Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Sty 2018 19:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 671
Loty: 96
Kilometry: 205 836
srebrny
Nasza droga na Malediwy była trochę pokręcona, bo planowaliśmy ponownie odwiedzić Malezję i Tajlandię, ale pojawiły się fajne ceny na loty Kuala Lumpur-Male i zdecydowaliśmy się na tę opcję. Nie jest to droga najtańsza ani najkrótsza :)Startowaliśmy podobnie jak 2 lata temu z Budapesztu, 26 stycznia 2018 około 11 wyjechaliśmy z Rzeszowa, na lotnisku byliśmy około 17. Samochód zostawiliśmy na znanym nam już parkingu Csendes Parkolo.
Lot liniami Turkish Airlines mieliśmy o 20.05, w Stambule mieliśmy 1h40min na przesiadkę (zdążyliśmy jednak wypić najdroższe piwo w życiu - około 50 zł za 0,7 l). O 1.55 startowaliśmy w lot do Kuala Lumpur, który trwał 10h25min.

27.01.2018
Na lotnisku zamówiliśmy Ubera do Putrajaya (35MYR czyli około 30 zł).
Zdecydowaliśmy się na nocleg w Putrajaya po pierwsze dlatego, że poprzednio jej nie widzieliśmy, a po drugie tutaj jest 5* hotel Pullman Putrajaya, w którym chcieliśmy się przespać wykorzystując punkty Accor.

Image

Idziemy na wieczorne zwiedzanie Putrajaya. Miasto wyglada jak wymarłe...
Image

Image

Jedzenie znajdujemy około 1,5 km od hotelu. Wybieramy nasi lemak. mniam!

Image

Image

Image

Image

Image

28.01.2018
Rano wstajemy ok 8 i idziemy pozwiedzać nasz hotel.

Image

Image

I się zrelaksować

Image

Ok 11 zostawiamy nasze walizki w recepcji i jedziemy uberem pod Meczet Putra koszt 8 MYR.

Image

Image

Image

Image

Po zwiedzaniu meczetu poszliśmy coś zjeść. Foodcourt znajduje się pod meczetem, jest w czym wybierać, jedzenie jest świeżutkie i pyszne.

Image

Najedzeni ruszamy w drogę powrotną do hotelu.

Image

Image

Liczyliśmy na to ze złapiemy jakiś autobus, ale nic nie jeździ, po drodze łapiemy jakieś wifi i zamawiamy ubera, która za 5MYR zawozi nas do hotelu.

Odpoczywamy trochę w hotelowym lobby następnie zamawiamy ubera i jedziemy na lotnisko Klia2 skąd lecimy AirAsia do Male. Wylot o 18:55, kontrola paszportowa na tym lotnisku to jakaś masakra, staliśmy w kolejce ok 40 min.

W Male lądujemy ok 20:10 (po około 4h lotu). Wypełniamy wniosek o wizę i przechodzimy kontrolę. Wszystko odbywa się szybko i sprawnie.

Image

Image

Na lotnisku kupujemy kartę SIM operatora dhiraagu. 15GB danych na 14 dni w cenie 30$. Jest też drugi operator, ale jego oferta nie jest taka dobra.

Image

Wybieramy też rupię malediwską z bankomatu. Za wypłacenie dowolnej kwoty pobierana jest prowizja 100 rupii.

Po tych wszystkich zabiegach spotykamy się z człowiekiem wysłanym przez naszego hosta, który prowadzi nas na prom z lotniska do Male.

