Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 27 Gru 2015 17:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Witam,

Po wpisie na temat naszej podróży do Brazylii,postanowiłem opisać również zesłoroczną podróż do Peru. Robię to głownie dla siebie - opisując zawsze będę mógł wrocić do relacji i w miarę potrzeby przypomnieć sobie co się działo :). Nie będzie tu niestety wielu praktycznych informacji: wtedy nie robiłem jeszcze notatek w podrózy, a i tak pewnie wiele z nich by sie zdezaktualizowało.
Naszą podróż mieliśmy planować dokładnie,ale jak zawsze nic z tego nie wyszło. Chcieliśmy się tez nauczyć choć podstaw hiszpańskiego, lecz również to nie doszło do skutku.
Bilety kupiliśmy w marcu w promocji Iberii (1200 złotych),a lecieć mieliśmy w październiku. Przez pół roku nie pojechaliśmy na żadne wakacje - w tym momencie wydaje mi się to niemożliwe,ale naprawdę tak było.

11 pażdziernika wyruszyliśmy z Krakowa do Malagi,by po dwóch dniach udać się stamtąd przez Madryt do Limy. Dziwne,ale był to nasz pierwszy pobyt w Hiszpanii - zawsze wybieraliśmy Włochy.

Malaga jest zapewne opisana na tym forum dokładnie, więc podaruję sobie opisy.Przez dwa dni zdążyliśmy pozwiedzać miasto i pobliską Nerję. Podobało nam się i postanowiliśmy kiedyś wybrać się tam na dłużej. Szczególnie na wino/piwo i tapas :)

Załącznik:
malaga.jpg

Załącznik:
nerja 1.jpg


13 pażdziernika rozpoczęliśmy naszą podróż do Peru. Najpierw lot z Malagi do Madrytu,by po kilku godzinach przerwy przesiąć się na samolot do Limy. Wiadomo,im więcej lotów tym taniej :) Jesteśmy nałogowymi palaczami,więc mniej więcej w połowie trasy przestaliśmy się do siebie odzywać :) Czas umilało nam wino i niedobre samolotowe jedzenie. Po 12 godzinach wylądowaliśmy na lotnisku Jorge Chavez.

LIMA

Jak zwykle jechaliśmy bez przygotowania,bez przewodnika i niestety bez znajomości języka. Była to nasza pierwsza podróż do Ameryki Południowej. Na lotnisku standardowe problemy z wypłaceniem gotówki z bankomatu. Pierwszy napotkany turysta ,widząc nasze "saszetki" na pieniądze i dokumenty,bezwzględnie nakazuje nam je schować gdyż "jak tylko Was zobaczą,przystawią pistolet do głowy i zabiorą wszystko". Cóż,postanowiliśmy zaryzykować i uprzedzając fakty, nie stało się nam nic złego :)

Uparliśmy się, by z lotniska nie jechać taksówką. Było wcześnie rano i mieliśmy mnóstwo czasu, by dotrzeć do naszego hostelu. Przedzierając się przez stado taksówkowych naganiaczy, poszliśmy na przystanek i pierwszy raz zetknęliśmy się z komunikacją miejską w Limie. Wypaliliśmy z rozdziawionymi gębami po 2 papierosy,zanim zdecydowalismy się działać. Nie,nie zarezerwowaliśmy niczego w Miraflores - reprezentacyjnej dzielnicy Limy. Nasz hostel mieścił się w San Miguel i tam musieliśmy dojechać. Wydawało nam się,że właśnie tą nazwę usłyszeliśmy z jednego z autobusów. Ja z plecakami wsiadłem tylnymi drzwiami,K. z przodu. Oboje nie mamy pojęcia gdzie wysiąść. K. zaprzyjaźniła się z kierowcą, który nie bacząc na drogę i nieznajomość hiszpańskiego u gringo,peroruje. Ja stoję niczym dwumetrowe dziwo z tyłu,starając sie nie stratować o dwie głowy niższych ode mnie Peruwiańczyków. Udaje się nam wysiąść w odpowiednim miejscu. Płacimy po 2 sole,taksówkarze chcieli 50. Po półgodzinnym błąkaniu się po okolicy i pytaniu miejscowych,odnajdujemy nasz hostel. Krótki odpoczynek i ruszamy w miasto,oczywiście komunikacją miejską :) Wysiadamy w Miraflores i udajemy się nad ocean. Dzielnica jest bogata i pełna hoteli,turyści bardzo często wybierają to miejsce na nocleg w Limie. Nam niezbyt przypadła do gustu - jest zbyt europejsko.

Załącznik:
miraflores.jpg


Odwracamy sie od oceanu i idziemy w stronę centrum. Wsiadamy w bezpłatny tego dnia autobus i docieramy w okolice Plaza Mayor. Włóczymy się bez celu (to typowe dla nas),poznajemy też Kamilę i Staszka - parę, z którą jeszcze nie raz się spotkamy podczas tej podróży.

Załącznik:
lima 1.jpg

Załącznik:
lima2.jpg

Załącznik:
lima3.jpg

Załącznik:
lima4.jpg


Wieczorem wracamy do San Miguel,by po kolacji i paru piwach udać się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia mieliśmy jechać do Paracas.

O Limie słyszeliśmy wiele niezbyt pochlebnych opinii: że brzydko,że nie warto etc. Nam się na swój sposób podobała, chyba lubimy takie molochy :). Gdyby nie brak czasu,z pewnością spędzilibyśmy tam jeszcze parę dni.

Paracas i Islas Ballestas

15 pażdziernika jedziemy do Paracas. Do samego końca zastanawialiśmy się, czy jechać od razu do Arequipy, czy podzielić podróż na dwie części z przystankiem w Paracas. WYbraliśmy opcję drugą, szczególnie ze względu na Islas Ballestas. Wybraliśmy się na dworzec na Avenida Mexico, skąd odjeżdżają autobusy Peru Bus do Pisco. Zajęło nam to trochę czasu (znów komunikacja miejska :) ) ale przy okazji spotkaliśmy się z niesamowitą uprzejmością Peruwiańczyków. Prowadzili nas praktycznie za rękę. Dlaczego Peru Bus a nie Cruz del Sur - bo był tańszy :)

Załącznik:
drogs.jpg


Po czterech godzinach w autobusie docieramy na miejsce. Pisco robi dość przygnębiające wrażenie. Wsiadamy w taksówkę i jedziemy do hostelu w Paracas. Szybki check-in przy pomocy google translator i idziemy na plażę. Samo miasteczko jest małe i turystyczne głownie z powodu pobliskich Islas Ballestas. Standardowo chodzimy bez celu, wypijamy po kilka pisco sour w knajpie na plaży i idziemy spać. Jutro czeka nas wyprawa na wyspy.

