Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 25 Lis 2021 23:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Mogę już chyba zacząć nadawać. Siedzę w samolocie do Sao Paulo, wydaje się więc wielce nieprawdopodobne, by coś mogło stanąć w poprzek drogi do mojego celu. Na wszelki wypadek splunę jeszcze tylko delikatnie po trzykroć przez lewe ramię (mam tu akurat taką odpowiednią szczelinę z boku fotela) i ruszamy...

Jest to poniekąd kontynuacja relacji przez-litwe-do-ftl-a-na-zywo,1509,160946 .

Cel tamtej podróży (czyli status FTL) został zrealizowany, ale punktów statusowych w Miles&More uzbierało się w tym roku na tyle dużo, że siłą rozpędu postanowiłem doczłapać do poziomu wyższego, czyli senatora. Człapanie to przebiegać będzie następująco:

Image

Przekładając język mapy na ludzki, trasa wyjazdu jest taka:
1) Gdańsk - Warszawa - Madryt, LOT
2) Madryt - Lizbona - Sao Paulo (Guarulhos), TAP
3) Sao Paulo (Congonhas) - Rio de Janeiro (Santos Dumont), LATAM
4) Rio de Janeiro (Santos Dumont) - Sao Paulo (Guarulhos) - Foz do Iguaçu, LATAM
5) Foz do Iguaçu - Sao Paulo (Congonhas), Azul
6) Sao Paulo (Guarulhos) - Lizbona - Madryt, TAP
7) Madryt - Warszawa - Gdańsk, LOT.

Pokręcone i gdzieniegdzie napięte czasowo, ale czegóż się nie robi dla statusu, zwłaszcza gdy tegoroczne ułatwienia w jego uzyskaniu mogą się prędko nie powtórzyć. Jedni robią jedno- lub dwudniowe obloty po Skandynawii, inni lecą na weekend do Kanady, a ja moje "kreski" łączę z nieco dłuższym, bo 10-dniowym wyjazdem do kraju Caipirinhą płynącego :D .

A tak w ogóle, ten "Barry" w tytule, to co za jeden? - zapyta być może ktoś z Was, (zwłaszcza przedstawiciel młodszej generacji).
Oto i on w pełnej krasie i to w wersji live (jak na relację "live" przystało):



Od kiedy pamiętam, piosenka ta jest głęboko wyryta w mej jaźni. I wcale nie dlatego, że Barry Manilow jest jakimś moim ulubieńcem. Nazwałbym to raczej zarośniętą już drzazgą wbitą przed laty w kształtujący się gust kilkuletniego dziecka, któremu podobał się kicz wszelakiej maści z Liberace włącznie (oczywiście z taśm archiwalnych :D ). Po kilku dekadach nadszedł czas, by skojarzenia małego Bartusia związane z tytułem piosenki Barry'ego skonfonrontować z rzeczywistością widzianą oczami Bartłomieja.

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 26 Lis 2021 00:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Wrz 2015
Posty: 833
Loty: 105
Kilometry: 185 657
srebrny
@tropikey będę śledził jak odmieniasz sobie klimat
Wrzucaj foty, będą cieszyć oczy w tej naszej szarudze.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 26 Lis 2021 00:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Najpierw retrospekcja.

Pobudka o 3:00 (!), szybki przejazd na lotnisko GDN w towarzystwie zgarniętego po drodze drugiego tetryka (tego, który przewijał się w niektórych innych moich relacjach) i jestem już po odprawie bagażowej oraz teście antygenowym (wymaganym od przybywających do Brazylii).
O dziwo, przed boardingiem na lot do Warszawy udaje się nam wpaść jeszcze na 10 minut do saloniku. Czasu wystarczy w sam raz na poranną bułkę i sok.

Image

Image

Lot do WAW jest bardzo punktualny. Teraz czeka nas ok. 3 h oczekiwania na lot do MAD. Wreszcie mogę zjeść porządne śniadanie. Salonik LOT-owski oferuje ku temu wyśmienite warunki, nawet w czasie zarazy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dzisiejszy lot do Madrytu obsługuje śliwka nałęczowska.

Image

Przed odlotem mamy jeszcze przegląd sporej części rządowego parku maszyn latających.

Image

Image

Image

Image

Niedługo po starcie skrzętnie korzystam z bardzo smacznego posiłku (na który wciąż mam miejsce :D ). Po tym, co niedawno koledzy pisali o spustoszeniu poczynionym przez Lufthansę w cateringu w europejskiej kl. biznes, oferta naszego narodowego czempiona prezentuje się pierwszorzędnie. Gdyby jeszcze tylko bułeczki nie były takie zimne.