Image

Nasz prom do Male:

Image

Koszt promu 2 rupie (ok. 0,40 zł).
W Male odbiera nas druga osoba i prowadzi na nocny prom do Thoddoo (odpływa on z innej przystani). Prom wypływa ok 23:45, dlatego zostawiamy bagaże i szukamy prowiantu i wody na podróż. Ruch wieczorem w Male jest straszny, trzeba uważać na samochody i skutery. W okolicy przystani nie znaleźliśmy żadnego otwartego sklepu, a potrzebowaliśmy wody i ewentualnie przekąsek na długi rejs. Udało nam się znaleźć knajpkę z fajnymi pierożkami i plackami na ostro i na słodko. Kupiliśmy tez wodę.
Prom wyruszył chwile po północy. Zajęliśmy miejsca na dachu, tu były rozłożone maty i poduszki. Razem z nami płynęło 4 inne osoby. Prom na Thoddoo płynął aż 5,5 godziny, bardzo zmarzlismy, wiec na nocne rejsy trzeba brać ciepła bluzę i długie spodnie. Koszt to 10 $.

29.01.2018
Około 5.30 rano przypłynęliśmy na Thoddoo (było wciąż ciemno), skąd o 7 miał odpływać prom na Rasdhoo. Ludzie mówili nam, ze ten prom nie płynie dzisiaj. Myśleliśmy, że chcą nas naciągnąć na speed boat albo nocleg, ale niestety to nie o to chodziło :( Noc wcześniej była burza i statek nie przypłynął. Powinien cumować od poprzedniego dnia. Następny płynie dopiero za dwa dni. Żadnej innej opcji transportu nie było.

Jakimś cudem okazało się że ekipa budowlana wypływa ok 8 do Rasdhoo i może nas zabrać za 10$ od osoby. Łajbę widać w tle na poniższym zdjęciu.

Image

Image

Przeczekaliśmy do 8 zadowoleni, a tu zonk nikt nie przyjechał, a my zostaliśmy w .....🤬

Po około 20 minutach pojawili się budowlańcy i powiedzieli że kapitan zmienił godzinę na 9 wrrrrr. 9:20 wypłynęłyśmy w końcu do Rasdhoo.

Po ok 1,5h dotarliśmy na miejsce. Słonko było już wysoko i w końcu mogliśmy się zachwycać pięknem tego miejsca.

Image

Pierwsze co zrobiliśmy to sprawdziliśmy, czy wypływa drugi prom na Ukulhas o 13 (my mieliśmy przybyć tu 2,5h wcześniej i wsiąść w prom na Ukulhas o 8.20, ale wiedzieliśmy, ze ma być tego dnia jeszcze jeden). Promu nie widać, pytamy więc osobę w speed boat. Nic nie wie, ale sam zaproponował, ze zadzwoni się dowiedzieć. Potwierdza prom o 13, dowiadujemy się, ze ma zacumować już o 11, czyli za 10 minut. PROM PRZYPŁYWA!!! To ten w głębi:

Image

Ładujemy na niego bagaże i idziemy się przejść po Rasdhoo. Trafiamy do baru przy plaży. W środku sami miejscowi mężczyźni, ceny tez miejscowe, w rupiach. Cola i fanta po 25 rupii (5zl), woda 0,5l po 5 rupii (1zl), kawałek drożdżowego ciasta 6 rupii (1,20zl), kawa 30 rupii (6zl).
Siedzieliśmy pod taką palmą:

Image

Ochroniła nas przed lekkim deszczem, który nas tu spotkał...

Transfer promem publicznym z Rasdhoo do Ukulhas kosztuje 44mvr (9 zł za dwie osoby) i trwa ok godziny.
Na przystani czeka na nas człowiek z naszego guest house Island Home Ukulhas. Zabiera nasze bagaże i idziemy przez uliczki wyspy. W hoteliku bardzo miło wita nas Shifu, z którą korespondowaliśmy. Dostajemy powitalne drinki :)

Image

Nasz pokój prezentuje się znakomicie. Dla nas największe znaczenie ma prysznic i czysta pościel.

Hotel nowy, wszystko wyglada bardzo dobrze, jak się później okazało, byliśmy pierwszymi osobami, które zarezerwowały go przez internet.
Pokój:

Image

Image

Image

Image

Island Home Ukulhas:

Image

Image

Image

Image

Image

Malediwskie śniadanie

Image

Pierwszego dnia po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na zwiedzanie wyspy.