Załącznik:
paracas.jpg

Załącznik:
paracas1.jpg

Załącznik:
paracas0.jpg

Załącznik:
paracas2.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 27 Gru 2015 17:33 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 14867
Loty: 387
Kilometry: 500 259
Oooo muy bien! Za parę miesięcy lecę do Peru, i jeszcze nie mam zaplanowaną trasę. Będę śledzić tą relacje :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 27 Gru 2015 17:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Relacja będzie się ukazywać stopniowo. Mam nadzieję, żę coś Ci się przyda :). Byliśmy w sumie dwa tygodnie w Peru z wizytą w boliwijskiej Copacabanie.


Bilety na Islas Ballestas kupiliśmy w jednej z agencji, niestety nie pamiętam już ceny (na pewno niedrogo,a warto). Wypływamy rano. Cała podróż trwa ok. dwie godziny. Na miejscu ogrooomne ilości ptaków,foki,lwy morskie. Koniecznie posmarujcie się kremem do opalania, nas spaliło niemiłosiernie :) W powietrzu unosi się zapach ptasich odchodów.

Załącznik:
Islas.jpg

Załącznik:
Islas1.jpg

Załącznik:
Islas2.jpg

Załącznik:
islas3.jpg

Załącznik:
Islas4.jpg

Załącznik:
Islas5.jpg

Załącznik:
Islas6.jpg

Załącznik:
islas7.jpg


Na łódce był przewodnik, który opowiadał o miejscu po hiszpańsku i angielsku. Nigdy nie widziałem tylu ptaków na raz :)
My,przed wycieczką na wyspy spędziliśmy noc w Paracas,ale wiem, że z Ica równie łatwo się tam dostać (trzeba jedynie wcześniej wstać i dojechać do Paracas).

Poprzedniego dnia zdecydowaliśmy, ze do Arequipy pojedziemy nocnym Cruz del Sur, a po drodze zatrzymamy się na parę godzin w Ica, a konkretnie w oazie Huacachina. Już dojeżdzając do Ica widzieliśmy ogromne wydmy. Z miasta do oazy dojechaliśmy taksówką za parę soli. Taksówkarz wysadził nas przy agencji,gdzie można wykupić przejazd po wydmach pojazdem rodem z Mad Maxa :) Nie mieliśmy takiego planu,ale nie chcieliśmy czekac bezczynnie na autobus. Wypiliśmy na odwagę po piwie i ruszyliśmy.

Załącznik:
Hua.jpg

Załącznik:
Hua1.jpg


Myśleliśmy, że przejażdżka będzie spokojna - nic bardziej mylnego. Istny rollercoaster :) Krzyczące kobiety (i mężczyźni), jazda to w górę, to w dół. Przyznam, że na początku byłem sceptyczny co do tej atrakcji, a teraz z chęcią bym to powtórzył. Po drodze kilka przystanków, np. po to, by zjechać z wydmy na desce :)


Załącznik:
Hua2.jpg


... i na zachód słońca...

Załącznik:
Hua4.jpg


W pojeździe polecam siedzieć z przodu, mniej telepie. Sugeruję także zapięcie pasów i uważanie na głowę :)

Sama oaza też jest bardzo przyjemna, pełna wyluzowanych ludzi. Mozna w spokoju napić się piwa lub pisco i odpocząć :)

Załącznik:
hhua.jpg

Załącznik:
hhua1.jpg

Załącznik:
hhua2.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 27 Gru 2015 19:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Arequipa

17 pażdziernika

Po wizycie w Huacachina udaliśmy się na autobus Cruz del Sur do Arequipy. Mieliśmy jechać 10 godzin, jechaliśmy 12. Staraliśmy się spać,niestety bez skutku. Autobus komfortowy,na pokładzie poczęstunek. Minusem jazdy w nocy jest fakt, że przez autobusowe okno próżno wypatrywać ciekawych widoków. Gdy zrobiło się jasno, krajobrazy były raczej monotonne.

Załącznik:
droga.jpg


Do drugiego pod względem wielkości miasta Peru dotarliśmy rano. Przywitała nas piękna pogoda. Było za wcześnie, by udać się do hostelu, z nowo poznaną parą Holendrów udaliśmy się więc na kawę (co ciekawe,lecieli z tej samej promocji z fly4free). Od razu "obskoczyły" nas Peruwianki z małymi lamami na rękach. Zrobiliśmy kilka zdjęć, lamy pożerały mi włosy, a Peruwianki nie chciały zostawic nas w spokoju. Daliśmy im kilka soli,one chciały więcej. W końcu udało się nam uwolnić. W drodze powrotnej,na lotnisku w Limie, widzieliśmy te same kobiety na okładce albumu o Peru. Nie lubię "wrzucać" swej podobizny do sieci, ale w tym wypadku zrobię wyjątek :) Czyż uśmiech pani nie jest cudowny :D

Załącznik:
are.jpg


Po kawie udaliśmy się do swoich hosteli. Mieszkaliśmy w Hostal Bubamara - polecamy. Miłe miejsce, dobra lokalizacja i smaczne śniadania. Personel niestety słabo mówi po angielsku (co w Peru jest standardem). Tu znów spotkaliśmy naszych polskich znajomych z Limy. Okazało się, że poniewaz nasza rezerwacja była przez booking, oni zostali "wyrzuceni" z pokoju w którym mieszkali po to, byśmy my mogli go zająć. Po raz kolejny okazało się, że Polak Polakowi wilkiem :) Pokój był wart swej ceny, usytuowany na samym dachu budynku, miał świetny widok na miasto i wulkan El Misti.