Image

Image

Po przylocie do MAD zaskakuje mnie obfita pokrywa śnieżna na szczytach widocznych z okien samolotu. Na zdjęciach słabo to widać, ale zaryzykuję :)

Image

Image

Po wyjściu z samolotu musimy niestety odebrać bagaż i nadać go na lot TAP-em. Wbrew zapewnieniom otrzymanym od obsługi klienta LOT, w Gdańsku nie było możliwości nadania bagażu na całą trasę, pomimo tego, że LO i TP są w jednym sojuszu. Zapas czasu mamy wystarczający aż nadto, więc nie jest to jakiś wielki problem.
Jest tu niestety bajzel informacyjny, na skutek którego wraz ze sporą grupą innych pasażerów naszego lotu kierujemy się do złej sali odbioru bagażu. Tam sprawdzają jedynie nasze karty lokalizacyjne, ale po bagaż musimy udać się najpierw na zewnątrz i iść kawał drogi aż do drzwi tej właściwej sali, przez które ktoś z obsługi wpuszcza nas "pod prąd" do taśm z bagażami.
Mając je już w garści czekamy jakieś pół godziny aż otworzą się stanowiska TAP do odorawy bagażowej. Na szczęście, jest jeszcze jeden lot wcześniej od naszego i możemy nadać bagaż w czasie odprawy na ten właśnie lot. Co ciekawe, agent mówi nam, że gdyby było jeszcze jedno wolne miejsce w biznesie, moglibyśmy polecieć do Lizbony tym wcześniejszym lotem. No, ale jest tylko jedno...

Przechodzimy przez fast track i trafiamy do Sala VIP Alcala. Jest sporo ludzi, ale lokal jest bardzo obszerny, a poza tym, z upływem czasu robi się coraz luźniej. O 19:30, gdy nadchodzi pora kolacji i donoszą jakieś ciepłe dania, w środku jest już tylko tuzin gości.
Co do gastronomii, to jest całkiem w porządku. Minusem jest może tylko to, że wszystkie dania (za wyjątkiem paczkowanych do samodzielnego wzięcia z chłodni) są wydawane przez obsługę. To jednak, co wydają, jest smaczne. Na kolację wciągam curry z soczewicą, sałatkę z awokado i quinoa oraz sałatkę z kaszą i burakiem.

Image

Image

Image

Nadchodzi pora lotu do Lizbony. Wsiadamy do świeżutkiego Embraera 190 z masą miejsca na nogi w pierwszym rzędzie. Lot trwa tylko 50 minut, ale i tak wyrabiają się z podaniem posiłku.

Image

Koniec retrospekcji.

Tak oto jesteśmy znowu w momencie, w którym zasiadamy w A330 lecącym do Sao Paulo.

Image

Cdn :)
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 26 Lis 2021 08:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1197
Loty: 238
Kilometry: 445 316
platynowy
@tropikey napisz koniecznie ile przytyles w trakcie tej podróży. Wciąż jesz i jesz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 26 Lis 2021 13:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Tu mnie masz :D
Właśnie zameldowaliśmy się w hotelu i pierwsze co robimy, to jemy śniadanie (w samolocie oczywiście też było) :D

