i widoki byly przepiekne.

Załącznik:
speery1x800.jpg

Załącznik:
pasturex600.jpg

Załącznik:
speery2x800.jpg


Postanowilismy pojsc za ciosem i skierowalismy sie w kierunku South West Point skad widac Egg Island. I w tej chwili musialam schowac sie gdzies za plotem i z braku kibelka zrobic to co musialam prosto w naturze.

Ja nie wiem jak babki, ktore jezdza gdzies do Afryki, czy do innych czesci “rozwijajacego sie” swiata, podrozuja bez dostepu do toalety. I co one robia jak maja sensacje zoladkowe?

Załącznik:
earths3x800.jpg


Wiec zamiast kontynuacji kolejnego post box walk’u, pojechalismy samochodem. 4x4 oczywiscie, inaczej sie nie da. I dobrze, ze jechalismy zamiast isc na piechote, bo znowu zaczelo padac. Ale jak dojechalismy na miejsce, to juz bylo pieknie.

Załącznik:
southwestpointx800.jpg

Załącznik:
egg-islandx800.jpg


W drodze powrotnej wnetrze wyspy spowite bylo mgla. Dziwne, nigdy wczesniej nie widzialam mgly tak pozno w ciagu dnia. W tym deszczu i mgle, natknelismy sie tez na grupe “moich” jachtowcow, ktorzy mieli w planach trek do Zony Lota. Dlaczego nie podjechali taksowka? Ano dlatego, ze podjechali, ale w inne miejsce, bo zamiast powiedziec taksiarzowi, gdzie checili pojsc, to zgrywali znawcow i powiedzieli mu nazwe wioski. Tyle, ze nie tej co trzeba. Wiec zasuwali na piechote w deszczu i wietrze jakies dobre 10 km. Chcielismy ich podwiezc do Sandy Bay Beach, ale oni odmawiali naszej pomocy i dziarsko maszerowali naprzod. No tak, ja juz wiedzialam, ze oni nie maja kasy, a to co mieli juz pewnie wydali na ta nieszczesna taksowke. Nastepnego dnia podczas imprezy w jacht klubie zdali mi relacje z wyprawy. Doszli do slupka informacyjnego nieopodal plazy i musieli zawrocic, bo robilo sie juz ciemno.

Załącznik:
green6x800.jpg


Załącznik:
green5x600.jpg


Kiedy w koncu dotarlismy do Jamestown, pogoda znowu byla ladna. Ludzie w miescie mowili, ze sloneczko pieknie swiecilo przez caly dzien. Takie juz moje szczescie.

Na obiad (obiado-kolacje?) zachcialo mi sie zupy, najlepiej z makaronem. Mialam w hotelu opakowanie “chinskiej zupki” ktora przywiozlam jeszcze z Japonii i juz mialam maszerowac do mojej sutereny, kiedy przypominalo mi sie, ze elektryczny czajnik w moim pokoju mial urwana wtyczke. Doslownie. Nastepnego dnia poprosilam o dzialajacy czajnik, i ten urwany mi zabrali. Ale nowego nie dali wcale. Chlopak w barze pewnie by mi goraca wode zorganizowal, ale to juz bylo za duzo wysilku jak na moja kondycje tamtego wieczora.

Zaraz obok Mantis znajduje sie jedyna chinska restauracja na wyspie, The Orange Tree Oriental Restaurant. Niby chinska, ale prowadzona przez babke z Filipin, ktora swoje frustracje zyciowe odbija sobie na klientach. Restauracja jest droga i niezby smaczna, ale ja o tym jeszcze nie wiedzialam. No ale, potrzeba chyba specjalnego talentu, zeby spitolic chinska zupe z makaronem?

We wtorek wieczorem restauracja byla zamknieta, ale zgodnie ze swietohelenska tradycja, to nic nie znaczy. Drzwi nie byly zakluczone, wlazlam do srodka i zaczelam przegladac menu. Zadnej zupy! No jaka to chinska restauracja bez kluchow w jadlospisie???

Wlascicielka pojawila sie z zaplecza, nawet nie byla specjalnie zaskoczona moja obecnoscia. Caly lokal byl zarezerwowany na wieczor, ale powiedziala, ze jak zjem szybko, to ona mi ta zupe z makaronem ugotuje.

Załącznik:
soupx600.jpg


Nie byla to chinska zupa, ale taka swojska. Rosol z kurczakiem i makaronem. Na pewno byl z kostki, ale smakowal wybornie. Dokladnie to, czego bylo mi potrzeba. Krzesla w restauracji byly bardzo fikusne, oblozone czerwonym welwetem, ja bylam cala brudna. Pani wlascicielka nie wydawala sie zbytnio przejeta tym faktem. Na wszelki wypadek jednak rozlozylam na siedzeniu garsc papierowych serwetek.

Wlascicielka nie byla pewna ile ta zupa ma mnie kosztowac, wiec dalam jej 10 funtow, bo juz wiedzialam, ze to tak mniej wiecej standardowo na wyspie za maly posilek. I dobrze, bo inaczej pewnie zaspiewalaby dwa razy tyle. Bo jest tam naprawde drogo. Niektorzy mowia, ze to najdrozsza restauracja na wyspie.

Blond babka w hotelowej recepcji dziwnie sie na mnie patrzyla jak poprosilam o moj klucz (bo jak sie wychodzi, to trzeba zostawiac klucz w recepcji). Bylam brudna od stop do glow.
Po drodze do mojej sutereny poprosilam w barze o szklanke lodu. “Moj” chlopak dal mi dwie. I bardzo powoli, zeby nie poslizgnac sie na mokrych plytkach na tarasie i rownie mokrych schodach (nie od deszczu, ale od ciaglego mycia, bo jakis duren wymyslil, ze posadzka w tym miejscu musi byc biala) zeszlam do mojego pokoju.

Coke Zero o smaku wisniowym, kilka prysznicy pod rzad i juz czulam sie lepiej. Ale kombinacja zmeczenia i jet lagu powalila mnie na lozko.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 80 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group