Załącznik:
are1.jpg

Załącznik:
are2.jpg


No dobra,może na zdęciach ten widok nie jest tak oszałamiający :)

W hostelu K. wypowiada sakramentalne: "ciekawe gdzie jest mój softshell?" (został w autobusie) dzięki czemu zwiedzamy dworzec w Arequipie po raz drugi tego dnia (miła pani poinformowała nas, że softshella nie znaleźli), a kolejne kilka godzin spędzamy w mniej turystycznej części miasta w poszukiwaniu sklepów z odzieżą :)

Załącznik:
are3.jpg

Załącznik:
are4.jpg


Po skutecznych poszukiwaniach (ceny softshelli podobne do polskich) udaliśmy się na obiad. Był to najtańszy obiad podczas naszej podróży. W "knajpie" sami Peruwiańczycy, menu wyłącznie po hiszpańsku. K. na początku nie chciała jeść. Zamówiłem nam dwa zestawy (nie mając pojęcia co), stawiając ją tym samym przed faktem dokonanym :) Najedliśmy się do syta, a całość postanowiliśmy uczcić kieliszkiem pisco :)

Po posiłku udajemy się na targ. Uwielbiamy targi i zawsze poświęcamy im specjalne miejsce podczas naszych podróży. Ten w Arequipie bardzo przypadł nam do gustu. Jest kolorowy i ciekawy. Można tam również zjeść i się napić. My byliśmy po obiedzie, więc odpuściliśmy. Znajomi mieli jednak spore problemy żołądkowe po zjedzeniu ceviche.

Załącznik:
targ.jpg

Załącznik:
targ1.jpg

Załącznik:
targ2.jpg

Załącznik:
targ3.jpg

Załącznik:
targ4.jpg

Załącznik:
targ5.jpg


Po wizycie na targu plątamy się jeszcze po okolicy, by wieczorem wypić parę piw na dachu naszego hostelu.

Załącznik:
are7.jpg

Załącznik:
are8.jpg

Załącznik:
are9.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 28 Gru 2015 21:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
18 Pażdziernika

Na ten dzień mieliśmy w planie dalsze zwiedzanie Arequipy. Na początek Monasterio de Santa Catalina. Ten założony w XVI wieku klasztor, jest swego rodzaju "miastem w mieście". Otoczony murami stanowi oazę ciszy i spokoju. W czasach świetności zyło tam nawet 450 osób (nie tylko mniszki). Wstęp 25 soli. Chyba warto poświęcić godzine lub dwie, by poczuć klimat tego miejsca. Nas nie powaliło na kolana, ale było ciekawe :) (może po prostu nie jesteśmy amatorami tego typu miejsc). Klasztor znajduje się praktycznie w samym centrum Arequipy.

Załącznik:
santa (1).jpg

Załącznik:
santa (2).jpg

Załącznik:
santa (3).jpg

Załącznik:
santa (4).jpg

Załącznik:
santa (5).jpg

Załącznik:
santa (6).jpg


Po zwiedzeniu klasztoru, włóczymy się głownie w okolicach Plaza de Armas. Spotkaliśmy Holendrów, którzy polecali free walking tour - my jednak wolimy zwiedzać na własną rękę i własnym tempem :)

Załącznik:
arre.jpg

Załącznik:
arre1.jpg


Zrobliliśmy się głodni. Postanowiliśmy zjeść coś typowo peruwiańskiego. Weszliśmy do pierwszej lepszej jadłodajni, zamawiając rocoto relleno i pastel de papa. Pierwsze danie to nadziewana papryka ( w Areguipie bardzo popularna), jedno z najbardziej znanych peruwiańskich dań. Drugą potrawą jest coś na kształt zapiekanki ziemniaczanej.

Załącznik:
rocoto.jpg

Załącznik:
pastel.jpg


Były to kolejne ziemniaki jedzone przez K. w ciągu naszych pierwszych kilku dni w Peru. Do dziś żartuje, że jako wegetarianka jadła w Peru wyłącznie ziemniaki. Tak, dla wegetarian nie jest to kraj łatwy. Na pytanie o coś bez mięsa, Peruwiańczycy sugerowali kurczaka (przecież to nie mięso) lub szynkę. :) Kuchnia peruwiańska jest dosyć monotonna - dominują ziemniaki i różne rodzaje mięsa (krowa,lama,kurczak) podawane z grilla,smażone,gotowane etc. Dla mnie jedzenie podczas podróży jest bardzo ważne, próbowałem więc wielu rzeczy :)

Następnego dnia mieliśmy jechać do boliwijskiej Copacabany - należało się więc rozejrzeć za biletami do Puno (tam mieliśmy mieć przesiadkę). Niestety nie było już biletów na poranne autobusy,nie mieliśmy więc szans zdążyc na pojazd do Boliwii. W bilety zaopatrzyliśmy się w jednej z agencji - nie chcieliśmy jechać na dworzec - jest parę kilometrów od centrum (kosztowało nas to parę soli więcej). Zapłaciliśmy i dostaliśmy instrukcje, by pojawić się za 2 godziny, by odebrać bilety. Niestety w skutek wizyty w niedalekim barze, nie zdązyliśmy dotrzeć do agencji przed jej zamknięciem :) Przed drzwiami spotkaliśmy pana, który okazał się właścicielem agencji. Zadzwonił do swojej pracownicy i przekazał nam, że nasze bilety są bezpieczne w hostelu. By się upewnić, postanowił odprowadzić nas na miejsce. Bilety oczywiście czekały na nas:)

Wiedzieliśmy już, ze przyjdzie nam zostać na noc w Puno. Nie martwiliśmy się tym faktem zbytnio i udaliśmy się w miasto, uczcić naszą ostatnią noc w Arequipie.