Dalsza część za jakiś czas, bo mamy dziś intensywny dzień w SP....
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 27 Lis 2021 11:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
TAP Portugal ponownie staje w pełni na wysokości zadania. To mój trzeci w tym roku (po lotach LIS-CUN i CUN-LIS) "dalekobieżny" odcinek na pokładzie tej linii i potwierdza się, że jest to porządnej klasy średniak. Nie ma może powodu do jakiegoś szczególnego zachwytu i wychwalania ich w niebogłosy, ale to, co składa się na ich ofertę w klasie biznes jest po prostu solidne i zadowalające.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przy okazji poprzedniej wizyty w Sao Paulo rozpływałem się nad tym, jak mało czasu minęło od opuszczenia samolotu do wyjścia z lotniska. I tym razem przebiega to iście ekspresowo. Samolot pezyziemił o 7:00, a pół godziny później stoimy na zewnątrz czekając na Ubera.
Tu drobną ciekawostka. Przed odbiorem bagażu korzystam z lotniskowego WiFi i sprawdzam dostępność oraz ceny przejazdu Uberem. Za kurs do naszego hotelu w pobliżu Av. Paulista pokazuje się cena ok. 90 BRL, czyli zgodnie z oczekiwaniami. W tym momencie nie zamawiam jeszcze kursu, bo nie wiem dokładnie, kiedy wyjdziemy na zewnątrz (kto wie np. czy komuś nie przyjdzie do głowy wziąć nas na bok do jakiejś kontroli). Gdy chcę zamówić kurs będąc już na zewnątrz okazuje się, że koszt wzrósł do... 165 BRL! Przewijam sobie jednak listę dostępnych aut i okazuje się, że na samym końcu czeka sobie grzecznie Uber Black w cenie 120 BRL. To nadal więcej, niż wcześniej, ale zamiast jakiegoś ciasnego autka, podjeżdża po nas duży chiński sedan Cherry Arrizo 6.
Dojazd do hotelu zajmuje godzinę z kwadransem. Korki są duże, bo to poranne godziny szczytu, w czasie których nawet wielopasmowa Rodovia Ayrton Senna wypełnia się po brzegi. Ślimaczących się kierowców pozdrawia sam Ayrton spoglądający na wszystkich z postumentu ustawionego zaraz przy szosie.

Docieramy do naszego hotelu, którym jest Reneissance Sao Paulo. Jest wczesny ranek, ale spełnili moją prośbę mailową i nasz pokój jest gotowy. Zapraszają nas również na śniadanie, z czego oczywiście chętnie korzystamy. O tym drugim napiszę krótko w innym odcinku. Teraz tylko kilka zdjęć z pokoju. Wystrój nie wzbudza ekscytacji estetycznej, ale trudno się do czegokolwiek przyczepić. Jest przestrzennie, czysto i schludnie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na odcinek o Sao Paulo zaproszę w stosownym momencie (postaram się nie odwlekać go zbyt mocno :) ).


Ostatnio edytowany przez tropikey 27 Lis 2021 13:19, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 27 Lis 2021 13:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1252
Loty: 462
Kilometry: 714 395
srebrny
@tropikey
Te ośnieżone szczyty widziane z Barajas to Sierra de Guadarrama. Miejsce na solidne narty zimą.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 27 Lis 2021 14:08 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7066
Loty: 871
Kilometry: 813 940
platynowy
Czy szwedzkie napisy w teledysku Barry'ego też mają jakieś (np. symboliczne) znaczenie?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 27 Lis 2021 14:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
To tylko wypadek przy pracy. Choć może podświadomy, bo dzieciństwo upłynęło mi w dużej mierze pod wpływem dziadka - intendenta na promach pływających do... Szwecji.
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 27 Lis 2021 18:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Na zwiedzanie miasta umówiliśmy się z mieszkającym tu od kilku lat Maćkiem (https://www.instagram.com/maciejmagicbiesiada/).

Trafiłem na niego w internecie zupełnie przypadkowo. Traf ten okazał się bardzo szczęśliwy, bo Maciek jest niezwykle przyjaznym i uczynnym człowiekiem (może to kwestia pomorskiego pochodzenia :D ) . Takich ludzi spotkać jest już niezwykle trudno.

Jesteśmy umówieni przed południem. Maciek podjeżdża po nas swoim autem i zgodnie z ustaleniami jedziemy do kilku miejsc mniej oczywistych (te sztandarowe odhaczyłem już przy poprzedniej wizycie).

Najpierw trafiamy na jeden z wielu dzielnicowych "ryneczków" ulicznych (zwanych "feira") ze straganami pełnymi warzyw, owoców, ryb i innych dóbr.

https://maps.app.goo.gl/D51HNdb54bfqtY8C8

Cały czas słabiej lub mocniej pada, więc zadaszenia nad stoiskami są zbawienne.

Image

Image

Image

Image

Image

U starszej Pani na zdjęciu powyżej obkupujemy się w przyprawy wszelakiej maści. Ponieważ jest już po 13:00, trwa tzw. "chepa", czyli końcowa cześć handlowego dnia, w której sprzedawcy drą się w niebogłosy oferując różne rabaty. Nasza sprzedawczyni nie krzyczy w ogóle (i tak nie dałaby rady wycisnąć ze swego wątłego ciała wystarczająco silnego dźwięku), ale i my korzystamy z "chepa" dostając jakieś gratisy. Część sprawunków na drogę powrotną jest już załatwiona.
Owa starsza Pani, mimo że posiada terminal płatniczy (jak większość straganów, a ponoć nawet - jak mówi Maciek - żebracy na skrzyżowaniach), nie specjalnie potrafi go obsługiwać, więc do obsługi klienta w zakresie płatności musi zaangażować kogoś z innego stoiska. Niewykluczone przy tym, że to po prostu kwestia niepiśmienności tej Pani, co jest podobno wciąż jeszcze dużym problemem w Brazylii.
Na koniec wizyty wypijamy jeszcze solidne porcje wody kokosowej i napoju z trzciny cukrowej z limonką (pychota) i jedziemy dalej.

