Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 80 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 14 Kwi 2023 17:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 482
złoty
Fioła na punkcie wyspy Świętej Heleny miałam od bardzo młodych lat. Tak to jest jeśli zamiast bajek, rodzice dali ci atlas świata jako maluchowi. Zaznaczyłam sobie wszystkie interesujące mnie miejsca i jakież było moje zdumienie, kiedy kilka lat pozniej Swięta Helena wyskoczyla mi na lekcji historii, chyba w liceum. I tak mi juz zostalo. No bo skoro Napoleon mogl, to mogę i ja. Tyle, ze nie na dozywocie.

Mialam plynac w 2005 roku statkiem, ale firma sprzedajaca bilety skasowala moja rezerwację, bo ponoc byl ktos wazniejszy na liscie oczekujacych i moje miejsce poszlo do tej osoby. Wkurzylam się i o Swiętej Helenie zapomnialam. Ale potem wybudowali tam lotnisko i znowu mnie naszlo.

W styczniu 2020 roku kupilam sobie bilet na lot linia Airlink na marzec 2020. I wszyscy wiemy jak to sie skonczylo. Byly przeboje z tym biletem (opisane szczegolowo w watku pt. Airlink w dziale linii lotniczych), ale koniec koncow, Airlink stanal na wysokosci zadania i przeszedl samych siebie. Więc nagle na jesieni zeszlego roku stalam się posiadaczka biletu na marzec 2023 na trasie Johannesburg - Walvis Bay - Saint Helena - Johannesburg.

Jest jeden lot tygodniowo (dwa w okresie noworocznym), w kazda sobotę, więc zapowiadal sie bardzo interesujacy tydzien ze Swiętymi. Bo tak wlasnie mowia na siebie mieszkancy wyspy - Saints. I cierpliwosc to oni rzeczywiscie maja iscie swięta. Ale o tym pozniej.

Załącznik:
20230415_005628.jpg

Załącznik:
20230415_005705.jpg

Załącznik:
20230415_005552.jpg


Teraz jak doleciec do Jo’burga? Koniec marca to rowniez koniec roku szkolnego w Japonii i ferie wiosenne. Ceny biletow do gdziekolwiek powalaly na kolana, rzedu 12 tys zl. Kiedy spadly ponizej 8 tys zl, to skakalam z radosci. W koncu udalo mi się upolowac polaczenie przez Singapur za 7 tys z malym hakiem. Podaję ceny w zlotych, bo placilam za ten bilet moja polska karta (wtedy jeszcze takowa posiadalam). Trasa Haneda - Singapur - Johannesburg - Singapur - Narita, wszystkie odcinki obslugiwane przez Singapore Airlines. W drodze tam ponad 10 godzin w Singapurze. W drodze powrotnej tylko 2 godziny. Jak na warunki japonskie ta cena to czysta okazja, więc kupilam. I dobrze, bo w następnym tygodniu znowu byly za 12 tys.

Poniewaz wylot z Tokio byl rano a ja z moja paranoja, ze cos będzie nie tak, mialam niemal atak paniki, ze nie zdazę dojechac z mojej wsi na czas. Więc stad decyzja, zeby zatrzymac się niedaleko Hanedy dzien wczesniej. Po prostu nie moglam sobie pozwolic, zeby spoznic się na ten lot. Zatrzymalam się, jak zawsze, w hotelu Keikyu Ex Inn Haneda, zaraz przy stacji Tenkubashi na linii monorailowej i linii Keikyu. Za noc placilam jakies 7,000 jenow, sniadanie w cenie. Rezerwacje robilam z ogromnym wyprzedzeniem przez Rakuten Travel (japonska wersja) więc bylo tanio.

Do Tokio przyjechalam 22 marca po poludniu, musialam jeszcze zdalnie pracowac, na szczęscie hotelowe wi-fi smigalo az milo. Po pracy przeszlam się do pobliskiego Family Martu w poszukiwaniu jedzenia. I dopiero teraz zauwazylam, ze zaraz po drugiej stronie ulicy jest dosyc slynny chram - Anamori Inari Shrine. To taki siostrzany chram tego slynnego Fushimi Inari Taisha w Kioto. Glowny budynek byl juz zamknięty, ale spokojnie mozna bylo sobie pochodzic po okolicy.

Załącznik:
20230415_005446.jpg

Załącznik:
20230415_005418.jpg

Załącznik:
20230415_005349.jpg

Załącznik:
20230415_005314.jpg

Załącznik:
20230415_005224.jpg


Następnego dnia rano bylam tak przejęta, ze nawet nie zjadlam sniadania. O 6 rano hotelowym busem dotarlam na lotnisko i ustawilam się w kolejce do stanowiska Singapore Airlinies do nadania bagazu. Od razu dwie malo przyjemne niespodzianki. Pierwsza, ze system zmienil moje wybrane miejsce przy oknie na srodkowe na odcinku Singapur - Johannesburg. Pokwiczalam trochę i pani zmienila mnie na miejsce przy przejsciu. Druga niespodzianka jeszcze mniej przyjemna. Wazyli bagaze podręczne. Singapore Airlines!!!

Moj byl jakies 2 kilo za cięzki, ale pani nawet nie mrugnęla okiem. Na wszelki wypadek bylam przygotowana i mialam duzo kieszeni. Ale inni podrozni mieli niezla szarpaninę. Chinczycy buntowali się bardzo glosno i niemal doszlo do rękoczynow.
Mam taka teorię, ze Singapore Airlines boryka się z problemem finansowym i stad takie zagrywki. W samolocie, kiedy poprosilam o colę zero, to stewardesa nalala polowę kubka, a kiedy poprosilam o calosc puszki, powiedziala, ze sorry, ale nie. Więc poprosilam o dwie cole zero. Kurde, co to ja jestem? Amatorka jakas? Dostalam dwa kubki, czyli prawie cala puszkę.
W zestawie posilkowym nie bylo tez saszetek z sola i pieprzem, ani nawet wykalaczki. Na locie Tokio - Singapur byla dezynfekujaca chusteczka, ale juz na odcinku Singapur - Johannesburg nie. Male rzeczy, ale tak teraz linie oszczędzaja. Maja nadzieję, ze pasazerowie takich blahostek nie zauwaza.