Czy Arequipa się nam podobała?Tak. Jest chyba trochę zbyt "europejsko" :). Niemniej jest to świetne miejsce, by powoli się zaaklimatyzować i uniknąć choroby wysokościowej (Arequipa leży na wysokości ponad 2300 m n.p.m) lub by udać się do Kanionu Colca. Jeśli ktoś ma więcej sił i czasu, może również wykupić trekking na pobliski wulkan El Misti. Arequipa jest również uważana za stolićę peruwiańskiej gastronomii , o czym można się przekonać w jednej z licznych Picanterii. Miasto można zwiedzać pieszo, odległości od poszczególnych zabytków są niewielkie.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 28 Gru 2015 21:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 942
Piękne zdjęcia!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 29 Gru 2015 09:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2012
Posty: 85
Loty: 69
Kilometry: 206 488
Fajnie napisane :) Czekam na więcej - zbieram wskazówki na swoją podróż do Peru za parę miesięcy :)
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 30 Gru 2015 21:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
19 Pażdziernika

Puno

Tego dnia nie musielismy wstawać zbyt wcześnie. Nasz autobus do Puno miał odjechać około południa. Niestety nie udało się nam zakupić biletów na żadną ze znanych nam linii. Pojechaliśmy więc typowym peruwiańskim autobusem - zawsze to trochę więcej kolorytu. Koloryt zaczął się od samego początku :). Na dworcu spędziliśmy godzinę, nim wyruszyliśmy. Kierowca czekał, aż wszystkie miejsca zostaną zajęte. Po kilkudziesięciu minutach pasażerowie zaczęli skandować: "Vamos!Vamos!Vamos!" i rytmicznie tupać. Przyłączyliśmy się nieśmiało :) Nie zmieniło to jednak zdania kierowcy, który i tak nie chciał przyspieszyć wyjazdu. Po drodze standard w tego typu autobusach: wsiadają ludzie, sprzedaja różne "pierdoły" (święte obrazki,cudowne specyfiki). Dwie panie przygotowują strawę na oczach pasażerów (wyglądało to jak wieprzowe czipsy ale zapomniałem już nazwy). Cruz del Sur jechalibyśmy ok. sześciu godzin - naszym autobusem udało się nam dotrzeć w osiem :). Po drodze takie widoki. Jedna z ładniejszych tras,jaką było nam dane jechać podczas tej podróży.

Załącznik:
dr.jpg

Załącznik:
dr1.jpg

Załącznik:
dr2.jpg

Załącznik:
dr3.jpg

Załącznik:
dr5.jpg

Załącznik:
dr4.jpg


Przed wyjazdem obawialiśmy się trochę choroby wysokościowej. Po drodze mieliśmy się po raz pierwszy znaleźć na wysokości ponad 4 tys. m n.p.m. Wszystkie dobre rady typu "nie pij alkoholu przed wyjazdem na taką wysokość" zignorowaliśmy i przed tym sprawdzianem naszych organizmów, byliśmy niesamowicie skacowani (ostatnia noc w Arequipie :)). Nawet nie zauważyliśmy, kiedy autobus wjechał na 4300 m n.p.m. widzieliśmy jednak osoby, które doświadczyły choroby wysokościowej i nie wyglądało to zbyt ciekawie.

Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę w Juliace. Było to dla mnie "mistyczne" przeżycie :) Miasto sprawia bardzo ciekawe wrażenie, które tak naprawdę trudno opisać. Byliśmy wciąz trochę "wczorajsi".Potwornie wiało, w powietrzu unosiły się tumany kurzu i śmieci. Gromadzące się wkoło i kopulujące psy. Brakowało tam chyba wyłącznie Clinta Eastwooda :) Z chęcią bym wysiadł i "doświadczył" tego miasta. Niestety, przystanek był bardzo krótki i musieliśmy jechać dalej. Jeśli kiedykoliwiek zapomnę większość widoków z tej podróży, ten (a nie np. Machu Picchu) będę pamięł :)

Załącznik:
Juliaca.jpg


W Puno musieliśmy znależć nocleg. Na dworcu ktoś wręcza nam wizytówke hostelu, udajemy się tam. O dziwo,nie mają wolnych miejsc (w mieście nie widać żywego ducha - turysty). Pokierowana nas do hostelu obok. Bierzemy. Pokój z łazienką (wyłącznie zimna woda) za 40 soli. Idziemy zwiedzać,czyli naszym standardem do knajpy, a właściwie restauracji specjalizującej się w stekach. Niestety nie pamiętam już nazwy - szkoda, bo mięso było wyśmienite. Jemy, pijemy i ruszamy dalej. W mieście odbywał się festyn: wokół mnóstwo lokalsów w ludowych strojach gra,tanćzy, śpiewa i pije pisco. Jakiś pan bierze mnie pod ramie,chce tańczyć i częstuje wódką, nie zważając na fakt, że jestem od niego trzy razy większy. Wyglądamy komicznie :) Spacerujemy nadal,wszędzie mijając orszaki świętujących Peruwiańczyków. Podoba nam się. Jest mało turystów, na co narzeka każdy właściciel okolicznych sklepów. Tak właśnie spędzamy naszą jedyną noc w Puno. Jutro jedziemy do boliwijskiej Copacabany.

Załącznik:
Puno.jpg

Załącznik:
Puno1.jpg

Załącznik:
Puno2.jpg

Załącznik:
pun.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 31 Gru 2015 14:22 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
oo @igore widzę, że jest i Peru :D super!
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 31 Gru 2015 15:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Niestety na tym moje podroze po Ameryce Poludniowej sie koncza. Przynajmniej do przyszlego roku :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 31 Gru 2015 15:22 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
na szczęście przyszły rok już za pasem 8-)
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 02 Sty 2016 14:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
20 Pażdziernika

Copacabana

Wstajemy wcześnie rano, by jednym z nielicznych autobusów wybrać się do boliwijskiej Copacabany. Cała podróż przebiega bez problemów. Na granicy należy wysiąść z autobusu, przejść kilkaset metrów i udać się najpierw do biura peruwiańskich pograniczników (do dwóch różnych stanowisk). Później przekraczamy granicę i udajemy się do pograniczników boliwijskich. Następnie wsiadamy do tego samego autobusu, którym przyjechalismy i po 15 minutach jesteśmy w Copacabanie. Formalności na granicy trwają trochę ponad godzinę. Kierowca autobusu namawia do wymiany pieniędzy. Nie róbcie tego - na miejscu dostaniecie lepszy kurs. W miasteczku nie ma dworca autobusowego,wysiada się przy głownej ulicy.