Image

Docieramy do Beco do Batman - zaułku Batmana. Mieści się to tu:

https://maps.app.goo.gl/LAaFipUhcnEGCXyy5

Dla miłośników sztuki ulicznej, miejsce obowiązkowe. Wszystko zaczęło się tu od namalowania (nieistniejącego już) graffiti o tematyce batmanowskiej, potem dochodziły kolejne, a teraz jest to już sporych rozmiarów i ciągle się rozrastająca ogólnodostępna galeria uliczna.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Pora coś zjeść (co by @igore nie pomyślał, że spuściłem z tonu :D ). Maciek proponuje
Peixaria bar e venda (https://m.facebook.com/peixariabarevenda/). Bardzo fajne miejsce z nadmorskim klimatem, mimo że do plaży jest stąd przecież coś ok. 100 km.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Spędzamy tu całkiem sporo czasu, jedząc, popijając Caipirinhę i cachacę w różnych wariantach, gawędząc o życiu w Brazylii i wspominając znane całej naszej trójce okolice Trójmiasta.

Dalsza trasa prowadzi do dzielnicy Brooklin, w której mieszka Maciek (widok z tarasu ma zacny :) ), a tam do zrealizowania są dwa punkty:

1) zakup karty SIM w salonie VIVO,

2) poimprezowanie na miarę naszych gasnących powoli sił.

To pierwsze czynimy tuż przed zamknięciem salonu. Podejrzewam, że sami też dalibyśmy radę, ale obsługa nie znała angielskiego ni w ząb, więc pomoc Maćka przyspieszyła sprawę co najmniej dwukrotnie. Bierzemy zestaw składający się z karty SIM (12 BRL) i doładowania w postaci 3 GB (15 BRL). Widzę, że schodzi to na razie dość skromnie, więc kto wie, może wystarczy do końca pobytu.

Po drodze do drugiego punktu podchodzimy jeszcze do jednego z owoców twórczości niejakiego Kobry, miejscowego Banksy`ego (dzięki @pabien za wyłapanie literówki :), https://en.m.wikipedia.org/wiki/Eduardo_Kobra):

Image

Image

Image

Z tym drugim punktem jest już nieco gorzej. Łeb zaczyna pulsować mi z obu stron w rytmie ostrego berlińskiego techno, a do tego narastająca powoli senność. Nie są to warunki sprzyjające do wieczornego rozluźniania się. Ale trochę się udaje. Trafiamy do lokalu "Charme do Brooklin", w którym brazylijska muzyka na żywo (wcale nie Samba, czy bossa nova, tylko soczysty indie, czy może rodzaj folk rocka) przyciąga spore tłumy.

Image

Image

Potem jeszcze zaglądamy do urokliwej piekarnio-kafejki Padaria Leiriense, oferującej szeroki wybór tradycyjnych wypieków brazylijskich i portugalskich (choć pasteis de nata nie było).