Image

Image

Image

Image

Taki polski akcent w lokalnym sklepie, w innych sklepach widzieliśmy też czekolady i inne polskie słodycze.

Image

W trakcie spaceru zdążyliśmy zgłodnieć. Zdecydowaliśmy się na knajpkę Royal Retro, która miała dobre opinie w Google.

Dostaliśmy menu i karteczkę na której mamy zanotować co wybieramy 😁
Wybraliśmy 4 dania:
Koththu Tuna Roshi 4$
Deviled Fish 5$
Tuna Fried Rice 4$
Ryba z grilla mała 7$

Pierwsze trzy dania rewelacja, chociaż nie były wcale ostre, okazuje się że dań dla turystów nie doprawiają na ostro, trzeba przy zamówieniu poprosić o spicy 😁. Natomiast ryba była raczej ugotowana niż z grila, więc warto o to spytać. Siadając do stolika dostajemy zawsze butelkę wody i nie jest to gratis.

Image

Image

Image

Image

Image

30-31.01.2018
Kolejne dwa dni upływają nam na słodkim nicnierobieniu w raju :) Dużo snoorkujemy i spacerujemy po wyspie. Spotkaliśmy tu nawet rodzinkę z dwójka dzieci z Polski, z którą bardzo miło się nam rozmawiało i eksplorowało ocean (pozdrawiamy architektów z Sopotu, Witka i Tosię :)). Rafa przy wyspie jest raczej martwa, ale 20-30 metrów od brzegu jest granica rafy, przy której można spotkać mnóstwo stworzeń - ryby rafowe, rekiny, przy większym szczęściu duże żółwie i mureny. Można spędzić tu nawet 2h :)
Woda po zachodniej stronie wyspy jest bardzo spokojna i tu polecamy snoorkowac.
Leżaki należą do guesthousów, ale można wybierać dowolne. Zawsze jest dużo wolnych, większość razem z parasolem. Plaża ciągnie się przez większość wyspy i w całości jest plażą bikini beach.

Image

Image

Image

Image

Image

Ukulhas na zdjęciach

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

1 lutego 2018

Dziś wybieramy się na Rasdhoo, patrząc na stronę wildmaldives.com widzimy że w dniu dzisiejszym niema żadnego lokalnego promu między wyspami. Tak samo mówią w naszym guesthousie, korzystamy więc z drugiej opcji czyli speedboat’a koszt 10$ od osoby. Czas transferu ok 20 min. Na pokładzie woda i wifi.

Image

Image

Image

Po przypłynięciu na miejsce nikt na nas nie czeka, chociaż dzień wcześniej pisaliśmy ze będziemy po 13 na miejscu. Ciągniemy wiec nasze walizki do Divers Lodge.

Image

Diver Lodge guesthouse w którym mamy spędzić trzy noce na Rasdhoo, na miejscu obsługa zdziwiona że jesteśmy bo mieliśmy przyjechać rano, okazuje się też, że rano płynął lokalny prom, kolejny będzie popołudniu... Ciśnienie nam się podnosi, a to dopiero początek przygody z Rasdhoo. Drinków powitalnych tez nie dostajemy, chociaż to jest najmniejszy problem.
Okazuje się również ze prom na Thoddoo nie płynie 4 lutego bo znowu odwrócili kierunki, a strona z rozkładem jest niaktualna wrrrrr.

Image

Po meldunku zaprowadzają nas do naszego pokoju, wk..... sięga zenitu.