Załącznik:
copa (1).jpg

Załącznik:
copa (2).jpg



Copacabana jest znana na kontynencie z sanktuarium Matki Boskiej Gromnicznej. Znana dzielnica Rio de Janeiro wzięła swoja nazwę od kaplicy, do której sprowadzono z Boliwii kopię figury Dziewicy z Copacabany. Miejscowość jest niewielka - wystarczy kilka godzin, by ją przemierzyć wzdłuż i wszerz. Nie mieliśmy noclegu,znależliśmy go jednak bardzo szybko. Nie pamiętam już dokładnej ceny, ale na pewno mniej niż 100 boliviano za noc. Pokój z łazienką i (kolejny już raz) wyłącznie zimną wodą :) Zostawiamy plecaki i włóczymy się bez celu po mieście. Jest tu mnóstwo restauracji,knajp - ceny niższe niż w Peru. Udajemy sie do jednej z nich, nad samym jeziorem. Zamawiamy piwo i kontemplujemy taflę jeziora. Po chwili zauważam znajomą twarz, wpatrującą się we mnie ze zdiwieniem. Okazuje sie, że to moja koleżanka z liceum, której nie widziałem prawie 10 lat :) Świat jest maly. Przyjechała z dwiema znajomymi, a że nasze plany troche się pokrywają, będziemy się jeszcze często spotykać podczas naszej wycieczki.

Załącznik:
copa2.jpg

Załącznik:
copa3.jpg

Załącznik:
copa4.jpg

Załącznik:
copa5.jpg


Resztę dnia spędzamy głównie nad jeziorem i w jego okolicy. Udajemy się też na obiad - stek z lamy i wyśmienity pstrąg (okolica słynie z tej ryby). Przy samym jeziorze jest mnóstwo budek, które serwują ten "specjał" w bardzo przystępnych cenach. Do obiadu zamawiamy butelkę boliwijskiego wina (smaczne). Pózniej próbujemy napić się lokalnego wyrobu spirytusowego. W jednej z knajp dostajemy zwykłą wódkę, a na pytanie jak nazywa się ten boliwijski wynalazek, słyszymy odpowiedź - "alcohola de boliviana" :) W dobrych humorach udajemy się do naszego "apartamentu" by wsakując w śpiwory i przykrywając się czym tylko się da (jest bardzo zimno), idziemy spać.

Załącznik:
copa6.jpg

Załącznik:
copa7.jpg

Załącznik:
copa8.jpg

Załącznik:
copa9.jpg

Załącznik:
copa10.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 03 Sty 2016 18:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
21 Października

Isla del Sol


Już przy planowaniu podróży wiedzieliśmy, że na jeziorze Titicaca odwiedzimy Isla del Sol. Ta święta dla Indian Keczua i Ajmara wyspa, jest wedle wierzeń miejscem narodzin słońca i boga Viracocha. Na wyspie znajdują się też zabytki z okresu inkaskiego.
Najlepsza opcja, by się tam dostać, to popłynąć łódką z Copacabany (przy okazji można też na Isla de la Luna). Bilety można kupić w jednej z licznych agencji, lub bezpośrednio na przystani (my wybraliśmy tę drugą opcję). Podróż rozpoczynamy o 8.30, by po 1.5 godziny znaleźć się na wyspie - w Yumani. I tu popełniliśmy błąd - powinniśmy płynąć do Challapampy, skąd jest trochę więcej możliwości na zwiedzanie. Przede wszystkim można przejść do Yumani, by zdążyć na łodkę z powrotem. My - gringo bez przewodnika, myśleliśmy że taki trekking można też zrobić w drugą stronę. Można, ale wymaga to albo niesamowicie szybkiego marszu, albo noclegu na wyspie. Na nasze szczęście (nieszczęście?) przekonaliśmy się o tym po dwóch godzinach "spaceru" i gdy udało nam się powrócić do Yumani, byliśmy niesamowicie wycieńczeni. Nie jesteśmy okazami tężyzny fizycznej i wytrenowania, dlatego chodzenie na wysokosci prawie 4 tys. m. n.p.m sprawiało nam pewne problemy. Już na początku dały nam się we znaki Schody Inków :)

Załącznik:
isla (1).jpg

Załącznik:
isla (2).jpg

Załącznik:
isla (3).jpg

Załącznik:
isla (4).jpg

Załącznik:
isla (5).jpg

Załącznik:
isla (6).jpg

Załącznik:
isla (7).jpg


Podobno na Isla del Sol nie można się zgubić - nam się to udało. Musieliśmy pytać miejscowych (nie jest łatwo kogoś spotkać,dogadać się jeszcze trudniej :)) jak trafić na szlak :) Na wyspie mieszka kilkadziesiąt rodzin. Żyją z rolnictwa,rybołóstwa lub prowadzą swoje drobne biznesy (hostel,knajpa etc.). Należy pamiętać, że podczas trekingu napotkamy punkty, w których pobierane są opłaty za poruszanie się po wyspie. Są też miejsca, gdzie można coś zjeść,wypić - warto więc mieć ze sobą gotówkę.

Załącznik:
isla8 (2).jpg

Załącznik:
isla8 (3).jpg

Załącznik:
isla8 (4).jpg

Załącznik:
isla8 (5).jpg

Załącznik:
isla8 (6).jpg

Załącznik:
isla8 (7).jpg

Załącznik:
isla8 (1).jpg


Sama wyspa jest niesamowicie ładna - gdybyśmy mogli popłynąć tam raz jeszcze, z pewnością zostalibyśmy na noc. Turystów jest niewielu, bywały momenty, że nie widzieliśmy żywego ducha (szczególnie kiedy się zgubiliśmy) :).
W Copacabanie byliśmy ok. 17. Zjedliśmy przepyszne pstrągi w jednej z budek nad samym jeziorem. Następnie chodziliśmy bez celu, wstąpilismy do kilku knajp, by udać się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia jedziemy do Cuzco :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 03 Sty 2016 18:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sie 2013
Posty: 161
igore napisał(a):
I tu popełniliśmy błąd - powinniśmy płynąć do Challapampy, skąd jest trochę więcej możliwości na zwiedzanie. Przede wszystkim można przejść do Yumani, by zdążyć na łodkę z powrotem.