https://maps.app.goo.gl/oLj9Nn6aPAZyPLDU6

Chwilę potem Maciek zgarnia nas do auta i jak prawdziwy Samarytanin odwozi do hotelu. Jesteśmy mu dozgonnie wdzięczni. Poświęcił nam naprawdę kupę swojego prywatnego czasu, pokazał mniej znane i oklepane miejsca, a do tego okazał się przesympatycznym człowiekiem. Mam nadzieję, że trafimy jeszcze na siebie. Kto wie, może jeszcze w grudniu...
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 28 Lis 2021 14:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
O poranku, w celach eksperymentalno-porównawczych, zjadam dwa śniadania, oczywiście w pewnym odstępie czasowym.
Najpierw, niemal na otwarcie, udaję się do Club Lounge, mieszczącego się na jednej z ostatnich kondygnacji. W związku ze spotkaniem z Maćkiem nie wpadliśmy tu wczoraj wieczorem na "happy hour", ale mam zamiar nadrobić to ostatniego wieczora przed lotem powrotnym.
Salonik jest ogromny, wielopomieszczeniowy i rozciąga się z niego piękna panorama miasta. Ponieważ wczoraj miałem już okazję zjeść śniadanie w restauracji na dole, widzę, że tu na górze jest nieco mniejszy wybór, ale nie ma powodu do narzekania. Bardzo sympatyczna obsługa dodaje temu miejscu uroku.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po przerwie regeneracyjnej i basenie odwiedzam salę śniadaniową, tym razem tą główną, na parterze. Widoku nie ma tu żadnego, ale wybór potraw jest większy. Objawieniem jest dla mnie m.in. smoothie z jagód acai, o dziwo (jak na Brazylię, gdzie wszystko słodzą) bez dodatku cukru.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Powoli pakujemy się i udajemy na lotnisko Congonhas. Budynek wygląda nieco tak, jakby powstawał w tym samym czasie, co szereg charakterystycznych gdyńskich obiektów z okresu międzywojennego. Rzeczywiście, jego budowa trwała już w latach 20-tych XX w., choć oddany został do użytku dopiero w 1936 r. Jakże inna jest jego architektura od typowych portów lotniczych.

Image

Image

Image

Postanawiamy odwiedzić tutejszy salonik (weszliśmy na Diners Club, ale przyjmują też oczywiście Priority Pass) i bazując na naszym niedopatrzeniu, ostrzegam, że bardzo łatwo go przeoczyć. Po przejściu automatycznej bramki do sprawdzania kart pokładowych wchodzi się do sali kontroli bezpieczeństwa i nie ma tu żadnego oznaczenia, że salonik jest ukryty właśnie tu, w prawej skrajnej części. Nie wiedząc o tym przeszliśmy kontrolę i potem musieliśmy wyjść ponownie do hali przylotów, odbić karty pokładowe i dopiero wtedy znaleźliśmy ów przybytek.
Nie ma tam nic nadzwyczajnego, ale jeśli macie wejścia nielimitowane, albo jakieś "na wydaniu", to jest całkiem znośnie - minimalistycznie, ale nie skrajnie (jest nawet wino wydawane zza lady).

Image

Image

Image

Tablica wzywa do bramki, więc idziemy do ponownej kontroli bezpieczeństwa (ta zaraz przy saloniku przebiega ekspresowo) i po kilkunastu krokach jesteśmy przy naszym wejściu. Pasażerowie czekają grzecznie w równych ogonkach wyznaczonych dla poszczególnych grup. Boarding jest bardzo sprawny i dobrze zorganizowany.
Na pokładzie każdy ma dostęp do niewielkiego monitora z różnymi kanałami do wyboru (trzeba mieć swoje słuchawki), w tym kilku po angielsku.
Linie Azul, podobnie, jak pozostałe brazylijskie, na lotach wewnętrznych nie widzi potrzeby, by jakiekolwiek komunikaty prezentować w języku innym, niż portugalski. Sam lot jest jednak wzorcowy: punktualny, bezpieczny, bezproblemowy.

Image

Image
Image

Szlag mnie tylko trafia, bo siedzę po lewej stronie, a ci po prawej, przy krążeniu nad Rio mają widoki takie, że tylko pozazdrościć. Mi pozostaje jakaś mierzeja i tęcza. Teraz pytanie, jak się usadowić w locie do GRU, żeby może wtedy załapać się na fajne widoki? Podejrzewam, że też po prawej, tylko co, jeśli samoloty przy wznoszeniu skręcają w lewo?

Image

Image

Po wylądowaniu ekspresowo odbieramy bagaż, wychodzimy z budynku lotniska SDU i przechodzimy ok. 200-300 m w lewo, do miejsca, w którym pasażerów mogą odbierać Ubery. Nasz kierowca to chyba jakiś miłośnik filmów z serii "Taxi", bo gna, jak szalony, więc już niedługo potem podjeżdżamy pod nasz hotel - Hilton Copacabana. O tym jednak już w kolejnej części :)
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
benedetti uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 29 Lis 2021 11:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Meldujemy się w Hilton Copacabana. Na pierwszy rzut oka widać, że swoje lata świetności obiekt miał przynajmniej z dwie dekady temu, gdy funkcjonował jeszcze pod marką Windsor. Przydałby się tu po prostu remont totalny. Nikt się tym chyba jednak nie przejmuje, bo to nie piękne meble i lśniąca elewacja przyciągają tu gości, lecz lokalizacja i widoki. Przyznam, że gdy dotarliśmy już do naszego pokoju na 33. piętrze, lekko mnie zatkało :)