Do Singapuru dolecielismy na czas. Poczatkowy plan byl taki, ze będę się przez 10 godzin szwendac po lotnisku. Lub po miescie. Te 10 godzin tranzytu to byl moj pomysl. Balam się, ze jesli lot z Tokio będzie opozniony, to mogę nie zdazyc na lot do Johannesburga. A ja po prostu nie moglam sobie pozwolic na niezdazenie.
Ale dzien przed wylotem doszlam do wniosku, ze za stara jestem na spanie na lotnisku. Wypelnilam ten online Visit Singapore wniosek i dostalam potwierdzenie, ze jest okej, więc zaczelam szukac hotelu. Ceny lotniskowe byly kosmiczne. W koncu zdecydowalam się na Park Avenue Changi i zlego slowa nie dam o tym miejscu powiedziec. Swietna lokalizacja, czysty pokoj, powolna, ale kompetentna obsluga. Cena nie byla najnizsza (12,000 jenow z jakimis znizkami z powodu srody na Agodzie, bo w srodę w Japonii na Agodzie zawsze wychodzi najtaniej), więc bardzo dobra w porownaniu z hotelami blizej lotniska.

Załącznik:
singapore hotel buildingx450.jpg

Załącznik:
singapore hotel roomx450.jpg


Chcialam jechac metrem, ale kupowanie biletu mnie przeroslo. Nie chcialo przyjac mojej japonskiej karty. Do diabla z tym, pojechalam taksowka za jakies 12 singapurskich. Pewnie po przewalutowaniu i prowizji metro wyszloby na to samo.
Po zameldowaniu chcialam isc zwiedzac, ale okazalo się, ze będę musiala pracowac zdalnie, więc tylko wyskoczylam do supermarketu i do food alley. Zawsze chcialam pojsc do Song Fa i akurat mieli tam filię. Nie wiem za co dostali ten Bib Gourmand. Zupa taka sobie, nic specjalnego.

Załącznik:
song-fa2x600.jpg

Załącznik:
song-fa1x600.jpg

Załącznik:
song-fa-foodx600.jpg

Załącznik:
food-alley-song-fax600.jpg


Wrocilam do hotelu. Praca, kapiel, nawet udalo mi się pospac trochę. 8 godzin minęlo jak z bicza strzelil.
Tak okolo polnocy zeszlam na dol i w recepcji zamowilam taksowkę na lotnisko. Dziadzio przyjechal po kilku minutach, tym razem zaplacilam 14 dolarow singapurskich. Moze dlatego, ze to noca?

Załącznik:
joburg gatex600.jpg


Na lotnisku kontrola bezpieczenstwa poszla w ekspresowym tempie, nawet butow nie musialam sciagac. Idę do bramki, a tam armageddon jakis. Tlum jaki pierwszy taz po pandemii widzialam. Samolot byl stary, brudny i rozklekotany. Zawsze slyszalam plotki, ze na rejsach do RPA linie wstawiaja swoje najgorsze samoloty. Siedzialam przy przejsciu, więc tragedii nie bylo. Lot byl zapchany po sam sufit. Byli obywatele RPA, obecnie z paszportami z Australii i Nowej Zelandii lecacy w odwiedziny do starej ojczyzny. Jakies 90% samolotu mowilo w afrikaans i zdecydowalo, ze balanga dla uczczenia powrotu do domu powinna zaczac się od zaraz. Godzinę pozniej wszyscy byli pijani i tak swojsko nagle się zrobilo.

Samolotem rzucalo strasznie. Dzieci plakaly, ludzie rzygali, stewardesy siedzialy z zapiętymi pasami. Ja patrzylam na mapkę lotu i zastanawialam się jak latwo jest odnalezc pozostalosci kadluba na dnie poludniowego Oceanu Indyjskiego. Wg filmu o locie MH370 nie jest latwo. Dalam sobie spokoj z mapka, i obejrzalam “Everything, Everywhere, All at Once” i “Vesper” i jakis chinski dramat, gdzie nie udalo mi sie wlaczyc napisow po angielsku.

Jakims cudem do Johannesburga dolecielismy przed czasem. I takie juz moje szczescie, ze po kontroli paszportowej, zostalam losowo wybrana do kontroli celnej. Pewnie dlatego, ze nie wygladalam na kompletnie zkacowana. Walizke mialam owinieta w folie i pani celniczka juz miala nozyczki w rece, kiedy powiedzialam jej, ze ja w RPA tylko na jeden dzien, i ze jutro lece na Swieta Helene. A ona na to, “A gdzie to?” Zapytala sie tylko, gdzie sie zatrzymuje na noc w Johannesburgu i dala sobie spokoj. Witamy w RPA.

Załącznik:
welcome to sax600.jpg


Wymienilam troche funtow na randy i kupilam sim karte Vodacom, bo po Helenie mialam jeszcze spedzic dwa dni w RPA. Z moja paranoja bezpieczenstwa zawsze musze miec mozliwosc zadzwonienia po pomoc. Tak juz mam.

Mialam zarezerwowany hotel Premier O.R. Tambo z bezplatnym busem, wiec zaczelam szukac tego busa. Troche mi to zajelo, bo kazda osoba wysylala mnie w innym kierunku. W koncu zadzwonilam do hotelu i powiedzieli mi, zeby pojsc za Intercontinental, bo tam jest przystanek hotelowych busow. Przystanek okazal sie calym budynkiem. Jak doszlam, to akurat kierowca krzyczal “premier, premier!” wiec odkrzyknelam, ze “yes, premier!” i poszlismy. I dobrze, ze krzyczal, bo busik byl bialy bez zadnych oznakowan hotelowych. Troche pietra mialam, bo bylam jedyna pasazerka, a pan jechal jak wariat, ale dojechalismy w porzadku. Bylo tak jakos zaraz po osmej rano, w recepcji powiedzieli, ze check-in bedzie o 14-tej, i mam sobie gdzies usiasc i czekac. Oczywiscie jesli zaplace 1300 randow, tylko gotowka, to pokoj znajdzie sie od zaraz. Powiedzialam, ze bede czekac.

Załącznik:
premier tambo x450.jpg


Zabrali mi bagaz do przechowalni, gdzie jak sie potem okazalo, ktos usilowal zerwac z niego zafoliowanie, a ja poszlam na sniadanie. Mialam w pakiecie sniadanie i obiad, i chcialam, zeby mi to sniadanie policzyli tego dnia, a nie nastepnego, bo nastepnego musialam wstawac super wczesnie, ale nie bylo mocnych. Musialam zaplacic 200 randow. Ale nie narzekalam. Glodna bylam, bo w samolocie nie moglam niczego zjesc. Niby mielismy posilki, ale tak rzucalo, ze by pewnie ze mnie te posilki wyrzucilo. Wiec teraz jadlam bez wydziwiania. Nawet cole zero mieli za 35 randow za puszke. Musialam naciskac kilka razy, zeby dali mi paragon za napoj i za sniadanie. Wyraznie nie chcieli tego zrobic, ale po interwencji osoby z plakietka menedzera, kwitki dostalam.