Moim zdaniem, opcja z noclegiem jest jedyną rozsądną, w przypadku chęci zrobienia trekkingu. Wtedy można to zrobić na spokojnie, rozkoszując się widokami itd. A na prawdę warto.

Dla mnie ten trek jest szczególny, bo przez własną głupotę przeszedłem go 6 razy w ciągu dwóch dni ;).
_________________
Nasze blogi:
https://treeclimbing.academy
https://fotografia.marzenawystrach.com
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 03 Sty 2016 18:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Ja do dzisiaj pamiętam zmęczenie, które towarzyszyło nam w drodze powrotnej :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 04 Sty 2016 22:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
22-23 Października

Cuzco po raz pierwszy

Z samego rana udaliśmy się na autobus do Puno, by stamtąd jechać do Cuzco. Mieliśmy spędzić prawie cały dzień w podróży. Na granicy standardowe formalności i ok. południa jesteśmy w Puno. Nie mieliśmy zarezerwowanego autobusu, pojechaliśmy więc "pierwszym lepszym". Jest ich dosyć dużo - my wyjechaliśmy poł godziny od dotarcia na dworzec. Autobus jechał wolno i zapewniał nam podobny lokalny koloryt, jak wcześniejszy wehikuł z Arequipy do Puno. Cała podróż zajęła nam ok. 8 godzin i w samym Cuzco znaleźliśmy się po 20 wieczorem. Ulokowaliśmy się w hostelu Ukukus (w porządku - mówią po angielsku). Z racji braku miejsc, zostalismy tylko na jedną noc. Samych hosteli,hoteli jest w mieście mnóstwo. Zjedliśmy jeszcze pizzę i wypiliśmy chichę w pobliskiej pizzerii, pochodzilismy po wąskich uliczkach i poszliśmy spać.

Następnego dnia zmieniliśmy hostel. Mieliśmy już dosyć zimna i zimnej wody, wybraliśmy więc coś lepszego, choć trochę dalej od centrum miasta (Tayta Wasi Hostel - pokój z łazienką i śniadaniem - ok. 90 złotych). Okolica wyglądała mniej więcej jak na poniższych zdjęciach.


Załącznik:
cuzco2.jpg

Załącznik:
cuzco1.jpg

Załącznik:
cuzco3.jpg


Bardzo szybko zapoznaliśmy się z okolicą, poznawaliśmy twarze sprzedawców, mielismy nawet kawiarnię, do której co rano chodziliśmy na espresso :)
Z początku Cuzco zwiedzalismy na swój stały sposób - po prostu chodząc, gdzie nas poniesie. I spodobało nam się tak, że już nie zmienialiśmy swojego planu. Najwięcej czasu spędzilismy oczywiście na Plaza de Armas i w okolicy. Zobaczyliśmy Quirikancha (Swiątynie Słońca), San Blas i ... Muzeum Koki. Do tego drugiego wstęp był darmowy (nie wiem czy jest tak zawsze), obok bardzo miła kawiarnia. Można zwiedzić wystawę związana z koką a także kupić cukierki,herbatę etc. Wystawa jest niewielka,ale ciekawa. Można na rysunkach obejrzeć np. proces wytwarzania kokainy.

Załącznik:
cuzco4.jpg

Załącznik:
cuzco5.jpg

Załącznik:
cuzco6.jpg

Załącznik:
cuzco7.jpg

Załącznik:
cuzco9.jpg

Załącznik:
cuzco8.jpg

Załącznik:
cuzco10.jpg


Po mieście spaceruje się idealnie. Jest mnóstwo knajp,restauracji. Nie kupowaliśmy "biletów turystycznych", które upoważniają do wejścia do wielu muzeów a także ruin w okolicy Cuzco (Ollantaytambo, Pisac etc.). Nie jestesmy po prostu "fanami" muzeów i ruin. Wolimy poszwędać się po ulicach (również w nieturystycznych miejscach) lub usiąść w knajpie i choćby przez cały dzień obserwować życie miasta i jego mieszkańców.

Postanowiliśmy też w końcu kupić bilety na Machu Picchu :). Ponieważ nie chcieliśmy jechać drogim pociągiem, zdecydowaliśmy się wykupić całą wycieczkę w agencji. W okolicy Plaza de Armas jest ich mnóstwo. Weszliśmy do jednej i rozpoczęliśmy proces negocjacji. Nie poszedł on po naszej myśli. (Wczesniej na placu, jakiś pan poprosił mnie o pieniądze. Gdy odmówiłem, wymamrotal coś pod nosem i puknął kilka razy w moją noge. K. stwierdziła, że mnie przeklał :) Chyba tak właśnie było, gdyż utargowawszy cenę niższą niż wyjściowa, zapłaciłem więcej, niz chcieli w agencji na samym początku :) Na co dzień pracuję z liczbami, tym bardziej dziwiło mnie, że tak się "zamotałem"). W sumie nie było tak żle: za sto dolarów/os. mieliśmy przejazd busem do Hidroelectrici, obiad po drodze, nocleg ze śniadaniem w Aquas Calientes i bilet na MP. Pan wypisał nam to wszystko na papierze, który wyglądał jak wyjęty lamie z pyska i wszyscy byli zadowoleni :) Dziwię się, że widząc jak radzę sobie z targowaniem, nie chcieli nam sprzedać czegoś jeszcze :D


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 06 Sty 2016 21:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
24 Października

Cuzco i Pisac

Już poprzedniego wieczora naszła mnie myśl, że zakupiona w agencji wyprawa na Machu Picchu może nie dojść do skutku. Moje wątpliwości pogłębiały się, gdy patrzyłem na świstek potwierdzający nasze uczestnictwo :) Zdziwiło mnie też, że organizator nie spisał danych naszych paszportów - słyszałem, ze są one potrzebne do zakupienie biletu na Machu Picchu. Postanowiliśmy upewnić się u źródła. Pan w agencji wszystko potwierdził: "Spokojnie amigo,jutro rano przyjedzie po was bus i wszystko będzie dobrze". Cóz, pozostawało nam wierzyć. Wiedzieliśmy, że następnego dnia spędzimy dużo czasu w drodze, postanowiliśmy się więc nie przemęczać i pojechać do Pisac. Można się tam dostac bardzo łatwo busem. Przystanek na Av. Tullumayo nie jest daleko od Plaza de Armas - można dotrzeć pieszo. Standardowo, kierowca czeka aż pojazd się zapełni i jedziemy. Trasa bardzo malownicza.To tylko 35 kilometrów, więc szybko jesteśmy na miejscu. Pisac to właściwie wieś (małe miasteczko?) słynąca z inkaskich ruin i targu. Bardziej interesowało nas to drugie :) Jest spokojnie, turystów niewielu a czas płynie bardzo wolno. Chodzimy po targu rozglądając się i kupując prezenty dla rodziny i znajomych. Duży wybór szali,chust, swetrów,czapek etc.