Image

Image

Image

Image

Image

Piszę te słowa leżąc na łóżku, z którego patrzę sobie właśnie prosto na Głowę Cukru i to jest piękne uczucie.
Jeszcze lepiej, bo kilka pięter wyżej i bez "przeszkadzacza" w postaci szyb, jest na dachu hotelu, gdzie znajduje się niewielki basen i bar. Za dnia widok jest taki:

Image

Image

Image

Dobiega 17:30, więc zaglądamy na "happy hour" w saloniku. Oferta idzie niestety w parze z ogólnym standardem hotelu. Jego dyrekcja liczy zapewne na to, że goście statusowi oszołomieni widokami z wysokich pięter nie dostrzegą mizerii panującej w saloniku. W moim przypadku to zaklęcie nie działa i widzę doskonale, że ktoś tu mocno oszczędza.

Image

Image

Image

Image

Wciągamy po kilka (bliżej 10, niż 5) talerzyków z łososiem i kilka (bliżej 5, niż 10) miseczek z sałatką warzywną, popijamy nieco winem i ruszamy na wstępny rekonesans.
Dziś drużyna Flamengo z Rio gra w Montevideo w finale Copa Libertadores z Palmeiras z Sao Paulo. Widać to na każdym kroku i w każdym barze. Wokół telewizorów zgromadzone są różnej wielkości grupy kibiców. Jeśli Flamengo wygrają, szykuje się wielka zabawa, a nazajutrz parada na Av. Presidente Vargas z udziałem zwycięskiej drużyny.

Image

Image

Image

Image

Do rozstrzygnięcia meczu jeszcze daleka droga, więc robimy "spacerkiem" 10 km od początku Copacabany do mniej więcej połowy Ipanemy.
Jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem. Tyle się naczytałem o niebezpieczeństwach czyhających rzekomo na turystów na Copacabanie, a zwłaszcza w tej naszej części (z uwagi na niedalekie sąsiedztwo niewielkiej faveli), że z początku co rusz sprawdzałem, czy portfel nadal jest na miejscu. Szybko się jednak zorientowałem, że to bezcelowe działanie. Poziom ewentualnego niebezpieczeństwa jest tu moim zdaniem zupełnie taki sam, jak w każdym innym popularnym wśród turystów miejscu na świecie.
Po deptaku przewijają się masy ludzi. Jedni spacerują, inni uprawiają jogging, jeszcze inni sprzedają plażowe gadżety i chińskie pamiątki z Rio, a pozostali oglądają mecz.
Na sam koniec naszego marszu, przed powrotem do hotelu idziemy jeszcze pod skałę, na której stoi Forte do Leme. I tutaj, zamiast rzezimieszków i dealerów spotykamy rodziny z dziećmi, starych i młodych w barach ulokowanych pod skałą, a na końcu nadmorskiej ścieżki kilkunastu wędkarzy. Jest tu naprawdę świetnie :)

Niestety, po dogrywce Flamengo przegrywają 1:2. Puchar pojedzie do Sao Paulo, więc nici z parady w Rio. Zamiast euforycznej samby, będzie raczej sentymentalna bossa nova, zapewne jedna ze skomponowanych przez tego oto pana:

Image

Przed snem spoglądamy jeszcze na Copacabanę z tarasu na dachu i szykujemy się na kolejny (oby) udany dzień.

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
SPLDER uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 01 Gru 2021 03:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Rozpoczyna się nasz pierwszy pełny dzień w Rio. Cóż byłby to jednak za dzień, gdybyśmy najpierw nie wciągnęli porządnego śniadania ;)

O ile "happy hour" w saloniku było rozczarowujące, śniadanie w restauracji jest na porządnym poziomie. Mamy znowu to, co najcenniejsze z naszej perspektywy, czyli masę lokalnych owoców. Jest jednak i stacja omletowo-tapiokowa, brazylijskie wypieki oraz większość innych potraw, których rano można się spodziewać w Hiltonie. Ponownie jednak (tak jak i w Renaissance) zauważam poważne braki na odcinku warzywnym. Są tylko liście sałaty, kukurydza i gotowane buraki pocięte w słupki (to swoją drogą zadziwiające, jaką popularnością cieszy się to warzywo w Brazylii).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No, teraz możemy udać się w drogę. Ponownie, nie czynimy tego sami. Dziś (i jutro) wspiera nas mieszkająca tu od lat i pracująca, jako przewodniczka Ania.
Oczywiście, Rio da się ogarnąć samemu, bez pomocy innych, ale wiem już (gdy piszę te słowa i gdy jesteśmy już po drugim dniu zwiedzania), że to była bardzo dobra decyzja.