Załącznik:
premier breakfast x600.jpg


Potem zaparkowalam sie na sofie w okolicach barowych, wrzucilam telefon na ladowanie i ucielam sobie drzemke. Co jakis czas mnie budzili, czy mi niczego nie trzeba. Kurde, zostawcie mnie w spokoju, ja chce sobie po prostu pospac. Dopiero po fakcie dotarlo do mnie, ze pewnie chcieli, zeby jakiegos drinka zamowic. W hotelu pelno Rosjan, ktorych ulubionym sportem bylo palenie zaraz pod znakami zakazu palenia.

Załącznik:
premier barx450.jpg


O 13-tej zapytalam sie czy moze mieli dla mnie juz pokoj. Odpowiedzieli, ze nie. Rowno o 14-tej podeszlam znowu. Pokoj byl gotowy, na wydruku okazalo sie, ze byl gotowy o 8:38, wtedy wydany zostal klucz. Panna w recepcji “tylko gotowka” pewnie miala nadzieje, ze sie skusze i ze sobie zarobi.


Sam pokoj byl w porzadku jak na warunki południowo-afrykańskie. Wszystko przysrubowane i przygwintowane na stale. Az sie dziwilam, ze poduszki nie byly przybite do lozka. Premier to ponoc premium siec hoteli. Lazienka wygladala na czysta, byla i wanna i osobny prysznic. Podczas prysznica woda lala sie po calej lazience, bo podloga nachylona byla katem w zla strone. No coz.
Nastawilam budzik na obiad i poszlam spac.

Obiad bez szalu. Dalo sie zjesc. Tym razem puszka coli zero kosztowala 30 randow. Hmmm… rano bylo 35. Nie dociekalam dlaczego. Tym razem kwitek dostalam bez problemu. Zapytano mi sie czy chce dac napiwek. Nie bardzo wiedzialam za co, bo nie dali mi ani szklanki ani slomki. Wzruszylam ramionami i zabralam puszke do pokoju. Po czym padlam spac.

Nie moglam uwierzyc, ze juz jutro bede na Wyspie Sw. Heleny!


Na lotnisku mialam byc o 6 rano, trzy godziny przed odlotem. Hotel zapakowal mi sniadanie w pudelko i pierwszym shuttle busem odjechalismy.

Załącznik:
airlink-checkinx600.jpg


Choc lot Airlinka na Sw. Helene jest technicznie lotem miedzynarodowym, wiec technicznie odprawa powinna byc w terminalu A, to Airlink ma swoje stanowiska w terminalu B. Ale odlot jest z terminalu A.

Załącznik:
airportx600.jpg


Nie moglam odprawic sie online, wiec grzecznie ustawilam sie w kolejce. Przy stanowisku wyszlo dlaczego nie moglam odprawic sie online. Musialam pokazac polise ubezpieczeniowa i bardzo dokladnie sprawdzali, czy obejmuje ewakuacje medyczna droga lotnicza. Chyba nie bardzo mi wierzyli. Ubezpieczenie mialam z World Nomads, wiec tego tam, rozumiem, ze mieli watpliwosci.

Przy odprawie chcieli rowniez potwierdzenie rezerwacji hotelu i plan pobytu. Dzien po dniu. Mialam rozpiske w telefonie wiec im to pokazalam, ale nic oficjalnego od zadnej agencji turystycznej, ani od mojego przewodnika nie mialam. Po dlugich debatach w koncu pozwolili mi sie odprawic i nadac bagaz.

Załącznik:
boardingx600.jpg


Jeszcze tylko kontrola bezpieczenstwa i juz siedzialam pod bramka. Juz zaraz wkrotce!

c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie


Ostatnio edytowany przez 2catstrooper, 03 Lip 2023 07:44, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
55 ludzi lubi ten post.
9 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 14 Kwi 2023 18:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Lis 2011
Posty: 696
Loty: 163
Kilometry: 294 335
złoty
Super :)
Co sprawiło ze dziecięcym marzeniem była akurat Św Helena?
Co z tym hełmem Szturmowca, bo wstawiłas w relacji, a i masz w awatarze więc pewnie ma to znaczenie, a serio pytam bo nie wiem :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 15 Kwi 2023 01:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 482
złoty
@DAD glownie polozenie wyspy. Zrobilam sobie cala liste, Falklandy, Tristan, Ascension, Helena, i cala mase na Pacyfiku tez.
Przeczytalam ksiazke Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz i dotarlo do mnie, ze Sw. Helena to popularne miejsce dla jachtowcow, wiec zrobilam sobie patent zeglarza i zapisalam sie do jacht klubu. Chyba mialam 14 lat. Ale zycie ulozylo sie inaczej. ;)

Helm dlatego, bo cala zbroja wymaga osobnej walizki!

Załącznik:
airportx600.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 15 Kwi 2023 06:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Lis 2011
Posty: 696
Loty: 163
Kilometry: 294 335
złoty
Bardzo fajnie móc zrealizować marzenia z dzieciństwa. To już rozumiem Twój wybuch radości po dotarciu na miejsce.
Trzymam więc kciuki i chętnie się dowiem więcej o tym miejscu.

Co do zbroi troopera to aż parsknąłem w monitor :lol:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 15 Kwi 2023 10:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 482
złoty
@DAD
Zbroja troopera naprawde zajmuje duzo miejsca, mam na nia torbe w rozmiarze jumbo marki Protex. Nawet helm mozna zapakowac.
Ale blaster rifle juz niestety sie nie miesci :cry:

Załącznik:
trooperx600.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 15 Kwi 2023 11:46 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1621
niebieski
@2catstrooper
Ale skąd cały pomysł na podróże Stormtroopera? To bardzo oryginalna koncepcja i pierwotnie myślałem, że wklejasz tylko hełm aby zasłonić swój wizerunek.
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 15 Kwi 2023 16:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 482
złoty
@kumkwat_kwiat
Jak przywozilam zbroje do Japonii, to lecialam Emiratami i bardzo upierdliwa pani przy bramce nalegala, ze mozna miec tylko i wylacznie jeden bagaz podreczny. Ja mialam plecak i torbe z helmem, reszta zbroi leciala jako bagaz nadawany. Zapytalam sie czy mozna miec na glowie czapke i w reku bagaz podreczny. Pani powiedziala, ze tak, oczywiscie. Wiec zalozylam helm i tak weszlam do samolotu. I tak mi zostalo.