Nasz pokój zamówiony przez booking.com powinien wyglądać tak:

Image

Image

Image

Pokój, który otrzymujemy w Divers Lodge:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Podłoga betonowa, śmierdzi świeżym betonem, ścianka w pokoju oddzielająca od łazienki z innego pokoju z dykty, wiec leżąc na łóżku słyszymy wszystko, co się w niej dzieje. Nasz „aneks łazienkowy” jest za drzwiami, składa się z trzech wnęk - na umywalkę, prysznic i wc. Żadna wnęka nie ma drzwi, ale najgorsze jest to, ze między nimi a łazienka z innego pokoju są tylko ścianki działowe jak w publicznych toaletach!!! Słyszymy wszystko co dzieje się w sąsiedniej łazience, a nawet w pokoju. Prysznic jest w tragicznym stanie, a woda nie spływa, wylewając się na podłogę wszystkich pomieszczeń...
Wkurzeni schodzimy na dół pytać co jest grane. Okazuje się, ze nasz pokój jest zajęty, jutro możemy się do niego przenieść. Pytamy co z opłata za pierwsza noc w tych warunkach, nie dostaniemy zniżki bo pokoje są niby w tej samej cenie. Nie rozumieją naszego niezadowolenia, podobno do tej pory wszyscy byli szczęśliwi mieszkając w tej norze...
Idziemy na plażę, mając nadzieję, że nam wynagrodzi rozczarowanie guest house’m. Na plaży nie ma leżaków, ludzie leżą na piasku pod drzewami. Idziemy w ich ślady i płyniemy posnoorkować. Szuramy brzuchami po trawsku, dopływamy do skał, przez które się nie przedostaniemy dalej do house reef, ale w końcu udaje się nam przepłynąć. Rafa jest trochę inna niż na Ukulhas, ryby większe, widzimy kilka innych gatunków. Fale są większe, nieopodal jeżdżą skutery wodne. Tęsknimy już za Ukulhas...

Image

Image

Po powrocie z plaży staramy się ustalić co i jak z pokojem, dostajemy odpowiedź że jak chcemy to mogą nam zaoferować jakaś wycieczkę. Nie zgadzamy się na to,ustalamy że idziemy na kolacje i po powrocie dzwonimy do booking.com.
Na kolacje wybraliśmy restauracje Coconut Garden, niestety na miejscu dowiadujemy się że jest zamknięta od pięciu miesięcy. Wybieramy następną, pada na Lemon Drop i to był bardzo dobry wybór.

Wypiliśmy pyszny koktail z ogórka i ananasa oraz mrożona kawę.

Image

Na kolacje zamówiliśmy lokalne curry i rybę rafową, wszystko było przepyszne, polecamy Lemon Drop.

Image

Image

Image

Po kolacji wracamy do pokoju i prosimy booking.com o pomoc. Odwołujemy rezerwacje na Thoddoo i jesteśmy załamani. Decydujemy się na jedna noc na Rasdhoo, a na drugi dzień wypływamy na Ukulhas lub inna wyspę. Z racji że będzie to piątek to wielu opcji nie ma, wracamy na Ukulhas. Po interwencji booking.com zaczynają z nami inaczej rozmawiać, ustalamy płatność za noc w tym bagnie na 30$ ze śniadaniem i anulowanie całej rezerwacji.

2 lutego 2018
Zaskoczeniem było śniadanie w Divers Lodge, zjedliśmy naprawdę pyszne malediwskie śniadanie.
Po śniadaniu zabieramy walizki, rozliczamy się za pokoj i idziemy na przystań. Czekając na speed boat do Ukulhas Mateusz poszedł zrobić zdjęcia. Na plaży spotkał dwoje Polaków - Anię i Marcina, którzy mają podobne do naszych odczucia odnoście Rasdhoo i noclegu. Po rozmowie z Mateuszem zdecydowali się popłynąć na Ukulhas popołudniowym speed boat’em.

Obrazki z Rasdhoo:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Speed boat przypływa około 10.30, po 20 minutach byliśmy już z powrotem na Ukulhas. Jeszcze z łódki zarezerwowaliśmy noclegi w Paguro Beach Inn. Na przystani czekają już na nas. Jaka mila odmiana! :) Oddajemy bagaże i maszerujemy przez dobrze nam znane uliczki. W hotelu wita nas właściciel, dostajemy drinki i czekamy na wygodnych sofach około pół godziny, aż pokoj będzie gotowy. Przed południem lokujemy się w naszym pokoju:

Image

Image

Image

Image

Image

Śniadanie w Paguro Beach Inn (musieliśmy poprosić o malediwskie, bo proponowali tylko kontynentalne, czyli omlet, parówki i tosty...). Śniadania były przepyszne, dostawaliśmy omlet, tuna mashuni, dwie ciapaty, sok, wodę, kawę lub herbatę, miseczkę owoców i deser. Trzymało to nas wiele godzin.