Załącznik:
pisac.jpg

Załącznik:
pisac1.jpg

Załącznik:
pisac2.jpg


Po zakupach dalsze zwiedzanie okolicy. W sumie Pisac można przemierzyć wzdłuż i wszerz w godzinę (z pewnością dużo więcej,gdy chce się zobaczyć ruiny) :) Po zaspokojeniu ciekawości, udaliśmy się do lokalnego baru, gdzie wypiliśmy po litrowym Pilsenie i oglądaliśmy mecz ligi włoskiej z będącym tam chyba od otwarcia (biorąc pod uwagę stan upojenia) panem. :) Po zaspokojeniu pragnienia udaliśmy się busem w stronę Cuzco.

Załącznik:
pisac3.jpg

Załącznik:
pisac4.jpg

Załącznik:
pisac5.jpg

Załącznik:
pisac7.jpg

Załącznik:
pisac6.jpg


W Cuzco zgłodnieliśmy. Udaliśmy się do lokalnej knajpy, kawałek od centrum. Postanowiłem zamówić danie, które miało być "kulinarną podróżą przez Peru". "Podróż" wyglądała mniej więcej tak :) K, jak przez większośc podróży jadła ziemniaki i rybę.

Załącznik:
cuzco123.jpg

Załącznik:
cuzco1234.jpg


Najedzeni, zwiedzaliśmy miasto nocą.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 09 Sty 2016 15:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
25-26 Pażdziernika

Machu Picchu


Prszyszedł czas na "wizytówkę Peru". Jeśli chcecie się tam dostać tanio, potrzebujecie trochę czasu i cierpliwości:)
Wstajemu o 8 rano - przyjeżdża po nas kierowca (to już sukces - obawialiśmy się, że nikt nie przyjedzie). Jesteśmy w busie sami, przez najblizszą godzinę zbieramy pozostałych pasażerów z różnych hosteli w Cuzco. Towarzystwo międzynarodowe. Poznajemy m.in. Niemkę i Rosjankę, które studiują a Limie, a do Cuzco przyjechały z uniwersytecką drużyną koszykówki. Na pytanie: "dobrze gracie w kosza?", dostajemy odpowiedź: "Nie, po prostu jesteśmy wysokie":). Dziewczyny miały 1.65-1.7 metra wzrostu :D Wystarczająco, by stać się gwiazdą koszykówki w Peru.
Najpierw jedziemy do Santa Maria. Nasz kierowca ma duże poważanie u swoich kolegów po fachu, wszyscy usuwają się z drogi - jedziemy najszybciej ale bezpiecznie. W Santa Maria dostajemy obiad (prosty ale smaczny). Tu zaczynają sie problemy, gdyż nie ma nas na liście. Właścicielka restauracji dzwoni do agencji w Cuzco i wszystko okazuje się być w porządku. Następnie jedziemy w stronę Hidroelectrici. Po drodze niesamowite widoki: góry, serpentyny, głębokie przepaście. Kierowca pokonywał tę trasę pewnie setki razy, więc wydaje się jechać "na pamięć". Dojeżdżamy. Teraz czeka nas piesza wędrówka do Aquas Calientes. Nam zajęło to 3 godziny. Było duszno,parno i trochę padało. Idziemy po torach - po drodze są 2 tunele. Oczywiście pociąg nadjeżdża, gdy znajdujemy się w jednym z nich:). Udaje nam się uciec.

Załącznik:
machu.jpg


Trochę zmęczeni docieramy do Aquas Calientes. Tu czekamy na kogoś, kto zaprowadzi nas do hostelu. Dookooła słychać nawoływania, ale żadne z nich nie dotyczy nas. Wszyscy zostali odebrani, a my wciąż czekamy. Z ust jednego z wołających, słyszymy swojsko brzmiące nazwisko: "Ewa Pornolsky,Ewa Pornolsky!" Co prawda nie jestem Ewą, moje nazwisko kończy się na "-ski", ale z porno ma niewiele wspólnego. Sprawdzamy. Pan decyduje, że to na pewno o nas chodzi i zabiera nas do hostelu. Ten jest bardzo skromny, z zimną wodą i ogólnie jest zimno. Czystość też pozostawia wiele do życzenia. I tak spędzimy tam wyłącznie kilka godzin, więc nie stanowi to dla nas problemu.

Załącznik:
aquas.jpg

Załącznik:
aquas1.jpg

Załącznik:
aquas2.jpg


Samo miasteczko jest malowniczo położone i gdyby nie było bazą wypadową na MP, wyglądałoby zapewne jak zwykła wioska. A tak jest trochę "plastikowe" i drogie. Wypiliśmy tu najdroższe piwo podczas naszej podróży. Pochodziliśmy trochę po okolicy i udalismy się na kolację (wliczoną w cenę wycieczki) do hostelu. Tam odbieramy też bilety na Machu Picchu - co ciekawe, z datą na 2 dni do przodu :) Jemy i około północy idziemy spać - rano musimy być na nogach wcześnie.
Wstajemy przed 5-tą. Idziemy na śniadanie (skromne i również wliczonę w cenę) a potem na autobus na górę. Pierwszy odjeżdża o 5.30, jest kwadrans po piątej a ustawiła się juz spora kolejka. Autobusy odjeżdżają jeden po drugim. Bilety należy kupić w kasie - polecam zrobić to dzień wcześniej, unikniecie wtedy kolejki. Oczywiście na górę można też wejść pieszo. My z braku kondycji zrezygnowalismy z tej opcji :) Bus kosztował 10$ w jedną stronę.
Na górze jesteśmy tuż przed otwarciem bram (przed 6-tą). Wszyscy chcą być pierwsi w kolejce - my nie spieszymy się aż tak bardzo,mimo wszystko udaje się nam wejść dość szybko. Widok jest niesamowity.