OK, jedziemy z ta Helena....

Pod bramka dolaczyla sie grupa 10 Chinczykow, ktorzy darli sie wnieboglosy, RPAnczycy w drodze na urlop, kobieca para z Dubaju wraz z dzieckiem (oh, my tylko pracujemy razem, to nasza corka), typy jak ja, ktore pstrykaly zdjecia tablicy odlotow i jaraly sie tym niesamowicie, i cala masa Swietohelenczykow w drodze do domu. I delegacja francuska, w ktorej sklad wchodzil jakis arystokrata (ponoc ksiaze jak sie dowiedzialam potem), ktorego przodek ozenil sie z siostra Napoleona, gosc, ktory napisal powiesc o Sw. Helenie, jego przyjaciel i ich wspolna zona. Ja tam nie dyskryminuje, zagadam do kazdego.

Arystokrata zemdlal w kolejce do bramki, wsadzili go na wozek inwalidzki i dostal upgrade do klasy biznesowej. Wspolna zona zostala posadzona obok mnie i przez 3 godziny lotu do Walvis Bay musialam wysluchiwac, ze oni sa VIP i ze reporterzy beda na nich czekac na lotnisku, itp, itd.
Załącznik:
princex700.jpg


Przy bramce obsluga Airlinka znowu domagala sie polisy ubezpieczeniowej do wgladu, oraz rezerwacji noclegow. I sprawdzali czy wszystko zgadza sie z tym co bylo uprzednio wklepane do komputera przy odprawie. I ku zdumieniu wszystkich, wylapali chloptasia, ktory nie mial tych papierow. Nie wiem czy polecial, ale wiem, ze bylo jedno miejsce wolne w samolocie. Po miedzyladowaniu w Walvis Bay na to wolne miejsce przesiadla sie francuska zona i w koncu mialam spokoj.

Załącznik:
joburg-rainx900.jpg


Powtarzano tez komunikat, ze na wyspie nie ma bankomatow i ze trzeba miec przy sobie gotowke. I ze to ostatnia szansa na zdobycie gotowki. Ja mialam przy sobie funty, ktore wloklam z Japonii. Nie powiem, w innych okolicznosciach taka dluga podroz z taka iloscia gotowki to durny pomysl. Hotel mialam juz oplacony, ale na wszystko inne mialam cash.

Załącznik:
fly-airlink1x900.jpg


Wraz z nami lecialo takze dwoch mechanikow i policjant (przynajmniej wygladal na takiego, jakis funkcjonariusz sluzb bezpieczenstwa czy prawa i porzadku).
Załącznik:
fly-airlink2x700.jpg

Załącznik:
fly-airlink3x700.jpg


Sam Airlink jak najbardziej na plus. Samolot byl starenki, ale czysty, obsluga mila, i nawet jedzenie bylo. Do Walvis Bay kanapka, od Walvis Bay maly posilek w pudelku. I coke zero, dawali od razu cale puszki bez pytania.
Załącznik:
sandwichx650.jpg

Załącznik:
airlink-mealx800.jpg


W Walvis Bay zatankowalismy, zmienila sie ekipa pokladowa, mechanicy obcykali caly samolot i po jakiejs godzinie polecielismy dalej. Nie mozna bylo wyjsc z samolotu, niestety. Psikali tez srodkami dezynfekujacymi w kabinie.

Załącznik:
fly-airlink4x700.jpg

Załącznik:
island-viewx900.jpg


Siedzialam w fotelu 18A i kiedy na horyzoncie pojwila sie wyspa, to juz ubolewalam, ze ci po drugiej stronie samolotu mieli lepsze widoki. Az nagle jakies skaly wyskoczyly doslownie dwa metry od skrzydla po mojej stronie. Samolotem rzucalo przy ladowaniu strasznie. Byly okrzyki grozy. Te slynne boczne wiatry (przez ktore to lotnisko niemal nigdy nie zostalo otwarte) to nie zart. Francuska zona chyba zemdlala, bo zaraz po wyladowaniu wymagala opieki medycznej.
Załącznik:
landingx900.jpg


Ladowalam w Bhutanie i paru innych interesujacych miejscach i nie powiem, Sw. Helena nie zawodzi. Emocje sa. Ponoc latem pogoda jest lepsza i takich wrazen nie ma. Ja tam sie z wrazen cieszylam.

Załącznik:
airlink-planex900.jpg

Załącznik:
arrivalx900.jpg


Wysiadalismy z samolotu do niesamowitego wycia wiatru, ktory chcial glowy urywac i do oklaskow widowni na tarasie terminalu. Ja od razu popedzilam do toalety i przez to bylam na samym koncu kolejki paszportowej. Druczek juz mialam wypelniony w samolocie. Arystokrata sie przewrocil w kolejce i upadajac zlapal ten metalowy kijek z lancuchem, ktory oddziela kolejki. I rozwalil i kijek i pare plytek podlogowych. Od razu wzieto go bez kolejki, jego francuska ekipe tez. Francuska zona juz czula sie lepiej i ze zlosliwie powiedziala, ze bede miec prawie godzine czekania. Pomachala mi na odchodnym.

Załącznik:
immi-formx900.jpg


Przy kontroli paszportowej pytania o ubezpieczenie, znowu trzeba je pokazac, sprawdzaja numer polisy, rezerwacje noclegow, oraz ile ma sie gotowki. I koniecznie bilet powrotny. Wpisuja w paszport tyle dni na ile ma sie bilet powrotny.

Załącznik:
terminalx525.jpg


Jak powiedzialam pannie paszportowej z kim mam zarezerwowane wycieczki dzienne i gdzie sie zatrzymuje, to nie prosila o pokazanie funduszy, ale byli tacy, co musieli (w tym cala wycieczka chinska). Z tego co zauwazylam, to chca przynajmniej 100 funtow na dobe. Chlopak przede mna nie mial tyle gotowki. Na wyspie nie ma bankomatow, ale na lotnisku czekal przedstawiciel banku z maszyna do kart kredytowych. Bezgotowkowi pasazerowie musieli brac cash advance. Prowizja 5%.