O 11:00 ruszamy Uberem na jeden z tutejszych niedzielnych ryneczków. Przypomina feirę w Sao Paulo, choć jest chyba ciut bardziej chaotyczny i ma dodatkowe elementy, których nie było wcześniej: muzykę na żywo i pchli targ (w tym wypadku chodzi raczej o próbę sprzedaży wszystkiego, co udało się znaleźć gdziekolwiek i przedstawia jakąkolwiek, choćby znikomą wartość).
Kupujemy opakowanie z kawałkami wnętrza chlebowca (z wyglądu kuzyn duriana, ale w smaku i zapachu konotacji się nie wyczuwa) oraz (ponownie) jakieś przyprawy, słuchamy sobie trochę samby i powoli zbieramy się dalej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zwróćcie uwagę na wokalistę/gitarzystę. W Polsce taki gościu kojarzy się raczej z mało wyszukanymi rozrywkami (przepraszam ewentualnych forumowiczów-kulturystów za to żałośnie stereotypowe podejście), a tu proszę... I nie jest to jednostkowy przypadek. Jest to z resztą temat na jakieś odrębne opracowanie, z jaką pieczołowitością mieszkańcy Rio (a w każdym razie znaczna ich grupa) podchodzą do sportu i tężyzny fizycznej. Copacabana to jeden wielki klub fitness, a zagęszczenie postaci obojga płci żywcem wyciągniętych z reklam suplementów wspierających bodybuilding jest tu chyba większe nawet, niż w Los Angeles (tak się wymądrzam, jakbym w owym LA kiedykolwiek był :D ).

Z targu trafiamy do katedry, a chwilę potem na pokład zabytkowego tramwaju kursującego do dzielnicy Santa Teresa.
Z zewnątrz budynek katedry nie pozostawia gościa obojętnym. Jednych surowość zmurszalego od tropikalnej wilgoci betonu odrzuci, inni dostrzegą w tym zamysł pozostawienia obiektu skromnym miejscem kultu religijnego, które nie epatuje złotem i błyskotkami. Ja sam postrzegam go nieco, jako ul, ale może chodziło o coś zupełnie innego?
Rozważania te bledną jednak wobec majestatu oglądanych od wewnątrz witraży. Niezapomniany widok.

Image

Image

Image

Przejażdżka zabytkowym tramwajem kosztuje 20 BRL. Siadamy razem z kilkudziesięcioma innymi osobami na twardych drewnianych ławkach i pojazd rusza mozolnie z metalicznym skrzekiem w swoją trasę. Przejeżdżamy najpierw płasko po szczycie akweduktu Carioca, a potem jest już ciągle pod górę. Tramwaj jedzie powoli, ale na robienie zdjęć jako taką szansę mają tylko ci, którzy siedzą z prawej strony. Po drodze jest kilka punktów widokowych, ale maszynista przy nich niestety nie zwalnia. Poza tymi punktami okolicę szpecą niestety (tak samo zresztą, jak i inne fragmenty Rio) ogromne ilości wiszących kabli, druty kolczaste i bazgroły na ścianach, którym daleko do artystycznego graffiti.
Gdy docieramy do stacji końcowej, obsługa zmienia ustawienia oparć, obracamy ciała o 180 stopni, a tramwaj rusza w dół. Nie jedziemy jednak do końca (a w zasadzie początku), tylko wysiadamy na przystanku tu:
R. Alm. Alexandrino - Santa Teresa
https://maps.app.goo.gl/bMmuRHcoLMst5hXr8
i idziemy do klimatycznej knajpki "Bar do Mineiro". Jej chyba już ponad 80-letni właściciel przesiaduje sobie na schodach visa a vis lub krąży między stolikami wspominając zapewne spotkania z gwiazdami uwidocznionymi na zdjęciach zdobiących ściany.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Co nieco posileni, spokojnym krokiem docieramy do Parque das Ruínas - miejskiej instytucji kulturalnej urządzonej na nieruchomości podarowanej Rio przez niejaką Laurindę Santos Lobo.
Mamy tu po raz pierwszy możliwość poddania się kontroli szczepionkowej. Mój certyfikat EU z mObywatela w zupełności wystarczy, a kolega, który nie ma tego w telefonie, pokazuje informację o szczepieniu wygenerowaną chyba z IKP oraz paszport w celu potwierdzenia tożsamości.
Rozciągają się stąd piękne widoki na Rio, choć wisienka na torcie będzie później.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Pora teraz na kolejny szlagier z Rio - Escaderia Selaron.
Jest sporo turystów, ale ich liczba nie przytłacza. Podobnie, jak w innych miejscach, dominują sami Brazylijczycy. Cudzoziemców niemal zupełnie nie ma. To zaskakujące uczucie, gdy w tak popularnym (pozapandemicznie) miejscu nie słychać w ogóle angielskiego, niemieckiego, czy polskiego. Są jednak nieme ślady z naszego kraju.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Słońce powolutku zmierza ku zachodowi, więc jedziemy na Praia Vermelha, a z niej stromą ścieżką wspinamy się do niższej stacji kolejki na Głowę Cukru. Przed dotarciem do owej ścieżki odwiedzamy jeszcze naszego rodaka, Frycka. Czy jest jeszcze jakiś inny pomnik, który ukazuje go w pozycji stojącej? Przypomina on tu bardziej celebrytę ze świata muzyki pop, niż wielkiego kompozytora muzyki klasycznej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Widoki z pierwszego poziomu kolejki linowej na Głowę Cukru są obłędne, a to przecież dopiero przedsionek. Ruszajmy dalej...
Okazuje się, że Black Friday to nie zawsze marketingowa wydmuszka. Dziś (mimo, że to niedziela, a nie piątek) bilet w obie strony, zamiast 100 BRL kosztuje tylko 40 :D