Załącznik:
machu1.jpg

Załącznik:
machu2.jpg

Załącznik:
machu3.jpg

Załącznik:
machu4.jpg


Sądzę,że docierając w to miejsce później, wiele się traci. Rano ludzi jest naprawdę niewielu, w porównaniu do tego, co dzieje się po godzinie 10-tej, kiedy pociągiem docierają pierwsze wycieczki z Cuzco. Na górze spędzamy jakieś 4 godziny. W ramach wycieczki mamy też przewodnika - chodzimy częściowo z nim a częsciowo zwiedzamy sami. Około południa wracamy. Schodzimy piechotą - jest dość stromo. Kolejne 2 godziny po torach i jesteśmy przy Hidroelectrice.

Załącznik:
machu7.jpg


Szukamy naszego busa i udajemy się w drogę powrotną. Jedziemy jakieś dwie godziny i zauważamy kilkanaście busów stojących przy przydrożnej restauracji. Nasz kierowca zamienia kilka zdań z kolegami, ci pukaja się w czoło i jedziemy dalej. Wyjeżdżamy na górę i okazuję się, że na drogę osunęło się mnóstwo kamieni i ziemi. Nie jesteśmy w stanie jechac dalej. Towarzyszący nam Amerykanin mówi, że jak ostatnim razem miał taką sytuację, czekał 2 dni, zanim udrożniono drogę. Nie muszę chyba pisac, że to jedyna droga jaką mogliśmy się dostać do Cuzco. Fajnie,robi się zimno, jesteśmy głodni a wokół nie ma miejsca by cos zjeść i się ogrzać. Teraz juz wiemy dlaczego inni kierowcy pukali się w czoło, gdy my jechaliśmy dalej :) Na szczęście po trzech godzinach mogliśmy przejść na drugą stronę osuwiska, a podejście naszego kierowcy okazało się strzałem w dziesiątke :) Po drugiej stronie czekał już na nas inny bus i wyjechaliśmy jako pierwsi. Po drodze niesamowita kolejka samochodów.

Załącznik:
drogazmachu.jpg


Przejechaliśmy kilka kilometrów i okazało się, że musimy zmienić koło. Zatrzymaliśmy się w "restauracji", która do dzisiaj wspominam jako jedną z ciekawszych, w jakich było mi dane jeść. Niesamowicie obskórna. Za kontuarem pani z dzieckiem przewieszonym w chuście. W menu tylko jedno danie i herbata. Wokół latają ogromne ćmy. Do tej pory nie wiem, gdzie była toaleta :) Pani uwijała sie bardzo szybko - biorąc pod uwagę, że raczej nie była przygotowana na przyjazd kilkunastu gości w tym samym momencie. Spędziliśmy tam godzinę.

Załącznik:
drogazmachu1.jpg


Do Cuzco dotarliśmy około pólnocy. Udaliśmy się do hostelu na zasłużony odpoczynek.

Cała trasa do MP i z powrotem zajęła nam dużo czasu. K. uważa, że nie warto było jechać, ja wręcz przeciwnie. Polecam ten sposób dotarcia na miejsce :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 10 Sty 2016 11:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sie 2013
Posty: 161
Rzeczywiście na cena 100$ jest ok - myśmy robili wszystko samodzielnie, i cenowo wyszło podobnie. Z tą różnicą, że po drodze zahaczyliśmy Salineras de Maras, no i spaliśmy jedną noc w Aguas Calientes i jedną koło Hydroeletrici (w namiocie).
_________________
Nasze blogi:
https://treeclimbing.academy
https://fotografia.marzenawystrach.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 10 Sty 2016 19:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
28 Pażdziernika

Cuzco - ciąg dalszy

Ten dzień postanowilismy spędzić spokojnie - spacerując po Cuzco. Z samego rana udalismy się do biura Star Peru, by kupic bilety na przelot do Limy. Nie mielismy czasu, by jechać autobusem (ponad 20 godzin). Długo zastanawialiśmy się, czy ryzykować i polecieć do Limy w dzień naszego powrotu do Europy. W końcu zdecydowalismy się na taki właśnie krok.
Biuro Star Peru mieści się na Av. Del Sol - głównej ulicy miasta, znajdującej się tuż obok Plaza de Armas. Obsługa bardzo miła, zakup biletów szybki. Kosztowały nas niecałe 100 dolarów/os. Bilety już mamy - teraz idziemy na targ. Aż dziw, że dopiero teraz. Mercado San Pedro mieści się w centrum miasta, nieopodal Plaza San Francisco. Vis a vis targu znajduje się supermarket. Jak już pisałem wcześniej, bardzo lubimy targi, więc spędzamy tam dużo czasu. Dominują produkty spożywcze: mieso, owoce, choć mozna też znaleźć pamiątki. Wydaje mi się jednak, że w Pisac wybór był większy.

Załącznik:
targcuzco (1).jpg

Załącznik:
targcuzco (2).jpg

Załącznik:
targcuzco (3).jpg

Załącznik:
targcuzco (4).jpg

Załącznik:
targcuzco (5).jpg


Jako, że dzień miał być spokojny, spędziliśmy go głownie w centrum - włócząc sie od knajpy do knajpy - najpierw sami, a później w środkowoeuropejskim towarzystwie. Na obiad był stek z lamy, na kolacje trzydaniowy (bardzo tani) zestaw, składający się m.in ze steka z lamy :). Do tego liczne piwa. Odpoczęlismy jak należy :D

Załącznik:
cu.jpg

Załącznik:
cu2.jpg

Załącznik:
cu1.jpg

Załącznik:
cu3.jpg

Załącznik:
cu4.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group