Chlopak przede mna grymasil strasznie, nie chcial tego robic. W koncu powiedzieli mu, ze albo zrobi, albo go nie wpuszcza. Nie wiem jaka mial karte, ale ponoc nie dzialala. Rzucal sie okropnie, ze to dyskryminacja, ze nie ma tego w oficjalnych procedurach wjazdowych (pokazano mu ten cytat, ze trzeba miec fundusze na pobyt), i pamietacie tego policjanta, ktory z nami lecial?

No wlasnie. Chlopak (z Niemiec) nie przeszedl przez kontrole paszportowa, od razu zostal eskortowany do odlotow. Chyba na wyspie mieli wiecej takich przypadkow w przeszlosci, stad takie zabezpieczenia.

Jeszcze tylko kontrola celna, pytali sie o jedzenie (nie mozna wwozic), wybebeszali ludziom walizki i plecaki. Ekipa chinska stracila chyba kilkanascie kilo na wadze. Mnie przepuscili cukierki, ale zabrali batonik z granoli.
Załącznik:
mapx700.jpg


I witamy na Wyspie Swietej Heleny!

Derek, moj handler, czekal w hali przylotow. Po trzech latach korespondencji w koncu bylo milo spotkac sie na zywo. Trzech latach, bo mialam przeciez przyleciec w marcu 2020 roku.

Nie bylo zadnych reporterow ani orkiestry powitalnej dla francuskiej grupy. Okazalo sie, ze moj handler byl rowniez ich handlerem i ze bedziemy w tym samym hotelu. Oni musieli jechac do hotelu busem z ekipa chinska. Ja jechalam z szefem w jego prywatnym samochodzie. Na odchodnym pomachalam francuskiej zonie kiedy ona przepychala sie przez Chinczykow, zeby wsiasc do busa.

Załącznik:
sim1x700.jpg

Najpierw od razu na lotnisku kupilam karte sim. Na dzwonienie, bo na internet nie stac mnie. A dzwonienie jest niezbedne. Nie ma wi-fi, nie ma hot-spotow, nie ma innej alternatywy do kontaktu z ludzmi.
Załącznik:
sim2x600.jpg


Po drodze do Jamestown, co chwila domagalam sie zatrzymania samochodu, zeby robic zdjecia. Wyjasnienia, ze przeciez mam w planach cala objazdowke wyspy i ze bedzie na zdjecia czas padaly na moje gluche uszy. Na szczescie Derek, jak sie okazalo, mial cierpliwosc swietego i kiedy wykumal, ze nic do mnie dociera, bo jaram sie jak swinia blotem, dal sobie spokoj. Zatrzymywal sie sam z siebie w co lepszych miejscach, bo powiedzial, ze bal sie, ze mu z samochodu wyskocze.
Załącznik:
sign1x600.jpg

Załącznik:
jamestownx525.jpg

Załącznik:
roadx900.jpg

Załącznik:
next-valleyx900.jpg


W drodze do Jamestown, Derek machal do kazdego mijanego kierowcy, czasem zatrzymywal sie na pogawedke i przedstawial mnie kazdej napotkanej osobie. Jak wyjasnil, to machanie do innych to swietohelenska tradycja. Natychmiast zaadoptowalam ten zwyczaj i machalam razem z nim, czasem nawet obiema recyma. Zanim dojechalismy do hotelu to mialam wrazenie, ze poznalam juz przynajmniej polowe populacji wyspy.

Załącznik:
view3x900.jpg

Załącznik:
view1x900.jpg


c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
53 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 15 Kwi 2023 17:19 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1417
złoty
Świetnie się zaczyna! Dawaj dalej!
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 17 Kwi 2023 17:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 482
złoty
Dostalam prywatna wiadomosc, ze w mojej relacji (moich relacjach) jest za duzo slow, i ze ludziom nie chce sie tego czytac. Ze mam byc bardziej zwiezla, bo nikogo nie interesuja moje przemyslenia.

Ja z natury jestem kobieta rozwiezla, ktora lubi slowa. Wiec, w ramach zemsty, w tym odcinku jest ich jeszcze wiecej. Muahahaha! :twisted:


Załącznik:
jamestown-view2x900.jpg

Załącznik:
gate3x900.jpg


Dojazd z lotniska do hotelu powinien zajac jakies 20 pare minut, 30 gora. Mysmy jechali grubo ponad godzine. No coz, ja mialam frajde, ale moj kierowca co jakis czas spogladal na zegarek. Zaczely mnie nachodzic wyrzuty sumienia, ze czlowiekowi sobotnie popoludnie psuje, wiec sie go w koncu zapytalam czy sie mu gdzies spieszy. A on na to, ze po prostu sprawdza, kiedy najlepiej dojechac do hotelu. Nie bardzo zrozumialam o co mu chodzi, ale udawalam, ze wszystko bylo jasne.

Załącznik:
jamestown-view1x900.jpg

Załącznik:
mainstx900.jpg


Wszystko bylo jasne, kiedy w koncu dojechalismy. Godzine pozniej niz inni pasazerowie.
A w hotelowym lobby nadal tlum ludzi czekajacy na zameldowanie. Pan recepcjonista robil wszystko tak powoli, ze lada chwila a zaczalby poruszac sie w przeciwnym kierunku w czasoprzestrzeni.

Załącznik:
20230325_161912x900.jpg


Przybytek w ktorym mialam spedzic 7 nocy to Hotel Mantis St. Helena. Z pozoru nalezacy do Mantis Collection, sieci ekskluzywnych eko-hoteli wywadzacych sie z RPA, obecnie na calym swiecie. Z kolei hotele Mantis naleza do Accor Live Limitless.
“Z pozoru”, bo wlascicielem Mantis St. Helena jest rzad wyspy, ktory placi Grupie Mantis za logo i za konsulting jak ten hotel prowadzic. I tak to oto na wyspie posrodku poludniowego Atlantyku jest hotel, ktory mozna zarezerwowac przez strone Accor, gdzie mozna zdobyc i wykorzystac punkty lojalnosciowe. W kazdym razie, kiedy ja robilam rezerwacje na jesieni zeszlego roku, to tak wlasnie bylo.