Image

Image

Przed nami było jeszcze 5 nocy na Ukulhas. Nie zdarzyło nam się nudzić. Ania i Marcin(Polacy spotkani na Rasdhoo) wylądowali w tym samym hotelu, wieczorami chodziliśmy wspólnie na kolacje i graliśmy w gry. Czas spędzaliśmy bardzo miło :)

Image

Image

Image

Jemy w czwórkę
- w Royar Retro - tym razem niezbyt byliśmy zadowoleni, zwłaszcza po tym, jak obsługa zapomniała o naszym zamówieniu i czekaliśmy na nie ponad godzinę

Image

Image

- tajskiej knajpce Sea La View - świetna papaya salad - ostra na tyle by nas zadowolić ;) Curry takie sobie, kawa ok, ryba w trzech smakach - doba, ale w ogóle nie była ostra.

Image

Image

Image

Po tych przygodach postanawiamy stołować się w naszym hotelu. Okazuje się, ze indyjski kucharz jest mistrzem w swoim fachu. Ceny są bardzo przystępne (trzeba jednak pamiętać, że do rachunku zawsze jest doliczone około 25% opłat dodatkowych. Jedynym minusem naszej restauracji są ograniczone godziny otwarcia, ale obsługa jest przemiła. Bardzo polecamy to miejsce!

Image

Image

Image

Image

Image

Niezmiennie plażujemy, pogoda dopisuje, chociaż to podobno początek monsunu (na szczęście z dwóch, które występują na Malediwach, ten jest z dużą ilością słońca).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wieczorkiem czekamy na zachód słońca przegryzająć lokalne pyszności :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przy samym brzegu bardzo często pływały małe rekinki. Słyszeliśmy od wszystkich, że są niegroźne ani one, ani te większe, które można było spotkać przy granicy rafy i głębi morskiej. Jednak jeden z chłopaków z obsługi Paguro śmiał się z tej teorii... Twierdził, ze jego raz ugryzł rekin, było dużo krwi itd. i nie jest to wcale takie rzadkie ;)

Image

Ania i Marcin wyjeżdżali dzień przed nami 6 lutego. Dzień wcześniej doszło w Male do zamieszek i prezydent ogłosił 15-dniowy stan wyjątkowy. Podobno turystów nie obowiązuje :)
Zdjęcie z rewelacyjną ekipą Paguro:

Image

Image

Image

Następnego dnia pogoda trochę się popsuła, po południu padało prawie 2 godziny

Image

Image

Image

Image

Image

Troszkę deszczu i wyspa pływa :)

Image

Image

Po powrocie z wieczornego spaceru zjedliśmy najlepszą rybę w trakcie całego wyjazdu, oczywiście w Paguro :)

Image

Image

Image

7 lutego 2018

Rano jemy śniadanie, zostawiamy bagaże w hotelu i idziemy ostatni raz na plażę w Ukulhas. Ok 10 mamy prom do Male (transfer ok 4g)

Image

Image

Image

I żegnamy się z Ukulhas :(

Image

Image

Image


Po dopłynięciu do Male przesiadamy się na prom do Villingili, tam mamy ostatni nocleg na Malediwach.

Image

Image

Image

Koszt biletu Male-Villingili jest śmieszny :) Ok 70gr

Image

Hotel Vinorva

Image

Image

Image

Image

Po krótkim odpoczynku idziemy na spacer po Villingili

Image

Image

Komuś wodę ?