Image

Image

Image

Na szczycie Pão de Açúcar robimy obchód każdą z dostępnych ścieżek. Widoki są fantastyczne. Jedynie Chrystus na Corcovado robi nam psikusy i tylko z rzadka wyłania się z chmur otaczających tamten szczyt. Ciekawe, co o tych psikusach myślą osoby stojące teraz u stóp Cristo Redentora...
Im ciemniej się robi, tym piękniejsza staje się cała sceneria. W którymś momencie, znaczna część Rio zaczyna przypominać mieniący się żar w przygaszonym ognisku.
Wydawało mi się, że widoku ze szczytu Wiktorii w Hongkongu nic nie przebije, ale znalazł się oto silny rywal.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Odstajemy swoje (a w zasadzie robi to za nas Ania) w kolejce do zjazdu na dół. Pełni wspaniałych wrażeń rozstajemy się na rondzie przy Av. Pasteur. Ania wraca do siebie, my jedziemy do Hiltona. Wpadamy jeszcze na jedzenie do jednego z kilku lokali sąsiadujących z hotelem. Wybór pada na S Bistro Leme, które mogę polecić. Łosoś "pieczony z jednej strony" i Crème brûlée były pyszne.

Image

Image

Cóż to był za udany dzień! Oby i jutro było tak przyjemnie i ekstatycznie. Plany Anii będziemy poznawać po kolei. Jestem przekonany, że uda się co najmniej tak dobrze, jak dziś :) .
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 01 Gru 2021 09:25 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1192
Loty: 417
Kilometry: 693 520
srebrny
Dwa pytania:

- ile Pani Ania życzy sobie za dniówkę?
- w Hiltonie da radę wjechać na górę na zdjecia, ewentualnie coś drobnego zamówić czy tylko dla gości hotelowych?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 01 Gru 2021 10:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5853
HON fly4free
Dwie odpowiedzi:
1) za każde 8 h (w praktyce wychodziło zawsze dłużej) zapłaciliśmy 400 BRL, łącznie za 2 osoby. W sumie wyszło zatem 800 BRL, do podziału na 2. Oczywiście, bilety wstępu i transport (zawsze Uber) to dodatkowy koszt, ale to jest do wydania niezależnie od formy zwiedzania (dodam, że oficjalni przewodnicy mają wstępy i przejazdy kolejkami za darmo),
2) wydaje mi się, że tak zupełnie bokiem wjechać się nie da, bo do wjazdu na dowolne piętro musisz mieć kartę. Niewykluczone jednak, że po zagadaniu w recepcji, że chce się pojechać do Lounge Isabel (nazwa baru), jakoś to organizują. Mogę o to zapytać - dam jeszcze znać.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot], Djorkaeff oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group