Załącznik:
gate2x900.jpg

Załącznik:
flowersx900.jpg


Trzy lata temu plan byl taki, ze mialam sie zatrzymac w guesthousie nalezacym do mojego przewodnika, bo na poczatku 2020 roku on okazal sie jedyna osoba na wyspie, ktora nie bala sie potencjalnego przybysza z Azji. Trzy lata temu, kiedy usilowalam zarezerwowac noclegi na wyspie wszystko bylo cacy, dopoki wlasciciele obiektow nie zaczeli dociekac skad przyjezdzam. Kiedy odpowiedzialam, ze z Azji (numer telefonu mnie zdemaskowal), niemal wszystkie opcje noclegowe na wyspie powiedzialy mi, ze mam spadac, nie przyjezdzac i zyczyly mi wszystkiego najgorszego. Zebralam te maile i wyslalam hurtem do rzadowego wydzialu turystyki na wyspie i do ichnej lokalnej gazety. Gazeta mnie olala, ale pani z urzedu turystyki kajala sie mocno, po czym zaczela usprawiedliwiac rasizm wspolziomkow. Ze to mala wyspa i ludzie sie boja nowej zarazy. I dala mi namiary na Island Images, firme prowadzona przez Dereka i jego zone, Linde. I oni mi powiedzieli, ze nie ma sprawy, bedzie dla mnie miejsce u nich w domu, nawet jesli mialabym spac na kanapie. Tak bylo w lutym 2020 roku. Na szczescie nie polecialam, wyspa sie zamknela, i powiem szczerze, ze gdyby nie Derek i Linda, to reakcja wyspiarzy tak mnie zesmaczyla, ze na trzy lata odechcialo mi sie Swietej Heleny kompletnie.

Wiec plan byl, zeby w 2023 zatrzymac sie w jego guesthousie.

Załącznik:
mantis4x900.jpg


To jakim cudem wyladowalam w pseudo-cztero-gwiazdkowym hotelu, gdzie ceny za pokoj zaczynaja sie od 180 funtow za noc? Ano, ten Accor Live. Akurat Mantis na Helenie mial mega promocje 40% znizki, bo wyspa sie otworzyla na turystow po niemal trzech latach zamkniecia, a ja mialam punkty, ktore mi lada chwila mialy przepasc. Troche kombinatoryki stosowanej i nagle cena za siedem nocy w Mantis zaraz w centrum Jamestown byla kilka funtow nizsza niz to co oferowal Derek na szczycie Drabiny Jakuba, ktora byla zamknieta na remont. Plus niby Mantis mialo bezplatne wi-fi.

Załącznik:
20230325_161905x675.jpg


Ogolnie noclegi na wyspie nie naleza do najtanszych. Jest ich malo, popyt przewyzsza podaz, wiec wyspiarze moga sobie spiewac ile chca. Turysci nie maja wyjscia, zaplaca.
Najtansze sa zapyziale pokoje ze wspolna toaleta, ktore wygladaja dobrze tylko na zdjeciach z lat 70-tych, ceny zaczynaja sie od 50 funtow za noc. Potem sa apartamenty typu self-catering. Apartament to zbyt wiele powiedziane, najczesciej to osobny domek postawiony na tej samej posesji co chalupa wlascicieli. Ale takie opcje nie sa w “miescie”, wiec zeby z nich korzystac potrzebny jest wlasny transport, lub codzienne taksowki.

Załącznik:
20230326_164358x675.jpg

Załącznik:
20230326_162804x675.jpg


Wypozyczenie samochodu zaczyna sie od 30 funtow za dobe plus ubezpieczenie i trzeba rezerwowac z wielomiesiecznym wyprzedzeniem. Inaczej zostana same ogryzki bez napedu na cztery kola. A jesli w tym samym czasie wyspa oczekuje statku wycieczkowego, to ceny ida odpowiednio w gore.
No i jesli chce sie samemu jezdzic, to trzeba miec wprawe na waskich, kretych, stromych drogach, najczesciej z wadolami. Dla mnie to nie problem, bo tak samo mam w domu, ale para babek z Dubaju poddala sie po pierwszym dniu i desperacko poszukiwala lokalnego kierowcy.

Załącznik:
20230325_161813x700.jpg

Załącznik:
eu fundx.jpg


Sklepy i markety, jesli ktos chce sie zywic sam, tez sa w Jamestown. W wioskach zazwyczaj sa jakies sklepiki, ale z tego co wykumalam, to dzialaja one na zasadzie rezerwacji i uprzednich zamowien. Turyscie moze byc ciezko i trzeba bedzie jezdzic codziennie do “miasta” po prowiant. Warto tez wspomniec, ku przestrodze, ze jesli statek dostawczy nie pojawi sie na czas, to nawet markety w Jamestown zieja pustkami. Bolesnie sie o tym przekonalam na wlasnej skorze szukajac coli zero. Kupilam trzy ostatnie puszki na wyspie.

Załącznik:
dietcokex675.jpg

Załącznik:
marketx900.jpg


No i nie wiem jak inni maja, ale ja nie jade na drugi koniec swiata, zeby sobie obiad gotowac i gary zmywac. Kiedy podliczylam wydatki w self-catering, to wyszly na tyle samo co normalne B&B.
Za wygode w Jamestown sie niestety placi wiele monet, bo hoteli w miescie jest chyba ze trzy (Mantis, Colonial i Blue Lantern). Plus guesthousy o bardzo zroznicowanym standardzie. I z tego co widzialam, wszystko jest zaklepane z duzym wyprzedzeniem, na sezon nawet z rocznym.

Po kolejnych 30 minutach w lobby Mantis w koncu odnalezli moje potwierdzenie zaplaty i wydali mi klucz oraz haslo do wi-fi. Haslo zmienia sie codziennie i jest na wage zlota.

Załącznik:
customsblg2x900.jpg

Załącznik:
museum-outsidex675.jpg


Z zaplata tez byly przeboje, bo Mantis St. Helena akceptuje tylko gotowke, transfer bankowy lub PayPal. Numer karty przy rezerwacji na stronie Accor jest tylko po to, zeby zaklepac rezerwacje. Kiedy w grudniu dostalam rachunek od Mantis w RPA, zeby zaplacic, mialam niezly problem. Nie udalo mi sie zarejestrowac w Wise (odrzucalo moj japonski rachunek bankowy), PayPal w Japonii jest bardzo restrykcyjny, a przelew bankowy z malego, lokalnego banku na rachunek zagraniczny jest niemal niemozliwy dla zwyklego smiertelnika.

Na szczescie moja przyjaciolka akurat byla w UK, wiec poprosilam ja o wykonanie przelewu z jej angielskiego banku na angielski rachunek Mantis. A w Japonii oddalam jej rownowartosc w jenach. 
Rezerwacja zostala potwierdzona, mialam gdzie spac na wyspie.
Ale przy check-inie nie mogli znalezc kopii tego potwierdzenia, a nie wierzyli, ze wydruk, ktory mialam ze soba byl autentyczny. Bo nazwisko, ktore wykonalo przelew bylo inne niz moje.