Image

Fajnie by było jak by wszyscy się stosowali do tych informacji :(

Image

Image

" Jeśli wlazłeś między wrony, musisz krakać tak jak one " :)

Image

Po spacerku człowiek robi się głodny testujemy chilli chiken :)

Image

Image

8 lutego 2018

Rano wstajemy, pakujemy bagaże i idziemy na prom do Male, po drodze zaczepia nas miła pani z recepcji i pyta o której wracamy bo jak chcemy to możemy troszkę później zabrać bagaże z pokoju, jak fajnie jak tak zaczyna się dzień :) Kupujemy bilety i już za klika minut jesteśmy w Male.

Image

Image

Image

Moc skuterów :) Nie wiem jak oni odnajdują swoje :)

Image

Po drodze zaliczamy targ z owocami i suszonymi rybami

Image

Image

Następnie znany wszystkim targ rybny, naprawdę jest na co popatrzeć, nie chodzi tylko o same ryby, ale jak sprawnie sobie radzą tubylcy z obrabianiem ryb i to naprawdę ogromnych.

Image

Image

Image

Image

Image

Pogoda dopisuje, dlatego schładzamy się mrożoną kawą, cudów nie ma :) ale trochę cukru i kofeiny dodaje sił na dalsza wędrówkę

Image

Image

W tle widać most który ma połączyć, lotnisko ze stolicą

Image

Nie ma to jak Polskie :)

Image

Image

Image

Image

Image

Po okrążeniu wyspy, wracamy do hotelu, szybki prysznic, zabieramy bagaże i udajemy się na lotnisko.

Image

Przed opuszczeniem Villingili jemy pyszny obiadek w Xie-Xie Restaurant, stek z tuńczyka i grilowana flądra, było pysznie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z jednej przystani na drugą jedziemy taksówką, pakujemy się na prom na lotnisko i podziwiając zachód słońca żegnamy się z Malediwami :(

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Około 5 nad ranem lądujemy w KL, wsiadamy do autobusu i jedziemy na KL Sentral,

Image

tam jemy szybkie śniadanko

Image

Image

Jedziemy do naszej noclegowni, jesteśmy troszkę wcześniej, ale udaje nam się zostawić bagaże,

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy do polecanej knajpki Yut Kee Restaurant na roladę wieprzową z pistacjami, dotarliśmy do niej około 12, zamówiliśmy roladę a zaraz po 12 już nie była dostępna :) Robią ja tam trzy razy w tygodniu (piątek, sobota i niedziela) i można ją zjeść od godziny 11.
https://www.google.pl/maps/place/Yut+Ke ... 01.7004133

Image

Image

żeby coś zamówić trzeba poczekać na stolik :)

Image

Image

Image

Image

Co prawda brzuchy pełne, ale nie możemy się powstrzymać żeby zaglądnąć do naszej ulubionej knajpki Anuja w pobliżu stacji PUDU SENTRAL, mango lassi, naan garlic + cheese i tosai zaliczone !!!! Teraz krótki spacerek żeby spalić trochę kalorii

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po spacerze wracamy do naszego apartamentu i korzystamy z dodatków zawartych w cenie :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Rano też skorzystaliśmy z kąpieli słonecznych i nie tylko :)

Image

Image

Po wygrzaniu kości, poszliśmy pozwiedzać pobliską dzielnicę Kampong Bharu

Image

Image

Image

Nie ma to jak mangga susu i pieczone banany na śniadanie :)

Image

Image

Image

Image

Image

Szukaliśmy polecanej knajpki żeby zjeść podobno najlepszy nasi lemak w całym rejonie, ale niestety otwierali ją dość późno, nic straconego znaleźliśmy coś innego :)

Image

Image

Image

Image

Najedzeni i pełni sił jedziemy na lotnisko, czas na wakacjach płynie tak szybko,że nawet się człowiek nie obejrzy, a już trzeba wracać:(

Image

Image

Image

Image

Image

Malediwy to przepiękny kraj, pełen miłych ludzi i przepysznej kuchni, na pewno tam wrócimy :)
_________________
Tajlandia, Malezja, Singapur