Załącznik:
mantis2x675.jpg


Caly hotel Mantis sklada sie z kilku budynkow, ktore za czasow zeslania Napoleona sluzyly jako baraki wojskowe. Teraz wszystko jest odrestaurowane, odpicowane i na pierwszy rzut oka wyglada jak 4-gwiazdkowy hotel (bo za taki Mantis St. Helena sie uwaza).

Dostalam pokoj numer 17 na samym koncu korytarza w suterenie. Nie mialam pojecia, gdzie to jest, nie bylo zadnego pracownika, ktory by mi wskazal droge (przez lobby, przez sale quasi-restauracyjna, przez bar, przez otwarty taras, schodami w dol, na koniec korytarza), lub pomogl zaniesc bagaz.

Załącznik:
roomx675.jpg


Pokoj wygladal czysto, lozka poscielone, ale w lazience wisialy mokre reczniki, a na podlodze wylegiwaly sie koltuny dlugich czarnych wlosow, zdecydowanie nie moich.
W pokoju nie bylo mini-lodowki, co mnie zdziwilo, a telewizor nie dzialal.
Przez korytarz, przez taras, przez bar, przez restauracje, do lobby wrocilam do recepcji i wyjasniam, ze chcialabym czysta lazienke, czyste reczniki, i mini-lodowke. Telewizor mnie nie obchodzi. Facet wzruszyl ramionami, poszedl na zaplecze i juz nie wrocil. No do k*rwy nedzy, nie ze mna takie numery.
Walilam w dzwonek az do skutku. Pojawila sie blond babka i powiedziala, ze moj pokoj nie ma mini-lodowki, bo placilam znizkowa cene, i ktos przyjdzie i posprzata lazienke i wymieni reczniki.

Usiadlam wiec w barze, gdzie bardzo mily chlopak za lada pozwolil mi trzymac moja cenna Cole Light w barowej lodowce. Okazal sie byc z RPA, jak wiekszosc pracownikow w Mantis, na trzy-miesiecznym kontrakcie. Potem wraca do domu, aplikuje sie o nowa wize i przylatuje znowu. Bo Mantis St. Helena nie chce sponsorowac dlugoterminowych wiz, bo to by ich za duzo kosztowalo.
Załącznik:
20230325_162301x675.jpg

Załącznik:
customsbldx675.jpg


Poszlam sobie na spacer po miescie, Derek zadzwonil, ze zabieraja mnie na rodzinny obiad o 17-tej, napstrykalam troche zdjec, nakupilam butelkowanej wody i wrocilam do hotelu.
W lazience byly dwa suche reczniki, ale jeden mokry nadal tam wisial, koltuny z podlogi zniknely. Plywaly w niespuszczonej muszli klozetowej.

Zniknelo cos jeszcze. Swistek z haslem do wi-fi, ktory zostawilam na stoliku w pokoju. Spoko, pewnie spadl gdzies na podloge, wiele rzeczy kladlam na tym stole. Spoko, spoko, zrobilam przeciez temu swistkowi zdjecie, tak na wszelki wypadek.

Loguje sie do wi-fi, a tam komunikat, ze moje haslo jest juz w uzyciu. No kurzasz twarz… Maszeruje do recepcji (przez korytarz, taras, bar, itd…) i mowie co sie stalo. Pani na to, ze to nie jej problem, ze moge zaplacic 15 funtow za nowe haslo, albo czekac 24 godziny na swieze bezplatne haslo. I potwierdzila, ze tak, dostep do internetu na wyspie jest na wage zlota.

Powiedzialam, ze bede czekac. Wi-fi dzialalo tylko w budynku hotelu, a jesli pokojowka haslo ukradla, to przeciez ona w koncu pojdzie do domu.

Załącznik:
churchx675.jpg

Załącznik:
street-namex900.jpg

Załącznik:
washx675.jpg


W pokoju byly dwie butelki wody, i jak mnie chlopak z baru ostrzegl, to jedyne dwie butelki ktore dostane na osiem dni. Jutro niedziela, wiec sklepy beda zamkniete, w sklepie butelka kosztuje jakies 65 pence, a w hotelu ponad funt. Wiec mam sie zaopatrzyc na miescie. I bardzo bylam mu wdzieczna za ta porade.

W pokoju bylo jedno gniazdko USB, ktore jak sie okazalo nie dzialalo i dwa normalne gniazdka, wtyczki typu brytyjskiego. Ja mialam tylko jeden adapter do wtyczek. Myslalam, ze moze w recepcji moge cos takiego wypozyczyc. Pani poradzila, ze mam isc do sklepu i sobie kupic.
Po dokladnym przeszukaniu pokoju okazalo sie, ze bylo tam tez gniazdko na wtyczke poludniowoafrykanska, a takowa tez mialam.

Derek z rodzina pojawil sie punktualnie o 17:30 (island time) i pojechalismy do Rosie’s na obiad. Rosie’s to restauracja niepodal szczytu Drabiny Jakuba, z przepieknym tarasem z widokiem na zachod slonca.
Załącznik:
sunset1x675.jpg

Załącznik:
sunset2x900.jpg

Załącznik:
rosiesx630.jpg

Załącznik:
tunax630.jpg


Zamowilam tunczyka, byl wysmienity, ponarzekalam troche na hotel i dowiedzialam sie, ze nie ja jedna mam problemy. Grupa chinska rowniez narzekala, a oni placili 200 funtow za noc za pokoj. Francuscy VIP nie narzekali, bo oni dostali VIP suite i najlepsze pokoje. Wnuczka Dereka chciala wiedziec, czy ten francuski arystokrata to naprawde ksiaze. Jej maly brat, jak sie dowiedzial, ze mieszkam w Japonii, to nawijal jak nakrecony o pokemonach.

Załącznik:
rondox900.jpg

Załącznik:
rondo2x900.jpg


Robilo sie pozno, dopadl mnie jetlag i czas bylo wracac do hotelu. A na jedynej drodze do Jamestown ruch jak w godzinach szczytu w Nowym Jorku. Korek. Droga jest waska, ma male zatoczki do mijania tu i owdzie. Po ciemku ten zjazd byl bardzo ekscytujacy. Dowiedzialam sie, ze na wyspie przypada srednio 5 samochodow na kazdego mieszkanca. I wydawalo mi sie, ze w tej chwili wszystkie te samochody jechaly wlasnie do Jamestown.