Bulgaria


Ostatnio edytowany przez juggler5 22 Lis 2018 11:45, edytowano w sumie 61 razy
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 01 Lut 2018 22:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Sty 2018
Posty: 3
Przy krakowskiej pogodzie zachciało się trochę palm i słońca. Piękne zdjęcia :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 04 Lut 2018 15:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 671
Loty: 96
Kilometry: 205 836
srebrny
Dzięki staramy się 😁
_________________
Tajlandia, Malezja, Singapur

Bulgaria
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 08 Lut 2018 14:44 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1244
srebrny
Fajna wyprawa
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 08 Lut 2018 15:29 
Moderator forum

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 666
Loty: 63
Kilometry: 202 612
Eh, jakoś od kilku lat nie mogę namówić szanownej małżonki do wyjazdu na Malediwy w formule "Zrób to sam". W różnych miejscach już spaliśmy i będziemy spali, ale Malediwy "... mają być w wypasionym resorcie i już!". I pewnie nawet Wasze piękne zdjęcia jej nie przekonają.

Szkoda, bo na "wypasiony resort" to nas trochę nie stać. :) Ale może kiedyś...
_________________
Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan>
<Wuchta problemów - Hong Kong, Filipiny> - pisze się
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 08 Lut 2018 15:53 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 519
niebieski
Jeśli nawet ta relacja Jej nie przekona, to chyba sygnał, że czas zmienić małżonkę na nową;))

Pzdr, Art.
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 08 Lut 2018 18:41 
Moderator forum

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 666
Loty: 63
Kilometry: 202 612
ciachu25 napisał(a):
... czas zmienić małżonkę na nową;))


W życiu!
25 lat razem, 20 po ślubie, a my nadal mamy o czym ze sobą rozmawiać i nadal chętnie spędzamy wspólnie czas na wiele innych sposobów :D
Byliśmy razem w Bieszczadach (i pod namiotem i w Arłamowie :) ), spaliśmy w Nepalu w hotelach, gdzie nie było szyb w oknach i na Dominikanie w solidnym 5*, opalaliśmy się na plaży w Cancun i chodziliśmy Orlą Percią. Piliśmy kawę w Emirates Palace i na Kjeragu. Na 40 urodziny skoczyła ze spadochronem, a ja dałem się jej namówić na SPA. I wszędzie jej się podobało. Mi zresztą też. Gdzie ja lepszą babę znajdę?
Tylko na te Malediwy tak się uparła, ale co tam... Ewentualnie powoli zaczyna przyjmować do wiadomości wersję DIY + 2-3 dni w resorcie.
No ale to nie ma zbyt wiele wspólnego z tą relację, więc już się nie odzywam i czekam na dalszy ciąg.
I więcej zdjęć. ;)
_________________
Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan>
<Wuchta problemów - Hong Kong, Filipiny> - pisze się
Góra
 Relacje PM off
PawelGa lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 08 Lut 2018 22:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 647
Loty: 254
Kilometry: 408 674
srebrny
Ale cudnie się czyta takie komentarze :D
@marcinsss gratuluję Małżonki! Zważ, że na ten przykład ja preferuję resort dokładnie wszędzie, więc te Malediwy to byś naprawdę odpuścił ;)
Góra
 Relacje PM off
marcinsss lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 28 Mar 2018 12:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 671
Loty: 96
Kilometry: 205 836
srebrny
Dzięki za pozytywne komentarze :) Troszkę posprzątałem powtarzające się zdjęcia i powoli uzupełniam relację, mam nadzieję że na święta będzie gotowa na 100%:)
_________________
Tajlandia, Malezja, Singapur

Bulgaria
Góra
 Relacje PM off
marcinsss lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 22 Lis 2018 11:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 671
Loty: 96
Kilometry: 205 836
srebrny
Relacja zakończona :)
_________________
Tajlandia, Malezja, Singapur

Bulgaria
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google Adsense [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group