W Jamestown rowniez korek, ludzie na ulicach, muzyka wali z kazdej dziury w scianie. Pardon mnie, z kazdego baru. W parku przy promenadzie nad morzem party na calego.
Odpicowane, chichoczace nastolatki, chlopaki woniace aftershavem na kilkadziesiat metrow, ludzie starsi i mlodsi, wyjace boomboxy, podswietlone palmy, tance na trawie, i na ulicy. I sasiedzi siedzacy przed domami z napojami wysokoprocentowymi w rekach. Sobotni wieczor w Jamestown.

O 23:59, jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, wszystko zniknelo. I ludzie i samochody i boomboxy i swiatla tez. Jamestown wymarlo w ciagu minuty. Bo jak mi wyjasniono, w niedziele wszystko ma byc zamkniete. I bylo. Miasto pograzylo sie w ciemnosci i ciszy, i w koncu moglam isc spac.

Załącznik:
20230325_162534x675.jpg

Załącznik:
20230325_162358x675.jpg


Ale najpierw sprobowalam wi-fi raz jeszcze i tym razem zadzialalo. Wi-fi bylo powolne jak dial-up za starych dobrych czasow, ale skoro nie musialam placic 60 funtow za pakiet danych, to nie wydziwialam.

Wzielam prysznic, wykumalam dlaczego koltuny plywaly w toalecie (bo sie nie spuszczala poprawnie), zabilam klapkiem kilka karaluchow w lazience i padlam na lozko,

Dobranoc!


c.d.n.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Gadam od rzeczy na Jutubie
Góra
 Relacje PM off
55 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 17 Kwi 2023 20:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lip 2018
Posty: 1948
Loty: 174
Kilometry: 402 672
platynowy
2catstrooper napisał(a):
Ja z natury jestem kobieta rozwiezla


Nie chcę wnikać, co miałaś na myśli pisząc te słowa ;) ale jak dla mnie - nie ograniczaj się w pisaniu! Przekazujesz wiele ciekawych informacji dotyczących specyfiki wyspy, a "własne przemyślenia" i wstawki, typu anegdotka z francuską żoną, dodają relacji kolorytu. No i w końcu bądż co bądż, to Ty tam byłaś, więc te subiektywne odczucia i przemyślenia są zdecydowanie wartościowe.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 17 Kwi 2023 21:26 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1417
złoty
Dokładnie tak! Świetna, charakterna relacja! To co piszesz jest jeszcze ciekawsze od zdjęć, które też się z dużą przyjemnością ogląda. Czekam na ciąg dalszy!
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 18 Kwi 2023 17:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3698
srebrny
2catstrooper napisał(a):
Dostalam prywatna wiadomosc, ze w mojej relacji (moich relacjach) jest za duzo slow, i ze ludziom nie chce sie tego czytac. Ze mam byc bardziej zwiezla, bo nikogo nie interesuja moje przemyslenia.

:lol:

Twoje opowiadanie jest znakomite
Dawno nie czytałem z takim zainteresowaniem relacji tu na forum przy tym rechocząc śmiało :twisted:
Dajesz dalej
_________________
"Ten, kto znalazł się za drzwiami, pokonał najtrudniejszy etap podróży" - przysłowie duńskie
Image
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 18 Kwi 2023 18:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 433
srebrny
@2catstrooper pisz tak dalej.
_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 18 Kwi 2023 20:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1504
Loty: 600
Kilometry: 960 000
srebrny
@2catstrooper
Droga Autorko,
tak jak koledzy powyżej upraszam, pisz jak najwięcej słów! Tak trzymaj! Od dawna tak dobrze nie czytało mi się relacji - treściwej, zabawnej, autentycznej. Tego amatorzy pisma obrazkowego nie docenią.

Mały PSik:
przewija się w kilku miejscach Cola Zero. Co jest w niej magicznego a czego nie ma zwykła Coca Cola?
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 18 Kwi 2023 20:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lip 2018
Posty: 1948
Loty: 174
Kilometry: 402 672
platynowy
sko1czek napisał(a):
Mały PSik:
przewija się w kilku miejscach Cola Zero. Co jest w niej magicznego a czego nie ma zwykła Coca Cola?


Też tego nie kumam, ale skoro zostały tylko trzy sztuki na całej wyspie, to coś musi być na rzeczy. :mrgreen:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 18 Kwi 2023 20:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1547
Loty: 312
Kilometry: 568 286
złoty
@sko1czek myślę, że tu bardziej chodzi o to czego nie ma Cola zero. A co do relacji, potwierdzam, że jest bardzo dobrze.
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 18 Kwi 2023 21:36 

Rejestracja: 01 Sty 2013
Posty: 2042
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
Super relacja! Mam pytanie -dlaczego są takie duże restrykcje , żeby tam wjechać? Chodzi oto , zeby nie wjeżdzali np. backpakersi?
Góra
 Relacje PM off
2catstrooper lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 19 Kwi 2023 06:51 

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 1957
platynowy
Ciekawy kierunek. Interesująca relacja. Przyjemnie się czyta.
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 19 Kwi 2023 19:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3698
srebrny
sko1czek napisał(a):
Mały PSik:
przewija się w kilku miejscach Cola Zero. Co jest w niej magicznego a czego nie ma zwykła Coca Cola?


Przepraszam, że się wtrącam.
Cola zero słodzona jest aspartamem a zwykła cukrem. Teoretycznie mniej szkodliwa i mniej kaloryczna. Jak dla mnie jest mniej słodka i "jałowa" w smaku. Moim zdaniem nie ma żadnej magii. Jedno i drugie to gówno.
Tak mi się kojarzy, że Karl Lagerfeld był uzależniony od coca coli ale nie zero a diet. Różnica taka, że diet ma kwas cytrynowy a zero cytrynian sodowy.
_________________
"Ten, kto znalazł się za drzwiami, pokonał najtrudniejszy etap podróży" - przysłowie duńskie
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 20 Kwi 2023 12:49 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 8789
Loty: 981
Kilometry: 935 251
platynowy
Ja również zachęcam @2catstrooper do kontynuacji relacji w dotychczasowym stylu.
Relacja jest świetna nie tylko z powodu unikatowego kierunku podróży, ale właśnie ze względu na jej autorkę, sposób pisania i wyrażania swoich odczuć.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Sudoku, 20 Kwi 2023 12:51, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 80 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group